Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
163.165.190 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7324 tekstów. Zajęłyby one 28895 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Koronawirus z Wuhan to
wiele hałasu o nic
sezonowy problem
lokala epidemia
globalna epidemia
  

Oddano 162 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Wolę błędy entuzjasty od obojętności mędrca.
 Kultura » Lingwistyka

O czym trzeba milczeć, o tym chce się mówić [2]
Autor tekstu:

Takie odgrodzenie się może, rzecz jasna, prowadzić przez dyscyplinę wewnętrzną do kontemplacji, medytacji, nawet doznań mistycznych. Pamiętajmy o wadze milczenia w Biblii, propagującej postawę bierną i odbiorczą (kardynalne w tradycji żydowskiej „Słuchaj, Izraelu…"). Wyciszenie wewnętrzne umożliwia wsłuchanie się w głos Boga (swoisty komunikat) i Jego adorację. Chociaż doświadczenie religijne ze swej istoty domaga się wypowiedzenia, chwila jego przeżycia jest niewypowiadalna, co przypomina nam Dante, u kresu „podróży po raju" wyznający niezdolność wyrażenia słowami swoich odczuć Bożej wspaniałości, potęgi i miłości. Sądzę, że zgodziłby się z nim nieraz źle interpretowany Wittgenstein w zbanalizowanym stwierdzeniu: „O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć". Otóż człowiek odkrywa w sobie obecność wyższego porządku, lecz nie jest w stanie opowiedzieć o nim językiem. Deus absconditus, Bóg ukryty, to Bóg zasadniczo milczący. Stąd dramatyzm postawy wierzącego.

Milczenie jest zasłanianiem się, odcinaniem się, eksponowaniem subiektywności. Reprezentuje marginalność, stosunek sprzeciwu, tygiel możliwości i niespełnionych oczekiwań. Trzeba jednak, jak czyni choćby Grzegorz Studnicki [ 11 ], mieć na uwadze kulturowe zaplecze tej postawy oraz jej implikacje. Na takim tle oznacza więc ona fazę liminalną, separację, moment przełomowy, eskapizm, ryty przejścia przebiegające „w kulturowej ciszy", w stanie symbolicznej śmierci. Wszakże milczenie rytualne, podczas praktyk magicznych czy ukrywania się dotyczy zazwyczaj jakiejś grupy związanej podzielaną dolą. A nawet w powszednich interakcjach „Wiem, ale nie powiem" może konstytuować nową, sytuacyjną wspólnotę jednostek razem posiadających tajemnicę. Wokół owego sekretu tworzy się organizacja grupy, szereg zasad manipulowania kodem werbalnym i pozawerbalnym w zależności od użytku — „wewnętrznego" czy wobec niewtajemniczonych.

Tak oto izolacja może owocować wyłonieniem się spoistej grupy „milczących". Niemówienie wszelako może też wieść do rozbicia np. grupy zadaniowej, zwłaszcza gdy jej przywódca zareaguje nieodpowiednio. Przywołam tu jako przykład negatywne wypowiedzi animatora grupy dyskusyjnej obniżające jej morale w sytuacji milczenia-wycofania: „Nigdy mnie nie słuchacie", „Nic nie można zrobić", „Papka: tutaj nie ma treści!", „Jak zwykle, to strata czasu", „Mówicie same głupoty", „Nigdy nie byliście zdolni do tego, aby się porozumieć", „Daj spokój, pomyśl raczej…", „Dlaczego nic nam nie mówisz?" [ 12 ]. Generalnie pojedyncze osoby milczące w grupie są postrzegane jako niekontaktowe, niekulturalne, zamknięte w sobie, dziwne; jako ignoranci, ponuracy — ale także indywidualiści. Wywołują zakłopotanie tudzież agresję, a w efekcie są ze społeczności wykluczane.

Wiemy też o innym wykluczającym, izolującym milczeniu — narzuconym. Tak jak w wypadku propagandy państw totalitarnych odcinającej obywateli od wydarzeń na świecie, przemilczającej coś lub wybiórczo przedstawiającej i reinterpretującej fakty. Milczenie oznacza reżim, represję. Zwróćmy uwagę, że ograniczony dostęp do wiedzy strukturyzuje społeczeństwo. Kontrola przepływu informacji jest jednym ze znamion władzy. Zakaz wyjawiana pewnych treści lub odzywania się określonych grup odzwierciedla rozwarstwienie społeczne. I może również tworzyć wspólnotę wykluczonych, skupioną wokół języka ezopowego („o czym ty wiesz, a obaj nie możemy mówić"). Ale nie należy zapominać o przemilczeniach w tzw. wolnych mediach, typowych dla komunikacji masowej w krajach szczycących się demokracją. „Cisza medialna", fragmentacja, trywializacja treści czy niedopowiedzenia wypaczają przekaz po prostu w nieco bardziej wyrafinowany sposób niż toporna nowomowa. Wśród znaczących przemilczeń wskazałabym chociażby wyparcie śmierci z dominującego dyskursu zdrowego, pięknego i młodego ciała, a także wybiórcze i zideologizowane tworzenie pamięci narodowej.

