Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
153.494.028 wizyt
Ponad 1061 autorów napisało dla nas 7297 tekstów. Zajęłyby one 28797 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 2504 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"
Friedrich Nietzsche - Antychryst
John Diamond - Cudowne mikstury. Podręcznik sceptyka

Złota myśl Racjonalisty:
W etosie humanistycznym nie ceni się wysoko gotowości do stosowania się przez kogoś do wydanego przez jakąś potężną władzę zakazu, którego racjonalność nie jest dla danej osoby uchwytna, tak że u podłoża posłuszeństwa leży jedynie albo strach albo czołobitność.
 Nauka » Nauka i religia

Teizm czy ateizm ― dylemat wyboru [2]
Autor tekstu:

Pewnie można było użyć zgrabniejszej figury retorycznej choć i ta, mam nadzieję, jest odpowiednim środkiem stylistycznym mającym uczynić lżej strawnym taki tok rozumowania. Zostawmy więc te kynologiczne porównania i wróćmy do tematu.

Dawno temu, kiedy cała wiedza o Wszechświecie zawarta była w paru lakonicznych „skrótach myślowych" stanowiących integralną część pisma zwanego „świętym", a znajdujący się w niej opis stworzenia stanowił „naukowy" wzorzec obowiązujący przez wieki, niepohamowana wyobraźnia i ciekawość pchała co odważniejszych myślicieli wyżej i dalej niż pozwalała na to oficjalna, religijna doktryna. Świat skonstruowany przez religijnych fachowców mieszczący się w zamkniętej, ograniczonej gwiaździstym, nieruchomym nieboskłonem z Ziemią w jej centrum i obiegającymi ją Słońcem i Księżycem był zbyt „ciasną" konstrukcją, by mogła wystarczyć do opisania świata i wyjaśnienia mechanizmów jego funkcjonowania. Ponieważ wszelka ingerencja niezależnej nauki stanowiła potencjalne zagrożenie dla fundamentalnych „prawd religijnych", dlatego nauka przez wieki mogła „uprawiać" jedynie religijne poletko i tylko w zakresie, jaki potrzebny był do utrzymania tej prymitywnej monokultury.

Kiedy więc wolna myśl wymknęła się strażnikom ortodoksji wzbijając się w przestworza, kwestią czasu było wyjście poza ograniczenia i spojrzenie na wszystko z perspektywy uniwersum. I nagle znany dotychczas świat skurczył się do tego stopnia, że przestał mieć większe znaczenie nie tylko w otaczającej nas macierzystej galaktyce, ale nawet w naszym systemie planetarnym, w którym jesteśmy punkcikiem orbitującym od kilku miliardów już lat wokół tego, co do niedawna kręciło się podobno wokół nas. W krótkim stosunkowo czasie nauka zdetronizowała religijne paradygmaty jako nie tylko nienaukowe, ale pozbawione jakiegokolwiek sensu. Wszystkie wytwory ciasnych, religijnych umysłów ekspandowały w nieograniczonej przestrzeni kosmicznej bóg wie dokąd i krążą być może gdzieś wokół religijnej czarnej dziury narażone na kolizję z czajniczkiem Russella bądź latającym potworem spaghetti, póki nie pochłonie ich naga osobliwość i na zawsze nie znikną za horyzontem zdarzeń. W tej nieskończonej przestrzeni bóg naprawdę ma gdzie się schować, choć dziwny to bóg, co bawi się w chowanego kiedy coraz mniej chętnych do uczestnictwa w tej infantylnej zabawie. Więc co sprytniejsi teiści przy pomocy filozoficznych zabiegów kosmetycznych przerobili brodatego starca z naiwnych, wczesnych wyobrażeń na super kosmitę, na kosmiczny intelekt zapominając, że bóg jest podobny do człowieka, bo „człowieka stworzył na swój obraz". Jednak problem z bogiem osobowym pozostał. Osobowość implikuje kształt i wymiar. Kształt znamy z passusu z Księgi Rodzaju, jedynie z wymiarem jest problem. Poważny problem. Jeśli bóg ma kształt ludzki to nawet jeśli jest wielki, to jak wielki? A jeśli przestrzeń jest nieskończona to bóg też? I nadal jest osobowy? Tylko patrzeć, jak nowe egzemplarze „Pisma Świętego" będą zawierały odpowiednią erratę a kościelne skryby dopasują treść do potrzeb, by duch boży mógł iść z duchem czasu. Również i dzisiejszy teista różni się od wczorajszego tak bardzo, że dawniej mógłby być posądzany o bezbożność. Wszystko więc wskazuje na to, że religia aby przetrwać, będzie musiała stosować mimetyzm, by nie wyróżniać się śmiesznością i zacofaniem i mieć przynajmniej pozory naukowości. Stąd chyba postulaty hierarchów kościelnych by przywrócić łacinę jako język liturgii. Język ten zawsze wzbudzał podziw wśród ignorantów, bo bzdury wypowiadane w tym niezrozumiałym dla większości języku, w dodatku w atmosferze sacrum,nabierają majestatycznej powagi. Jednak bzdura pozostanie bzdurą nawet wtedy, gdy przywdzieje strojne i dobrze skrojone szaty. 

