Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
160.992.157 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7320 tekstów. Zajęłyby one 28875 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 1875 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Nie wiedzieć, czy skutkiem ciepłych burz, ale u nas coraz więcej bałwanów."
 Kultura » Sztuka » Teatr » Jednoaktówki (L.B.)

Dysputa [2]
Autor tekstu:

Julian klaszcze, a wraz z nim pozostali słuchacze.

SCENA TRZECIA

Julian Apostata: — Dziękuję wam obu za przemowy. Teraz czas na głosowanie. (do Legata i Trybuna) Kogo uważacie za zwycięzcę tej dysputy?

Legat: — Głosuję na Kleombrotosa. Światem rządzi rozum, a nie przypadek.

Trybun: — Też tak uważam! Kleombrotos przemawiał językiem dawnych Rzymian: Katona, Cycerona...

Julian Apostata: — Mamy więc dwa głosy na Kleombrotosa. (odwraca się ku obu dostojnikom) Co wy na to? Jaka jest wasza opinia?

Dostojnik I: — Ja głosuję na Glaukosa. Człowiek jest istotą ułomną, a jego dzieła stoją na piasku, więc nie powinien się do nich zbytnio przywiązywać.

Dostojnik II: — Ja też oddaję swój głos na Glaukosa, choć nie zgadzam się z większością tego, co mówił. Ale w jednym ma rację: umysł człowieka nie powinien samodzielnie zgłębiać tajemnic, dotyczących Boga albo życia pozagrobowego. Nic dobrego z tego dla człowieka nie wyniknie.

Julian Apostata: — Obaj mówcy uzyskali po dwa głosy. Wychodzi więc na to, że mój głos rozstrzygnie o zwycięstwie jednego z naszych mędrców. Muszę powiedzieć, że to mi odpowiada... (wstaje, robi kilka kroków, a potem zatrzymuje się. przez dłuższą chwilę spogląda na twarze obecnych) Czym różnią się filozofowie od zwykłych ludzi? Podobno tym, że gdyby zniesiono wszelkie prawa oraz kary za ich łamanie, tylko filozofowie żyliby nadal tak, jak dotychczas. Dla zwykłych ludzi moralność to czynnik zewnętrzny, narzucony przez ogół, zaś w przypadku filozofów życiowa mądrość i szlachetność charakteru to czynniki wewnętrzne, to nieodłączne składniki ich własnych dusz. (do Glaukosa i Kleombrotosa) Wy obaj na pewno nie jesteście ludźmi zwykłymi. Dlatego jestem wam wdzięczny, czcigodni mędrcy, za podzielenie się z nami waszą mądrością. W swoim zarozumialstwie posuwam się tak daleko, że samego siebie też uważam za filozofa, ale wobec was mogę występować co najwyżej jako uczeń… (obaj filozofowie z uśmiechem kłaniają się Julianowi) Sami wiecie, jak wiele obowiązków nakłada na moje barki cesarski urząd. Zwłaszcza teraz, w czasie wojny z Persami! Wyruszyliśmy na tę wyprawę, żeby zapewnić bezpieczeństwo naszym azjatyckim prowincjom, tylekroć niszczonym przez perskie najazdy. Ale także i po to, żeby wskrzesić rzymskiego ducha walki, ducha, który w minionych dziesięcioleciach, od czasów niesławnej pamięci Konstantyna, był ustawicznie łamany i podkopywany przez chrześcijaństwo. Obyczajami dawnymi i ludźmi wielkimi Rzym stoi — tak kiedyś mówiono. Ale i jednego, i drugiego zabrakło, gdy władzę w naszym imperium przejęli wyznawcy krzyża… A skoro umacniamy dawną religię i wskrzeszamy prawdziwie rzymską moralność, to zapytać musimy samych siebie: dlaczego? Czy pytanie o sens tego, co wypełnia nam życie, nie jest najważniejszym z pytań, jakie mogą być zadane? (mówi z przejęciem, przechadzając się w kółko) Filozofia to umiłowanie mądrości, a mądrość jest wieczna. Gdy czytam starą księgę to tak, jakbym rozmawiał z jej autorem — on nigdy mi nie powie, że nie ma dla mnie czasu. Dzięki filozofii nawet ludzie, których nigdy nie widziałem, bo żyli tysiąc lat temu, mogą się stać moimi przyjaciółmi. Jak to możliwe? Dzięki temu, że byli ludźmi o wielkich umysłach i nieskazitelnych charakterach. I my pragnęlibyśmy stać się takimi, choć w moim przypadku daleko do tego. Ale już samo pragnienie stawia nas w jednej z nimi kategorii… (staje naprzeciwko obu filozofów. obaj mędrcy wstają) Raz jeszcze dziękuję wam za wykłady. I od razu powiem, że choć obaj macie po części rację, ja więcej racji przyznaję Kleombrotosowi. (Kleombrotos w radosnym geście wznosi ramiona ku górze) Też chciałbym, jak zaleca Glaukos, żyć życiem prywatnym. Wolałbym spędzać dnie i noce nad uczonymi księgami, poszerzać swoją wiedzę. Zajmowałbym się wówczas tym, co jedynie jest godne ludzkiego czasu i wysiłku. Jestem tylko słabym, wątłym człowiekiem — natura na pewno nie przeznaczyła mnie na żołnierza ani na wodza. Ale niestety! — z racji urodzenia objąć musiałem cesarski urząd i przyodziać się w purpurę. Muszę sprawować władzę, dbać o dobro ogółu, walczyć z barbarzyńcami, czy to z Germanami, czy jak teraz — z Persami. Nie mogę postępować tak, jak niektórzy z chrześcijan, którzy zamiast bronić imperium, udają się na odludzie, żeby wegetować jako pustelnicy. Pozwól więc, Kleombrotosie, że właśnie tobie wręczę trofeum, symbolizujące zwycięstwo w tej dyspucie — wieniec ze złotych liści. A Glaukosa proszę o wybaczenie, że nie jemu przyznaję tę nagrodę.

