Racjonalista - Strona głównaDo treści
Racjonalizm Edyty Stein

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
09-08-2012 11:47Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Racjonalizm Edyty Stein
Ocena 3 na 3
Dokładnie 70 lat temu, 9 sierpnia 1942 roku, w komorze gazowej w Auschwitz została zamordowana Edyta Stein.

Urodziła się we Wrocławiu w rodzinie żydowskiej. W 14 roku życia odrzuciła judaizm i uznała się za ateistkę. Studiowała filozofię u twórcy fenomenologii Edmunda Husserla i została jego asystentką. Sam Husserl w opinii wystawionej po obronie przez nią doktoratu napisał:
"Pani doktor filozofii Edyta Stein (...) zdobyła (...) doktorat z filozofii summa cum laude, a to w oparciu o znakomitą rozprawę (...), która natychmiast po ukazaniu się wzbudziła zainteresowanie specjalistów. (...) Doktor Stein zdobyła rozległe i głębokie wykształcenie filozoficzne, a jej kwalifikacje do samodzielnych badań naukowych i prowadzenia wykładów nie ulegają kwestii. Jeżeli droga kariery uniwersyteckiej miałaby zostać otwarta dla kobiet, to mógłbym na bezwzględnie pierwszym miejscu i jak najgoręcej polecić ją jako kandydatkę do habilitacji."

W trakcie badań fenomenologicznych Edyta Stein poznała filozofię Maxa Schelera: "Było to moje pierwsze zetknięcie z nieznanym mi dotąd światem. Nie doprowadziło mnie jeszcze do wiary, ale otwarło pewien zakres fenomenu, obok którego nie mogłam przejść jak ślepiec. Nie na darmo wpajano nam stale zasadę, abyśmy do każdej rzeczy podchodzili bez uprzedzeń, odrzucając wszelkie "obawy". Jedne po drugich, opadały ze mnie więzy racjonalistycznych przesądów, w jakich wzrastałam nie wiedząc o tym, i nagle stanął przede mną świat wiary." (E. Stein, Dzieje pewnej rodziny żydowskiej, w: Pisma, t. I, Kraków 2000, s. 207)

Przełomowym momentem w jej życiu było przypadkowe natrafienie na Księgę życia Teresy z Avila. Po latach Edyta Stein relacjonowała, że przeczytała to dzieło w ciągu jednej nocy, a gdy skończyła, powiedziała do siebie: "To jest prawda!"

W 1922 roku Edyta Stein przyjęła chrzest. W 1933 roku wstąpiła do zakonu karmelitańskiego.

W lipcu 1942 roku w kościołach Holandii został odczytany list arcybiskupa Jonga z Utrechtu, który zawierał protest Kościoła przeciwko deportacji Żydów. W odpowiedzi niemieccy okupanci wywieźli do obozów koncentracyjnych ochrzczonych Żydów oraz kapłanów i zakonnice pochodzenia żydowskiego. W grupie deportowanych znalazły się także Edyta Stein i jej siostra Róża - dwa tygodnie później zostały zamordowane w Auschwitz-Birkenau.

W jednym z listów Edyty Stein do Romana Ingardena czytamy: "Wydaje mi się, że aby znaleźć się u bram Tajemnicy, musiałby Pan na drodze intelektu dotrzeć najpierw do granic samej ratio. (...) Być może w opisie mej drogi zbyt małą sprawiedliwość oddałam motywowi intelektualnemu. W ciągnącej się latami fazie przygotowawczej jego współudział był zapewne dość znaczny. Decydujące było jednak to, co działo się realnie we mnie samej (proszę: realne dzianie się, nie "uczucie") wespół z konkretnym obrazem życia chrześcijańskiego przekazanego mi w wyrazistych świadectwach (Augustyn, Franciszek, Teresa). Ale w jaki sposób miałabym w paru słowach nakreślić Panu portret owego "realnego dziania się"? To nieskończony świat, który otwiera się całkiem na nowo, gdy zamiast na zewnątrz, zaczyna się wreszcie żyć do wewnątrz. Wszystkie realne rzeczy, z którymi przedtem miało się do czynienia, stają się przezroczyste i zaznacza się odczuwalna obecność sił, które wprawiają je w ruch i stanowią właściwy ich fundament." (Spór o prawdę istnienia. Listy Edith Stein do Romana Ingardena, Kraków 1994, s. 196)
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

09-08-2012 12:23
 Ocena 17 na 17
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>W jednym z listów Edyty Stein do Romana Ingardena czytamy: "Wydaje mi się, że aby znaleźć się u bram
>Tajemnicy, musiałby Pan na drodze intelektu dotrzeć najpierw do granic samej ratio. (...) Być
>może w opisie mej drogi zbyt małą sprawiedliwość oddałam motywowi intelektualnemu. W ciągnącej się
>latami fazie przygotowawczej jego współudział był zapewne dość znaczny. Decydujące było jednak to,
>co działo się realnie we mnie samej (proszę: realne dzianie się, nie "uczucie") wespół z konkretnym
>obrazem życia chrześcijańskiego przekazanego mi w wyrazistych świadectwach (Augustyn, Franciszek,
>Teresa). Ale w jaki sposób miałabym w paru słowach nakreślić Panu portret owego "realnego dziania
>się"? To nieskończony świat, który otwiera się całkiem na nowo, gdy zamiast na zewnątrz, zaczyna się
>wreszcie żyć do wewnątrz. Wszystkie realne rzeczy, z którymi przedtem miało się do czynienia, stają
>się przezroczyste i zaznacza się odczuwalna obecność sił, które wprawiają je w ruch i stanowią
>właściwy ich fundament." (Spór o prawdę istnienia. Listy Edith Stein do Romana Ingardena,
>Kraków 1994, s. 196)

Eee... Wielka Improwizacja lepsza.
Przynajmniej do rymu jest .


