Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
144.764.537 wizyt
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7269 tekstów. Zajęłyby one 28656 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 2383 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Wszyscy jesteśmy skłonni do ulegania napływom irracjonalnych emocji (..) i należy się ich strzec.
 Kultura » Historia

Totalna transgresja. Niemcy i wiek XX [1]
Autor tekstu:

Wielkie zło rodziło zawsze pytanie o odpowiedzialność — kto, w imię czego i w jakim celu popełnił tak wielkie zbrodnie?

Najważniejszym doświadczeniem ubiegłego stulecia jest radykalne, totalitarne zło. Dziesiątki milionów zabitych, tkanka społeczna rozerwana w wielu miejscach świata na strzępy, ogrom cierpienia tych, których skazano na poniżenie, prześladowania, wreszcie na wegetację pozbawioną nadziei - to wszystko przerosło po wielokroć najgorsze momenty dotychczasowej historii ludzkości. Tak wielkie zło rodziło zawsze pytanie o odpowiedzialność — kto, w imię czego i w jakim celu popełnił tak wielkie zbrodnie? Pojęcie odpowiedzialności należy tu rozumieć wielorako. W pytaniu o odpowiedzialność za totalitaryzm chodzi przecież o kwestie polityczne, prawne, moralne, o ocenę kultur, w ramach których rodziły się totalitaryzmy. To teren wielkich dyskusji o kulturowym i historycznym kontekście powstania totalitaryzmu. Jakkolwiek byłyby jednak one skomplikowane i pełne kwestii trudnych i niejednoznacznych, krążą one wokół kontekstu kulturowego związanego z dwoma naszymi wielkimi sąsiadami - Niemcami i Rosją (Italię Mussoliniego zostawmy na boku, nie tylko z tego powodu, że nie jest ona naszą sąsiadką). To w tych kulturach, w tych narodach i w tych państwach idee totalitarne nie tylko istniały, nie tylko przekroczyły próg urzeczywistnienia, lecz także odniosły historyczny sukces, zwieńczony apokaliptyczną katastrofą i ludobójstwem. Nie zmienia tego faktu prosta konstatacja, że w obu tych krajach oprócz radykalnego zła istniała także wielka rzesza ludzi, którzy mu się z całych sił sprzeciwiali, którzy w tej walce stracili życie. Nie przeczy temu faktowi także to, że oba te narody (rosyjski zresztą w o wiele większym stopniu) ucierpiały także same w wyniku totalitaryzmów zrodzonych w ich łonie.

Pytania o przyczyny i o odpowiedzialność obrosły nieprawdopodobną ilością literatury. [ 1 ] A jednak dzisiaj, u progu 2014 roku, w którym będziemy obchodzili zarówno dwudziestą piątą rocznicę naszej wolności, jak i setną rocznicę wybuchu pierwszej wojny światowej, szczególnego znaczenia nabiera jeden z wątków tych debat. Chodzi o niemiecki „spór historyków" z lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. [ 2 ] Istotą Historikerstreit był właśnie spór o niemiecką odpowiedzialność za nazistowski totalitaryzm.

Liberalną i lewicową opinię publiczną zachodnich Niemiec rozpaliła do czerwoności teza Ernsta Noltego, historyka równie wybitnego, jak — od tamtej pory — kontrowersyjnego, który stwierdził, że nazizm był w istocie ideologiczną i polityczną odpowiedzią świata zachodniej burżuazji na zagrożenie ze strony bolszewizmu. Autor, który wcześniej wydał znakomitą, lecz nie cieszącą się zbytnią popularnością, pracę na temat źródeł zachodniego faszyzmu, proponował usytuowanie Holocaustu w historycznym kontekście. Nie chodziło tu tylko o wskazanie na eksterminacyjne praktyki obecne za sprawą rewolucji francuskiej we współczesnej historii Europy. Celem było przede wszystkim wskazanie historycznego pierwszeństwa bolszewickiego ludobójstwa. „Eksterminacyjne praktyki" stosowane w jednym kraju mogą w specyficznych okolicznościach prowadzić do irracjonalnych i gwałtownych reakcji w krajach sąsiednich. Bolszewickie zbrodnie dokonywane w Rosji, wcześniejsze w sensie chronologicznym, doprowadziły do potwornej i irracjonalnej nienawiści do Żydów jako do zbiorowości obarczonej — w świetle nazistowskiej ideologii — odpowiedzialnością za komunistyczny totalitaryzm. Jak pisał Nolte: „Kto nie godzi się rozpatrywać hitlerowskiej eksterminacji Żydów w tym kontekście, ten być może kieruje się bardzo szlachetnymi pobudkami, ale fałszuje historię. [...] Oświęcim nie wynikał w pierwszym rzędzie z tradycyjnego antysemityzmu i w swej istocie nie był tylko ludobójstwem — chodziło przede wszystkim o zrodzoną ze strachu reakcję na eksterminacyjne praktyki rewolucji rosyjskiej". Zagłada Żydów w III Rzeszy była „reakcją albo zniekształconą kopią, a nie aktem inicjującym bądź oryginałem". Dzisiejszy czytelnik tych słów łatwo może sobie wyobrazić reakcję przeważającej części zachodnioniemieckiej opinii publicznej na takie stwierdzenie. Do dzisiaj postać Noltego dla większości liberalnej i lewicowej opinii w Niemczech jest swego rodzaju synonimem faszysty, gorzej nawet — faszysty kulturalnego, faszysty kryjącego się za autorytetem uczonego. Nie pomogły zapewnienia Noltego, że potępia on Hitlera i III Rzeszę, że jednoznacznie odrzuca ideologię nazizmu. Jego wypowiedzi naruszały głęboko ugruntowany konsensus nie tylko republiki bońskiej, lecz także całej zachodniej Europy: Holocaust był nie tylko największą zbrodnią w historii ludzkości, lecz także rozcinał ją na dwie części. Wszystko, co wydarzyło się do roku 1939, wydarzyło się przed nim, wydarzyło się w świecie, w którym owo radykalne zło było możliwe. Wojna to okres rozpętania ostatecznych sił historii. Czas po 1945 roku to epoka nowa, niemająca już nic wspólnego z tamtym czasem, to epoka nowego początku, czas, w którym radykalne zło już nigdy nie powróci. To dlatego zrównywanie nazizmu i komunizmu, Auschwitz i Kołymy, stało się niedopuszczalne. Ostatnia wojna zmieniała się w cezurę radykalną, w moment najgłębszej i ostatecznej nie-ciągłości, po której ciągłość została na nowo zawiązana i pieczołowicie chroniona.



