Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
187.790.230 wizyt
Ponad 1065 autorów napisało dla nas 7363 tekstów. Zajęłyby one 29029 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 5462 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:

Złota myśl Racjonalisty:
"Cała teologia tego papieża sprowadzała się do tego, że nie wolno zakładać gumy na fiuta. Jan Paweł II obrażał Boga swą małostkowością."
Komentarze do strony Keynes i jego ludzie

Dodaj swój komentarz…
Antoni Jakubowski - Pozdrowienie
Piszę ten komentarz w czasie, gdy Tusk z Pawlakiem tworzą rząd. Początkowo było o zmniejszaniu narzutów na pracę, upraszczaniu i spłaszczaniu podatków. Już teraz jest ciszej. O KRUS-ie nikt się nie zająknie. Pozdrawiam serdecznie autora!!!!
Autor: Antoni Jakubowski Dodano: 01-11-2007
Reklama
KelThuz - Z logiką u was nietęgo
Na Wielkiego Prakseologa Wszechświata!

Nigdy wcześniej nie miałem jeszcze okazji czytać tak doktrynerskiego i bełkotliwego ataku na zwarty logicznie i faktualnie artykuł.
Widać gołym okiem, że ci pseudoekonomiści po polskich uczelniach (jednych z najgorszych na świecie jeśli chodzi o nauczanie ekonomii - fakt obiektywny) nigdy nie słyszeli o Ludwigu von Misesie i Friedrichu von Hayeku - autorach austriackiej teorii cyklów koniunkturalnych (całkowicie obalającej skrajnie błędną neoklasyczną teorię), za którą Hayek dostał Nobla w 1974 (jeden z dwóch słusznie przyznanych Nobli za EKONOMIĘ, a nie matematykę w ekonomii). Nie słyszeli o Szkole Austriackiej w ekonomii - jedynej szkole opartej na twardych podstawach logiki werbalnej, a więc jedynej czyniącej z ekonomii NAUKĘ w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie słyszeli o misesowskim włączeniu ekonomii do prakseologii - Nauki o Ludzkim Działaniu (zawartej w najważniejszym dziele ekonomicznym XX wieku - "Human Action" którego pewnie nie czytali bo po co?).
I sądzicie, że warto z wami dyskutować na równych zasadach? Żałosne. Jak cały ten ideologicznie antyracjonalny portalik.
Autor: KelThuz Dodano: 26-10-2007
budzik - Łyżka dziegciu
Ciekawe, co dogmatyk niewidzialnej ręki ironizujący z marksizmu jako religii racjonalistów robi w tym serwisie. Nie dojść, że nie da się czytać tych liberalnych wypocin i aż ciśnie by ten dział opuścić, to jeszcze w komentarzach do tekstów o religii F wykazuje swoją prawdziwą irracjonalną mentalność. Widać, Agnos tak bardzo bał się posądzeń o lewicowość witryny, że w trosce o "neutralność polityczną" obok racjonalnych tekstów zamieszcza te cosie. Jeśli nie chce naczelny tworzyć czerwonego portalu to może niech usunie dział Ekonomia albo zadba o względną równość tekstów różnych stron. Zapewne około połowy autorów R nie zgadza się z tekstami F, a mimo to powyższe figurują jako oficjalna prawda ekonomiczna Racjonalisty. Przykra sprawa.
Autor: budzik Dodano: 06-06-2005
Jan M. Fijor - Historyk ekonomii   4 na 4
Zajmowal sie pan historia marskizmu, a nie ekonomii. To jest roznica. Co do ekonomii, ktora nie jest nauka, chcialbym sie pana zapytac, dlaczego zatem:
1. w PRL brakowalo zywnosci, a dzisiaj mamy nadwyzke;
2. dlaczego spadajacej podazy towarzyszy wzrost cen (przy stalym popycie);
3. dlaczego towar drozszy jest kupowany mniej chetnie niz taki sam towar tanszy
Jesli uwaza pan, ze odpowiedz na te pytania jest dowolna i zalezy od panskiego widzimisie, to radze sie ostro wziac do nauki.
Uklony
Autor: Jan M. Fijor Dodano: 22-02-2005
Marian Wojtasik - Ja mam własną teorię   1 na 1
A ja nie jestem ekonomistą. A mówię to po prostu dlatego, aby nie wchodzić w dyskusję na temat, który ekonomista był lepszy, który wywarł większy wpływ na gospodarkę. Nawet części książek z ekonomii wymienionych w dyskusji nie przeczytałem. Miałem do czynienia z inną literaturą.
