Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
159.430.771 wizyt
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7307 tekstów. Zajęłyby one 28830 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 1249 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Większość ludzi używa głowy nie do myślenia, lecz do potakiwania.
 Filozofia » Historia filozofii » Filozofia współczesna » Nietzsche

Nietzsche - duchowy ojciec Europy? [1]
Autor tekstu: F. Nietzsche, M. Agnosiewicz

Dziś, w dobie rozwoju idei integracji europejskiej, pojęcie ponadnarodowości czy nadnarodowości dla określenia bytu organizacyjno-prawnego oraz pewnego porządku prawnego formowanego w ramach Unii Europejskiej, jakościowo i formalnie innego od prawa krajowego czy międzynarodowego, jest często spotykane i bardzo istotne. Warto pamiętać, że pojęcie to zawdzięczamy właśnie Fryderykowi Nietzsche — to z jego dzieł wywodzi się pojęcie ponadnarodowości [ 1 ], choć dziś rozumianej inaczej niż przyjmował to jej Autor. Nietzsche pisał o "nadnarodowej odmianie człowieka", „procesie stającego się europejczyka", „przyszłym europejczyku", „europejczyku przyszłości", spotykamy u niego takie sformułowania: „My, dobrzy europejczycy", „dusza Europy, jednej Europy, tęskni, przedziera się, wydziera się". Fryderyk Nietzsche w dobie szalejących nacjonalizmów dziewiętnastego stulecia pisał: „Europa pragnie zjednoczenia". Pomimo, iż dzisiejszy proces integracji i kształtowania się Europy jest oczywiście w wielu aspektach daleki od koncepcji Nietzschego, jednak w wielu punktach jest on znacznie bliższy aksjologii i koncepcji Filozofa niż koncepcji chrześcijańsko-katolickiej.

Kościół wiódł niegdyś zacięte spory z cesarstwem o prymat w Europie, była to pewna europejska koncepcja uniwersalizacyjna, lecz niemająca wiele wspólnego z integracją obecną. Tamta uniwersalizacja, na siłę, zwłaszcza przez Kościół, podpinana pod obecną, w związek genetyczny, był to po prostu papiesko-katolicki pęd imperialny, a nie integracja i europejskie zjednoczenie w głębokim znaczeniu, w znaczeniu dzisiejszym. Uniwersalizm papieski i ta swoista próba zjednoczenia Europy zdewaluowała się i umarła jeszcze w średniowieczu. Dzisiejsza idea integracji jest radykalnie inna od średniowiecznej koncepcji kościelnej, przede wszystkim nie jest podszyta imperializmem religijnym czy politycznym. Pomimo tego Kościół i papież nie ustają w zabiegach około tego, aby ochrzcić proces zjednoczenia Europy i samą Unię Europejską. Organizuje się zatem celebry zjazdu gnieźnieńskiego, płodzi elukubracje na temat współczesnej kontynuacji chrześcijańskiego uniwersalizmu, próbuje wpychać do fundamentalnych aktów europejskich „chrześcijańskie korzenie" Europy (więcej o tym pisałem w tekście „Bitwy aksjologiczne"), czy nawet formalnie dorabia się aureolę Robertowi Szumanowi [ 2 ]. Wszystko to jednak naderemno, wszystko to nieudolne uzurpacje! Do polskiej wyobraźni, wspomaganej w tym przez nieustającą medialną i kościelną propagandę, nie przemawia nawet otwartość z jaką przedstawiciele innych państw Europy opędzali się od „chrześcijańskich korzeni" lub też rozbrajająca bezceremonialność z jaką przez innych polscy postkomunistyczni „obrońcy wartości" zostali zignorowani. Sam opór europejskiej materii na „chrześcijańskie dziedzictwo" tłumaczony jest w Polsce niezwykle naiwnie: „Nie chcą, bo boją się, że Watykan i papież będzie chciał sterować Europą", albo: „Nie chcą, bo bezbożni Francuzi rozsiewają antychrześcijańską propagandę". Są to, jak wspomniałem, wyjaśnienia nader naiwne, bo w istocie zlaicyzowanej Europie przez dopisanie „chrześcijańskiego dziedzictwa" nie groziłby rozrost wpływów Kościoła oraz wzrost klerykalizmu i trudno przypuszczać, aby ktoś istotnie kierował się takimi racjami. Jeśli zaś chodzi o Francję: to również nieprawdziwe jest demonizowanie jej znaczenia. Inne państwa w niewielkim stopniu tylko różnią się od bezbożnych Francuzów — chrześcijaństwo zamiera w Europie, także w państwach, które przed euroakcesją były katolickimi potęgami, jak Irlandia czy Hiszpania (więcej o tym pisałem w tekście „Eurodyabeł i Polacy"). Aktualnie tylko Polska jest takim skansenem religijnym. Logika historyczna w działaniach polskich racjonalistów nakazuje upatrywać nic innego jak antycypację czegoś co i tak będzie następować, stąd powinno być poddawane świadomemu i celowemu kształtowaniu.

