Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
147.120.455 wizyt
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7281 tekstów. Zajęłyby one 28729 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 3392 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Paweł zdawał sobie sprawę z tego, że próba przełamania tej kultury uniżoności nie ma sensu, że jej złamanie wymagałoby pogwałcenia tabu, że ten język to świat, z którego nie daje się uciec, świat czapki miętoszonej w ręku w obliczu proboszcza, policjanta, urzędnika, świat niewiary w partnerstwo, w którym idea społeczeństwa obywatelskiego jest groteską."
« Społeczeństwo  
„Optysynchronizm” a postęp [1]
Autor tekstu:

Uwaga, uwaga, przedstawiam definicję postępu, nie jego opis (no dobrze, niech będzie, że to tylko teoria):

Progres polega na coraz bardziej optymalnym synchronizowaniu się elementów systemu, by zminimalizować jego niedociągnięcia, skutki uboczne działania, a zmaksymalizować pożądany jego efekt, co jest tożsame z optymalizacją jego wydajności, bez względu na to, co mechanizm „produkuje".

To właśnie, jak mniemam, rdzeń progresu, czyli to, na czym postęp polega- znana wielu optymalizacja, aczkolwiek poprzez uprzednią synchronizację; w kolejnych partiach tekstu postaram się dowieść, iż optysynchroniczny mechanizm to pryzmat, przez który można spoglądać nie tylko na gospodarkę, czy technologię, albo jeszcze wężej, samą ergonomię pracy, lecz na każdą ze sfer życia oraz oceniać pod jego kątem, czy ma w niej miejsce progres, czy też nie. Jako, że wszystkie sfery (jak polityka, społeczeństwo, gospodarka, nauka „ścisła" i „humanistyczna", które zwykle nazywać będę systemami, podsystemami i nadsystemami, a więc tym, czym one w istocie są) łączą się, musi istnieć też algorytm, który będzie miał zastosowanie w rozmytych „łącznikach" pomiędzy systemami. Jego opis pozwolę sobie streścić nieco później.

Powyżej przedstawiłem sedno postępu. Wszystkie natomiast określenia, które na ogół go dotyczą, jak „ulepszanie, udoskonalanie, parcie do przodu" to zaledwie opisy skutków postępu, mantra synonimów, których używamy intuicyjnie w celu podkreślenia afirmacji dla jego owoców: wszystkie te pojęcia nacechowane są bowiem pozytywnym, emocjonalnym stosunkiem do progresu- dlatego kojarzymy go np. z pójściem wprzód, gdyż jest to po prostu standardowy i właściwy kierunek poruszania się. Stąd nie mamy kłopotu z powiedzeniem, iż smartfon z funkcją suszenia włosów jest postępem w stosunku do starego padła, z którego dało się tylko dzwonić (znów synchronizacja), lecz przy programie partii lub ideologii czy jakimkolwiek innym bardziej złożonym zjawisku i z określeniem ich progresywności mamy większy problem.

Rywalizacja, którą często uznaje się za napęd postępu, jest natomiast jeśli nie przeceniana, to przynajmniej traktowana zbyt pierwszoplanowo. To po prostu ostatni etap każdego z cyklów synchronizacji, polegający na filtrowaniu elementów i odrzucaniu tych, które na pewno do siebie nie pasują (jak wyrzucanie w kąt klucza niepasującego do danej śrubki, czy wyrzucaniu przesądu z debaty publicznej, kiedy już obnaży się jego sprzeczność ze zdrowym rozsądkiem; na taki filtr pluralizmu przyjdzie nam jednak jeszcze poczekać, ponieważ sam urządzony jest idealistycznie, w myśl nielogicznego hasła, że skoro np. religia pociesza, to można jej wybaczać niespójność, czy też zupełnie absurdalnej, dualistycznej koncepcji „odrębnych magisteriów").

