Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
201.819.511 wizyt
Ponad 1065 autorów napisało dla nas 7364 tekstów. Zajęłyby one 29017 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy konflikt w Gazie skończy się w 2024?
Raczej tak
Chyba tak
Nie wiem
Chyba nie
Raczej nie
  

Oddano 469 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Wiara w wiarę w Boga sprawia, że ludzie nie są gotowi potwierdzić czegoś, co jest oczywiste - tego mianowicie, że większość tradycyjnych opowieści o Bogu nie jest bardziej wiarygodna niż opowieści o Świętym Mikołaju i Wonder Man.
 Tematy różnorodne » Inny punkt widzenia

Ewangelia adriano-polska [2]
Autor tekstu:

Gdy to zrozumiał coś w nim umarło. Korzystając z ich zaufania wycofał się z karawany wędrującej do domu i ukrył się w Świątyni. Miał dość milczącej życzliwości Józefa i wylewnej gadatliwości matki. Domyślał się, że jest dla nich ciężarem, wprowadzającym w ich pożycie małżeńskie jakąś formę zwyrodnienia. Dla Maryi był obiecanym Zbawcą, o którego należy dbać jak o najwątlejszy egzotyczny kwiat. Józef nie do końca uwierzył w historię z aniołem. Po prostu nie mógł. Jego męska duma została dotkliwie pobita, nawet, jeśli agresorem był sam Duch Święty. Z drugiej strony Jeszua był pozornie normalnym, niczym nie wyróżniającym się dzieciakiem, może jedynie trochę inteligentniejszym od swych rówieśników. Nic w jego zachowaniu nie sugerowało, że jest Namaszczonym.

Te trzy dni spędzone w świątyni były najpiękniejszymi w jego życiu. Mocno jak nigdy czuł zew Abby, przenikający każdą komórkę boskiego ciała. Żył jak w transie: dzień i noc spędzał w domu Najwyższego, jedząc tylko to, co nieświadomie użebrał, pijąc wodę z pobliskiego źródła. Najcudowniejsze były wielogodzinne rozmowy o Bogu z każdym, kto miał na to ochotę. Chłopiec zaczepiał rozmodlonych pielgrzymów, zadając im pytania dotyczące Pięcioksięgu i jego interpretacji. Najczęściej dostawał kopniaka lub kuksańca, którym towarzyszyły niewybredne epitety na temat cnoty jego matki i babki. Niektórzy jednak, bardziej pokojowo usposobieni lub z różnych powodów zainteresowani rozmową ze ślicznym chłopcem, siadali z nim w kącie świątynnego dziedzińca i podejmowali rozmowę. Po pierwszych pięciu minutach rozmówcy rozumieli, że chłopiec jest niezwykły. Jednych, mniej wykształconych, uwodziła melodia jego głosu, moc młodzieńczego zapału emanująca z każdego słowa, mimo że Jeszua mówił z odstręczającym galilejskim akcentem. Inni, bardziej obeznani z pismami natchnionymi, dziwili się jego umiejętności dokładnego cytowania proroków oraz zdolności konstruowania składnych wywodów, w których owe cytaty zajmowały to miejsce, które w dobrym drożdżowcu zajmują świeże rodzynki.

Trzeciego dnia, gdy Josua był już świątynną maskotką, którą wszyscy pielgrzymi traktowali niemalże z życzliwością, na rozmowę z cudownym przybłędą zdecydował się jeden z uczonych w piśmie. Nie był to zbyt wielki uczony; tak naprawdę w ogóle nie był uczony, bo miał wstręt do słowa pisanego. Na szczęście jego ojciec był zamożnym i dzięki temu wpływowym faryzeuszem. Uczony w piśmie nigdy nie pytał tatusia ile zainwestował w łapówki, by jego synek posiadł tak zaszczytny tytuł. Był na tyle cwany, aby zrozumieć, że tak naprawdę jego rodzic działał przede wszystkim ze względu na powagę własnej pozycji społecznej. Bo kto to słyszał, by szacunkiem Sanhedrynu cieszył się ojciec nieuka. Toż wiadomo, że skoro spłodzony jest osioł, to płodzący nie może być Salomonem. Dlatego nasz uczony nigdy staremu nie podziękował i pławił się w zaszczytach i przyjemnościach zarezerwowanych dla znawców Woli Najwyższego.

Do końca nie wiadomo, dlaczego uczony zdecydował się na rozmowę z Jesuą. Może chciał zaszpanować przed swoimi utrzymankami; a może poczuł nagły akt dobrej woli, nieodłącznie towarzyszący dużej ilości spożytego wina (podobnie jak wybuchy niepohamowanej agresji — tego dnia mały święty chłopiec miał szczęście)? W każdym razie tego poranka biblista zagadnął wychudzonego wyrostka: — Ty jesteś Jeszua ben Josef?

