Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
144.814.630 wizyt
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7269 tekstów. Zajęłyby one 28656 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 2418 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
John Brockman (red.) - Nowy Renesans

Znajdź książkę..
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Nie wierzę w to, że jakiś Bóg dał nam przykazania moralne na kamiennych tablicach. Musimy się zdać na samych siebie i na własny rozsądek, żeby wytworzyć możliwie spójne stanowisko".
 Nauka » Biologia » Antropologia » Nauki o zachowaniu i mózgu » Psychologia społeczna

Dusza dziecka [1]
Autor tekstu:

Jednym z członków naszej rodziny jest kot imieniem Kicia. Choć według kocich standardów Kicia jest osobą w średnim wieku, której wypadałoby zachować pewne dostojeństwo, co pewien czas, jak to kot, zaczyna nagle ganiać po całym domu, przyczajać się za meblami i łapać mnie znienacka za nogawkę albo przewraca się na plecy, domagając się, by ją podrapać po brzuchu. Zachowanie takie może się wydawać bezużytecznym marnotrawieniem energii, w istocie jednak służy ono bardzo racjonalnemu celowi — utwierdzeniu międzygatunkowej więzi między kotem a nami. Rytuał ten jest odbiciem funkcji społecznej, jaką Kicia pełni w naszej małej grupie. Zdecydowanie nie wykazuje zainteresowania „odmyszaniem" domu, jej rola jest nieprodukcyjna — Kicia jest na etacie wiecznego dziecka.

U zwierząt domowych zachowanie infantylnych cech aż do podeszłego wieku — właściwość przystosowawcza, zwana naukowo neotenią — jest wysoko ceniona. Może więc trochę dziwić, że płazy ogoniaste, takie jak traszki czy salamandry, nie cieszą się, zdaniem amerykańskich dostawców pets, czyli zwierząt domowych, specjalnym powodzeniem na tutejszym rynku. A przecież w tej konkurencji są one trudne do pobicia. Na przykład meksykańska salamandra o nadanej jeszcze przez Azteków nazwie aksolotl (Abystorno mexicanum) nie tylko potrafi osiągnąć dojrzałość płciową i rozmnażać się, pozostając w stanie larwalnym, ale w dodatku nie przechodzi wcale metamorfozy w formę dorosłą, chyba że zmuszą ją do tego szczególne warunki środowiskowe.

Neotenia jest zresztą zjawiskiem dość pospolitym. Pojawia się jako specyficzny typ ewolucyjnego przystosowania nie tylko u salamander, lecz także wśród ptaków, psów i kotów. Niektórzy biolodzy uważają, że także wśród ludzi.

Jeśli się nad tym zastanowić, to odwlekanie osiągnięcia dorosłości może być całkiem sensowną taktyką adaptacyjną. Taki aksolotl może zaoszczędzić sobie kosztów metamorfozy, a na dodatek, powstrzymując swój rozwój, zachowuje szansę wyboru jednej z dwu różnych nisz ekologicznych — może jako larwa siedzieć w wodzie albo wydorośleć i stać się zwierzęciem lądowym. Neotenia bywa jednak ryzykowna. Przykładem ptaki — żadne pisklę nie umie latać zaraz po wykluciu z jaja, toteż w warunkach środowiskowych, w których zdolność do latania nie jest niezbędna dla przetrwania (np. na odosobnionych wyspach pozbawionych naziemnych drapieżników) prawie każdy gatunek ptaków może utracić zdolność lotu. I rzeczywiście, na Hawajach badacze odkryli co najmniej siedemnaście gatunków bezlotnych ptaków (m.in. potomków takich pospolitych gatunków jak gęsi) — tylko że ci badacze byli paleontologami, bezloty bowiem przetrwały wyłącznie w postaci skamienielin. Ostatnie żywe egzemplarze zostały zjedzone przez szczury, które przybyły tam wraz z Europejczykami. Jak widać, łatwiej jest zahamować dorastanie niż — gdy niebezpieczeństwo zajrzy w oczy — nagle gwałtownie je przyśpieszyć.

