Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ewolucja nie jest przypadkowa

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
17-07-2013 12:55dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
Ewolucja nie jest przypadkowa
Ocena -1 na 3
Ostatnio zauważyłem wypowiedź "jesteśmy PRZYPADKOWYM PRODUKTEM mutacji". Pomyślałem, że warto przypomnieć pewne podstawy, które racjonaliści powinni znać.

Mutacje bywają przypadkowe, ale nie jesteśmy produktem mutacji, tylko ewolucji. Symbiogeneza, symbioza, selekcja przez rozszerzony fenotyp, to tylko przykłady mechanizmów nieprzypadkowej ewolucji. Przypadkowe mutacje wnoszą mało istotny wkład do niemal nieskończonej "pierwotnej" różnorodności.

Zrozumienie tego ułatwić może analogia do początkowej złożoności mózgu dziecka. Dojrzewanie i rozwój psychiki i umysłu dokonują się głównie poprzez wymieranie nadmiaru komórek i niszczenie nadmiaru połączeń między nimi. Podobnie jest z genami. Ewolucja dokonuje się głównie poprzez wymieranie linii niepotrzebnych alleli.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

worek kości (2937 punktów)
>Mutacje bywają przypadkowe

Gupio się zapytam, ale skoro próbujesz coś rozjaśniać, to chyba mogę - co to w ogóle jest "przypadek"? Czy o przypadku mówimy wtedy, gdy jakieś zdarzenie nie posiada przyczyny, czy kiedy po prostu nie wiemy jaka była przyczyna ze względu na nieokreśloną ilość czynników (przypadek jako wymówka dla naszej ignorancji)?

bembergiem w berg
17-07-2013 14:20 
 Ocena 3 na 3
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Gupio się zapytam, ale skoro próbujesz coś rozjaśniać, to chyba mogę - co to w ogóle jest "przypadek"? Czy o przypadku mówimy wtedy, gdy jakieś zdarzenie nie posiada przyczyny, czy kiedy po prostu nie wiemy jaka była przyczyna ze względu na nieokreśloną ilość czynników (przypadek jako wymówka dla naszej ignorancji)?

Przypadek w kontekście dyskusji jest rozumiany jako zdeterminowany wcześniejszymi złożonymi zdarzeniami rezultat. Jego rezultat jest tak skomplikowany do obliczenia, że komputer który miałby to obliczyć byłby większy od całego wszechświata.
Co gorsza ten zdeterminowany, obliczalny przypadek jest połączony z zupełnie losowymi zdarzeniami kwantowymi.
Rezultat jest więc w pewnym stopniu możliwy do zdeterminowania, ale nie do końca i z dużym błędem.
17-07-2013 14:48 
 Ocena 2 na 2
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
Nie można prościej?!

Przypadek to zdarzenie, dla którego prawdopodobieństwo jego wystąpienia mieści się między 1 a 0 (nie jest więc całkowicie zdeterminowane, więc pewne, ani całkowicie niemożliwe do zaistnienia).

Może być? Taka definicja chyba obejmuje Twoją, a jest zasadniczo prosta, gdyż nie miesza się w przyczyny występowania zdarzeń przypadkowych.

Pozdrawiam serdecznie.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
maceox (6766 punktów)
>Nie można prościej?!
A może można dokładniej?

>Przypadek to zdarzenie, dla którego prawdopodobieństwo jego wystąpienia mieści się między 1 a 0
Tak, a ściśle jest mniejsze niż jeden i większe niż zero.

>nie jest więc całkowicie zdeterminowane
A dlaczego? Tylko dlatego, że my go nie potrafimy przewidzieć?

>Może być? Taka definicja chyba obejmuje Twoją, a jest zasadniczo prosta, gdyż nie miesza się w przyczyny występowania zdarzeń przypadkowych.
Może być, aczkolwiek nie wiem jak koledze Werbińskiemu, ale dla mnie właśnie istotne jest pytanie o przyczyny zdarzeń przypadkowych.
18-07-2013 09:50 
 Ocena 1 na 1
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>A dlaczego? Tylko dlatego, że my go nie potrafimy przewidzieć?

Nie wiem, czy "tylko dlatego", czy też "aż dlatego". Pewnie, że nie ma jakiejś metafizycznej zasady, która zmuszałaby nas do przyjęcia tezy, iż "zdarzenia w świecie nie mają charakteru deterministycznego" - mogą mieć. Jednak nie jesteśmy w stanie tego stwierdzić inaczej niż poprzez modelowanie, z zasady niedoskonałe i redukujące złożoność systemu naturalnego. Jeśli mi nie wierzysz - weź kartkę papieru i wylicz planowany tor lotu rzuconego kamienia. Następnie rzuć kamieniem i sprawdź, czy Twoje wyliczenia okazały się prawdziwe.

>Może być, aczkolwiek nie wiem jak koledze Werbińskiemu, ale dla mnie właśnie istotne jest pytanie o przyczyny zdarzeń przypadkowych.

Ale jakich konkretnie? Nie istnieją "przyczyny zdarzeń w ogóle", a jedynie konkretny splot przyczyn konkretnego zdarzenia. Uchwytny zwykle jedynie probabilistycznie a nie deterministycznie.

Pozdrawiam serdecznie.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
18-07-2013 11:29 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>A dlaczego? Tylko dlatego, że my go nie potrafimy przewidzieć?
>Nie wiem, czy "tylko dlatego", czy też "aż dlatego". Pewnie, że nie ma jakiejś metafizycznej zasady, która zmuszałaby nas do przyjęcia tezy, iż "zdarzenia w świecie nie mają charakteru deterministycznego" - mogą mieć.
Zgoda. Nawet w ramach mechaniki kwantowej istnieje interpretacja deterministyczna.

>Jednak nie jesteśmy w stanie tego stwierdzić inaczej niż poprzez modelowanie, z zasady niedoskonałe i redukujące złożoność systemu naturalnego.
Znów zgoda. Twierdzę jednak, że dopóki prosty model działa (np. rzut monetą w sposób powtarzalny - zawszę na reszkę - poprzez wyczucie siły wyrzutu, tak by moneta zrobiła tylko jeden pełny obrót), to skomplikowanie systemu i wymknięcie się go spod kontroli człowieka (rzut z większa siłą, gdy moneta wykonuje kilka obrotów, w związku z czym nie jesteśmy w stanie przewidzieć wyniku) nie pozwala jeszcze na przyjęcie, że istnieje w tym systemie obietywnie brak zdeterminowania.
Więcej jeszcze - fakt możliwości powtarzania tego prostego modelu (z kontrolowaną siłą i kontrolowanym wynikiem) prowadzi do wniosku, że istnieją tu obiektywnie pewne prawidłowości (zależność od siły wyrzutu) i można przyjąć występowanie analogicznych prawidłowości w systemie skomplikowanym, niekontrolowanym.

>>Może być, aczkolwiek nie wiem jak koledze Werbińskiemu, ale dla mnie właśnie istotne jest pytanie o przyczyny zdarzeń przypadkowych.
>Ale jakich konkretnie? Nie istnieją "przyczyny zdarzeń w ogóle", a jedynie konkretny splot przyczyn konkretnego zdarzenia. Uchwytny zwykle jedynie probabilistycznie a nie deterministycznie.
Jeśli to nasza uchwytność stanowi tu kryterium podziału, to zgoda. Tyle, że słowo "deterministycznie" oznacza znów wówczas tylko naszą umiejętność owego uchwycenia. Jednak skoro proste modele działają, to nie ma podstaw, by wykluczać zdeterminowanie w sensie obiektywnie istniejącego związku przyczynowego (zachodzących zmian w materii wskutek działania sił przyrody).

Ciekawy jestem Twojego zdania
Pozdrawiam serdecznie.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> fakt możliwości powtarzania tego prostego modelu (z kontrolowaną
> siłą i kontrolowanym wynikiem) prowadzi do wniosku, że istnieją tu
> obiektywnie pewne prawidłowości (zależność od siły wyrzutu) i można
> przyjąć występowanie analogicznych prawidłowości w systemie
> skomplikowanym, niekontrolowanym.

Można przyjąć, tak jak tutaj?
www.youtube.com/watch?v=IDhhOT7SuD8
Słowny opis tego fenomenu:
en.wikipedia.org/wiki/Telephone_Telepathy
Serdecznie pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
21-07-2013 01:04 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>> fakt możliwości powtarzania tego prostego modelu (z kontrolowaną
>> siłą i kontrolowanym wynikiem) prowadzi do wniosku, że istnieją tu
>> obiektywnie pewne prawidłowości (zależność od siły wyrzutu) i można
>> przyjąć występowanie analogicznych prawidłowości w systemie
>> skomplikowanym, niekontrolowanym.
>Można przyjąć, tak jak tutaj?
>www.youtube.com/watch?v=IDhhOT7SuD8
>Słowny opis tego fenomenu:
>en.wikipedia.org/wiki/Telephone_Telepathy

Nie, zupełnie nie o coś takiego mi chodziło. Wręcz przeciwnie - miałem na myśli powszechność deterministycznej fizyki klasycznej działającej w dalszym ciągu również w sytuacjach, które subiektywnie (przez niewiedzę o przyczynach) określamy jako przypadkowe, a ograniczonej dopiero z jednej strony fizyką kwantową i z drugiej strony prędkością światła.

Mając na uwadze ostatnie wpisy Pana Fizyka muszę przyznać, że nie zdawałem sobie sprawy z tego, że fenomeny mechaniki kwantowej mają tak dalece wpływ na świat makro, iż (jeśli dobrze rozumiem) mogą decydować o wyniku toto-lotka.
Skoro tak jednak jest (co wiem dopiero od dzisiaj), a najszerzej przyjmowana jest jednak indeterministyczna interpetacja kopenhaska, to w takim razie nie można uznać toto-lotka za proces na pewno zdeterminowany warunkami brzegowymi (newtonowskimi jedynie kątami odbić i prędkościami).

Wprawdzie mój poprzedni wpis dotyczył rzutu monetą (a tu o wpływie fizyki kwantowej na wynik wolę się już nie wypowiadać), to jednak chodziło mi o gry losowe w ogóle i muszę zatem przyznać, że ten mój wpis był błędny.

Jednak był on błędny nie dlatego, że dopuszczałem jakieś cuda na kiju, a wręcz przeciwnie - zakładałem jedynie dokładność zasad newtonowskich - jak się obecnie okazuje ponad miarę.

Pozdrawiam
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Wprawdzie mój poprzedni wpis dotyczył rzutu monetą (a tu o wpływie
> fizyki kwantowej na wynik wolę się już nie wypowiadać), to jednak
> chodziło mi o gry losowe w ogóle i muszę zatem przyznać, że ten
> mój wpis był błędny.

Ok

> Jednak był on błędny nie dlatego, że dopuszczałem jakieś cuda na kiju,
> a wręcz przeciwnie - zakładałem jedynie dokładność zasad newtonowskich
> - jak się obecnie okazuje ponad miarę.

Nie no, oczywiście rozumiem. Wszystko co dotąd pisałeś, nawet Twoje niedokładności w rozumieniu zasad kierujących wynikami (skądinąd jak widzę z Fizykiem ręka w rękę przeszedłeś od Newtona do Einsteina, a nawet dalej) jest logiczne.

Mnie również chodziło o gry losowe. Myślałem, że Cię zainteresuję fenomenem innego rodzaju, wobec którego już z resztą zajął dośc sztywne stanowisko p. Andrzej: nie ma wystarczająco dużo pozytywnych opinii ze światka naukowców, to zjawiska nie ma.
Tu skrót po polsku o co chodzi:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,577332#w577824
Przyznam że nie jestem jakims zagorzałym wyznawcą dr Sheldrake, choć niektóre jego doświadczenia np. na zwierzętach - jesli mu wierzyć - są nieco frapujące, a nawet interesujące.
łącząc pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
18-07-2013 00:53 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Gupio się zapytam, ale skoro próbujesz coś rozjaśniać, to chyba mogę - co to w ogóle jest "przypadek"? Czy o przypadku mówimy wtedy, gdy jakieś zdarzenie nie posiada przyczyny, czy kiedy po prostu nie wiemy jaka była przyczyna ze względu na nieokreśloną ilość czynników (przypadek jako wymówka dla naszej ignorancji)?
>Przypadek w kontekście dyskusji jest rozumiany jako zdeterminowany wcześniejszymi złożonymi zdarzeniami rezultat.
Tak mi się właśnie wydaje.

>Jego rezultat jest tak skomplikowany do obliczenia, że komputer który miałby to obliczyć byłby większy od całego wszechświata.
Ograniczyłbym się do stwierdzenia, że jest dla człowieka nieprzewidywalny.

>Co gorsza ten zdeterminowany, obliczalny przypadek jest połączony z zupełnie losowymi zdarzeniami kwantowymi.
Nie jestem pewien, czy do końca dobrze rozumiem to zdanie.
Czy zupełnie losowe zdarzenia kwantowe mają wpływ na ewolucję biologiczną? Proszę o jakieś artykuły na ten temat.

>Rezultat jest więc w pewnym stopniu możliwy do zdeterminowania, ale nie do końca i z dużym błędem.
Co to znaczy możliwy do zdeterminowania?
Jest zdeterminowany, czy nie jest?
18-07-2013 12:15 
 Ocena 2 na 2
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Ograniczyłbym się do stwierdzenia, że jest dla człowieka nieprzewidywalny.

Tak, ale jeżeli ktoś pyta "dlaczego", to stwierdzenie jest niewystarczające.

>>Co gorsza ten zdeterminowany, obliczalny przypadek jest połączony z zupełnie losowymi zdarzeniami kwantowymi.
>Nie jestem pewien, czy do końca dobrze rozumiem to zdanie.
>Czy zupełnie losowe zdarzenia kwantowe mają wpływ na ewolucję biologiczną? Proszę o jakieś artykuły na ten temat.

Losowe zdarzenia kwantowe wpływają na ruch cząstek i potem mamy efekt motyla. Nie trzeba artykułu, tylko uświadomienie sobie zależności i uwzględnienie skali czasowej oraz ilości materii.
Gdybym naprędce miał poszukać przykładu, to np. promieniowanie gamma uszkadza DNA komórki jajowej lub plemnika powodując mutację, która w kolejnych pokoleniach doprowadza do przewagi ewolucyjnej.
Z zasady nieoznaczoności wiemy że nie jesteśmy w stanie jednocześnie poznać prędkości i położenia np. elektronu, więc bez obserwacji nie da się policzyć jego parametrów koniecznych do obliczenia następstw jego ruchu. Obserwując wpływamy i zmieniamy układ.
Zakładając jednak że cząstka zostanie wyemitowana ze znanego układu, to nie wiemy czy nie zderzy się z powstałą na jego drodze cząstką wirtualną, która chwilę później zniknie. Nie wiadomo więc czy uszkodzi DNA powodując mutację czy nie.


>>Rezultat jest więc w pewnym stopniu możliwy do zdeterminowania, ale nie do końca i z dużym błędem.
>Co to znaczy możliwy do zdeterminowania?
>Jest zdeterminowany, czy nie jest?

Możliwy z pewnym błędem. W zależności od sytuacji błąd ten można pominąć lub nie. W ewolucji kumulacja małych zmian przez miliardy lat daje skrajnie różne rezultaty i w tej sytuacji uniemożliwia przewidzenie rezultatu.
Jacholek (5699 punktów)

>Rezultat jest więc w pewnym stopniu możliwy do zdeterminowania, ale nie do końca i z dużym błędem.
>
A propos, wynik rzutu kością do gry wydaje się być zupełnie przypadkowy, jednak ewentualna lepsza znajomość warunków początkowych (rzutu kością) pozwala zredukować niepewność przewidywanego wyniku...
www.oniona(*)iedza-jak-rzucac-koscia-do-gry
18-07-2013 18:53 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A propos, wynik rzutu kością do gry wydaje się być zupełnie przypadkowy, jednak ewentualna lepsza znajomość warunków początkowych (rzutu kością) pozwala zredukować niepewność przewidywanego wyniku...
"Teoretycznie można przewidzieć wynik rzutu kością do gry, jednak precyzja, z jaką trzeba by byłoby go wykonać jest tak duża, że praktycznie o wszystkim decyduje przypadek"
W w dryfie genetycznym jednak najważniejszy jest już sam wynik (tu jeden z sześciu), gdyż tylko on gra dalej.
Oczywiście w rzeczywistości przebiegających w ewolucyjnym procesie mutacji, to nie jest takie proste.

Pan Fizyk: Bo to są tylko możliwości, których jest tak olbrzymia liczba, że nie da się ich wszystkich z góry zakodować w fizycznym genotypie a potem tylko wybrać te trafne. Mutacje genotypu są niezbędne aby nawet z grubsza optymalna możliwość została zrealizowana. www.racjon(*)/z,0/d,1/s,577332/i,70#w577488

Pozdrawiam.

@@@
.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Oczywiście w rzeczywistości przebiegających w ewolucyjnym procesie
> mutacji, to nie jest takie proste.

Hm.. mnie zawsze zastanawiało, czy wraz z ewolucją organizmów żywych przypadkowość w nich zachowuje swój kształ, jak u organizmów mniej złożonych (tudzież systemów nieożywionych), czy też jest inaczej.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,577332#w577697

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Panie Andrzeju, gdyby miał pan kłopoty z angielskim: dr Shledrake zgromadził 5 sióstr Nolan (dawny girls-band) , które miały wybrać spośród siebie jedną, odbierającą telefony pozostałych.
W doświadczeniu miała ona zgadywać, która siostra do niej dzwoni.
Z szeregu prób wyszło, że zamiast spodziewanych 25% trafień jest około 40%.
Sheldrake podaje, że doświadczenia wykonane z innymi ludźmi również powtarzają wynik zbliżony do 40%.
Czyżby prawdopodobieństwo fluktuowało wraz ze wzrostem stopnia komplikacji systemów? (tu od 25% prawdopodobieństwa wyciągnięcia przez ramię robota określonej bili z pudełka w którym są cztery, do 40% gdy w analogicznym zadaniu pośredniczą ludzie)
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju, gdyby miał pan kłopoty z angielskim:
Mam kłopoty z angielskim, ale przy krótszych tekstach z czytaniem jakoś tam sobie radzę.

>...Czyżby prawdopodobieństwo fluktuowało wraz ze wzrostem stopnia komplikacji systemów? .....
Ale w 1964 roku przeczytałem: "Naturalną historię nonsensu" w 1970 "Duchy, gwiazdy i czary" i od tamtej pory bardzo sceptycznie podchodzę do takich "informacji".
Dlatego też ich nie skomentowałem.

Pozdrawiam.

@@@
.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> od tamtej pory bardzo sceptycznie podchodzę do takich "informacji".
> Dlatego też ich nie skomentowałem.

Rozumiem. Owszem, Sheldrake to b. kontrowersyjna postać, choć trudno zaprzeczyć że jest to naukowiec i w swoich badania stosuje metody naukowe. W Polsce nie ma za dużo jego książek, ale jest jedna popularyzująca jego poglądy pt. "Niezwykłe zdolności naszych zwierząt"

w której umieszcza diagramy, tabele i liczy proste korelacje statystyczne z nieskomplikowanych doświadczeń m.in. z psami, które wykonał filmując wszystko. W Anglii w latach bodajże 90tych wywiązała się z tego szersza dyskusja.
Niestety później go nieco poniosło, teraz formułuje teorie z porganicza kosmologii, metafizyki i "filozofii wieczystej".
Osobowość ciekawa, zwłaszcza że nadal 'niekoszerna', choć też nie do końca: z pewnością słyszał Pan o tzw. neuronach lustrzanych.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
20-07-2013 17:38 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>od tamtej pory bardzo sceptycznie podchodzę do takich "informacji".
>>>>Dlatego też ich nie skomentowałem.
>Rozumiem. Owszem, Sheldrake to b. kontrowersyjna postać, choć trudno zaprzeczyć że jest to naukowiec i w swoich badania stosuje metody naukowe.

Problem w tym, że prywatne wypowiedzi profesorów nie są nauką
.
"W nauce niczego nie przyjmuje się na wiarę. Wiara nauce jest zbędna".

>Niestety później go nieco poniosło, teraz formułuje teorie z pogranicza kosmologii, metafizyki i "filozofii wieczystej".
Myślę, że wcześniej był już "poniesiony", tyle że trochę później się to ujawniło.

>Z pewnością słyszał Pan o tzw. neuronach lustrzanych.
Coś tam słyszałem

Pozdrawiam

@@@
.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Problem w tym, że prywatne wypowiedzi profesorów nie są nauką

Problem w tym, jakimi metodami i kategoriami te wypowiedzi kwalifikować tu lub tam. Z resztą jeśli są to tylko wypowiedzi - jest łatwiej tam, gdzie się akurat chce.

> W nauce niczego nie przyjmuje się na wiarę. Wiara nauce jest zbędna

Dokładnie, dlatego pisałem o tych doświadczeniach RS na psach, opisanych w "Niezwykłych zdolnościach".

> Myślę, że wcześniej był już "poniesiony", tyle że trochę
> później się to ujawniło.



> Z pewnością słyszał Pan o tzw. neuronach lustrzanych.
> Coś tam słyszałem

Racjonalista Roku 2011 profesor Jerzy Vetulani w jednym ze swoich artykułów przyszłosciowo mówił o czymś podobnym, jak Sheldrake.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
21-07-2013 12:56 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Koniecznie chce Pan wrócić do spekulacji prof. Sheldrake pomimo tej mojej wyraźnej wypowiedzi.

> Z pewnością słyszał Pan o tzw. neuronach lustrzanych.
Coś tam słyszałem:

Wikipedia:
Neurony lustrzane to grupy komórek nerwowych (neuronów), które uaktywniają się podczas wykonywania pewnej czynności lub obserwowania jej u innych osobników. Neurony lustrzane odkryto w mózgu małp i człowieka. Podejrzewa się, że dzięki nim osobnik na widok pewnej czynności jest w stanie niemal natychmiast odgadnąć intencje innego osobnika nie tylko tego samego gatunku. U człowieka odpowiadają prawdopodobnie również za zdolność do rozpoznawania cudzych emocji i intencji wyrażanych niewerbalnie, czyli empatię oraz współczucie.

Neurony lustrzane zostały odkryte na początku lat dziewięćdziesiątych na Universita degli Studi di Parma we Włoszech przez zespół w składzie: Giacomo Rizzolatti, Leonardo Fogassi i Vittorio Gallese. Podczas prac nad korą ruchową mózgu makaków zauważyli, że niektóre obszary mózgu reagują niemal identycznie, gdy któryś z badaczy sięga po jedzenie, jak w sytuacji, gdy małpy robią to same. W dalszych badaniach ustalili, że wzór aktywności jest reprezentacją danej czynności, niezależnie od tego, kto ją wykonuje.

>Racjonalista Roku 2011 profesor Jerzy Vetulani w jednym ze swoich artykułów przyszłosciowo mówił o czymś podobnym, jak Sheldrake.
No dobra przeczytajmy co ten nasz "Racjonalista Roku" prof. Jerzy Vetulani tam napisał?
Odkrycie neuronów lustrzanych może stać się dla psychologii tym, czym było odkrycie DNA dla genetyki. Prawdopodobnie to rozwój neuronów lustrzanych przyczynił się w zasadniczy sposób do kształtowania ludzkiej świadomości i społeczeństwa. Jedną z najważniejszych ich funkcji jest rozpoznawanie nastrojów, uczuć i myśli innych. Dzięki nim większość ludzi dobrze potrafi czytać z twarzy rozmówców. Neurony lustrzane pozwalają też na uczenie się - obserwacja ruchów drugiej osoby wywołuje naśladowanie ich, co widać zwłaszcza u dzieci.

Według mnie budzą one też nadzieję, że przy następnym skoku ewolucyjnym, podobnym do tego, który spowodowała mutacja genu FoxP2 pozwalająca naszym przodkom na wykształcenie mowy, będziemy mogli nabyć możność komunikacji telepatycznej.


Że jest przy nadziei?
Wolno Panu profesorowi mieć taką spekulatywną nadzieję, tylko jak na razie to nic z tego dla nauki nie wynika. Czy któryś z panów profesorów obalił wywody prof. Hansela z końcówki lat 60 ubiegłego wieku? Może Pan obali to co jest opisane w "Spostrzeganiu pozazmysłowym", a może chociaż tam zajrzy.

Telepatia już dawno nie jest problemem, który by mi spędzał sen z powiek. W III RP otrzymaliśmy wiele tłumaczeń książek przed tym źle ideologicznie widzianych, ale także pojawiły się na naszym rynku ogromne ilości chłamu. Mamy teraz tak, jak jest na rynku anglojęzycznym i dziś najważniejszą umiejętnością jest sztuka wyboru.
___________________

PS. Może warto zastanowić się także nad tym?

Harry Houdini. W latach 20. XX w., po śmierci matki, którą bardzo kochał, Houdini poświęcił swoją energię na demaskowanie samozwańczych parapsychologów i mediów. Do podobnych działań zainspirował też innych iluzjonistów: Jamesa Randi i P. C. Sorcara, a nawet Penn i Teller. Praktyka Houdiniego w sztuce iluzji pozwalała mu ujawniać oszustwa, którym dawali się zwieść nawet uznani naukowcy. Został członkiem komitetu przy Scientific American, oferującego dużą nagrodę pieniężną każdemu, kto zademonstruje swe paranormalne zdolności. Dzięki wiedzy Houdiniego i pozostałych iluzjonistów - członków komitetu (w sumie komitet liczył pięciu członków), nagroda ta nigdy nie została wypłacona. Korzystając z rosnącej sławy "pogromcy duchów", Houdini zaczął ujawniać oszustwa w owych seansach, w towarzystwie reportera i oficera policji. Prawdopodobnie najsłynniejszym medium tak zdemaskowanym była Mina Crandon, znana też jako medium Margery z Bostonu.

Czy nad tym?
Wielkie mistyfikacje Randiego

Pozdrawiam.

@@@
.
17-07-2013 16:28 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Mutacje bywają przypadkowe
>Głupio się zapytam, ale skoro próbujesz coś rozjaśniać, to chyba mogę - co to w ogóle jest "przypadek"? Czy o przypadku mówimy wtedy, gdy jakieś zdarzenie nie posiada przyczyny, czy kiedy po prostu nie wiemy jaka była przyczyna ze względu na nieokreśloną ilość czynników (przypadek jako wymówka dla naszej ignorancji)?
Pozwoli Pan, że pociągnę to dalej:
Mamy dobrze znane przyczyny: bęben losujący kręcący się w określonym ciśnieniu atmosferycznym i ziemskim przyciąganiu. Wrzucamy do niego 49 idealnie wyważonych i oznakowanych bili. Obracamy nim 7 razy i znając też determinanty początkowe możemy być pewnymi, że na loży pojawią się bile i że na pewno będą to bile, a nie np. kości do gry. Znając warunki początkowe wiemy także, że będą one oznaczone liczbami.
Ale istotnym dla dalszych losów jest odpowiedź, które to będą bile, gdyż tylko one biorą udział w dalszej grze. Albowiem tylko ci którzy zaistnieją biorą udział w ewolucyjnym procesie uzyskiwania potomstwa przez najlepiej przystosowanych.
Wynik dryfu genetycznego jest przypadkiem, choć wpisany jest w zdeterminowany proces ewolucji.

@@@
.
18-07-2013 00:46 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Mutacje bywają przypadkowe
>Gupio się zapytam, ale skoro próbujesz coś rozjaśniać, to chyba mogę - co to w ogóle jest "przypadek"? Czy o przypadku mówimy wtedy, gdy jakieś zdarzenie nie posiada przyczyny, czy kiedy po prostu nie wiemy jaka była przyczyna ze względu na nieokreśloną ilość czynników (przypadek jako wymówka dla naszej ignorancji)?
Moim zdaniem w obydwu tych przypadkach mówimy o przypadku.

Mnie ciekawi, o którym z tych dwóch przypadków mówimy w ramach ewolucji biologicznej na ziemi (czyli tej, która rozpoczęła się już po uformowaniu i ostygnięciu kuli ziemskiej).

Pan Andrzej bardzo dobrze Ci to wyjaśnił na przykładzie totolotka. A mnie ciekawi, jakie jest Twoje zdanie. Czy totolotek zaliczyłbyś do pierwszego z wskazanych przez Ciebie rodzajów przypadku, czy do drugiego?

(Prowadziłem na ten temat spór z Panem Andrzejem przez dobrych kilkadziesiąt chyba wpisów i nie doszliśmy do porozumienia, choć wydaje mi się, że bardzo niewiele brakowało do zgody, ale może mi się tylko wydawało? Ostatecznie - zmęczeni tym sporem - postanowiliśmy go nie kontynuować, ale to nie znaczy, że nie interesuje mnie to zagadnienie. Ciekawi mnie opinia innych forumowiczów).
18-07-2013 11:50 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> co to w ogóle jest "przypadek"?

Zauważ, że polemizuję z cudzą tezę. Nie chcę lub nie potrafię zdobyć interpretacji tego słowa u autora tezy. Przypomnę ją: "jesteśmy PRZYPADKOWYM PRODUKTEM mutacji".

Na szczęście mamy tu dość czytelny kontekst - "mutacje". Możemy się więc domyślić, że znaczenie słowa "przypadek" jest podobne do tego, w jakim mówi się, że mutacje są przypadkowe. Tak więc, nas tutaj w ogóle nie interesuje, "co to w ogóle jest "przypadek"?". Nas tutaj interesuje tylko to, w jakim sensie mutacje dają przypadkowe produkty.

Wyobraź więc sobie dwa przeciwne sformułowania:

Przypadkowy produkt mutacji.
Nieprzypadkowy produkt mutacji.

Wiedząc, co to jest mutacja, wnioskujesz, w jakim znaczeniu autor tezy użył słowa "przypadkowy". Dalej polemika opiera się na tym znaczeniu i nie wolno do niej wprowadzać własnych ani ogólnych definicji, gdyż byłoby to nieuczciwe - zdaje mi się, że taka sztuczka erystyczna ma nawet swoją nazwę - gdy interlokutor polemizuje z tezą, sugerując inne rozumienie jakiegoś słowa z tej tezy, niezgodne z intemcją autora tej tezy - w ten sposób można próbować ośmieszyć każdą tezę i każdego autora, że niby nie potrafi używać dobrze zdefiniowanej terminologii.

Dla mnie, racjonalisty, istotne jest, że w tej tezie rozpoznaję rozpowszechniony stereotyp, którym kreacjoniści posługują się z celu ośmieszenia nauki. Wkładają takie tezy w usta biologom i genetykom, a potem śmieją się z nas, że wierzymy w taką naukę. Dlatego jestem drażliwy na punkcie takich niechlujnych tez.

doku (Tomasz Kamiński)
18-07-2013 12:02 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)
>Tak więc, nas tutaj w ogóle nie interesuje, "co to w ogóle jest "przypadek"?". Nas tutaj interesuje tylko to, w jakim sensie mutacje dają przypadkowe produkty.
Hmmm... interesują nas przypadkowe produkty, ale cechy przypadkowości nie umiemy przypisać, bo nie interesuje nas co to w ogóle jest przypadek...?
Przepyszne zaiste.

>w ten sposób można próbować ośmieszyć każdą tezę i każdego autora, że niby nie potrafi używać dobrze zdefiniowanej terminologii.
Cóż... kto umie jasno myśleć umie również jasno mówić. Nieumiejętność posługiwania się ( czyli rozumienia!) podstawowymi terminami nie jest i nie powinna być cechą chroniącą przed wyśmianiem.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Czy o przypadku mówimy wtedy, gdy jakieś zdarzenie nie
> posiada przyczyny, czy kiedy po prostu nie wiemy jaka była
> przyczyna ze względu na nieokreśloną ilość czynników (przypadek
> jako wymówka dla naszej ignorancji)?

Przy tym drugim nie mówimy że to przypadek. Po prostu mówimy, że nie wiemy.
Unikamy tym mówienia o przypadku, jako wymówki dla naszej ignorancji.
www.youtube.com/watch?v=IDhhOT7SuD8
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Zrozumienie tego ułatwić może analogia do początkowej złożoności mózgu dziecka. Dojrzewanie i rozwój

Proponuję inną analogię.
Sypiąc piasek na ziemię powstaje jakaś kupka o losowym kształcie. Położenie ziaren jest losowe.
Sypiąc ten sam piasek do słoika nadajemy mu konkretny kształt. Sypiąc wraz z innymi składnikami do form otrzymujemy materiał budowlany, któremu możemy nadać kształt domu.

Mutacje w ewolucji są odpowiednikiem sypania piasku.
Reguły selekcji ewolucyjnej odpowiadają słoikom lub formom nadającym kształt.
17-07-2013 20:46 
 Ocena-4 na 4
Unulfo (3273 punktów)
(zablokowany)

>Proponuję inną analogię.

Takie myślenie przez analogię jest głupie!

"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
17-07-2013 21:40 
 Ocena-1 na 1
Arkadiusz_O (317 punktów)
>>Zrozumienie tego ułatwić może analogia do początkowej złożoności mózgu dziecka. Dojrzewanie i rozwój
>Proponuję inną analogię.
>Sypiąc piasek na ziemię powstaje jakaś kupka o losowym kształcie. Położenie ziaren jest losowe.
>Sypiąc ten sam piasek do słoika nadajemy mu konkretny kształt. Sypiąc wraz z innymi składnikami do form otrzymujemy materiał budowlany, któremu możemy nadać kształt domu.
>Mutacje w ewolucji są odpowiednikiem sypania piasku.
>Reguły selekcji ewolucyjnej odpowiadają słoikom lub formom nadającym kształt.

Pozornie dobre porównanie. Te reguły selekcji ......... czyli jakaś Tajemnicza siła, tylko czy czasami nie jest ona umiejscowiona w samej materii ?. No bo co ? Materia czasami śmierdzi, czyli nie może mieć w sobie tej Tajemniczej siły bo jak coś Tajemniczego może śmierdzieć, nie ?. Ale z punktu widzenia nauki, smród jest tak samo "cudownym" zjawiskiem jak zapach konwali. Zresztą te zapachy czy inny wrażenie to tylko jakieś wyobrażenia w naszej głowie. Nie ma obiektywnie czerwieni, nie ma zieleni, nie ma żółci. To tylko słowa na określenie kolorów (wrażeń zmysłowych) powstających w naszych głowach. Ale inny organizm czerwień może widzieć jako odcień bieli. Tak naprawdę nie ma nic oprócz pół siłowych. Komputer w którego się patrzycie po sprasowanie ma objętość pyłku widocznego w promieniu Słońca. To co nazywamy komputerem to bardzo rzadka siatka utkana z materii a po między ta siatką mamy pola oddziaływań. W nich jest umieszczona informacja a ona nie ginie.

Więc co z regułami selekcji ? . A ja dam inne porównanie. Kulka stacza się z górki. Czy trzeba się doszukiwać reguł na staczanie kulki ?. Te reguły immanentnie tkwią w samej materii. Nie znamy tych reguł (np. istoty grawitacji, która ściąga kulkę) bo są one elementem Tajemniczej siły wypełniającej Wszechświat. Nie którzy nazywają tą siłę Bogiem, mnie to nie przeszkadza, tak jak nie przeszkadza nazwa Boska Cząsteczka.

Więc ewolucja nie jest przypadkowa, tak samo jak nie jest przypadkiem staczanie się kulki z góry na dół albo że rzeka spływa z gór w kierunku nizin i dalej do morza.

A tak naprawdę kit wciskam. Kula się stacza bo popychają ją aniołowie albo i sam Pan Bóg. Jak robimy kupę i ona spada w czeluście sedesu to i tu Pan Bóg popycha to nasze gów...ko .

Pozdrawiam A
18-07-2013 01:49 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Pozornie dobre porównanie. Te reguły selekcji ......... czyli jakaś Tajemnicza siła, tylko czy czasami nie jest

Siłą jest replikacja. Geny, które replikują się skuteczniej od innych zwiększają swoją liczebność, a cecha która pozwoliła im osiągnąć tą przewagę procentuje w dalszych pokoleniach.
18-07-2013 07:45 
 0 na 2
Arkadiusz_O (317 punktów)
>>Pozornie dobre porównanie. Te reguły selekcji ......... czyli jakaś Tajemnicza siła, tylko czy czasami nie jest
>Siłą jest replikacja. Geny, które replikują się skuteczniej od innych zwiększają swoją liczebność, a cecha która pozwoliła im osiągnąć tą przewagę procentuje w dalszych pokoleniach.
>

Siła repliki - sporo wyjaśnia, tak samo jak sporo wyjaśnia inna siła - grawitacji. Ale grawitacja to tak naprawdę siła tajemna. Weźmy muchę. Istnieje od 200 mln lat i co jesień jest dziesiątkowana przez grzybicę. Część much przeżywa i niby powinna przekazać swoje lepsze cechy następnym pokoleniom więc dlaczego co roku powtarza się ten sam mechanizm dziesiątkowania much ?. Co roku, od 200 mln lat.

W sile repliki jest ukryte drugie, nieznane nam jeszcze dno (dla mnie materialne).

Miłego dnia Arkadiusz
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Mutacje w ewolucji są odpowiednikiem sypania piasku.
> Reguły selekcji ewolucyjnej odpowiadają słoikom lub
> formom nadającym kształt

Tak było dotąd. W przyszłości można sobie wyobrazić, jak genetycy świadomie wespół z chirurgami eliminują podstawowe wady genetyczne w następnych pokoleniach ludzi, tym samym zmieniając dotychczasowe reguły selekcji ewolucyjnej w postaci przypadkowych mutacji.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
21-07-2013 00:07 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Tak było dotąd. W przyszłości można sobie wyobrazić, jak genetycy świadomie wespół z chirurgami eliminują podstawowe wady genetyczne w następnych pokoleniach ludzi, tym samym zmieniając dotychczasowe reguły selekcji ewolucyjnej w postaci przypadkowych mutacji.

Jaka przyszłość? Ja już świadomie eliminuję w doborze seksualnym podstawowe wady genetyczne w następnych pokoleniach mojego potomstwa.
Bezpośrednie grzebanie w genach to zupełnie to samo, tylko bardziej.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ja już świadomie eliminuję w doborze seksualnym
> podstawowe wady genetyczne w następnych pokoleniach
> mojego potomstwa.

Jan no nie mów, że brałeś partnerkę na badania genetyczne!
Szeroka pupa i duże jędrne piersi i gadanie do rzeczy miękkim, jedwabistym głosem - to robi prawie każdy

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
21-07-2013 11:31 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Szeroka pupa i duże jędrne piersi i gadanie do rzeczy miękkim, jedwabistym głosem - to robi prawie każdy

Preferowanie dużych piersi nagradza potomstwem geny, których są rezultatem. Prawie jak inżynieria genetyczna.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Prawie jak inżynieria genetyczna.

Tja.. on tylko preferuje to i owo dla swojego potomstwa, niewiniątko

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ostatnio zauważyłem wypowiedź "jesteśmy PRZYPADKOWYM PRODUKTEM mutacji". Pomyślałem, że warto przypomnieć pewne podstawy, które racjonaliści powinni znać.
>Mutacje bywają przypadkowe, ale nie jesteśmy produktem mutacji, tylko ewolucji.
>Symbiogeneza, symbioza, selekcja przez rozszerzony fenotyp, to tylko przykłady mechanizmów nieprzypadkowej ewolucji. Przypadkowe mutacje wnoszą mało istotny wkład do niemal nieskończonej "pierwotnej" różnorodności.
Najgorsze w tym jest to, iż zupełnie nie rozumiem o co Panu chodzi?
W biologii:
Ewolucja (łac. evolutio - rozwinięcie, rozwój) - to ciągły proces, polegający na stopniowych zmianach cech gatunkowych kolejnych pokoleń wskutek eliminacji przez dobór naturalny lub sztuczny części osobników (genotypów) z bieżącej populacji. Wraz z nowymi mutacjami wpływa to w sposób ciągły na bieżącą pulę genową populacji, a przez to w każdym momencie kształtuje jej przeciętny fenotyp. Zależnie od siły doboru oraz szybkości wymiany pokoleń, po krótszym lub dłuższym czasie, w stosunku do stanu populacji wyjściowej powstają tak duże różnice, że można mówić o odrębnych gatunkach.
Oczywistym dla mnie, a chyba i dla większości, jest to, że jesteśmy "produktem ewolucji", ale dryf genetyczny jest jej ważnym elementem. www.racjonalista.pl/forum.php/s,384663#w384738

>Zrozumienie tego ułatwić może analogia do początkowej złożoności mózgu dziecka.
Tak, zdecydowanie ułatwia zrozumienie Pańskie odwołanie się do najbardziej skomplikowanego znanego ludziom systemu biologicznego.

>Dojrzewanie i rozwój psychiki i umysłu dokonują się głównie poprzez wymieranie nadmiaru komórek i niszczenie nadmiaru połączeń między nimi.
Może jakieś argumenty z tym, choć wypadałoby przedstawić jakieś dowody w oparciu o jakieś źródła. Pani Doktor Liliac jak to jest rozwojem psychiki "głównie poprzez wymieranie nadmiaru komórek i niszczenie nadmiaru połączeń między nimi" ?
...w ewolucyjnym rozwoju najważniejszym kryterium tego, że jesteśmy ludźmi, są nie nasze kształty, a zbudowany z komórek mózg. Komórki będące w przyszłości mózgiem zaczynają się tworzyć po siedmiu tygodniach i przesuwają na właściwe im miejsce. W toku umiejscowienia następuje ich specjalizacja. Ale choć struktura charakterystyczna dla człowieka, jaką jest kora mózgowa, od początku zostaje utworzona z sześciu warstw komórek nerwowych, to początkowo neurony nie są wyposażone w aksony i dendryty z synapsami, czyli brakuje między nimi połączeń. Proces tworzenia komunikacyjnej sieci rozpoczyna się około 24 tygodnia od poczęcia i trwa jeszcze długo po urodzeniu. Tak jak zbiór mikrochipów bez połączeń nigdy nie będzie komputerem, tak do czasu rozwinięcia dostatecznej ilości synaptycznych połączeń między neuronami (co następuje około siódmego miesiąca ciąży) nie możemy z punktu nauk biologicznych mówić o ludzkim dziecku. Wiele przyczyn może spowodować, że prenatalny proces może zostać w sposób naturalny przerwany. Wiele też przyczyn może ten przebieg zakłócić.

>Podobnie jest z genami. Ewolucja dokonuje się głównie poprzez wymieranie linii niepotrzebnych alleli.
Jakoś mi się zdało, że głównie dokonuje się przez uzyskiwanie potomstwa przez najlepiej przystosowanych.
Adaptacja (łac. adaptatio - przystosowanie) - przystosowanie się organizmu poprzez zmianę struktury lub funkcji do życia w nowych dla niego, trwale zmienionych warunkach bytowych lub zewnętrznego stresu. Efektywność adaptacji określa dostosowanie.

Adaptacja jest istotną, dziedziczną lub niedziedziczną i podlegająca rozwojowi cechą wszystkich żywych organizmów. Adaptacja fenotypowa dotycząca zmian osobniczych nie jest dziedziczna. Adaptacja dziedziczna jest wynikiem doboru naturalnego lub sztucznego - poprzez eliminację cech niekorzystnych zwiększa szanse przetrwania organizmu i wydania większej liczby potomstwa. Musi ona być zapisana w genach przekazywanych potomkom przez rodziców, dlatego zmiany adaptacyjne mogą być dziedziczone. Organizmy przystosowują się do środowiska, w którym żyją.

Albo mówimy o innej teorii ewolucji? Gdyż według mnie ewolucja organizmów, to proces przyrodniczy prowadzący na przestrzeni wielu pokoleń do kierunkowych zmian na najróżniejszych poziomach organizacji świata ożywionego od zmian budowy, sposobu funkcjonowania i zachowania się organizmów w kolejnych ich pokoleniach, poprzez zmiany kategorii ekologicznej grup organizmów i ich znaczenia w ekosystemach, aż po zmiany struktury ekologicznej i biogeograficznej życia na Ziemi. encykloped(*)ex.php?module=haslo&id=3899377
Abo - powtarzam - zupełnie nie rozumiem o co Panu w tym poście chodzi.

Pozdrawiam.

@@@
.
18-07-2013 11:14 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> zupełnie nie rozumiem o co Panu w tym poście chodzi.
>Pozdrawiam.

Chodzi mi o polemikę z twierdzeniem "jesteśmy PRZYPADKOWYM PRODUKTEM mutacji". Tytuł postu "... nie jest..." potwierdza, że o nic wiecej mi nie chodzi. Nie próbuję tu bronić żadnych tez własnych, tak więc posty polemiczne wobec postu mojego muszę formalnie traktować jako obronę stanowiska, z którym polemizuję. Proszę więc napisać wprost, dlaczego popiera Pan twierdzenie "jesteśmy PRZYPADKOWYM PRODUKTEM mutacji".

Ja zaś na wszelki wypadek uściślę swoje stanowisko polemiczne:

Nie jesteśmy przypadkowym produktem.
Nie jesteśmy produktem mutacji.

Dopóki nie zgodzisz się z tymi dwoma powyższymi zdaniami, nie dam się wciągnąć w duskuję, którą próbujesz zainicjować - jak rozumiem, proponujesz dyskuje na temat, czym jesteśmy. Zanim jednak zaczniemy tę dyskusję, od razu zastrzegam, że nie stnieje coś takiego jak "dobór sztuczny" - to archaiczne już rozróżnienie. Współczesny paradygmat ewolucji, ukształtowany m.in. przez "Fenotyp Rozszerzony" Dawkinsa mówi o tym, że zachowanie człowieka jest w części rozszerzonym fenotypem innych organizmów, nie wszystko więc, co robi człowiek, jest "sztuczne", jakkolwiek by tego słowa nie rozumieć. Natomiast przy lepszym rozumieniu tego słowa widzimy, że człowiek, jest równie naturalny, jak każdy inny gatunek zwierzęcia. Może nawet komputery są naturalne (jeśli np. programiści są atrakcyjniejsi seksualnie niż przeciętne samce, to cała informatyka może być tylko ogonem pawia)? Ogólnie nie lubię dyskutować w oparciu o nieaktualne już cytaty i lektury - to jak kopanie leżącego - to jak cytowanie Margareth Mead.

Zauważyłem też nieporozumienie. Próbujesz polemizować z faktami na temat dojrzewania odwołując się do faktów dotyczących rozwoju płodowego... mam nadzieję, że to nieporozumienie, a nie błędna analogia, bo nie ma analogii między rozwojem mózgu płodu, a rozwojem mózgu w okresie dojrzewania człowieka. 10-latek ma więcej komórek nerwowych w mózgu i więcej połączeń między nimi niż 20-latek, dlatego właśnie 20-latek jest mądrzejszy niż 10-latek. To rodzaj budowania porządku w haosie, jakby zapisywanie informacji na niezapisanych jeszcze kartkach.

doku (Tomasz Kamiński)
18-07-2013 12:48 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
zupełnie nie rozumiem o co Panu w tym poście chodzi.
>Chodzi mi o polemikę z twierdzeniem "jesteśmy PRZYPADKOWYM PRODUKTEM mutacji". Tytuł postu "... nie jest..." potwierdza, że o nic wiecej mi nie chodzi. Nie próbuję tu bronić żadnych tez własnych, tak więc posty polemiczne wobec postu mojego muszę formalnie traktować jako obronę stanowiska, z którym polemizuję.
>Proszę więc napisać wprost, dlaczego popiera Pan twierdzenie "jesteśmy PRZYPADKOWYM PRODUKTEM mutacji".
Gdzie popieram takie twierdzenie?

Szanowny Panie Tomaszu, to że ja nie rozumiem ani Pańskiego stanowiska, ani Pańskich wywodów, to jedno, a to że Pan niewiele zrozumiał z moich, to drugie. Zamiast ustosunkowania się do tego co napisałem zaatakował mnie Pan i to nawet za to, że się w Pańskim wątku wypowiedziałem. Nie mam zamiaru wciągać Pana w żadne dyskusje (bo i o czym) i wdawania się z pyskówkę z Panem zamiast merytorycznej polemiki.

Pańskie wywody w tym wątku nie zgadzają się zupełnie z moją wiedzą biologiczną i co gorsze nie odnajduję w nich sensu. Życzę powodzenia w merytorycznych dyskusjach z bardziej kompetentnymi rozmówcami.

Miłego dnia.

@@@
.
18-07-2013 16:21 
 Ocena 2 na 2
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>zamiast merytorycznej polemiki.

Szkoda! Próbowałem merytorycznie, nawet wyjaśniłem nieporozumienie dotyczące innego rozumienia słowa "dojrzewanie"... niestety, dostałem agresywny, personalny atak

> Zamiast ustosunkowania się do tego co napisałem zaatakował mnie Pan

Na szczęście prawdę widać czarno na białym, kto nie ustosunkowuje się merytorycznie do merytorycznych treści, kto kogo atakuje. A wystarczyło podziękować za wyjaśnienie nieporozumienia, zamiast się obrażać bez powodu - byłoby tak przyjemnie.

Aha, polemika z polemiką jest poparciem pierwszej tezy, to czysta logika, a nie żaden atak

doku (Tomasz Kamiński)
18-07-2013 17:33 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Na szczęście prawdę widać czarno na białym, kto nie ustosunkowuje się merytorycznie do merytorycznych treści, kto kogo atakuje.
100% zgoda!

Miłego dnia.

@@@
.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Ja zaś na wszelki wypadek uściślę swoje stanowisko polemiczne:
>Nie jesteśmy przypadkowym produktem.
>Nie jesteśmy produktem mutacji.

Hm. Jeśli nie przypadkowym, to jakim produktem wg Ciebie jesteśmy?
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Hm. Jeśli nie przypadkowym, to jakim produktem wg Ciebie jesteśmy?

Jesteśmy produktem ewolucji, tak jak ją wykładali Dawkins i Margulis, czyli nie przypadkowym.

Dawkins pokazał, poprzez model fenotypu rozszerzonego, że niektóre nasze cechy są wytworzone przez inne organizmy w celu realizacji ich interesu reprodukcyjnego.

Margulis pokazała, że dobór naturalny preferuje symbiozę, a symbioza może być skutkiem np. drapieżnictwa kradzieży genów. Symbioza nie jest skutkiem przypadkowego spotkania.

Za ostatni przypadkowy produkt można uznać wynalazek DNA. W świecie RNA (w erze RNA) ewolucja miała charakter przypadkowy, gdyż RNA jest na tyle nietrwałym nośnikiem informacji, że tempo mutacji nadążało za tempem ewolucji - mutacje zdążyły zniszczyć linie ewolucyjne, zanim te utrwaliły sie na tyle, żeby zmienić świat. Dopiero wynalazek DNA sprawił, że liczba nowych mutacji spadła na tyle znacząco, że ewolucja przestała wytwarzać przypadkowe produkty. Od paru milardów lat ewolucja skupia się głównie na eliminowaniu przypadków, czyli usuwaniu, marginalizowaniu i wyciszaniu mutacji. W miarę rozwoju genetyki i ewolucji odkrywamy coraz więcej mechanizmów usuwania przypadku. Żadna działalność człowieka, żadna fabryka, żaden automat czy robot nie jest tak odporny na przypadek, jak żywe organizmy. Odsetek istotnych "błędów" w DNA w stosunku do wszystkich "błędów" w DNA jest o wiele mniejszy niż odsetek braków w produkcji najwyższej jakości. Dlatego, jeśli chcemy uniknąć nieporozumień, błędów i ogłupiania siebie i innych, należy w pierwszym przybliżeniu opisać ewolucję, jako proces czystej celowej eliminacji, bez żadnego udziału przypadku.

Ewolucja to - w pierwszym przybliżeniu - eliminowanie najmniej udanych funkcjonalności spośród nieskończonej "pierwotnej" różnorodności funkcjonalności możliwych, z których żadna nie powstała na skutek przypadku.

W drugim przybliżeniu do ewolucji można wprowadzić element przypadku w postaci przypadkowych mutacji, z pełną świadomością dwóch faktów:

1. Olbrzymia większość mutacji (które przetrwają eliminację "błędów") nie jest przypadkowa, ale jest produktem kradzieży genów, infekcji, symbiozy, eksploracji i innych funkcjonalności, niebędących dziełem przypadku.
2. Olbrzymia większość dostępnych funkcjonalności jest niezmieniona przez mutacje (właśnie dlatego zmutowane funkcjonalności można traktować jako podzbiór "pierwotnej" różnorodności).

W trzecim przybliżeniu można spróbować policzyć, ile różnych funkcjonalności kryje się za tą "nieskończoną różnorodnością", aby oszacować, za ile miliardów lat zapasy dobrych funkcjonalności zaczną się kurczyć na tyle, że ewolucja zacznie korzystać (zamiast je wyrzucać jak dotychczas) z nowych funkcjonalności, zmutowanych przez przypadek.

Sądzę jednak, że to nigdy nie nastąpi, gdyż tymczasem nauczymy się sami produkować korzystne mutacje. Ewolucja już nigdy nie wróci do ery przypadkowości. To zresztą wynika m.in. z II Zasady Termodynamiki. Tak jak nowe gwiazdy są zupełnie inne niż nowe gwiazdy 10 mld lat temu, tak nowe życie, gdziekolwiek by nie powstało, będzie już zupełnie inne niż to, które powstało na Ziemi przez przypadek 4 mld lat temu.

doku (Tomasz Kamiński)
25-07-2013 13:35 
 Ocena 1 na 1
mayolina (2278 punktów)
>Za ostatni przypadkowy produkt można uznać wynalazek DNA. W świecie RNA (w erze RNA) ewolucja miała charakter przypadkowy, gdyż RNA jest na tyle nietrwałym nośnikiem informacji, że tempo mutacji nadążało za tempem ewolucji - mutacje zdążyły zniszczyć linie ewolucyjne, zanim te utrwaliły sie na tyle, żeby zmienić świat. Dopiero wynalazek DNA sprawił, że liczba nowych mutacji spadła na tyle znacząco, że ewolucja przestała wytwarzać przypadkowe produkty. >Za ostatni przypadkowy produkt można uznać wynalazek DNA. W świecie RNA (w erze RNA) ewolucja miała charakter przypadkowy, gdyż RNA jest na tyle nietrwałym nośnikiem informacji, że tempo mutacji nadążało za tempem ewolucji

chyba coś ci słownik nawalił Mam nadzieję, że chciałeś napisać iż ostatnim przypadkowym wynikiem ewolucji jest powstanie DNA. Słowo wynalazek zdaje się sugerować nie tylko istnienie problemu, ale również świadomy udział wynalazcy, który rozwiązał problem wymyślając DNA. Co niekoniecznie pokrywa się z tezami Dawkinsa
10-09-2013 10:25 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Mam nadzieję, że chciałeś napisać iż ostatnim przypadkowym wynikiem ewolucji jest powstanie DNA. Słowo wynalazek zdaje się sugerować nie tylko istnienie problemu, ale również świadomy udział wynalazcy

Napisałem to, co chciałem. Mylisz "wynalazek" z "odkryciem". Odkrycia są produktem świadomej nauki, wynalazki są dziełem przyrody, której częścią jest człowiek, ale nie tylko. Wielu wynalazców swoje wynalazki oparło na skopiowaniu rozwiązań wynalezionych przez zwierzęta, a nawet rośliny.

A słowo "wynalazek" wolę od "wyniku", czy "powstania", jak sugerujesz, gdyż "wynalazek" niesie treść, mówiącą o nowej funkcjonalności - nowym fenotypie, zwiększającym sukces reprodukcyjny. Wynik ewolucji, powstanie nowej cechy... to nie jest język pomagający zrozumieć ewolucję. Zamiast czytać nawalające słowniki radzę czytać dobre książki.

doku (Tomasz Kamiński)
Fizyk (17637 punktów)
> Przypadkowe mutacje wnoszą mało istotny wkład do niemal nieskończonej "pierwotnej" różnorodności.

Ta "pierwotna" różnorodność (pierwotnej zupy RNA?) jest niewystarczająca dla ewolucji naturalnej.

> Ewolucja dokonuje się głównie poprzez wymieranie linii niepotrzebnych alleli.

Mutacje są niezbędne aby ewolucja nie zatrzymała się z powodu braku różnorodności. Widać to przejrzyście w algorytmach genetycznych, które muszą generować nowe mutacje w poszukiwaniu globalnego optimum.
18-07-2013 12:24 
 Ocena 1 na 3
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>> Przypadkowe mutacje wnoszą mało istotny wkład do niemal nieskończonej "pierwotnej" różnorodności.
>Ta "pierwotna" różnorodność (pierwotnej zupy RNA?) jest niewystarczająca dla ewolucji naturalnej.

Dlaczego niewystarczająca?
Zera i jedynki są wystarczające do zapisu obrazów i dźwięków. Kilka związków mogących tworzyć białko daje jeszcze większe możliwości.
18-07-2013 12:56 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
>> Ta "pierwotna" różnorodność (pierwotnej zupy RNA?) jest niewystarczająca dla ewolucji naturalnej.
> Dlaczego niewystarczająca? Zera i jedynki są wystarczające do zapisu obrazów i dźwięków. Kilka związków mogących tworzyć białko daje jeszcze większe możliwości.

Bo to są tylko możliwości, których jest tak olbrzymia liczba, że nie da się ich wszystkich z góry zakodować w fizycznym genotypie a potem tylko wybrać te trafne. Mutacje genotypu są niezbędne aby nawet z grubsza optymalna możliwość została zrealizowana. en.wikipedia.org/wiki/Curse_of_dimensionality
19-07-2013 00:54 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Bo to są tylko możliwości, których jest tak olbrzymia liczba, że nie da się ich wszystkich z góry zakodować w fizycznym genotypie a potem tylko wybrać te trafne. Mutacje genotypu są niezbędne aby nawet z grubsza optymalna możliwość została zrealizowana. en.wikipedia.org/wiki/Curse_of_dimensionality
Mam do Pana - w kontekście rozmowy o ewolucji - prośbę. Czy mógłby Pan zerknąć na poniższy wpis z tego samego wątku?
www.racjonalista.pl/forum.php/s,577332#w577480

Kolega Werbiński:
Cytat:
Co gorsza ten zdeterminowany, obliczalny przypadek jest połączony z zupełnie losowymi zdarzeniami kwantowymi.

Ja:
Cytat:
Nie jestem pewien, czy do końca dobrze rozumiem to zdanie.
Czy zupełnie losowe zdarzenia kwantowe mają wpływ na ewolucję biologiczną? Proszę o jakieś artykuły na ten temat.

Kolega Werbiński:
Cytat:
Losowe zdarzenia kwantowe wpływają na ruch cząstek i potem mamy efekt motyla. Nie trzeba artykułu, tylko uświadomienie sobie zależności i uwzględnienie skali czasowej oraz ilości materii.
Gdybym naprędce miał poszukać przykładu, to np. promieniowanie gamma uszkadza DNA komórki jajowej lub plemnika powodując mutację, która w kolejnych pokoleniach doprowadza do przewagi ewolucyjnej.
Z zasady nieoznaczoności wiemy że nie jesteśmy w stanie jednocześnie poznać prędkości i położenia np. elektronu, więc bez obserwacji nie da się policzyć jego parametrów koniecznych do obliczenia następstw jego ruchu. Obserwując wpływamy i zmieniamy układ.
Zakładając jednak że cząstka zostanie wyemitowana ze znanego układu, to nie wiemy czy nie zderzy się z powstałą na jego drodze cząstką wirtualną, która chwilę później zniknie. Nie wiadomo więc czy uszkodzi DNA powodując mutację czy nie.


Wydaje mi się, że tak prosto to nie działa i sam fakt istnienia mechaniki kwantowej nie oznacza jeszcze, że możliwy w jej ramach indeterminizm (brak wyraźnych przyczyn uznawany za obiektywną losowość w ramach interpretacji kopenhaskiej) musi się jakoś koniecznie przekładać na zależności świata makro.

Zjawiska, które tłumaczymy dzięki fizyce kwantowej, np. słońce (fuzja jądrowa - efekt tunelowy) albo opracowane na jej podstawie narzędzia (laser) działają w swej masie świata makro jednak ostatecznie w sposób przewidywalny, a więc nieprzypadkowy (wiemy mniej więcej kiedy słońce powstało, a nawet jak długo jeszcze będzie świeciło, potrafimy też kontrolować użycie lasera).

Jednak przyznam, że zastanawia mnie to wskazane przez kolegę Werbińskiego promieniowanie gamma. Czy tu ta kwantowa losowość (indeterministyczna według interpretacji kopenhaskiej) może wprost znaleźć odzwierciedlenie w świecie makro, w tym np. mutacjach genetycznych?

I ogólniej:
Czy Pan może potwierdzić, że jedynymi zjawiskami w przyrodzie, które mogą być uznane za całkowicie niezdeterminowane występują jedynie w fizyce kwantowej (w ramach interpretacji kopenhaskiej)?

Czy losowość w biologii - występującą np. w mutacjach genetycznych - należy rozumieć jedynie jako brak wiedzy i możliwości kontrolowania i przewidzenia wszystkich ściśle deterministycznie oddziałujących warunków brzegowych (podobnie - choć w wielkim uproszczeniu - jak w toto-lotku, w którym każdy wynik zależy ściśle od kątów uderzeń kulek wygrywających i ich prędkości)?

I czy jeżeli może się wedrzeć do biologii jakiś obiektywnie występujący brak zdeterminowania, to tylko i wyłącznie jako konsekwencja zjawisk fizyki kwantowej w interpetacji kopenhaskiej?

Pójdę za ciosem...

Czy jeżeli przyjmiemy deterministyczną interpetację de Broglie'a-Bohma, to wówczas wszystko w naszym wszechświecie jest całkowicie zdeterminowane od wielkiego wybuchu?

Jeszcze tylko chciałem przy okazji zapytać, jak Pan sobie radzi w praktyce życia ze świadomością, że wolna wola jest iluzją?

Pozdrawiam
20-07-2013 19:15 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Kolega Werbiński:
> Cytat:
Losowe zdarzenia kwantowe wpływają na ruch cząstek i potem mamy efekt motyla.

> Wydaje mi się, że tak prosto to nie działa i sam fakt istnienia mechaniki kwantowej nie oznacza jeszcze, że możliwy w jej ramach indeterminizm (brak wyraźnych przyczyn uznawany za obiektywną losowość w ramach interpretacji kopenhaskiej) musi się jakoś koniecznie przekładać na zależności świata makro.

