Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
158.563.537 wizyt
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7305 tekstów. Zajęłyby one 28821 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 910 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
(..) nie sposób, opierając się na hipotezie religijnej, wywieść jakiegokolwiek nowego faktu ani przewidzieć i przeprowadzić dowolnego zdarzenia, ani też oczekiwać nagrody czy lękać się kary.
 Kościół i Katolicyzm » Historia Kościoła » Kościół w Polsce

Kościelny język miłości bliźniego [1]
Autor tekstu:

Nikt nie może mnie zmusić, abym był szczęśliwym na jego sposób
Immanuel Kant

Rocznica przyjęcia przez polski rząd konkordatu (Sejm ratyfikował go dopiero gdy rządziła koalicja AWS/Unia Wolności w 1998) — to już 20 lat — spowodowała ożywioną dyskusję wokół tej umowy między III RP, a Stolicą Apostolską. Prof. Jan Hartman z Uniwersytetu Jagiellońskiego, znany filozof i etyk, w doskonale udokumentowanym i popartym dogłębną argumentacją materiale („Gazeta Wyborcza" z dn. 20-21.06.2013, „O Polskę wolną — od konkordatu") skrytykował praktykę obowiązywania tej międzypaństwowej de facto umowy. Praktykę w wyniku, której państwo polskie i część obywateli nie utożsamiających się z religią katolicką (a wolno podejrzewać, iż takie mniemanie podziela spora część katolików) czuć się może dyskomfortowo z racji pomieszania sacrum i profanum, w jakimś stopniu być pokrzywdzoną, zepchniętą na margines czy postawioną do kąta. Chodzi o wyraźną sakralizację — i to w jednym tylko bo katolickim wymiarze — przestrzeni publicznej, neutralnego bądź co bądź religijnie państwa polskiego (zapewnia o tym art. 1 rzeczonej umowy międzynarodowej mówiący, że Kościół katolicki i państwo " .… są niezależne i autonomiczne oraz zobowiązują się do pełnego poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach i współdziałaniu dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego" [ 1 ]).

Replika ze strony kościelnej, ostra, nawet — arogancka i napastliwa, w swym podstawowym wymiarze — niesłychanie paternalistyczna i arbitralna, przyszła ze strony ks. Tomasza Dostatniego (OP), znanego medialnie dominikanina, duszpasterza i publicysty. W tekście pt. „Filozof głuchy na innych" („Gazeta Wyborcza" z dn. 27-28.07.2013) zarzucił Hartmanowi manipulację, nierzetelność, napastliwość wobec katolików w Polsce, upośledzenie (sic !) — czyli zamknięcie ideologiczne, brakz rozumienia i czucia wzniosłości katolickiej frazy "miłości bliźniego" itd.

"Hartman jest głuchy i ślepy na dobro, które niesie ze sobą chrześcijańskie przesłanie miłości. Widzi jak daltonista, nie rozróżniając kolorów. Nie dostrzega palety barw, które są w Kościele i chrześcijaństwie[ 2 ].

Reakcja Profesora na wymieniony materiał zakonnika nastąpiła na jego Blogu Loose blues, Jana Hartmana — zapiski nieodpowiedzialne, w felietonie pt. „Dostatni stek bzdur". Tekst, podobnie jak sam tytuł, jest niesłychanie emocjonalny, ostry w argumentacji i kąśliwy w swym wyrazie. W 8 punktach kontruje dominikanina, kończąc takim oto stwierdzeniem będącym dosłownym odniesieniem się do jednego ze stwierdzeń Tomasza Dostaniego:

 "Ks. Dostani twierdzi protekcjonalnie, że rozmowa ze środowiskiem Jana Hartmana, Magdaleny Środy i Wandy Nowickiej możliwa jest tylko pod warunkiem, że odrobią oni pewną lekcję. Otóż to ks. Dostatni ma lekcję do odrobienia. Lekcję minimalnej kultury osobistej, minimalnej uczciwości intelektualnej i rudymentów logicznego myślenia[ 3 ].

O.Tomasz Dostatni w dyskusji pod wymienionym felietonem Profesora zamieścił taki oto wpis (27.07.2013 h: 10.39.) 

