Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
154.530.688 wizyt
Ponad 1061 autorów napisało dla nas 7299 tekstów. Zajęłyby one 28800 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 2918 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Myśl, myśl, myśl."
« Felietony i eseje  
Demokracja a zawłaszczanie [2]
Autor tekstu:

Rzecz w tym, że dotykają one najgłębszych podstaw życia. Czyż mogą być usługi ważniejsze od niosących nadzieję na uniknięcie śmierci, na cudowne uleczenie z bólu lub choroby, na takież wyzwolenie narodu z niewoli i uciemiężenia, na nagłe i niespodziewane wyjście z biedy i nędzy, na lepszy świat pod rządami sprawiedliwych mężów bożych? Czy mogą istnieć — dla wierzących w te sprawy — oferty cenniejsze niż ochrona przed knowaniami złośliwych, wszystko psujących złych duchów? Jeśli ktoś uchodzi za umiejącego pomagać w czymś tak wielkim, nie sposób, by się nie cieszył się autorytetem i wpływem na wierzących. Brzemienny w skutki jest przy tym fakt, że każde panowanie nad tak zwanymi sercami i umysłami rodzi w sposób naturalny władzę polityczną.

W szczególności zdolność kreowania lęku i efektywnego nim gospodarowania stwarza możliwości bezpośredniego rządzenia. Zarazem jest to zdolność rodząca zapotrzebowanie aktualnie rządzących możnych na świadczenie im pomocy — w manipulowaniu rządzonymi. Mowa tu, rzecz jasna, o rządzeniu w sposób hierarchiczny i autorytarny. Także specjalizacja w nauczaniu światopoglądów irracjonalnych czyni duchownych nieocenionymi dla sprawujących władzę w ten sposób. Retenebracja, czyli powrót mroków, który obserwujemy w ostatnich czasach, czyni nad wyraz aktualnym to wszytko, co w aspekcie niedemokratycznych rządów zwykło się mieć na uwadze pod hasłem fałszywej świadomości. Zapotrzebowanie jest tu przy tym wzajemne: jak niedemokratyczni politycy potrzebują organizacji teokratycznych, tak i one same, choć wspierane władzą boską, bez pomocy polityków nie czują się bezpieczne.

Zależność od władzy politycznej powoduje przede wszystkim sama swoistość usług religijnych: popyt na ersatze ratunku — przed wojną, biedą, nędzą, głodem, brakiem opieki lekarskiej, politycznym prześladowaniem - nie jest stabilny; wystarczy długi okres pokoju ze szczyptą demokracji i dobrobytu dla wszystkich lub dla znakomitej większości, jak w ostatnich dziesięcioleciach w Europie Zachodniej, a rynek zbytu na usługi religijne zamiera. Ponieważ wiara religijna, poza okresami wielkich nieszczęść, rodzi się głównie z jej nauczania i z przymusu do niej, do najlepszych wyjść należy sojusz ołtarza z tronem. Pod warunkiem, że ów tron nie będzie na tyle suwerenny, by ów sojusz zlekceważyć.

Nieumiarkowane zawłaszczanie dóbr materialnych, druga po potrzebie władzy specjalność organizacji teokratycznych, jest w istotnym stopniu niezależne od ewentualnych programów życia w ubóstwie i służenia innym. Stanowi ono nieuniknioną, jak się zdaje, konsekwencję i samej orientacji na władzę, i łatwego dokonywania zawłaszczeń w społecznościach wychowanych religijnie w szacunku dla kleru.

Już samo zawłaszczenie potrzeb psychologicznych płynących z tragizmu ludzkiego bytowania przez sprawną organizacyjnie instytucję stwarza możliwości dochodu porównywalne bodaj tylko z profesją bankierską. Dzięki wpływowi na możnych może być to zarazem dochód trwały i względnie pewny. Na wielkość zysków, o wiele łatwiejszych niż te, które dają się osiągać przy pomocy pracy, wpływa przy tym w ogromnej mierze pośrednictwo. A trudno, by nie było to pośrednictwo intratne, gdy się dokonuje między rządzącymi a społeczeństwem, w sferze wyobraźni - między człowiekiem a Bogiem, Szatanem i Wszelkim Złem. Pośrednictwo intratne dodatkowo i przez to, że koszta błędnych moralnych decyzji pozostają niespłacone lub ponosi je co najwyżej Bóg. Zapewne nie jest przypadkiem, że również wielkie świeckie korporacje starają się realizować taki właśnie model redukcji kosztów.

