Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
199.024.258 wizyt
Ponad 1065 autorów napisało dla nas 7364 tekstów. Zajęłyby one 29017 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy konflikt w Gazie skończy się w 2024?
Raczej tak
Chyba tak
Nie wiem
Chyba nie
Raczej nie
  

Oddano 154 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Rzecz jasna ludzie przeczą temu, co oczywiste, i żyją w świecie wyobraźni, w którym teksty biblijne wciąż stanowią doskonałe źródło wiedzy geologicznej i paleobiologicznej. Ale wymaga to ogromnego wysiłku. Przeważająca część wierzących Europejczyków woli wnikać tego typu kwestii, uznając, że religia jest odrębną sferą i że stawia pytania, na które nie znajdzie odpowiedzi żadna z nauk.
 Kultura » Etnologia

Wiara w moc uzdrawiania królów we Francji i Anglii [2]
Autor tekstu:

Przez szereg stuleci ludzie wierzyli, że dotyk dłoni królewskiej jest niezawodnym panaceum na różne choroby przede wszystkim na skrofuły. Myślę, że warto przyjrzeć się materii omawianej rzeczy czyli chorobie określanej jako skrofuloza, w której leczeniu mieli specjalizować się monarchowie Anglii i Francji.

Skrofuły (skrofuloza, z łac. scrofula) lekarze określają dziś jako zapalenie węzłów chłonnych spowodowane prątkami gruźlicy. Przyczyną zachorowań są kiepskie warunki higieniczne w jakich żył pacjent. W Średniowieczu ogólny poziom higieny był niski, toteż chorych na skrofulozę nie brakowało. Widok takiej osoby wówczas gdy dochodziło do ropienia twarzy lub zniekształceń ciała był mało estetyczny, zapach też nie należał do przyjemnych. Zdarzało się, że ludzie chorzy na skrofuły umierali. Autor omawianej książki zwraca uwagę, że powyższe tłumaczenie nie było możliwe przed narodzinami bakteriologii; w Średniowieczu nie radzono sobie zbytnio z rozróżnianiem różnych rodzajów zapaleń węzłów chłonnych, w związku z czym wszystkie objawy tej choroby definiowano jako skrofulozę, prowadziło to do tego, że często mylono objawy tej choroby z innymi chorobami łagodniejszymi w skutkach, a czasami nawet zanikającymi na stałe lub czasowo. Stąd też, zdaniem Blocha, cudy mogły być wynikiem mylnej diagnozy, która powodowała, że o cud wcale nie było tak trudno. Stąd też być może wzięło się określenie skrofulozy jako choroby królewskiej.

Popularność cudu

O tym, że cud królewski był popularny świadczą rejestry finansowe domów królewskich, albowiem każdy chory oprócz domniemanej łaski uzdrowienia otrzymywał również jałmużnę. Pomimo, iż jałmużna królewska była skromna, to dla budżetu władcy ogólnie stanowiła spore obciążenie, ponieważ liczba chorych, chętnych do uzdrowienia, zawsze była olbrzymia, zaś władca dbając o swój prestiż nie mógł wymigać się od udziału w rytuale uzdrawiania.

Bloch jako przykład podaje, że w Anglii w okresie panowania trzech Edwardów (1272-1377) wszyscy chorzy poddani procedurze cudotwórczego leczenia otrzymywali jałmużnę o niezmiennej wysokości jednego denara. Jeżeli przyjmiemy jako kryterium prestiżu władcy liczbę chorych, których dotykał król, to absolutnym rekordzistą był Edward I. Liczba osób poddanych uzdrawianiu w 5. roku jego panowania wynosiła 627. W 12. roku — 197; 17. r. — 1736; 18. r. — 519; 28. r. - 983; 32. r. — 1219. Edward II w 14. roku panowania uzdrawiał 79 osób. Edward III — przeciętnie 500.

Autor nie dysponował żadnymi danymi dotyczącymi rejestrów wydatków królów francuskich dotyczących XIV w., snuje on przypuszczenia, iż skala wydatków, jak i osób uzdrowionych, była zbliżona do tej na wyspach. Jako potwierdzenie słuszności swoich wywodów Bloch przedstawia tutaj dane dotyczące XVI stulecia, które mówią nam o aktywności cudotwórczej monarchów francuskich. Ludwik XII w roku 1508 — 528 osób. Franciszek I w roku 1528 — 1326 osób; w 1529 r. — 988; 1530 r. -1731 osób. Karol IX w roku 1569 — 2092 osoby.

Zauważamy ponadto pewną prawidłowość: działalność cudotwórcza królów podlegała pewnym fluktuacjom: gdy była względnie niewielka związane to było ze wzmożoną działalnością dyplomatyczną i wojenną królów. Inną prawidłowością był związek z kryzysami gospodarczymi: gdy do nich dochodziło liczba chętnych chcących przejść przez rytuał uzdrowienia wzrastała, co może się wiązać m.in. z chęcią uzyskania jałmużny, której wartość z czasem rosła. 