Mam wykształcenie uniwersyteckie ścisłe. Tak więc moja profesja jest raczej słabo związana z ekonomią. Czy panowie dyskutanci na temat artykułu pana Jana M. Fijora mają rację, czy nie, nie moja to sprawa. To po co się odzywam, mógłby ktoś powiedzieć. Bo celem wspólnym, jak mogę sądzić, jest stan naszej polskiej gospodarki. Dopóki nie ustalimy pewnych kryteriów postępowania, nie będziemy mieć nadziei na rozwiązanie najcięższych patologii społecznych, które nas dręczą i upokarzają w oczach świata, stawiając nas w szeregu nieudaczników. Historia dała nam lekcję w tym zakresie. I właśnie w tej materii powinniśmy reprezentować postawę czynną, a nie naśladowczą, czy zaledwie bierną. Podobnie jak w matematyce, fizyce, chemii czy nawet w tak kosmologicznej nauce jak astronomia, powinniśmy tworzyć modele, które opisywałyby funkcjonowanie gospodarki w różnych warunkach.
Ja nie wierzę, że nie ma uniwersalnej prawdy, jak niektórzy panowie sugerują. Przeczyłoby to powszechnemu przekonaniu o ciągłości rozwoju naukowego na świecie. A przecież ten rozwój jest i trwa. Był taki czas w połowie 17. wieku, kiedy uczeni stwierdzili, że nauka osiągnęła swój kres rozwoju, że wszystko co mogło być wynalezione, zostało wynalezione, a co mogło być odkryte zostało odkryte. Dyskusja na temat gospodarki zdaje się krążyć w podobnym stylu. Nauki we wszystkich dziedzinach podlegają coraz większej unifikacji. Ten proces nie może ominąć również nauk społecznych. Wszystkie one, łącznie z naukami, obecnie nazywanych ścisłymi, dotyczą człowieka. Człowiek w nich szuka rozwiązania swoich najistotniejszych problemów. Przeżyłem cały polski komunizm, ale nigdy nie dane mi było korzystania z jakichkolwiek przywilejów, no może tylko to, że z zapadłej wioski mogłem pójść na studia. To właśnie po ukończeniu studiów, a było to w latach 60. zadałem sam sobie pytanie:
Dlaczego tak jest,
że jednym krajom dane było tworzyć nowoczesną cywilizację, budować
nowoczesny przemysł, osiągać naukowe wyżyny, rozwijać gospodarkę,
wzlatywać do gwiazd, tworzyć powszechny dobrobyt, przedłużać
ludzkie życie, gdy tymczasem w innych państwach panuje niedostatek,
dzieci umierają z głodu, a bezrobocie stało się udziałem jednej trzeciej
ogółu ludzkości?
Nad rozwiązanie tego problemu pracowałem przez ponad 40 lat. Z mniejszymi lub większymi przerwami oczywiście, od pomysły do pomysłu. Stworzyłem teorię rozwoju społeczno -gospodarczego. Dla odróżnienia od innych teorii gospodarczych, określam ją jako moja teoria. Otrzymałem równania, które jednoznacznie wskazują prawdziwe źródła rozwoju. Moja teoria nie jest sprzeczna z zasadami dobrego gospodarowania. Dzisiaj jestem dumny z mojego rozwiązania. Z każdym dniem, politycy i komunikaty rządowe utwierdzają mnie w przekonaniu, że moje równania są dobre. Nie będę jednak nikogo do tego opracowania przekonywał. Rozwiązanie to znajduje się na mojej prywatnej stronie internetowej. Kto chce niech czyta. Na życzenia mogę podać adres strony.
Pozdrawiam wszystkich panów dyskutantów.
Autor: Marian Wojtasik Dodano: 22-02-2005
mohawk - Parę słów na koniec.
Pewnie się Stiglitz załamie słysząc druzgocącą recenzję swojego dorobku z ust tak znamienitego krytyka. Poważnie zaś mówiąc, wypowiedź tego typu w zasadzie nie kwalifikuje się do komentarza. Książki Sowella nie kupię już nawet nie dlatego, żeby Pan nie zarobił (aczkolwiek, mimo iż nie cierpię na alergię na kapitalistów pogoń za zyskiem - jak zapewne Pan mniema - to jednak nie muszę dawać zarobić cwanym doktrynerom, z których poglądami się nie zgadzam), lecz choćby dlatego, iż ekonomii uczyłem się z podręczników akademickich (m.in. Variana, Samuelsona, Halla/Taylora oraz Romera). Do Sowella mogę oczywiście zajrzeć, ale jeśli już to za friko w bibliotece mojej Alma Mater. Nie dezawuuję samej książki Sowella (byłoby to cokolwiek groteskowe zważywszy moją nieznajomość tej pozycji), ale też wierzyć mi się nie chce, żeby mogła wyrażać poglądy w tak zideologizowany i dogmatyczny sposób, jak Pan to czyni. W każdym razie nawet prof. Robert J. Barro w swoim znakomitym podręczniku makroekonomii, w którym konsekwentnie trzyma się modelu oczyszczającego się rynku i neoklasycznej teorii realnego cyklu koniunkturalnego, w ostatnim rozdziale omawia również model keynesowski.

