Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
154.108.722 wizyty
Ponad 1061 autorów napisało dla nas 7298 tekstów. Zajęłyby one 28799 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 2742 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!
 Kultura » Sztuka » Filmy i filmoznawstwo » Filmy » Bezbożna pogadanka

Wszystkie religie są szkodliwe
Autor tekstu:

Czasem w komentarzach do moich pogadanek spotykam się z zarzutem, iż nie wszystkie religie równie mocno krytykuję. Idąc tą drogą rozumowania, niektórzy moi słuchacze twierdzą, iż zapewne mniej krytykowane religie darzę jakimiś szczególnymi względami. Otóż nie — jest to mylny wniosek. Siłą rzeczy tu, w Polsce, najbardziej doskwiera nam chrześcijaństwo, ale staram się dbać o to, abyśmy przy okazji moich bezbożnych pogadanek nie ograniczali się tylko do niego, lecz zwracali uwagę również na inne wierzenia.

Najbardziej toksyczna cecha jest wspólna dla wszystkich religii. Polega ona na umieszczaniu wyznawcy, najczęściej za młodu i przez jego najbliższych, w świecie pielęgnowanych i bronionych z uporem złudzeń przesłaniających rzeczywistość. To umieszczenie odbywa się w dużym stopniu na płaszczyźnie emocjonalnej, w mniejszym zaś na płaszczyźnie intelektualnej. Urobiony za młodu wyznawca tej czy innej „jedynie słusznej prawdy", jest skłonny bronić jej kosztem ewidentnych faktów jej przeczących, a także kosztem ludzi, którzy ośmielają się propagować prawdziwszy obraz rzeczywistości. Zaprzeczanie odziedziczonym z mlekiem matki złudzeniom religijnym wzbudza przeważnie agresję, natomiast wiele z tych złudzeń ma silny paradygmat konieczności ich szerzenia.

Nasz prawdziwy dom, czyli rzeczywistość jaką odkrywa przed nami nauka, wraz z zachodzącymi w niej interakcjami społecznymi i emocjonalnymi, zostaje za sprawą wdrażania religii u wielu ludzi częściowo, lub całkowicie przesłonięty. W tym zaślepiającym wpływie nie można wyróżnić religii gorszych bądź lepszych. Buddysta może być równie mocno zaślepiony swoim jedynie słusznym mitem jak muzułmanin swoim. Chrześcijanin i wyznawca judaizmu potrafią być niemal identyczni w złości, jaką reagują na wzmianki o faktach przeczących ich religijnym urojeniom. Zarówno u Sikha, jak i taoisty wiedza w danej dziedzinie nauki nadal może być spychana na drugi plan przez naiwne, wdrukowane w dzieciństwie wierzenia. Nie brak profesorów chrześcijan, którzy przekłamują swoją dziedzinę wiedzy, byleby nadal pozostać w religijnym złudzeniu i w szerzeniu tego złudzenia. Tak samo będą postępować profesorowie, którzy nie zerwali z innymi religiami — hinduizmem, zoroastrianizmem, islamem etc. To zjawisko jest tak częste, że wielu ludzi racjonalnych boi się przeciwko niemu protestować, zdając sobie sprawę z tego, że krytykują (a dla wyznawcy każda krytyka jest atakiem) pogląd dojmującej większości ludzkości, zarażonej wirusami tej czy innej wiary. Tym niemniej protestować trzeba, bo inaczej nic się nie zmieni, a im szybciej zajdą zmiany w kierunku rozwiewania oparów religijnych urojeń, tym mniej młodych ludzi będzie musiało wzrastać w silnie uzależniających oparach wiary z dużą dozą poświęcenia podsycanych przez ich rodziców.

