Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
157.237.682 wizyty
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7302 tekstów. Zajęłyby one 28805 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 635 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Naród przykuty do pilota reaguje zmianą kanału na najsłabszą nawet aktywację mózgu."
 Felietony i eseje » Felietony, bieżące komentarze

Wszystko przez Świętego Mikołaja
Autor tekstu:

Do odejścia od wiary w jakiegokolwiek boga, człowiek musi dojrzeć sam. Dojrzeć. Jak do pomidorowego soku, Whisky i jazu. Oczywiście nie przychodzi to równie łatwo, jak w przytoczonych trzech przykładach, no może poza jazem. Żyjemy w społeczeństwie kreującym od wieków rodzaj homogenicznego religijnego środowiska naturalnego, dla kolejnych pokoleń Polaków. Nie jest łatwo.

Najczęstszym przykładem zachwiania podstaw wiary, przynajmniej w naszym kraju, jest rozczarowanie działalnością kościała, jako instytucji. Jakiś konflikt z lokalnym duchownym, przy okazji chrztu ukochanego potomka, zbyt dociekliwe pytania proboszcza w czasie kolędy lub nieuzasadniona kwota opłaty za pogrzeb dziadka. I tu pojawia się pytanie. Jak bardzo religia, która nadmiernie anektując wszystkie części życia codziennego swoich wyznawców, przeistacza się w tradycję, bezwiednie się laicyzując? Polscy katolicy, wykazując się zrozumiałą w tym momencie niekonsekwencją, przestali traktować Kościół katolicki, jako związek wyznaniowy, posiadający szereg reguł, a przede wszystkim zbiór praw i obowiązków, oswoili się z myślą, że bycie katolikiem jest tak oczywiste, jak posiadanie dowodu osobistego. Psiocząc na proboszcza parafii gdzieś w centralnej Polsce, za to, że nie chce pochować w stosownym obrządku, członka parafii, który przez całe swoje życie omijał lokalny kościółek wielkim kołem, nie wymagamy podobnego uprzywilejowania od duchownych muzułmańskich czy żydowskich. Innym przykładem odejścia od wiary praojców jest jakiś życiowy, osobisty dramat, który każe nam się zastanowić, dlaczego właśnie nam bóg zafundował taki los i czy idąc za przykładem nieszczęsnego Hioba, powinniśmy doszukiwać się w jego działaniu oznak, dziwnie pojmowanej miłości.

W jednym i drugi przypadku tak naprawdę wiara w istotę najwyższą, nie zanika w nas, jak gruczoł grasicy, a raczej przyjmuje tylko inną formę. Złość, irytacja, zawód wobec Kościoła, często kończy się ucieczką wprost w ramiona kolejnej grupy wyznawców nadistoty, która — albo w inny sposób pojmuje wizerunek dotychczasowego boga, albo daje nam na tacy pozornie nowego ducha i to jakże słusznego. W ostatecznym rozrachunku efekt jest ten sam.

Przejście od stanu bogobojnego wyznawcy siły sprawczej do oświeconego racjonalisty, musi przebiegać w drodze przemyślanej, osobistej ewolucji. Wszelkie próby konfrontacji racjonalizmu z religią są moim zdaniem na z góry przegranej pozycji. Wystarczy wdać się w dyskusję na temat zasadności wiary w bóstwa z jego wyznawcami, by zdać sobie sprawę, iż pomysł był nietrafiony. Problem polega na konfrontacji argumentów racjonalnych z zinternalizowanym irracjonalizmem. Generalnie w takich sytuacjach funkcjonuje zasada wpychania w luki pozostawiane przez naukę ( a jeszcze częściej w traktowaną jako nauka ignorancję), wszelkiej maści zjawisk, które na pewno mają swoje uzasadnienie w bogu. Podobnie rzecz się ma na przykład wśród wyznawców wiary w częste odwiedziny ziemi przez przybyszów z obcych planet. Jeśli powiesz, iż nie udało się nam, mieszkańcom ziemi skontaktować się z obcymi, wchodzącymi w szkodę licznym rolnikom, jak również, że nie udało się naukowcom zarejestrować takich odwiedzin, szybko dowiadujemy się, iż przyczyna tkwi w różnicach rozwoju technologicznego obu gatunków. I po dyskusji. Moi adwersarze stosują często pokrętną technikę odwrócenia ciężaru dowodzenia. To ja, sceptyk i racjonalista mam obowiązek udowodnienia, że bóg nie istnieje. Tak jakby mi na tym miało zależeć.

