 |
Czy kierownik to pracownik? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 29-01-2019 14:04 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Czy kierownik to pracownik?
2 na 2 | . Mając do wykonania jakąś robotę, np. wykopanie rowu, możemy postąpić na dwa sposoby: zakasać rękawy i rów wykopać, lub - jeśli nam się kopać np. nie chce - wynająć kogoś, kto zrobi to ZA NAS. Oczywiście nie chcący kopać osobiście nygus we własnym interesie dopilnowuje wykonawstwa, ale przecież ów dozór to czynność którą wykonuje by roboty UNIKNĄĆ, więc nie jest to robota.  Czyli NAPRAWDĘ pracuje tylko bezpośrednio kopiący. Da się udowodnić coś przeciwnego? . | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 Dalej..| mancziz (1830 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? | > Skoro Ty wolisz udawać, że nie istnieli czarnoskórzy niewolnicyNie muszę nic udawać, stawiasz tezę to ją udowodnij zamiast racjonalizować. Skoro do tej pory dowodu nie podałaś to uznaję to za zwykłe gdybanie i odrzucam. Temat zamknięty. > nie ma tych ludzi, z palca sobie ich wyssałeś.Nie, znam takich ludzi i widzę też w przestrzeni publicznej czy historii. Możesz oczywiście odrzucać fakty ale to nic nie zmienia. > Nie piszę o Twoich zarobkachCzyli nic mi nie udowadniasz. > I nie "wyrywam" z kontekstu, tylko cytuję ten fragment, do którego się odnoszęWyrywasz twierdząc, że to dowodzi mojego porównywania zarobków i stanu posiadania (o czym mowa od samego początku). Zdecyduj się - albo mówimy o zazdroszczeniu innym dóbr itp. albo nie. > Dla porównywania się jako takiego z innymi jest obojętne czy porównujesz zarobki czy np. poglądy, w obu wypadkach chodzi o ustalenie "kim ja tutaj jestem".Nie, nie jest obojętne. Jest fundamentalne w tym przypadku bo mówimy o wrogim zazdroszczeniu stanu posiadania itp. (zawiści) a nie porównywaniu poglądów. Popełniasz błąd logiczny poszerzając sobie kontekst jak Ci wygodnie, aby tylko uprawdopodobnić własne twierdzenia. > Przez "zorganizowanie działalności firmy" rozumiesz zalegalizowanie?Wszystko co doprowadziło do zaistnienia firmy na rynku. Niewątpliwie wymagało to działania, zainwestowania czasu i pieniędzy itp. > Oboje też oparliśmy się na domniemaniach, tyle, że ja Twoje przyjmuję i rozważam, a Ty moim zarzucasz, że nie są faktami i je odrzucasz.Ty moje podważasz a nie przyjmujesz - nawet więcej, sam stwierdzam niniejszym, że nie jest ono argumentem i nie musisz tego uznawać (bo jest to bez znaczenia w dyskusji). Ja Twoje odrzucam bo nie potrafisz go udowodnić. > Przecież mówisz o wrogości wynikającej z zawiści.No właśnie, a epitety są dowodem tej wrogości. Ty podałaś epitety drugiej grupy i pytasz mnie, czego to dowodzi. Sama odpowiedz. > Napisałam tam, że definicja starcza za dowód, bo tam starcza, a jeśli uważasz, że nie jest prawdą, że przyznający się są przyznającymi się, to otwarcie to napisz.Czyli podałaś dowód na to, że definicja dotyczy tego czego dotyczy. Nic innego nie udowodniłaś. Ok. > Zacytuj do czego się tam porównałeś.Się nie porównałem do niczego. Odniosłem się do Twojego podziału na tych mających mniej i tych mających więcej, który to podział uważasz za sensowny, tak jakby te grupy się wzajemnie wykluczały. Czyli porównałem nie się, tylko te dwie grupy bo to Ty taki kontekst narzuciłaś. I zrobiłem to świadomie, nie automatycznie jak z oddychaniem hehe. > Ta forma gramatyczna sama się nie wybrała, tylko jest efektem Twojego porównania się z innymi ocenianymi.Po pierwsze nie muszę się porównywać z innym, żeby wiedzieć czy jakaś grupa jest zawistna w stosunku do innej. Nie ma tam żadnego "my", jestem "ja" i nie należę ani do zawistników ani do żadnej z tych Twoich, nieistniejących realnie, dwóch grup (połówek). Przyjmuję hipotetycznie ich istnienie (w Twoim umyśle) oraz je porównuję (a nie siebie do kogoś) aby pokazać Ci, że taki podział nie ma sensu oraz, że tautologia to nie dowód. > sjp.pwn.pl/szukaj/korzystać.htmlCzyli musiałbym z tego skorzystać, żeby mieć pożytek. A pisałem Ci, że nie korzystam. Dzięki za dowód na to co napisałem.  > Gdyż nie łapiesz czemu moja metoda okazała się skuteczna?W dzieleniu ludzkości na pół? No jest w tym skuteczna tylko co z tego? Więcej, jest skuteczna w dzieleniu czegokolwiek na pół. Bierzesz i dzielisz, super.  > >udowodniłaś jedynie, że można podzielić ludzkość na połowę> Skoro uważasz, że mogło to wymagać dowodu, czyli że nie wiedziałeś, to niech Ci będzie, że i to Ci udowodniłam.  