Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
144.740.434 wizyty
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7269 tekstów. Zajęłyby one 28656 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 2370 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Kłamstwo jest jedyną ucieczką słabych"
« Kultura  
O istocie kultury [1]
Autor tekstu: Andrzej Nowicki, Zdzisław Słowik, Andrzej Rusław Nowicki

Najwyższą wartością nadającą życiu sens jest KULTURA

Zdzisław SŁOWIK. Jak z perspektywy Pana, Panie Profesorze, wybitnego znawcy Odrodzenia, oceniać wagę i znaczenie jego dziedzictwa dla współczesnego człowieka? Co w tym dziedzictwie jest szczególnie trwałe, a co, jeśli to uprawniona wątpliwość, nie wytrzymało próby czasu?

Profesor Andrzej NOWICKI, filozof i historyk filozofii, emerytowany nauczyciel uniwersytetów Warszawskiego, Wrocławskiego oraz Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie, należy do grona wybitnych ludzi polskiej nauki i kultury; jest autorem ponad 50 książek oraz wieluset artykułów, esejów, studiów; przyswoił polskiej nauce wielkie dziedzictwo filozofii i kultury włoskiej, zwłaszcza dziedzictwo włoskiego renesansu; wykształcił wielu wybitnych czynnych pracowników nauki; był inicjatorem odrodzenia ruchu świeckiego po drugiej wojnie w Polsce i pełnił w nim najwyższe godności. Niedawno obchodził 85 urodziny.

Profesor Andrzej NOWICKI. Miło mi słyszeć, że uważany jestem za wybitnego znawcę Odrodzenia, ale z perspektywy ukończonych 85-ciu lat życia inaczej widzę moją własną tożsamość. Znawcą jakiejś epoki jest historyk, który szuka odpowiedzi na pytanie jaką ta epoka była. Inną postawę zajmuje wobec przedmiotu swoich badań filozof, który ujmuje każdą rzecz w aspekcie jej możliwości bycia inną, niż ona jest, czy była. Ponieważ nie akceptuje świata takiego, jakim świat jest, ale chce pokazać, jakim świat może i powinien być, jak oceniać, zmieniać, doskonalić świat. Odpowiadać na pytanie o wartości Odrodzenia będę nie z pozycji historyka filozofii, ale z pozycji filozofa. Jako historyk filozofii, który zna epokę Odrodzenia, mógłbym powiedzieć tylko tyle, że było ono zróżnicowane i każdy myśliciel mówił co innego, i musiało tak być, bo gdyby mówił to samo co inni, to nie warto byłoby się nim zajmować. Filozofem jest bowiem tylko ten, który potrafi powiedzieć coś własnego, coś takiego, czego przed nim nikt nie zauważył. W pracach o Brunie i Vaninim nie chodziło mi o zreferowanie stanu badań nad nimi, ale o przeciwstawienie istniejącym ocenom mojej własnej interpretacji, eksponującej ich oryginalność, więc to, czego u nich dotąd nie zauważono.

Uważa się, iż centralną kategorią dziedzictwa Odrodzenia jest człowiek, jego istota, sens istnienia i działania. To on, człowiek, został powołany do pełnienia szczególnej roli. Czy człowiek w wizji odrodzeniowej, po wszystkim, czego później doświadczył, byłby zdolny żyć we współczesnym świecie?