Biją od niego wartości. (Lech Wałęsa o Mitcie Romneyu)
rysiek (4593 punktów)
No cóż, ciekawy przypadek, ale uczy m.in. że wykształcenie nie chroni przed uleganiem ułudom wiary. Ważne są też cechy psychiczne danej osoby.
>"Wydaje mi się, że aby znaleźć się u bram Tajemnicy, musiałby Pan na drodze intelektu dotrzeć najpierw do granic samej ratio".
Jak widać przekroczyła tę "granicę".
09-08-2012 15:24 
 Ocena 3 na 5
Konowal (6291 punktów)
>No cóż, ciekawy przypadek, ale uczy m.in. że wykształcenie nie chroni przed uleganiem ułudom wiary. Ważne są też cechy psychiczne danej osoby.
>>"Wydaje mi się, że aby znaleźć się u bram Tajemnicy, musiałby Pan na drodze intelektu dotrzeć najpierw do granic samej ratio".
>Jak widać przekroczyła tę "granicę".
Faktycznie ciekawy bo pokazuje ze nawet ateizm i wykształcenie naukowe nie zamyka drogi przez poznaniem Prawdy :-D

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
09-08-2012 16:09 
 Ocena 16 na 16
rysiek (4593 punktów)
>(...) Faktycznie ciekawy bo pokazuje ze nawet ateizm i wykształcenie naukowe nie zamyka drogi przez poznaniem Prawdy :-D
Oczywiście, jeśli ktoś woli Prawdę od prawdy.
09-08-2012 22:48 
 Ocena 13 na 13
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>>(...) ateizm i wykształcenie naukowe nie zamyka drogi przez poznaniem Prawdy
> Oczywiście, jeśli ktoś woli Prawdę od prawdy.

Przedkładający Prawdę nad prawdę nie chcą Jej "poznawać", bo już Ją świetnie znają (z Objawienia).
Oni domagają się zawsze "ujawnienia Prawdy".
10-08-2012 10:27 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Przedkładający Prawdę nad prawdę nie chcą Jej "poznawać", bo już Ją świetnie znają (z Objawienia).

Dla Edyty Stein dążenie do prawdy zawsze było czymś najważniejszym, także w pierwszym okresie jej życia, kiedy była jeszcze ateistką.
10-08-2012 11:27 
 Ocena 7 na 9
rysiek (4593 punktów)
>Dla Edyty Stein dążenie do prawdy zawsze było czymś najważniejszym, także w pierwszym okresie jej życia, kiedy była jeszcze ateistką.
Owszem dążyła, ale poniosła klęskę ulegając religijnym ułudom.
10-08-2012 11:42 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Dla Edyty Stein dążenie do prawdy zawsze było czymś najważniejszym, także w pierwszym okresie jej życia, kiedy była jeszcze ateistką.
>Owszem dążyła, ale poniosła klęskę ulegając religijnym ułudom.

Czy Pana zdaniem ktoś, kto - szczerze dążąc do prawdy - dochodzi do wiary, ponosi przez to klęskę?
10-08-2012 11:46 
 Ocena 15 na 15
astrotaurus (12445 punktów)

>Czy Pana zdaniem ktoś, kto - szczerze dążąc do prawdy - dochodzi do wiary, ponosi przez to klęskę?
Jeśli celem jest prawda to dojście do wiary jest klęską totalną! Nic tak nie upośledza zdolności poznawczych jak wiara (no, może jeszcze zwykła głupota).

Jeśli nastąpi podmiana celów to może być pełen sukces.

>Dla Edyty Stein dążenie do prawdy zawsze było czymś najważniejszym, także w pierwszym okresie jej życia, kiedy była jeszcze ateistką.
Tyle że później była ważna dla niej Prawda jej wiary (problem już tu sygnalizował biedny Konowal).
10-08-2012 13:07 
 Ocena 5 na 7
rysiek (4593 punktów)
>Czy Pana zdaniem ktoś, kto - szczerze dążąc do prawdy - dochodzi do wiary, ponosi przez to klęskę?
Owszem.
10-08-2012 14:53 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Czy Pana zdaniem ktoś, kto - szczerze dążąc do prawdy - dochodzi do wiary, ponosi przez to klęskę?
>Owszem.

