Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
200.063.709 wizyt
Ponad 1065 autorów napisało dla nas 7364 tekstów. Zajęłyby one 29017 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy konflikt w Gazie skończy się w 2024?
Raczej tak
Chyba tak
Nie wiem
Chyba nie
Raczej nie
  

Oddano 292 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:

Złota myśl Racjonalisty:
Nic nie nakazuje nam podzielać upodobań, które uważamy za arbitralne i pozbawione merytorycznego uzasadnienia.

Dodaj swój komentarz…
Grzegorz Cer - Uwagi i pytania
Witam Pana,przeczytałem cały tekst z zainteresowaniem i mam taką uwagę:Dlaczego uważa Pan Biseksualizm za zabużenie tożsamości seksualnej?To trochę tak jak są seksuolodzy,którzy piszą że homoseksualizm jest to zaburzenie indentyfikacji płciowej,co moim zdaniem kompletnie świadczy o ich nie wiedzy,bo wiem że homoseksualisci wiedzą jakiej są płci i jakiej płci pożądają,a z tego by wynikało że nie wiedzą jakiej są płci,a to jest transseksualizm.Teraz mam jeszcze takie pytanie co do fetyszystów,choć przyznam się że sie wiele razy prubowałem zastanawiać co nimi kieruje,to powiem szczerze że nie znam się na tym wogóle i jakoś nie mogę do tego dojść,ale właśnie mam takie pytanie bo napisal Pan żefetyszyści doszukują się u kobiety członka z czym móglbym się zgodzić,ale wiem że są tez fetyszyśći wśród homoseksualistów i moje pytanie polega na tym czego oni się doszukują,jak ich partner ma juz tego członka?Pozdrawiam i czekam na Pana opinię Grzegorz Cer
Autor: Grzegorz Cer Dodano: 10-10-2005
Reklama
Damian Janus - Pytanie
Panie Grzegorzu, zanim odpowiem na pana pytania sam mam pytanie, czy zna pan jakiś konkretny przypadek fetyszyzmu wśród homoseksualistów? Gdyby mógł pan go podać byłbym wdzięczny. Są to na pewno przypadki o wiele wiele rzadsze i prawdopodobnie grają tu rolę odmienne mechanizmy.
Autor: Damian Janus Dodano: 11-10-2005
Ryszard - Fetyszysta i perwert - konfrontacja z życiem...   2 na 2
Po przeczytaniu tego artykułu ( i podobnych ) zawsze się zastanawiam, jak łatwo przychodzi pisać ludziom o rzeczach, które dotyczą innych. Czytałem artykuł księdza o muzyce rockowej ( i jej tragicznym wpływie na słuchających) z tym że pan ten mylił kompletnie i gatunki i nazwiska itd.) czytałem dyskusje niewierzących na temat celibatu księży. Teraz czytam o perwersjach i chyba mółbym się założyć, że autor uważa się za "normalnego" faceta i nie jest "ofiarą" żadnych perwersji i fetyszów. Brak mi tylko stwierdzenia w podsumowaniu, że wszystko to jest dziełem szatana i powinno się takich ludzi leczyć (tak jak niektórzy chcą leczyć homosexualistów). Nie chcę forsować tezy, że wszystko co tu zostało napisane mija się z prawdą. Bo tak nie jest. Jednakże jest to dość ortodoksyjne podejście, żeby nie powiedzieć zbliżone do propagowanego w pewnej toruńskiej rozgłośni radiowej. Co akurat na stronach "Racjonalisty" ma swój "smaczek".
Oczywiście tak jak w części NORMALNYCH zachowań sexualnych jest jakaś rozpiętość tak i w tym rejonie PATOLOGICZNYM, jak wielu ludzi tak różne podejśćie do tematu i wyeksponowanie jednej czy drugiej cechy mniej lub bardziej. Od minimum do extremum. Ustosunkowując się do tego o czym pisze autor, mam na myśli moje zachowania i stosunek do nich, czasami jakże extremalnie różny od punktu widzenia autora. Ale za to, że tak powiem z punktu widzenia praktyka ;-)
Sam tytuł "Wprowadzenie do psychopatologii.."
zakłada, że wszystkie te zachowania, są niejako chore ( wychodząc z definicji "patologii". Wydaje się, że wynika to z punktu odniesienia, jakim jest "NORMALNE" zachowanie. Staropolskie "konia z rzędem" temu kto określi ogólnoświatowe normy zachowań sexualnych. Wszystkie typy zachowań sexualnych są nierozerwalnie związane z miejscem i czasem ich występowania. Co jest "normą" tu i teraz nie było normą "tu ale wcześniej" ani " teraz ale w innym miejscu kuli ziemskiej". Samo używanie terminologii "norma", "normalny" wiąże się mi z próbą podniesienia własnej wartości tych, którzy używają tych terminów. Są LEPSI, ponieważ są NORMALNI. Statystycznie są poprostu w większości ( tu i teraz ), ale oni dorabiają do tego ideologię i oni są "cacy" a Ci "nienormalni" to są chorzy. Nie są inni! Oni są chorzy. To jest Patologia.
Umówmy się, że pomijamy tematy pedofilii,zoofilii oraz innych typów zachowań krzywdzących innych i wykonywanych w inny sposób niż na podstawie dobrowolnej akceptacji, dorosłych osób. W tym temacie chciałem wrzucić mój kamyczek do tego ogródka.
Jestem ciut starszy od autora i nie skończyłem tulu kierunków, co myslę nie przeszkadza bym wypowiedział się w temacie, który mimo całego doświadczenia zawodowego i przygotowania teoretycznego autora, jest mi bliższy gdyż znam go z autopsji.
I wcale nie czuję się "nienormalny" czy tymbardziej chory.
Myslę, że autor normalne zachowania sexualne chciałby sprowadzić do kontaktu genitaliów męskich i damskich, krótko mówiąc do penetracji (czy stosunku waginalnego jak pisze autor).
To jest NORMALNE gdyż tak robi większość.
Autor wymienia kryteria wskazujące na perwersję. Jako podstawę dalszych wywodów. A może zacząć od określenia definicji kontaktów sexualnych, czym są i do czego służą człowiekowi ( oprócz jedynie słusznego celu - prokreacji). Jeśli odrzucić potrzebę zmajstrowania kolejnego potomka, dlaczego zakładać konieczność penetracji waginalnej dla uzyskania przyjemności, bliskości. Zapewniam autora, że można cudownie razem przeżywać bliskość i uniesienie bez wkładania penisa do pochwy!! )
Czytałem kiedyś, że wszelka aktywnośc sexualna ma dostarczyć mózgowi określonych doznań, ale w sumie mózgowi jest obojętne w jaki sposób te doznania do niego dotrą.
Innymi słowy mózg nie różnicuje czy to przez stosunek waginalny, czy oralny, czy cokolwiek innego. Nabiera to znaczenia jeśli ubierzemy to we wpływ środowiska, wychowanie, kulturę w jakiej dany człowiek przebywa i wzrasta. Jego preferencje i ograniczenia narzuca sobie sam. Ktoś kto wyzwoli się z tych ograniczeń może zacząć myśleć inaczej.
Dla niego może się okazać, że STOSUNEK WAGINALNY nie jest jedynym i naj..naj..naj kontaktem sexualnym. Że jest częścią świata sexualności a nie wyznacznikiem i jedynym słusznym postepowaniem.
Jeśli człowiek z upodobaniem odnosi sie do innych części ciała partnera ( jak pośladki, stopy, włosy itp.) to jest perwersja, uprzedmiotowienie...(?)
"Oczywiście może się zdarzyć przypadek, gdy dla perwerta jego partner (np. żona) stanowi wartość,
darzy go on uczuciem itd. Jednak w akcie seksualnym koncentruje się on na tym wąskim "wycinku", który go podnieca."
Może się zdarzyć..niesamowite...pewnie to rzadkość i należę do ginącej rasy. I nie koncentruję się na "wąskim wycinku" /pochwie/
Myślę, że nie zaszkodzi tu trochę logiki. Proszę powiedzieć, która osoba koncentruje się na " wąskim wycinku, który go podnieca" ??
