Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
147.094.562 wizyty
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7281 tekstów. Zajęłyby one 28729 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 3383 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Mój ateizm budzi się z letargu wówczas, gdy prywatna wiara staję się sprawą publiczną; kiedy ktoś próbuje zorganizować życie innym na podstawie własnych psychopatologii.
« Społeczeństwo  
Niewolnictwo naszych czasów [1]
Autor tekstu:

Spis treści:
1. Tragarze pracujący trzydzieści siedem godzin
2. Obojętność społeczeństwa na zagładę ludzi
3. Usprawiedliwienie istniejącego systemu za pomocą nauki
4. Założenie nauki ekonomicznej, iż wszyscy rolnicy muszą wejść w system fabryczny
5. Dlaczego uczeni ekonomiści głoszą nieprawdę?
6. Bankructwo ideału socjalistycznego
7. Kultura czy wolność?
8. Niewolnictwo istnieje wśród nas
9. Czym jest niewolnictwo?
10. Prawa dotyczące podatków, ziemi i własności
11. Prawa — przyczyna niewolnictwa
12. Istotą prawodawstwa jest zorganizowana przemoc
13. Czym są rządy? Czy możliwe jest życie bez rządów?
14. Jak można znieść rządy?
15. Co powinien zrobić każdy człowiek?
16. Posłowie

Tekst opublikowany dzięki uprzejmości: Periodyku Humanistycznego Jasna Polana

*

1. Tragarze pracujący trzydzieści siedem godzin

Pewien mój znajomy, który pracuje na kolei, na linii Moskwa — Kursk, w trakcie rozmowy wspomniał, iż mężczyźni ładujący towary na wagę, pracują trzydzieści sześć godzin.

Chociaż w pełni akceptowałem prawdomówność rozmówcy, nie mogłem mu uwierzyć. Myślałem, że myli się lub przesadza, bądź też źle go zrozumiałem.

Jednakże mój znajomy opisał warunki wykonywania tej pracy tak dokładnie, iż nie pozostawało żadnych wątpliwości. Powiedział mi, że na Stacji Kurskiej w Moskwie pracuje dwieście pięćdziesięciu takich tragarzy. Są podzieleni na pięcioosobowe grupy, pracują na akord i otrzymują od rubla do półtorej za każde szesnaście ton załadowanych lub rozładowanych towarów.

Przychodzą rano, pracują cały dzień i całą noc, rozładowując wagony, a kiedy kończy się noc, zaczynają je załadowywać, pracując w ten sposób do wieczora. W ciągu dwóch dób mają jedynie jedną noc na sen.

Ich praca polega na rozładowywaniu i przenoszeniu bali ważących po sto, sto dwadzieścia, a nawet sto pięćdziesiąt kilo. Dwóch ludzi umieszcza bale na plecach pozostałych trzech, którzy je przenoszą. Taką pracą zarabiają mniej niż rubla dziennie. Pracują ciągle, bez świąt.

Opis dany przez mego znajomego był tak drobiazgowy, iż nie można było w niego wątpić. Mimo to postanowiłem zweryfikować fakty osobiście. Udałem się więc na stację towarową.

Znalazłszy mego znajomego na stacji, powiedziałem mu, iż osobiście chciałbym zobaczyć rzeczy, o których mi opowiadał.

— Nikt, komu o tym mówię, nie wierzy mi — powiedziałem.

Nie odpowiadając, mój znajomy krzyknął do kogoś:

— Nikita, chodź tutaj! — Z budynku wyszedł wysoki, przygarbiony robotnik w podartym płaszczu. — Kiedy zacząłeś pracę?

— Kiedy? Wczoraj rano.

— A gdzie spędziłeś ostatnią noc?

— Oczywiście rozładowywałem.

— Pracowaliście w nocy? — upewniłem się.

— Oczywiście.

— A kiedy dzisiaj zaczęliście pracować?

— Rano, a kiedy mieliśmy zaczynać?

— Kiedy skończycie pracę?

— Skończymy, kiedy nam pozwolą!

Podeszło do nas pozostałych czterech robotników z grupy. Wszyscy mieli na sobie tylko zniszczone płaszcze, chociaż panował siarczysty mróz.

Zacząłem wypytywać ich o warunki pracy. Definitywnie zaskoczyłem ich swoim zainteresowaniem tak prostą i naturalną rzeczą, jak trzydziestosześciogodzinny dzień pracy.