Jednoznaczne odcięcie się od chrześcijańskich inklinacji oraz postępująca dechrystianizacja mówią nam jak bardzo myli się Kościół i apologeci przyszywając katolicką metkę do procesu europejskiej integracji i do samej Europy. Przede wszystkim w odcięciu się od tych zabiegów należy widzieć coś znacznie głębszego niż antyklerykalne fobie! Europa, jeśli mogę się tak wyrazić, rozumie, że chrześcijaństwo nie jest tym co ukształtowało jej istotę i co miałoby stanowić jej przyszłość.

Wracając jednak do meritum: do Nietzschego mianowicie, stawiam tezę, niewątpliwie kontrowersyjną, iż dla „patronatu" czy nawet „ojcostwa" współczesnej Europy jednoczącej się, nie należy odwoływać się do Gniezna, roku 1000-go, św. Wojciecha, uniwersalizmu średniowiecznego, gdyż wszystko to związane było z kościelnym imperializmem (względnie cesarskim), który dziś w Europie jest postrzegany li tylko jako jedna z jej „czarnych kart". O ileż bliższy mianu „ojca Europy" jest Nietzsche ze swą koncepcją nadnarodowości, potępienia nacjonalizmów i zjednoczenia Europy! Byłżeby ten Filozof-Ateusz, wciąż jeszcze nierozumiany lub oskarżany o największe zbrodnie XX wieku, godnym miana „ojca idei europejskiej"? Taka jest moja teza, choćby nawet dzisiejszy obraz Europy był (jeszcze?) daleki od tego jakby on sobie tego życzył. Być może nawet jest na takie etykietki jeszcze za wcześnie, bo może będzie on Ojcem Europy jutra...?

Mariusz Agnosiewicz

*

Ludy i ojczyzny

Fryderyk Nietzsche

Przekład: Stanisław Wyrzykowski

Znów po raz pierwszy zdarzyło mi się słyszeć — Ryszarda Wagnera Uwerturę do Meistersinger'ów: wspaniała to, przeładowana, ciężka i źrała sztuka, dumna z tego, iż, by ją zrozumieć, trzeba, przyjąć dwieście lat żywej jeszcze muzyki: — chluba to Niemców, iż duma taka się nie zawiodła! Co za skojarzenie sił i soków, pór roku i stref! Wrażenie starodawności to znów nastrój czegoś niezwykłego, cierpkiego i przemłodocianego; samowola łączy się z tradycyjną pompatycznością; częste przebłyski pustoty ustępują miejsca częstszej jeszcze szorstkości i prostactwu, — jest w tem żywość i ogień, lecz zarazem zwioczczenie i spłowiałość nabłonka owoców, dojrzewających za późno. Toczy się fala pełna i szeroka: wtem nagle chwila niepojętego wahania ni to szczelina, ziejąca między przyczyną a skutkiem, jakiś ucisk, pogrążający nas w marzeniu, nieledwie zmora senna -, lecz już roztacza, rozlewa się znów dawny nurt błogości, przerozmaitej błogości, dawnego i nowego szczęścia, w którem przewija się najwyraźniej dobrowolnie nietajony zachwyt artysty ze siebie samego, jego zdumione szczęsne współprzeświadczenie o mistrzowstwie w użyciu tutaj swych środków, nowych nowonabytych niewypróbowanych środków artystycznych, jak nam mówić się zdaje. Na ogół nie ma w tem piękna, niema Południa, ani śladu subtelnej jaśni południowych niebiosów, ani śladu gracyi, brak pląsu, jest zaledwie wola logiczna; nawet jakowaś niezgrabność, podkreślana jeszcze w dodatku, jak gdyby artysta chciał nam rzec: wywołałem ją umyślnie; jakaś ociężała powłóczystość, coś rozmyślnie barbarzyńskiego i uroczystego, mżenie uczonych i czcigodnych kosztowności i koronkowości; coś niemieckiego w najlepszem i najgorszem znaczeniu tego słowa, coś na niemiecką modłę różnorakiego, niekształtnego i niewyczerpanego, jakowaś niemiecka wielmożność i szczodrość duszy, która nie boi się ukrywać pod raffinements upadku, — która dopiero tam najlepiej snadź się czuje; szczere prawe znamię niemieckiej duszy, przestarzałej i razem młodej, przejrzałej a przebogatej w przyszłość. Ten rodzaj muzyki wyraża najlepiej to, co myślę o Niemcach: są oni przedwczorajsi i pojutrzejsi, — lecz nie mają jeszcze swego dzisiaj.

