Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
159.633.281 wizyt
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7310 tekstów. Zajęłyby one 28839 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 1335 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Nasiona wiedzy mają być siane w samotności, lecz muszą być kultywowane publicznie."
« Społeczeństwo  
Ulrike Meinhof i rewolucyjny zwrot [2]
Autor tekstu:

W tym nowym świecie nie było miejsca na subtelne rozróżnienia. W wywiadzie udzielonym francuskiemu dziennikarzowi Michelowi Ray stwierdziła: „Kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam!" Taka jest logika przemocy. Jej największymi mistrzami pozostają naziści, ci sami, przeciw którym RAF tak ochoczo występował i tak szczerze nienawidził. Toteż nie ma nic kontrowersyjnego w stwierdzeniu, że RAF był organizacją faszystowską. Bo choć „ideały" były różne, to metody działania bardzo podobne. Podobne przekonanie o nieuchronności przemocy i terroru jako jedynych możliwych narzędzi zmiany społecznej. Podobny sposób rządzenia: wodzowski, paternalistyczny, autorytarny, gdzie bezwzględne posłuszeństwo wypiera wątpliwości i krytycyzm, a za brak lojalności karze się surowo.

Jak w tym wszystkim mogła odnaleźć się kobieta, która za wzór do naśladowania wybrała sobie Sophie Scholl, pozostaje zagadką.

Nieudana rewolucja

Przemoc niczego nie tworzy, jedynie niszczy. To prawda stara jak rewolucja, ale ciągle trzeba ją przypominać. Zresztą lepiej ją przypominać, niż być przez nią napominanym. Każda rewolucja przebiega tak samo. Szlachetnym celom towarzyszą nikczemne środki, a kiedy wszystko się kończy nikt nie pamięta o jakie cele chodziło. Przemoc można jednak usprawiedliwić pod pewnymi warunkami. Po pierwsze w imię samoobrony, po drugie w imię zmniejszania rozmiarów już istniejącego zła. RAF wykorzystywał obie techniki, jednakże bez należytego uprawomocnienia. Dysproporcja między przewinami niemieckiego establishmentu, a karą wymierzoną mu przez RAF jest uderzająca. Poza tym, co być może jeszcze istotniejsze, bilans działań RAF-u pozostaje ujemny. Organizacja ani nie przyczyniła się do demokratyzacji życia publicznego — jak to na początku zakładano — ani tym bardziej do szerzenia tolerancji i zasad sprawiedliwego współżycia. Jedyne co przyniosła obok destrukcji siebie i innych to powrót państwa policyjnego i wszechobecnego strachu, który niemieckie społeczeństwo pamiętało jeszcze z Trzeciej Rzeszy. Jego bilans jest tak samo ujemny, jak tej ostatniej.

We wstępie do powieści Teresa — aw zasadzie dwóch wstępach: jeden dla demokraty potępiającego przemoc, drugi dla romantyka zafascynowanego rewolucją — Sławomir Sierakowski podjął się analizy pojęcia terroryzmu, dochodząc do wniosku, że terrorysta to osobnik stosujący przemoc, z którą się nie zgadzamy. Przy tej optyce, z czego Sierakowski doskonale zdaje sobie sprawę, każdy może być terrorystą. Owe rozróżnienie, wedle niego, nie jest kwestią moralności lecz polityki, która sama jest emanacją przemocą, gloryfikując wolę silniejszego, w tym wypadku państwa. „Zamachowcy porywali i zabijali wybitnych reprezentantów państwa, a ono porywało i zabijało zamachowców. (...) To była wojna".

Jeśli to była wojna, to z pewnością dość prywatna, bo większość niemieckiego społeczeństwa była jej przeciwna. To oczywiście jeszcze niczego nie przesądza, gdyż antynazistowski ruch oporu też był w mniejszości. Jeśli jednak to była wojna, to nie oznacza, że wszyscy w niej byli równi. Tak samo jak nie można postawić znaku równości pomiędzy Sophie Scholl, a jej oprawcami. Jako demokrata broniący państwa prawa mogę potępić przemoc jedynie jako czynnik niszczący wspólnotę i nawet jeśli zgadzam się ze Sławomirem Sierakowskim, że rozwój społeczny zależy zarówno od przestrzegania jak i przekraczania prawa, to przecież nie każdego i nie w równym stopniu.

Sophie Scholl często używała sentencji Jacques'a Maritaina Trzeba posiadać twardego ducha i miękkie serce. Ulrike Meinhof wstępując na drogę terroru stała się człowiekiem o słabym duchu i twardym sercu, odchodząc od swego młodzieńczego ideału raz na zawsze. Można ją za to potępiać, niewiele jednak to wnosi do kwestii zrozumienia jej historii jak i tamtego pokolenia. Najwłaściwsza metoda postępowania w tym przypadku to unikanie moralizowania przy jednoczesnym pamiętaniu o podstawowych standardach etycznych. Nie rozwiązuje to oczywiście zagadki Ulrike Meinhof, pozwala jednak wynieść jakąś wartość poznawczą z jej historii. I nawet jeśli każdy wyniesie coś innego, to przynajmniej czegoś się nauczymy.


1 2 

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Wybory w Afganistanie
Czy ludzie nadal ewoluują?

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (2)..   


« Społeczeństwo   (Publikacja: 02-11-2009 Ostatnia zmiana: 08-11-2009)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Marcin Punpur
Absolwent ekonomii i filozofii. Studiował w Olsztynie, Bremie i Bernie. Zainteresowania: filozofia kultury, religii i polityki.

 Liczba tekstów na portalu: 53  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: W co wierzą ateiści
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 6913 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365