 |
Czy kierownik to pracownik? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 29-01-2019 14:04 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Czy kierownik to pracownik?
2 na 2 | . Mając do wykonania jakąś robotę, np. wykopanie rowu, możemy postąpić na dwa sposoby: zakasać rękawy i rów wykopać, lub - jeśli nam się kopać np. nie chce - wynająć kogoś, kto zrobi to ZA NAS. Oczywiście nie chcący kopać osobiście nygus we własnym interesie dopilnowuje wykonawstwa, ale przecież ów dozór to czynność którą wykonuje by roboty UNIKNĄĆ, więc nie jest to robota.  Czyli NAPRAWDĘ pracuje tylko bezpośrednio kopiący. Da się udowodnić coś przeciwnego? . | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? |
> Oddychaniem zajmuje się układ wegetatywny [...] Porównywaniem zajmuje się układ somatyczny [...] Różnica jest fundamentalna i nie możesz tego tak porównywaćTyle, że to, co tutaj zrobiłeś, to właśnie jest porównanie.Pewnie wskutek tego samego przeoczenia wydaje Ci się, że się nie porównujesz.
Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem. |
| chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? |
> >A owa pozycja to "miejsce i znaczenie w grupie", a zatem ta zawodowa kariera to "zdobywanie coraz wyższego miejsca i znaczenia w grupie".> ...Pozycja tutaj to konkretne stanowisko w firmie.Po pierwsze kariera to nie musi być seria awansów w jednej firmie, a po drugie stanowisko służbowe zawsze określa pozycję w grupie, a w karierze właśnie o wzrost tej pozycji chodzi. > >Piszę, że nie umiejący obalić tezy przeciwnej do własnej nie ma podstaw do twierdzenia że ta jego własna jest prawdziwa, czyli dla niego ta jego niemożność jest dowodem.> Nie jest dowodem. To błąd logiczny ale już mi się nie chce Ci tego tłumaczyć.A mnie się tłumaczyć chciało, więc teraz tylko podkreślam. > >Domaganie się dowodu jest odrzuceniem przedstawianej tezy, czyli jest wyrażeniem wobec oponenta stanowiska "nieprawda, że jest jak mówisz".> Nie, nie jest. Jest stanowiskiem "udowodnij, że to co mówisz jest prawdą".Mało odkrywcze, że "udowodnij" znaczy "udowodnij". Ale za żądaniem dowodu stoi jakaś przyczyna i w sporze domyślnie jest nią sprzeciw wobec twierdzenia oponenta. "Udowodnij" to skrót od "sam zobacz, że nie masz racji", czyli "udowodnij" to w istocie bardzo konkretne opowiedzenie się co do meritum. > Równie dobrze oponent może nie mieć zdania na dany tematCzyli nie masz zdania na temat tendencji bogacenia się z jednej, a ubożenia z drugiej strony przedstawionej w tym wątku jako relacja coraz zamożniejszych zleceniodawców do coraz tańszych kopaczy? > >Dlatego nim się wystąpi o dowód powinno się wiedzieć, że się tezę opozycyjną jest w stanie obronić.> LOL. Czyli możesz sobie twierdzić co Ci się żywnie podoba, a jak ktoś chce dowodu to niech najpierw sam udowodni tezę przeciwną.Nie jak "chce dowodu" ma mieć dowód, tylko jak chce zanegować, to musi znaleźć sensowną po temu podstawę. Tak jest np. z tym wątkiem: jest post inicjujący z uprawdopodobnioną tezą, kto jest innego zdania, próbuje tezę obalić; z tekstem 'udowodnij' nikt się nie wychyla. > Kto stawia tezę, ten udowadnia. Kropka.Udowodnij.  > >>dotąd nie podałaś żadnego dowodu na twierdzenie, że wszyscy się porównują> >Tak, ale i Ty nie dałeś potwierdzonego przykładu osoby nieporównującej się.