Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy kierownik to pracownik?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
29-01-2019 14:04chętnie racjonalistka (29094 punktów)Czy kierownik to pracownik?
Ocena 2 na 2
.
Mając do wykonania jakąś robotę, np. wykopanie rowu, możemy postąpić na dwa sposoby: zakasać rękawy i rów wykopać, lub - jeśli nam się kopać np. nie chce - wynająć kogoś, kto zrobi to ZA NAS.

Oczywiście nie chcący kopać osobiście nygus we własnym interesie dopilnowuje wykonawstwa, ale przecież ów dozór to czynność którą wykonuje by roboty UNIKNĄĆ, więc nie jest to robota.

Czyli NAPRAWDĘ pracuje tylko bezpośrednio kopiący.

Da się udowodnić coś przeciwnego?
.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 Dalej..
chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: Czy kierownik to pracownik?
W odpowiedzi mancziz

>"Mający lepiej" według porównujących się - czyli np. zarabiający więcej. . Przecież różnice w zarobkach to fakt i nie podważam tego - oceniam tylko zawiść.
W zawiści nie ma czego oceniać, bo ona jest jaka jest wg definicji, więc jeśli coś oceniasz, to są to ludzie.

>Nie porównuję też się z innymi w taki sposób - możesz mi co najwyżej uwierzyć
Twierdzisz, że wysokość zarobków dostrzegasz u wszystkich, tylko nie u siebie?

>udowodnić tego co ktoś ma w głowie niestety się (jeszcze) nie da.
I dlatego nie możemy wiedzieć co zza biurka knuje herszt firmy.

>chyba, że uzurpujesz sobie prawo do decydowania za kogoś czy ma lepiej/gorzej niż inni).
Ty sobie uzurpujesz takie prawo, skoro stwierdzasz (poniżej), że bogaci biednym nie zazdroszczą.

>>A nie: robole, dziadostwo, gołodupce, chudopachołki, golce, obdartusy, hołota i wiele innych?
>Nie, mówimy o zawiści a Ci zarabiający więcej i się porównujący raczej nie zazdroszczą tym "gołodupcom".
Pisałeś o wrogości, epitety wobec bogatych miały dowodzić wrogości, więc pytam czego dowodzą przytoczone epitety wobec biednych.

>>Podzielmy zatem ogół na tych, którzy się do porównywania się z innymi przyznają - tu definicja starcza za dowód
>Nie, to nie jest dowód.
To dopiero dowód, że się porównują - nie było kropki po "dowód". Dalej na Twoim przykładzie wykazałam, że nieprzyznającym się do porównywania się nie można wierzyć.

>Nie zrozumiałaś co napisałem, wyżej wyjaśniłem.
Właśnie: nie zrozumiałeś co napisałam, powtórzę.
Podzielmy zatem ogół na tych, którzy się do porównywania się z innymi przyznają - tu definicja starcza za dowód, oraz tych, którzy w tej kwestii idą w zaparte - tutaj reprezentatywnym przedstawicielem dla siebie jesteś Ty sam. No a ze swoim postrzeganiem statusu zdradziłeś się używając sformułowania "ci mający lepiej".
I dodam wykładnię: wątpliwości można mieć tylko wobec zaprzeczających, czyli takich jak Ty, ale właśnie na Twoim przykładzie widać, że w ich przypadku stan faktyczny nie pokrywa się z deklaracją.

>>>Jaki z tego pożytek?
>>Np. Ty skorzystałeś m.in. dając sobie prawo ferowania ocen...
>To żaden pożytek dla mnie.
Uprawnienie z definicji jest pożytkiem.

>Czemu nie podzielić na więcej części? Przecież ten z tej gorszej połowy też ma kogoś nad kim ma materialną przewagę.
Ponieważ idzie o połowy, a te są dwie.

I skoro się już skupiłeś na połowie " gorszych" (których ja, w odróżnieniu od Ciebie, jakoby nieoceniającego, nazwę jednak nieoceniająco "biedniejszymi" ), to zauważamy, że owa biedniejsza połowa ma równie reprezentatywną strukturę jak całość, oraz że wszystkie kolejne tak dokonane wyodrębnienia biedniejszych dadzą taki sam rezultat, czyli możemy tymi podziałami zredukować ludzkość do dwóch osób, a wtedy zobaczymy, że "połowa porównujących się musi z porównań wyciągać wnioski satysfakcjonujące", QED.

>To nie jest argument podważający fakt
Albo uznajesz coś za fakt, albo oczekujesz podważenia.

A embargo USA wobec Polski było wrogością zamożnego kapitalizmu wobec ubogiego komunizmu.

>Autor napisał książkę żeby pokazać, że Kunta Kinte nie był zawistnikiem? Skąd wiesz?
Można intencje autora i tak zinterpretować; a wiem to na podstawie opisu w Wikipedii.

>>Podobnie nie wiadomo, by jakiemukolwiek Kowalskiemu było źle z powodu stanu posiadania Dąbrowskiego.
>Ja to wiem bo widzę to. Już Ci podawałem przykłady.
A czemu swoich przykładowych Kowalskiego z Dąbrowskim widzisz, a mojego historycznego Kunta Kinte nie?

>>>Ale ok, po co innym znać ich pozycję społeczną?
>>Żeby wiedzieli czy Twoja uwaga o Kowalskim i Dąbrowskim może ich dotyczyć.
>To nie jest odpowiedź na pytanie. Znowu unik robisz.
Powyższe nie tylko odpowiedzią jest, ale w odróżnieniu od Twojego "znowu" i "unik" ma uzasadnienie w ustaleniach dokonanych w toku naszej dyskusji.

