Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
187.971.502 wizyty
Ponad 1065 autorów napisało dla nas 7363 tekstów. Zajęłyby one 29029 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 5500 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Niech młodzieniec nie zaniedbuje filozofii, ale i starzec niech się nie czuje niezdolny do dalszego jej studiowania. Dla nikogo bowiem nie jest ani za wcześnie, ani za późno, aby zacząć troszczyć się o zdrowie swej duszy.
 Nauka » Pseudonauka, paranauka

Pani Gromadzińska: polska prorokini spirytyzmu [1]
Autor tekstu: Stanisław Wasylewski

Pan Gromadziński był krawcem we Lwowie, znakomitym i pierwszorzędnym, pani Gromadzińska była jego żoną. Pan Karol i Malwina Gromadzińscy. Co najpierwsze dandysy nad Pełtwią ubierały się w tej firmie. Pan Gromadziński uchodził za mistrza „ulsterów", „tużurków", „mężykowów". Nie tylko dandysi, także powstańcy roku 63-go odwiedzali jego pracownię. Pan Gromadziński przykrawał zgrabne burki powstańcze, w których młodzież ruszała za kordon do oddziałów, czamary, hajdawery i koszulki z białym krzyżem dla „żuawów śmierci" Rochebruna. Nie dość na tym. Pan Gromadziński wprowadził nadto nowość, nigdy dotąd w Galilei nie widzianą: guziki firmowe. Z jednej strony napisane było: Charles Gromadziński a Leopol, z drugiej strony: Ne coupant pas le fil.

Lecz jeszcze nie w tym wszystkim tkwił tytuł sławy, szeroko, daleko za opłotki galicyjskie wybiegającej sławy pana Karola. Zawdzięczał ją żonie swej Malwinie.

Nie była piękną. Leży przed nami stwierdzający to niedwuznacznie wizerunek kobiety o twarzy obrzękłej, nalanej, leniwych, nieco śpiących oczach i krótkiej, rozczochranej fryzurze.

Jak w Dawidzie Douglasie nie sposób było odgadnąć czarodzieja, tak i tu metier odbiegało od exterieur'u.

Pani Malwina była kapłanką i apostołką wiedzy tajemnej.

Oddała jej na usługi młodość, energię życiową, no i znaczną część gotowizny pana Karola, który miał dwupiętrową posesję na pryncypalnym placu Lwowa. Do tej posesji zbiegali z różnych końców miasta ludzie o gorączkowo pałających oczach, niewiasty w stroju niedbałym, mężczyźni z miną konspiratorów, porozumiewający się w słowach tajemnych sekciarskich, nikomu nie pojętych: spirytyści. Niedawni namiętni wyznawcy wirujących stolików, dziś już patrzyli z ironicznym, pobłażliwym uśmiechem na ekierki, psychografy i pukające zjawy. Powiadali o sobie, że są mądrzejsi od czwartej nogi stołowej. Znaleźli w nich coś więcej, nie tylko miłą rozrywkę towarzyską, lecz wiele więcej. Dziś jest im wszystko jasne, zrozumiałe, dostępne: cel życia, zagadka bytu, tajemnica wszechświata.

W tym samym czasie i roku, w którym Agenor hr. Gołuchowski uszczęśliwił naród galicyjski dyplomem październikowym, pani Malwina Gromadzińska, z zapałem średniowiecznych ekstatyków, zaczęła werbować współziomków do założonej przez się sekty i głosem wielkim obiecywała im rozliczne błogosławieństwa w obu żywotach doczesnym i wiecznym.

Była najgorliwszą i pierwszą w Polsce apostołką doktryny Allana Kardeca.

Kto zacz ten Kardec?

Właściwie był to pseudonim. Ale nie literacki bynajmniej, metempsychotyczny! Ten sam człowiek żył bowiem już dwa razy na świecie w XII wieku jako Allan, rycerz i filozof, i potem jako fakir hinduski.

Teraz żyje po raz trzeci pod nazwą Rivail, Hipolit Leon Dionizy Rivail, urodzony w Lyonie w r. 1804.

I słynie jako prorok sekty spirytystycznej, twórca nowej religii, która wkrótce już zaliczy całą ludzkość do swych wyznawców. Pan Hipolit pierwotnie zajmował się czym innym.

