Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
182.556.803 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7342 tekstów. Zajęłyby one 28978 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 3260 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Człowiek wciąż ma emocje na poziomie epoki kamienia łupanego, instytucje ze średniowiecza, a technikę o boskich możliwościach."
 Światopogląd » Humanizm

Humanista na rozstaju dróg [2]
Autor tekstu:

U podstaw humanizmu antropocentrycznego tkwi bez wątpienia pozytywna — mimo świadomości niewiarygodnych ekscesów — ocena człowieka, jego natury, dokonań, możliwości rozwojowych. Humaniście trudno pogodzić się z maksymą homo homini lupus, człowiek człowiekowi wilkiem, którą zresztą wymyślili i stosowali (stosują) ludzie. Konfrontacja obu tych zasad — człowiek najwyższą wartością i człowiek człowiekowi wilkiem — uzmysławia jednak, że humanizm jest trudnym i ryzykownym przedsięwzięciem. Wśród ludzi, którzy przyjęli naturę wilków i stali się z własnego wyboru drapieżnikami, humanista nie powinien być ani łatwym łupem, ani też upodobnić się do wilka.

Słabością humanizmu antropocentrycznego wydaje się przede wszystkim jego wspomniany już idealizm i utopizm. Dobrze jest uważać innego człowieka za „wartość najwyższą" — pod warunkiem, że inny człowiek postępuje podobnie. Jak wiadomo, taka wzajemność nie jest bynajmniej regułą. W zawikłanych i nierównych stosunkach międzyludzkich spolegliwość humanisty przynosi nierzadko rozczarowanie. Miara „najwyższej wartości" jest wysoka i górnolotna, a proza życia niska i banalna.

Humanizm antropocentryczny zdawał egzamin w czasach wielkich przełomów historycznych, jak renesans, oświecenie, zniesienie niewolnictwa, rewolucje socjalne, krach systemu kolonialnego, upowszechnienie demokracji politycznej. W warunkach malej stabilizacji i na co dzień niewygodnie jest jednak poruszać się na koturnach oraz wchodzić do biur, fabryk i na uczelnie za każdym razem w natchnionym nastroju humanistycznego patosu. Zresztą ów patos jakby nieco się zużył. Będąc historycznie zaprzeczeniem i odwróceniem teocentryzmu, humanizm nie przestał być „centryzmem" i nie zaniechał sztucznego hierarchizowania bytów na „byt najwyższy" i „byty niższe". Otóż ten centryzm i pionowe hierarchie odstają od realiów i wrażliwości współczesnej cywilizacji. Nie jest zresztą już takie pewne, czy człowiek jest rzeczywiście pępkiem (wszech)świata. Być może — zamiast na górze — z bytami lepiej być za pan brat.

3. Humanista outsider...

Humanistą można być z niska i z boku, bez aspiracji do górowania nad kimkolwiek lub nad czymkolwiek. Gdy bowiem humanista stwierdza „nic co ludzkie nie jest mi obce", to na „to, co ludzkie" składa się również szarość i przeciętność życia, tzw. padół ziemski, a nie tylko rzeczy wzniosie, patetyczne i heroiczne. Losem człowieka może być nuda, zagubienie, bezradność, nijakość, brak perspektyw, nędza, dyskryminacja, szykany, lęk, rozdarcie, niedola, uwikłanie w sprawy pozorne, niedołęstwo, umieranie, zawody życiowe itd. Humanista, którego rzeczywiście obchodzą „rzeczy ludzkie" nie może przejść nad nizinami egzystowania do porządku. Powinien odnieść się również do tego, co „na dnie" w najszerszym tego słowa znaczeniu. Taka właśnie wrażliwość i perspektywa poznawcza ukształtowały osobny typ postawy humanistycznej. Dawała ona niejednokrotnie o sobie znać w filozofii, literaturze, sztuce. Pojawia się w życiu codziennym i stosunkach międzyludzkich. Można ją nazwać roboczo humanizmem bez pompy, z pozycji outsidera.

Humanizm teoretyczny ma często charakter reprezentacyjny, ogólny, normatywny, niejako urzędowy i fasadowy. Ideały humanistyczne odzwierciedlają w nim jednostkowe i zbiorowe potrzeby ekspresji, wymogi oświatowe, dążenia wychowawcze i racje polityczne. Mają one na celu urabianie ludzi według wyraźnych i prostych wzorów, a nie przygnębiający opis ich słabości i niedołęstwa. Biorą zazwyczaj miarę z publicznego człowieka sukcesu: władcy, męża stanu, reformatora, przedsiębiorcy, wynalazcy, administratora czy po prostu — przykładnego obywatela. W obrazie „człowieka w ogóle" często afirmują idealne przymioty typowych przedstawicieli kręgów panujących.

