Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
158.553.968 wizyt
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7305 tekstów. Zajęłyby one 28821 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 910 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Człowiek mądry więcej pożytku wyciągnie z posiadania wrogów, niż głupiec z posiadania przyjaciół."
 Państwo i polityka » Stosunki międzynarodowe

Racjonalizm polityczny czyli poza dobrem i złem [1]
Autor tekstu:

Spis treści:

  • Demoniczny Putin
  • Demoniczny islamizm
  • Interes Polski
  • Co łączy nas z Zachodem?
  • Co łączy nas ze Wschodem?
  • Dlaczego islam skazany jest na sukces

*

Mediokracja ma ten feler, że uruchamia scentralizowane sterowanie emocjami społecznymi, które skutecznie tłumią u większości zdrowy rozsądek. W konsekwencji ludzie patrzą na politykę jak na starcie dobra i zła, podczas kiedy polityka to sfera spoza dobra i zła. Polityka, zwłaszcza wielka międzynarodowa, to konfrontacje interesów, w których nie ma ani dobra ani zła ogólnego. To co jest dobre dla jednych, jest złe dla drugich. Co więcej, jest to generalnie zjawisko pozytywne, gdyż presja to siła rozwojowa.

Wbrew pozorom myślenie poza dobrem i złem w polityce (!) nie jest szkodliwe czy „złe", przeciwnie. To myślenie kategoriami dobra i zła jest ryzykowne, gdyż prowadzi do demonizacji lub dehumanizacji wrogów, zamiast widzieć w nich jedynie przeciwników. Niektórzy uważają, że nazizm był modelowym przykładem polityki poza dobrem i złem. Jest to nieprawda: eksterminacyjne idelogie polityczne takie jak nazizm były jedynie przeniesieniem do życia społecznego zasad życia przedspołecznego — takich jak walka o byt i przetrwanie najsilniejszych (darwinizm). Destruktywna siła tej ideologii nie była przejawem amoralizmu politycznego, lecz jego spotęgowaniem: połączenie darwinizmu biologicznego z demonizacją i dehumanizacją wrogów oraz jednostek upośledzonych biologicznie oraz psychicznie.

Optyka amoralna prowadzi do skutku przeciwnego: humanizacji przeciwników. Moralista w przeciwnikach widzi wrogów i ma naturalną skłonność obciążać ich wszelkimi negatywnymi cechami. Amoralista widzi w swoim przeciwniku człowieka z inaczej ułożonym interesem, który ma swoje racje, sprzeczne z moimi racjami, z którym nie musi się zgadzać, ani go lubić, choć może się czegoś odeń nauczyć. Dehumanizacja jest ostateczną konsekwencją moralistyki. Tylko Złego możemy przestać uważać za człowieka.

Weźmy to na przykładzie: wojujący islamiści oraz Putin.

W polskiej prasie od lat dominuje bezrozumna moralistyka polityczna, prowadząca do demonizacji tylko dlatego, że tak jedni jak i drugi są naszymi przeciwnikami.

Demoniczny Putin

Prasa celuje w odmalowywaniu demonicznego Putina. Nawet ta nieco bardziej świadoma cząstka odbiorców, która zdaje sobie sprawę z prostackości tej propagandy, mało kiedy potrafi wyjść poza retorykę dobra i zła. Jedni mówią, że Putin jest zły, bo chce nas znów podbić, inni głoszą, że jest dobry, bo dba o swój kraj i chroni Ukrainę przed faszyzmem. Putin nie jest ani dobry ani zły. Nie jest dobry, bo dla nas jego polityka nie jest korzystna. Nie jest też zły, gdyż powstrzymał degradację postsowieckiej Rosji. Jego polityka jest dla Rosji dość korzystna, trudno traktować poważnie tych, którzy twierdzą, że najlepiej byłoby Rosji zaaplikować demokrację w stylu amerykańskim. Optymalne ustroje polityczne i gospodarcze zależą bardziej od warunków naturalnych aniżeli jesteśmy skłonnić podejrzewać. Być może kiedyś Rosja będzie dojrzała na inną formę ustrojową, lecz dziś raczej nie jest. Nawet to że Rosja dąży do kontroli państw Europy Środkowej i Wschodniej nie czyni Putina tym złym. Jest to zwykły interes Rosji, by mieć kontrolę nad krajami przez które biegną rury gazu i ropy do ich odbiorców docelowych, gdyż budżet Rosji opiera się w dużej mierze na surowcach.