> Podałem, siebie.A gdzie potwierdzenie? > >Jeżeli twierdzisz, że dowodem może być "własna osoba", to ja taki dowód jak najbardziej mam.  > Jasne, że może.Zatem informuję Cię, że to ja zawsze mam rację.  > Brak dowodów na tezę zawsze tę tezę podważa. To jest nauka.Taka "nauka" sama siebie by podważała, bo za co miałaby się brać: za tezy dowiedzione nie, bo już dowiedzione, a za niedowiedzione też nie, bo podważone. > >>Jak tak bardzo chcesz to ok, ja je neguję.> >Może tę "informację" uzupełnisz konkretem?> Już Ci podałem, mój własny przykład. To jest dowódKonkretem, nie dowodem, napisz CO negujesz. > >Pewnie, ale już niemożność zanegowania twierdzenia przeciwnego jest dla Ciebie dowodem, na bezpodstawność Twoich twierdzeń> Nie jest. Nie rozumiesz pojęcia "dowód".Piszę DOWÓD NA BEZPODSTAWNOŚĆ TWOICH TWIERDZEŃ, nie DOWÓD. > >widzisz w ogóle różnicę między "brak dowodów" a "niemożność zanegowania" oraz między "dowodzi prawdziwości" a "jest dla Iksa dowodem"?> Jaka jest różnica między "dowodzi prawdziwości" a "jest dowodem"?Dlaczego pytasz? > nie ma czegoś takiego jak "dowód dla kogoś", jest "dowód" i tyleŻe niby nawet jak zobaczysz coś na własne oczy, to nie uwierzysz? > >Już pisałam, że Twojego porównywania się z Kowalskim dowodzi Twoje przyznanie sobie prawa do krytykowania tegoż Kowalskiego. (No chyba, że krytykujący jest totalnym kretynem, zatem tu - niespodzianka - komplemencik dla Ciebie ).> Widzę już do ad personam się uciekasz.Wziąłeś tego "kretyna" do siebie? A czemu?  > nie, krytykowanie Kowalskiego nie dowodzi mojego porównywania swojego statusu (zawodowego czy majątkowego) z tymże Kowalskim.A z czego Ci wyszło, że moim zdaniem w Kowalskim krytykowałeś status? > Nie, jeśli nie zależy Ci na tym, aby oponent wierzył w Twoje wymysłyTeza iż "porównywanie zarobków i majątków jest wyrazem społecznej normalności" jest raczej Twoim wymysłem na temat mojej tezy, dlatego dociekałam zasadności Twoich oczekiwań. Ja twierdzę, że jest normą iż ludzie się z innymi porównują, w których to porównaniach majętność jest jedną z wielu kategorii. Ale jeśli chcesz dowodów na zjawisko porównywania majętności, to przypominam, że istnieje np. magazyn Forbes od dziesięcioleci publikujący rankingi bogaczy. > ja nie mam powinności odpowiadania na tego typu pytania ale z grzeczności to robięTylko gdzie się podziewała Twoja grzeczność, kiedy konstruowałeś tę arogancką uwagę? > >>Wiedziałaś, że jesteś biała dopiero jak się z Murzynem porównałaś?> >No oczywiście. A Ty za "białego" (jak mniemam) dlaczego się uważasz?> Nauczyłem się kolorów jak miałem kilka lat. Murzyn nie był przykładem czarnego, sorry.Co ma piernik do wiatraka? Jakoś nie widzę tu odpowiedzi. > >>A skąd wiesz ile chcesz zarabiać?> >A wiem?> Czemu odpowiadasz pytaniem na pytanie?Odpowiedź, o którą się tu upominasz jest zawarta w tezie mojego pytania, w której wskazuję, że teza Twojego jest chybiona. > >Negowania dowiodłeś czyniąc to publicznie.> Tak, neguję moje porównywanie się bo wiem że tak nie robię.Świat jednak nie wie jak robisz, świat wie co deklarujesz. > >Jak światu się zachce Twoich poglądów, to sam sobie ich prawdziwość zweryfikuje.> Co to jest ten "świat" i jak "sam sobie" to zweryfikuje?Świat, o czym nie każdy wie, zaczyna się tam, gdzie kończy się czubek nosa owego niewiedzącego. A co do weryfikacji Twoich poglądów, to przecież najpierw musiałby się nimi ktoś w ogóle zainteresować - życzę powodzenia na tym polu.
Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem. |
| mancziz (1830 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? | > Bez mojego dowodu nie przyjmujesz do wiadomości, że istnieli czarni niewolnicy?Nie, że Kunta Kinte był zawistnikiem. > Nie mam nawet z czym się zmierzyć, bo żadnych faktów tu nie podałeś.Wikipedia -> Socjalizm lub komunizm. Tam masz fakty. > Wynika z tego, że jesteś gotów przyznać, że ludzie "tak w ogóle" to się - i owszem - porównują. Ale zarazem twierdzisz, że ze wszystkich konstatowanych u bliźnich cech stan posiadania może być jakimś cudownym "antymajątkowym" zmysłem wyodrębniany i z porównań wyłączany...Dyskutując z kimś o jego i własnych poglądach siłą rzeczy dochodzi do porównania tych poglądów. Nie o tym mówimy. Mowa o porównywaniu stanu posiadania jako rzekomo czymś pozytywnym. Nigdzie też nie twierdziłem, że ludzie się nigdy nie porównują. Twierdziłem, że nie wszyscy to robią. Znowu manipulujesz tym, co pisałem. Nie wszyscy = są jacyś porównujący. To Ty uogólniasz swoje wizje na każdego, nie ja. > No więc ja twierdzę, że nie ma w naszej mentalności czy postrzeganiu takiego mechanizmu, a kto się upiera, że jest, niech jego istnienie udowodni.Jakiego mechanizmu? Wybraniu innych kryteriów patrzenia na swoje zarobki? Nie masz kontroli nad swoim umysłem i jakaś siła wymusza na Tobie porównywanie swoich zarobków z innymi? To Ty postulujesz istnienie jakichś mistycznych mechanizmów, nie ja. Znowu wykręcasz kota ogonem postulując mechanizm odwrotny do Twojego i żądając dowodów. Poza tym ja pierwszy prosiłem już o kilka dowodów i żadnego nie dostałem. Nie odbijaj piłeczki tylko udowodnij wpierw swoje tezy. > Każdy ponosi koszty poszukiwania swojego źródła dochodów, ale przecież jest to działanie na własną rzecz; kopaczowi za przeglądanie lub publikowanie ogłoszeń o pracy też nikt nie zapłaci; to jego działania, ale przecież nie praca.Nie mówimy o pracy jako źródle zarobków (def. 3) więc nie ma znaczenia czy ktoś zarobi na tym czy nie. Każda działalność zmierzająca do wytworzenia jakiegoś dobra to praca (wg SJP PWN), więc jeśli rów jest dobrem to cała działalność zmierzająca do jego powstania, łącznie z zadzwonieniem po kopacza, jest pracą. To i tak bardzo wąska definicja pracy, tu masz pełniejsze: www.wsjp.p(*)d_znaczenia=4616664&l=21&ind=0sjp.pl/praca> Proszę: skoro lżenie dowodzi wrogości, to lżący biednych zamożni są ich wrogami.Oczywiście: sjp.pwn.pl/sjp/wrog;2537811.html> A czegoś się spodziewał, skoro tak napisałam?Dowodu na Twoją tezę a nie tego, że definicja dowodzi tego, iż połowa jest połową. > Ale jeśli chcesz się o tym wypowiedzieć, to sprawdzasz swoje kompetencje do tej krytykiJedyną "kompetencją" do krytyki jest umiejętność obiektywnej, racjonalnej oceny czegoś. Obiektywnej czyli zgodnej z rzeczywistością. Nic więcej. > bo zawsze się wie w jakiej relacji się pozostaje do omawianej grupyMoja relacja jest tu całkowicie poza kontekstem bo nie oceniam siebie w świetle innych tylko samych innych. To czy należę do grupy też jest bez znaczenia, bo mówimy o ocenie a nie kategoryzacji. > >ani do żadnej z tych Twoich, nieistniejących realnie, dwóch grup (połówek).