Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
149.707.640 wizyt
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7287 tekstów. Zajęłyby one 28732 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 620 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Kto zna swoją głupotę, nie jest wielkim głupcem."
 Nauka » Nauka i religia

Neutralna nauka [1]
Autor tekstu:

Artykuł Piotra Bylicy „Nauka światopoglądowo neutralna?" (http://www.fronda.pl/a/nauka-swiatopogladowo-neutralna,27506.html), poprzedzony lekturą wcześniejszego wykładu tego samego Autora (http://www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf), trochę mną poruszył. Oba artykuły dzieli 9 lat i upływ czasu wyraźnie dał o sobie znać.

Spójrzmy na początkowe zdania pierwszego, p.t. „Bóg luk a granice nauki", wygłoszonego na III Filozoficznym Forum Młodych, w 2004 roku, w Lublinie:  

W moim wystąpieniu spróbuję bronić dość silnej i ryzykownej tezy, że współczesna nauka nie pozostawia żadnych luk ani w naszej wiedzy (nie mam bynajmniej na myśli tego, że wszystkie problemy zostały już przez naukę rozwiązane), ani w porządku świata, których wyjaśnienie wymagałoby odwołania do jakiejś nadnaturalnej, transcendentnej sfery postulowanej przez religie teistyczne.

Sytuacja taka ma miejsce na przykład w tak istotnych dla światopoglądu teistycznego kwestiach, jak pochodzenie wszechświata, życia i człowieka bądź natura świadomości.

Będę argumentował, że obraz nauki, skłaniającej do ateizmu, jest wynikiem podstawowego założenia wszelkich badań naukowych, jakim jest postulat naturalizmu metodologicznego oraz roli, jaką pełni nauka we współczesnej kulturze Zachodu.

Wzmocnijmy wrażenie również trzema ostatnimi z tego samego referatu: 

Obraz nauki, jaki promuje się we współczesnej kulturze Zachodu, to właśnie nauka, która wszystko wie, lub będzie wiedziała, dla której nie ma granic. Skoro naturalistyczna nauka wyjaśnia lub może wyjaśnić wszystko, w takim razie cała rzeczywistość musi mieć charakter wyłącznie przyrodniczy. I ponieważ to nauka decyduje, co istnieje, a co nie, to z samych jej założeń wynika, że nie istnieją luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w których byłoby miejsce dla jakiegoś nadnaturalnego bóstwa działającego w materialnym świecie.

Ostatnie zdanie jest może i kontrowersyjne, jeśli je wziąć literalnie, bo, moim zdaniem, nauka nie decyduje, co istnieje, a czego nie ma, lecz odkrywa, co jest, czasem potwierdza czyjś domysł lub mu zaprzecza. Potwierdziła np. istnienie atomów, antypodów, ugięcie promieni świetlnych, możliwość uzyskania energii atomowej i termojądrowej, czy prawdziwości twierdzenia Fermata, bo przez pewien czas były to tylko domysły, zaprzeczyła natomiast możliwości kwadratury koła, istnieniu psiogłowców, kosmicznego eteru, flogistonu i jeszcze paru innych tworów, które też były domysłami. Czasem nauka coś wyjaśnia, np. przyczyny kulistości Ziemi, prawa dziedziczności, elektryczne podłoże skurczy mięśni itd.

Sam tytuł artykułu "Nauka światopoglądowo neutralna?, po części pytający, po części oznajmujący, wywołuje pytanie, — co to jest światopogląd i dokładnie, wobec czego, akurat nauka, ma być neutralna? Czy to oznacza, że można mieć światopogląd nie dysponując żadną wiedzą? Chyba nie, bo ludzie najbardziej oddaleni od naszej cywilizacji dysponują doświadczeniem życiowym i ważnymi umiejętnościami, a to już jest zalążek wiedzy, stosowny do warunków ich życia. Mieszkańcowi Amazonii do niczego natomiast nie przyda się znajomość praw kinematyki, jeśli nie będzie umiał posługiwać się dmuchawką czy łukiem, ani znajomość botaniki, jeśli w dżungli nie odróżni rośliny trującej od jadalnej.

Na postawione przez siebie pytanie Autor przezornie jednak nie odpowiada, w każdym razie nie odpowiada jednoznacznie. No cóż, nie zachowałby wtedy światopoglądowej neutralności.