Posługiwanie się przemilczeniami przypisać można nie tylko aparatowi władzy, który poprzez „uciszanie kogoś" ma przywracać „porządek", ale w zasadzie każdemu uczestnikowi sfery społecznej, zmuszonemu selekcjonować informacje wpływające na postrzeganie go przez innych. Niekiedy bywa to naprawdę przykrą koniecznością, jak w przypadku osób napiętnowanych [ 13 ], które uczą się ukrywać cechy dyskredytujące, co zazwyczaj bywa dużo trudniejsze niż u przeciętnych ludzi. Piętnem, a zarazem „narzuconym" milczeniem może być kalectwo niemych i głuchoniemych. Jak istotny jest ich kontrolowany rozwój dla zrozumienia przez nich kodu językowego jako takiego, w zajmujący sposób pisał Oliver Sacks [ 14 ]. Ci ludzie są „samoistnie" wyizolowani ze społeczeństwa informacji — ale również odtrąceni na podobieństwo czarnych skrzynek, do których nie ma dostępu. Skoro nie wiadomo, co znajduje się w środku — owo trwałe milczenie nas niepokoi. Jest „nieludzkie".

Uważam bowiem, że milczenie, które w maksymach przyrównane do złota stawia się powyżej „srebrnej" mowy („Milczenia rzadko kto żałował, a mowności często"), ma w powszechnym odczuciu jedynie uwyraźnić i ukonkretnić przekaz werbalny, wyeliminować elementy zbędne, tak aby słowa doskonalej oddawały naszą ludzką racjonalność. Przynajmniej w tradycji Zachodu (o wschodniej, np. buddyjskiej, jeszcze będzie mowa) winno ono potwierdzać mądrość równoznaczną z wiedzą. Zatem milczenie usiłuje się poskromić — podlega ono „obróbce" kulturowej i zostaje zaprzęgnięte do ściśle określonych celów komunikacyjnych (np. istnieją sytuacje, kiedy nie wypada milczeć albo nie wypada się odzywać). Tę reglamentację milczenia wpaja się nam od maleńkości.

Język i milczenie to dwie strony tego samego medalu, bo odnoszą się do świata, orientacji i uczestnictwa w nim. Są na usługach „programu", jakim jest kultura, która „rozporządza", jakie cechy lub elementy otaczającej nas rzeczywistości są lub nie są pomijane, by zbudować z nich uporządkowany obraz kosmosu. Ów program jest nabywany oraz uczestniczy w procesie socjalizacji i interakcji z innymi członkami społeczeństwa. (...) Jednak, aby ten system mógł być skuteczny, wymaga on selekcji oraz wyodrębnienia odpowiednich cech znaczonego do koniecznego minimum [ 15 ].

Zdarzają się oczywiście komunikacyjne gafy, chociażby gdy wbrew oczekiwaniom zalega milczenie, które jest wówczas szczególnie dojmujące („krępujące", np. z ust mającego przemawiać lub w trakcie spotkania rodzinnego z przyszłym zięciem). Może wtedy zaistnieć swoista „spirala milczenia" (o mniej groźnych konsekwencjach niż w przypadku lęku przed ingerencją w czyjeś sprawy, choćby ta osoba cierpiała), częściej jednak ktoś „ratuje sytuację". Podobnie jak w interakcjach rzecz wygląda, moim zdaniem, na płaszczyźnie poznawczej. Samo milczenie jako niedostępność pewnej informacji działa niczym zakazany owoc, wyzwalając chęć rozwikłania zagadki:

(...) można przywołać Eliasa Canettiego, który stwierdza, że milczenie zakłada znajomość tego, co się chce przemilczeć, a więc wiąże się ze świadomym wyborem (...). Tajemnica jednocześnie chroni i zagęszcza. (...) Chęć jej zgłębienia determinuje pewne działania, dając początek plotce (...), ale i odkryciom geograficznym, rozważaniom filozoficznym, religijnym czy aktywności naukowej [ 16 ].

Nie znosimy „białych plam"; pewne obszary pustki są jednak pożądane, a wręcz konieczne - także w komunikacji. I tu powracamy do nadal „czającej się" w tle tych rozważań kwestii ciszy. Nieodzowna okazuje się ona w rozmowie jako zjawisko artykulacyjne (i przeważnie niezauważalna, chyba że ktoś ma trudności z dykcją):

(...) milczenie jest warunkiem sprawnego przebiegu dialogu: ktoś musi milczeć, aby mówić mógł ktoś. Językowi niezbędne wydaje się milczenie, gdyż jest ono swoistym tłem mowy, planem istnienia dla języka. Stanowi nieodzowny składnik rozmowy jako milczenie komunikacyjne — pauzy, zawieszenie głosu, przerwy na oddech potrzebne po to, by wybrzmiały wypowiedzi partnerów — które jest neutralne (...) [ 17 ].