Osoba, której życie sexualne to stosunki waginalne? Czy osoba, która uwielbia także usta partnerki, jej pośladki, łono, brzuch, cycuszki, nogi, stopy itd. Czy dla tej "normalnej" osoby fetyszem nie jest WAGINA? Czy potrafi on doznać satysfakcjonujących udczuć erotycznych bez WAGINY?? I kto tu się ogranicza do "wąskiego wycinka"..(?)
Może mały cytacik: "Fetyszyzm polega na seksualnej preferencji jakiejś części ciała lub przedmiotu. Kogoś podnieca jedynie kontakt z włosami, kogoś innego - z pośladkami kobiety."
A kogoś podnieca kontakt z WAGINĄ. Pragnie on osiągnąć orgazm w kontakcie z WAGINA.
"W perwersji stosunek seksualny odbywa się więc nie tyle z Zosią czy Kasią, lecz ze stopami, pośladkami, z kobietą-związaną"
Tjaa... a w NIE-PERWERSJI stosunek odbywa się z ciałem astralnym kobiety. Choć niektórzy myślący mogliby powiedzieć, że nie tyle z Kasią czy Zosią, lecz z WAGINĄ -z kobietą związaną.
Czy patrzenie jednokierunkowe nie jest związane z postawieniem od początku tezy, że coś jest "cacy" a coś "bebe"?
"W innych przypadkach może chodzić o seksualny kontakt - jeśli można tak powiedzieć -
z pewnym wiekiem i jego właściwościam( ...)i zdeformowanym ciałem (dysmorfofilia)"
Zerknijmy na kolejną perwersję. Czy kontak seksualny z kobietą otyłą, nie jest dysmorfilią??
Dla mnie osaba otyła ma zdeformowane ciało...dla mnie jest aseksualna, ale nie wuważam tego za jedynie słuszny pogląd.
Czy ktoś kto ma 120kg żonę i uwielbia każdy kg jej wagi to zboczeniec? Wg normy pewnie tak...Poniecanie się powiedzmy zdeformowanym ciałem jest nienormalne, perwersyjne, chore...
ale podniecanie się laseczką o wymiarach 90/60/90 nie jest zrobieniem z tego fetyszu (?), ale innego. Obraz kobiety uważanej obecnie za atrakcyjną, nie był taki 100-200lat temu.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Przypuszczam że dla autora jak i dla
większości powiedzmy polaków ( czyli to będzie norma ) sexowna, ponętna i mile widziana jako
partnerka będzie kobieta zbliżona kształatami do panienki powiedzmy z wyborów miss World, czy ratowniczki ze SLonecznego Patrolu.
Proszę przeczytać relację Beaty Pawlikowskiej z podróży po Ameryce Południowej.
Tam w pewnym plemieniu, krótko mówiąc była kultywowana zasada "kochanego ciała nigdy za dużo"
Tam kobiety ze sporą nadwagą byłu najsexowniejsze, a nad panią Beatą biadoliły, że żaden facet jej
nie zechce taka chudzina i próbowały tuczyć... kto tu jest normalny? To plemię czy my?
Co jest patologią?
Mógłbym tu wrzucić jeszcze mnóstwo cytatów po przeczytaniu, których włos mi się jeży na głowie. Ale zajęłoby to mnóstwo miejsca.
Po łebkach odpowiem na śmiałe tezy, a Pan sam sobie przypasuje do czego piję.
Jesteśmy małżeństwem od 15 lat. Znajomi uważają nas za bardzo kochającą się parę, dziwiąc się nawet jak 15 lat po ślubie mozna być tak w siebie wpatrzonym jak na pierwszych randkach. Zapewniam, że można ;-). Pewnie wielu z nich zdziwiłoby się, że wg. Pana oceny jesteśmy zboczeńcami, perwertami, fetyszystami..i co tam Pan jeszcze nam wrzuci. Takiej bliskości jaka nas łączy mogłaby nam pozazdrościć niejedna NORMALNA para.
Przez lata dopasowaliśmy się i od kilku dobrych lat oddałem się żonie, co Pan określiłby jako związek sado-mas. Lubię czuć moje oddanie, lubię czuć że jestem w jej ślicznych rączkach. Ale nie jestem typem człowieka przegranego, luzera, mięczaka, ofiary, człowieka o słabym charakterze itp. jak to inne "fachowe" artykuły opisują osoby ze skłonnościami masoch. Poza związkiem z żoną jestem osobą wręcz apodyktyczną, buntownikiem, nie uznającym autorytetów, zwierzchnictwa, podczas imprez duszą towarzystwa, uprawiałem wyczynowo pełnokontaktowe karate. Moje oddanie, podporządkowanie żonie to wyraz mojego uwielbienia dla niej. Lubie poczuć jej dominację psychiczną jak też i czasem fizyczną. ( dla Pana dominacja to tylko latex, kozaki za kolana i pejcze, baty itp ). Taki jest właśnie obraz dominacji z płatnych stron SM czy bdsm. Zapewniam Pana że dominacją jest podporządkowanie się kobiecie nawet i koszulce nocnej i w jeansach. To cudowne uczucie kiedy facet ponad dziewięćdziesięcio kilogramowy, słucha pięćdziesięcio kilogramowej kobietki.
Uwielbiam pieścić jej stopy, pośladki, cycuszki, plecki, brzuszek, WAGINĘ (nie, nie mam żadnych uprzedzeń do cipki). Mogę godzinami całować i pieścić jest stopki, czy w nylonkach , rajstopkach, czy gołe, w bucikach i bez. ( jeden fetysz goni drugi ;-). Uwielbiam jej stópki czy rączki na moim penisie, możemy się temu oddawać godzinami ( zboczeńcy ). Uwielbiam całować i lizać jej pupkę i CIPKĘ. Mogę godzinami leżeć z głową między jej nogami, ona uwielbia mojego penisa w buzi.
"Pewne jest to, że fetyszystę normalny stosunek seksualny "nie kręci". Tjaa, pewnie nieźle Pan by się zdziwił jak bardzo mnie kręci, mimo że większośc roku spędzam na pieszczeniu żony BEZ stosunków waginalnych.
Nie unikam kontaktów waginalnych, nie przerażają mnie (!!). Szczerze mówiąc mógłbym się ciupciać codziennie ;-). Podnieca mnie i moją żonę to, że trzyma mnie ona w ryzach i nie jest to zbyt częste kiedy kiedy
Autor: Ryszard Dodano: 15-12-2005
Ryszard - część2   1 na 1
Nie unikam kontaktów waginalnych, nie przerażają mnie (!!).
Szczerze mówiąc mógłbym się ciupciać codziennie ;-).
Podnieca mnie i moją żonę to, że trzyma mnie ona w ryzach i nie jest to zbyt częste kiedy
wkładam swoje przyrodzenie w jej waginę. Oczywiście w naszym związku nie ma mowy o
bliskości prawda? Mamy dla siebie TYLKO całowanie, lizanie stóp, pieszczoty cycuszków,
pieszczoty dupki, WAGINY, penisa, pieszczoty oralne, pieszczenie rękami, nogami,
stopami, zabawkami erotycznymi ocieranie o różne części ciała gołe, ubrane w buciki,
pończoszki, rajstopki itd i jeszcze ileś tam aktywności nie wymienionych.
A jedną z tych aktywnosci jest stosunek waginalny. Jak wielką?
hmm. W bierzącym roku uśredniając wychodzi raz na miesiąc, ale z okresami bez i pół roku.
Ale jesteśmy blisko praktycznie codziennie! W jakiejś formie aktywności seksualnej.
I nieustannie towarzyszy nam odczucie bycia dwiema połówkami tego samego jabłuszka...
A "normalna" para co ma dla siebie? Stosunki waginalne... no nie wiem, kto tu ma zaburzenia.