Wszyscy pochodzili ze wsi, w większości byli to moi krajanie z Tuły. Niektórzy jednakże przybyli z Oryolu, a inni z Weroneszy. W Moskwie mieszkali w kwaterach; niektórzy ze swoimi rodzinami, ale większość z nich bez rodzin. Ci, którzy przybyli tutaj sami, wysyłali zarobki do domu.

Żywili ich przedsiębiorcy. Jedzenie kosztowało ich dziesięć rubli miesięcznie. Nie zwracali uwagę na post, zawsze jedli mięso.

Ich praca zajmowała im więcej niż trzydzieści sześć godzin, ponieważ sama droga z kwater trwała pół godziny, a poza tym, zawsze trzymano ich w pracy dłużej niż ustalony czas.

Płacąc za wyżywienie, zarabiali w takiej trzydziestosiedmiogodzinnej pracy około dwudziestu pięciu rubli na miesiąc.

Na moje pytanie, dlaczego wykonują tak katorżniczą pracę, odpowiedzieli:

— A do kogo mamy się zwrócić?

— Ale pracować trzydzieści sześć godzin bez przerwy? Czy nie można zorganizować pracy na zmiany?

— Robimy, co się nam każe.

— Tak, ale dlaczego się zgadzacie?

— Zgadzamy się, ponieważ musimy się wyżywić. Jeśli nam się nie podoba, możemy odejść. Jeżeli spóźnisz się choćby o godzinę, twój kontrakt jest zerwany. Dziesięciu ludzi gotowych jest do zajęcia twego miejsca.

Wszyscy z nich byli młodzi, tylko jeden był trochę starszy, może około czterdziestki. Ich twarze były wychudzone, o zmęczonych oczach, jakby byli pijani. Szczególnie uderzył mnie wygląd przygarbionego robotnika, z którym rozmawiałem najpierw — jego oczy pełne były dziwnego znużenia. Spytałem go, czy przypadkiem nie pił dzisiaj.

— Nie piję — odpowiedział w zdecydowany sposób, w jaki niepijący ludzie zawsze odpowiadają na to pytanie. — Również nie palę — dodał.

— A czy inni piją? — zapytałem.

— Tak, to tutaj normalne.

— Praca nie jest lekka, a alkohol zawsze dodaje trochę siły — powiedział starszy robotnik.

Ten mężczyzna pił już tego dnia, ale w ogóle nie dawało się tego zauważyć.

Po rozmowie, poszedłem obserwować pracę.

Przechodząc obok długich rzędów towarów, natknąłem się na robotników, którzy powoli pchali załadowany wagon. Dowiedziałem się później, iż ludzie ci musieli sami umieścić wagon na torach i oczyścić platformę wyładunkową ze śniegu, nie otrzymując za to ani grosza. Zawarte jest to w „Warunkach Zatrudnienia". Robotnicy ci byli równie obszarpani, jak ci, z którymi rozmawiałem wcześniej. Kiedy umieścili wagon na miejscu, podszedłem i spytałem, kiedy zaczęli pracę i kiedy jedli posiłek.

Powiedzieli mi, że zaczęli pracować o siódmej i właśnie jedli.

— Kiedy kończycie?

— Czasami nie wcześniej niż dziesiąta — odpowiedzieli mężczyźni, jakby chwaląc się swoją wytrzymałością. Widząc moje zainteresowanie ich sytuacją, otoczyli mnie i najprawdopodobniej uważając mnie za inspektora, przekrzykując się nawzajem, przekazali mi swoją główną skargę: mieszkanie, w którym mogli się czasem ogrzać i wyrwać godzinę snu pomiędzy dniem pracy a nocą pracy, było przepełnione. Wszyscy z nich wyrazili wielkie niezadowolenie z tego powodu.

— Czasami gnieździ się tam ze stu ludzi, nie ma się gdzie położyć, nawet miejsca pod półkami są zajęte. Możesz sam zobaczyć, to blisko — usłyszałem.

Pomieszczenie z pewnością nie było wystarczająco duże. W małym pokoiku około sześćdziesięciu osób mogłoby znaleźć miejsce do spania na półkach.

Kilku z mężczyzn weszło ze mną i zaczęło przekrzykiwać się w skargach o ubóstwie kwatery.

