Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
182.654.520 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7346 tekstów. Zajęłyby one 28991 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 3317 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"
Mariusz Agnosiewicz - Kryminalne dzieje papiestwa tom I
Agnieszka Zakrzewicz - Papież i kobieta

Złota myśl Racjonalisty:
Musi być im ciężko... Tym, którzy wzięli autorytet za prawdę, zamiast prawdę za autorytet.
 Filozofia » Historia filozofii » Filozofia współczesna » Nietzsche

Nietzsche - duchowy ojciec Europy? [4]
Autor tekstu: F. Nietzsche, M. Agnosiewicz

Bywają prawdy, które najlepiej przyswajają sobie mierne głowy, gdyż są dla nich najodpowiedniejsze, bywają prawdy, co jeno dla miernych duchów posiadają urok i ponętę: — tego snadź niemiłego przeświadczenia nabywa się teraz, odkąd duch zacnych, lecz miernych Anglików — takiego Darwin'a, John'a Stuart'a Mill’a i Herberta Spencer'a — w średnich europejskiego smaku warstwach jął brać górę. Bo i któżby zaprzeczał użyteczności chwilowego takich duchów panowania? Byłoby mylnem, właśnie wyszczytnionym i lecącym opodal duchom przypisywać szczególniejsze zdolności do ustalania, gromadzenia i ujmowania we wnioski licznych drobnych pospolitych faktów: - owszem, jako wyjątki, z założenia nie posiadają one warunków, badaniu reguł sprzyjających. Nadto ich celem jest coś więcej niźli poznanie — mianowicie mają być czemś nowem, coś nowego oznaczać, nowe przedstawiać wartości! Przepaść między wiedzieć a módz jest snadź większa i straszliwsza, aniżeli się zdaje: i możliwem jest przypuszczenie, że mogący w wielkim stylu, iż geniusz twórczy musi być nie wiedzącym, — z drugiej zaś strony do naukowych odkryć w rodzaju darwinowskich usposabiałaby nieźle jakowaś cieśń, oschłość i pilna staranność, słowem, coś angielskiego. — Nie zapominajmyż na ostatek Anglikom, iż głęboka ich poziomość była już raz przyczyną ogólnego upadku ducha europejskiego: To, co się zowie nowoczesnemi ideami lub ideami osiemnastowiecza lub też francuskiemi ideami, — to zatem, przeciw czemu z głębokim wstrętem dźwignął się duch niemiecki, — było angielskiego pochodzenia, nie ma żadnej wątpliwości. Francuzi byli tylko małpami i aktorami tych idej, najdzielniejszymi ich bojownikami, tudzież, niestety, ich pierwszemi i najzupełniejszemi ofiarami: gdyż skutkiem przeklętej anglomanii nowoczesnych idej ame francaise tak w końcu wyschła i zwątlala, iż omal z niedowierzaniem wspominamy obecnie jej głęboką namiętną moc, jej wynalazczą dostojność w szesnastym i siedemnastym wieku. Tej wszakże zasady historycznej słuszności oburącz trzymać się, wbrew pozorom i teraźniejszości bronić należy: europejska noblesse — uczucia, smaku, obyczajów, słowem, w każdem Wysokiem znaczeniu — jest dziełem i wynalazkiem francuskim, europejska pospolitość i gminność nowoczesnych idej — angielskim. -