• Centralną kategorią Odrodzenia nie jest człowiek, ale wytwarzany przez człowieka świat cudownych dzieł, i wcale nie jest tak, że to człowiek jest miarą rzeczy, ale właśnie przeciwnie: to te cudowne rzeczy, które człowiek stwarza, są miarą wartości człowieka. Tworzenie tych rzeczy, spotkania z nimi nadają życiu godność i sens. W tym kontekście nowe światło pada na myśli, które streszczają istotę renesansowego przełomu, trafnie nazwanego przez Engelsa największą ze światopoglądowych rewolucji, jakie ludzkość do owych czasów przeżyła. Po pierwsze, myśl Manettiego: jeśli chce się mówić o godności człowieka - de dignitate hominis — to trzeba mówić o rzeczach, wskazywać na dzieła sztuki, na teorie naukowe, na odkrycia i wynalazki. Po drugie, myśl Mirandoli: człowiek nie musi akceptować tego kształtu, jaki mu narzuca świat, ale sam może nadać kształt własnej osobowości. Trzecie, myśl Tomasza Morusa: społeczeństwo nie musi żyć w takim ustroju, jaki zastaje, ale może i powinno ten ustrój zmienić. Po czwarte, myśl Giordana Bruna: człowiek nie musi wcale wierzyć w to, co mu do wierzenia podają. Nie musi patrzeć na świat cudzymi oczami, ma prawo do myślenia swoim własnym mózgiem, a także prawo do walki z tymi, którzy chcą go tego prawa pozbawić. A jeśli chce coś stworzyć, to wcale nie musi naśladować innych twórców, ale ma prawo do słuchania głosu swojej własnej Muzy, ma prawo tworzyć dzieła, które w sobie mają własne zasady swojego istnienia. Nie otrzymują, nie biorą tych zasad z zewnątrz. Po piąte, myśl Vaniniego: doskonałość nie polega na wykończeniu, ale na posiadaniu przestrzeni do wielokierunkowego rozwoju, rozwijania, przekształcania, doskonalenia. Świat w którym żyjemy nie jest gotowy, wykończony, zamknięty, ale jest otwartym polem, które możemy i powinniśmy przekształcać. Jeżeli teraz padnie pytanie, czy te myśli, streszczające istotę renesansowego przełomu, wytrzymały próbę czasu, odpowiem: to nie nasz czas jest instancją uprawnioną do oceny renesansowego drogowskazu, ale właśnie odwrotnie. Tym, co należy oceniać nie jest Renesans, ale nasz czas. A miarą oceny są właśnie wartości renesansowej wizji tego, jakim powinien być ten świat. Jeżeli zauważamy niezgodność między pięknem renesansowej wizji, a współczesnym człowiekiem, to wcale z tego nie wynika wniosek, że renesansowa wizja świata nie wytrzymała próby czasu, ale wniosek, że to ze współczesnym człowiekiem źle się dzieje, skoro nie potrafi tej renesansowej wizji świata realizować. To samo zresztą można powiedzieć o wizji socjalizmu. To, co się dziś w świecie dzieje wcale nie świadczy o tym, że socjalizm nie wytrzymał próby czasu, ale tylko o tym, że świat zamiast iść naprzód, cofa się. A na czym to cofanie się świata polega? Na tym, że uczestnictwo ludzi w kulturze zamiast rozszerzać się i pogłębiać, kurczy się i staje się coraz płytsze. Na tym, że zgodnie z odkrytym przez Kopernika — Olbrzyma Renesansu — prawem to, co liche, wypiera to, co jest od niego cenniejsze. Zalani tandetą natrętnie reklamowanych produktów kultury masowej, ludzie sądzą, że uczestniczą w kulturze, a w rzeczywistości grzęzną w błocie płytkiej papki, nie zdając sobie sprawy z tego, jak daleko im do poprzeczki, od której zaczyna się prawdziwa kultura. To znaczy kultura wysoka, wymagająca wysiłku, żeby się do niej wspiąć i żeby zstępować w jej głębie. Tylko kultura wysoka i głęboka jest prawdziwą kulturą.

Będąc znanym i cenionym historykiem filozofii, zwłaszcza pionierem w Polsce badań filozofii włoskiej, jest Pan zarazem wybitnym religioznawcą, więcej, współtwórcą polskiego religioznawstwa. Pana prace religioznawcze wyznaczyły wysokie standardy i przesądziły o budzącym szacunek w świecie dorobku polskiego religioznawstwa. Ale czas nie stoi w miejscu, a wraz z tym i w religioznawstwie dzieje się zapewne wiele rzeczy nowych. Jeśli takie przypuszczenie jest uprawnione, to chciałbym zapytać, jakie problemy są obecnie przedmiotem zainteresowania religioznawców oraz w jakim stopniu dotychczasowe i aktualne badania przybliżają zrozumienie fenomenu religii i religijności?

