Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
183.216.355 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7351 tekstów. Zajęłyby one 29006 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 3634 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
W tej materii sąd znawców jest nad wyraz zgodny: bóg do swego wyznawcy zawsze jest podobny
 Nauka » Pseudonauka, paranauka

Terapie holistyczne [2]
Autor tekstu:

Jako pierwszy zareagował znany angielski fizyk, pisarz i propagator nauki Simon Singh, który pisząc książkę „Trick or Treatment?" i dedykując ją księciu Walii ośmieszył nie tylko „medycynę alternatywną" , ale również — korzystającą z usług homeopatów — angielską rodzinę królewską.

Nie zapomniano mu tego i gdy w jednym ze swoich felietonów napisał, że nieuczciwością jest stosowanie zabiegów kręgarskich w leczeniu astmy u dzieci (nie tylko lekarze rozumieją, jaki to absurd), Brytyjskie Towarzystwo Chiropraktyków pozwało go do sądu. W pierwszej instancji przegrał i może być zmuszony do zapłacenia blisko miliona funtów odszkodowania za zniesławienie oszustów. Lecz rozpętała się burza. W jego obronie wystąpiły prestiżowe instytucje naukowe oraz blisko 17 tysięcy znanych osób z całego świata. Angielskie prawo opiera się jednak na precedensach (common law), a nie na regułach słuszności. Dlatego Simon Singh szukał precedensu i znalazł go w… Polsce. Napisał do mnie list z zapytaniem, czy zgodzę się, by mógł przedstawić angielskiemu sądowi materiały z mojego, wygranego procesu z homeopatami. Nie muszę chyba pisać, że wysłałem mu odpowiednie informacje.

Polskim wyrokiem w sprawie homeopatii zainteresował się także prof. Stephen Barrett, prezydent amerykańskiej Narodowej Rady ds. Zwalczania Oszustw Leczniczych - największej tego typu organizacji na świecie, który poprosił mnie o przetłumaczenie najbardziej istotnych fragmentów akt sądowych. Nie przypuszczam, by robił to dla zaspokojenia własnej ciekawości. Tak więc, klęska homeopatów w sądzie będzie szerzej znana w USA, niż w Polsce.

W tym samym czasie w znanej polskiej stacji TV (tej ze spikerkami o niczym niezafałszowanej urodzie i elokwencji) znany dziennikarz zakpił sobie z widzów przeprowadzając wywiad z dwójką homeopatów, którzy jak zwykle pletli o „leczeniu informacją", bredzili o „potencjonowaniu leków" itd. Dziennikarz oczywiście nie miał pojęcia, że nikt na świecie nie jest w stanie wyjaśnić, co znaczą te terminy i śmiało włączył się do dyskusji zabierając nawet głos na temat potencjonowania. Nie wiedząc kompletnie o czym mówi stworzył wrażenie, że homeopatia to trochę inny, ale normalny sposób „leczenia". Gdyby podejrzewał, że Jego rozmówcy majaczą o „lekach", w których substancja „aktywna" jest rozcieńczona w stosunku np. 1 do 10400, być może próbowałby inaczej poprowadzić rozmowę. Jestem jednak dziwnie pewien, że powyższy zapis wykładniczy nic by mu nie powiedział. Nie jest on wyjątkiem. Na temat „medycyny alternatywnej" i homeopatii rozmawiało ze mną kilkudziesięciu dziennikarzy. Gdy, na dowód, że homeopatia jest oszustwem mówiłem o absurdalnej wielkości rozcieńczeń i przytaczałem liczbę 10400, ani jeden z nich nie rozumiał o co mi chodzi. Przyznawali, owszem, że to dość duża liczba, jednak nie potrafili pojąć, że jej wielkość nie ma żadnego odniesienia do czegokolwiek w naszym Wszechświecie i kawałek dalej.

Ale to jeszcze nic. Kilku dziennikarkom lubelskiej prasy próbowałem wytłumaczyć, że jeśli mechanizm działania oscillococcinum („leku" homeopatycznego wytwarzanego na bazie kaczych wnętrzności) polega na „przenoszeniu leczniczej informacji", to gdy przypadkiem do produkcji tego „leku" zostaną użyte zwłoki kaczki, która była chora na ptasią grypę - oscillococcinum „przeniesie informację chorobotwórczą". Nazajutrz ukazały się wielkie artykuły, że „leki" homeopatyczne przenoszą ptasią grypę. Błyskotliwy wniosek, prawda? Metafizyczny absurd, że „informacja" może „leczyć" lub „infekować" został pominięty; prawdopodobnie dziennikarki uznały, że jest to możliwy mechanizm działania „leku". Zresztą sprawa oscillococcinum jest już rozpatrywana przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Wcześniej Zespół Orzekający Komisji Etyki Reklamy stwierdził, że producent oscillococcinum (Boiron) nie przedstawił dowodów na skuteczność działania tego „leku" w przypadku grypy i nakazał zmianę treści reklamy.