I dziś jest jeszcze Francya siedzibą najbardziej uduchowionej najwykwintniejszej kultury europejskiej i szkolą główną smaku: lecz trzeba umieć znaleść tę Francyę smaku. Starannie ukrywa się, kto do niej należy: — w niewielu snadź działa i żywię, do tego będą to ludzie niezbyt krzepko stojący na nogach, po części fataliści, sposępnieni, chorzy, po części przedelikaceni i przerafinowani, ukrywający się z ambicyi. Wszyscy mają coś wspólnego; zatykają uszy na rozhukaną głupotę i zgiełkliwe trajkotanie demokratycznego bourgeois. Istotnie, na tle przedniem przewala się dziś ogłupiała i spospoliciała Francya, — niedawno, grzebiąc Wiktora Hugo, święciła istną orgię niesmaku i samo — uwielbienia. I jeszcze coś innego znamionuje ich pospołu: szczera chęć, by ustrzedz się duchowej germanizacyi — i jeszcze szczersza niezdolność do tego! Snadź już obecnie w tej Francyi ducha, co jest także Francya pessymizmu, tak rozgościł się i zadomowił Schopenhauer, jak nigdy w Niemczech; nie mówiąc już o Henryku Heinem, który oddawna przeszedł w krew i kość subtelniejszych i wykwintniejszych liryków paryskich, lub o Heglu, co w osobie Taine’a — to znaczy, pierwszego żyjącego historyka — wywiera dziś tyrański niemal wpływ. Co zaś dotyczy Ryszarda Wagnera: im bardziej muzyka francuska kształtuje się wedle rzeczywistych potrzeb ame moderne, tem bardziej będzie wagneryzowała, przepowiedzieć to łatwo — czyż nie wagneryzuje już obecnie! Trzy są wszelako rzeczy, któremi Francuzi i dziś jeszcze jako swą spuścizną i własnością tudzież jako niezatartem znamieniem dawnej przewagi kulturalnej nad Europą, mimo całej dobrowolnej lub niedobrowolnej germanizacyi i obniżenia smaku, z dumą pochlubić się mogą: po pierwsze, zdolność do namiętności artystycznych, do lubowania się formą, dla którego wynaleziono hasło l’art pour l’art obok tysiąca innych: — od trzech wieków krzewiły się zamiłowania te we Francyi i, dzięki kornej czci dla nielicznych, umożliwiały wciąż niejako kameralną w literaturze muzykę, której w innych krajach europejskich szukałoby się nadaremno -. Wtóry wzgląd, którym Francuzi swą nad Europą przewagę uzasadnić mogą, polega na ich prastarej różnorodnej kulturze moralistycznej; dzięki jej nawet u pośledniejszych romanciers dziennikarskich oraz przygodnych boulevardiers de Parts spotyka się na ogół taką psychologiczną wrażliwość i ciekawość o jakiej, w Niemczech na przykład, niema się nawet pojęcia (nie mówiąc już o rzeczy samej). Niemcom brak do tego kilku stuleci moralistycznej pracy, której, jak wspomniano, nie zaniedbała Francya; kto zwie dlatego Niemców naiwnymi, ten schlebia ich wadom. (Przeciwieństwem do tego niemieckiego niedoświadczenia i niemowlęctwa in voluptate psycholozica, spowinowaconego dość blisko z pudziarstwem niemieckiego towarzystwa, — oraz najznamienitszym wyrazem iście francuskiej ciekawości i wynalazczości w tej subtelnych dreszczów dziedzinie jest snadź Henri Beyle, ów dziwny dalekowidzący i wyprzedzający człowiek, co w napoleońskiem tempie przebiegł swą Europę, kilka stuleci europejskiej duszy, jako jej badacz i wynalazca: — i trzeba było dwóch pokoleń, by go niejako dopędzić, by domyślić się niektórych zagadek, które dręczyły i zachwycały tego dziwnego epikurejczyka i zagadkowego człowieka, tego ostatniego wielkiego psychologa francuskiego -). Istnieje jeszcze trzeci powód wyższości: w naturze francuskiej dokonała się napoły pomyślnie synteza Północy i Południa: dzięki jej pojmują Francuzi wiele rzeczy i robią różne rzeczy, których Anglik nie pojmie nigdy; ich temperament zwracający i odwracający się okresowo od Południa, kipiąca w nich od czasu do czasu prowansalska i liguryjska krew chroni ich przed przeraźliwą szarzyzną północną, przed bezsłoneczną upiornością i niedokrwistością pojęciową, — tą naszą niemiecką chorobą smaku, przeciw nadmiarowi której zapisuje się obecnie z wielką stanowczością krew i żelazo, chcę rzec: wielką politykę (wedle wskazań niebezpiecznej sztuki leczniczej, co każe czekać i czekać, ale żadnej dotychczas nie wzbudza jeszcze nadziei -). I dziś jeszcze rozumie i garnie się Francya do owych niezwyklejszych i rzadko zadowalnianych ludzi, którzy są za rozlegli, by mogli się pomieścić w jakimś swojskim zaścianku i umieją kochać na Północy Południe a na Południu Północ, — do owych urodzonych śródlądowców, do dobrych europejczyków. — Dla nich to stworzył muzykę Bizet, ten ostatni geniusz, któremu objawiła się nowa zwodniczość i krasa, — co odkrył cząstkę muzycznego Południa.