Neoteniczny infantylizm mojego kota jest raczej efektem selekcji hodowlanej niż naturalnej ewolucji — ale co, w końcu, jest „naturalne"? Człowiek udomowił wiele gatunków zwierząt, zamieniając krowy w fabryki mleka, a konie w tanią i mało wymagającą siłę roboczą. Niektóre z tych zwierząt nie pełnią jednak żadnej oczywistej funkcji ekonomicznej, tylko służą -jeśli można tak powiedzieć — celom towarzyskim. Przykładowo, w amerykańskich domach zamieszkuje dziś mniej więcej tyle samo ryb, ile ludzi (ok. 250 milionów), nie mówiąc o 25 milionach ptaków (nie liczymy tu kur i indyków) i trudnej do oszacowania liczbie węży, jaszczurek, bardzo ostatnio modnych świń domowych, a także myszy i chomików. No i, oczywiście, salamander. Psy i koty pozostają jednak najbardziej typowymi zwierzętami domowymi. W 1978 roku paleontolodzy odkryli dowody na to, że pies towarzyszył człowiekowi od co najmniej 12 tysięcy lat, czyli od późnego paleolitu; w północnej części Izraela odnaleziono prehistoryczny grób z tego okresu, w którym pies pochowany został wraz ze swym ludzkim towarzyszem, co nasuwa przypuszczenie, że więzi, jakie ich łączyły, nie były czysto ekonomiczne, lecz miały charakter emocjonalny lub magiczny czy mistyczny.

Dlaczego wśród wszystkich zwierząt właśnie pies stał się przysłowiowym „najlepszym przyjacielem" człowieka — nie jest do końca jasne. Być może istnieje pewne naturalne, ewolucyjnie wykształcone powinowactwo między naszymi dwoma gatunkami. Organizacja społeczności wilków, od których prawdopodobnie pochodzi domowy pies, wykazuje daleko idące podobieństwo do struktury grup ludzkich. Wilki żyją i polują w grupach, które zorganizowane są według ścisłej hierarchii; ich pary małżeńskie pozostają we wspólnocie przez całe życie (zwyczaj, który wśród ludzi wydaje się dość szybko zanikać). Życie społeczne wymaga rozwiniętych form komunikacji; w procesie udomowienia psy łatwo nauczyły się porozumiewać z ludźmi, używając takich sygnałów jak merdanie ogonem, łaszenie się czy inne zrytualizowane formy zachowań, nie mówiąc już o całej gamie szczęknięć i warknięć. Niektórzy ludzie są nawet przekonani, że ich psy potrafią się uśmiechać.

Nasz odwieczny związek z psami i kotami nie jest oczywiście oparty wyłącznie na bezinteresownej sympatii. Świadczymy sobie liczne praktyczne usługi — w zamian za „wikt i opierunek" psy bronią nas, pomagają pasterzom w pilnowaniu trzód, służą jako przewodnicy niewidomych lub zaprzężone do sań pełnią rolę zwierząt pociągowych. Koty, rzecz jasna, łapią myszy. Jednak w coraz większym stopniu, po części na skutek zmian stylu życia spowodowanych postępem technicznym, utylitarne aspekty naszych wzajemnych stosunków schodzą na dalszy plan, a coraz większą rolę odgrywa w owych stosunkach niewymierny, emocjonalny element. Handel zwierzętami domowymi i cały służący spełnieniu ich potrzeb sektor usługowy jest dziś w zaawansowanych technicznie krajach, takich jak Stany Zjednoczone, rozwiniętą gałęzią przemysłu. Tak jak w innych gałęziach przemysłu, tak i w tej prowadzi się badania. Ważną częścią tych badań stała się w ostatnich latach dziedzina, którą można by nazwać psychologią stosunków międzygatunkowych. Badacze tych stosunków twierdzą, że charakteryzują się one dwoma odrębnymi, choć wzajemnie powiązanymi cechami. Pierwszą jest antropomorfizm, drugą zaś neotenia.