Bloch wspomina wielokrotnie w swej książce, że prestiż monarchii francuskiej i angielskiej był tak wielki, że przed oblicze królów udawali się licznymi grupami cudzoziemcy, w celu uzyskania łaski uzdrowienia. W pewnym momencie doszło do sytuacji gdy mieliśmy do czynienia ze swego rodzaju licytacją, otóż monarchowie państw położonych po obydwu stronach kanału La Manche rywalizowali o prestiż poprzez ...podwyższanie jałmużny. W Anglii za Henryka VII jałmużna wynosiła 6 szylingów i 8 denarów, co odpowiadało sumie 80 denarów. Jak widać, od czasów Edwardów wzrost wartości jałmużny był znaczny. Za Henryka VIII jeszcze ją podniesiono: chorzy dostawali 7 szylingów i 8 denarów. Przed okresem „czarnej śmierci" chory dostawał 1 denar, była to moneta srebrna, co stanowiło dniówkę robotnika niewykwalifikowanego. Za Henryka VIII przeprowadzono operację finansową, która polegała na zastąpieniu owych 7 szylingów i 8 denarów złotą monetą o nazwie angel — była to cena konsultacji lekarskiej u wybitnego doktora. We Francji początkowo wartość jałmużny była stosunkowo niska — były to dwa kawałki srebra. W późniejszym okresie jej wartość znacznie wzrosła. Bloch wspomina, że chorzy przybywający z zagranicy dostawali jałmużnę pozwalającą na bezproblemowy powrót do domu. Żeby dostąpić łaski uzdrowienia, w czasie pokoju, ruszali nie tylko biedacy, ale także bogaci, wszyscy ci ludzie podążali do króla Francji. Najwięcej cudzoziemców przybywało z sąsiedniej Hiszpanii, gdzie wieść o cudotwórczej mocy królów była rozpowszechniona. Chorzy grupowali się w karawany, na ich czele stał kapitan. Każdy z chorych dostawał hojną jałmużnę od 225 do 275 liwrów. Działo się tak, ponieważ królom zależało na podniesieniu prestiżu domu panującego.

Innym interesującym przypadkiem potwierdzającym ogromną popularność rytuału uzdrawiania przez królów była okoliczność, kiedy król angielski wybierał się w gościnę do Francji. Bloch podaje, że Edward I uzdrawiał chorych we Francji, czynił to w czasie podróży po Akwitanii, dotykał ich także w Condom, Condat, Libourne. Sytuacja uległa zmianie, gdy Plantageneci zdobyli tytuł króla Francji, wtedy to dla lokalnych społeczności stawali się obcą władzą i poddani przestali do nich pielgrzymować w celu uzyskania uzdrowienia. Trzeba przyznać, że jest to dość subtelne rozróżnienie, gdy obcy władca jest w gościnie, to mieszkańcy godzili się na to, by król Anglii, jako prawowity władca swojego kraju uprawiał rytuał cudotwórczy na terenie Francji. W momencie jednak, gdy ten sam król usiłował czynić to samo przybywając do Francji w charakterze zdobywcy i podporządkowuje sobie jakiś region, to dla ludu tego terytorium staje się uzurpatorem, nie jest prawowitym władcą, więc jego moc uzdrawiania nie ma racji bytu. Autor monografii podaje przykład Edwarda I, który przestał uzdrawiać w chwili gdy zajął Flandrię.

Jak wyglądała ceremonia uzdrawiania chorych na skrofuły?

Jak wiadomo król jako władca absolutny stał na czele administracji państwowej, uzdrawianie chorych było jednym z elementów celebrowania samej władzy monarszej. W związku z tym rytuał ów musiał być wpisany w czynności administracyjne podejmowane przez władcę. Sytuacje, kiedy król uzdrawiał chorych w podróży albo litował się nad pojedynczym przypadkiem, należały do rzadkości. W większości przypadków to chorzy musieli przybyć do króla, a tam poddać się zaleceniom urzędników. Selekcji chorych dokonywali lekarze, na porządku dziennym było jednoczesne uzdrawianie setek osób. Dni, kiedy król uzdrawiał, związane były z kalendarzem liturgicznym, do ceremonii dochodziło w czasie znaczniejszych świąt kościelnych, np. Matki Gromnicznej, Niedzieli Palmowej, Wielkanocy, Zielonych Świątek, Wniebowstąpienia, Bożego Ciała, Niepokalanego Poczęcia i Bożego Narodzenia. Wyjątek od reguły stanowił 8 lipiec.

