Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
150.348.834 wizyty
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7289 tekstów. Zajęłyby one 28737 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 910 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Emerich Coreth, Peter Ehlen, Josef Schmidt - Filozofia XIX wieku
Krzysztof Mech - Chrześcijaństwo i dialektyka w koncepcji Paula Tillicha
Platon - Fajdros

Znajdź książkę..
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
(..) dopóki stosujemy się do rygorów logiki akceptowanych w dociekaniach naukowych, dopóty nie ma śladów Boga, które dałoby się nieomylnie wyśledzić w świecie, niczego, co moglibyśmy z pewnością zidentyfikować jako Jego znaki.
« Tematy różnorodne  
tego widoku już nie ma [1]
Autor tekstu:

Piszę wiersze-fotografie. I są jak zdjęcia uchwyconym w kadr fragmentem świata. Czasami nieostrym, czasami pełnym kontrastu, czasami kolorowym, czasem czarno-białym, bywa, że poruszonym, bo drgnęła mi ręka, bywa — sztucznym portretem, sztywnym, pozowanym, bo taki był mój zamysł. I, jak to fotografie, mogą się podobać… albo i nie! Wszystkie są dla dojrzałego czytelnika, skojarzenia są czasami trudne, odległe, dwuznaczne, są to po prostu obrazy dla oczu ludzi dorosłych. Zbyt niezrozumiałe dla dziecka, nieprzyzwoite dla młodzieży. Miejsce, data i linki są dodatkową informacją.

moje CV

nie pamiętam dnia moich narodzin
ktoś powiedział mi kiedyś
że przyszłam na świat
stąd wnioskuję
że jestem wędrowcem

bagaż doświadczeń
gdy zbyt ciężki w drodze
zostawiam gdziekolwiek
biorę tylko jedną perłę w podróż
jak ten głupiec błazen clown der Narr

wystarczy mi kij tobołek

a do towarzystwa mam
wiernego z wielkim nosem
i merdającym ogonem

psa

*niedaleko Sztokholmu, 16 czerwca 2008, skrót wiersza z 6 marca 2002*

Dla***

Napisałam panu wiersz...
Pan się śmieje?
Jak wtedy,
naprzeciw Imperii,
najgroźniejszej włoskiej kurtyzany.

(gołe piersi -
cesarz w jednej -
papież w drugiej dłoni)

Pies? Tak, on też był z nami...
wiatr tarmosił liście,
jezioro cicho mruczało
a w platanach
wróble harcowały...

*Konstancja, 2 października 1998, na pamiątkę uroczego spaceru po Konstancji z****

krzywa przestrzeń

jest takie miasto nad rzeką
spętaną nastoma mostami

gdzie domy tańczą
czas zawisł w katedrze
schodami łamie się przestrzeń

kręcą się tam dwie ulice
dla ułatwienia nazwane tak samo
(ludzie wiedzą która gdzie)

umówiliśmy się na jednej
nie spotkali na drugiej
wszystkiemu winna ta kurwa przestrzeń

*Praga w listopadzie 1999*

Degustacja win

Win białych nie ma!
Są jak ślubne welony
wleczone przez pobielałe głowy
pełne wyblakłych marzeń o zdradzie.

Tym czerwieńsze są czerwone!
W głębokich mrokach dojrzewające,
pod światło rzucają rubinowe błyski.

Z wyrafinowanych zapachów
układają się w niezwykłe bukiety.

Lista win jest długa.
Bogaty asortyment smaków.
O milczeniu mówi etykieta.

Jestem Winna! Pij!

Nie, nie pij!
Smakuj!

*Zurich, 25 maja 2000, po spacerze ulicami Zurichu z Markiem Kondratem, znawcą win...*

czereśnia

czereśnia rosła blisko cmentarza
cmentarz ginął w lesie
las pokrywał wzgórze

na cmentarzu leżeli wyłącznie mężczyźni
do wojny dożyli najpiękniejszych lat
zaskoczyła ich tajemnica śmierci

więc na tej czereśni na skraju wsi Zakliczyn
siedziała moja młoda ciotka
i rwała czerwone kuleczki

czasami pstryknęła pestką w stronę grobów
lądowały między równo wbitymi krzyżami
a rozbuchanym zielskiem

na takim nasieniu rosną piękne owoce
śmiała się ustami pełnymi krwawej miazgi
powietrze drżało od brzęczenia owadów

z zadartą głową wchłaniałam zapach popołudnia
i słowa o dziwnym znaczeniu
pokrzywy pachniały cierpko

dziś korzenie czereśniowych drzew ciotki
splatają się z kośćmi młodych mężczyzn
z dawno pogrzebanej wojny