Jest wielu znakomitych ekonomistów liberalnych, ale nie wyobrażam sobie, by np. Sargent czy Prescott w tak bezczelny sposób dezawuowali keynesizm albo dorobek Stiglitza, Akerlofa i Spence'a. To nawet nie jest kwestia poglądów. To kwestia kultury dyskusji.
Autor: mohawk Dodano: 18-12-2004
braad - pokora wobec ekonomi  -1 na 1
Bill Clintom miał hasło "gospodarka głupcze". Jest ona ważna i najważniejsza. Dlatego trzeba ją szanowac. Nie można podchodzic do niej doktrynersko, mając jedynie słuszną prawdę i dostosowywac gospodarkę do do danego schematu. Gdyby istniała jedna, uniwersalna prawda, zapanowałaby. Jest za wiele różnych czynników. Można niektóre rzeczy przewidziec, ale to nie matematyka.
Są zarówno poglądy państwa "stróża nocnego" jak i czynnego udziału państwa w gospodarce. Istnieją one przez tyle lat. Jakby były zupełnie blędne, przestałyby funkcjonowac. Można mówic, że "statystycznie" cos sprawdza się bardziej, a cos mniej. Ale ekonowmia odnosi się do konkretnych przypadków w okreslonych okolicznosciach.
Nawet Autor nie atakował New Deal'u, COPu, czy budowy Gdyni. To wystarczający powód, aby nie przekrec idei interwencji państwa w gospodarkę.
Sznowałem Autora, ale poziomem dyskusji, pyskówką i dziecinadą wszystko u mnie stracił. Jego odpowiedź na krytykę jest komunistyczna ("a u was biją murzynów" -> adwesarz jest głupi i nie czyta poważnych, tj. prawomyslnych książek).
Spójrzmy na rynek handlu bronią. Rosjanie swięcą triumfy, ale cały handel jest prowadzony przy wsparciu i udziale państwa. Tak samo i u nas konsolidacja rynku pod skrzydłami Bumaru i aktywny udział państwa doprowadził do znacznego wzrostu eksportu.
Mądry udział państwa jest potrzebny. Mądry, a więc do gospodarki należy podejsc na kolanach i dostosowac swoje działania do rzeczywistosci, a nie rzeczywistosc naginac do jedynie słusznej prawdy. Takie doktrynerstwo dobre było tylko w komuniźmie.
Jeżeli udział państwa jest niepotrzebny, to po co rządzy zajmują się gospodarką??
Autor: braad Dodano: 17-12-2004
Andrzej Koraszewski - nauka czy nie nauka   1 na 1
Nie zaglądałem już tutaj, bo nie widziałem powodu do kontynuowania pyskówki. Raz jeszcze dałem się oszukać, byłem przekonany, że to Harry Potter znalazł kamień filozoficzny, a potem Dumbledor go zniszczył. Wszystko nieprawda, kamień filozoficzny został odnaleziony przez pewnego polskiego dziennikarza, który połknął go i teraz oddaje go z bólem przez cewkę moczową.