Kolega Werbiński ma rację: nieoznaczoność na poziomie kwantowym bardzo szybko narasta i przekłada się na indeterminizm makroskopowy. Jeżeli indeterminizm kwantowy interpretować jako obiektywną cechę świata (raczej niż miarę naszej ignoracji), to nie można sobie powiedzieć, że jest on mało istotny bo występuje tylko na poziomie mikroskopowym a świat makroskopowy jest deterministyczny. Tak nie może być: indeterminizm kwantowy implikuje obiektywny indeterminizm wyników totka, mutacji DNA, wypadków drogowych i mnóstwa innych zdarzeń codziennych.

> Zjawiska, które tłumaczymy dzięki fizyce kwantowej, np. słońce (fuzja jądrowa - efekt tunelowy) albo opracowane na jej podstawie narzędzia (laser) działają w swej masie świata makro jednak ostatecznie w sposób przewidywalny, a więc nieprzypadkowy (wiemy mniej więcej kiedy słońce powstało, a nawet jak długo jeszcze będzie świeciło, potrafimy też kontrolować użycie lasera).

To jest inna sprawa, że wiele zdarzeń przypadkowych daje w sumie dość dobrze przewidywalny wynik. Na przykład, jak rzucisz tysiąc razy monetą, to liczba reszek wyniesie 500+-16. Nie jest tak, że skoro mikroskopowy świat jest indeterministyczny, to makroskopowo nic się nie da przewidzieć - część się da a część nie.

> Jednak przyznam, że zastanawia mnie to wskazane przez kolegę Werbińskiego promieniowanie gamma. Czy tu ta kwantowa losowość (indeterministyczna według interpretacji kopenhaskiej) może wprost znaleźć odzwierciedlenie w świecie makro, w tym np. mutacjach genetycznych?

Tak, to jeszcze bardziej klarowny przykład.

> I czy jeżeli może się wedrzeć do biologii jakiś obiektywnie występujący brak zdeterminowania, to tylko i wyłącznie jako konsekwencja zjawisk fizyki kwantowej w interpetacji kopenhaskiej?

Chyba tak, choć nie jestem pewien czy w Wielkim Wybuchu nie mógłby mieć miejsce jeszcze inny rodzaj indeterminizmu.

> Czy jeżeli przyjmiemy deterministyczną interpetację de Broglie'a-Bohma, to wówczas wszystko w naszym wszechświecie jest całkowicie zdeterminowane od wielkiego wybuchu?

Tak, to jest poprawna interpretacja. I ta dowolność interpretacji skłania mnie do poglądu, że determinizm lub jego brak nie jest obiektywną cechą świata, lecz jedynie naszym sposobem porządkowania sobie wiedzy o nim.

> Jeszcze tylko chciałem przy okazji zapytać, jak Pan sobie radzi w praktyce życia ze świadomością, że wolna wola jest iluzją?

Że w gruncie rzeczy nic nie wybieram w życiu? Że tylko tak mi się wydaje bo wszystko jest zafiksowane od kołyski po grób? I moje "ja" jest tylko biernym widzem z góry ustalonego scenariusza?

No cóż, cieszy mnie ten film... póki trwa.
21-07-2013 02:25 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>> Kolega Werbiński:
>> Cytat:
Losowe zdarzenia kwantowe wpływają na ruch cząstek i potem mamy efekt motyla.

>> Wydaje mi się, że tak prosto to nie działa i sam fakt istnienia mechaniki kwantowej nie oznacza jeszcze, że możliwy w jej ramach indeterminizm (brak wyraźnych przyczyn uznawany za obiektywną losowość w ramach interpretacji kopenhaskiej) musi się jakoś koniecznie przekładać na zależności świata makro.
>Kolega Werbiński ma rację:
Bardzo dziękuję za Pańską odpowiedź. Myliłem się w takim razie w zakresie, w którym podnosiłem, że mechanika kwantowa nie ma wpływu na świat makro. Muszę się jednak przyznać, że w tej sytuacji trochę dziwią mnie Pański plus za następującą wypowiedź:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,492101#w505853

W kontekście tego, co napisał Pan wczoraj wieczorem ten mój zacytowany powyżej wpis był albo niepoprawny (wbrew Pańskiemu wyraźnemu zapewnieniu), albo ja jeszcze bardziej czegoś nie rozumiem niż mi się obecnie wydaje, że nie rozumiałem.

W tym kontekście nie rozumiem również przyczyn Pańskiego plusa za poniższą wypowiedź:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660#w571976

Cytat:
Przypadek wyklucza zasadę kauzalności tylko wtedy, jeśli mówimy o przypadku rozumianym w pełni indeterministycznie. Mi się wydawało, że możliwość takiego przypadku pojawia się dopiero w fizyce kwantowej, i to tylko wówczas, gdy stosujemy interpretację kopenhaską.
Do tej pory myślałem, że zasady azotowe występują w kwasie deoksyrybonukleinowym w takich ilościach, że fizykę kwantową można tu pominąć ... z tą konsekwencją, że kłania się Newton. Ale skoro tak, to o żadnym indeterminiźmie nie może być tu mowy.
[...]


W kontekście wczorajszego Pańskiego wpisu ta moja wypowiedź była dość oczywiście błędna, w każdym razie w tym sensie, że właśnie przypadek pojmowany indeterministycznie - najwyraźniej - jak najbardziej może wpływać na ewolucję biologiczną,

albowiem:
>nieoznaczoność na poziomie kwantowym bardzo szybko narasta i przekłada się na indeterminizm makroskopowy. Jeżeli indeterminizm kwantowy interpretować jako obiektywną cechę świata (raczej niż miarę naszej ignoracji), to nie można sobie powiedzieć, że jest on mało istotny bo występuje tylko na poziomie mikroskopowym a świat makroskopowy jest deterministyczny. Tak nie może być: indeterminizm kwantowy implikuje obiektywny indeterminizm wyników totka, mutacji DNA, wypadków drogowych i mnóstwa innych zdarzeń codziennych.

Jedynym wytłumaczeniem Pańskich plusów jest dla mnie to, że Pan zakładał, że cały czas przyjmowałem interpretację deterministyczną fizyki kwantowej. Jednak nawet wówczas jednoznaczność, z jaką formułowałem myśli byłaby błędna, skoro mówimy tu tylko jednej z wielu możliwych interpetacji, i to raczej nie dominującej.

>> I czy jeżeli może się wedrzeć do biologii jakiś obiektywnie występujący brak zdeterminowania, to tylko i wyłącznie jako konsekwencja zjawisk fizyki kwantowej w interpetacji kopenhaskiej?
>Chyba tak, choć nie jestem pewien czy w Wielkim Wybuchu nie mógłby mieć miejsce jeszcze inny rodzaj indeterminizmu.
To mnie z kolei trochę pociesza, gdyż o ilę się nie mylę "klasyczny" darwniznim, już podkreślający rolę tzw. losowości rozwinął się jeszcze przed odkryciami fizyki kwantowej. W takim razie ta klasyczna losowość nie oznacza braku zdeterminowania, co było moją główną tezą w mojej długiej dyskusji z Panem Andrzejem.

>> Czy jeżeli przyjmiemy deterministyczną interpetację de Broglie'a-Bohma, to wówczas wszystko w naszym wszechświecie jest całkowicie zdeterminowane od wielkiego wybuchu?
>Tak, to jest poprawna interpretacja.
I to mnie jeszcze bardziej pociesza, gdyż dowodzi to tego, że można poprawnie, nie popadając w konflikt z nauką, ani w szczególności z teorią ewolucji przyjmować (jeśli przyjmie się tę interpetację) że wszystko jest we wszechświecie i w biologii całkowicie zdeterminowane, a to jest więcej niż sądziłem, gdyż o całym wszechświecie się wcześniej nie wypowiadałem.

Rozumiem, że nie jest to rozstrzygnięte, i że równie poprawna jest interpetacja kopenhaska (a jest nawet dominująca w świecei nauki), ale najistotniejsze jest dla mnie to, że "przypadek" rozumiany jako brak determinacji nie jest w teorii ewolucji potrzebny do szczęścia. Tzn., jeśli przyjmiemy deterministyczną interpretację de Broglie'a-Bohma, to wówczas oczywiście ewolucja przebiegała tak, jak opisują to (neo)darwnińsci, tyle że wszystko jest całkowicie zdeterminowane (i przy okazji: wcale nie świadczy to jeszcze o jakimś z góry powziętym celu lub - broń Boże - Bogu, a jedynie o nieprzerwaniu materialnego związku przyczynowego w historii wszechświata)

>I ta dowolność interpretacji skłania mnie do poglądu, że determinizm lub jego brak nie jest obiektywną cechą świata, lecz jedynie naszym sposobem porządkowania sobie wiedzy o nim.
Tak, pamiętam to Pańskie zdanie i tak jak wóczas rozumiałem, że odnosi się do interpetacji fizyki kwantowej, tak rozumiem je również dzisiaj. Nie wiedziałem jedynie, że mechanika kwantowa tak wyraźnie przekłada się na świat makro.

>> Jeszcze tylko chciałem przy okazji zapytać, jak Pan sobie radzi w praktyce życia ze świadomością, że wolna wola jest iluzją?
>Że w gruncie rzeczy nic nie wybieram w życiu? Że tylko tak mi się wydaje bo wszystko jest zafiksowane od kołyski po grób? I moje "ja" jest tylko biernym widzem z góry ustalonego scenariusza?
Aż tak mocno nie chciałem tego sformułować...

>No cóż, cieszy mnie ten film... póki trwa.
A ja muszę powiedzieć, że w z związku z dużo większą możliwością wpływu obiektywnego przypadku (indeterminizmu) na nasze życie, niż do tej pory sądziłem poczułem się od wczoraj nieco swobodniejszy...

Jeszcze raz dziękuję za Pańskie wyjaśnienia i będę wdzięczny, jeśli wyjaśni mi Pan, czy znowu gdzieś się pomyliłem.

Pozdrawiam
24-08-2013 23:07 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Jeszcze raz dziękuję za Pańskie wyjaśnienia i będę wdzięczny, jeśli wyjaśni mi Pan, czy znowu gdzieś się pomyliłem.

Hmm... Przeczytałem Pana wypowiedź jeszcze przed wyjazdem na wakacje jak i również po powrocie ze dwa razy, i muszę przyznać, że nie wiem co bym mógł tu dodać. Jedynie to mi się wydaje podejrzane:

> A ja muszę powiedzieć, że w z związku z dużo większą możliwością wpływu obiektywnego przypadku (indeterminizmu) na nasze życie, niż do tej pory sądziłem poczułem się od wczoraj nieco swobodniejszy...

Jakim sposobem obiektywny przypadek mógłby dostarczyć Panu swobody? Czyżby miał Pan nadzieję subiektywnie wpłynąć na taką obiektywność?
25-08-2013 00:32 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Hmm... Przeczytałem Pana wypowiedź jeszcze przed wyjazdem na wakacje
Mam nadzieję, że miał Pan udane wakacje.

>jak i również po powrocie ze dwa razy,
Chciałbym Panu przy tej okazji bardzo podziękować za Pański czas przeznaczony na rozmowę na forum, czasami nawet - jak w moim przypadku - z zainteresowanymi laikami.

>i muszę przyznać, że nie wiem co bym mógł tu dodać.
To cieszę się, gdyż oznacza to, że chyba trochę zrozumiałem. Pozwolę sobie streścić me obecne rozumienie "przypadku":
Kwestia, czy przyroda jest zdeterminowana - czy nie - zależy interpretacji mechaniki kwantowej. Nie jest to więc obecnie rozstrzygnięte. Dla wszystkich przypadków zachodzących w skali makro istnieją przyczyny, więc w ujęciu klasycznym są one zdeterminowane. Jednak fizyka kwantowa wpływa na świat makroskopowy, w związku z czym ostatecznie również o nim nie można rozstrzygnąć, czy jest w pełni i ściśle zdeterminowany. Taka możliwość jednak istnieje, jeśli tylko zastosujemy zgodną z aktualną więdzą naukową (acz nie dominującą) deterministyczną interpretację mechaniki kwantowej.
Przypadek w skali makro (np. biologii) nie musi więc oznaczać braku zdeterminowania, choć istnieje i taka możliwość -zależy to od przyjętej interpretacji fizyki kwantowej.

>Jedynie to mi się wydaje podejrzane:
>> A ja muszę powiedzieć, że w z związku z dużo większą możliwością wpływu obiektywnego przypadku (indeterminizmu) na nasze życie, niż do tej pory sądziłem poczułem się od wczoraj nieco swobodniejszy...
>Jakim sposobem obiektywny przypadek mógłby dostarczyć Panu swobody?
To był żart.
[Aczkolwiek czysto psychologicznie rzeczywiście odczułem jakby trochę większy luz... i w ten sposób wiedza o obiektywnym przypadku dostarczyła mi subiektywnego poczucia swobody. Tylko tak. Tzn. wolę być u podstaw niedookreślony, niż w pełni zdeterminowany jeszcze przed urodzeniem.
Tylko teraz zastanawiam się, czy to rzeczywiście tylko żart. Jeśli prawdziwa miałaby być interpretacja kopenhaska, a mechanika kwantowa przekłada się na przypadkowość świata makro w taki sposób, jak Pan wyliczył dla toto-lotka, to wówczas np. godzina mojej śmierci wcale nie musi być jeszcze pewna. Ta obiektywna w tym momencie niepewność (brak zdeterminowania przyszłości) daje jednak dość wyraźnie uzasadnione poczucie swobody. W tym momencie też chyba nie bardzo jest jeszcze zdeterminowane, co mi na przykład jutro albo za rok do łba strzeli, chociażby dlatego, że w międzyczasie mogę wygrać w kwantowo niepewnego toto-lotka. To jednak spora swoboda].

>Czyżby miał Pan nadzieję subiektywnie wpłynąć na taką obiektywność?
Nie bardzo wiem jak rozumieć słowa "wpłynąć subiektywnie". W tym sensie, żeby pokierować własnym losem poprzez wpłynięcie poprzez umysł - i ewentaulnie dalej poprzez działanie fizyczne - na ruch cząstek, tak by tam, gdzie jest on niezdeterminowany w rozumieniu interpretacji kopenhaskiej zdeterminować go na moją korzyść?

Obawiam się, że gdy zaistnieje taka techniczna możliwość kwantowego determinowania, to siłą rzeczy uchylona zostanie interpretacja kopenhaska. Wówczas lądujemy z powrotem w determiniźmie. Chyba że ... byłaby to tylko opcja. Tzn. istniałby nadal naturalny indeterminizm, który byłby potencjalnie możliwy do sztucznego zdeterminowania... Wówczas wszyscy biliby się o dostęp do odpowiedniej techniki...

Przepraszam za to moje bardziej fiction, niż science.
23-07-2013 22:02 
 Ocena 2 na 2
Grey (2102 punktów)
>I ta dowolność interpretacji skłania mnie do poglądu, że determinizm lub jego brak nie jest obiektywną cechą świata, lecz jedynie naszym sposobem porządkowania sobie wiedzy o nim.

A jaka mogłaby być obiektywna cecha świata?
22-08-2013 19:23 
 Ocena 3 na 3
Ignorancja (4718 punktów)
>Pójdę za ciosem...
>Czy jeżeli przyjmiemy deterministyczną interpetację de Broglie'a-Bohma, to wówczas wszystko w naszym wszechświecie jest całkowicie zdeterminowane od wielkiego wybuchu?

A co mówi ta interpretacja i do czego się w swych podstawach odnosi?


>Jeszcze tylko chciałem przy okazji zapytać, jak Pan sobie radzi w praktyce życia ze świadomością, że wolna wola jest iluzją?

Mam pytanie. O ile dobrze zrozumiałam Twoje intencje.
Czy interpretację kopenhaską i jej inklinację uważasz za argument na poparcie "wolnej woli"?
Moim skromnym zdaniem losowość nie jest tożsama z wolną wolą, choć może się tak komuś wydawać.
Znasz eksperyment z odbiciem i przechodzeniem przez taflę fotonów?


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
maceox (6766 punktów)
O, to jakaś chyba telepatia , gdyż ja również chciałem się Ciebie o coś spytać.

>>Czy jeżeli przyjmiemy deterministyczną interpetację de Broglie'a-Bohma, to wówczas wszystko w naszym wszechświecie jest całkowicie zdeterminowane od wielkiego wybuchu?
>A co mówi ta interpretacja
że istnieją ukryte zmienne. Funkcja falowa prowadzi cząsteczkę. To deterministyczna interpretacja.

>i do czego się w swych podstawach odnosi?
Nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem pytanie. Nie jestem fizykiem, a jedynie trochę zainteresowanym laikiem.

>>Jeszcze tylko chciałem przy okazji zapytać, jak Pan sobie radzi w praktyce życia ze świadomością, że wolna wola jest iluzją?
>Mam pytanie. O ile dobrze zrozumiałam Twoje intencje.
>Czy interpretację kopenhaską i jej inklinację uważasz za argument na poparcie "wolnej woli"?
Absolutnie nie.

>Moim skromnym zdaniem losowość nie jest tożsama z wolną wolą, choć może się tak komuś wydawać.
Oczywiście zgoda. I to nie tylko nie jest tożsama, ale ponadto jeśli mówiąc tu o losowości mamy na myśli indeterminizm (gdyż rozmawiamy o interpretacji kopenhaskiej), to sądzę, że nawet jeszcze bardziej szkodzi on koncepcji wolnej woli, niż determinizm.
Obawiam się, że "wolna wola" jest do utrzymania jedynie w dualiźmie materia-duch.

>Znasz eksperyment z odbiciem i przechodzeniem przez taflę fotonów?
Coś słyszałem.

Jednocześnie wytłumaczę Ci skąd się wzięły moje pytania do Pana Fizyka. Prowadziłem tu z Panem Andrzejem Bogusławskim dość długo spór w kwestii rozumienia przypadku w nauce, w szczególności w ewolucji (zwłaszcza biologicznej). Jak chcesz, to podam linki, aczkolwiek nie sądzę, by te wypowiedzi były w tej chwili szczególnie istotne (w każdym razie nie moje). Ewentualnie - w związku z tym, że zauważyłem w jednym z ostatnich wpisów Twoje zainteresowania lingwistyczne podaję linka do mojego tłumaczenia hasła "przypadek" z niemieckiej wikipedii (uwaga: ostatnio się to hasło na niemieckiej stronie wiki pozmieniało):
www.racjonalista.pl/forum.php/s,492101#w508317

Jeśli chodzi o ten spór z Panem Andrzejem, to w bardzo wielkim skrócie - ja uważałem, że w skali makroskopowej (np. zakresie zainteresowania biologii, a więc również w ewolucji biologicznej) wszystko jest całkowicie zdeterminowane (gdyż wszystko ma tu swoją ściśle określoną przyczynę, a jedynie człowiek nie zna tych przyczyn z odpowiednią dokładnością), a Pan Andrzej twierdził, że tak nie jest.

Ostatecznie rację miał Pan Andrzej, gdyż uznaję, że skoro interpretacja kopenhaska jest możliwa, a fizyka kwantowa w różny sposób przekłada się na świat makro (czego przed niedawnymi wypowiedziami Pana Fizyka w tym wątku nie wiedziałem), to nie można powiedzieć z pewnością, że ów świat makro jest w pełni zdeterminowany.

... aczkolwiek nie jestem pewien, czy mając na względzie ostatnie wypowiedzi Pana Fizyka (np. co do wniosków płynących z również naukowo poprawnej interpretacji de'Broglie i Bohma) Pan Andrzej spodziewał się takiego właśnie uzasadnienia dla swej racji.

Natomiast inspiracja do tego sporu wzięła się z mojej strony stąd, że uważałem, a teraz jeszcze bardziej uważam, że postawienie pytania "Bóg, czy przypadek" jest całkowicie idiotyczne - i to nie tylko ze względu na bajkowość pojęcia Boga, ale właśnie przede wszystkim ze względu na brak naukowego rozstrzygnięcia, czy w ogóle zaistniałe w historii ewolucji przypadki należy rozumieć deterministycznie, czy niedeterministycznie.

Poza tym nie wiem, czy Boga bardziej obala determinizm, gdyż wówczas nie ma luk w ewolucji, czy indeterminizm, gdyż wówczas istnieją poważne kłody dla celowości?

Moim zdaniem Boga lepiej obala determinizm, gdyż wówczas ostatnia możliwa Jego Ingerencja znika w chwili wielkiego wybuchu, natomaist gdyby przyjąć indeterminizm, to wówczas Bóg (w religijnych spekulacjach oczywiście tylko) może sterować każdą kwantową nieoznaczonością kreując w ten sposób nasz świat cały czas.

Dlatego też przeróżni religianci dostrzegają Boga zarówno w pokierowaniu BB, jak i w fizyce kwantowej. Żaden "przypadek" ich nie przekona, gdyż oczywiście jest on tak, czy inaczej tylko chytrym wybiegiem Pana Boga, by pozostać w cieniu...

Natomiast moje pytanie do Ciebie jest takie, jak Ty rozumiesz przypadek w ewolucji. Sądzę, że skoro napisałaś tak:
Cytat:
Gdyby zapytać chrześcijanina jak to widzi w kontekście a) determinizmu (np. teoria de Broglie-Bohma) postrzeganego jako wolę stwórcy to pewno by odpowiedział na tak, czyli ze jest determinizm, jednakowoż pominąłby przy tym taktycznie, iż to zaprzecza kwintesencji chrześcijaństwa, mianowicie hipotezie o "wolnej woli"
b)interpretacji probabilistycznej to pewno by opowiedział się za ową "wolną" wolą.
I zapomniałby w tym momencie o determinizmie, jaki jednak postuluje teoria de Broglie-Bohma, którą chętnie ów pobożny chrześcijanin przywoła: patrz punkt 1.
Póki co worek kości obstaje przy ZNH, bo daje mu iluzję niedoskonałości nauki, a co za tym idzie możliwości wtłoczenia w lukę bozi.

to chyba podobnie, jak ja.

Jest wiele różnych przypadkowości w ewolucji (np. chociażby genetyka działająca na zasadzie tzw. "procesów losowych" w DNA, niezależność powstawania mutacji od rozwoju środowiska tworzącego presję selekcyjną, istnienie mutacji niekorzystnych i neutralnych z czym wiąż się brak zaprogramowania sukcesu ewolucyjnego w samej tylko mutacji). Jednak nie jest przesądzone, czy wszystkie te zjawiska są na jakimś szczeblu niczym niezdeterminowane. Mogą być równie dobrze od początku do końca w pełni zdeterminowane, ale nie wiemy tego. Zależy to od interpretacji fizyki kwantowej.
?
Pozdrawiam
09-09-2013 18:37 
 Ocena 3 na 3
Ignorancja (4718 punktów)
>Poza tym nie wiem, czy Boga bardziej obala determinizm, gdyż wówczas nie ma luk w ewolucji, czy indeterminizm, gdyż wówczas istnieją poważne kłody dla celowości?

Prawda. Zawsze się mozna przyczepić.
Choć tu odpowiedź jest dosyć prosta. Jesli wziąć pod uwagę aspekt celowości to w istocie jakiekolwiek obserwowane mechanizmy przypadkowości tejże celowości przeczą, chyba, że za celowość mamy uznać przypadkowość.
Inaczej ujmując: przypadek jest elementem determinizmu.

>Moim zdaniem Boga lepiej obala determinizm, gdyż wówczas ostatnia możliwa Jego Ingerencja znika w chwili wielkiego wybuchu, natomaist gdyby przyjąć indeterminizm, to wówczas Bóg (w religijnych spekulacjach oczywiście tylko) może sterować każdą kwantową nieoznaczonością kreując w ten sposób nasz świat cały czas.

Moim, jesli popatrzymy na religijne koncepcje to właśnie indeterminizm obala je lepiej.
Czemu? Temu, że w szczegółach one wcześniej, czy później odwołują się w jakiś sposób do boskiej ingerencji. Popatrz. Chyba nie ma systemu religijnego, co nie odnosiłby się do wpływu modlitwy.
A jeśli rządzi przypadek i bóg jest tylko strzegącym "przypadkowości" to nie ma najmniejszego sensu, by się uciekać do modlitw i opatrzności.

W tym momencie kruszą się całe podwaliny typu: bóg jest potrzebny.
Niby do czego? Jesli jest istotą mającą nas w d., bo rządzącą się przypadkiem to możemy równie dobrze się bez niego obejść.

Inną sprawą jest, gdy wierzący wierzy w skuteczność swoich modłów. To jednak swoisty determinizm. Ale tu powracamy do aspektu cudów. A te wprawdzie istnieją w przekazach ludowych, ale już w fizyce cudów brak. Sa tylko niewyjaśnione elementy.

Można je wyjaśniać deterministycznie, można indeterminizmem.
Zapewne jednym z takich "cudów" fizycznych jest mechanika kwantowa, której obserwacje nakazują nam respektować, że intuicyjne pojmowanie świata w skali makro nie pokrywa się z obserwacjami w skali mikro.

Że przytocze tylko superpozycję cząstek, czy ich nielokalność.

Jednak te wszystkie cuda mechaniki kwantowej nie tłumaczą w żaden sposób boga.
Nawet Z.N.H. (zasada nieoznaczoności Heisenberga) nie jest żadnym przywilejem, w który mozna wcisnąć owego.
Choć zdarza się nagminnie, że wierzący próbuja tu stosować analogię typu:
"MK ma swoją nieoznaczoność - my mamy tu miejsce na swego nieoznaczonego (czytaj: niedopowiedzianego) boga".

Pochylmy się ponownie nad ważnym dla osób religijnych wpływem modlitwy na poruszenie boskiego jestestwa i jego odpowiedzi maluczkim.

Wspomniałam o eksperymencie z fotonami.
Jak wiemy mozna zbudować takie "szkło"/"przeszkodę", która nakazuje fotonom, że ich odbicie/przenikanie następuje w proporcji 50%/50%.

Uproszczę tok rozumowania.
Mamy ostanie 10 fotonów, poprzednie rozeszły się po połowie. A potem...
4 z nich przeniknęły, 4 się odbiły. Zostały ostatnie 2. O ile przedostatni foton się odbije to ostatni nie ma już wyboru i musi przeniknąć. I na odwrót.
Co tu widzisz? Determinizm. Czysty. Ale tylko z punktu widzenia ostatniego fotonu (o tym jeszcze za chwilę).
Jednak gdyby doświadczenie powtórzyć...no cóz, może się okazać, iż te same fotony będą "oscylować" w innej sekwencji.

Kwestia przypadku, z jaką nie mógł się zgodzić Einstein (bóg nie gra z nami w kości).

Jeżeli nawet świat jest zdeterminowany np. przeszkodą (50/50) to na końcu wychodzi, że ostatni wprawdzie foton nie ma wyboru, ale jego "kolega" przedostatni juz wybór ma. To zresztą potwierdzają doświadczenia zespołu Aspecta itd.

I wszystko się sprowadza do sekwencji. Czy jesteśmy ostatnim czy przedostatnim fotonem.
A role (fotonów) zdaje się można zamienić - przypadkowość?

Chyba tak. Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo, by było inaczej.

>Dlatego też przeróżni religianci dostrzegają Boga zarówno w pokierowaniu BB, jak i w fizyce kwantowej. Żaden "przypadek" ich nie przekona, gdyż oczywiście jest on tak, czy inaczej tylko chytrym wybiegiem Pana Boga, by pozostać w cieniu...
>Natomiast moje pytanie do Ciebie jest takie, jak Ty rozumiesz przypadek w ewolucji.

Rozumiem jako czysty przypadek, będący elementem świata, mogący zawierać się w determinizmie, rozumianym jako zbiór przypadkowości.
Będący elementem nic nie wnoszącym do całego procesu, a już na pewno nie z punktu oczekującej czegoś jednostki.

Jednostki, która jest zdeterminowana zarówno przypadkowością, jak i determinizmem, jako skutek a nie przyczyna.

Determinizm to wprawdzie stałe rządzące tym kosmosem, ale i przypadkowość ma miejsce. Raz mam możność wyboru, raz nie.Jak foton.

Ani teoria de Broglie'a-Bohma ani indeterminizm interpretacji kopenhaskiej niczego tu nie wyjasniają.
Tym bardziej o niczym nie przesądzają. Zwłaszcza, że obie są teoretycznie poprawne.

Sądzę, że skoro napisałaś tak:
> Cytat:
Gdyby zapytać chrześcijanina jak to widzi w kontekście a) determinizmu (np. teoria de Broglie-Bohma) postrzeganego jako wolę stwórcy to pewno by odpowiedział na tak, czyli ze jest determinizm, jednakowoż pominąłby przy tym taktycznie, iż to zaprzecza kwintesencji chrześcijaństwa, mianowicie hipotezie o "wolnej woli"
>b)interpretacji probabilistycznej to pewno by opowiedział się za ową "wolną" wolą.
>I zapomniałby w tym momencie o determinizmie, jaki jednak postuluje teoria de Broglie-Bohma, którą chętnie ów pobożny chrześcijanin przywoła: patrz punkt 1.
>Póki co worek kości obstaje przy ZNH, bo daje mu iluzję niedoskonałości nauki, a co za tym idzie możliwości wtłoczenia w lukę bozi.

>to chyba podobnie, jak ja.

Cóz. Wyjaśnienie na poziomie TE Darwina to...
Mamy tu zarówno do czynienia z dryfem genetycznym jak i z doborem naturalnym.
To jakby zespolić teorię de Broglie-Bohma z interpretacją kopenhaską, a obie działają w miarę równorzędnie.

Moje pytanie na koniec:jak wyjaśnisz zmienne w teorii B-B? Czy aby samo słowo "zmienne" nie oznacza przypadkowości?

Pomyśl nad tą ostatnią sugestią i wybacz mi, że mój post nie jest jednoznaczny.
Z tego, co wiem, to jeszcze nikt nie udowodnił jednoznacznie wyższości probabilistyki nad determinizmem.




Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
19-07-2013 11:40 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Bo to są tylko możliwości, których jest tak olbrzymia liczba, że nie da się ich wszystkich z góry zakodować w fizycznym genotypie a potem tylko wybrać te trafne. Mutacje genotypu są niezbędne aby nawet z grubsza optymalna możliwość została zrealizowana.
Powtórzę tu pytanie pana Macieja: Czy losowość w biologii - występującą np. w mutacjach genetycznych - należy rozumieć jedynie jako brak wiedzy i możliwości kontrolowania i przewidzenia wszystkich ściśle deterministycznie oddziałujących warunków brzegowych (podobnie - choć w wielkim uproszczeniu - jak w toto-lotku, w którym każdy wynik zależy ściśle od kątów uderzeń kulek wygrywających i ich prędkości)?

Ale z moim uzupełnieniem:
Mamy dobrze znane przyczyny: bęben losujący kręcący się w określonym ciśnieniu atmosferycznym i ziemskim przyciąganiu. Wrzucamy do niego 49 idealnie wyważonych i oznakowanych bili. Obracamy nim 7 razy i znając też determinanty początkowe możemy być pewnymi, że na loży pojawią się bile i że na pewno będą to bile, a nie np. kości do gry. Znając warunki początkowe wiemy także, że będą one oznaczone liczbami.
Ale istotnym dla dalszych losów jest odpowiedź, które to będą bile, gdyż tylko one biorą udział w dalszej grze. Albowiem tylko ci którzy zaistnieją biorą udział w ewolucyjnym procesie uzyskiwania potomstwa przez najlepiej przystosowanych.
Wynik dryfu genetycznego jest przypadkiem, choć wpisany jest w zdeterminowany proces ewolucji.


W praktyce proces ewolucji jest więc zdeterminowany: Wielbłądzica nie rodzi żyrafy, czy gazeli, ale także przypadkowy, gdyż przez niewielkie zmiany w wielu pokoleniach może dość do rodzenia wielbłądów bezgarbnych lub trzygarbnych. Proces ewolucji jest także jednokierunkowy. Nie istnieją powtórne losowania tego samego przypadku:
F.J. Ayala, "Największe odkrycie Darwina: projekt bez projektanta":
"Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu.
Losowość i determinizm połączone są ze sobą w naturalnym procesie, który stworzył najbardziej złożone, różnorodne i piękne byty, jakie znamy we Wszechświecie: organizmy, które opanowały Ziemię, w tym ludzi zdolnych do myślenia i miłości, obdarzonych wolną wolą i zdolnościami twórczymi, a także potrafiących analizować ten sam proces ewolucji, który sprowadził ich do istnienia. Fundamentalnym odkryciem Darwina było to, że istnieje proces, który jest twórczy, chociaż pozbawiony świadomości. I to jest właśnie konceptualna rewolucja, której dopełnił Darwin: idea, że projekt organizmów żywych można wyjaśnić jako rezultat podlegających prawom przyrody procesów naturalnych. Jest to niewątpliwie zasadnicza wizja, która na zawsze zmieniła sposób, w jaki ludzkość postrzega samą siebie i swoje miejsce we Wszechświecie."

www.racjon(*).php/z,0/d,44/s,562660#w576013
www.racjon(*).php/z,0/d,44/s,562660#w576022

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
20-07-2013 19:35 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Mamy dobrze znane przyczyny: bęben losujący kręcący się w określonym ciśnieniu atmosferycznym i ziemskim przyciąganiu. Wrzucamy do niego 49 idealnie wyważonych i oznakowanych bili. Obracamy nim 7 razy i znając też determinanty początkowe możemy być pewnymi, że na loży pojawią się bile i że na pewno będą to bile, a nie np. kości do gry. Znając warunki początkowe wiemy także, że będą one oznaczone liczbami.
> Ale istotnym dla dalszych losów jest odpowiedź, które to będą bile, gdyż tylko one biorą udział w dalszej grze.

Niestety, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, które bile będą wylosowane, bo choćbyśmy zmierzyli warunki początkowe najdokładniej jak tylko się da, to początkowa nieoznaczoność kwantowa położenia bili po kilkuset jej zderzaniach z innymi bilami urośnie do rozmiarów bębna.
20-07-2013 20:00 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Niestety, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, które bile będą wylosowane, bo choćbyśmy zmierzyli warunki początkowe najdokładniej jak tylko się da, to początkowa nieoznaczoność kwantowa położenia bili po kilkuset jej zderzaniach z innymi bilami urośnie do rozmiarów bębna.
Dziękuje! Idzie Pan tu nawet dalej niż ja twierdziłem. Natomiast ja, na podstawie przeczytanych lektur, twierdzę, iż gdyby dało się nawet przewidzieć, to które bile zostaną wylosowane, to i tak udział w dalszej grze ewolucyjnej - z wielu potencjalnych możliwości - mogłyby brać tylko te wylosowane przypadki i już w tym samym zawarta jest "losowość przypadku". Np. eliminacji bądź dominacji alleli.

Proszę o skorygowanie, gdybym się się w powyższym wywodzie mylił.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
20-08-2013 02:32 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>Niestety, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, które bile będą wylosowane, bo choćbyśmy zmierzyli warunki początkowe najdokładniej jak tylko się da, to początkowa nieoznaczoność kwantowa położenia bili po kilkuset jej zderzaniach z innymi bilami urośnie do rozmiarów bębna.
>Dziękuje! Idzie Pan tu nawet dalej niż ja twierdziłem. Natomiast ja, na podstawie przeczytanych lektur, twierdzę, iż gdyby dało się nawet przewidzieć, to które bile zostaną wylosowane, to i tak udział w dalszej grze ewolucyjnej - z wielu potencjalnych możliwości - mogłyby brać tylko te wylosowane przypadki i już w tym samym zawarta jest "losowość przypadku". Np. eliminacji bądź dominacji alleli.

Ostatnio trochę zainteresowałem się fizyką, a Pan interesuje się biologią, więc zapewne słyszał Pan o tym:
www.polity(*)towosc-ukladow-ozywionych.read
Najwyraźniej fizyka kwantowa ma wpływ na świat makroskopowy i to nie tylko w sposób trywialny (nie tylko poprzez sam fakt składania się z cząstek elementarnych).

Oczywiście zarówno ten artykuł, a jeszcze bardziej powyższa wypowiedź Fizyka rujnuje moją dotychczasową argumentację w naszym sporze ... i w związku z tym - zgodnie z tym, co wcześniej na ten wypadek zadeklarowałem - miał Pan zasadniczo w owym sporze rację.

>Proszę o skorygowanie, gdybym się się w powyższym wywodzie mylił.
Szkoda, że Pan Fizyk ostatnio nie udziela się na forum. Miałem do niego jeszcze w tym kontekście parę pytań:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,577332#w577973
Akurat przypadkiem Pan Fizyk zamilkł w czasie zbiegającym się z opublikowaniem tego mojego wpisu. (Byłoby z mojej strony sporym nietaktem wynikającym z nieuwzględnienia dysproporcji w wiedzy jaka tu między nim a mną istnieje, gdybym dopuszczał myśl, że to było coś innego niż przypadek. Między innymi cenię Pana Fizyka za to, że rozmawia również z kompletnymi laikami.)

Jednocześnie mi się osobiście podoba hasło innego fizyka, prof. Haralda Lescha, popularyzującego naukę w niemieckiej telewizji, którego już kiedyś przedstawiałem. On mówi swoim studentom: "Nie wierzcie mi na słowo. Sprawdzajcie wszystko, co mówię".

Na pewno nie zdołam sprawdzić wszystkiego. Na razie ledwo jakoś tam dotarłem do dekoherencji i już mam więcej pytań niż odpowiedzi...

Pozdrawiam serdecznie.
20-08-2013 14:51 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ostatnio trochę zainteresowałem się fizyką, a Pan interesuje się biologią, więc zapewne słyszał Pan o tym:
>www.polity(*)towosc-ukladow-ozywionych.read
>Najwyraźniej fizyka kwantowa ma wpływ na świat makroskopowy i to nie tylko w sposób trywialny (nie tylko poprzez sam fakt składania się z cząstek elementarnych).
Jak dla mnie to treści zapisane w tym artykule są oczywiste. Obiektywnie istniejąca rzeczywistość jest materialna: www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,573743#w574816 Fizyka to nauka zajmująca się całą dostępną ludzkiemu poznaniu wiedzą o materii, a więc także fizycznymi zjawiskami występującymi w świecie żywym, czyli w biologii. Jeżeli zjawiska kwantowe są częścią fizyki, to tym samym muszą być częścią biologii.

Pan Fizyk: Niemniej dowolność naukowej odpowiedzi na to pytanie wzmacnia pogląd, że związki przyczynowo-skutkowe (możliwe tylko w determinizmie) nie są fundamentalną cechą świata, lecz tylko ludzkim sposobem porządkowania obrazu tego świata. (Patrz niekończące się dyskusje z Parysem o "pierwszej przyczynie".)
www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,492101#w503318
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,368748#w368996

>"Nie wierzcie mi na słowo. Sprawdzajcie wszystko, co mówię".
Tak, to jest taka ogólna mądrość, pod którą się całkowicie podpisuję.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>>Ostatnio trochę zainteresowałem się fizyką, a Pan interesuje się biologią, więc zapewne słyszał Pan o tym:
>>www.polity(*)towosc-ukladow-ozywionych.read
>>Najwyraźniej fizyka kwantowa ma wpływ na świat makroskopowy i to nie tylko w sposób trywialny (nie tylko poprzez sam fakt składania się z cząstek elementarnych).
>Jak dla mnie to treści zapisane w tym artykule są oczywiste. Obiektywnie istniejąca rzeczywistość jest materialna: www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,573743#w574816 Fizyka to nauka zajmująca się całą dostępną ludzkiemu poznaniu wiedzą o materii, a więc także fizycznymi zjawiskami występującymi w świecie żywym, czyli w biologii. Jeżeli zjawiska kwantowe są częścią fizyki, to tym samym muszą być częścią biologii.
Dla Pana to jest oczywiste, gratuluję. Ja dopiero powoli staram się doinformować na gruncie najnowszych i jeszcze nie w pełni wyjaśnionych badań.
Wydawało mi się, że zasadniczo w świecie makroskopowym nie byliśmy do tej pory świadkami takich zjawisk jak np. splątanie kwantowe i nielokalność, a nawet nie bardzo występuje w nim zasada nieoznaczoności.

Z tego, co doczytałem fizycy jeszcze długo po odkryciach fizyki kwantowej z początków XX wieku nie potrafili wyjaśnić, dlaczego istnieje tak wielka różnica pomiędzy zasadami panującymi w kwantowym świecie mikroskopowym a klasycznym światem makroskopowym. Dopiero w latach 70-tych udało się znaleźć wyjaśnienie w postaci dekoherencji. Cząsteczki zdradzające cechy kwantowe dysponują funkcją falową, natomiast ich oddziaływanie z otoczeniem powoduje, że tę funkcję tracą, a więc wraz z otoczeniem nabierają cech klasycznych.

Splątanie kwantowe osiągalne do dzisiaj jeszcze jedynie w warunkach laboratoryjnych Einstein określił jako "upiorne działanie na odległość", gdyż przeczyło jego teorii względności. Foton dowiaduje się o polaryzacji splątanego z nim drugiego fotonu natychmiast - z prędkością nadświetlną!

Jednocześnie podstawowym problemem w skonstruowaniu komputera kwantowego jest utrzymanie cech kwantowych pomimo dekoherencji. Uczeni do tej pory nie potrafią sobie z tym za bardzo poradzić, choć ostatnio słyszałem coś o odnalezieniu pewnych możliwości w magnezie.

I na tym tle okazuje się, że przyroda w fotosyntezie i orientacji ptaków całkiem prawdopodobnie już korzysta z nieznannego jeszcze sposobu obejścia dekoherencji!

A dla Pana to jest oczywiste, że "jeżeli zjawiska kwantowe są częścią fizyki, to tym samym muszą być częścią biologii".

Nie chodzi tu o kwantowo tłumaczoną stabilność cząstek, z których składa się cały świat (trywialność kwantowa), ale właśnie o obejście dekoherencji, a to już jest coś!

Ale przepraszam, gdyż nie jestem fizykiem, ani biologiem, a jedynie trochę zainteresowanym laikiem. Zbyt łatwo i chyba niepotrzebnie wpadam w dyskusji z Panem w polemiczny styl - prawdopodobnie trochę tak się od Pana nauczyłem. Sądzę, że wie Pan również o fizyce kwantowej więcej ode mnie i stąd ta moja niezgoda na takie proste uogólnienie.

Nie chciałem znów rozpoczynać polemiki w temacie, na którym w gruncie rzeczy się nie znam. Moim zamiarem było jedynie przedstawienie Panu interesującego artykułu obalającego w dużej mierze moje poprzednie wywody, a jednocześnie zawierającego dość odkrywczą nowinkę, która wydaje mi się być zupełnie nieoczywistą.

Pozdrawiam serdecznie.
21-08-2013 15:05 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A dla Pana to jest oczywiste, że "jeżeli zjawiska kwantowe są częścią fizyki, to tym samym muszą być częścią biologii".
Napisałem "częścią" i to chciałbym jeszcze raz podkreślić, gdyż to oznacza, że mogą mieć wpływ na określone zjawiska, ale wcale nie muszą. W zagadnieniach dotyczących fizyki kwantowej ciągle więcej nie wiemy niż wiemy. Podobnie jest w mikrobiologii gdzie zjawiska dzieją się granicy świata kwantowego lub nawet poza tą granicą. Nasze gdybania, to najczęściej spekulacje i co gorsze laików, a więc staram się przed nimi uciekać. Może lepiej poczytać pamiętając o Pułapkach myślenia

Ja nie wiem jak jest? Jestem laikiem i tyle tylko, iż staram się sporo czytać, a później, to już tylko filozoficznie racjonalizuję docierające do mnie informacje. Ludzie są racjonalni, ale czy racjonalną jest istniejąca obiektywnie rzeczywistość jest ciekawym pytaniem. Osobiście mocno w to wątpię, gdyż dlaczego miałoby tak być?

>Nie chciałem znów rozpoczynać polemiki w temacie, na którym w gruncie rzeczy się nie znam.
Ja też niewiele mam tu do powiedzenia.

>Moim zamiarem było jedynie przedstawienie Panu interesującego artykułu obalającego w dużej mierze moje poprzednie wywody, a jednocześnie zawierającego dość odkrywczą nowinkę, która wydaje mi się być zupełnie nieoczywistą.
Do tego artykułu w Polityce już ktoś się odwołał (zaraz gdy się ukazał) w polemice z panem Fizykiem, ale nie mogę go znaleźć.

Pan Fizyk: Choć w splątaniu kwantowym nie widzę nic paranormalnego, to owszem, jest tu jakaś szansa na znalezienie lepszego wyjaśnienia niż obecne. W zasadzie to trafiłeś w sedno sprawy: tajemnice kryją się nie w zjawiskach paranormalnych lecz w laboratoriach naukowców. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,522536#w522737

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
Bardzo dziękuję za linki do lektur.
>czy racjonalną jest istniejąca obiektywnie rzeczywistość jest ciekawym pytaniem. Osobiście mocno w to wątpię, gdyż dlaczego miałoby tak być?
Przypomina mi się, że kiedyś podobne pytanie w telewizyjnej debacie Piotrowi Szwajcerowi zadał Terlikowski. W jego ustach brzmiało ono dla mnie bezdennie głupio, ale pewnie znów się mylę... Skoro Pan je zadaje, to musi by coś na rzeczy.

>Ludzie są racjonalni
Terlikowskiemu to właśnie bym odpowiedział. Uściśliłbym może dodatkowo, że racjonalność to tylko określenie sposobu myślenia.

Ale Panu nie bardzo wiem co odpowiedzieć... Wydaje mi się, że doszukiwanie się kategorii "racjonalności" w przyrodzie stanowi jej antropomorfizację?

Wydaje mi się przyroda jest, jaka jest, a my ją widzimy, jak potrafimy. Ale to takie znowy trzy po trzy dawno po północy.

Przepraszam, już idę spać.

Pozdrawiam
22-08-2013 11:54 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>czy racjonalną jest istniejąca obiektywnie rzeczywistość jest ciekawym pytaniem.
>>>> Osobiście mocno w to wątpię, gdyż dlaczego miałoby tak być?
>Przypomina mi się, że kiedyś podobne pytanie w telewizyjnej debacie Piotrowi Szwajcerowi zadał Terlikowski. W jego ustach brzmiało ono dla mnie bezdennie głupio, ale pewnie znów się mylę... Skoro Pan je zadaje, to musi by coś na rzeczy.
Poważne pytania rzadko kiedy są głupie, głupie mogą być odpowiedzi. Czyżby Piotr Szwajcer odpowiedział inaczej niż ja? Byłoby to ciekawe, gdyż bardzo zgadzam się z jego poglądami.

>>>>Ludzie są racjonalni
>Terlikowskiemu to właśnie bym odpowiedział.
Tak, ale to wprost banał mówiący o tym, iż nasze mózgi mają sprawność myślenia.

>Uściśliłbym może dodatkowo, że racjonalność to tylko określenie sposobu myślenia.
I bardzo dobrze by Pan uczynił.

>Ale Panu nie bardzo wiem co odpowiedzieć...
Jak się nie to lepiej powstrzymać się od odpowiedzi. Tu nie egzamin i nie trzeba się ratować.

>Wydaje mi się, że doszukiwanie się kategorii "racjonalności" w przyrodzie stanowi jej antropomorfizację?
Ja tego jestem pewien. O czym świadczyła moja wypowiedź.

>Wydaje mi się przyroda jest, jaka jest, a my ją widzimy, jak potrafimy.
Same określenie "istniejąca obiektywnie rzeczywistość" mówi, że ona istnieje i że jest niezależna od naszego poznania. Mogę dodać, że uzależnione jest to nie od tego "jak potrafimy" - co od tego jakie mamy narzędzia poznania, a są nimi zmysły uzbrojone w intelektualne (umysł, język, matematyka, logika itp.) i materialne (mikroskop, luneta, komputer itp.) narzędzia. Pisałem na ten temat na naszym forum wielokrotnie.
www.racjon(*).php/s,511985/z,0/d,64#w526850
www.racjon(*).php/s,492110/z,0/d,22#w499828
A przy okazji i to: www.racjon(*).php/s,492110/z,0/d,23#w501304

>Ale to takie znowu trzy po trzy dawno po północy.
Przecież tu nie piekarnia i zawsze można (a może i należy) zastanowić się nad odpowiedzią.

>Przepraszam, już idę spać.
Pan Jacek Głodzik: Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać. To ma sens, nawet gdy tylko człowiek jest zmęczonym.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
26-08-2013 13:26 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>>>>czy racjonalną jest istniejąca obiektywnie rzeczywistość jest ciekawym pytaniem.
>>>>> Osobiście mocno w to wątpię, gdyż dlaczego miałoby tak być?>Przypomina mi się, że kiedyś podobne pytanie w telewizyjnej debacie Piotrowi Szwajcerowi zadał Terlikowski. W jego ustach brzmiało ono dla mnie bezdennie głupio, ale pewnie znów się mylę... Skoro Pan je zadaje, to musi by coś na rzeczy.
>Poważne pytania rzadko kiedy są głupie, głupie mogą być odpowiedzi.
Zgadzam się z Panem, czasem jednak wiedząc kto pytanie zadaje, wiadomo również, że ma już na nie gotową odpowiedź. A w przypadku poważnych pytań gotowa odpowiedź rzadko świadczy o mądrości.
W kontekście głupich pytań przypomina mi się zresztą taka nasza rozmowa:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,474426#w478843

maceox:
Już bardziej chodziło mi o zawrót głowy od pytania "jak to jest, że w ogóle coś jest, a nie jest tak, że niczego nie ma?"

Pan Andrzej:
Najpierw pozwoli Pan, że udzielę bardzo trywialnej odpowiedzi: Jak by nie było tego co jest, to nie miałby kto zadawać głupich pytań, a dalej to proponuję poczytać [...]


>Czyżby Piotr Szwajcer odpowiedział inaczej niż ja? Byłoby to ciekawe, gdyż bardzo zgadzam się z jego poglądami.
Wprawdzie nie odpowiedział całkiem "inaczej", ale mimo wszystko odczuwałem niedosyt:
www.youtube.com/watch?v=Y_AOqHdP5Xs
Np. bardziej jestem zadowolony z dyskusji z teistami na forum. Tu wyraźniej wygrywamy.

>>Wydaje mi się przyroda jest, jaka jest, a my ją widzimy, jak potrafimy.
>Same określenie "istniejąca obiektywnie rzeczywistość" mówi, że ona istnieje i że jest niezależna od naszego poznania. Mogę dodać, że uzależnione jest to nie od tego "jak potrafimy" - co od tego jakie mamy narzędzia poznania, a są nimi zmysły uzbrojone w intelektualne (umysł, język, matematyka, logika itp.) i materialne (mikroskop, luneta, komputer itp.) narzędzia. Pisałem na ten temat na naszym forum wielokrotnie.
Oczywiście znam Pańską filozofię, przynajmniej w tym zakresie i ja tu nie widzę głębszych różnic między nami (poza różnicami w zakresie posiadanej wiedzy przemawiającymi na Pańską korzyść).
Natomiast w związku z pojawiającymi się co jakiś czas na forum pytaniami o solipsyzm, to sądzę, że warto przypomnieć, że stanowi on ukryty dualizm (nasz umysł nie może być jednocześnie odbiorcą i kreatorem świata, który przewija nam się przed oczami. Zakładając solipsyzm musi istnieć jakieś "drugie piętro umysłu", z którego te wyświetlane wrażenia pochodzą.) Monizm jest prostszy i w związku z tym realny i materialny świat zewnętrzny, istniejący niezależnie od nas, ale którego stanowimy część jest prostszą hipotezą. Poza tym w życiu codziennym jest to oczywistość.
Jeśli to kogoś nie przekonuje, to jest to poza tym również kwestia samookreślenia. Życie w realnym świecie jest psychicznie zdrowsze.

>>Ale to takie znowu trzy po trzy dawno po północy.
>Przecież tu nie piekarnia i zawsze można (a może i należy) zastanowić się nad odpowiedzią.
Zawsze zastanawiam się nad odpowiedziami i na drugi dzień niewiele w nich zmieniam poza literówkami. Tu nie było inaczej. Jedynie taka krótka autowątpliwość - bardziej uzasadniene zbytniej lapidarności, niż braku pomyślunku.

Przy okazji, może zainteresują Pana dwa niedawne wątki dotyczace realnego, obiektywnego i materialnego świata, a mianowicie ewolucji. Jest dla mnie ciekawym zjawiskiem, jak bardzo można dopracowywać terminologię przy rozmowach o zasadniczo stosunkowo prostej zasadzie działania ewolucji biologicznej:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,582142
www.racjonalista.pl/forum.php/s,582520
Bardzo się na przykład tu z Sylwkiem zgadzam, ale proszę tego nie traktować jako chęci przedstawiania Panu dalszych argumentów w sporze o "przypadek" [ja już przyznałem, że użycie tego słowa jest uzasadnione (choć warto wyjaśniać, jaki ma ono sens w danym kontekście konkretnych zjawisk), przyznałem także - co ważniejsze, że kształt świata w skali makro nie musi być zdeterminowany (nie jest to jeszcze wyjaśnione)].

Pozdrawiam serdecznie
28-08-2013 16:32 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>Czyżby Piotr Szwajcer odpowiedział inaczej niż ja? Byłoby to ciekawe, gdyż bardzo zgadzam się z jego poglądami.
>Wprawdzie nie odpowiedział całkiem "inaczej", ale mimo wszystko odczuwałem niedosyt:
Gdyż tu jest taki kłopot: - odrzucenie istnienia świata nadprzyrodzonego nie jest żadną religią o wspólnej doktrynie. Przekonania ateistyczne różnią się i już bardziej wspólną jest postawa racjonalistyczna wśród tych, których ona dotyczy.

>Np. bardziej jestem zadowolony z dyskusji z teistami na forum.
>Tu wyraźniej wygrywamy.
Zupełnie tu się z Panem nie zgadzam. Jedyne zwycięstwo jakie pamiętam na tym forum, to jest przypadek Maceoxa, ale proszę sobie przypomnieć, iż ja już od początku w Pański fideizm wątpiłem. Dostrzegając w Panu poszukującego swojego zdania racjonalistę, a więc to zwycięstwo wcale nie jest takie pewne.
Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.
My - co najwyżej - możemy zainspirować do samodzielnego myślenia i poszukiwań, tych którzy tego chcą. Poszukującym możemy podrzucić trochę argumentów i ciekawych lektur.
Natomiast po teistach nasze argumenty spływają jak woda po kaczce. Nie ma żadnego zwycięstwa, gdyż ono jest niemożliwym.

>Natomiast w związku z pojawiającymi się co jakiś czas na forum pytaniami o solipsyzm, to sądzę, że warto przypomnieć, że stanowi on ukryty dualizm (nasz umysł nie może być jednocześnie odbiorcą i kreatorem świata, który przewija nam się przed oczami. Zakładając solipsyzm musi istnieć jakieś "drugie piętro umysłu", z którego te wyświetlane wrażenia pochodzą.)
Nigdy nie należy zapominać, że gdy dwóch mówi to samo w tym samym języku, to wcale nie musi dla nich to samo znaczyć. Co wiedziałem, to do tego się odwołałem, a jakoś nie potrafię zbytnio wczuć się w ten "ukryty dualizm" odwołujący się do "drugiego piętra" i bliższe jest mi rozumowo stanowisko pana Sceptymuchy: Włóż rękę do młynka do kawy (starodawnego najlepiej) i zacznij kręcić korbką, ile tylko dasz radę. Metoda idealna - leczy ze wszystkich odmian solipsyzmu! Pozwala docenić realność świata! Wprost nie sposób jej przechwalić! www.racjonalista.pl/forum.php/s,301202#w301298

>Przy okazji, może zainteresują Pana dwa niedawne wątki dotyczące realnego, obiektywnego i materialnego świata, a mianowicie ewolucji. Jest dla mnie ciekawym zjawiskiem, jak bardzo można dopracowywać terminologię przy rozmowach o zasadniczo stosunkowo prostej zasadzie działania ewolucji biologicznej:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,582142
Czy do tej wypowiedzi Pana Werbińskiego warto coś dodawać?

>Bardzo się na przykład tu z Sylwkiem zgadzam, ale proszę tego nie traktować jako chęci przedstawiania Panu dalszych argumentów w sporze o "przypadek" [ja już przyznałem, że użycie tego słowa jest uzasadnione (choć warto wyjaśniać, jaki ma ono sens w danym kontekście konkretnych zjawisk), przyznałem także - co ważniejsze, że kształt świata w skali makro nie musi być zdeterminowany (nie jest to jeszcze wyjaśnione)].
Bardzo się Pan z panem Sylwkiem zgadza, który m.in. napisał: Choć czasami mówi się o przypadkowych mutacjach, dla biologa bardziej istotne jest, że są niekierunkowe. I właściwie to chyba tego słowa należałoby używać. Tylko trudno Panu jest zgodzić się z twierdzeniem Bogusławskiego:
Mamy dobrze znane przyczyny: bęben losujący kręcący się w określonym ciśnieniu atmosferycznym i ziemskim przyciąganiu. Wrzucamy do niego 49 idealnie wyważonych i oznakowanych bili. Obracamy nim 7 razy i znając też determinanty początkowe możemy być pewnymi, że na loży pojawią się bile i że na pewno będą to bile, a nie np. kości do gry. Znając warunki początkowe wiemy także, że będą one oznaczone liczbami.
Ale istotnym dla dalszych losów jest odpowiedź, które to będą bile, gdyż tylko one biorą udział w dalszej grze. Albowiem tylko ci którzy zaistnieją biorą udział w ewolucyjnym procesie uzyskiwania potomstwa przez najlepiej przystosowanych.
Wynik dryfu genetycznego jest przypadkiem, choć wpisany jest w zdeterminowany proces ewolucji.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,577332#w577370

W w dryfie genetycznym jednak najważniejszy jest już sam wynik (tu jeden z sześciu) , gdyż tylko on gra dalej. www.racjon(*)m.php/s,577332/z,0/d,1#w577526

Pan Sylwek podsumowując:
ewolucja ma pewną wpisaną w siebie kierunkowość (szczególnie w skali mikro, ale, jak niektórzy postulują, także w skali makro), ale pochodzi ona właśnie z komponentu selekcji, nie mutacji. Mutacje są źródłem niekierunkowej zmienności. Owa zmienność jest niekierunkowa nie dlatego, że jest przypadkową, a raczej, że ewentualne determinanty kierunku mutacji (o ile w ogóle istnieją) są nietożsame z siłami selekcyjnymi. Mutacje u żyraf, o ile wpływają na długość szyi, mogą równie łatwo ją skracać jak i wydłużać. To selekcja wybiera te użyteczne.
Czyżby ze względu, iż powątpiewa w istnienie mutacji i próbuje selekcję uznać za najważniejszy (a nie jeden z wielu - dla mnie o ile mutacje wpisane są w mechanizm zmienności, to selekcje wpisane w mechanizm wyboru najlepiej przystosowanych {dających przeżywające potomstwo}) komponentów biologicznej ewolucji. Ja muszę przyznać, że nie rozumiem zbyt dobrze tego co chciał pan Sylwek w swoim podsumowaniu wyrazić? Gdy Pan zrozumiał, to może zechciałby Pan dookreślić z czym Pan się zgadza, a z czym nie.

Pozdrawiam serdecznie

@@@
.
29-08-2013 02:55 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Zupełnie tu się z Panem nie zgadzam. Jedyne zwycięstwo jakie pamiętam na tym forum, to jest przypadek Maceoxa, ale proszę sobie przypomnieć, iż ja już od początku w Pański fideizm wątpiłem. Dostrzegając w Panu poszukującego swojego zdania racjonalistę, a więc to zwycięstwo wcale nie jest takie pewne.
Prawda jest, jak to często bywa - po środku. Tłumaczyłem już, że moja religijność w klasycznym tradycyjno-kościelnym znaczeniu była już zawsze bardzo słaba. Nawet, gdy jakaś niania uczyła mnie pierwszych modlitw, to już wtedy jakieś takie głupie mi się to wydawało.
Jednocześnie pozostawałem pod wpływem różnych "magicznych" wyobrażeń co do natury rzeczywistości - powiedzmy, że ogólnie rzecz biorąc synkretyczno-nju-ejdżowskich i z tego rzeczywiście się wyleczyłem.
Tyle tylko, że to zwycięstwo i związany z nim rodzinny coming out nie wiem, czy nie czyni go w moim realu zwycięstwem - przynajmniej w tym rodzinnym sensie - pyrrusowym. Powiedzmy, że przynajmniej ja się już nie okłamuję i sam nikogo nie będę okłamywał, a to jednak coś.

>Włóż rękę do młynka do kawy (starodawnego najlepiej) i zacznij kręcić korbką, ile tylko dasz radę. Metoda idealna - leczy ze wszystkich odmian solipsyzmu!
Co prawda, to prawda. A w ogóle dawno Scpetymuchy nie widziałem (jakiegoś jego posta znaczy się).

>Czy do tej wypowiedzi Pana Werbińskiego warto coś dodawać?
Co chciałem, to dodałem, ale nie wiem czy było warto. Tak za jeden punkt, to chyba nie...

>trudno Panu jest zgodzić się z twierdzeniem Bogusławskiego:
>Mamy dobrze znane przyczyny: bęben losujący [...] Wrzucamy do niego 49 idealnie wyważonych i oznakowanych bili i znając też determinanty początkowe [...]
Ogólnie się z tym zgadzam, natomiast w szczegółach uważam, że może warto byłoby doprecyzować, czy te bile rzeczywiście są wyważone "idealnie", a także jak "dobrze" znamy przyczyny, gdyż sądzę, że tylko bardzo ogólnie je znamy, a w rzeczywistości bardzo niedokładnie.
Jeszcze w długim sporze z Panem sądziłem, że to właśnie tylko ta nieznajomość przyczyn z odpowiednią dokładnością prowadzi do określenia tego układu jako "przypadkowy", a który w rzeczywistości jest pełni zdeterminowany. Tymczasem w związku z ostatnimi wypowiedziami Pana Fizyka w tym wątku muszę - w związku z interpretacją kopenhaską - dopuścić możliwość braku zdeterminowania w tym zakresie, aczkolwiek prosze zwrócić uwagę na obiekcje Pana Jacholka:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,582520#w582996

Jednocześnie proszę zwrócić uwagę na wskazane przez Pana Fizyka wnioski płynące dla teorii ewolucji z determinstycznej interpretacji mechaniki kwantowej, o co go pytałem:

maceox:
Czy jeżeli przyjmiemy deterministyczną interpretację de Broglie'a-Bohma, to wówczas wszystko w naszym wszechświecie jest całkowicie zdeterminowane od wielkiego wybuchu?

Pan Fizyk:
Tak, to jest poprawna interpretacja.

maceox:
I to mnie jeszcze bardziej pociesza, gdyż dowodzi to tego, że można poprawnie, nie popadając w konflikt z nauką, ani w szczególności z teorią ewolucji przyjmować (jeśli przyjmie się tę interpretację) że wszystko jest we wszechświecie i w biologii całkowicie zdeterminowane, a to jest więcej niż sądziłem, gdyż o całym wszechświecie się wcześniej nie wypowiadałem.