"Dziękuję za inwektywy. Proszę z uwagą czytać swoje teksty i wypowiedzi >obiektywne< na temat Kościoła a wtedy może pan zrozumiesz, że tylko to się sprawdza w pańskim przypadku: jakim językiem Kuba zwraca się do Pana Boga, takim Bóg do Kuby. Widzę, że zabolało, a to znaczy, że dobra metoda zastała zastosowana. Teraz liczę na racjonalne argumenty.
pozdrawiam nie absolwent KUL
[ 4 ]

Czy w takim razie Bóg to o. Tomasz Dostatni jako, że on reprezentuje Instytucję egzemplifikującą boskie Prawdy? Czy w takim razie Kościół Dostatniego jest jedynym i absolutnym ucieleśnieniem Boga, Prawdy, Dobra, Piękna? Czy to nie jest przykład języka i myślenia feudalnego, monarchicznego, paternalistycznego i zarazem — wrogiego pluralizmowi współczesnego świata, wolności myśli i wypowiedzi, swobody sądów i mniemań? Czy w takim razie prawdą jest teza, iż duch Vaticanum II umarł (a w polskim Kościele jeszcze się nie narodził) ?A jak ból zadany adwersarzowi i podkreślane zadowolenie z tego faktu pogodzić z ową wszechogarniająca i nieprzebraną w swych pokładach miłością bliźniego?

A więc może rację ma Georg Carlin, amerykański satyryk, komik, aktor i performancer określając główne przesłanie chrześcijaństwa (w swoim programie TV) w takim oto sposób: 

"....Jest sobie pewien niewidzialny człowiek — gdzieś tam w niebie — który pilnie baczy na wszystko, co robisz, i obserwuje cię każdej minuty i każdego dnia. Ów niewidzialny człowiek ma specjalną listę, na której jest wypisane 10 rzeczy których on nie chce żebyś ty je robił. A jeśli zrobisz którąś z tych rzeczy to ma także specjalne miejsce pełne dymu i ognia i płomieni i tortur i męczarni, gdzie wyśle cię byś trwał tam i cierpiał i smażył się, i krztusił, i męczył aż po wieczność ..… Ale ten człowiek cię kocha![ 5 ]

Czy w zacytowanym wpisie ks. Dostatni nie odbija się jak w zwierciadle treść definicji chrześcijaństwa wg Carlina?

Nie chcę odnosić się do meritum, sporu czy argumentacji przytaczanej przez obie strony; jestem zdania, że konkordat krępuje pozycję naszego kraju wobec Stolicy Apostolskiej i społeczeństwa polskiego wobec instytucji Kościoła, ogranicza wolności obywatelskie nie-katolickiej części społeczeństwa, inspiruje bezpośrednio i pośrednio sakralizację życia publicznego w Polsce oraz wzmacnia tzw. „przemoc symboliczną". Ponadto sprzyja indoktrynacji — sposób wprowadzenia i realizacji w praktyce nauki religii (a w zasadzie — katechizacji) — dzieci i młodzieży. W chwili obecnej państwo nasze winno więc dążyć do jednoznacznego i dosłownego przestrzegania umowy konkordatowej przez stronę kościelną — wypowiedzenie lub renegocjacja jest z zrozumiałych względów (politycznych zarówno w przestrzeni wewnętrznej jak i ewentualnych reperkusji międzynarodowych, rozkładu sił w kraju, kultury i cywilizacji panujących nad Wisłą, Bugiem i Odrą) jest mało realna. Tu, w zbyt dowolnym, traktowaniu przez Kościół w Polsce zapisów konkordatu, tkwi ogromna ilość nieprawidłowości. A ponadto metoda działania środowisk fundamentalistów katolickich i samego Kościoła, na zasadzie „obcinania salami" po cienkich plasterkach czyli wymuszania kolejnych ustępstw przez państwo (poprzez stosowanie argumentacji konkordatowej, gdyż wiele zapisów jest tak sformułowanych, iż można je interpretować nazbyt dowolnie — zwłaszcza przy klerykalnym nastawieniu tzw. polskiej klasy politycznej) jest absolutnie niedopuszczalna.

Pragnę jedynie zwrócić uwagę na język jakim operuje strona kościelna (gdy idzie o konkretne, doczesne interesy tej instytucji), a także na fakt, iż sam konkordat jest tylko elementem pewnego procesu: przemiany neutralnej przestrzeni publicznej (o czym mówi dokładnie wspomniany wcześniej art. 1 konkordatu) w sferę zsakralizowaną, pełną symboli i odniesień religijnych (i to wyłącznie dominującego — formalnie — wyznania), przepojoną wymiarem transcendentalnym i zwyczajnie po katolicku „uduchowioną". A tym samym stygmatyzującej i poniekąd wykluczającej „Innego".