Udowodniłaś to i tylko to. Pytanie - po co? > Udowodniłam to redukując do dwóch ogół składający się ze zróżnicowanych statusem osób.Wciąż ignorujesz podany przeze mnie przykład osoby mającej jednocześnie lepiej i gorzej. Wycinając to z komentarza nie powodujesz, że Twój "dowód" staje się poprawny. Więc jeszcze raz - jeden zarabia 1000, drugi 2000, trzeci 3000 zł. Ten w środku ma lepiej czy gorzej? > Twoja metoda, Twój problem.Hehe, teraz Twoja metoda stała się moją bo pokazałem Ci błąd w Twoim rozumowaniu. Dowolna osoba z całej ludzkości (z wyjątkiem dwóch skrajnych) ma jednocześnie lepiej i gorzej. Czyli należy jednocześnie do obu grup. Zatem Twój podział nie ma sensu już na samym początku, nie mówiąc o dalszych podziałach czy tym bardziej końcowej, błędnej ekstrapolacji. > >To Ty próbujesz różnymi argumentami podważać fakty, nie ja.> Gołosłownyś.Podważasz mój brak porównywania się (wmawiając mi kłamstwo, równie dobrze mogę podważyć Twoje porównywanie się). Podważasz fakt celowego działania zlecającego. Podważasz fakt pracy umysłowej szefów firm. > tamto embargo było przejawem wrogości zamożnego kapitalizmu wobec ubogiego komunizmu, nie inaczej.Nie, to komunizm (wraz z walką przeciw Solidarności - stan wojenny) był przejawem wrogości wobec kapitalizmu i sojuszników USA (ponownie, Solidarność). Embargo było odpowiedzią na tą wrogość. > Jak Ci nieczytanie tej książki szkodzi, to przecież ją sobie przeczytaj; ktoś Ci nie daje?  Podważa Twoją tezę, której nie jesteś w stanie udowodnić. Także ponownie odrzucam ją i uważam ten konkretny temat za zamknięty. Szkoda czasu na takie bicie piany. > No i o to chodzi: nie każda niechęć wynikająca z niekorzystnego porównania się musi oznaczać zawiść.Co innego może oznaczać wg Ciebie? Poza tym nie twierdzę, że ma to miejsce zawsze przy porównaniu na niekorzyść. > Twojego Kowalskiego to wykluczenie też może dotyczyć, może nie tylko Twojego...Zawiść to wroga zazdrość czyli chęć posiadania tego co inni podszyta niechęcią itp. Jak ktoś twierdzi (np. komuniści), że coś co mają inni (np. kapitaliści) należy się wszystkim (w tym komunistom) to jest to ewidentna zazdrość ex definitione. Dodaj wrogość (np. epitety) i masz zawiść. |
| mancziz (1830 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? | > A po co oddychać? Jest powód, ale zwykle nie głowimy się nad nim, tylko sobie wdy- i wydychamy, z rzadka tym procesem zarządzając.Co nie znaczy, że oddychamy bez powodu i że nikt się nie głowi nad tym, po co to robimy. Piszesz "jest powód". Jaki ? > Porównywanie się jest równie bezwiedne, dlatego nawet nie pomyślałeś, po co chcesz mojej odpowiedzi.Kiedy świadomie porównuję coś z czymś, Ty twierdzisz że to dowód na moje porównywanie się z innymi. Teraz twierdzisz, że to nie dzieje się świadomie tylko bezwiednie. Zdecyduj się. Poza tym jesteś chyba w stanie porównać się nie bezwiednie? Tak patrząc świadomie, z boku, jak na własne oddychanie. Wiesz po co oddychasz. Teraz pytam ponownie - po co się porównujesz (lub ktoś inny po co to robi)? Powód musi istnieć, być może podświadomy, ale jak najbardziej dostrzegalny. Jak każda ludzka myśl. > A przecież po to, żeby porównując ją z teorią własną wygenerować mi tu kolejne odmanczizowe "aś ty gupiaaa".Nie twierdzę, że jesteś głupia. Wręcz przeciwnie, próbujesz na różne przemyślane sposoby wybrnąć z sytuacji bez wyjścia. Rozumiem to.  |
| mancziz (1830 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? | > Tobie wyszło, że ta relacja jest niekorzystna; udzieliłeś porady "może gdyby taki robol się dokształcił i znalazł pracę przy kwitach to by mu lepiej było" czyli zmiany pracy na lżejszą.Nie o tym mowa. Przecież sama piszesz o niekorzystnej relacji zarobków w stosunku do wykonanej pracy. Jak to liczysz? Jak nie wiesz, to napisz "nie wiem" i tyle. Po co brnąć. Co do mojego wpisu to komentowałem wpis Krystiana, bo to on twierdził że robol ma gorzej, nie ja. > Nie zmyślaj, że definiowałam czym jest kariera, bo nie robiłam tego, ale faktycznie jest bardziej wyścigiem szczurów niż, jak sobie wymarzyłeś, realizacją własnych celów; czasem lepiej zajrzeć do słownika.Napisałem wyraźnie "dla Ciebie kariera to". Dobrze, że się na słownik powołałaś: 1. «zdobywanie coraz wyższej pozycji w jakimś zawodzie lub w jakiejś dziedzinie; też: sukces odniesiony w tym zawodzie lub w tej dziedzinie» Ty widzisz to w sensie "pozycji wyższej od kogoś innego" a nie "swojej własnej wcześniejszej pozycji". Definicja oczywiście odnosi się do tego drugiego co nietrudno zrozumieć. Ja z kolei widzę to w kategoriach sukcesów w osiąganiu własnych, życiowych celów (zawodowych lub w innych dziedzinach). Co też wyraźnie widać w definicji. Jak się zagląda do słownika to i uważnie czytać trzeba.  > Tyle, że odnosić się chcesz, a nie musisz.Tak chcę się odnieść i aby to zrobić, muszę porównać. > Jeżeli nieważny jest wysiłek, tylko uznanie zleceniodawcy, to czego mi tu jęczysz, że dyskusja się rozwadnia, zamiast zapytać, czy mi się odpowiedzi podobają?Bicia piany ciąg dalszy. Ok, odpowiadam - nie jęczę tylko wskazuję fakt. To jak, podobają Ci się te odpowiedzi czy nie? > >Obchodzi tego kto chce u niego pracować.> No i dlatego napisałem, że mało kogo.Że niby pracowników jest mniej niż szefów? Czy ogólnie mało pracowników w populacji? > Jeśli oznajmię, że na Księżycu nie ma bazy ufoludków, a potem nie będę w stanie zanegować Twojego twierdzenia, że taka baza jest, to moja niemożność zanegowania Twojego twierdzenia jest dla mnie dowodem, że moje oznajmienie było bezpodstawne.Ty twierdzisz, że "wszyscy się porównują" bez podania dowodu. Ja Ci podaję dowód na tezę przeciwną (co przeczy Twojej tezie). Ty piszesz, że skoro nie jestem w stanie Twojej tezy podważyć (odrzucasz mój dowód) to jest to dla mnie dowodem jej prawdziwości (Twoje własne słowa w tym wątku). No więc popełniasz błąd logiczny nawet jeśli odrzucimy mój dowód na to, że ktoś tam się nie porównuje. Przypominam co napisałaś: "Dla Ciebie najlepszym dowodem jest Twoja niemożność merytorycznego zanegowania mojego twierdzenia." "Reasumując: ludzie się porównują, a że nie ma dowodu, by istnieli ludzie nieporównujący się, to wszyscy ludzie się porównują. QED" Reasumując - prosiłem o dowód na prawdziwość Twojej tezy. Ty stwierdziłaś, że takim "dowodem" jest moja niemożność jej negacji. Drugi z powyższych cytatów jest klasycznym przykładem błędu znanego jako: pl.wikipedia.org/wiki/Argumentum_ad_ignorantiamCzyli jak dotąd nie podałaś żadnego dowodu na twierdzenie, że wszyscy się porównują. Ja nie twierdzę jak w powyższym błędzie, że to co mówię jest prawdą bo nie potrafisz mojego twierdzenia zanegować. Twierdzę bo mam dowód, który Ci podałem i który ignorujesz (czyli moją własną osobę). A Ty, masz jakiś dowód czy nie? > Czemu miałabym tego dowodzić, czy ktoś to zanegował?Żeby pokazać, iż tezy te oparłaś na faktach a nie własnych wymysłach. Na tym polega dowodzenie w logice. Jak tak bardzo chcesz to ok, ja je neguję. I nie, brak moich dowodów na tezę przeciwną twojej tezie, nie dowodzi prawdziwości Twojej (patrz wyżej). To jak jesteś w stanie to udowodnić czy nie? Jak nie to ok, koniec tematu (kolejnego z rzędu bez żadnych dowodów). > Które słowa w moim pytaniu tak Cię rozbawiły, że zamiast odpowiedzieć uciekasz w metadyskusję?Wszystko co piszesz w temacie mojej rzekomej "zasady nieporównywania się". Ignorujesz definicję słownikową zasady i bawisz się słowami. Ale ok, to co mówię że nie jest zasadą, nie jest zasadą tylko faktem. "Wszyscy się porównują" - to jest zasada. "Nie wszyscy się porównują" - to nie jest zasada tylko zaprzeczenie Twojej zasady. Podobno warto czasem zajrzeć do słownika. > >Udowodnij, że porównywanie zarobków i stanu posiadania z innymi jest wyrazem społecznej "normalności".> Czyżby ciążyła na mnie taka powinność?Czyli ponownie podajesz tezę, na którą nie masz dowodu i co więcej uważasz, ze wcale dowodzić jej nie powinnaś. Zapomniałaś chyba co to za forum.  . No ale ok, nie ma dowodu nie powodu uznawać tego co piszesz za prawdę. Mi pasuje. > To przecież oczywistość, tak na skróty taki wyrazisty przykład, który każdy czuje: biały na widok czarnoskórego od razu wie, że czy też jest czarny, czy w odróżnieniu od tamtego biały, bo odruchowo się porównał, czarnoskóry na widok czarnoskórego też od razu to wie, bo to bardzo istotna społecznie cecha.Wiedziałaś, że jesteś biała dopiero jak się z Murzynem porównałaś? A skąd wiesz ile chcesz zarabiać? Patrzysz ile inni zarabiają czy na swoje potrzeby patrzysz i sprawdzasz czy Ci starcza? Przypominam, że mówimy o porównywaniu zarobków, stanu posiadania itp. jako czymś normalnym i pożądanym a nie porównaniu się z innymi żeby się upewnić, że też jesteśmy człowiekiem (on ma dwie ręce, ja mam dwie ręce). Chyba, że ktoś jest dzieckiem to tak, porównuje się w taki prosty sposób bo zdobywa podstawową wiedzę o świecie i ludziach jako takich. Jak ktoś jest dorosły i wciąż to robi przy każdej okazji to ma raczej słabe usprawiedliwienie. > >ja sam jestem już dowodem na to, iż nie wszyscy się porównują> Dla siebie; dla świata jesteś dowodem na istnienie negujących porównywanie się.Jak już podważasz moje słowa to i te, że neguję porównywanie się. Tylko wtedy co jest dowodem dla świata w tym temacie? Toć każdy może kłamać, nawet badany i badający to zjawisko. Cała psychologia do kosza. |