Rozumiem, że nie jest to rozstrzygnięte, i że równie poprawna jest interpretacja kopenhaska (a jest nawet dominująca w świecie nauki), ale najistotniejsze jest dla mnie to, że "przypadek" rozumiany jako brak determinacji nie jest w teorii ewolucji potrzebny do szczęścia. Tzn., jeśli przyjmiemy deterministyczną interpretację de Broglie'a-Bohma, to wówczas oczywiście ewolucja przebiegała tak, jak opisują to (neo)darwniniści, tyle że wszystko jest całkowicie zdeterminowane (i przy okazji: wcale nie świadczy to jeszcze o jakimś z góry powziętym celu lub - broń Boże - Bogu, a jedynie o nieprzerwaniu materialnego związku przyczynowego w historii wszechświata)

Odpowiedź Pana Fizyka:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,577332#w582719

>Pan Sylwek podsumowując:
> ewolucja ma pewną wpisaną w siebie kierunkowość (szczególnie w skali mikro, ale, jak niektórzy postulują, także w skali makro), ale pochodzi ona właśnie z komponentu selekcji, nie mutacji. Mutacje są źródłem niekierunkowej zmienności. [...]
>Czyżby ze względu, iż powątpiewa w istnienie mutacji i próbuje selekcję uznać za najważniejszy (a nie jeden z wielu - dla mnie o ile mutacje wpisane są w mechanizm zmienności, to selekcje wpisane w mechanizm wyboru najlepiej przystosowanych {dających przeżywające potomstwo}) komponentów biologicznej ewolucji.
Akurat wybrał Pan z wypowiedzi Sylwka fragment, który nie jest dla mnie do w pełni, w 100% zrozumiały i zapytam się go o to. Chodzi o tę kierunkowość w skali mikro przy selekcji.

Mi się spodobało co innego - że uwzględnił rozumowanie Fizyka dotyczące możliwości indeterminizmu istotnie wpływającego na świat makro, i że zaproponował odejście od słowa "przypadek" (zresztą to odejście wcale nie jest moim zdaniem konieczne - tyle, że jeżeli już się tego slowa używa, to warto postarać się dokładnie zrozumieć co ono ma oznaczać, a może mieć wiele różnych znaczeń, za każdym razem w zależności od tego, do którego elementu teorii i rzeczywistości się odnosi. Np. czym inna jest przypadkowość w ramach powstawania błędów w DNA, a już zupełnie inna związana z tym, że mutacje powstają niezależnie od danej presji selekcyjnej środowiska. Natomiast te rodzaje przypadkowości jeszcze nie przesądzają o braku zdeterminowania. Indeterminizm powstawać może w skali kwantowej, a następnie może się przekładać na skalę makro, ale to znów inny rodzaj przypadkowości).
Przy czym ja w zasadzie tylko pytam.
Pozdrawiam serdecznie
30-08-2013 14:43 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
trudno Panu jest zgodzić się z twierdzeniem Bogusławskiego:
>>>>Mamy dobrze znane przyczyny: bęben losujący [...]
>Ogólnie się z tym zgadzam, natomiast w szczegółach uważam, że może warto byłoby doprecyzować, czy te bile rzeczywiście są wyważone "idealnie", a także jak "dobrze" znamy przyczyny, gdyż sądzę, że tylko bardzo ogólnie je znamy, a w rzeczywistości bardzo niedokładnie.
Przepraszam, a po co wyżej ten link zamieściłem: Wrzucamy do niego 49 idealnie wyważonych i oznakowanych bili.
Czy nie dlatego zawartego w nim tekstu: A w Twoim rozumowaniu ujawnia się pewna przypadłość, która, jak mi się wydaje, powoduje że wnioski są nieco chaotyczne. Mieszasz dwa porządki myślenia: matematyczny i fizyczny. Idealne kule, idealny promień, idealne odbicie. OK, matematyka. Ale dalej piszesz " promień... zostanie odchylony" Cóż to znaczy? Ktoś go odchyli? Sam się odchyli?
Pisząc tak opuszczasz model matematyczny i podstawiasz cichcem (w tym samym rozumowaniu) w jego miejsce model fizyczny. W nim wyliczasz i dyskutujesz co tam trzeba, ale potem stawiasz pytanie: "czy po 50-tym odbiciu promień opuści układ dwóch kul czy dopiero po 51?"
A to pytanie ma dwie odpowiedzi: jedną w modelu matematycznym idealnych kul i warunków - i drugą w modelu Plancka. Pierwszą możesz wyliczyć dowolnie dokładnie, drugiej wyliczyć się nie da.


>Jeszcze w długim sporze z Panem sądziłem, że to właśnie tylko ta nieznajomość przyczyn z odpowiednią dokładnością prowadzi do określenia tego układu jako "przypadkowy", a który w rzeczywistości jest pełni zdeterminowany. Tymczasem w związku z ostatnimi wypowiedziami Pana Fizyka w tym wątku muszę - w związku z interpretacją kopenhaską - dopuścić możliwość braku zdeterminowania w tym zakresie,
Ale ja przecież stale powtarzam, że do przypadkowości w biologii wcale poziom kwantowy nie jest koniecznym - wystarcza zrozumienie fraktalnej budowy struktur fizycznych. W rzeczywistości nie istnieją żadne idealne struktury, gdyż rzeczywistość to nie matematyka. Matematyka jest tylko narzędziem do opisu rzeczywistości.
Czy naprawdę jest to aż tak bardzo niepojęte?
____________

>Akurat wybrał Pan z wypowiedzi Sylwka fragment, który nie jest dla mnie do w pełni, w 100% zrozumiały i zapytam się go o to. Chodzi o tę kierunkowość w skali mikro przy selekcji.
Tu jest całość mojego wyboru:
Pan Sylwek podsumowując:
ewolucja ma pewną wpisaną w siebie kierunkowość (szczególnie w skali mikro, ale, jak niektórzy postulują, także w skali makro), ale pochodzi ona właśnie z komponentu selekcji, nie mutacji. Mutacje są źródłem niekierunkowej zmienności. Owa zmienność jest niekierunkowa nie dlatego, że jest przypadkową, a raczej, że ewentualne determinanty kierunku mutacji (o ile w ogóle istnieją) są nietożsame z siłami selekcyjnymi. Mutacje u żyraf, o ile wpływają na długość szyi, mogą równie łatwo ją skracać jak i wydłużać. To selekcja wybiera te użyteczne.
Czyżby ze względu, iż powątpiewa w istnienie mutacji i próbuje selekcję uznać za najważniejszy (a nie jeden z wielu - dla mnie o ile mutacje wpisane są w mechanizm zmienności, to selekcje wpisane w mechanizm wyboru najlepiej przystosowanych {dających przeżywające potomstwo}) komponentów biologicznej ewolucji. Ja muszę przyznać, że nie rozumiem zbyt dobrze tego co chciał pan Sylwek w swoim podsumowaniu wyrazić? Gdy Pan zrozumiał, to może zechciałby Pan dookreślić z czym Pan się zgadza, a z czym nie.

Nie zauważył Pan, iż to właśnie Pan dobiera fragmenty poszczególnych wypowiedzi, które mogłyby popierać Pańskie tezy. Więc trudno mi z tego powodu robić zarzuty. Tak, pokazałem tu niespójność tego wywodu Pana Sylwka ("tego", gdyż to mądry facet, tylko tu cosik mu nie wyszło). Nie wiem więc czy tylko przypadkową, czy też zamierzoną. Może najpierw jednak warto uzgodnić jak to jest z tą kierunkową niekierunkowością, czy też odwrotnie?

>Mi się spodobało co innego - że uwzględnił rozumowanie Fizyka dotyczące możliwości indeterminizmu istotnie wpływającego na świat makro, i że zaproponował odejście od słowa "przypadek" (zresztą to odejście wcale nie jest moim zdaniem konieczne - tyle, że jeżeli już się tego słowa używa, to warto postarać się dokładnie zrozumieć co ono ma oznaczać, a może mieć wiele różnych znaczeń, za każdym razem w zależności od tego, do którego elementu teorii i rzeczywistości się odnosi.
Powtarzam po raz enty, że rozumiem to słowo zgodnie z PWN-owskim słownikiem języka polskiego: «zdarzenie lub zjawisko, których nie da się przewidzieć»
>Np. czym inna jest przypadkowość w ramach powstawania błędów w DNA, a już zupełnie inna związana z tym, że mutacje powstają niezależnie od danej presji selekcyjnej środowiska. Natomiast te rodzaje przypadkowości jeszcze nie przesądzają o braku zdeterminowania. Indeterminizm powstawać może w skali kwantowej, a następnie może się przekładać na skalę makro, ale to znów inny rodzaj przypadkowości).
Ja się domyślam co się Panu mogło w tej wypowiedzi podobać, ale przypomnę Panu powiedzenie: Tonący brzydko się chwyta.

Pozdrawiam serdecznie

@@@
.
30-08-2013 23:01 
 Ocena 1 na 1
mirask (152 punktów)
Być może tylko powtórzę za którymś z poprzedników sławetne zdanie... "Przypadków nie ma, jest natomiast niewiedza" - która wszelkie "przypadki" stara się logicznie zaszufladkować.
Pozdrawiam.
01-09-2013 02:06 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Przepraszam, a po co wyżej ten link zamieściłem: Wrzucamy do niego 49 idealnie wyważonych i oznakowanych bili.
>Czy nie dlatego zawartego w nim tekstu: [...] Mieszasz dwa porządki myślenia: matematyczny i fizyczny. [...]>A to pytanie ma dwie odpowiedzi: jedną w modelu matematycznym idealnych kul i warunków - i drugą w modelu Plancka. Pierwszą możesz wyliczyć dowolnie dokładnie, drugiej wyliczyć się nie da.
Przepraszam, trudno mi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Pan pisze o idealnie wyważonych kulach linkując jednocześnie do wypowiedzi, z której wynika, że w przyrodzie nie ma idealnych kul.

>>Jeszcze w długim sporze z Panem sądziłem, że to właśnie tylko ta nieznajomość przyczyn z odpowiednią dokładnością prowadzi do określenia tego układu jako "przypadkowy", a który w rzeczywistości jest pełni zdeterminowany. Tymczasem w związku z ostatnimi wypowiedziami Pana Fizyka w tym wątku muszę - w związku z interpretacją kopenhaską - dopuścić możliwość braku zdeterminowania w tym zakresie,
>Ale ja przecież stale powtarzam, że do przypadkowości w biologii wcale poziom kwantowy nie jest koniecznym - wystarcza zrozumienie fraktalnej budowy struktur fizycznych.
To zależy od definicji przypadkowości. Skoro Pan stosuje tą:
zdarzenie lub zjawisko, których nie da się przewidzieć
to chyba wcale nie aż na fraktale trzeba wskazywać. Istnieje bardzo wiele zdarzeń, których nie potrafimy przewidzieć - od całkowicie błahych (jak losowanie jednej kuli z dwóch różnokolorowych z kapelusza - że tak wykroczę poza biologię), aż po najbardziej złożone systemy chaotyczne, w których minimalna zmiana jednego z multum warunków brzegowych może doprowadzić do diametralnej zmiany systemu.
Ja tylko dodaję, że skoro mamy nie wchodzić w poziom kwantowy, to wówczas wszystkie układy, których nie potrafimy przewidzieć są w rzeczywistości w pełni zdeterminowane (mają ściśle określone przyczyny - nawet jeśli jest ich bardzo wiele) i tym samym obiektywnie rzecz biorąc różnią się od tych, które potrafimy przewidzieć jedynie naszym zasobem informacji.

Jednak zdaniem Pan Fizyka pomijanie poziomu kwantowego w ogóle nie jest uprawnione, a ponieważ (znów jego zdaniem) przekłada się on na świat makroskopowy, wobec tego przyznałem już Panu rację. Sądzę, że jedynie w świecie fizyki kwantowej istnieje możliwość (w jednej z interpretacji) istnienia braku przyczyn dla danego zjawiska (a dokładniej chyba raczej dla danego elementu zjawiska) i dopiero wówczas mamy do czynienia z nieprzewidywalnością, która nie jest spowodowana jedynie brakiem naszej wiedzy.

>W rzeczywistości nie istnieją żadne idealne struktury, gdyż rzeczywistość to nie matematyka.
Znów muszę przeprosić, gdyż zupełnie nie wiem, co to ma wspólnego z tematem. To Pan powołał niegdyś jako argument "zmienną losową" z rachunku prawdopodobieństwa, która jest tworem czysto matematycznym i w przyrodzie nie istnieje. W ogóle przypadek jest tylko ideą, w przeciwieństwie do terminów opisujących faktyczne zjawiska i materię - takie jak np. cztery oddziaływania fizyczne i pierwiastki chemiczne.

>>Pan Sylwek podsumowując[...]
>Nie zauważył Pan, iż to właśnie Pan dobiera fragmenty poszczególnych wypowiedzi, które mogłyby popierać Pańskie tezy.
Nie, nie zauważyłem. Nie wiem o jakich tezach Pan mówi. Sądzę, że Sylwek w sumie w miarę dobrze oddał zasadę działania ewolucji biologicznej, natomiast nie zrozumiałem do końca o co chodziło z tą kierunkowością w skali mikro i się go o to zapytałem. Nie wyjaśnił mi tego do końca.

>Ja się domyślam co się Panu mogło w tej wypowiedzi podobać,
Ja Panu już napisałem, co mi się podobało, ale jeśli Pan wie to lepiej ode mnie, to proszę mi to powiedzieć, chętnie dowiem się czegoś nowego o sobie.

>ale przypomnę Panu powiedzenie: Tonący brzydko się chwyta.
Ja jednak wolę powiedzenie oryginalne "Tonący brzytwy się chwyta" i jeżeli Pan już powołuje się na posty Scorpa, to chyba o czymś świadczy.
Przyznałem już Panu rację, gdyż najwyraźniej istnieją różne możliwości przełożenia fizyki kwantowej na świat makroskopowy (a moim zdaniem tylko w fizyce kwantowej istnieje możliwość przerwania poza tym powszechnego w naturze związku przyczynowo-skutkowego). Jeśli Panu to jednak nie wystarcza, to proszę pomijając fizykę kwantową podać przykład zjawiska makroskopowego, które nie ma przyczyny - przynajmniej w jakimś swym jednym elemencie.

Przy okazji: oczywiście zdarza się, że nie rozumiem wszystkich wyjaśnień Pana Fizyka i jego twierdzenia, że związek przyczynowo-skutkowy jest jedynie naszym sposobem myślenia, a nie obiektywną cechą świata akurat nie bardzo pojmuję. Jeśli rzeczywiście istnieje niezależny od nas świat obiektywny, który ulega ewolucji w czasie i nauka bada i wyjaśnia jak ta ewolucja funkcjonuje, to właśnie te wyjaśnienia ukazują związek przyczynowo-skutkowy. Jeśli taki związek nie istnieje obiektywnie (np. pomiędzy mutacjami a nowymi cechami organizmów), to w ogóle bez sensu jest mówienie jakiejkolwiej ewolucji. Tyle, że wówczas "przypadek" również traci swoje znaczenie, również to z definicji PWN.
Pozdrawiam serdecznie
01-09-2013 18:16 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Przepraszam, trudno mi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Pan pisze o idealnie wyważonych kulach linkując jednocześnie do wypowiedzi, z której wynika, że w przyrodzie nie ma idealnych kul.
Ponieważ z ludzkiej (idealne wyważenie) perspektywy pokazuję tu niekierunkowość i nieodwracalność procesów ewolucyjnych. Nawet gdyby świadomie wybrać 6 bili, to już tylko te sześć będzie brało udział w dalszym procesie.

Pan twierdzi, że ten wybór przy pełnej znajomości warunków brzegowych jest przewidywalny. Zgadza się Pan tu z koncepcjami kreacjonistów, które ks. prof. Michał Heller wyraża następująco:
"Działanie przypadkowe wcale nie musi oznaczać braku przyczynowości. Ideologia przeciwstawiająca Bogu przypadek, który niszczy lub narusza Boży plan, jest w gruncie rzeczy współczesną wersją manicheizmu"
Ja zaś uparcie twierdzę, że nawet tylko teoretyczna możliwość pełnej (pełnej, gdyż jednak hipopotamy rodzą hipopotamy) przewidywalności skutku jest niemożliwą. Ponadto przyrodniczo (mechanizmy ewolucyjne) nieuzasadnionym.
(w przyrodzie żadna celowość nie występuje.)

Panie Macieju, pisze Pan, iż czyta moje wypowiedzi to jak Pan mógł nie zauważyć, że dla mnie matematyka jest tylko narzędziem opisu świata: www.racjon(*).php/z,0/d,23/s,492110#w501330 Zaś idealne byty, niezależne od człowieka, to tylko u platoników występują. Budowa fraktalna jest jednym z dowodów na niemożliwość występowania idealnych kul, kół, kwadratów, bil i tak dalej.

>>>>Ale ja przecież stale powtarzam, że do przypadkowości w biologii wcale poziom kwantowy nie jest koniecznym - (...)
>To zależy od definicji przypadkowości. Skoro Pan stosuje tą:
«zdarzenie lub zjawisko, których nie da się przewidzieć»
>to chyba wcale nie aż na fraktale trzeba wskazywać.
Całkowita zgoda ani na kwanty, ani na fraktale nie trzeba wcale aż wskazywać. Choć mogą i gdzieś tam biorą w tym udział.

>Istnieje bardzo wiele zdarzeń, których nie potrafimy przewidzieć
My?
Ja twierdzę, że istnieje wiele zdarzeń nieprzewidywalnych (na żadnym poziomie i dla nikogo czy to będzie Pan Bóg, czy superkomputer).

>Ja tylko dodaję, że skoro mamy nie wchodzić w poziom kwantowy, to wówczas wszystkie układy, których nie potrafimy przewidzieć są w rzeczywistości w pełni zdeterminowane (mają ściśle określone przyczyny - nawet jeśli jest ich bardzo wiele) i tym samym obiektywnie rzecz biorąc różnią się od tych, które potrafimy przewidzieć jedynie naszym zasobem informacji.
I ja z tym się całkowicie i od samego początku nie zgadzam.
Możliwe, że całkowicie się mylę, ale uważam, że Pańska obrona tego stanowiska jest niespójna i nielogiczna.

>Jednak zdaniem Pan Fizyka pomijanie poziomu kwantowego w ogóle nie jest uprawnione, a ponieważ (znów jego zdaniem) przekłada się on na świat makroskopowy, wobec tego przyznałem już Panu rację.
Czytam wszystko co Pan pisze, ale wcale to nie znaczy, że się z wszystkimi Pańskimi wypowiedziami zgadzam. Odwołuje się Pan czasem do wypowiedzi Pana Fizyka i tu jest znowu problem - choć nie uważam go za Boga - to jeszcze nie znalazłem wywodu Pana Fizyka, z którym bym się nie zgodził (aczkolwiek dość często czułem niedosyt w jego wyjaśnieniach) Natomiast w wielu przypadkach nie zgadzam się z Pańską interpretacją jego wywodów.

Nie pomijam fizyki (ani chemii) w zjawiskach biologicznych, gdyż cała rzeczywistość jest fizyczna (materialna) uważam tylko, że biologiczna część rzeczywistości jest wielce złożoną i nadmierny redukcjonizm jest zupełnie nieuzasadniony oraz niczym nie uprawniony. Przy analizie zjawisk biologicznych nie wolno nam zapominać o emergencji, która jest ogólną cechą tzw. układów złożonych powodującą, że są one nieredukowalne - z praw opisujących ich elementy składowe nie wynikają logicznie właściwości i zachowania systemu jako całości.

>>>>W rzeczywistości nie istnieją żadne idealne struktury, gdyż rzeczywistość to nie matematyka.
>Znów muszę przeprosić, gdyż zupełnie nie wiem, co to ma wspólnego z tematem.
No to o czym mu tak w ogóle rozmawiamy. O Pańskim uporze, iż "bóg" (może Pan go nazwać inaczej - gdyż nie o nazwę tu chodzi) może przewidzieć wynik tego co my oceniamy jako przypadek. Może i może - tylko jeszcze uwierzyć w niego trzeba. Ja zastanawiam się nad istniejącą obiektywnie rzeczywistością, a matematyka jest tylko (aż) genialnym (acz nie zupełnym) narzędziem jej opisu.

>To Pan powołał niegdyś jako argument "zmienną losową" z rachunku prawdopodobieństwa, która jest tworem czysto matematycznym i w przyrodzie nie istnieje.
Powołuję się na różne argumenty w zależności od merytorycznej potrzeby. Gdy Pan uważa, że w konkretnym przypadku są niezasadne, to trzeba tam tą niezasadność podnieść.

>W ogóle przypadek jest tylko ideą, w przeciwieństwie do terminów opisujących faktyczne zjawiska i materię - takie jak np. cztery oddziaływania fizyczne i pierwiastki chemiczne.
Jak dla mnie, to Pan tu kręci (można i dosadniej). Tak, przypadek jest tylko ideą, jak i związki przyczynowo-skutkowe nie są fundamentalną cechą świata, lecz tylko ludzkim sposobem porządkowania obrazu tego świata. (pan Fizyk), a więc tylko ludzką ideą. Tyle że nie w przeciwieństwie.

>Sądzę, że Sylwek w sumie w miarę dobrze oddał zasadę działania ewolucji biologicznej, natomiast nie zrozumiałem do końca o co chodziło z tą kierunkowością w skali mikro i się go o to zapytałem.
Widocznie nie mam nawet zielonego pojęcia o działaniu ewolucji biologicznej (szczególnie w jej neodarwinowskich koncepcjach), tyle tylko, że z tej jego wypowiedzi - nawet po Pańskich uzupełnieniach - rozumiem jeszcze mniej.

CDN
maceox (6766 punktów)
>Pan twierdzi, że ten wybór przy pełnej znajomości warunków brzegowych jest przewidywalny.
Nie. Nie twierdzę tego. Nawet pomijając zasadę nieoznaczoności (która czyni to już całkiem niemożliwym) jest to niewykonalne przynajmniej ze względu na brak techniki o odpowiednich mocach obliczeniowych.

>Zgadza się Pan tu z koncepcjami kreacjonistów,
Nie, w żadnym razie się z nimi nie zgadzam.

>które ks. prof. Michał Heller wyraża następująco:
>Działanie przypadkowe wcale nie musi oznaczać braku przyczynowości.
Z tym tylko się zgadzam, aczkolwiek "nie musi" nie oznacza, że "nie może". Sądzę, że działanie przypadkowe nie musi oznaczać braku przyczynowości, ale może go oznaczać (tak czyni interpretacja kopenhaska).

>w przyrodzie żadna celowość nie występuje.
Zgadzam się - nie mamy na ten temat cienia poszlaki. Celowość to antropomorfizm. Cel (plan, projekt) wymaga jakiejś "inteligencji", by w ogóle mógł zaistnieć - nawet jeśli w niektórych koncepcjach celowościowych jest to jakoś ukryte. O żadnej inteligencji poza mózgiem nie mamy jakichkolwiek informacji.
Natomiast teoria ewolucji tłumaczy, w jaki sposób w oparciu o jedynie naturalne procesy mogło powstać i rozwijać się życie. Jest to tłumaczenie kauzalne - wyjaśnia przyczyny aktualnego stanu rzeczy.
Tak więc o ile pytanie "w jakim celu?" jest dla nauki bzdurne, o tyle pytanie "jak powstało" jest dla nauki zasadnicze. W tym sensie rozumowanie kauzalne jest dla mnie przeciwieństwem rozumowania celowościowego. Pytając o przyczynę pytam tylko o przeszłość i naturalną zasadę funkcjonowania, a kto pyta o cel pyta tym samym o zaplanowaną przez kogoś przyszłość:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,582142#w582323

>[...]jak Pan mógł nie zauważyć, że dla mnie matematyka jest tylko narzędziem opisu świata. Zaś idealne byty, niezależne od człowieka, to tylko u platoników występują.
Oczywiście zauważyłem i sam uważam, że matematyka to tylko wyabstrahowane idee, choć powstałe w fizycznym mózgu z inspiracji przyrodą.

>>Istnieje bardzo wiele zdarzeń, których nie potrafimy przewidzieć
>My?Ja twierdzę, że istnieje wiele zdarzeń nieprzewidywalnych (na żadnym poziomie i dla nikogo czy to będzie Pan Bóg, czy superkomputer).
Superkomputer to jak na razie też tylko "my", tyle że wyposażeni w sprzęt, a co do możliwości Pana Boga w tym zakresie się nie wypowiadam. Pan robił kurs teologii, więc Panu ufam.

Dla mnie jest istotne, że definicja przypadku PWN odsyła do braku możliwości przewidzenia. Moim zdaniem, aby w ogóle można było mówić o takiej możliwości znów konieczny jest umysł. Tak więc owym kryterium decydyjącym o zaistnieniu przypadku jest już wedle owej definicji właśnie ludzka nieumiejętność przewidywania. Moim zdaniem rzutowanie tej ludzkiej cechy na przyrodę i dopatrywanie się jej w naturalnych procesach jest również antropomorfizmem - podobnym jak rzutowanie na przyrodę celowości. Przyroda w ogóle niczego nie przewiduje, a jedynie ulega zmianom pod wpływem czysto materialnych czynników.
Ewentualnie można powiedzieć, że przyroda jest tak złożona, że człowiek nie jest w stanie przewidzieć jej przyszłych ruchów i w tym zawiera się jej przypadkowość (oczywiście, gdy uwzględnimy fizykę kwantową i przyjmiemy interpretację kopenhaską, to w ogóle przyszłość nie jest zdeterminowana).

>[...]nie znalazłem wywodu Pana Fizyka, z którym bym się nie zgodził (aczkolwiek dość często czułem niedosyt w jego wyjaśnieniach) Natomiast w wielu przypadkach nie zgadzam się z Pańską interpretacją jego wywodów.
Przepraszam, a jak Pan interpretuje poniższe stwierdzenia Pana Fizyka:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,570249#w574064
maceox:
Ponadto istnieją stanowiska (właśnie w szczególności ramach biologii), wedle których ściśle newtonowski determinizm jest aktualnie nie do utrzymania i wypiera go losowość. Jak należy rozumieć taką losowość?

Pan Fizyk:
W sensie indeterminizmu kwantowego wbudowanego w interpretację kopenhaską.
i to:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,577332#w577896
maceox:
I czy jeżeli może się wedrzeć do biologii jakiś obiektywnie występujący brak zdeterminowania, to tylko i wyłącznie jako konsekwencja zjawisk fizyki kwantowej w interpetacji kopenhaskiej?

Pan Fizyk:
Chyba tak, choć nie jestem pewien czy w Wielkim Wybuchu nie mógłby mieć miejsce jeszcze inny rodzaj indeterminizmu.

w kontekście Pańskiego stwierdzenia:
Pan Andrzej:
Sądzę, że [...] jest wprost oczywisty wpływ fizyki kwantowej na świat makroskopowy, tyle tylko, że wcale nie koniecznym on jest dla wyjaśniania przypadkowości w biologii.

?
>[...]uważam tylko, że biologiczna część rzeczywistości jest wielce złożoną i nadmierny redukcjonizm jest zupełnie nieuzasadniony oraz niczym nie uprawniony. Przy analizie zjawisk biologicznych nie wolno nam zapominać o emergencji, która jest ogólną cechą tzw. układów złożonych powodującą, że są one nieredukowalne - z praw opisujących ich elementy składowe nie wynikają logicznie właściwości i zachowania systemu jako całości.
To jest rzeczywiście ciekawe (mówię poważnie). Znalazłem taki artykuł:
www.kul.pl(*)pedia/lemanska_determinizm.pdf
Wydaje mi się być ciekawy (i chyba nawet światopoglądowo jednak neutralny). Autorka definiuje przypadek dla fizyki i dla biologii tak samo, ale później przypisuje mu zdecydowanie odmienne znaczenie dla jednej i drugiej dziedziny. Nie do końca to rozumiem (poza tym, że w jej wywodach dotyczących fizyki rozpoznaję wyjaśnienia Pana Fizyka, a w wywodach dotyczących biologii rozpoznaję Pańskie tezy - właśnie odnośnie przypadku).
Muszę się pilnie dokształcić z biologii, żeby móc z Panem na ten temat rozmawiać.
Pozdrawiam serdecznie
06-09-2013 18:06 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>Pan twierdzi, że ten wybór przy pełnej znajomości warunków brzegowych jest przewidywalny.
>Nie. Nie twierdzę tego.
To co Pan twierdzi? Już nie rozumiem?

>Nawet pomijając zasadę nieoznaczoności (która czyni to już całkiem niemożliwym)
A czy zna Pan wpływ zasady nieoznaczoności na procesy biologiczne, to niech Pan ją tu poda. Ja nie twierdzę, że jej nie ma - tylko, że (jeszcze?) nie znamy jej wpływu.

>jest to niewykonalne przynajmniej ze względu na brak techniki o odpowiednich mocach obliczeniowych.
Co przecież znaczy, że jest przewidywalny, gdy tylko będą (są) dostateczne narzędzia o odpowiednich mocach (np. Bóg wie wszystko).

>>>>Zgadza się Pan tu z koncepcjami kreacjonistów,
>Nie, w żadnym razie się z nimi nie zgadzam.
To deklaracja, a my mówimy o faktach. Jednym z najbardziej zwalczanych (lub choćby tylko rozmiękczanych) elementów darwinowskiej teorii ewolucji jest właśnie przypadek.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,384663

>>>>które ks. prof. Michał Heller wyraża następująco: "Działanie przypadkowe wcale nie musi oznaczać braku przyczynowości".
>Z tym tylko się zgadzam, aczkolwiek "nie musi" nie oznacza, że "nie może".
Myślę, że prof. Heller wie co mówi (tak jak i Bogusławski). Można się z nimi zgadzać lub nie, ale nie wolno ich poprawiać ("udoskonalać") ich wypowiedzi.
Ja jeszcze bardziej nie zgadzam się z Pańską wersją "Działanie przypadkowe wcale nie może oznaczać braku przyczynowości" niż z samym Hellerem.
Tu zresztą nie ma żadnego trzeciego stanowiska albo dostrzegamy w procesie ewolucyjnym jakąś tam teleologię i staramy się ją uargumentować, albo jej nie dostrzegamy. Nie można zgadzać się z profesorami Życińskim i Hellerem i neodarwinowską teorią ewolucji. Można co najwyżej z jej katolicką wersją.

>Sądzę, że działanie przypadkowe nie musi oznaczać braku przyczynowości, ale może go oznaczać .
Nie rozumiem. Cały czas powtarzam, że przypadek jest jedną z przyczyn, a Panu o co chodzi? Dobór naturalny ma charakter deterministyczny, ale już mutacje mają charakter przypadkowy. Wskutek czego cały proces ewolucyjny ma w dużym stopniu charakter przypadkowy. Przypadkowy charakter mają nie tylko mutacje, ale nawet samo powstanie życia.
>(tak czyni interpretacja kopenhaska)
Pan permanentnie z uporem i na siłę ją tu wtyka. Pomimo, że już kilkakrotnie napisałem, że do zrozumienia przypadkowości w teorii ewolucji nie jest ona konieczną.
Prof. Korzeniewski: Jak pamiętamy, kopiowanie informacji genetycznej polega na rozdzieleniu podwójnej helisy DNA na dwie pojedyncze nici oraz na dobudowaniu do każdej z tych nici - nici do niej komplementarnej. Komplementarność ta opiera się na przestrzennym dopasowaniu zasad azotowych w parach A-T i C-G. Jednakże, kopiowanie zapisu genetycznego nie może być idealnie dokładne ze względu na chaotyczne ruchy termiczne cząsteczek, zawsze występujące w temperaturze wyższej od zera bezwzględnego (0 stopni Kelvina). Zakłócają one proces kopiowania DNA (replikacji) i mogą doprowadzić do wstawienia do nowo syntetyzowanej nici niewłaściwego nukleotydu. Do tego dochodzi możliwe uszkodzenie DNA, na przykład w wyniku działania wolnych rodników (reaktywnych form tlenu) lub promieniowania UV. W ten sposób sekwencja nukleotydów w DNA, a więc informacja genetyczna, zostanie zmieniona. Zmiana ta będzie oczywiście przekazywana wszystkim niciom DNA zsyntetyzowanym na tej zmodyfikowanej nici. Tego rodzaju zmianę nazywamy mutacją.
Dr Anna Ochab-Marcinek:
Rządy przypadku
Nasze odkrycie to teoria, oparta na prawach statystyki, która opisuje najprostszy z możliwych mechanizmów różnicowania się komórek. W nanometrowej skali, w której odbywają się ruchy pojedynczych cząsteczek w komórce, rządzi przypadek. Gdy spojrzymy na komórkę w takim powiększeniu, widzimy losowe ruchy molekuł, które muszą się przypadkiem spotkać, by doszło do reakcji chemicznej. A te reakcje to właśnie życie - czytanie informacji z DNA, budowanie na jej podstawie cząsteczek i całych machin molekularnych. Komórki są tak małe, że mogą zawierać tylko kilka cząsteczek danego białka. Podczas podziału dziedziczą je nie po równo, lecz losowo. Ta przypadkowa zmienność powoduje, że nawet u identycznych genetycznie komórek, rozwijających się w tym samym środowisku, informacja z określonych genów może być odczytywana i przetwarzana na białka w różnym tempie i z różną intensywnością.
Jakie prawa statystyki stoją za tym, że choć na poziomie nano wszystko reakcje chemiczne są przypadkowe, to na poziomie makro organizmy żywe wykonują funkcje o wielkiej złożoności i precyzji? Zaskakującą cechą żywych komórek jest właśnie to, że umieją wykorzystać statystyczną naturę świata mikroskopowego do własnych celów i przekształcać losowe fluktuacje chemiczne w precyzyjne i uporządkowane procesy decyzyjne.
www.academia.pan.pl/pdf/sklodowska_Ochab.pdf

>>>>w przyrodzie żadna celowość nie występuje.
>Zgadzam się - nie mamy na ten temat cienia poszlaki. Celowość to antropomorfizm. Cel (plan, projekt) wymaga jakiejś "inteligencji", by w ogóle mógł zaistnieć - nawet jeśli w niektórych koncepcjach celowościowych jest to jakoś ukryte. O żadnej inteligencji poza mózgiem nie mamy jakichkolwiek informacji.
No to - moim zdaniem - sam sobie Pan przeczy. Albo istnieją przypadki, albo każda przyczyna ma skutek i wtedy wystarcza demiurg na początku. ("Bóg stworzył świat, nadał mu prawa (m.in. te, które rządzą procesem ewolucji) i stale podtrzymuje w istnieniu cały świat".)

CDN

@@@
.
06-09-2013 18:06 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>>>>w przyrodzie żadna celowość nie występuje.
>Zgadzam się - nie mamy na ten temat cienia poszlaki.
No jak to nie mamy brak przypadkowości, absolutność zasady przyczyna/skutek świadczy o wyznaczonym kierunku ewolucji. Właśnie dopiero przypadkowość rozrywa ten ciąg konieczności.

>Celowość to antropomorfizm.
Do pewnego stopnia tak. Inteligencja teoretycznie nie musi być ludzką.

>Cel (plan, projekt) wymaga jakiejś "inteligencji", by w ogóle mógł zaistnieć - nawet jeśli w niektórych koncepcjach celowościowych jest to jakoś ukryte.
Przecież cały czas to Panu właśnie wykazuję.

>O żadnej inteligencji poza mózgiem nie mamy jakichkolwiek informacji.
Nie mamy.

>Natomiast teoria ewolucji tłumaczy, w jaki sposób w oparciu o jedynie naturalne procesy mogło powstać i rozwijać się życie.
Tak.

>Jest to tłumaczenie kauzalne - wyjaśnia przyczyny aktualnego stanu rzeczy.
Może jednak warto czytać wraz z linkami przed udzieleniem odpowiedzi. Czasem nawet i trzeci raz. Nauka bada starając się poznać istniejącą obiektywnie rzeczywistość i nie stwierdzając powszechnie obowiązującej kauzalności nie wyklucza roli przypadku, a w naukach biologicznych wprost go podkreśla.
Teoria przyczynowości, teoretyczne rozwinięcie kauzalizmu.
www.racjon(*).php/z,0/d,43/s,562660#w575128
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,474426#w479021

>Tak więc o ile pytanie "w jakim celu?" jest dla nauki bzdurne, o tyle pytanie "jak powstało" jest dla nauki zasadnicze.
Zgoda.

>W tym sensie rozumowanie kauzalne jest dla mnie przeciwieństwem rozumowania celowościowego.
Jeżeli z przyczyn wykreślimy przypadek, to przecież następuje celowościowy ciąg. Określone przyczyny przynoszą określone skutki. Od początku do końca jest to zapisane. Tylko przypadkowość, która jest jedną z naturalnych przyczyn skutków ten ciąg przerywa. To wynika tak z biologicznej wiedzy, jak i z logiki.

>>>>istnieje wiele zdarzeń nieprzewidywalnych (na żadnym poziomie i dla nikogo czy to będzie Pan Bóg, czy superkomputer).
>Superkomputer to jak na razie też tylko "my", tyle że wyposażeni w sprzęt,
Może już to wystarczyć. Superkomputer obliczy jak ustawić warunki brzegowych aby przyrost rozumu stał się wykładniczy. Tylko jest pytanie - policzy nam to czy nie policzy?

>a co do możliwości Pana Boga w tym zakresie się nie wypowiadam. Pan robił kurs teologii, więc Panu ufam.
Jakoś tak się dziwnie składa, iż ci bez kursu teologii bardziej bronią racji jego istnienia oraz oddziaływania i dla nich - jak już inaczej nie mogą, to Pan Bóg staje się również Panem przypadku i przypadek jest czymś zależnym od Boga, czymś, co podlega Jego władzy o czym mówi np. ks. Heller.

>Dla mnie jest istotne, że definicja przypadku PWN odsyła do braku możliwości przewidzenia. Moim zdaniem, aby w ogóle można było mówić o takiej możliwości znów konieczny jest umysł.
Tak, do poznania i zrozumienia istniejącej rzeczywistości konieczny jest podmiot poznający, ale czy brak tego pomiotu zmienia istniejącą obiektywnie rzeczywistość i występujące w niej prawidłowości, czy też ich nie zmienia? Czy przypadkowość wyboru występowała zanim pojawił się człowiek, czy nie występowała?
Według mojej wiedzy obecny stan rzeczywistości w części jest wynikiem przypadkowych zdarzeń.

>Tak więc owym kryterium decydującym o zaistnieniu przypadku jest już wedle owej definicji właśnie ludzka nieumiejętność przewidywania.
A kto Panu powiedział, iż ludzie nie mają umiejętności przewidywania, tyle tylko, że są różne ograniczenia - na przykład brak narzędzi lub samo zjawisko jest z wielu przyczyn nieprzewidywalne. (Losowość)

>Moim zdaniem rzutowanie tej ludzkiej cechy na przyrodę i dopatrywanie się jej w naturalnych procesach jest również antropomorfizmem - podobnym jak rzutowanie na przyrodę celowości.
Antropomorfizacja jest oczywistym błędem, ale nawet w świecie bez pomiotu poznawczego w kawałku uranu 238 jedno jądro będzie się rozpadło a miliony innych nie z wieloma innymi zjawiskami będzie podobnie.
Bezcelowe przypadki we wszechświecie długo przed tym zanim pojawił się człowiek spowodowały, że dziś otacza na taka, a nie inna rzeczywistość. Pisze na ten temat np. prof. Korzeniewski.

>Przyroda w ogóle niczego nie przewiduje, a jedynie ulega zmianom pod wpływem czysto materialnych czynników.
Zdecydowanie tak.

>Ewentualnie można powiedzieć, że przyroda jest tak złożona, że człowiek nie jest w stanie przewidzieć jej przyszłych ruchów i w tym zawiera się jej przypadkowość (oczywiście, gdy uwzględnimy fizykę kwantową i przyjmiemy interpretację kopenhaską, to w ogóle przyszłość nie jest zdeterminowana).
Właśnie z tym wywodem się nie zgadzam. Piszę o przypadku w procesach ewolucji (gdyż o tym mam jakieś tam mierne pojęcie), a tu zupełnie nie chodzi o możliwość przewidzenia przez człowieka. Po prostu przypadek w mutacjach jest naturalną częścią procesu zupełnie niezależną od jakiegokolwiek podmiotu poznającego. Kilkanaście razy już napisałem, iż fizyka kwantowa do zrozumienia tego zjawiska nie jest konieczną.

>>>>[...]nie znalazłem wywodu Pana Fizyka, z którym bym się nie zgodził (aczkolwiek dość często czułem niedosyt w jego wyjaśnieniach) Natomiast w wielu przypadkach nie zgadzam się z Pańską interpretacją jego wywodów.
>Przepraszam, a jak Pan interpretuje poniższe stwierdzenia Pana Fizyka:
Przecież napisałem, że dość często czułem niedosyt w jego wyjaśnieniach, ale tu nie ma przymusu wypowiadania się na każdy temat. Może nie chce wypowiadać się w tematach, w których nie czuje się pewien, a może co bardziej prawdopodobne - nie bardzo go to interesuje i zrezygnowany jest naszą upierdliwością. (Na przykład mnie już też brakuje siły)

CDN
06-09-2013 18:07 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Bogusławski:
Sądzę, że [...] jest wprost oczywisty wpływ fizyki kwantowej na świat makroskopowy, tyle tylko, że wcale nie koniecznym on jest dla wyjaśniania przypadkowości w biologii.

I dalej:
[...]uważam tylko, że biologiczna część rzeczywistości jest wielce złożoną i nadmierny redukcjonizm jest zupełnie nieuzasadniony oraz niczym nie uprawniony. Przy analizie zjawisk biologicznych nie wolno nam zapominać o emergencji, która jest ogólną cechą tzw. układów złożonych powodującą, że są one nieredukowalne - z praw opisujących ich elementy składowe nie wynikają logicznie właściwości i zachowania systemu jako całości.
>To jest rzeczywiście ciekawe (mówię poważnie).
Tak, procesy ewolucji biologicznej, począwszy od powstania życia są niezmiernie ciekawe, ale jeszcze ciekawszym jest tu Pański upór odrzucający jasne wypowiedzi nawet wybitnych uczonych, gdy niezgodne są z Pańską wiarą. Na przykład prof. Władysław Kunicki-Goldfinger napisał:
Pamięć biochemiczna, określającą naturę i przebieg poszczególnych szlaków metabolicznych, stwarza zatem silne ograniczenia w ewolucji biochemicznej. Dobór naturalny działa więc w tym przypadku stabilizująco, zachowując istniejący szlak metaboliczny. W pewnym okresie ewolucji, po powstaniu pierwocin takiego szlaku, dobór działał jednak optymalizująco, selekcjonując mutacje zwiększające sprawność szlaku. Ale sam szlak nie powstał pod wpływem doboru, a przez przypadek. Dobór jedynie utrwalił ten przypadek. Utrwalenie przypadku równocześnie wyklucza zazwyczaj możliwości wyboru innych szlaków. To nie dobór stworzył pierwszą hemoglobinę. Z istniejących już globin przez przypadek powstała pierwsza cząsteczka hemoglobiny. Jej powstanie zostało przez dobór zaakceptowane, bo prawdopodobnie nie wpłynęło w sposób istotny na możliwości przeżycia organizmu. Hemoglobina okazała się, jako owoc przypadku, przydatna do transportu tlenu. I dopiero wtedy zaczęła się "modelująca" rola doboru. Selekcjonował on mutacje, zwiększając sprawność tego przez przypadek powstałego białka. O tym, że hemoglobina' powstała zdecydowała jednak chemiczna struktura organizmu - to, że były w nim już globiny oraz hem.(...)

Przypadek był, jak można sądzić, główną przyczyną każdej wielkiej innowacji ewolucyjnej. Przypadek ten nie był wynikiem kumulacji mutacji genów struktury. Wynikał on z losowej zmiany planu budowy albo przez wytwarzanie systemów bardziej złożonych, albo przez modyfikację procesu rozwojowego. Charakter tych zmian był w dużej mierze wyznaczany przez ograniczenia narzucane przez różne typy pamięci biologicznej. Każda taka zmiana, jeśli prowadziła do wytworzenia systemu zdolnego do przeżycia, była jednocześnie wyborem.

A wybór ten zakreślał granice przyszłym zmianom, nadając im w ten sposób pewien ogólny kierunek. Kolejne wielkie zmiany typu budowy mogły zachodzić jedynie w obrębie zakreślonym przez te ograniczenia, były niejako już skanalizowane. Tak więc powstanie określonych typów budowy zależne było od ślepego przypadku i czynnych już ograniczeń. Dobór jedynie decydował o jego utrwaleniu.

Znowu następny uczony nie wie co mówi, gdyż swojej wypowiedzi nie skonsultował z Panem Maciejem.

>Znalazłem taki artykuł:
www.kul.pl(*)pedia/lemanska_determinizm.pdf
>Wydaje mi się być ciekawy
Mnie też wydaje się ciekawym, ale muszę mieć czas aby go przestudiować i przemyśleć.

>(i chyba nawet światopoglądowo jednak neutralny).
Nie znam ludzi obiektywnych - co najwyżej mogą się o obiektywizm starać i do niego dążyć. Myślę, iż pani profesor świadomie wybrała sobie uczelnię oraz przedmiot zainteresowań.

>Autorka definiuje przypadek dla fizyki i dla biologii tak samo, ale później przypisuje mu zdecydowanie odmienne znaczenie dla jednej i drugiej dziedziny.
Żadna uczelnia nie daje nam patentu na mądrość, ale i żadna nie stygmatyzuje głupotą.
Słuchałem wykładów i czytałem mądre publikacje wielu fideistów - uczonych związanych z jakąś religią i wyznaniową uczelnią. Możliwe, że i teraz tak będzie.

PS. Mam już po dziurki w nosie rozważań o roli przypadku w przyrodzie, ale ponieważ traktuję Pana poważnie, to poważnie muszę zastanawiać się nad odpowiedziami, a to wymaga czasu.

Pozdrawiam serdecznie

@@@
.
01-09-2013 18:17 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>Ja się domyślam co się Panu mogło w tej wypowiedzi podobać,
>Ja Panu już napisałem, co mi się podobało, ale jeśli Pan wie to lepiej ode mnie, to proszę mi to powiedzieć, chętnie dowiem się czegoś nowego o sobie.
Przecież ten kawałek zacytowałem: Mutacje są źródłem niekierunkowej zmienności. Owa zmienność jest niekierunkowa nie dlatego, że jest przypadkową, a raczej, że ewentualne determinanty kierunku mutacji (o ile w ogóle istnieją) są nietożsame z siłami selekcyjnymi.

>>>>ale przypomnę Panu powiedzenie: Tonący brzydko się chwyta.
>Ja jednak wolę powiedzenie oryginalne "Tonący brzytwy się chwyta"
Panie Macieju, ja Panu argumentów nie dobieram. Sądzi Pan, iż nie wiem co piszę?

>i jeżeli Pan już powołuje się na posty Scorpa, to chyba o czymś świadczy.
A to ciekawe? Dlatego, że z kimś, gdzieś tam się nie zgodziłem, to ma być dowodem, że już na stałe za durnia go uważam?
Po pierwsze to nie uważam pana Scorpa za durnia, a nawet gdyby tak było, to jeszcze wcale by nie znaczyło, iż tylko głupoty on pisze.

Przecież już kilkakrotnie tu napisałem: Nie ma takiego głupca, który by czegoś mądrego nie powiedział i takiego mędrca, który by nie palnął głupoty. Ja już i panu Konowalowi plusy klikałem, a i Wałęsie czasem rację przyznaję. Po prostu zgadzam się z tą wypowiedzią pana Scorpa: Schodzenie wiele rzędów w głąb po to, żeby wyjaśnić problem tworzący się na poziomie technicznym jest błędem. Stawiam emeryturę przeciwko złotówce, że na tym świecie nie ma idealnych kul.
A takie niedokładnie wykonane kule będą się odbijać przypadkowo z przyczyn makroskopowych. Mamy obiekt - zjawisko - przyczyny, wszystko na poziomie makro. Sprawa wyjaśniona, nie trzeba dzielić włosa na kwanty.

A w Twoim rozumowaniu ujawnia się pewna przypadłość, która, jak mi się wydaje, powoduje że wnioski są nieco chaotyczne. Mieszasz dwa porządki myślenia: matematyczny i fizyczny. Idealne kule, idealny promień, idealne odbicie.
OK, matematyka. Ale dalej piszesz " promień... zostanie odchylony" Cóż to znaczy? Ktoś go odchyli? Sam się odchyli?

Pisząc tak opuszczasz model matematyczny i podstawiasz cichcem (w tym samym rozumowaniu) w jego miejsce model fizyczny. W nim wyliczasz i dyskutujesz co tam trzeba, ale potem stawiasz pytanie: "czy po 50-tym odbiciu promień opuści układ dwóch kul czy dopiero po 51?"

A to pytanie ma dwie odpowiedzi: jedną w modelu matematycznym idealnych kul i warunków - i drugą w modelu Plancka. Pierwszą możesz wyliczyć dowolnie dokładnie, drugiej wyliczyć się nie da.

I pod nią się podpisuję - nawet gdyby ją wyrazili forumowicze Katechetka, Bielecki, czy Konowal.

>Przyznałem już Panu rację, gdyż najwyraźniej istnieją różne możliwości przełożenia fizyki kwantowej na świat makroskopowy (a moim zdaniem tylko w fizyce kwantowej istnieje możliwość przerwania poza tym powszechnego w naturze związku przyczynowo-skutkowego).
Sądzę, że nie tylko istnieje taka możliwość, ale że jest wprost oczywisty wpływ fizyki kwantowej na świat makroskopowy, tyle tylko, że wcale nie koniecznym on jest dla wyjaśniania przypadkowości w biologii.

>Jeśli Panu to jednak nie wystarcza,
Mnie moje rozumienie rzeczywistości na ogół wystarcza, a jeżeli mi mało to próbuję go rozgryźć sięgając do literatury przedmiotu. Tu to Pan ma problem.

>to proszę pomijając fizykę kwantową podać przykład zjawiska makroskopowego, które nie ma przyczyny - przynajmniej w jakimś swym jednym elemencie.
Nawet nie rozumiem o co Panu tu chodzi, nie mówiąc już o tym do czego mogłoby być mi to potrzebnym? Znakomita większość (prawie wszystkie) zdarzeń w istniejącej obiektywnie rzeczywistości ma jakieś - mniej lub bardziej - poznane przyczyny, a jedną z tych przyczyn jest przypadek. Tu to raczej Pan ma problem jak poznać i dopracować biologiczne przyczyny zmienności tak aby osiągnąć zamierzony skutek. Na przykład wykładniczy przyrost rozumu u ludzi.
Bajeczki typu, gdybym wszystko wiedział - tak jak Pan Bóg wie, to bym tego dokonał - są dobre dla religii.

>Przy okazji: oczywiście zdarza się, że nie rozumiem wszystkich wyjaśnień Pana Fizyka i jego twierdzenia, że związek przyczynowo-skutkowy jest jedynie naszym sposobem myślenia, a nie obiektywną cechą świata akurat nie bardzo pojmuję.
To może choć trochę Panu pan Sylwek wyjaśni: www.racjonalista.pl/forum.php/s,375399#w375816 Choć może sam Hume może byłby tu lepszy:
... Kategorię przyczyny uważał Hume za czysty wytwór wyobraźni. W żadnym wypadku nie należy przypisywać jej rozumowi. Pojęcie przyczynowości powstaje w wyobraźni ludzkiej na skutek przyzwyczajenia wywołanego nagromadzeniem doświadczenia.

www.racjon(*)m.php/s,492101/z,0/d,7#w502224
Niech Pan to ponownie przeczyta, to może Pan coś załapie:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,375399#w375956
www.racjon(*).php/z,0/d,43/s,562660#w575128
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,474426#w479021

>Jeśli rzeczywiście istnieje niezależny od nas świat obiektywny, który ulega ewolucji w czasie i nauka bada i wyjaśnia jak ta ewolucja funkcjonuje, to właśnie te wyjaśnienia ukazują związek przyczynowo-skutkowy.
Jak najbardziej wykazują, tyle że nie przypisują mu absolutności.

>Jeśli taki związek nie istnieje obiektywnie (np. pomiędzy mutacjami a nowymi cechami organizmów),
Istnieje obiektywnie i jedną z obiektywnych przyczyn jest przypadek.

> to w ogóle bez sensu jest mówienie jakiejkolwiek ewolucji.
To Pańskie - całkowicie dla mnie niezrozumiałe - zdanie.

>Tyle, że wówczas "przypadek" również traci swoje znaczenie, również to z definicji PWN.
Dla Pana, to on już dawno stracił. Dla mnie w procesie ewolucyjnym ma ogromne o ile wprost nie zasadnicze znaczenie.
I tu nic nie pomoże, gdy zastąpimy w powiedzeniu "brzydko" "brzytwą". Według mnie dla Pańskiej argumentacji nie ma ratunku.

Pozdrawiam serdecznie

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>Dlatego, że z kimś, gdzieś tam się nie zgodziłem, to ma być dowodem, że już na stałe za durnia go uważam?
>Po pierwsze to nie uważam pana Scorpa za durnia, a nawet gdyby tak było, to jeszcze wcale by nie znaczyło, iż tylko głupoty on pisze.
>Po prostu zgadzam się z tą wypowiedzią pana Scorpa:
Cytat:
Schodzenie wiele rzędów w głąb po to, żeby wyjaśnić problem tworzący się na poziomie technicznym jest błędem. Stawiam emeryturę przeciwko złotówce, że na tym świecie nie ma idealnych kul.
A takie niedokładnie wykonane kule będą się odbijać przypadkowo z przyczyn makroskopowych. Mamy obiekt - zjawisko - przyczyny, wszystko na poziomie makro. Sprawa wyjaśniona, nie trzeba dzielić włosa na kwanty.
[...]
A to pytanie ma dwie odpowiedzi: jedną w modelu matematycznym idealnych kul i warunków - i drugą w modelu Plancka. Pierwszą możesz wyliczyć dowolnie dokładnie, drugiej wyliczyć się nie da.

>I pod nią się podpisuję - nawet gdyby ją wyrazili forumowicze Katechetka, Bielecki, czy Konowal.
Uważam Scorpa za jednego z bardziej inteligentnych forumowiczów, tyle że - jak chyba każdemu - nie zawsze mu wszystko wychodzi i tym razem chyba go co najmniej nie zrozumiałem. Zrozumiałem, że na początku całkowicie nie zgadza się z Panem Fizykiem tłumaczącym swą koncepcję w owym wątku. Natomiast na końcu owej wypowiedzi Scorp sam sobie przeczy. Domyślam się, że przeczytał Pan również jego inne wypowiedzi w owym wątku.
Tymczasem sama kwestia, że w przyrodzie nie ma idealnych figur (co tu wykasowałem z jego wypowiedzi, gdyż sam się z tym zgadzam) jest dość oczywista i chyba nie trzeba do tego powoływać autorytetu kolegi Scorpa.

Pan Andrzej:
Powtarzam po raz enty, że rozumiem to słowo zgodnie z PWN-owskim słownikiem języka polskiego: «zdarzenie lub zjawisko, których nie da się przewidzieć»

Tu pozwolę sobie na taką drobną refleksję. Takich zdarzeń, których się nie da przewidzieć jest oczywiście mnóstwo. Zastanawiam się jednak, czy sam fakt, że ktoś przewidzi jakieś zdarzenie (lub go nie przewidzi) może w jakikolwiek sposób na to zdarzenie wpłynąć. Sądzę, że istnieje zewnętrzny wobec nas świat przyrody, w którym zachodzi ewolucja i sam brak możliwości przewidzenia jakiegoś zdarzenia w żaden sposób nie wpływa ani na to zdarzenie, ani na sposób jego powstawania. Tak więc brak przewidywalności jest dla obiektywnie zachodzącej ewolucji - zachodzącej niezależnie od obserwatora - całkowcie nieistotny. Jest jedynie istotny dla obserwatora.

Tak więc aby dowieść, że przypadek ma wpływ na ewolucję, jego zdefiniowanie jako "zdarzenie lub zjawisko, których nie da się przewidzieć" jest moim zdaniem niewystarczające. Należałoby może spytać, co dokładnie zachodzi w tym "przypadku", poza tym, że jest on nieprzewidywalny, aby dostrzec jego faktyczny wpływ na ewolucję?

I tu pytanie, czy możemy się spodziewać czegoś więcej ponad to:
"Przypadek jest to wypadkowa działania wielu przyczyn sprawczych nieuporządkowanych względem siebie i niezależnych od siebie nawzajem w swym działaniu. Przypadek nie posiada własnej istotnej przyczyny, której byłby bezpośrednim skutkiem, lecz zakłada wiele przyczyn właściwych, niezwiązanych ze sobą w działaniu".
żródło:
www.kul.pl(*)pedia/lemanska_determinizm.pdf
Autorka powyższego artykułu pisze też tak:
Teorie abiogenezy i ewolucji nie są deterministyczne w tym sensie, jak deterministyczna jest mechanika klasyczna. Jednak element przypadkowości spełnia w nich inną rolę niż w mechanice kwantowej, w której przy jej pewnych interpretacjach mamy do czynienia z rozumieniem przypadku jako zdarzenia bez żadnej przyczyny
A więc coś pomiędzy determinizmem mechaniki klasycznej a indeterminizmem możliwym w fizyce kwantowej?
Czy rzeczywiście jest coś takiego?
W innym miejscu autorka pisze:
Warto też dodać, że istnienie na poziomie makroskopowym zjawisk nieliniowych i zjawisk przypadkowych, rozumianych jako splot niezależnych od siebie okoliczności, sprawia, że w przyrodzie powstają tak złożone struktury jak żywe organizmy. Chaos jest w pewien sposób uporządkowany, co więcej, może się z niego wyłonić uporządkowana struktura wprowadzająca nowość do świata struktur przyrodniczych. Teorie biologiczne wskazują na szczególną rolę, jaką odgrywa przypadek w zjawiskach biologicznych. Przypadek działa na tym poziomie jako "generator nowości", umożliwiający ewolucję struktur biologicznych. Mamy też do czynienia z współdziałaniem przypadku i konieczności. Toteż jeszcze inny aspekt kontrowersji między determinizmem a indeterminizmem ukazują teorie abiogenezy i ewolucji.
Przepraszam, wciąż nie pojmuję dlaczego splot niezależnych od siebie okoliczności miałby być mniej konieczny od bezpośredniej zależności liniowej.

>Kategorię przyczyny uważał Hume za czysty wytwór wyobraźni.[...]
Tak, w czasach, w których żył Hume takie stanowisko było chyba jeszcze całkiem uprawnione. Dzisiaj traktowałbym je raczej jako sceptycyzm podobny do tego, który każe nam wątpić np. w to, że istniało jakieś "wczoraj", które może być równie dobrze tworem naszej wyobraźni.

Ale to tylko takie moje pytania, do których powrócę później, gdyż przynajmniej w jednym aspekcie ma Pan całkowitą rację:
>Mnie moje rozumienie rzeczywistości na ogół wystarcza, a jeżeli mi mało to próbuję go rozgryźć sięgając do literatury przedmiotu. Tu to Pan ma problem.
Tak, przyznaję, tu rzeczywiście mam problem. Będe sobie musiał coś doczytać.

Aaaa, byłbym zapomniał ... jak na mój gust z Panem Fizykiem zgadza się Pan mniej więcej na podobnej zasadzie, jak w niedawnej rozmowie z Big_Zydem ... ale to dobrze, gdyż wówczas, gdy się mądrzejsi zgadzają, mają więcej czasu na rozmowy z adeptami...

Pozdrawiam serdecznie
06-09-2013 12:37 
 Ocena 1 na 1
Grey (2102 punktów)
Rzucił mi się w oczy taki fragment:
Cytat:
Przypadek w rozumieniu względnym jest to zdarzenie, które nie ma przyczyny w danym układzie
odniesienia. Przypadek w rozumieniu bezwzględnym jest to zdarzenie, które nie
ma przyczyny w całym materialnym świecie.

Myślę, że przypadek w biologii to zdarzenie, które nie ma przyczyny w rozpatrywanym układzie. Np. jeśli na Ziemię spadnie meteoryt i zniszczy jakiś gatunek to z punktu widzenia biologii jest to przypadek. I taki przypadek ma ogromny wpływ na rozwój życia. Ale jeśli traktować cały wszechświat jako układ, to oczywiście to wydarzenie jest zdeterminowane, tylko jego przyczyna pochodzi spoza Ziemi.
Pominąłem tu efekty kwantowe.
Nie wiem w jakim zakresie mają wpływ na wydarzenia w świecie makro, ale nawet gdyby jedno wydarzenie na miliardy podlegało tym wpływom, to już nie można tego wpływu lekceważyć.
maceox (6766 punktów)
>Myślę, że przypadek w biologii to zdarzenie, które nie ma przyczyny w rozpatrywanym układzie. Np. jeśli na Ziemię spadnie meteoryt i zniszczy jakiś gatunek to z punktu widzenia biologii jest to przypadek. I taki przypadek ma ogromny wpływ na rozwój życia. Ale jeśli traktować cały wszechświat jako układ, to oczywiście to wydarzenie jest zdeterminowane, tylko jego przyczyna pochodzi spoza Ziemi.
Całkowicie się z Tobą zgadzam. Cieszę się, że śledzisz moje wpisy w tym temacie i czytasz je krytycznie, a jednocześnie Twoje propozycje są moim zdaniem konstruktywne. Jednocześnie dodałeś tu od siebie coś, czego wyraźnie nie wypowiedziałem, a co jest - jak sądzę - dość istotne.

>Pominąłem tu efekty kwantowe.
>Nie wiem w jakim zakresie mają wpływ na wydarzenia w świecie makro, ale nawet gdyby jedno wydarzenie na miliardy podlegało tym wpływom, to już nie można tego wpływu lekceważyć.
Znów się zgadzam i z tego względu musiałem zmodyfikować moje wcześniejsze twierdzenia. Myślałem, że efekty kwantowe nie mają wpływu na świat makro, a chyba jednak nie tylko mogą mieć, ale nawet mają. Tak więc - w związku z istnieniem wielu interpretacji nie jest przesądzone, czy przyroda jest deterministyczna, czy indeterministyczna i to również w skali makro.
Jednocześnie warto pamiętać, że ten możliwy indeterminizm nie oznacza całkowitej dowolności, a jedynie nieoznaczoność jakiegoś jednego elementu zjawiska. Ostatecznie jądro kiedyś jednak ulegnie rozpadowi, nawet jeśli nie wiadomo kiedy, a w skali makro wynikiem będzie kula, nawet jeśli nie jest zdeterminowane która.