A wie Pan, że z tego, co Edyta Stein pisała i mówiła w ostatnim okresie swojego życia, wynika, że nie tylko nie miała poczucia klęski, ale wprost przeciwnie - miała poczucie spełnionego życia?...
10-08-2012 15:16 
 Ocena 9 na 13
astrotaurus (12445 punktów)

>A wie Pan, że z tego, co Edyta Stein pisała i mówiła w ostatnim okresie swojego życia, wynika, że nie tylko nie miała poczucia klęski, ale wprost przeciwnie - miała poczucie spełnionego życia?...
A wiesz, że Napoleon w Tworkach nie ma poczucia klęski, ale wprost przeciwnie (chyba że to jest Napoleon po Waterloo).
Do czego zmierzałeś serwując tę wypowiedź? Bo psychoanaliza Stein, a analiza treści jej wypocin i konfrontacja ich z rzeczywistością to różne rzeczy.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
10-08-2012 16:16 
 Ocena 6 na 6
rysiek (4593 punktów)
>A wie Pan, że z tego, co Edyta Stein pisała i mówiła w ostatnim okresie swojego życia, wynika, że nie tylko nie miała poczucia klęski, ale wprost przeciwnie - miała poczucie spełnionego życia?...

Poczucie spełnienia może miała, ale czy nie zapłaciła za to klęską w dążeniu do prawdy?
10-08-2012 16:28 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>A wie Pan, że z tego, co Edyta Stein pisała i mówiła w ostatnim okresie swojego życia, wynika, że nie tylko nie miała poczucia klęski, ale wprost przeciwnie - miała poczucie spełnionego życia?...
>Poczucie spełnienia może miała, ale czy nie zapłaciła za to klęską w dążeniu do prawdy?

W tej kwestii są różne opinie...
10-08-2012 16:48 
 Ocena 7 na 7
rysiek (4593 punktów)
>W tej kwestii są różne opinie...

Tak to już jest z opiniami, poczuciami, wierzeniami.
10-08-2012 18:26 
 Ocena 3 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Czy Pana zdaniem ktoś, kto - szczerze dążąc do prawdy - dochodzi do wiary, ponosi przez to klęskę?

Mnie to nawet pedofilia chyba mniej brzydzi od słowa "Prawda" w ustach religiantów. Pokaż te instrumenty, za pomocą których dochodzi się do tego typu prawdy (gdzie wiara, religia i yogi-bogi są owocem tych dążeń). Może być na przykładzie owej pani.
afloditka (4 punktów)
>Mnie to nawet pedofilia chyba mniej brzydzi od słowa "Prawda" w ustach religiantów. Pokaż te instrumenty, za pomocą których dochodzi się do tego typu prawdy (gdzie wiara, religia i yogi-bogi są owocem tych dążeń). Może być na przykładzie owej pani.

Są 3 rodzaje prawdy: cała prawda, prawda i g***o prawda. Może w wypadku owych poszukiwań, pani Stein potraktowała to jako przejście etapów.
Niemniej jednak to odniesienie do pedofilii zabrzmiało dla mnie niesmacznie.
10-08-2012 13:42 
 Ocena 4 na 4
maruda (5550 punktów)
>Dla Edyty Stein dążenie do prawdy zawsze było czymś najważniejszym, także w pierwszym okresie jej życia, kiedy była jeszcze ateistką.

Co to jest ta prawda i czym jest dochodzenie do niej. Czy jest to cel obiektywny, czy subiektywny. Czy może być wiele prawd, jeżeli tak to czy nadal powinniśmy nazywać to zjawisko prawdą. Bez tych uściśleń to zdanie nie ma sensu logicznego. Może lepiej zamiast słowa prawda zastosować tu inne słowo mające jakieś znaczenie?
10-08-2012 13:52 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Dla Edyty Stein dążenie do prawdy zawsze było czymś najważniejszym, także w pierwszym okresie jej życia, kiedy była jeszcze ateistką.
>Co to jest ta prawda i czym jest dochodzenie do niej. Czy jest to cel obiektywny, czy subiektywny. Czy może być wiele prawd, jeżeli tak to czy nadal powinniśmy nazywać to zjawisko prawdą. Bez tych uściśleń to zdanie nie ma sensu logicznego. Może lepiej zamiast słowa prawda zastosować tu inne słowo mające jakieś znaczenie?

Pojęcie "prawdy" było kluczowe zarówno dla filozofii Edyty Stein, jak i jej postawy życiowej. Moim zdaniem bez tego pojęcia nie mamy klucza interpretacyjnego do tej filozofii i do tej osoby.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Co to jest ta prawda<
zapytał Piłat i wyszedł, nie czekając nawet na odpowiedź Jezusa.
10-08-2012 15:56 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Przedkładający Prawdę nad prawdę nie chcą Jej "poznawać", bo już Ją świetnie znają (z Objawienia).
>Dla Edyty Stein dążenie do prawdy zawsze było czymś najważniejszym, także w pierwszym okresie jej życia, kiedy była jeszcze ateistką.
Jak powiedział ks. Józef Tischner: Są w życiu tylko trzy prawdy: święta prawda, tysz prawda i gówno prawda. Do jakiej "prawdy" Stein dążyła i co to znaczy "ateistką" była? Jak dla mnie deklaracje i epitety to trochę za mało, a największe rozbawienie moje budzi dosyć częsta tu deklaracja: Ateistką byłam, ale się nawróciłam.