Kiedy prześledziłem moją drogę do racjonalizmu, zauważyłem istotną analogię do dojrzewania dzieci, które w pewnym momencie swojego życia przestają wierzyć, że siłą sprawczą pojawiających się pod choinką prezentów, nie jest Święty Mikołaj. Tradycja skądinąd bardzo przyjemna i warta kultywowania. Dzieci przez pewien czas bezkrytycznie przyjmują wiedzę, że gdzieś istnieje istota obdarzona nadprzyrodzoną mocą, która w odpowiednim momencie raczy nas swoimi łaskami. Nasze młode życie poddawane jest nadprzyrodzonej, całorocznej inwigilacji, a następnie oceniane. Wyrok przyjmuje postać wymarzonej lalki, autka lub rózgi. A my, dorośli? Dorośli niczym kapłani święto-mikołajowej religii podtrzymujemy w dzieciach tę wiarę, często z własnych, egoistycznych powodów. Opowiadamy im o sprawiedliwym i miłosiernym brodaczu, a wszelkie ślady na parapecie, czy prezenty przy łóżku uzasadniamy, czymś na podobieństwo cudu. Zła analogia? Nietrafiona?

W tym momencie przytoczę przykład z własnego podwórka. Pewnego grudniowego wieczoru, jechałem samochodem z moją córką na zaaranżowane przez znajomych, spotkanie ze Świętym Mikołajem. Dla podgrzania atmosfery, ja, ojciec i wielki kapłan, zawołałem, że właśnie widzę przelatującego nad dachami kamienic Mikołaja. Moja córka też go zauważyła. Cud w pigułce.

Przychodzi jednak moment w naszym życiu kiedy starsze rodzeństwo lub koledzy w szkole uświadamiają nam prawdę o źródle pochodzenia podarków, wywodzących się żywcem z kart kredytowych rodziców. Często my sami, dorośli, nie chcąc narazić naszych pociech na śmieszność, wyjawiamy ponurą prawdę. Dlaczego? Bo uznaliśmy, że do tego dojrzały.

Funkcję wprowadzającego mnie w niecne arkany racjonalizmu starszego rodzeństwa pełniła w moim życiu literatura, nauka, ale przede wszystkim uczciwość wobec samego siebie. Często spotykam się z argumentem, czy nie było by jednak lepiej abym wierzył, bo co jeśli się okaże, że się po prostu myliłem. Wiara na wszelki wypadek? Bez komentarza. Pozostaje jeszcze kwestia odwagi. Trudno wyzbyć się komuś, dotychczas wierzącemu w boga, poczucia pewnej dozy bogobojności. Trzeba przekroczyć ten mentalny Rubikon, przekroczyć granicę pomiędzy światem obserwowanym przez tajemnicze oko, a nowym lądem, w którym zadawanie pytań i szukanie odpowiedzi stanowi o naszym człowieczeństwie. To jak wyjście z nałogu. Jeśli sami tego nie chcemy, nie uznamy, że jest lepsze życie, ciekawsze, to żadne zabiegi uświadamiające nie przyniosą skutków.


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Śmierć i zmartwychwstanie IRGM – genu Jezusowego
Erystyk w ogrodzie

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (7)..   


« Felietony, bieżące komentarze   (Publikacja: 18-03-2009 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Tomasz Kowalski
Prawnik, autor czterech sztuk teatralnych.

 Liczba tekstów na portalu: 2  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Cudowny eksperyment
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 6416 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365