Religie to także silna kastowość. Każdy wyznawca ma wrażenie, iż jego urojenie o bogu/bogach/bogini/boginiach jest „prawdziwe", zaś brak urojeń, tudzież inne urojenia są „fałszywe". Wyznawca ma zatem „dany z niebios dostęp do prawdy", którego nie mają ci, którzy nie należą do jego klanu współwyznawców. Niekiedy wyznawca, za sprawą wirusa swojej wiary, pragnie „uszczęśliwiać" osoby spoza swojego klanu, chcąc na nich wymuszać uznanie dla swojej „jedynej prawdy". To zjawisko zostało już nazwane przez co śmielszych badaczy „rasizmem religijnym" i sądzę, że ta nazwa jest bardzo adekwatna. Rasizm religijny ma znacznie szerszy zakres występowania, niż rasizm etniczny, z którym zresztą chętnie brata się, gdy może. Wyznawanie jakiejkolwiek religii zawiera już w sobie automatycznie elementy rasizmu religijnego, które w zależności od wrażliwości i upojenia „inteligencją ekstatyczną" danego wyznawcy mogą być słabe, albo bardzo mocne. Nie każdy natomiast przedstawiciel danego narodu, rasy, czy cywilizacji musi być rasistą etnicznym.

Te dwie cechy każdej religii — życie w urojonym świecie kosztem rzeczywistości, oraz rasizm religijny są tak naprawdę istotą zła, jakie może płynąć z każdego wyznania, na małą i na wielką skalę. Ten zgubny wpływ na ludzi zawarty jest już w samej istocie religijności, bo przecież nikt religijny nie mówi, iż wierzy „być może" w Jezusa, czy Sziwę. Wiara religijna to jedynie utwierdzanie się w dogmacie tej czy innej religii za pomocą erystycznej gimnastyki myślowej unikającej wszelkich niewygodnych punktów odniesienia, oraz za pomocą silnych emocji wzbudzanych przez rytuały mające ominąć jakiekolwiek krytyczne myślenie. Ludzie religijni chcą być naiwni jak dzieci, dlatego nazywają swoich bogów i swoje boginie ojcami oraz matkami. Zmaganie się z wątpliwościami w wierze religijnej nie polega na dopuszczaniu innych modeli dziania się świata, lecz na zabijaniu w sobie wszelkich przejawów krytycznego myślenia.

Każda religia daje przyzwolenie na przemoc wobec innego, a nawet do niej zachęca. W różnych okresach historycznych i w różnych miejscach na ziemi ta przemoc w wydaniu różnych religii może być słabsza, lub silniejsza. To, że dana religia łagodnieje nie oznacza koniecznie, że znów nie wejdzie w fazę wzmożonego fanatyzmu. Zawarty w każdej religii paradygmat wynoszenia urojeń ponad rzeczywistość i wyjątkowości swej „jedynie słusznej" drogi do „prawdy" nie zmienia się w swej istocie. I zawsze też może rozpalić na nowo ogień przemocy. Islam bywał już łagodniejszy niż jest teraz, nienawiść na tle religijnym wracała cyklicznie wśród chrześcijan z byłej Jugosławii, wielu hinduistów w Indiach radykalizuje się doprowadzając do pogromów innowierców, na co i oni, gdy mogą, nie pozostają obojętni. Świeckie ideały Jawaharlala Nehru, pierwszego premiera Indii, bynajmniej nie rozwijają się w tym pięknym kraju nieprzerwanie. Religijny fanatyzm często podnosi swój drapieżny łeb i nie jest wcale powiedziane, że w końcu nie zwycięży. Nie może być inaczej, skoro u podstaw nadal tkwi w tych religiach silna potrzeba fałszowania faktów i silne poczucie wyższości „duchowych wędrowców na jedynej w pełni właściwej ścieżce".

Dalszą część moich rozważań zawarłem jak zwykle w kolejnej bezbożnej pogadance:

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (170)..   


« Bezbożna pogadanka   (Publikacja: 10-03-2013 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jacek Tabisz
Prezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Historyk sztuki, poeta i muzyk, nieco samozwańczy indolog, muzykolog i orientalista. Publikuje w gazetach „Akant”, „Duniya” etc., współtworzy portal studiów indyjskich Hanuman, jest zaangażowany w organizowanie takich wydarzeń, jak Dni Indyjskie we Wrocławiu.

 Liczba tekstów na portalu: 118  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Klerykalizacja, czy sekularyzacja?
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 8812 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365