Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
152.317.531 wizyt
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7296 tekstów. Zajęłyby one 28776 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 1907 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"
Mariusz Agnosiewicz - Kościół a faszyzm. Anatomia kolaboracji
Mariusz Agnosiewicz - Zapomniane dzieje Polski

Złota myśl Racjonalisty:
"Tolerancja jest to gotowość przyznania przedstawicielowi innego światopoglądu tej samej dozy inteligencji i dobrej woli, co sobie."
« Kultura  
Mythos i logos dziś [2]
Autor tekstu:

Otóż — zawsze, gdy poza naszą świadomością, dokonuje się w naszych umysłach stopienie między znaczonym a znaczącym, między reprezentantem „rzeczy" a „rzeczą" — znajdujemy się, choćby to trwało chwilę — w świecie mitu. Płacząc w kinie nad losem bohaterki filmu, wzruszając się tragizmem powieściowej postaci, dając się porwać opowieści - przenosimy się „tam". Nawet jeśli potem wzruszamy ramionami ze słowami — przecież to tylko film. A kibicowanie? Utożsamianie się z ukochaną drużyną i jej grą (właśnie: grą!) — kolejny wdzięczny temat… A jeszcze — dlaczego właściwie z taką pieczołowitością zbieramy pamiątki po znanych ludziach, dlaczego ludzie płacą za oryginał obrazu Moneta horrendalne pieniądze, albo za suknię M. Monroe — czyż nie dlatego, że żadna kopia nawet lepsza, wyraźniejsza od oryginału nie ma jednej istotnej cechy — otóż nigdy nie miała kontaktu z Wielkim Człowiekiem. To trochę jak magia sympatyczna, nieprawdaż? A tabu pewnych słów, dające pole dla wdzięcznych eufemizmów — typu odszedł zamiast umarł? Albo pisanie listów do serialowych postaci, do Matysiaków albo Sherlocka Holmesa? Doprawdy rejestr takich zachowań, postaw, emocji można by ciągnąć w nieskończoność. Nawet nasz język zachował terminy kiedyś zarezerwowane dla sfery mityczno-religijnej: mówimy o filmie, że jest kultowy, o magii kina, fascynujemy się życiem idoli, itd. A wynika z tego powierzchownego zaledwie rejestru jedno — jesteśmy co najmniej w równym stopniu kształtowani przez logos, co i mythos… I to jednocześnie. Na przykład dokonując w niewielkim odstępie czasu dwojakiego rodzaju czytania utworu literackiego — jako była studentka polonistyki dobrze to pamiętam; zadane lektury czytało się inaczej, „włączając" tryb krytyczny, analizując pozycję narratora, sposób konstruowania świata przedstawionego etc. Dla „odtrutki" zaś czytywało się np. Agatę Christie, już bez reszty dając się ogarnąć książkowej intrydze. (Zresztą o związkach literatury i mitu można by wiele powiedzieć, to ogromny temat).

Zatem — mythos i logos nie wykluczają się, współistnieją w nas. Ostoją logosu ma być nauka. Czy jednak rzeczywiście tak jest? Wiadomo, że nauka tworzy własne „środki wyrazu", metafory, metonimie, obrazy i równie często wypowiada się o świecie poprzez nie — owe usłużne, czekające na użycie chwyty literackie albo gotowe klisze — co przez terminy (rzekomo) ściśle naukowe, to jest wypracowane na rzecz określonej dziedziny. Czy nauka nie tworzy własnej mitologii (filozofię nazwał kiedyś Derrida „białą mitologią")? Nie ma tu miejsca na analizy dzieł poszczególnych naukowców (czynił to np. Derrida i Geertz), by ukazać ich pozatekstowe zaplecze, retorykę, perswazyjność miast rzeczowości — dla potrzeb tego krótkiego szkicu lepiej będzie napomknąć o pewnych Wielkich Metaforach, przyjmowanych przez badaczy niejako mimochodem i rzutujących rzecz jasna na efekt ich prac. Ot, na przykład Newtonowskie: wszechświat jako Maszyna, albo u Leibniza zdaje się mający początek: wszechświat jako Organizm. Organizm wszedł na długo jako obraz świata na teren nauki — kulturę postrzegano jako organizm właśnie, mówiono o organizmie państwowym. A to przecież tylko przybliżenie: znaczenie, nie znaczone. Coś co ma walor jedynie operacyjny, analityczny potraktowano jako rzeczywiste. W dodatku sam termin odnoszony do mikroskali (por. organizm zwierzęcy) przeniesiono na makroskalę i życie społeczne — zupełnie jak w myśleniu mitycznym, gdzie tak często dochodzi do utożsamienie porządków mikro- i makrokosmosu.