Złośliwości i żarty na bok. W tradycji anglosaskiej science to po naszemu nauki ścisłe. Kiedy studiowałem socjologię na Uniwersytecie Warszawskim, Stanisław Ossowski ostrzegał nas, że socjologia jest bardziej wiedzą niż nauką. Rozróżnienie szalenie ważne. Nauki społeczne są podatne na mody (chociaż i w naukach ścisłych mody się wciskają, tyle, że ich nosicielami są zwykle pseudohumaniści.) W naukach społecznych bez modnych poglądów nie wypada pokazywać się na salonach. Czasem moda jest traktowana lekko, czasem z zacięciem Czerwonych Khmerów. Najnowsze teorie ekonomiczne są w Stanach czy Wielkiej Brytanii bardzo ściśle powiązane z niedawną przeszłością i są (czasem przesadną) odpowiedzią na patologie wczorajszego dnia. Na peryferiach cywilizowanego świata pryszczaci dowiedziawszy się o nowej modzie obwieszczają światu, że nareszcie dotarliśmy do kamienia filozoficznego i teraz (na jego fundamencie) zbudujemy nowy wspaniały świat.

Ekonomia polityczna w krajach najbardziej rozwiniętych jest nieodmiennie korektą wczorajszych błędów. W krajach takich jak Polska jest nieodmiennie kolejną rewolucją, budowaniem świata od zera, w oparciu o świeżo zdobytą Prawdę Uniwersalną.

Przez wiele lat (patrząc z bliska na gospodarkę szwedzką) żartowałem, że Polsce potrzebna jest silna socjaldemokracja oraz dobra wiedza jak z nią walczyć.

Pan Fijor miałby zapewne trudności ze zrozumieniem, że wolność jest stopniowalna i że eliminacja przymusu w gospodarce może być pozytywna, nawet jeśli w tym procesie korzystamy z państwowego interwencjonizmu. Ponieważ przedkłada teorię nad śledzenie faktów, trudno zapewne byłoby mu zauważyć, że walkę z interwencjonizmem państwowym podejmowały kraje, które dość skutecznie posługiwały się tą metodą, które zwalczają interwencjonizm głównie u innych, a u siebie są zwolennikami drobnych korekt. Zapewne również nie zauważył pewnych zwrotów w poglądach Jeffreya Sachsa i paru innych ekonomistów zachodnich, którzy potrafią przyznać, że bywamy w błędzie.

Z pewnością w tej, czy w innej sprawie również jestem w błędzie (podejrzewam, że jednak ten kamień filozoficzny został zniszczony przez Dumbledora; ja go na pewno nie mam). Lubię pogadać, lubię posłuchać, świata nie zmienię, chociaż ilekroć naprawię płot, czy załatam dziurę w drodze to mam poczucie satysfakcji.