> Wg Ciebie połowa ludzkości realnie nie istnieje? Nie istnieje połowa mających lepiej i połowa mających gorzej (czy wyciągających pozytywne i negatywne wnioski z porównania). Żeby były połowami muszą się wzajemnie wykluczać a już Ci pokazałem, że prawie każdy ma jednocześnie lepiej i gorzej. > Ale masz jakieś obalenie mojego dowodu, czy tak gołosłownie się pocieszasz?Jakiego dowodu? Że połowa wg definicji jest połową? Żadnego innego nie podałaś a Twój podział jest oderwany od rzeczywistości (patrz wyżej). > Nie pisałeś, że nie korzystasz, bo negowałeś właśnie pożytek z korzystania.A można mieć korzyść bez pożytku? Przecież to synonimy. > >W dzieleniu ludzkości na pół?> W wyodrębnieniu reprezentatywnej połowy.Z dwóch osób? Tak, byłaś w tym skuteczna. Z całej ludzkości? W życiu. > >jeden zarabia 1000, drugi 2000, trzeci 3000 zł. Ten w środku ma lepiej czy gorzej?> Ten w środku nie należy do "wyciągających satysfakcjonujące wnioski z obserwacji".Czemu wyciąga niesatysfakcjonujące wnioski? Jakie jest Twoje kryterium satysfakcji? > Ale do żadnej z moich, więc to jakaś Twoja metoda. A moje grupy to "wyciągający satysfakcjonujące wnioski z obserwacji" i druga połowa.Jak wyżej. Jakie masz kryterium przy umieszczaniu poszczególnych osób w konkretnych grupach? > Nie że kłamiesz twierdzę, lecz że nie masz tu dowodów.Już Ci pisałem, że dopóki nie zajrzysz mi do głowy to nie będziesz miała żadnego dowodu. Tak samo jak przeprowadzając dowolną ankietę nie masz dowodu na to, że ktoś mówi prawdę. Ty mówisz, że porównujesz stan posiadania itp. Jaki masz na to dowód? > Nie tak łatwo: oświadczam, że porównałam się z Billem Gatesem, nawet mi wyszło, że jestem biedniejsza. - Podważysz moje się porównywanie?Co z tego, że oświadczasz? Ja też swoje oświadczam - nie porównałem się z Robertem Biedroniem, nie mam pojęcia kto jest biedniejszy. Udowodniłem Ci? > >Podważasz fakt celowego działania zlecającego. Podważasz fakt pracy umysłowej szefów firm.> Bez dowodów są to "fakty".Dowody Ci podałem. Nie moja wina, że je bez powodu odrzucasz żeby tylko nie przyznać się do błędu. > Gdzież się więc owa odpowiedź podziewała przez dziesięciolecia komuny?W zimnej wojnie między USA i sojusznikami a Układem Warszawskim. > W jaki sposób własnym nieczytaniem podważasz moją tezę?Twoim nieczytaniem, nie moim. Nie czytałaś nie powinnaś stawiać tez odnośnie treści książki bo to niepoważnie wygląda. > >Co innego może oznaczać wg Ciebie?> Uzasadnioną obawę przed silniejszym.A przed bogatszym? Boisz się bogatszych? > Co ta definicja zawiści ma do uznania postawy Kowalskiego za usprawiedliwioną?Usprawiedliwione jest żądanie od innych czegoś, na co sam nie zapracował? To nie tylko zawiść, to też zwykłe cwaniactwo. |
| chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? |
