Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
154.107.984 wizyty
Ponad 1061 autorów napisało dla nas 7298 tekstów. Zajęłyby one 28799 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 2742 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Prawda w kwestiach religijnych to po postu pogląd, który przetrwał.
 Czytelnia i książki » Recenzje i krytyki

Ultrakonserwatyści czyli Korwin-Mikke i UPR-WiP-KNP [1]
Autor tekstu:

To już kolejny tekst, w którym będę demaskował Korwin-Mikkego i jego politycznych wspólników jako ultrakonserwy przebranej w liberalne łaszki. Poprzedni mój tekst wywołał z jednej strony reakcje przychylne, a z drugiej zdziwienie czemu poświęcam tyle uwagi ideologii UPR-WiP-KNP. Próba zniechęcenia mnie utwierdza mnie w przekonaniu, że trzeba walić dalej… Korwinizm uchodzi w Polsce za ideologię ludzi dobrze zorientowanych w polityce, co jest zupełną aberracją, i mogę to potwierdzić na własnym przykładzie. Sam kiedyś byłem sfrustrowanym młodzieniaszkiem, a więc i korwinistą, i być może coś w tym jest, że korwinizm odwołuje się w dużym stopniu do frustracji młodych i silnych przeciw socjalnemu państwu, jak przypuszczają autorzy z GW. Przede wszystkim jednak korwiniści mając pełne gęby frazesów o postępie i wolności, są po prostu ultrakonserwatystami, którzy powtarzają numer kiedyś zrobiony przez Hegla.

Hegel — pachołek militarystycznych ultrakonserwatywnych elit XIX-wiecznych Prus, które uczyniły zeń głównego filozofa, wmawiał wszystkim, że postęp dokonuje się samoczynnie, i jest jakby wpisany w biegu dziejów, stąd zresztą marksiści wzięli swoje durne przekonanie, ze postęp następuje zawsze… Skoro, jak mówił Hegel , „bieg dziejów jest rozumny", to nie potrzebne są rozumne jednostki, czyli zatroskani liberałowie, Hegel przedstawiał opresyjne Prusy jako państwo ucieleśniające wolność zawartą w pruskich kodeksach, a liberałów prawdziwych wyśmiewał jako francuskich i brytyjskich pachołków, czyli jak byśmy dziś powiedzieli „łże-liberałów". Własne ględzenie, które tak znakomicie ośmieszył Popper (jakim cudem w ogóle jeszcze ktokolwiek uważa Hegla za coś więcej niż nędznego propagandystę zawsze mnie zadziwia...), Hegel przedstawiał jako „poważne" mówienie o polityce, choć było mało poważnym sentymentalnym ględzeniem, tak by zrobić wrażenie, iż przeciwnicy są niepoważni. To samo robi UPR i wspólnicy. Własny ultrakonserwatyzm społeczny zasłaniają wiarą w wolny rynek i mienią się liberałami, choć wolny rynek a liberalizm to zupełnie dwie różne rzeczy. Prawdziwych liberałów walczących o postęp społeczny np. socjalliberałów w stylu UE, Ruchu Palikota, liberalnego skrzydła PO, FDP itd (od II wojny światowej, liberała poznać można jedynie przez opinię o społeczeństwie a nie ekonomii, bo dziś nikt już w zasadzie nie jest socjalistą czy neofeudałem) Michalkiewicz nazywa „łże-liberałami", a Korwin-Mikke — faszystami i socjalistami. Korwiniści łączą konserwatywną wizję świata rzekomo „upadłych i zagrożonych wartości" (od konserwatystów katolickich z KZM różnią się tylko tym, że złoty wiek datują na wiek XIX, a nie XIV), z libertariańską ściemą i utopią państwa-minimum, w która rzekomo wierzył wielki J.S. Mill (wcale nie wierzył) a tak naprawdę wierzą wszyscy uczuleni na jakiekolwiek społeczne działanie państwa rozmaici Hoppe, Boaz, Woods itd. Dla korwinisty państwo wszystko zawsze robi źle. Tymczasem lubią oni takie wolnorynkowe raje jak Singapur, które powstały z państwowych inwestycji, podobnie jak to było z kapitalizmem japońskim, i np. wilhelmińskich Niemiec — czysta hipokryzja i wstyd. Korwin-Mikke twierdzi, że dzieci należą do rodziców i szkoła nie może narzucać im „państwowego" światopoglądu. Na portalu racjonalista.pl szkoła jawi się często jako siedlisko wojującego katolicyzmu i ogłupiającego romantyzmu, po części słusznie, ale trzeba też pamiętać, że państwowe szkoły oddzielne od klasztornych były oczkiem w głowie liberałów w XVIII i XIX wieku, jako lekarstwo na naturalny ludzki prowincjonalizm, konserwatyzm i ksenofobię. Mikke wie, że atakując państwowe szkolnictwo wzmocni te cechy w społeczeństwie. Nie można być liberałem i atakować państwowego świeckiego szkolnictwa, co najwyżej można ubolewać na nadmiar religii w nim, Mikke do religii nic nie ma (czasem nawarczy trochę na antykapitalistyczną mentalność myślącego feudalnie kleru), do świeckich nauczycieli sporo.

