Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
157.283.206 wizyt
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7302 tekstów. Zajęłyby one 28805 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 648 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Wprawdzie nie istnieje zatem wiedza pewna na temat świata, ale też najwyraźniej człowiek wiedzy takiej nie potrzebuje. Dobrze potwierdzone hipotezy wystarczają do działania.
 Kultura » Sztuka » Teatr

Przekleństwem ku sacrum - impresji słów kilka o spektaklu 'Niech żyje Punch!'
Autor tekstu:

Transgresja

On go rozbił, On go zniekształcił, odwrócił do góry nogami, zakwestionował. Formuła wypowiadana wobec nowożeńców: „już nigdy nie będzie tak, jak było do tej pory" znalazła w tym wypadku zastosowanie niemal totalitarne. Teatr lalek od tej chwili przestał oznaczać wyłącznie „teatrzyk" dla dzieci. On zniekształcił pokutujący we mnie przez wiele lat stereotyp, że gdzie kukiełki, marionetki, tudzież pacynki czy jawajki, tam inscenizacja naiwnej bajki. Stał się punktem odniesienia i to nie tylko dla innych spektakli lalkarskich, ale dla teatru w ogóle. Niech żyje Punch! — oto On.

Pewien moment

Z przedstawieniem Niech żyje Punch! spotkałem się podczas jubileuszu 45-lecia Białostockiego Teatru Lalek w 1998 roku. Oprócz wielu atrakcji dla dzieci, pokazów popularyzujących dokonania teatralnego zespołu, pojawiło się kilka propozycji dla widza dorosłego, które miały charakter kameralny. Swoisty nimb ekskluzywności zapowiadał rzecz niebagatelną, tajemniczą i wyjątkową. Po raz pierwszy w swoim życiu spotkałem się z kontrowersją w teatrze, zjawiskiem, które przecież tak bardzo miało być wykorzystywane, a wręcz eksploatowane w wielu dziedzinach sztuki w latach późniejszych. Jak się okazało w trakcie spektaklu element ten to po prostu cecha immanentna dzieła Niech żyje Punch!, bez której straciłoby ono moc. Zastosowanie innych, „lżejszych" środków z pewnością zubożyłoby efekt.

Przekleństwem ku sacrum

Transgresja, która dokonała się we mnie od „teatrzyku" do teatru jako takiego, dokonała się, o zgrozo!, dzięki przekleństwu, wulgarności, scenom zabójstw, seksu i moralności na opak. W dodatku lalka, która zarezerwowana była, zdawałoby się, dla widza najmłodszego, stała się znakomitym medium ukazującym ciemną stronę rzeczywistości. Te „kurwy i pierdolenia" były konieczne i niezbędne, by dobrze nakreślić historię tytułowego Puncha. Ponadto, niech będę ordynarny czy rubaszny, twierdzę, że przekleństwo znalazło tu swój wymiar sakralny w znaczeniu wrzucenia mnie w coś, czego do tej pory nie znałem, a co miało okazać się kwintesencjonalne dla mojego widzenia sztuki. Przekleństwo bowiem podkreśla i wyolbrzymia. Poprzez postać skrajną (Niech żyje Punch!) neguję fazę początkową, naiwną (np. Bajka o siedmiu krasnoludkach), by odnaleźć złoty środek, sytuujący mnie od tej pory w fotelu widza, który czuje dobrą sztukę zimnym drżeniem zachwyconego ciała i umysłu. Od tej chwili każde następne przedstawienie widziane jest przeze mnie innymi oczami. Już nie kategoriami zbanalizowanych historyjek z morałem ani spektakli z nadmiarem nieuzasadnionej nagości czy wulgarności, lecz krytycyzmem, a w konsekwencji — zachwytem lub nudą i dezaprobatą.

Przyjmując zmianę czyjejś percepcji świata jako kryterium klasyfikacji czegoś do sfery sacrum, umiejscawiam spektakl Niech żyje Punch! u progu mych zmagań z prawdziwą sztuką, będącą świętością w czystej postaci właśnie.

Rola Puncha

Jaka jest rola Puncha? Pytanie to stawiam, odnosząc się do dwóch porządków - do gry aktorskiej oraz do roli, jaką ma odegrać główny bohater — Punch. A propos pierwszej kwestii odpowiedź może być tylko jedna: Punch wykreowany przez aktora Ryszarda Dolińskiego jest ze wszech miar genialny. Obok Stone’owskiej pary Urodzonych morderców stałby się z pewnością bohaterem masowej wyobraźni. Na szczęście o status takowy się nie ubiega. Poza swą agresją ma jednak wiele do powiedzenia, gdyż, jak się okazało, teatr lalkowy to przestrzeń stanowiąca miejsce przeznaczone tak dla emocji, jak i refleksji, choćby tematem była rzecz brutalna.