Wobec muzyki niemieckiej z niejednego względu trzeba się mieć na baczności. Jeżeli ktoś lubi tak Południe, jak ja je lubię, jako wielką szkołę uzdrawiania w rzeczach najbardziej duchowych i najbardziej zmysłowych, jako nieskiełznaną pełnię słoneczności i pogody, rozpostartą nad świetniejącym własną chwałą, wierzącym w siebie bytem: no, to stanie się on nieco ostrożniejszym wobec muzyki niemieckiej, gdyż, psując znów smak jego, psuje mu ona zarazem zdrowie. Południowiec taki, nie z pochodzenia lecz z wiary, jeżeli marzy o przyszłości muzyki, musi, też marzyć o wyzwoleniu muzyki z więzów Północy, musi mieć w uszach gędźbę jakiejś głębszej potężniejszej, może bardziej złowrogiej i tajemniczej muzyki, jakiejś muzyki nadniemieckiej, co na widok modrego lubieżnego morza i śródlądowej błękitów jaśni nie przebrzmi, nie zblednie, nie spłowieje, jak to bywa z całą muzyką niemiecką, — jakiejś muzyki nadeuropejskiej, co zachowa swój przepych nawet wobec śniadych zachodów słońca na pustyni, której dusza pokrewna jest palmie i śród wielkich, pięknych, samotnych drapieżców gościć i błąkać się umie — . Mógłbym wyobrazić sobie muzykę, której najniezwyklejszy czar polegałby na tem, iż nie wiedziałaby już o dobrem i złem, jeno że tu i ówdzie snułyby się po niej może jakieś tęsknice tułacze, jakieś cienie złociste i słabostki pieściwe: sztukę, co widziałaby z wielkiej oddali, jak pierzchają ku niej barwy jakiegoś ginącego, niezrozumiałego już niemal, moralnego świata i byłaby dość gościnną i głęboką, by przyjąć takich zapóźnionych zbiegów. -