| mancziz (1830 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? | > A co z poruszeniem ręką, żeby telefon wziąć? Co z wybraniem numeru? I podniesieniem telefonu, a następnie wydaniem z siebie takich dźwięków, które będzie można zinterpretować jako przekazanie kopaczowi jakie ma się wobec niego oczekiwania?To samo - wszystko jest dążeniem do celu - rowu. Ale miałaś napisać do czego, wg Ciebie, dąży zlecający organizując kopanie rowu? Jaki ma cel? > Czynności składające się na wydawanie zlecenia można w nieskończoność rozkładać na czynniki pierwsze (podobnie było z dodawaniem kolejnych zlecających pośredników), czyli takich "działań" składających się na zlecanie jest nieskończenie wiele.Co z tego? Wciąż są one częścią dążenia do konkretnego celu, bez względu na to jak będziemy to rozbijać. Każdą działalność można tak rozbić - właśnie podważyłaś sens istnienia pojęcia "działanie" czy "działalność". Ale weźmy Twój przykład - podniesienie ręki przez kopacza aby unieść łopatę - działanie czy nie? Zaciśnięcie ręki na łopacie? Przesunięcie się z łopatą w stronę rowu? Jęknięcie jak to jest wyzyskiwany? Pochylenie się? > >A wszystko pomiędzy uzmysłowieniem i kopaniem jest działalnością czy nie?> O tyle, o ile "wszystko pomiędzy zaswędzeniem a podrapaniem się" nią jest.Podrapiesz się bez przesunięcia ręki nad drapane miejsce? Jak to przesunięcie nie jest działaniem to tak samo drapanie nie jest. Czyli kopiący też nie działa. Rowy same się kopią. Takie czasy, Panie. |
| mancziz (1830 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? | > Kunta Kinte to przykład, embargo dowód; środki, których i Ty używasz.Dowód i przykład nie w temacie. Tzw. dowód/przykład dygresyjny. > Czyli nie tylko nie znalazłeś dygresji u mnie, ale jeszcze sam popełniłeś dygresję o dygresji.Nie wiem jak nazwać "dygresję w dygresji". Tym bardziej Twoją powyższą dygresję na temat dygresji w dygresji. |
| chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? |
> Dowód i przykład nie w temacie. Tzw. dowód/przykład dygresyjny.He he, "przykład dygresyjny". I takiż dowód - sam to wymyśliłeś?
Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem. |
| chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? |
> >A co z poruszeniem ręką, żeby telefon wziąć? Co z wybraniem numeru? I podniesieniem telefonu, a następnie wydaniem z siebie takich dźwięków, które będzie można zinterpretować jako przekazanie kopaczowi jakie ma się wobec niego oczekiwania?> To samo - wszystko jest dążeniem do celu - rowu.Co dążenie ma tu do rzeczy, skoro nie o nie pytałeś? > Ale miałaś napisać do czego, wg Ciebie, dąży zlecający organizując kopanie rowuJeśli ktokolwiek tu coś, jak z prostacka mawiasz, "ma", to Ty: masz jak się zdaje oczekiwania, że się nie połapię, że pytanie było inne. > >Czynności składające się na wydawanie zlecenia można w nieskończoność rozkładać na czynniki pierwsze (podobnie było z dodawaniem kolejnych zlecających pośredników), czyli takich "działań" składających się na zlecanie jest nieskończenie wiele.> Co z tego?Akurat dla mnie z tego nic, bo przecież na Twoje pozorowanie, że zbierający się do zlecenia ma do wykonania niezliczoną liczbę działań się nie nabrałam. > Każdą działalność można tak rozbićFajnie, że w końcu na to wpadłeś.  > >O tyle, o ile "wszystko pomiędzy zaswędzeniem a podrapaniem się" nią jest.> Podrapiesz się bez przesunięcia ręki nad drapane miejsce?Tak, jak kopacz nie wykopie rowu chałupniczo, musi przybyć.
Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem. |
| chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? |
> >Tobie wyszło, że ta relacja jest niekorzystna; udzieliłeś porady "może gdyby taki robol się dokształcił i znalazł pracę przy kwitach to by mu lepiej było" czyli zmiany pracy na lżejszą.> Nie o tym mowa. Przecież sama piszesz oO tym, co trzeba piszę. Łatwo sprawdzić. > Co do mojego wpisu to komentowałem wpis Krystiana, bo to on twierdził że robol ma gorzej, nie ja. Krystian przedstawił określoną sytuację, ale dopiero Ty, udzielając porady, użyłeś oceniającego "lepiej".> 1. «zdobywanie coraz wyższej pozycji w jakimś zawodzie lub w jakiejś dziedzinie; też: sukces odniesiony w tym zawodzie lub w tej dziedzinie»> Ty widzisz to w sensie " pozycji wyższej od kogoś innego" a nie "swojej własnej wcześniejszej pozycji".Tak to sobie beztrosko rozróżniasz i niemal przeciwstawiasz, bo się nie zastanowiłeś czym jest powołana w definicji pozycja. A owa pozycja to "miejsce i znaczenie w grupie", a zatem ta zawodowa kariera to "zdobywanie coraz wyższego miejsca i znaczenia w grupie".