Ochrypły, tubalny i groźny głos aktora animującego pacynkę czyni postać drapieżną i sugestywną. Przeraża i fascynuje zarazem. Ryszarda Dolińskiego można by nazwać Tomem Waitsem polskiego lalkarstwa. Aktor ten stworzył bowiem swój oryginalny, rzekłbym „chropowaty" — stąd moje porównanie — styl. Znakomicie poradził sobie z grą za parawanem, dając popis zarówno umiejętności animatorskich, jak i kreacji aktorskiej w żywym planie. Dobrym przykładem mistrzowskiego opanowania obu technik jest scena, w której aktor zakłada sobie stryczek na szyi, by później jego lalka mogła odegrać ten sam gest przyszłego wisielca. To także dowód na niebanalnie zaimprowizowany sposób przenikania się dwóch światów: rzeczywistego i lalkowego.

Angielski Punch, francuski Poliszynel i czeski Kaszparek to ta sama postać, wywodząca się z włoskiej commedii dell’arte. Używając nieetycznych narzędzi osobowościowych, takich jak: bezkompromisowość, okrucieństwo i wulgarność ów (czarny?) bohater ma do zrealizowania pewien cel — obnażyć hipokryzję świata, który chciałby mienić się szlachetnym i sprawiedliwym. W tym sensie tego śmiałka można by postawić obok młodopolskich artystów, którzy atakowali mieszczański świat filistrów, „dulszczyznę". Choć zadanie Puncha pochłania wiele ofiar, wedle zasady: cel uświęca środki, nóż satyry i demaskacji uderza we wszystkie stany. Zabija żonę, policjanta, sędziego i kata. Gdy musi stanąć przed wspomnianą już szubienicą i w uzasadnieniu wyroku słychać: „był pan okrutny i mordował ludzi", skazany ripostuje: „ale to jeszcze nie powód, by pan był okrutny… i mordował mnie". Przekonująco prawi:

"Jeżeli prawo jest dla wszystkich stanów
I prócz mnie ma karać i innych panów,
To brak mi wielu dostojnych kompanów
Pod szubienicą! (...)"
Odpowiedź wydaje się jasna, bo "złotem można stępić żądło ustaw (...)".

Widz jest więc atakowany cynicznymi, ale trafnymi wypowiedziami. Czyż i dziś nie znalazłoby się wielu, których można by uczynić adresatami sarkazmu Puncha? Żeby tego było mało, gdy bohater ląduje w piekle, to i tam nie brakuje mu tupetu: „choćby diabeł miał tu przyjść sam, to i diabłu wpierdol dam". Zresztą i w tych szrankach odniesie zwycięstwo. Punch jest kontrowersyjny, ale budzi też wiele sympatii swą choćby najbardziej wulgarną, ale jednak, autentycznością i celnością sądów. Warto w tym miejscu przywołać słowa Ludwiga Tiecka mówiące, że „lalka to groteska i ironia". Spektakl Niech żyje Punch! realizuje tę zasadę w pełni.

Lalki i ich teatr

Jaka jest funkcja lalek? Otóż tworzą one autonomiczną rzeczywistość. Johann Wolfgang Goethe uznawał ją za miniaturę świata, świata nieprzyjaznego. Kiedy widać tylko lalki, gdyż animator ukryty jest za parawanem, dla widza istnieją wyłącznie one i ich prawda. Natomiast kiedy aktor ukazuje się oczom odbiorcy spektaklu, jest jakby wtórny i choć praktycznie lalkę wprawia w ruch, ma się wrażenie, jakby to ona kierowała człowiekiem. Zdanie Frietza Eichlera mówiącego, iż duszą lalki jest ręka aktora nie znajduje tutaj zastosowania. Pacynki są na tyle niezależne, że czynią z człowieka-aktora naśladowcę, ba!, instrument w ich rękach. To one są wyrazicielami idei. Człowiek jest jedynie aktorem w ich teatrze. Oczywiście chciałbym podkreślić, że nie postawiłem sobie za cel deprecjonowania gry aktorów. Idzie o to, że jak mówi Krystyna Mazur w Romansach marionety, aktor i lalka przestały być dla siebie konkurencją. Tym bardziej, że w scenach absurdalnych i plastycznych, a takich w przedstawieniu nie brakuje, najlepiej wypadają w jednym zespole.

Ponadto ową plastycznością spektakl nasyca sama konstrukcja lalek. Mają one gęby przypominające pijaków, szelmów, kurtyzany, jakby wyjęte z rynsztoka. Wyginają się, prężą, mizdrzą, a jak patrzą, to prosto w oczy widza. Z tego też powodu pojawia się elektryzujące napięcie na linii publiczność-lalka-aktor.