Dodam, że podnieca mnie kolejna perwersja. W przeciwieństwie do mojego normalnego kolegi
który zrobił awanturę na całą plażę, gdyż jego zdaniem żona ubrała zbyt skąpy strój, mnie podnieca
że inni mężczyźni podziwiają wdzięki mojej żony. Żonę też... I przeraża mnie teora o moim
ukrytym homoseksualiźmie ( brrr... ) Do homo. nic nie mam, ich sprawa...Ale homo + ja...zaburzenia
osobowości...Nie boją się też kobiet, wręczo odwrotnie ciągnie mnie do nich odkąd pamiętam ;-)
Nigdy nie było dystansowania się wobec kobiet. Stosunki zawsze mnie kręciły i kręcą do dziś.
tylko dziś mój świat doznań erotycznych jest znacznie bogatszy. Podobno ludzie uczą się
całe życie.. ja się uczę...to jest moje zaburzenie, patologia... Zapewniam Pana , że potrafimy
doświadczyć odczucia "zlania się z drugim człowiekiem" . Nie miałem problemów z matką, nie była
ani zaborcza, ani nie czułem się opuszczonym dzieckiem. I mojego siusiaka jak najszybciej
chciałem utopić w jakiejś pochwie... Nic i nikt nie potrzebuje neutralizować "mojego lęku",
gdyż kobieta nie jest dla mnie czymś obcym i przerażającym !! Nie potrzebuje ratunku
w postaci czegoś "w rodzaju penisa" u kobiety!! Jestem fetyszystą i mówię tak " o prosze , kobieta
to nie tylko to ciało z CUDOWNĄ POCHWĄ,alę proszę zobaczyć ma jeszcze więcej tych cudowności.
Podnieca mnie, że czyha na mojego penisa i pragnę, żeby czyhała jak najwięcej i pragnę jak
najczęściej doświadczać uczucia zlania się z nią" Ostatnią rzeczą w którą chcę wierzyć jest to,
że kobieta ma penisa. A może to ukryte skłonności homoseksualne piszących takie uczone artukuły
sprawiają, że wszędzie oni widzą penisy...Trochę to rózne od tego co Pan pisał prawda?
Można powiedzieć diametralnie...Jestem perwertem i wbrew Pana opinii pragnę bliskości z drugą
osobą, a zwyczajna płciowość jest dla mnie atrakcyjna, nie odpycha mnie. Ale nie jest dla mnie
cąłym światem, a tylko jego częścią. Tak, ważne jest wystąpienie pewnego zestawu bodźców
które "dobrze się kojarzą, są podniecające. Pan jako przedstawiciel NORMALYCH stos. z kobietą,
pewnie nie ma zestawu bodźców, które się Panu dobrze kojarzą, które Pana podniecają.
Pana stosunek waginalny jest mechaniczny i beznamiętny ( ??) Nie ma Pan swoich preferencji?
Swojego zestawu bodźców? Podnieci Pana partnerka równie dobrze jak będzie brudna, przytyje
50 kg, lub popadnie w anoreksję, będzie chodzić w jakichś łachach, zacznie palić 2 paczki
papierosów dziennie, pić i śmierdzieć alkoholem. KAŻDY ma jakiś zestaw bodźców, które
się dobrze kojarzą. I ani mój zestaw nie musi Pana podniecać , ani Pana mnie. Jesteśmy
rózni, różnie ukształtowani, z rózną wrażliwością, róznym światopoglądem. Sensacyjne odkrycie.
a powinniśmy być tacy sami?? Ale ja nie nazywam Pana preferencji zaburzeniami, patologią...
Z żalem mogę stwierdzić tylko, że sam odcina się Pan od morza doznań, których
z powodu pewnych barier, jakie Pan wytworzył sobie Pan nie pozna.
Tak, można powiedzieć, że to nie narządy płciowe, lecz umysł jest głodny stymulacji.
Drogi Panie, mógłbym polecić Panu szereg książek, które mówią że sex jest w głowie,
wszystko zaczyna się kończy w głowie. Nie w penisie i waginie.
Dlaczego z uporem ( żeby nie powiedzieć przysłowiowo maniaka ) upiera się Pan, że "wąskie"
z klapkami na oczach, skoncentrowanie się tylko na narządach rodnych, na waginie, jest
jedyną prawdziwą, zdrową, normalną, nie patologiczną relacją.
Historia uczy, że takie jedyne drogi , prawdy...prowadzą do nietolerancji i fanatyzmu.
Wyznawcy jednej z jedynych prawd uchowali się jeszcze na Kubie i w Korei Pn,
a wyznawcy innej "jedynej" prawdy słuchają pewnej rozgłosni z Torunia.
Dzielenie zachowań seksualnych na normalne, nienormalne, patologiczne... jest przykładem
głoszenia kolejnej JEDYNEJ prawdy.
Ludzie mają problemy w kontaktach międzyludzkich posiadając normalne jak i nienormalne
skłonności skłonności. Jeśli to jest dla nich problem lub jeśli to krzywdzi innych przyda się
im pomoc. Ale nie sprowadzajmy wszystkiego do NORMALNYCH i nienormalnych zachowań
seksualnych. Świat doznań seksualnych to nie tylko stosunki waginalne, polecam
lekturę Tantry i Tao sexu i miłości. Polecam kontakty z osobami, które żyją we wspaniałych
długoletnich, bliskich związkach, które wyskoczyły z ramek "normalności" ...
Jesli chciałby się Pan dowiedzieć czegoś więcej na temat moich ( naszych ) zaburzeń,
a jest ich więcej ;-) służę pomocą.
Jest takie znane powiedzenie Williama Penn'a (idealista i założyciel Pensylwanii)
"Prawda jest prawdą, nawet jeśli wszyscy są przeciw niej, natomiast błąd pozostaje błędem,
nawet jeśli wszyscy są za nim"
Statystyki nie mają tu nic do rzeczy, moje zachowanie nie jest chorobowe, patologiczne,
nie jest zaburzeniem ( a co niby zaburza, opócz konserwatywnego widzenia świata osób
o innym światopoglądzie ). Jeśli 95% ma inne zdanie, robi inaczej, mają prawo, ale
ja też mimo że jestem w tych 5% ( procenty są przykładowe, z głowy..pewnie wielu
normalnych by się mocno zdziwiło jak wielu ludzi ma jakieś swoje fetysze mniejsze lub większe,
w sumie każdy ma. Dla "normalnego" fetyszem jest wagina i wkładanie w nią penisa.
W końcu :"Fetyszyzm polega na seksualnej preferencji jakiejś części ciała..." prawda?
Wagina jakby nie patrzeć JEST jakąś częścią ciała ;-)
Pozdrawiam Ryszard
Ps.:Jest taka scena w filmie "Nic śmiesznego" gdy główny bohater ( Pazura ) tłumaczy
rekwizytorowi ( Bończak ) jak ma zrobić PENISA MĘSKIEGO. Na co Bończak zdziwiony
"jak to męskiego, a są i damskie". Wszyscy się z tego śmieją, bo to niezły skiecz...
ale okazuje się, że jest i damski penis, matczyny penis. Podobało się to nam ;-))
Ps2.:Zastanawia mnie jeszcze określenie statusu kobiety w tym wszystkim. W Pana
artykule jest troche jak w analizie zdrady. Jak się słucha czasami to mozna odnieść
wrażenie, że zdrada zdarza się tylko mężczyznom. Nie ma w tym jakby kobiet.
Jak to słusznie ktoś zuważył, a niby z kim Ci mężczyźnie zdradzają te kobiety?
Sami homoseksualiści?
Tu podobnie, prawie wyłącznie mężczyźni są perwertami. On jest perewrtem, fetyszystą itd.
On całuje kobietę po stopach, po pupie, wkłąda penisa w stopy, pupę, w rękę...
no tak ale patrząc z drugiej strony. Jesli kobiecie sprawia to przyjemność to ona
uprzedmiotawia jego usta? język? penisa? Facet całuje stopy, to nie pieści kobiety
tylko stopy. Ale ona ma całowane stopy to nie jest pieszczona tylko dotykana
ustami i językiem. Nie widzi w tym akcie mężczyzny tylko jego wycinki ciała, usta język itd.
Trochę zagmatwana ta rejonizacja. Łatwiej mają "normalni" jak całują w usta, to całują kobietę
(nie usta ) jak wkładają penisa w waginę (to pieszczą kobietę ) nie wycinek ciała kobiety.
Rejonizacja i ...demagogia (??)

Jakby na zamówienie komentarz do jednego tematu.
Dziś czytałem na wp.pl : o kobiecie, która straciła pracę,
bo zdaniem pracodawcy była... za gruba.