Dzięki chorobliwemu rozbratowi, który śród ludów europejskich wywołał i wywołuje jeszcze szał nacyonalistyczny, dzięki politykom o krótkim wzroku i skorej ręce, co przy jego pomocy ujęli ster w swe dłonie i nie przeczuwają zgoła, do jakiego stopnia ta uprawiana przez nich rozluźniająca polityka li tymczasową polityką z konieczności być musi — dzięki temu wszystkiemu tudzież niejednej jeszcze rzeczy, o której mówić obecnie niepodobna, przeoczą się lub umyślnie i kłamliwie przeinacza się najniedwuznaczniejsze oznaki dowodzące, iż Europa pragnie zjednoczenia. U wszystkich głębszych i rozleglejszych bieżącego stulecia ludzi właściwą gwiazdą przewodnią tajemnej dusz ich pracy było utorowanie drogi do nowej tej syntezy oraz próbne przygotowania do europejczyka przyszłości: jeno w chwilach słabości, w podeszłym na przykład wieku, jeno na plan przedni wysuwali swojskość, - pogrążali się w niej, by wypocząć po sobie samych. Mam na myśli ludzi takich, jak Napoleon, Goethe, Beethoven, Stendhal, Henryk Heine, Schopenhauer: niechże mi to nie będzie poczytane za winę, że zaliczę do nich także Ryszarda Wagnera, acz innego był o sobie mniemania, — geniusze jego rodzaju rzadko mają prawo rozumieć siebie samych. Tem mniej przeczy temu nieprzystojna wrzawa, z jaką obecnie wyklina się i wyświeca z Francyi Wagnera: — gdyż jest rzeczą pewną, iż imię Wagnera najbliżej i najściślej jest złączone z późniejszą romantyką francuską czwartego dziesięciolecia. Na wszystkich wyżniach, we wszystkich głębiach ich potrzeb przejawia się pokrewieństwo, najistotniejsze pokrewieństwo: to dusza Europy, jednej Europy, tęskni, przedziera się, wydziera się z ich różnorodnej burzliwej sztuki — dokąd? ku nowemuż światłu ? ku nowemu słońcu ? Lecz któż dokładnie wysłowić to zdoła, czego nie umieli wypowiedzieć wyraźnie wszyscy ci nowego języka mistrze? To pewna, że udręczał ich jednaki pęd i szał, że w jednaki szukali sposób ci ostatni wielcy poszukiwacze! Wszyscy społem opętani przez literaturę wyżej oczu i uszu — pierwsi to artyści o wszechstronnem literackiem wykształceniu -, po większej części sami nawet piszący, hołdujący poezyi, pośrednicy i kojarzyciele sztuk i zmysłów (Wagner jako muzyk należy do malarzy, jako poeta do muzyków, jako artysta w ogóle do aktorów): wszyscy społem fanatycy wyrazu za każdą cenę — że wspomnę Delacroix, najbliżej spowinowaconego z Wagnerem -, wszyscy społem wielcy odkrywcy w dziedzinie wzniosłości tudzież szpetności i okropności, zaś jeszcze więksi odkrywcy efektów, popisów, wystawności; wszyscy społem talenty wybiegające daleko poza rubieże swego geniuszu -, wirtuozi do rdzenia i głębi, z tajemnymi dostępami do wszystkiego, co zwodzi, nęci, zmusza, obala, urodzeni wrogowie logiki i prostolinijności, żądni wszystkiego niezwykłego, egzotycznego, potwornego, krętego, sobie samemu sprzecznego; jako ludzie, Tantale woli, wywyższeni plebejusze, co w twórczości i w życiu czuli się niezdolnymi do dostojnego tempo, do dostojnego lento — przypomnijmyż sobie naprzykład Balzac'a — , nieuskromieni pracownicy, zabijający się niemal pracą; antynomiści i rokoszanie w obyczajach, ambitni i nienasyceni bez równowagi i rozkoszy; wszyscy społem słaniający i łamiący się w końcu u stóp krzyża (i całkiem słusznie: któryż z nich bowiem był dość głęboki i pierwotny do filozofii Antychrysta? -) na ogół zapamiętale śmiała, przedziwnie potężna, wysokolotna i wzwyż porywająca odmiana szczytniejszych ludzi, która dopiero musiała wpajać swemu stuleciu — a jest to stulecie tłumu! — pojęcie szczytniejszego człowieka … Niemieccy przyjaciele Ryszarda Wagnera niechaj rozważą, czy w sztuce wagnerowskiej istnieje li tylko coś niemieckiego, lub czy jej chluba nie polega właśnie na tem, że poczęła się z bodźców i źródeł nadniemieckich: przyczem lekceważyć nie można, jak bardzo do wykształcenia jego typu był niezbędnym Paryż, dokąd w rozstrzygającej chwili parła go głębia jego instynktów, i do jakiego stopnia cały sposób jego występowania, jego samo — apostolstwa mógł wydoskonalić się dopiero na wzorach socyalistów francuskich. Przy subtelniejszem porównaniu okazałoby się może na chlubę niemieckiej natury Ryszarda Wagnera, iż brał on wszystko krzepciej, zuchwałej, twardziej, górniej, aniżeli mógłby brać Francuz dziewiętnastego wieku - dzięki tej okoliczności, iż my Niemcy bliżsi jesteśmy barbarzyństwa od Francuzów — być może nawet, iż to, co jest najznamienitszym tworem Ryszarda Wagnera, dla całej przepóźnej łacińskiej rasy na zawsze i nie tylko na dzisiaj jest niedostępne, nie do odczucia, nie do naśladowania: mianowicie postać Zygfryda, tego bardzo wolnego człowieka, co w istocie jest snadź za wolny, za twardy, za pogodny, za zdrów, zbyt antykatolicki dla smaku starych, próchniejących kultur. I może grzechem przeciwko romantyce był ten antyromański Zygfryd: wprawdzie Wagner w późniejszem smutnem swym życiu grzech ten sowicie okupił, gdyż — naginając się do smaku, który stał się tymczasem polityką — nie wstąpił jużcić sam na drogę, wiodącą do Rzymu, lecz z właściwą sobie żarliwością religijną nawoływać do niej zaczął. — By słowa te należycie zrozumiane zostały, zawezwę ku pomocy kilka krzepkich rymów, które wyjawią nawet mniej subtelnym uszom, o co mi chodzi, co mam przeciwko Wagnerowi u schyłku oraz jego parsifalowej muzyce: -

Niemieckież to ? -
Niemieckie serce zgrzyty te wydało?
Niemieckie tak się odcieleśnia ciału ?
Niemieckie są te mnisze rąk składaniu,
Te kadzidelne zmysłów opętania ?
I czyż niemieckie są, te rwane tony,
Te ekstatycznie rozjęczane dzwony,
Na Ave grania, oczu przewracania,
Świętoszkowate wniebowstepowania ?
— Niemieckież to ? -
Rozważcie ! Jeszcie stoicie u bram : -
To Rzym, to wiarę rzymską bez słów-słychać tam!


1 2 3 4 

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Fryderyk Nietzsche
Nietzsche – samotnik i marzyciel

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (2)..   


« Nietzsche   (Publikacja: 02-08-2004 Ostatnia zmiana: 19-07-2006)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3551 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365