Pan dąży do Prawdy (a nawet sądzi, że Pańskiej wspólnocie ideowej w depozyt została ona powierzoną) a ja jestem ciekawy prawd przybliżających nas do wiedzy o istniejącej obiektywnie istniejącej rzeczywistości. To są dwie planety intelektualne w zupełnie innych gwiazdozbiorach.

Miłego dnia.

@@@
.
10-08-2012 16:43 
 Ocena 3 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Prawda jest tylko jedna - właśnie ze względu na "obiektywnie istniejącą rzeczywistość".
10-08-2012 17:57 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Prawda jest tylko jedna - właśnie ze względu na "obiektywnie istniejącą rzeczywistość".
Nie, proszę Szanownego Pana, w tym układzie - to obiektywnie istniejąca (niezależne od poznającego ją podmiotu) rzeczywistość - jest prawdą. Ludzie za pomocą zmysłów, bezpośrednio lub uzbrojonych w różne narzędzia - poprzez obserwację i analizę - do poznania tej złożonej z elementów prawdy się zbliżają. Tych prawd (elementów wiedzy o rzeczywistości) jest wiele, ale żadna poszczególna ani ogółem "Prawdą" nie są.
Pan Fizyk:
To prawda, że twierdzenie Goedla położyło kres nadziei aksjomatycznego sformalizowania nauk ścisłych, czy choćby tylko wszystkich dziedzin matematyki. Ale zdaje się Pan wyciągać z tego fiaska zbyt daleko idące wnioski dotyczące metodologii nauk przyrodniczych.

Trzymając się tego przykładu, aby uznać zasadę niesprzeczności za nieadekwatną do rzeczywistości, nie ma potrzeby budowania nowego systemu formalnego. Wystarczy zbudować np. aparat fotograficzny używający logiki rozmytej do ustawiania przysłony i czasu naświetlenia i jeżeli aparat ten robi lepsze zdjęcia od aparatu używającego logiki dwuwartościowej, to praktycznie sfalsyfikowaliśmy zasadę niesprzeczności w zakresie fotografii.

Oczywiście zasada ta nadal pozostaje użyteczna w wielu innych dziedzinach nauki i techniki. Należy jednak podkreślić, że nie ma potrzeby formalnego ujednolicenia tych różnych dziedzin (co jest zresztą zazwyczaj niemożliwe - patrz twierdzenie Goedla). Jeżeli coś w jednej dziedzinie szwankuje, to nic nie stoi na przeszkodzie aby użyć pojęć z innej dziedziny aby przetestować tę pierwszą i ewentualnie sfalsyfikować jej założenia. Nie ma tu jakiegoś odgórnego podziału na rozłączne dziedziny nauki. Jedynie pewne pojęcia z jednej dziedziny tracą sens w innych. (Na przykład, nie ma sensu pytać jaki kolor mają elektrony.)


Miłego dnia.

@@@
.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Dla Edyty Stein dążenie do prawdy zawsze było czymś najważniejszym, także w pierwszym okresie jej życia, kiedy była jeszcze ateistką.<
Na jakiej podstawie sądzisz że była ateistką?
29-09-2012 11:56 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Na jakiej podstawie sądzisz że była ateistką?

Napisał, że się za taką uznała w wieku 14 lat. Ale z wirusami, jak to często z wirusami, lubią wracać, jak organizm ma "słabszy moment". We łbie albo gdzie indziej siedzi i czeka na sprzyjające warunki. Widać, była nosicielką tego dziadostwa, nawet po tym, jak się uznała. Nie ma zdrowego układu odpornościowego, to nawet darkside czy astrotaurus mogą ocipieć kiedyś w starczej demencji. I wtedy będziemy juz dotknięci, przemienieni, obdarzeni łaską i specjalnym kanałem komunikacyjnym z tajemnym, transcendentym i nieskończonym. Jedni mają to od dzieciństwa gratis, inni muszą dopiero ocipieć na starość, a są tacy, którzy walą stadami do piekła, bo kanału Pan Bozia odetkać nie może. Albo i nie chce. Bo tak.
29-09-2012 16:28 
 Ocena 3 na 3
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Napisał, że się za taką uznała w wieku 14 lat.<
W każdej jej biografii jest mowa o konwersji na katolicyzm. Czy można konwertować z ateizmu?
29-09-2012 18:28 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Jeżeli zostaje się świętym katolickim, to wtedy jest konwersja. Ładniej brzmi. Jeżeli bezimienną owieczką, to wtedy mamy tylko nawrócenie.
09-08-2012 17:17
 Ocena 17 na 17
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>W jednym z listów Edyty Stein do Romana Ingardena czytamy: "Wydaje mi się, że aby znaleźć się u bram Tajemnicy, musiałby Pan na drodze intelektu dotrzeć najpierw do granic samej ratio. (...) Być może w opisie mej drogi zbyt małą sprawiedliwość oddałam motywowi intelektualnemu. W ciągnącej się latami fazie przygotowawczej jego współudział był zapewne dość znaczny. Decydujące było jednak to, co działo się realnie we mnie samej (proszę: realne dzianie się, nie "uczucie") wespół z konkretnym obrazem życia chrześcijańskiego przekazanego mi w wyrazistych świadectwach (Augustyn, Franciszek, Teresa). Ale w jaki sposób miałabym w paru słowach nakreślić Panu portret owego "realnego dziania się"? To nieskończony świat, który otwiera się całkiem na nowo, gdy zamiast na zewnątrz, zaczyna się wreszcie żyć do wewnątrz. Wszystkie realne rzeczy, z którymi przedtem miało się do czynienia, stają się przezroczyste i zaznacza się odczuwalna obecność sił, które wprawiają je w ruch i stanowią właściwy ich fundament." (Spór o prawdę istnienia. Listy Edith Stein do Romana Ingardena, Kraków 1994, s. 196)
Zawsze powtarzam, iż niemożliwym jest abym zaczął wierzyć w nadprzyrodzoność dopóki przy zdrowych zmysłach pozostanę. Rozmawiałem z kilkoma osobami w stanie psychozy i wiem, że ich omany - często o bardzo złożonej strukturze - były dla nich bardziej prawdziwe niż dla mnie jest rzeczywistość. Choroby spadają także na bardzo inteligentne i wykształcone osoby, wtedy ich twórczość bywa ciekawą, ale czy możliwym jest poddanie takich wypowiedzi krytycznej analizie. Moim zdaniem - nie.
Irracjonalnym jest przypisywanie jakiejkolwiek racjonalności Edycie Stein po lekturze Księgi życia Teresy z Avila.