No tak. Nie pasowała w wyobrażenie statystycznego , normalnego faceta o pociągającej
kobiecie. No bo komu może się podobać kobieta z nadwagą ( pewien rodzaj zdeformowania ),
jakiemuś zboczeńcowi prawda? Z pewnym rodzajem dysmorfofilii...
Autor: Ryszard Dodano: 15-12-2005
Ryszard - Z pomocą Panu Grzesiowi   1 na 1
Szukając kiedyś tematów o fetyszyźmie stóp, wyszukiwarka doprowadziła mnie na geyowską stronę, gdzie panowie opowiadali sobie o swoim fetyszyźmie...stóp. Niektórzy udawali się na pielgrzymkę jako volontariusze, gdzie wystepowali jako osoby myjące pielgrzymom zmęczone stopy.
dla takiego foot fetyszysty to byl raj na ziemii...
W przypadku heteroseksualnym zainteresowanie stopami jest poszukiwaniem pierwiastka fallicznego w kobiecie by odwrócić uwagę fetyszysty od jej kobiecości itd.
W przypadku homoseks. pewnie jest to poszukiwanie pierwiastka kobiecego w mężczyźnie by odwrócić uwagę od jego męskości. No tak a jak będzie w przypadku fetyszysty bisexualnego...
Jeśli wyczuwalna jest tu nutka ironii, to nie jest to błędne odczucie ;-)
Autor: Ryszard Dodano: 15-12-2005
Ryszard - Uwaga końcowa
Nie mogę się oprzeć by jeszcze raz nie wyeksponować głównej myśli, która mi przyświecała odpowiadając na ten artykuł.
Ludzie mają problemy ze sobą, z akceptacją siebie, z zawieraniem związków, z komunikacją itd..itd...
Ale mają je zarówno ludzie z pewnymi niekonwencjonalnymi upodobaniami seksualnymi, jak i Ci "normalni". Jeśli zastanawiać się nad problemami, ich przyczynami, tu odnośnie wszystkich. To w jaki sposób realizują się seksualnie nie jest wyznacznikiem.
Przecież wśród "normalnych" są osoby z kompleksami, bojące się kobiet, osoby bojące się pogłębienia związku, zaliczające panienki, osoby które nie widzą kobiety, widzą jej waginę, chcą sobie ulżyć, odbyć stosunek waginalny ( normalny) spuścić się i ..zapomnieć o kobiecie, szukać nowej zdobyczy, nowej cipki do zaliczenia. Są mężowie którzy poza małżeństwem szukają nowych WAGIN do zaliczenia w "normalnym" sotsunku waginalnym", są mężowie, z którymi rozmawiam i oni idą do domy przelecieć żone i dziś się spuścić do buzi czy do środka. Ja idę do domu wypieścić moją żonę, dać jej radość, sprawić by odpłynęła, oni idą sobie ulżyć. Znam mnóstwo osób o normalnym podejściu do sexu, którzy traktują kobiety przedmiotowo.
Problem dotyczy stosunków międzyludzkich i objawia się zarówno w przypadku osób prowadzących "normalne" jak i " nienormalne" życie sexualne.
Można pisać ciekawe artykuły o różnych sposobach
zaspokajania swoich potrzeb seksualnych. Można pisać o różnych problemach, które dotykają ludzi.
Połączenie tego w jedną całość, pisanie jednostronne, trąci zamieżoną lub niezamieżoną manipulacją i stronniczością. A przecież nie należy oceniać badanego przedmiotu, gdyż badanie staje się nieobiektywne.
Myślę, że całe książki możnaby pisać i anzalizować pożycie seksualne "normalnych". Dlaczego jedni wolą uprawiać stosunki waginalne w taki a inni w inny sposób, dlaczego Ci wolą na stojąco a inni na siedząco, jedni z przodu inni z boku, a jeszcze inni od tyłu. Jedni przy świetle inni po ciemku.
Jedni głośno inni cicho. Jedni z całowaniem inni bez, jedni z patrzeniem w oczy inni z zamkniętymi oczami. Jedni w ubraniu inni bez, jedni szybko inni wolno, jedni często inni rzadko. Jedni ze spuszczeniem, inni bez...itd..itp...
Znaleść przyczyny, zanalizować, dopasować..tylko .. po co? Posuniemy się dalej? ( tzn.:Pan z innymi badaczami ) określimy bardziej szczegółowe kryteria "normalności". Może takie?
Normalne zachowanie seksualne to stosunek waginalny pary heteroseksualnej, w pozycji klasycznej, trwający od 5 do 10 min, z niezagłośnymi odgłosami spółkowania, przy zgaszonym świetle, najlepiej pod kołderką.
Tylko w łóżeczku przed spaniem, dopuszczone rano.
Ze spuszczeniem się do środka kobiecie. Bez stosowania sztucznych środków zapobiegania ciąży.
Nie powtarzany zbyt często, by nie doprowadzić do przerostu zainteresowania sexem nad zainteresowanie kobietą.Oczywiście tylko po ślubie
. Nie uprawiany przez osoby starsze, nie mogące mieć dzieci... może jeszcze ojcec dyrektor cośdołoży od siebie...
Złudna wiara, że można wszystko opisać, zmierzyć, określić...
"Jeżeli wiesz wszystko, to znaczy, że zostałeś źle poinformowany."
[przysłowie chińskie]

Pozdrawiam
Autor: Ryszard Dodano: 15-12-2005
Damian Janus - Analizuję nie piętnuję
Panie Ryszardzie, przede wszystkim dziękuję za komentarz. Komentarz ze strony, jak pan to określił, praktyka. Pana widzenie sprawy ma dla mnie wartość, gdyż pozwala mi, jak każda informacja, na ewentualną modyfikację mojego rozumienia zagadnień. Z drugiej strony Pana komentarz mobilizuje do skorygowania wrażenia jednostronności, czy nawet ideologiczności, jakie mógł wywołać mój tekst. Co do tej jednostronności i skrótowości, jest ona wpisana w formułę tych artykułów, które ze względu na małą objętość muszą być jedynie otwierające zagadnienia, a nie je wyczerpujące. Druga, może ważniejsza sprawa, to to, iż artykuł ten - jak i pozostałe - należy czytać w świetle poprzednich. Chodzi o zrozumienie mojego (i psychoanalitycznego) ujęcia tego, co "patologiczne", a więc znaczenia słowa "psychopatologia" (szczególnie chodzi o art. pierwszy). Jako psychopatologiczne określam to, co jest wynikiem psychoanalitycznie rozumianych obron i kompromisów, a więc struktury objawowe. Jednak, i tu jest pies pogrzebany, wynikiem obron jest cały nasz charakter (osobowość), naturę kompromisową mają najnormalniejsze sny itd.! A więc, aby być w zgodzie z logiką, wszelkie życie psychiczne można by nazwać patologicznym! Za chwilę spróbuję jakoś wybrnąć z tego paradoksu (jeśli nie pozornego bezsensu). A teraz z kolei norma. Normy nie definiuje się w psychoanalizie jako jakiegoś określonego stanu. W zasadzie jest ona jedynie teoretycznym, biegunem przeciwnym tego, co patologiczne. Nie jest więc to żadna statystyczna średnia, naukowa wizja, drobnomieszczański ideał, katolicki cel itp. W zasadzie to norma nie istnieje! Mimo to, patologiczne istnieje. Skąd to wiadomo, jak to dostrzec? Otóż są nim blokady, obawy, wszelkiego rodzaju uniki, jakie wykazuje człowiek. Nie jest więc powiedziane: "Powinieneś lubić tort orzechowy!" (bo to jest "normalne), lecz jest postawione pytanie: "Dlaczego tak silnie unikasz tortu orzechowego?". Czy widać różnicę? Nie mówi się o ludziach jedzących orzechowce, jako o wzorcach zachowań. Takich wzorców nie ma. Jednak nie pozostawia się bez analizy tego, dlaczego ktoś nienawidzi tortu (lęka się go, brzydzi, boi, wstydzi itp. itd.)
I tak właśnie objawia się fetyszyzm. Przynajmniej w wielu przypadkach. Do tego dochodzi różne nasilenie takich zachowań. Jeśli o Pana chodzi to najprawdopodobniej nie jest pan na końcu kontinuum perwersji (np. tam, gdzie zadowalałby się pan samym bucikiem, bez żony i bez kobiety w ogóle....). Jednak jeszcze raz podkreślam, nie chodzi o ocenianie a tym bardziej piętnowanie kogokolwiek.
