 |
Chcesz wiedzieć więcej? Zamów dobrą książkę. Propozycje Racjonalisty: | | |
   |  |
 Złota myśl Racjonalisty: "Jeszcze Polska, jeszcze raz Polska. Co zrobimy z odzyskaną wolnością? Chwilowo przykościelni spierają się, czy nadal prosić Boga, żeby zwrócił ojczyznę wolną, czy żeby ją już teraz wolną zachował. Pan Bóg czeka na dalsze instrukcje. Zatroskani chcą, żebyśmy byli podobni do największej demokracji świata, czyli do Indii, Kaliszan nie widać, ci, którzy wczoraj handlowali dolarami pod kinem, budują.. |  |
 |  |
|
|
|
 |
Kultura » Antropologia kulturowa
Deifikacja Jezusa a uniwersalność popkultury Autor tekstu: Radosław S. Czarnecki
Estmodus
inrebus [ 1 ]
Satyry,
HORACY
Czy dysputy na temat roli Jezusa w historii chrześcijaństwa i powstaniu
Kościoła zwanego katolickim (czyli powszechnym) są w ogóle uprawnione z racjonalnego i naukowego tytułu? Ubóstwienie Nazarejczyka — zupełnie
bezpodstawne z tytułu doświadczeń, tradycji, historii oraz religijności Żydów
(mesjasz nawet najbardziej zasłużony i admirowany społecznie nie był bowiem
nigdy traktowany jako bóg) — zaciemniło przecież w zupełności sposób
postrzegania tego, co działo się na przełomie starej i nowej ery (wg
chrześcijańskiego kalendarza) na terenie dzisiejszych ziem zwanych umownie
Ziemią Świętą.
Ubóstwienie
jakiejkolwiek osoby niweluje zupełnie racjonalność interpretacji zjawisk,
procesów czy opis realnej sytuacji w jakiej tej jednostce przyszło żyć.
Sakralizacja jest zawsze irracjonalna, nierealna,
a-rzeczywista,
nie-prawdziwa. Odziera osobę ludzką z codzienności, normalności i … historyczności, zakłamuje jej dokonania (jakie by
one nie były), fałszuje (idealizując) obraz danego człowieka czyniąc niemożliwym
jakikolwiek obiektywizm oceny (a to z kolei — jak np. w przypadku wspomnianego
wcześniej Jezusa z Nazaretu — unieważnić może wszelkie naukowe rozważania w tej
materii) tak potrzebny w autentycznych i rzeczywistych badaniach bądź
dociekaniach.
Sakralizacja
czegokolwiek jest a priori
irracjonalna. Zrywa z doczesnym bytem człowieka i klasycznie pojętymi racjami
rozumu. Depcze realne spojrzenie na rzeczywistość nas otaczającą, prowadzi na
manowce świadomość, a mentalność człowieka zatruwa stęchłym i nierzeczywistym
oddechem pospolitego szamaństwa. To
dobro i potrzeba niektórych umysłów — powie ktoś. Ale ".....Takie
dobro, które nam rzeczywiście przeszkadza
korzystać z większego dobra, w rzeczywistości
jest złem". [ 2 ] A na pewno zaćmienie umysłu i rozumu ogranicza nasze korzystanie z autentycznego
dobra.
Przecież
wiadomym jest powszechnie, iż twórcą chrześcijaństwa i Kościoła jest św. Paweł (vel
Szaweł) z Tarsu. Dlaczego więc nie on jest przedmiotem ubóstwienia, kultu,
swoistej idolatrii (działał tylko pokolenie od śmierci na krzyżu — jeśli
zakładamy oczywiście realność i historyczność, co wcale nie jest takie
jednoznaczne i oczywiste w świetle posiadanych naukowych danych — Żyda i rabbiego, charyzmatycznego proroka jakich wielu działało w I w. n.e. na terenie
dzisiejszej Palestyn zwanego Jezusem z Nazaretu)?
Ta potrzeba
ideału, modelu niczym nie zmąconych (zwłaszcza ziemskim, doczesnym, codziennym
bytem — czyli trochę dobrym trochę
złym), perfekcjonistycznej formy i kształtu miała w historii naszego gatunku sporo zwolenników (np. Platon -
Państwo). Chrześcijaństwo przez 2000
lat swoich dziejów niezwykle silnie wzmocniło owe tendencje na terenach, gdzie
stało się częścią kultury ludów je wyznających. Idealizacja
nieba szła równolegle z deprecjacją
doczesności. I to trwa cały czas -
mimo postępów modernizmu i wyzwalania się człowieka Zachodu (bo to jest i był
przez wieki matecznik religii chrystusowej — w różnych denominacjach) z tych
chrześcijańsko-manichejskich pęt, oplatających mentalność, świadomość i jaźń
człowieczą.
