Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
192.354.315 wizyt
Ponad 1065 autorów napisało dla nas 7365 tekstów. Zajęłyby one 29038 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 W jakiej walucie masz kredyt?
złoty
euro
frank
innej
już spłaciłem/am
nie mam
  

Oddano 63 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"
Mariusz Agnosiewicz - Zapomniane dzieje Polski
Lucas L. Grabeel - Homo Sanctus. Opowieść homokapłana

Złota myśl Racjonalisty:
"Dlaczego tak często wracamy do męczeństwa tego jednego, przemienionego w abstrakcję cierpienia na krzyżu, a tak rzadko do cierpienia ludzi zabijanych za szukanie prawdy?"
« Filozofia  
Czy filozofia jest potrzebna? [2]
Autor tekstu:

Spójrzmy jeszcze na problem relacji: państwo, społeczeństwo i inne grupy społeczne a filozofia, ze strony konkretnych koncepcji filozoficznych. Bez trudu stwierdzimy, że treści religijne, zawarte w filozofii średniowiecza, wykorzystywane były w celach społeczno-politycznych i ideologicznych zarówno przez ówczesne władze państwowe jak i Kościół; że w okresie Oświecenia ówczesna filozofia stworzyła podwaliny pod nowy system społeczny, formułując obowiązujący do dziś zestaw podstawowych dla niego wartości społecznych, ekonomicznych i humanistycznych, że ta sama filozofia (w szczególności francuska) stanowiła ideologię Wielkiej Rewolucji Francuskiej, że marksizm wykorzystano jako ideologię Rewolucji Październikowej i społecznego eksperymentu — budowy społeczeństwa socjalistycznego, że heglizm i nietzscheanizm potraktowane zostały jako teoretyczna podstawa niemieckiego faszyzmu, że społeczne rozważania R. Poppera stanowiły fragment ideologii liberalizmu w walce z marksistowskim totalitaryzmem. Przykłady takie można by mnożyć.

Wracając więc do pytania wyjściowego: — czy filozofia zaspokaja jakieś potrzeby państw, narodów czy innych grup społecznych — należałoby odpowiedzieć twierdząco. Z uwagi na to, że większość filozofii przedstawia jakąś określoną wizję świata i miejsca w nim człowieka, mogą one być pośrednio bądź bezpośrednio uzasadnieniem celów i zadań, jakie stawiają przed sobą duże grupy ludzi. Rzecz nie polega na tym, że wszystkie filozofie i wszyscy filozofowie są bezpośrednio uwikłani w ideologie, ale na tym, że ogromna większość filozofii da się ideologicznie zinterpretować i wykorzystać.

4.

Aby udzielić odpowiedzi na pytanie, czy filozofia odpowiada na jakieś zapotrzebowanie nauki, zacząć należy od przypomnienia elementarnego faktu, że wszystkie współczesne nauki wywodzą się z filozofii. Wydzielały się one z niej w różnym czasie i w różnym tempie. Najwcześniej z filozofii wydzieliła się matematyka, wiek szesnasty — osiemnasty przyniósł usamodzielnianie się nauk przyrodniczych, a wiek dziewiętnasty — dwudziesty — nauk humanistycznych. Przez długie wieki filozofia odgrywała rolę matki wobec nauki co od czasu do czasu powodowało próby narzucania przez filozofię naukom szczegółowym określonych rozwiązań. Próby te wynikały z przekonania, żywionego przez niektórych filozofów, że to filozofia ostatecznie wyznacza ramy, granice i kierunki rozwoju nauki. Sądził tak np. G. W. Hegel, twórca już powszechnie znanego stwierdzenia, głoszącego, że jeżeli fakty temu przeczą, tym gorzej dla faktów". Proces wydzielania się z filozofii nauk szczegółowych nie jest zakończony. W ostatnim czasie usamodzielniły się takie wcześniejsze działy filozofii jak etyka, metodologia nauk, religioznawstwo i psychologia.

Z drugiej strony, uczeni zajmujący się szczegółowymi naukami — chemią, fizyką, biologią itd., długo tytułowali swe dzieła „filozofiami" czegoś tam. Czy związki między nauką a filozofią, po wydzieleniu się z niej konkretnych nauk, miały tylko charakter formalny i historyczny? Otóż nie. Do końca lat sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku, filozofia stanowiła dla nauki, szczególnie dla nauk przyrodniczych, konieczny i naturalny punkt odniesienia. W niej zawarte były bowiem najogólniejsze twierdzenia, które mogły być zwieńczeniem rozważań uczonych — przyrodników. Później zaobserwować można wyraźny proces uniezależniania się nauki od filozofii. Nauki przyrodnicze zyskują nową rangę i znaczenie, maleje zaś rola filozofii — zmieniają się nawet jej zainteresowania. Mimo to, aż do końca lat trzydziestych dwudziestego wieku, wybitni przyrodnicy byli nie tylko znawcami własnej dziedziny, ale także przynajmniej podstawowych systemów i sporów filozoficznych, czemu zresztą chętnie dawali wyraz. Znajomość filozofii była dla tych uczonych przejawem erudycji i przynależności do „klanu" uczonych, co podkreślają zarówno niechętni temu przedstawiciele tak zwanej „Trzeciej Kultury" jak i doceniający ten fakt J. Ortega y Gasset [ 6 ].

