Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
183.211.343 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7351 tekstów. Zajęłyby one 29006 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 3630 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Technologia, w wielu znaczeniach, jest najwyższą ekspresją ludzkości.
 Światopogląd » Ateizm i Ateologia

Traktat ateologiczny [5]
Autor tekstu:

Tłumaczenie: Mateusz Kwaterko

Oto nowy plac budowy ateizmu: Meslier zaprzeczył istnieniu bóstw, Holbach zdemistyfikował chrześcijaństwo, Feuerbach zdekonstruował Boga, Nietzsche proklamował przewartościowanie wszystkich wartości. Ateizm nie jest celem samym w sobie. Pozbyć się Boga, doskonale, ale co chcemy dzięki temu osiągnąć? Inna moralność, nowa etyka, oryginalne wartości, które wcześniej nikomu nie przyszły do głowy, ponieważ pomyśleć się nie dawały — oto, do czego wiedzie urzeczywistnienie i przezwyciężenie ateizmu. Straszliwe zadanie, które nie zostało jeszcze wypełnione.

Antychryst opisuje europejski nihilizm — z którym nam również przyszło się borykać — i proponuje lekarstwa na tę metafizyczną i ontologiczną patologię naszej cywilizacji. Znamy recepty Nietzschego, od ponad stu lat narastają wokół nich nieporozumienia. Być nietzscheanistą dziś to wysuwać inne hipotezy, nowe i ponietzscheańskie, przy równoczesnym uwzględnieniu jego walki. Współczesne postacie nihilizmu domagają się, bardziej niż kiedykolwiek, przemiany wartości, przezwyciężenia wysnutych z monoteizmu hipotez i propozycji zarówno laickich, jak i religijnych. Zaratustra musi powrócić: ateizm to jedyny sposób pokonania nihilizmu.

Nauczanie ateizmu

Zdaniem Stanów Zjednoczonych, a więc całego świata zachodniego, 11 września zmusza każdego człowieka do opowiedzenia się po jednej ze stron wojny religijnej między tradycją judeochrześcijańską a islamem. Zamiast dać się zamknąć w tej nieatrakcyjnej alternatywie, można przyjąć stanowisko nietzscheańskie: nie być ani judeochrześcijaninem, ani muzułmaninem, nie angażować się w wojnę religijną, do której zagrzewa wchodząca w skład Tory Księga Liczb, usprawiedliwiająca krwawą rozprawę z wrogami (w passusach pierwotnie nazywanych „Wojenną Księgą Pana"), oraz Koran, wzywający ad nauseam do mordowania niewiernych. Nietzsche uczy nas, że możemy pozostać głusi na te zbrodnicze wezwania, choć rozbrzmiewają od dwudziestu pięciu wieków! Nie musimy wybierać między trzema monoteizmami. To, że ktoś nie popiera polityki USA czy Izraela, nie czyni zeń jeszcze towarzysza drogi talibów.

Talmud i Tora, Biblia i Nowy Testament, Koran i hadisy to dla filozofa niewystarczające powody, aby wybierać między żydowską a chrześcijańską czy muzułmańską mizoginią, opowiadać się przeciw alkoholowi i wieprzowinie, za czadorem i burką, stać się bywalcem synagog, kościołów, meczetów czy innych świątyń, a więc miejsc, w których inteligencja nie czuje się u siebie, gdzie od wieków krzewi się klękanie przed dogmatami i podporządkowanie Prawu, czyli posłuszeństwo wobec rzekomych wysłanników Boga, jego samozwańczych rzeczników i wybrańców.

Coraz częściej słychać głosy, że w szkołach powinno się nauczać religii, aby produkować więzi społeczne, ratować obumierającą wspólnotę przed pustoszącym działaniem liberalizmu, powołać do życia nową umowę społeczną, powrócić do wspólnych korzeni, monoteistycznych rzecz jasna… Moim zdaniem lepiej byłoby uczyć ateizmu — raczej Genealogii moralności niż Listów do Koryntian.

Chęć wprowadzenia oknem Biblii i innych monoteistycznych fintifluszek wyrzuconych drzwiami dzięki kilkusetletniemu wysiłkowi filozoficznemu (Oświecenie i rewolucja francuska, socjalizm i Komuna Paryska, lewica i Front Ludowy, duch wolnościowy i maj'68, ale także Freud, Marks, szkoła frankfurcka i szkoła podejrzeń francuskich lewicowych nietzscheanistów) oznacza rehabilitację myśli reakcyjnej w dosłownym i etymologicznym znaczeniu słowa. Nie chodzi przy tym o powrót do Josepha de Maistre’a, Louisa de Bonalda czy Blanca de Saint-Bonneta, co byłoby zabiegiem szytym grubymi nićmi, lecz raczej o przywracanie dawnych koncepcji judeochrześcijańskich w postaci rozwodnionej, zamaskowanej, obłudnie przeobrażonej.