Bardzo trafnie zauważył Pan, że uprzedmiotowienie w relacji seksualnej może, i niejednokrotnie występuje w ramach "normalnych" stosunków seksualnych. Oczywiście. I Pana związek może być o niebo lepszy od niejednego "normalnego". Dalej, w "normalnym" seksie jest nieraz, a może zawsze, wiele elementów fetyszystycznych (takie piersi, a takie pośladki, taki kolor włosu, i żeby miała niski głos... itp.). Cała seksualność zawiera takie, że tak powiem, "symboliczne włączniki". Czy jednak nie jest faktem, iż nagromadzenie takich "symbolicznych imperatywów", ich sztywność, skrajne udziwnienie, ich oddalenie od fizyczności partnera (przedmioty), nie będzie prowadzić raczej do trudności w związku i nie jest raczej objawem problemów z relacją, niż drogą do bliskości? Oczywiście mówię generalnie, nie w odniesieniu do konkretnej osoby. Poza tym, każdy objaw ma funkcję stabilizującą, a więc w czymś nam przeszkadza, lecz za to coś innego nam umożliwia. A więc i perwersyjna seksualność może być drogą do relacji z drugim człowiekiem, która bez obron perwersyjnych byłaby trudniejsza lub niemożliwa....
Zagadnienie jest skomplikowane, lecz dziękuję za cenny głos. Pozdrawiam, Damian Janus (poza kręgiem toruńskiego radia :)
Autor: Damian Janus Dodano: 18-12-2005
MeSLn - bez tytulu
hmm czytajac artykul zupelnie sie niezgadzalem sie z wieloma rzeczami. Wystepuje moze takie przypadki fetyszystow ktorzy sie boja stosunkow jak ot pan okreslil ''waginalnych'' ale to wystepuje u wszystkich bez wzgledu na upodobania wiek i tysiace innych kategorii. Sam jestem fetyszysta dosc mlodym i dopiero poznaje te wszystkie rzeczy jedne wydajace sie normalne drugie ''inne''.Natomiast niemam zadnych lekow przed tym stosunkiem z kobieta a co wiecej jakis sztuzny penis u partnerki wywoluje u mnie obrzydzenie jak homoseksualista w biustonoszu.. Przeczytalem komentarz pana ryszarda i jestem pod wrazeniem.. chcialem powiedziec ze mam podejscie do tego dokladnie jak pan ryszard pomimo tego ze niemam doswiadczenia za bardzo w sprawach sekseualnych to fetyszysm jest dla mnie jakby dodatkowa hmm no nie wiem.. jakby kolejna nowa mozliwoscia czyms ciekawym rozszerzeniem.. nie no ale z tym penisem u kobiety to smiech:D:D pozdrawiam pana i zamiast tych wszystkich ukonczonych studiow poznal bym to wszystko w praktyce rozmowach z ludzmi..bo tak to jest jakby tylko pana punkt widzenia ktore moze zmylic wielu ludzi.. peace..
Autor: MeSLn Dodano: 30-04-2006
Damian Janus - to nie jest tylko z głowy...
Króciutko: koncepcje takie, jak powyższa nie powstają z wydumania. Jest to skrótowy, może nieco symboliczny, opis tego, co ujawnia psychoterapia psychoanalityczna (która jest czymś o wiele bardziej "gęstym" informacyjnie niż dziesięć najszczerszych rozmów). Jest to opis fantazji i przeżyć normalnie nieświadomych - dlatego, zgadzam się, może dla świadomości być śmieszny. Jednak pacjent w terapii psychoanalitycznej może być o wiele bliższy takiemu widzeniu swojego problemu. Przynajmniej jeśli chodzi o lęki przed kobietami, "niepojętość" matki itd., kwestia kobiecego penisa jest, i owszem, do pewnego stopnia metaforą (ale nie do końca).
Autor: Damian Janus Dodano: 02-05-2006
Jan z Czarnolasu - Krótko i na temat
Przykro mi to napisać, ale Pana autora poniosła jakaś "radiomaryjna" fantazja. Odnosze to głównie do fetyszyzmu... stek bzdur. Drogi Panie czy daltonista może powiedzieć coś mądrego o kolorach ???!!!!
Autor: Jan z Czarnolasu Dodano: 25-05-2006
Damian Janus - Proszę jaśniej
Ciekawi mnie dlaczego to, co napisałem jest kojarzone z Radiem Maryja (jak rozumiem z jakąś ideologią, religią, postawą katolicką)? Może trochę więcej konkretów? Ciekawe jest też to, że wypowiadąją się jedynie fetyszyści i na temat fetyszyzmu. Może odezwie się np. jakiś ekshibicjonista lub ktoś zabierze głos na ten temat? Muszę powiedzieć, że pan Ryszard napisał przynajmniej kilka trafnych obserwacji, a jego wypowiedzi nie były pozbawione sensu i argumentacji. Nie można tego powiedzieć o wszystkich.
Autor: Damian Janus Dodano: 26-05-2006
Jan z Czarnolasu - Ad vocem
Drogi Panie, nie chodziło mi o poglądy tego radia, a raczej o sposób ich prezentowania, radykalny i oderwany od rzeczywistości...
Skoro negatywne komentarze dotyczą fetyszyzmu to chyba widoczny znak dla Pana, że zupełnie 'sknocił' Pan ten fragment swojego opracowania i poniosła Pana filozofia...
Najlepszy jest ten oto framgment: "Fetyszystę przeraża różnica płci, ściślej mówiąc "komplementarność" jaka z niej wynika. Stawia go ona w pozycji owej "drugiej połowy pomarańczy", czyli wobec tego, że właściwie jest on tylko jakimś dopełnieniem drugiego człowieka (kobiety). Narządy płciowe kobiety (pochwa) są tego widomym znakiem. Dlatego unika normalnego stosunku, który ma w sobie element zlania się z drugim człowiekiem."
Fetyszyzm jest pojeciem bardzo szerokim, a Pan zupełnie jak się domyślam dowolnie zrównał wszystkie jego 'odłamy' w jedną jakąś paskudną perwersję odrywając zupełnie od człowieka, czy kobiety wreszcie, a wręcz przeciwstawiając go kobiecie. Fetyszysta wg Pana boi się kobiety i dlatego swoje zainteresowanie kieruje tylko do fragmentow jej ciała czy ubioru.
No a tego fragmentu to juz w ogole nie jestem w stanie rozszyfrowac: " Fetyszysta więc stale coś kobiecie "doprawia". Fetyszysta do końca chce wierzyć, że kobieta ma penisa. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że ona go nie ma, jednak jego postępowanie możemy rozumieć jako próbę odsunięcia tej trudnej świadomości od siebie."
To jakas filozofia czy koncepcja naukowa?
I na koniec chcialbym zapytac skad Pan zaczerpnal swoja wiedze na temat fetyszyzmu? Zeby o czyms pisac nalezaloby przynajmnie tego 'dotknac'...