Oczywiście, uwzględniając efekty kwantowe, przyjęcie interpretacji kopenhaskiej prowadzi do wniosku, że przy powstawaniu wszechświata i ziemii, a nawet jeszcze w toku ewolucji biologicznej wyewoluowanie człowieka nie było zdeterminowane, a więc nie mogło być zaplanowane.

Wszystko fajnie, tylko że teraz przyjdą fideiści i powiedzą że Bóg steruje cząsteczkami na poziomie kwantowym - chowając się za tym, co my nazywamy indeterminizmem (to on te cząsteczki przesuwa, a nie tylko dzieją się bez przyczyny).
06-09-2013 13:35 
 Ocena 1 na 1
Grey (2102 punktów)
>Cieszę się, że śledzisz moje wpisy w tym temacie
Muszę przyznać, że mnie bardzo zaintrygował ten temat.

>Jednocześnie warto pamiętać, że ten możliwy indeterminizm nie oznacza całkowitej dowolności,
Eh, o całkowitej dowolności nie można nawet pomarzyć, co najwyżej pofantazjować.

>Ostatecznie jądro kiedyś jednak ulegnie rozpadowi, nawet jeśli nie wiadomo kiedy, a w skali makro wynikiem będzie kula, nawet jeśli nie jest zdeterminowane która.
To zależy kiedy się rozpadnie. Może się rozpaść wtedy, gdy w zasięgu nie będzie już kulek. Albo może wyemitować cząstkę w innym kierunku.
Czy będzie jakiś skutek tego rozpadu, czy nie będzie, to zależy od tego, jaki układ rozpatrujemy.

>Wszystko fajnie, tylko że teraz przyjdą fideiści i powiedzą że Bóg steruje cząsteczkami na poziomie kwantowym - chowając się za tym, co my nazywamy indeterminizmem (to on te cząsteczki przesuwa, a nie tylko dzieją się bez przyczyny).
Zdziwiłbym się, gdyby na to nie wpadli, przecież to oczywiste
maceox (6766 punktów)
>>Ostatecznie jądro kiedyś jednak ulegnie rozpadowi, nawet jeśli nie wiadomo kiedy, a w skali makro wynikiem będzie kula, nawet jeśli nie jest zdeterminowane która.
>To zależy kiedy się rozpadnie. Może się rozpaść wtedy, gdy w zasięgu nie będzie już kulek. Albo może wyemitować cząstkę w innym kierunku.
Przepraszam, dla mnie to były dwa różne przykłady obrazujące jedynie brak całkowitej dowolności. W przypadku toto-lotka chyba raczej nie mamy do czynienia z rozpadem alfa. Tak mi się to tylko przypadkowo splątało w jednym zdaniu...
Grey (2102 punktów)
>W przypadku toto-lotka chyba raczej nie mamy do czynienia z rozpadem alfa.
Normalnie nie mamy, ale równie dobrze można umieścić pierwiastek radioaktywny w pobliżu bębna i zastanawiać się, jaki będzie jego wpływ na wynik. Dlatego chyba uznałem, że te dwa przykłady były ze sobą powiązane. Niezależnie, czy to były 2 przykłady, czy jeden, ta wizja wydała mi się trochę przygnębiają, więc zaprotestowałem.

Przypomniałem sobie coś. Różne nurty New Age już od dawna podpierają się fizyką kwantową, tylko nie rozumiałem, o co im chodzi. Oni sami pewnie tego też nie rozumieją. Ale jak trafią na kogoś, kto rozumie jeszcze mniej, to przekonają go jak nic.
Tylko że New Age zakłada, że nie tylko Bóg, ale ludzie sami mogą wpływać na wydarzenia.
A to już ciekawe.
07-09-2013 20:09 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Uważam Scorpa za jednego z bardziej inteligentnych forumowiczów, tyle że - jak chyba każdemu - nie zawsze mu wszystko wychodzi i tym razem chyba go co najmniej nie zrozumiałem. (...) Domyślam się, że przeczytał Pan również jego inne wypowiedzi w owym wątku.
Przeczytałem wszystko, natomiast zgodziłem się tylko z tym co tu zacytowałem:
Schodzenie wiele rzędów w głąb po to, żeby wyjaśnić problem tworzący się na poziomie technicznym jest błędem. Stawiam emeryturę przeciwko złotówce, że na tym świecie nie ma idealnych kul.
A takie niedokładnie wykonane kule będą się odbijać przypadkowo z przyczyn makroskopowych. Mamy obiekt - zjawisko - przyczyny, wszystko na poziomie makro. Sprawa wyjaśniona, nie trzeba dzielić włosa na kwanty.

>Tymczasem sama kwestia, że w przyrodzie nie ma idealnych figur (co tu wykasowałem z jego wypowiedzi, gdyż sam się z tym zgadzam) jest dość oczywista i chyba nie trzeba do tego powoływać autorytetu kolegi Scorpa.
Jeżeli zgadza się Pan, że nie ma idealnych kul, to jak może Pan twierdzić, że istnieją idealne połączenia matczynych i ojcowskich genów? To trochę bardziej skomplikowane niż idealny kształt bili.

Pan Andrzej:
Powtarzam po raz enty, że rozumiem to słowo zgodnie z PWN-owskim słownikiem języka polskiego: «zdarzenie lub zjawisko, których nie da się przewidzieć»

>Tu pozwolę sobie na taką drobną refleksję. Takich zdarzeń, których się nie da przewidzieć jest oczywiście mnóstwo.
Miesiąc temu podałem pełną zawartość hasła z trzytomowego "Słownika języka polskiego" PWN: Przypadek - «zdarzenie, zjawisko, których się nie da przewidzieć na podstawie znanych praw naukowych i doświadczenia; zdarzenie niespodziewane, zrządzenie losu, zbieg okoliczności, traf».
Kręci Pan i męci na temat "przypadku" i "przypadkowości" już bardzo długo i wciąga Pan forumowiczów w dyskusję, a następnie gdy próbują Panu to jakoś to wytłumaczyć łopatologicznie, to czepia się Pan niezbyt precyzyjnych wyrażeń. Proszę wrócić do początku dyskusji, a choćby tylko do czerwca:
www.racjon(*).php/z,0/d,42/s,562660#w573085
www.racjon(*).php/z,0/d,42/s,562660#w573198
www.racjon(*).php/z,0/d,42/s,562660#w573645
www.racjon(*).php/z,0/d,42/s,562660#w573676
www.racjon(*).php/z,0/d,42/s,562660#w573894

>Zastanawiam się jednak, czy sam fakt, że ktoś przewidzi jakieś zdarzenie (lub go nie przewidzi) może w jakikolwiek sposób na to zdarzenie wpłynąć.
A mnie to tu nie interesuje, gdyż tu nie o tym rozmawiamy.

>Sądzę, że istnieje zewnętrzny wobec nas świat przyrody, w którym zachodzi ewolucja i sam brak możliwości przewidzenia jakiegoś zdarzenia w żaden sposób nie wpływa ani na to zdarzenie, ani na sposób jego powstawania.
Nie istnieje żaden zewnętrzny świat przyrody istnieje tylko przyroda, której jesteśmy częścią.

>Tak więc brak przewidywalności jest dla obiektywnie zachodzącej ewolucji - zachodzącej niezależnie od obserwatora - całkowicie nieistotny.
Tak, brak przewidywalności jest dla przyrody nieistotny, ale losowość i przypadkowość są jej immanentną i bardzo ważną częścią. Tu rozmawiamy o roli przypadku w teorii ewolucji. W procesach biologicznych:
www.racjon(*).php/z,0/d,43/s,562660#w575566
www.racjon(*).php/z,0/d,43/s,562660#w575590
www.racjon(*).php/z,0/d,43/s,562660#w575597
www.racjon(*).php/z,0/d,43/s,562660#w575640

>Jest jedynie istotny dla obserwatora.
Jedynie jak obserwator jest badaczem interesującym się przyrodą.

>Tak więc aby dowieść, że przypadek ma wpływ na ewolucję, jego zdefiniowanie jako "zdarzenie lub zjawisko, których nie da się przewidzieć" jest moim zdaniem niewystarczające.
Moim też i pisałem o tym już w bardzo wielu postach. Niektóre z nich Panu w tym poście linkuję, to może sobie Pan poczyta.

>Należałoby może spytać, co dokładnie zachodzi w tym "przypadku", poza tym, że jest on nieprzewidywalny, aby dostrzec jego faktyczny wpływ na ewolucję?
W tym przypadku zachodzi właśnie przypadek i ma to ważny wpływ na ewolucję. Twierdzenie to opieram na stanowisku dużej grupy uczonych, których Panu do osobistej weryfikacji ich racji zacytowałem lub wprost zalinkowałem. Warto sobie poczytać i przemyśleć, a nie z uporem powtarzać to samo.
Tu mam piękny przykład Pańskiego wywodu:
Zasadniczo sądzę, że kwestie językowe nie powinny nam przysłaniać rozumienia danych procesów przyrodniczych. Dlatego też uważam, że należy wyjaśniać różne uogólnienia, np. takie jak "przypadek", czy "losowość", a można to uczynić jedynie poprzez użycie innych słów. Dlatego popieram położenie przez Ciebie nacisku na zmienność.

Aby wykręcić się od przyznania się do błędu całkowitego niezrozumienia roli "przypadku" i "losowości" w procesach ewolucyjnych, stwierdza Pan, iż kwestie językowe nie powinny nam przysłaniać rozumienia danych procesów przyrodniczych, gdy podstawą przyrodniczego opisu jest właśnie język i popiera Pan położenie nacisku na "zmienność", wcale nie pytając o definicję i znaczenie tego terminu. Oczywiście, iż zmienność występuje, ale zupełnie nie wyczerpuje znaczenia losowości i przypadku.
Zastępowanie terminów powszechnie używanych i rozumianych przez biologów ewolucyjnych, terminologią przy konkretnym opisie zdarzeń niezbyt jasną, precyzyjnie niezdefiniowaną, tylko po to aby pozwolić wyjść z twarzą Panu Maciejowi z jego uporu, to dopiero jest rozjaśnienie wszelakich procesów - nie tylko przyrodniczych.

Pozdrawiam serdecznie i proszę uwierzyć, iż każdemu zdarza się się gdzieś zaplątać, tylko trzeba się do tego przyznać i się wycofać, a nie brnąć z uporem w bezsens.

PS. Do referatu prof. Lemańskiej odniosę się, gdy go przeczytam.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
Czy ja dobrze zrozumiałem, że Pan nie zgadza się z poniższymi słowami prof. Hellera:
Działanie przypadkowe wcale nie musi oznaczać braku przyczynowości?
------------------------------------------------------------------------------------
Ja całkowicie się zgadzam z cytatami uczonych, które Pan przedstawił w ostatnich wpisach podkreślającymi rolę przypadku i losowości w ewolucji. W owych cytatach nie definiują oni ani przypadku, ani losowości, ale sądzę, że zgodziliby się z przytoczoną przez Pana definicją ze słownika PWN, z którą ja również się zgadzam:

Przypadek - zdarzenie, zjawisko, których się nie da przewidzieć na podstawie znanych praw naukowych i doświadczenia; zdarzenie niespodziewane, zrządzenie losu, zbieg okoliczności, traf».(jedynie trochę mnie niepokoi ten "los", ale jako pewna przenośnia w nienaukowej defincji jest chyba zrozumiały).

Co do tego "nie da się przewidzieć" mogę tylko uzupełnić, że taki absolutny brak przewidywalności pojawia się moim zdaniem w przyrodzie dopiero w fizyce kwantowej w związku z zasadą nieoznaczoności. W fizyce klasycznej ta zasada nie obowiązuje i w związku z tym nie ma jakichś zasadniczych przeszkód dla przewidzenia przyszłego ruchu dowolnego ciała makroskopowego. Przeszkody są natury obliczeniowej i technicznej.

"Zdarzenie niespodziewane" oczywiście odsyła do wiedzy obserwatora, więc jest to cecha subiektywna.

Najistotniejsze słowa to "zbieg okoliczności". Czy my tak samo rozumiemy słowo "zbieg" i słowo "okoliczności" w odniesieniu do materialnego świata przyrody? Może w tej kolejności będzie lepiej: "okoliczności" i ich "zbieg"?

Moim zdaniem słowa "zbieg okoliczności" odpowiadają definicji podanej przez Panią prof. Lemańską:
Przypadek jest to wypadkowa działania wielu przyczyn sprawczych nieuporządkowanych względem siebie i niezależnych od siebie nawzajem w swym działaniu. Przypadek nie posiada własnej istotnej przyczyny, której byłby bezpośrednim skutkiem, lecz zakłada wiele przyczyn właściwych, niezwiązanych ze sobą w działaniu.

czyli - jak to Pani profesor ujęła w skrócie:
splot niezależnych od siebie okoliczności,

Gdzie tu jest brak przyczynowości? Moim zdaniem tylko w interpretacji kopenhaskiej fizyki kwantowej, co potwierdza Pan Fizyk. Takiego indeterministycznego przypadku definicja słownika PWN nie obejmuje, jednak gdy pomijamy w rozważaniach fizykę kwantową, to wówczas zastosowanie tej definicji jest spójne i zgodne z nauką (o ile tylko można zgodnie z nauką pomijać fizykę kwantową - tu zgadzam się, że dla zrozumienia zjawisk wyodrębnionych jako biologiczne jest to dopuszczalne).

Moim zdaniem nawet najbardziej złozone tzw. "procesy losowe" polegają w przyrodzie (abstrahując od mechaniki kwantowej) na zasadzie akcja - reakcja i na jej ewentualnym zwielokrotnieniu.

W tym kontekście Pan wskazuje na przypadkowe przyczyny mutacji, a ja zgadzając się z tym jestem ciekaw dalszego ich wytłumaczenia - wskazując na mutageny i przyczyny samoistnych zmian w DNA.

Przypadek sprawił, że ucięty został mój wczorajszy wpis. Najwyraźniej już serwer racjonalisty ma dość tej dyskusji.

Pozdrawiam serdecznie
12-09-2013 19:36 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Czy ja dobrze zrozumiałem, że Pan nie zgadza się z poniższymi słowami prof. Hellera:
"Działanie przypadkowe wcale nie musi oznaczać braku przyczynowości. Ideologia przeciwstawiająca Bogu przypadek, który niszczy lub narusza Boży plan, jest w gruncie rzeczy współczesną wersją manicheizmu"?
Wydawało mi się, iż to wyraźnie sformułowałem:
Ja zaś uparcie twierdzę, że nawet tylko teoretyczna możliwość pełnej (pełnej, gdyż jednak hipopotamy rodzą hipopotamy) przewidywalności skutku jest niemożliwą. Ponadto przyrodniczo (mechanizmy ewolucyjne) nieuzasadnionym. (w przyrodzie żadna celowość nie występuje.)

>Ja całkowicie się zgadzam z cytatami uczonych, które Pan przedstawił w ostatnich wpisach podkreślającymi rolę przypadku i losowości w ewolucji.
To o czym my rozmawiamy?

>W owych cytatach nie definiują oni ani przypadku, ani losowości,
Nie definiują też większości słów powszechnie zrozumiałych.

>ale sądzę, że zgodziliby się z przytoczoną przez Pana definicją ze słownika PWN,
Ja też tak sądzę.

>z którą ja również się zgadzam:
Przypadek - zdarzenie, zjawisko, których się nie da przewidzieć na podstawie znanych praw naukowych i doświadczenia; zdarzenie niespodziewane, zrządzenie losu, zbieg okoliczności, traf».
>(jedynie trochę mnie niepokoi ten "los", ale jako pewna przenośnia w nienaukowej definicji jest chyba zrozumiały).
Zupełnie nie rozumiem Pańskiej przenośni dotyczącej przenośni? Natomiast bez kłopotów rozumiem "los". "losowość". "przypadek", "przypadkowość"
pl.wikipedia.org/wiki/Losowość
pl.wikiped(*)ria_prawdopodobieństwa)

>Co do tego "nie da się przewidzieć" mogę tylko uzupełnić, że taki absolutny brak przewidywalności pojawia się moim zdaniem w przyrodzie dopiero w fizyce kwantowej w związku z zasadą nieoznaczoności.
Kilkakrotnie już pisałem, że nie interesuje mnie tu zupełnie fizyka kwantowa. Teraz muszę wprost napisać, iż bzdury Pan wypisuje, nie używa się zasad dynamiki Newtona do zrozumienia mechaniki kwantowej i odwrotnie. Nie opisuje się ustawiania mebli analizując ich budowę atomową. Jestem redukcjonistą, ale nieuprawnione redukcje są zwyczajną głupotą.

>W fizyce klasycznej ta zasada nie obowiązuje i w związku z tym nie ma jakichś zasadniczych przeszkód dla przewidzenia przyszłego ruchu dowolnego ciała makroskopowego. Przeszkody są natury obliczeniowej i technicznej.
Nie interesuje mnie tu również fizyka klasyczna, gdyż nie można zredukować do poziomu jej opisu złożoności procesów biologicznych: - "Pojecie własności emergentnych, czy tez szerzej emergencji, zostało po raz pierwszy użyte w naukach biologicznych, celem uzmysłowienia prostego zdawałoby się faktu, oczywistego dla biologów, a prawie zupełnie niedostrzeganego, lub nie przyjmowanego do wiadomości przez fizyków : w świecie ożywionym istnieją własności organizmów złożonych, których nie można wyjaśnić przy pomocy ich redukcji do praw fizycznych.
Podczas powstawania struktur złożonych, pojawiają się nowe własności, zupełnie nieprzewidywalne z własności elementów składowych - swoista wartość dodana
.

Innymi słowy, nie mamy do czynienia z procesem liniowym, gdzie poprzez proste sumowanie dochodzimy do końcowego wyniku, lecz raczej z procesem (procesami) nieliniowym, gdzie - jak pisał już Arystoteles - "całość to więcej niż suma części"".

Cóż ja mogę zrobić, gdy naprawdę kompetentni w swoim zakresie fizycy wypowiadają się autorytatywnie na tematy biologiczne, o których rzadko mają dostateczną wiedzę.

Nie, fizyka nie wyjaśnia nam całokształtu zjawisk biologicznych. Żadne bile wraz z maszyną losującą w biologii nie występują. Nie ma tam ani dokładnie, ani niedokładnie wykonanych kul. Każdy obiekt ma swój unikatowy kształt. Nie istnieją w biologii żadne kule, czy wielościany, a ja nie wyobrażam sobie wymierzenia fraktalnej powierzchni do dostatecznej skali, tak aby zebrać całą makroskopową wiedzę o makroskopowej powierzchni koniecznej do absolutnego przewidzenia wyniku. Ponadto zmierzone parametry są zmienne do momentu zderzenia, a nawet jeszcze w jego trakcie.
Najmniejsze biologiczne cząstki to struktury wielce złożone i zachowujące się zgodnie z prawami dotyczącymi tych struktur. To jest biologia nie fizyka, a nawet nie chemia. Choć procesy biologiczne są także fizyczne i dlatego fizyczne prawa mają w tych procesach znaczenie, ale dalece nie opisują dziejących się w biologii zdarzeń. www.racjonalista.pl/forum.php/s,516896#w516919

(W procesach biologicznych nie ma również żadnego losowania kart. Są to tylko próby obrazowych opisów dziejących się w przyrodzie procesów.).

Ciąg dalszy nastąpi.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>>Czy ja dobrze zrozumiałem, że Pan nie zgadza się z poniższymi słowami prof. Hellera:
>"Działanie przypadkowe wcale nie musi oznaczać braku przyczynowości. Ideologia przeciwstawiająca Bogu przypadek, który niszczy lub narusza Boży plan, jest w gruncie rzeczy współczesną wersją manicheizmu"?
>Wydawało mi się, iż to wyraźnie sformułowałem.
Tak, TO Pan sformułował wyraźnie, ale je pytałem tylko i wyłącznie o to pierwsze zdanie, a czy na nie się Pan nie zgadza, to do tej pory nie jestem całkiem pewien.
Poza tym, może warto przytoczyć wszystko, co powiedział prof. Heller o przypadku w przyrodzie w tym właśnie wywiadzie, w którym padły te słowa, gdyż całość rzuca tu nieco odmienne światło na sens tego, co tu Pan przedstawił jako jego zdanie:
Współcześnie mówi się dużo o roli przypadku w ewolucji Wszechświata, w szczególności o jego roli w ewolucji biologicznej. Z jednej strony usiłuje się ewolucję zredukować do czystej gry przypadków, z drugiej strony - często w imię interpretacji religijnych - stara się uzupełnić naukową teorię ewolucji o elementy tzw. "inteligentnego projektu". Zdaniem ks. Hellera obie te skrajności opierają się na nieporozumieniu, polegającym głównie na niezrozumieniu roli przypadku w strukturze i ewolucji Wszechświata.

Jeżeli kosmologia jest nauką o strukturze i ewolucji Wszechświata, to można mówić o kosmologii w znaczeniu właściwym - jako dziale fizyki i astronomii, którego celem jest "zrekonstruowanie przestrzennej i czasowej struktury Wszechświata w jego największej skali". Można też mówić o kosmologii w szerszym znaczeniu, jaką w gruncie rzeczy jest cała fizyka, wraz z astronomią. - Nie sposób bowiem mówić o strukturze Wszechświata bez rozpatrywania wszystkich praw fizyki, które leżą u podstaw tej struktury.

Kosmologia zajmując się budowaniem modeli kosmologicznych, opisujących strukturę i ewolucję Wszechświata, "tworzy niejako scenę lub środowisko, w którym mogą działać prawa fizyki". Jednak, jak tłumaczy ks. Heller, to właśnie prawa fizyki, szczególnie te najważniejsze, jak ogólna teoria względności i teorie pól kwantowych, "służą jako tworzywo, z którego buduje się modele kosmologiczne". - Upraszczając, można powiedzieć, struktura Wszechświata to nic innego, jak tylko "siatka wszystkich praw fizyki".

Jeśli wyróżnić w strukturze Wszechświata konieczność i przypadek, to przypadki nie są obcym ciałem w "siatce praw przyrody" lecz jej wewnętrzną częścią, bez której "siatka" ta nie mogłaby funkcjonować. - Struktura Wszechświata jest utkana z praw przyrody i przypadków, które wzajemnie bez siebie nie mogłyby istnieć. Wszechświat jest daleko bardziej całością, niż się to wydaje naszemu umysłowi przyzwyczajonemu do kawałkowania.

W zwartych i subtelnych strukturach Wszechświata przypadek jest destrukcyjny. - Drobny podmuch burzy misterną budowlę z kart. Całość jest sumą swoich części i jeżeli cokolwiek przypadkowego wedrze się pomiędzy te części, może zniszczyć wszystko.

Zdaniem ks. Hellera, działanie przypadkowe wcale nie musi oznaczać braku przyczynowości. - Bardzo wiele zdarzeń, które uznajemy za przypadkowe zarówno w nauce, jak i w życiu codziennym, polega na "przecinaniu się" różnych ciągów przyczynowych. I tu właśnie dochodzimy do centralnego pytania: czy istnieją we Wszechświecie zdarzenia naprawdę niezdeterminowane? - zastanawiał się kosmolog.

" Przypadek nie jest jakąś destrukcyjną siłą, która niszczy, lub przynajmniej narusza, strukturę Wszechświata zakodowaną w prawach przyrody - tłumaczy ks. prof. Heller. - Jest wręcz przeciwnie: przypadek stanowi nieusuwalny element struktury Wszechświata. Przypadki nie są wyłomem w matematycznym porządku Wszechświata, same mają charakter matematyczny i jako takie są istotnym aspektem «matematyczności świata»".

"Jeżeli przyjmiemy stanowisko, że matematyczna struktura Wszechświata jest urzeczywistnieniem Stwórczego Zamysłu Boga, jak mawiał Einstein, to konsekwentnie należy uznać, że przypadki stanowią istotny element tego Zamysłu".

Ks. Heller wyjaśnia, że ideologia przeciwstawiająca Bogu przypadek, który niszczy lub narusza Boży plan, jest w gruncie rzeczy współczesną wersją manicheizmu - herezji z pierwszych wieków chrześcijaństwa, która w materii dopatrywała się zasady zła i siły przeciwstawiającej się Bogu. Do takich ideologii należy zaliczyć rozpowszechnioną dziś koncepcję, znaną pod nazwą "Inteligentnego Projektu". Jej zwolennicy usiłują usunąć, lub przynajmniej zminimalizować, rolę przypadku w biologicznej i kosmologicznej ewolucji i czynią to często z pobudek - jawnie lub w sposób zawoalowany - religijnych [sic!].

To tak jeszcze nawiązując do Pańskiego stwierdzenia:
Cytat:
Myślę, że prof. Heller wie co mówi (tak jak i Bogusławski). Można się z nimi zgadzać lub nie, ale nie wolno ich poprawiać ("udoskonalać") ich wypowiedzi.


Tak więc chyba to trochę inaczej prof. Heller [nawet jeśli ks.] miał na myśli - a jednocześnie - najwyraźniej dla niego nie ma żadnego problemu, by wszystkie przypadki spokojnie mieściły się w BOSKIM ZAMYŚLE. Czego nauka nie dowiedzie - zawsze zostanie przez nieco mądrzejszych fideistów zaakceptowane jako boskie, a przez głupszych jako szatańskie (choć wcale Szatana za głupszego od Boga nie uważam) i tak sobie Panowie teologowie mogą rozmawiać o tym, czy przypadek krzyżuje boskie plany, czy nie. Z takiej dyskusji staram się wyłączać.

Gdyby ktoś miał ochotę zobaczyć cały wywiad z Hellerem, tu jest link:
www.youtube.com/watch?v=xA0RDNrFKic

Dotyczy to zresztą jego książki "Filozofia przypadku".
CDN
17-09-2013 17:24 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Czy ja dobrze zrozumiałem, że Pan nie zgadza się z poniższymi słowami prof. Hellera:
"Działanie przypadkowe wcale nie musi oznaczać braku przyczynowości. Ideologia przeciwstawiająca Bogu przypadek, który niszczy lub narusza Boży plan, jest w gruncie rzeczy współczesną wersją manicheizmu"?
>>>>Wydawało mi się, iż to wyraźnie sformułowałem.
>Tak, TO Pan sformułował wyraźnie, ale je pytałem tylko i wyłącznie o to pierwsze zdanie, a czy na nie się Pan nie zgadza, to do tej pory nie jestem całkiem pewien.
I słusznie, iż Pan nie jest pewien, gdyż ja bardzo nie lubię wyrywania zdań z kontekstu. Zdanie drugie jest integralnie połączone ze zdaniem pierwszym i należy rozumieć tu całość.
Wyżej napisałem:
Zresztą w teorii ewolucji i determinizm i przyczynowość nie tylko występują, ale są bardzo istotnymi warunkami procesu, tylko tyle, że nie są absolutnie zdeterminowane i przerywane są przypadkami.
Nie wiem też jak Pan rozumie 'przyczynowość' (a można - jak widać - różnie), gdyż dla mnie jest to zgodność z prawidłowościami przyrody to przyroda dyktuje warunki, wyznacza prawa. Przyrodoznawca musi poznawać świat takim jakim on jest sam w sobie, a tu oczywiście poznawana rzeczywistość w oparciu z złudny "zdrowy rozsądek" jawi się nam przyczynowo. (Każdy skutek musi mieć przyczynę.). Ale gdy przyjmujemy bezwzględność zasady przyczynowości (z czym się nie zgadzam od początku mojego udziału w forum. Na przykład w "dyskusjach" z panem Parysem) popełniamy błąd antropomorfizacji, na który zwrócił nam uwagę i Hume (o czym wyżej pisałem) i Kant, który dokonał przełomowego odkrycia w refleksji nad poznaniem ludzkim. Wskazał, iż jest odwrotnie niż przyjmowała tradycja. Rozum wręcz wyprzedza doświadczenie, stawiając pytania i skłaniając przyrodę, aby na nie odpowiedziała. "Zwraca się on do przyrody, aby od niej być pouczonym, wszakże nie jako uczeń, lecz jako sędzia, który ma prawo zmuszać świadków, aby mu odpowiadali na jego pytania".

>Poza tym, może warto przytoczyć wszystko, co powiedział prof. Heller o przypadku w przyrodzie w tym właśnie wywiadzie, w którym padły te słowa, gdyż całość rzuca tu nieco odmienne światło na sens tego, co tu Pan przedstawił jako jego zdanie:
Współcześnie mówi się dużo o roli przypadku w ewolucji Wszechświata, w szczególności o jego roli w ewolucji biologicznej. Z jednej strony usiłuje się ewolucję zredukować do czystej gry przypadków, z drugiej strony - często w imię interpretacji religijnych - stara się uzupełnić naukową teorię ewolucji o elementy tzw. "inteligentnego projektu". Zdaniem ks. Hellera obie te skrajności opierają się na nieporozumieniu, polegającym głównie na niezrozumieniu roli przypadku w strukturze i ewolucji Wszechświata.
Jeżeli uważa Pan, że warto, to proszę rozpocząć nowy wątek. Ja uważam, ze ksiądz - jak to zwykle z księżmi bywa - kręci i mataczy aby uratować z religijnych głupot, to co jest jeszcze do uratowania, to takie pseudonaukowe aggiornamento. Ewolucję redukują "do czystej gry przypadków" tylko jej wrogowie w anty-ewolucyjnej propagandzie. Przypadek to tylko jeden - wcale nie najważniejszy - z elementów procesów ewolucji.

"Jeden etap Darwinowskiej ewolucji istotnie polega na przypadku: jest to mutacja. Mutacja to proces, z którego dobór naturalny czerpie nowe kombinacje genetyczne, i o którym zwykle mówi się, że ma charakter przypadkowy. Darwiniści podkreślają jednak przypadkowość mutacji tylko po to, by tym większą uwagę zwrócić na zupełnie nieprzypadkowe działanie doboru naturalnego". /Dawkins/

Ks. prof. Heller to niegłupi i wielce uczony człowiek, a więc sprawnie kręci i warto go czytać. Chętnie do jego tekstów się dobiorę, ale już w innym wątku.

>To tak jeszcze nawiązując do Pańskiego stwierdzenia:
Cytat:
Myślę, że prof. Heller wie co mówi (tak jak i Bogusławski). Można się z nimi zgadzać lub nie, ale nie wolno ich poprawiać ("udoskonalać") ich wypowiedzi.

Całkowicie podtrzymuję powyższe zdanie.

>Tak więc chyba to trochę inaczej prof. Heller [nawet jeśli ks.] miał na myśli
Ja w przeciwieństwie do Pana nie nawet nie staram się domyśleć co ludzie mają na myśli (denerwowały mnie takie głupie pytania jeszcze w szkole) tylko odnoszę się do konkretnych tekstów. Ważnym jest to co ktoś napisał.

> - a jednocześnie - najwyraźniej dla niego nie ma żadnego problemu, by wszystkie przypadki spokojnie mieściły się w BOSKIM ZAMYŚLE.
Tak nie ma i dlatego właśnie się z nim nie zgadzam. To tylko religijna bzdura.

>Czego nauka nie dowiedzie - zawsze zostanie przez nieco mądrzejszych fideistów zaakceptowane jako boskie, a przez głupszych jako szatańskie (choć wcale Szatana za głupszego od Boga nie uważam) i tak sobie Panowie teologowie mogą rozmawiać o tym, czy przypadek krzyżuje boskie plany, czy nie.
Tak, ma Pan tu rację, a ja tu już kilkakrotnie odwoływałem się do tekstu Piotra Bylicy

>Z takiej dyskusji staram się wyłączać.
Wprawdzie czasem brakuje siły i ochoty, to niedobre jest takie wyłączanie, gdyż wtedy głupie poglądy stają się dominujące.

>Dotyczy to zresztą jego książki "Filozofia przypadku".
Tej książki Hellera jeszcze nie czytałem, choć inne tak i wcale tego nie żałuję, gdyż przedstawia w nich poważną obronę religijnego (fideistycznego) światopoglądu.

Pozdrawiam.

@@@
.
14-09-2013 01:57 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Ja całkowicie się zgadzam z cytatami uczonych, które Pan przedstawił w ostatnich wpisach podkreślającymi rolę przypadku i losowości w ewolucji.
>To o czym my rozmawiamy?
O rozumieniu słów "przypadek" i "losowość" w kontekście nauki - co one faktycznie oznaczają, gdyż to, że przypadki się zdarzają i są istotne, temu nie przeczę.
Sądzę tylko, że np. rzut monetą jest dobrym przykładem - i to zarówno na pełne zdeterminowanie każdorazowego wyniku, jak i jednocześnie na jego przypadkowość. Przypadkowość ujawnia się w tym, że człowiek nie ma rękach odpowiedniego wyczucia i przez to powstają różne wyniki. Ta końcowa zmienność wynikająca z początkowej niedokładności przy różnych rzutach jest właśnie dokładnie losowym przypadkiem występującym nie tylko w rzucie monetą, ale w ogóle powszechnie w przyrodzie. Dlatego mówi się o powiązaniu determinizmu z przypadkiem, o dwóch stronach tego samego medalu. Jeden rzut jest zdeterminowany, ale kolejny jest już inny od tego pierwszego, bo w przyrodzie nie ma idealnej wyrzutni. Tyle tylko, że istnieją również przyczyny tej początkowej niedokładności. Faktem jest, że taka trochę "niedokładna" jest cała natura. Każdy przypadek jest zdeterminowany swoją przyczyną, ale to właśnie ze względu na nieregularność stanów początkowych determinująco działające siły przyrody powodują przypadki.

>>W owych cytatach nie definiują oni ani przypadku, ani losowości,
>Nie definiują też większości słów powszechnie zrozumiałych.
Pan na przykład uważa, że rozumie to słowo w nauce tak, jak się je rozumie powszechnie? Sądzę, że rozumując "powszechnie" chodzi tylko o zbieg różnych okoliczności, z których każda ma swe odrębne przyczyny. Jeśli to ma przerywać zdeterminowanie, to inaczej rozumiemy nie tylko "przypadek", ale również "determinizm".

>>(jedynie trochę mnie niepokoi ten "los", ale jako pewna przenośnia w nienaukowej definicji jest chyba zrozumiały).
>Zupełnie nie rozumiem Pańskiej przenośni dotyczącej przenośni? Natomiast bez kłopotów rozumiem "los". "losowość". "przypadek", "przypadkowość"
>pl.wikipedia.org/wiki/Losowość
Losowość - w potocznym znaczeniu brak celu, przyczyny, porządku lub przewidywalnego zachowania. Losowy proces to proces, którego wyniki nie dają się dokładnie przewidzieć, a jedynie można opisać ich rozkład.
Super, kolejna definicja, z którą się zgadzam. Proszę zwrócić uwagę na to brak celu, przyczyny. Sądzę, że brak celu jest czymś diametralnie innym od braku przyczyny. Jeśli przypadek jest przeciwieństwem celowości i nie mam nic innego do wyboru, to jestem za przypadkiem. Jeśli jednak przypadek ma oznaczać brak przyczyny, to sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana...

>>Co do tego "nie da się przewidzieć" mogę tylko uzupełnić, że taki absolutny brak przewidywalności pojawia się moim zdaniem w przyrodzie dopiero w fizyce kwantowej w związku z zasadą nieoznaczoności.
>Kilkakrotnie już pisałem, że nie interesuje mnie tu zupełnie fizyka kwantowa. Teraz muszę wprost napisać, iż bzdury Pan wypisuje [...]
Tak przewidywałem nawet, że się Pan zdenerwuję i przepraszam, ale pisałem to w kontekście rozważania możności przewidywania. A akurat dla tego zgadnienia warto wiedzieć, na czym polega zasada nieoznaczoności, właśnie po to, by porównać to do możności przewidywania tam, gdzie ta zasada nie obowiązuje.
Poza tym: co istotne - nawet "absolutny" brak możliwości przewidzenia nie skutkuje automatycznie brakiem zdeterminowania. To są znów dwie osobne kwestie. W fizyce kwantowej (z góry przepraszam) o determiniźmie lub jego braku rozstrzyga dopiero jej interpretacja, a nie nieprzewidywalność. To jest dość istotny wniosek, o którym warto pamiętać również przy rozważaniach dotyczących innych dziedzin nauki. I tylko dlatego się teraz jeszcze na tę zasadę powołałem.
17-09-2013 17:25 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ja całkowicie się zgadzam z cytatami uczonych, które Pan przedstawił w ostatnich wpisach podkreślającymi rolę przypadku i losowości w ewolucji.
>>>>To o czym my rozmawiamy?
>O rozumieniu słów "przypadek" i "losowość" w kontekście nauki - co one faktycznie oznaczają,
Starałem się to wyjaśnić (w kontekście biologii ewolucyjnej) w bardzo wielu (zbyt wielu) postach,
ale jeżeli ktoś nie chce czegoś zrozumieć to nie zrozumie i Święty Boże tu nie pomoże.

>gdyż to, że przypadki się zdarzają i są istotne, temu nie przeczę.
To o czym my rozmawiamy?

>Sądzę tylko, że np. rzut monetą jest dobrym przykładem
Gdzie i czego jest dobrym przykładem? W naukach biologicznych, jako przykład, jest nadmiernym uproszczeniem.

> - i to zarówno na pełne zdeterminowanie każdorazowego wyniku, jak i jednocześnie na jego przypadkowość.
Przy pełnym zdeterminowaniu wyniku nie może istnieć przypadkowość, gdyż jest to sprzeczne i z naturą i z logiką.

>Przypadkowość ujawnia się w tym, że człowiek nie ma rękach odpowiedniego wyczucia i przez to powstają różne wyniki.
Przypadkowość zawsze jest wynikiem niepełnego zdeterminowania. Wpisania przypadku jako jednej z determinant.

>Ta końcowa zmienność wynikająca z początkowej niedokładności przy różnych rzutach
Co to znaczy "początkowa niedokładność"? Czy ona jest wpisana w naturę rzeczy?

>jest właśnie dokładnie losowym przypadkiem występującym nie tylko w rzucie monetą, ale w ogóle powszechnie w przyrodzie.
Czyli Pan tu pisze, iż przyrodą rządzi niezdeterminowany przypadek? Aż tak daleko to zdecydowanie bym się nie posunął.

>Dlatego mówi się o powiązaniu determinizmu z przypadkiem, o dwóch stronach tego samego medalu.
Różne rzeczy ludzie opowiadają. Wybaczy Pan, ale ja kompletnie nie rozumiem dlaczego przypadek i determinizm miałyby być dwoma stronami medalu. Jak dla mnie takie stwierdzenie to bzdura.

>Jeden rzut jest zdeterminowany,
Jak zdeterminowany? Może Pan z góry przedstawić jego wynik?

>ale kolejny jest już inny od tego pierwszego, bo w przyrodzie nie ma idealnej wyrzutni.
Zaraz, zaraz w pierwszym przypadku była idealna wyrzutnia, a drugim już nie?

>Tyle tylko, że istnieją również przyczyny tej początkowej niedokładności.
Jakiej "niedokładności"? Natura jest zachwycająco precyzyjna, ot tylko nie spełnia ludzkich (wymyślonych) kryteriów idealności.
Tak, wszelkimi przyczynami są prawidłowości natury, wśród których w biologii (a myślę, iż nie tylko) wpisany jest przypadek.

>Faktem jest, że taka trochę "niedokładna" jest cała natura.
Jaka i dlaczego niedokładna? Dlatego, że nie spełnia ludzkich spekulacji?

>Każdy przypadek jest zdeterminowany swoją przyczyną,
Jeżeli coś jest zdeterminowane, to nie jest po prostu przypadkiem. Jest to po prostu sprzeczne.

>ale to właśnie ze względu na nieregularność stanów początkowych determinująco działające siły przyrody powodują przypadki.
Nie, przypadek jest jedną z przyrodniczych determinant. Ważną w procesie ewolucji. To nie przypadek, że zdarza się przypadek, to prawidłowość przyrody.

>W owych cytatach nie definiują oni ani przypadku, ani losowości,
>>>>Nie definiują też większości słów powszechnie zrozumiałych.
>Pan na przykład uważa, że rozumie to słowo w nauce tak, jak się je rozumie powszechnie?
Przynajmniej mam taką nadzieję, którą potwierdzają czytane ze zrozumieniem wywody wielu uczonych używających tego terminu.

>Sądzę, że rozumując "powszechnie" chodzi tylko o zbieg różnych okoliczności, z których każda ma swe odrębne przyczyny.
Żyjemy w wolnym kraju i wolno Panu mieć różne sądy. Wolno Panu nawet wyrywać różne równoważniki zdań z kontekstu.

>Jeśli to ma przerywać zdeterminowanie, to inaczej rozumiemy nie tylko "przypadek", ale również "determinizm".
Muszę przyznać, że w kontekście tej rozmowy, my wiele słów zupełnie inaczej rozumiemy - nawet wtedy, gdy cytuję (linkuję) ich definicje, z którymi Pan się zgadza.

>(jedynie trochę mnie niepokoi ten "los", ale jako pewna przenośnia w nienaukowej definicji jest chyba zrozumiały).
>>>>Zupełnie nie rozumiem Pańskiej przenośni dotyczącej przenośni? Natomiast bez kłopotów rozumiem "los". "losowość". "przypadek", "przypadkowość"
pl.wikipedia.org/wiki/Losowość
Losowość - w potocznym znaczeniu brak celu, przyczyny, porządku lub przewidywalnego zachowania. Losowy proces to proces, którego wyniki nie dają się dokładnie przewidzieć, a jedynie można opisać ich rozkład.
>Super, kolejna definicja, z którą się zgadzam.
No właśnie. Zgadza się Pan?

>Proszę zwrócić uwagę na to brak celu, przyczyny.
Zwróciłem czytając zalinkowaną definicję.

>Sądzę, że brak celu jest czymś diametralnie innym od braku przyczyny.
Tak Pan sądzi? Ja jakoś tej diametralności zauważyć nie mogę. Przypadek - w moim rozumieniu - celowość przerywa, choć teiści twierdzą, że to mechanizm zaplanowany przez Boga. Natomiast przyczynowość wraz z przypadkowością jest czymś naturalnym wpisanym w prawidłowości natury.

>Jeśli przypadek jest przeciwieństwem celowości
Ale nie jest.

>i nie mam nic innego do wyboru, to jestem za przypadkiem.
Tu nie stawiałbym na wybór tylko na wiedzę. Warto poznać jak jest w istocie.

>Jeśli jednak przypadek ma oznaczać brak przyczyny, to sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana...
Dla niektórych do zrozumienia wprost niemożliwą.
Dla mnie po prostu przypadek jest jedną z przyczyn i jest wprost wpisany w naturę prawidłowości przyrody.

CDN

@@@
.
17-09-2013 17:25 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>>>>Kilkakrotnie już pisałem, że nie interesuje mnie tu zupełnie fizyka kwantowa. Teraz muszę wprost napisać, iż bzdury Pan wypisuje [...]
>Tak przewidywałem nawet, że się Pan zdenerwuję i przepraszam, ale pisałem to w kontekście rozważania możności przewidywania.
To naprawdę tu nie ma znaczenia w jakim kontekście Pan to pisał.

>A akurat dla tego zagadnienia warto wiedzieć, na czym polega zasada nieoznaczoności, właśnie po to, by porównać to do możności przewidywania tam, gdzie ta zasada nie obowiązuje.
Coś tam niecoś wiem (i nawet trochę się na ten temat wypowiadałem). Jakoś nigdy nie byłem zamkniętym na wiedzę, ale Pan nie zechciał zwrócić uwagi na to co piszę, a napisałem, że tu mnie nie interesuje fizyka kwantowa, gdyż to tych rozważań nie jest ona konieczną.

>Poza tym: co istotne - nawet "absolutny" brak możliwości przewidzenia nie skutkuje automatycznie brakiem zdeterminowania. To są znów dwie osobne kwestie.
Możliwe, ale ja nawet nie wiem (nie rozumiem) o czym Pan tu pisze? Jak dla mnie są to zbyt pokrętne wywijasy.

>W fizyce kwantowej (z góry przepraszam) o determinizmie lub jego braku rozstrzyga dopiero jej interpretacja, a nie nieprzewidywalność.
W biologii jest gorzej, tu nie rozstrzyga ani "nieprzewidywalność", ani "interpretacja" - tu liczą się tylko stwierdzone fakty. Nawet (teoretyczna) znajomość wszystkich determinant nie pozwala określić (wyznaczyć) skutków, gdyż przypadek jest właśnie jedną z determinant. Pozostałe determinanty (a jest ich sporo) wyznaczają konieczność.
pl.wikipedia.org/wiki/Mutacja
pl.wikipedia.org/wiki/Dryf_genetyczny

>To jest dość istotny wniosek, o którym warto pamiętać również przy rozważaniach dotyczących innych dziedzin nauki.
Tylko bardzo proszę o przedstawienie dowodu (mogą być źródła do dowodów znanych Panu uczonych), którzy udowodnili zasadniczy wpływ kwantów na przypadkowość w biologii. Ja takich nie znam, a spekulacje forumowych redukcjonistów, jak dla mnie, są mało przekonywujące.
Zestawianie nukleotydy z kwantem, to tak jak zestawianie biurka z atomem, Pan na siłę - gdy ja temu nie przeczę - chce mi udowodnić, że biurko ma budowę atomową.

>I tylko dlatego się teraz jeszcze na tę zasadę powołałem.
Myślę, że chociaż Pan wie dlaczego Pan z uporem odwołuje w rozmowie o złożoności struktur i procesów biologicznych odwołuje się do fizyki kwantowej. Ja tego zupełnie nie rozumiem lub rozumiem opacznie - jako kręcenie.

Pozdrawiam.

@@@
.
14-09-2013 02:18 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>W fizyce klasycznej ta zasada nie obowiązuje i w związku z tym nie ma jakichś zasadniczych przeszkód dla przewidzenia przyszłego ruchu dowolnego ciała makroskopowego. Przeszkody są natury obliczeniowej i technicznej.
>Nie interesuje mnie tu również fizyka klasyczna, gdyż nie można zredukować do poziomu jej opisu złożoności procesów biologicznych.
Nigdy by mi to do głowy nie przyszło - tyle, że my tu rozmawiamy akurat o bardzo szczególnym elemencie procesów biologicznych, jakim jest "przypadek" i sądziłem, że nie trzeba jakoś szczególnie definiować tego terminu, gdyż jest powszechnie zrozumiały. Na przykład powszechnie zrozumiałym dla mnie przypadkiem jest rzut monetą, a nawet kostką. Przychodzą na to Panowie Fizyk i Jacholek i stwierdzają (tu akurat zgodnie i w zakresie swych kompetencji), że te rzuty są od początku do końca zdeterminowane, co zresztą w moim powszechnym rozumieniu przypadku od początku jakoś przeczuwałem. No więc jak sobie dodam jedno do drugiego i zastosuję to - zdefiniowane nie inaczej niż potocznie - pojęcie do biologii, to co ja mam myśleć o przypadku w biologii? A Pan mi teraz mówi, że to nie tak, że bzdurą jest stosowanie redukcji biologii do fizyki. Na czym więc polega przypadek w biologii? Rozumiem, że mutacje występują losowo, ale ja właśnie bardzo chętnie poczytałbym coś o przyczynach mutacji - zarówno zewnętrznych, jak i wynikających z nieidelanej budowy samego DNA i nieidealnie przeprowadzanego procesu kopiowania.

>Cóż ja mogę zrobić, gdy naprawdę kompetentni w swoim zakresie fizycy wypowiadają się autorytatywnie na tematy biologiczne, o których rzadko mają dostateczną wiedzę.
Obawiam się, że nie tylko mógłby się Pan zdziwić, ale ponadto sądzę, że dobrze wiedzą o czym mówią, gdyż akrat po fizykach spodziewam się realnej oceny właśnie nie tylko co do czego i kiedy można redukować, ale również tego jakie siły w tym zakresie w ogóle mogą oddziaływać i co jest konieczne, by je napędzać. Oczywiście tu najbardziej mogę się mylić. Nie mam ani o fizyce, ani o biologii zielonego pojęcia. Nie powinienem był w ogóle zaczynać tej rozmowy. Ale skoro tak się jakoś rozwinęła, i ja już nie żałuję. Na pewno coś tam się nauczyłem.

>Nie, fizyka nie wyjaśnia nam całokształtu zjawisk biologicznych. Żadne bile wraz z maszyną losującą w biologii nie występują. Nie ma tam ani dokładnie, ani niedokładnie wykonanych kul. Każdy obiekt ma swój unikatowy kształt. Nie istnieją w biologii żadne kule, czy wielościany, a ja nie wyobrażam sobie wymierzenia fraktalnej powierzchni do dostatecznej skali, tak aby zebrać całą makroskopową wiedzę o makroskopowej powierzchni koniecznej do absolutnego przewidzenia wyniku.
W ogóle przewidywalność nie ma nic do rzeczy do zdeterminowania (istnienia przyczyn).

>Ponadto zmierzone parametry są zmienne do momentu zderzenia, a nawet jeszcze w jego trakcie.
Tak i zamiast zderzenia może być nawet i tylko np. ciągłe prześlizgiwanie się i zasysanie, ale jak dla mnie to już właśnie tylko dowód na istnienie jakiegoś procesu, z którego coś się rozwija. I sam ten fakt już świadczy o przyczynowości - oczywiście adekwatnej do stanów początkowych - a stany początkowe są odmienne i dlatego generują przypadki - chyba jednak podobnie jak w rzucie monetą.

>W procesach biologicznych nie ma również żadnego losowania kart. Są to tylko próby obrazowych opisów dziejących się w przyrodzie procesów.
A przyczyny i skutki to w biologii też tylko filozoficzna kategoria? Nie da się tu wszystkich elementów zjawisk przyporządkować jednemu i drugiemu w czasie? Czy przynajmniej się tak nie zakłada, że nawet najbardziej niepowtarzalne wzory są przypadkowe dlatego, że zdeterminowały je w sumie fizyczne siły z nieregularnie działającego źródła przyczyn, którego niedokładność jest dokładnie zdeterminowana poprzednim źródłem niedokładności?

Ja już nie wiem, czy my się przypadkiem nie zgadzamy? Sądzę, że w rzeczywistości to daleka do tego droga ze względu na dysproporcję wiedzy między nami. Tak naprawdę ja tylko pytam. Prosze odbierać moje posty jako pytania, pomimo polemicznego - nie bez Pana wpływu - stylu.
17-09-2013 17:25 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>W fizyce klasycznej ta zasada nie obowiązuje i w związku z tym nie ma jakichś zasadniczych przeszkód dla przewidzenia przyszłego ruchu dowolnego ciała makroskopowego. Przeszkody są natury obliczeniowej i technicznej.
>>>>Nie interesuje mnie tu również fizyka klasyczna, gdyż nie można zredukować do poziomu jej opisu złożoności procesów biologicznych.
>Nigdy by mi to do głowy nie przyszło - tyle, że my tu rozmawiamy akurat o bardzo szczególnym elemencie procesów biologicznych, jakim jest "przypadek" i sądziłem, że nie trzeba jakoś szczególnie definiować tego terminu, gdyż jest powszechnie zrozumiały.
No więc jeżeli nie trzeba - z czym się zgadzam - to czemu Pan cały czas go podważa?

>Na przykład powszechnie zrozumiałym dla mnie przypadkiem jest rzut monetą, a nawet kostką.
Tyle, że ja cały czas nie tym przypadku mówię, nawet wtedy gdyż używam tych przykładów jako obrazowej ilustracji pewnych biologicznych zjawisk. Interesuje mnie "przypadek" w zrozumieniu procesów ewolucji biologicznej i cały czas to podkreślam.

>Przychodzą na to Panowie Fizyk i Jacholek i stwierdzają (tu akurat zgodnie i w zakresie swych kompetencji), że te rzuty są od początku do końca zdeterminowane, co zresztą w moim powszechnym rozumieniu przypadku od początku jakoś przeczuwałem.
No to niech Pan sobie podyskutuje i znajdzie wspólny język z fizykami, co mnie do tego. Najwyżej z zainteresowaniem sobie poczytam.

>No więc jak sobie dodam jedno do drugiego i zastosuję to - zdefiniowane nie inaczej niż potocznie - pojęcie do biologii, to co ja mam myśleć o przypadku w biologii?
Panie Macieju, ja naprawdę nie mogę być odpowiedzialnym ani za Pański poziom wiedzy, ani za procesy myślowe. Staram się jak umiem najbardziej komunikatywnie przekazać swoją wiedzę. Mam przy tym (możliwe że złudną) nadzieję, że moje wywody są tak jasne, iż nawet nieprofesjonalista może je zrozumieć.

>A Pan mi teraz mówi, że to nie tak, że bzdurą jest stosowanie redukcji biologii do fizyki.
Po pierwsze nie teraz tylko od dawna (Biologia zazwyczaj nie opisuje systemów w kategoriach obiektów podlegających niezmiennym prawom fizycznym opisywanym przez matematykę. Układy biologiczne posiadają statystycznie przewidywalne tendencje do zachowywania się w określony sposób, lecz owe tendencje nie są zazwyczaj tak konkretne jak te opisywane przez fizykę czy chemię), a po drugie to zupełnie nie mój pomysł tylko wielu uczonych, który mnie przekonuje.
Ponadto wcale nie uważam, że uczeni jednych specjalności nie powinni się włączać w badania innych dziedzin, tyle że winni czynić to mądrze i po uzupełnieniu wiedzy o specyfikę innej specjalności. marcinmilk(*)wnloads/Milkowski-Biologia.pdf

>Na czym więc polega przypadek w biologii?
Ile mogłem w krótkich postach tyle wyjaśniałem na wszystkie możliwe sposoby. Jeżeli Pan dotychczas mnie nie zrozumiał, to nie ma szans aby zrozumiał Pan to kiedykolwiek, a więc jeżeli Pana to interesuje należy sięgnąć do innych autorów - może będą dla Pana bardziej komunikatywni.

>Rozumiem, że mutacje występują losowo, ale ja właśnie bardzo chętnie poczytałbym coś o przyczynach mutacji - zarówno zewnętrznych, jak i wynikających z nieidealnej budowy samego DNA i nieidealnie przeprowadzanego procesu kopiowania.
Mam sporządzić dla Pana bibliografię? Przecież wystarczy sięgnąć do zalinkowanych przeze pozycji aby tam znaleźć dalsze pozycje. Dla mnie budowa DNA jest idealna i idealny jest proces kopiowania już choćby z tego powodu, że wpisany jest tam "przypadek" tak ważny dla całego procesu ewolucji. Nieidealne te struktury mogą być tylko wobec struktur sztucznych wymyślonych, czy nawet stworzonych przez człowieka.
Mnie nie przeszkadza, że np planety nie są idealnymi kulami i nie krążą po idealnych okręgach. Kosmos jest idealny, gdyż to działa.
Na terenie polskiego internetu aktywnie zwalcza przypadek oraz całą teorię ewolucji Biosławek. Widocznie niektórzy go kupują, ja nie. Zdecydowanie bardziej przekonywuje mnie darwinizm.

>>>>Cóż ja mogę zrobić, gdy naprawdę kompetentni w swoim zakresie fizycy wypowiadają się autorytatywnie na tematy biologiczne, o których rzadko mają dostateczną wiedzę.
>Obawiam się, że nie tylko mógłby się Pan zdziwić,
Bardzo lubię się dziwić, ale tu z jakiego powodu? Że znajdzie się grupa fizyków, którzy mają pojęcie o biologii? Przecież ja to wiem, a ponadto nie święci garnki lepią i zawsze można się douczyć. Nasz forumowy pan Fizyk ma sporą wiedzę na ten temat - co zresztą wcześniej już napisałem. forumakad.pl/archiwum/98/9/artykuly/24-esej.htm

>ale ponadto sądzę, że dobrze wiedzą o czym mówią,
Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Może Pan sobie wierzyć w co się Panu chce, ale trzeba mieć samemu wiedzę w jakimś temacie aby osądzać innych. Uważa się Pan za bardzo kompetentnego w sprawach biologii ewolucyjnej?

>gdyż akurat po fizykach spodziewam się realnej oceny właśnie nie tylko co do czego i kiedy można redukować, ale również tego jakie siły w tym zakresie w ogóle mogą oddziaływać i co jest konieczne, by je napędzać.
Wolno Panu się wielu rzeczy spodziewać, ja wolę oceniać konkretne teksty i wiem, że wielu z nich bardzo lubi i z łatwością przekracza swój próg kompetencji, poza którym wygaduje się zwyczajne bzdury. Odwołam się tu do przykładu mojego ulubionego prof. zw. dr hab. Zbigniewa Onyszkiewicza-Jacyny. Nie, nie jest on w tym jedynym, choć wielce niepowtarzalnym.

CDN

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Oczywiście tu najbardziej mogę się mylić. Nie mam ani o fizyce, ani o biologii zielonego pojęcia.
Nie święci garnki lepią, a tu nas nikt o formalne wykształcenie nie pyta. Zawsze można (a moim zdaniem i należy) doczytać i douczyć się. Najważniejsze to nie kompromitować się autorytatywnością swoich wątpliwych poglądów. Gdy nie wiemy czegoś na sto procent, to raczej pytajmy niż upierajmy się przy swoim.
Nie, ja też - ani nie jestem świętym, ani za świętego się nie uważam - potrafię się zagalopować lub niepotrzebnie spolaryzować swoje stanowisko, ale wtedy trzeba umieć się wycofać. Błąd jest rzeczą ludzką.

>Nie powinienem był w ogóle zaczynać tej rozmowy.
Moim zdaniem była ciekawa, choć mnie przeszkadzał Pański upór i odrzucanie moich argumentów przed ich dostatecznym przemyśleniem, ale to moja subiektywna ocena i wcale nie musi być sprawiedliwą.

>Ale skoro tak się jakoś rozwinęła, i ja już nie żałuję.
Ja też nie.

>Na pewno coś tam się nauczyłem.
Ja również, a także pozwoliła mi ona bardziej przemyśleć i sprecyzować moje poglądy w tym zakresie. Bardzo poważnie traktuję rozmowy z Panem, nawet gdy sobie żartuję. Zawsze staram się o maksymalną merytoryczność argumentów, choć wiem, iż nie mam możliwości dotrzeć do Pana z żadnymi. Pańska głęboka wiara jest ponadto, ale liczę, że inni też czytają i zdanie sobie wyrabiają.

>>>>Nie, fizyka nie wyjaśnia nam całokształtu zjawisk biologicznych. Żadne bile wraz z maszyną losującą w biologii nie występują. Nie ma tam ani dokładnie, ani niedokładnie wykonanych kul. Każdy obiekt ma swój unikatowy kształt. Nie istnieją w biologii żadne kule, czy wielościany, a ja nie wyobrażam sobie wymierzenia fraktalnej powierzchni do dostatecznej skali, tak aby zebrać całą makroskopową wiedzę o makroskopowej powierzchni koniecznej do absolutnego przewidzenia wyniku.
>W ogóle przewidywalność nie ma nic do rzeczy do zdeterminowania (istnienia przyczyn).
Nie rozumiem co Pan chciał tu powiedzieć i jak się to ma do mojej wypowiedzi.
Uważam, że determinizm zgodny z jego filozoficzną definicją w przyrodzie nie występuje - co wcale nie przeszkadza stwierdzeniu, iż większość zjawisk jest zdeterminowana mniej lub bardziej znanymi przyczynami. Na podstawie znajomości przyczyn możemy przyjąć ich sporą "przewidywalność".
Ale nawet teoretycznie nie istnieje możliwość budowy takiego komputera i programu, który powie nam dziś jaka pogoda będzie w Warszawie 15 lipca 2014 roku, choć już na podstawie własnych doświadczeń, z dużym prawdopodobieństwem możemy określić lipcową pogodę.

>>>>Ponadto zmierzone parametry są zmienne do momentu zderzenia, a nawet jeszcze w jego trakcie.
>Tak i zamiast zderzenia może być nawet i tylko np. ciągłe prześlizgiwanie się i zasysanie, ale jak dla mnie to już właśnie tylko dowód na istnienie jakiegoś procesu, z którego coś się rozwija. I sam ten fakt już świadczy o przyczynowości - oczywiście adekwatnej do stanów początkowych - a stany początkowe są odmienne i dlatego generują przypadki - chyba jednak podobnie jak w rzucie monetą.
Jednak niepodobne. Niech Pan sobie jeszcze raz mój wywód przeczyta, to może go Pan zrozumie, choć jak się nie chce, to nie jest to możliwe. Ja tego co Pan tu dowodzi po prostu nie rozumiem.

>>>>W procesach biologicznych nie ma również żadnego losowania kart. Są to tylko próby obrazowych opisów dziejących się w przyrodzie procesów.
>A przyczyny i skutki to w biologii też tylko filozoficzna kategoria?
A co ma tu piernik do wiatraka? Opisowość do filozofii?
Myślę, że tak, choć spierać się tu nie będę, gdyż to filozoficzne zagadnienie.

>Nie da się tu wszystkich elementów zjawisk przyporządkować jednemu i drugiemu w czasie?
Nie da się. Ni cholery nie da się, to tak mądrze jest zorganizowane aby się nie dało. Choć pewne założone skutki osiągnąć (jak wyżej już napisałem) jednak można.

>Czy przynajmniej się tak nie zakłada, że nawet najbardziej niepowtarzalne wzory są przypadkowe dlatego, że zdeterminowały je w sumie fizyczne siły z nieregularnie działającego źródła przyczyn, którego niedokładność jest dokładnie zdeterminowana poprzednim źródłem niedokładności?
Jakbym Pana zrozumiał, to może bym się nawet zgodził, ale ten wywód jest zbyt poplątany i enigmatyczny.

>Ja już nie wiem, czy my się przypadkiem nie zgadzamy?
Nie, to nie możliwe, gdyż ja zgadzam się tu tylko z Darwinem i jego kontynuatorami pl.wikipedia.org/wiki/Genetyka_populacyjna i staram się zrelacjonować na podstawie własnej wiedzy ich poglądy.

>Sądzę, że w rzeczywistości to daleka do tego droga ze względu na dysproporcję wiedzy między nami.
A ja zdecydowanie sądzę, iż to zupełnie nie niewielka dysproporcja jest tu przeszkodą tylko cechy charakterologiczne. Oczywiście mogę się mylić, ale takie odnoszę wrażenie.

>Tak naprawdę ja tylko pytam.
Proponuję jednak wracać do tego co się samemu napisało i jakie otrzymało się odpowiedzi. Zamiast wracania i powtarzania w kółko tych samych twierdzeń, bez uwzględnienia (przemyślanego przyjęcia lub odrzucenia) argumentów partnera.

