Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
147.120.471 wizyt
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7281 tekstów. Zajęłyby one 28729 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 3392 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Im więcej mamy czasu na wykonanie jakiejś pracy, tym więcej czasu nam ona zabiera."
« Felietony i eseje  
Objawienia w świątyniach [1]
Autor tekstu:

Zrozumienie oznacza powstanie konfiguracji pobudzeń kory mózgu prowadzących 
od jednej sytuacji do drugiej przez „znajome terytorium", oraz działania mechanizmu
nagrody, sygnalizującej stan „zrozumiałem".

Włodzisław Duch

Wyjazdy służbowe, mają to do siebie, że zazwyczaj są nudne, męczące i przereklamowane. Mój pierwszy wyjazd do Cluj niczym nie różnił się od stereotypu. Przylot tuż po północy lokalnego czasu, pokój hotelowy nagrzany jak sauna, więc zanim się wywietrzył i można było zasnąć, to prawie był czas wstawania do pracy. W pracy za dużo zajęć, za mało czasu, za głośno, za gorąco. Gdy w końcu wyszliśmy z biura, jedyne o czym byłem wstanie myśleć, to kąpiel i łóżko. Niestety, zgodnie z rytuałem wyjazdów służbowych, gospodarze zadbali o nasze wieczory. Ten konkretny, zimny, listopadowy, spędziliśmy zwiedzając stare miasto.

Drepczę więc zmarznięty, zmęczony i coraz bardziej śpiący, z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Słucham o historii miasta, przyglądam się zabytkom, pomnikom, tablicom pamiątkowym i myślę, czy to zemsta za to, że w czasie ich wizyty w Polce goniłem ich trzy kilometry przez las do restauracji, czy oni naprawdę myślą, że to nas interesuje. Kiedyś wspominałem, że lubię zabytki i stare budowle, ale nie w takich okolicznościach. W końcu wieczorem monotonia  zostaje przerwana, bo w końcu trafiliśmy na otwarty zabytek. Jak nie trudno się domyśleć był to kościół. Nie jakiś tam kościół. To największy w Rumunii, zbudowany na przełomie wieków XIV i XV, kościół rzymskokatolicki pod wezwaniem Św. Michała. Czyli ogromna budowla w stylu gotyckim, w której niewiele pozostało do podziwiania poza jej ogromem [ 1 ]. Ludzki umysł to narzędzie niesamowite. Jedno zadarcie głowy do góry, jedno spojrzenie na odległe sklepienie krzyżowo-żebrowe i zapomniałem o zmęczeniu, głodzie i zimnie. Poczułem jaki jestem mały i kruchy. Przypomniałem sobie jak wiele jeszcze do zobaczenia i jak niewiele czasu na to w ludzkim życiu.

Magia zaczęła działać. Mózg wytworzył endorfiny i świat zmienił swoje oblicze. Nagle zobaczyłem całe piękno tego miejsca. Oczy błądziły po odległych szczegółach, myśli pobiegły gdzieś w okolice budowniczych i tysięcy wiernych, których ogrom budowli musiał zachwycać i przytłaczać. Tysiące osób, które wciśnięte w ramy religii, doświadczały podobnych uczuć jak ja, ale nieświadome ich natury, przypisywały im źródło narzucone przez religijne wychowanie. Świadom swojej wiedzy, procesów zachodzących w moim organizmie, tego jak nagle, pod wpływem naturalnego narkotyku, zmienia się moje odbieranie otoczenia — poczułem się wolny. Wolny od zabobonu, wolny od strachu przed nieznanym, wolny od rytuałów. Krew rozprowadzała hormony po organizmie. Poddałem się rytuałowi zwiedzania, dając się ograniczyć przewodnikowi zupełnie bez wpływu na moje poczucie wolności.

Kolejną świątynią, którą powinno się zwiedzić będąc w stolicy Siedmiogrodu, jest pobliska Katedra Prawosławna. Gdy do niej zaszliśmy, nadal byłem pod wpływem endorfin i chyba również adrenaliny. Zimno i zmęczenie nagle przestały być ważne. Zacząłem dostrzegać i słyszeć więcej szczegółów, pomimo że nadal było ciemno, zimno i wietrznie. Zmęczenie i głód przestały być ważne gdy skupiłem się na nowym obliczu miasta. W takim nastroju wkroczyłem do cerkwi, gdzie akurat odbywało się nabożeństwo. Skupiłem się na kolorowej mozaice tuż na wejściem i dopiero po chwili uświadomiłem sobie, jakiego spektaklu jestem uczestnikiem. W świątyni występował trójosobowy chór męski, co jest typowe dla tego konkretnego miejsca. Jako miłośnik muzyki chóralnej od razu dałem się porwać jej urokowi. Chórzyści byli profesjonalistami, podobno na co dzień występują w pobliskiej operze , a utwór pozwalał im na pokazanie swoich umiejętności i talentów. To niesamowite jakie możliwości ma narząd, który pierwotnie był wykorzystywany do wykrzykiwania obelg na małpiszony z pobliskiego drzewa [ 2 ]. Trzeba być wyjątkowo odpornym, żeby nie ulec wpływowi takiego występu, w takim otoczeniu. Kolejna dawka endorfin, u wielu uczestników zapewne również niekontrolowane impulsy nerwowe, zwane ciarkami. Magia działa, a ja jestem jej świadom. Stałem tam i słuchałem tych plączących się głosów. Słuchałem jak jeden sięga do głębi basu, gdy drugi w tym czasie zmienia tempo i wydaje się, że wszystkie trzy nagle przestały współgrać, dojdzie do jakiejś kakofonii, ale one nadal mają jeden wspólny takt. Trwają w jednym rytmie, współgrają w tonacji, choć biegną po różnych jej zakresach. Mięśnie przystosowane do tłoczenia powietrza, przepychają je z klatki piersiowej, by na kilku fragmentach zmutowanej kości [ 3 ] wydobyć taką skalę drgań powietrza, z idealnie odmierzoną częstotliwością, w takcie narzuconym przez kompozytora. Te zmiany ciśnienia docierają do moich uszu, gdzie zostają przetworzone w impuls nerwowy, który zinterpretowany przez mózg zmienia stan mojego umysłu.