>Sorry ale to zupełnie nie ma dla mnie sensu.
Wstawka o masochiście była dygresją, porzućmy to.

>Jak czuję irracjonalny strach to staram się zmienić myśli, które do tego prowadzą.
Tu jednak powstaje pytanie skąd się biorą myśli prowadzące do irracjonalnych emocji?
Twój post 4220, moja odpowiedź 4211

Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem.

mancziz (1830 punktów)Odp: Czy kierownik to pracownik?
>Kto się nie porówna, nie dowie się czy wygrał.

Wygrywa własne szczęście. To taka jednoosobowa gra gdzie się z nikim nie ścigasz.

>>to Ty go widzisz jako szczura biorącego udział w wyścigu, nie ja.
>Nie Ty? A kto, jak nie Ty napisał "Może gdyby taki robol się dokształcił i znalazł pracę przy kwitach to by mu lepiej było. Potem własna firma i to on jest kapitalistą decydującym o życiu własnych roboli." ???

Co to ma do rzeczy? Ma mieć satysfakcjonującą pracę/zarobki a nie zarabiać więcej niż ktoś tam.

>Ja natomiast o istnieniu tego wyścigu WIEM.

Jedni się ścigają, inni nie. Nie wrzucaj wszystkich do jednego worka.

>>Nie jestem zawistny więc mogę w zawistników "rzucać kamieniami".
>Spójnikiem "więc" wskazujesz, że się z ocenianym porównałeś.

Nie, to Ty sugerujesz że jestem hipokrytą, porównując mnie. Nie jestem zawistny = nie porównuję się. I nie wmówisz mi, że jest inaczej, sorry.

>>Dowodów podanych jest kilka.
>To może udowodnij, że są?

Udowodnię Ci to potem będziesz chciała, żebym Ci udowodnił, że udowodniłem istnienie dowodów i tak w koło Macieju. To jest właśnie to Twoje rozciąganie dyskusji do granic możliwości.

>Źle rozumiesz. Do tego "zgubiłeś" merytoryczny cytat, a rozwijasz pustą metadyskusję.

Nie mierz mnie swoją miarą proszę.

>Ale Ci przypomnę: napisałeś, że "stale to powtarzasz", gdzie "to" oznacza moje twierdzenie, że "z jednostką a nie z pracą związane są dochody", co z kolei było moją odpowiedzią na Twoje zadziwienie "Jak dochody mogą być związane raczej z jednostką niż pracą" (sic!)...

Powtarzam Ci skąd się w ogóle biorą dochody i jak już przytaczasz swoją wypowiedź, którą komentowałem to jej nie ucinaj:

"Z jednostką a nie z pracą związane są dochody, bo mało się wysilający mają dochody będące wielokrotnością dochodów pracujących ciężko."

Czyli nie ważne ile wysiłku kto wkłada, ważne jak szef sobie ceni czyjąś konkretną pracę.

>>Ponieważ o wszystkich zarobkach decyduje ostatecznie szef - jego pieniądze, jego własność, jego decyzja. Próbując narzucać mu
>Czyli nie porównywanie nie ma sensu, a narzucanie.

Jedno i drugie - nie Tobie porównywać ile komu szef chce płacić i tym bardziej chcieć mu narzucić to ile powinien komu dawać kasy.

>>>>>No ale podważam?
>>>>A nie?
>>>A tak?
>>Jak wyżej
>Wyżej skasowałeś.

Co skasowałem?

>Dla Ciebie najlepszym dowodem jest Twoja niemożność merytorycznego zanegowania mojego twierdzenia.

Niezła jesteś.. Twierdzę, że na odwrotnej stronie Księżyca ufoludki mają swoją bazę. Nie jesteś w stanie tego zanegować? Udowodniłem Ci to. A tak serio skoro nie masz dowodów, to uważam tą cześć dyskusji za zamkniętą.

>Nieważne co ja wiem ani skąd, liczy się jak jest.

Jest tak, jak na to wskazują dowody (których nie masz, bo nieważne). Czyli gdybasz jak jest. Ok, masz prawo.

>A jest tak, że zamożni zleceniodawcy rosną w siłę wynajmując coraz tańszych i liczniejszych kopaczy rowów ze wschodu, dzięki czemu rosną w siłę, a praca tanieje.

Jeszcze raz - udowodnij. Chyba, że nieważne.

>>Przecież napisałem Ci już, że to Ty tworzysz zasadę
>Jedno drugiego nie wyklucza.

Zaznaczyłem, że to co mówię nie jest zasadą (nie wszyscy to robią). Google "zasada definicja". Ty robisz zasadę i to taką, od której nie ma żadnych wyjątków (wszyscy się porównują). Czyli po raz n-ty: udowodnij.

>>ryzyko jeszcze większego rozrzedzenia dyskusji
>Ten post ma 2839 znaków, Twój miał 4017...

Widzisz jaki uprzejmy jestem odpowiadając na Twoją każdą dygresję.

mancziz (1830 punktów)Odp: Czy kierownik to pracownik?
>>Czyli przyznajesz, że zlecający działa celowo?
>Mogę to przyznać dla udowodnionego przypadku.

Czyli jak pokażę Ci zlecającego, który twierdzi że jego celem jest np. posiadanie dołu to przyznasz mi rację? Będzie to wszak bezpośredni, najbardziej oczywisty dowód.

>>>Definicja "dążenia" nie dowodzi, by było ono pracą
>>Dowodzi, że dążenie zlecającego do posiadania dobra w postaci wykopanego rowu jest pracą.
>Wg PWN jest chciejstwem: dążyć=mieć wytknięty cel i chcieć go osiągnąć.

