Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
166.128.241 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7331 tekstów. Zajęłyby one 28936 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Kiedy będzie dostępna szczepionka na SARS-CoV-2 ?
Za miesiąc
Za pół roku
Za rok
Nie będzie możliwa
  

Oddano 477 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Życie można zrozumieć patrząc nań wstecz. Żyć jednak trzeba naprzód."
 Kościół i Katolicyzm » Doktryna, wierzenia, nauczanie

Cudowna meksykańska Panienka [2]
Autor tekstu:

Nie znalazłem natomiast na polskich stronach satysfakcjonujących mnie wyjaśnień kolejnego cudownego artefaktu, używanego przez katolickich fanatyków, jako ostatecznego rozwiązania problemu ateizmu, czyli ikony Dziewicy z Guadalupe. Polska Wikipedia bezkrytycznie i dosłownie cytuje informacje ze stron tworzonych przez fanatyków, takich jak ta.

Tak to bywa z Wikipedią. Fanatykom się chce, a reszcie zwyczajnie nie zależy.

Tak samo pozycje książkowe. Bo do wiary w cudowne pochodzenie wizerunku miała mnie skłonić lektura, pożyczonej mi przez pewnego poznanego w sieci fanatyka, książki Paula Badde pt. "Guadelupe. Objawienie, które zmieniło dzieje świata". Książka ta wiernie relacjonuje legendy i domysły, ignorując wszelkie badania i relacje niezgodne z udowadnianą tezą o boskim pochodzeniu tkaniny. Taka rozbudowana wersja zalinkowanej przed chwilą strony.

Co zatem mówi katolicka legenda na temat ikony?

"Jest rok 1531. Na wzgórzu Tepayac, gdzie jeszcze kilka lat wcześniej Aztekowie czcili boginię Totantzin, młody Indianin Juan Diego spotyka świetlistą postać w niebieskim płaszczu ozdobionym złotymi gwiazdami. Pada na twarz, bo ma przed sobą Matkę swego nowego Boga. Maria nakazuje mu opowiedzieć o tym, co widział, miejscowemu biskupowi Juanowi de Zumarraga. I Juan Diego idzie do biskupa, ale ten nie wierzy w opowieść Azteki. Po jakimś czasie Indianin po raz drugi spotyka Najświętszą Panienkę na wzgórzu. Znowu idzie do biskupa. Tym razem Zumarraga każe mu przedstawić jakiś dowód objawienia. Więc Juan Diego po raz trzeci wspina się na Tepayac, a świetlista postać pokazuje mu róże rosnące na skale. Indianin zbiera kwiaty i zanosi je biskupowi. Gdy rozsypuje je u stóp Zumarragi, na szacie Azteki pojawia się wizerunek Matki Boskiej ze wzgórza." http://serwisy.gazeta.pl/jp2/1,72542,953385.html

Biskup Zumarraga oczywiście sile tego argumentu ulega i wnet inicjuje powstanie kaplicy, w której głównym obiektem kultu jest cudowny wizerunek Maryi. Z biegiem lat kaplica zamienia się w potężne sanktuarium z ogromną bazyliką, a sama Dziewica z Guadalupe zostaje koronowaną patronką Nowej Hiszpanii, Ameryki Łacińskiej, Filipin oraz Królową Meksyku i Cesarzową obu Ameryk.

O specyfice katolicyzmu w wydaniu meksykańskim oraz o tym dlaczego La Virgen de Guadalupe jest tak ważna dla tożsamości narodowej Meksykan przeczytać można w świetnym tekście Marcina Żurka w "Tygodniku Powszechnym".

W kolejnym tekście Żurek porusza kontrowersje związane z rzekomym objawieniem oraz indiańskim wybrańcem Maryi, czyli Juanem Diego, kanonizowanym przez Jana Pawła II w 2002 r. Skrótowo sprawa wygląda tak: "Świadectwa istnienia Juana Diego są sprzeczne, a wielu historyków i duchownych wręcz całkowicie je podważa. A jeśli nie było Juana Diego, to najpewniej nie było też objawienia". I rzeczywiście, życiorysów Juana dostatek: raz jest biednym i prostym wieśniakiem, innym razem bogatym arystokratą. Przeczytajcie tekst Żurka, bo nie chcę tu powtarzać jego tez i opisywać wyjątkowo kontrowersyjnego, za sprawą działań meksykańskiego episkopatu, procesu kanonizacyjnego.