Ernst Nolte. Wikimedia

Co uderza w tym sporze po latach, gdy upadł już komunizm, gdy Polską jest wolna, a Niemcy nie są już „bońskie", lecz „berlińskie" i zjednoczone? Odrzucenie perspektywy procesu historycznego uniemożliwia dyskusję nie tylko o odpowiedzialności za totalitaryzm — to bardziej zrozumiałe — lecz także o jego przyczynach. Jeśli bowiem odrzucamy radykalnie historyczny proces, to gdzie umieścić pierwsze ogniwo w łańcuchu przyczyn i skutków? Awantura wokół Noltego omija kwestię, która wydaje się tyleż oczywista, ileż ważna — wystarczy bowiem na chwilę odłożyć na bok spór o wyjątkowość Holocaustu i poważnie choćby przez moment potraktować tezę niemieckiego historyka, aby dostrzec, że zawiesza on w istocie swoją w pewnej próżni historycznej. Jeśli bowiem nazizm był skutkiem, a bolszewizm - przyczyną, to arcyważne wydaje się pytanie o historyczne przyczyny i źródła samego bolszewizmu. Opowiadanie tutaj o rewolucji francuskiej wydaje się tyleż prostym, ileż niepotrzebnym zabiegiem historycznej kontekstualizacji, który pozwala ukryć zasadniczy problem, jakim jest niepokojąco bliskie usytuowanie obok siebie w łańcuchu historycznych przyczyn i skutków ogniwa rosyjskiego i ogniwa niemieckiego.

Na proste pytanie, skąd wzięła się władza bolszewików, odpowiedź brzmi: ponieważ w Rosji carskiej doszło do rewolucji. A dlaczego doszło do rewolucji? Ponieważ dawny ustrój załamał się w trakcie I wojny światowej. Te proste stwierdzenia trzeba mieć zawsze na uwadze, gdy przystępujemy do debaty na temat przyczyn rewolucji bolszewickiej. Tak, korzenie historyczne, filozoficzne i duchowe rosyjskiego komunizmu są niezwykle skomplikowane i bardzo głębokie — wielu polskich autorów, począwszy od Adama Mickiewicza, Zygmunta Krasińskiego, Jana Kucharzewskiego, Mariana Zdziechowskiego, Leszka Kołakowskiego, rzuciło już w przeszłości wiele światła na tę kwestię, ale zawsze i wszędzie przede wszystkim należy pamiętać o tym, że bolszewicy wygrali walkę o władzę, ponieważ dawna Rosja rozpadła się w trakcie wojny, która okazała się ponad jej siły. To pierwsza wojna światowa była warunkiem możliwości zwycięstwa Lenina i Stalina. Wojnę zaś rozpoczęły Niemcy, a raczej — żeby trzymać się historycznych faktów, chociaż rozpoczęły ją Austro-Węgry wypowiedzeniem wojny Serbii, za którą ujęła się Rosja, która miała gwarancje Francji itd., itp., to jednak przede wszystkim decyzje zapadające latem 1914 roku w Berlinie przekształciły ten właśnie, a nie inny konflikt bałkański (a było ich wówczas wiele) w wojnę europejską, a potem — światową. Naturalnie odpowiedzialność za wybuch wojny budzi kontrowersje nie tylko wśród historyków (spory trwają do dzisiaj); budziła je przede wszystkim dlatego, że wiązała się z karami, które zwycięzcy narzucili winowajcom. Chodzi tu nie tylko o reparacje czy zmianę granic, lecz także o hańbę moralnego piętna agresora, która została przez zwycięskie mocarstwa zapisana w traktacie pokojowym. Nolte zatem, gdy odrzucił interpretację II wojny jako całkowitego zerwania ciągłości, jako ostatecznej i radykalnej nieciągłości, i gdy przywrócił logikę łańcucha przyczyn i skutków, ustanawia jednak początek totalitarnej sekwencji historii XX wieku w taki sposób, że pierwszym ogniwem staje się Rosja. Tak bliskie usytuowanie ogniwa rosyjskiego i ogniwa niemieckiego zdaje się sugerować, że rzecz jest bardziej skomplikowana.