• Jako religioznawca uczyłem odróżniania zainteresowań religioznawczych od zainteresowań religijnych. Zainteresowania religijne dotyczą przede wszystkim sprawy własnego zbawienia, sprawy sposobów uzyskiwania łaski bożej. Takich zainteresowań religijnych nigdy nie miałem. Natomiast zawsze interesowały mnie religie, a zwłaszcza ukryte w formie religijnej myśli filozoficzne i uznawane wartości, teoretyczne i aksjologiczne treści religii. Wszedłem dość głęboko w filozofię chrześcijańską, w filozoficzne działy teologii, w dzieła religijnej sztuki. Znalazłem w religiach cenne wartości, które chciałbym ocalić, ponieważ religioznawstwo wie, że oprócz współczesnych religii, które mają miliony wyznawców, było w świecie wiele potężnych religii, które od wielu stuleci nie mają ani jednego wyznawcy. Z mojej inspiracji prowadzone były w Polsce badania nad procesami wygasania religii. Zawsze, a więc także obecnie, wbrew tym, którzy pod wpływem żywotności islamu, wyrażającej się w spektakularnych, pokazywanych codziennie przez telewizję zamachach samobójczych dokonywanych przez islamskich terrorystów, czy pod wpływem coraz bardziej hałaśliwej i agresywnej klerykalizacji Polski wierzą, że religie te będą istniały wiecznie, wcale nie zmieniam mojego stanowiska. W dalszym ciągu sądzę, że wszystkie religie, nie tylko chrześcijaństwo, ale także islam, kiedyś wygasną, a przyszłość należy do kultury świeckiej. Otóż problem polega na tym, żeby z tego procesu nieuchronnego wygasania religii ocalić, uratować wszystko to, co w religiach jest cenne: treści filozoficzne, treści aksjologiczne, wartości artystyczne. Mądrzejsi teologowie dobrze wiedzą, że moje, realizowane przez wiele dziesięcioleci dążenie do wyłuskiwania cennych treści z religijnej skorupy i przekształcania ich w świeckie cząstki kultury świeckiej, jest w rzeczywistości obroną wartości ukrytych w religiach. Dla istniejących religii, włącznie z islamem, jest to wielka szansa, ponieważ to, co obecnie jest własnością zamkniętej grupy wyznawców, może się stać wspólnym dobrem całej ludzkości. Jak to się ma do problemu preambuły „O wartościach chrześcijańskich"? Trzeba zacząć od wyjaśnienia, że z filozoficznego punktu widzenia wartości chrześcijańskie to nie jest wiara w Boga, w sakramenty, w męki piekielne potępionych, czy w nieomylność instytucji kościelnej, ani uznawania jej prawa do panowania nad światem, ale franciszkański stosunek do przyrody, wizje sprawiedliwości społecznej w średniowiecznych herezjach i ruchach kacerskich, głęboka filozofia ukryta w średniowiecznej scholastyce, w prawosławnej teologii ikony, w protestanckiej idei prywatyzacji i indywidualizacji religii, piękno architektury sakralnej, malarstwa o tematyce religijnej, muzyki uważanej za religijną. To są wartości, które zawsze wysoko ceniłem, wartości, które pragnę ocalić, przywracając je kulturze świeckiej, z której zostały wyalienowane w prywatną własność instytucji kościelnych.

Na ścianach Pana pracowni wypełnionej po sufit książkami, widzę wykaligrafowane przez Pana teksty w języku chińskim. Wiem, że to różne fragmenty z filozofii chińskiej. Co one znaczą w ich szerszym ujęciu, co nowego w światowej myśli filozoficznej, którą śledzi Pan nieprzerwanie z wielką uwagą, co filozofia współczesna ma do powiedzenia ludziom teraźniejszym?

