Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
150.417.617 wizyt
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7289 tekstów. Zajęłyby one 28737 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 938 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Prawdę trzeba wyrażać prostymi słowami."
 STOWARZYSZENIE » Raporty i opracowania » Polska w UE a stos. wyznaniowe

O perspektywach problemów wyznaniowych i światopoglądowych w Unii Europejskiej [1]
Autor tekstu:

Polska w Unii Europejskiej a stosunki wyznaniowe
Konferencja naukowa zorganizowana przez Stowarzyszenie Kultury Europejskiej SEC i Stowarzyszenie na Rzecz Państwa Neutralnego Światopoglądowo NEUTRUM, Warszawa, 31 maja 2004 r.

Mówienie o perspektywach to jest, innymi słowy, prognozowanie. Chciałbym powiedzieć, że wbrew pozorom nie jest to zajęcie zupełnie absurdalne, dlatego że możemy mówić o tym, co się wydarzy w przyszłości.

Istnieje taka dziedzina wiedzy jak meteorologia. Ona też się zajmuje częściowo prognozowaniem pogody. Prognozowanie pogody to jest mówienie o pogodzie, która będzie w jakiejś przyszłości, na podstawie zupełnie racjonalnych przesłanek, które mamy dzisiaj. Na przykład są to: badania, pomiary, obserwacje satelitarne, informacje z innych krajów. Więc ja też będę mówił o przyszłości jednak w oparciu o pewne racjonalne przesłanki. Jest to zajęcie oczywiście ryzykowne, dlatego że zawsze może się wydarzyć coś, co zniweczy wszelkie prognozy. Przykładowo, takim wydarzeniem w dziedzinie politycznej i społecznej, w pewnym sensie, były wydarzenia z 11 września w Stanach Zjednoczonych. One jakby wykręciły historię i wprowadziły ją w zupełnie nieoczekiwane tory.

Jeżeli chodzi o sprawy związane z problemami światopoglądowymi opieram się na dwóch takich przesłankach: pierwszą stanowią tendencje, jakie generalnie są na świecie. To znaczy, jeżeli ktoś prognozuje pogodę, mówi o różnicach ciśnień i o wiatrach, które wieją. I o tym, że one coś tam przywieją ze sobą. Więc chcę mówić o tym, jakie wiatry wieją w Europie i gdzie one nas prowadzą. Po drugie, chcę prognozować na podstawie sytuacji w krajach, które są pewnymi wzorcami w Europie. Można z dużą dozą dokładności mówić o tym, co będzie w Europie na podstawie tego, co już jest w krajach, na których inne kraje europejskie się wzorują w pewnych rozwiązaniach.

Zatem wieją wiatry? Przede wszystkim chciałbym, żebyśmy sobie zdawali sprawę z tego, że ciągle żyjemy w oświeceniu, tzn. w epoce oświecenia. Może to kogoś zaskoczy, ale musimy mieć świadomość tego, że oświecenie nigdy się nie zakończyło. Wbrew temu czego nas uczono w szkole, że po oświeceniu był romantyzm, pozytywizm itd. Oświecenie, jako zwrócenie się w stronę rozumu, w stronę praw człowieka, w stronę praw jednostki, w stronę państwa, które szanuje prawa swoich obywateli — ono ciągle trwa. Jakkolwiek są pewne wahnięcia przez te 200 czy właściwie 300 lat, od kiedy ono się zaczęło. Po drodze był faszyzm, po drodze były rozmaite wydarzenia, ale ciągle ten kult rozumu, kult postępu, czyli modernizacji.

Nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, że wierzymy w tzw. postęp. W to, że można coś naprawiać. W to, że można coś zmieniać na lepsze. Kilkaset lat temu uważano, że wszystko jest idealne i wystarczy tylko konserwować zastane struktury. Że struktury społeczne i prawa są doskonałe i nie należy niczego zmieniać. My żyjemy w czasach, w których modny jest postęp. A w jaką stronę prowadzi nas ten postęp, w jaką stronę prowadzi nas to oświecenie, które mimo wszystko ciągle trwa? Otóż prowadzi nas w stronę dostrzegania wartości każdej ludzkiej jednostki i jej praw. Proszę zwrócić uwagę, że to się nasila. W XIX wieku rozpoczęła się emancypacja kobiet. Ona znajduje coraz to nowe wymiary. Najpierw chodziło o prawa polityczne, o samo prawo głosu. Teraz już chodzi o zakaz dyskryminacji, o możliwość wyboru, o pełną możliwość uczestniczenia w życiu społecznym.

Jeszcze w XIX wieku nikomu się nie śniło o tym, że można walczyć o prawa mniejszości seksualnych. Pod koniec XIX wieku zaczęła się intelektualna dyskusja czy w ogóle rozmowa na temat homoseksualizmu. I to taka dosyć pokątna. Nabierała ona tempa w XX wieku, aby po rewolucji obyczajowej lat sześćdziesiątych nabrać przyspieszenia. I to wszystko jest w pewnym sensie oświeceniowym dążeniem do zatroszczenia się o każdego.