W istocie Rosja jest mniej straszna niż chcieliby tego nasi straszyciele, gdyż jest to nie tyle neoimperializm, co próba zachowania wpływów i status quo. Problem Rosji polega na tym, że obecnie przed Europą rozpościerają się coraz większe możliwości uwolnienia się od rosyjskich surowców oraz poważnego ich zdywersyfikowania. W istocie Rosja w ciągu kilku lat może pogrążyć się w wielkich tarapatach ekonomicznych.



To jednak, że Rosja ma swoje racje dla bieżącej polityki, nie oznacza, że nie powinniśmy patrzeć przede wszystkim na własny interes. A naszym jest budowanie niezależności energetycznej. To że Putin jest dobry dla Rosjan nie oznacza, że jest czy będzie dobry dla Polaków. Nie powinniśmy go jednak demonizować, gdyż kiedyś może być tak słaby i zagrożony kryzysem, że mógłby mieć interes do bardziej partnerskiej współpracy z Polską.

Demoniczny islamizm

Islamizm jest jeszcze trudniejszym tematem. Islamizm jest bardziej koncepcją polityczną niż religią — i jako taki jest formą narodowowyzwoleńczej walki z Zachodem, z neokolonializmem Zachodu, który od rozbiorów Imperium Osmańskiego wysysa ekonomicznie Bliski Wschód. Jest to generalnie forma ludowej rebelii, wymierzona zarówno w Zachód, jak i lokalne elity, które pasożytują tam na społeczeństwach. Fundamentalizm islamski chroni te społeczeństwa przed amerykańską (i szerzej: zachodnią) ideologią, która zgrabnie usprawiedliwiłaby istniejące status quo, gasząc nastroje buntu.

Nie oceniam fundamentalizmu islamskiego przez pryzmat abstrakcyjnych zachodnich wartości, które w położeniu tych społeczeństw nie stanowiłyby żadnych atutów. Przeciwnie wręcz: wolność religijna, przy przemożnej sile ekonomicznej Zachodu, doprowadziłaby tam do podziałów religijnych w społeczeństwach, które zamiast skupiać się na walce z wrogiem neokolonialnym, zaczęłyby walczyć same ze sobą. Wolność religijna jest atutem w kraju suwerennym, gdzie władza dba o interes społeczeństwa, niwelując konflikty społeczne. Nie jest natomiast atutem w społeczeństwach w których władza ma charakter pasożytniczy wobec społeczeństwa.

Fundamentalizm islamski jest całkowicie obliczony na walkę. Nawet te jego cechy, które są traktowane jako wady muzułmańskie, są elementem strategii. Np. muzułmanie pasożytują na zachodnich systemach socjalnych, doskonale wykorzystując słabości tych systemów dla ich całościowego osłabiania. To jak forma szachów. Muzułmanie pasożytujący na socjalu to dla rządów zachodnich problem z którego nie ma wyjścia bez strat: Zachód albo zawiesi na kołku swoje wartości wolności i równości, albo dalej będzie brnął ku ekonomicznemu wykolejeniu. Ich nieasymilowanie się z zachodnimi kulturami to także atut dla sprawy Bliskiego Wschodu. Nie byłoby nic gorszego, gdyby muzułmanie byli wchłaniani i rozpływali się w zachodnich społeczeństwach.

Bardziej dwuznaczny jest natomiast terroryzm islamski, który często wydaje się być bardziej w interesie Zachodu (dzięki niemu społeczeństwa Zachodu nie identyfikują się z walką narodowowyzwoleńczą Bliskiego Wschodu, coraz mocniej nienawidzą muzułmanów), choć w gruncie rzeczy służy także długofalowym celom świętej wojny — dzięki niemu Zachód systematycznie ogranicza wolność swoich społeczeństw, które żyją pod wieloma względami bardziej inwigilowane aniżeli społeczeństwa mniej rozwinięte.

Bliski Wschód zamierza udowodnić Europie, że nie jest wcale ostoją wolności, równości i braterstwa, ergo: jej poczucie wyższości i misjonarstwa, którym usprawiedliwia się praktyki neokolonialne — jest czystą iluzją służącą racjonalizowaniu brudnej gry interesów.