P.S. Moją odpowiedź dla mohawka oddziela wpis, który nie kwalifikuje się do żadnego komentarza.
Autor: Andrzej Koraszewski Dodano: 17-12-2004
Jan M. Fijor - ostroznie   1 na 3
Ja nie mowie z pogarda o odmiennych pogladach, lecz o pogladach blednych. Tak, Keynes i Stiglitz to sa nieporozumienia. Jesli dla pana Komitet Noblowski jest autorytetem, to znaczy, ze ja mam racje - nie zna pan ekonomii. A ksiazki Sowella nie rpzyczta pan dlatego, zebym ja nie zarobil na jej sprzedazy. Proponuje w ogole rezygnacje z konsumpcji, wtedy nie poprze pan kapitalistow na pewno.
Autor: Jan M. Fijor Dodano: 17-12-2004
mohawk - Fanatyzm  -1 na 1
Przyznam, że kolejne teksty p. Fijora coraz bardziej mnie żenują. Teraz do groteskowej pewności siebie przy prezentacji wyznawanej przez siebie ideologii w zakresie ekonomii dochodzi brak szacunku dla dyskutanta i dezawuowanie dorobku wielu ekonomistów o niekwestionowanym wkładzie do myśli ekonomicznej, już nawet nie ze względu na niezgodność z aktualną ortodoksją, lecz z poglądami osób, uznawanych przez Pana Fijora za 'mądre'. W zasadzie nie dziwię się takiej postawie. Jeszcze stosunkowo nie tak dawno w głównym nurcie ekonomii królował ortodoksyjny keynesizm, więc choćby z tego względu nie należy sobie głównym nurtem głowy zawracać. Nie zawsze obstaje on bowiem przy poglądach ultraliberalnego betonu. A komitet noblowski śmie przyznawać nagrody takim skompromitowanym konfabulatorom jak Stiglitz, Akerlof czy Tobin. Mogliby chociaż przeczytać Ekonomię dla każdego Thomasa Sowella. To na pewno przysporzyłoby Panu Fijorowi dodatkowych zysków i przynajmniej częściowo ukoiło skołatane nerwy.

Nawiasem mówiąc, mówienie z pogardą o odmiennych poglądach jako o 'religii racjonalistów' każe się zastanowić, czy Autor aby nie pomylił łamów, na których publikuje swoje artykuły.

----------

Oczywiście można się zastanawiać, jak czyni to Pan, Panie Andrzeju, czy nauki społeczne w ogóle zasługują na miano nauki, jednakże myślę, że rozstrzygnięcie polegające na używaniu określeń "nauki ścisłe" i "nauki społeczne" z odpowiednimi odniesieniami jest wystarczającym środkiem pozwalającym na odróżnienie charakteru głoszonych przez obie 'gałęzie' - jednak nauki - twierdzeń. Powiedzenie zaś, że ekonomia, socjologia etc. nie są nauką może dawać asumpt do traktowania ich jak jakiegoś rodzaju szarlatanerii, guseł czy czczej narracji osnutej na własnym chciejstwie. A przecież są to efekty takich samych poszukiwań prawidłowości w otaczającym nas świecie, jakie prowadzą nauki ścisłe, a jedynie złożoność materii będącej przedmiotem badań nauk społecznych powoduje, iż ich twierdzenia nie mają nawet w przybliżeniu takiej ścisłości jak prawa nauk ścisłych.

Można też postawić pytanie czy w związku z takim a nie innym charakterem praw ekonomii można uwolnić politykę gospodarczą spod wpływu różnie pojmowanych kryteriów sprawiedliwości. Gospodarka jest w stanie funkcjonować w warunkach różnych reżimów społeczno-ekonomicznych, a ocena jej efektywności tylko przez pryzmat tempa przyrostu dochodu narodowego, nie musi być uznawana za (jedyną) zadowalającą.

Jeśli chodzi o kwestie państwa dobrobytu, to nie wnikając w przyczyny jego licznych patologii i kryzysu - o których z pewnością ma Pan znacznie większe pojęcie ode mnie, a do których ja skłonny byłbym zaliczyć m.in. trendy demograficzne (wydłużanie się przeciętnej długości trwania życia, możliwe dzięki ogromnemu, lecz kosztownemu, postępowi w dziedzinie medycyny i obniżenie płodności) - można postawić pytanie, czy o to chodzi, żeby bogata (ale i biedniejsza) Europa angażowała się w konkurencję cenową z tanimi i niezwykle pracowitymi Chińczykami czy Wietnamczykami. Wiadomo, mechanizm rynkowy, prawo jednej ceny, równowaga długookresowa, ten tego, tylko - jak mawiał tytularny bohater komentowanego paszkwilu - In the long run we are all dead. Europejczycy najwyraźniej nieszczególnie kwapią się do zapłacenia ceny 'za efektywność' - stąd i uporczywa obrona welfare state'u.