Nie, jest pracą jeśli celem jest konkretne dobro lub potrzeba:

1. "świadoma, celowa działalność człowieka służąca zaspokajaniu potrzeb lub polegająca na wytwarzaniu dóbr"

>>Czemu drapanie po tyłku uważasz za dobro w sensie def. 1 pracy?
>W sensie definicji którą uznawałeś do 22:21 14 lutego.

Porzuciliśmy definicję z Wikipedii. Podważ definicję z SJP jak już (masz wyżej).

EDIT:

Ehhh kliknęło mi się z sjp.pl, a nie z PWN. Skoro się na PWN umówiliśmy to powinno być:

1. "celowa działalność człowieka zmierzająca do wytworzenia określonych dóbr materialnych lub kulturalnych"

#289
28-02-2019 17:20
 Ocena 2 na 2
mancziz (1830 punktów)Odp: Czy kierownik to pracownik?
>W zawiści nie ma czego oceniać, bo ona jest jaka jest wg definicji, więc jeśli coś oceniasz, to są to ludzie.

Zawiść nie istnieje bez człowieka, który ją czuje. Oceniając zawiść oceniam ludzi ją czujących. Co więcej, oceniam ją jako naganną emocję bez względu na źródło porównania.

>>Nie porównuję też się z innymi w taki sposób - możesz mi co najwyżej uwierzyć
>Twierdzisz, że wysokość zarobków dostrzegasz u wszystkich, tylko nie u siebie?

Nie, dokładnie odwrotnie - patrzę na swoje (czy odpowiadają moim potrzebom) a nie na innych.

>>udowodnić tego co ktoś ma w głowie niestety się (jeszcze) nie da.
>I dlatego nie możemy wiedzieć co zza biurka knuje herszt firmy.

Dlatego patrzymy na jego czyny.

>>chyba, że uzurpujesz sobie prawo do decydowania za kogoś czy ma lepiej/gorzej niż inni).
>Ty sobie uzurpujesz takie prawo, skoro stwierdzasz (poniżej), że bogaci biednym nie zazdroszczą.

Że raczej nie zazdroszczą, bo to nie miałoby sensu. Czyli nie decyduję za nich tylko zgaduję. Jak znajdziesz jakiegoś bogatego, który zazdrości biedniejszemu tego, że ma mniej pieniędzy to OK. Z drugiej strony Ty zdajesz się wiedzieć lepiej niż inni - dlatego na początku powyższego cytatu napisałem "chyba, że".

>Pisałeś o wrogości, epitety wobec bogatych miały dowodzić wrogości, więc pytam czego dowodzą przytoczone epitety wobec biednych.

Ty je przytoczyłaś to Ty mi powiedz. Mnie to specjalnie nie interesuje bo oceniam zawiść a nie zwrotną emocję tych, którym ktoś wrogo zazdrości.

>To dopiero dowód, że się porównują - nie było kropki po "dowód".

To nie jest dowód, to jest tautologia. Zakładasz sobie najpierw, że wszyscy się porównują po czym "dowodzisz" swojego własnego założenia.

>Dalej na Twoim przykładzie wykazałam, że nieprzyznającym się do porównywania się nie można wierzyć.

Nie, nic nie wykazałaś tylko próbowałaś mi to wmówić (żeby wyszło na Twoje). Ale nawet gdybyśmy, czysto hipotetycznie, założyli że kłamię to nie jest to dowód na to, że wszyscy nie przyznający się też kłamią. Tak to możesz podważyć każde badanie oparte na ankietach itp. - bo może wszyscy kłamią (czyli zakładasz sobie tak, jak Ci wygodniej). To jest podejście anty-naukowe.

>I dodam wykładnię: wątpliwości można mieć tylko wobec zaprzeczających, czyli takich jak Ty, ale właśnie na Twoim przykładzie widać, że w ich przypadku stan faktyczny nie pokrywa się z deklaracją.

Wątpliwości można mieć tylko wtedy, kiedy się a priori założy sobie, że wszyscy się porównują (Ty sobie zrobiłaś z tego jakiś aksjomat). Jak wyżej - tautologia nie jest żadnym dowodem. Równie dobrze mógłbym powiedzieć, że wszyscy twierdzący iż się porównują, podobnież jak Ty wykręcają kota ogonem i nie można im wierzyć - a najlepszym dowodem na to są wszystkie te Twoje sofizmaty. To jak, udowodniłem że nikt się nie porównuje?

>>To żaden pożytek dla mnie.
>Uprawnienie z definicji jest pożytkiem.

Nie, nie jest. Masz Google pod ręka.

>Ponieważ idzie o połowy, a te są dwie.

Czemu ma być podział akurat na połowy? Bo tak?

>I skoro się już skupiłeś na połowie " gorszych" (których ja, w odróżnieniu od Ciebie, jakoby nieoceniającego

Lubisz to wykręcanie kota ogonem, co? Ja odnoszę się do Twoich słów, a Ty że porównuję/oceniam bo komentuję Twoje własne stwierdzenia. Bądźmy poważni.

>nazwę jednak nieoceniająco "biedniejszymi" )

"Gorsza połowa" = "połowa tych, których sytuacja materialna jest gorsza". Według Twojej własnej klasyfikacji. Jak ktoś jest biedniejszy, to ma gorszą ową sytuację. Czy nie ma?

>to zauważamy, że owa biedniejsza połowa ma równie reprezentatywną strukturę jak całość, oraz że wszystkie kolejne tak dokonane wyodrębnienia biedniejszych dadzą taki sam rezultat, czyli możemy tymi podziałami zredukować ludzkość do dwóch osób, a wtedy zobaczymy, że "połowa porównujących się musi z porównań wyciągać wnioski satysfakcjonujące", QED.