Deifikacja
Jezusa postępuje w czasie jednego pokolenia od jego śmierci (wojna żydowska
66-73 r. n.e. i totalna porażka Izraelitów — panowanie cesarza Wespazjana -
wydatnie przyśpiesza ów proces). Wystarczy przyjrzeć się dokładnie synoptycznym
ewangeliom i poczytać komentarze naukowe (bądź interpretacje) do zawartych w nich treści. Marek (najstarsza z ewangelii) prezentuje nam Jezusa jeszcze jako
człowieka bądź syna-człowieczego. U późniejszych ewangelistów (Mateusza i
Łukasza) można w nim już dostrzec eona lub demiurga
dobra (wszystko wg nomenklatury
ebonitów [ 3 ], manichejczyków
[ 4 ] lub gnostyków
[ 5 ]), pół-boga (coś na kształt greckich
herosów; Heraklesa, Ajaksa, Tezeusza lub Achillesa). Natomiast w najpóźniej
powstałej ewangelii, wg Św. Jana,
Jezus jest już klasycznym bogiem. Ów proces deifikacji — w przestrzeni
formalnej, literackiej i czasie historycznym — doskonale obrazuje m.in.
K.H. Deschner [ 6 ].
Już w VII/VIII w.
n.e. kult Jezusa-Boga, Pantokratora, przedstawianego na niezliczonych obrazach,
ikonach, rzeźbach itd., przybrał na Wschodzie Cesarstwa monstrualne rozmiary.
Próbowali z owym bałwochwalstwem (jak uważali pochodzący z Syrii i Anatolii)
walczyć niektórzy cesarze bizantyjscy zaliczani do dynastii izauryjskiej,
opierając się o tradycję starotestamentową i wzbierającą wówczas ofensywę
(militarną i kulturowo-cywilizacyjną) islamu. Zakaz prezentowania bóstwa w jakichkolwiek formach sztuki zdaniem judaizmu i islamu to obrona przed powrotem
do pogańskich praktyk, jako iż czci się tym samym wizerunek, nie zaś Absolut.
Również wielu "...Pierwszych Ojców Kościoła
przeciwstawiało się jego rozwojowi [kult ikon -
rscz.],
ponieważ wydawało im się to sprzeczne ze starotestamentowym zakazem sporządzania
wizerunków. Np. Euzebiusz z Cezarei ostro skarcił siostrę Konstantyna,
Konstancję, gdy prosiła o przysłanie jej z Palestyny obrazu Chrystusa. Św.
Epifaniusz z Cypru osobiście zerwał zdobioną obrazami zasłonę, którą zobaczył w wiejskim kościele"
[ 7 ].
Był też proceder
produkcji ikon na terenach Bizancjum doskonałym przedsięwzięciem merkantylnym,
opanowanym w wielkim stopniu przez klasztory i potężny stan mniszy. Cesarze,
chcąc przełamać ów monopol, osłabić potęgę mnichów (którzy nie byli powolni
władzy centralnej, gdyż funkcjonowali poza jurysdykcją biskupów diecezjalnych na
całym Wschodzie) i podporządkować sobie struktury kościelne prowadzili więc ową
walkę z pobudek ekonomicznych i politycznych — nie tylko
religijno-doktrynalnych.
Warto
jednocześnie zauważyć — i jest to ponadczasowa prawidłowość (potwierdzona przez
wieki trwania i działań m.in. chrześcijaństwa jako wiary religijnej
zinstytucjonalizowanej i zuniwersalizowanej) — że każdy kult
prędzej czy później objawia swe ponure oblicze: " ...
Kult Stalina, Hitlera, Mao, kult Jezusa
(w ruchu Jesus People), kult Bhagwana, Rona Hubbarda (w Scientology Church),
kult Yogi, maharadży Mahesha (medytacja transcendentalna), kult Wojtyły -
podobnie jak kult Chomeiniego — wszystkie one były i są podporządkowane
prawidłowościom
fundamentalistycznym". [ 8 ] Bo tam, gdzie brak rozumu i chłodu
racjonalizmu pętającego emocje, afekty czy namiętności, rodzą się różne demony.
Przywołany wcześniej konflikt ikonoklasytyczny w Bizancjum może być tego dobitną
ilustracją.