Antropomorfizm jest oczywiście pochodną antropocentryzmu (uznawania człowieka za centrum świata), a przejawia się jako uniwersalna tendencja do przypisywania ludzkich cech innym — zarówno żywym, jak i nieożywionym — obiektom. Psy, jak już wspomniałem wcześniej, przejawiały pewne „człowiekopodobne" cechy, zanim jeszcze zostały udomowione. Proces udomowienia częściowo zmierzał do wzmocnienia tych cech, a w szczególności do zespolenia antropomorfizacji z neotenizacją. Z jakichś głębokich przyczyn psychologicznych najbardziej kochamy zwierzęta, które wykazują cechy trwałego infantylizmu. Nasz stosunek do zwierząt w ogólności — na co zwraca uwagę wielu autorów, wśród nich Stephen Jay Gould — jest silnie zabarwiony tzw. zespołem Bambiego. Zwierzaki budzą naszą szczególną sympatię, gdy wyglądają i zachowują się jak szczenięta: mają stosunkowo duże oczy, wykazują skłonność do zabawy i wydają się bezbronne. Krótko mówiąc, przypominają zwierzęcych bohaterów kreskówek Disneya. U zwierząt domowych takie młodzieńcze cechy udało nam się w wielu wypadkach wyselekcjonować i utrwalić genetycznie. Wiele ras psów, hodowanych nie w celach obronnych czy myśliwskich, lecz „towarzyskich", ma stosunkowo wielkie oczy, krótkie pyski, zwisające uszy, pomarszczoną skórę i miniaturowe rozmiary. Najpopularniejszy kot domowy, tak zwany pers, hodowany był selektywnie ze świadomym zamiarem zachowania „dziecięcych" cech, takich jak duże okrągłe oczy, mały krótki pysk, nieduże uszy i okrągły owal pyszczka, które nadają mu lalkowaty wygląd.

Ważniejsze jeszcze od tych cech morfologicznych były właściwości zachowania zwierząt. Przykładowo: szczenięta wilków, tak jak szczenięta psów, są przyjacielskie wobec obcych i silnie uzależnione od dorosłych członków stada. Kiedy jednak wilk dorośleje, cechy te stopniowo zanikają i w końcu zwierzę wyrasta na nieufnego, czujnego i agresywnego indywidualistę, niezbyt przyjaznego wobec osobników nie należących do stada. Niektóre psy, trzeba przyznać, wykazują podobne cechy. Udało się nam jednak wyhodować także „psa salonowego", który przez całe życie zachowuje się jak szczenię. To samo zrobiliśmy z kotami.

Elizabeth Hirschman, która przeprowadziła szczegółowe badania na temat roli zwierząt „do towarzystwa", stwierdziła, że około 80% ich właścicieli traktuje swych pupilów jako członków rodziny, przy czym dzieci zachowują się wobec nich jak wobec rodzeństwa, a dorośli — jak wobec dzieci. Szczególnie silna jest ta tendencja wśród bezdzietnych małżeństw oraz osób starszych, których potomstwo opuściło już dom rodzinny. Ową rolę zastępczych dzieci zwierzęta spełniają zresztą bardzo dobrze, wychodząc naprzeciw licznym rodzicielskim potrzebom właścicieli. Pozwalają się pielęgnować, strofować, wykazują ujmującą niezaradność (choć z tym bywa różnie) w zdobywaniu pożywienia i są silnie uzależnione od swych ludzkich towarzyszy, jeśli chodzi o zaspokojenie wszelkiego rodzaju fizycznych, seksualnych czy nawet duchowych potrzeb. Koty przywiązują się rzekomo do miejsca, a nie do ludzi, ale Kicia jest jawnym zaprzeczeniem tej reguły. Ma zwyczaj towarzyszenia nam podczas długich spacerów po osiedlu i źle znosi dłuższe rozstanie. Wakacje mamy zazwyczaj krótkie i Kicia toleruje bez większego problemu naszą tygodniową nieobecność; kiedy jednak dwa lata temu wybraliśmy się w miesięczną podróż za granicę, po powrocie czekał na nas w domu rachunek od weterynarza. Po dziesięciu dniach Kicia przestała jeść i zaczęła tracić siły; opiekujący się nią sąsiad zabrał ja do kociego lekarza, który stwierdził depresję spowodowaną tęsknotą za opiekunami i zapisał leki psychotropowe, prawdopodobnie ratując jej życie. W kilka dni po naszym powrocie kot znów był pełen energii...