> Jak się zagląda do słownika to i uważnie czytać trzeba.  Pamiętając, że i definiujące słowa mają swoje definicje.  > Że niby pracowników jest mniej niż szefów?Że na każdego szefa przypada 8mld-1 ludzi. > Ty piszesz, że skoro nie jestem w stanie Twojej tezy podważyć (odrzucasz mój dowód) to jest to dla mnie dowodem jej prawdziwościPiszę, że nie umiejący obalić tezy przeciwnej do własnej nie ma podstaw do twierdzenia że ta jego własna jest prawdziwa, czyli dla niego ta jego niemożność jest dowodem. > prosiłem o dowód na prawdziwość Twojej tezy.Domaganie się dowodu jest odrzuceniem przedstawianej tezy, czyli jest wyrażeniem wobec oponenta stanowiska "nieprawda, że jest jak mówisz". Dlatego nim się wystąpi o dowód powinno się wiedzieć, że się tezę opozycyjną jest w stanie obronić. W praktyce rozmówcy kwestie dowodowe rozstrzygają bardzie polubownie, między nami jednak doszło do kategoryczności żądania, a ta jest informacją, że oponent ma dowody na tezę przeciwną. > dotąd nie podałaś żadnego dowodu na twierdzenie, że wszyscy się porównująTak, ale i Ty nie dałeś potwierdzonego przykładu osoby nieporównującej się. > Twierdzę bo mam dowód, który Ci podałem i który ignorujesz (czyli moją własną osobę). A Ty, masz jakiś dowód czy nie?Jeżeli twierdzisz, że dowodem może być "własna osoba", to ja taki dowód jak najbardziej mam.  > >Czemu miałabym tego dowodzić, czy ktoś to zanegował?> Żeby pokazać, iż tezy te oparłaś na faktach a nie własnych wymysłach.Jasne, że na faktach, bo przecież jakby były zmyślone, to byś je obalił. Taka ciekawostka: oparcie się na wymysłach oparcia w faktach nie wyklucza, dlatego aby ustalić jak jest, czyli prawdę, nie wystarczy brak dowodów na oparcie w faktach. > Jak tak bardzo chcesz to ok, ja je neguję.Może tę "informację" uzupełnisz konkretem? > brak moich dowodów na tezę przeciwną twojej tezie, nie dowodzi prawdziwości TwojejPewnie, ale już niemożność zanegowania twierdzenia przeciwnego jest dla Ciebie dowodem, na bezpodstawność Twoich twierdzeń; widzisz w ogóle różnicę między "brak dowodów" a "niemożność zanegowania" oraz między "dowodzi prawdziwości" a "jest dla Iksa dowodem"? > To jak jesteś w stanie to udowodnić czy nie?Już pisałam, że Twojego porównywania się z Kowalskim dowodzi Twoje przyznanie sobie prawa do krytykowania tegoż Kowalskiego. (No chyba, że krytykujący jest totalnym kretynem, zatem tu - niespodzianka - komplemencik dla Ciebie  ). > >>Udowodnij, że porównywanie zarobków i stanu posiadania z innymi jest wyrazem społecznej "normalności".> > Czyżby ciążyła na mnie taka powinność?> Czyli ponownie podajesz tezę, na którą nie masz dowoduSkoro mi nie odpowiedziałeś (na podkreślone powyżej pytanie), to znaczy, że nie zachodzi konieczność dowodzenia, zapewne się ze mną zgadzasz. > nie ma dowodu nie powodu uznawać tego co piszesz za prawdęInaczej: nikt nie zanegował moich twierdzeń, czyli wszyscy (którzy je czytali) zgadzają się z nimi. > Wiedziałaś, że jesteś biała dopiero jak się z Murzynem porównałaś?No oczywiście. A Ty za "białego" (jak mniemam) dlaczego się uważasz? > A skąd wiesz ile chcesz zarabiać?A wiem? > >>ja sam jestem już dowodem na to, iż nie wszyscy się porównują> >Dla siebie; dla świata jesteś dowodem na istnienie negujących porównywanie się.> Jak już podważasz moje słowa to i te, że neguję porównywanie się.Negowania dowiodłeś czyniąc to publicznie. > co jest dowodem dla świata w tym temacie?Jak światu się zachce Twoich poglądów, to sam sobie ich prawdziwość zweryfikuje.
Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem. |
| chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? |
> Piszesz "jest powód". Jaki ?Pytasz o powód oddychania? > Kiedy świadomie porównuję coś z czymś, Ty twierdzisz że to dowód na moje porównywanie się z innymi. Teraz twierdzisz, że to nie dzieje się świadomie tylko bezwiednie. Zdecyduj się.Nie twierdzę ani tego, że porównujemy się wyłącznie świadomie, ani tego, że wyłącznie bezwiednie, stąd porównanie do oddychania, które z zasady odbywa się samoistnie, choć czasem jednak nim zarządzamy.> Teraz pytam ponownie - po co się porównujesz (lub ktoś inny po co to robi)?Bo tak samo jak Ty, chcę wiedzieć, czy bliżej mi do Kowalskiego, czy do Dąbrowskiego. > Nie twierdzę, że jesteś głupia. Wręcz przeciwnie,Ale lepiej to i tego, i "wręcz przeciwnego" unikać.
Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem. |
| chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? |
> >Skoro Ty wolisz udawać, że nie istnieli czarnoskórzy niewolnicy> Nie muszę nic udawać, stawiasz tezę to ją udowodnij zamiast...Bez mojego dowodu nie przyjmujesz do wiadomości, że istnieli czarni niewolnicy? > >nie ma tych ludzi, z palca sobie ich wyssałeś.> Nie, znam takich ludzi i widzę też w przestrzeni publicznej czy historii. Możesz oczywiście odrzucać fakty ale to nic nie zmienia.Nie mam nawet z czym się zmierzyć, bo żadnych faktów tu nie podałeś. > >Nie piszę o Twoich zarobkach> Czyli nic mi nie udowadniasz.A pomysł, że zamierzałam skąd? > >I nie "wyrywam" z kontekstu, tylko cytuję ten fragment, do którego się odnoszę> Wyrywasz twierdząc, że to dowodziWyrywanie przez komentowanie?  > >Dla porównywania się jako takiego z innymi jest obojętne czy porównujesz zarobki czy np. poglądy, w obu wypadkach chodzi o ustalenie "kim ja tutaj jestem".> Nie, nie jest obojętne. Jest fundamentalne w tym przypadku bo mówimy o wrogim zazdroszczeniu stanu posiadania itp. (zawiści) a nie porównywaniu poglądów. Popełniasz błąd logiczny poszerzając sobie kontekst jak Ci wygodnie, aby tylko uprawdopodobnić własne twierdzenia.Wynika z tego, że jesteś gotów przyznać, że ludzie "tak w ogóle" to się - i owszem - porównują. Ale zarazem twierdzisz, że ze wszystkich konstatowanych u bliźnich cech stan posiadania może być jakimś cudownym "antymajątkowym" zmysłem wyodrębniany i z porównań wyłączany... No więc ja twierdzę, że nie ma w naszej mentalności czy postrzeganiu takiego mechanizmu, a kto się upiera, że jest, niech jego istnienie udowodni. > >Przez "zorganizowanie działalności firmy" rozumiesz zalegalizowanie?> Wszystko co doprowadziło do zaistnienia firmy na rynku. Niewątpliwie wymagało to działania, zainwestowania czasu i pieniędzy itp.Każdy ponosi koszty poszukiwania swojego źródła dochodów, ale przecież jest to działanie na własną rzecz; kopaczowi za przeglądanie lub publikowanie ogłoszeń o pracy też nikt nie zapłaci; to jego działania, ale przecież nie praca. > Ty podałaś epitety drugiej grupy i pytasz mnie, czego to dowodzi. Sama odpowiedz.Proszę: skoro lżenie dowodzi wrogości, to lżący biednych zamożni są ich wrogami. > >Napisałam tam, że definicja starcza za dowód, bo tam starcza...> Czyli podałaś dowód na to, że definicja dotyczy tego czego dotyczy.A czegoś się spodziewał, skoro tak napisałam? > nie muszę się porównywać z innym, żeby wiedzieć czy jakaś grupa jest zawistnaAle jeśli chcesz się o tym wypowiedzieć, to sprawdzasz swoje kompetencje do tej krytyki, bo zawsze się wie w jakiej relacji się pozostaje do omawianej grupy; "kobiety" - one, Polacy - "my", robole - "oni" - itd. > ani do żadnej z tych Twoich, nieistniejących realnie, dwóch grup (połówek).Wg Ciebie połowa ludzkości realnie nie istnieje?  > je porównuję (a nie siebie do kogoś) aby pokazać Ci, że taki podział nie ma sensuAle masz jakieś obalenie mojego dowodu, czy tak gołosłownie się pocieszasz? > Czyli musiałbym z tego skorzystać, żeby mieć pożytek. A pisałem Ci, że nie korzystam.Nie pisałeś, że nie korzystasz, bo negowałeś właśnie pożytek z korzystania. ja - "skorzystałeś m.in. dając sobie prawo ferowania ocen" Ty - "to żaden pożytek dla mnie".> >Gdyż nie łapiesz czemu moja metoda okazała się skuteczna?> W dzieleniu ludzkości na pół?W wyodrębnieniu reprezentatywnej połowy. > jeden zarabia 1000, drugi 2000, trzeci 3000 zł. Ten w środku ma lepiej czy gorzej?Ten w środku nie należy do "wyciągających satysfakcjonujące wnioski z obserwacji". > Dowolna osoba z całej ludzkości (z wyjątkiem dwóch skrajnych) ma jednocześnie lepiej i gorzej. Czyli należy jednocześnie do obu grup.Ale do żadnej z moich, więc to jakaś Twoja metoda. A moje grupy to "wyciągający satysfakcjonujące wnioski z obserwacji" i druga połowa. > Podważasz mój brak porównywania się (wmawiając mi kłamstwoNie że kłamiesz twierdzę, lecz że nie masz tu dowodów. > mogę podważyć Twoje porównywanie sięNie tak łatwo: oświadczam, że porównałam się z Billem Gatesem, nawet mi wyszło, że jestem biedniejsza. - Podważysz moje się porównywanie? > Podważasz fakt celowego działania zlecającego. Podważasz fakt pracy umysłowej szefów firm.Bez dowodów są to "fakty". > komunizm [...] był przejawem wrogości [...] Embargo było odpowiedziąGdzież się więc owa odpowiedź podziewała przez dziesięciolecia komuny? > >Jak Ci nieczytanie tej książki szkodzi, to przecież ją sobie przeczytaj; ktoś Ci nie daje?  > Podważa Twoją tezęW jaki sposób własnym nieczytaniem podważasz moją tezę? > >nie każda niechęć wynikająca z niekorzystnego porównania się musi oznaczać zawiść.> Co innego może oznaczać wg Ciebie?Uzasadnioną obawę przed silniejszym. > >Twojego Kowalskiego to wykluczenie też może dotyczyć, może nie tylko Twojego...> Zawiść to wroga zazdrość czyli chęć posiadania tego co inni podszyta niechęciąCo ta definicja zawiści ma do uznania postawy Kowalskiego za usprawiedliwioną?