Autor: Jan z Czarnolasu Dodano: 27-05-2006
Damian Janus
O fetyszyzmie można poczytać w różnych opracowaniach psychoanalitycznych, niestety nie ma ich w języku polskim. Klasyczną pracą jest praca S. Freuda "Fetischismus" (prawdopodobnie jest tłumaczenie w książce Pospiszyla "Freud"). Moje ujęcie jest własną próbą krótkiego otwarcia tematu (rozumienia tego zjawiska) na podstawie moich obserwacji, jest ono jednak niesprzeczne z ujęciem Freuda i pracami psychoanalityków, którzy się tym zajmowali. Opisy w stylu "komplementarności płci" itp. są rzeczywiście nieco poetyckie i mogą robić wrażenie jakiejś filozofii, jednak w ten sposób próbuję dać zwięzły opis doświadczenia psychoanalitycznego. Chodzi więc o lęki, fantazje, emocje i nieświadome przebiegi psychiczne jakie ujawnia człowiek w czasie psychoterapii psychodynamicznej - w tym wypadku osoba z tendencjami fetyszystycznymi (nota bene nie "leczona z powodu perwersji" ale biorąca udział w terapii ze względu na, nazwijmy to, nieradzenie sobie w życiu). Mogę nawet się zgodzić, że całe to ujęcie jest bez sensu. Jeśli ktoś lepiej powiąże materiał psychoanalityczny. A materiał ten układa się w pewną nieprzypadkową całość: lęki i myślenie osoby z fetyszyzmem są charakterystyczne, jej potrzeby seksualne jakoś dziwnie związane z całym stylem jej funkcjonowania, jej wczesne przeżycia właśnie takie a nie inne... Jest to problem z wszelką dyskusją o psychoanalizie - w jej trakcie zdobywa się wiedzę, która normalnie nie jest dostępna - nie piszą o tym gazety, nie ma o tym w telewizji, a jak widać nawet w polskojęzycznych książkach trudno to znaleźć. A gdy już się o tym napisze to może to brzmieć śmiesznie, kuriozalnie, absurdalnie. Czy lepiej o tym milczeć? P.S. Ma wyjść książka na temat psychoanalitycznego rozumienia perwersji w Gdańskim Wydawnictwie Psychologicznym. Może za jakiś czas ja też coś o tym napiszę. Z pewnością wezmę pod uwagę wszystkie głosy na ten temat. Proszę (!) pamiętać, że te teksty, które tu zamieściłem to jedynie szkice - nie można ich traktować jak pełnowymiarowych, barwnych i szczegółowych obrazów.
Autor: Damian Janus Dodano: 28-05-2006
Jan z Czarnolasu - No comments
Z całym szacunkiem dla Pana i Siegmunda Freuda... Wielki Mistrz zmarł w 1939 roku, mamy rok 2006...świat się chyba trochę zmienił... A od czasów Kopernika odkryto wiele planet... Pozdrawiam i życzę wiecej badawczej dociekliwości...
Autor: Jan z Czarnolasu Dodano: 02-06-2006
Damian Janus
Świat... i owszem - ludzie i ich psychika... ani trochę Pozdrawiam
Autor: Damian Janus Dodano: 02-06-2006
Iwona - smutne
Najpierw myśkałam, że zamieszczenie tego tekstu na stronach racjonalisty to jakis żart. potem że może autor sobie żartuje i nie chce by te wypociny traktowac poważnie ale dochodzę do wniosku, że to wszystko pomimo pozorów paranoi jest na poważnie. Właściwie do tekstu nie ma się co odnosić - godzien Radia Maryja. Problemem jest autor i jego funcja społeczna. Z takim poglądami??? To horrendum !!! Omijać go jak największym łukiem. Współczuję też jego partnerce. Biedna kobieta nigdy w życiu nie zazna radosnego, barwnego, porywającego i satysfakcjonującego choćby odrobinkę wykraczającego poza "stosunek waginalny" seksu i jesli ma choć ksztynkę godności to zawsze będzie sie czuła jak urynał tego pana. Smutne że mamy takich "psychologów klinicznych".
Autor: Iwona Dodano: 22-02-2007
Damian Janus - Trudno bez emocji (mnie już także...)
Trzy sprawy: po pierwsze, nie wiem na jakiej podstawie jest oceniana jakość mojego życia seksualnego. Abstrahuję od tego. Druga rzecz. Nie tylko poziom wiedzy psychologicznej jest niestety mizerny - to może być zrozumiałe, nie każdy musi studiować psychologię, szkolić się, superwizować i mież doświadczenie kliniczne. Jednak również poziom dyskusji. Własna niewiedza i być może własne drażliwe punkty są podnoszone do rangi kryteriów oceny wiedzy wypracowywanej przez lata, przez wielu (bo nie tylko ja się przyczyniłem do powstania tego zarysu rozumienia perwersji) ludzi. I ma się tupet by z pozycji - nie można tego inaczej nazwać - dyletanta wygłaszać nie tylko kategoryczne, ale i obelżywe stwierdzenia. Powyższy mój tekst - o czym już pisałem - wymaga wielkiego uzupełnienia, aby był dobrze zrozumiany. Jednak wcale nie mam na to ochoty. I ostatnia sprawa. Ponownie to Radio Maryja. Jest to bardzo charakterystyczne, że istnieją w zasadzie dwie opcje dyskusji, i obie są niestety polityczno-ideologiczne a nie naukowe! Pierwsza jest, tak ją nazwijmy, "liberalno-lewicowa", a druga - "prawicowo-konserwatywno-klerykalna". Każda wiedza, która pokazuje, jakiekolwiek prawa, zasady czy biologiczno-psychologiczne ograniczenia i uwarunkowania (że np. jest różnica pomiędzy seksualnością taką a inną) naraża się na to że zostanie uznana za należącą do tej drugiej grupy. Wolność bowiem ma być bezwzględna! Kim się stanę w oczach tak wyrobionych "myślicieli" jeśli powiem, że usunięcie ciąży - jak pokazuje terapia - pozostawia trwałe ślady w psychioce kobiety? Klerykałem? Ciemniakiem? Ideologiem? Mój problem polega na tym, że jestem obserwatorem i myślę...
Autor: Damian Janus Dodano: 22-02-2007
~mlody_fetyszysta - Krótka historia
Pomijam niedomówienia jakie pojawiły się w artykule (wstręt do kobiet? obawa?) - czegoś takiego u mnie nie zaobserwowałem. Jednak mam pewne problemy. Jak traktować tą dewiację (?) na własnym przykładzie? Jak się z tym czuć? Nigdy nie współzylem seksualnie (mam dopiero 16 lat), w dziecinstwie rozwijalem sie prawidlowo, jednak nieświadomie przez kilka lat wyrabiałem w sobie pożądanie do pewnego przedmiotu (którego nie mogłem osiągnąć). z radością i satysfakcją osiągnąłem pierwszy wytrysk, byłem z tego dumny. Po kolejnych masturbacjach wyobrażałem sobie, że kiedyś zrobię to z kobietą, jakie to miłe, itp... Jednak nie zdawałem sobie sprawy, że "wdrukowuję" sobie jakieś inne wzorce. Zadowalał mnie ten przedmiot. Nagla przyszło opamiętanie, uświadomiłem sobie, że to co robię wydaje sie byc nieco dziwne. Zacząłem na siłę 'wtłaczać' do tych mysli dziewczyne, kobiete i łączyć ją z tym obiektem. Wychodziło nieźle, ale cały czas wiem, że to raczej ten obiekt powodował satysfakcję, a nie sama dziewczyna. Wypowiedz p. Ryszarda nieco mnie podbudowała, ale teraz jestem tym załamany. Kontaktu z dziewczynami się nie boję, marzy mi się normalna rodzina i dzieci, jednak dowiaduje się, że to zjawisko wyklucza prokreację (?), tak gdzieś wyczytałem. Nabrałem wstrętu do siebie, chcę to z siebie wyrzucić, teraz zaprzestałem myślenia o tym, skonczyłem z samogwałtem, jednak czuję, że to we mnie dalej siedzi.
Czy jest jeszcze szansa zmienić te upodobania, ukształtować sobie na nowo, aby choć trochę zbliżyć się do tej (niekoniecznie dobrej) normy?
Jak sobie pomóc? Czy mam jeszcze na to czas?
Pomocy!
Autor: ~mlody_fetyszysta Dodano: 01-04-2007
jakaśtam - w obronie...
hm, ale duzo tu sie zadzialo. mozna by powiedziec, ze wystapil tu pewnego rodzaju mechanizm. pojawil sie jeden glos za ktorym poszla reszta. wydaje mi sie, ze gdyby sam autor (jak to zrobil "szalenie dobry w tych sprawach" Pan Ryszard)wcielil sie w role pozytywnego bohatera swojego opowiadania jako ten , ktory mimo wszystko lubi w lozku nieco urozmaicenia, a na swoim tle przedstawil sylwetke tego, ktorego zachowanie zalicza sie jednak do patologii, to artykul ten nie wywolalby takiej negatywnej reakcji. podejrzewam, ze Pan Ryszard zrozumial w czym tkwi szkopul, czego nie mozna powiedziec o reszcie, ktora z braku jakiejkolwiek szerszej wiedzy na ten temat sama siebie okresla mianem fetyszystów, do ktorych w ten sposob rozumowanych sama moglabym sie przylaczyc. mimo iz sam artykul wydal mi sie dosc radykalny, trzeba usprawiedliwic nieco autora z niemozliwosci szerszej wypowiedzi, a samo ukazanie istniejacego problemu uwazam za sluszne i ciekawe. mimo iz do psychologicznego kregu nie naleze. pozdrawiam wszystkich!