Z całej ludzkości zrobiłaś dwie osoby, po czym twierdzisz, że połowa z tych dwóch (czyli jeden) wyciąga z porównania satysfakcjonujące wnioski po czym ekstrapolujesz to z powrotem na całą ludzkość. Już bardziej wyrwane z kontekstu to chyba nie może być. Weź dowolną osobę z całej ludzkości - będzie ona jednocześnie biedniejsza od kogoś i bogatsza od kogoś innego. Czyli jednocześnie wyciąga satysfakcjonujące oraz niesatysfakcjonujące wnioski z porównań. Pytam się więc - jaki jest ostateczny bilans jej satysfakcji?

>Albo uznajesz coś za fakt, albo oczekujesz podważenia.

Uznaję za fakt jak mam dowody, nie jak coś sobie wygdybam.

>A embargo USA wobec Polski było wrogością zamożnego kapitalizmu wobec ubogiego komunizmu.

Było reakcją na irracjonalną wrogość komunizmu. Czyli tak jak powinno być.

>>Autor napisał książkę żeby pokazać, że Kunta Kinte nie był zawistnikiem? Skąd wiesz?
>Można intencje autora i tak zinterpretować; a wiem to na podstawie opisu w Wikipedii.

Nie, nie można. Autor miał konkretne intencje, których nie znasz i nie poznasz. Interpretować cokolwiek tak, jak komuś pasuje oczywiście można. Niestety nie powoduje to, iż taka interpretacja nie jest błędna.

>A czemu swoich przykładowych Kowalskiego z Dąbrowskim widzisz, a mojego historycznego Kunta Kinte nie?

Nie widzę go jako zawistnika. Masz dowód - konkretny cytat - podaj. Jak nie czytałaś to nie ma o czym dyskutować.

>Powyższe nie tylko odpowiedzią jest, ale w odróżnieniu od Twojego "znowu" i "unik" ma uzasadnienie w ustaleniach dokonanych w toku naszej dyskusji.

Jeszcze raz - po co komuś się porównywać? Jakiś poważny przykład proszę (załóż, że ten ktoś nie zna mojej opinii - czyli przytłaczająca większość ludzkości).

>>Jak czuję irracjonalny strach to staram się zmienić myśli, które do tego prowadzą.
>Tu jednak powstaje pytanie skąd się biorą myśli prowadzące do irracjonalnych emocji?

Masz to dość wyczerpująco opisane w podlinkowanej przeze mnie pracy doktorskiej.

chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: Czy kierownik to pracownik?
W odpowiedzi mancziz

>>>Czyli przyznajesz, że zlecający działa celowo?
>>Mogę to przyznać dla udowodnionego przypadku.
>jak pokażę Ci zlecającego, który twierdzi że jego celem jest np. posiadanie dołu to przyznasz mi rację?
Nawet dając mu wiarę nie zmienię faktu, że jego uzmysłowienie sobie co on chce posiąść nie jest działaniem.

>1. "celowa działalność człowieka zmierzająca do wytworzenia określonych dóbr materialnych lub kulturalnych"
>Podważ definicję
A co Ci w niej nie gra? Wszak dobrem jest rów, a celową działalnością zmierzającą do jego wytworzenia - kopanie. A zlecający, dzięki zleceniu, działalności tej unika.

Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem.

chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: Czy kierownik to pracownik?
W odpowiedzi mancziz

>>W zawiści nie ma czego oceniać, bo ona jest jaka jest wg definicji, więc jeśli coś oceniasz, to są to ludzie.
>Zawiść nie istnieje bez człowieka, który ją czuje. Oceniając zawiść oceniam ludzi
No i właśnie ocenianie ludzi Ci przypisałam w odpowiedzi na Twoje "oceniam zawiść".

>Co więcej, oceniam ją jako naganną emocję
Domniemanej zawiści Kunta Kinte nie wyłączając?

>patrzę na swoje [...] a nie na innych.
Że patrzysz na innych już ustaliliśmy: patrzysz, porównujesz, i oceniasz.

>>nie możemy wiedzieć co zza biurka knuje herszt firmy.
>Dlatego patrzymy na jego czyny.
Też mi czyny zza biurka, chyba marszczenie czoła.

>Czyli nie decyduję za nich tylko zgaduję.
Sam zgadujesz, a moje domniemania n/t Kunta Kinte kwestionujesz, Kali ukraść krowę - dobry uczynek...

>Ty je przytoczyłaś to Ty mi powiedz.
Ale to Ty dopiero co twierdziłeś, że epitetowanie=zawiść, nagle ta wygodna zależność znikła?

>To nie jest dowód, to jest tautologia.
Miałeś dwa posty wcześniej napisane "definicja starcza za dowód", nie "jest dowodem", o co bijesz pianę? Nikt Cię nie przekona że białe jest białe, czy jak?

Co do nieprzyznających się, to pisząc o bogatych nie słowami "ci mający więcej" lecz "ci mający lepiej", w czym jest i porównanie, i ocena dowiodłeś, że i porównujesz i oceniasz. Czyli jedyny podany przez Ciebie przykład domniemanego nieporównującego odchodzi w niebyt, zatem porównują się wszyscy.

>Ale nawet gdybyśmy, czysto hipotetycznie, założyli że kłamię to nie jest to dowód na to, że wszyscy nie przyznający się też kłamią.
O ile udowodnisz, że inni nie przyznający się istnieją.

>Wątpliwości można mieć tylko wtedy, kiedy się a priori założy sobie, że wszyscy się porównują
Ja przyjęłam, że wszyscy się porównują i nie widzą pola do żadnych wątpliwości.