Miłego dnia.

@@@
.
10-08-2012 10:21 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Choroby spadają także na bardzo inteligentne i wykształcone osoby, wtedy ich twórczość bywa ciekawą, ale czy możliwym jest poddanie takich wypowiedzi krytycznej analizie.

Sugeruje Pan, że Edyta Stein była chora psychicznie?...
Nie zetknąłem się do tej pory z taką hipotezą...
10-08-2012 11:00 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Choroby spadają także na bardzo inteligentne i wykształcone osoby, wtedy ich twórczość bywa ciekawą, ale czy możliwym jest poddanie takich wypowiedzi krytycznej analizie.
>Sugeruje Pan, że Edyta Stein była chora psychicznie?...
Nie, niczego takiego nie sugeruję. Nie jestem psychiatrą. Wiem, że nasze mózgi plątają nam rozmaite figle.
Poznane przeze mnie teksty Edyty Stein (także ten wyimek przez Pana zacytowany) świadczy o tym, że pisząc je była bardzo daleka od racjonalizmu.

>Nie zetknąłem się do tej pory z taką hipotezą...
Myślę, że jeszcze z wieloma hipotezami Pan się nie zetknął, ale to tylko domniemanie.

Miłego dnia.

@@@
.
10-08-2012 11:43 
 Ocena 9 na 11
astrotaurus (12445 punktów)

>Sugeruje Pan, że Edyta Stein była chora psychicznie?...

"Zdowie psychiczne" nie ma jednoznacznej definicji, jest różnie ujmowane przez różne dyscypliny naukowe (medycyna, psychologia, socjologia), jest różne w różnych kulturach, a co dopiero w subiektywnych ocenach ludzi!
W każdym razie jeśli dla Ciebie opowiadanie ze śmiertelną powagą pierdół o nadprzyrodniczych, niepotwierdzonych bytach i podporządkowanie życia tym opowieściom byłoby oznaką zdrowia psychicznego no to ja Ci ... zdrowia nie życzę...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
28-09-2012 22:29 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Sugeruje Pan, że Edyta Stein była chora psychicznie?...
>Nie zetknąłem się do tej pory z taką hipotezą...<
Dlaczego zaraz chora psychicznie. Z pewnością znajdowała się w labilnym stanie równowagi psychicznej, przechodziła kryzys i zwrot ku chrześcijaństwu pomógł jej ten kryzys przezwyciężyć. E. Stein nie stała się wierną na wzór Szawła-Pawła. Wrastała w ten proces.
09-08-2012 17:23
 Ocena 13 na 13
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Przeczytałem "Racjonalizm Edyty Stein" i zaśmiałem się tego dowcipu

Pierwsze zetknięcie z filozofią tej pani miałem przerabiając materiały do matury. Przytoczone tutaj przez autora tematu informacje nie stawiają tej pani w takim świetle w jakim jej twórczość o "wczuciu", z którą się wówczas zetknąłem. Ilekroć przechodzę pod Domem Edyty Stein to od razu mi się humor poprawia bo mi się to przypomina.

Mimo finalnie tragicznego życiorysu tej pani, jej wkład w filozofię będzie mnie bawił do śmierci.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
09-08-2012 21:51 
 Ocena-1 na 1
Huckleberry Finn (431 punktów)
(zablokowany)
Temat bardzo mnie zainteresował. Czy można prosić o uściślenie, dlaczego jej filozofia jest taka śmieszna?
09-08-2012 23:52 
 Ocena 15 na 17
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
W skrócie ujmijmy to tak. Fenomenologia zajmowała się podmiotem i świadomością, badaniem zjawisk i metodami filozoficznymi potrzebnymi do badania fenomenów jako zjawisk. Ośmieliłbym się stwierdzić, że fenomenologia była dla filozofii XX wieku tym co teoria względności dla fizyki.