>Proszę odbierać moje posty jako pytania,
Pomimo wyżej wyartykułowanych zastrzeżeń tak odbieram, choć już tracę siły i ochotę.

>pomimo polemicznego - nie bez Pana wpływu - stylu.
Polemiczny - nawet ostry - styl mi nie przeszkadza. Bardzo przeszkadza mi "nieprzemakalność", "kręcenie" i "mataczenie". Intelektualne wywijasy i fikołki, aby pozostać przy tezach nie dających się obronić. Postawa fideistyczna - sprzeczna z otwartością na zmiany wraz postępem naukowej wiedzy. Ja naprawdę spokojnie mogę przyjąć, iż żadne przypadki w mutacjach nie występują, gdy tylko Pan to udowodni.

Pozdra
12-09-2013 19:36 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

Trzytomowy "Słownika języka polskiego" PWN:
Przypadek - «zdarzenie, zjawisko, których się nie da przewidzieć na podstawie znanych praw naukowych i doświadczenia; zdarzenie niespodziewane, zrządzenie losu, zbieg okoliczności, traf».
>"Zdarzenie niespodziewane" oczywiście odsyła do wiedzy obserwatora, więc jest to cecha subiektywna.
>Najistotniejsze słowa to "zbieg okoliczności". Czy my tak samo rozumiemy słowo "zbieg" i słowo "okoliczności" w odniesieniu do materialnego świata przyrody? Może w tej kolejności będzie lepiej: "okoliczności" i ich "zbieg"?
Nie pracowałem przy słownikach, ale pracowałem przy encyklopedii i wiem jak trudno jest redaktorom jest maksymalnie skrótowo oddać sens treści. Słownik językowy to jednak nie słownik definicyjny i jego autorzy nie tyle starają się zdefiniować słowo, co oddać jego sens i dlatego - moim zdaniem - bezsensowne są próby rozbioru tego hasła na czynniki pierwsze.

>Moim zdaniem słowa "zbieg okoliczności" odpowiadają definicji podanej przez Panią prof. Lemańską:
Przypadek jest to wypadkowa działania wielu przyczyn sprawczych nieuporządkowanych względem siebie i niezależnych od siebie nawzajem w swym działaniu. Przypadek nie posiada własnej istotnej przyczyny, której byłby bezpośrednim skutkiem, lecz zakłada wiele przyczyn właściwych, niezwiązanych ze sobą w działaniu.
Bardzo dobrze opisał to obrazowo Dawkins porównując do tasowania kart. (Oczywiście fizycy zaraz stwierdzą, że to się da obliczyć tylko komputera brak, ale ja wielce wątpię - tym bardziej, że znowu tam w mutacjach żadne karty nie są stosowane.)

>czyli - jak to Pani profesor ujęła w skrócie:
> splot niezależnych od siebie okoliczności,
>Gdzie tu jest brak przyczynowości?
A gdzie tu jest przyczynowość?
Zresztą w teorii ewolucji i determinizm i przyczynowość nie tylko występują, ale są bardzo istotnymi warunkami procesu, tylko tyle, że nie są absolutnie zdeterminowane i przerywane są przypadkami. Można powiedzieć, iż przypadek (losowość) jest jednym z determinantów.
Z tekstów (tu prof. Lemańskiej) wyrywa Pan jedno zdanie lub nawet równoważnik zdania aby bronić tez które są nie obrony. Może spróbuje Pan zrozumieć cały kawałek:
Teorie abiogenezy i ewolucji nie są deterministyczne w tym sensie, jak deterministyczna jest mechanika klasyczna. Jednak element przypadkowości spełnia w nich inną rolę niż w mechanice kwantowej, w której przy jej pewnych interpretacjach mamy do czynienia z rozumieniem przypadku jako zdarzenia bez żadnej przyczyny. Przypadek na poziomie zjawisk biologicznych jest raczej identyfikowany ze splotem okoliczności, stanowi źródło nowości i zmienności, na które następnie działają prawidłowości ewolucyjne traktowane jako ograniczenia wyznaczające kierunek przebiegu tego procesu.

Gdyby w przyrodzie nie występowały regularności, uprawianie nauki traciłoby sens. Zarazem nauki przyrodnicze nie mają narzędzi, by stwierdzić, czy przyroda jest, czy nie jest deterministyczna. Charakter samych teorii przyrodniczych nie świadczy o tym, że dana grupa zjawisk rzeczywiście jest zdeterminowana bądź niezdeterminowana. Nauka nie jest w stanie udowodnić, że w przyrodzie są prawidłowości, przyjęcie ich istnienia jest tezą filozoficzną. Zatem z naszej wiedzy o przyrodzie wyłania się niejednoznaczny obraz przyrody. W przyrodzie istnieją prawidłowości, wyznaczające w niej przebieg zjawisk. Jednocześnie charakter prawidłowości dopuszcza zachodzenie procesów o niezwykle złożonym i skomplikowanym przebiegu. Mimo jednak tych problemów i ograniczeń dotyczących obowiązywania zasad determinizmu i przyczynowości, można przyjąć jakąś formę umiarkowanego determinizmu ontologicznego. To założenie wydaje się sensowne, gdyż jeśli nawet w przyrodzie nie panuje ścisły determinizm, to występują w niej prawidłowości, którym podlega szeroka sfera zjawisk.
Na pytanie o pochodzenie prawidłowości przyrody mogą być dwie grupy odpowiedzi:
1. prawidłowości są immanentne w stosunku do przyrody,
2. prawidłowości są narzucone przyrodzie z zewnątrz.
Stanowiska mówiące, że prawidłowości są immanentne, można sprowadzić do stwierdzenia, że po prostu przyroda jest taka, jaka jest, prawidłowości są nieodłącznie związane ze światem przyrody. Nie byłoby przyrody, nie byłoby prawidłowości i odwrotnie: bez prawidłowości nie ma przyrody.

Pani Anna Lemańska jest profesorem na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Fizykiem, matematykiem, teologiem i filozofem, a nie biologiem, ale skoro ją Pan tu ściągnął, to niech Pan całościowo ze zrozumieniem czyta to co ona pisze. To całkiem niegłupi tekst.

>Moim zdaniem tylko w interpretacji kopenhaskiej fizyki kwantowej, co potwierdza Pan Fizyk.
Po pierwsze to powtarza Pan to jak mantrę i wszystkie argumenty, że fizyka kwantowa pasuje tu jak pięść do nosa spływają po Panu jak woda po kaczce. Fideistyczne zaślepienie nigdy nie pozwala nam zrozumieć rzeczywistości.
A pan Fizyk może nie tak całkiem potwierdza: My, racjonaliści, wiemy, że organizmy żywe są wytworem niedoskonałej ewolucji i czasem przypadkowe błędy genetyczne lub rozwojowe prowadzą do ślepoty od urodzenia.

>Przypadek sprawił, że ucięty został mój wczorajszy wpis.
>Najwyraźniej już serwer racjonalisty ma dość tej dyskusji.
Maszyny choć w większości zdeterminowane, to czasem przypadkowo podsuwają nam mądre decyzje.

Ciąg dalszy nastąpi.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>>czyli - jak to Pani profesor ujęła w skrócie:
>> splot niezależnych od siebie okoliczności,
>>Gdzie tu jest brak przyczynowości?
>A gdzie tu jest przyczynowość?
Moim zdaniem, jeżeli istnieje kilka niezależnych od siebie przyczyn kształtujących dane zjawisko, to to jest przyczynowość. Na przykład w toto-lotku każde odbicie jest przyczyną kolejnego odbicia, ale gdyby ustawić dwa bebny losujące obok siebie to mamy systemy niezależne - jeśli wylosowaną kulkę z jednego bębna włożyć do drugiego bębna, to mamy przerwanie jakiegoś tam ciągu przyczynowego w tym drugim bębnie. Tyle, że co z tego, skoro tym samym mamy również nową przyczynę?

>>Moim zdaniem tylko w interpretacji kopenhaskiej fizyki kwantowej, co potwierdza Pan Fizyk.
>Po pierwsze to powtarza Pan to jak mantrę i wszystkie argumenty, że fizyka kwantowa pasuje tu jak pięść do nosa spływają po Panu jak woda po kaczce. Fideistyczne zaślepienie nigdy nie pozwala nam zrozumieć rzeczywistości.
Jak dla mnie przerwania przyczynowości nie może spowodować jakaś - najbardziej nawet przypadkowa (np. nieregularna) - przyczyna fizyczna, gdyż dojdzie tylko do podstawienia przyczyn, ewentualnego zaburzenia systemu i co najwyżej wyjdzie nowy wynik pod wpływem nowej przyczyny. Jeśli przypadek (w sensie wylosowanej kuli) ma być taką przyczyną przerywająca dalszy ciąg zdarzeń - jak w przykładzie z dwoma bębnami losującymi - to właśnie jest to tylko kolejna fizyczna przyczyna powodująca jakiś tam wynik - inny niż spodziewany, ale nadal przyczynowy. Jedyną prawdziwą przerwą jest autentyczna "dziura" w związku przyczynowym, a to - jak na mój gust zapewnia chyba tylko - bardzo przepraszam za ponowne użycie tego słowa - interpetacja kopenhaska. Ponadto, jeśli FK (że już skrócę) wpływa na świat makro, to wówczas mamy szansę na rzeczywisty indeterminizm.

Naprawdę nie chcę się już na temat kłócić (i w ogóle na temat przypadku). Samo istnienie tej interpretacji jest dla mnie wystarczającym dowodem na to, że w przyrodzie jest możliwy indeterminizm i to całkiem możliwe, że mający znaczenie dla przedmiotów o większej skali. Jednak, jeśli wyłączamy FK z rozważań, to nie bardzo widzę szansę dla indeterminizmu. Przypadek - owszem, w sensie zmienności wynikającej z nieregularności, ale indeterminizm poza FK - marnie to widzę.

Rozmawiamy na przykładzie biologii, ale jednak rozmawiamy o całym wszechświecie, gdyż dla mnie jednak istotny jest kontekst sporu - Bóg, czy przypadek, który teraz chyba trochę lepiej rozumiem.

>A pan Fizyk może nie tak całkiem potwierdza: My, racjonaliści, wiemy, że organizmy żywe są wytworem niedoskonałej ewolucji i czasem przypadkowe błędy genetyczne lub rozwojowe prowadzą do ślepoty od urodzenia.
Oczywiście, że przypadkowe - czyli zdeterminowane determinującymi siłami działającymi na początkową nieregularność materii.

>>Przypadek sprawił, że ucięty został mój wczorajszy wpis.
>>Najwyraźniej już serwer racjonalisty ma dość tej dyskusji.
>Maszyny choć w większości zdeterminowane, to czasem przypadkowo podsuwają nam mądre decyzje.
Ja już chyba chętnie zakończę tę rozmowę, gdyż co się nauczyłem, to moje, a więcej już intelektualnie pojąć nie umiem, gdyż brakuje mi wiedzy.
17-09-2013 17:26 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>A gdzie tu jest przyczynowość?
>Moim zdaniem, jeżeli istnieje kilka niezależnych od siebie przyczyn kształtujących dane zjawisko, to to jest przyczynowość.
To ciekawe stanowisko! Moim zdaniem o przyczynowości możemy mówić dopiero, gdy określone przyczyny wywołują określone skutki, niezależnie od ich ilości.

>Na przykład w toto-lotku każde odbicie jest przyczyną kolejnego odbicia,
Naprawdę, a kręcenie bębnem to już można pominąć?

>ale gdyby ustawić dwa bębny losujące obok siebie to mamy systemy niezależne - jeśli wylosowaną kulkę z jednego bębna włożyć do drugiego bębna, to mamy przerwanie jakiegoś tam ciągu przyczynowego w tym drugim bębnie.
A jaki tam był ciąg przyczynowy? "Odbijanka"? Czy "wkładanie""?

>Tyle, że co z tego, skoro tym samym mamy również nową przyczynę?
Można tak długo i namiętnie, a to tylko proste urządzenie "do kręcenia lodów" dla właścicieli patentów na gry.

>Moim zdaniem tylko w interpretacji kopenhaskiej fizyki kwantowej, co potwierdza Pan Fizyk.
>>>>Po pierwsze to powtarza Pan to jak mantrę i wszystkie argumenty, że fizyka kwantowa pasuje tu jak pięść do nosa spływają po Panu jak woda po kaczce. >>>>Fideistyczne zaślepienie nigdy nie pozwala nam zrozumieć rzeczywistości.
>Jak dla mnie przerwania przyczynowości nie może spowodować jakaś - najbardziej nawet przypadkowa (np. nieregularna) - przyczyna fizyczna, gdyż dojdzie tylko do podstawienia przyczyn, ewentualnego zaburzenia systemu i co najwyżej wyjdzie nowy wynik pod wpływem nowej przyczyny. Jeśli przypadek (w sensie wylosowanej kuli) ma być taką przyczyną przerywająca dalszy ciąg zdarzeń - jak w przykładzie z dwoma bębnami losującymi - to właśnie jest to tylko kolejna fizyczna przyczyna powodująca jakiś tam wynik - inny niż spodziewany, ale nadal przyczynowy. Jedyną prawdziwą przerwą jest autentyczna "dziura" w związku przyczynowym, a to - jak na mój gust zapewnia chyba tylko - bardzo przepraszam za ponowne użycie tego słowa - interpetacja kopenhaska. Ponadto, jeśli FK (że już skrócę) wpływa na świat makro, to wówczas mamy szansę na rzeczywisty indeterminizm.
Ło, Boze i długo Pan tak może? I to ma być już po skrótach? Proponuję jednak zrozumieć temat na który ja się tu wypowiadam. Mnie interesuje tylko przypadek w procesach ewolucyjnych, a odwołuję się do przypadku przypadku w mutacjach.

>Naprawdę nie chcę się już na temat kłócić (i w ogóle na temat przypadku). Samo istnienie tej interpretacji jest dla mnie wystarczającym dowodem na to, że w przyrodzie jest możliwy indeterminizm i to całkiem możliwe, że mający znaczenie dla przedmiotów o większej skali. Jednak, jeśli wyłączamy FK z rozważań, to nie bardzo widzę szansę dla indeterminizmu. Przypadek - owszem, w sensie zmienności wynikającej z nieregularności, ale indeterminizm poza FK - marnie to widzę.
Według mojej wiedzy w przyrodzie nie występuje ani determinizm, ani indeterminizm, to stare pojęcia filozoficzne, jeszcze bardzo przydatne, ale jak się zna i rozumie ich ograniczenia w istniejącej obiektywnie rzeczywistości. Podobnie jest z przyczynowością. Słabo znam fizykę teoretyczną, ale jednak gdzieś tam pamiętam wypowiedzi fizyków na temat roli przypadku w tym, że istniejąca rzeczywistość jest właśnie taka jaka jest. Może ktoś to przypomni.

>Rozmawiamy na przykładzie biologii, ale jednak rozmawiamy o całym wszechświecie, gdyż dla mnie jednak istotny jest kontekst sporu - Bóg, czy przypadek, który teraz chyba trochę lepiej rozumiem.
Moja wiedza o wszystkim jest mocno ograniczona i dlatego staram się tu ograniczać zakres swoich wypowiedzi - tak aby zawsze wiedzieć co piszę a nie pisać co wiem.

>>>>A pan Fizyk może nie tak całkiem potwierdza: My, racjonaliści, wiemy, że organizmy żywe są wytworem niedoskonałej ewolucji i czasem przypadkowe błędy genetyczne lub rozwojowe prowadzą do ślepoty od urodzenia.
>Oczywiście, że przypadkowe - czyli zdeterminowane determinującymi siłami działającymi na początkową nieregularność materii.
"Ja cię kręcę w obie ręce" i tak sam Pan to wymyślił, to wprost genialne. Niech Pan po Nobla sięga.

>Przypadek sprawił, że ucięty został mój wczorajszy wpis.
>Najwyraźniej już serwer racjonalisty ma dość tej dyskusji.
>>>>Maszyny choć w większości zdeterminowane, to czasem przypadkowo podsuwają nam mądre decyzje.
>Ja już chyba chętnie zakończę tę rozmowę, gdyż co się nauczyłem, to moje,
Panie Macieju, to naprawdę bardzo mądra decyzja.

>a więcej już intelektualnie pojąć nie umiem, gdyż brakuje mi wiedzy.
Ale tu się z Panem zupełnie nie zgadzam, to nie brak wiedzy (który można uzupełnić) jest przyczyną 'nieprzemakalności' na żadne moje argumenty.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
12-09-2013 19:36 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Oczywiście Pan teraz powie po raz n-ty, że nie chodzi o całkowity brak przyczyn, ale o to, że jedną z przyczyn jest przypadek.
Tak dokładnie powiem, gdyż tak uważam.

>Oczywiście całkowicie się zgadzam,
To bardzo dobrze, a więc o co jeszcze chodzi?

>tyle tylko, że my już przypadek właśnie zdefiniowaliśmy jako "zbieg okoliczności", czyli jako zbieg niezależnych od siebie przyczyn.
Ja nigdy dotychczas przypadku tu nie definiowałem i albo ściągałem rozumienie tego terminu przez innych, albo przystawałem na Pańskie propozycje. W tym wypadku napisałem, iż propozycja prof. Lemańskiej nie budzi moich protestów.

>Przypadek nie oznacza więc braku przyczynowości, a wręcz przeciwnie - oznacza jedynie splot różnych przyczyn.
Nie! Ta koncepcja wykazując rolę przypadku w prawidłowościach różnych przyczyn zdecydowanie przerywa ciąg przyczynowości i o to mi między innym chodzi.

Pan Fizyk:
Bo choć wiem teoretycznie, że moje zachowanie jest zdeterminowane procesami elektrochemicznymi zachodzącymi w moim mózgu, to praktyce nie znam szczegółów tych procesów i zazwyczaj nie jestem w stanie przewidzieć do jakiego zachowania te procesy doprowadzą. Ta nieprzewidywalność daje mi wrażenie wolnej woli - wrażenie istnienia ośrodka niezależnych decyzji. Jednak to wrażenie jest złudne, bo decyzje te są w gruncie rzeczy zdeterminowane - tyle tylko, że przez nieznane czynniki.
Jest to sytuacja zupełnie analogiczna jak przy rzucie kostką: teoretycznie wynik rzutu jest zdeterminowany przez warunki początkowe rzutu, ale praktycznie jest on przypadkowy bo nie znamy i nie kontrolujemy tych warunków

Czytuję pana Fizyka, ale nie przeczytałem nigdzie (może pominąłem) jego jednoznacznej wypowiedzi zaprzeczającej roli przypadku i losowości - na przykład - w mutacjach.

>Pan Jacholek opisał to tak:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,582520#w584719
Podziwiam i jestem pełen szacunku dla wiedzy pana Jacholka na temat fizyki (kilku innych forumowiczów też), ale nie udało mi się przeczytać jego równie głębokich wypowiedzi na temat biologii ewolucyjnej i genetyki.

Nie uznaję uzurpacji fizyków do ich autorytatywnego wypowiadania się na temat zjawisk biologicznych bez poważnego zgłębienia tej problematyki. Pan "Fizyk" przynajmniej się stara ją przeniknąć i wykazuje się tu sporą wiedzą, ale dalibóg nie dotyczy to wszystkich fizyków.

>I w tym kontekście dochodzimy do ciekawego zdania Pani profesor:
Tak zdanie jest ciekawe i wyżej to samo zdanie też zacytowałem:
Teorie abiogenezy i ewolucji nie są deterministyczne w tym sensie, jak deterministyczna jest mechanika klasyczna. Jednak element przypadkowości spełnia w nich inną rolę niż w mechanice kwantowej, w której przy jej pewnych interpretacjach mamy do czynienia z rozumieniem przypadku jako zdarzenia bez żadnej przyczyny.
>Czy biologia ewolucyjna wprowadza jakieś novum do fizyki klasycznej w zakresie determinizmu?
Nie, nie wprowadza żadnego novum do fizyki. Biologia ma swoje własne problemy i nie musi się dodatkowo fizyką zajmować. Zresztą prawa fizyki obowiązują w całym fizycznym świecie, czyli w istniejącej obiektywnie rzeczywistości. Natomiast zupełnie nie zdaje egzaminu głupi ideologiczny redukcjonizm i redukowanie zjawisk do poziomu, do którego ich zredukować nie można.

>Czy jest trzecia droga pomiędzy determinizmem i indeterminizmem (istnieniem przyczyn albo brakiem przyczyn)?
Znowu to tylko ideologiczne (filozoficzne) założenia, a najważniejszą jest praktyka. Obserwacje świata nie potwierdzają absolutyzmu determinizmu, odwrotnie można zauważyć "determinizm przerywany" przypadkami.

>Wydawało mi się, że biologia bazuje na chemii i na fizyce, i że w tym zakresie akcji i reakcji nie powinno się wiele zmienić, ale całkiem możliwe, że nic z tego nie rozumiem.
Tak, fizyka i chemia w biologii jest ogromnie ważną, ale wiedza biologiczna dokonała w ostatnich kilkudziesięciu latach ogromny krok do przodu i nie można a nawet głupotą jest redukowanie procesów biologicznych do procesów fizycznych i chemicznych. To jest to, ale jednocześnie jest to coś znacznie więcej.

>Dlatego pytam, gdyż samo wskazanie na "przypadek" - samo użycie tego słowa - nawet przez najsłynniejszych naukowców nie wyjaśnia jeszcze, co ono ma znaczyć.
Czy nie wyjaśnia? To o czym Pan przez tyle postów mówi? Czy ten termin jest precyzyjnie od strony nauki zdefiniowany? Nie, nie jest! Ja w każdym razie takiej definicji nie znalazłem. Sam rozumiem przypadek jako zdarzenie o nieznanej przyczynie, ta nieznajomość może wynikać bądź ze zbytniej złożoności, bądź z ograniczonych możliwości poznawczych człowieka, bądź wreszcie z samej natury rzeczy, która może być rozumiana naturalistycznie jako prawidłowość przyrody, bądź metafizycznie, jako oddziaływanie czegoś, co oddziałuje, lecz nie podlega żadnym prawom (np. Boga).
Oczywiście ja rozumiem tu przypadek naturalistycznie jako prawidłowość przyrody wynikającą z samej natury rzeczy (złożoności struktur i zjawisk biologicznych)

>Rozumiem, że oni wiedzą i że Pan wie. Mi na razie odpowiada rozumienie go jako "zbieg okoliczności", ale pewnie znów coś naknociłem.
Nie wiem czy wiem? Tak mi się wydaje, a wyżej już napisałem:
Panie Macieju, to forum racjonalistyczne, a w racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. Tu trzeba myśleć samodzielnie, a wybór należy zawsze do Pana.

Pozdrawiam serdecznie

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>. Sam rozumiem przypadek jako zdarzenie o nieznanej przyczynie, ta nieznajomość może wynikać bądź ze zbytniej złożoności, bądź z ograniczonych możliwości poznawczych człowieka, bądź wreszcie z samej natury rzeczy, która może być rozumiana naturalistycznie jako prawidłowość przyrody, bądź metafizycznie, jako oddziaływanie czegoś, co oddziałuje, lecz nie podlega żadnym prawom (np. Boga).
Całkowicie się zgadzam i od początku dyskusji właśnie twierdziłem, że przypadek to nieznajomość.
(Wynika z natury rzeczy - to znaczy człowieka, który nie zna wszystkiego - ale stosuje jednak z powodzeniem metodę indukcji - z prostych doświadczeń z dwoma kulkami wywodzi wnioski co do 49 kulek, ale ale - rzeczywyście może też wynikać z samej natury całej materii - tzn. napewno jako skutek nieregularności prowadzący do nowych nieregularności oraz - ewentualnie - jako całkowity brak przyczyn, ale to chyba nie bezpośrednio w biologii)

>Oczywiście ja rozumiem tu przypadek naturalistycznie jako prawidłowość przyrody wynikającą z samej natury rzeczy (złożoności struktur i zjawisk biologicznych)
To jest dla mnie pewne novum, które chętnie akceptuję, gdyż chyba trochę je zrozumiałem. Dziękuję za to!

Bardzo serdecznie pozdrawiam!
17-09-2013 17:26 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Sam rozumiem przypadek jako zdarzenie o nieznanej przyczynie, ta nieznajomość może wynikać bądź ze zbytniej złożoności, bądź z ograniczonych możliwości poznawczych człowieka, bądź wreszcie z samej natury rzeczy, która może być rozumiana naturalistycznie jako prawidłowość przyrody, bądź metafizycznie, jako oddziaływanie czegoś, co oddziałuje, lecz nie podlega żadnym prawom (np. Boga).
>Całkowicie się zgadzam i od początku dyskusji właśnie twierdziłem, że przypadek to nieznajomość.
Bzdura! Widać ma Pan sadystyczne skłonności i wprost uwielbia kastrować wypowiedzi innych.
Starając się samemu zdefiniować "przypadek" musiałem wziąć pod uwagę różne aspekty rozumienia tego słowa, ale wiedząc, iż mam do czynienia z Panem specjalnie podkreśliłem, to rozumienie, o które mi chodzi i do którego się tu odnoszę. Jak widać nawet to nie pomogło.

>(Wynika z natury rzeczy - to znaczy człowieka, który nie zna wszystkiego
Bzdura! "Natura rzeczy" jest synonimem obiektywnie istniejącej rzeczywistości i do natury i wiedzy człowieka ma się nijak. Jest zupełnie niezależną od poznającego ją podmiotu.

> - ale stosuje jednak z powodzeniem metodę indukcji - z prostych doświadczeń z dwoma kulkami wywodzi wnioski co do 49 kulek, ale ale - rzeczywyście może też wynikać z samej natury całej materii - tzn. napewno jako skutek nieregularności prowadzący do nowych nieregularności oraz - ewentualnie - jako całkowity brak przyczyn, ale to chyba nie bezpośrednio w biologii)
Człowiek w zależności od swojego intelektu i umiejętności może stosować sobie różne metody i różnie je tłumaczyć, ale "natura rzeczy" te interpretacje ma w wielkim poważaniu i dlatego ważniejsze są stwierdzone fakty od ich interpretacji.

>>>>Oczywiście ja rozumiem tu przypadek naturalistycznie jako prawidłowość przyrody wynikającą z samej natury rzeczy (złożoności struktur i zjawisk biologicznych)
>To jest dla mnie pewne novum, które chętnie akceptuję, gdyż chyba trochę je zrozumiałem.
Powtarzam to od kilku miesięcy na przeróżne sposoby i aż mi się nie chce wierzyć, iż Pan to nareszcie zrozumiał i akceptuje, ale jak mówią niektórzy cuda zdarzają się.

Serdecznie pozdrawiam!

@@@
.
23-09-2013 14:31 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Sam rozumiem przypadek jako zdarzenie o nieznanej przyczynie, ta nieznajomość może wynikać bądź ze zbytniej złożoności, bądź z ograniczonych możliwości poznawczych człowieka, bądź wreszcie z samej natury rzeczy, która może być rozumiana naturalistycznie jako prawidłowość przyrody, bądź metafizycznie, jako oddziaływanie czegoś, co oddziałuje, lecz nie podlega żadnym prawom (np. Boga).
>>Całkowicie się zgadzam i od początku dyskusji właśnie twierdziłem, że przypadek to nieznajomość.Bzdura! Widać ma Pan sadystyczne skłonności i wprost uwielbia kastrować wypowiedzi innych.
Czy logika ma coś wspólnego z sadyzmem? Ja najwyraźniej nie potrafię czytać ze zrozumieniem.

Definiując "przypadek" stwierdził Pan, że jest to zdarzenie o nieznanej przyczynie, a następnie wskazał Pan skąd ta nieznajomość wynika. Moim zdaniem bez podmiotu poznającego rzeczywistość nie można mówić o żadnej nieznajomości (ani o znajomości), ani o jej przyczynach. Mnie interesuje czym jest przypadek w przyrodzie niezależnie od poznającego ją podmiotu (nawet gdyby taki podmiot nie istniał).

Jednocześnie, jeśli skupimy się na podkreślonych przez Pana wyrażeniach "z samej natury rzeczy, która może być rozumiana naturalistycznie jako prawidłowość przyrody", to zupełnie nie rozumiem czym przypadek ma się różnić od nieprzypadku. Moim zdaniem zupełnie wszystko wynika z samej natury rzeczy rozumianej naturalistycznie i wszystko wynika z różnych prawidłowości przyrody - zarówno przypadek, jak i nieprzypadek, tak więc jedynym elementem odróżniającym te dwie kategorie w pana definicji jest wskazana przez Pana nieznajomość.

Idzie Pan tu chyba dalej niż ja, gdyż ja sądzę że przypadek różni się od nieprzypadku nie tylko nieznajomością, ale ponadto, niezależnie od poznającego podmiotu istniejącą i immanetną dla materii nieregularnością. To dzięki tej nieregularności (np. asymetryczności) w ogóle mógł powstać wszechświat. Gdyby materia była symetryczna, wówczas natychmiast przyciągnęłyby się równe masy i kształty nic by z tego nie powstało.

Natomiast dzięki temu, że materia jest nieregularna, to regularnie działające na nią oddziaływania fizyczne doprowadziły do powstania nowości - galaktyk, słońc, planet, w tym rownież ziemi i dalej do zaistnienia na niej życia. Tu wkraczamy w przedmiot Pańskich zainteresowań. Wedle mej wiedzy wszelkie formy biologiczne równiez powstały wskutek regularnych oddziaływań (ujmowanych jako prawa fizyczno-chemiczne) na nieregularne struktury materialne, co w dalszej ewolucji powodowało wciąż nowe skutki, przeradzając się w procesy biologiczne.

W procesach biologicznych również możemy wyróżnić stałe prawidłowości (jak np. proces kopiowania DNA) oraz nieregularności struktur biologicznych, które umożliwiają powstawanie "błędów" (np. przy kopiowaniu), w związku z czym jedno z drugim prowadzi do powstawania nowości.

Jednak mało się na tym znam i w przyszłości zamierzam więcej pytać (w osobnych wątkach), niż się spierać.

>>To jest dla mnie pewne novum, które chętnie akceptuję, gdyż chyba trochę je zrozumiałem.
>Powtarzam to od kilku miesięcy na przeróżne sposoby i aż mi się nie chce wierzyć, iż Pan to nareszcie zrozumiał i akceptuje, ale jak mówią niektórzy cuda zdarzają się.
Myślę, że cuda się jednak nie zdarzają. Bardzo mnie Pan zainspirował, ale chyba nie do końca jestem w stanie intelektualnie pojąć wszystkiego, co Pan napisał w tym temacie. Niektore Pańskie sformułowania ocierały się dla mnie o wiarę w krasnoludki, ale to pewnie moja błędna interpretacja.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na tym tle - pamiętając wszak o niemieszaniu nauk - warto może przypomniec rozumienie "losu" w tragedii greckiej...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
5 dni temu w wieku 93 lat zmarł Marcel Reich Ranicki, papież niemieckiej krytyki literackiej. W jednym z ostatnich wywiadów wspominał czas wojny, ucieczkę z getta i pomoc polskiego małżeństwa Geni i Bolka Gawinów, którzy udzielili jemu i jego żonie schronienia. Wspomniał słowa Gawina (cytuję z pamięci): "Hitler - najmocniejszy człowiek w Europie zaplanował, że umrzecie, a ja - mały, nieważny człowieczek - postanowiłem, że będziecie żyć. I zobaczymy kto będzie miał rację".
Podsumowując ów okres Reich Ranicki stwierdził, że istnieje tylko jedno wytłumaczenie, dlaczego przeżył. Wskazał, że wytłumaczeniem tym jest ... przypadek.

Kiedyś, gdy na spotkaniu z publicznością, na sali pod szklanym dachem omawiał jedną z książek Martina Walsera, nagle zaczęło grzmić. Reich Ranicki - zdeklarowany ateista - uniósł recę i spogladając do góry rzekł: "no chyba mozna jeszcze krytykować Walsera?"

I tak zbiegły mi się tu dwa wątki, w których ostatnio miałem przyjemność się z Panem spierać.

Planuję przerwę od tych sporów, ale zupełnie nie jestem w stanie przewidzieć, jakie przypadki ześle mi los.

Pozdrawiam serdecznie
23-09-2013 16:45 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Sam rozumiem przypadek jako zdarzenie o nieznanej przyczynie, ta nieznajomość może wynikać bądź ze zbytniej złożoności, bądź z ograniczonych możliwości poznawczych człowieka, bądź wreszcie z samej natury rzeczy, która może być rozumiana naturalistycznie jako prawidłowość przyrody, bądź metafizycznie, jako oddziaływanie czegoś, co oddziałuje, lecz nie podlega żadnym prawom (np. Boga).
>Całkowicie się zgadzam i od początku dyskusji właśnie twierdziłem, że przypadek to nieznajomość.
Bzdura! Widać ma Pan sadystyczne skłonności i wprost uwielbia kastrować wypowiedzi innych.
Starając się samemu zdefiniować "przypadek" musiałem wziąć pod uwagę różne aspekty rozumienia tego słowa, ale wiedząc, iż mam do czynienia z Panem specjalnie podkreśliłem, to rozumienie, o które mi chodzi i do którego się tu odnoszę. Jak widać nawet to nie pomogło.

>Czy logika ma coś wspólnego z sadyzmem?
Zdecydowanie mieć nie musi, choć czasem może, gdyż logika wszędzie się wciska, ale niektórym pomimo tego udaje się być a lub nawet nielogicznym. Pan uważa też wycięcie kawałka z mojej wypowiedzi (kastracja) była zgodna z logiką? Gratuluję zrozumienia logiki!

>Ja najwyraźniej nie potrafię czytać ze zrozumieniem.
Może i tak, choć moim zdaniem świadomie wyciął Pan to co Panu odpowiadało, pomijając resztę i sens całości.

>Definiując "przypadek" stwierdził Pan, że jest to zdarzenie o nieznanej przyczynie, a następnie wskazał Pan skąd ta nieznajomość wynika. Moim zdaniem bez podmiotu poznającego rzeczywistość nie można mówić o żadnej nieznajomości (ani o znajomości), ani o jej przyczynach.
To ja podjąłem próbę zdefiniowania "przypadku" i jest tu zawarte moje a nie Pańskie zdanie, a ono jest wyraźne:
bądź wreszcie z samej natury rzeczy, która może być rozumiana naturalistycznie jako prawidłowość przyrody, bądź metafizycznie, jako oddziaływanie czegoś, co oddziałuje, lecz nie podlega żadnym prawom (np. Boga). Koncepcja "istniejącej obiektywnie rzeczywistości" polega właśnie na tym, że istnieje wraz z prawidłowościami niezależnie od obserwatora. Pisałem o tym już wielokrotnie.

>Mnie interesuje czym jest przypadek w przyrodzie niezależnie od poznającego ją podmiotu (nawet gdyby taki podmiot nie istniał).
Ja tylko o takim "przypadku" piszę. W biologii ewolucyjnej tylko taki bierze się pod uwagę. To Pan kręci i wyciąga tu przypadki np. z fizyki kwantowej.

>Jednocześnie, jeśli skupimy się na podkreślonych przez Pana wyrażeniach "z samej natury rzeczy, która może być rozumiana naturalistycznie jako prawidłowość przyrody", to zupełnie nie rozumiem czym przypadek ma się różnić od nieprzypadku.
Tyle że Panie Macieju, to już nie mój problem. Nie wszyscy mogą wszystko zrozumieć. Jedni dlatego, że nie chcą inni dlatego, iż nie mogą. Mogę tylko Panu współczuć, ale to chyba nie o to chodzi.

>W procesach biologicznych również możemy wyróżnić stałe prawidłowości (jak np. proces kopiowania DNA) oraz nieregularności struktur biologicznych, które umożliwiają powstawanie "błędów" (np. przy kopiowaniu), w związku z czym jedno z drugim prowadzi do powstawania nowości.
"Błędy" tak - "przypadki" nie! Oj pieprzy się Panu, Panie Macieju na okrągło.
Daj Pan sobie (a przynajmniej mnie) już tym spokój.

>>>>Powtarzam to od kilku miesięcy na przeróżne sposoby i aż mi się nie chce wierzyć, iż Pan to nareszcie zrozumiał i akceptuje, ale jak mówią niektórzy cuda zdarzają się.
>Myślę, że cuda się jednak nie zdarzają. Bardzo mnie Pan zainspirował, ale chyba nie do końca jestem w stanie intelektualnie pojąć wszystkiego, co Pan napisał w tym temacie. Niektóre Pańskie sformułowania ocierały się dla mnie o wiarę w krasnoludki, ale to pewnie moja błędna interpretacja.
Już wyżej zaproponowałem Panu lekturę fizyka teoretyka - Dr Anny Ochab-Marcinek z Instytutu Chemii Fizycznej Polskiej Akademii Nauk Podałem Panu też link do p. "Biosławka" reprezentującego wszystkich kreacjonistycznych wrogów "przypadku". Może Pan sobie wybierać. Zresztą wystarczy wbić "przypadek" w wyszukiwarkę aby znaleźć setki argumentów odsądzających od czci i wiary znienawidzony przez różnych religiantów termin "przypadek". Niech Pan włoży w to choć odrobinę własnego wysiłku intelektualnego. Wytłumaczenie Panu czym jest przypadek w przyrodzie znacznie przekracza moje możliwości.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
25-09-2013 01:36 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Jednocześnie, jeśli skupimy się na podkreślonych przez Pana wyrażeniach "z samej natury rzeczy, która może być rozumiana naturalistycznie jako prawidłowość przyrody", to zupełnie nie rozumiem czym przypadek ma się różnić od nieprzypadku.
>Tyle że Panie Macieju, to już nie mój problem.
A to szkoda, gdyż to jest mój problem i myślałem, że o tym rozmawiamy. O przypadku występującym w przyrodzie zupełnie obiektywnie, to znaczy niezależnie od wiedzy lub możliwości rachunkowych obserwatora.
Sądzę, że w ogóle wszystkie elementy całej rzeczywistości - i przypadkowe i nieprzypadkowe - wynikają właśnie z "samej natury rzeczy rozumianej naturalistycznie jako prawidłowość przyrody". Określenie przypadku jako prawidłowości przyrody nic więc tu nie daje, gdyż nie wyjaśnia czym różni się przypadek od innych zjawisk, a zwłaszcza od nieprzypadku.

>>W procesach biologicznych również możemy wyróżnić stałe prawidłowości (jak np. proces kopiowania DNA) oraz nieregularności struktur biologicznych, które umożliwiają powstawanie "błędów" (np. przy kopiowaniu), w związku z czym jedno z drugim prowadzi do powstawania nowości.
>"Błędy" tak - "przypadki" nie! Oj pieprzy się Panu, Panie Macieju na okrągło.
Oskarża mnie Pan o kastrowanie, a sam przyprawia mi Pan tezy, których nie wypowiadam. Te "błędy" to są właśnie przypadki. Nigdzie nie napisałem, że nie istnieją. Tyle tylko, że wynikają w sposób przyczynowo-skutkowy (nawet jeśli nieprzewidywalny - co jest tu nieistotne) z ruchów generatora przypadków, jakim jest w omawianym przypadku DNA. Zasada podobna jak przy rzucie monetą, gdzie generatorem przypadków jest ręka przy każdym wyrzucie nieco inaczej determinująca siłę wyrzutu i jego wynik.

>Daj Pan sobie (a przynajmniej mnie) już tym spokój.
Proponuję włączyć opcję wygaszania moich wpisów, wówczas będzie miał Pan spokój.

>Już wyżej zaproponowałem Panu lekturę fizyka teoretyka - Dr Anny Ochab-Marcinek z Instytutu Chemii Fizycznej Polskiej Akademii Nauk
Bardzo ciekawy artykuł, wcześniej nie chciał mi się otworzyć. Dziękuję! Nie wszystko rozumiem i w przyszłości chętnie dopytam o szczegóły w osobnym wątku.

>Podałem Panu też link do p. "Biosławka" reprezentującego wszystkich kreacjonistycznych wrogów "przypadku". Może Pan sobie wybierać. Zresztą wystarczy wbić "przypadek" w wyszukiwarkę aby znaleźć setki argumentów odsądzających od czci i wiary znienawidzony przez różnych religiantów termin "przypadek".
W kontekście nauki w ogóle mnie nie interesuje, co sądzą na temat przypadku kreacjoniści. Z tego, co mniej więcej się orientuję, to podnoszą, że człowiek powstał nieprzypadkowo, a poprzez celowe działanie Boga. Tu oczywiście się z nimi nie zgadzam, ponieważ nie ma najmniejszych przesłanek na istnienie jakiegoś boskiego celu. Człowiek wraz z całym życiem powstał w wyniku ewolucji. Ponieważ potrafimy już przyczynowo-skutkowo wyjaśnić sposób powstania człowieka, a także istnieją spójne, przyczynowo-skutkowe hipotezy powstania życia na ziemi, a ponadto mamy rownież przyczynowo-skutkowe wyjaśnienia powstawania ziemi, innych planet, słońca i wcześniejszych etapów rozwoju wszechświata, to właśnie dlatego nie tylko nie ma konieczności, ale wręcz nie ma możliwości wepchnięcia tu gdzieś jakiegoś Boga ingerującego w świat.

Jednocześnie wcale nie oznacza to, że wszystko musi być przyczynowo-skutkowe. Istnieje możliwość rozumienia (interpretacji) niektórych doświadczeń fizycznych całkowicie indeterministycznie (bez istnienia jakichkolwiek przyczyn), ale tu również nie ma konieczności dorabiania jakiegokolwiek Boga, co wynika ze sceptycyzmu poznawczego.

>Oj pieprzy się Panu, Panie Macieju na okrągło.
Dobrze, że Panu się nic nie pieprzy:
W Pańskich wpisach przypadek był już zarówno przyczyną, jak i skutkiem (wylosowaną bilą), był prawidłowością przyrody, a jednoczesnie językowym uogólnieniem, był również nieznajomością istniejącą w naturze nawet bez poznającego świat podmiotu.

Gdy pytałem, czy przypadek oznacza brak przyczyn, odpowiadał Pan, że oczywiście, że istnieją przyczyny, ale że przypadek jest jedną z nich. Pytanie, czy ten przypadek stanowiący przyczynę ma przyczyny? Rozumiem, że znów ma, ale znów jedną z nich jest przypadek. Idąc tym tropem, każdy kolejny przypadek w łańcuchu przyczyn będzie miał przyczyny, a jedną z nich będzie przypadek, którego jedną z przyczyn jest przypadek. Tym sposobem pytając za każdym razem o kolejne przyczyny zjawisk jedną z nich będzie przypadek, tyle że ostatecznie albo zejdziemy w wyjaśnieniach do coraz mniejszej skali - aż do subatomowej, albo cofniemy się w przeszłość aż do wielkiego wybuchu zupełnie nie wiedząc czym był przypadek, poza tym, że zawsze był jedną z przyczyn.

CDN
26-09-2013 16:40 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Jednocześnie, jeśli skupimy się na podkreślonych przez Pana wyrażeniach "z samej natury rzeczy, która może być rozumiana naturalistycznie jako prawidłowość przyrody", to zupełnie nie rozumiem czym przypadek ma się różnić od nieprzypadku.
Tyle że Panie Macieju, to już nie mój problem.
>A to szkoda, gdyż to jest mój problem i myślałem, że o tym rozmawiamy.
Starałem się przez kilka miesięcy, przedstawiłem Panu moje poglądy na ten temat w przeróżnych aspektach odwołując się przy tym do różnych autorytetów z komunikatywnymi ich cytatami, ale okazało się, że przekracza to moje możliwości.
Cóż mogę więcej uczynić. Profesor Ja Widacki napisał:
Przed wielu laty miałem zaprzyjaźnionego gazdę z Murzasichla. Gdy Amerykanie wylądowali na Księżycu, nie uwierzył w to. Twardo stał przy swoim, dziwiąc się mojej naiwności, że tak łatwo dałem wiarę amerykańskiej propagandzie, której on nie uległ. Na początku próbowałem go przekonać, że jednak wylądowali. Nie tylko tym bardziej umacniało to gazdę w jego przekonaniu, ale też z coraz większą pogardą patrzył na mnie i moją naiwność. Tylko zaniechanie tego sporu uratowało naszą przyjaźń.
O przypadku występującym w przyrodzie zupełnie obiektywnie, to znaczy niezależnie od wiedzy lub możliwości rachunkowych obserwatora.
>Sądzę, że w ogóle wszystkie elementy całej rzeczywistości - i przypadkowe i nieprzypadkowe - wynikają właśnie z "samej natury rzeczy rozumianej naturalistycznie jako prawidłowość przyrody". Określenie przypadku jako prawidłowości przyrody nic więc tu nie daje, gdyż nie wyjaśnia czym różni się przypadek od innych zjawisk, a zwłaszcza od nieprzypadku.
Pan Maceox:
W procesach biologicznych również możemy wyróżnić stałe prawidłowości (jak np. proces kopiowania DNA) oraz nieregularności struktur biologicznych, które umożliwiają powstawanie "błędów" (np. przy kopiowaniu), w związku z czym jedno z drugim prowadzi do powstawania nowości.

>>>>"Błędy" tak - "przypadki" nie! Oj pieprzy się Panu, Panie Macieju na okrągło.
>Oskarża mnie Pan o kastrowanie, a sam przyprawia mi Pan tezy, których nie wypowiadam. Te "błędy" to są właśnie przypadki.
Jak, mogę Pana kastrować, gdy przytaczam właśnie dokładnie cały Pański wywód?
Jeżeli "błędy" to "przypadki", to po co wprowadzać termin "błędy"? Czy wtedy łatwiej kręcić? Nie proszę Pana, "błędy" to nie są "przypadki". Błędy to patologie, a przypadki to zróżnicowanie.

>Nigdzie nie napisałem, że nie istnieją.
Co nie nie istnieje - błędy czy przypadki?

>Tyle tylko, że wynikają w sposób przyczynowo-skutkowy (nawet jeśli nieprzewidywalny - co jest tu nieistotne) z ruchów generatora przypadków, jakim jest w omawianym przypadku DNA.
Czy poza czytaniem samego siebie czyta Pan też co ja piszę? Jeżeli tak, to dlaczego nie bierze Pan tego pod uwagę. Tak, cały czas twierdzę, że "przypadek" jest jedną z przyczyn i istnienie obserwatora nie ma w tym żadnego znaczenia. A Pan o czym mówi?

>>>>Podałem Panu też link do p. "Biosławka" reprezentującego wszystkich kreacjonistycznych wrogów "przypadku". Może Pan sobie wybierać. Zresztą wystarczy wbić "przypadek" w wyszukiwarkę aby znaleźć setki argumentów odsądzających od czci i wiary znienawidzony przez różnych religiantów termin "przypadek".
>W kontekście nauki w ogóle mnie nie interesuje, co sądzą na temat przypadku kreacjoniści.
To inaczej niż mnie. Uważam, że nie wszyscy są idiotami i ich poszukiwania "dziury w całym" bywa czasem inspirujące.

>Z tego, co mniej więcej się orientuję, to podnoszą, że człowiek powstał nieprzypadkowo, a poprzez celowe działanie Boga.
Mają różne poglądy. Niektórzy uważają i Bóg jest panem przypadku.

>Tu oczywiście się z nimi nie zgadzam, ponieważ nie ma najmniejszych przesłanek na istnienie jakiegoś boskiego celu.
A jakich Pan oczekuje przesłanek? Pierwszy kopniak Panu nie wystarcza? A dalej to już każda przyczyna rodzi skutek.

>Człowiek wraz z całym życiem powstał w wyniku ewolucji.
Jakiej ewolucji? Co Pan rozumie przez ten proces?
www.google(*)Zg22dqug&bvm=bv.53077864,d.Yms
www.google(*)UU7QkMMQ&bvm=bv.53077864,d.Yms

>Ponieważ potrafimy już przyczynowo-skutkowo wyjaśnić sposób powstania człowieka,
Kto i gdzie potrafi? Jacyś uczeni czy Pan? Proszę podać źródła, chętnie się z nimi zapoznam, gdyż pierwszy raz z taką tezą się spotkałem.

>a także istnieją spójne, przyczynowo-skutkowe hipotezy powstania życia na ziemi, a ponadto mamy również przyczynowo-skutkowe wyjaśnienia powstawania ziemi, innych planet, słońca i wcześniejszych etapów rozwoju wszechświata,
Tak, jak wyżej? Czy słyszał Pan, iż ewolucja jest "niekierunkowa" i co to dla Pana znaczy?

>to właśnie dlatego nie tylko nie ma konieczności, ale wręcz nie ma możliwości wepchnięcia tu gdzieś jakiegoś Boga ingerującego w świat.
A dlaczego? Dlatego, że Pan tak twierdzi? I mamy to przyjąć na wiarę?
Gdyby nauka potwierdziła absolutność procesu "pana Parysa", to istnienie Boga jest jego logiczną konsekwencją. Proszę sobie poczytać dyskusje z tym forumowiczem.

>Jednocześnie wcale nie oznacza to, że wszystko musi być przyczynowo-skutkowe.
Jeżeli coś nie jest wpisane w konieczność przypadkowo-skutkową, to co jest przyczyną tego skutku? Dla mnie właśnie przypadek, a Pan, jak będzie to nazywał. Listę pokrętnych terminów można ułożyć długą. Tylko, poza kręceniem, nic z niej nie wyniknie.

CDN

@@@.
01-10-2013 14:25 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Przed wielu laty miałem zaprzyjaźnionego gazdę z Murzasichla. Gdy Amerykanie wylądowali na Księżycu, nie uwierzył w to. Twardo stał przy swoim, dziwiąc się mojej naiwności, że tak łatwo dałem wiarę amerykańskiej propagandzie, której on nie uległ. Na początku próbowałem go przekonać, że jednak wylądowali. Nie tylko tym bardziej umacniało to gazdę w jego przekonaniu, ale też z coraz większą pogardą patrzył na mnie i moją naiwność. Tylko zaniechanie tego sporu uratowało naszą przyjaźń.
To dobrze, że są jeszcze mądrzy ludzie, którzy opowiadają mądre historie. Jeśli porównać ten dialog do naszej rozmowy, to ja przyjmuję rolę gazdy z Murzasichla z pokorą i należną mu godnością, i to nie tylko ze względów bliskości geograficznej. Muszę jednak stwierdzić, że dużo mi jeszcze brakuje do jego sceptycyzmu.

Prof. Korzeniewski, "Trzy ewolucje", s. 92:
Pod nieobecność ludzkiego intelektu telewizor nie mógłby powstać spontanicznie, jako że nic w przyrodzie nie jest w stanie "zaplanować" jego funkcjonalnych części składowych - nie są one w żaden sposób konieczne, jako że nie stanowią prostej konsekwencji praw fizykochemicznych.
Natomiast budowa i właściwości rozmaitych związków organicznych są zdeterminowane przez prawa fizykochemiczne (np. mechanikę kwantową określającą kształt orbitali atomowych i cząsteczkowych), warunkujące specyficzne własności ich molekuł. Związki te mogą zatem powstać (i powstają) bez udziału rozumu. Organizmy żywe, będące złożonymi aglomeratami związków organicznych, niejako "same" zaprojektowały swoją złożoną strukturę i funkcję w procesie ewolucji biologicznej. Było to możliwe, ponieważ ewolucja biologiczna była w stanie "wystartować" od stosunkowo prostych zespołów tych związków wytworzonych spontanicznie przez siły fizyczne i chemiczne.


Pan widzi w pewnym zakresie (rozumienia przypadku) zbieżność moich poglądów z kreacjonistami.
Mi się wydaje, że zasadniczo kreacjoniści twierdzą, że życie (w tym na przykład zwłaszcza człowiek) nie mogło powstać przypadkowo w tym sensie, że nie może ono być wyłącznie skutkiem oddziaływujących między sobą związków chemicznych. Uważają, że konieczny był jakiś inteligentny plan (cel) - jak w przypadku zaprojektowanego przez człowieka telewizora. Tymczasem...

>>Człowiek wraz z całym życiem powstał w wyniku ewolucji.
>Jakiej ewolucji? Co Pan rozumie przez ten proces?

...sądzę, że życie powstało i rozwijało się bez żadnego z góry ustalonego celu (co z naukowego punktu widzenia byłoby nonsensem). Powstało jako konsekwencja praw fizykochemicznych, prowadzących później, w organizmach biologicznych do powstawania mutacji. Owe mutacje prowadziły do powstania nowych cech organizmów, spośród których niektóre - korzystne dla dostosowania organizmu do środkowska utrwalaly się na zasadzie doboru naturalnego.

Mutacje są przypadkowe z tego względu, że działają na zasadzie procesów losowych (dla których najprostszym przykładem jest rzut monetą), co stanowi żródło zmienności. Są one także przypadkowe z tego względu, że powstają niezależnie od presji selekcyjnej. Presja selekcyjna działa dopiero na organizmy dysponujace danymi cechami, które powstały wcześniej wskutek mutacji.

Przypadkowość oznacza tu ostatecznie brak celu, jednak nie oznacza braku przyczyn, które pierwotnie (zarówno dla mutacji, jak i dla życia w ogóle) leżą właśnie w prawach fizykochemicznych (wplecionych w struktury i procesy biologiczne). Sądzę, że brak przyczyn pojawia się dopiero ewentualnie na poziomie fizyki kwantowej.

W związku z tym wydaje mi się, że jakoś jestem w stanie pojąć sformułowania Pana Fizyka:

maceox:
I czy jeżeli może się wedrzeć do biologii jakiś obiektywnie występujący brak zdeterminowania, to tylko i wyłącznie jako konsekwencja zjawisk fizyki kwantowej w interpetacji kopenhaskiej?

Pan Fizyk:
Chyba tak, choć nie jestem pewien czy w Wielkim Wybuchu nie mógłby mieć miejsce jeszcze inny rodzaj indeterminizmu.

maceox:
Czy jeżeli przyjmiemy deterministyczną interpetację de Broglie'a-Bohma, to wówczas wszystko w naszym wszechświecie jest całkowicie zdeterminowane od wielkiego wybuchu?

Pan Fizyk:
Tak, to jest poprawna interpretacja. I ta dowolność interpretacji skłania mnie do poglądu, że determinizm lub jego brak nie jest obiektywną cechą świata, lecz jedynie naszym sposobem porządkowania sobie wiedzy o nim.


I wydaje mi się to tylko konsekwentne, ale tak jak już powiedziałem - całkiem możliwe, że brakuje mi sceptycyzmu bacy z Murzasichla.

>Takie też mam wrażenie, iż Pańskie spekulacje intelektualne przekraczają Pańską wiedzę, ale ponieważ moje kompetencje w fizyce są niżej niż średnie, to prawdopodobnie się mylę.
Nie, nie myli się Pan. Wydaje mi się, że rozumiem naukowców tylko na tyle, na ile pozwalają mi moje zdolności intelektualne i posiadana wiedza, ale staram się, by to moje rozumienie było spójne (nigdzie też nie podnosiłem absolutności przyczynowości - natomiast jak dotąd nie spotkałem się z naukowo ugruntowanym poglądem, który doptrywałby się jej przerwania poza fizyką kwantową).

w komórce, rządzi przypadek. Gdy spojrzymy na komórkę w takim powiększeniu, widzimy losowe ruchy molekuł, które muszą się przypadkiem spotkać, by doszło do reakcji chemicznej.(...) Anna Ochab-Marcinek
Oczywiście akceptuję ten opis. Natomiast ciekawi mnie na jakim poziomie fizyczno-chemicznego wyjaśnienia tu się znajdujemy i czy dla tych ruchów molekuł nie ma już żadnych przyczyn, ale chciałbym już o to zapytać w osobnym wątku.

Czy moja definicja przypadku jest niepełna:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,570249#w574040
?
Nie chcę już zamęczać Pana dalszą rozmową na ten temat. To mój ostatni wpis kierowany tu bezpośrednio do Pana (przynajmniej przez jakiś czas).
Pozdrawiam serdecznie
01-10-2013 15:12 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie chcę już zamęczać Pana dalszą rozmową na ten temat. To mój ostatni wpis kierowany tu bezpośrednio do Pana (przynajmniej przez jakiś czas).
Mam zwyczaj dokładnego czytania wraz ze staraniem się jak najlepszego zrozumienia wszystkich tekstów, do których się odnoszę. Przy Pańskich tekstach moja staranność - choćby ze względu na szacunek - jest szczególna. Starałem się zrozumieć wszystkie argumenty jakich Pan tu użył i z przemyśleniem - podpierając się dosyć bogatymi źródłami - ustosunkowywałem się do nich. Nigdzie Pana nie zbyłem i już choćby dlatego ta dyskusja stała się przydługa i powoli zatracała sens.

Panie Macieju, teraz to już tylko Pański problem, jeżeli Pańskie zrozumienie problemu sankcjonuje Pana to gratuluję i nic mi do tego - jeżeli zaś nie, to musi Pan sam sobie poszukać odpowiedzi.

Gdzie?
Myślę, iż w moich poprzednich postach znajdzie Pan nawet nadmiar inspiracji. Może Pan je jeszcze raz przeczytać i przeanalizować. Wydaje mi się, że przy lekturze zbyt wielu moich argumentów Pan nie znalazł dosyć czasu aby się nad nimi zastanowić, a może jednak warto by było?

Wydaje mi się, że na naszym forum nikt długo się nie odważy wejść z Panem w polemikę na ten temat, ale może się mylę. Wtedy chętnie sobie poczytam.

Pozdrawiam serdecznie

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>Panie Macieju, teraz to już tylko Pański problem, jeżeli Pańskie zrozumienie problemu sankcjonuje Pana to gratuluję i nic mi do tego - jeżeli zaś nie, to musi Pan sam sobie poszukać odpowiedzi.
Zupełnie mnie moje zrozumienie tego problemu nie satysfakcjonuje, i to nawet wówczas, gdybym w ogólności miał rację. Do pewnego stopnia mogę jakoś tam rozmawiać na podstawie zupełnie powierzchownej wiedzy laika, ale poprzestając jedynie na moim zdaniu mogę w zasadzie równie dobrze usiąść do stołu z kolegą Brzostowskim:

maceox:
To Ty wskaż co decyduje o tym, że pewne atomy rozpadają się np. po 3 sekundach, a inne po 12 latach. Udowodnij istnienie jakiejś przyczyny.
( Natomiast są tu również bardzo zdolni biolodzy, którzy wyjaśnią Ci to również w ich zakresie zainteresowań.)

kolega Brzostowski:
Walnę setkę i poczekam.

A taka aktywność poznawcza jest dla mnie mało interesująca.

Tymczasem, jak stwierdził Pan Jacholek:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,582520#w582570
Cytat:
W sumie poruszana kwestia nie jest taka trywialna by ja streścić w dwóch zdaniach, dotyka ona zagadnień od mechaniki kwantowej do kosmologii (dokładniej ewolucji wzechświata jako całości).


>Gdzie?Myślę, iż w moich poprzednich postach znajdzie Pan nawet nadmiar inspiracji. Może Pan je jeszcze raz przeczytać i przeanalizować. Wydaje mi się, że przy lekturze zbyt wielu moich argumentów Pan nie znalazł dosyć czasu aby się nad nimi zastanowić, a może jednak warto by było?
Zdecydowanie dla mnie warto. Jestem właśnie w trakcie lektury Korzeniewskiego.

Biologia jest nauką stanowiącą pomost pomiędzy nauką o materii nieożywionej a nauką o ludzkiej kulturze i jako taka jest ogromnie ciekawa, ale do tej pory nie było mi dane zgłębić jej w zadowalającym mnie stopniu. Na podstawie książek, które mam na ten temat w domu mogę jedynie powiedzieć, że jest to arcytrudny przedmiot.

Zadeklarowałem, ze poprzedni wpis będzie ostatni, ale w tym tu nie prowadzę już sporu, przyznając sie jedynie do niewiedzy, w związku z czym w moim odczuciu nie złamałem obietnicy.
Pozdrawiam serdecznie
03-10-2013 17:40 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zupełnie mnie moje zrozumienie tego problemu nie satysfakcjonuje, i to nawet wówczas, gdybym w ogólności miał rację.
Już od dzieciństwa żadne tłumaczenia jak jest i jak to rozumieć mi nie wystarczały. Przyjmowałem rzeczy do wiadomości dopiero gdy sam je zrozumiałem. Oczywiście miałem i mam swoich mistrzów, ale zawsze byłem i nadal jestem "niewiernym Tomaszem".

>Do pewnego stopnia mogę jakoś tam rozmawiać na podstawie zupełnie powierzchownej wiedzy laika,
Panie Macieju, formalnie studiowałem na kilku kierunkach humanistycznych, ale biologii nigdy i nigdzie, ot było to zainteresowanie humanisty z filozoficznymi aspiracjami. Tak, jak już wielokrotnie napisałem: nie święci garnki lepią, a literatura przedmiotu jest ogromną. Gdy kogoś nie stać na kupno są biblioteki.

>ale poprzestając jedynie na moim zdaniu mogę w zasadzie równie dobrze usiąść do stołu z kolegą Brzostowskim:
>A taka aktywność poznawcza jest dla mnie mało interesująca.
Z rozmów z panem Brzostowskim już dawno zrezygnowałem. Wcale nie ze względu na różnice w poglądach, ale ze względu na różnice mentalne. Zrozumienie i metodologiczne podstawy zrozumienia rzeczywistości. Po prostu z innych planet jesteśmy.

>Tymczasem, jak stwierdził Pan Jacholek:
Pan Jacholek jest bardzo mądrym człowiekiem o ogromnej wiedzy i zdecydowanie warto brać jego (podobnie jak pana Fizyka i paru innych osób z naszego forum) argumenty pod uwagę. Ja czytam i biorę.

>>>>Myślę, iż w moich poprzednich postach znajdzie Pan nawet nadmiar inspiracji. Może Pan je jeszcze raz przeczytać i przeanalizować. Wydaje mi się, że przy lekturze zbyt wielu moich argumentów Pan nie znalazł dosyć czasu aby się nad nimi zastanowić, a może jednak warto by było?
>Zdecydowanie dla mnie warto. Jestem właśnie w trakcie lektury Korzeniewskiego.
Bardzo mnie to cieszy. Uważam biologię za pasjonujący temat i jak już Panu napisałem, gdybym teraz wchodził w życie, to zająłbym się kognitywistyką, gdyż ta nauka próbuje udzielić odpowiedzi na wiele nurtujących mnie pytań.