Mamy dziś na
oczach przykład jak przebiega — sakralizacja żywej, znanej i charyzmatycznej na
swój sposób osoby — ów proces w przestrzeni społecznej percepcji, w zbiorowej
potrzebie posiadania jakiejś świętości, nieskalanej (czyli czystej i wysublimowanej z codziennego brudu),
idealnej. Biorą w tym udział globalne media (z różnych tytułów: np. zysk,
ignorancja dziennikarzy czy ich wierność i posłuszeństwo strukturom religijnym
do których przynależą) oraz cała machina katolicko-watykańskiej propagandy: ten
przykład zwie się ogólnie Jan Paweł II.
Na naszych
oczach żywy, ułomny moralnie człowiek (jak zresztą każda jednostka), bardzo
często błądzący (jak każdy polityk i jeden z rozgrywających na światowym
orbis terrarium), działający w interesie swej instytucji religijnej, który nie zawsze -
raczej rzadziej niż częściej — jest zbieżny z interesami czy potrzebami
ludzkości, staje się santo subito.
Bajka, legenda, mit materializują się na naszych oczach, oblekają się w realne,
doczesne kształty. A racje rozumu, racje realizmu, racje prawdy i obiektywizmu
popieleją, kruszeją, stają poglądami jakiejś mniejszości, grupy dziwaków i kontestatorów (na pewno ateistów, libertynów, narkomanów, sodomitów, satanistów
czy komunistów), którzy "sami nie wiedzą
czego chcą" , a przede wszystkim są "...wrogami
Kościoła, Ojca Świętego, Jezusa i Maryi".
Ludowa pobożność i potrzeba zbliżenia się (nawet na niby) do świętości jest jak widać potrzebą
niezwykle żywotną i uniwersalną. Popularna, masowa, manifestacyjna dewocja
święci dziś ponownie — w połowie XX wieku wydawało się, że religia i oddawanie
się tego typu rytuałom zgodnie z tym co twierdzili Durkheim, Weber, Cox czy
Robinson zaniknie — triumfy na całym świecie. Renesans wierzeń religijnych i quasi-religijności jest faktem. [ 9 ] A im głębiej zapada w sen rozum i jego
racje, tym dewocja, bigoteria, irracjonalizm czy pospolite
szamaństwo poszerzają swe pole
działania.
Weźmy np. kult
J. Morrison: charyzmatyka, niekonwencjonalnej osobowości, poety, piosenkarza,
front-mana znanej rockowej grupy the Doors, przedwcześnie zmarłego (w 1971 roku w wieku 28 lat) idola młodzieżowej kontestacji i ruchu
hippie z końca lat 60' XX wieku -
jest także takim właśnie przykładem deifikacji idola, herosa, pół-boga. Legenda
rośnie, tworzą się wokół niej ośrodki stymulujące ów kult bo, to jest
przedsięwzięcie zyskowne (gadżety, symbolika zamknięta w pamiątkach związanych z przedmiotem — lub podmiotem — kultu, relikwie itd.), bo przecież mechanizmy w społecznej świadomości są takie same, obojętnie czy chodzi o Licheń, francuskie
Lourdes, Garbarkę na polskim Podlasiu, meksykańską Guadelupe,
cmentarz Pere-Lachaise [ 10 ], Waranasi (Indie), Kaabę w Mekce, grób
Alego (Nadżaf — Irak), Meditations Garden (Graceland
w Memphis, USA)
[ 11 ] czy wawelski sarkofag M. i L.
Kaczyńskich. I w innych, tysiącach, funkcjonujących wczoraj i dziś sanktuariach
bądź miejscach sakralnego ubóstwienia konkretnych ludzi, ten mechanizm, te
procesy, te emocje i uczucia się egzemplifikują nader podobnie.
Śmierć Jana
Pawła II i eksplozja afektów religijnej proweniencji nie była niczym
nadzwyczajnym (choć serwilistyczne polskie media w przesadnym tonie starały się
to prezentować odbiorcom nad Wisłą, Odrą i Bugiem). Oto w 1977 roku "...Około
80.000 gapiów pojawiło się na ulicach, które przemierzała procesja wioząca ciało
Elvisa Presleya. Wiadomość o jego śmierci spowodowała płacz,
smutek i histerię na całej planecie, nawet w krajach komunistycznych"
[ 12 ]. E. Presley też był obdarzany niezwykłą
estymą przez rzesze fanów, zwolenników, niemalże — wyznawców — quasi-religijnego
kultu herosa rock'n'rolla.