Artykuł, od którego zaczęła się dyskusja na forum, rozpoczyna wstęp, w którym przedstawiony został obraz niemal idealnego uczonego, jaki, rzekomo, ma powszechnie istnieć w głowach ludzi spoza nauki. Dobrze by to było, ale pewne wyczyny uczonych, nie tylko współczesnych i nie tylko naszych, mocno ten obraz zamazują, więc i ten opis jest trochę karykaturą, co zresztą Autor zauważa. Na usprawiedliwienie uczonych zauważmy, że każdy z nich, wcześniej niż stał się uczonym, miał już jakiś światopogląd, ponieważ nie posiada go tylko nowonarodzone dziecko. Nabywa się go niemal od pierwszych dni po urodzeniu, ale co się z tych rozlicznych i sprzecznych bajek, niedomówień i prawd szkolnych oraz życiowych ukształtuje się w światopogląd, tego nikt nie wie. Trudno więc od uczonego wymagać, aby najpierw wyczyścił swój umysł do stanu tabula rasa, a dopiero potem, nic nie pamiętając i nie wiedząc, brał się za badania.

Jeżeli posłużyć się choćby najprostszą definicją światopoglądu, że jest to „względnie stały zespół sądów (często wartościujących), przekonań i opinii na temat otaczającego świata czerpanych z rozmaitych dziedzin kultury, głównie z nauki, sztuki, religii i filozofii", to widać, że jest to dziwne pytanie. Nauka ma być neutralna światopoglądowo, ale nie stawia się takiego wymagania religii, sztuce i filozofii. Jeden z korzeni drzewa światopoglądu ma być neutralny w stosunku do swoich owoców, pozostałe nie muszą. Dlaczego?

O jaką neutralność naprawdę chodzi, wyjaśnia następujący akapit: 

To, czy rzeczywiście twierdzenia nauki na temat badanego przez nią świata są neutralne wobec religii, zależy jednak od odpowiedzi na następujące pytania: 1) Czy nauka rzeczywiście mówi coś o świecie? 2) Jak reguła naturalizmu metodologicznego wpływa na treść teorii naukowych? 3) Jaką religię mamy na myśli? 4) Czy istnieją granice dla naukowych wyjaśnień zdarzeń zachodzących w świecie?

Chodzi więc o neutralność nauki wobec religii, obie są składowymi światopoglądu, choć mam wątpliwości, dlaczego akurat takie pytania mają ujawnić neutralność lub stronniczość nauki wobec religii? Już w pierwszym pytaniu, jak mi się zdaje, zawarte jest założenie, że to religia mówi coś o świecie, zaś nauka plecie jakieś bajki, które stwarzają tylko pozór wiedzy. Ale jest to domysł, zapewne zbyt daleko idący, więc nie będę się upierał.

Z moich życiowych doświadczeń wynika, że nauka, ściślej — uczeni bywają różni. Nauka nie istnieje samodzielnie, ma tylko swoich reprezentantów, podobnie jak religia, sztuka i filozofia, trzymając się tego podziału, nie wiadomo dlaczego wykluczającego filozofię z grona nauk. Reprezentanci wszystkich tych dziedzin są omylni, uparci, zawistni, ale też przewidujący, życzliwi i wielkoduszni. Bywa, że naukowiec jest religijny, bywa, że duchowny jest uczonym.

Okazuje się, że uczony może mieć wszystkie wady, być stronniczy wobec wszystkiego, tylko nie wobec religii. Może pleść dowolne bzdury na dowolny temat, urągające logice lub wiedzy takiego jak on sam uczonego, natomiast, co może wobec religii, tego nie wiadomo. Tzn., wiadomo — może chwalić, podnosić pod niebiosa jej zasługi, nawet wielbić poszczególne osoby, byle by nie powiedział niczego dwuznacznego, krytycznego, niezgodnego z przyjętymi wierzeniami, a co mogłoby podważyć wiarę maluczkich lub wprawić w zakłopotanie większych i wielkich.

Odpowiedzi na te pytania są proste: 1) tak, wszystko, co wiemy o świecie, pochodzi od nauki, 2) ruguje fałszywe, 3) wszystkie, 4) nie ma. Co ważne, ale i zrozumiałe, takich odpowiedzi udzieli uczony dowolnej nacji i dowolnego wyznania, przynajmniej tak mi się wydaje.