Zasada „zysk trwały, pewny i z minimum odpowiedzialności" określa także tę sferę biznesu, którą tworzy współsprawowanie władzy politycznej. Tu również skrywanie się za innymi jest metodą działania optymalną. Każdy polityk wie, że bezpośrednia władza polityczna oznacza zyski mniej lub bardziej kontrolowane. I że oznacza także utratę zysków w wypadku niezadowolenia rządzonych, gdy dochodzi do przewrotu. Również kościoły i inne organizacje religijne zauważają tę prawidłowość i mimo pokus bezpośredniego rządzenia godzą się z tym, że przynajmniej nominalnie władzę polityczną winien sprawować ktoś inny. Odpowiedzialność — to zresztą dziedzina szczególnie wyczulonej świadomości duchownych: zarzutów złej jakości teorii, usług lub doradztwa w sferze moralnej lub religijnej nie muszą się obawiać, jak długo obyczaj rozliczania nauczających z nauk szkodliwych jeszcze nie istnieje; wystarczy dbać o to, by się taki nawyk nie wykształcił, i czynić swoje. Inaczej ma się rzecz ze zdawaniem rachunku z politycznych lub ekonomicznych opcji czy też z własnych przywilejów wynikłych z rządzenia. Tutaj przed odpowiedzialnością ratuje właśnie istnienie innej, odrębnej władzy i, oczywiście, fikcja własnej apolityczności i nieingerencji w kwestie gospodarcze. Najlepiej w połączeniu ze skargami na złe traktowanie lub prześladowanie.

Bez ponoszenia odpowiedzialności za cokolwiek — z wyjątkiem pomyślności własnej organizacji — można przy pomocy takiej polityki odnosić sukcesy imponujące: zwolnienia z podatków, wyłączenia spod gospodarczej kontroli, dotacje z publicznej kasy. Unaocznia to odwieczna tradycja kościołów, między innymi Kościoła rzymskokatolickiego, organizacji żyjącej z pośrednictwa i z pośredniego sprawowania władzy od wielu setek lat. Ustawowe przywileje kosztem kompetencji państwa i lokalnej samorządności są integralną częścią tej tradycji, która ma powody, by imponować także globalnemu imperium pieniądza. Wzorcze oddziaływanie Kościoła jako instytucji gospodarczej przodującej w wyzysku nie bez racji zaczyna być tematem prac historycznych.

Zauważmy, że służące wielkiemu kapitałowi wspominane wyżej umowy o handlu usługami nie są wynalazkiem ani jego wyłącznym, ani całkiem nowym. Wynalazł rzecz Kościół rzymskokatolicki, na swoim terenie i dla swoich zysków, chrzcząc ją między innymi mianem konkordatów. Tak czy inaczej, trudno sobie wyobrazić społeczeństwo przywiązujące wagę do swojej suwerenności, które by chciało głosować za umowami tego rodzaju.

Państwo, którego potrzebują wielkie kościoły i im podobne organizacje kleru, niewiele różni się od tego, którego życzą sobie wielkie korporacje i światowe organizacje gospodarcze. Jak słusznie podkreślają niektórzy współcześni filozofowie także w Polsce, nie może to być państwo demokratyczne, lecz raczej hierarchiczne i autorytarne. Dodajmy rzecz prawie oczywistą, że nie powinno to być, poza tym, państwo ani opiekuńcze, ani skutecznie dbające o powszechny dobrobyt. Między innymi dlatego, że bez ubóstwa z jego skutkami w postaci niedokształcenia i prymitywnej autorytarnej etyki znaczna część mądrościowych ofert kleru może się ukazać w całej swojej myślowej nędzy. W każdym razie, jest rzeczą znamienną, iż organizacje zarabiające na pocieszaniu strapionych i biednych na temat tak fundamentalny, jak bezwarunkowy dochód dla każdej osoby, milczą niemal wszystkie.

4. Aspołeczne aparaty państwowe

Również postsocjalne państwo, zbudowane w toku światowej deregulacji kapitału, żyje — wraz ze swą klasą polityczną — w decydującej mierze z narzuconego pośrednictwa. Nie zapytawszy nikogo o zgodę, pośredniczy w szczególności między ludnością a globalnym imperium pieniądza. Z efektem między innymi ekonomicznych depresji i katastrof, niszczenia służby zdrowia i deprecjacji kultury. W wielu krajach pośredniczy także między ludnością a kościołami, decydując w jej imieniu o ich uprawnieniach i przywilejach bez jakiegokolwiek referendum lub takiej czy innej formy konsultacji. Zdarza się również, że pozazdrościwszy kościołom, próbuje pośrednictwa między człowiekiem a Bogiem i innymi niesprawdzalnymi wartościami. Polscy politycy, wraz z niektórymi amerykańskimi, stanowią w tej dziedzinie - niezależnie od swej śmieszności — znak czasu warty uwagi.