Ja skupię się na tym, co Żurek opisuje jako "cud mniemany", czyli na tym, "że dowodem autentyczności legendy jest wizerunek la Virgen odbity na szacie, którą miał na sobie Indianin podczas objawienia". Entuzjaści boskiego pochodzenia wizerunku wymieniają szereg jego cudownych właściwości. Żurek przedstawia je tak: „Według "Positio" pierwsze badania tkaniny zostały przeprowadzone w 1936 r. przez dr. Ricardo Kuhna z Heidelbergu. Stwierdzić on miał, że „przeanalizowane włókna nie zawierają barwników roślinnych, zwierzęcych ani mineralnych". Kolejne analizy przeprowadził w latach 1954 i 1963 prof. Francisco Camps Ribera, który nie odnalazł „śladów pędzla, ani świadectw, by tkanina została zagruntowana". „Positio" wspomina też o opublikowanej w 1974 r. książce Carlosa Salinasa „Juan Diego w oczach Najświętszej Maryi z Guadalupe". Salinas powiada, że „płótno zostało zbadane przez okulistów, którzy udowodnili, że oczy Matki Boskiej wiernie oddają cechy oczu ludzkich". Kolejną książkę na ten temat — „Oczy Matki Boskiej z Guadalupe" — opublikował w 1981 r. José Auste Tosmann. Relacjonuje on badania komputerowe, dzięki którym „odkryto w oczach la Virgen sylwetki postaci ludzkich — grupę duchownych, postać ciemnoskórej kobiety oraz samego Juana Diego"."

Wszystkie te rewelacje entuzjaści kwitują następująco: "Logiczny wniosek nasuwa się sam: skoro wizerunku tego nie namalowała ręka ludzka, to musiała tego dokonać sama Maryja". Proste, nieprawdaż? Jest tylko jeden mały problem: „według dwóch artykułów opublikowanych w maju przez tygodnik "Proceso", przed 20 laty analizę wizerunku przeprowadził także konserwator zabytków José Sol Rosales, wypowiadając się na jego temat jednoznacznie: nie jest on wynikiem cudu, lecz został namalowany ręką ludzką z użyciem standardowych materiałów i techniki charakterystycznej dla okresu, w którym powstał. Rosales kwestionuje wszystkie elementy mitu. Iluzoryczne jest według niego przekonanie, że wizerunku nie dotknął upływ czasu — świadkowie obecni przy oględzinach mówią o widocznych uszczerbkach, on sam zaś odkrył retusze maskujące ubytki farby oraz ślady pędzla. Twierdzi, że obraz został wykonany na zagruntowanym płótnie, wbrew dawnemu przekonaniu, że odbił się na surowej tkaninie. Rosales podważył też koronny dowód na jego cudowne pochodzenie, wedle którego w źrenicach Matki Boskiej dostrzec można klęczącą postać Juana Diego: „przy zastosowaniu dużych powiększeń obraz rozpada się na mnóstwo bezładnych punktów, które można interpretować wedle uznania, a przy odrobinie wyobraźni można w źrenicach la Virgen dopatrzyć się 30 postaci"."

Więcej informacji na temat tego kto i jak namalował ikonę Dziewicy z Guadelupe znalazłem w pracy prof. Jeanette Peterson "Creating the Virgin of Guadalupe: The Cloth, Artist and Sources in 16th century New Spain" (The Americas, 2005).

Przedstawię je w skrócie.

Ikona została namalowana przez indiańskiego artystę o imieniu Marcos. Była to jedna z ważniejszych postaci całkiem licznej artystycznej indiańskiej „bohemy", zajmującej się tworzeniem dewocyjnych dzieł sztuki dla nowej religii w połowie XVI wieku w Nowej Hiszpanii. Ku oburzeniu i zadziwieniu białych kolonizatorów ich prace cieszyły się dużo większą popularnością wśród tubylców, niż dzieła Europejczyków, z tego głównie powodu, że inspirowane były nie tylko sztuką chrześcijańską, ale zawierały też elementy sztuki rodzimej. Prof. Peterson wymienia kilka obrazów, rzeźb, grafik, które najprawdopodobniej zainspirowały Indianina Marcosa przy tworzeniu ikony. Sam obraz wykonany jest techniką tempery na zwykłym zagruntowanym płótnie (składającym się z dwóch zszytych kawałków, który to fakt uwzględnił artysta przy kompozycji obrazu). Gołym okiem na obrazie widać ślady licznych przemalowań (skrócone palce u dłoni, poprawiony obrys twarzy, wyretuszowana korona i wiele innych). Obraz nie oparł się działaniu czasu, liczne są ubytki farby oraz rysy i pęknięcia (jak choćby po dwie poziome równoległe linie pochodzące od poprzeczek drewnianej ramy, na której rozpięty był obraz nim w 1666 r. nie przeniesiono go na srebrną płytę).