Stein zrobiła z tego katolicką wersję. Obok podmiotu i świadomości pojawiły się ciało, duch i dusza. Przedmiotem jej filozofii nie były już zjawiska, ale człowiek, Bóg, wspólnota. Metodą nie były redukcje, mające odejść od podmiotowego postrzegania, ale wczucie.

Wczucie!

Proszę wygooglować Stein + wczucie. Ostrzegam jednak że do tej lektury trzeba mieć dużą odporność na idiotyzm. Czyta się to ciężko, bo jest śmiertelnie nielogiczne wszystko, a do tego pojawia się tam wiele irytujących (dla pewnych nurtów typu Stein albo personalizm) słów-kluczy, które wyrażają wszystko, a tak naprawdę nic nie znaczą. Po lekturze pozostaje tylko reagować śmiechem na słowo wczucie albo jechać do wariatkowa z wypranym mózgiem


To nie jest filozofia na miarę XX wieku. To jest żart który cofa ją o co najmniej 700 lat.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
10-08-2012 01:17 
 Ocena 1 na 5
worek kości (2937 punktów)
Znaczy, wyrzucasz jej prace na śmietnik, bo ci się śmiesznie kojarzą? Mhm...


bembergiem w berg
10-08-2012 02:40 
 Ocena 12 na 14
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Jakbyś przeczytał to byś wiedział, że jest zupełnie na odwrót. Prace są śmieszne i dlatego "wczucie" mi się śmiesznie kojarzy. Właśnie przez prace i opracowania, na które straciłem czas zamiast zawczasu wyrzucić na śmietnik.

Ale skąd bym wiedział, że to co najwyżej śmiechu warte, jeśli bym nie przeczytał, prawda?

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
10-08-2012 11:47 
 Ocena 11 na 11
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Znaczy, wyrzucasz jej prace na śmietnik, bo ci się śmiesznie kojarzą? Mhm...
To nie ta formacja intelektualna, która do palenia i zakazu czytania ksiąg namawia.
Tu każdy sam sobie pogląd na głupotę i mądrość wyrabia.
Pan może się nawet do jakiś tekstów modlić, gdy mnie żenują one swoją treściową głupotą. Wolno Panu i mnie też wolno.

Miłego dnia.

@@@
.
10-08-2012 08:43 
 Ocena 16 na 16
diogenes (42753 punktów)
>Stein ... Obok podmiotu i świadomości pojawiły się ciało, duch i dusza.

Fenomenologia przestaje być poważną doktryną od momentu kiedy traktuje językowe konstrukty (przekazane przez tradycję, kulturę) jako istniejące, jako dane. Wówczas można sobie fenomenologicznie fantazjować na temat boga, objawienia, ducha, wiary; podejrzewam, że w seminariach radośnie uprawia się fenomenologię aniołów, a egzorcyści fenomenologicznie iskają samego diabła. Kluczowym pojęciem jest w fenomenologii to, co dane: a to musi spełnić warunek intersubiektywności. Dlatego np. Sartr odrzucił pojęcie boga jako nieintuicyjne, a Merleau-Ponty zakreślił granice fenomenologii do spostrzeżenia. Jakoś nikomu - nawet samemu bogu - nie udaje się obecnie uczynić boga czymś/kimś danym w intuicji każdemu z osobna i wszsytkim razem. Dlatego ci, którzy prawią o bogu, nie uprawiaja poznania, w tym fenomenologicznego, ale farsę. Ma ona, ta frsa, swoją pragmatykę, ale to już nie jest kwestia fenomenologii, ale plebanii.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
10-08-2012 18:31 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ten komentarz powinien otwierać i od razu zamykać dyskusję w tym wątku. Wszystko na temat.
10-08-2012 10:11 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Fenomenologia zajmowała się podmiotem i świadomością, badaniem zjawisk i metodami filozoficznymi potrzebnymi do badania fenomenów jako zjawisk. Ośmieliłbym się stwierdzić, że fenomenologia była dla filozofii XX wieku tym co teoria względności dla fizyki.
>Stein zrobiła z tego katolicką wersję. Obok podmiotu i świadomości pojawiły się ciało, duch i dusza. Przedmiotem jej filozofii nie były już zjawiska, ale człowiek, Bóg, wspólnota. Metodą nie były redukcje, mające odejść od podmiotowego postrzegania, ale wczucie.
>Wczucie!
>Proszę wygooglować Stein + wczucie. Ostrzegam jednak że do tej lektury trzeba mieć dużą odporność na idiotyzm. Czyta się to ciężko, bo jest śmiertelnie nielogiczne wszystko, a do tego pojawia się tam wiele irytujących (dla pewnych nurtów typu Stein albo personalizm) słów-kluczy, które wyrażają wszystko, a tak naprawdę nic nie znaczą. Po lekturze pozostaje tylko reagować śmiechem na słowo wczucie albo jechać do wariatkowa z wypranym mózgiem
>
>To nie jest filozofia na miarę XX wieku. To jest żart który cofa ją o co najmniej 700 lat.

Husserl był innego zdania niż Pan na temat rozprawy Edyty Stein na temat "wczucia":
Cytat:
Pani doktor filozofii Edyta Stein, moja długoletnia uczennica na uniwersytecie getyńskim i fryburskim, zdobyła w semestrze letnim roku 1916 we Fryburgu doktorat z filozofii summa cum laude, a to w oparciu o znakomitą rozprawę na temat "wczucia się", która natychmiast po ukazaniu się wzbudziła zainteresowanie specjalistów.