Uczeń Pestalozziego pracował zrazu z pożytkiem w literaturze wychowawczej, potem z chwilą wybuchu manii spirytystycznej oddał się studiom w tej mierze i wkrótce zasłynął jako kodyfikator i twórca systemu, jako autor książek i rozpraw, które przez całe dziesiątki lat być miały ewangelią i katechizmem zwolenników ezoteryzmu, przez tego Kardeca złączonych w jedną sektę.

Wykształcony wcale powierzchownie, dyletant i samouk, odznaczał się Rivail ogromną siłą wyobraźni i fascynował masy dużym wpływem osobistym. Połączył on pierwsze fenomeny spirytystyczne z niektórymi łatwiej uchwytnymi teoriami metafizyki i z tupetem wielkiego odkrywcy i proroka ogłosił cały szereg tez.

Wysnuł najprostsze konsekwencje z epidemii stolików wirujących.

Opowiadał o preegzystencji, reinkarnacji i „perysprycie".

Był pierwszym wynalazcą ciał astralnych i „metaplazmy".

Obwieścił uroczyście, że człowiek składa się z trzech części: 1. z ducha, 2. z ciała, 3. z „perysprytu".

Ten perisprite jest to substance semimaterieller vaporeuse, jest to pośrednik między duszą i ciałem, który potem nie ginie wraz z materią, lecz buja w przestworzu. Jest to „powłoka wtóra, pośrednia, mglista i lepka". Ze śmiercią człowieka duch zrzuca grubą i ciężką powłokę ciała, jak owoc łupinę, a drzewo korę, a zachowuje tamtą „mglistą i lepką", która pozostaje nadal pod komendą jego woli. Za pomocą tegoż tedy „perispritu" duch może się ujawnić, może dotrzeć wszędzie, nawet do miejsc hermetycznie zamkniętych. Ten „perisprit" może się czasami tak „zgęścić, że daje się nie tylko widzieć i odczuć śmiertelnikom, ale nabiera wszystkich znamion materii".

Dalej propagował Kardec metempsychozę, pozbierawszy również jej teorię z rozmaitych systemów filozofii. Kretynów oraz idiotów pocieszał, że byli w poprzednich wcieleniach geniuszami, geniuszom tłumaczył na odwrót. Mrowie ludzkie to — najniższy stopień inkarnacji ducha. Wyżej stoją mieszkańcy Marsa, jeszcze wyżej Księżyca. Z duchami, żyjącymi w stanie błędnym, to jest już wyzwolonymi z pierwszych wcieleń, a oczekującymi nowych — możemy i powinniśmy wchodzić w styczność.

Z tych założeń wychodząc, postanowił pan Hipolit stworzyć nową wiarę religijną, wiarę, pozbawioną wszelkich wątpliwości, gdyż pozostającą w nieustannym kontakcie ze światem nadprzyrodzonym i wiodącą codzienne rozmowy ze świętymi.

Wyznawcom swoim kazał odmawiać modlitwę, podyktowaną mu przez św. Augustyna: „Błagamy Cię, Boże wszechmogący, ześlij nam na pomoc duchy dobre, a oddal te, które nas do fałszu wiodą".

Gorzej było z ewangelią. Oto Allan Kardec uwikłał się od razu w ostrą walkę z Rzymem, gdyż ogłosił, że w ewangelii znajdują się tylko zalążki nauki Chrystusa, którą „rozszerzać, objaśniać i pogłębiać mają właśnie spirytyści", bo tylko oni jedni potrafią uzyskać kontakt duchowy ze świętymi ewangelistami.

Wyznanie wiary swej ogłosił Allan Kardec w książce, która miała 35 wydań i uzyskała bajeczną popularność, tłumaczona na wszystkie języki europejskie: Le livre des esprits (Paris, 1859). Fichte nazwał to dzieło das kanonische Buch der Spiritisten, katolicy francuscy potępili je jako „katechizm szatana", Kamil Flamarion natomiast uczcił w autorze cudownego mędrca, który aż „połączył w sobie zdrowy rozum z bystrością krytycyzmu". Sławy Kardeca dopełniły trzy inne książki: Le livre des mediums (Paris 1861), przewodnik dla mediów i wywoływaczy, a przede wszystkim niezawodne wskazówki i rady, ułatwiające komunikację ze światem duchów. Trzecim dziełem Kardeca, które z całą jego twórczością znalazło się na indeksie, była: L'evangile selon le spiritisme (Paris 1864).