Nie wszystko, czego nie rozumiemy, jest błędem. |
| mancziz (1830 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? | > Pisałeś o "myślach prowadzących do irracjonalnych emocji", co kłóciło się z definicją myśliMyśl nie musi być racjonalna. > tu czytam o podświadomych myślach, co znów nie pasuje do definicji podświadomości, wg której zapełniają ją treści, a te niekoniecznie muszą być myślamiTreść w tym kontekście oznacza konkretne, uporządkowane pojęcia (abstrakty) i obrazy (percepty). Jakakolwiek ludzka podświadoma reakcja (prowadząca np. do konkretnych emocji) odbywa się w oparciu o te zgromadzone w podświadomości pojęcia i obrazy poprzez proces zwany myśleniem. Tyle, że odbywa się automatycznie, bez świadomego udziału naszego "ja". Spełnia to funkcję odciążającą w pewnym stopniu nasz umysł ale może prowadzić do problemów, jeśli pewien konkretny, zautomatyzowany ciąg myśli jest irracjonalny. Stąd różne, behawioralne techniki zmiany tych schematów myślowych, mające szerokie i skuteczne zastosowanie w różnych terapiach. > wobec tylu rozbieżności, pozostaję przy twierdzeniu, że za powstanie własnych emocji, w tym nienawiści, nie jesteśmy odpowiedzialni.Nie ma tu żadnych rozbieżności, wszystko ładnie i spójnie jest połączone w całość. Możesz mieć oczywiście inne zdanie ale nauka mówi aktualnie właśnie to. |
| mancziz (1830 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? | > Pytasz o powód oddychania?Nie, porównywania się. > stąd porównanie do oddychania, które z zasady odbywa się samoistnie, choć czasem jednak nim zarządzamy.Oddychaniem zajmuje się wegetatywny układ nerwowy, czyli działający bez udziału naszej woli. Porównywaniem zajmuje się układ somatyczny. To są dwa zupełnie różne procesy. Różnica jest fundamentalna i nie możesz tego tak porównywać. Także nie da rady porównać się z kimś automatycznie w taki sposób, w jaki się np. oddycha. Udział woli jest tu konieczny - albo przy świadomym porównywaniu albo podświadomym (gdzie udział woli miał miejsce przed automatyzacją myśli). Jeśli się zaprogramowałaś na takie odruchowe porównywanie to cóż, masz do tego prawo. Ale nie tłumacz tego sobie tak, że dzieje się to bez udziału woli i jest nieodzownym elementem ludzkiej natury bo nie jest. To jest czynnik kulturowy a nie fizjologiczny (biologiczny). > Teraz pytam ponownie - po co się porównujesz (lub ktoś inny po co to robi)?> Bo tak samo jak Ty, chcę wiedzieć, czy bliżej mi do Kowalskiego, czy do Dąbrowskiego.Po pierwsze przestań mi wciąż imputować to porównywanie się, bo takie projekcje Twoich własnych zachowań na mnie nic Ci tu nie dadzą.  Po drugie - po co Ci wiedzieć, czy bliżej Ci do Kowalskiego czy Dąbrowskiego? |
| mancziz (1830 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? | > Co dążenie ma tu do rzeczy, skoro nie o nie pytałeś?Dążenie jest nieodzownie związane z celowym działaniem (dążenie to zmierzanie do celu, a zmierzanie to działanie w jakimś celu). Nie możesz działać celowo nie dążąc jednocześnie to tego celu (w tym przypadku posiadania rowu). Stąd też różna postać definicji pracy, które w zasadzie dotyczą tego samego procesu. Celowe działanie = dążenie do celu. > Jeśli ktokolwiek tu coś, jak z prostacka mawiasz, "ma", to Ty: masz jak się zdaje oczekiwania, że się nie połapię, że pytanie było inne.Ponawiam pytanie - do czego dąży (w jakim celu działa) zlecający? > Akurat dla mnie z tego nic, bo przecież na Twoje pozorowanie, że zbierający się do zlecenia ma do wykonania niezliczoną liczbę działań się nie nabrałam.To Ty to pozorowałaś, nie ja. Ty już sama nie wiesz co piszesz tak się zakręciłaś.  "Czynności składające się na wydawanie zlecenia można w nieskończoność rozkładać na czynniki pierwsze (podobnie było z dodawaniem kolejnych zlecających pośredników), czyli takich "działań" składających się na zlecanie jest nieskończenie wiele." Wzięcie działania w cudzysłów nie ma tu raczej sensu. Google -> "działanie definicja". > >Podrapiesz się bez przesunięcia ręki nad drapane miejsce?> Tak, jak kopacz nie wykopie rowu chałupniczo, musi przybyć.To w końcu zlecający np. dzwoniąc po kopacza działa czy nie działa? |
| mancziz (1830 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? | > A owa pozycja to "miejsce i znaczenie w grupie", a zatem ta zawodowa kariera to "zdobywanie coraz wyższego miejsca i znaczenia w grupie".Nie wyrywaj z kontekstu. Pozycja tutaj to konkretne stanowisko w firmie. Różne stanowiska mają różne płace bez względu na to kto aktualnie je zajmuje. Jak ktoś chce awansować to porównuje ile teraz zarabia i ile on sam by zarabiał na nowym stanowisku. Nie patrzy tak, że na nowym stanowisku będę miał więcej kasy niż Kowalski więc warto awansować. > Piszę, że nie umiejący obalić tezy przeciwnej do własnej nie ma podstaw do twierdzenia że ta jego własna jest prawdziwa, czyli dla niego ta jego niemożność jest dowodem.Nie jest dowodem. To błąd logiczny ale już mi się nie chce Ci tego tłumaczyć. Masz Google, Wiki itp., będziesz chciała to zrozumiesz. > Domaganie się dowodu jest odrzuceniem przedstawianej tezy, czyli jest wyrażeniem