Humanista outsider punktu zaczepienia dla refleksji i postawy praktycznej poszukuje intuicyjnie w człowieku konkretnym, a nie w abstrakcyjnym człowieku w ogóle. Ma do czynienia ze zwykłymi ludźmi, a nie z ideałami. Zagłębia się w realia życia, a nie w książkowe esencje. Skala człowieka w kosmosie lub skala rodzaju ludzkiego przerasta jego wyobraźnię. Skale te zresztą mają się nijak do potocznego i powszedniego doświadczenia, gdzie ma się do czynienia konkretnie z sobą samym, rodziną, sąsiadami, szkołą, pracą, kręgiem towarzyskim oraz z innymi jednostkami, które spotyka się na co dzień na takiej czy innej stopie. Nie obcuje się przecież z „ludźmi w ogóle". Człowiek, jak pisał poeta Tadeusz Różewicz, to „ten, ta, to/ tamten, ów". Na tle tych prozaicznych konkretów identyfikowanie dobrze znanego sobie X-a czy Y-a jako „Człowieka" z dużej litery graniczy ze śmiesznością. Teoretyczny dyskurs humanistyczny z perspektywy outsidera wydaje się nieco sztuczny. To przecież tylko, jak powiada Szekspirowski bohater, „słowa, słowa, słowa".

Być może postawa tego rodzaju jest mało porywająca. Wydaje się jednak, że powszedniość, wręcz trywialność życia, sytuacje ludzi „z podciętymi skrzydłami", złamanych, „na dnie", „na marginesie" i „na uboczu" mogą stanowić — i rzeczywiście stanowią — ważne punkty zaczepienia refleksji humanistycznej. Ukazują człowieczość, by tak rzec, od kuchni, od strony nieoficjalnej, bez idealizacji. Odsłaniają jej niepochlebne, wypierane i wstydliwie przemilczane aspekty. Uwalniają tym samym myślenie humanistyczne od nadmiaru abstrakcji i przesadnego optymizmu. Rozszerzają pole widzenia humanisty. Uczulają go przede wszystkim na negatywność istnienia.

Perspektywa „z niska" uświadamia zwłaszcza występowanie negatywności zawinionej przez ludzi i niekoniecznej, tj. niesprawiedliwości, krzywdy, agresji, wyzysku, zepchnięcia na marginesy. Są to zjawiska, którym można zapobiec i które są do usunięcia lub do naprawienia. Wykazuje ona, że humanizm powinien być postawą aktywną i praktyczną, etycznie zaangażowaną, a nie jedynie, jak to czasem głoszono, „użyciem życia" lub, jak współcześnie postulują nieroztropnie niektórzy (nie wszyscy!) postmoderniści, postawą, gdzie „o nic nie chodzi, wszystko uchodzi" (nothing matters, anything goes Carlosa Fuentesa).

Sam wybór takich sytuacji z „prawdziwego życia" jest znaczący. Wiąże się z przekonaniem, że humanista powinien uczestniczyć w kształtowaniu środowiska ludzkiego, wpływać na zachowania konkretnych jednostek i grup. Humanista występuje tu jednak w roli osoby, która zazwyczaj zawiesza uprzednią i gotową wiedzę na temat tego, „kim jest człowiek". W praktycznym byciu humanistą nie zawsze bowiem pomaga przekonanie o posiadaniu „jedynie słusznej" definicji człowieka. Wiedzę o nim kształtują przede wszystkim bezpośrednie kontakty, żywe doświadczenia i współżycie z konkretnymi ludźmi. Dla humanisty z niska „prawdziwie być" ma w istocie większą wartość niż „wiedzieć". By „wiedzieć", wystarczy zaszyć się w ciszy bibliotek, wśród pełnych mądrości książek, ale czy tylko na tym ma polegać humanistyczna „pełnia życia"?

Omawiana postawa przyjmuje zresztą, że wiedza o człowieku jest płynna, relatywna pod względem egzystencjalnym i kulturowym. Jej dossier — istota i rodzaj ludzki — jest przecież nieustannie niekompletne, z białymi plamami w przeszłości i z niewiadomą przyszłością. Człowiek, „wieczny wędrowiec", jak poetycko powiada Biblia, znajduje się bowiem ciągle w drodze, w ruchu, w stawaniu się. Podobnie niegotowy jest zresztą sam humanista. Nie jest on w stanie objąć swego ludzkiego „przedmiotu" z lotu ptaka, sam bowiem jest jego cząstką. Nie może, jak uczynił to sławny baron Münchhausen, chwycić się za włosy i wydostać z topieli egzystencji. To wszystko, co zauważa na zewnątrz, ma, z grubsza biorąc, w sobie samym. Postawienie się zatem pryncypialnie „na zewnątrz" w roli beznamiętnego obserwatora „rzeczy ludzkiej" odczłowiecza i humanistę, i tych, którzy są obiektem obserwacji. Tymczasem intencją humanizmu, jak wiadomo, było zawsze uczłowieczenie człowieka, a nie — jego odczłowieczanie.