> >Co dążenie ma tu do rzeczy, skoro nie o nie pytałeś?> Dążenie jest nieodzownie związane z celowym działaniemPewnie dlatego do "działania" przeszedłeś od "dążenia", ale wygląda na to, że i ten pomysł nie wypalił.  > do czego dąży (w jakim celu działa) zlecający?Zlecający wykopanie rowu dąży do uniknięcia kopania tego rowu osobiście. > >Akurat dla mnie z tego nic, bo przecież na Twoje pozorowanie, że zbierający się do zlecenia ma do wykonania niezliczoną liczbę działań się nie nabrałam.> To Ty to pozorowałaś, nie ja.Nie ja pozorowałam, tylko ja Twoje pozorowanie rozliczności wysiłków zlecającego, to "wzięcie telefonu do ręki", "dzwonienie" i "tłumaczenie" parodiowałam. > >>Podrapiesz się bez przesunięcia ręki nad drapane miejsce?> >Tak, jak kopacz nie wykopie rowu chałupniczo, musi przybyć.> To w końcu zlecający np. dzwoniąc po kopacza działa czy nie działa?Tak samo zlecający działa dzwoniąc, jak kopacz do roboty przybywając: na tym etapie oba działania są dążeniem do własnego dobra, więc nie znaczą więcej niż podrapanie się po własnym tyłku.
Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem. |
| chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? |
> >Bez mojego dowodu nie przyjmujesz do wiadomości, że istnieli czarni niewolnicy?> Nie, że Kunta Kinte był zawistnikiem.A że użyłam Kunta Kinte jako personifikacji amerykańskiego niewolnictwa przyjmujesz? > >Nie mam nawet z czym się zmierzyć, bo żadnych faktów tu nie podałeś.> Wikipedia -> Socjalizm lub komunizm. Tam masz fakty.Co ma socjalizm do niewolnictwa i Kowalskiego? > Mowa o porównywaniu stanu posiadania jako rzekomo czymś pozytywnym.Mowa o porównywaniu się "w życiu"; sam pisałeś "Jest coś dobrego w życiu życiem, które nas satysfakcjonuje. Jak będziemy się ciągle do innych porównywać..." > >No więc ja twierdzę, że nie ma w naszej mentalności czy postrzeganiu takiego mechanizmu, a kto się upiera, że jest, niech jego istnienie udowodni.> Jakiego mechanizmu?Powodującego, że stan posiadania osób z którymi się porównujemy jest wyodrębniany i z tych porównań wyłączany; nie mamy takiego "zmysłu wyłączającego", dlatego porównywanie się dotyczy wszystkich cech, majątkowych na równi z pozostałymi. > ja pierwszy prosiłem już o kilka dowodówKażdorazowo dowodów żądałeś, pozorując tą kategorycznością, że masz dowody na tezy do moich przeciwne. No ale jeśli takich dowodów nie masz, to Twoje żądania dowodów były niewłaściwe w formie; mogłeś się o dowody co najwyżej zwrócić. Zaś co do pierwszeństwa, to ono jest ważne przy stawianiu tezy: kto pierwszy postawi uprawdopodobnioną tezę, ten do momentu jej obalenia ma rację. > >Każdy ponosi koszty poszukiwania swojego źródła dochodów, ale przecież jest to działanie na własną rzecz; kopaczowi za przeglądanie lub publikowanie ogłoszeń o pracy też nikt nie zapłaci; to jego działania, ale przecież nie praca.> Nie mówimy o pracy jako źródle zarobków (def. 3) więc nie ma znaczenia czy ktoś zarobiNie mówię "czy zarobi". > Każda działalność zmierzająca do wytworzenia jakiegoś dobra to praca (wg SJP PWN), więc jeśli rów jest dobrem to cała działalność zmierzająca do jego powstania, łącznie z zadzwonieniem po kopacza, jest pracą.Dzwoniący po kopacza zmierza do tego dobra posiadania, pomimo niewytwarzania.> >Proszę: skoro lżenie dowodzi wrogości, to lżący biednych zamożni są ich wrogami.> OczywiścieTo po co było się biednych o kalumnie czepiać. > >A czegoś się spodziewał, skoro tak napisałam?