Powiadają, że człowiek jest dwoistej natury, posiada coś na kształt chrystusowej unii hipostatycznej — czyli mówiąc po ludzku — ma ciało i duszę. Ci sami powiadają też, że nauka zajmuje się ciałem, a religia duchem. Ale czy jest tak w istocie? Można było tak sądzić, zanim psychologia i psychoanaliza zaczęły święcić triumfy wespół z neurologią, neurofizjologią i encefalografią — czyli, ogólnie rzecz ujmując, neurobiologią. Wszystkie te kierunki razem i każdy z osobna zajmują się badaniem centralnego układu nerwowego i wszystkimi procesami w nim zachodzącymi. To właśnie na skutek wzajemnych powiązań neuronalnych i wymiany informacji między nimi poprzez cały szereg skomplikowanych procesów fizykochemicznych myślimy i istniejemy. W tym momencie należałoby oddać hołd naturze za te dwa największe wynalazki w historii tej malutkiej, znanej nam części Wszechświata, jakimi były ożywienie materii i obdarzenie jej samoświadomością. W religijnej wersji wynalazków tych dokonał stwórca mniej więcej w ten sposób, że w glinianej kukiełce własnej produkcji umieścił duszę, która jest w stanie się z nim kontaktować bezprzewodowo (i vice versa). Mówiąc językiem współczesnym umieścił w nim mikrochipa, dzięki czemu wie o nim wszystko. Jak dotąd nauka nie zna miejsca wszczepienia, co nie znaczy, że go nie ma. Na razie ta oficjalna (nauka) nie potwierdza, ale i nie zaprzecza, bo być może jest to urządzenie tak małe, że jeszcze żaden mikroneurochirurg go nie zlokalizował. Wiedza i wiara to dwa skrajne bieguny, leżące na antypodach, o właściwościach dalece niekompatybilnych. Pomimo wielu karkołomnych zabiegów ze strony religijnych ekspertów jak dotąd nie udało się połączyć tych dwóch „magisteriów" w jeden stały i zgodny związek, albowiem wiedza to "ogół wiarygodnych informacji o rzeczywistości" a wiara jest "przekonaniem o istnieniu czegoś bez żadnego dowodu wiarygodnie potwierdzającego ten fakt". Na przykładzie powyższych definicji widać jednak wyraźnie, że wiara potrafi się ulokować wszędzie, nawet tam, gdzie być nie powinna. W teorii poznania wiara jest „uznawaniem za prawdziwe nieuzasadnionego twierdzenia". Dokładnie odwrotnie, niż wiedza. Tak więc teista twierdzi coś, czego udowodnić nie jest w stanie. Ateista natomiast niczego nie musi twierdzić, wystarczy, że zaprzeczy twierdzeniom teisty. A onus probandi (ciężar dowodowy) należy do tego, kto twierdzi a nie tego, kto zaprzecza (zgodnie z paremią prawniczą — "Ei incumbit probatio, qui dicit, non ei, qui negat"), z czym jednak ludzie wierzący nie chcą się zgodzić i onus probandi przerzucają na adwersarzy, co nazywa się argumentum ad ignorantam (argument odwołujący się do niewiedzy)i jest rodzajem chwytu erystycznego i niemerytorycznej, prymitywnej a w dodatku nieuczciwej argumentacji.

