Nie można się za bardzo dziwić temu, że o ateistach mało słychać, kiedy cały ruch jest wciąż mizerny. W Kościele jako organizacji mnóstwo rzeczy się dzieje. Tu pielgrzymka, tam budowa sanktuarium, gdzie indziej członkinie koła żywego różańca podjęły udany szturm na "wszeteczną dyskotekę". Tymczasem co takiego robią ateiści, co warte byłoby pokazywania? Wystarczy, że paru ateuszy się skrzyknie lokalnie, aby organizować się wokół problemów jakimi codzienność polska nas bombarduje. Ot, choćby taki problem, jak katoliccy ginekologowie, którzy w takich Pcimiach na przykościelnych kursach przedmałżeńskich plotą farmazony jawnie sprzeczne z wiedzą medyczną. Nasi lokalni ateusze mogliby zorganizować prelekcyjne antypogadanki typu "Seksuologia bez ściemy" lub mogliby rozdawać ulotki wyjaśniające, że prezerwatywa nie jest środkiem wczesnoporonnym i nie puszcza HIVa.
Do tekstu.. |