• Od dziecka byłem zafascynowany różnorodnością kultur. Wiedziałem, że warunkiem przedostania się do ich wnętrza jest poznanie wielu języków. Uczenie się innych języków nie było dla mnie torturą ani narzuconym mi przymusem, ale cudowną podróżą w inne światy. Były okresy, w których przeżywałem intensywną radość towarzyszącą poznawaniu francuskiego, niemieckiego, łaciny, włoskiego, rosyjskiego, angielskiego, greckiego, a od kilkunastu lat przeżywam cudowne miesiące coraz głębszego wnikania w języki Dalekiego Wschodu: chiński i japoński. Jestem naprawdę zakochany w pięknie znaków chińskich. Z kultury chińskiej najbardziej fascynują mnie: pismo chińskie, języki chińskie, muzyka i malarstwo, poezja i filozofia, architektura chińska, a zwłaszcza zróżnicowanie kultury chińskiej. Podobnie jak nie ma jednego języka europejskiego, tak nie ma jednego języka chińskiego, ale są ich setki, nie licząc dialektów. To samo zresztą dotyczy włoskiego, którego uczyłem się od 15 roku życia i dziś jest on na równi z językiem polskim językiem, w którym myślę. Ale od kilku dziesięcioleci wiem, że język włoski to także setki wciąż żywych dialektów. Czego powinniśmy się od Chińczyków nauczyć? Odpowiadam jednym słowem: wdziełowstąpienia. Wyjaśnię to na dwóch przykładach. Pierwszy to sposób oglądania obrazów. Metoda amerykańska to zaliczyć największe muzea, a każde z nich przebiec jak najszybciej, pięć obrazów na minutę. Chiński miłośnik Muz ogląda jeden obraz kilka godzin, więc potrafi bardzo głęboko wstąpić w arcydzieło malarstwa. Drugi przykład: istnieją u nas kursy szybkiego czytania książek, po ukończeniu których potrafimy w tym samym czasie, który przedtem przeznaczylibyśmy na przeczytanie jednej książki, przeczytać dziesięć. To jest zupełnie możliwe, tylko przy takim szybkim czytaniu nie zauważy się tego, co najcenniejsze. Chińskiej książki nie da się w ten sposób przeczytać. Trzeba cierpliwie rozszyfrowywać znak po znaku. Jest przecież 40 tysięcy różnych znaków! Trzeba zastanawiać się nad sensem każdego słowa, a sens ten wynika z jego spotkań z innymi słowami. Trzeba bacznie przyglądać się tym spotkaniom, wtedy zauważy się w nich ukryte migotanie sensu. Ucząc się czytać po chińsku zrozumiałem, że dotąd czytałem książki za szybko. Trzeba więc zamiast kursów szybkiego czytania uruchomić na uniwersytetach kursy sztuki czytania powoli. Sztuki zauważania tego, czego przy szybkim czytaniu nie zauważa się. Trzeba nauczyć się trudnej sztuki myślenia w czasie czytania.


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Paszkwil na kulturę
Kulturowy tygiel


« Kultura   (Publikacja: 26-11-2005 Ostatnia zmiana: 27-11-2005)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Andrzej Rusław Nowicki
Ur. 1919. Filozof kultury, historyk filozofii i ateizmu, italianista, religioznawca, twórca ergantropijno-inkontrologicznego systemu „filozofii spotkań w rzeczach". Profesor emerytowany, związany dawniej z UW, UWr i UMCS. Współzałożyciel i prezes Stowarzyszenia Ateistów i Wolnomyślicieli oraz Polskiego Towarzystwa Religioznawczego. Założyciel i redaktor naczelny pisma "Euhemer". Następnie związany z wolnomularstwem (w latach 1997-2001 był Wielkim Mistrzem Wielkiego Wschodu Polski, obecnie Honorowy Wielki Mistrz). Jego prace obejmują ponad 1200 pozycji, w tym w języku polskim przeszło 1000, włoskim 142, reszta w 10 innych językach. Napisał ok. 50 książek. Specjalizacje: filozofia Bruna, Vaniniego i Trentowskiego; Witwicki oraz Łyszczyński. Zainteresowania: sny, Chiny, muzyka, portrety.
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 52  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: W chiński akwen... Wolność w Hongloumeng

Zdzisław Słowik
Politolog specjalizujący się w polityce wyznaniowej. Redaktor naczelny czasopisma "Res Humana", wiceprezes Rady Krajowej Towarzystwa Kultury Świeckiej. Doktorat: "Dialog jako jeden czynników współdziałania socjalistycznego państwa i Kościoła rzymskokatolickiego (na przykładzie PRL)" (UŚl, 2001)

 Liczba tekstów na portalu: 7  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Wielkość i dramat Donbasu
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 4480 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365