> Dowodu na Twoją tezęCo wątpliwego znalazłeś w tezie, że porównujący się są porównującymi się?  > >Ale jeśli chcesz się o tym wypowiedzieć, to sprawdzasz swoje kompetencje do tej krytyki> Jedyną "kompetencją" do krytyki jest umiejętność obiektywnej, racjonalnej ocenyPiszę o kompetencji do WYPOWIADANIA krytyki: nim wypowiesz krytykę, zastanowisz się czy nie ryzykujesz riposty o belce we własnym oku, czyli się porównasz. > Nie istnieje połowa mających lepiej i połowa mających gorzej [...] Twój podział jest oderwany od rzeczywistościWszystko co piszę negujesz jak leci?  Ponumeruj ludzi według majętności, a potem podziel w połowie numerów - i bedzie. > >negowałeś właśnie pożytek z korzystania.> A można mieć korzyść bez pożytku?Źle tam zanegowałeś i mam Ci pomóc sprostować?  > >>W dzieleniu ludzkości na pół?> >W wyodrębnieniu reprezentatywnej połowy.> Z dwóch osób?Też, ale nade wszystko z całej ludzkości. > >>jeden zarabia 1000, drugi 2000, trzeci 3000 zł. Ten w środku ma lepiej czy gorzej?> >Ten w środku nie należy do "wyciągających satysfakcjonujące wnioski z obserwacji".> Czemu wyciąga niesatysfakcjonujące wnioski?Nie piszę jakie wyciąga wnioski, w ogóle o nim nie piszę. > Jakie masz kryterium przy umieszczaniu poszczególnych osób w konkretnych grupach?Nie wyszczególniam osób. > ...dopóki nie zajrzysz mi do głowy to nie będziesz miała żadnego dowodu.Ty z zaglądania Kowalskiemu do głowy wiesz, że się z Dąbrowskim porównał? > Ty mówisz, że porównujesz stan posiadania itp. Jaki masz na to dowód?Na pewno potrzebujesz dowodów na przypadek potwierdzający Twoją tezę?  > >Nie tak łatwo: oświadczam, że porównałam się z Billem Gatesem, nawet mi wyszło, że jestem biedniejsza. - Podważysz moje się porównywanie?> Co z tego, że oświadczasz?To, że moje porównywanie się jest możliwe i nie istnieje podstawa do domniemania stanu przeciwnego. > Ja też swoje oświadczam - nie porównałem się z Robertem Biedroniem, nie mam pojęcia kto jest biedniejszy. Udowodniłem Ci?To Ty nie wiesz, że nieistnienia się nie da dowieść? > >>Podważasz fakt celowego działania zlecającego. Podważasz fakt pracy umysłowej szefów firm.> >Bez dowodów są to "fakty".> Dowody Ci podałem.I przeoczyłam możliwość obalenia ich? A gdzie? > >Gdzież się więc owa odpowiedź podziewała przez dziesięciolecia komuny?> W zimnej wojnie między USA i sojusznikami a Układem Warszawskim.Przez okres zimnej wojny tej odpowiedzi pt. "embargo" wobec PRL nie zastosowano. > >W jaki sposób własnym nieczytaniem podważasz moją tezę?> Twoim nieczytaniem,nie moim.Że niby jakąś moją tezę podważyłeś moim nieczytaniem? A jaką? > nie powinnaś [...] bo to niepoważnie wygląda.Po co "poważnie wyglądać", skoro się nie porównujesz? > >>Co innego może oznaczać wg Ciebie?> >Uzasadnioną obawę przed silniejszym.> A przed bogatszym?To to samo. > Boisz się bogatszych?Jest ktoś taki prócz Billa Gatesa, że użyłeś liczby mnogiej?  > >Co ta definicja zawiści ma do uznania postawy Kowalskiego za usprawiedliwioną?> Usprawiedliwione jest żądanie od innych czegoś, na co sam nie zapracował?Posiadanie dóbr nie oznacza, że się na nie zapracowało. A zawiść nie jest żądaniem.
Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem. |
| Waskird (502 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? | > .> Mając do wykonania jakąś robotę, np. wykopanie rowu, możemy postąpić na dwa sposoby: zakasać rękawy> i rów wykopać, lub - jeśli nam się kopać np. nie chce - wynająć kogoś, kto zrobi to ZA NAS.> Oczywiście nie chcący kopać osobiście nygus we własnym interesie dopilnowuje wykonawstwa, ale> przecież ów dozór to czynność którą wykonuje by roboty UNIKNĄĆ, więc nie jest to robota.  > Czyli NAPRAWDĘ pracuje tylko bezpośrednio kopiący.> Da się udowodnić coś przeciwnego?> .> akurat między innymi zajęciami, w sumie 46 lat pracowałem jako budowlaniec (pełne uprawnienia budowlane: nadzór, projekt, kierowanie). Nadzorujący faktycznie ponosi pełną odpowiedzialność za efekty roboty w tym także za bezpieczeństwo wykonujących. Robocie towarzyszy Prawo Budowlane , przepisy BHP, przepisy i normy techniczne wykonywania .... Faktycznie uważam, że każdy mężczyzna powinien znać podstawowe zasady wykonywania zanim skończy liceum .. skończyłem technikum ...potem P. Wr. Elektr.pozdrawiam |
| chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? |
> neguję moje porównywanie się bo wiem że tak nie robięZnalazłam kilka tekstów potwierdzających i wyjaśniających zjawisko porównywania się, a nade wszystko dowodzących, że owo porównywanie się jest składową naszej postawy społecznej, a nie moim wymysłem; poniżej trzy wybrane fragmenty opisów tego zjawiska. Cytat:Cytat: "Normalnie, na co dzień, bez tych konfrontacji, zdecydowanie mi wystarcza to, co mam. Uważam wręcz, że mam dużo i nawet, gdybym miała mniej i tak byłoby dość. Jednak po wejściu w orbitę tego innego świata, po wkroczeniu na szalę wagi, jaką jest zwykłe i powierzchowne spotkanie z drugim człowiekiem to poczucie wystarczalności niestety się zaciera. Nie jestem w tym odosobniona, nie tylko we mnie pojawia się niewygoda, frustracja, a potem poczucie obniżonej wartości lub zazdrość/zawiść. [...] To nie jest kwestia tych czasów, rozkręcającego się konsumpcjonizmu czy ogłaszanej przez socjologów i psychologów epoki pokolenia egoistów. Tacy jesteśmy, jako ludzie. Wiedziano o tym w starożytności (Arystoteles), opisywano w epoce oświecenia (Rousseau). Porównujemy się. Chcemy być najpierw tacy sami, nie-gorsi, a potem - lepsi. Możliwe jest to tylko na tle innych, inni są niezbędni jako odniesienie. Porównań nie da się uniknąć! I nie o to chodzi. To dzięki porównaniom i wartościowaniu poznajemy świat i niejako zawieszamy się w nim. Upodabniając się odnajdujemy miejsce w grupie, mamy szansę zaspokoić potrzebę poczucia wspólnoty. Wyróżniając się, budujemy własną odrębność i indywidualność." Cytat: "Ale... czy porównywanie się z innymi nie jest przypadkiem czymś, czego powinniśmy unikać? Czy to w ogóle moralne, żeby czerpać radość z tego, że... inni mają gorzej? [...]
Powiedzmy sobie jednoznacznie: porównywanie się jest naturalne. Większość z nas chce być lepszą wersją samego siebie każdego dnia, więc tylko mając pewien punkt odniesienia (czyli: ja wczoraj), możemy stwierdzić, czy idziemy do przodu. Inni ludzie też są dla nas swojego rodzaju barometrem, dzięki któremu wartościujemy się (pozytywnie lub negatywnie) i oceniamy, jak sami wypadamy na tle społeczeństwa. [...]