>Równie dobrze mógłbym powiedzieć, że wszyscy twierdzący iż się porównują, podobnież jak Ty wykręcają kota ogonem i nie można im wierzyć
Wcale nie "równie dobrze", bo nie tylko już im uwierzyłeś, ale właśnie bronisz teorii zawiści skonstruowanej w oparciu o tę wiarę.

>Nie, nie jest. Masz Google pod ręka.
Dlatego wiem, że uprawnienie pożytkiem JEST.

>Czemu ma być podział akurat na połowy?
Bo na tę wartość chciałeś dowodu.

>Lubisz to wykręcanie kota ogonem, co?
Lubisz się pocieszać, że wykręcam, co?

>Z całej ludzkości zrobiłaś dwie osoby, po czym twierdzisz, że połowa z tych dwóch (czyli jeden) wyciąga z porównania satysfakcjonujące wnioski po czym ekstrapolujesz to z powrotem na całą ludzkość.
Mogłam tak zrobić, ponieważ przy podziałach zachowywałam reprezentatywność.

>Weź dowolną osobę z całej ludzkości - będzie ona jednocześnie biedniejsza od kogoś i bogatsza od kogoś innego.
Nieprawda, bo biorąc dowolnego, możesz trafić na najbogatszego albo najbiedniejszego.

>>> To nie jest argument podważający fakt
>>Albo uznajesz coś za fakt, albo oczekujesz podważenia.
>Uznaję za fakt jak mam dowody, nie jak coś sobie wygdybam.
Wygdybałeś sobie że może istnieć "argument podważający fakt" - przywracam to i wytłuszczam.

>>...embargo USA wobec Polski było wrogością zamożnego kapitalizmu wobec ubogiego komunizmu.
>Było reakcją na irracjonalną wrogość komunizmu.
Stan wojenny w Polsce był wrogością wobec USA?

>Autor miał konkretne intencje, których nie znasz i nie poznasz.
Treść książki najlepiej określa intencje, bo każde jej słowo napisano intencjonalnie; o intencjach twórcy wnosimy z samego dzieła.

>> czemu swoich przykładowych Kowalskiego z Dąbrowskim widzisz, a mojego historycznego Kunta Kinte nie?
>Nie widzę go jako zawistnika.
Nie zarzuciłam Ci, że widzisz w nim zawistnika, tylko zadałam pytanie - powyżej podkreślone - na które nie dopowiedziałeś.

>po co komuś się porównywać? Jakiś poważny przykład proszę (załóż, że ten ktoś nie zna mojej opinii
To mi wyjaśnij jak uwzględnianie Twojej opinii odbiera wypowiedziom powagę.

>opisane w podlinkowanej przeze mnie pracy doktorskiej.
Gdyby tam coś użytecznego było, umiałbyś sam odpowiedzieć.

Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem.

chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: Czy kierownik to pracownik?
W odpowiedzi mancziz

>Wygrywa własne szczęście. To taka jednoosobowa gra
No nie poszczęściło Ci się, nie ma jednoosobowych gier.

>Co to ma do rzeczy? Ma mieć satysfakcjonującą pracę/zarobki...
To był problem niekorzystnej relacji wysiłek-zarobek, a nie niskiego statusu zawodowego, a Ty mimo to zasugerowałeś karierę "od kwitowca do biznesmena", czyli podnoszenie statusu, co jest kwintesencją wyścigu szczurów.

>>>Nie jestem zawistny więc mogę w zawistników "rzucać kamieniami".
>>Spójnikiem "więc" wskazujesz, że się z ocenianym porównałeś.
>Nie, to Ty sugerujesz że jestem hipokrytą, porównując mnie.
Moje porównywanie Twojego nie wyklucza.

>>> Dowodów podanych jest kilka.
>>To może udowodnij, że są?
>Udowodnię Ci to potem będziesz chciała, żebym Ci udowodnił, że udowodniłem istnienie dowodów i tak w koło Macieju.
Ty tak robisz, dowodów jest kilka...

>Nie mierz mnie swoją miarą proszę.
Skąd wiesz, że to nie Twoja, porównywałeś?

>Czyli nie ważne ile wysiłku kto wkłada, ważne jak szef sobie ceni czyjąś konkretną pracę.
Jeżeli nieważny jest wysiłek, tylko uznanie zleceniodawcy, to czego mi tu jęczysz, że dyskusja się rozwadnia, zamiast zapytać, czy mi się odpowiedzi podobają?

>nie Tobie porównywać ile komu szef chce płacić
Czego chce gostek zza biurka to nawet mało kogo obchodzi, o porównywaniu tych chęci możesz co najwyżej pomarzyć.

>>>>>>No ale podważam?
>>>>>A nie?
>>>>A tak?
>>>Jak wyżej
>>Wyżej skasowałeś.
>Co skasowałem?
To, co było wyżej.

>>Dla Ciebie najlepszym dowodem jest Twoja niemożność merytorycznego zanegowania mojego twierdzenia.
>Niezła jesteś.. Twierdzę, że na odwrotnej stronie Księżyca ufoludki mają swoją bazę. Nie jesteś w stanie tego zanegować?
Nie, i dlatego Ci nie wpieram, że takiej bazy nie ma.

>>A jest tak, że zamożni zleceniodawcy rosną w siłę wynajmując coraz tańszych i liczniejszych kopaczy rowów ze wschodu, dzięki czemu rosną w siłę, a praca tanieje.
>Jeszcze raz - udowodnij.
Ale co tutaj wg Ciebie wymaga dowodu: że mamy pracowników ze wschodu, że są oni tańsi od lokalnych, że tania siła robocza podnosi wynik finansowy przedsiębiorstwa, czy to, że dzięki zamożności pracodawcy praca tanieje?