Rozprawa Edyty Stein na temat "wczucia" nie miała nic wspólnego z katolicyzmem - autorka była wtedy jeszcze ateistką...
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Wydaje mi się, że jej filozofia zmieniła się od czasu jej rozprawy doktorskiej, ale mimo to została pod silnym wpływem fenomenologii.

Pogooglam jeszcze o tym, żeby sprawdzić dokładniej. We wszystkich opracowaniach,, które odnoszą się do całokształtu twórczości wczucie ma już charakter całkowicie uzależniony od Boga. Myślę że katoliccy krytycy bardziej opierają się na napisanej 12 lat później książce pt.: "Fenomenologia Husserla a filozofia św. Tomasza z Akwinu. Księga pamiątkowa ku czci Husserla", co miało miejsce 7 lat po tym jak przyjęła chrzest; i twórczości późniejszej.

"Problemu <<wczucia>>" został napisany wcześniej, ale przyznam szczerze - nie czytałem go.

Nim przyznam, że Husserl "pobłogosławił" filozofię Stein w takim kształcie w jakim jest znana dzisiaj, muszę jeszcze sprawdzić kilka rzeczy. Nie ukrywam że mnie to ciekawi bo wydaje mi się to mało prawdopodobne, żeby osoba z takimi poglądami jak Husserl tak rozpływała się nad neotomistycznym bełkotem Stein.

Ale z drugiej strony filozofowie są dziwni

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
10-08-2012 16:06 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Rozprawa Edyty Stein na temat "wczucia" nie miała nic wspólnego z katolicyzmem - autorka była wtedy jeszcze ateistką...
Ani teizm, ani ateizm, ani stopnie i tytuły naukowe przed głupotą nie chronią.
A racjonalizm - choć trochę - tak. Oczywiście stosowany, a nie deklarowany.

Miłego dnia.

@@@
.
10-08-2012 16:23 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Rozprawa Edyty Stein na temat "wczucia" nie miała nic wspólnego z katolicyzmem - autorka była wtedy jeszcze ateistką...
>Ani teizm, ani ateizm, ani stopnie i tytuły naukowe przed głupotą nie chronią.

Sugeruje Pan, że Edyta Stein była po prostu głupia?...
10-08-2012 16:40 
 Ocena 4 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Sugeruje Pan, że Edyta Stein była po prostu głupia?...
Jeśli dla Ciebie opowiadanie ze śmiertelną powagą pierdół o nadprzyrodniczych, niepotwierdzonych bytach i podporządkowanie życia tym opowieściom byłoby oznaką po prostu mądrości to musiałbym Ci współczuć chyba.
Pomijając nieprecyzyjność słowa "głupota" - tak, Edyta Stein w pewnym zakresie była głupia.

>W tej kwestii są różne opinie...
I co? Chcesz ogłosić plebiscyt? Czy zwekslować niewygodne dla siebie pytanie na manowce?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
10-08-2012 16:51 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Pomijając nieprecyzyjność słowa "głupota" - tak, Edyta Stein w pewnym zakresie była głupia.



Czy nie masz czasem wrażenia, że Twój obraz świata jest nadmiernie uproszczony?... Że używasz cepa tam, gdzie należałoby użyć raczej mikroskopu?...
10-08-2012 16:58 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Czy nie masz czasem wrażenia, że Twój obraz świata jest nadmiernie uproszczony?... Że używasz cepa tam, gdzie należałoby użyć raczej mikroskopu?...
A teraz mnie chcesz robić psychoanalizę?
Określenie "głupota" jest nieprecyzyjne i trąci pewnym kolokwializmem, ale przecież swoje znaczenie ma.
I nie widzę tu alternatywy dla cepa i mikroskopu, ale raczej dla asertywności i milczenia wobec idiotyzmów panoszących się w kulturze ludzkiej przez wieki.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
10-08-2012 17:02 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Rozprawa Edyty Stein na temat "wczucia" nie miała nic wspólnego z katolicyzmem - autorka była wtedy jeszcze ateistką...
Bogusławski:
Ani teizm, ani ateizm, ani stopnie i tytuły naukowe przed głupotą nie chronią.
A racjonalizm - choć trochę - tak. Oczywiście stosowany, a nie deklarowany.

>Sugeruje Pan, że Edyta Stein była po prostu głupia?...
Napisałem bardzo wyraźnie i chyba dostatecznie komunikatywnie co myślę. Jeżeli coś tu sugeruję to podejście racjonalne. Ale jedno i drugie jak widać jest dla Pana trudne do zrozumienia, a może i całkiem obce, gdyż imputuje Pan mi przeróżne myśli, których nie wyrażałem.
Czy w mojej ocenie Stein była głupią? To sprawa bardzo relatywna. Była np o niebo mądrzejsza od "Naszego Papieża". Miała znacznie więcej wiedzy i była bardziej inteligentną, ale czy była bardziej od niego racjonalną? Chyba nie - więc nie wiem? Zresztą oboje nie z mojej planety i niewiele ciekawego jak dla mnie mają do powiedzenia, choć nie mam oporu przed ich czytaniem i próbami zrozumienia.