Omawiałem już „Ekonomikkę", pora na „Dekadencję" (wyd. Rzeszów 2002). Już sam tytuł definiuje konserwatystę (nawiasem mówiąc data wydania jest podana w następujący sposób: „A.D.2002"). Na początku swej książki Mikke pisze o jakichś tajemniczych wartościach „nam wspólnych" (nie precyzuje jakich), zagrożonych przez demokratyczną „grę interesów grupowych", i obecną elitę demokratycznych polityków, którzy w przeciwieństwie do feudałów i burżujów XVIII i XIX wieku nic nie wnoszą do rozwoju cywilizacji, lecz jedynie uczą „niemoralności" okradając obywateli (wysokie podatki) - (str. 11). Tymczasem, uwzględniając wszystkie wady państwa socjalnego, można by z większą dozą słuszności powiedzieć odwrotnie — to obecne elity cokolwiek robią dla ludu, a dawne miały go tylko za dojną krowę. Mikke narzeka na przymus ubezpieczeń, tymczasem w jego ukochanych USA, ci, którzy się nie ubezpieczyli, to głównie biedne gamonie, i tak żerujące na państwowej służbie zdrowotnej, no bo jak tu odmówić zupełnie leczenia takiej osobie… Mikke uważa, że dawniej karano za naruszenie praw, a dziś za nie zgadzanie się z mainstreamem (s. 12), co ma dowodzić dekadencji. Cóż poprawność polityczna jest faktycznie paskudna, ale w epoce „herezji" chyba lepiej nie było… Skąd ten odwieczny pomysł konserwatystów, że kiedyś było lepiej, przy odwiecznym unikaniu wskazania KIEDY było lepiej (może np. w czasach palenia czarownic?). Czy równie nie mylił się Robespierre, gdy głosił, że od 1793 roku będzie już tylko dobrze ("pragniemy zastąpić … banalne poczucie honoru uczciwością). Robespierre’a trudno lubić, i konserwa JKM tym bardziej go nie znosi, ale postępuje jak on, tylko a rebours.

JKM porównuje następnie demokrację do statku, którego pasażerowie — ignoranci w sztuce nawigacji — głosują jak ma płynąć statek (s. 15). Porównanie efektowne, ale fałszywe. Wyborca wybiera rząd nawy państwa, i partię rządzącą, ale nie jego konkretny skład i konkretne zakręty". Nic nie przeszkadza ministrom w fachowej ocenie sytuacji. Mikke uważa, że w naszej cywilizacji jako tako działają jedynie Kościół, firmy, policja i mafie, a to dzięki brakowi demokracji. Podwójnie nieprawdziwe — działają po pierwsze równie przeciętnie jak państwa, a poza tym nie są de facto antydemokratyczne, policją rządzi demokratyczne państwo, a firmami, kościołami i mafiami, różne ciała ustawodawcze dyrektorów, klechów i gangsterów. Tak samo monarchia absolutna to przecież nie rządy osobiste króla, ale jego ministrów. Tak samo jest nazajutrz po wyborach w demokratycznej republice. Jeśli już demokracja, to JKM preferuje wybory większościowe, gdzie głosuje się na konkretnego posła, od proporcjonalnych gdzie głosuje się na ideę przewodnią (s. 16) — wg konserwatysty Scutona idee w ogóle nie są potrzebne do rządzenia, ale - brak idei zwykle implikuje konserwatywny światopogląd, a wiec również idea. JKM preferuje demokrację chrześcijańską, jako rzekomo bardziej moralną (Szwajcaria, USA). Jak osiemnastowieczny deista JKM uważa, że ludek musi mieć bożków, by nie kraść i nie mordować. Pisze też JKM o tym, że prawo powinno być jasne i proste i zrozumiałe dla każdego, ale to akurat jest chyba oczywiste dla wszystkich. Trzeba jednak pamiętać, ze nawet konserwatyści wiedzą, że trzeba prawo ciągle zmieniać, i dostosowywać do zmiennych okoliczności, JKM pisze o tym, że ma być ono zawsze takie samo. Pisze też JKM że po upadku ZSRR komuniści przenieśli się do Brukseli (s. 17), cóż jakoś nie zauważyłem ROSYJSKOJĘZYCZNYCH posłów w PE.