Nie wysławia się jawnie teokracji, nie przekreśla się roku 1789 (chociaż i to się zdarza), nikt nie publikuje dzieła zatytułowanego Du pape, aby opiewać polityczną potęgę najwyższego pasterza, niemniej jednak potępia się indywidualizm, usiłuje pozbawić jednostkę wszelkich praw, obarcza się ją niezliczonymi powinnościami, wysławia kolektyw, postponuje monadę, odwołuje do transcendencji, uznaje się, że Kościół, z racji swej ontologicznej eksterytorialności, nie musi się przed nikim tłumaczyć, lekceważy się lud i piętnuje mianem populisty i demagoga każdego, kto nad tym faktem ubolewa, spogląda się z pogardą na tych intelektualistów i filozofów, którzy nadal wykonują swoją pracę, stawiając tym tendencjom zaciekły opór.

To, co w XVIII wieku określano mianem „antyfilozofii", nigdy jeszcze nie było tak silne jak dziś. Religia powraca do łask, dowodząc, że Bóg nie umarł, uciął sobie tylko krótką drzemkę, a teraz właśnie się budzi, aby zrobić porządek z hałaśliwymi gagatkami, którzy dokazują pod jego oknem. Dlatego tak naglące i potrzebne jest dziś wznowienie krytyki ateistycznej, która spoczęła na laurach, nie ukończywszy swojej pracy. Wprowadzenie religii do szkoły to jak wpuszczenie wilka do owczarni. Kapłani nie mogą dziś działać z otwartą przyłbicą — nauczają bajek Starego i Nowego Testamentu, przekazują fikcje Koranu i hadisów nie po to, żeby kogoś indoktrynować, skądże! Chodzi jedynie o to, by ułatwić uczniom zrozumienie obrazów Marca Chagalla i Boskiej Komedii, Kaplicy Sykstyńskiej i pieśni Zirjaba.

A przecież o religii można uczyć w ramach już istniejących przedmiotów (filozofii [ 3 ], historii, literatury, plastyki, języków obcych), podobnie jak zaznajamia się uczniów z protonaukami: o alchemii wspomina się na przykład na lekcjach chemii, o fitognomonice i frenologii na lekcjach przyrody, o totemizmie i myśleniu magicznym na lekcjach filozofii, o geometrii euklidesowej na matematyce, o mitologii na historii… Historia poznania ukazuje, w jaki sposób mit, bajka, fikcja i irracjonalizm poprzedzają racjonalność, dedukcję, logiczną argumentację. Religia wywodzi się z pierwotnego, prymitywnego, archaicznego i przestarzałego modelu racjonalności. Wskrzeszanie tej protohistorii prowadzi do zaciemniania dziejów, jest szkodliwe dla historii obecnej i przyszłej.

Nauczanie ateizmu należy powiązać z archeologią uczuć religijnych: strachu, lęku przed spojrzeniem śmierci prosto w oczy, bolesnego uprzytomnienia sobie własnej skończoności, egzystencjalnej trwogi. Religia stanowi zbiór fikcji i ontologicznych placebo, które należałoby poddać szczegółowej analizie, podobnie jak filozofia pochyla się nad magią, szaleństwem i marginesami, aby zbliżyć się do definicji rozumu i wyznaczyć jej zakres.

Tektonika płyt

Nie wykroczyliśmy jeszcze poza teologiczne czy religijne stadium cywilizacji. Procesy zachodzące w świecie ideologii przypominają te, które występują w tektonice płyt: zbliżanie, rozchodzenie się, nachodzenie na siebie, pękanie. Kontury kontynentu przedchrześcijańskiego są jasno zarysowane: od mitologii presokratyków po rzymski stoicyzm, od Parmenidesa do Epikteta. Pomiędzy tym światem pogańskim a kontynentem chrześcijańskim rozciągają się strefy turbulencji: od profetycznego milenaryzmu II wieku naszej ery aż po egzekucję Ludwika XVI (styczeń 1793 roku), która wyznacza kres teokracji. Kierunek ruchu konwekcyjnego jest jasno określony: od ojców kościoła aż po laicki deizm Oświecenia.

