Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
144.870.159 wizyt
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7269 tekstów. Zajęłyby one 28656 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 2465 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Religia jest sposobem, w jaki człowiek akceptuje swoje życie jako nieuchronną porażkę.
« Kościół i Katolicyzm  
Kastet i pałka. Oblicze katolicyzmu polskiego
Autor tekstu:

I

Endecja zawsze traktowała religię instrumentalnie. Zestaw wyświechtanych sloganów o Bogu i Kościele, skrywał tylko, tak charakterystyczny dla Polaków, brak wrażliwości na całą tę niezwykłą sferę "sacrum".

W traktowaniu katolicyzmu jako czegoś „zewnętrznego" byli panowie ze Stronnictwa Narodowego nieodrodnymi synami swojego narodu. Niczego niestosownego nie dostrzegali chłopcy z Młodzieży Wszechpolskiej w uczestnictwie w różnego rodzaju burdach i pogromach. Kto by tam się przejmował „duchem Chrystusowym", gdy z mieczykiem Chrobrego w klapie marynarki, z kastetem i pałką w dłoni, rozwiązywano problemy narodowościowe II Rzeczypospolitej. Znaleźli się oczywiście usłużni kapłani, którzy utożsamiali antysemityzm ze swoiście pojmowaną miłością bliźniego. Zdaje się w przedwojennym „Sodalis Marianus" czytałem wywody o „antysemityzmie miłości".

Religia endeków to religia uprawiana na pokaz z całkowitym lekceważeniem zagadnień doktrynalno-etycznych. Ta pseudopobożność zupełnie wyczerpuje się w masowych seansach, będących manifestacją nienawiści do wszystkich inaczej myślących. Przeciwstawienie „my — oni" jest spoiwem łączącym uczestników tych quasi-religijnych przedstawień. Cóż wspólnego z prawdziwym chrześcijaństwem mają żałosne spędy zwane pielgrzymkami na Jasną Górę?

Religijność endecka jest upolitycznioną wersją „katolicyzmu ludowego". Stąd jej popularność w społeczeństwie. Tu nie trzeba żadnych ideologicznych przełomów, pogłębiona refleksja okazuje się czymś zbędnym, hasła są znane, one niejako tkwią już w naturze wielu rodaków.

Niczego nie trzeba rozpoczynać od początku, nikt nie mówi o jakimś tam „przeorywaniu świadomości", wręcz przeciwnie, poletko uprawiane tak gorliwie przez polski Kościół, od co najmniej XVII wieku, zaczyna przynosić zwielokrotnione plony. Skutkiem tego jest, nie tylko obojętność, ale kolaboracja z hitlerowcami wielu Polaków w eksterminacji Żydów.

II

Jeżeli Stefan Czarnowski, jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej, zaczął dostrzegać pewne tendencje zmierzające do pogłębienia polskiego katolicyzmu, to owymi symptomami zmiany na lepsze mogły być pewne kręgi Stowarzyszenia Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie", grupa skupiona wokół czasopisma „Prąd" i przede wszystkim znakomicie redagowany kwartalnik „Verbum". Można też tu wymienić osoby takie jak ks. W. Korniłowicz czy o. J. Woroniecki OP. Zresztą, ten drugi był bardzo niekonsekwentny. Właściwie mocno tkwił na pozycjach zachowawczego katolicyzmu urzędowego, z tym, że w szeregu jego prac znajdujemy przebłyski myślenia nowatorskiego, które pełny wyraz znalazło dopiero w dokumentach Soboru Watykańskiego II. Niemniej rola jaką odegrał Woroniecki w dziejach Kościoła polskiego jest pozytywna.

Dla Woronieckiego słowo nacjonalizm nie ma jednoznacznie pejoratywnego wydźwięku. Nie należy, przeciwstawiać nacjonalizmu patriotyzmowi, gdyż nacjonalizm jedynie „oznacza doktrynę o życiu narodowym" i jest „doktrynalnym uzasadnieniem cnót składających się na patriotyzm". Groźne i zdecydowanie złe jest zwyrodnienie nacjonalizmu - szowinizm, gdzie „główną rolę odgrywa nie miłość swojego narodu, ale niechęć do obcych". Dalej, Woroniecki mówi o istnieniu „krzykliwych nacjonalistów, których życie wcale nieraz nie świadczy o ich patriotyzmie".

Zdania te i inne, jakże przecież jeszcze ostrożne, kunktatorskie poniekąd, dokonują już jednak pewnych wyłomów w ścianie bogoojczyźnianego frazesu i pseudoreligijnej fanfaronady.

III

Pamiętajmy, że nie tak wiele znowu lat upłynęło wówczas od ogłoszenia, przez watykańskiego sekretarza stanu kardynała Antonellego, listy osiemdziesięciu błędów, czyli tzw. Syllabusa. Wykaz ów obwieszczony został w 1864 r. wraz ze sławetną encykliką Quanta cura, która też nie odznaczała się bynajmniej ugodowym i dialogowym charakterem.

Kościół wtedy dość niefrasobliwie szermował wszelkiego rodzaju potępieniami, a o wolności poszukiwań teologicznych nie mogło być mowy. Jak często niewinne, zdawałoby się dzisiaj, poglądy spotykały się z napiętnowaniem przez hierarchów Kościoła. Dopiero uwzględniając ten kontekst, należy odczytywać te i inne uwagi i propozycje czynione przez autora Katolickiej etyki wychowawczej.