Chłopiec przytaknął zaskoczony. Majestatyczny wyraz twarzy arystokraty wzmocniony wytwornością jego szat wyraźnie go ośmielał.

Ale jedynie przez chwilę. Żądza wiedzy i konfrontacji z tymi, którzy uważali się za wiedzących na temat jego Abby rozjaśniła oblicze Mesjasza. Wreszcie ktoś kompetentny, pomyślał z radością. Znudził się, bowiem, ciągłym pouczaniem prostaków, których wiedza nie wychodziła poza dekalog. Josua szukał wiedzy i teraz miał nadzieję, że w rozmowie z uczonym w piśmie zdobędzie jej choćby szczyptę. Dlatego odpowiedział ochoczo: — W istocie, Panie. W czym mogę ci służyć?

— Powiedziano mi — nadął się znawca, — że jesteś bystrym chłopcem. Więcej, chodzą słuchy, że jak na swój młody wiek, odznaczasz się niebywałą wiedzą na Najważniejsze Tematy.

Josua milczał dyplomatycznie. Wokół nich powoli gromadził się tłum ciekawskich pielgrzymów znudzonych modlitwą, albo tych, którzy powracali do żon i dzieci, ubożsi o baranka, czy parę synogarlic, ale rozliczeni z Najwyższym.

Wśród tego pokornego tłumu biblista czuł się, jak ryba w wodzie.

— Nie należę, jak możesz się domyślać, do ludzi łatwowiernych. Najwyższy mi światkiem, że nie. Moim obowiązkiem jest sprawdzić, czy aby twoje poglądy są zgodne z wolą Adonaja. Dlatego zadam ci pytanie. Jeżeli odpowiesz poprawnie to będziesz mógł tu pozostać jeszcze kilka dni. Jeżeli się pomylisz, to jako heretyk zostaniesz biczowany a potem zgładzony przez ukamienowanie. Zawołać straże! — zwrócił się do zbaraniałych pielgrzymów.

Po tłumie przeszedł szmer. Niektórzy zgrzytali zębami, bo mieli nadzieję, że jednak, gdy mały zmięknie z głodu, dobiorą się do jego urodziwego ciałka; inni, którzy zapłacili haracz Najwyższemu (tak naprawdę, to zyskali na tym jedynie kapłani, ale nie mówcie o tym głośno), robili zakłady ze znudzonymi modlitwą z nadzieją, że mimo wszystko nie wrócą do domu z deficytem (żony w owych czasach były bardzo surowe, jeśli chodzi o budżet domowy), a może nawet zarobią na szarooką, długoudą kurtyzanę; jedną z tych, które zachęcały do degustacji swych wdzięków przed świątynną bramą, usztywniającym męską fantazję tańcem brzucha. Z taką zaznają rozkoszy, za którą będą tęsknić przez cały rok, gnijąc w małżeńskim łożu po kanonicznych kopulacjach, aż wrócą do świętego miasta Jeruzalem, by uwielbić Najwyższego trupami owiec, wołów i ptactwa.

Niemal wszyscy stawiali na uczonego w piśmie, gdyż mimo osobistych sympatii, oraz dziwnie silnej intuicji, byli zbyt podlegli systemowi, by nagle przeciwstawić się oficjalnemu autorytetowi religijnemu. Cóż, jak było na początku teraz i zawsze i na wieki wieków...

Josua nie zraził się ogólnym sceptycyzmem. Już dawno zrozumiał, iż jest kimś wyjątkowym. To nie byle co być wcielonym Bogiem. Jego człowieczeństwo, z racji wieku dawało mu się we znaki. Trudno być Absolutem traktowanym z lekceważeniem przez starszych od niego siwobrodych głupców. Przez dwa tysiące lat teologowie wygładzą wszystkie kanty paradoksu, ale dla młodego Josuły liczyło się tu i teraz absolutnie niewyrażalnej rzeczywistości. Jego samoświadomość bóstwa wcielonego przerastało możliwości dwunastoletniej osobowości, tak jak będzie przerastało samoświadomość dyndającego na krzyżu trzydziestoparolatka. Zmieścić Boga w człowieka — to najstraszniejsza z tortur, nieskończenie dotkliwsza od męki krzyża.

Mimo to, Jeszua radził sobie dobrze z mocą, która jak wzburzone morze uderzała w ograniczoności jego młodzieńczej osobowości. Tylko niezwykły blask szarych oczu Jesuły zdradzał wewnętrzne zmagania. Potężne mury bożego domu zdawały się być niczym, wobec samokontroli młodego Mesjasza, pobudzonego bliskością Niewyrażalnego Majestatu. Miał wrażenie, iż mógłby jednym aktem woli zniszczyć cały ten ogromny monument Starego Przymierza i z tą samą łatwością odbudować go jeszcze wspanialszym, lecz tym razem odpowiadającym woli Najwyższego.