Zważywszy wszystkie te okoliczności, nic dziwnego, że około 30% amerykańskich właścicieli psów i kotów obchodzi ich urodziny, kupując niekiedy na te okazje specjalny tort o psim lub kocim kształcie i strojąc swe zwierzęta w czapeczki i fartuszki. (Czegóż się nie da znieść za dach nad głowa i miskę żarcia!). Coraz bardziej popularne staje się ostatnio urządzanie przyjęć dla tych zwierzęcych dzieci i zapisywanie ich do „grup zabawowych", by mogły miło spędzić czas w gronie swych pobratymców. Charakter intymnych związków między zwierzętami domowymi a ich ludzkimi opiekunami dobrze opisał jeden z właścicieli, żonaty i bezdzietny mężczyzna, który uczestniczył w badaniach pani Hirschman:

Zacząłem się zastanawiać, dlaczego mam psa i dlaczego chcę go mieć. [...] Ludzie mówią, że to bezinteresowna miłość, ale w gruncie rzeczy to niezupełnie jest prawda. [...] Musisz go wyprowadzać na spacer i pilnować, żeby nie obgryzał mebli i nie zjadał twoich skarpetek. A poza tym ma wielkie wymagania. Niekiedy czujesz, że to prawdziwy wrzód na d… Psy są jak dzieci. One po prostu nigdy nie dorośleją. Nigdy nie możesz pożegnać się z nimi, wysłać do college’u i powiedzieć: „OK, ja już swoje zrobiłem". Są od ciebie całkowicie uzależnione; jesteś odpowiedzialny za ich zdrowie fizyczne i psychiczne. Kiedy bierzesz je do domu, przyjmujesz na siebie trwałe zobowiązanie, że będziesz o nie dbał i zapewnisz im szczęśliwe życie — w takim stopniu, w jakim pieskie życie może być szczęśliwe.


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Kogo zabić?
Płeć i język w miejscu pracy – style przywódcze

 Zobacz komentarze (1)..   


« Psychologia społeczna   (Publikacja: 01-11-2004 Ostatnia zmiana: 26-07-2005)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Krzysztof Szymborski
Historyk i popularyzator nauki. Urodzony we Lwowie, ukończył fizykę na Uniwersytecie Warszawskim. Posiada doktorat z historii fizyki. Do Stanów wyemigrował w 1981 r. Obecnie jest wykładowcą w Skidmore College w Saratoga Springs, w stanie Nowy Jork.
Jest autorem kilku książek popularnonaukowych (m.in. "Na początku był ocean", 1982, "Oblicza nauki", 1986, "Poprawka z natury. Biologia, kultura, seks", 1999). Współpracuje z "Wiedzą i Życie", miesięcznikiem "Charaktery", "Gazetą Wyborczą", "Polityką" i in.
Dziedziną jego najnowszych zainteresowań jest psychologia ewolucyjna, nauka i religia. Częstym wątkiem przewijającym się przez jego rozważania jest pytanie o wpływ kształtowanych przez ewolucję czynników biologicznych i psychologicznych na całą sferę ludzkiej kultury, a więc na nasze zachowania, inteligencję, życie uczuciowe i seksualne, a nawet oceny moralne.

 Liczba tekstów na portalu: 31  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Mężczyzna niepotrzebny
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3736 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365