Ci ludzie, którzy przy siarczystym mrozie, bez porządnych płaszczy, noszą na plecach stupięćdziesięciokilowe ładunki przez trzydzieści sześć godzin; którzy karmią się zupą, nie wtedy, gdy są głodni, ale kiedy pozwoli im na to nadzorca; którzy mieszkają w warunkach gorszych niż konie pociągowe — wydawało się dziwne, że ci ludzie skarżyli się tylko na złe warunki pomieszczenia, do którego przychodzili się ogrzać. Jednakże, choć na początku wydawało mi się to dziwne, kiedy zrozumiałem głębiej ich sytuację, to pojąłem, jaką mękę czują ci ludzie, którzy nigdy nie otrzymują dość snu, zawsze pozostający na granicy zamarznięcia, kiedy zamiast odpoczynku i ogrzania się, muszą spać na brudnej podłodze pod półkami, gdzie w dusznym, cuchnącym powietrzu, stają się jeszcze słabsi i bardziej złamani.

Być może tylko podczas tej nędznej godziny próżnych wysiłków odpoczynku i snu, boleśnie zdają sobie sprawę ze straszliwości tej trzydziestosześciogodzinnej, niszczącej życie pracy, i dlatego właśnie oburzają się tak pozornie nieznaczącymi okolicznościami, jak zatłoczenie pomieszczenia.

Przyjrzałem się jeszcze kilku grupom przy pracy, porozmawiałem z kilkoma robotnikami, i po usłyszeniu od nich tej samej historii, wróciłem do domu, przekonany teraz, iż mój znajomy mówił prawdę.

Było prawdą, iż dla utrzymania się, ludzie uważający się za wolnych, uważali za konieczne podjęcie się pracy, do której za czasów niewolnictwa, żaden pan, jakkolwiek okrutny, nie wysłałby swoich niewolników. Nie mówiąc już o właścicielu niewolników; nawet dorożkarz nie zmusiłby konia do takiej pracy, gdyż koń kosztuje pieniądze i marnotrawstwem byłoby zmuszenie go do takiej nadmiernej pracy, która skróciłaby życie tego wartościowego zwierzęcia.

2. Obojętność społeczeństwa na zagładę ludzi

Zmuszać ludzi do pracy przez trzydzieści siedem godzin bez przerwy jest nie tylko okrutne, ale i nieekonomiczne. A jednak takie nieekonomiczne marnowanie ludzkiego życia ma ciągle miejsce wokół nas.

Naprzeciwko domu, w którym mieszkam, stoi fabryka jedwabiu, wybudowana z użyciem najnowocześniejszych ulepszeń. Pracuje tam i mieszka około trzech tysięcy kobiet i siedmiuset mężczyzn. Siedząc teraz w moim pokoju, słyszę nieprzerwany zgiełk maszyn i wiem, bo tam byłem, co oznacza ten hałas. Trzy tysiące kobiet stoi przez dwanaście godzin dziennie przy krosnach, w ogłuszającym zgiełku; nawijając, odwijając, układając jedwabne nici, aby stworzyć jedwabne tkaniny. Wszystkie kobiety, oprócz tych, które dopiero co przybyły ze wsi, mają niezdrowy wygląd. Większość z nich prowadzi niemoralne i nieumiarkowane życie. Prawie wszystkie, zamężne, czy niezamężne, kiedy tylko urodzi się im dziecko, wysyłają je bądź na wieś, bądź też do schroniska dla podrzutków, gdzie osiemdziesiąt procent z nich ginie. Ze strachu o utratę zatrudnienia matki wracają do pracy już pierwszego albo najwyżej trzeciego dnia po porodzie.


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 Dalej..
 Zobacz komentarze (3)..   


« Społeczeństwo   (Publikacja: 01-08-2014 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Lew Tołstoj
Hrabia żyjący w latach 1828-1910. Rosyjski powieściopisarz, dramaturg, krytyk literacki, myśliciel, pedagog. Jeden z najwybitniejszych przedstawicieli realizmu w literaturze europejskiej. Klasyk literatury rosyjskiej i światowej. Uchodził za najwyższy autorytet moralny w Rosji na przełomie XIX-XX w. Jego idee „nieprzeciwstawiania się złu przemocą” miały znaczący wpływ na poglądy Mahatmy Gandhiego i Martina Luthera Kinga. Ponadto twórca koncepcji samodoskonalenia moralnego jednostki oraz programowego antyestetyzmu i postulowania sztuki moralistycznej. Pod wpływem jego religijnych i moralnych idei powstała nowa doktryna społeczno-religijna tołstoizm.

 Liczba tekstów na portalu: 2  Pokaż inne teksty autora
 Poprzedni tekst autora: Spowiedź
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 9708 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365