>Zaznaczyłem, że to co mówię nie jest zasadą
A jest zasadą, że to co mówisz nie jest zasadą?

>Ty robisz zasadę i to taką, od której nie ma żadnych wyjątków (wszyscy się porównują).
Tak, co do zasady porównują się wszyscy, tzn wszyscy normalnie funkcjonujący społecznie. Nie wiem jak jest w przypadku dysfunkcji świadomości, ale to muszą być b. poważne przypadki, np ciężkie upośledzenie umysłowe albo np. dzikie dzieci.

>Czyli po raz n-ty: udowodnij.
Zatem po raz n-ty niniejszy udowadniam.
Że zjawisko porównywania się w ogóle występuje wiesz, bo sam wypatrzyłeś reprezentatywnego Kowalskiego w relacji z Dąbrowskim. Że nie robią tego wszyscy - no, to niestety już jest Twoim prywatnym pomysłem, który - póki go nie udowodnisz - pozostanie hipotezą. Reasumując: ludzie się porównują, a że nie ma dowodu, by istnieli ludzie nieporównujący się, to wszyscy ludzie się porównują. QED

>Widzisz jaki uprzejmy jestem odpowiadając na Twoją każdą dygresję.
To jeszcze bądź uprzejmy wskazać gdzie u mnie znalazłeś dygresje.

Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem.

pawel_wr (4297 punktów)Odp: Czy kierownik to pracownik?
>>Wygrywa własne szczęście. To taka jednoosobowa gra
>No nie poszczęściło Ci się, nie ma jednoosobowych gier.

Nieprawda, są .

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.

chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: Czy kierownik to pracownik?
W odpowiedzi pawel_wr

>>>Wygrywa własne szczęście. To taka jednoosobowa gra
>>No nie poszczęściło Ci się, nie ma jednoosobowych gier.
>Nieprawda, są .
Komputerowe?

Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem.

pawel_wr (4297 punktów)Odp: Czy kierownik to pracownik?
ściło Ci się, nie ma jednoosobowych gier.
>>Nieprawda, są .
>Komputerowe?

Znasz gry logiczne jednoosobowe ?
Znasz jednoosobowe pasjanse ?



Pogrążony w wierze odrzuca rozum.

chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: Czy kierownik to pracownik?
W odpowiedzi pawel_wr

>Znasz gry logiczne jednoosobowe ?
>Znasz jednoosobowe pasjanse ?
To są łamigłówki.

Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem.

mancziz (1830 punktów)Odp: Czy kierownik to pracownik?
>Nawet dając mu wiarę nie zmienię faktu, że jego uzmysłowienie sobie co on chce posiąść nie jest działaniem.

A wzięcie telefonu do ręki i zadzwonienie do kopacza i wytłumaczenie mu co ma robić?

>A co Ci w niej nie gra? Wszak dobrem jest rów, a celową działalnością zmierzającą do jego wytworzenia - kopanie.

A wszystko pomiędzy uzmysłowieniem i kopaniem jest działalnością czy nie? Jak tak to jaki jest cel tej działalności?

#298
06-03-2019 02:08
 Ocena 1 na 1
mancziz (1830 punktów)Odp: Czy kierownik to pracownik?
>No nie poszczęściło Ci się, nie ma jednoosobowych gier.

Żyjesz za kogoś jego życiem?

>To był problem niekorzystnej relacji wysiłek-zarobek

Jak Ci wyszło, że ta relacja jest niekorzystna? Jak zmierzyłaś ten wysiłek? Porównując nasze potrzeby materialne z zarobkami widzimy wyraźnie, czy zarabiamy za mało czy nie. A u Ciebie skąd wiemy kiedy dostajemy za mało za konkretny wysiłek? Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale prezentujesz stanowisko podobne np. do Marksa, któremu tego typu wyliczenia niespecjalnie wychodziły. W praktyce wyszło jak wyszło, co widać po historii.

>a nie niskiego statusu zawodowego, a Ty mimo to zasugerowałeś karierę "od kwitowca do biznesmena", czyli podnoszenie statusu, co jest kwintesencją wyścigu szczurów.

Dla Ciebie kariera to nie osiąganie własnych życiowych celów tylko wyścig szczurów. Ok, rozumiem. Nie wkładaj tylko Twojej interpretacji tego co mówię w moje usta. Czyli u mnie - nie podnoszenie statusu tylko realizacja siebie.

>>Nie, to Ty sugerujesz że jestem hipokrytą, porównując mnie.
>Moje porównywanie Twojego nie wyklucza.

Tym bardziej go nie udowadnia.

>>Nie mierz mnie swoją miarą proszę.
>Skąd wiesz, że to nie Twoja, porównywałeś?

Odniosłem się do Twoich własnych słów. Jak podejdziesz do mnie i powiesz, że mam taki sam telefon jak Ty (a np. nie mam) to ja żeby wiedzieć czy mówisz prawdę i Cię ew. sprostować muszę siłą rzeczy porównać żeby się w ogóle móc odnieść do tego co mówisz. To nie znaczy, że sam z siebie wypatruję telefonów u innych i porównuję ze swoim. Widzisz różnicę? Podobnie z zarobkami.

>Jeżeli nieważny jest wysiłek, tylko uznanie zleceniodawcy, to czego mi tu jęczysz, że dyskusja się rozwadnia, zamiast zapytać, czy mi się odpowiedzi podobają?

Podobają Ci się?

>Czego chce gostek zza biurka to nawet mało kogo obchodzi, o porównywaniu tych chęci możesz co najwyżej pomarzyć.

Obchodzi tego kto chce u niego pracować.