Wbrew pozorom cisza ma niebagatelne znaczenie w komunikacji, chociażby będąc antytezą szumu informacyjnego z klasycznego schematu Shannona i Weavera. Ciekawe, iż zwykle, w przeciwieństwie do milczenia, wartościuje się ją pozytywnie — jako synonim spokoju. Już zresztą dla niemowlęcia (na razie poniekąd niemowy) oznacza bezpieczeństwo i obecność matki, która ucisza je głoską „ććććć" przechodzącą w „śśśś" — szczelinową oraz bezdźwięczną niczym sama cisza [ 18 ]. Ciszę postrzegamy w kategoriach wytchnienia od wszechogarniającego hałasu, ucieczkę od frustracji i lęku, sposób na redukcję napięcia, relaks i refleksję. Na nabranie dystansu. Notabene warto zauważyć, że pośród gwaru (nie-ciszy) zachowujemy dystans i chronimy swą prywatność milczeniem:

Anonimowość mieszkańców dużych miast wymusza milczenie w sytuacjach takich, jak spotkanie na ulicy, w sklepie, w windzie, w miejskim autobusie. (...) Na wsi, gdy ktoś nie odpowie na powitanie, oznacza, że żywi jakąś urazę. W dużym mieście odwrotnie. Słowne powitanie na ulicy kogoś, kogo się dobrze nie zna, zaczyna być odbierane jako nietakt, a w skrajnych przypadkach jako niepożądana ingerencja w prywatność [ 19 ].

Owo milczenie może też być widziane jako samotność w tłumie. Jednak również w stosunku do ciszy używamy epitetów „męcząca" albo „przygniatająca". Często mamy wówczas na myśli ciszę utożsamianą z owym milczeniem, o którym już wspominałam - gdy peszy nas czyjaś obecność lub brakuje tematu do rozmowy. Toteż probierzem prawdziwie bliskiej relacji może okazać się zdolność swobodnego pomilczenia we dwoje. Ważniejszym testem wydaje się wszelako próba „milczenia z samym sobą". Obawiamy się go podskórnie na płaszczyźnie egzystencjalnej, gdzie cisza i milczenie splatają się ze sobą, wespół przypominając śmierć. Cisza kojarzy się bowiem z bezpieczeństwem, ale i ze strachem. Znamy ciszę złowieszczą oraz ciszę izolacji. Pragniemy owego stanu jako antidotum na przeciążenie decybelami, jednak paraliżuje nas cisza absolutna, choćby bez rytmu muzyki. Wydaje mi się, iż chodzi nie tylko o niepokój wywołany tym, że nie mamy samym sobie nic do powiedzenia, lecz wprost o horror silenti. Jak udowodniono, w warunkach deprywacji sensorycznej najbardziej dokucza brak dźwięków. Ale spośród nich najważniejsze są odgłosy ludzkie, i to zwerbalizowane, acz nawet jeśli nie rozumiemy np. obcej mowy, jesteśmy wyczuleni na intonację i zjawiska parawerbalne. Stąd tak relewantna jest funkcja fatyczna języka, stąd też tak często pytamy: „Czemu nic nie odpowiadasz? Czy ty mnie w ogóle słuchasz? O czym myślisz?", choć równie dobrze jak wieszcz wiemy, że „język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie". Mimo to oczekujemy odpowiedzi — dlatego niepokoją nas głuche telefony. „Jest tam kto?" — znaczy w tej perspektywie: „Jest tam ktoś żywy? Czy moje życie jest tylko snem?". Nikt nie chce, żeby było „cicho jak w grobie". Owym rzadko sobie uzmysławianym lękiem łatwo wytłumaczyć zagłuszanie ciszy telewizorem czy radiem. Służą one przeciw nudzie, ale też przeciw rudymentarnemu doznaniu bezsensu — „po co ta cała krzątanina w obliczu nicości?".


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Podziw ≠ religia
Spadkobiercy Wielkiego Wschodu Narodowego

 Zobacz komentarze (4)..   


 Przypisy:
[ 11 ] G. Studnicki, Milczeć — kłamać — działać, czyli od języka do praktyki [w:], Cisza i milczenie..., jw., s. 42.
[ 12 ] A. Cenini, Załogo, co znaczy ta cisza? 35 technik animacji w grupie, tłum. K. Czuba, wyd. Jedność, Kielce 2003, s. 14, 16.
[ 13 ] Por.: E. Goffman, Piętno. Rozważania o zranionej tożsamości, tłum. A. Dzierżyńska, J. Tokarska-Bakir, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2005
[ 14 ] Por.: O. Sacks, Zobaczyć głos. Podróż do świata ciszy, tłum. A. Małaczyński, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 1998
[ 15 ] G. Studnicki, dz. cyt., s. 51.
[ 16 ] Tamże, s. 44.
[ 17 ] E. Wąchocka, dz. cyt., s. 14.
[ 18 ] Por.: T. Rokosz, Pojęcia „cisza" i „milczenie" w ujęciu kognitywnym - prolegomena [w:] Cisza i milczenie..., jw., s. 19.
[ 19 ] Tamże, s. 26.

« Lingwistyka   (Publikacja: 10-01-2011 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Katarzyna Szkaradnik
Studentka polonistyki i kulturoznawstwa na Uniwersytecie Śląskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 821 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365