Ceremonia uzdrawiania chorych przez króla miała wymiar szczególnie uroczysty. Przed przystąpieniem do jej odprawienia król za każdym razem przyjmował komunię pod dwiema postaciami, co miało podkreślać świętość monarchii francuskiej. Król trzymał kielich, biskup podawał mu paterę, na dziedzińcu katedry stał tłum chorych. Najważniejszym elementem rytuału niezmiennego przez setki lat, była naga dłoń króla dotykająca ran i guzów chorych przybyłych na ceremonię. Następnie uzdrawiacz kreślił znak krzyża nad chorym i wypowiadał formułę: "Król cię dotyka a Bóg uzdrawia". Samą uroczystość poprzedzała krótka liturgia słowa poświęcona w całości Św. Marcoulowi, patronowi cudu królewskiego. W Anglii rytuał wyglądał podobnie.

Stosunek Kościoła do rytuału ozdrowieńczego uprawianego przez królów

Jak wspomniałem wyżej, rytuał uzdrawiania chorych przez królów miał charakter liturgiczny, odbywał się w samym kościele lub na podwórzu kościoła. Jednak stosunek Kościoła był bardziej złożony (pewnych analogii można się tutaj doszukiwać ze stosunkiem do ordaliów - tzw. sądów bożych). W XI w., tuż po wprowadzeniu rytuału uzdrawiania we Francji, miała miejsce w Kościele Katolickim reforma przeprowadzona przez papieża Grzegorza VII. Bloch pisze, że reforma gregoriańska zrewolucjonizowała życie Kościoła. Reformatorzy opowiedzieli się zdecydowanie przeciwko cudotwórczym praktykom jakie zaczęli w XI w. uprawiać królowie Francji. Reformatorzy zwalczali władzę doczesną, była ona wroga koncepcji sprawowania władzy świeckiej i duchowej jaką propagował papież Grzegorz VII. Papież uważał, że należy zrywać więzy Kościoła z władzą doczesną. Przejawiało się to poprzez podejmowanie licznych prób pozbawienia aureoli świętości jaka zaczęła się pojawiać wokół władców, gdyż królewskie uzdrawianie chorych przyczyniało się do wzrostu prestiżu monarchii francuskiej, co z kolei było nie na rękę politycznym planom Grzegorza VII. W jego mniemaniu król nie miał prawa występować w roli świętego, była to jego uzurpacja. Zdaniem papieża, byle klecha, więcej znaczy niż król, ponieważ ksiądz ma moc przemieniania chleba i wina w ciało i krew Chrystusa. Podobnie w przypadku egzorcystów: egzorcysta wypędza z duszy demony i inne moce diabelskie, egzorcystą może zostać kapłan mający najniższe święcenia, gdzież więc w konkury usiłuje wepchać się król, który nic nie znaczy w kaście kapłańskiej, rządzi ludźmi, ale w kwestii spraw nadprzyrodzonych to nie były jego kompetencje. Na tej podstawie Grzegorz VII zabraniał królom czynienia cudów.

Jednak królowie Francji zbytnio nie przejmowali się zakazami Grzegorza VII i jego następców. Filip Piękny wystąpił oficjalnie z polemiką wobec Kościoła. Był to tekst anonimowego autora poświadczający cuda objawione przez Pana, który zesłał na królów moc uzdrawiania chorych na skrofuły — na tej podstawie królowie uważali, że ich czynności cudotwórcze są prawomocne. Późniejsi publicyści wzorowali się na tym tekście uznając dzieło królów-cudotwórców za prawomocne wobec Boga i ludzi. Karol V sam napisał tekst w swojej sprawie do papieża, w którym stwierdza, że od czasów Chlodwiga królowie Francji uzdrawiają chorych. Władca pisze o sobie jako o uzdrowicielu. Celem tych zabiegów króla i jego dworu było wzmocnienie politycznej władzy królewskiej wobec Kościoła.

Można przypuszczać, że w tym momencie cudotwórczy rytuał, oprócz swojego pierwotnego znaczenia tzn. uzdrawiania chorych, nabrał wymiaru ideologicznego i politycznego. W miarę wzrastania pozycji króla kler lokalny podporządkowuje się władcy, albowiem ten dysponował wszelakimi dobrami i stanowiskami, więc lojalność poszczególnych biskupów wobec króla była zagwarantowana, zwłaszcza gdy dochodziło do sporów króla z papieżem. Działalność cudotwórczą królów Anglii i Francji za prawomocną uznawali nawet najwięksi fanatycy religijni, po prostu uważali oni, że papież nie powinien mieszać się w wewnętrzne sprawy ich kraju.


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Król - święty czy przeklęty?
O mentalności prostego ludu w epoce Średniowiecza

 Zobacz komentarze (1)..   


« Etnologia   (Publikacja: 03-05-2004 Ostatnia zmiana: 04-05-2004)

 Wyślij mailem..   
Wersja do druku    PDF    MS Word

Krzysztof Baliński
Historyk, publicysta prasy lokalnej ("Nowy Kurier Iławski"), wolontariusz, działa w Stowarzyszeniu na rzecz osób niepełnosprawnych powiatu iławskiego "PROMYK". Zajmuje się problematyką osób niepełnosprawnych. Mieszka w Iławie.

 Liczba tekstów na portalu: 6  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Szkoła im. Biskupów
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3408 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365