Gdy patrzymy na
proces deifikacji Jezusa (ale podobnie miała się rzecz z Buddą czy Mahometem) -
od jego śmierci minęło już prawie dwa tysiąclecia — nasuwają się właśnie takie,
jak tu zaprezentowano, skojarzenia. Z jednej strony nurtuje mnie następujący
dylemat — czy wokół takich miejsc kultu zawsze znaleźć się muszą tandetne,
jarmarczne przedsięwzięcia merkantylnego chowu jak sprzedaż słodyczy, handel
religijnymi bibelotami,
relikwiami, gadżetami materializującymi ową świętość ? A przy okazji -
usługi: hotelarskie, kuglarskie,
taniej rozrywki ..… ; w papieskim Rzymie najlepiej (od zawsze)
funkcjonowały lupanary. To fakt historyczny!
A drugiej,
interesuje mnie — czy
Jezus mógłby np. dziś świadomie myśląc o swym dziedzictwie (podobnie jak
wspomniany także w tym tekście lider the Doors — obdarzany także przez wielu
wielbicieli czy fanów swoistą admiracją bądź kultem — wobec zasad ideowych
przyświecających społecznym ruchom lat 60' i 70' XX wieku przebiegającym w kulturze Zachodu) powiedzieć o swoim dziedzictwie, iż
"...Powiem Ci … zmarnowaliśmy świt, a tego nie wybaczy nam żadne niebo"
(Jim Morrison).
Oczywiście, o ile jakiekolwiek niebo istnieje.
Przypisy: [ 1 ] Mają rzeczy swą miarę [ 3 ] Ebionici (gr.)
nurt judeo-chrześcijaństwa istniejący
na ziemiach Izraela oraz jego okolicach od I
do V w. n.e. Ich nazwa
nawiązuje do kilku tekstów religijnych, włączając w to słowa kazanie na
górze "Błogosławieni
ubodzy w duchu, bo do nich należy Królestwo Niebios" (Mt 5, 3),
zgodnie z poleceniem których wyrzekali się wszelkich dóbr doczesnych i
żyli w religijnej komunie. [ 4 ] To nurt religijno-społeczny w okresie I tysiąclecia n.e.
odwołujący się do tradycji perskiego dualizmu. Był niezwykle popularny
na Bliskim Wschodzie (Egipt, Syria, Palestyna, Mezopotamia). Wczesne
chrześcijaństwo doktrynalnie i ideowo nawiązywało do
wielu elementów
manicheizmu. Obie religie tworzą
w owym
czasie nader ciekawy
- na terenach Pax Romana -
konglomerat wierzeń
i rytuałów. Jest to przykład klasycznego synkretyzmu religijnego. [ 5 ] Jest to uniwersalistyczny prąd umysłowy, oddziaływujący na wiele
wierzeń religijnych i szkół filozoficznych w I-III w n.e. (także na
chrześcijaństwo i judeo-chrześcijaństwo). Szczególnie rozpowszechniony
był w Egipcie, Syrii, Grecji i Azji Mniejszej. Wyznawcy należeli do
różnych wspólnot i gmin, jednak wspólną płaszczyzną doktrynalną dla
wszystkich szkół gnostyckich była hermetyczna myśl egipsko-greckiego
pochodzenia. [ 6 ] K.H. Deschner, I
znowu
zapiał kur, Gdynia 1996,
ss. 44-62 (tom I) [ 7 ] S. Runciman,
Teokracja
bizantyjska,
Katowice 2008, s. 81. [ 8 ] Hubertus Mynarek
Zakaz
myślenia, Gdynia 1996, s. 23. [ 10 ] Miejsce wiecznego spoczynku
Jimmiego Morrisona. [ 11 ] Tu pochowano ostatecznie Elvisa
Presleya. [ 12 ] S. Perdegast, Encyclopedia
of Popular
Culture, St. James 1974. « Antropologia kulturowa (Publikacja: 15-01-2012 )
Radosław S. Czarnecki Doktor religioznawstwa. Publikował m.in. w "Przeglądzie Religioznawczym", "Res Humanie", "Dziś", ma na koncie ponad 130 publikacji. Wykształcenie - przyroda/geografia, filozofia/religioznawstwo, studium podyplomowe z etyki i religioznawstwa. Wieloletni członek Polskiego Towarzystwa Religioznawczego. Mieszka we Wrocławiu. Liczba tekstów na portalu: 129 Pokaż inne teksty autora Najnowszy tekst autora: Return Pana Boga | Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 7686 |
 |