>Biologia jest nauką stanowiącą pomost pomiędzy nauką o materii nieożywionej a nauką o ludzkiej kulturze
Nie jest tylko nauką o materii ożywionej, choć - co chyba oczywiste - do jej zgłębienia konieczną jest wiedza z wielu innych nauk.
Tak jak jestem redukcjonistą sprzeciwiającym się głupiemu redukcjonizmowi, tak też jestem zwolennikiem konsiliencji sprzeciwiającym się tworzeniu na siłę teorii wszystkiego
Odpowiedzi (jak jest) poszukuję tylko poprzez naukowe badania obiektywnie istniejącej rzeczywistości. Praktyka, a nie spekulacje - nawet najmądrzejszych ludzi - są dla mnie ostatecznym kryterium prawdy.

Pozdrawiam serdecznie

@@@
.
26-10-2013 10:40 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zupełnie mnie moje zrozumienie tego problemu nie satysfakcjonuje, i to nawet wówczas, gdybym w ogólności miał rację.
Gdyby Pan znalazł czas i ochotę, to bardzo polecam, choć może Panu jeszcze bardziej poplątać poszukiwania prostej odpowiedzi, to przeczytać warto.
www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=258
Pozdrawiam serdecznie

@@@
.
29-10-2013 00:39 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Gdyby Pan znalazł czas i ochotę, to bardzo polecam, choć może Panu jeszcze bardziej poplątać poszukiwania prostej odpowiedzi, to przeczytać warto.
>www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=258

Bardzo dziękuję za interesujący i inspirujący artykuł.

Ostatnio nie miałem w ogóle czasu na aktywny udział w forum, ale pozostaję czytelnikiem.

Pozdrawiam!
26-09-2013 16:40 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Jednocześnie wcale nie oznacza to, że wszystko musi być przyczynowo-skutkowe. Istnieje możliwość rozumienia (interpretacji) niektórych doświadczeń fizycznych całkowicie indeterministycznie (bez istnienia jakichkolwiek przyczyn), ale tu również nie ma konieczności dorabiania jakiegokolwiek Boga, co wynika ze sceptycyzmu poznawczego.
>>>>Oj pieprzy się Panu, Panie Macieju na okrągło.
>Dobrze, że Panu się nic nie pieprzy:
Pomimo Pańskich wielkich starań jeszcze daję radę, ale wypracowywałem przed tym swoje poglądy dosyć długo i to przynosi teraz elekty.

>W Pańskich wpisach przypadek był już zarówno przyczyną, jak i skutkiem (wylosowaną bilą), był prawidłowością przyrody, a jednocześnie językowym uogólnieniem, był również nieznajomością istniejącą w naturze nawet bez poznającego świat podmiotu.
Znowu Pan kastruje, konkrety proszę, gdzie moje wywody były niespójne.
Tak, starałem się bezskutecznie wytłumaczyć Panu na czym przypadek w procesach biologicznych polega. Wyciągałem do tego przeróżne lepiej i gorzej trafione, bliższe i dalsze porównania, czy zobrazowania. Nic z tego wszystkie moje (wraz z tymi przywoływanymi w cytatach) argumenty spływały po Panu jak woda po kaczce.

>Gdy pytałem, czy przypadek oznacza brak przyczyn, odpowiadał Pan, że oczywiście, że istnieją przyczyny, ale że przypadek jest jedną z nich.
Nic na to nie pocznę, gdyż tak właśnie jest.

>Pytanie, czy ten przypadek stanowiący przyczynę ma przyczyny?
Raz ma, raz nie ma i raz nie wiemy czy ma?

>Rozumiem, że znów ma, ale znów jedną z nich jest przypadek.
Tak może być.

>Idąc tym tropem, każdy kolejny przypadek w łańcuchu przyczyn będzie miał przyczyny, a jedną z nich będzie przypadek, którego jedną z przyczyn jest przypadek.
To Pańska logika, w przyrodzie jednak - jak wielokrotnie już pisałem - obok (lub wspólnie) z przypadkami istnieje także konieczność, która powoduję iż wielbłąd rodzi wielbłąda. Tak, ewolucja nam pokazuje, że istnieje człowieka jest przypadkiem (równie dobrze mogliśmy nie zaistnieć), gdyż proces ewolucji jest niekierunkowy, ale kolejne etapy ewolucyjnych przekształceń są zgodne z deterministyczną logiką przyczynowości: Ewolucja (łac. evolutio - rozwinięcie, rozwój) - ciągły proces, polegający na stopniowych zmianach cech gatunkowych kolejnych pokoleń wskutek eliminacji przez dobór naturalny lub sztuczny części osobników (genotypów) z bieżącej populacji. Wraz z nowymi mutacjami wpływa to w sposób ciągły na bieżącą pulę genową populacji, a przez to w każdym momencie kształtuje jej przeciętny fenotyp. Zależnie od siły doboru oraz szybkości wymiany pokoleń, po krótszym lub dłuższym czasie, w stosunku do stanu populacji wyjściowej powstają tak duże różnice, że można mówić o odrębnych gatunkach. pl.wikipedia.org/wiki/Ewolucja

>Tym sposobem pytając za każdym razem o kolejne przyczyny zjawisk jedną z nich będzie przypadek,
A dlaczego zawsze - za każdym razem? Skąd Pan sobie to wykoncypował?

>tyle że ostatecznie albo zejdziemy w wyjaśnieniach do coraz mniejszej skali - aż do subatomowej, albo cofniemy się w przeszłość aż do wielkiego wybuchu zupełnie nie wiedząc czym był przypadek, poza tym, że zawsze był jedną z przyczyn.
No właśnie wystarczy raz coś popieprzyć, a potem to można już nieskończenie. Dlatego ja ograniczam się do biologii, o której mam jakieś pojęcie.

Tyle że Panie Macieju, to już nie mój problem.
>A to szkoda, gdyż to jest mój problem i myślałem, że o tym rozmawiamy.
Starałem się przez kilka miesięcy, przedstawiłem Panu moje poglądy na ten temat w przeróżnych aspektach odwołując się przy tym do różnych autorytetów z komunikatywnymi ich cytatami, ale okazało się, że przekracza to moje możliwości, gdyż jeżeli ktoś nie chce czegoś zrozumieć to nie zrozumie i Święty Boże tu nie pomoże.

CDN

@@@
.
26-09-2013 16:41 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Przytoczył Pan wiele cytatów z popularnonaukowych publikacji wskazujących na rolę przypadku i losowości w przyrodzie, zwłaszcza w biologii i ja temu nie przeczę i całkowicie to akceptuję, pytam natomiast czym jest przypadek i losowość. W samych tych cytatach nie zostało to wyjaśnione, ale Pan uważa, że jest to wyraz ogólnie zrozumiały. Próbował mi Pan to wytłumaczyć na przykładzie toto-lotka, a nawet rzutu monetą, ale gdy staje się jasne, że każdy wynik jest zdeterminowany prawami fizyku newtonowskiej, to oburza się Pan, że fizyki newtonowskiej nie można stosować do biologii, i że tu potrzebna jest specjalistyczna wiedza, której nie posiadają nawet profesorowie innych nauk przyrodniczych, jeśli tylko nie są biologami.
Jeżeli Pan nie kastruje to posuwa się do matactw, a już obrzydliwość.
Cytat:
Podziwiam i jestem pełen szacunku dla wiedzy pana Jacholka na temat fizyki (kilku innych forumowiczów też), ale nie udało mi się przeczytać jego równie głębokich wypowiedzi na temat biologii ewolucyjnej i genetyki.

Nie uznaję uzurpacji fizyków do ich autorytatywnego wypowiadania się na temat zjawisk biologicznych bez poważnego zgłębienia tej problematyki. Pan "Fizyk" przynajmniej się stara ją przeniknąć i wykazuje się tu sporą wiedzą, ale dalibóg nie dotyczy to wszystkich fizyków.


>Czy biologia ewolucyjna wprowadza jakieś novum do fizyki klasycznej w zakresie determinizmu?
Nie, nie wprowadza żadnego novum do fizyki. Biologia ma swoje własne problemy i nie musi się dodatkowo fizyką zajmować. Zresztą prawa fizyki obowiązują w całym fizycznym świecie, czyli w istniejącej obiektywnie rzeczywistości. Natomiast zupełnie nie zdaje egzaminu głupi ideologiczny redukcjonizm i redukowanie zjawisk do poziomu, do którego ich zredukować nie można.

>Czy jest trzecia droga pomiędzy determinizmem i indeterminizmem (istnieniem przyczyn albo brakiem przyczyn)?
Znowu to tylko ideologiczne (filozoficzne) założenia, a najważniejszą jest praktyka. Obserwacje świata nie potwierdzają absolutyzmu determinizmu, odwrotnie można zauważyć "determinizm przerywany" przypadkami.

>Wydawało mi się, że biologia bazuje na chemii i na fizyce, i że w tym zakresie akcji i reakcji nie powinno się wiele zmienić, ale całkiem możliwe, że nic z tego nie rozumiem.
Tak, fizyka i chemia w biologii jest ogromnie ważną, ale wiedza biologiczna dokonała w ostatnich kilkudziesięciu latach ogromny krok do przodu i nie można a nawet głupotą jest redukowanie procesów biologicznych do procesów fizycznych i chemicznych. To jest to, ale jednocześnie jest to coś znacznie więcej.

Czy Pan jest lub uważa się za "profesora innych nauk przyrodniczych", gdyż do Pana napisałem: Nie święci garnki lepią, a tu nas nikt o formalne wykształcenie nie pyta. Zawsze można (a moim zdaniem i należy) doczytać i douczyć się. Najważniejsze to nie kompromitować się autorytatywnością swoich wątpliwych poglądów. Gdy nie wiemy czegoś na sto procent, to raczej pytajmy niż upierajmy się przy swoim. Uważając, iż każdy średnio inteligentny i rozgarnięty człowiek, gdy będzie chciał problemy te zrozumieć może. Nie mówiąc już o ludziach zajmujących się profesjonalnie naukowym myśleniem. Wystarczy trochę dobrej woli i trochę pracy intelektualnej.* Przecież wyżej napisałem: Pan "Fizyk" (profesor właśnie) przynajmniej się stara ją przeniknąć i wykazuje się tu sporą wiedzą,

Zupełnie nie wiem o czym ja jeszcze z Panem rozmawiam, gdy Pan tyle potrafi zrozumieć z moich wypowiedzi. To zaczyna mieć podobny sens jak merytoryczne rozmowy z Panem Bieleckim czy Parysem:
>Czyli mamy wyraz powszechnie zrozumiały, ale gdy na przykładzie powszechnie zrozumiałych zjawisk losowych (rzut monetą) okazuje się, co on powszechnie oznacza, to chowa się Pan za wielką złożonością biologii, której prawie nikt nie jest w stanie zrozumieć, poza Panem i cytowanymi przez Pana uczonymi. Oczywiście jest Pan święcie przekonany o tym, że owi uczeni rozumieją przypadek tak, jak Pan (czyli w sumie tak, że jest przypadek i koniec), a nie tak jak potwierdzają fizycy dla ruchów wszelkich ciał makroskopowych.
Nie wiem, jak mógłbym na ten Pański wywód grzecznie odpowiedzieć, niegrzecznie zaś nie mam ochoty.

>Tymczasem moim skromnym zdaniem, jeśli naukowcy zajmujący się nauką szczegółową (biologią) nie definiują i nie tłumaczą danego określenia, to najpewniej dlatego, że jego zrozumienie wynika już z nauki ogólniejszej (stanowiącej jedną z podstaw dla biologii), jaką jest fizyka. I nie ma to nic wspólnego z nieuprawnionym redukcjonizmem. (Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by tłumaczyć np. zasadę doboru naturalnego, albo funkcjonowanie jakiegoś biologicznego organu na poziomie atomowym. Natomiast samą zasadę losowości można zrozumieć na prostych, fizycznych przykładach, abstrahując od ścisłego biologicznego opisu. Tak zresztą czynią powoływani przez Pana uczeni mówiąc np. o tasowaniu).
Tak Pan to rozumie, to gratuluję zrozumienia! Nic mi do tego, ja już wielokrotnie pisałem, że z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Swoje poglądy przedstawiłem wyżej z detalami. Nie potrafi Pan ani ich zrozumieć, ani zrelacjonować pomimo moich wielkich starań aby przedstawić je najjaśniej jak potrafię, to o czym my mamy jeszcze tu rozmawiać? To już naprawdę nie mój problem. Ja już dawno się pogodziłem, że spora część ludzi się z moimi poglądami nie zgadza.

* Rządy przypadku
w komórce, rządzi przypadek. Gdy spojrzymy na komórkę w takim powiększeniu, widzimy losowe ruchy molekuł, które muszą się przypadkiem spotkać, by doszło do reakcji chemicznej.(...) Komórki są tak małe, że mogą zawierać tylko kilka cząsteczek danego białka. Podczas podziału dziedziczą je nie po równo, lecz losowo. (...)
Anna Ochab-Marcinek


CDN

@@@
.
25-09-2013 01:47 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
Przytoczył Pan wiele cytatów z popularnonaukowych publikacji wskazujących na rolę przypadku i losowości w przyrodzie, zwłaszcza w biologii i ja temu nie przeczę i całkowicie to akceptuję, pytam natomiast czym jest przypadek i losowość. W samych tych cytatach nie zostało to wyjaśnione, ale Pan uważa, że jest to wyraz ogólnie zrozumiały. Próbował mi Pan to wytłumaczyć na przykładzie toto-lotka, a nawet rzutu monetą, ale gdy staje się jasne, że każdy wynik jest zdeterminowany prawami fizyku newtonowskiej, to oburza się Pan, że fizyki newtonowskiej nie można stosować do biologii, i że tu potrzebna jest specjalistyczna wiedza, której nie posiadają nawet profesorowie innych nauk przyrodniczych, jeśli tylko nie są biologami.

Czyli mamy wyraz powszechnie zrozumiały, ale gdy na przykładzie powszechnie zrozumiałych zjawisk losowych (rzut monetą) okazuje się, co on powszechnie oznacza, to chowa się Pan za wielką złożonością biologii, której prawie nikt nie jest w stanie zrozumieć, poza Panem i cytowanymi przez Pana uczonymi. Oczywiście jest Pan święcie przekonany o tym, że owi uczeni rozumieją przypadek tak, jak Pan (czyli w sumie tak, że jest przypadek i koniec), a nie tak jak potwierdzają fizycy dla ruchów wszelkich ciał makroskopowych.

Tymczasem moim skromnym zdaniem, jeśli naukowcy zajmujący się nauką szczegółową (biologią) nie definiują i nie tłumaczą danego określenia, to najpewniej dlatego, że jego zrozumienie wynika już z nauki ogólniejszej (stanowiącej jedną z podstaw dla biologii), jaką jest fizyka. I nie ma to nic wspólnego z nieuprawnionym redukcjonizmem. (Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by tłumaczyć np. zasadę doboru naturalnego, albo funkcjonowanie jakiegoś biologicznego organu na poziomie atomowym. Natomiast samą zasadę losowości można zrozumieć na prostych, fizycznych przykładach, abstrahując od ścisłego biologicznego opisu. Tak zresztą czynią powoływani przez Pana uczeni mówiąc np. o tasowaniu).

>To Pan kręci i wyciąga tu przypadki np. z fizyki kwantowej.

Przepraszam, zupełnie przekraczałoby to moje kompetencje.
Mówimy o tym, gdzie w przyrodzie jest możliwy przypadek rozumiany jako brak zdeterminowania (czyli jako brak przyczyn - przynajmniej w części) i moim skromnym zdaniem Pan Fizyk opierając się na swej ogromnej wiedzy doszedł tu i tu do granic dopuszczalności naukowych hipotez. Mam zresztą pewne przesłanki, które skłaniają mnie do opinii, że uczynił to specjalnie po to, by ratować Pańską koncepcję odnalezienia tak rozumianego przypadku w biologii.

Jednak Pan odrzuca pomoc Pana Fizyka i pierwszeństwo daje Pan wywodom Pana Scorpa:
Scorp:
Schodzenie wiele rzędów w głąb po to, żeby wyjaśnić problem tworzący się na poziomie technicznym jest błędem. [...] niedokładnie wykonane kule będą się odbijać przypadkowo z przyczyn makroskopowych. Mamy obiekt - zjawisko - przyczyny, wszystko na poziomie makro. Sprawa wyjaśniona, nie trzeba dzielić włosa na kwanty.

Skoro sprawa wyjaśniona, to wszysto jasne, tylko zupełnie nie wiem, gdzie Pan chce w takim razie znaleźć brak przyczynowości lub jakieś jej przerwanie. Jeśli odrzuca Pan rozumowanie Pana Fizyka, to musi Pan przyjąć tlumaczenie kolegi Scorpa, że przypadki mają makroskopowe przyczyny.

Jednak najlepszym zobrazowaniem Pańskiego rozumienia przypadku są Pańskie słowa:
Pan Andrzej:
W tym przypadku zachodzi właśnie przypadek i ma to ważny wpływ na ewolucję.

To jest dogmat. To zupełnie tak samo jak Bóg na tym właśnie polega, że jest boski i ma ważny wpływ na ewolucję.

Zupełnie mnie w tym kontekście nie dziwi, że formułując Pańską definicję przypadku uwzględnił Pan również jego wymiar metafizyczny jako
Pan Andrzej:
oddziaływanie czegoś, co oddziałuje, lecz nie podlega żadnym prawom (np. Boga)

Tu oczywiście w pełni rozumiem, że nie miał Pan żadnych zastrzeżeń do elementu definicji przypadku ze słownika PWN:
Pan Andrzej:
Natomiast bez kłopotów rozumiem "los".

Jakoś kojarzę, że w tragedii greckiej nawet bogowie byli poddani losowi i chyba o to tutaj Panu chodzi. Przypadek jest w tym kontekście najświętszym, zupełnie niezastępowalnym słowem. (Tyle tylko, że jeśli dobrze pamiętam, to tam los znów oznaczał zdeterminowanie...)

Pańskie kolejne wskazania na kreacjonistów walczących z "przypadkiem" tylko tę boskość przypadku, a ściślej rzecz biorąc jego ideologiczne zabarwienie potwierdzają. Mniej istotne jest, czym jest przypadek, ważne że walczą z nim kreacjoniści, więc trzeba tego słowa bronić jak oka w głowie.

Jak dla mnie dowodzi Pan właśnie swej wiary w przypadek - jakąś zupełnie nieokreśloną, niezdefiniowaną siłę sprawczą, która wprowadza do przyrody trochę chaosu. Dla mnie to są krasnoludki.

Powoływanie artykułów o rachunku prawdopodobieństwa, będącego jedynie matematycznym ideałem, a nie fizyczną rzeczywistością tylko ten obraz uzupełniają.

Tymczasem moim skromnym zdaniem przypadki zachodzą dlatego, że determinujące siły przyrody (oddziaływania fizyczne i dalej - procesy biologiczne) oddziaływują na nieregularane struktury materii. Tak dzieje się zarówno w przypadku spadnięcia jabłka z drzewa, jak również w najbardziej skomplikowanych procesach "chaosu deterministycznego" (efekt motyla). Istotna odmienność pojawia się w fizyce kwantowej i to dopiero w tej dziedzinie istnieje wątpliwość co do istnienia determinizmu (nieprzerwanego związku przyczynowo-skutkowego w historii całej materii) lub indeterminizmu (przerywania związku przyczynowego - czyli braku przyczyn dla pewnych cech cząsteczek).

>Wytłumaczenie Panu czym jest przypadek w przyrodzie znacznie przekracza moje możliwości.
Niestety najwyraźniej ma Pan rację. Cenię Pana i lubię i wiem, że wie Pan więcej ode mnie i w związku z tym może nie powinienem zaostrzać polemiki, ale staram się uzasadniać moje argumenty. Oczywiście wiem, że Pan je odrzuci.
Pozdrawiam serdecznie
26-09-2013 16:41 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>To Pan kręci i wyciąga tu przypadki np. z fizyki kwantowej.
>Przepraszam, zupełnie przekraczałoby to moje kompetencje.
Takie też mam wrażenie, iż Pańskie spekulacje intelektualne przekraczają Pańską wiedzę, ale ponieważ moje kompetencje w fizyce są niżej niż średnie, to prawdopodobnie się mylę.

>Mówimy o tym, gdzie w przyrodzie jest możliwy przypadek rozumiany jako brak zdeterminowania (czyli jako brak przyczyn - przynajmniej w części) i moim skromnym zdaniem Pan Fizyk opierając się na swej ogromnej wiedzy doszedł tu i tu do granic dopuszczalności naukowych hipotez.
Wyżej napisałem:
(...) prawa fizyki obowiązują w całym fizycznym świecie, czyli w istniejącej obiektywnie rzeczywistości. (...)
Tak, fizyka i chemia w biologii jest ogromnie ważną, ale wiedza biologiczna dokonała w ostatnich kilkudziesięciu latach ogromny krok do przodu i nie można a nawet głupotą jest redukowanie procesów biologicznych do procesów fizycznych i chemicznych. To jest to, ale jednocześnie jest to coś znacznie więcej.

Nie zrozumiał Pan, to szkoda, ale co ja mogę na to? Naprawdę się starałem być komunikatywnym i wyjaśniać na przeróżne sposoby.

> Mam zresztą pewne przesłanki, które skłaniają mnie do opinii, że uczynił to specjalnie po to, by ratować Pańską koncepcję odnalezienia tak rozumianego przypadku w biologii.
Pozostawię to bez komentarza. Jak pan Fizyk zechce, to wypowie się na temat tego specjalnego ratunku dla mnie.

>Jednak Pan odrzuca pomoc Pana Fizyka i pierwszeństwo daje Pan wywodom Pana Scorpa:
Niczyjej pomocy nie potrzebuję ani też nie odrzucam. Czytam co mądrzy ludzie piszą i ich przemyślenia wykorzystuję dla własnych procesów intelektualnych.

>Skoro sprawa wyjaśniona, to wszystko jasne, tylko zupełnie nie wiem, gdzie Pan chce w takim razie znaleźć brak przyczynowości lub jakieś jej przerwanie.
To, że Pan nie wie lub nie chce wiedzieć, to daje się dosyć łatwo zauważyć. Natomiast ja staram się wiedzieć co piszę i opierać to na jakiejś uznanej naukowej wiedzy. Odwołuję się tu do źródeł przez cały czas.

>Jeśli odrzuca Pan rozumowanie Pana Fizyka, to musi Pan przyjąć tłumaczenie kolegi Scorpa, że przypadki mają makroskopowe przyczyny.
Ani nie tu odrzucam rozumowania jednego, ani drugiego. Nie jest mi odrzucanie ich myśli do niczego potrzebne.

>Jednak najlepszym zobrazowaniem Pańskiego rozumienia przypadku są Pańskie słowa:
Pan Andrzej:
W tym przypadku zachodzi właśnie przypadek i ma to ważny wpływ na ewolucję.

>To jest dogmat. To zupełnie tak samo jak Bóg na tym właśnie polega, że jest boski i ma ważny wpływ na ewolucję.
Jestem zgodny! Tak, wraz z wszystkimi biologicznymi ewolucjonistami, jestem głęboko wierzącym w ten święty dogmat.
Tylko zupełnie jeszcze nie mogę się przekonać do głupich dyskusji o niczym.

>Zupełnie mnie w tym kontekście nie dziwi, że formułując Pańską definicję przypadku uwzględnił Pan również jego wymiar metafizyczny jako
Pan Andrzej:
Sam rozumiem przypadek jako zdarzenie o nieznanej przyczynie, ta nieznajomość może wynikać bądź ze zbytniej złożoności, bądź z ograniczonych możliwości poznawczych człowieka, bądź wreszcie z samej natury rzeczy, która może być rozumiana naturalistycznie jako prawidłowość przyrody, bądź metafizycznie, jako oddziaływanie czegoś, co oddziałuje, lecz nie podlega żadnym prawom (np. Boga).

To dobrze, że Pan to rozumie i Pana nie dziwi, tylko czemu Pan to podnosi jako temat?

>Tu oczywiście w pełni rozumiem, że nie miał Pan żadnych zastrzeżeń do elementu definicji przypadku ze słownika PWN: Przypadek - «zdarzenie, zjawisko, których się nie da przewidzieć na podstawie znanych praw naukowych i doświadczenia; zdarzenie niespodziewane, zrządzenie losu, zbieg okoliczności, traf».
Gdybym nie miał żadnych zastrzeżeń, to po co podejmowałbym próbę własnego definiowania?

Pan Andrzej:
Natomiast bez kłopotów rozumiem "los".

>Jakoś kojarzę, że w tragedii greckiej nawet bogowie byli poddani losowi i chyba o to tutaj Panu chodzi. Przypadek jest w tym kontekście najświętszym, zupełnie niezastępowalnym słowem. (Tyle tylko, że jeśli dobrze pamiętam, to tam los znów oznaczał zdeterminowanie...)
No i o czy raczy tu łaskawy Pan sobie po... gadać. Można tak nieskończenie, jak ktoś lubi bezsensowne (Andrzej Mleczko się szanownemu Panu kłania).

>Pańskie kolejne wskazania na kreacjonistów walczących z "przypadkiem" tylko tę boskość przypadku, a ściślej rzecz biorąc jego ideologiczne zabarwienie potwierdzają. Mniej istotne jest, czym jest przypadek, ważne że walczą z nim kreacjoniści, więc trzeba tego słowa bronić jak oka w głowie.
Nie Szanowny Panie, zdecydowanie nie! Tyle tylko, że używacie bardzo podobnej, a czasem wprost tej samej logiczności wywodów i tej samej argumentacji. Część z nich też dla lepszego zamącenia Boga wielkim projektantem nazywa. Udając, iż tak naprawdę, to przecież nie o żadnego Boga im chodzi. Po prostu pokazuję tub tą zbieżność ideową, gdyż nie naukową.

>Jak dla mnie dowodzi Pan właśnie swej wiary w przypadek - jakąś zupełnie nieokreśloną, niezdefiniowaną siłę sprawczą, która wprowadza do przyrody trochę chaosu. Dla mnie to są krasnoludki.
Wielce Szanowny Panie, mnie interesuje tylko obiektywnie istniejąca rzeczywistość poznawana za pomocą naukowych narzędzi. Nie interesują mnie żadne spekulacje, gdy odpowiedzi zna nauka. Przedstawiłem tu wyżej do cholery i trochę źródeł pokazujących istnienie i rolę przypadku w naukach biologicznych.

Nie dotarło - nie mój kłopot.
Zdecydowanie zabrakło mi argumentów, gdy dla Pana tylu poważnych uczonych biologów ewolucyjnych - nawet gdy przy tym są z wykształcenia także fizykami - jest głupszymi od Pana i nie wiedzą co mówią.

Pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
Przepraszam, jakieś licho sprawiło, że nie wyświetla się poprawnie mój cały ostatni wpis. Jeśli Pan również widzi na stronie wpis niekompletny, to bardzo bym Pana prosił o wklejenie całości z maila, który powinien był Pan dostać z powiadomieniem o tym wpisie.
Pozdrawiam serdecznie.
11-09-2013 10:40 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Przepraszam, jakieś licho sprawiło, że nie wyświetla się poprawnie mój cały ostatni wpis. Jeśli Pan również widzi na stronie wpis niekompletny, to bardzo bym Pana prosił o wklejenie całości z maila, który powinien był Pan dostać z powiadomieniem o tym wpisie.
Bardzo proszę:

Gdzie tu jest brak przyczynowości? Moim zdaniem tylko w interpretacji kopenhaskiej fizyki kwantowej, co potwierdza Pan Fizyk. Czy dobrze rozumiem, że Pan taką możliwość - braku przyczynowości (braku przyczyn) dostrzega w biologii? Moim zdaniem nawet najbardziej złożone tzw. "procesy losowe" polegają w przyrodzie (abstrahując od mechaniki kwantowej) na zasadzie akcja - reakcja i jej ewentualnym zwielokrotnieniu. Ja mam inne wyobrażenie o braku przyczynowości. Dla mnie oznacza ona brak przyczyn.

Oczywiście Pan teraz powie po raz n-ty, że nie chodzi o całkowity brak przyczyn, ale o to, że jedną z przyczyn jest przypadek. Oczywiście całkowicie się zgadzam, tyle tylko, że my już przypadek właśnie zdefiniowaliśmy jako "zbieg okoliczności", czyli jako zbieg niezależnych od siebie przyczyn. Przypadek nie oznacza więc braku przyczynowości, a wręcz przeciwnie - oznacza jedynie splot różnych przyczyn.

Pan Fizyk:
Bo choć wiem teoretycznie, że moje zachowanie jest zdeterminowane procesami elektrochemicznymi zachodzącymi w moim mózgu, to praktyce nie znam szczegółów tych procesów i zazwyczaj nie jestem w stanie przewidzieć do jakiego zachowania te procesy doprowadzą. Ta nieprzewidywalność daje mi wrażenie wolnej woli - wrażenie istnienia ośrodka niezależnych decyzji. Jednak to wrażenie jest złudne, bo decyzje te są w gruncie rzeczy zdeterminowane - tyle tylko, że przez nieznane czynniki.

Jest to sytuacja zupełnie analogiczna jak przy rzucie kostką: teoretycznie wynik rzutu jest zdeterminowany przez warunki początkowe rzutu, ale praktycznie jest on przypadkowy bo nie znamy i nie kontrolujemy tych warunków


Pan Jacholek opisał to tak:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,582520#w584719

Czyli jeżeli pomijamy wpływ fizyki kwantowej, to świat makroskopowy jest zdeterminowany na zasadach fizyki klasycznej (oczywiście stosujemy tu krytykowaną przez Huma metodę indukcji, gdyż już dla toto-lotka nie jesteśmy w stanie tego wykazać wprost doświadczalnie - powtarzając wyniki - tyle tylko, że do tej pory nauka z niezłym skutkiem tę metodę stosuje, a jednocześnie determinizm fizyki klasycznej jest koroborowany nieprzerwanie. Na Hume'a i jego krytykę metody indukcji powołują się ostatnio najczęściej forumowi fideiści typu Pana Elaspa).

I w tym kontekście dochodzimy do ciekawego zdania Pani profesor:
Teorie abiogenezy i ewolucji nie są deterministyczne w tym sensie, jak deterministyczna jest mechanika klasyczna. Jednak element przypadkowości spełnia w nich inną rolę niż w mechanice kwantowej, w której przy jej pewnych interpretacjach mamy do czynienia z rozumieniem przypadku jako zdarzenia bez żadnej przyczyny.

Czy biologia ewolucyjna wprowadza jakieś novum do fizyki klasycznej w zakresie determinizmu? Czy jest trzecia droga pomiędzy determinizmem i indeterminizmem (istnieniem przyczyn albo brakiem przyczyn)?

Wydawało mi się, że biologia bazuje na chemii i na fizyce, i że w tym zakresie akcji i reakcji nie powinno się wiele zmienić, ale całkiem możliwe, że nic z tego nie rozumiem. Dlatego pytam, gdyż samo wskazanie na "przypadek" - samo użycie tego słowa - nawet przez najsłynniejszych naukowców nie wyjaśnia jeszcze, co ono ma znaczyć. Rozumiem, że oni wiedzą i że Pan wie. Mi na razie odpowiada rozumienie go jako "zbieg okoliczności", ale pewnie znów coś naknociłem.

Maciej (Maceox)
.
11-09-2013 11:25 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
> Bardzo proszę:
Bardzo Panu dziękuję. To jest fair play.

Tu pozwolę sobie wprowadzić jeszcze zmianę do poniższego tekstu (wczorajsza edycja również się zgubiła):

napisałem:
Gdzie tu jest brak przyczynowości? Moim zdaniem tylko w interpretacji kopenhaskiej fizyki kwantowej, co potwierdza Pan Fizyk. Czy dobrze rozumiem, że Pan taką możliwość - braku przyczynowości (braku przyczyn) dostrzega w biologii? Moim zdaniem nawet najbardziej złożone tzw. "procesy losowe" polegają w przyrodzie (abstrahując od mechaniki kwantowej) na zasadzie akcja - reakcja i jej ewentualnym zwielokrotnieniu. Ja mam inne wyobrażenie o braku przyczynowości. Dla mnie oznacza ona brak przyczyn.

powinno być:
"Ja mam inne wyobrażenie o braku przyczynowości. Dla mnie oznacza on brak przyczyn".
Czyli brak przyczynowości oznacza brak przyczyn.

Bardzo przepraszam za bałagan przy edycjach. Tu ujawnia się przypadkowość natury, którą powinienem lepiej kontrolować.

Jeszcze tylko dwa słowa o idealnych kształtach.
Inspirowany tym Pańskim zastrzeżeniem (co do braku idealnych form w naturze), a także ostatnimi wpisami Pani Ignorancji i Pana Jacholka muszę przyznać, że istnieje w przyrodzie naturalna nieregularność (zarówno przestrzenna jak i czasowa). Czyli siły przyrody (np. grawitacja) działają na materię zawsze tak samo, ale materia jest od samego początku (jeśli jako początek ujmiemy wielki wybuch) lub po prostru immanentnie (jeśli materia jest wieczna) nie w pełni uporządkowana. I właśnie to ściśle związane z materią niepełne uporządkowanie prowadzi pod wpływem jednostajnych (determnistycznych) oddziaływań fizycznych do przypadkowości i samo może zostać określone mianem przypadku będacego źródłem zmienności w przyrodzie zarówno w skali kosmicznej, jak i - w dalszej konsekwencji - w skali biologicznej.

Tyle tylko, że jeśli szukamy źródeł tej przypadkowości, to chyba nie możemy ominąć fizyki kwantowej - gdyż tu właśnie musimy się cofnąć, jeśli nie do świata mikroskopowego, to do początków wszechświata, co wychodzi prawie na to samo (to znaczy tak czy inaczej lądujemy w fizyce kwantowej).

Pozdrawiam serdecznie
13-09-2013 17:17 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tyle tylko, że jeśli szukamy źródeł tej przypadkowości, to chyba nie możemy ominąć fizyki kwantowej
Ależ ja nie wykluczam istnienia przypadku opisywanego w innych naukach. Nawet wydaje mi się, że istnieje on tam na pewno, ale ani z braku wiedzy nie chcę na ten temat rozmawiać, ani nie jest mi to w zagadnieniach opisywanych przez biologię ewolucyjną konieczne.

Dlatego ani nie mam zamiaru redukować biologii do chemii, a chemii do fizyki, ani cofać się w przeszłość. Wprost odwrotnie interesują mnie obecne i przyszłościowe badania nad złożonością struktur i procesów biologicznych.

W całej rozmowie starałem się ponad biologię ewolucyjną nie wychodzić, gdyż nie bardzo się znam na tym (a głupotę napisać łatwo), to Pan stara się tą rozmowę na fizykę zwekslować, ale tu to trzeba znaleźć innych partnerów do rozmów i dywagacji.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
10-09-2013 12:31 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>I tu pytanie, czy możemy się spodziewać czegoś więcej ponad to:
"Przypadek jest to wypadkowa działania wielu przyczyn sprawczych nieuporządkowanych względem siebie i niezależnych od siebie nawzajem w swym działaniu. Przypadek nie posiada własnej istotnej przyczyny, której byłby bezpośrednim skutkiem, lecz zakłada wiele przyczyn właściwych, niezwiązanych ze sobą w działaniu".
Nie wiem, natomiast wiem, iż mi się to podoba.
Pani profesor w przywołanym przez Pana artykule pisze głównie o determinizmie/indeterminizmie z perspektywy fizyki, ale to co pisze o przypadku w biologii nie budzi mojego protestu:

Teorie biologiczne wskazują na szczególną rolę, jaką odgrywa przypadek w zjawiskach biologicznych. Przypadek działa na tym poziomie jako "generator nowości", umożliwiający ewolucję struktur biologicznych. Mamy też do czynienia z współdziałaniem przypadku i konieczności.

Z kolei w procesie ewolucji przypadkowe zdarzenia mogły odgrywać decydującą rolę w trakcie mutacji i rekombinacji, stanowiących źródło zmienności dziedzicznej. Przypadkowe wahania częstości genu mogły eliminować określony gen bądź zwiększać jego występowanie. Przypadkowe zmiany środowiska z kolei mogą działać na adaptację organizmów. W procesie konkurencji przez przypadek może zwyciężyć jednostka niekoniecznie najbardziej optymalna przystosowawczo. W procesie adaptacji mogą także przypadkowo, dzięki dryfowi genetycznemu, utrwalić się cechy bez znaczenia przystosowawczego. Przypadek zatem odgrywa ważną rolę na różnych poziomach ewolucji: mutacje, dobór, zmiany środowiska. (...)

Przy próbach określenia charakteru procesów abiogenezy i ewolucji należy pamiętać, że zależą one od konieczności naturalnych i od zdarzeń przypadkowych. Podlegają zatem prawom deterministycznym i probabilistycznym. Przypadek w tym sensie można uznawać za przyczynę zmian ewolucyjnych, jeżeli zwiąże się go z koniecznościami naturalnymi. Powstanie i ewolucja życia zachodziły dzięki koincydencji i współdziałaniu niezdeterminowanych zdarzeń przypadkowych i reagowania ze sobą, zgodnego z prawami przyrody, tzw. elementów budulcowych. W takim ujęciu przypadek i konieczność można traktować jako pewną komplementarną całość. Mechanizmy ewolucji - wewnętrzne czynniki ewolucji takie, jak: mutacje, rekombinacje, dobór naturalny, zmiany środowiskowe - są zdarzeniami przypadkowymi, wpisane są zarazem w deterministyczne prawa ewolucyjne. Przypadek można traktować jako swoistą przyczynę ewolucji.

>Źródło: www.kul.pl(*)pedia/lemanska_determinizm.pdf
>Autorka powyższego artykułu pisze też tak:
Warto też dodać, że istnienie na poziomie makroskopowym zjawisk nieliniowych i zjawisk przypadkowych, rozumianych jako splot niezależnych od siebie okoliczności, sprawia, że w przyrodzie powstają tak złożone struktury jak żywe organizmy.
>Przepraszam, wciąż nie pojmuję dlaczego splot niezależnych od siebie okoliczności miałby być mniej konieczny od bezpośredniej zależności liniowej.
A ja nie bardzo rozumiem o co Pan pyta. Myślę, iż ostatni cytat a artykułu prof. Lemańskiej jest jasny w kontekście cytatu pierwszego. Wydaje mi się iż jasno i dosyć obrazowo opisał to prof. Dawkins: (...) to nie jest tak jak mieszanie farb, ale bardziej jak tasowanie kart. Dziś oczywiście wiemy, że geny to odcinki DNA i nie są one bytami fizycznie odrębnymi, jak karty, ale to nie zmienia samej zasady: geny się nie mieszają, one ulegają przetasowaniu. Czasem oczywiście talia jest źle tasowana, na przykład kilka "kart" skleja się nawet na wiele pokoleń, nim jakieś kolejne przetasowanie zdoła je rozdzielić.
/Najwspanialsze widowisko świata/

>>>>Kategorię przyczyny uważał Hume za czysty wytwór wyobraźni.[...]
>Tak, w czasach, w których żył Hume takie stanowisko było chyba jeszcze całkiem uprawnione. Dzisiaj traktowałbym je raczej jako sceptycyzm podobny do tego, który każe nam wątpić np. w to, że istniało jakieś "wczoraj", które może być równie dobrze tworem naszej wyobraźni.
www.racjon(*)m.php/s,492101/z,0/d,7#w502224
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,465656#w466439
Wielokrotnie powtarzam, że wszelkie spekulacje są dobre dopóki jednoznacznie nie wypowie się nauka, ale ja nie znam naukowego obalenia "istotnych argumentów Davida Hume'a przeciwko istnieniu związku przyczynowo skutkowego"
Wydaje mi się, że te argumenty filozoficznie nadal są uprawnione.

>>>>Mnie moje rozumienie rzeczywistości na ogół wystarcza, a jeżeli mi mało to próbuję go rozgryźć sięgając do literatury przedmiotu. Tu to Pan ma problem.
>Tak, przyznaję, tu rzeczywiście mam problem. Będę sobie musiał coś doczytać.
Szczerze namawiam, a trochę linków i cytatów Panu podesłałem.

>>>>Aaaa, byłbym zapomniał ... jak na mój gust z Panem Fizykiem zgadza się Pan mniej więcej na podobnej zasadzie, jak w niedawnej rozmowie z Big_Zydem ... ale to dobrze, gdyż wówczas, gdy się mądrzejsi zgadzają, mają więcej czasu na rozmowy z adeptami...
Pan Fizyk: Mutacje są niezbędne aby ewolucja nie zatrzymała się z powodu braku różnorodności. Widać to przejrzyście w algorytmach genetycznych, które muszą generować nowe mutacje w poszukiwaniu globalnego optimum.

Panie Macieju, to forum racjonalistyczne, a w racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. Tu trzeba myśleć samodzielnie, a wybór należy zawsze do Pana.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
02-09-2013 11:17 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Napisałem: W rzeczywistości nie istnieją żadne idealne struktury, gdyż rzeczywistość to nie matematyka.
>Znów muszę przeprosić, gdyż zupełnie nie wiem, co to ma wspólnego z tematem.

Roger Penrose: Moje platońskie spojrzenie na świat jest bardziej wyraźne jeżeli się zastanowić nad istotą matematyki i jej rolą w naukach przyrodniczych. Czy matematyka jest abstrakcyjnym tworem istniejącym niezależnie od nas samych, czy też tylko zbiorem reguł, które tworzymy w celu wyjaśnienia praw przyrody?
Ja twierdzę, że matematyka istnieje poza naszym światem. Czasem udaje nam się coś uszczknąć i zrozumieć z prawd matematycznych, i użyć tego do budowy takich czy innych modeli natury. Wierzę również, że obiekty fizyczne podlegają prawom, które można sformułować w języku matematyki. Niektórzy uważają, że twierdzenia matematyczne są przez nas wynajdywane do wygodnego opisu praw przyrody. Nie zgadzam się z tym. Gdyby tak było, to jak wyjaśnić prawa, którymi rządził się Wszechświat, zanim pojawili się ludzie przeprowadzający matematyczne rachunki? Skąd Wszechświat miałby wtedy wiedzieć, jak się zachować? Sądzę, że matematyka musi istnieć niezależnie od nas, jeżeli mamy mówić o prawach natury. Czy jednak Wszechświat w rzeczywistości rządzi się prawami matematyki? Wszystko wskazuje na to, że tak.


Czy uważam sir Penrose'a za durnia? A skąd - to jeden z najmądrzejszych astrofizyków współczesnych, tyle że z jego powyższym wywodem absolutnie się nie zgadzam (nie zgadza się także Stephen Hawking, z którym razem pracowali nad osobliwościami czarnych dziur). Czy takie spojrzenie na rzeczywistość ma wpływ na jej rozumienie? Moim zdaniem ma.

Staram się aby moje poglądy były zgodne z aktualnym dorobkiem nauki i spójne od początku do końca. Nie chcę i nie mogę wyrywać po kawałku ze sprzecznych ze sobą ogólnych koncepcji dotyczących poznania i rozumienia istniejącej obiektywnie rzeczywistości. Nie dostrzegam też żadnych argumentów przemawiających za tym stanowiskiem. Istniejąca obiektywnie rzeczywistość ani sama żadnego rozumu (inteligencji) nie posiada, ani żadnym rozumem (inteligencją) nie jest kierowaną.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>Czy uważam sir Penrose'a za durnia? A skąd - to jeden z najmądrzejszych astrofizyków współczesnych, tyle że z jego powyższym wywodem absolutnie się nie zgadzam (nie zgadza się także Stephen Hawking, z którym razem pracowali nad osobliwościami czarnych dziur). Czy takie spojrzenie na rzeczywistość ma wpływ na jej rozumienie? Moim zdaniem ma.
Całkowicie się tu z Panem zgadzam niezgadzając się w tym aspekcie z Penrosem. Prawie że zgadzam się natomiast z Hawkingiem, który wszystkie interpretacje mechaniki kwantowej (również kopenhaską) określa mianem "deterministycznych", aby uniknąć wrażenia braku reguł (wprawdzie nie można przewidzieć w której chwili dane jądro ulegnie rozpadowi, ale wiadamo, że na pewno właśnie tak się stanie i że to właśnie się stanie, a nie coś dowolnie innego. Nie wiadomo tylko kiedy)

>Staram się aby moje poglądy były zgodne z aktualnym dorobkiem nauki i spójne od początku do końca. Nie chcę i nie mogę wyrywać po kawałku ze sprzecznych ze sobą ogólnych koncepcji dotyczących poznania i rozumienia istniejącej obiektywnie rzeczywistości. Nie dostrzegam też żadnych argumentów przemawiających za tym stanowiskiem. Istniejąca obiektywnie rzeczywistość ani sama żadnego rozumu (inteligencji) nie posiada, ani żadnym rozumem (inteligencją) nie jest kierowaną.
Tu również zgadzam się prawie że w pełni, gdyby nie to, że starając się o zgodność moich poglądow z aktualnym dorobkiem nauki siłą rzeczy nie mogą być one całkowicie spójne, chociażby ze względu na brak pogodzenia mechaniki kwantowej z teorią względności.

... nie mówiąc o rozbieżnościach w pojmowaniu świata pomiędzy fizykami a biologami, o czym - jeśli dobrze pamiętam - w mojej telewizorni mówił Manfred Eigen.

Jednak by się nie zgadzać nie trzeba aż fizyka i biologa - czasem wystarczy dwóch fizyków, co również uwidoczniło się na naszym forum.

Dlatego zgodzę się z Panem, że nie z każdym fizykiem trzeba się zgadzać...
Pozdrawiam serdecznie.
07-09-2013 16:35 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dlatego zgodzę się z Panem, że nie z każdym fizykiem trzeba się zgadzać...
Nasz forumowy pan Fizyk - podobnie do mnie - wysoko ocenia dorobek Dawkinsa, a Dawkins pisze:
EWOLUCJA polega w zasadzie na nie kończącym się powtarzaniu REPRODUKCJI. W każdym kolejnym pokoleniu REPRODUKCJA bierze geny dostarczone jej przez poprzednie pokolenie i przekazuje je następnemu pokoleniu, wprowadzając niewielkie przypadkowe błędy - mutacje. Mutacja polega po prostu na tym, że do wartości losowo wybranego genu dodaje się +1 lub -1. To znaczy, że w miarę jak mijają kolejne pokolenia, różnica genetyczna między danym pokoleniem a jego najdawniejszym przodkiem może się w końcu krok po kroku stać bardzo wielka. Wprawdzie mutacje są przypadkowe, jednak kumulatywna zmiana na przestrzeni pokoleń jest nieprzypadkowa. W każdym pokoleniu potomstwo różni się od osobnika macierzystego w sposób przypadkowy. Ale to, którzy z tych potomków przejdą w efekcie doboru do następnego pokolenia, jest nieprzypadkowe. Tutaj właśnie jest miejsce dla doboru darwinowskiego. Kryterium doboru nie stanowią same geny, tylko postaci biomorfów, na których kształt geny wywierają wpływ poprzez ONTOGENEZĘ.
/Ślepy zegarmistrz/

Jak pokazał Mendel, dzieje się tak dlatego, że kiedy u dziecka dochodzi do mieszania się matczynych i ojcowskich genów (sam Mendel nie używał określenia "gen", ukuto je bowiem dopiero w roku 1909), to nie jest tak jak mieszanie farb, ale bardziej jak tasowanie kart. Dziś oczywiście wiemy, że geny to odcinki DNA i nie są one bytami fizycznie odrębnymi, jak karty, ale to nie zmienia samej zasady: geny się nie mieszają, one ulegają przetasowaniu. Czasem oczywiście talia jest źle tasowana, na przykład kilka "kart" skleja się nawet na wiele pokoleń, nim jakieś kolejne przetasowanie zdoła je rozdzielić.
/Najwspanialsze widowisko świata/

Nie wiem czy na to mają wpływ zjawiska kwantowe - prawdopodobnie mają, podobnie jak na wszystko - ale do zrozumienia przypadkowości, czy losowości w biologii nie są wcale konieczne.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> W każdym kolejnym pokoleniu REPRODUKCJA bierze geny dostarczone jej przez poprzednie pokolenie i przekazuje je następnemu pokoleniu, wprowadzając niewielkie przypadkowe błędy - mutacje. Mutacja polega po prostu na tym, że do wartości losowo wybranego genu dodaje się +1 lub -1. (...)
> (...) to nie jest tak jak mieszanie farb, ale bardziej jak tasowanie kart.

Właśnie takiemu archaicznemu podejściu do ewolucji przeciwstawiam się w tym wątku. Najważniejszym mechanizmem ewolucji jest "tasowanie kart", drugim - usuwanie mutacji rozumianych jako przypadkowe błędy. Szkoda, że nie zwróciłeś uwagi na "wektory" i inne mechanizmy tasowania, o których wspomniałem, i o których coraz więcej pisze się w ostatnich latach. Tasowanie genów ma miejsce w całej puli DNA na Ziemi. Dzięki wirusom i bakteriom organizmy symbiotyczne (jakimi jesteśmy) testują coraz to nowe "talie kart", a przypadkowe są poprawiane i eliminowane z puli. Ewolucja jest wynalazcą dzięki tasowaniu i symbiozie, przypadkowe błędy wnoszą zaniedbywalnie małą wartość do wynalazków.

doku (Tomasz Kamiński)
10-09-2013 12:08 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
W każdym kolejnym pokoleniu REPRODUKCJA bierze geny dostarczone jej przez poprzednie pokolenie i przekazuje je następnemu pokoleniu, wprowadzając niewielkie przypadkowe błędy - mutacje. Mutacja polega po prostu na tym, że do wartości losowo wybranego genu dodaje się +1 lub -1. (...)
(...) to nie jest tak jak mieszanie farb, ale bardziej jak tasowanie kart.

>Właśnie takiemu archaicznemu podejściu do ewolucji przeciwstawiam się w tym wątku.
Tak, jak ja stale przeciwstawiam się odpowiadaniu na post bez zrozumienia jego treści.

Szanowny Pan nie zechciał zwrócić uwagi, iż to nie moje zdanie tylko Richarda Dawkinsa. Do mnie można tylko wnosić pretensje, iż go zacytowałem, gdyż mam trochę większe zaufanie do znanego profesora ewolucjonisty od nieznanego mi, poza forum, pana Tomasza Kamińskiego (Informatyk, analityk, ITIL'owiec, dawniej nazywano mnie "guru od testów". Prywatnie od 17 lat (jest 2010) uczę charytatywnie tai chi, jako metody przywracania zdrowia, szczególnie cennej dla seniorów.)

>Najważniejszym mechanizmem ewolucji jest "tasowanie kart", drugim - usuwanie mutacji rozumianych jako przypadkowe błędy. Szkoda, że nie zwróciłeś uwagi na "wektory" i inne mechanizmy tasowania, o których wspomniałem, i o których coraz więcej pisze się w ostatnich latach. Tasowanie genów ma miejsce w całej puli DNA na Ziemi. Dzięki wirusom i bakteriom organizmy symbiotyczne (jakimi jesteśmy) testują coraz to nowe "talie kart", a przypadkowe są poprawiane i eliminowane z puli. Ewolucja jest wynalazcą dzięki tasowaniu i symbiozie, przypadkowe błędy wnoszą zaniedbywalnie małą wartość do wynalazków.
Nie na wszystkie wypowiedzi, które tu czytam, odpowiadam, gdyż nawet gdybym chciał, a nie chcę, to nie dał bym rady. Wybieram tylko te, które dla mnie są interesujące, lub prowokujące. Sama niezgoda na mętny i mało przekonywujący wywód rzadko kiedy prowokuje mnie do wypowiedzi. Świata i tak już nie zmienię, a ludzie są różni i różne mają poglądy.
Może i Pan mieć swoje własne. Wprawdzie nie zgadzam się z nim, ale polemizować mi się z Panem nie chce, a przecież nie muszę.

Miłego dnia.

@@@
.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Do mnie można tylko wnosić pretensje, iż go zacytowałem, gdyż mam trochę większe zaufanie do znanego profesora ewolucjonisty od nieznanego mi, poza forum, pana Tomasza Kamińskiego

Wystarczy prenumerować np. Świat Nauki, żeby być na bieżąco - sam też nikomu w Internecie nie ufam, dlatego jestem prenumeratorem kilku poważnych czasopism.

>polemizować mi się z Panem nie chce, a przecież nie muszę.

Tu nie chodzi o polemikę. Proszę nie patrzeć na Racjonalizm, jak na jakąś grę erystyczną. Naszym celem jest np. zachęcanie ludzi do wzbogacania wiedzy. Kontrowersje nie służą polemice, ale wzbudzeniu zainteresowania. A warto zainteresować się naturalnymi wektorami - dzięki zrozumieniu ich roli przestajemy demonizować przypadkowe mutacje.

doku (Tomasz Kamiński)
04-10-2013 12:24 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Cytat:
W każdym kolejnym pokoleniu REPRODUKCJA bierze geny dostarczone jej przez poprzednie pokolenie i przekazuje je następnemu pokoleniu, wprowadzając niewielkie przypadkowe błędy - mutacje. Mutacja polega po prostu na tym, że do wartości losowo wybranego genu dodaje się +1 lub -1. (...)
(...) to nie jest tak jak mieszanie farb, ale bardziej jak tasowanie kart.

>Właśnie takiemu archaicznemu podejściu do ewolucji przeciwstawiam się w tym wątku.
Tak, jak ja stale przeciwstawiam się odpowiadaniu na post bez zrozumienia jego treści.
Szanowny Pan
nie zechciał zwrócić uwagi, iż to nie moje zdanie tylko Richarda Dawkinsa. Do mnie można tylko wnosić pretensje, iż go zacytowałem, gdyż mam trochę większe zaufanie do znanego profesora ewolucjonisty od nieznanego mi, poza forum, pana Tomasza Kamińskiego (Informatyk, analityk, ITIL'owiec, dawniej nazywano mnie "guru od testów". Prywatnie od 17 lat (jest 2010) uczę charytatywnie tai chi, jako metody przywracania zdrowia, szczególnie cennej dla seniorów.)

>Wystarczy prenumerować np. Świat Nauki, żeby być na bieżąco - sam też nikomu w Internecie nie ufam, dlatego jestem prenumeratorem kilku poważnych czasopism.
Dziękuje za wskazówkę już biegnę zaprenumerować. Panie Tomaszu, bądź Pan poważnym, tu - na forum - zupełnie nieważnym jest opowiadanie o naszym merytorycznym przygotowaniu. Tu nasze teksty bronią się lub nie w krytycznej lekturze naszych czytelników. Przy okazji, to ja wyżej stawiam książki od czasopism, choć czytywałem już "Problemy", a teraz dla szybkiego zorientowania się w ciekawostkach to korzystam z internetu. Na przykład tu!

>>>>Nie na wszystkie wypowiedzi, które tu czytam, odpowiadam, gdyż nawet gdybym chciał, a nie chcę, to nie dał bym rady. Wybieram tylko te, które dla mnie są interesujące, lub prowokujące. Sama niezgoda na mętny i mało przekonywujący wywód rzadko kiedy prowokuje mnie do wypowiedzi. Świata i tak już nie zmienię, a ludzie są różni i różne mają poglądy.
>>>>Może i Pan mieć swoje własne. Wprawdzie nie zgadzam się z nim, ale polemizować mi się z Panem nie chce, a przecież nie muszę.
>Tu nie chodzi o polemikę.
A o co mogło Panu tu chodzić?
Właśnie takiemu archaicznemu podejściu do ewolucji przeciwstawiam się w tym wątku. Najważniejszym mechanizmem ewolucji jest "tasowanie kart", drugim - usuwanie mutacji rozumianych jako przypadkowe błędy. Szkoda, że nie zwróciłeś uwagi na "wektory" i inne mechanizmy tasowania, o których wspomniałem, i o których coraz więcej pisze się w ostatnich latach. Tasowanie genów ma miejsce w całej puli DNA na Ziemi. Dzięki wirusom i bakteriom organizmy symbiotyczne (jakimi jesteśmy) testują coraz to nowe "talie kart", a przypadkowe są poprawiane i eliminowane z puli. Ewolucja jest wynalazcą dzięki tasowaniu i symbiozie, przypadkowe błędy wnoszą zaniedbywalnie małą wartość do wynalazków. Nie o polemikę?

>Proszę nie patrzeć na Racjonalizm, jak na jakąś grę erystyczną.
Pan nie tylko wie jak rozumuję, ale nawet dostrzega sposób mojego widzenia racjonalizmu.

>Naszym celem jest np. zachęcanie ludzi do wzbogacania wiedzy.
Nie wiem jakie mamy wspólne cele, ja swój realizuję tu od początku i jak sądzę parę osób czyta moje wypowiedzi z zainteresowaniem czemu dają wyraz.

>Kontrowersje nie służą polemice, ale wzbudzeniu zainteresowania.
Jestem zwolennikiem i kontrowersji i polemik nawet bardzo ostrych, tyle że merytorycznych.

>A warto zainteresować się naturalnymi wektorami - dzięki zrozumieniu ich roli przestajemy demonizować przypadkowe mutacje.
Warto interesować się wieloma sprawami. Może Pan zechce przedstawić tu w sposób komunikatywny - tak aby jak najwięcej osób mogło zrozumieć - to o co Panu chodzi i czym chciałby Pan nas zainteresować. Gdyż jak na razie to tylko rozumiem, iż nie zgadza się Pan ze mną i uważa, że "demonizuję przypadkowe mutacje", to ja za taką rozmowę serdecznie dziękuję.

Miłego dnia.

@@@
.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Panie Tomaszu, bądź Pan poważnym, tu - na forum - zupełnie nieważnym jest opowiadanie o naszym merytorycznym przygotowaniu. Tu nasze teksty bronią się lub nie w krytycznej lekturze naszych czytelników

Jak ma im w tym pomóc wiedza o mojej znajomości tai chi? Czy instruktor tai chi to jakis guru? A może to miała być wycieczka osobista? Proszę samemu być poważnym, zanim zacznie Pan pouczać poważnych dyskutantów.

> Przy okazji, to ja wyżej stawiam książki od czasopism

To niepoważne uogólnienie - rodzaj sztuczki erystycznej. Nie było przedmiotem dyskusji, co jest wyżej, ale chodziło o aktualność wiedzy. Cykl wydawniczy książek jest dłuższy niż artykułów w czasopismach, więc najnowsze odkrycia są wcześniej opisane w czasopismach, a potem w książkach. Dlaczego więc stawia Pan wyżej książki? Żeby zamącić w dyskusji?

>Warto interesować się wieloma sprawami. Może Pan zechce przedstawić tu w sposób komunikatywny - tak aby jak najwięcej osób mogło zrozumieć - to o co Panu chodzi i czym chciałby Pan nas zainteresować.

Dobrze, w sposób komunikatywny: Ludzie, czytajcie o naturalnych wektorach - plazmidach, fagach, wektorach bakteryjnych... - naukowcy odkrywają ich coraz więcej i więcej, niemal z dnia na dzień zmienia się nasze rozumienie, jak ważne są wektory dla ewolucji.

Przepraszam, że nie daje się wciągać w polemikę, ale naprawdę zależy mi na zainteresowaniu ludzi lekturą - niech czytają o wpływie wektorów na ewolucję, niech czytają o mechanizmach naprawiających mutacje, żeby nie miały one wpływu, niech czytają ...

doku (Tomasz Kamiński)
04-10-2013 17:34 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Panie Tomaszu, bądź Pan poważnym, tu - na forum - zupełnie nieważnym jest opowiadanie o naszym merytorycznym przygotowaniu. Tu nasze teksty bronią się lub nie w krytycznej lekturze naszych czytelników
>Jak ma im w tym pomóc wiedza o mojej znajomości tai chi?
Zupełnie tego nie wiem?

>Czy instruktor tai chi to jakis guru?
Też nie wiem? To nie moja specjalność tylko Pańska.

>A może to miała być wycieczka osobista?
Jaka wycieczka? Tu podajemy zainteresowanym istotne informacje na własny temat. Ja uczyniłem podobnie wpisując własne Zainteresowania: religioznawstwo, historia, humanistyka, filozofia, polityka, nauka, biologia ewolucyjna, antropologia

>Proszę samemu być poważnym, zanim zacznie Pan pouczać poważnych dyskutantów.
Rozumiem, iż Pan jest poważnym pisząc: Właśnie takiemu archaicznemu podejściu do ewolucji przeciwstawiam się w tym wątku. Najważniejszym mechanizmem ewolucji jest "tasowanie kart", drugim - usuwanie mutacji rozumianych jako przypadkowe błędy. Szkoda, że nie zwróciłeś uwagi na "wektory" i inne mechanizmy tasowania, o których wspomniałem,
a ja jestem niepoważnym i pouczam Pana pisząc: Nie na wszystkie wypowiedzi, które tu czytam, odpowiadam, gdyż nawet gdybym chciał, a nie chcę, to nie dał bym rady. Wybieram tylko te, które dla mnie są interesujące, lub prowokujące. Sama niezgoda na mętny i mało przekonywujący wywód rzadko kiedy prowokuje mnie do wypowiedzi. Świata i tak już nie zmienię, a ludzie są różni i różne mają poglądy.
Może i Pan mieć swoje własne. Wprawdzie nie zgadzam się z nim, ale polemizować mi się z Panem nie chce, a przecież nie muszę.

Tu Pan też nie poucza odsyłając mnie do dosyć powszechnie czytanego przez inteligencje pisma popularyzującego naukę:
>Wystarczy prenumerować np. Świat Nauki, żeby być na bieżąco - sam też nikomu w Internecie nie ufam, dlatego jestem prenumeratorem kilku poważnych czasopism.
Dziękuje za wskazówkę już biegnę zaprenumerować. Panie Tomaszu, bądź Pan poważnym, tu - na forum - zupełnie nieważnym jest opowiadanie o naszym merytorycznym przygotowaniu. Tu nasze teksty bronią się lub nie w krytycznej lekturze naszych czytelników. Przy okazji, to ja wyżej stawiam książki od czasopism, choć czytywałem już "Problemy", a teraz dla szybkiego zorientowania się w ciekawostkach to korzystam z internetu. Na przykład tu!