>>>>>>>No ale podważam?
>>>>>>A nie?
>>>>>A tak?
>>>>Jak wyżej
>>>Wyżej skasowałeś.
>>Co skasowałem?
>To, co było wyżej.

A co było wyżej?

>>Niezła jesteś.. Twierdzę, że na odwrotnej stronie Księżyca ufoludki mają swoją bazę. Nie jesteś w stanie tego zanegować?
>Nie, i dlatego Ci nie wpieram, że takiej bazy nie ma.

Ale według Twoich własnych słów to jest dowód. Nie jest.

>Ale co tutaj wg Ciebie wymaga dowodu: że mamy pracowników ze wschodu, że są oni tańsi od lokalnych, że tania siła robocza podnosi wynik finansowy przedsiębiorstwa, czy to, że dzięki zamożności pracodawcy praca tanieje?

"Z jednostką a nie z pracą związane są dochody, bo mało się wysilający mają dochody będące wielokrotnością dochodów pracujących ciężko. Natomiast pogłębianie się tej tendencji to zwiększanie się powyższej dysproporcji w czasie, powiedzmy że z roku na rok."

Najpierw udowodnij pierwsze twierdzenie a potem drugie. Drugie wymagałoby jakichś konkretnych danych ekonomicznych.

>>Zaznaczyłem, że to co mówię nie jest zasadą
>A jest zasadą, że to co mówisz nie jest zasadą?

No i tak, w Twoim stylu, możemy się bawić słowami bez końca. Zawsze kiedy coś Ci udowodnię (tutaj brak zasady z mojej strony), to zaczynasz taką zabawę.

>Tak, co do zasady porównują się wszyscy, tzn wszyscy normalnie funkcjonujący społecznie. Nie wiem jak jest w przypadku dysfunkcji świadomości, ale to muszą być b. poważne przypadki, np ciężkie upośledzenie umysłowe albo np. dzikie dzieci.

Udowodnij, że porównywanie zarobków i stanu posiadania z innymi jest wyrazem społecznej "normalności". Wydaje mi się, że jest dokładnie odwrotnie ale poczekam cierpliwie na Twój dowód (o ile się kiedyś jakiegokolwiek doczekam).

>Zatem po raz n-ty niniejszy udowadniam.
>Że zjawisko porównywania się w ogóle występuje wiesz, bo sam wypatrzyłeś reprezentatywnego Kowalskiego w relacji z Dąbrowskim.

Twierdzisz, że wszyscy (teraz zmieniłaś na "wszyscy normalni" ale niech Ci będzie hehe) to robią - udowodnij. Nie chodzi o to, że zjawisko występuje tylko że występuje u każdego (normalnego).

>Że nie robią tego wszyscy - no, to niestety już jest Twoim prywatnym pomysłem, który - póki go nie udowodnisz - pozostanie hipotezą.

Tak naprawdę to nie muszę go udowadniać, to Ty wysunęłaś konkretną tezę i to na tobie spoczywa ciężar dowodu. Dopóki nie masz dowodów nie ma powodu uznawać jej za prawdziwą. Ale skoro tak bardzo chcesz, to tak jak pisałem - ja sam jestem już dowodem na to, iż nie wszyscy się porównują. Ty jak dotąd nie podałaś nawet żadnej poszlaki, o dowodzie nie mówiąc.

>Reasumując: ludzie się porównują, a że nie ma dowodu, by istnieli ludzie nieporównujący się, to wszyscy ludzie się porównują. QED

Argumentum ad ignorantiam czyli błąd logiczny a nie żadne QED.

mancziz (1830 punktów)Odp: Czy kierownik to pracownik?
>>Co więcej, oceniam ją jako naganną emocję
>Domniemanej zawiści Kunta Kinte nie wyłączając?

Ty domniemywasz, nie ja. Udowodnisz to ją tu włączę.

>Że patrzysz na innych już ustaliliśmy:

Patrzę, nie porównuję (zarobków czy stanu posiadania). To, że czasem coś porównam żeby się odnieść do porównania dokonanego przez inną osobę to siłą rzeczy tak - jak w tym wątku, kiedy odnoszę się do Twoich własnych słów. Ty próbujesz wyrwać moją wypowiedź z kontekstu żeby wmówić mi, że porównuję swoje zarobki itp. z innymi. Nie robię tego.

>Też mi czyny zza biurka, chyba marszczenie czoła.

Primo - najważniejszym czynem było zorganizowanie samej działalności firmy. Secundo - widać, że nigdy nie byłaś szefem i z żadnym nie rozmawiałaś. Spróbuj, zdziwisz się.

>Sam zgadujesz, a moje domniemania n/t Kunta Kinte kwestionujesz, Kali ukraść krowę - dobry uczynek...

Nie w takim kontekście użyłem słowa "zgadywać". Jeśli coś nie ma sensu to zgaduję, że nie zachodzi w rzeczywistości. Ty zwyczajnie racjonalizujesz.

>Ale to Ty dopiero co twierdziłeś, że epitetowanie=zawiść, nagle ta wygodna zależność znikła?

Nie, twierdziłem że epitety świadczą o wrogości. W połączeniu z zazdrością (porównywaniem się) daje nam to zawiść.

>Miałeś dwa posty wcześniej napisane "definicja starcza za dowód", nie "jest dowodem", o co bijesz pianę? Nikt Cię nie przekona że białe jest białe, czy jak?

Nie miałaś "udowodnić", że ci którzy się porównują są wg definicji porównującymi się. A właśnie to zrobiłaś. Google -> "tautologia" lub "masło maślane".

>Co do nieprzyznających się, to pisząc o bogatych nie słowami "ci mający więcej" lecz "ci mający lepiej", w czym jest i porównanie, i ocena dowiodłeś, że i porównujesz i oceniasz.

