Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
155.714.612 wizyt
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7301 tekstów. Zajęłyby one 28805 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 300 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Pokarmem umysłu jest poznawanie. Żądza nie trwania czy przetrwania, jak mówisz, lecz pędu, postępu, odkrywania nowych prawd, wydobywanie ich z głębin ziemi, z tkanki roślin, z atomów i z bezmiarów gwiazd, z własnych myśli wreszcie. Poznawanie wszechświata, poznawanie siebie i poznawanie swojej roli we wszechświecie. Tu jest źródło wszelkiej wiedzy, tu kryje się motor nauki. I jakże możesz zmusić..
 Kultura » Sztuka » Filmy i filmoznawstwo » Filmy » Bezbożna pogadanka

Największa zbrodnia religii
Autor tekstu:

Nie mija moda na retuszowanie zbrodni inkwizycji wśród wielu historyków, którzy zniekształcaniem swojej pracy naukowej oddają hołd swojemu zmyślonemu bogu. Niekiedy owi historycy poprzedzają swoje dzieło deklaracją swej wiary. Tak zrobił na przykład we wstępie do Wysp Norman Davies, chlubiąc się swoim uczestnictwem we mszach katolickich wraz z żoną. Po tej inwokacji nastąpiły oczywiście zniekształcenia "ad maiorem dei gloriam". Jako, że Wyspy to historia Wysp Brytyjskich, a ich mieszkańcy brali między innymi udział w wyprawach krzyżowych, historyk z Oksfordu przytoczył jeden dokument na tysiące innych (których nie przytoczył), gdzie nabożny duchowny namawia do łaski dla mieszkańców muzułmańskiego miasta. W dalszej części dokumentu czytamy, że jednak nic z tej łaski nie wyszło, ale o tym już Davies nie wspomniał. „Dowiadujemy" się też, że kolonializm był w gruncie rzeczy dobry, bo zaniósł dzikim ludom chrześcijaństwo, czyli, jak sugeruje profesor historii z Oksfordu, „prawdziwą wiarę". Kolega Dawkinsa z uczelni (jak różnie układają się ludzkie ambicje, postawy i losy!) dokonuje swoich zabiegów sprytnie, powołując się mimochodem na opinie innych, albo wprowadzając dyskurs bardziej swobodny i potoczny, tam, gdzie czuje, iż wysławianie urojonego boga wymaga szczególnie głębokiego retuszu historii.

Podobnych retuszów dokonują często rodzice wobec swoich dzieci. Jeśli są religijni, chcą oni często wdrożyć swoje pociechy w zasady egzystencji w mitycznej krainie wiary, nie zaś w ten świat, który widać za oknem. Jest to proces, który można by nazwać obrzezaniem umysłu (i nie chodzi mi tu bynajmniej tylko o judaizm i islam — ten typ obrzezania jest charakterystyczny dla wszystkich religii). Dlaczego dorośli robią to swemu potomstwu? Główną przyczyną jest to, że sami mieli w swojej młodości obrzezywany umysł. Tak samo zresztą działają obrzezania narządów płciowych — rządzi zasada „ojciec/matka to zrobił(a), więc i ja muszę". Czasem to oznacza usuwanie narządów płciowych do kości własnej wnuczce, ale co tam — obrzezanie musi być… Niektóre wnuczki giną, ale przecież i tak posłano je do mitycznej krainy wiary, więc niezależnie od tego, czy przeżyją obrzezanie, czy też nie, znajdą się we właściwym miejscu. Za sprawą swoich najbliższych, głęboko wierzących i powtarzających, żywi, młodzi ludzie stają się tylko elementami mitu, który nawet dla rodziców bywa cenniejszy od dzieci.