Kleombrotos: — (ze wzruszeniem) To dla mnie wielki dzień, imperatorze! Moja wdzięczność nie ma granic…

Julian zdejmuje złoty wieniec ze swej głowy i wkłada go Kleombrotosowi na głowę.

Glaukos: — Pokornie przyjmuję twój werdykt, imperatorze. Wiem, że pochodzi on z głębi twego serca i umysłu. Że odrzucając moje poglądy, nie odrzucasz mej przyjaźni… (podchodzi do Kleombrotosa i serdecznie mu gratuluje; do gratulacji przyłączają się kolejno wszyscy obecni)

Julian powraca na swoje miejsce, siada. Pociera dłonią czoło, ziewa.

Julian Apostata: — Jestem zmęczony i niewyspany… Tyle tygodni marszu, tyle walk, potyczek… Ale najważniejsze, że wszystko idzie dobrze…

Trybun: — (stając naprzeciwko Juliana) Tak! Żołnierze są zadowoleni ze zdobytych łupów i pewni zwycięstwa. Przywróciłeś im wiarę we własne siły…

Legat: - (podchodzi do Trybuna, staje obok) Wszyscy pamiętamy, Julianie, co się działo, gdy władzę dzierżyli twoi poprzednicy. Ilu urzędników porzuciło swoje obowiązki, gdy tylko zostali chrześcijanami, ilu oficerów opuściło legiony, narażając granice imperium na atak barbarzyńców! Do dziś to się zdarza, ale o wiele rzadziej. (kręci głową z niedowierzaniem) Dlaczego oni to robią? Nie rozumiem...

Trybun: — (z ironią) Asceci, pustelnicy… Niektórzy z nich wdrapują się nawet na słupy! Przebywają tam dniem i nocą, niezależnie od pogody! Widziałem raz takiego ascetę: siedząc w łachmanach na słupie, nauczał lud…

Julian Apostata: - A lud słuchał, prawda? W nabożnym skupieniu, z przejęciem… I to jest dla mnie najdziwniejsze. (wszyscy siadają na swoich poprzednich miejscach) Większość takich wędrownych kaznodziejów krytykuje to, co jest dla mnie najcenniejsze — dawną religię i filozofię. Tak… Chrześcijanie rozzuchwalili się, bo zobaczyli, że nie zwalczam ich przemocą, choć sam powróciłem do wiary przodków, do helleńskich bogów. I klnę się na Zeusa, że nadal ich nie będę prześladował. Należy odczuwać raczej litość niż nienawiść do chrześcijan jako do tych, którzy w tym zostali upośledzeni, co jest rzeczą najwyższej wagi. Cześć dla bogów jest bowiem darem najcenniejszym, za to jej brak — najgorszym z nieszczęść. (wzdycha ciężko) Ludzi należy przekonywać słowem rozumnym, nie zaś zniewagami i biciem. Dlatego toleruję chrześcijan nawet na swoim dworze. (z uśmiechem odwraca się w stronę Dostojnika I i Dostojnika II; obaj kłaniają się) Ale nie mam złudzeń. Nasze imperium powstało pod auspicjami bogów: nie przetrwa, jeśli odwróci się od nich i wybierze Chrystusa...