Progres ogólny w obrębie ludzkiego gatunku (którego docelowym „produktem" tak dziś jak i w przyszłości ma być finalnie optymalny poziom szczęścia w społeczeństwie) dokonuje się dzięki świadomości i racjonalności ludzkich umysłów. Fakt, że genom ludzki i jego konfiguracje (genotypy) są zwykle funkcjonujące optymalnie, przekłada się tylko i aż na potencjał określonego progresu samych jednostek, czyli poszerzania horyzontów; dostrzegania kompleksowości świata wokół oraz systematyzowania współzależności w nim za pomocą racjonalnego myślenia wspomaganego empatią. Ten potencjał (bez odpowiedniej stymulacji pozwalający zaledwie na to, żeśmy jeszcze się wszyscy nie pozabijali) uzewnętrzniał się w religiach, mitologiach i ideologiach z chęcią do wyjaśnienia i usystematyzowania świata, lecz niewystarczający (nieoptymalny) poziom wiedzy ogólnej długo nie mógł pozwolić na zaczątki poruszania się we właściwym kierunku- w kierunku rozwoju. Do niego pierwsze kroki poczyniła po prostu racjonalna nauka i którego ścieżką nadal kroczy będąc jedynym narzędziem pozwalającym na optysynchronizację wszystkiego ze wszystkim (nie licząc idealizmu z podejściem racjonalnym, a więc i optymalnym — tutaj zgoda jest niemożliwa, a raczej gnuśny, święty spokój). Jeszcze inną przyczyną długiego okresu ciemnoty może być fakt, iż „mózgi" prymitywnych systemów społecznych (dyktatorzy, faraonowie, monarchowie), najpierw wyróżniali się przede wszystkim umiejętnością psychologicznej, być może dobrodusznej manipulacji bez szczegółowej wiedzy o ludzkiej psychice. Następnie manipulacja ta musiała przyjmować coraz bardziej jasne znamiona cynizmu, z racji nieco poszerzającej się wiedzy (sztandarowy przykład to przewidywanie pogody), wraz z mylnym przekonaniem o „niższości" pewnych kast i rozbuchanym, samczym ego zdolnym do zarządzania ciemną i ponoć dozgonną hołotą.

Obecnie nauka, która musi stać się w końcu „mózgiem" naprawdę wszystkiego, weszła już na taki pułap progresu, że nie potrzebuje żadnych mitów dla objaśnienia podstawowych praw/prawidłowości rządzących światem. Dostrzegalne są oczywiste między nimi analogie, co każe przypuszczać z ogromną dozą prawdopodobieństwa, że w przyszłości rozwikłane będą również właściwości kwantów i ich relacji między sobą. W chwili, kiedy nauka zniszczyła ostatnie kryjówki dla duchów i bóstw, nastąpił niezauważalny przełom, uświadamiany bardzo powoli: osiągnęliśmy wtedy OPTYMALNY poziom wiedzy niezbędny ku temu, by móc wszystko przebudowywać pod kątem wartości optymalnych, a nie idealistycznych.

To, iż świadomość w społeczeństwie rozłożona jest różnie dzięki zróżnicowaniu stopnia potencjału u poszczególnych jednostek, stanowi oprócz poznania cząstkowego jedną z przyczyn faktu, dlaczego historia naszego gatunku to nieustanne pasmo cyklicznych katastrof i zwycięstw. Rozkwitania wielkich cywilizacji a następnie ich upadku. Podobną prawidłowość wzlotów i upadków zauważamy na płaszczyźnie jednostkowej, u ludzi niezwykle świadomych, którzy nie biorą jednak pod uwagę faktu, że większość nie dzieli z nimi ich perspektyw, a po pierwsze nie posiada naturalnego potencjału do tak intensywnego rozwoju sfery emocjonalnej wraz z intelektualną. Tacy ludzie szukają prawdy na temat całej ludzkości, syntetyzują, analizują, lecz jednocześnie wszystko bardzo głęboko odczuwają; zapominają przy tym, lub nie są świadomi prostego źródła swoich rozterek: inni ludzie nie odbierają tego, co się dzieje, tak dogłębnie, w związku z czym ich wybryki, gruboskórność, czy zwyczajna głupota nie domagają się wielkich zamartwień nad kondycją ludzkości. Ta jest od tysiącleci w niestety, bardzo podobnym położeniu.

Wielkim i nieco mniejszym myślicielom naszej historii, takim jak Osho, Budda, Jezus, czy Platon, brakowało naturalnie empirycznej wiedzy na temat ludzkiej i kosmicznej natury, w związku z czym górę nad ich koncepcjami brała ostatecznie intuicyjna wiara w każdego człowieka bez wyjątku: wypełniała wszystkie luki w faktach im niedostępnych. Przez to ich ideologie czy stworzone przez nich religie są niemal na wskroś idealistyczne; nie da się ich „zastosować", czy też zaimplementować w system ludzkich przekonań w takim celu, by człowiek zsynchronizował się wewnętrznie, uzyskując optymalną równowagę wewnętrzną potrzebną do życia w systemie społecznym, a następnie kolejnych nadsystemach. Człowiekowi jest bowiem potrzebna do tego wiedza o człowieku jako takim, a nie wiara w to, co go tworzy.