Widzimy to w dumie niektórych muzułmańskich matek z dzieci walczących samobójczo w obronie islamu. Widzimy to u Świadków Jehowy, napawających się „prawdami" zawartymi w Biblii i zabijających dziecko, jeśli jest taka sytuacja i taka możliwość, przez odmowę zezwolenia na transfuzję krwi. Ponad dzieckiem postawiona jest (i to przez rodziców!) mitologiczno — religijna refleksja na temat krwi dokonana przez mało inteligentną osobę żyjącą w głębokiej starożytności. Niestety, osoby żyjące w XXI wieku uważają, iż owa mało inteligentna osoba „słyszała boga prawdziwego" i ten pogląd jest niekiedy cenniejszy od własnych dzieci. Nie tylko zabijanie i obrzezanie krzywdzi dzieci. Mamy Amiszów, jedną z religii chrześcijańskich, którzy z uwagi na swój ulubiony mit postanowili żyć w XVII wieku, stroniąc od współczesnej nauki, w tym medycyny. Dzieci mają faktyczny obowiązek powielenia decyzji rodziców. Nie dla nich uczestniczenie w XXI wieku, w jego odkryciach i wyzwaniach. Słabo wykształceni ludzie z bliskowschodniej starożytności nie pisali o biologii, chemii, matematyce, kosmonautyce, etc. Więc dziecko nie zostanie biologiem, chemikiem, matematykiem, czy kosmonautą, „bo bóg tak chciał", bo musi żyć w krainie mitu, która jest cenniejsza od rzeczywistości, dla której można poświęcać nie tylko siebie, ale i wszystkich dookoła, bez ich wiedzy, jak choćby niemowlęta podczas katolickiego chrztu.

„Amisze są radykalni" - stwierdzi ktoś wierzący w głównonurtową religię chrześcijańską. Czy rzeczywiście? Czy katolickie albo luterańskie dzieci nie są zachęcane do życia w mitycznej krainie, kosztem rzeczywistości? Czy podobnie jak Amiszom, Świadkom Jehowy, czy muzułmanom nie sugeruje się im, aby poświęciły swoją swobodę umysłową, swoją uczciwość intelektualną, dla pomysłów antycznych pasterzy kóz (tudzież ich władców)?

Owo przedkładanie mitu ponad rzeczywistością nawet (a może zwłaszcza), gdy chodzi o los własnych dzieci, ma ogromny zasięg. Dotyczy najpewniej miliardów ludzi na świecie, można przypuszczać, że większości, nawet po odliczeniu wrażliwszych ludzi wierzących, którzy starają się nie narzucać swoich mitycznych prawd potomstwu, albo robić to na zasadzie delikatnej propozycji. Religijna indoktrynacja nie opuszcza głów młodych pokoleń łatwo. Mózgi są obrzezane i rany w nich pozostawione mogą być głębokie i nieuleczalne. Nie wszystkie ubytki mogą się też zregenerować... Przeszkadza to wybrać zawód odkrywcy świata, naukowca, prawdziwego humanisty. Pomaga, nawet niewierzącym z obrzezanymi mózgami, fascynować się różnymi newageowskimi koncepcjami, mistycyzmem, ezoteryzmem, buddyzmem i jogą. Z tych zainteresowań powstają nowe religie, czas im poświęcany nie jest wykorzystywany na rzeczy rzeczywiście twórcze i pożyteczne, zarówno dla pojedynczego człowieka jak i dla społeczeństwa.

W powyższych rozważaniach zbliżyłem się do tego, co uważam za największą zbrodnię religii. Uważam, że żyjemy w czasach przełomu — możemy iść dalej, rozwijać możliwości swoje i całej ludzkości, albo też możemy osunąć się z powrotem w krainę krwawego, religijnego mitu. Proces obrzezania mózgów ma się wciąż dobrze i ciężko powiedzieć, że zanika. Dalsza część moim rozważań dotyczących największej zbrodni religii zawarta jest w moim kolejnym filmiku z cyklu „Bezbożna pogadanka":

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (56)..   


« Bezbożna pogadanka   (Publikacja: 18-10-2012 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jacek Tabisz
Prezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Historyk sztuki, poeta i muzyk, nieco samozwańczy indolog, muzykolog i orientalista. Publikuje w gazetach „Akant”, „Duniya” etc., współtworzy portal studiów indyjskich Hanuman, jest zaangażowany w organizowanie takich wydarzeń, jak Dni Indyjskie we Wrocławiu.

 Liczba tekstów na portalu: 118  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Klerykalizacja, czy sekularyzacja?
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 8435 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365