Wyszliśmy zanim chór zakończył występ. Po czasie uświadomiłem sobie, że na szczęście bo nie wiem co następowało po nim, a mógł nastąpić silny dysonans gdyby okazało się, że następny w repertuarze jest solowy występ popa lub chóralne fałszowanie zgromadzonych. Specyficzny rozkład dnia i związane z nim reakcje mojego organizmu spowodowały, że scena w cerkwi zapisała się w specjalnym miejscu mojego mózgu [ 4 ]. Pod wpływem silnych, pozytywnych emocji, wytworzył się engram, który już zawsze będzie wpływał na moje wspomnienia z tej chwili, a jak się później okazało, również na inne wspomnienia z pobytu w tym mieście. Przypomniałem sobie inne, podobne chwile mojego życia i dotarłem do tych odległych, choć nadal wyraźnych w pamięci [ 5 ]. Przypomniałem sobie jak odbierałem takie chwile, gdy byłem osobą wierzącą. Niesamowite jaką drogę przebyłem od tamtych czasów, ile energii musiałem włożyć w poznanie i zrozumienie, ile czasu musiało upłynąć, żebym mógł przeżywać takie chwile bez odwoływania się do mocy nadprzyrodzonych.

Stolica Transylwanii

Cluj-Napoca, to drugie po Bukareszcie miasto akademickie w Rumunii. Po Polsku jego nazwę zapisuje się: Kluż — Napoka; choć wydaje mi się, że Rumunii wymawiają to raczej jako Kludż, dlatego wolę oryginalną pisownię. Druga część nazwy praktycznie nie istnieje, poza językiem oficjalnym, wśród rumuńskiej społeczności. Teoretycznie nazwa Napoka miała nawiązywać do sięgającej II w n.e. tradycji miasta, jednak większości mieszkańców kojarzy się z czasami, gdy było ono w posiadaniu Węgrów. Waśnie Rumuńsko — Węgierskie o Siedmiogród mają wielowiekową tradycję i choć oficjalnie się zakończyły, co jakiś czas objawiają się w życiu miasta. Ostatnie, głośne demonstracje miały miejsce w roku 1992, gdy pod pomnikiem króla Węgier Macieja Korwina przywrócono tablicę, usuniętą w czasie II Wojny Światowej przez Węgrów, mówiącą o tym, że król ten został opuszczony przez naród (rumuński), z którego wyrósł . Jak to zwykle bywa w miejscach, które w wyniku kolei dziejowych, były w granicach różnych państw i są zamieszkane przez mniejszości, dochodzi do wielu mniej lub bardziej złośliwych incydentów. Parę lat temu, dość popularny wśród biznesmenów węgierskich, był żart polegający na obdarowywaniu się stylizowanymi mapami Węgier, na których Siedmiogród jest w ich granicach [ 6 ].