>>>>Przy okazji, to ja wyżej stawiam książki od czasopism
>To niepoważne uogólnienie - rodzaj sztuczki erystycznej. Nie było przedmiotem dyskusji, co jest wyżej, ale chodziło o aktualność wiedzy. Cykl wydawniczy książek jest dłuższy niż artykułów w czasopismach, więc najnowsze odkrycia są wcześniej opisane w czasopismach, a potem w książkach. Dlaczego więc stawia Pan wyżej książki? Żeby zamącić w dyskusji?
Nie żeby zamącić, ale z doświadczenia zawodowego. Redagowałem i czasopisma i książki naukowe i wiem co jest bardziej rzetelnie i odpowiedzialniej wydawane. Mnie się nigdzie nie spieszy i zdecydowanie bardziej preferuję sprawdzone informacje. Zresztą przecież nie napisałem, iż nie czytam czasopism, a odwrotnie wspomniałem o zasłużonych "Problemach", które czytywałem od dziecka. (Miałem chyba 12 lat, gdy rodzice zaprenumerowali mi to pismo)

>>>>Warto interesować się wieloma sprawami. Może Pan zechce przedstawić tu w sposób komunikatywny - tak aby jak najwięcej osób mogło zrozumieć - to o co Panu chodzi i czym chciałby Pan nas zainteresować.
>Dobrze, w sposób komunikatywny: Ludzie, czytajcie o naturalnych wektorach - plazmidach, fagach, wektorach bakteryjnych... - naukowcy odkrywają ich coraz więcej i więcej, niemal z dnia na dzień zmienia się nasze rozumienie, jak ważne są wektory dla ewolucji.
Taaaak, wszyscy rozumiemy jak Pan jest wielce mądrym i jak ogromną wiedzę posiada. Moje gratulacje, choć może warto przy tym pamiętać, iż nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami.

>Przepraszam, że nie daje się wciągać w polemikę,
Jaką polemikę, na jaki temat i z kim? Ja jak wyżej napisałem nie chcę z Panem polemizować, już choćby dlatego, że niezbyt rozumiem Pańskie wielce uczone wywody, a wtedy - co zrozumiałe - rozmowa jest niemożliwą, pyskówki są dla mnie mało interesujące. Więc o czym mielibyśmy tu dyskutować? O nas? Jak dla mnie, to jest zupełnie nieciekawe.

>ale naprawdę zależy mi na zainteresowaniu ludzi lekturą - niech czytają o wpływie wektorów na ewolucję, niech czytają o mechanizmach naprawiających mutacje, żeby nie miały one wpływu, niech czytają ...
Może i naprawdę Panu na tym zależy. Może i Pan ludzi zachęca do czytania, ale są też ludzie bardziej tępi jak Bogusławski, którzy zupełnie Pańskich intencji i wywodów nie rozumieją. Czy mają prawo podyskutować sobie z innymi, z którymi zrozumieć się potrafią. Nie zauważyłem abym tu jakość szczególnie czepiał się Pańskich wypowiedzi, więc proszę tylko o wzajemność.

Miłego dnia.

@@@
.
22-08-2013 11:33 
 Ocena 4 na 4
ślusarski (750 punktów)
>...czy racjonalną jest istniejąca obiektywnie rzeczywistość jest ciekawym pytaniem. Osobiście mocno w to wątpię, gdyż dlaczego miałoby tak być?

Na poparcie tych słów przytoczę post z korespondencji, którą prowadziłem z userem na innym forum.

".., a jak już jestem przy "głosie", to napisałem Ci wczoraj coś o obiektywnej rzeczywistości..,
Wyobraź sobie pewien nieskończenie wielki zbiór gier, które mieszczą się w czymś co nazywa się ontycznością albo Jednią - każda z tych gier to jedna ontologia, która funkcjonuje na pewnych zasadach np. przyczynowo-skutkowych.., Jednia się "rozsypuje" a my ludzie, jesteśmy dzięki naszym warunkom możliwości uczestnikami jednej z tych gier.., nasz świat to jedna z nieskończenie możliwych gier.., nie możemy grać w inne gry, ponieważ nasze warunki możliwości nam na to nie pozwalają - obiektywność świata jako zbioru wszystkich możliwych gier, jest po prostu nie możliwa.., nawet jeśli założymy, że każdy z nas postrzega ten świat w podobny sposób, to i tak widzisz tylko tą jedną grę.., myślano kiedyś, ze człowiek jako istota uprzywilejowana, gra w tą najważniejszą grę .., okazało się jednak, że nie do końca sami ze sobą potrafimy się dogadać nawet w tej jednej grze.., nasz język jest zbyt ubogi i nie potrafimy sobie dokładnie przekazać istoty rzeczy a nasze zmysły funkcjonują na pewnym poziomie głębokości odczytu danego zjawiska.., gdzie jest więc ta "obiektywność"? Habermas twierdził, iż funkcjonuje ona w przestrzeni społecznej, Popper, że w "Trzecim świecie" czyli świecie bez obserwatora.., jeśli ktoś coś napisał [np. ja teraz], to jest to obiektywne, ale jak Ty to przeczytasz, to nakładasz na to swoją subiektywną interpretację.., nauka już od dość dawna przestała posługiwać się terminem "obiektywna rzeczywistość".., obecnie mówimy jedynie o intersubiektywności, na którą składa się intersubiektywna komunikowalność i intersubiektywna sprawdzalność.., posługiwanie się przyrządami w ogóle nie przybliża nas do obiektywności - ponieważ wszystkie nasze miary są kwestią umowy, to również wyniki są sprawą arbitralną.., one stanowią jedynie punkty orientacyjne a nie pewniki.., dlatego też w nauce posługujemy się teoriami - najlepsza jest ta teoria, która w danym momencie wyjaśnia jak najwięcej naszych pytań.., jeśli stworzymy teorię "wszystkiego", to nadal będzie to tylko teoria.., i to teoria z naszej gry.. "
maceox (6766 punktów)
Dobry Tekst. Czy rozmawiałeś już kiedyś z panem Andrzejem? Prenumeruję jego wypowiedzi, ale mogłem przeoczyć.
22-08-2013 12:00 
 Ocena 1 na 1
ślusarski (750 punktów)
>Dobry Tekst. Czy rozmawiałeś już kiedyś z panem Andrzejem? Prenumeruję jego wypowiedzi, ale mogłem przeoczyć.

Sorki, ale nie znam pana Andrzeja. Chodzi zapewne o Andrzeja Bogusławskiego. Chętnie poczytam jego teksty. A gdzie jest ich więcej?
22-08-2013 12:18 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Dobry Tekst. Czy rozmawiałeś już kiedyś z panem Andrzejem? Prenumeruję jego wypowiedzi, ale mogłem przeoczyć.
>Sorki, ale nie znam pana Andrzeja. Chodzi zapewne o Andrzeja Bogusławskiego. Chętnie poczytam jego teksty. A gdzie jest ich więcej?
Obstawiałbym niektóre biblioteki, ale zupełnie nie wiem jak tych tekstów szukać, gdyż Pan Andrzej chyba nie zdradzi, czy przypadkiem w realu nie używa pseudonimu.
Zacząłbym od tego:
www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,15061
22-08-2013 12:42 
 Ocena 2 na 2
ślusarski (750 punktów)

>Obstawiałbym niektóre biblioteki, ale zupełnie nie wiem jak tych tekstów szukać, gdyż Pan Andrzej chyba nie zdradzi, czy przypadkiem w realu nie używa pseudonimu.
>Zacząłbym od tego:
>www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,15061

To umiem wyszukać i wiele jego Postów czytałem. Świetnie pisze. Chodziło mi o jakieś inne publikacje, bo wspomniałeś o prenumeracie. Domyślam się teraz, że chodzi o prenumeratę na tym forum. Ale i tak dziękuję.
22-08-2013 13:02 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Zacząłbym od tego:
>>www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,15061
>To umiem wyszukać i wiele jego Postów czytałem. Świetnie pisze. Chodziło mi o jakieś inne publikacje, bo wspomniałeś o prenumeracie. Domyślam się teraz, że chodzi o prenumeratę na tym forum. Ale i tak dziękuję.
No właśnie, powinienem się był już domyślić, że to potrafisz. Przepraszam.
Życzę owocnej dyskusji z Panem Andrzejem, gdyż zauważyłem, że już tu mu przedstawiłeś pewną myśl.
Podoba mi się Twoje nastawienie.
Znacznie częstsze wśród nowych uczestników jest przekonanie o swojej wielkiej mądrości, którą chcą tu łaskawie udzielać innym.
Oczywiście trochę wiary w siebie też nie zaszkodzi.
No, ale znów nie wiem, czy jest konieczne, by o tym pisać.
Cieszę się, że tu jesteś, gdyż Twoje posty są inspirujące, a jednocześnie można z Tobą kulturalnie porozmawiać.
Pozdrawiam
22-08-2013 23:30 
 Ocena 1 na 1
ślusarski (750 punktów)

>No właśnie, powinienem się był już domyślić, że to potrafisz. Przepraszam.

I słusznie przypuszczałeś, bo jestem noga w sprawnościach komputerowych.

>Życzę owocnej dyskusji z Panem Andrzejem, gdyż zauważyłem, że już tu mu przedstawiłeś pewną myśl.

Już zacząłem dyskutować z Panem Andrzejem i mam nadzieję, że poradzę sobie.

>Podoba mi się Twoje nastawienie.
>Znacznie częstsze wśród nowych uczestników jest przekonanie o swojej wielkiej mądrości, którą chcą tu łaskawie udzielać innym.

Kiedy zgłębiam jakąś wiedzę, dochodzę do wniosku, że "wiem, że nic nie wiem"

>Oczywiście trochę wiary w siebie też nie zaszkodzi.

Wiara w siebie zawsze jest pożądana w przeciwieństwie do wiary kościołowej.

>Cieszę się, że tu jesteś, gdyż Twoje posty są inspirujące, a jednocześnie można z Tobą kulturalnie porozmawiać.
>Pozdrawiam

Wyrwałeś mi to z ust, ale wobec Ciebie.
Pozdrawiam serdecznie.
22-08-2013 13:36 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Obstawiałbym niektóre biblioteki, ale zupełnie nie wiem jak tych tekstów szukać, gdyż Pan Andrzej chyba nie zdradzi, czy przypadkiem w realu nie używa pseudonimu.
W realu nie używam pseudonimu, natomiast na portalu to i owszem, ale rzeczywiście wolę pozostawać tu incognito.
Jeżeli nie obronią się same teksty, to znaczy, że nie warto je pisać.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Paul Figura (1368 punktów)

>Sorki, ale nie znam pana Andrzeja. Chodzi zapewne o Andrzeja Bogusławskiego. Chętnie poczytam jego teksty. A gdzie jest ich więcej?

Przepraszam że się wtrącę ale nie chodzi czasem, o też Andrzeja tylko że Koraszewskiego.?
22-08-2013 17:20 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Sorki, ale nie znam pana Andrzeja. Chodzi zapewne o Andrzeja Bogusławskiego. Chętnie poczytam jego teksty. A gdzie jest ich więcej?
>Przepraszam że się wtrącę ale nie chodzi czasem, o też Andrzeja tylko że Koraszewskiego.?
Dokładnie tak! Lubię swoje imię, ale jak mówi przysłowie: Nie jednemu psu Burek.

Andrzej Bogusławski.

@@@
.
23-08-2013 00:53 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>Sorki, ale nie znam pana Andrzeja. Chodzi zapewne o Andrzeja Bogusławskiego. Chętnie poczytam jego teksty. A gdzie jest ich więcej?
>Przepraszam że się wtrącę ale nie chodzi czasem, o też Andrzeja tylko że Koraszewskiego.?
Przepraszam, że ja się również wtrącę, ale cały ambaras wziął się wyłącznie z mojego faux pas:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,577332#w582357

Wydawało mi się dość oczywiste, że jeżeli odpowiadam na wpis kolegi Ślusarskiego, który jest kierowany do Pana Andrzeja, to co najmniej z dużą dozą prawdopodobieństwa można ustalić, którego Pana Andrzeja mam na myśli.

Oczywiście nie uwzględniłem faktu, że dla innych czytelników może to być mniej jasne, gdy w międzyczasie rozrosną się drzewka dialogów.

Ponadto dopuściłem się tym samym również wykroczenia poza ogólnoprzyjęte ramy savoir vivre'u. Okoliczność, że akurat Pan Andrzej zezwolił mi, aby w rozmowach z nim zwracać się do niego per "Panie Andrzeju" nie zwalnia mnie jeszcze z obowiązku wskazywania jego nazwiska, gdy mowa o nim w rozmowach z osobami trzecimi.

Jednocześnie sądzę, że kolega Ślusarski w swym poście już właśnie dokładnie acz grzecznie był skonstatował owo potencjalne qui pro quo.

Désolé
22-08-2013 23:59 
 Ocena 4 na 4
ślusarski (750 punktów)

>Przepraszam że się wtrącę ale nie chodzi czasem, o też Andrzeja tylko że Koraszewskiego.?

Niech nawet będzie redaktorem naczelnym - czy to ważne? Dla mnie najważniejsze jest pisać z ciekawymi ludźmi na ciekawe tematy.
22-08-2013 13:29 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
...czy racjonalną jest istniejąca obiektywnie rzeczywistość jest ciekawym pytaniem.
Osobiście mocno w to wątpię, gdyż dlaczego miałoby tak być?

>Na poparcie tych słów przytoczę post z korespondencji, którą prowadziłem z userem na innym forum.
>".., a jak już jestem przy "głosie", to napisałem Ci wczoraj coś o obiektywnej rzeczywistości..,
To poniżej to Pański tekst czy "usera", czy jeszcze kogoś innego?

>Wyobraź sobie pewien nieskończenie wielki zbiór gier, które mieszczą się w czymś co nazywa się ontycznością albo Jednią - każda z tych gier to jedna ontologia, która funkcjonuje na pewnych zasadach np. przyczynowo-skutkowych..,
Wyobraźnia ludzka nie ma granic, można sobie i takie coś wyobrazić - tylko po co?
Czy mógłby Pan zdefiniować "grę"? Nie rozumiem także terminu "jednia", a i "ontologii" nie bardzo pojmuję. Czyli jak dla mnie jest to rzucanie niesprecyzowaną terminologią dla uzyskania efektu ezoterycznej mądrości.

>nasz język jest zbyt ubogi i nie potrafimy sobie dokładnie przekazać istoty rzeczy a nasze zmysły funkcjonują na pewnym poziomie głębokości odczytu danego zjawiska..,
Ludzki umysł uzbrojony w zmysły jest naszym jedynym narzędziem poznania istniejącej obiektywnie rzeczywistości. Wszystko co wykracza ponad to to tylko spekulacje. Spekulacje mogą być naukowe, filozoficzne, bądź religijne, ale praktycznie to ich wartość jest niewielka.

>gdzie jest więc ta "obiektywność"?
W samym istnieniu - niezależnie od poznającego podmiotu. Rzeczywistość istnieje, czy to się komuś podoba czy nie. Czy uznaje jej istnienie, czy też nie uznaję i jedynym narzędziem poznania tej rzeczywistości przez człowieka jest jego umysł uzbrojony w narzędzia - intelektualne i materialne.

>Habermas twierdził, iż funkcjonuje ona w przestrzeni społecznej, Popper, że w "Trzecim świecie" czyli świecie bez obserwatora.., jeśli ktoś coś napisał [np. ja teraz], to jest to obiektywne,
A. J. Ayer napisał: Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą. Filozofowie formułują twierdzenia, w swoim mniemaniu prawdziwe, i zawsze wysuwają argumenty służące do obrony własnych teorii i do obalenia teorii innych filozofów.

> ale jak Ty to przeczytasz, to nakładasz na to swoją subiektywną interpretację..,
Zrozumiałe. Tak czyni każdy myślący człowiek i Habermas i Popper i Ayer i Pan Ślusarski oraz oczywiście Bogusławski.

>nauka już od dość dawna przestała posługiwać się terminem "obiektywna rzeczywistość".., obecnie mówimy jedynie o intersubiektywności, na którą składa się intersubiektywna komunikowalność i intersubiektywna sprawdzalność.., posługiwanie się przyrządami w ogóle nie przybliża nas do obiektywności - ponieważ wszystkie nasze miary są kwestią umowy, to również wyniki są sprawą arbitralną.., one stanowią jedynie punkty orientacyjne a nie pewniki.., dlatego też w nauce posługujemy się teoriami - najlepsza jest ta teoria, która w danym momencie wyjaśnia jak najwięcej naszych pytań.., jeśli stworzymy teorię "wszystkiego", to nadal będzie to tylko teoria.., i to teoria z naszej gry.. "
Ło Boze, Bozicku, ale to mądre! Nauka już przestała!? Czy naprawdę cała nauka już przeszła na intersubiektywność?
O intersubiektywnej sprawdzalności ciekawie napisał tu pan Fizyk

Moim zdaniem istniejąca obiektywnie rzeczywistość jest tak fascynującą, iż nie potrzeba jej dodatkowych filozoficznych udziwnień, a ostateczną weryfikacją wszystkich twierdzeń jest ich doświadczalna powtarzalność (praktyka). Myślę, że pozostanę już przy moim nienowoczesnym spojrzeniu na niepoznaną, choć poznawalną istniejącą obiektywnie rzeczywistość. Takie deklaracje poglądowe składałem już tu kilkakrotnie: Jestem "naturalistą ontologicznym" i według mnie istnieje tylko jeden byt , dostępny ludzkiemu poznaniu za pomocą zmysłów (bezpośrednio lub pośrednio za pomocą różnorodnych narzędzi). Jest to obiektywnie istniejąca rzeczywistość, poznawalna aczkolwiek jeszcze nie poznana (wraz z wyjaśnieniem jednych problemów pojawiają się następne) i to permanentne zbliżanie się do prawdy o świecie jest fascynujące. I nic się nie zmieniło!

Przepraszam, ale nie wiem czy byłem dostatecznie komunikatywnym w przekazaniu mojego poglądu (moich koncepcji filozoficznych)?

Pozdrawiam.

@@@
.
22-08-2013 22:47 
 Ocena 1 na 1
ślusarski (750 punktów)
>To Pański tekst czy "usera", czy jeszcze kogoś innego?
>Czy mógłby Pan zdefiniować pl.wikipedia.org/wiki/Gra] "grę"

To jest tekst mojego rozmówcy i nie mogę za niego wyjaśniać. Wydaje mi się zawiły i ta analogia z grą do mnie nie przemawia. Jednak zamieściłem go tutaj, bo pasował do kwestii obiektywnej rzeczywistości, jako przeciwstawny punkt widzenia.

>Ludzki umysł uzbrojony w zmysły jest naszym jedynym narzędziem poznania istniejącej obiektywnie rzeczywistości.
>Myślę, że pozostanę już przy moim nienowoczesnym spojrzeniu na niepoznaną, choć poznawalną istniejącą obiektywnie rzeczywistość.

Ja przeciwnie, nie uważam, że obiektywna rzeczywistość jest poznawalna. Wolę używać zwrotu otaczająca nas rzeczywistość, bo zawiera w sobie rzeczy niepoznawalne, zakryte przed nami. Żeby móc poznać obiektywną rzeczywistość, należałoby spojrzeć na nią z zewnątrz. A tego się nie da, bo jak tu spojrzeć na wszechświat z zewnątrz? Samo pojęcie z zewnątrz jest bezsensowne. Także nieoznaczoności w mikroświecie uniemożliwiają nam go obejrzeć. Oczywiście możemy założyć istnienie idealnego obserwatora, który zna obiektywną rzeczywistość, lecz w tym momencie wchodzimy na grunt teizmu.
Poza tym nawet idealny obserwator też wyłożyłby się na obiektywnej rzeczywistości ponieważ, czy ona istnieje? Pierwotne wobec widzialnej rzeczywistości jest mikroświat, który nie jest zdeterminowany, rządzi nim przypadek, chaos. Dopiero z niego wyłania się świat, w którym żyjemy i ekstrapolujemy go na wszelkie sposoby szukając twardego gruntu. Ale go nie ma, bo wgłębiając, zaczyna się rozpływać.

>Przepraszam, ale nie wiem czy byłem dostatecznie komunikatywnym w przekazaniu mojego poglądu (moich koncepcji filozoficznych)?
>Pozdrawiam.
>@@@
>.

Myślę, ze zrozumiałem Ciebie dobrze, ale głowy bym nie dał. To z powodu mojego dyletanctwa w tematach, które poruszam ma forum.

Mam pytanie - czy mogę używać formy per ty, czy przejść na pan?
Pozdrawiam serdecznie.
23-08-2013 00:47 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Daniel Krzewiński
Spór o obiektywny charakter poznania
Najogólniej rzecz biorąc (każde ze stanowisk występuje bowiem w historii filozofii w dziesiątkach i setkach różnych wariantów i odmian) idzie tu o następujący problem: czy to, co jest dane naszemu poznaniu, jest jakimś odbiciem niezależnie od nas i poza nami, a więc obiektywne istniejącej rzeczywistości (koncepcja obiektywnego charakteru poznania), czy też to, co dane w naszym poznaniu, jest tak czy inaczej tworem lub konstrukcją umysłu poznającego, a więc to, co nazywamy przedmiotem poznania, nie istnieje ani poza, ani niezależnie od umysłu poznającego, lecz - przeciwnie - jest jego tworem (koncepcja subiektywnego charakteru poznania).
www.racjonalista.pl/kk.php/s,7419

>>>>Myślę, że pozostanę już przy moim nienowoczesnym spojrzeniu na niepoznaną, choć poznawalną istniejącą obiektywnie rzeczywistość.
>Ja przeciwnie, nie uważam, że obiektywna rzeczywistość jest poznawalna.
No cóż, rożne koncepcje solipsyzmu znane są od dawna i od dawna przez większość odrzucone, ale próbować można. Koncepcja niepoznawalności obiektywnie istniejącej rzeczywistości jest - moim zdaniem - stanowiskiem solipsystycznym.
www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,477419#w483189
www.racjon(*).php/z,0/d,44/s,396033#w400299
www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,477419#w483012

>Wolę używać zwrotu otaczająca nas rzeczywistość, bo zawiera w sobie rzeczy niepoznawalne, zakryte przed nami.
Nie bardzo rozumiem co znaczy "otaczająca nas rzeczywistość", czy obejmuje tą która kiedyś istniała i tą która będzie istniała później, czy obejmuje całość multiwersum ? Itd. Natomiast "niepoznawalność" jest niezgodna z obecnym paradygmatem nauki, którym jest naturalizm metodologiczny (Termin "poznawalność" wcale nie znaczy iż rzeczy są poznane tylko, że mogą być poznane i tak jest odwrotnie "niepoznawalność" znaczy, iż są rzeczy niedostępne ludzkiemu poznaniu.)

>Żeby móc poznać obiektywną rzeczywistość, należałoby spojrzeć na nią z zewnątrz.
A dlaczego? Ja takiej konieczności nie dostrzegam. Uważam, że możliwe jest jej poznawanie również z wewnątrz.

>A tego się nie da, bo jak tu spojrzeć na wszechświat z zewnątrz?
Człowiek oprócz umysłu uzbrojonego w zmysły posiada także narzędzia.

>Samo pojęcie z zewnątrz jest bezsensowne.
Tu tak, gdyż nawet nie bardzo wiadomo o co mogłoby chodzić?

>Także nieoznaczoności w mikroświecie uniemożliwiają nam go obejrzeć.
Nie rozumiem co Pan ma na myśli pisząc i o "nieoznaczoności" i o "oglądaniu".
Prawdopodobnie myśli Pan tu o fizyce kwantowej? I co? I myśli Pan, że te zagadnienia są niedostępne ludziom?

>Oczywiście możemy założyć istnienie idealnego obserwatora, który zna obiektywną rzeczywistość, lecz w tym momencie wchodzimy na grunt teizmu.
Można różne spekulacje przeprowadzać, ale gdyby Pan trochę moich wypowiedzi przeczytał, to dostrzegłby Pan, iż uważam, że wszelkie filozoficzne spekulacje muszą podporządkować się wiedzy naukowej.

>Poza tym nawet idealny obserwator też wyłożyłby się na obiektywnej rzeczywistości ponieważ, czy ona istnieje?
W razie wątpliwości, ktoś tu napisał, należy włożyć palec do maszynki do mięsa.

>Pierwotne wobec widzialnej rzeczywistości jest mikroświat, który nie jest zdeterminowany, rządzi nim przypadek, chaos. Dopiero z niego wyłania się świat, w którym żyjemy i ekstrapolujemy go na wszelkie sposoby szukając twardego gruntu.
Ale go nie ma, bo wgłębiając, zaczyna się rozpływać.
To jak dla mnie zbyt teologiczny tekst i niewiele z niego rozumiem. Profesor Korzeniewski to jednak jaśniej wykłada.

>>>>Przepraszam, ale nie wiem czy byłem dostatecznie komunikatywnym w przekazaniu mojego poglądu (moich koncepcji filozoficznych)?
>Myślę, ze zrozumiałem Ciebie dobrze, ale głowy bym nie dał. To z powodu mojego dyletanctwa w tematach, które poruszam ma forum.
>Mam pytanie - czy mogę używać formy per ty, czy przejść na pan?
Z wszystkimi, z którymi rozmawiam na naszym forum używam formy pani/pan. Dlaczego tłumaczyłem to wielokrotnie. Ostatnio wczoraj

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
ślusarski (750 punktów)

>>Mam pytanie - czy mogę używać formy per ty, czy przejść na pan?
>Z wszystkimi, z którymi rozmawiam na naszym forum używam formy pani/pan.
>Pozdrawiam serdecznie.
>@@@
>.

Witam.

Mnie też razi, kiedy ktoś zwraca się do mnie per ty, lecz w realu. Natomiast w necie do tego przyzwyczaiłem się i uważam za normę. Niestety, amerykanizacja życia wali się do nas drzwiami i komputerami. Będę więc używać formy pan.
Co do odpowiedzi na pozostałą część postu, ustosunkuję się za kilka dni, bo wyjeżdżam do lasu na weekend, a tam zasięg sieci lichy. Poza tym dał Pan tyle materiału do czytania, ze muszę nad nim posiedzieć. Ale Bernarda Korzeniewskiego przelecę oczami, bo to książka. Zresztą częściowo znam jego pogląd, bo już czytałem "Od neuronu do samoświadomości" Chyba to ten sam Korzeniewski.

Pozdrawiam.
24-08-2013 15:52 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Mnie też razi, kiedy ktoś zwraca się do mnie per ty, lecz w realu.
W realu, gdyby pozwolili, to ze sporą częścią naszych forumowiczów chętnie przeszedł bym na "ty". Są tu kulturalni ludzie o ogromnej wiedzy i umiejętnościach jej przekazania. Tam (w realu) istnieje możliwość wyboru.

Moi profesorowie do studenta I roku zwracali się przez pan, a dziś z częścią jestem na ty i zaliczam ich do moich przyjaciół i konsekwentnie, z niektórymi moimi byłymi studentami jestem na ty.

Natomiast jak wszyscy, to wszyscy.

>Natomiast w necie
Sporo czytam, także w internecie - natomiast Racjonalista.pl jest jedynym miejscem, gdzie się wypowiadam (od początku, przez cały czas pod tym sam nickiem) miedzy innymi właśnie ze względu na odpowiadający mi poziom intelektualny i kulturalny większości użytkowników.

>do tego przyzwyczaiłem się i uważam za normę.
A dlaczego? To tylko narzucona nam norma. My nawet polskiej klawiatury w komputerach nie mamy. U wielkich patriotów narodu wybranego brak szacunku dla własnej kultury i własnego języka. Z dumą zrzuciliśmy jarzmo jednego wielkiego brata aby natychmiast z rozkoszą nakładać samemu sobie jarzmo innego wielkiego brata.

>Niestety, amerykanizacja życia wali się do nas drzwiami i komputerami.
Zdecydowanie tak. W całej Europie, ale co bardziej cywilizowane narody, to starają się ją w miarę skutecznie powstrzymać. Tylko trzeba myśleć samodzielnie, a nie łykać kit propagandowy.

>Będę więc używać formy pan.
Dziękuję!
Będziemy więc na tym forum rozmawiać. Tu w większości przypadków - tak jak w całym internecie - używana jest w większości przypadków - choć nie zawsze - forma "ty", ale nie ma przymusu odpowiadania ani na każdą wypowiedź, ani rozmowy z każdym. Nie zauważyłem aby inteligentnym i kulturalnym ludziom (nawet gdy mają inny pogląd) zbytnio to przeszkadzało. Jest zupełnie odwrotnie. Przeszkadza to tylko tym, którzy niewiele mają do powiedzenia, a mają jedynie słuszne poglądy (np. taki, że przez używanie formy pan możemy stać się "staniemy się pośmiewiskiem internetu"), które starają się "na huki" narzucić innym.

>Co do odpowiedzi na pozostałą część postu, ustosunkuję się za kilka dni,
Zupełnie nie ma pośpiechu. Wolę wypowiedzi przemyślane od szybkich.

> bo wyjeżdżam do lasu na weekend, a tam zasięg sieci lichy.
Przyjemnego wypoczynku na łonie przyrody.

>Poza tym dał Pan tyle materiału do czytania, ze muszę nad nim posiedzieć.
Szanuję partnerów, którzy mnie szanują i starają się przeczytać ze zrozumieniem to co piszę wraz z odwołaniami. Sam prawie zawsze tak podchodzę. "Prawie" - to ze względu na swoistość rozmów na naszym forum.

>Ale Bernarda Korzeniewskiego przelecę oczami, bo to książka.
Tak, to książka niebyt wielka rozmiarami, ale przemyśleniami to spora.

>Zresztą częściowo znam jego pogląd, bo już czytałem "Od neuronu do samoświadomości".
Dosyć bardzo częściowo, gdyż profesor zbudował sobie dosyć spójną filozoficzną wizję całej rzeczywistości. Choć nie do końca się z nim zgadzam i nie uważam aby wszystkie szczegóły miał już dopracowane, to bardzo polecam jej poznanie i próbę zrozumienia.

>Chyba to ten sam Korzeniewski.
Tak, to ten sam. Proszę wpisać w wyszukiwarkę Bernard Korzeniewski.

* * * * *

Ja nie jestem filozofem natomiast przez lata wypracowałem sobie swoją własną "prywatną filozofię" Andrzeja Bogusławskiego.

Luki filozoficzne zostały tam w części zapełnione wiedzą religioznawczą, z elementami teologii oraz osiągnięciami biologii ewolucyjnej, ze szczególnym uwzględnieniem problemów powstania, istnienia i funkcjonowania świadomości.

Cały czas poszukuję. Do wielu wyjaśnień problemów jestem mniej lub bardziej przekonany, ale jeszcze nie znalazłem (i wiem, że nigdy nie znajdę) jakiejkolwiek pewności. Stąd określam swoje poglądy, jako racjonalistyczno-empiryczny sceptycyzm oparty na naturalizmie ontologicznym.
www.racjon(*)rum.php/z,0/d,2/s,75136#w75692

Nie mam zamiaru ani też nie próbuję "prywatnej filozofii Andrzeja Bogusławskiego" nikomu narzucać, co mi nie przeszkadza w proponowaniu jej zrozumienia i przyjęcia po przemyśleniach, niektórych z moich poglądów (przecież sam większość swoich poglądów zaczerpnąłem też od innych), ale to tylko propozycja do samodzielnego przetrawienia.
www.racjon(*)rum.php/z,0/d,2/s,75136#w75698

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
ślusarski (750 punktów)
Witam.

Nie czuję się na siłach brać udział w dyskusji na tak wysokim poziomie, gdzie muszę się ustosunkować do publikacji osoby z tytułem profesora i Pańskich, zapewne z nie mniejszymi tytułami. Jednak spróbuję i odniosę się do kilku zagadnień.

>A. J. Ayer napisał: Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą. Filozofowie formułują twierdzenia, w swoim mniemaniu prawdziwe, i zawsze wysuwają argumenty służące do obrony własnych teorii i do obalenia teorii innych filozofów.

>...uważam, że wszelkie filozoficzne spekulacje muszą podporządkować się wiedzy naukowej

>Moim zdaniem istniejąca obiektywnie rzeczywistość jest tak fascynującą, iż nie potrzeba jej dodatkowych filozoficznych udziwnień, a ostateczną weryfikacją wszystkich twierdzeń jest ich doświadczalna powtarzalność (praktyka). Myślę, że pozostanę już przy moim nienowoczesnym spojrzeniu na niepoznaną, choć poznawalną istniejącą obiektywnie rzeczywistość.

>A dlaczego? Ja takiej konieczności nie dostrzegam. Uważam, że możliwe jest jej [rzeczywistości obiektywnej] poznawanie również z wewnątrz.

Jestem podobnego zdania, że filozofia nic nie odkrywa, a jedynie dokonuje syntezy wiedzy naukowej, którą potrafi też filozofujący fizyk, także Pan, ja i wielu innych dyskutantów. Dlatego ograniczę się do przykładu bez filozoficznych dywagacji.
Chcę odnieść się go Pańskiego przekonania co do istnienia niepoznanej, choć poznawalnej istniejącej obiektywnie rzeczywistości i że można ją poznać od wewnątrz.
Otóż nie zgadzam się z tym i ograniczę się do warunków fizycznych, w których żyjemy.
Załóżmy, że chcemy dowiedzieć się wszystkiego o naszym Wszechświecie, więc używamy narzędzi, modeli teoretycznych. Tym sposobem możemy sięgnąć w głąb Wszechświata w promieniu 46 mld lat świetlnych. Dalej niestety nie, bo ekspansja jego jest szybsza od prędkości "c" i być może Wszechświat jest nieskończony.
Uważam, że nie mamy możliwości poznania tego, co jest poza jego granicami i tym samym jest niepoznawalny od wewnątrz. Z kolei w Wieloświecie nie ma żadnej możliwości wyjścia poza swój wszechświat nawet, gdyby informacja biegła bezczasowo. A więc jest to całkowita niepoznawalność wynikająca z teorii teraz i w przyszłości. Oczywiście możemy zakładać, że w przyszłości powstaną nowe teorie i narzędzia, lecz opieram sie na dzisiejszym stanie wiedzy.

>Nie bardzo rozumiem co znaczy "otaczająca nas rzeczywistość", czy obejmuje tą która kiedyś istniała i tą która będzie istniała później, czy obejmuje całość [url=http://pl.wikipedia.org/wiki/Wielo%C5%9Bwiat] multiwersum

Otaczająca rzeczywistość to wszystko co jest i było. A czy będzie istnieć, to nie wiadomo, bo cała materia wszechświata może znaleźć się na horyzoncie zdarzeń czarnej dziury, gdzie czas się zatrzymuje. Chyba, że znajdziemy się wewnątrz niej.
A w ogóle w funkcji czasu trudno o obiektywizm, ponieważ jest on wtórny wobec materii i lepiej mówić o następowaniu zdarzeń w wymiarach Plancka. Uważam, że istnieje tylko teraźniejszość, bo przeszłość to nic innego, jak ślady materialne w materii odczytywane w teraźniejszości.

>Nie rozumiem co Pan ma na myśli pisząc i o "nieoznaczoności" i o "oglądaniu".
>Prawdopodobnie myśli Pan tu o fizyce kwantowej? I co? I myśli Pan, że te zagadnienia są niedostępne ludziom?

Tak rozumiem nieoznaczoność.
Wobec powyższego nadal uważam, że nieoznaczoność uniemożliwia nam poznanie na poziomie subatomowym. W teorii schodzimy do jeszcze niższych poziomów teorii strun, gdzie nie można mówić o jakimkolwiek zakłócaniu pomiarem.

Nie przeczytałem jeszcze linku do prof. Korzeniewskiego i jeśli znajdę coś mnie nurtującego, to pozwolę sobie odezwać się do Pana

Dziękuję za ciekawą rozmowę.
Pozdrawiam.
28-08-2013 18:02 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie czuję się na siłach brać udział w dyskusji na tak wysokim poziomie,
Pan sobie śmie żartować inteligentny, oczytany i myślący facet nie daje sobie rady w rozmowach na naszym forum.
To przepraszam kto ma sobie tu dawać radę?

>gdzie muszę się ustosunkować do publikacji osoby z tytułem profesora
Tu na szczęście nic się nie musi, a wiele można. Mamy wymuszoną lapidarność wypowiedzi, a chcąc prowadzić poważne rozmowy musimy odwoływać się do uczonych i ich dorobku. Ja jestem zadowolony, iż dyskusje na forum wymuszają na mnie doczytanie i uzupełnienie wiedzy.

>i Pańskich, zapewne z nie mniejszymi tytułami.
Tu żadne tytuły ani stopnie naukowe nie mają znaczenia - tu muszą się bronić nasze wypowiedzi i po przeczytaniu kilku już wiemy z kim mamy do czynienia. Może to być intelektualista samouk bez podstawówki i utytułowany głąb: abp ks. prof. zw. dr hab. To naprawdę jest bez znaczenia.

>Jednak spróbuję i odniosę się do kilku zagadnień.
Śmiało, o to tu chodzi.

>Jestem podobnego zdania,
>że filozofia nic nie odkrywa, a jedynie dokonuje syntezy wiedzy naukowej,
Nie, aż tak dobrze to nie ma. Przed filozofią - począwszy od jej początków po dzień dzisiejszy - stoją różnorodne zdania: www.racjon(*).php/s,565192/z,0/d,18#w571673 a synteza jest tylko wyjściem do intelektualnych spekulacji o ogromnej roli inspiracji do dalszych poszukiwań.

> którą potrafi też filozofujący fizyk, także Pan, ja i wielu innych dyskutantów.
Uważam, że formalne przygotowanie filozoficzne do uprawiania filozofii jest bardzo pomocne acz nie konieczne i znanych jest trochę niezłych filozofów, którzy takiego przygotowania nie mieli. Natomiast czy każdy inteligentny człowiek potrafi dokonywać filozoficznych syntez nauki, to ja już mam wątpliwości.

>Dlatego ograniczę się do przykładu bez filozoficznych dywagacji.
>Chcę odnieść się go Pańskiego przekonania co do istnienia niepoznanej, choć poznawalnej istniejącej obiektywnie rzeczywistości i że można ją poznać od wewnątrz.
>Otóż nie zgadzam się z tym i ograniczę się do warunków fizycznych, w których żyjemy.
>Załóżmy, że chcemy dowiedzieć się wszystkiego o naszym Wszechświecie, więc używamy narzędzi, modeli teoretycznych. Tym sposobem możemy sięgnąć w głąb Wszechświata w promieniu 46 mld lat świetlnych. Dalej niestety nie, bo ekspansja jego jest szybsza od prędkości "c" i być może Wszechświat jest nieskończony.
Już pierwsze pytanie? Co znaczy "wszystkiego". Myślę, iż informacja o "wszystkim" nie zmieściłaby się nawet tylko w pomyślanym nośniku informacji.
Tak, dziś możemy sięgnąć przy pomocy posiadanych, a nawet wyobrażalnych narzędzi w głąb Wszechświata tylko do 46 mld lat świetlnych.

>Uważam, że nie mamy możliwości poznania tego, co jest poza jego granicami i tym samym jest niepoznawalny od wewnątrz.
To, że nie mamy dziś takich możliwości, to dowiedzieć się możemy z wielu książek popularyzujących fizykę teoretyczną, ale proszę o gwarancję, iż to jest pułap możliwości poznawczych człowieka w najdalszej przyszłości. Ponadto proszę przedstawić dowód, że Wszechświat z poza horyzontu poznawczego różni się od tego poznanego.

>Z kolei w Wieloświecie nie ma żadnej możliwości wyjścia poza swój wszechświat nawet, gdyby informacja biegła bezczasowo. A więc jest to całkowita niepoznawalność wynikająca z teorii teraz i w przyszłości.
Jeżeli znajdziemy metody potwierdzenia istnienia wieloświatowości, to znajdziemy i jakieś metody zajrzenia tam. Na razie są to tylko spekulacje intelektualne.

>Oczywiście możemy zakładać, że w przyszłości powstaną nowe teorie i narzędzia, lecz opieram się na dzisiejszym stanie wiedzy.
"Poznawalność" jest tezą, która wychodząc z doświadczeń poznawczych w całej historii ludzkości, nie może zamknąć się w żadnym jej dotychczasowym stanie.

>>>>Nie bardzo rozumiem co znaczy "otaczająca nas rzeczywistość", czy obejmuje tą która kiedyś istniała i tą która będzie istniała później, (...)
>Otaczająca rzeczywistość to wszystko co jest i było.
"Co było, a nie jest, tego nie pisze się w rejestr". Terminem "otaczająca" ogranicza Pan rzeczywistość, tylko do tego co jest.

>A czy będzie istnieć, to nie wiadomo, bo cała materia wszechświata może znaleźć się na horyzoncie zdarzeń czarnej dziury, gdzie czas się zatrzymuje.
Proszę Pana - ja bardzo lubiłem, a teraz lubię literaturę science fiction , ale zdecydowanie wolę trzymać się tylko science i jej ustaleń. W dającej się przewidzieć przyszłości - o ile nie nastąpi jakaś kolizja - niewiele nam zagraża.

>A w ogóle w funkcji czasu trudno o obiektywizm, ponieważ jest on wtórny wobec materii i lepiej mówić o następowaniu zdarzeń w wymiarach Plancka. Uważam, że istnieje tylko teraźniejszość, bo przeszłość to nic innego, jak ślady materialne w materii odczytywane w teraźniejszości.
Może Pan tak uważać, gdy taka Pańska filozofia. Natomiast ja patrzę tu z ludzkiej perspektywy rozumienia czasu i dzielę go na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

>>>>Nie rozumiem co Pan ma na myśli pisząc i o "nieoznaczoności" i o "oglądaniu".
>>>>Prawdopodobnie myśli Pan tu o fizyce kwantowej? I co? I myśli Pan, że te zagadnienia są niedostępne ludziom?
>Tak rozumiem nieoznaczoność.
>Wobec powyższego nadal uważam, że nieoznaczoność uniemożliwia nam poznanie na poziomie subatomowym. W teorii schodzimy do jeszcze niższych poziomów teorii strun, gdzie nie można mówić o jakimkolwiek zakłócaniu pomiarem.
Odwołał się Pan do artykułu "Kwantowe paradoksy? Są tylko w naszych umysłach", czy dobrze się Pan się nad nim zastanowił?

Poniższy post napisałem, gdy bozon Higgsa był spekulacją do ewentualnego poznania:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,344734#w346656
Czy teraz stał się choć trochę poznanym?

Pozdrawiam.

@@@
.
ślusarski (750 punktów)
>Pan sobie śmie żartować inteligentny, oczytany i myślący facet nie daje sobie rady w rozmowach na naszym forum.

No to podniósł mnie Pan na duchu i będę walczyć jak lew w obronie swojego zdania.

>Już pierwsze pytanie? Co znaczy "wszystkiego". Myślę, iż informacja o "wszystkim" nie zmieściłaby się nawet tylko w pomyślanym nośniku informacji.

Oczywiście, że ta informacja nie zmieściłaby się na niczym. Gdybyśmy się ograniczyli do wszystkiego w naszym obserwowalnym Wszechświecie, to musiałby istnieć co najmniej drugi taki wszechświat, jako nośnik informacji. Już nie pamiętam liczb, ale ilość atomów we Wszechświecie to potworna liczba. Cząstek elementarnych w atomie to znów duża liczba. Gdyby do tego dodać stany kwantowe każdej cząstki, to jest tak wielka liczba, że przyprawia o zawrót głowy. Ta liczba to jest ilość bitów informacji o Wszechświecie. Jednak do pełnej informacji daleko, ponieważ wzięta została tylko zwykła materia i należałoby dodać tajemniczą ciemną materię i hipotetyczną ciemną energię, jako główne składniki Wszechświata. Jeśli Wszechświat jest nieskończony to nic nie zmienia w niepoznawalności otaczającej nas rzeczywistości.
Zatem - wszystkiego - rozumiem przez powyższe.

>...proszę o gwarancję, iż to jest pułap możliwości poznawczych człowieka w najdalszej przyszłości.

Nie znamy pułapu możliwości poznawczych człowieka, lecz musi być ograniczony z powodu choćby czasem istnienia warunków do życia na Ziemi. Te warunki wyznacza Słońce i daje nam czas ok miliarda lat. Jednak zwykłe zlodowacenie może wykończyć cywilizację ziemską za 1000 lat. Jeśli w tym czasie nauka będzie rozwijać się nadal progresywnie, to mamy liche szanse na dobre poznanie Wszechświata.

>Ponadto proszę przedstawić dowód, że Wszechświat z poza horyzontu poznawczego różni się od tego poznanego.

Nikt takiego dowodu nie przeprowadzi, ponieważ są to tylko teoretyczne rozważania i hipotezy. Są jednak solidne przesłanki, że poza horyzontem Wszechświata jest znacznie większy, lub nawet nieskończony. Obserwowany Wszechświat nie ma idealnej sfery, lecz kształtem zbliżony do ziemniaka. Oznaczać to może, że przestrzeń rozszerza się z różną prędkością w zależności od kierunku. Także ekspansja Wszechświata może być lokalna i poza horyzontem nie musi się rozszerzać się wcale. W pewnym obszarze (obserwowalnym) może robić się rzadzizna dająca wrażenie rozszerzania, a w innym zagęszczanie (kolaps).

>Jeżeli znajdziemy metody potwierdzenia istnienia wieloświatowości, to znajdziemy i jakieś metody zajrzenia tam. Na razie są to tylko spekulacje intelektualne.

Takich metod nie ma i wątpliwe, czy w przyszłości będę, bo wynikają z teorii. To jak byśmy chcieli oczekiwać, że w przyszłości przekroczymy prędkość c.
Teoria Wieloświata nie jest zwykłą spekulacją, tylko wynika z teorii superstrun z niezłym aparatem matematycznym. W każdym razie wiele tłumaczy z naszej rzeczywistości fizycznej, a przede wszystkim to, ze powstał świat sprzyjający życiu i my sami. Wieloświat między innymi wyeliminował palec Boży w biogenezie.

>. Natomiast ja patrzę tu z ludzkiej perspektywy rozumienia czasu i dzielę go na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Zmysły nas mylą i tak jest w przypadku czasu. Jeśli on istnieje obiektywnie, to i powinna istnieć prędkość, albo inne umowne paramettry. Czy zegar odmierza czas? Nie, on zlicza ilość wahnięć wahadła, albo promieniowania atomu.
Mam pytanie do Pana - jeśliby znikła cała materia, to i czas łącznie z przeszłością i przyszłością pozostanie?

>Odwołał się Pan do artykułu "Kwantowe paradoksy? Są tylko w naszych umysłach", czy dobrze się Pan się nad nim zastanowił?

Oczywiście że tak. Czy popełniłem jakieś błędy?

>Poniższy post napisałem, gdy bozon Higgsa był spekulacją do ewentualnego poznania:
>www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,344734#w346656
>Czy teraz stał się choć trochę poznanym?

Bozon Higgsa został znaleziony z bardzo dużym prawdopodobieństwem. Kiedyś był hipotetyczny, a teraz udowodniony, czyli wiemy o nim znacznie więcej. Nastąpił więc skok w procesie poznania.

Pozdrawiam.
30-08-2013 10:24 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Pan sobie śmie żartować inteligentny, oczytany i myślący facet nie daje sobie rady w rozmowach na naszym forum.
>No to podniósł mnie Pan na duchu
Cieszę się, gdyż moim zdaniem warto.

>i będę walczyć jak lew w obronie swojego zdania.
Ogromna bzdura godna zacietrzewionego fideisty, ale nigdy racjonalisty.
Chętnie swoje zdanie zmieniam, gdy tylko ktoś przedstawi dostateczną argumentację.
Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach.

>>>>Już pierwsze pytanie? Co znaczy "wszystkiego". Myślę, iż informacja o "wszystkim" nie zmieściłaby się nawet tylko w pomyślanym nośniku informacji.
>Oczywiście, że ta informacja nie zmieściłaby się na niczym. (...) Jeśli Wszechświat jest nieskończony to nic nie zmienia w niepoznawalności otaczającej nas rzeczywistości.
>Zatem - wszystkiego - rozumiem przez powyższe.
To co Pan rozumie? Gdyż ja z Pańskiego wywodu - potwierdzającego moją wątpliwość - niewiele.
Użycie tu wielkiego kwantyfikatora było niczym nie uzasadnione, a ponadto "poznawalność" jest procesem permanentnym (nowe odpowiedzi rodzą nowe pytania i zapotrzebowanie na nowe narzędzia poznawcze i to jest właśnie w wiedzy naukowej fascynujące). Tu można i należy użyć wielkich kwantyfikatorów: - pomimo poznawalności, istniejącej obiektywnie rzeczywistości, nigdy nie będziemy wiedzieli o niej wszystkiego.

>>>>...proszę o gwarancję, iż to jest pułap możliwości poznawczych człowieka w najdalszej przyszłości.
>Nie znamy pułapu możliwości poznawczych człowieka, lecz musi być ograniczony z powodu choćby czasem istnienia warunków do życia na Ziemi.(...)
Znowu o coś innego pytam niż Pan odpowiada. Możliwości poznawcze związane są z istnieniem i moje skończą się wraz ze śmiercią i ludzkości, gdy przestanie istnieć.

>Jeśli w tym czasie nauka będzie rozwijać się nadal progresywnie, to mamy liche szanse na dobre poznanie Wszechświata.
A dlaczego miałaby rozwijać się progresywnie? Mnie już satysfakcjonuje obecny poziom, choć wiem, iż to tylko początek długiej drogi, a z perspektywy mojego, przecież krótkiego, życia dostrzegam wielki dynamizm poznawczy. Nauka poznała już rzeczy, o których uczonym w czasach mojej młodości nawet się nie śniło.

>>>>Ponadto proszę przedstawić dowód, że Wszechświat z poza horyzontu poznawczego różni się od tego poznanego.
>Nikt takiego dowodu nie przeprowadzi, ponieważ są to tylko teoretyczne rozważania i hipotezy.
To czyste spekulacje filozoficzne, czy jednak wsparte dorobkiem nauki?

>Są jednak solidne przesłanki, że poza horyzontem Wszechświata jest znacznie większy, lub nawet nieskończony.
Większy, nieskończony, czy też inny - różniący się od poznanego?

>Obserwowany Wszechświat nie ma idealnej sfery, lecz kształtem zbliżony do ziemniaka. Oznaczać to może, że przestrzeń rozszerza się z różną prędkością w zależności od kierunku. Także ekspansja Wszechświata może być lokalna i poza horyzontem nie musi się rozszerzać się wcale. W pewnym obszarze (obserwowalnym) może robić się rzadzizna dająca wrażenie rozszerzania, a w innym zagęszczanie (kolaps).
Cały czas dostrzegam u Pana oczytanie w literaturze popularyzującej fizykę teoretyczną i to się chwali, ale przecież wcale to nas nie zwalnia od samodzielnego myślenia. Na pewno mniej w tej tematyce niż Pan jestem oczytany - różnica zainteresowań, ale swoje spekulacje staram się mocno opierać na dorobku nauki i oddzielam wszelkie "może" od potwierdzonych naukowo faktów.

>>>>Jeżeli znajdziemy metody potwierdzenia istnienia wieloświatowości, to znajdziemy i jakieś metody zajrzenia tam.
>>>> Na razie są to tylko spekulacje intelektualne.
>Takich metod nie ma i wątpliwe, czy w przyszłości będę, bo wynikają z teorii. To jak byśmy chcieli oczekiwać, że w przyszłości przekroczymy prędkość c.
Jeżeli nie będzie takich metod, to dla nas taka rzeczywistość - na podobieństwo nadrzeczywistości - po prostu nie istnieje. To tylko jeszcze jedna bajka.

>Teoria Wieloświata nie jest zwykłą spekulacją, tylko wynika z teorii superstrun z niezłym aparatem matematycznym. W każdym razie wiele tłumaczy z naszej rzeczywistości fizycznej, a przede wszystkim to, ze powstał świat sprzyjający życiu i my sami. Wieloświat między innymi wyeliminował palec Boży w biogenezie.
Zaraz, zaraz! Jak można samemu sobie w jednym akapicie przeczyć: "Takich metod nie ma i wątpliwe, czy w przyszłości będą", a dalej "Teoria Wieloświata nie jest zwykłą spekulacją, tylko wynika z teorii superstrun z niezłym aparatem matematycznym". No to co? Mamy już jakieś możliwości zajrzenia, czy nie mamy? (Wcale teoria superstrun nie jest przyjętym powszechnie poglądem, to ciągle tylko naukowa spekulacja.)

>>>>Natomiast ja patrzę tu z ludzkiej perspektywy rozumienia czasu i dzielę go na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.
>Zmysły nas mylą i tak jest w przypadku czasu.
Proszę Pana umysł wyposażony w zmysły jest wszystkim co ludzkość posiada. Mnie nie interesuje żadne spostrzeganie (jak i spekulacje) pozazmysłowe.
Jak zmysły nas mylą, to dokonujemy umysłowej korekty.

CDN.

@@@
.
ślusarski (750 punktów)
>>i będę walczyć jak lew w obronie swojego zdania.
>Ogromna bzdura godna zacietrzewionego fideisty...

Czy nie za pochopne wnioski wyciąga Pan z mojego zdania? Przecież walczyć można nie będąc fideistą i na argumenty opartych na wiedzy naukowej. Czy każdy, reprezentujący inny pogląd, niż Pański, jest fideistą?

>Chętnie swoje zdanie zmieniam, gdy tylko ktoś przedstawi dostateczną argumentację.

Czy, jeśli pojawią się dostateczne argumenty na istnienie Boga, Pan zasiądzie w ławce kościelnej i będzie żarliwie klepał modlitwy?

>To co Pan rozumie? Gdyż ja z Pańskiego wywodu - potwierdzającego moją wątpliwość - niewiele.

Proszę sprecyzować wątpliwości do konkretnych części wywodu, a chętnie wyjaśnię.

>...pomimo poznawalności, istniejącej obiektywnie rzeczywistości, nigdy nie będziemy wiedzieli o niej wszystkiego.

Z tego prosty wniosek, że obiektywnie istniejąca rzeczywistość jest niepoznawalna nawet, gdy byśmy ją częściowo znali. Ja określiłbym tak: Otaczającą nas rzeczywistość badamy metodami obiektywnymi, lecz nigdy nie będziemy wiedzieli o niej wszystkiego.

Napisał Pan takie zdanie:
>>>>>...proszę o gwarancję, iż to jest pułap możliwości poznawczych człowieka w najdalszej przyszłości.

ja odpowiedziałem:
>>Nie znamy pułapu możliwości poznawczych człowieka, lecz musi być ograniczony z powodu choćby czasem istnienia warunków do życia na Ziemi.(...)

Pan na to:
>Znowu o coś innego pytam niż Pan odpowiada. Możliwości poznawcze związane są z istnieniem i moje skończą się wraz ze śmiercią i ludzkości, gdy przestanie istnieć.

Nie rozumiem więc zarzutu, że źle odpowiadam.

>A dlaczego miałaby [nauka] rozwijać się progresywnie? Mnie już satysfakcjonuje obecny poziom, choć wiem, iż to tylko początek długiej drogi, a z perspektywy mojego, przecież krótkiego, życia dostrzegam wielki dynamizm poznawczy.

Bo nauka tak właśnie się rozwija - wykładniczo. Czasami jest przerywana, lecz szybko wraca na poprzednią drogę. Ja uważam, że dobrze, iż nauka się dynamicznie rozwija w przeciwieństwie do regresu. Natomiast odczuwanie satysfakcji to zła postawa gdyż nie zachęca do dalszego wysiłku poznawczego. My wszyscy mamy krótkie życie i ten dynamizm może nas przerażać, lecz zachowawcza postawa nigdy nie będzie służyła poznaniu.

>To czyste spekulacje filozoficzne, czy jednak wsparte dorobkiem nauki?

Kosmologią zajmują się fizycy teoretyczni i trudno mówić, że prowadzą spekulacje filozoficzne. W przypadku astronomów sprawa jest prosta, lecz kosmolodzy muszą sięgać dalej, niż teleskopy. Jednak ich praca cały czas jest związana z nauką nawet, gdy budują swoje modele kosmologiczne. One nie przeczą prawom fizycznym, ani wiedzy naukowej. Zapewne ma Pan na myśli kosmogonie, gdzie przeważają spekulacje filozoficzne.

>Większy, nieskończony, czy też inny - różniący się od poznanego?

Wszechświat pewnie jest większy i inny, niż ten obserwowalny. Czy nieskończony, nie wiemy. Za wszechświatem większym przemawiają konkretne przesłanki, jak brakująca masa, by wyglądał, jak obecnie. Zakłada się istnienie ciemnej materii i energii, żeby zwiększyć jego masę, lecz ta masa może istnieć też w obszarach poza horyzontem.

>Cały czas dostrzegam u Pana oczytanie w literaturze popularyzującej fizykę teoretyczną i to się chwali, ale przecież wcale to nas nie zwalnia od samodzielnego myślenia. Na pewno mniej w tej tematyce niż Pan jestem oczytany - różnica zainteresowań, ale swoje spekulacje staram się mocno opierać na dorobku nauki i oddzielam wszelkie "może" od potwierdzonych naukowo faktów.

Parę postów wcześniej polecał Pan abym zapoznał się z solipsyzmem, jako argument w rozmowie. Ale solipsyzm jest najgłupszym stanowiskiem filozoficznym, jaki można sobie wyobrazić. I ten solipsyzm Pan uznaje, a modele kosmologiczne podważa i twierdzi, ze są nienaukowe. Skąd ta stronniczość?

>Jeżeli nie będzie takich metod, to dla nas taka rzeczywistość - na podobieństwo nadrzeczywistości - po prostu nie istnieje. To tylko jeszcze jedna bajka.

Nie wszystko, czego nie możemy udowodnić, nie istnieje. Możemy się dowiadywać pośrednio na przykład przez oddziaływania innego wszechświata na nasz. I jeśli wieloświat jest słuszny to oddziałuje grawitacyjnie.

>Zaraz, zaraz! Jak można samemu sobie w jednym akapicie przeczyć: "Takich metod nie ma i wątpliwe, czy w przyszłości będą", a dalej "Teoria Wieloświata nie jest zwykłą spekulacją, tylko wynika z teorii superstrun z niezłym aparatem matematycznym".

Proszę nie łapać mnie za słówka i czytać ze zrozumieniem. Pierwsze zdanie dotyczyło zajrzenia do innego wszechświata, gdzie teoria to wyklucza. Natomiast drugie zdanie odnosi się do teorii superstrun, jako całość wiedzy. Z niej właśnie te ograniczenia wynikają.

>Wcale teoria superstrun nie jest przyjętym powszechnie poglądem, to ciągle tylko naukowa spekulacja.

Nie tak do końca i posłużę się postem znawcy fizyki, Jachołka. Post nr 45 www.racjonalista.pl/forum.php/s,579016/z,0/d,2

>>Zmysły nas mylą i tak jest w przypadku czasu.
> Mnie nie interesuje żadne spostrzeganie (jak i spekulacje) pozazmysłowe.
>Jak zmysły nas mylą, to dokonujemy umysłowej korekty.

Nie ma więc żadnych przeciwwskazań, by dokonać korekty umysłowej w kwestii czasu.

cdn.
31-08-2013 00:49 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> i będę walczyć jak lew w obronie swojego zdania.
>>>>Ogromna bzdura godna zacietrzewionego fideisty...
>Czy nie za pochopne wnioski wyciąga Pan z mojego zdania? Przecież walczyć można nie będąc fideistą i na argumenty opartych na wiedzy naukowej. Czy każdy, reprezentujący inny pogląd, niż Pański, jest fideistą?
Zanim odpowiem na Pański post muszę się zastanowić czy warto dalej dyskutować?
Gdyż nie chce mi się wchodzić z Panem w pyskówki. Nie bawi mnie to.

Napisałem:
Pan sobie śmie żartować inteligentny, oczytany i myślący facet nie daje sobie rady w rozmowach na naszym forum.
>No to podniósł mnie Pan na duchu
Cieszę się, gdyż moim zdaniem warto.
>i będę walczyć jak lew w obronie swojego zdania.
Ogromna bzdura godna zacietrzewionego fideisty, ale nigdy racjonalisty.
Chętnie swoje zdanie zmieniam, gdy tylko ktoś przedstawi dostateczną argumentację.
Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach.

Gdzie ja tu Panu fideizm zarzucam? Myślę, że każdy inteligentny człowiek potrafiący czytać ze zrozumiem wyciągnąłby z tego wniosek, że zaliczam Pana (razem ze sobą do racjonalistów i sobie cenię Pana) natomiast tu odnoszę się tylko do konkretnego kawałka wypowiedzi: będę walczyć jak lew w obronie swojego zdania.

>>>>Chętnie swoje zdanie zmieniam, gdy tylko ktoś przedstawi dostateczną argumentację.
>Czy, jeśli pojawią się dostateczne argumenty na istnienie Boga, Pan zasiądzie w ławce kościelnej i będzie żarliwie klepał modlitwy?
Już pisałem tu wielokrotnie, że jeżeli ktoś przedstawi mi konkretne i niepodważalne argumenty na istnienie Boga to go uznam. Gdyby Pan trochę poczytał moich wypowiedzi, to sądzę, że zastanowiłby nad dalszym swoim wywodem. Żadna żarliwość nie jest w moim stylu, a ja - jak dotychczas traktowałem Pana bardzo życzliwie, a nie napastliwie.
Jedyną moją "zbrodnią" wobec Pana była moja niezgodność na część Pańskich twierdzeń, ale spokojnie może Pan przy nich zostać wcale mi to nie przeszkadza.

>Parę postów wcześniej polecał Pan abym zapoznał się z solipsyzmem, jako argument w rozmowie. Ale solipsyzm jest najgłupszym stanowiskiem filozoficznym, jaki można sobie wyobrazić. I ten solipsyzm Pan uznaje, a modele kosmologiczne podważa i twierdzi, ze są nienaukowe. Skąd ta stronniczość?
Zupełnie nie rozumiem, skąd u Pana te zaślepiające zacietrzewienie? Jest Pan pewien, że zrozumiał Pan co napisałem?
Jeżeli tak to zupełnie nie mamy o czym rozmawiać? Bzdury Pan po prostu wypisuje i imputuje mi tu swoje projekcje jako moje słowa i wypowiedzi.

CDN.

Może?

@@@
.
31-08-2013 11:34 
 Ocena-1 na 1
ślusarski (750 punktów)
>Zanim odpowiem na Pański post muszę się zastanowić czy warto dalej dyskutować?

To Pańska wola, czy warto ze mną dyskutować. Wszystko zależy od oceny wartości dyskusji. Moim zdaniem zawsze warto, jeśli dyskusja jest merytoryczna i kulturalna. Lubię posty przytakujące i kwestionujące moje poglądy również. Te drugie są nawet cenniejsze.

>Gdyż nie chce mi się wchodzić z Panem w pyskówki. Nie bawi mnie to.

Mnie też nie interesują pyskówki. Jeśli już o tym mowa, to zaczął ją Pan w tym momencie:

>Ogromna bzdura godna zacietrzewionego fideisty, ale nigdy racjonalisty.

>odnoszę się tylko do konkretnego kawałka wypowiedzi: będę walczyć jak lew w obronie swojego zdania.