Od tego czasu autoryzuję każde moje słowo. Zwłaszcza, jeśli widzę w czasie rozmowy z dziennikarzem „błysk zrozumienia" w jego oku i potakujące kiwanie głową, gdy odwołuję się do rachunku prawdopodobieństwa, przedstawiam liczby w zapisie wykładniczym, mówię o korelacjach i związkach przyczynowych, a zwłaszcza, gdy cytuję paranaukowe bzdury. Pamiętam bowiem, że pozostawiony sam na sam ze swoimi notatkami dziennikarz, w najlepszym wypadku napisze, że „prawda leży pośrodku", „że w tym coś jest" lub, „że należy mieć otwarty umysł".

Podsumowując, stwierdzam z całą stanowczością, że 90% audycji telewizyjnych oraz publikacji prasowych na temat „medycyny alternatywnej" ma charakter dezinformacji, gdyż ich autorami są ignoranci matematyczni i analfabeci naukowi. Oto, komu „zawdzięczamy" promowanie paramedycyny.

Wyjątkowo ogłupiającą rolę pełnią teksty o „medycynie alternatywnej" publikowane w pisemku „Nieznany Świat", którego wydawcą jest dziennikarz Rymuszko. Temu Panu dedykuję swój wyrok sądowy i zezwalam na skopiowanie go w „Nieznanym Świecie" z dowolnym komentarzem.

O dziwo, analfabeci matematyczni nie wstydzą się swojej ignorancji, ba!, poczytują to za dowód obdarzenia ich przez naturę „mądrością humanistyczną". Nic bardziej błędnego. Matematyczny głupek jest głupkiem zwykłym, tyle tylko, że tak rozpowszechnionym, że aż „niewidzialnym". Ileż to razy słyszałem z telewizora wyznania znanych „humanistów": „zawsze miałe(a)m kłopoty z matematyką" , „w matematyce nie byłe(a)m najlepszy(a)", "maturę z matematyki zdałe(a)m tylko dzięki ściądze" itp. Gdy jeszcze przy tym ci absolwenci wyższych uczelni, a zdarza się to często, akcentują czwartą sylabę w wyrazie matematyka, najlepiej wyłączyć telewizor.

Tę chorą sytuację wykorzystuje gromada oszustów, którzy w zamian za słone honorarium, urządzają teatr jednego aktora (i jednego, chorego widza). Zasadniczą rolę w przedstawieniu odgrywają rekwizyty w postaci wahadełek, różdżek, kryształów, polnych kamieni, dzwoneczków, światełek, odpromienników, biometrów, piramidek, kadzidełek, kasztanów, huby, magnesów, pierścionków, drucianych klatek pod prądem 12V, energetyzowanej wody, kurzych wnętrzności, sadła świstaka, liści kapusty, moczu (nie miodu!) pitnego, kolorów, zapachów, muzyki, wkładek do butów, plastrów aikido, mat terapeutycznych, pajączków, kosmodisków, oleju z czarnego kminku, słodkich granulek, potencjonowanej wody, ropnej wydzieliny rzeżączkowej przetworzonej na homeopatyczne „lekarstwo" i wszystkiego tego, co przyszło do głowy pierwszym, etruskim szamanom z Cromagnon i co potrafią wykombinować uzdrowiciele XXI wieku. Zainteresowanych sposobem stosowania wyżej wymienionych rekwizytów w „leczeniu alternatywnym" odsyłam do odpowiednich anegdot publikowanych w „Nieznanym Świecie".

Ktoś musi ludziom mówić o tych oszustwach

Padło na mnie. Dlaczego? Być może dlatego, że głupotę i oszustów leczniczych rozpoznaję z daleka. Wg Pani minister Fedak jednym z zadań bioenergoterapeutów jest „leczenie na odległość"; tak stoi napisane w ministerialnym dokumencie (sic!). Nic więc nie stoi na przeszkodzie bym ja mógł oceniać (i z bliska i z daleka), czy np. „promieniowanie biopola terapeuty" to „promieniowanie głupoty", czy nie.