Przedstawienie jest bardzo dynamiczne. Akty przemocy, w postaci np. sugestywnego i silnego uderzania pałką w głowę pacynki, uwiarygodniają przedstawienie jako paralelę świata rzeczywistego. Dodatkowo funkcję „umroczniającą" atmosferę spektaklu pełnią inne elementy: trup się ściele gęsto, lalki klną, bluźnią, uprawiają seks. Wiadomo powszechnie, że nic tak nie ożywia akcji jak śmierć. Punch — seryjny morderca sterował dynamiką przedstawienia do tego stopnia, że jego kolejne zabójstwa należałoby potraktować jako swoisty refren. Zresztą piosenki z Opery żebraka Johna Gaya śpiewane przez aktorów: Ryszarda Dolińskiego, Andrzeja Beya Zaborskiego, Mieczysława Fiodorowa, Marię Rogowską, Marka Kulikowskiego i Krzysztofa Piłata do muzyki Jerzego Derfela rytmizują cały spektakl.

Niech żyje Punch! zrealizowany jest w duchu cyklu spektakli muzyczno-lalkowo-aktorskich w reżyserii Wojciecha Szelachowskiego. Przenikają się tu różne konwencje teatralne i lalkowe. Odnalazłem elementy: kryminału, powieści łotrzykowskiej, powiastki filozoficznej, dramatu, komedii, satyry czy nawet, ba!, poematu heroikomicznego. Plan żywy z animatorem pacynki [ 1 ] łączy się z klasycznym lalkarskim, gdzie aktor ukryty jest za parawanem, a słowo mówione ze śpiewanym. Choć osobiście nie przepadam za piosenką na scenie, przykład tego przedstawienia pokazuje, że utwory muzyczne pozwalają, obok innych sposobów i technik, podkreślić atmosferę kreowanego świata. W tym przypadku mroczność, „rynsztokowość", przywodzi na myśl duszną atmosferę Opery za trzy grosze Bertolda Brechta z songami Kurta Weilla. Niemiecki duet to godne towarzystwo dla trupy białostockiej.

Ów spektakl stanowi exemplum walki o teatr dla dorosłych. Bo teatr lalek, wbrew temu, o co apelują często jego twórcy, mówiąc: „Dzieci czekają na nas" stanowi też przestrzeń teatralną dla widza wprawionego, krytycznego i wymagającego. Zresztą w tej kwestii spieszę w sukurs mgr Dagmarze Żabskiej z Uniwersytetu Jagiellońskiego zajmującej się teatrem lalek naukowo: „Walczmy o lalkowy teatr dla dorosłych!"

Zamiast zakończenia -

"Lista niechybnych wskazań dla tych, którzy chcą osiągnąć wielkość:

  • Nigdy nie czyń drugiemu więcej zła niż jest to konieczne do osiągnięcia celu; zło bowiem jest rzeczą zbyt cenną, by je trwonić;
  • Osoby, która ma wykonać swój plan, nie wtajemniczaj nigdy w stopniu większym niż jest konieczne;
  • Nie ufaj temu, kto cię oszukał, ani też temu, kto wie, że został przez ciebie oszukany;
  • Nigdy nie nagradzaj nikogo według jego zasług, lecz zawsze dawaj do zrozumienia, że nagroda przewyższa zasługę;
  • Wielu ludzi zginęło przez to, że stali się szelmami tylko powierzchownie; podobnie w grze przegrać może każdy, kto nie gra na całego;
  • Serce jest właściwą siedzibą nienawiści, a twarz — afektu i przyjaźni (...)" [ 2 ].

Ps. Za niedoskonałości w interpretacji i opisie wielce przepraszam, ale spektakl ów widziałem dawno, bo w 1998 roku i drugi raz kilka lat później, nie wiedząc jeszcze, że będę o nim kiedykolwiek pisał. Po raz trzeci nie udało mi się być widzem tegoż, bowiem BTL ze swym koronnym dziełem jeździł wówczas po Francji gorsząc i zachwycając tamtejszą publiczność. Mitologizowanie spektaklu w mojej głowie mogło z pewnością doprowadzić do jego idealizacji, a w konsekwencji do niedostrzegania jakichkolwiek wad, za co przepraszam powtórnie.


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Sztuka nie dla idiotów
Odwołanie od decyzji ZUS i KRUS

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (1)..   


 Przypisy:
[ 1 ] Element, który pojawił się w teatrze lalkowym na przełomie lat 50. i 60. XX w.
[ 2 ] Z ulotki Niech żyje Punch! Białostockiego Teatru Lalek. Wskazania te opatrzone są komentarzem dotyczącym ich pochodzenia: „(...) przez wielkiego Jonatana Wilda ułożone, który to w 1725 roku na słynnej szubienicy w Tyburn świetną karierę zakończył, a o którym to wieści przez długie lata powtarzano ze zgrozą i podziwem, którego zaś liczne zdumiewające czyny, w których swą Wielką Wielkość okazał dla potomnych by zapomnieniu nie uległa Henry Fielding zapisał, a przełożył Jan Rusiecki".

« Teatr   (Publikacja: 05-07-2006 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Andrzej Bajguz
Absolwent socjologii na Uniwersytecie w Białymstoku oraz student filologii polskiej na Uniwersytcie w Białymstoku i Uniwersytecie Jagiellońskim

 Liczba tekstów na portalu: 5  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Filistrem jestem i nic, co mieszczańskie... Portret filistra u Marka Bałuckiego
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 4891 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365