*Zurich, w czerwcu 2000*

Recenzja

W dniu, w którym przyszłość zawisła
pod znakiem zapytania:

golfsztrom rozpuścić ma się wkrótce
w słodkich lodach Grenlandii
(już teraz śnieg przysypał
pół północnej Italii,
kolorowa Wenecja stanęła cała w bieli),

w ten dzień, który mieszkańców Seattle
powitał trzęsieniem ziemi,
a Polska miała wygrać mecz ze Szwajcarami,

w ten dzień (dokładniej — w środę),
wybrałam się do kina:

"The Road Home", film chiński,
akcja za czasów Mao,

ona — prosta dziewczyna
on — uczony mężczyzna

ona — usta jak wiśnie
on — wiejski nauczyciel

czterdzieści lat ze sobą
na tle brzóz, a z nich wszystko,
szkoła i domy, i płoty wokół domów,
i studnia, i chińskie koromysła,

nic nie wiedziałam o Chinach:
Marco Polo? proch? perły?
szlak jedwabny? porcelana? makaron?
chiński mur,
ponoć widoczny z Księżyca?
i kilka znaków pisma
stawianych w pocie czoła?

A teraz ta dziwna miłość
wierna do końca życia.

*Zurich, 2 marca 2001*

kłótnia

falbanka mojego rękawa
utonęła w smaku al pesto
jedwab natychmiast wessał
zielony zapach bazylii

w odpowiedzi trąciłeś świeczkę
wosk ożył zanim zastygł
w niepewną wróżbę na przyszłość

dokładnie w tej samej chwili
w chaos wdarło się prawo
materia wpadła na materię
fala zderzyła się z falą

i cały kosmos zadrżał
i odtąd układa się nadal
jak jeszcze nigdy nie było

*Zurich, 8 marca 2001*

tego widoku już nie ma

tego widoku już nie ma
jest nic jest powietrze
nikt już stamtąd nie patrzy na ziemię
nikomu widok nie zapiera dechu

a pamiętasz jak nam było radośnie tam w niebie
"you don't want to be down
when you are up"
Statua Wolności pozdrawiała z dołu

starożytni stawiali piramidy ze skały
zaklinali wieczność
a my dla przyszłości
te dwie wieże ze szkła i metali

lekkie jak bańki mydlane
nieważkie jak dmuchawce
błyszczące i kruche
jak bombki na święta

tego widoku już nie ma
jak nie ma biblioteki w Aleksandrii
nieodpornej na boski ogień
jak nie ma przerwanych losów

w imieniu Allaha
jest żal jest zdziwienie
po nas zostanie nic
smutek i powietrze

*Świat, 11 września 2001*

pocztówka z Annapolis

wiewiórki buszują w liściach
wzniecając rdzawy kurz
w Annapolis tym rankiem
jesień więc Indian summer
słońce wśród starych róż
rozbłyska ciężkim złotem

uliczki grzeczne i słodkie
wzdłuż barwnych płotów i drzwi
mężczyźni z klasy wojennej
ćwiczą codzienny jogging
w powietrzu drży deo gucci
i zdrowy testosteron

na falach Chesapeake Bay
kładzie się długi cień

*Świat, 11 września 2001*

poezja na liściach kasztanowca

na liściach kasztanowca spisana
bywała zazwyczaj
poezja życia od wiosny do wiosny

nie wiadomo skąd ta zaraza
zżera liście na swój chory kolor
może z Francji mówią
a może skądinąd

liście umierają wcześniej
zabierając z sobą
wspomnienie śpiewu ptaków
i letnich spotkań na ławkach

i nowe zupełnie nowe słowa
w słowniku na krakowskich Plantach
dżihad oraz fatwa
pisane z prawej strony w lewo

na liściach kasztanowca mogła
być poezja aż do teraz
a jest jakaś inna prawda

*Kraków, 15 października 2001*

lotniska

i pomyśleć
kochałam lotniska

i to superczyste zuryskie
i moskiewskie jak wyrzutnia kosmiczna
z babuszkami w chustach