Język jakim operuje duchowny w tym sporze jest jak widać jędrny, opresyjny (wobec interlokutora), daleki od zalecanego i głoszonego powszechnie — także przez ks. Dostatniego — tzw. chrześcijańskiej"miłości bliźniego". Głoszonym z ambon słowom miłości i polityce realizowanej przez tę instytucję zawsze było nie-po-drodze. To nie nowina. Kościół zazwyczaj w historii gdy chodziło o jakiekolwiek dobrowolne zrzeczenie się posiadanych prerogatyw (przynoszących określone — nie tylko materialne — zyski) czy ograniczania swych interesów był niezwykle wojowniczy i bezwzględny. Najskrajniejszym przykładem dokumentującym taką mentalność są słynne słowa opata Citeaux Arnolda Amalryka pod murami langwedockiego Beziers (krucjata przeciwko albigensom w 1209 r.):"Zabijcie wszystkich, Bóg swoich rozpozna[ 6 ]. Albigensi (vel — katarzy) w XI — XIII wieku stanowili realne, olbrzymie i ciągle wzrastające zagrożenie dla pozycji materialnej, interesów i polityki Kościoła rzymskiego.

Nasz jedyny i prawdziwy Bóg, cystersa z Citeaux (XII w.) i dominikanina z Polski (XXI w.) jest przecież uosobieniem dobra, miłosierdzia, to sprawiedliwy szafarz nagród i kar, to ojciec, sędzia, prokurator i decydent o ludzkiej egzystencji. A nadto Prawda i Światło. On już w niebiosach odcedzi za pomocą magicznego sita „ziarna od plew". A że zginie kilku, kilkuset lub parę tysięcy niewinnych? Nic to, ważne jest bowiem "życie wieczne". Wymiar tego passusu świętobliwego cystersa, jego języka i sposób myślenia (a rebours) oddaje powiedzenie (o rodowodzie XX-wiecznym) prokuratora Andrieja Wyszyńskiego — "dajcie człowieka, paragraf zawsze się znajdzie". To przykład uniwersalizmu myślenia bolszewickiego i torów jakimi może podążyć tak zapłodniona myśl ludzka.

W tym miejscu warto też przytoczyć przykład, jak sianie z jednej strony pogardy i nienawiści wobec „Innego" może zatruć umysły ludzkie, a z drugiej (skuteczność, skuteczność) zaprowadzić może na ołtarze Kościoła. Czyli postawić taką osobę jako osobowy wzór po dziś dzień dla wierzących katolików, członków wspólnoty Kościoła.

Św. Bernard z Clairvaux (1090-1153) to gigant historii Kościoła, wielce znacząca i zasłużona postać w jego nauce oraz doktrynie, wielki mistyk i playmaker polityki Rzymu w I połowie XII wieku (on pośrednio decydował o wyborach papieży). Tenże święty w traktacie „De laude novae militiae" — w którym aprobuje i błogosławi rodzący się zakon templariuszy — rozwija pojęcie malicidium. W sumie, według Bernarda, kto zabija niewiernego, nie-chrześcijanina, nie może być uznany za zabójcę (homocida), ale — cytat dosłowny — za "złobójcę" (malicida). A to oznacza "karciciela Chrystusowego". Ponadto nawołując w Niemczech do krucjaty przeciwko Wenedom, opat z Clairvaux głosił w sposób jednoznaczny, że ten lud powinien być wyniszczony doszczętnie, jeśli się nie nawróci  [ 7 ]. Czy ta tradycja Kościoła katolickiego jednak — mimo Vaticanum II i tragicznej historii Europy (m.in. w wyniku 2 000 — letniej działalności Kościoła katolickiego) — nie jest nadal żywa lecz obleczona w inne metody artykulacji, wzbogacona o inne formy retoryczno-filozoficzne, przestawiona na inne (stosowne do Zeitgeistu) figury marketingowe?


1 2 Dalej..
 Zobacz komentarze (4)..   


 Przypisy:
[ 1 ] Dz. Ustaw nr 51 z 1998 roku, poz. 318
[ 2 ] T.Dostatni, Filozof głuchy na innych [w]: „Gazeta Wyborcza" z dn. 27-28-07-2013 s. 19
[ 3 ] J.Hartman, Dostatni stek bzdur [w]: Loose blues — Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne
[ 4 ] tamże
[ 5 ] G.P.Carlin — wikicytaty  — (program You Are All Diseased)
[ 6 ] [za] F.Niel, Albigensi i katarzy, Warszawa 1995, s. 63
[ 7 ] G.Lerner, Krucjaty — 1000 lat nienawiści, Kraków 2003, s.123

« Kościół w Polsce   (Publikacja: 01-08-2013 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Radosław S. Czarnecki
Doktor religioznawstwa. Publikował m.in. w "Przeglądzie Religioznawczym", "Res Humanie", "Dziś", ma na koncie ponad 130 publikacji. Wykształcenie - przyroda/geografia, filozofia/religioznawstwo, studium podyplomowe z etyki i religioznawstwa. Wieloletni członek Polskiego Towarzystwa Religioznawczego. Mieszka we Wrocławiu.

 Liczba tekstów na portalu: 129  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Return Pana Boga
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 9153 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365