Pozdrawiam serdecznie.
Autor: mohawk Dodano: 17-12-2004
Jan M. Fijor - ignorancji c.d.  0 na 2
Jesli wolny handel (pomylilo sie autorowi pewnie z wolnym rynkiem) jest wolna amerykanka, niech mi poda nazwe jednej prywatnej firmy handlowej, ktora jest w stanie zmusic klientow do kupowania swoich produktow pod grozba kary, bo do tego sprowadza sie wolna amerykanka.
Piszac o madrej ekonomii mialem na mysli"tworczosc" madrych ludzi, a nie dominujacych w umyslach ignorantow marksistow czy keynesistow.
Podtrzymuje swoj poglad, ze autor pamfletu n.t. wolneggo rynku i ekonomii nic madrego nie czytal. Przyznam sie do pomylki, jesli autor poda mi tytul (lub chociazby autora)jednej madrej publikacji ktora przeczytal. Czekam!
Uklony
Jan M. Fijor
Autor: Jan M. Fijor Dodano: 10-12-2004
Jan M. Fijor - ignorancji c.d.   1 na 1
Jesli wolny handel (pomylilo sie autorowi pewnie z wolnym rynkiem) jest wolna amerykanka, niech mi poda nazwe jednej prywatnej firmy handlowej, ktora jest w stanie zmusic klientow do kupowania swoich produktow pod grozba kary, bo do tego sprowadza sie wolna amerykanka.
Piszac o madrej ekonomii mialem na mysli"tworczosc" madrych ludzi, a nie dominujacych w umyslach ignorantow marksistow czy keynesistow.
Podtrzymuje swoj poglad, ze autor pamfletu n.t. wolneggo rynku i ekonomii nic madrego nie czytal. Przyznam sie do pomylki, jesli autor poda mi tytul (lub chociazby autora)jednej madrej publikacji ktora przeczytal. Czekam!
Uklony
Jan M. Fijor
Autor: Jan M. Fijor Dodano: 10-12-2004
Andrzej Koraszewski - odp.   1 na 1
Gdybym miał odpowiadać w stylu dziennikarza "Wprost", napisałbym coś takiego, że Autor ma taką wiedzę na temat wymiany towarów, jaką prezentuje w tym wpisie na temat sztuki wymiany poglądów. Przy kulturze dyskusji poniżej poziomu morza słychać tylko bulgotanie.

Gdyby Autor lepiej odrobił lekcję, którą próbuje wykładać, to zapewne wiedziałby, że nie jest moim wymysłem twierdzenie, że nauki społeczne naukami nie są, ze względu na trudność udokumentowania jakiejkolwiek tezy socjologicznej, psychologicznej, czy ekonomicznej. Z tego punktu widzenia, można powiedzieć, że są mądrzy ekonomiści, a nie ma mądrej ekonomii, są mądrzy socjolodzy, ale socjologia jako nauka nie ma nam wiele do zaoferowania.

Kiedy pani Thatcher przedstawiła swoją koncepcję zmian w gospodarce brytyjskiej, trzystu czołowych ekonomistów brytyjskich (tych najpoważniejszych) napisało list do "Timesa" , że jest to sprzeczne z nauką ekonomii i musi skończyć się katastrofą. Na szczęście politycy brytyjscy nie traktują poważnie ekonomii i ekonomistów, więc udało się ich zignorować.