Autor: jakaśtam Dodano: 26-05-2007
GrX - Błędy merytoryczne   1 na 1
Witam.
Z przykrością muszę stwierdzić iż pomimo wiedzy autora, popada co chwilę w błędy merytoryczne.
Być może przez niedostateczne rozeznanie w temacie,
a być może poprzez
brak dystansowania (będącego dobrym zwyczajem w świecie nauki).
Przez to artykuł może WPROWADZIĆ W BŁĄD niedouczonego w dziedzinie czytelnika.

Mam tu głównie na myśli stworzenie deformowanego obrazu fetyszysty, pasującego tylko do wąskiej grupy fetyszystów.

Wogule nie obejmuje ludzi u których perwersyjność jest kwestią wyrafinowania w sztuce miłosnej tworzonej jako para przy zarówno zdrowej i normalnej więzi emocjonalnej, jak i seksualnej oraz wzajemnym zrozumieniu i zgodzie...
itd.

Trudno krótko ująć co jest nie tak gdyż właściwie do każdego akapitu bym mógł się przyczepić.
W skrócie : DO ARTYKUŁU TRZEBA PODCHODZIĆ Z DUŻYM DYSTANSEM !.
Autor: GrX Dodano: 08-07-2007
Damian Janus
Dziękuję za tę uwagę. Rzeczywiście opisuję fetyszyzm par excellence, czyli taki w którym istnieje przymus zainteresowania fetyszem oraz jedynie kontakt z fetyszem daje pełne zaspokojenie seksualne. Istnieją też pewne "zabawy fetyszystyczne", w których nie ma tak silnego ukierunkowania libido na fetysz.
Autor: Damian Janus Dodano: 09-07-2007
GrX - Dystans -> a dużo się dowiesz
Właśnie, tylko gdyby trochę dystansu i trochę uwag (dla osób nie w temacie) że jest opisywany wąski aspekt każdej z odmian, a artykuł super. Gratuluje opracowania.

/* Mnie bardzo spodobało się trafne spostrzeżenie iż ponieważ w grę wchodzą poza cielesnością również symbolika, znaczenia, itp. wytwory charakterystyczne dla intelektu stąd można postrzegać fetyszystyczne podejście jako bardziej wyrafinowane,artystyczne poprzez przypisywanie znaczeń, włączenie umysłu w grę seksualną ... :) */

Więc tak jak w moim poprzednim komentarzu:
CZYTAĆ Z DYSTANSEM , a można się czegoś DOWIEDZIEĆ. :)
Autor: GrX Dodano: 10-07-2007
Zainteresowana - Sutecznośc psychoterapii w przypaku perwersyjnej s
Czy perwersyjna struktura osobowości jest podatna na psychoterapię?
Proszę o szczerą odpowiedź autora tego art.
Z góry dziękuję.
Autor: Zainteresowana Dodano: 19-09-2007
Damian Janus
No cóż, na pewno są to jedni z najtrudniejszych pacjentów. Perwersyjność może mieć różny stopień nasilenia. Można mówić o zboczeniach i perwersyjności. Zboczenia byłyby zachowaniami impulsywnymi, chyba prawie niemożliwymi do zmiany bez okaleczenia osobowości lub/i mózgu (można wytworzyć awersyjne odruchy warunkowe, lęk na widok tego, co kiedyś pociągało lub dokonać operacyjnego wycięcia pewnych obszarów mózgu). Perwesyjność nadaje się do psychoanalizy, lecz mało takich ludzi na nią trafia - na ogół starają się czerpać maksimum zadowolenia i minimum zagrożenia ze swojego stylu funkcjonowania, niż coś zmieniać. Zmianę postrzegają jako opresję narzucaną im przez większość.
Autor: Damian Janus Dodano: 19-09-2007
Zainteresowana - psychoterapia
Dziekuję Panu za odpowiedź. Jak rozsądzić, gdzie jest jeszcze perwersja poddająca się psychoterapii, a gdzie jest zboczenie? Czy perwert jest wstanie to ocenic? Z tego co wiem, zboczenia z czasem nasilają się, czy dla takich ludzi na prawdę nie ma nadziei na zmianę?
Czy sama świadomość pacjenta, że taki styl jest odchyleniem od normy i zapewne implikuje tez inne niedostrzegalne problemy, chociażby doprowadzające do spłycenia, obniżenia jakości życia, jest wystarczającym powodem dla rozpoczęcia terapii? Czy dyskomfort z samego powodu bycia innym to na na początek wystarczaja motywacja?
Wielu klinicystów twierdzi, że jednak ludzie z problemem perwersji niekoniecznie są zupełnie pozbawieni superego. Potrafią odczuwać z powodu swoich czynów wyrzuty sumienia, dyskomfort psychiczny. Pan zaś pisze, że "P... nadaje się do psychoanalizy, lecz mało takich ludzi na nią trafia - na ogół starają się czerpać maksimum zadowolenia i minimum zagrożenia ze swojego stylu funkcjonowania, niż coś zmieniać. Zmianę postrzegają jako opresję narzucaną im przez większość."
Autor: Zainteresowana Dodano: 20-09-2007
zainteresowana - cd.
cd. Może w świetle dostępnej literatury perwrci postrzegają swój problem, z którym mieliby się zwrócić do kogoś o pomoc, jako problem niemałego kalibru i nie widzą sami dla siebie ratunku. Z ich strony może więc lepiej zaakceptować to czego zmienić się nie da czy ma niewielkią szansę na zmianę. Z tonu Pana wypowiedzi też odniosłam wrażenie, że walka z takim problemem to jak walka z wiatrakami. Czy wg. Pana to jest aż tak beznadziejny problem? Czy rzeczywiście tkwi tylko w pacjentach? A może czasem nastawienie i profesjonalizm psychoterapeutów zawodzi?
Nie wiem czy dobrze rozumiem, ale zawsze wydawało mi się, że jeżeli człowiek rozumie, że jest "odwórcony" , to z tego równie dobrze może wnioskować, że otaczającą rzeczywistośc też będzie postrzegał w sposób karykaturalny. Musi wtedy powstawać w jego umyśle nieznośny dysonans powodujacy brak zaufania chociażby do swoich odczuć, sądów i twierdzeń. W takim chaosie trudno przecież o pogodę ducha i zdrowe relacje z innymi.
Autor: zainteresowana Dodano: 20-09-2007
kowalska   1 na 1
Jestem zaciekawiona tematem... mam tylko pytanie - o definicję normalności . I granice gdzie zaczyna sie perwersja , a gdzie zboczenie .
Dla mnie - granice te wyznaczamy sobie sami , czy to pod wpływem ogółu czy też własnych przemyśleń. Jednak podstawową zasadą jest nie szkodzenie i dobrowolność. Zachowania sadomasochistyczne ( w trzech opcjach - dominujące , uległe i switche- stosujące te dwie opcje zamiennie ) u osób świadomych to nie tylko uprzedmiotowiony seks . To , jak ja to określam , współodczuwanie .
Uważam więc sztywne reguły i granice wyznaczające tzw. normalność za chybione .
Autor: kowalska Dodano: 16-01-2008
adam - ..pokora, albo argumentacja..
Szkoda ogromna,że artykuł jest dla dyletantów pozbawionym kontekstu merytorycznego wobec szerszej wiedzy psychologicznej wyznacznikiem odautorskiego światopoglądu.Tak zawieszony w próżni niewiedzy czytających może rzeczywiście sprawiać w subiektywnym umyśle wrażenie ataku i stronniczości.Sam artykuł jest rzeczowy,do patologii dochodzi on w drodze poznawania przyczyn konsekwencji problemów wynikających z seksualności której symbolika nie rzadko rysuje strukturę emocjonalną danego człowieka.Patologia to pojęcie pejoratywne,ale zasadność użycia tego pojęcia nie wynika z poglądów autora, on nie szuka teorii, która będzie pasowała do jego poglądów na dany temat,w psychologii takich teorii nie ma.To jest hermetyczna aksjologia i nie odnosi się do wszystkich dziedzin poznania.Może diagnozować,że dysonans jednostki wobec obyczajów powoduje w niej dysharmonie,ale nie oznacza to,że obyczaje te wg.psychologii są słuszne, tym bardziej psycholog musi się wstrzymać od własnych przekonań i wysłuchać człowieka.Co kraj to obyczaj a psychologie nadal mamy jedną.To nie kulturo-znawstwo,mowa o psychologii,o człowieku jako osobie,a nie o obywatelu.