Doświadczenia oraz mechanizmy, które wypracowaliśmy wskutek wieków doświadczeń, wskazują na wspólny mianownik w procesach społecznych. Najważniejszym z tych mechanizmów zdaje się być wolny rynek, czy też jako zjawisko, wolnorynkowość. Gdy uczynimy choćby pobieżny przegląd rozwoju samej Europy, dostrzeżemy swoisty pęd do wyłonienia się wolnego rynku; dzisiaj, biorąc pod uwagę kontekst XXI wieku, wolny rynek cechuje coraz wyraźniejsza ekspansywność. Ostatnie zdarzenia (mamy rok 2013) wytwarzają złudzenie jego upadku, ale jest to jedynie kolejny „nieuchronny" kryzys gospodarczy, wyciskający piętno na pozostałych sferach życia obywateli.

Owe wahania widoczne na wykresach, hossa oraz bessa gospodarcza, moim zdaniem wykazują chwiejność systemu u samych jego podstaw. Rozchwianie tej sinusoidy będzie coraz większe, a co za tym idzie, przepaści finansowe i inne między ludźmi coraz głębsze (lub inna metafora- mury coraz grubsze), im dłużej system gospodarczy, a w konsekwencji rynek medyczny czy technologiczny będzie czynił progres bez progresu najmniejszych, lecz najistotniejszych i pierwszorzędnych systemów. Może zabrzmieć to wariacko, ale systemy o których mowa, to systemy ludzkich przekonań, niekompatybilne z ludzką naturą, a więc niezsynchronizowane również z tym, czego owa natura naturalnie domaga się, czyniąc przerzuty na „kulturę" (która nie jest przecież gmachem nad naturą pierwotną cudownie zawieszonym, ale jej przedłużką, typową w tak złożonej formie tylko dla naszego świadomego, racjonalnego gatunku).

Ludzki system przekonań jest swego rodzaju zbiorem sterowników, niezdolnych do szybkiego zmodyfikowania naszego budulca genetycznego, lecz zdolnych do regresu człowieka poprzez zaprzepaszczenie jego naturalnych możliwości. Ma to związek z regresem szkolnictwa, a w konsekwencji, mocnym spowolnieniem rozwoju naukowego w średniowiecznej Europie. Regres ten polegał u samych fundamentów, na wgrywaniu w umysły dogmatów, czyli nieudowodnionych, rozbudowanych twierdzeń, które nie są oczywiste same przez się, jak aksjomaty. Na pierwszy rzut racjonalności, w miarę postępu wiedzy, wyglądają na niespójne i domagające się weryfikacji, lecz te pretendują już do miana prawd niepodważalnych, niezmiennych i uniwersalnych, a zatem niewymagających dopełnienia, odjęcia czegoś, czy tym bardziej zanegowania. Wiara w wieczność, intuicyjna dla nas, nie stanowi zagrożenia sama z siebie (bóg może być w imaginacji liberałem nieingerującym w życie). Problemem jest reszta założeń, które charakteryzują bogów czy boga, zasady przez nich/jego rzekomo przekazane, a w konsekwencji, warunki które należy spełnić, by do domniemanego raju się dostać.

W założeniach tych widać podstawowe logiczne niespójności (jak np. problem Teodycei: wszechwiedza oraz wszechmoc boga, które wzajemnie się wykluczają; albo też miłosierdzie i wszechmoc, które każą wierzącym pytać o „sens" niezawinionych cierpień milionów ludzi, choć to akurat powód rozterek stricte wewnętrznych). Inne sprzeczności nie są już z miejsca dostrzegalne, choć szkodliwe społecznie, jak dla przykładu dosadny wymóg „miłowania bliźniego swego jak siebie samego", głoszenie kompletnej „bezinteresowności", grożenie piekłem za same myśli około seksualne, jakoby już nawet same w sobie były winą. Nie jest to kompatybilne z ludzką naturą, gdzie jak wspomniałem, jedynym ostatecznym, realnym dualizmem nie do pogodzenia nie jest „Dusza vs. Ciało", lecz idealizm (zrodzony, wyhodowany i pielęgnowany w ignorancji) kontra optysynchronizm (czyli pryzmat starający się objąć podstawowe aksjomaty zgromadzone dotychczas przez gałęzie nauki w celu ich synchronizacji i optymalizacji systemu przekonań i kolejno pozostałych nadsystemów w których funkcjonują ludzie). Jeszcze prościej mówiąc- nie do pogodzenia jest ignorancja z wiedzą.


1 2 3 4 Dalej..
 Zobacz komentarze (5)..   


« Społeczeństwo   (Publikacja: 10-04-2013 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Norbert Paprocki
Publicysta z Chrzypska Wielkiego, z zamiłowania muzyk, sceptyk, grafik, tekściarz. Z zawodu kucharz. W blogosferze Tadeknorek.
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 14  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Nie taki diabeł straszny (na pohybel Natankom)
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 8891 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365