Nie wiem, na ile moje roztrząsanie zapleśniałych rozważań przyczyniło się do zrozumienia stosunku klasyków do czystej nauki, a na ile pozwoliło w tym czasie koloniom saprobiontów zagnieździć się tu czy tam. Jedno wiem na pewno: roztrząsając czy rozgrzebując jakikolwiek temat z epistemologii mnoży się tylko pytania, nie uzyskując satysfakcjonujących odpowiedzi lub uzyskując ich niewiele i to marnej jakości. Może lepiej czasami byłoby tych „pleśniaków" nie ruszać i nie roztrząsać, pozostawiając je samym sobie aby „natura sama coś z nich wyprodukowała", jak było w przypadku Penicillium (Fleming podobno ją tylko odkrył, przynajmniej tak sam twierdził). Można czekać, aż natura nas wyręczy, choć może to być czekanie na Godota.

Status ateizmu jest permanentnie in statu nascendi i trudno wyrokować, kiedy uzyska prawa równe teizmowi, pomimo tego, że jako sceptyczny w kwestii wiary bliżej mu do światopoglądu naukowego. Jednak na tym polu trwa odwieczna rywalizacja dwóch sposobów rozumienia świata: religijnego i naukowego. Pocieszające jest to, że coraz częściej szala zwycięstwa przechyla się na korzyść nauki, czego dowodzi otaczająca nas rzeczywistość pełna wytworów zaawansowanej myśli i rozrastające się grono ludzi światłych, uhonorowanych noblowskimi laurami. Ale niepokoi to, że druga strona również jest honorowana podobnie, choć w tym wypadku laury są bardziej wartościowe, co dziwić nie powinno z racji tego, że fundator, Sir John Templeton, zarobił fortunę na funduszach powierniczych w czasach powojennego boomu ekonomicznego. Miał chyba bliski kontakt z duchem świętym, że tak trafnie ocenił sytuację i zgromadził ogromny kapitał. Napisał też kilka książek z zakresu duchowości i finansów czym dowiódł, że taki duchowo — finansowy alians może przynosić ogromne zyski. Warunkiem otrzymania nagrody jego imienia jest próba zrównania wiary z nauką i wykazanie, że nie ma między nimi sprzeczności. To taki religijny sposób na powiększanie owczarni — sprytny, ale i wyrachowany i nie mający nic wspólnego z elementarną uczciwością, ale za to zdecydowanie mniej drastyczny, niż bywał w przeszłości. Ale czy dzięki temu owce w tej owczarni są z przekonania, czy tylko z chęci zysku? I to w jakiś sposób tłumaczy, dlaczego ciągle tak mało osób przyznaje się oficjalnie do ateizmu czy niewiary. Przytłaczająca większość przyjmuje postawy konformistyczne, bo tak łatwiej, bezpieczniej. Bo „tylko nieliczni ludzie potrafią znieść izolację i głosić prawdę, nie dbając o niebezpieczeństwo utraty związków z innymi. To oni są prawdziwymi bohaterami ludzkości, gdyby nie oni bowiem, wciąż jeszcze żylibyśmy w jaskiniach" (Erich Fromm, Psychoanaliza a religia).


1 2 
 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (19)..   


« Nauka i religia   (Publikacja: 07-05-2013 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Stanisław Pietrzyk
Ur. 1954. Malarz, działacz polityczny z Trójmiasta.

 Liczba tekstów na portalu: 21  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Owoce z kościelnego sadu
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 8948 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365