Jaka jest relacja między nauką a filozofią w końcu dwudziestego wieku, czy filozofia jest nauce potrzebna? Odpowiedź na to pytanie jest zróżnicowana w zależności od tego, jaką naukę mamy na uwadze. Takie nauki humanistyczne, jak np. etyka, metodologia, psychologia itd., mimo nabrania cech samodzielności, są jeszcze ściśle związane z filozofią, często się do niej odwołują i z jej dorobku korzystają, Te natomiast, które z filozofii wydzieliły się wcześniej, np. teoria państwa i prawa, historia, socjologia, ekonomia itp. do filozofii odwołują się rzadziej, ale sam problem filozofii nie budzi w tym gronie większych emocji.

Bardziej skomplikowana jest sytuacja w naukach przyrodniczych. Dla grupy młodych przyrodników amerykańskich, tworzących wspomnianą wyżej tzw. Trzecią Kulturę, warunkiem dalszego, postępującego rozwoju przyrodoznawstwa jest pozbycie się więzi z filozofią. „Około roku 1950 pojawiła się fala fizyków, do których należał m.in. Richard Feynman — pisał J. Doyne Farmer — którzy odrzucili filozofię uznając, że nie jest to coś, czym naukowiec powinien się zajmować. Już moje pokolenie wychowało się w przekonaniu, że filozofia to coś, na co z pewnością nie warto marnować cennego czasu, bo mogłoby się jeszcze wpaść w pułapkę zostania filozofem". [ 7 ] Inny przedstawiciel tego nurtu pisał: „Ja natomiast, choć czytani to, co napisali, nie mam z tego żadnego pożytku. Jeżeli dowiaduję się czegokolwiek z ich prac, to co najwyżej, że ludzie męczą się nad rozwiązaniem tych zagadek od tysięcy lat i bardzo długo nikomu nie udało się wpaść na żaden sensowny pomysł. My, wyposażeni w porównanie umysłu do komputera, patrząc zupełnie inaczej na zagadnienie świadomości, mamy zupełnie inne, nowe i o wiele ciekawsze rzeczy do powiedzenia niż można wyczytać z dzieł klasyków". [ 8 ] Zupełnie inaczej ocenia sytuację współczesnego przyrodoznawstwa, w szczególności fizyki, filozof, J. Ortega y Gasset. Jego zdaniem, trwający nieprzerwanie od drugiej połowy dziewiętnastego wieku rozwój przyrodoznawstwa, w „szczególności tej królowej nauk przyrodniczych, fizyki" doprowadził je do stanu, kiedy muszą sięgnąć do filozofii, by dokonać uogólnień własnych osiągnięć. Bez takiego uogólnienia, a więc i bez filozofii, nauki przyrodnicze dalej rozwijać się nie mogą. Jak stwierdza, skończył się czas tyranii fizyki — upokorzona filozofia znów odzyskuje swoje dawne miejsce [ 9 ].

Trudno jest rozstrzygnąć ten spór. Jedno jest niewątpliwe — także w drugiej połowie dwudziestego wieku wielu wybitnych przyrodników świadomie stawia pytania i formułuje sądy bez wątpienia filozoficzne albo do filozofii się odwołuje. I nie traci na tym ani naukowość ani wielkość ich osiągnięć. Np. odkrycie zasady nieoznaczoności Heisenberga zaowocowało ogłoszeniem „śmierci materializmu" jako systemu filozoficznego. Filozoficzne uogólnienia dotyczące czasu, przestrzeni, natury i genezy wszechświata S. Howkinga obiegły cały świat. Podobnie prace K. Lorenza, N. Tinberga, E. O. Wilsona pełne są filozoficznych ze swej natury rozważań i wniosków.

5.