Nie chodzi tu jednak o prostą zależność: Niemcy wywołały wojnę, w wyniku której doszło do rewolucji w Rosji i do zdobycia w niej władzy przez bolszewików doskonałych w „eksterminacyjnych praktykach". Taka konstatacja wprawdzie podaje w wątpliwość tezę Noltego o nazizmie jako skutku wywołanym przez ludobójczy charakter bolszewickiej rewolucji i bolszewickiej państwowości, jednak jest to zależność o charakterze — ujmijmy to tak — słabym. W tej perspektywie radykalne zło narodziło się niejako z przypadku, jako niezamierzony, przygodny efekt wojny, którą rozpętały wilhelmińskie Niemcy. Ponoszą one wówczas odpowiedzialność, ale jest to odpowiedzialność pośrednia. Bycie agresorem, stroną rozpoczynającą brutalną wojnę, to wprawdzie historyczny grzech, jednak nie jest to grzech najcięższy, skoro ta kategoria zastrzeżona została tylko dla radykalnego zła totalitaryzmów. W końcu karty historii pełne są relacji o agresorach, ale ludobójstwo na wielką skalę wydarzyło się tylko w czasach Hitlera i Stalina.

A jednak wydaje się, że można wskazać na warstwę, w której odpowiedzialność Niemiec za radykalne zło ubiegłego stulecia jawi się jako stwierdzenie mocne — i to także wtedy, gdy zgodzimy się na historyczne pierwszeństwo bolszewickiego ludobójstwa w stosunku do ludobójstwa nazistowskiego. Rozstrzygający jest tutaj nie tyle chronologiczny ciąg zdarzeń, które doprowadziły do wojny oraz późniejszy jej przebieg, ile charakter tej wojny, który po niemieckiej stronie przejawił się od samego jej początku. To sprawa kluczowa, dlatego że wiedza na temat tamtej wojny jest spowita w stereotypowe klisze i przesłonięta stuletnim dystansem. Pierwsza wojna jawi się zatem już to jako tragikomiczna opowieść o zmaganiach epoki aeroplanów pokrytych płótnem, czołgów poruszających się tylko trochę szybciej od piechurów i wąsatych marszałków, już to jako bezsensowna jatka, rzeźnia zastygła w okopach północnej Francji, pełnych błota, ekskrementów i rozkładających się ciał. Za każdym razem zaś jest ona już dawna, nie nasza, odległa, niezrozumiała i trochę pozbawiona sensu. W przeciwieństwie do ciągle aktualnej i żywej jako temat II wojny światowej.


1 2 Dalej..
 Zobacz komentarze (11)..   


 Przypisy:
[ 1 ] Por. obszerny tom ukazujący stan badań i omówienie literatury: J. Joll, G. Martel, Przyczyny wybuchu pierwszej wojny światowej, przeł. P. F. Frankowski, Warszawa 2007.
[ 2 ] Por. Historikerstreit. Spór o miejsce III Rzeszy w historii Niemiec, wstęp J. Holzer, red. M. Łukasiewicz, Londyn 1990. W tym zbiorze zamieszczono najważniejsze głosy w debacie — oprócz eseju E. Noltego znalazły się tam m.in. teksty A. Hillgrubera, Ch. Meiera, J. Habermasa, E. Tugendhata. Do sprawy powrócił też m. in. „Przegląd Polityczny" w bloku zatytułowanym Europejska wojna domowa, por. „Przegląd Polityczny" nr 60/2003, w którym zamieszczono teksty Ch. S. Maiera, E.Noltego i D.Trierweilera.

« Historia   (Publikacja: 21-04-2018 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    MS Word

Dariusz Gawin
Ur. 1964. Historyk idei, filozof i publicysta, doktor habilitowany nauk społecznych w zakresie socjologii. Od 2005 pełni funkcję kierownika Zakładu Społeczeństwa Obywatelskiego IFiS PAN. Od maja 2005 pełni również funkcję zastępcy dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego. W latach 2007–2010 prowadził wraz z Markiem Cichockim i Dariuszem Karłowiczem program „Trzeci punkt widzenia” w TVP Kultura. Powrócił do prowadzenia programu po jego wznowieniu w 2016 z udziałem tych samych uczestników. Jest członkiem kolegium redakcyjnego rocznika Teologia Polityczna oraz kwartalnika Ethos. Współautor programów nauczania i podręczników do historii (szkoła podstawowa) oraz wychowania obywatelskiego (liceum).
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 10210 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365