Nie będę tu pisał, co czytałem, ale nie jestem jedynym człowiekiem, który twierdzi, że wolny handel to coś więcej niż wolna amerykanka i że czasem (a nawet często) trzeba interwencji państwa, żeby stworzyć warunki dla wolnego handlu. (Polecam lekturę Adama Smitha, ale nie z bryków, bo bryki piszą pryszczaci guru nowej wiary.)
Autor: Andrzej Koraszewski Dodano: 10-12-2004
Jan M. Fijor - nie ta historia   1 na 5
Zajmowal sie pan historia, ale marksizmu albo jakiejs innej religii racjonalistow, a nie ekonomia. Watpie tez, aby przeczytal pan w zyciu jakas powazna ksiazke ekonomiczna. Moge sie nawet zalozyc. Nie mam juz sily namawiac tego grona ignorantow do czytania. Po prostu znudzilo mi sie.
Ale jesi pan nalega, to moge panu prywatnie podac na przyklad 10 niekwestionowanych praw ekonomii, nauki ktora panskim zdaniem nie istnieje.
Czolem
Jan M. Fijor
Autor: Jan M. Fijor Dodano: 09-12-2004
Andrzej Koraszewski - byłbym ostrożny   1 na 1
Zbyt długo zajmowałem się historią ekonomii, żeby móc się zgodzić z jednym zdaniem z tego wywodu. Mam wrażenie, że Autor popełnia podstawowy grzech piszących o ekonomii, jest głęboko wierzący w ekonomię i w aktualne mody w ekonomii. Otóż tak się dziwnie składa, że ekonomia jest nauką społeczną i jako taka nauką nie jest wcale. Niczego się w niej dowieść nie da, a do każdej teorii możemy sobie dobrać tysiące anegdot z bogatej w anegdoty rzeczywistości. Najbardziej rozwinięte kraje są najbardziej rozwinięte między innymi dlatego, że w polityce i ekonomii częściej posługiwały się pragmatyką niż ideologią (zaś ich pragmatyczne rozwiązania stawały się ideologią innych równie często jak utopijne pomysły ich modnych intelektualistów).

W mojej młodości lud krzyczał na ulicach, że nie ma chleba bez wolności, nie wiedząc, że system niewolniczy był bardzo skuteczną metodą produkcji chleba, a jego wadą była trudność zorganizowania produkcji bardziej skomplikowanych towarów.

Bez trudu znajdziemy setki przykładów skutecznego interwencjonizmu państwowego i należy do nich również amerykański New Deal. Spędziłem 15 lat w Szwecji i zajmowałem się tam historią gospodarczą Skandynawii. Skuteczność państwowego interwencjonizmu w gospodarce załamała się w krajach kapitalistycznych nie z tego powodu co komunizm w Rosji czy w Polsce (czyli dlatego, że nie działał), ale wręcz przeciwnie, jego patologie wyrastały z trwającego przez kilkadziesiąt lat sukcesu.

Gdyby Autor nie posługiwał się ogólnikami, a przyjrzał się bliżej typom interwencji w Stanach Zjednoczonych w końcu lat trzydziestych czy w Szwecji w analogicznym okresie, zobaczyłby, że owe interwencje z jednej strony zmierzały do wzmocnienia rynku wewnętrznego, z drugiej do przyspieszenia infrastruktury dla prywatnego kapitału. W Szwecji (równie zideologizowani) krytycy socjaldemokracji z lewa twierdzili, że "państwo dostarcza robotnikom środków, żeby mogli kupować towary wyprodukowane w fabrykach kapitalistów". Oczywiście mówili prawdę, błąd ukrywał się w ocenie tego faktu.

Patologia państwa opiekuńczego zaczęła się w końcu lat sześćdziesiątych, kiedy wtórny podział dochodu narodowego z kilku przyczyn zaczął więcej kosztować niż wcześniej przynosił korzyści. Z jednej strony mieliśmy tu do czynienia z klasycznym rozbestwieniem biurokracji, z drugiej z rzadko zauważanym faktem, że na wcześniejszym etapie koszty państwa opiekuńczego w krajach najbardziej rozwiniętych finansowane były z zysków z eksportu. Z początkiem lat siedemdziesiątych zaczyna się konkurencja z azjatyckimi tygrysami i przewaga techniczna nie dawała już takich możliwości.

Krótko mówiąc, jeśli o idzie o ekonomię, to można z ręką na sercu powiedzieć, że Pan Bóg Polaków nie lubi. Tak pięknie naśladujemy innych, a wychodzą nam z tego tylko koszmarki takie jak ten nasz polski niby liberalizm.
Autor: Andrzej Koraszewski Dodano: 09-12-2004

Pokazuj komentarze od pierwszego

Aby dodać komentarz, należy się zalogować

  

Zaloguj przez Facebook lub OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Reklama
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365