Chciałbym powiedzieć, że w perspektywie wyznań i światopoglądów prowadzi to do pewnych napięć. Do napięć pomiędzy tymi siłami, które prowadzą do uznawania praw człowieka w coraz większym i szerszym zakresie, a siłami, które nie są tym zainteresowane, bo z jakichś powodów, np. doktrynalnych, te dążenia są im obce. Tutaj mam na myśli nieustanny konflikt, jaki występuje między tym nurtem oświeceniowym, a Kościołem rzymskokatolickim i np. pewnymi fundamentalistycznymi środowiskami protestanckimi. Ten konflikt ciągle trwa. Przybiera on różne formy, ale on się nigdy nie kończy właściwie.

Chciałem zwrócić uwagę na następujące punkty tego konfliktu. Punkty zapalne, które już istnieją i które, być może, będą się zaogniać. Mam na myśli szkolnictwo. Istnieje tzw. idea szkoły republikańskiej, a więc szkoły, która daje możliwość każdemu dziecku obiektywnego zapoznania się ze stanem wiedzy w różnych dziedzinach. Idea ta w dużej mierze realizowana we Francji, prowadzi do tego, aby dziecko — niezależnie od tego, z jakiej rodziny pochodzi, z jakiego jest środowiska wyznaniowego — miało możliwość zapoznania się z innymi punktami widzenia. Szkoła ma być takim miejscem neutralnym, dzięki któremu dziecko może dokonać już jako osoba dorosła wolnych wyborów, ponieważ jest poinformowane o różnych punktach widzenia niezależnych od tego, co mu się mówi w domu czy w jego kościele. Ono podejmuje wolną decyzję, aby wybrać taki a nie inny światopogląd. To oczywiście napotyka na rozmaite przeszkody, no i na opór. Widzimy go w Polsce, kiedy wszelkie próby edukacji seksualnej, wolnej od nacisków ideologicznych, napotykają na natychmiastowe kontruderzenie Kościoła i środowisk prawicowych. To się wiąże z podstawowym pytaniem: kim jest dziecko? Czy dziecko jest tylko zabawką w ręku rodziców i np. kościoła, do którego rodzice chodzą i którego nauczanie przyjmują? Czy dziecko jest jednostką, która ma prawo, ponieważ ma tylko jedno życie, zrobić własny użytek ze swojego życia? Dzięki postępowi odkrywamy, że jednak ono ma takie prawo. Jest Karta Praw Dziecka, przyjęta w latach osiemdziesiątych XX wieku, która takie prawo dziecku przypisuje. Czy polska szkoła takie prawo dziecku daje? Śmiem w to wątpić. W Polsce nie jest na pewno realizowany ideał szkoły republikańskiej. Szkoły wolnej od nacisków ideologicznych. Sam fakt obecności nauczania religii w szkołach już niweczy jej republikańskość.

Kolejna sprawa, to napięcie, jakie rodzi się w Europie i nie tylko w Europie przy dążeniu do jak najszerszej realizacji praw kobiet i mniejszości seksualnych. Tutaj już dziś pan Dominiczak wspomniał o instytucjach religijnych dyskryminujących. Może nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego paradoksu jaki występuje w społeczeństwie demokratycznym. Z jednej strony ustala się prawa, które zakazują dyskryminacji ze względu na orientację seksualną — mamy takie prawo w Polsce, z drugie zaś strony społeczeństwo akceptuje takie społeczności wewnątrz siebie, które tę dyskryminację jawnie praktykują. Rodzi się pytanie, czy społeczeństwo powinno to akceptować? W jakiej mierze? Podam pewne przykłady.

W Niemczech, kiedy wprowadzano prawo o rejestrowanych związkach partnerskich przed bodaj pięcioma laty, osoby, które zawarły taki związek, były wyrzucane z pracy z instytucji kościelnych. Oczywiście to było zgodne z tradycją Kościoła, jak tutaj ksiądz raczył zauważyć, ale tradycją dyskryminującą — jak najbardziej! Podniósł się w Niemczech rwetes, czy Kościół ma prawo dyskryminować, skoro prawo państwowe przestało to robić. I okazuje się, że współczesne państwa demokratyczne przyznają tym organizacjom przywilej negowania prawa antydyskryminacyjnego. Oznacza to de facto, że prawo państwowe zgadza się na to, aby pewne instytucje społeczne nie akceptowały tego prawa. Więc ten konflikt będzie narastał, tak sądzę, im bardziej społeczeństwa będą sobie uświadamiały wartość i godność jednostki ludzkiej.

Niedawno był w Hiszpanii proces katechetki, która sądziła się z Kościołem o to, że została zwolniona z pracy po rozwodzie. Zrobiła coś jak najbardziej legalnego i straciła pracę, z tego powodu, że to zrobiła. Można uważać, że Kościół ma swoje wewnętrzne prawa. Ale rodzi się pytanie, czy i w jakim zakresie społeczeństwo powinno tolerować takie sytuacje.