W scjentystycznie nastawionej nauce istniało przeświadczenie, że można odkryć prawdziwą rzeczywistość — wystarczy odpowiedni klucz, albo kod czy język - innymi słowy spotykamy się tu z metaforą Wielkiej Księgi, którą należy umieć odczytać, a cały jej „komunikat" stanie się dla nas jasny. Czyli mitem nauki był „mit o odbiciu rzeczywistości". To z kolei przywołuje kolejny obraz-metaforę: mianowicie Zwierciadło. W literaturze pięknej Stendhal orzekł, że powieść (realistyczna, jak najbardziej) to zwierciadło przechadzające się po gościńcu, w nauce analogicznie orzeczono, że język opisu naukowego adekwatnie ujmuje „rzecz" opisywaną. Innymi słowy, że język odbija rzeczywistość — odbija jak w lustrze. Tylko, że badania nad lustrem (językiem) ukazały jego konstrukcję… W tym momencie pora przypomnieć to, co wyżej powiedzieliśmy sobie w skrócie o języku i jego relacjach z myśleniem i światem… Język nie jest „przezroczysty" wobec rzeczywistości, wnosi weń własne kategorie. I stąd wypływa tzw. kryzys reprezentacji: opis naukowy — językowy (a jakiż inny mamy?) nie jest tożsamy z rzeczywistością, nie reprezentuje jej, nie przedstawia — cóż zatem możemy orzec o tej ostatniej? Ona sama zatem stała się dla nas mniej „czytelna", mniej oczywista.

Okazało się zatem, że sama nauka tworzy własną opowieść, własną mitologię... Nie zawsze odkrywa prawdę, a często sama ją wytwarza. A co powiedzieć o mityzowaniu opisywanej „rzeczywistości", przedmiotu opisu — np. w etnologii nowsza generacja badaczy ukazała jak dokonywała się akademicka mityzacja chłopów i kultury ludowej albo owych ludów „pierwotnych". Logos z mythosem współistnieje nawet w przybytku logosu… Czy to deprecjonuje naukę, czy stała się dziś „tylko" (właściwie dlaczego „tylko"?) jednym z gatunków… w zasadzie literackich, rodzajem opowiadania, sposobem narracji, z własnym zapleczem terminologicznym, sposobami konstruowania świata przedstawionego, etc.

Skąd! Logos ewokuje specjalny rodzaj refleksji — samoświadomość — i dlatego nauka wciąż krytykując samą siebie, jest ciągle siłą dającą nadzieję, że ogarniemy większy obszar wiedzy, a nade wszystko — rozumienia. W końcu to przecież logos „odkrył", że mythos wciąż gra wielką rolę w naszym życiu. Na szczęście wbrew skrajnym scjentystom z jednej i ideologom z drugiej strony (no i znowu pojawia się nowa możliwość — ideologia ma wszak tyle wspólnego z mityzacją rzeczywistości! Stalin jako Sakralny Władca itd.) nie jesteśmy istotami jednowymiarowymi. [ 1 ] I chwała bogom...


1 2 

 Zobacz także te strony:
Od mythosu do logosu: o wynalezieniu filozofi
Od mythosu do logosu: o wynalezieniu nauki
Język nauki a język religii
De(koń)strukcja Postmodernizmu
 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Od mythosu do logosu: o wynalezieniu filozofi
O nieistnieniu boga

 Dodaj komentarz do strony..   


 Przypisy:
[ 1 ] Tekst ten pisany był „od serca", nie opatrzę go więc przypisami, nie ma w nim zresztą żadnych mniej czy bardziej dosłownych przytoczeń. Ale przecież nie naszłyby mnie takie refleksje, gdyby nie przeczytane książki, z których pragnę wymienić szczególnie dwie: L. Stommy, Antropologia kultury wsi polskiej XIX w. i J. Tokarska-Bakir, Obraz osobliwy. Hermeneutyczna lektura źródeł etnograficznych. Inna sprawa — to jak wytłumaczyć owe uniwersalne skłonności do mityzowania świata: jedni pewnie powołaliby się na Junga, inni na Cambpella, jeszcze ktoś — na Levi-Straussa itd. I znowu pojawiłaby się w ten sposób pewna wizja totalna — jakaś teoria, mająca wszystko tłumaczyć... Warto też wspomnieć, że wielu antropologów kultury zajmuje się obecnie „tropieniem dzikiego" na naszym własnym podwórku, czyli antropologią współczesności (W. Burszta, R. Suliga). Jeszcze inna kwestia to możliwość opisu wielu dzisiejszych zachowań poprzez kategorie opisu stosowane dotąd w odniesieniu do ludów plemiennych — mam na myśli np. obrzędy przejścia albo sposoby wartościowania na bazie swój-obcy. Jednym słowem — temat to wielki, a poruszyłam zaledwie najbardziej, jak mi się wydawało, oczywiste sprawy.

« Kultura   (Publikacja: 19-07-2003 Ostatnia zmiana: 06-09-2003)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Joanna Żak-Bucholc
Zajmuje się etnologią i religioznawstem. Publikowała m.in. w: 'ALBO albo Inspiracje Jungowskie'; 'Nie z tej ziemi'; 'Czwarty Wymiar'; 'Tytuł'.

 Liczba tekstów na portalu: 90  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Kilka uwag na marginesie poprawności politycznej oraz innych wkurzających rzeczy
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 2554 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365