— Odpowiedz mi, zatem, młodzieńcze: jakie jest najważniejsze Boże przykazanie? A wy wszyscy cicho! — arystokrata krzyknął do tłumu, jakby ten rzeczywiście zdolny był pomóc Jesule.

Chłopiec zastanowił się. Oczywiście nie nad odpowiedzią — tę znał doskonale. Chodziło raczej o to, czy po udzieleniu odpowiedzi zadać pytanie uczonemu. W ten sposób mógłby sprawdzić na ile zna Prawdy Najwyższego. Z drugiej strony Jeszua wiedział, że igra z zimnym ogniem ambicji i władzy, które zanieczyszczać będą, niczym ptasie odchody świątynny dziedziniec, wszelką religię aż do skończenia świata. Właśnie dlatego postanowił zaryzykować.

— Oto odpowiedź: najważniejszym przykazaniem jest: będziesz miłował Najwyższego. Z całego serca, ze wszystkich sił, z całej duszy i w ogóle...a bliźniego swego, jak siebie samego. Poza tym reszta to ozdobny chłam.

Złośliwy uśmieszek znikł z ust biblisty. Joszua odpowiedział bezbłędnie i na pewnie wielu z tych prostaków wie o tym. Dzieciak ocalił skórę, to pewne, ale jak wyjść z honorem z tej niezręcznej sytuacji? Najlepszą obroną jest atak. Dlatego trzeba młokosa zasypać pytaniami o komentarze midraszowe do tego wersetu, bo do cholery, szkoda ojcowskich pieniędzy, żeby taki nie wiadomo kto poddawał w wątpliwość porządek ustanowiony przez świętych patriarchów.

— Teraz ja mam pytanie — powiedział znienacka Josuła. — Mogę?

Uczony nie miał wyjścia. Poza tym, chociaż zaczął się bać kompromitacji, nie mógł po prostu uciąć rozmowę brutalnym „nie". Dostrzegł kilku faryzeuszy w ich czarnych eleganckich szatach. Co powie ojciec, gdy skompromituje się przed nimi? Wolał o tym nie myśleć.

— Pytaj synu — rzekł uczony w Piśmie pozornie władczym tonem.

— Powiedz panie: kim jest Najwyższy, Jaka jest jego natura?

To był cios poniżej pasa, ale w dyspucie nie ma sentymentów. Na razie ze wszystkich istot zamieszkujących Ziemię, jedynie Josua wiedział, że Najwyższy jest Doskonałym Bytem, Czystym Aktem, Jednością Trzech Osób a jego naturą jest Miłość (choć co to znaczy nikt nie wie, bo dla Boga miłość może być czymś innym niż dla nas, zaś analogia jest zawsze ambiwalentna) - ostatecznie jako Syn był jego ważną częścią składową.

Uczony w Piśmie zacisnął wąskie wargi i począł szarpać swą długą, rzadką brodę.

— Najwyższy...to, w rzeczy samej, Najwyższy. Bóg Abrahama...i tego, no Izaaka...i jego syna Jakuba...- mamrotał niepewnie biblista.

Jeszua triumfował, choć dyskretnie.

— To nie jest odpowiedź — stwierdził mesjasz.

Lud zdębiał.

Pieniądze przeszły z ręki do ręki. Ktoś pośpieszył w poszukiwaniu najzdolniejszych ladacznic; ktoś inny przeklinał pod nosem, nie zważając na świętość miejsca.

Josua był w transie. Pokonał religijnego profesjonalistę! To było dopiero coś. Teraz wyjawi właściwą odpowiedź i w ten sposób definitywnie zawstydzi przeciwnika. Młodzieńcowi tak przypadła do gustu dysputa z zarozumialcem, że podobne praktykował przez całe życie i co cieszy jeszcze bardziej — nigdy nie przegrał!

Już otwierał usta, na które cisnęły się słowa „Ja jestem Światłością świata", albo coś w tym stylu, gdy ciszę Świątynnego przedsionka rozdarł podwójny krzyk.


1 2 3 4 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Pusty krzyż
Inkwizytor


« Inny punkt widzenia   (Publikacja: 08-04-2003 Ostatnia zmiana: 06-09-2003)

 Wyślij mailem..   
Wersja do druku    PDF    MS Word

Marek Bończak
Były ksiądz; poglądy niezgodne z doktryną Kościoła skłoniły go do rezygnacji z kapłaństwa.

 Liczba tekstów na portalu: 12  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 17  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: Schizma arcybiskupa Milingo
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 2391 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365