Prócz tego założył głośne pismo „Revuepirite" i towarzystwo Societe parisienne des etudes spirites. Czczony przez swych wyznawców jako prorok i zakonodawca umarł Hipolit Rivail w r. 1869, pochowany na cmentarzu „Pere Lachaise", gdzie biust jego na gigantycznym pomniku mrozi do dziś przechodniów niesamowicie patrzącymi oczyma... Spirytyści nie zmartwili się wcale śmiercią Kardeca, dla nich nie umarł bowiem wcale; przez długie lata dawał im znaki i rady i po całym świecie brał udział w seansach jako duch-przewodniczący (l’esprit-president).

Nauka i postać Allana Kardeca wywarła, rzecz jasna, szczególne wrażenie w świecie kobiecym. Znalazł całe szeregi zwolenniczek gorących wśród tych pań, którym znudziła się już monotonia pukających psychografów. Otaczały go zwartym kołem wyznawczyń. W Anglii zaciekłą jego zwolenniczką, propagatorką i tłumaczką stała się Anna Blackwell, na kontynencie działała głośna Adelma von Vay. Mówiono jeszcze, że cała twórczość literacka Rivaila jest właściwie dyktandem spisanym według słów tajemniczej Celiny Japhet, która długie lata spała snem somnambulicznym, ukrywana starannie przez Samsona Rivail. Każdej z pań czynił prorok olśniewające rewelacje co do jej wcieleń poprzednich. Np. miss Anna Blackwell była jego zdaniem damą dworu Marii Stuart, zaś Adelma von Vay, o czym wie na pewno, ową sławną jasnowidzącą dziewicą z Kolonii, która jako czarownica poniosła śmierć na stosie. Przeto pani Adelma grała dużą rolę w sekcie i działaniach Kardeca. Gawędziła z Buddą, św. Alojzym i św. Wawrzyńcem. Przez jej usta przemawiali rozmaici apostołowie, a przede wszystkim św. Piotr, który zawiadomił ją, że w poprzednim wcieleniu był — Buddą!

Ponadto przepowiadała przyszłość z szklanki wody i aż do spazmów kochała żabki, muszki i zające, tłumacząc ludziom, że to są zaklęte dusze z innych wcieleń. („Nie myślcie, że żabka, chociaż zimna i śliska, nie ma serca i uczucia. O!") 

Gdzie i kiedy nasza p. Malwina Gromadzińska miała szczęście poznać mistrza, nie wiemy. Z wielu jej napomknięć wydaje się, że widywała go. „Trzeba osobiście zetknąć się z niepospolitą osobistością tego człowieka, aby…" pisze w jednym miejscu. W każdym razie korespondowała z mistrzem pilnie i często. Być może, że on to właśnie odkrył w p. Malwinie wyjątkowy talent mediumistyczny, uchodziła odtąd za bardzo wrażliwe medium „mówiąco-piszące". Za pośrednictwem p. Malwiny można było wejść w kontakt z każdym nawet najwytworniejszym i najniechętniejszym do rozmów duchem.

Początki mediumizmu p. Malwiny datują,- jak się zdaje, od straty jej dwojga ukochanych dzieci Lili i Pawełka. Pawełek i Lila byli bliźniętami, a opuściwszy świat w pierwszych wiosnach, pocieszali rodziców za pomocą wierszyków, które pani Malwina w „transie" spisywała.

Mowa małych aniołków była wiązana w sposób czuły i sentymentalny:

Może że wiesz moja Pani,
Że my kąpiem się w otchłani,
Że zwiedzamy różne kraje
Że my tutaj wszystko mamy...

Inny fragment z opowiadania Pawełka:

Ja widzę ziemię, ja widzę morze,
Ptaszki w mych uszach świegocą,
A wielkie i nowe życie
Świta w duchowym rozkwicie.

1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Rozmowy z Almażenną
Spirytyzm


« Pseudonauka, paranauka   (Publikacja: 13-01-2005 Ostatnia zmiana: 25-01-2005)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3881 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365