Obserwacja innych ludzi i ich zwyczajów, opinii i stylu życia wydaje mi się interesująca. To coś, co robię niemal instynktownie. O ile przeważnie mam na sobie magiczną pelerynę, dzięki której opinie innych (zwłaszcza te negatywne) nie ruszają mnie w znaczący sposób, o tyle od porównań nie umiem uciec. I nie sądzę, że powinienem pracować nad tym, żeby się tego oduczyć. Czuję, że to naturalny mechanizm, dzięki któremu:
* mam bodziec do rozwoju, który motywuje mnie do bardziej wytężonej pracy / nauki. * widzę, jak postępują inni, co z tego wynika i ile kosztuje, dzięki czemu mogę bardziej świadomie obierać kolejne cele, które chcę osiągnąć. * nagradzam się mentalnie, kiedy moje osiągnięcia wydają mi się subiektywnie znaczące.
Ważne, żeby w trakcie porównań [...] być bardzo ostrożnym w swoich ocenach... które muszą się pojawić, bo inaczej nie wyciągniemy żadnych wniosków." Myślałam o założeniu wątku na temat porównywania się, ale ostatecznie nie dopatrzyłam się kontrowersji.
Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem. |
#353 2 na 2 | fazimodo (251 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? | Tak to jest jak za definiowanie pracy bierze się robol czy chłop oderwany od pługa, dla którego machanie łopatą to jedyna słuszna praca. Wg tych wszystkich żenujących "QEDów" - Stephen Hawking nie wykonywał pracy, bo był sparaliżowany od szyi w dół. QED Polecam przeczytać podstawowe definicje zanim zacznie się dyskusję: pl.wikipedia.org/wiki/Zarządzanie |
#354 -1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? |
> Tak to jest jak za definiowanie pracy bierze się robol czy chłop oderwany od pługa, dla którego machanie łopatą to jedyna słuszna praca.A Tobie się wydaje, że pierwszy lepszy arogant czy chamuś zdolny do - w najlepszym razie - bezczelnego ad personam zdefiniuje ją lepiej? > Wg tych wszystkich żenujących "QEDów" - Stephen Hawking nie wykonywał pracy, bo był sparaliżowany od szyi w dół. QEDPowyższe (nb. żenujące) powoływanie paraliżu Stephena Hawkinga nie obala żadnego z poprzedzonych uzasadnieniem moich QEDów. > Polecam przeczytać podstawowe definicje zanim zacznie się dyskusję:> pl.wikipedia.org/wiki/ZarządzanieJeśli pod swoim linkiem znalazłeś dowód obalający którekolwiek z moich twierdzeń, co Cię powstrzymało przed wykorzystaniem go; polecam 352 odpowiedzi poprzedzające Twoją.
Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem. |
#355 2 na 2 | fazimodo (251 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? | Polecam 352 odpowiedzi ludzi, którzy udowodnili ci ze sie mylisz. To, że odpowiadasz jako ostatnia osoba w dyskusji i na każdy argument coś napiszesz nie znaczy, że automatycznie masz rację. Cytując literaturę klasyczną: Wiesz czemu dzwon głośny? QED. |
#356 -1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? |
> Polecam 352 odpowiedzi ludzi, którzy udowodnili ci ze sie mylisz.Nie pomyślałeś (nawet o tym!) że około połowy stanowią moje posty.  > To, że odpowiadasz jako ostatnia osoba w dyskusji i na każdy argument coś napiszesz nie znaczy, że automatycznie masz rację.Nie da się ukryć, że coś napisałeś.  > Cytując literaturę klasyczną: Wiesz czemu dzwon głośny?Bo nie pomyślał, że na forum klasyk z niego przebrzmiały. 
Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem. |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|