Humanista outsider uzmysławia więc prawdę, że „całościami" są także poszczególne indywidua, a nie tylko „elity", „masy pracujące", społeczeństwa czy rodzaj ludzki. Kosmos humanistyczny można odnaleźć również w subiektywnym mikrokosmosie. Z formuły „człowiek jestem i nic co ludzkie…" najbliższa zapewne byłaby mu taka interpretacja, która „jestem" i „bycie" odnosi do konkretnych jednostek, łącznie z nim samym, a „ludzkie" pojmuje takim, jakim ono rzeczywiście jest i bywa, nawet jeśli bywa czymś niepoetyckim i nieheroicznym oraz spada poniżej przeciętnej.

4. Na skrzyżowaniu szlaków. Humanizm policentryczny

Ideały humanistyczne, podobnie jak sama nazwa humanizm narodziły się, patrząc historycznie, w europejskim środowisku cywilizacyjnym i kulturowym, w kręgu kultury grecko-rzymskiej. Wyrażał je obrazowo chociażby mit Prometeusza, kradnącego ogień bogom, przekazującego go ludziom. Przez wiele stuleci ideały te odgrywały rolę alternatywy oraz opozycji wobec panującej, judeochrześcijańskiej, teokratycznej wizji człowieka i życia ludzkiego. Kościelnemu i kapłańskiemu ideałowi życia ascetycznego, zatopionego w poczuciu winy i w pokucie, zapatrzonemu w zaświaty humanizm przeciwstawił wyzwolenie człowieka z lęku przed bogami, pochwalę rozumu, natury, potrzeb i przedsiębiorczości. Na czoło wysunął hasła autokreacji i życia pełnią życia. To wszystko prawda, ale jednak niecała prawda.

Faktem jest bowiem, że zasady humanizmu, jakby je nie oceniać, ukształtowały się lokalnie, w śródziemnomorskim środowisku geograficznym, demograficznym i cywilizacyjnym, w splocie konkretnych warunków historycznych i tradycji. Powstawały i rozwijały się na ogół w oderwaniu od odrębnych doświadczeń, wyobrażeń i socjotechnik społeczności zaludniających inne kontynenty. Towarzyszyło im niekiedy poczucie dominacji, wyższości i pogardy wobec ich mieszkańców.

Humaniści europejscy pozostawali przez całe stulecia mało wrażliwi na specyficzną, egzotyczną i daleką — tak różną od ich własnej — „ludzkość" ortodoksyjnych Żydów, Azjatów, Arabów, Murzynów oraz tubylczych mieszkańców Ameryki lub Australii. Nieufnie odnosili się do ich sposobu życia, wierzeń, obyczajowości, wzorów osobowych i wyobrażeń o istotach ludzkich. Dostrzegali w nich często „dzikość", „prymitywizm" i „barbarzyństwo". Ofensywny kolonializm, zalegalizowane niewolnictwo i prozelityzm religijny dowodzą, jak wielka przepaść dzieliła zadufaną Europę od innych cywilizacji. Zawężała ona humanistyczny ideał człowieka — do człowieka europejskiego. Humanizm utrwalony w dotychczasowej tradycji europejskiej był humanizmem cząstkowym i wybiórczym, europocentrycznym. Ten stan rzeczy utrzymuje się do pewnego stopnia również współcześnie. Człowieka europejskiego zastąpił człowiek północnoatlantycki.


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Humanizm w XXI wieku
Humanistyczny sens życia

 Zobacz komentarze (4)..   


« Humanizm   (Publikacja: 13-01-2007 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Edward Kasperski
Profesor zwyczajny nauk filologicznych specjalizujący się w komparatystyce, literaturoznawstwie, teorii, poetyce i historii literatury XIX i XX w. Pracownik naukowy Zakładu Literatury Romantyzmu Instytutu Literatury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego

 Liczba tekstów na portalu: 2  Pokaż inne teksty autora
 Poprzedni tekst autora: Czy postmodernizm jest humanizmem? Rozważanie o R. Rortym i kulturze liberalnej
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5197 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365