Te same prądy, które oddzieliły kontynent pogański od chrześcijańskiego, przyczyniają się obecnie do wyłonienia kontynentu pochrześcijańskiego. Pod wieloma względami końcowi ery przedchrześcijańskiej i narodzinom ery pochrześcijańskiej towarzyszą jednakowe zjawiska: nihilizm, lęki, napięcia między konserwatyzmem, dążeniami reakcyjnymi, tęsknotą za przeszłością i religią immobilizmu a umiłowaniem postępu, pozytywizmem i pokładaniem nadziei w przyszłości. Religia stoi po stronie nostalgii, filozofia jest prospektywna.

Wbrew potocznym przeświadczeniom walka nie toczy się między zachodnim, postępowym, światłym, demokratycznym i liberalnym judeochrześcijaństwem a wschodnim, archaicznym i obskuranckim islamem. Ścierające się siły to wczorajsze monoteizmy i ateizm jutra. Bush i bin Laden mogą do woli obrzucać się inwektywami, prawdziwa bitwę prowadzą jednak Mojżesz, Jezus, Mahomet i religie księgi z baronem Holbachem, Ludwigiem Feuerbachem, Friedrichem Nietzschem oraz ich radykalną dekonstrukcją mitów i fikcji.

Historia doprowadzi do narodzin ery pochrześcijańskiej, tak jak dawniej powiła erę chrześcijańską: kontynent monoteistyczny jest zatapialny. W religii Jedynego Boga nie należy dopatrywać się zwieńczenia filozofii ani też końca historii (tak samo błędne było uznawanie niegdyś komunizmu za nieprzekraczalny horyzont, nie mówiąc już o dzisiejszych próbach obsadzenia w tej roli liberalizmu). Era chrześcijańska wyłoniła się z ery przedchrześcijańskiej; równie nieuchronnie nastanie era pochrześcijańska. Obecny okres turbulencji to symptom formowania się nowych kontynentów. Dlatego projekt ateologiczny ma tak doniosłe znaczenie.

(...)

W STRONĘ ATEOLOGII

Judeochrześcijańska episteme

Nasza epoka nie jest więc ateistyczna, nie jest także — albo w niewielkim stopniu — pochrześcijańska. W gruncie rzeczy pozostaje ona chrześcijańska. Źródeł współczesnego nihilizmu należałoby szukać właśnie w zamęcie związanym z przechodzeniem od judeochrześcijaństwa, w dalszym ciągu dominującego, do pochrześcijaństwa, rysującego się dopiero na horyzoncie. Ten okres przejściowy przypomina garnek, w którym kotłuje się obecność i nieobecność bogów, ich osobliwa proliferacja i rosnąca ekstrawagancja. Niebo nie opustoszało, roi się wręcz od bóstw stwarzanych i ginących z dnia na dzień niczym jętki. Dzisiejszy nihilizm stanowi wypadkową rozkładu judeochrześcijaństwa i wyłaniającego się z wolna pochrześcijaństwa.

Nim nastanie era rzeczywiście ateistyczna, trzeba się liczyć z judeochrześcijańską episteme, wciąż zachowującą moc. Tym bardziej, że jej instytucje i oficjalni przedstawiciele nie są już tak widoczni, łatwo rozpoznawalni. Zanik praktyk religijnych, pozorna autonomia etyki względem religii, rzekoma obojętność wobec papieskiego nauczania, puste kościoły w niedziele (ale nie w czasie ślubów, nie wspominając nawet o pogrzebach), rozdział Kościoła i państwa - wszystko to sprawia wrażenie, iż epoka uwolniła się od religii.

Ostrożnie! Ten pozorny zanik skrywa potęgę i moc judeochrześcijaństwa równie silnego jak dawniej. Odchodzenie od praktyk nie świadczy o zamieraniu wiary. Ci, którzy wyciągają taki wniosek, popełniają karygodny błąd. Gdy profesjonaliści religii utracili religijny monopol, zwiększyła się obfitość sacrum i wzmogło podporządkowanie irracjonalności.


1 2 3 4 5 6 7 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Dlaczego trzeba bać się Michela Onfraya?
Ateizm walczący i deliberujący

 Zobacz komentarze (40)..   


 Przypisy:
[ 3 ] We francuskim systemie edukacyjnym filozofia jest przedmiotem obowiązkowym w klasach maturalnych (przyp. tłum.).

« Ateizm i Ateologia   (Publikacja: 11-03-2008 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Michel Onfray
Ur. 1959. Francuski filozof. Urodził się w Normandii w rodzinie farmerskiej. W latach 1983-2002 wykładał filozofię na wyższej uczelni w Caen. Następnie utworzył bezpłatny Université populaire de Caen, a manifest tej uczelni opublikował w roku 2004 (La communauté philosophique). Jego publikacje propagują hedonizm, poznanie naukowe i ateizm.
 Strona www autora
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5781 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365