Święta wojna nie jest zatem starciem dobrego Zachodu ze złym Bliskim Wschodem, lecz procesem emancypacyjnym. Nie ma tutaj żadnego znaczenia, że odbywa się to za pomocą bardzo brudnych środków. Zwłaszcza Polacy nie mogą o tym zapominać, że droga do niepodległości nie jest usłana różami. Nasi liderzy też byli terrorystami, zamachowcami, rabusiami (vide napad rabunkowy na pociąg w 1908 czterech późniejszych premierów II RP pod wodzą Piłsudskiego). Była to mniejsza skala niż dziś, gdyż teatr działań też był znacznie mniejszy, regionalny, a nie jak dziś — globalny.



Kiedy ta wojna się zakończy i Zachód przegra — świat się nie skończy. Będzie to tylko kolejna fluktuacja cywilizacyjna, która raz wywyższa jeden region świata, raz inny. Być może będziemy świadkami pełnego obrotu koła historii w którym palma cywilizacyjna powróci do tego regionu, gdzie zaczęła kwitnąć nasza cywilizacja — czyli w region Sumeru. Często zapominamy, że kultura europejska zaczęła się właśnie w Zatoce Perskiej.

Region ten do niedawna był tylko światowym centrum ropy naftowej (Arabia Saudyjska), dziś wiadomo także, że jest światowym centrum gazu (Iran), więc ma potencjał, by pokonać Zachód.

Interes Polski

Usprawiedliwiam zatem islamizm oraz uważam, że ma duże szanse na zwycięstwo, co jednak nie oznacza, że się z nim utożsamiam czy że przestaje on być moim przeciwnikiem. Mieszkam tu gdzie mieszkam, w takiej a nie innej kulturze i muszę liczyć się z tymi uwarunkowaniami.

Od trzeźwego rozpoznania tej sytuacji może zależeć także czy staniemy się stroną tego konfliktu czy jedynie sąsiadem. Mamy szansę na to, by nie stać się stroną, lecz wymagać to będzie przeorientowania politycznego. Wplątanie Polski w ten konflikt to bowiem bardzo świeża sprawa, dosłownie ostatnich kilkunastu lat, podczas kiedy w swej najostrzejszej fazie trwa on ponad wiek.

Polska została wplątana w ten konflikt niesuwerennie i nie realizowała tam swoich interesów, lecz wysługiwała się interesom amerykańskim. Dobrze pokazuje to nowy film „Karbala", ukazując żołnierzy, którzy nie mają żadnej misji podboju obcego kraju czy też jego „wyzwolenia", lecz ich „misją" jest spłata kredytów, które mają pozaciągane w zachodnich bankach rządzących w Polsce.

Obecny konflikt Zachodu z Bliskim Wschodem ma charakter stricte kolonialny i neokolonialny, zaś Polska nie tylko nie prowadziła takiej polityki wobec Bliskiego Wschodu, to na dodatek jest taką samą OFIARĄ tej polityki dokładnie tych samych potęg zachodnich: USA, Niemiec, Francji itd.





Potencjalnie więc Polska ma bardzo dużą szansę na wyplątanie się z tego konfliktu, lecz wymaga to właśnie wyrazistego zerwania z tą linią przez którą wylądowaliśmy jako okupanci Iraku. W przeciwnym razie muzułmanie mogą nie widzieć w Polsce kraju tak samo neokolonialnego, lecz zwykłego członka Unii Europejskiej. Zwłaszcza gdybyśmy wplątywali się w jakieś kolejne awantury wojskowe w tym regionie.


1 2 Dalej..
 Zobacz komentarze (10)..   


« Stosunki międzynarodowe   (Publikacja: 18-09-2015 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Mariusz Agnosiewicz
Redaktor naczelny Racjonalisty, założyciel PSR, prezes Fundacji Wolnej Myśli. Autor książek Kościół a faszyzm (2009), Heretyckie dziedzictwo Europy (2011), trylogii Kryminalne dzieje papiestwa: Tom I (2011), Tom II (2012), Zapomniane dzieje Polski (2014).
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 934  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 3  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: Niemiecko-amerykański spór o Polskę
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 9910 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365