żegnającymi wyloty do nieba
niewyobrażalnie złą kawą
kto wie może ostatnią

bo powroty mniej pewne
niż niedźwiedzie
na ulicach

i wielkie paryskie
z całkiem prawdziwymi
zajączkami w trawie

strugającymi marchewkę
na zdumionych oczach
pasażerów w szybkach

także i te jak przygoda
z fantastycznych wypraw
Verne’a albo Wellsa

na samym czubku
maleńkiej wyspy Tortola
lub Saint Nicolas

a "Strach przed lataniem"
był tylko wymysłem
amerykańskiej writer

i pomyśleć
kocham nadal

*lot Kraków-Bruksela-Wenecja, 15 listopada 2001*

nowe opisanie świata

tramwajem, pociągiem, autem,
autem, samolotem, statkiem
i oto miasto

gdzie orient i okcydent
stykały się złotem, wanilią, jedwabiem
a trzech bogów prześcigało handlem

(choć mógł być tylko jeden
wtedy dwóch bywało diabłem)

wystarczy mała podróż w czasie
i pogadać można z Marco
w języku, którym mówił Dante

(Marco podróżował końmi,
na wielbłądzie, statkiem,
słoniem, osłem, na piechotę, znów na statku)

w starych weneckich zwierciadłach
majaczą duchy w czapkach i turbanach
w zielonkawych lustrach zacieki i głębie

statkiem, samolotem, samolotem,
pociągiem, tramwajem
i oto jestem z powrotem

w telewizji wojna okcydent kontra orient
satelitą, kablem, satelitą, światłem,
to bogowie grają o kolejną stawkę

(zostanie tylko jeden,
dwóch zabiorą diabli)

*Wenecja/Kraków w listopadzie 2001*

dzień miłosierdzia

mucha mocuje się z szybą. natrętne brzęczenie.
dla niej przezroczystość nie może być nieprzenikalna.
brak barw to powietrze. do latania.
głośne bezradne brzęczenie. niezrozumienie.
mucha. lato. niedziela. byłoby leniwie.

błonia blisko. ponad dwa i pół miliona wiernych.
mówi się wiernych. są tam dla jednego człowieka.
może dla jednego boga. tego dokładnie nikt nie wie.
dane niepoliczalne. ma być miłosierdzie.
jest gorąco. jest parno. jest pragnienie.
są długie kolejki do przenośnych toalet.
rzędem niebieskie klatki na jedną osobę.
każdy szybko wychodzi nie oglądając się za siebie.
ruch przywrócenia ubrania na wygodne miejsce.
ulice wokół błoń. i most na rudawie.
nieustanny ruch. jest przechodzenie
jednych w jedną drugich w drugą stronę.
wzmagający się ruch im dalej od centrum wydarzenia.
im bliżej tym większy bezruch. wszyscy wpatrzeni
w jedną stronę. patrzą. słuchają. mówią te same słowa. lub śpiewają.
lub klaszczą. lub skandują. cieszą się. to pewne.
radosne uniesienie. wiruje powietrze. upalnie.
wierny z peryskopem wypatruje środka.
słońce praży. zapobiegliwi wierni mają parasole.
chudy wierny z chusteczką do nosa na głowie.

w domu. otwarte okna. mucha poleciała w przestrzeń.
ulga. cisza. pusta ulica pełna pustych samochodów.
nigdy tu tyle nie było. i takiej ciszy. mucha odleciała.
pies sąsiadów nie szczeka. żar. daleki sygnał karetki pogotowia.
ten dzień dyszy miłosierdziem. nie ma czym oddychać.

*Kraków, 19 sierpnia 2002, wizyta Jana Pawła II w Krakowie, mieszkam obok Błoń*


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Quiz Racjonalisty - 40 pytań
The Georgia Guidestones: amerykański Stonehenge

 Zobacz komentarze (14)..   


« Tematy różnorodne   (Publikacja: 25-06-2008 Ostatnia zmiana: 26-06-2008)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Elżbieta Binswanger-Stefańska
Dziennikarka i tłumaczka. W Polsce publikowała m.in. w Przekroju, Gazecie Wyborczej, Dzienniku Polskim, National Geographic i Odrze. Przez ok. 30 lat mieszkała w Zurichu, następnie w Sztokholmie, obecnie w Krakowie.

 Liczba tekstów na portalu: 56  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 5  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: Odyseja nadziei i smutku
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5941 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365