A zastąpmy w dwu pytaniach słowo 'nauka' słowem 'religia', wtedy zestaw przedstawiać się będzie tak: 1) Czy religia rzeczywiście mówi coś o świecie? 2) Jak reguła naturalizmu metodologicznego wpływa na treść teologii? 3) Jaką religię mamy na myśli? 4) Czy istnieją granice dla naukowych wyjaśnień zdarzeń zachodzących w świecie? Różnica pozornie niewielka. A jak będą wyglądać odpowiedzi? Ano tak: 1) nie, 2) nijak, 3) wszystkie, prócz mojej 4) są. Co równie ważne i równie zrozumiałe, takiej odpowiedzi udzieli teolog dowolnego wyznania, przynajmniej tak mi się wydaje.

Z innej strony patrząc, to naukowcy, przynajmniej obecnie, mają względnie łatwe życie. Jeśli jakiś artysta próbuje wykazać się zbytnią stronniczością, to od razu podnosi się krzyk o obrazie uczuć, zwłaszcza religijnych, narodowych lub patriotycznych. Wskazania, że jego dzieło jest pozbawione walorów estetycznych, artystycznych, choćby nawet tylko warsztatowych, należą do rzadkości. Sądy nakładają na nich różne kary lub uchylają się od ich wymierzania, w każdym jednak razie artystom przysparza to chwilowej popularności ale i problemów życiowych. Takich zarzutów wobec uczonych, nawet genetyków, nikt nie podnosi, mogą za to nasłuchać się o braku etyki, o przekraczaniu nieprzekraczalnych granic, bawieniu się w Pana Boga lub jego zastępowaniu. Jedynie zdenerwowani Włosi posadzili za kratki swoich wulkanologów i sejsmologów za brak ostrzeżeń przed trzęsieniem ziemi, ale w końcu jest to wypadek odosobniony.

Jeżeli pytamy o kryterium wyznaczające granice stosowania naturalizmu metodologicznego, to równie dobrze można zapytać każdą religię o analogiczne kryterium wyznaczające początek sfery nadnaturalnej, granice i sposoby jej działania. Tylko, że wyznaczenie takich granic oznacza jednocześnie odebranie sobie prawa do wypowiadania się na temat tego wszystkiego, co bada nauka, od początku istnienia Wszechświata aż po jego kres, powstania życia, pochodzenia człowieka, pochodzenia moralności, wierzeń, całej kultury oraz zamyka drogę przed wypowiadaniem się na temat tego, co przyniesie życie. Spełniając ten warunek trzeba zrezygnować z wielu opowieści dotyczących czasów zamierzchłych, co nie byłoby może takie straszne i jest do zrobienia, ale również z opowieści na tematy aktualne i paru dogmatów. Jest to zadanie niewykonalne politycznie, bo co by wtedy zostało dla uczonych teologów? Zapewne nie doszłaby do skutku żadna beatyfikacja i kanonizacja.

Gdyby takie kryterium chciano sformułować, wtedy trzeba by przyznać rację Williamowi Provine, który powiedział:  Nie ma żadnych bogów, żadnych celowo działających sił. Żadnego życia po śmierci, — gdy umrę, to jestem zupełnie pewien, że będę absolutnie martwy! To będzie mój koniec. Nie ma żadnej ostatecznej podstawy dla etyki, żadnego ostatecznego sensu życia ani także ludzkiej wolnej woli., oraz Stephenowi Gouldowi: Żaden interweniujący duch nie spogląda z miłością na to, co dzieje się z przyrodą, (choć Newtonowski Bóg mógł nastawić całą machinę na początku czasów i potem puścić ją w bieg). Żadne witalne siły nie popychają ewolucyjnych zmian. I cokolwiek myślimy o Bogu, jego istnienie nie przejawia się w przyrodzie.  Te właśnie myśli przytoczył w swoim wcześniejszym wykładzie Autor obu artykułów.


1 2 Dalej..
 Zobacz komentarze (9)..   


« Nauka i religia   (Publikacja: 18-04-2013 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jerzy Neuhoff

 Liczba tekstów na portalu: 97  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Paradoks
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 8907 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365