W kolejnym rozdziale JKM cytuje Lema, a zaraz potem Jasienicę: „najbardziej liberalna republika współczesna wydawałaby się człowiekowi żyjącemu przed 1789 rokiem domem niewoli" (s. 20), zdanie może interesujące intelektualnie, odwołujące się do prowizorki dawnych rządów, niby despotycznych, a nieobecnych poza stolicą, ale czy naprawdę np. polski czy rosyjski chłop pańszczyźniany sprzed 1789 roku, nie odetchnąłby w dzisiejszej Polsce i Rosji wolnością? Czy nie lepiej stać w kolejce do Urzędu Wojewódzkiego niż być glebae adscripi? Pisze JKM, że demokracja jest kiepskim ustrojem, stąd częstszą formą rządu w historii była monarchia. To fakt, ale czyż w dawnych monarchach, każde niemal większe miasto nie było demokracją patrycjatu? JKM często cytuje stwierdzenia, że nie należy patrzeć, kto do jakiej grupy czy mniejszości należy, lecz patrzeć na indywidualne czyny, stąd przyznanie np. rekompensaty np. rolnikom przez rząd winno być zakazane lub potępiane. W sumie nawet się zgadzam, w idealnym świecie tak powinno być, ale jeśli mamy prawdziwe państwo i ekonomię, gdzie np. grozi nam popadnięcie jakiegoś sektora w nieodwracalną lub trudno odwracalną nędzę, to niestety trzeba dać co nieco tym i owym. Niemieckie pochodzenie rodziny przynajmniej chroni JKM przed nacjonalizmem, chociaż coś.

W 2002 roku Mikke lubił się porównywać z Lepperem, że Lepper dąży do totalnego chaosu i ochlokracji, a on — JKM, do zamachu wojskowego a la Pinochet. Przy czym uważa, że nawet ta rewolucja Leppera byłaby lepsza od III RP. Typowe dla darwinizmu Mikkego i jego względnej pogardy dla jednostek, przy pochwale zasad i idei jest to zdanie:

Uważam, że lepiej, by zginęła połowa Polaków, ale reszta była ludźmi, którzy czegoś pragną i umieją żyć — niż gdybyśmy wszyscy zatracili człowieczeństwo i stali się kandydatami na urzędników… (s. 23).

Takie passusy tylko ułatwiają sprawę tym, którzy chcą widzieć w korwinowcach — faszystów. Ta sama chęć zemsty i kult siły jak w Italii w latach 1920. Dla Korwin-Mikkego urzędnik to niemal niższa forma życia. Jak typowy konserwatysta, JKM podnieca się zasadami i ideami tracąc z pola widzenia jednostkę, która przecież dla niego — przyznającego się do liberalizmu Spencera i Milla, powinna być najważniejsza. JKM utrzymuje, że urzędnicy zmuszają ludzi do życia wbrew swym przekonaniom, ale czy to zdanie nie sugeruje, że chciałby zrobić to samo, a może zarzuca im to, co sam zamierza czynić, jak to często z ludzką psychiką bywa. Żadne idee i zasady nie są warte życia człowieka, ta zasada była jasna już dla XVII-wiecznych anabaptystów, przodków tolerancjonizmu. Zabawne, że te słowa o połowie Polaków JKM wygłasza na stronie, na której przewiduje z całą pewnością rewolucję leperiańską — jakże to zabawne z perspektywy 9 lat. Mikke, który przypisuje sobie dar przewidywania politycznych wydarzeń czasem myli się wręcz o sto długości.

Dalej czytamy rozważania JKM o proteście mieszkańców Ursynowa przeciw budowie autostrady, choć ta miała powstać już w 1920 roku, i o ich braku smykałki handlowej — wszak dom przy autostradzie stanie się więcej wart, więc jego sprzedaż umożliwi komfortową wyprowadzkę (s. 30). Ma on mieszkańców za warchołów, i de facto chce by mieszkańcy współdziałali z władzami. Zabawna wolta.


1 2 Dalej..
 Zobacz komentarze (35)..   


« Recenzje i krytyki   (Publikacja: 22-05-2013 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Piotr Napierała
Urodzony w 1982r. w Poznaniu - historyk; zajmuje się myślą polityczną oświecenia i jego przeciwników i dyplomacją Francji i Anglii XVIII wieku, a także kwestiami związanymi z ustrojem państw (Niemcy, Szwecja, W. Brytania, Francja) w tej epoce.
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 74  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Bernard-Henri Lévy American Vertigo
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 8979 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365