Oświadczenie, że będę walczyć jak lew, nie pojawiło się znikąd, lecz dotyczyło treści, które zamieszczam w naszych postach. Natomiast odnosić się tylko do wyizolowanego zdania, to jak wyrwane z kontekstu i można je sobie interpretować dowolnie. Jeśli zrobił to Pan rozmyślnie, to rzeczywiście dalsza dyskusja nie ma sensu.

>Gdzie ja tu Panu fideizm zarzucam?

Jeśli na moje zdanie odpowiada Pan przypuszczeniem (porównaniem?) nawiązując do tego zdania, to dla mnie oczywiste że jest bezpośredni związek między nimi.

>Myślę, że każdy inteligentny człowiek potrafiący czytać ze zrozumiem wyciągnąłby z tego wniosek, że zaliczam Pana (razem ze sobą do racjonalistów i sobie cenię Pana)

Bardzo mi miło i pomimo istniejącej różnicy zdań, Pana oraz pański racjonalizm sobie cenię. Te różnice wprowadzają napięcia, ale są też elementem napędzającym dyskusję oraz wzbogacają moją wiedzę.

Pozdrawiam.
31-08-2013 14:12 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Zanim odpowiem na Pański post muszę się zastanowić czy warto dalej dyskutować?
>To Pańska wola, czy warto ze mną dyskutować. Wszystko zależy od oceny wartości dyskusji. Moim zdaniem zawsze warto, jeśli dyskusja jest merytoryczna i kulturalna.
Jestem pewien, że pewne granice i kultury i merytoryczności przekroczyła, ale zdecydowałem się pomimo tego odpowiedzieć. Czyta nas parę osób i jakieś argumenty mogą im się przydać.

Nie lubię powtarzać, ale rozmowa wyglądała tak:
Pan sobie śmie żartować inteligentny, oczytany i myślący facet nie daje sobie rady w rozmowach na naszym forum.

> No to podniósł mnie Pan na duchu
Cieszę się, gdyż moim zdaniem warto.

> i będę walczyć jak lew w obronie swojego zdania.
Ogromna bzdura godna zacietrzewionego fideisty, ale nigdy racjonalisty.

>Oświadczenie, że będę walczyć jak lew, nie pojawiło się znikąd, lecz dotyczyło treści, które zamieszczam w naszych postach.
Nie wiem skąd się pojawiło? Dla mnie pojawiło jako połowa Pańskiego złożonego zdania i zupełnie w sposób logicznie uprawniony odniosłem się do dwóch połówek osobno, choć pozostały nadal obok siebie, tak że bez problemu można było poznać całość Pańskiego zdania, wraz moim zdaniem wprowadzającym, chyba życzliwym dla Pana? Wydawało mi się, iż średnio inteligentny czytelnik potrafi sobie sens tej całej mojej wypowiedzi złożyć.
Widocznie pomyliłem się.

>Natomiast odnosić się tylko do wyizolowanego zdania, to jak wyrwane z kontekstu i można je sobie interpretować dowolnie.
Niczego i nigdy nie mam zwyczaju wyrywać z kontekstu, a tu zachowałem się wobec Pana i rzetelnie i przyjaźnie.
Ocenę tego pozostawiam czytelnikom.

>Jeśli zrobił to Pan rozmyślnie, to rzeczywiście dalsza dyskusja nie ma sensu.
Wszystko co robię staram się czynić rozmyślnie i z namysłem. Zaś dalsza rozmowa rzeczywiście może nie mieć sensu, ale tylko ze względu na brak możliwości zrozumienia tego co ja piszę przez Pana oraz mojej nieumiejętności pisania tak aby Pan mnie zrozumiał.

>>>>Gdzie ja tu Panu fideizm zarzucam?
>Jeśli na moje zdanie odpowiada Pan przypuszczeniem (porównaniem?) nawiązując do tego zdania, to dla mnie oczywiste że jest bezpośredni związek między nimi.
No właśnie, to co dla Pana jest oczywiste dla mnie jest co najmniej wątpliwe i odwrotnie, a tłumaczyć każde zdanie po kolei to niemożliwe.

>>>>Myślę, że każdy inteligentny człowiek potrafiący czytać ze zrozumiem wyciągnąłby z tego wniosek, że zaliczam Pana (razem ze sobą do racjonalistów i sobie cenię Pana)
>Bardzo mi miło i pomimo istniejącej różnicy zdań, Pana oraz pański racjonalizm sobie cenię. Te różnice wprowadzają napięcia, ale są też elementem napędzającym dyskusję oraz wzbogacają moją wiedzę.
Zostawiam te wspólne grzeczności bez komentarza z wiarą w ich przyszłą konstruktywność.

Miłego dnia.

@@@
.
ślusarski (750 punktów)

>>>>>Myślę, że każdy inteligentny człowiek potrafiący czytać ze zrozumiem wyciągnąłby z tego wniosek, że zaliczam Pana (razem ze sobą do racjonalistów i sobie cenię Pana)
>>Bardzo mi miło i pomimo istniejącej różnicy zdań, Pana oraz pański racjonalizm sobie cenię. Te różnice wprowadzają napięcia, ale są też elementem napędzającym dyskusję oraz wzbogacają moją wiedzę.
>Zostawiam te wspólne grzeczności bez komentarza z wiarą w ich przyszłą konstruktywność.
>Miłego dnia.
>@@@
>.
Nasza dyskusja z ciekawej i merytorycznej przerodziła się w spór i stała się jałowa nie wnosząca nic nowego. Nie będę odnosić się do pozostałej części postu z wieloma Pańskimi słusznymi argumentami. Proponuję zatem zakończyć dyskusję bez konsensusu. Jednak wcale nie trzeba go osiągnąć, by dyskusja była wartościowa, przynajmniej na początku.
Jeśli pojawi się jakiś ciekawy temat, to chętnie wejdę z Panem w polemikę. Oczywiście jeśli sobie Pan tego życzy.

Pozdrawiam.
31-08-2013 13:38 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Czy każdy, reprezentujący inny pogląd, niż Pański, jest fideistą?
Zdecydowanie nie każdy, ale wszyscy, którzy wierzą w istnienie świata pozazmysłowego. Nie możliwego do poznania przy pomocy zmysłów.
www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,470429#w472608
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,455141#w456400

"poznawalność" jest procesem permanentnym (nowe odpowiedzi rodzą nowe pytania) .... - pomimo poznawalności, istniejącej obiektywnie rzeczywistości, nigdy nie będziemy wiedzieli o niej wszystkiego.
>Z tego prosty wniosek, że obiektywnie istniejąca rzeczywistość jest niepoznawalna nawet, gdy byśmy ją częściowo znali.
No cóż mamy różne umysły (gdyż to nawet wiedzy nie dotyczy) ja potrafię rozróżnić "poznawalność" (możliwość poznania) od samego "poznania",a to jak tu widać przekracza to Pańskie możliwości.

>Ja określiłbym tak: Otaczającą nas rzeczywistość badamy metodami obiektywnymi,
Gucio prawda. Badamy tylko metodami subiektywnymi, gdyż tylko "ludzkie" metody" (umysł uzbrojony w zmysły) dostępne są człowiekowi. To rzeczywistość istnieje obiektywnie - właśnie niezależnie od naszego poznania. Natomiast metody naukowe w przyjętym powszechnie paradygmacie naturalizmu metodologicznego nasze poznanie obiektywizują.
Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.
www.racjon(*)s,4867/q,Dyskurs.nauki.i.wiary

>lecz nigdy nie będziemy wiedzieli o niej wszystkiego.
Zastanów się Pan choć ździebko co Pan wypisuje i czyta ze zrozumieniem wypowiedzi interlokutora, zamiast powtarzać to samo z inną interpretacją. Przeczytał Pan zalinkowany artykuł?
Daniel Krzewiński
Spór o obiektywny charakter poznania. Najogólniej rzecz biorąc (każde ze stanowisk występuje bowiem w historii filozofii w dziesiątkach i setkach różnych wariantów i odmian) idzie tu o następujący problem: czy to, co jest dane naszemu poznaniu, jest jakimś odbiciem niezależnie od nas i poza nami, a więc obiektywne istniejącej rzeczywistości (koncepcja obiektywnego charakteru poznania), czy też to, co dane w naszym poznaniu, jest tak czy inaczej tworem lub konstrukcją umysłu poznającego, a więc to, co nazywamy przedmiotem poznania, nie istnieje ani poza, ani niezależnie od umysłu poznającego, lecz - przeciwnie - jest jego tworem (koncepcja subiektywnego charakteru poznania).
www.racjonalista.pl/kk.php/s,7419
A zrozumiał Pan choć trochę?

Cytat:
Bogusławski: ... proszę o gwarancję, iż to jest pułap możliwości poznawczych człowieka w najdalszej przyszłości.
Pan Ślusarski:
>Nie znamy pułapu możliwości poznawczych człowieka, lecz musi być ograniczony z powodu choćby czasem istnienia warunków do życia na Ziemi.(...)
Bogusławski: Znowu o coś innego pytam niż Pan odpowiada. Możliwości poznawcze związane są z istnieniem i moje skończą się wraz ze śmiercią i ludzkości, gdy przestanie istnieć.

>Nie rozumiem więc zarzutu, że źle odpowiadam.
A do tego brak zrozumienia budzi w Panu agresję zamiast refleksji. Dlatego rozmowa z Panem jest trudną - o ile wprost nie niemożliwą.
Co ma jedno do drugiego? Z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że jesteśmy jedynym (a z pewnością, że jedynym znanym) podmiotem subiektywnie rzeczywistość poznającym. Gdy przestaniemy istnieć, przestanie istnieć znaczenie poznania i to zupełnie niezależnie od poznawalności istniejącej obiektywnie rzeczywistości, czy osiągniętego wówczas poziomu poznania.

Napisał Pan:
>Jeśli w tym czasie nauka będzie rozwijać się nadal progresywnie, to mamy liche szanse na dobre poznanie Wszechświata.
Odpowiedziałem:
A dlaczego miałaby rozwijać się progresywnie? (...) Nauka poznała już rzeczy, o których uczonym w czasach mojej młodości nawet się nie śniło.
A Pan na to:
>Bo nauka tak właśnie się rozwija - wykładniczo.
No to "do kurtki nędzy" nauka rozwija się progresywnie, czy wykładniczo?

>>>>To czyste spekulacje filozoficzne, czy jednak wsparte dorobkiem nauki?
>Kosmologią zajmują się fizycy teoretyczni i trudno mówić, że prowadzą spekulacje filozoficzne. W przypadku astronomów sprawa jest prosta, lecz kosmolodzy muszą sięgać dalej, niż teleskopy. Jednak ich praca cały czas jest związana z nauką nawet, gdy budują swoje modele kosmologiczne.
Niech Pan zaznaczy, że interesują Pana dyskusje na poziomie gimnazjalnym, wtedy wyłączę się z dyskusji, a nie przedstawia tu mnie wykładów na takim poziomie. Minimum szacunku proszę.

>One nie przeczą prawom fizycznym, ani wiedzy naukowej.
www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,562660#w565198
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,485572#w490728

>Zapewne ma Pan na myśli kosmogonie,
Potrafię komunikatywnie wyrazić to co mam na myśli.
Szkoda, że jednak nie wszyscy potrafią to zrozumieć i zamiast rozmawiać próbują pouczać.

>gdzie przeważają spekulacje filozoficzne.
Rozróżniam spekulacje naukowe, filozoficzne, fantastyczne i inne. Jak widać Panu się to nie udaje.

CDN.

@@@
.
31-08-2013 13:39 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>>>>Większy, nieskończony, czy też inny - różniący się od poznanego?
>Wszechświat pewnie jest większy i inny, niż ten obserwowalny.
A skąd Pan wie o tym? Tak Pan sobie tylko baje na wzór religijnych bajek? Czy ma Pan jakieś naukowe dowody lub chociaż przesłanki?
Spekulacje naukowe pozwalające nam rozszerzyć stopień poznania świata i tym się różnią od spekulacji fantastycznych iż opierają się na dotychczasowym dorobku nauki.

>Czy nieskończony, nie wiemy. Za wszechświatem większym przemawiają konkretne przesłanki, jak brakująca masa, by wyglądał, jak obecnie. Zakłada się istnienie ciemnej materii i energii, żeby zwiększyć jego masę, lecz ta masa może istnieć też w obszarach poza horyzontem.
Naprawdę robienie mi takich wykładów to żenada. Czy tak trudno zauważyć, że ze dwie książki to jednak przeczytałem.

>>>>Cały czas dostrzegam u Pana oczytanie w literaturze popularyzującej fizykę teoretyczną i to się chwali, ale przecież wcale to nas nie zwalnia od samodzielnego myślenia. ...swoje spekulacje staram się mocno opierać na dorobku nauki i oddzielam wszelkie "może" od potwierdzonych naukowo faktów.
>Parę postów wcześniej polecał Pan abym zapoznał się z solipsyzmem, jako argument w rozmowie. Ale solipsyzm jest najgłupszym stanowiskiem filozoficznym, jaki można sobie wyobrazić. I ten solipsyzm Pan uznaje, a modele kosmologiczne podważa i twierdzi, ze są nienaukowe. Skąd ta stronniczość?
Przepraszam, ale choć solipsysta jest głupi, to tu go Pan pobił. Zanim się odpowie, to trzeba przeczytać ze zrozumieniem wypowiedz, do której się odnosimy. Jak widać sporo Pana przeceniłem.

>>>>Jeżeli nie będzie takich metod, to dla nas taka rzeczywistość - na podobieństwo nadrzeczywistości - po prostu nie istnieje. To tylko jeszcze jedna bajka.
>Nie wszystko, czego nie możemy udowodnić, nie istnieje.
Tu właśnie jest problem poznawalności. Nie wszystko czego nie możemy udowodnić (teraz) nie istnieje, ale nie istnieje wszystko co za pomocą zmysłów uzbrojonych w narzędzia jest niepoznawalne. Niedostępne ludzkiemu poznaniu.

>Możemy się dowiadywać pośrednio na przykład przez oddziaływania innego wszechświata na nasz. I jeśli wieloświat jest słuszny to oddziałuje grawitacyjnie.
A więc jest poznawalny. Pan wszak tu opisuje dostępne nam narzędzia jego poznania.

Napisał Pan:
> Takich metod nie ma i wątpliwe, czy w przyszłości będę, bo wynikają z teorii. (...)
> Teoria Wieloświata nie jest zwykłą spekulacją, tylko wynika z teorii superstrun z niezłym aparatem matematycznym.
>W każdym razie wiele tłumaczy z naszej rzeczywistości fizycznej, a przede wszystkim to, ze powstał świat sprzyjający życiu i my sami. (...)
I do tego się odniosłem:
Zaraz, zaraz! Jak można samemu sobie w jednym akapicie przeczyć: "Takich metod nie ma i wątpliwe, czy w przyszłości będą" , a dalej "Teoria Wieloświata nie jest zwykłą spekulacją, tylko wynika z teorii superstrun z niezłym aparatem matematycznym".
No to co? Mamy już jakieś możliwości zajrzenia, czy nie mamy? (Wcale teoria superstrun nie jest przyjętym powszechnie poglądem, to ciągle tylko naukowa spekulacja.)
>Proszę nie łapać mnie za słówka i czytać ze zrozumieniem.
Bardzo poważnie czytam i analizuję teksty, do których się odnoszę. Czasem rzeczywiście nie mogę ich zrozumieć, ale wtedy jakoś nie czuję się zbyt winnym. Każdy winien starać się pisać tak aby być zrozumianym. To Pan sam dołki kopie, w które Pan sam wpada i jeszcze ma pretensję.

>Pierwsze zdanie dotyczyło zajrzenia do innego wszechświata, gdzie teoria to wyklucza.
Jakiego "zajrzenia", jaka teoria. Na przykład do rzeczywistości cząstek elementarnych też przez żadną lupę się nie zagląda, tylko korzystamy z adekwatnych do tego zjawiska narzędzi poznania.

>Natomiast drugie zdanie odnosi się do teorii superstrun, jako całość wiedzy.
>Z niej właśnie te ograniczenia wynikają.
Z tej Pańskim zdaniem - "niezwykłej spekulacji"?

Teoria strun nie ma do tej pory dowodów na swą słuszność. Wielu naukowców zarzuca jej brak potwierdzających ją doświadczeń. (...)

W 2006 roku Peter Woit napisał krytyczną wobec teorii książkę, w której stara się udowodnić nie tyle fałszywość teorii, co jej absurdalność. W tym samym roku również krytyczną wobec teorii strun książkę napisał Lee Smolin.

pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_strun
pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_wszystkiego

>>>>Wcale teoria superstrun nie jest przyjętym powszechnie poglądem, to ciągle tylko naukowa spekulacja.
>Nie tak do końca i posłużę się postem znawcy fizyki, Jachołka.
Więc zobaczmy co on tam napisał?
- "Są marzyciele którym się śni stworzenie ostatecznej teorii wszystkiego, o ile w ogóle koncepcyjnie można sobie coś takiego wyobrazić (biorą się za to czasami amatorzy). Teoria strun czy grawitacja kwantowa to przykłady teorii pięknych samych w sobie, lecz niestety nie dających konkretnych przewidywań dających się zweryfikować (aktualnie) eksperymentalnie. Nie mniej nie zaliczamy ich do SF, są bowiem strukturami spójnymi logicznie i konsystentnymi z naszą aktualna wiedzą fizyczną". A co Pan z tego zrozumiał?

>i będę walczyć jak lew w obronie swojego zdania.
No i powalczył Pan tu sobie.
A ja ani nie mam możliwości, ani zamiaru walczyć o jego zmianę. Spróbowałem życzliwie i grzecznie podrzucić Panu pewne sugestie do samodzielnego przemyślenia, ale jak widać poniosłem totalną klęskę, a więc spokojnie pozostawaj Pan sobie przy swoim zdaniu. Oczywiście, iż mogę nie mieć racji i możliwe, że cała racja jest po Pańskiej stronie, ale tą ocenę pozostawiam naszym czytelnikom, a nie Panu lub mnie.

Pozdrawiam.

@@@
.
30-08-2013 10:24 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Mam pytanie do Pana - jeśliby znikła cała materia, to i czas łącznie z przeszłością i przyszłością pozostanie?
Nie wiem ani co stałoby się, gdyby zniknął czas i nie wiem co stałoby się gdyby znikła materia. Według moich spekulacji materia (w pojęciu filozoficznym) jest wieczną.

>>>>Odwołał się Pan do artykułu "Kwantowe paradoksy? Są tylko w naszych umysłach", czy dobrze się Pan się nad nim zastanowił?
>Oczywiście że tak. Czy popełniłem jakieś błędy?
Pytałem czy Pan się zastanowił nad możliwością, że kwantowe paradoksy są tylko w naszych umysłach?
QBism przedstawia funkcję falową tylko jako narzędzie matematyczne, którym posługuje się obserwator, aby wyrazić osobiste przekonanie, że układ kwantowy będzie mieć określoną właściwość. W tej koncepcji funkcja falowa nie istnieje w świecie rzeczywistym; co najwyżej wyraża czyjś subiektywny stan umysłu.
Ja nie wiem jak jest, ale czy takie podejście nic nie zmienia w naszym rozumieniu rzeczywistości? Może warto pomyśleć?

>>>>Poniższy post napisałem, gdy bozon Higgsa był spekulacją do ewentualnego poznania: www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,344734#w346656
>>>>Czy teraz stał się choć trochę poznanym?

>Bozon Higgsa został znaleziony z bardzo dużym prawdopodobieństwem.
Tak, z bardzo dużym.

>Kiedyś był hipotetyczny,
Kiedyś nawet nie przypuszczano, że taka rzeczywistość istnieje, później w nią mocno wątpiono, a jeszcze później uważano, że jest poza zasięgiem poznania.

>a teraz udowodniony, czyli wiemy o nim znacznie więcej.
No, właśnie! Istniejąca obiektywnie rzeczywistość jest poznawalna.

>Nastąpił więc skok w procesie poznania.
Czasem potrzebnym jest skok myślowy, a czasem narzędziowy.

Pozdrawiam.

@@@
.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Ta "pierwotna" różnorodność (pierwotnej zupy RNA?) jest niewystarczająca dla ewolucji naturalnej.

Skąd ta teza? Jest ona nieprawdziwa

>Mutacje są niezbędne aby ewolucja nie zatrzymała się z powodu braku różnorodności. Widać to przejrzyście w algorytmach genetycznych, które muszą generować nowe mutacje w poszukiwaniu globalnego optimum.

Te algorytmy mają nierealistycznie małą liczbę danych wejściowych. Natura działa na takiej liczbie danych wejściowych, ile występuje różnych alleli w sumie u wszystkich organizmów na Ziemi. Symbioza, naturalne wektory genetyczne, kradzież genów celowa i uboczna w efekcie drapieżnictwa i wiele innych mechanizmów zapewniają nieustający dopływ tylu danych wejściowych do każdego większego organizmu, że żaden komputer nie byłby w stanie tego zasymulować. Mutacje są całkowicie zbędne.

Zresztą mutacje tylko szkodzą, dlatego są eliminowane, nawet jeśli się pojawią. Proces eliminacji mutacji z puli genowej jest najskuteczniejszym tego rodzaju procesem w przyrodzie, bez porównania skuteczniejszym niż wszelkie procesy zapewniania jakości wdrożone przez człowieka. Perfekcyjność tego procesu zawstydziłaby największych mistrzów jakości. Natura sama zdecydowała, że mutacje są najgorszym nieszczęściem i największym zagrożeniem dla ewolucji, a naukowcy dopiero niedawno zaczęli rozumieć, dlaczego tak jest.

Algorytmy ewolucyjne, które wymagają mutacji, żeby się nie zatrzymały, są dzisiaj bezwartościowe. Spełniły swoją rolę, pokazując proces selekcji. Teraz tylko ogłupiają, bo nie wyjaśniają niczego więcej, a tylko wprowadzają w błąd. Są jak izotop o czasie półrozpadu 1 dzień, którego szuka paleontolog do datowania kości dinozaurów. Aby zrozumieć ewolucję dinozaurów, musimy szukać izotopów o okresie półrozpadu przynajmniej 1 milion lat. Algorytmy, które potrzebują mutacji, są jak ten izotop 1-dniowy - pokazują tylko mechanizm datowania, ale w praktyce są bezużyteczne.

doku (Tomasz Kamiński)
24-08-2013 20:35 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
>> Ta "pierwotna" różnorodność (pierwotnej zupy RNA?) jest niewystarczająca dla ewolucji naturalnej.
> Skąd ta teza? Jest ona nieprawdziwa

Jak najbardziej prawdziwa, co potrafię udowodnić w kilku linijkach:

Jesteś posiadaczem 20 tysięcy genów. Przyjmując skromnie, że każdy z nich niesie jeden bit informacji, daje to 220000 = 106000 możliwości. Biorąc pod uwagę, że w całym obserwowalnym Wszechświecie jest tylko 1080 atomów, to każdej z tych możliwości nie da się w żadnym fizycznym nośniku zapisać.
Frank Holman (5897 punktów)
>w całym obserwowalnym Wszechświecie jest tylko 1080 atomów, to każdej z tych możliwości nie da się w żadnym fizycznym nośniku zapisać.

Dwa problemy:
1. O atomie dawno wiemy, że nie jest tzw. cząstką elementarną, czyli już mamy dowody, że istnieją inne mniejsze "nośniki", których jest więcej, a postulujemy już istnienie kolejnych jeszcze mniejszych.
2. Cały obserwowalny wszechświat, to zupełnie co innego, niż cały wszechświat; teza, iż wszechświat jest jednak nieskończony ciągle trzyma się moim zdaniem mocno i poważnie daje się jeszcze matematycznie nawet obronić.
25-08-2013 20:44 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>> Jesteś posiadaczem 20 tysięcy genów. Przyjmując skromnie, że każdy z nich niesie jeden bit informacji, daje to 220000 = 106000 możliwości. Biorąc pod uwagę, że w całym obserwowalnym Wszechświecie jest tylko 1080 atomów, to każdej z tych możliwości nie da się w żadnym fizycznym nośniku zapisać.
> Dwa problemy...

Żadne to problemy. Czy zdajesz sobie sprawę ile razy 106000 jest większe od 1080?
Frank Holman (5897 punktów)

>Żadne to problemy. Czy zdajesz sobie sprawę ile razy 106000 jest większe od 1080?
>
nadal duuużo mniej niż nieskończoność
Konfolut (310 punktów)
Produktem mutacji na pewno nie jesteśmy - szybko można odpowiedzieć. Mutacje bowiem są słabą siłą specjacji, choć wydaje się, że im prostszy organizm tym mutacja, choćby punktowa, może mieć silny wpływ na ekspresję jego genomu. Dlatego pojawia się pytanie od którego momentu mówimy o nas? My jako H. sapiens sapiens czy my jako "prebioty" w zupie pierwotnej? Sama przypadkowość też jest ciekawym tematem, z tego względu, że rodzajów mutacji jest wiele. Jeżeli chodzi o losowość to można wymienić tu mutacje spontaniczne (tzw. niezależne od środowiska) i te zależne. Skoro dana mutacja zależy od środowiska to nie jest losowa. Z drugiej jednak strony czy środowisko samo w sobie jest losowe? Tak naprawdę nie, bo jest ono wynikiem doboru tak jak i wszystko dookoła nas. Przypadkiem może zdarzyć się dowolna mutacja, ale to czy zostanie ona utrwalona zależy od tego czy dany organizm/populacja odniesie dzięki niej korzyść (czy ma ona wpływ na dostosowanie i przystosowanie w danym środowisku). Także zgadzam się - to nie jest ślepy przypadek. Jednak apeluję, aby nie doszukiwać się tu ręki boskiej, bo jak ktoś mi zacznie wypisywać o wielkiej inteligentnej kreacji osobowego boga to zastosuję na nim brzytwę Ockhama (z pominięciem założenia o bogu haha). Translacja białek też nie jest przypadkowa, bo być nie może i w tym sensie można mówić o programie, pewnej "inteligencji". Są to prawa przyrody, oczywiście w tym środowisku. Te same układy translacyjne wysłane w przestrzeń kosmiczną nie potrafią produkować prawidłowych białek, bo nie są przystosowane do środowiska, choćby ze względu na niższą/brak siły grawitacji.

Zgadzam się, że racjonaliści powinni zaznajomić się nieco z mechanizmami a nie sypać ogólnikami. Pozdrawiam.

>Ostatnio zauważyłem wypowiedź "jesteśmy PRZYPADKOWYM PRODUKTEM mutacji". Pomyślałem, że warto
>przypomnieć pewne podstawy, które racjonaliści powinni znać.
>Mutacje bywają przypadkowe, ale nie jesteśmy produktem mutacji, tylko ewolucji. Symbiogeneza,
>symbioza, selekcja przez rozszerzony fenotyp, to tylko przykłady mechanizmów nieprzypadkowej
>ewolucji. Przypadkowe mutacje wnoszą mało istotny wkład do niemal nieskończonej "pierwotnej"
>różnorodności.
>Zrozumienie tego ułatwić może analogia do początkowej złożoności mózgu dziecka. Dojrzewanie i rozwój
>psychiki i umysłu dokonują się głównie poprzez wymieranie nadmiaru komórek i niszczenie nadmiaru
>połączeń między nimi. Podobnie jest z genami. Ewolucja dokonuje się głównie poprzez wymieranie linii
>niepotrzebnych alleli.
20-08-2013 15:56
 Ocena 13 na 13
Ignorancja (4718 punktów)
>Ostatnio zauważyłem wypowiedź "jesteśmy PRZYPADKOWYM PRODUKTEM mutacji". Pomyślałem, że warto
>przypomnieć pewne podstawy, które racjonaliści powinni znać.
>Mutacje bywają przypadkowe, ale nie jesteśmy produktem mutacji, tylko ewolucji. Symbiogeneza,
>symbioza, selekcja przez rozszerzony fenotyp, to tylko przykłady mechanizmów nieprzypadkowej
>ewolucji. Przypadkowe mutacje wnoszą mało istotny wkład do niemal nieskończonej "pierwotnej"
>różnorodności.

Coś mi się zdaje, że nieco przedobrzyłeś.
Stwierdzenie: "jesteśmy przypadkowym produktem mutacji" nie jest błędne, a jedynie niepełne, natomiast stwierdzenie: "Mutacje bywają przypadkowe, ale nie jesteśmy produktem mutacji, tylko ewolucji" jest w takiej formie całkowicie niepoprawne.
Jesteśmy zarówno produktem ewolucji, jak i produktem przypadkowych mutacji. KONIUNKCJA, gdyż przypadkowe mutacje są częścią procesów ewolucyjnych.

Kilka słów odnośnie nas - produkcie ewolucji.
Choćby z powodu doboru naturalnego, który determinuje powstawanie adaptacji można kusić się o określenie tego procesu jako proces ukierunkowany. Nie należy przy tym zapominać, że to ukierunkowanie nie jest świadome, a przynajmniej mi nic o tym nie wiadomo, gdyż mechanizmy ewolucyjne nie dążą do realizacji z góry założonego projektu.
Jest dokładnie odwrotnie, szereg obserwacji potwierdza brak celowości sensu strickte.
Obserwacje te to np. istnienie reliktów szczątkowych - kość guziczna lub pozostałości po oczach u gryzoni zwanych ślepcami. Gdyby był realizowany z góry zamierzony projekt istnienie takich szczątkowych oczu byłoby zbędne. Inne to ewidentne błędy w naturze, nie tylko nieekonomiczne, ale i wręcz szkodliwe dla gotowego produktu. Jako przykład:
- na nieekonomiczność: rozwój embrionalny wraz z produkcją woreczków zółtkowych, u płodu ludzkiego odrzucanych w 2 m-cy życia, czy lanugo (meszek płodowy)u tegoż płodu
- na szkodliwość: przerwa między jajnikiem, a jajowodem, co skutkuje niejednokrotnie ciążą pozamaciczną.

Świadomy projektant nie zaprojektuje kładki ponad rzeką z luką o szerokości kilku desek, bo niby czemu miałoby to służyć.

Poza tym samo zjawisko konwergencji też nie oznacza jakiegoś specjalnego z góry założonego produktu finalnego. I tak choć presja środowiska wymusza takie, a nie inne zoptymalizowane adaptacje, co skutkuje np. tym, że ichtiozaury wyglądały jak współczesne delfiny to sam Conway Morris podkreśla w swej książce "Life"s Solution":
"wciąż mamy do czynienia z dowodami, że forma biologiczna przypadkowo napotyka takie samo rozwiązanie danego problemu".

Tyle w kwestii właściwego pojmowania "celowości", czy "ukierunkowania" procesów ewolucyjnych.

Na marginesie.
Od jakiegoś czasu zajmowała mnie myśl, jak zamienić ową "celowość" czy "ukierunkowanie", aby nie dochodziło do nieporozumień.
Chyba nie ma idealnego rozwiązania. Ale może czasami warto zastosować zamiast owych dwóch terminów słowo: "konieczność"...?

A teraz coś o tej przypadkowości, tak często podkreślanej przez biologów, zajmujących się różnymi jej specjalnościami.

Oprócz przytoczonego już przez kogoś przykładu dryfu genetycznego jeszcze lepszym jest mejoza z anafazą i crossing-over.

A wracając do przypadkowości mutacji. Jest jeszcze jeden czynnik związany z przypadkowością i mutacjami. I jest on całkowicie losowy. Chodzi mi o zagranie w totolotka (posiadanie kuponu - czytaj odpowiedniej mutacji) w momencie losowania.
Niestety może się tak zdarzyć i zdarza niejednokrotnie, że gatunki, bądź protoplaści gatunków potomnych giną, kończąc tym ścieżkę ewolucyjną, bo u żadnego w odpowiednim czasie nie wykształciła się odpowiednia mutacja, czyli przysłowiowy kupon do gry.

Na koniec taka dygresja, o której być może nie wiadomo tak powszechnie, jakby się wydawało.
Zróżnicowanie genetyczne całej obecnej ludzkiej populacji jest o wiele mniejsze, aniżeli zróżnicowanie u żyjących, nawet obok siebie, dwóch grup szympansów tego samego gatunku.
Na podstawie badań molekularnych naukowcy szacują, że wszyscy dzisiejsi homo sapiens pochodzą od około 1000 (słownie: tysiąca) osobników.
To bardzo niewiele i nie będzie nadmiernym stwierdzenie, iż mieliśmy ogromne szczęście uzyskując szansę na dalszy udział w grze.
Mogło się skończyć zupełnie inaczej i było to bardzo realne.
Minęliśmy o włos eksterminację. Dinozaurom się onegdaj nie udało... a gdyby się udało... no cóż...
Naukowcy typują, że był wśród nich gatunek, który miał szansę na spektakularny rozwój i gdyby nie ten złośliwy los (impakt) to dziś zamiast Ignorancji z gatunku "Homo sapiens" mogłaby na tym miejscu stukać w klawisze Ignorancja z gatunku "Troodon" (dawniej stenonychozaur).
To kolejna przypadkowość, której istoty nie można pominąć w sumowaniu.
A przypadkowość tą należy również definiować jako presję środowiska zewnętrznego, w tym jej nieobliczalność (mam tu na myśli cały ciąg wynikający z astronomii, astrofizyki, etc.).

Słowem końcowym.
Niejednokrotnie obserwuję na forum rozwój dyskusji wokół w moim przekonaniu nieistotnych szczegółów, bądź fraz, jakie być może niefortunnie ktoś zamieści na drodze niefortunnego minimalizmu. Wokół takich "problemów" narastają dyskusje. Moim zdaniem zbędne.
Za takie nadmierne rozbuchanie problemu uważam ten wątek, bo w moim przekonaniu, czemu dałam wyraz wcześniej, fraza:"jesteśmy PRZYPADKOWYM PRODUKTEM mutacji" nie jest błędną, a jedynie niepełną.
Bierze się ta niepełność, jak też przed sekundą wspomniałam z pewnego dążenia w wypowiedziach do minimalizmu.
I to jest być może "grzech" popełniany przez Forumowiczów dosyć nagminnie (i ja pewnie też takie "grzeszki" mam na sumieniu w mej historii tu bytowania), który polega na próbie spłycenia zagadnienia. Powody pewno są różne: od ignorancji po brak czasu na rozwinięcie.
Niestety chyba warto sobie uprzytomnić, że wiele z poruszanych tematów po prostu nie można zawrzeć w jednym zdaniu, bądź równoważniku zdania.
A jeśli tak się zdarzy to daje to wtedy przyczynek do dyskusji, takiej jak ta tu.
Hm... może i to jest wartościowym...
Nie mnie oceniać


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
20-08-2013 17:01 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Bardzo dziękuję za ciekawy i oparty o sporą wiedzę w temacie wywód, który przyda się wielu osobom. Ja też skorzystałem.

* * * * *
>Słowem końcowym.
>Niejednokrotnie obserwuję na forum rozwój dyskusji wokół w moim przekonaniu nieistotnych szczegółów, bądź fraz, jakie być może niefortunnie ktoś zamieści na drodze niefortunnego minimalizmu.
To otwarte forum i wchodzą nań ludzie o różnym przygotowaniu teoretycznym i różnym poziomie sprawności intelektualnej, a spora część korzystając z anonimowości - ukrywającej ewentualne kompromitacje - chce się tu sprawdzić lub nawet popisać.

>Wokół takich "problemów" narastają dyskusje. Moim zdaniem zbędne.
Moim zdaniem w większości tu odbywają się tylko rozmowy - dobrze gdy merytoryczne, gdyż wielokrotnie to są tylko pyskówki, w których polemiści prowadzą małe wojenki.
Dyskusji - z wielu powodów np. wymuszonej lapidarności, czy w miarę równego przygotowania intelektualnego partnerów - jest tu niewiele.

>Bierze się ta niepełność, jak też przed sekundą wspomniałam z pewnego dążenia w wypowiedziach do minimalizmu.
Ten "minimalizm" ma tu przeróżne przyczyny, a wszak lapidarne syntezy mogą być genialne lub prymitywne.

>I to jest być może "grzech" popełniany przez Forumowiczów dosyć nagminnie (i ja pewnie też takie "grzeszki" mam na sumieniu w mej historii tu bytowania), który polega na próbie spłycenia zagadnienia. Powody pewno są różne: od ignorancji po brak czasu na rozwinięcie.
Nasze forum ma bardzo wiele wad i jedną ważna zaletę - jest jedynym tego typu forum w Polsce. Gdy ktoś chciałby je potraktować jako forum naukowe, to popełnił by błąd. Natomiast jego największą zaletą jest inspiracyjność do samodzielnego myślenia i poszukiwania odpowiedzi w dorobku nauki. Pani wywód był właśnie minimalistyczny, ale dla mnie jest bardzo cennym, gdyż stał się inspiracją, abym coś sprawdził, abym coś doczytał.

>Niestety chyba warto sobie uprzytomnić, że wiele z poruszanych tematów po prostu nie można zawrzeć w jednym zdaniu, bądź równoważniku zdania.
Dokładnie tak, często są nie do zawarcia nawet w kilku kolejnych zapełnionych treścią postach. Ale mądry człowiek, gdy zainspirowany to zajrzy do książki, a czasem to i do biblioteki.

>A jeśli tak się zdarzy to daje to wtedy przyczynek do dyskusji, takiej jak ta tu.
>Hm... może i to jest wartościowym...
Zdecydowanie tak!

>Nie mnie oceniać.
A kto to miałby oceniać, gdyby nie my sami? Uczestnicy forum, którym zależy na ciekawych inspirujących do poszerzania wiedzy i samodzielnego myślenia rozmowach.
Ja czytam prawie wszystkie Pani wypowiedzi i bardzo sobie je cenię. Myślę, że nie tylko ja, o czym świadczą choćby plusy.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
20-08-2013 18:28 
 Ocena 8 na 8
Ignorancja (4718 punktów)
>Bardzo dziękuję za ciekawy i oparty o sporą wiedzę w temacie wywód, który przyda się wielu osobom. Ja też skorzystałem.

Miło mi.
> * * * * *
>>Niejednokrotnie obserwuję na forum rozwój dyskusji wokół w moim przekonaniu nieistotnych szczegółów, bądź fraz, jakie być może niefortunnie ktoś zamieści na drodze niefortunnego minimalizmu.
>To otwarte forum i wchodzą nań ludzie o różnym przygotowaniu teoretycznym i różnym poziomie sprawności intelektualnej, a spora część korzystając z anonimowości - ukrywającej ewentualne kompromitacje - chce się tu sprawdzić lub nawet popisać.

Rózne przygotowanie MERYTORYCZNE, a nie jak okreslił Pan "teoretyczne" (to nie przytyk, ani złośliwość, po prostu pewne sprostowanie błedu, jaki się wkradł do spontanicznej Pana wypowiedzi - tak to odbieram)inklinuje rózny poziom dyskusji.
Dlatego nie odsądzam od czci i wiary tych, którzy wchodzą tu z zamysłem poznania czegoś, rozszerzenia swojej wiedzy. Dla tych (zwłaszcza o mniejszym zasobie wiedzy)chcę, w miarę mego czasu, służyć pomocą. I temu służą moje posty.
Ja zresztą też nieraz korzystam z bytności na tym forum, by i moje informacje, bądź rozumienie pewnych problemów poszerzyć.
I mogę tu na mym koncie zanotować wiele konkretnych informacji, jakie wzbogaciły i rozbudowały moją wiedzę.
Za to jestem temu Forum dozgonnie wdzięczna, choć z chwilą mojego zejścia moja wdzięczność zakończy się tak jak ważność postów Diogenesa, które ją (ważność) kończą wraz z opublikowaniem.
Nie ma jednak u mnie zgody na:
a) międlenie tematów i mnożenie wątków przez osoby od dawna tu piszące - i mam nadzieję, też czytające
b) na próby "ewangelizacji" przez wolnych strzelców, podejmowanej przez jednostki nie mające na celu dyskusji, tylko przeforsowania, albo choć napisania swojego stanowiska.

>>Wokół takich "problemów" narastają dyskusje. Moim zdaniem zbędne.
>Moim zdaniem w większości tu odbywają się tylko rozmowy - dobrze gdy merytoryczne, gdyż wielokrotnie to są tylko pyskówki, w których polemiści prowadzą małe wojenki.

No właśnie. Merytoryka. Tego sformułowania brakowało w Pana uprzedniej frazie tego postu. Dlatego napisałam o spontaniczności. A tymczasem to nie spontaniczność lecz rozwinięcie, na które trzeba było poczekać.
Panie Andrzeju. Jesli mam być szczera... i ja i Pan i np. Big Żyd wdajemy się w pyskówki. I to nieraz. Nie jestem z nich dumna, ale ... nieraz emocje biorą górę. Zwłaszcza, gdy wiem, że mam rację.
Wkurza mnie wiele. Np. wybiórcze stosowanie zjawisk znanych z QM do iluzorycznego podparcia jakiś tez. Np. ZNH (zasady nieoznaczoności Heisenberga) do idiotycznego twierdzenia, że nauka jest ograniczona (via worek kości).

Na marginesie.
Gdyby zapytać chrześcijanina jak to widzi w kontekście a) determinizmu (np. teoria de Broglie-Bohma) postrzeganego jako wolę stwórcy to pewno by odpowiedział na tak, czyli ze jest determinizm, jednakowoż pominąłby przy tym taktycznie, iż to zaprzecza kwintesencji chrześcijaństwa, mianowicie hipotezie o "wolnej woli"
b)interpretacji probabilistycznej to pewno by opowiedział się za ową "wolną" wolą.
I zapomniałby w tym momencie o determinizmie, jaki jednak postuluje teoria de Broglie-Bohma, którą chętnie ów pobożny chrześcijanin przywoła: patrz punkt 1.
Póki co worek kości obstaje przy ZNH, bo daje mu iluzję niedoskonałości nauki, a co za tym idzie możliwości wtłoczenia w lukę bozi.

Zapomina przy tym taktycznie, że taka postawa nieraz skompromitowała się w pejzażu historiografii nauki.

>Dyskusji - z wielu powodów np. wymuszonej lapidarności, czy w miarę równego przygotowania intelektualnego partnerów - jest tu niewiele.

Samo życie. My jednak jesteśmy po to aby niwelować w miarę możności te różnice.

>>Bierze się ta niepełność, jak też przed sekundą wspomniałam z pewnego dążenia w wypowiedziach do minimalizmu.
>Ten "minimalizm" ma tu przeróżne przyczyny, a wszak lapidarne syntezy mogą być genialne lub prymitywne.

Zgodzę się.
Za genialne, choć czasami lapidarne (nie umniejszając genialności) uważam wypowiedzi np. Fizyka.

>>I to jest być może "grzech" popełniany przez Forumowiczów dosyć nagminnie (i ja pewnie też takie "grzeszki" mam na sumieniu w mej historii tu bytowania), który polega na próbie spłycenia zagadnienia. Powody pewno są różne: od ignorancji po brak czasu na rozwinięcie.

>Nasze forum ma bardzo wiele wad i jedną ważna zaletę - jest jedynym tego typu forum w Polsce. Gdy ktoś chciałby je potraktować jako forum naukowe, to popełnił by błąd. Natomiast jego największą zaletą jest inspiracyjność do samodzielnego myślenia i poszukiwania odpowiedzi w dorobku nauki. Pani wywód był właśnie minimalistyczny, ale dla mnie jest bardzo cennym, gdyż stał się inspiracją, abym coś sprawdził, abym coś doczytał.

I tu się zgodzę. Zwłaszcza co do unikalności w naszej POLSKIEJ rzeczywistości.

>>Niestety chyba warto sobie uprzytomnić, że wiele z poruszanych tematów po prostu nie można zawrzeć w jednym zdaniu, bądź równoważniku zdania.
>Dokładnie tak, często są nie do zawarcia nawet w kilku kolejnych zapełnionych treścią postach. Ale mądry człowiek, gdy zainspirowany to zajrzy do książki, a czasem to i do biblioteki.

I po to tu piszemy. Ja niejednokrotnie muszę przewertować stosy, by znaleźć odpowiedź.

>>A jeśli tak się zdarzy to daje to wtedy przyczynek do dyskusji, takiej jak ta tu.
>>Hm... może i to jest wartościowym...
>Zdecydowanie tak!

Pomijając trolling - jet siłą tego Forum, a raczej Racjonalistów umiejętność rzeczowej argumentacji.

>>Nie mnie oceniać.
>A kto to miałby oceniać, gdyby nie my sami? Uczestnicy forum, którym zależy na ciekawych inspirujących do poszerzania wiedzy i samodzielnego myślenia rozmowach.
>Ja czytam prawie wszystkie Pani wypowiedzi i bardzo sobie je cenię. Myślę, że nie tylko ja, o czym świadczą choćby plusy.

Dziękuję. Choć po prawdzie i mnie się zdarza mnożyć posty, gdy się wkurwię.
I nie zawsze warto wszystkie czytać, albowiem są tylko powtórzeniem w nieco zmienionej f


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
20-08-2013 19:31 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>To otwarte forum i wchodzą nań ludzie o różnym przygotowaniu teoretycznym i różnym poziomie sprawności intelektualnej, a spora część korzystając z anonimowości - ukrywającej ewentualne kompromitacje - chce się tu sprawdzić lub nawet popisać.
>Rożne przygotowanie MERYTORYCZNE, a nie jak określił Pan "teoretyczne" (to nie przytyk, ani złośliwość, po prostu pewne sprostowanie błędu, jaki się wkradł do spontanicznej Pana wypowiedzi - tak to odbieram)inklinuje różny poziom dyskusji.
Jednak tu wolałbym pozostać tu przy "teoretycznym" (może mnie adekwatnym, ale bardziej oddającym o to mi chodziło), gdyż myślałem o tzw. oczytaniu lub erudycji, ale sprzeczać się nie będę.

>Nie ma jednak u mnie zgody na:
>a) międlenie tematów i mnożenie wątków przez osoby od dawna tu piszące - i mam nadzieję, też czytające
Permanentnie tu wchodzą nowi, a i starzy wszystkiego nie czytają i nie pamiętają i dlatego powtórzenia - pomimo ciężkiej pracy moderatorów - zdarzają się, a nawet są konieczne.

>b) na próby "ewangelizacji" przez wolnych strzelców, podejmowanej przez jednostki nie mające na celu dyskusji, tylko przeforsowania, albo choć napisania swojego stanowiska.
Trzeba wybierać pomiędzy otwartością forum i wolnością wypowiedzi, a ekskluzywnością intelektualną. Tu środek jest w miarę dobrze wyważony, choć chciałbym aby głupoty było mniej.

>>>>Moim zdaniem w większości tu odbywają się tylko rozmowy - dobrze gdy merytoryczne, gdyż wielokrotnie to są tylko pyskówki, w których polemiści prowadzą małe wojenki.
>No właśnie. Merytoryka. Tego sformułowania brakowało w Pana uprzedniej frazie tego postu.
Przepraszam za brak, ale staram się być komunikatywnym w wyrażaniu swoich własnych przemyśleń. Cóż nie zawsze wychodzi tak jak inni by chcieli, a jeszcze rzadziej tak jak ja sam bym chciał.

>Panie Andrzeju. Jeśli mam być szczera... i ja i Pan i np. Big Żyd wdajemy się w pyskówki. I to nieraz. Nie jestem z nich dumna, ale ... nieraz emocje biorą górę.
Tak, z przykrością potwierdzam tu Pani opinię na mój temat. Zupełnie nie jestem z nich dumnym.
>Zwłaszcza, gdy wiem, że mam rację.
Dla mnie to sprawa trzeciorzędna. Pierwszorzędną jest to, czy byłem na tyle komunikatywnym, aby zrozumieli moją rację inni czytelnicy - poza polemistą - i abym w ich ocenie nie robił wrażenia zacietrzewionego pieniacza. Takiego za jakiego widzą mnie tutejsi nieprzyjaciele.

>Wkurza mnie wiele.
Mnie też, ale proszę się zastanowić jak bardzo wkurzamy naszych wrogów. Proszę zobaczyć plusy przy super głupich wypowiedziach, których jedyną wartością jest atak na nas. Nasze małe forum jest gwoździem w bucie dla przytłaczającej masy irracjonalistów. Czasem nawet zorganizowanych w Kościół.

>>>>Dyskusji - z wielu powodów np. wymuszonej lapidarności, czy w miarę równego przygotowania intelektualnego partnerów - jest tu niewiele.
>Samo życie. My jednak jesteśmy po to aby niwelować w miarę możności te różnice.
Staram się jak umiem i jak mogę. Dostrzegam też starania innych.

>Za genialne, choć czasami lapidarne (nie umniejszając genialności) uważam wypowiedzi np. Fizyka.
Pełna zgoda!

>>>>Nasze forum ma bardzo wiele wad i jedną ważna zaletę - jest jedynym tego typu forum w Polsce. (...)
>I tu się zgodzę. Zwłaszcza co do unikalności w naszej POLSKIEJ rzeczywistości.
Więc warto przyczyniać się do jego trwania i podnoszenia intelektualnego poziomu.

>Niestety chyba warto sobie uprzytomnić, że wiele z poruszanych tematów po prostu nie można zawrzeć w jednym zdaniu, bądź równoważniku zdania.
>>>>Dokładnie tak, często są nie do zawarcia nawet w kilku kolejnych zapełnionych treścią postach. Ale mądry człowiek, gdy zainspirowany to zajrzy do książki, a czasem to i do biblioteki.
>I po to tu piszemy. Ja niejednokrotnie muszę przewertować stosy, by znaleźć odpowiedź.
Mam zwyczaj podobnie czynić, ale sporej części polemistów, to nie chce się dokładnie przeczytać nawet postu, do którego się odnoszą - nie mówiąc już o przewertowaniu wypowiedzi w wątku.

>Pomijając trolling - jet siłą tego Forum, a raczej Racjonalistów umiejętność rzeczowej argumentacji.
Znowu całkowita zgoda.

>Nie mnie oceniać.
>>>>A kto to miałby oceniać, gdyby nie my sami? Uczestnicy forum, którym zależy na ciekawych inspirujących do poszerzania wiedzy i samodzielnego myślenia rozmowach.
>>>>Ja czytam prawie wszystkie Pani wypowiedzi i bardzo sobie je cenię. Myślę, że nie tylko ja, o czym świadczą choćby plusy.
>Dziękuję. Choć po prawdzie i mnie się zdarza mnożyć posty, gdy się wkurwię.
Wszyscyśmy jedynie ludźmi, a ludzką cechą jest błądzić. Możemy się tylko starać, a i to tylko co bardziej inteligentni zauważą.

>I nie zawsze warto wszystkie czytać, albowiem są tylko powtórzeniem w nieco zmienionej formie.
Nie zawsze, ale ja staram się czytać ze zrozumieniem i pamiętam o tym co sam czynię.

Pozdrawiam serdecznie i proszę o jak najbardziej aktywny udział.

@@@
.
20-08-2013 21:42 
 Ocena 5 na 5
Ignorancja (4718 punktów)
>Więc warto przyczyniać się do jego trwania i podnoszenia intelektualnego poziomu.

Warto. Niezaprzeczalnie.
Powyższy cytat, jak i ten, który teraz przytoczę:

"Dla mnie to sprawa trzeciorzędna. Pierwszorzędną jest to, czy byłem na tyle komunikatywnym, aby zrozumieli moją rację inni czytelnicy - poza polemistą - i abym w ich ocenie nie robił wrażenia zacietrzewionego pieniacza. Takiego za jakiego widzą mnie tutejsi nieprzyjaciele."

dał mi asumpt do sformułowania nie tyle postulatu, co prośby do szerokiego grona tu piszących, którą umotywuję.
Musimy zadać sobie podstawowe pytanie: po co tu jesteśmy? Myślę, że odpowiedź, aby "podnieść poziom intelektualny" jest ważną i słuszną odpowiedzią, jednak jej dopełnieniem jest rola edukacyjna.
Aby ta ostatnia była spełniona musimy starać się być komunikatywnymi, jak to Pan doskonale określił, czyli uzyskać równowagę między ekskluzywnością wypowiedzi, a otwartością i wolnością (w tym formy). I nie chodzi mi tu o dyskusje polemiczne z oponentami.

O wiele istotniejszym jest dla mnie komunikatywność i zrozumienie przekazu, gdy pisze nie mój oponent, ale aliant.

Niestety niejednokrotnie dostrzegam na forum w wypowiedziach przytaczanie tekstów obcojęzycznych (najczęściej po angielsku) bez podania tłumaczenia.
I to uważam za karygodne, jeśli to forum ma spełniać funkcję edukacyjną.

Ja mogłabym podawać teksty niemieckojęzyczne. I co? Kto by je łyknął bez problemu? Pewno Nietzsche. Jeszcze ktoś? Nie wiem. Jeśli kogoś pominęłam to przepraszam.
Jednak dla przeciętnego użytkownika byłoby kłopotliwym zrozumienie, dlatego staram się przytaczając tekst w języku niemieckim, zamieścić jego tłumaczenia.

Sprawa jest tym bardziej istotna, gdy nie chodzi o ciągi typu: "Ala ma kota", bo te pierwszy lepszy translator tekstu wyjaśni, ale, gdy chodzi o teksty specjalistyczne.

Tu nieocenionym jest tłumaczenie nie tylko władającego danym językiem, ale i znawcy tematu.
I nie ma tu nic do rzeczy, że statystyczny dzisiejszy w miarę rozgarnięty dwudziestolatek zna język angielski na poziomie zadowalającym.

Sama nieraz byłam zmuszona do zajmowania się obcojęzycznymi tekstami specjalistycznymi stąd wiem, jaką trudność sprawia ich zrozumienie, tym bardziej dla laika.

Dlatego moja prośba i postulat.
Jeśli to forum, które w istocie jest ewenementem pośród stron polskojęzycznych, ma spełniać także rolę edukacyjną to w kontekście szeroko rozumianej komunikatywności przekazu prosiłabym o tłumaczenie zamieszczanych tekstów obcojęzycznych.

Panie Andrzeju.
Mam nadzieję, że wybaczy mi Pan tę dygresję, jaką zamieściłam w odpowiedzi na Pański post, a jaka nasunęła mi się w kontekście naszego dialogu.

Życzę Panu i Forumowiczom dobrej nocy i pozdrawiam Pana i wielu (choć nie wszystkich) Użytkowników nie mniej serdecznie.
T.





Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
21-08-2013 11:25 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Musimy zadać sobie podstawowe pytanie: po co tu jesteśmy? Myślę, że odpowiedź, aby "podnieść poziom intelektualny" jest ważną i słuszną odpowiedzią, jednak jej dopełnieniem jest rola edukacyjna.
Zdecydowanie tak.

>Aby ta ostatnia była spełniona musimy starać się być komunikatywnymi, jak to Pan doskonale określił, czyli uzyskać równowagę między ekskluzywnością wypowiedzi, a otwartością i wolnością (w tym formy). I nie chodzi mi tu o dyskusje polemiczne z oponentami.
>O wiele istotniejszym jest dla mnie komunikatywność i zrozumienie przekazu, gdy pisze nie mój oponent, ale aliant.
Całkowita zgoda.

>Niestety niejednokrotnie dostrzegam na forum w wypowiedziach przytaczanie tekstów obcojęzycznych (najczęściej po angielsku) bez podania tłumaczenia.
Ten popis staje się już tu plagą.

>I to uważam za karygodne, jeśli to forum ma spełniać funkcję edukacyjną.
Zgadzam się.

>Ja mogłabym podawać teksty niemieckojęzyczne. I co? Kto by je łyknął bez problemu? Pewno Nietzsche. Jeszcze ktoś? Nie wiem. Jeśli kogoś pominęłam to przepraszam.
>Jednak dla przeciętnego użytkownika byłoby kłopotliwym zrozumienie, dlatego staram się przytaczając tekst w języku niemieckim, zamieścić jego tłumaczenia.
>Sprawa jest tym bardziej istotna, gdy nie chodzi o ciągi typu: "Ala ma kota", bo te pierwszy lepszy translator tekstu wyjaśni, ale, gdy chodzi o teksty specjalistyczne.
>Tu nieocenionym jest tłumaczenie nie tylko władającego danym językiem, ale i znawcy tematu.
W czasach, gdy poważne wydawnictwa, którym zależało na poziomie edytorskim były dominujące, zarabiałem niezłe pieniądze na tłumaczeniach z .... polskiego (!). Nazywano to redakcją merytoryczną. Przekazywano mi przetłumaczony z jakiegoś języka tekst, a ja sprawdzałem odpowiedniość (siatkę znaczeniową w języku polskim) użytej tam terminologii. Następnie tekst brał w obroty korektor i sprawdzał poprawność językową zapisów. Dzisiaj otrzymuję książkę z dopiskiem obok tłumacza: Za gruntowną przeróbkę tłumaczenia dziękujemy Panu..... I to się zupełnie czytać nie daje, gdyż to jest wprost językowy bełkot.

>I nie ma tu nic do rzeczy, że statystyczny dzisiejszy w miarę rozgarnięty dwudziestolatek zna język angielski na poziomie zadowalającym.
Dokładnie na poziomie zadowalającym.

>Dlatego moja prośba i postulat.
>Jeśli to forum, które w istocie jest ewenementem pośród stron polskojęzycznych, ma spełniać także rolę edukacyjną to w kontekście szeroko rozumianej komunikatywności przekazu prosiłabym o tłumaczenie zamieszczanych tekstów obcojęzycznych.
Ja ten postulat całkowicie popieram, ale aby był skutecznym, to poprzeć go musi i redakcja i moderatorzy.

>Panie Andrzeju.
>Mam nadzieję, że wybaczy mi Pan tę dygresję, jaką zamieściłam w odpowiedzi na Pański post, a jaka nasunęła mi się w kontekście naszego dialogu.
Uważam ją za bardzo cenną nawet w szerszym kontekście. My Polacy - pomimo podkreślania niby wielkiego patriotyzmu - wcale nie szanujemy naszej kultury i sami wiernopoddańczo się amerykanizujemy. Dla mnie znającego z historii germanizację i rusyfikację, to przykry proces, ale mało kto go zauważa.

>Życzę Panu i Forumowiczom dobrej nocy i pozdrawiam Pana i wielu (choć nie wszystkich) Użytkowników nie mniej serdecznie.
Dziękuję i wzajemnie pozdrawiam.

@@@
.
21-08-2013 13:09 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Niestety niejednokrotnie dostrzegam na forum w wypowiedziach przytaczanie tekstów obcojęzycznych (najczęściej po angielsku) bez podania tłumaczenia.
>I to uważam za karygodne, jeśli to forum ma spełniać funkcję edukacyjną.
>Ja mogłabym podawać teksty niemieckojęzyczne. I co? Kto by je łyknął bez problemu?

Большая улыбка
Wielki uśmiech dla Ciebie
20-08-2013 18:37 
 Ocena 3 na 3
Ignorancja (4718 punktów)
>I nie zawsze warto wszystkie czytać, albowiem są tylko powtórzeniem w nieco zmienionej f

Nie dokończyłam, bo zabrakło przewidzianych znaków.Taki determinizm...
Dokańczam zatem: w nieco zmienionej formie.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
Sylwek (15472 punktów)
>Przypadkowe mutacje wnoszą mało istotny wkład do niemal nieskończonej "pierwotnej"
>różnorodności.

Biorąc pod uwagę, że genomy złożonych eukariontów takich jak owady, ssaki czy okrytonasienne, mają dziesiątki lub setki tysiące razy większy rozmiar od genomów prokariontów, rzekłbym, że mutacje mają jednak pewien istotny wkład w zmienność.
Luxuria (526 punktów)
>Biorąc pod uwagę, że genomy złożonych eukariontów takich jak owady, ssaki czy okrytonasienne, mają dziesiątki lub setki tysiące razy większy rozmiar od genomów prokariontów, rzekłbym, że mutacje mają jednak pewien istotny wkład w zmienność.

Rzekłabym podobnie do ciebie. Skąd miałaby się w ogóle wziąć zmienność jeśli nie z mutacji? (na marginesie, podobno "najwięcej DNA" ma ameba)

Nie do końca rozumiem, co założyciel wątku miał na myśli przez "pierwotną różnorodność". Przecież różnorodność nie wzięła się znikąd. Ten opis nie wydaje mi się akuratny.
youmound (-3 punktów)
(zablokowany)
Usunięte przez moderatora
ślusarski (750 punktów)
W procesie różnych zdarzeń w materii wyeliminowałbym pojęcie, jakim jest przypadek. Obojętnie, czy ma jakąś przyczynę, o której nie mamy zielonego pojęcia, czy też jest bezprzyczynowy, to szukamy jej w bezpośrednim sąsiedztwie zdarzenia. Ale czy to jest właściwe postępowanie i nie należałoby szukać przyczyny gdzieś indziej? Ja proponowałbym uznać jedna jedyną przyczynę, którą jest Wielki Wybuch. Bez niego nie byłoby żadnych następstw w znanej nam fizyce. A więc jest BB, następnie mamy czarną skrzynkę częściowo poznaną i następnie przyczynowe oraz, zdawałoby się, bezprzyczynowe zdarzenia.
I po co sobie łamać głowę, zarazem ratując determinizm?
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>proponowałbym uznać jedna jedyną przyczynę, którą jest Wielki Wybuch

Prawa fizyki zaprzeczają tej tezie - Wielkie Bum, błędnie nazywane Wielkim Wybuchem, też musi mieć swój opis kwantowy, tak jak cały Wszechświat miał go Przed i ma Po.

doku (Tomasz Kamiński)
diogenes (42753 punktów)
>nie jesteśmy produktem mutacji, tylko ewolucji.

Ludzi interesuje ta ich część losu, której są - lub mogą być - kowalem. Czyli akaurat to, co nie jest produktem ani mutacji, ani ewolucji.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Ludzi interesuje ta ich część losu, której są - lub mogą być - kowalem. Czyli akaurat to, co nie jest produktem ani mutacji, ani ewolucji.

Chyba, że się jest inżynierem genetycznym. Przy okazji mały test na rozumienie ewolucji:

Czy skutki inżynierii genetycznej nalezy zaliczyć do mutacji przypadkowych, mutacji nieprzypadkowych, czy do tasowania genów?

doku (Tomasz Kamiński)
04-10-2013 13:33 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Chyba, że się jest inżynierem genetycznym.

A nie np. mechatronikiem. Jeśli chodzi o człowieka, to nie ma jednoznacznego przekładu jego struktury materialnej (genetycznej, neuronalnej,...) na zachowanie. Jeśli zmienisz geny (czy cokolwiek innego) człowieka tak, że będzie mógł wbić gwóźdź TYLKO w jeden sposób, to nie będzie to już człowiek, ale mechaniczny młotek. Niektórym takie zachowanie ludzi marzy się również w kwestiach światopoglądowych: np. mechaniczny (fanatyczny) katolik, członek partii czy pracownik to efekt końcowy całkowitej indoktrynacji(=determinacji).

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365