My, dobrzy europejczycy: mamy i my chwile, gdy pozwalamy sobie roztkliwiać się swojskością, pławić i nurzać się znów w dawnych czułostkach i cieśniach — dałem właśnie dowód tego — , chwile swojskich zachwytów, patryotycznych trosk oraz wszelkich innych staroświeckich przypływów uczuciowych. Ociężalsze od nas duchy potrzebują snadź na pokonanie tego, co u nas na godziny się liczy i z godzinami kresu swego dobiega, dłuższego czasu, jedne pół roku, inne pół życia ludzkiego, zależnie od siły i chyżości, z jaką trawienie i przemiana materyi u nich się odbywa. Ba, mógłbym wyobrazić sobie tępe opieszałe rasy, które nawet w naszej lotnej Europie potrzebowałyby całych półwieczy, by otrząsnąć się z takich dziedzicznych napadów parafiańszczyzny i zaściankowości i powrócić znów do rozumu, chcę rzec, do prawej europejskości. Rozmyślając nad tą możliwością, miałem sposobność być świadkiem rozmowy dwóch starych patryotów: - widocznie nie dosłyszeli obaj, więc rozmawiali tem głośniej. O filozofii niema on pojęcia i zna się na niej tyle, co chłop lub bursz niemiecki — mówił jeden -: to jeszcze niewiniątko. Ale to mniejsza! Żyjemy w epoce tłumów: te padają na twarz przed wszystkiem tłumnem. Tak samo in politicis. Mąż stanu, który napiętrzy im nową wieżę Babel, jakiś ogrom państwowy i mocarstwowy, jest dla nich wielkim: — cóż stąd, iż my przezorniejsi i powściągliwsi nie możem zaprzeć się jeszcze dawnej wiary, że jedynie wielka myśl stanowi o wielkości jakiegoś czynu i sprawy. Dajmy na to, iż jakiś mąż stanu postawi lud swój w tem położeniu, że ten będzie musiał uprawiać odtąd wielką politykę, acz nie jest do niej z natury uzdolniony i przygotowany: dla nowej wątpliwej mierności trzeba więc będzie poświęcić swe stare pewne cnoty, dajmy na to, iż jakiś mąż stanu skaże w ogóle lud swój na politykowanie, acz tenże miał dotychczas coś lepszego do czynienia i do myślenia i w głębi swej duszy nie wyzbył się przezornego wstrętu do niepokoju, próżni i zgiełkliwej kłótliwości istotnie politykujących ludów: — dajmy na to, iż ów mąż stanu rozbudzi uśpione namiętności i pożądliwości swego ludu, że z jego nieśmiałości i skłonności do stania na uboczu uczyni zmazę, z jego cudzoziemczyzny i tajnej bezkresności winę, że poniży jego najserdeczniejsze popędy, spaczy jego sumienie, zacieśni jego ducha, znacyonalizuje smak jego, — jakto! mąż stanu, któryby tego wszystkiego dokonał, za którego lud w całej swej przyszłości, o ile ma przyszłość przed sobą, pokutować by musiał, byłżeby taki mąż stanu wielkim? Bezsprzecznie! odparł popędliwie drugi stary patryota: toć nie dokazałby tego! A może było szaleństwem czegoś takiego pragnąć? Ale czyż wszystko wielkie nie było w początkach jeno szalonem! — Nadużycie słów! wrzasnął towarzysz na to: — silny! silny! silny i szalony! Nie wielki! — Staruszkowie roznamiętnili się widocznie, wykrzykując sobie w oczy swe prawdy; ja zaś, w swem szczęściu i zaświeciu, rozmyślałem nad tem, jak rychło silnym zawładnie jeszcze silniejszy; i że duchowe spłyczczenie jednego ludu wyrównywa się przez pogłębienie innego ludu. -


1 2 3 4 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Fryderyk Nietzsche
Nietzsche – samotnik i marzyciel

 Zobacz komentarze (2)..   


 Przypisy:
[ 1 ] Zob. J.Barcz (red.), Prawo Unii Europejskiej, Warszawa 2003, s.54.
[ 2 ] Wystąpienie tego francuskiego ministra spraw zagranicznych, z 9 maja 1950 r., w którym padła propozycja utworzenia ponadnarodowego ugrupowania gospodarczego kontrolującego produkcję węgla i stali w państwach członkowskich, uznaje się za oficjalny początek procesu kształtowania się struktur wspólnotowych. W istocie jednak nie należy przewartościowywać znaczenia Szumana. Jest to co najwyżej symbol czy pewna konwencja.

« Nietzsche   (Publikacja: 02-08-2004 Ostatnia zmiana: 19-07-2006)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3551 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365