I na koniec ostatnia kwestia, i na pozór najprostsza. Jakie potrzeby filozofów zaspokaja filozofia? Nie zbanalizowana odpowiedź na to pytanie wymaga wprowadzenia podziału historii myślenia filozoficznego na dwie epoki: na okres, trwający od powstania filozofii do końca doby Oświecenia, kiedy to, mówiąc lapidarnie, filozofowie żyli „dla filozofii a nie z filozofii", i okres drugi, w którym filozofowie „żyją z filozofii", tzn. uprawiają zawód filozofa, będący dla nich źródłem utrzymania, W pierwszym okresie rozwoju filozofii w starożytności, filozofowie szczycili się tym, że ich poznanie nie ma żadnych walorów praktycznych, a tymi, którzy usiłowali uzyskać jakieś profity z tytułu uprawiania filozofii, gardzili. W starożytności filozofami byli najczęściej ludzie wolni i majętni, nierzadko wywodzący się z arystokratycznych rodów, albo sowicie wynagradzani przez sponsorów, doceniających ich intelektualne walory i twórczość. Także w Średniowieczu filozofią zajmowali się przede wszystkim przedstawiciele Kościoła, utrzymujący się z innych źródeł, niż nauczanie i tworzenie. W okresie Odrodzenia i Oświecenia podobnie. Majątek rodzinny, urząd dworski lub kościelny, a w nielicznych przypadkach — pomoc przyjaciół i sponsorów, stanowiły źródło utrzymania tych, którzy zajmowali się filozofią. Można zatem bez popełnienia istotnego błędu powiedzieć, że bardziej niż cokolwiek innego, w owym czasie filozofów do tworzenia popychała czysta, intelektualna potrzeba, poznawcza pasja, „umiłowanie mądrości". Paradoksalnie — rola filozofów była wówczas niekwestionowana i znacznie większa. Musimy bowiem pamiętać, że w ramach filozofii rozwijało się wówczas całe ludzkie poznanie (poza matematyką i medycyną, która była zresztą umiejętnością praktyczną), filozofia była synonimem nauki w ogóle.

W drugim okresie masowo pojawiają się ludzie, którzy wypełniając zawód filozofa, tak naprawdę filozofią się nie interesują. Intelektualnie sprawni, pisząc i prowadząc dydaktykę mają na uwadze jedynie szybką karierę akademicką czy literacką. Inną grupę stanowią ci zawodowi filozofowie, dla których filozofia stanowi życiową pasję a problemy przez nią rozstrzygane uważane są za poważne i ważkie. Sytuacja tych ludzi na przełomie wieków jest różna, w zależności od miejsca, w jakim żyją, talentu i siły przebicia. Pogarszają ją np. takie fakty, jak to, że podstawowe nauki szczegółowe wydzieliły się już z filozofii i wiodą swój samodzielny żywot, odmawiając często samej filozofii jakiegokolwiek sensu. Powszechnie kwestionowany jest też naukowy charakter filozofii i to także przez samych filozofów. Mimo to filozofia trwa, zaspokajając potrzeby twórcze wielu filozofów.

Skoro analizowana jest sytuacja filozofów, nie od rzeczy będzie wskazać na pewne ogólniejsze problemy natury psychicznej, związane z uprawianiem filozofii, w szczególności przez tych, dla których jest ona życiową pasją. Znany psychiatra i humanista polski, A. Kępiński stwierdził, że „filozofem się nie jest, filozofem się bywa". W tym zdaniu zawarte jest uzasadnione przekonanie, że jednostkowe życie, oddające wiernie założenia jakiejkolwiek filozofii (chodzi oczywiście o podporządkowanie własnej egzystencji wszystkim konsekwencjom wynikającym z systemu filozoficznego a nie o wybiórczą realizacje, niektórych rozwiązań, np. etycznych czy światopoglądowych), jest po prostu niemożliwe. Nawet dla największego filozofa jest to tylko jedna z pełnionych przez niego ról społecznych, często mająca istotny wpływ na życie osobiste, ale przecież tylko jedna z wielu ról. Także filozof musi poddać się społecznie narzucanym zasadom bycia i zachowania. W przeciwnym przypadku — człowiek poddaje się szaleństwu i zaczyna żyć inaczej niż wszyscy wokół. Jest świętym lub psychicznie chorym. Jak pięknie pisze A. Kempiński, to właśnie schizofrenicy są tymi ludźmi, którzy w pełni i do końca żyją w zgodzie z wizją świata, która pojawiła się w ich umyśle, nie licząc się z zasadami, które obowiązują w społeczeństwie. I dlatego ci chorzy są tragicznie nieszczęśliwi i szczęśliwi zarazem. [ 10 ]


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Czym jest filozofia?
Filozofia a nauka

 Zobacz komentarze (18)..   


 Przypisy:
[ 6 ] Por.: Trzecia kultura, red. J. Brockman, Wyd. CIS, Warszawa 1996, s. 33 oraz J. Ortega y Gasset, Po co wracamy do filozofii?, Wyd. „Spacja", Warszawa 1992, s. 153 i nast.
[ 7 ] Trzecia kultura, cyt. wyd., s. 32.
[ 8 ] Tamże, s. 35-36.
[ 9 ] J. Ortega y Gasset, cyt. wyd., s. 153 i nast.
[ 10 ] A. Kempiński, Schizofrenia, PWN, Warszawa 1974, s. 154-155.

« Filozofia   (Publikacja: 13-10-2005 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Joanna Laskowska-Stasiuk
Doktor filozofii, specjalizuje się w filozofii współczesnej, historii filozofii oraz komunikacji społecznej; wykłada w Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu (Katedra Filozofii i Komunikacji Społecznej).
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 4402 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365