Nowy proces, to już zupełnie ostatnie lata, który się pojawił w niektórych krajach, np. w Kanadzie, dotyczy tego, że próbuje się uchwalić prawa antydyskryminacyjne. Chodzi np. o prawa zakazujące propagowania homofobii. Homofobia jest realnym problemem, nie tylko — jak to niektóre osoby zarzucają — jakimś wyrazem histerii mniejszości seksualnych. Podam przykład z miasta, w którym mieszkam — z Łodzi. W ciągu ostatnich trzech lat ze względu na orientację seksualną zamordowano dwie osoby, w tym jednym mieście. To jest tylko jedno spore miasto w jednym średniej wielkości kraju. Jedną z ofiar był ksiądz rzymskokatolicki brutalnie zakatowany w miejscu schadzek gejów. Zatem homofobia to są osoby poniżane, to są osoby pobite, także zamordowane. Aby przeciwdziałać tego typu atmosferze, która prowadzi do takich przestępstw, próbuje się zakazać prowadzenia nagonki przeciwko mniejszościom seksualnym. Pojawia się pytanie, czy nauczanie niektórych kościołów nie jest formą nagonki? Czy nie jest formą spychania niektórych ludzi na margines życia społecznego? Sugerowanie, że są nienormalni, że są chorzy — co słyszymy w Polsce i co nie spotyka się na ogół z reakcją sądów ani prokuratorów — czy nie prowadzi to, oczywiście nie wprost ale pośrednio, do stwarzania atmosfery, w której zwyrodniałe jednostki łatwiej będą dokonywać takich czynów? Stawiam to jako pytanie. Nie wiem, czy ktokolwiek znalazł odpowiedź na nie. Np. w Kanadzie, kiedy próbowano w stanie Ontario uchwalić tego typu prawo, organizacje religijne natychmiast podniosły rwetes, ponieważ zdano sobie sprawę, że to może prowadzić do cenzurowania Biblii, dlatego, że niektóre fragmenty Biblii, w niektórych tłumaczeniach, zdają się obrażać osoby homoseksualne czy sugerować, że są gorsze, mniej wartościowe. Ja nie mówię, że tak jest, tylko pokazuję pewien problem, który rodzi się w państwie demokratycznym, które chce zadbać w najlepszy sposób o swoich obywateli.

Kolejna sprawa, to ustawy antysekciarskie. Na przykład Francuzi mają w swoim prawie pojęcie „sekty szkodliwej". Zazwyczaj nam się to źle kojarzy, dlatego że histeria antysekciarstwa w Polsce jest sterowana przez ośrodki związane z Kościołem — zwłaszcza przez dominikanów. Nie trudno zauważyć, że ona prowadzi głównie do eliminacji tą drogą mniejszości wyznaniowych, do ich marginalizacji. Natomiast w prawie francuskim chodzi zupełnie o coś innego. Mianowicie o to, aby próbować zdelegalizować wyznania, związki wyznaniowe, aby nie doprowadzić do ich legalizacji, jeżeli przywódcy tych związków w sposób stały, ciągły łamią prawo, albo, jeżeli ich członkowie są namawiani do łamania prawa. Taka rzecz we Francji przytrafiła się Kościołowi scientologicznemu, któremu zarzucono nielegalne praktyki medyczne oraz oszukiwanie swoich wyznawców. Podniósł się straszny hałas, bo jest to kościół bardzo wpływowy w Stanach Zjednoczonych, skupiający bardzo zamożnych ludzi zwłaszcza z show-buisnesu. Oskarżono Francję o to, że prześladuje mniejszości wyznaniowe. Ustawodawstwo antysekciarskie, jeżeli będzie gdziekolwiek indziej jeszcze przyjęte, może doprowadzić do różnych — zależy też oczywiście od formy, w jakiej będzie przyjęte — paradoksalnych sytuacji. Np. w Polsce, kiedy atakuje się tzw. sekty, kiedy się wymienia cechy sekty, to można przypisać je dowolnemu kościołowi, jeżeli ktoś się bardzo postara. Na przykład autorytarne przywództwo, nieomylność przywódcy, który ma wszelką władzę — wypisz, wymaluj rzymski katolicyzm! Albo kwestia izolowania członków wyznań przez przywódców.. A zakony kontemplacyjne? W niektórych z nich kontakt między mniszką a jej najbliższą rodziną może się odbywać raz na kilka miesięcy. Jeżeli rzeczywiście ustawodawstwo pójdzie w stronę obrony praw jednostki, to nie wiemy, gdzie to nas zaprowadzi.


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Regulacje prawne stosunków wyznaniowych w Polsce wobec standardów UE
Wolność religii w Unii Europejskiej


« Polska w UE a stos. wyznaniowe   (Publikacja: 03-09-2004 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Adam Cioch
Publicysta, redaktor oraz sekretarz tygodnika "Fakty i Mity".

 Liczba tekstów na portalu: 7  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Humanist media in Poland
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3618 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365