Milknie, bo z zewnątrz rozlegają się gwałtowne okrzyki, słychać tupot kroków i szczęk broni. Pytająco spogląda na Trybuna i Legata. Wstaje, wszyscy obecni także. Do namiotu wbiega Centurion, w zbroi i z mieczem w dłoni.

Centurion: — (do Juliana, zdyszanym głosem) Imperatorze, Persowie! Persowie zaatakowali obóz!

Julian Apostata: — (z niepokojem) Ilu ich jest?

Centurion: — Około trzystu. To tylko podjazd. Obozu nie zdobędą, ale zrobił się taki zamęt… Legioniści biegają między namiotami, nie wiedząc, co się dzieje. Wysłałem tam kohortę osłonową, ale to chyba nie wystarczy.

Julian Apostata: — Dobrze uczyniłeś. Wracaj do swojego oddziału. Zaraz otrzymacie wzmocnienie. (Centurion kłania się cesarzowi i wybiega z namiotu. Julian robi dwa kroki w kierunku wyjścia, potem staje i spogląda pytającym wzrokiem na twarze obecnych) Trzeba zaprowadzić porządek i przepędzić Persów. Muszę tam iść.

Dostojnik I: — (z ukłonem) Masz słuszność, imperatorze. Twoje osobiste pojawienie się uspokoi żołnierzy.

Dostojnik II: (z ukłonem) I przyniesie nam kolejne zwycięstwo.

Julian Apostata: — Też tak myślę. Nie ma innego wyjścia. (do Trybuna i Legata) Idziemy! Niech mi przyniosą miecz...

Legat: (z niepokojem) Nie narażaj się, Julianie! Zostaw takie potyczki nam. Zaraz wyślę tam kohortę moich weteranów i będzie po kłopocie. Poradzą sobie.

Trybun: (potakując) To tylko drobna potyczka. Siebie oszczędzaj do większych zadań, Julianie...

Julian Apostata:(kładzie dłoń na ramieniu Trybuna) Zawsze cenię twoje rady, przyjacielu. Ale tej nie usłucham. Muszę dawać przykład. To moi poprzednicy, którzy woleli się nie narażać i dowodzili granicznymi bitwami z pałacu w Konstantynopolu, doprowadzili do tego, że od wieku nasze pograniczne prowincje są stale pustoszone przez Persów. Trzeba z tym skończyć. (do Trybuna i Legata) Idziemy! (do Glaukosa i Kleombrotosa) Wy obaj, uczeni mężowie, schrońcie się w swojej kwaterze, dopóki wszystko się nie uspokoi. (odwraca się ku wyjściu, wychodzi, a z nim Trybun i Legat. zaraz potem z namiotu wychodzą także: Kleombrotos i Glaukos)

SCENA CZWARTA

W namiocie zostają tylko obaj dostojnicy. Z oddali słychać wzmagające się odgłosy walki. Dostojnik I wolnym krokiem podchodzi do wyjścia, wygląda na zewnątrz. Po chwili wraca do wnętrza i staje naprzeciwko Dostojnika II.

Dostojnik I: — Przy namiocie nikogo nie ma. Wszyscy pobiegli za cesarzem, żeby włączyć się do bitwy. (wzdycha ciężko) Nasz imperator zadziwia odwagą. Jest dość wątły, ale mimo to chętnie bierze udział w bitwach. Po co?

Dostojnik II: — (pogodnym tonem) Po to, żeby dodać ducha wojsku. Pamiętasz, co się stało miesiąc temu? Julian w czasie bitwy, w bezpośrednim starciu, własnoręcznie zabił perskiego żołnierza! Legioniści zgotowali mu potem owację.


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Trygław
Diamentowe serce


« Jednoaktówki (L.B.)   (Publikacja: 26-08-2002 Ostatnia zmiana: 06-09-2003)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Lech Brywczyński
Ur. 1959. Studiował chemię i historię; pracował w wielu zawodach, m.in. jako tłumacz, wydawca, dziennikarz lokalnej prasy, animator życia kulturalnego; dramatopisarz (dramaty publikowane m.in. w: czasopiśmie Res Humana, szczecińskich Pograniczach, w gdańskim Autografie, w elbląskim Tyglu, w magazynie Lewą Nogą, i in.); w 2002 r. ukazała się jego książka Dramaty Jednoaktowe (sponsorowana przez Urząd Miejski w Elblągu).
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 13  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Lewica a wiara rodzima, czyli... POGANIE DO AFRYKI!
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 1850 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365