Jaka szkoda, że hrabia Mastai Ferretti (Pius IX) nie ogłosił listy rzeczywistych wypaczeń idei Chrystusa, ale przecież nie chodziło mu o ożywianie „szalonych" pomysłów pierwszych chrześcijan. Pius IX to jeden z najgorliwszych obrońców feudalnego w swym charakterze Kościoła.

Gdyby papieżowi zależało na odrodzeniu, wypaczonych przez rzymski katolicyzm, szczytnych ideałów pierwotnego Kościoła, to na pewno w owym wykazie znalazłyby się m.in. takie punkty:

  • błędem jest wykorzystywanie świątyń do organizowania wieców politycznych, w których religia traktowana jest w sposób instrumentalny;

  • błędem jest uczestnictwo w parareligijnych imprezach, będących manifestacją nietolerancji i nienawiści;

  • błędem jest traktowanie "sacrum" jako elementu pozbawionego większego znaczenia, o dekoracyjnym li tylko charakterze.

IV

Przez setki lat ludzie uczestniczyli w seansach, których zupełnie nie rozumieli. Nabożeństwa były spotkaniami towarzyskimi, manifestacjami politycznymi czy nawet wypełnianiem obowiązków, których lekceważenie groziło represjami. Były wszystkim, tylko nie rzeczywistym przeżywaniem chrześcijaństwa.

Nie może więc dziwić wielkie powodzenie religijności w stylu endeckim, gdyż właściwie nic się nie zmieniało, a tylko nasycenie elementów religijnych treściami nacjonalistycznymi ulegało zwielokrotnieniu. Wszystko pozostawało jak wcześniej, co rusz z ambony spadały niezrozumiałe religijne zaklęcia, ale szybko i bezboleśnie ulatywały w przestworza, nie pozostawiając w duszach wiernych żadnych śladów. Religia szła sobie jednym torem, życie drugim i nie było między nimi żadnych stycznych punktów.

Ta swoista schizofrenia jest znamienną cechą polskiego katolicyzmu.

Jacy pasterze, takie owieczki i vice versa. Ludzie naprawdę pobożni bezustannie spotykali się z niezrozumieniem, a często byli wręcz prześladowani i wyszydzani. Oto oblicze polskiego katolicyzmu!

Już Ludwik Krzywicki zarzucał Polakom, że poganie bardziej religijnie traktują kamienie i drzewa, niż nasi rodacy mszę świętą.

Niewielkiej trzeba przenikliwości, aby przeprowadzić pewną linię rozwojową katolicyzmu polskiego.

Wychodząc od co najmniej Hozjuszów, Karnkowskich i Skargów, poprzez endecję i różne jej odpryski w rodzaju ONR-u, by zatrzymać się dzisiaj przy Radiu „Maryja" i wszystkim, co się z nim wiąże. Zawsze to samo „umiłowanie" abstrakcyjnego bliźniego, ciągłe powtarzanie, że „Polak to katolik", dewocja na pokaz i koszmarne wstecznictwo.

V

Często powracam do lektury Kronik tygodniowych Antoniego Słonimskiego i zawsze znajduję tam spostrzeżenia, które nie straciły niczego na aktualności, a przecież te felietony powstawały jeszcze przed drugą wojną światową. Bezustannie natrafiam na zdania, które wypisz, wymaluj pasują do naszej głupkowatej rzeczywistości na progu XXI wieku.

Weźmy choćby takie słowa, w których autor zachęca by: „ … pośmiać się niezgorzej z ust zaciętych i chmurnych brwi nienawistnika, który głosi chrześcijańską miłość bliźniego. Spójrzcie na niego, gdy idzie w procesji, jedną pięścią zdejmuje czapkę, a drugą pięść zaciska, aby dać w mordę temu, co czapki nie zdejmie".

Sam widziałem w Telewizji „Trwam", jak popularny niegdyś piosenkarz, dziwacznie podskakując i wyginając się, wzywał w kiczowatej piosence, aby „trzaskać w ryło" (sic!), wszystkich, którym nie odpowiadają wizje „miłości wojującej" różnych Rydzyków.

Słonimski oddając hołd Prusowi, nie może się nadziwić, jak wiele Kronik tygodniowych (tym razem autora Lalki) jest aktualnych. To samo przeżywam ja, gdy czytam dziś felietony Słonimskiego. No cóż, ale historia właśnie zatoczyła koło i znowu przyszło nam egzystować w XIX-wiecznym kapitalizmie, choć kalendarze uparcie wskazują, że to początek nowego tysiąclecia.


 Zobacz także te strony:
Formy religijności w społeczeństwie polskim
 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Katolicki Infantylizm
W co wierzy polski katolik?

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (5)..   


« Kościół i Katolicyzm   (Publikacja: 10-12-2006 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Mirosław Kostroń
Publicysta, studiował polonistykę i filozofię, publikował głównie w prasie lewicowej ("Dziś", "Forum Klubowe", "Przegląd Socjalistyczny", "Trybuna Robotnicza") oraz na portalach internetowych Racjonalista i Antybarbarzyńca. Przekonania: ateista i socjalista, hobby: jazz (od bebopu do jazz-rocka), sztuka drugiej połowy XX wieku (od abstrakcjonizmu do konceptualizmu).

 Liczba tekstów na portalu: 14  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Dlaczego dzisiaj należy być bardziej Europejczykiem niż Polakiem
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5155 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365