Prof. Peterson sprawę przedstawia rzetelnie, opierając się na tekstach z epoki, relacjach z kazań, pamiętnikach, materiałach uzyskanych od Rosalesa.

Legenda o cudownym pochodzeniu wizerunku pierwszy raz pojawiła się w 1649 roku w poetyckim tekście "Nican mopohua", czyli sto lat po rzekomym objawieniu, a przez całe swoje życie biskup Zumarraga nie zająknął się nawet o tym cudownym i niezwykłym wydarzeniu, którego był świadkiem.

Czy te informacje zostały uwzględnione podczas procesu kanonizacyjnego Juana Diego? Żadna z nich.

"W maju 2000 r., gdy proces kanonizacyjny był już zaawansowany, Schulenburg wraz z grupą duchownych i naukowców skierował do Watykanu kolejne pismo, ostrzegając przed kanonizacją „postaci, której historyczne istnienie było zawsze kontrowersyjne i które to wątpliwości ostatnio przybrały na sile". Odpowiedzią było milczenie, reakcją zaś Prymasa Rivery było wydalenie z Bazyliki ks. Carlosa Warnholtza — jednego z sygnatariuszy listu. Warnholtz wyjaśnił wówczas, że „miał szczęście (lub pecha) zobaczyć z bliska szatę Juana Diego, gdy dokonywano jej analizy i przestał wierzyć, by wizerunek Matki Boskiej był wynikiem cudu". Zastrzegł jednak, że „by zapobiec duchowemu kryzysowi wiernych zachowa milczenie i nigdy nie poczyni żadnych publicznych komentarzy na ten temat". Prymas Rivera pozostał jednak nieugięty i mimo uniżonych suplik Warnholtza nie przywrócił go do służby kapłańskiej w Bazylice. Rzecznik prasowy Prymasa, Guillermo Ortiz, poproszony przeze mnie o komentarz na temat informacji ogłoszonych przez „Proceso", odparł, że „nie przeprowadzono żadnych badań" i „nie jest możliwe, by wizerunek Matki Boskiej został namalowany ręką ludzką". Zwróciłem się zatem z prośbą o wyjaśnienia do Sol Rosalesa, autora kwestionowanych przez kurię analiz, który w pełni potwierdził wersję ogłoszoną przez tygodnik i dodał, że raport został przekazany Bazylice oraz opublikowany przez Leoncio Garzé Valdéza w książce „La Virgen del Tepeyac"."

Tyle Marcin Żurek, który zatrzymuje się w swoich tekstach w pół kroku i nie artykułuje jednoznacznie jedynego logicznego wniosku.

Skoro ikona z Guadalupe jest zwykłym, namalowanym przez człowieka obrazem, skoro wizerunek nie pojawił się na tkaninie w sposób cudowny, to nie było żadnych objawień i tym bardziej nie było Juana Diego, a Jan Paweł II w imię doraźnych i partykularnych interesów Kościoła Katolickiego w Meksyku, wyniósł na ołtarze bohatera literackiej mistyfikacji. Człowieka, który nigdy nie istniał.

I taki właśnie wniosek wyciągnąłem dzięki temu, że „ewangelizujący" mnie fanatyk zainteresował mnie tą sprawą i skłonił do przeprowadzenia własnego „śledztwa". Niezły paradoks, co?

Do tej pory za szczyt katolickiej hipokryzji uważałem kanonizowanie, zgodnie z zapotrzebowaniem sfanatyzowanych tłumów, O. Pio, postaci, również w KK, bardzo kontrowersyjnej, ale przy tym, co wydarzyło się przy kanonizacji nieistniejącego Juana Diego, przypadek O. Pio już mnie nie dziwi. Tyle że mimochodem jakoś tak straciłem zupełnie ochotę na zgłębianie kolejnych „cudów mniemanych", podawanych mi pod rozwagę przez teistów.


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Daleko od Rzymu
Cuda Maryjne

 Zobacz komentarze (39)..   


« Doktryna, wierzenia, nauczanie   (Publikacja: 20-05-2008 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Igor Maćkowski
Mąż żonie, ojciec córce. Filozof samouk. Z zawodu inżynier. Pyta i błądzi

 Liczba tekstów na portalu: 2  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Śmierć
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5891 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365