Jak cała Rumunia, tak i to miasto boryka się z typowymi dla naszej części Europy problemami. Sami Rumunii najbardziej narzekają na niegospodarność i łapówkarstwo. Inwestycje ciągną się latami, nie widać ich końca, za to co chwilę media donoszą o kolejnych aferach, zdefraudowanych pieniądzach i ustawionych przetargach. Mer miasta Cluj, swoje stanowisko sprawuje od 2009 roku, jednakże od roku 2011 zza krat więziennych, gdzie trafił za podejrzenie o korupcję. Poza kilkoma wyróżniającymi się miejscami, wszędzie w mieście widać niedofinansowanie i marnowany potencjał. Ładny, nowy stadion [ 7 ], otoczony jest rozkopanymi drogami, niedokończonymi budowami, w tym dużym hotelem, na ukończenie którego zabrakło pieniędzy. Spacerując po mieście nie sposób nie zauważyć dziesiątek kabli, linek i światłowodów (sic!) zwisających ze słupów. Jeśli ktoś widział zdjęcia z rozwijających się krajów azjatyckich, z takimi plątaninami i chce je zobaczyć na żywo, wystarczy jechać do Rumunii. Pamiętacie, jak wyglądała aglomeracja śląska w połowie lat dziewięćdziesiątych poprzedniego stulecia? Bo właśnie z takim widokiem, kojarzy mi się dzisiejsze Cluj. Dziurawe lub rozkopane drogi, brudne, zaniedbane blokowiska, place budów, stragany, reklamy, tylko miejscami perełka nowoczesności — przemyślana i ukończona. Wrażenie zaniedbania i bałaganu potęgują wszędzie zaparkowane samochody. W mieście brakuje parkingów. Wąskie, jednokierunkowe ulice są zastawiane parkującymi po obu stronach samochodami. Samochody mają to do siebie, że się brudzą. No i prawie wszędzie można palić, co oznacza, że wszędzie leżą niedopałki a w wielu restauracjach palacz może siedzieć obok ciebie, bo nie ma podziału na strefy.

Przewodniki turystyczne często opisują Cluj jako stolicę Transylwanii i faktycznie nazwa tej krainy jest często wykorzystywana w celach marketingowych. Niestety nie wpływa to na lepsze skorzystanie z potencjału turystycznego, jakim dysponuje miasto. Dla mnie przykładem takiego zmarnowanego potencjału stała się wycieczka do restauracji, w czasie jednej z kolejnych wizyt. Restauracja nazywa się Panorama i jest praktycznie nieobecna w folderach i przewodnikach dla turystów. Dojazd do niej nie jest łatwy, zresztą jak wszędzie w tym mieście, po drodze jest tylko jeden drogowskaz, ale postawiony na drodze , z której już nie sposób do restauracji nie trafić, chyba że ktoś się uprze i zawróci jadąc pod prąd. Restauracja z zewnątrz wygląda niepozornie, za to na parkingu są prawie zawsze wolne miejsca, ale nie ma się co dziwić, skoro niewiele osób o niej wie, jeszcze mniej umie tam trafić, a nie wszystkich z tych pozostałych na nią stać. Nazwa restauracji, nawiązuje do panoramy miasta, która się z niej rozciąga. Jako jedyni goście dostaliśmy stolik przy samym oknie, z którego można podziwiać miasto. A właściwie to znaczną część Cluj i pobliskiego Foresti, bo starówka i część miasta w stronę lotniska są zasłonięte betonowym murem sąsiadującej posesji. Słoneczne marcowe popołudnie pozwoliło nam się przyjrzeć z góry problemom miasta, czyli korkom, brudowi, remontowanym (od wielu lat) drogom, przecinającej je rzece, szarym blokowiskom, chaotycznej rozbudowie. Widok ratował stadion, przeciwległa, zalesiona grań i oczywiste w takiej sytuacji wrażenie górowania nad otoczeniem. Restaurację ratowały potrawy i fakt, że nie ja płaciłem, bo dyskusja czy ceny są adekwatne do tego co się dostaje w zamian, została nierozstrzygniętą.


1 2 Dalej..


 Przypisy:
[ 1 ] I co wydało mi się ciekawym, to nie reżim lat powojennych był tego przyczyną, tylko znacznie wcześniejsza reformacja.
[ 2 ] Oczywiście że nie chodzi o małpy jakie znamy współcześnie, oczywiście że nie musiały to być wyzwiska, oczywiście że jeśli czyta to jakaś małpa to może czuć się obrażona określeniem małpiszon, ale o idę tu chodzi, nie o ewolucyjne szczegóły.
[ 3 ] Krtań to również mięśnie, więzadła, nerwy, stawy i chrząstki, ale taki zredukowany opis lepiej wygląda.
[ 4 ] To oczywiście metafora. Wg najnowszych badań wspomnienia są przechowywane w wielu miejscach jednocześnie.
[ 5 ] Wyraźnych, nie oznacza prawdziwych. Emocje doświadczone w chwili zapamiętywania wpływają na wyrazistość, czyli łatwość do powracania do danego obrazu. Wyrazistość wiąże się także z tym, że pamięta się wiele dodatkowych szczegółów, takich jak zapachy, dźwięki, kolory, własne uczucia. I pomimo, że z czasem nasz mózg je nieco przekształca, nieświadomy umysł nie analizuje ich prawdziwości.
[ 6 ] Z grzeczności nie wskażę palcem firm, których prezesi mają u siebie takie mapy do dzisiaj. Komentarze tych osób, zapytanych o owe mapy, są od zabawnych po żenujące.
[ 7 ] Jak dla mnie, laika nie znającego się na architekturze, jest on znacznie ładniejszy od naszego Stadionu Narodowego w Warszawie.

« Felietony i eseje   (Publikacja: 10-04-2012 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Przemysław Jarocki
Publicysta.

 Liczba tekstów na portalu: 2  Pokaż inne teksty autora
 Poprzedni tekst autora: Dlaczego horoskopy działają
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 7935 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365