Autor: adam Dodano: 07-08-2008
adam - łopatologicznie..
Może inaczej, łopatologicznie.Psycholog zdiagnozował u pacjenta,że problem jego braku akceptacji własnego ciała wynika z kanonów piękna które serwuje papka obecnej kultury masowej.Pasowa sytuacja, prawda?Co ma psycholog porazić?Ma powiedzieć pacjentowi: Dostosuj sie do norm większości?Albo:no to mamy proszę pana przypadek patologiczny, bo odstający od norm społecznych,to się nadaje do chirurgii,żegnam Pana,powodzenia?Nie!Psycholog szuka kompromisu w przyczynach dyskomfortu wewnętrznego,alternatywy,jest mediatorem.Nie usunie kultury z pola widzenia pacjenta,nie zoperuje ani nie zaproponuje operacji plastycznej.Trzeba siebie zaakceptować,i droga do tego po wertepach w walce z taką siłą jak mas-media.To,że problem w człowieku wynika z przyczyn jego społecznego wyalienowania,nie znaczy,że jedynym wyjściem jest przystosowanie się no norm społecznych.Znaczenie dalszych kroków w drodze do naprawy problemu wynika z przeanalizowania czy problemem jest społeczeństwo czy moje subiektywne,zdeterminowane doświadczenia.To czym są determinowane jest istotne.Gdy problemem okazuje sie kwestia ideologiczna pacjenta,psycholog traci kompetencje.Już nie pacjent.To co,petent normalny inaczej?
Autor: adam Dodano: 07-08-2008
adam - cd.
Na tym powyżej przykładzie jasno widać,iż można być z punktu widzenia psychologii normalnym, będąc jednostką aspołeczną, gdy aspołeczność wynika z przesłanek ideologicznych człowieka.Jeszcze kilka wersów wyżej na pierwszym przykładzie drugiego mojego postu widać,że można być chorym nie dlatego,że odstaje się od norm kulturowych.Psychologia nie optuje za ideologią,pogląd to dla niej kwestia indywidualna.Odrębność jednostki,jej indywidualizm to wyzwanie dla psychologa,nie zwalcza on osoby,podkreśla on jej wartość na tyle,na ile pokaże jej czym sie odznacza dana odrębność,na czym polegają osobiste bariery jednostki,z czego dystans wynika.Swiadomy własnej odrębności człowiek wybrał jej charakter,taki człowiek nie szuka ratunku u psychologa w związku ze swoim WYBOREM.Inaczej jest,gdy nie znamy przyczyn konsekwencji,które już jako takie dezorientują konsekwencje naszych dalszych,świadomych alternatyw,decyzji.Wtedy musimy ujrzeć na czym stoimy,BY SAMEMU ZADECYDOWAC.Psycholog powie,w tym miejscu jesteś,podejmij decyzje co dalej.Nie narzuca pacjentowi własnych poglądów.
Autor: adam Dodano: 07-08-2008
Blumun  -1 na 1
DLACZEGO TEKSTY TEGO PANA ZNAJDUJĄ SIĘ NA RACJONALISTA.PL?
Okropnie to zniechęcające do tak wspaniałej idei krzewienia światłych, a nie zatęchłych (żywcem z KUL wziętych), totalnie nacechowanych katolickim bełkotem bzdur. Dodam, że nie jestem laikiem odnośnie opisywanych przez pana Janusa tematów, doktorat z psychologii i kilkanaście lat pracy kliniczej plus wieloletnie szkolenia z psychoterapii nie powalają mi na brak komentarza. Proszę pana Agnosiewicza o odniesienie się do tej dyskusji.
Autor: Blumun  Dodano: 29-11-2008
Damian Janus
Jest rzeczą ciekawą, ale teże niezrozumiałą i niepokojącą, że osoba z doktoraterm z psychologii, wyszkolona psychoterapeutycznie nie dostrzega z jakiej perspektywy przedstawiam moje artykuły. Bynajmniej nie jest ona katolicka. Osoby niezorientowane, mogą - co już zauważyłem - pewne elementy poznania psychoanalitycznego czy ogónie psychologicznego uznać za "katolickie". Wynika to z braku kategorii opisu, z niemożności zaklasyfikowania pewnych treści, gdyż rzadko lub wcale nie pojawiają się one w dyskursie społecznym. Z drugiej strony - o tym już chyba w jakimś komentarzu pisałem - z tego, że przedstawianie wszelkich determinacji psychicznych, czy też tego, że coś może być uniwersalne lub niemożliwe do zanegowania decyzją woli, w naszym kraju jest automatycznie kojarzone z Kościołem, który przecież podobnie mówi, iż są sprawy człowiekowi przypisane, których nasze np. polityczne decyzje nie są w stanie zmienić. Mówienie więc o istnieniu jakiejś natury ludzkiej seksualności, o strukturze rodzicielskości, o niezbywalnych potrzebach dziecka itp. jest w pewien sposób zakazane, gdyż staje się politycznie niepoprawne. Zdaje się bowiem zagrażać pełni ludzkiej wolności i swobody.
Autor: Damian Janus Dodano: 01-12-2008
Przyborowski - odmienności a pełnia człowieka
Witam, artykuł zawiara duż wiedzy, teorii i biegłości w poruszaniu zagadnień. Wydaje mi się, że jednak opis osób o tzw "miękkich" odmiennościach seksualnych, czyli "fetyszystach", "sadystach", "masochistach" jest nieracjonalnie i nieadekwatnie, niepotrzebnie krytyczny. Twierdzenie, iż traktują oni przedmiotowo swojego partnero, nie wchodzą, lub nie sa zdolni do wchodzenia w pełnię związków i relizacji siebie, zaś ich pożycie jest sztywne itp.- wydaje się być poddane generalizacji, uproszczeniu. W czasie fascynacji, realizacji pełni zywych impulsów, fantazji dochodzi do pobudzenia pełni osobowości człowieka, jego żywej częsci nie zależnie od preferencji seksualnych. Nie zgodzę się również , z tym, iż ucieczka w "sadyzm", "masochizm" to lęk przed bliskością. W konsekwencji ta relacja zmierza do przyjemności, zaś pomiędzy partnerami dochodzi do silnej więzi psychicznej, wzajemnego poznania. Nalezy wszak odróżnić preferencje seksualne, od osobowości. zawsze chęć eksperymentów, z zachowaniem szacunku do partnera i jego godności, jest odejściem od apatii, mechaniczności stając się droga ku fascynacji...
Autor: Przyborowski  Dodano: 02-01-2009
Damuian Janus - do powyższego
Dobre dopowiedzenie...
Autor: Damuian Janus Dodano: 07-01-2009
jur - dewiacje czy tendencje...
Interesująca polemika, ale brak praktycznego aspektu.
Nie tyle ważny jest obraz zachowań, ile natężenie i możność kontroli.
Jest to continuum od fantazji, poprzez masturbację, aktywność z inną osobą, aż do przekraczania norm społecznych i prawnych. Dynamika zachowań jest różna, indywidualna, czasem jest brak dynamiki, brak progresji, bywa sinusoida, najgorzej jak jest progresja - perwersja potężnieje i przejmuje władzę.
Jest wtedy stan uzależnienia, seksoholizm - o różnym obrazie:internet, agencje, romanse. I huśtawka emocjonalna:napięcie, wyładowanie, ulga, poczucie winy, znów wzrasta napiecie... Ongoing process... Autodestrukcja.
Autor: jur Dodano: 06-02-2010

Pokazuj komentarze od najnowszego

Aby dodać komentarz, należy się zalogować

  

Zaloguj przez Facebook lub OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Reklama
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365