Poza tym, o czym rzadziej myślimy, siła takiego państwa, jak każdej władzy niedemokratycznej, opiera się w wielkiej mierze na pośredniczeniu między społeczeństwem a tym, co stanowi w nim, by tak rzec, komponentę motłochu. Motłoszeniem ludu można by nazwać ów proceder, uprawiany głównie przy pomocy wielkich mediów, a zmierzający przede wszystkim do zamieniania społeczeństwa w bezkrytyczną masę. W Polsce i w niektórych innych krajach łączy się to coraz częściej z popieraniem przez państwo chrześcijańskiej autorytarnej etyki dzielącej ludzi jednoznacznie na złych i dobrych, świętych i zbrodniarzy. Niezależnie od tego państwo i media zmierzają ku temu, by miejsce lęku przed niesprawiedliwym ustrojem społecznym zajął lęk i strach przed zdegenerowaną jednostką. Podsycanie strachu przed przestępcami - złodziejami, niszczycielami samochodów, uwodzicielami dzieci - to jedno z głównych praktycznych zastosowań tego motłoszącego pośrednictwa. Ludność nieufna, zalękniona i niesolidarna ze słabszymi, nienawidząca „gorszych" — cóż może być wygodniejszego w aspekcie rządzenia i manipulacji! Paradoksalnie, najbardziej zaangażowani w tego rodzaju ogłupianie innych i najbardziej mu podlegli są, statystycznie rzecz biorąc, konserwatywni intelektualiści i takaż tak zwana inteligencja.

Sprawa jest zresztą poważniejsza, niż się wydaje, i wykracza daleko poza manipulację. Niepokoi zwłaszcza to, że nie tylko w nietolerancyjnej Ameryce, lecz i w krajach znacznie liberalniejszych, liczba ludzi wtrącanych do zakładów karnych znacznie rośnie mimo spadającej przestępczości. Niedobrze wróży — demokracji i stabilności praw człowieka - także fakt, że trafia tam coraz większy odsetek ludzi ubogich. Trudno tu nie myśleć o dynamicznym rozwoju przemysłu więzienniczego w ostatnich czasach, i we wzorczych dla reszty świata Stanach Zjednoczonych, i w przeciętnie bardziej demokratycznej Europie. Tańsza i bardziej subordynowana siła robocza, łatwiejsze polityczne podporządkowanie ubogich mas świata, gdy w więzieniach jest przetrzymywana wielka liczba młodych mężczyzn, wyjaśniają sprawę. Rozwiązanie kwestii socjalnej niedalekie od modelu globalnie obowiązującego!

Szczególnie intensywne przepompowywanie dóbr ważnych do życia i rozwoju ku wielkim podmiotom gospodarczym i innym silnym organizacjom - to właściwość państwa postsocjalnego podstawowa. Uwłaszczanie tak zwanej klasy politycznej przez siebie samą jest również cechą takiego państwa konstytutywną: im ludność kraju ma w swoich sprawach mniej do powiedzenia, tym swobodniej bogacą się politycy. Współzależność to tym istotniejsza, że z innych stron trudno liczyć na przeciwdziałanie: ani wielki kapitał, ani ewentualne szare eminencje organizacji teokratycznych nie mają powodu, by odsuwać od władzy skorumpowanego polityka, jak długo ich własne interesy nie doznają przezeń uszczerbku; przeciwnie, mimo swego zapotrzebowania na silne państwo znajdują się jako suwereni w wygodniejszej sytuacji, gdy jego funkcjonariusze są dodatkowo dyspozycyjni wskutek podatności na szantaż.


1 2 3 4 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Świat jako rzeczywistość wirtualna
Interpretacja portretu Kota Lullusa i Kasi

 Zobacz komentarze (5)..   


« Felietony i eseje   (Publikacja: 08-09-2009 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jerzy Drewnowski
Ur.1941, historyk nauki i filozof, były pracownik PAN, Akademii Lessinga i Uniwersytetu Technicznego w Cottbus, kilkakrotny stypendysta Deutsche Forschungsgemeinschaft i Biblioteki Księcia Augusta w Wolfenbüttel. Współzałożyciel Uniwersytetu Europejskiego Viadrina we Frankfurcie nad Odrą. Pracował przez wiele lat, w Polsce i w Niemczech, nad edycją „Dzieł Wszystkich” Mikołaja Kopernika. Kopernikowi, jako uczonemu czynnemu politycznie, poświęcił pracę doktorską. W pracy habilitacyjnej zajął się moralną i społeczną samoświadomością uczonych polskich XIV i XV wieku. Od 1989 r. mieszka w Niemczech, wiele czasu spędzając w Polsce - w Jedlni Letnisku koło Radomia, gdzie wraz ze Stanisławem Matułą stworzył nieformalne miejsce spotkań ludzi duchowo niezależnych z kraju i zagranicy. Swoją obecną refleksję filozoficzną zalicza do „europejskiej filozofii wyzwolenia”. Nadaje jej formę esejów, wierszy i powiastek filozoficznych.
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 24  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Niezapomniane oko Polifema. Opowiadanie dla licealistów
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 6774 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365