wobec oponenta stanowiska "nieprawda, że jest jak mówisz".Nie, nie jest. Jest stanowiskiem "udowodnij, że to co mówisz jest prawdą". Równie dobrze oponent może nie mieć zdania na dany temat i nie chce na wiarę brać jakichś arbitralnych twierdzeń. Ty takie stawiasz i migasz się jak możesz przed podaniem dowodu. Dla mnie jest już oczywiste, że dowodu nie masz. Temat zamknięty. > Dlatego nim się wystąpi o dowód powinno się wiedzieć, że się tezę opozycyjną jest w stanie obronić.LOL. Czyli możesz sobie twierdzić co Ci się żywnie podoba, a jak ktoś chce dowodu to niech najpierw sam udowodni tezę przeciwną. No to wtedy ten drugi może iść tą samą ścieżką i powiedzieć, że niech ten pierwszy udowodni zaprzeczenie zaprzeczenia tezy. Potem ten pierwszy zażąda dowodu na zaprzeczenia zaprzeczenia zaprzeczenia. Nie żartuj, to jest forum "Racjonalista.pl", nie "Wiara.pl". Kto stawia tezę, ten udowadnia. Kropka. > W praktyce rozmówcy kwestie dowodowe rozstrzygają bardzie polubownie, między nami jednak doszło do kategoryczności żądania, a ta jest informacją, że oponent ma dowody na tezę przeciwną.Kombinujesz jak Rostowski przed komisją ds. Amber Gold.  Żadne polubownie, to nie sąd koleżeński. Stawiasz tezę bez żadnego dowodu - jest to gdybanie, które należy wykluczyć z dyskusji. Tyle w temacie czyli EOT. > >dotąd nie podałaś żadnego dowodu na twierdzenie, że wszyscy się porównują> Tak, ale i Ty nie dałeś potwierdzonego przykładu osoby nieporównującej się.Podałem, siebie. Nie wierzysz mi, ok. Podam przykład innej osoby to jej uwierzysz? Na jakiej podstawie jej uwierzysz? Do głowy jej wejdziesz? > Jeżeli twierdzisz, że dowodem może być "własna osoba", to ja taki dowód jak najbardziej mam.  Jasne, że może. Znam też inne osoby myślące podobnie. Jak odrzucasz ten przykład to ok, ale to Ty pierwsza postawiłaś tezę bez dowodu i zamiast to przyznać to się wykręcasz jak możesz. Tak jak pisałem, dla mnie EOT. > Jasne, że na faktach, bo przecież jakby były zmyślone, to byś je obalił.Nie, jakby były prawdziwe to byś pokazała te fakty. A Ty tylko gdybasz. Ja nic obalać nie muszę, nie uznaję arbitralnych twierdzeń i tyle. > Taka ciekawostka: oparcie się na wymysłach oparcia w faktach nie wyklucza, dlatego aby ustalić jak jest, czyli prawdę, nie wystarczy brak dowodów na oparcie w faktach.Brak dowodów na tezę zawsze tę tezę podważa. To jest nauka. To co piszesz to nawet hipoteza nie jest, żadnych poszlak, nic. Albo opieramy się na faktach i zdobywamy wiedzę, albo nie opieramy się i wiedzy nie zdobywamy. Proste. > >Jak tak bardzo chcesz to ok, ja je neguję.> Może tę "informację" uzupełnisz konkretem?Już Ci podałem, mój własny przykład. To jest dowód i powód do negacji Twojego wymysłu. > Pewnie, ale już niemożność zanegowania twierdzenia przeciwnego jest dla Ciebie dowodem, na bezpodstawność Twoich twierdzeńNie jest. Nie rozumiesz pojęcia "dowód". Google itd. > widzisz w ogóle różnicę między "brak dowodów" a "niemożność zanegowania" oraz między "dowodzi prawdziwości" a "jest dla Iksa dowodem"?Jaka jest różnica między "dowodzi prawdziwości" a "jest dowodem"? Przecież to jedno i to samo. Tak jak pisałem, nie rozumiesz tego pojęcia ale cóż. Tak na marginesie nie ma czegoś takiego jak "dowód dla kogoś", jest "dowód" i tyle. Prawda (obiektywna) jest jedna, nie ma "prawdy dla kogoś". > Już pisałam, że Twojego porównywania się z Kowalskim dowodzi Twoje przyznanie sobie prawa do krytykowania tegoż Kowalskiego. (No chyba, że krytykujący jest totalnym kretynem, zatem tu - niespodzianka - komplemencik dla Ciebie ).Widzę już do ad personam się uciekasz. Grunt się pali pod nogami co?  Poza tym nie, krytykowanie Kowalskiego nie dowodzi mojego porównywania swojego statusu (zawodowego czy majątkowego) z tymże Kowalskim. > Skoro mi nie odpowiedziałeś (na podkreślone powyżej pytanie), to znaczy, że nie zachodzi konieczność dowodzenia, zapewne się ze mną zgadzasz.Nie, jeśli nie zależy Ci na tym, aby oponent wierzył w Twoje wymysły to nie masz powinności dowodzenia swojego gdybania. Tak jak ja nie mam powinności odpowiadania na tego typu pytania ale z grzeczności to robię. To się nazywa etykieta. Google i wiesz co dalej. > Inaczej: nikt nie zanegował moich twierdzeń, czyli wszyscy (którzy je czytali) zgadzają się z nimi.Można i tak się pocieszać.  > No oczywiście. A Ty za "białego" (jak mniemam) dlaczego się uważasz?Nauczyłem się kolorów jak miałem kilka lat. Murzyn nie był przykładem czarnego, sorry. > >A skąd wiesz ile chcesz zarabiać?> A wiem?Czemu odpowiadasz pytaniem na pytanie? Jak zadajesz pytanie to oczekujesz mojej odpowiedzi. Skoro ja zadałem pytanie to wypadałoby, żebyś zastosowała swoje własne kryterium i najpierw odpowiedziała na moje. > Negowania dowiodłeś czyniąc to publicznie.Tak, neguję moje porównywanie się bo wiem że tak nie robię. > Jak światu się zachce Twoich poglądów, to sam sobie ich prawdziwość zweryfikuje.Co to jest ten "świat" i jak "sam sobie" to zweryfikuje? |
| chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Czy kierownik to pracownik? | |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|