Odnoszę się do Twojego własnego porównania. Nie da rady komentować tego co piszesz, nie próbując spojrzeć na to Twoimi oczami. Co ma się nijak do faktu, że nie porównuję swoich zarobków itp. z innymi - co bezskutecznie próbujesz mi wmówić. Czyli tak - oceniam i tak czasem coś z czymś porównuję. I nie, nie porównuję się z innymi we wspomniany sposób.

>Czyli jedyny podany przez Ciebie przykład domniemanego nieporównującego odchodzi w niebyt, zatem porównują się wszyscy.

Mówimy o nieporównywaniu się z innymi a nie porównywaniu czegoś z czymś.

>O ile udowodnisz, że inni nie przyznający się istnieją.

Nie muszę, ciężar dowodu spoczywa na Tobie a mi wystarczy mój własny przykład.

>Ja przyjęłam, że wszyscy się porównują i nie widzą pola do żadnych wątpliwości.

Tak, przyjęłaś to sobie i na tej podstawie "udowodniłaś" swoje własne założenie. Tak to można dowodzić czegokolwiek.

>Wcale nie "równie dobrze", bo nie tylko już im uwierzyłeś, ale właśnie bronisz teorii zawiści skonstruowanej w oparciu o tę wiarę.

Ja mam wiedzę (podałem Ci już skąd) o słowach wypowiadanych przez innych. Jeśli chcesz odrzucić ich wypowiedzi dotyczące wrogości podczas porównania to powinnaś też odrzucić samo porównanie. Czyli dokonujesz tu tzw. samozaorania.

>>Nie, nie jest. Masz Google pod ręka.
>Dlatego wiem, że uprawnienie pożytkiem JEST.

Udowodnij.

>>Czemu ma być podział akurat na połowy?
>Bo na tę wartość chciałeś dowodu.

Nie, nie chciałem dowodu na to, że można tak podzielić. Chciałem uzasadnienia dla takiego a nie innego podziału.

>>Z całej ludzkości zrobiłaś dwie osoby, po czym twierdzisz, że połowa z tych dwóch (czyli jeden) wyciąga z porównania satysfakcjonujące wnioski po czym ekstrapolujesz to z powrotem na całą ludzkość.
>Mogłam tak zrobić, ponieważ przy podziałach zachowywałam reprezentatywność.

Czym udowodniłaś jedynie, że można podzielić ludzkość na połowę (a połowę znowu na połowę itd.). Gratuluję ale nie to miałaś udowodnić. Udowodnij, że dokładnie połowa ludzkości wyciąga pozytywne wnioski z porównania, a połowa negatywne. Nie możesz tego tak ekstrapolować bo nie mówimy o "dowolnej parze ludzi" tylko "całej ludzkości". Przy parze nie ma reszty ludzkości, więc jest jak mówisz. Dodaj jednego do tej pary i już może być inaczej - jeden zarabia 1000, drugi 2000, trzeci 3000 zł. Ten w środku jakie wnioski wyciąga - ma lepiej i gorzej jednocześnie?

>>Weź dowolną osobę z całej ludzkości - będzie ona jednocześnie biedniejsza od kogoś i bogatsza od kogoś innego.
>Nieprawda, bo biorąc dowolnego, możesz trafić na najbogatszego albo najbiedniejszego.

A co z całą pozostałą, przytłaczającą większością ludzi?

>Wygdybałeś sobie że może istnieć "argument podważający fakt"

To Ty próbujesz różnymi argumentami podważać fakty, nie ja.

>>Było reakcją na irracjonalną wrogość komunizmu.
>Stan wojenny w Polsce był wrogością wobec USA?

Cała sytuacja w PRL, łącznie ze stanem wojennym, były efektem wrogości wobec kapitalizmu czy ogólnie indywidualizmu (praw jednostki). Embargo to była jedna z odpowiedzi na tę wrogość.

>Treść książki najlepiej określa intencje, bo każde jej słowo napisano intencjonalnie; o intencjach twórcy wnosimy z samego dzieła.

Którego nawet nie czytałaś.

>>Nie widzę go jako zawistnika.
>Nie zarzuciłam Ci, że widzisz w nim zawistnika, tylko zadałam pytanie - powyżej podkreślone - na które nie dopowiedziałeś.

Nie chodzi o to, że widzę Kowalskich. Chodzi o to, że widzę ich zawiść. Kunta Kinte widzę, nie widzę jego zawiści.

>>po co komuś się porównywać? Jakiś poważny przykład proszę (załóż, że ten ktoś nie zna mojej opinii
>To mi wyjaśnij jak uwzględnianie Twojej opinii odbiera wypowiedziom powagę.

Odbiera, ponieważ moją opinię znasz tylko Ty. A ja pytam o tych wszystkich, co to się porównują. To jak, odpowiesz po co komuś, kto nie zna mojej opinii, się porównywać? Bo tak się upierasz, że wszyscy to robią a nie umiesz nawet odpowiedzieć po co mieliby to robić.

Krystian Hamerlik-Konopka (2981 punktów)
(zablokowany)
Odp: Czy kierownik to pracownik?
W odpowiedzi mancziz
Zasada jest prosta.

Umiarkowane różnice majątkowe = umiarkowana władza człowieka nad człowiekiem, są fundamentem społeczeństwa i źródłem ludzkiej motywacji.

Niedostateczne i nadmierne różnice majątkowe prowadzą do rozpadu społeczeństwa. Niedostateczne przez utratę motywacji a nadmierne poprzez rozwój ekstremalnie negatywnych emocji w stosunkach społecznych.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365