CZĘŚĆ SZCZEGÓŁOWA

Medycyna holistyczna

Wszyscy widzimy, że pośród uzdrowicieli pojawia się coraz więcej „prawdziwych, dyplomowanych medyków". Inwestują oni znaczne sumy we własne, wysoko zaawansowane technicznie i w pełni skomputeryzowane spektakle typu światło i dźwięk. W XXI wieku potrzebna jest bowiem odpowiednia scenografia i nowoczesne rekwizyty. Zwykle są to urządzenia z migającymi diodami i ruchomymi, kolorowymi histogramami na tle seledynowej poświaty ciekłokrystalicznych monitorów. Fakt, że wyświetlać one mogą dowolne idiotyzmy typu „biorezonansu", „biorytmów" lub „częstotliwości drgań bakterii" jest znany. Szkoda tylko, że komputery nie mogą zaprotestować, gdy instaluje się w nich kretyńskie programy i nazywa np. Zappicatorami. Być może, gdzieś głęboko, w samym sercu ich procesorów zaczyna kiełkować elektroniczna świadomość, że się w ten sposób prostytuują, ale cóż mogą zrobić? Muszą rejestrować szum informacyjny wytwarzany przez procesy elektryczne w organizmie pacjenta i przetwarzać go na szum dezinformacyjny w postaci abstrakcyjnych wskaźników, czynników, faktorów, wektorów, wielkości, wartości i tym podobnych, nikomu niepotrzebnych liczb i symboli. Jedynym realnym powodem dla którego konstruuje się takie urządzenia jest zysk ich producentów. W niniejszym tekście przeczytają Państwo opis ich pseudo-leczniczego działania i zobaczą na własne oczy cały arsenał tych elektronicznych nierządnic w postaci:

  1. aparatu MORA i macierzy regeneratora
  2. biorezonansowego skanera i VEGA eMeRTera
  3. colon-hydrometronu i 1000 Digetronu
  4. Vincenta bioeletrometru i Herrmanna ozonodozymetru
  5. LCD Generatora i 1kHz Zappicatora

Wszystkie wymienione urządzenia (końcówki nazw dwóch z nich śladowo zmieniłem w celach mnemotechnicznych) znajdują się w „Gabinecie Medycyny XXI wieku" Czarkowskiego Wiesława, który sam o sobie mówi z dumą, że jest chirurgiem-neurochirurgiem. To bardzo prawdopodobne, gdyż jest nieźle obeznany z terminologią „medyczną", co prezentuje na swojej stronie internetowej (www.enervita.com.pl). Reklamowane przez Niego metody „terapeutyczne" są oczywiście zgodne z holistycznym paradygmatem leczniczym. Przyjrzyjmy się tym najbardziej całościowym. Jest ich siedem.

Czarkowski Wiesław, „Leczy czy naciąga" TV Polsat, INTERWENCJA)

I. „Terapia Mora"

Istotą metody jest „wygaszanie szkodliwych drgań przez ich lustrzane odbicie". W tym miejscu daję słowo honoru, że zarówno opis „terapii Mora", jak i wszystkich pozostałych „terapii" nie będzie odbiegał ani na jotę od oryginału. Tyle tylko, że oznaczę cudzysłowem sformułowania, których zwyczajny lekarz nie jest w stanie pojąć. Zastrzegam sobie także prawo do komentarza w miejscach, w których pseudonaukowe „ble-ble-ble" przekracza granice przyzwoitości.


1 2 3 4 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Oni karmią nasze urojenia
Anatol France – genialny, ale wolnomyśliciel

 Zobacz komentarze (27)..   


« Pseudonauka, paranauka   (Publikacja: 11-09-2009 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Andrzej Gregosiewicz
Profesor zwyczajny, kierownik Katedry i Kliniki Ortopedii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Od 2001 roku prowadzi walkę z oszustwami leczniczymi typu homeopatii, bioenergoterapii, radiestezji i innymi rodzajami tzw. "medycyny alternatywnej". Opublikował na ten temat ponad 80 artykułów w mediach papierowych i elektronicznych. Jest „ojcem chrzestnym” akcji medialnej przeciwko homeopatii. W 2008 roku, głównie na skutek Jego konsekwentnej działalności publicystycznej oraz wygrania procesu sądowego z Izbą Gospodarczą Farmacja Polska oraz producentami "leków" homeopatycznych, rozpoczęła się szeroka debata publiczna na temat wartości leczniczych tego sposobu terapii. Jest członkiem-założycielem Klubu Sceptyków Polskich. W 2011 roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, na wniosek prof. Andrzeja Gregosiewicza, rozpoczął - bezprecedensową w Europie - procedurę wyjaśniającą, czy homeopatyczny koncern Boiron (filia w Polsce) nie prowadzi praktyk niezgodnych ze zbiorowym interesem konsumentów.

 Liczba tekstów na portalu: 26  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Jasnowidzenie czy ciemnomyślenie?
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 6780 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365