Miłego dnia.

@@@
.
10-08-2012 18:33 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Inteligencja nie chroni przed głupotą.
10-08-2012 18:54 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Inteligencja nie chroni przed głupotą.
Dokładnie to nic nie chroni, ale jednak inteligencja i racjonalny sceptycyzm jest najlepszą ochroną, a tego nie można powiedzieć np. o wiedzy. Choćby i największej.

Pozdrawiam.

@@@
.
10-08-2012 19:16 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No cóż, tak proste, a dla wielu tak trudne. Za trudne.
Krótkie a piękne.
Sylwek (15472 punktów)
>W skrócie ujmijmy to tak. Fenomenologia zajmowała się podmiotem i świadomością, badaniem zjawisk i metodami filozoficznymi potrzebnymi do badania fenomenów jako zjawisk. Ośmieliłbym się stwierdzić, że fenomenologia była dla filozofii XX wieku tym co teoria względności dla fizyki.

E, czymś takim była filozofia analityczna, jej pochodne i krytyka.
diogenes (42753 punktów)
>W 14 roku życia odrzuciła judaizm i uznała się za ateistkę...

>Studiowała filozofię u twórcy fenomenologii Edmunda Husserla...
>W trakcie badań fenomenologicznych Edyta Stein poznała filozofię Maxa Schelera...
>Przełomowym momentem w jej życiu było przypadkowe natrafienie na Księgę życia Teresy z Avila.

Racjonalnie zachowała się jako dziecko. Potem było już tylko gorzej.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Konowal (6291 punktów)
>Racjonalnie zachowała się jako dziecko. Potem było już tylko gorzej.
Tak z ciekawości racjonalne zachowanie to jakie? Są jakieś cechy czy po prostu musi być zgodne z doktryną? Dajmy na to, że fanatycy muzułmańscy złapali racjonalistę i chcą że by przyznał że Allach jest jedynym Bogiem na świecie. W domyśle jak nie powie tego to mu głowę utną. Jakie będzie zachowanie racjonalne? Kłamać?


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
10-08-2012 13:43 
 Ocena 7 na 7
rysiek (4593 punktów)
>Tak z ciekawości racjonalne zachowanie to jakie? (...) Dajmy na to, że fanatycy muzułmańscy złapali racjonalistę i chcą że by przyznał że Allach jest jedynym Bogiem na świecie. W domyśle jak nie powie tego to mu głowę utną. Jakie będzie zachowanie racjonalne? Kłamać?

Racjonalista powinien oczywiście ratować życie, potwierdzenie bajki pod groźbą śmierci nic dla niego nie zmienia, dla wierzącego to byłoby wyparcie się wiary, wystarczy poczytać jakie problemy mają z podobnego powodu wierzący którzy się rozwiedli.

Też odpowiem przykładem: gdy drogę przebiega mi czarny kot, nie zwracam na to większej uwagi, jeśli byłaby to czarna pantera raczej bym zawrócił.
10-08-2012 15:09 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Racjonalnie zachowała się jako dziecko. Potem było już tylko gorzej.
>Tak z ciekawości racjonalne zachowanie to jakie?
To potwornie trudne do zrozumienia, ale jak się Pan postara to może choć trochę zrozumie. pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy

>Są jakieś cechy czy po prostu musi być zgodne z doktryną?
Tu jest ogromny problem, gdyż podstawową doktryną racjonalizmu jest odrzucenie wszelakich doktryn. W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. Tu trzeba myśleć samodzielnie.

>Dajmy na to, że fanatycy muzułmańscy złapali racjonalistę i chcą że by przyznał że Allach jest jedynym Bogiem na świecie. W domyśle jak nie powie tego to mu głowę utną.
A co Pan cierpi do muzułmanów jakby bliscy Panu katolicy mało racjonalistów wymordowali. Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie.

>Jakie będzie zachowanie racjonalne? Kłamać?
Wybór należy do racjonalisty i jak uczy historia wybierali różnie.

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.
.
10-08-2012 22:33 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)
>Tu jest ogromny problem, gdyż podstawową doktryną racjonalizmu jest odrzucenie wszelakich doktryn. W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. Tu trzeba myśleć samodzielnie.

No, ale chyba nikt nie myśli całkiem samodzielnie, prawda?
11-08-2012 07:20 
 Ocena 4 na 4
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>>Tu jest ogromny problem, gdyż podstawową doktryną racjonalizmu jest odrzucenie wszelakich doktryn. W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. Tu trzeba myśleć samodzielnie.
>No, ale chyba nikt nie myśli całkiem samodzielnie, prawda?

Imao wszystkie jednostki ludzkie myślą samodzielnie, osobniczo, lecz zwerbalizowane wnioski z myślenia innych, mają wpływ na to myślenie. Ale tylko wpływ, mój mózg, moje procesy.

Pozdrawiam.
11-08-2012 10:03 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Tu jest ogromny problem, gdyż podstawową doktryną racjonalizmu jest odrzucenie wszelakich doktryn. W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. Tu trzeba myśleć samodzielnie.
>No, ale chyba nikt nie myśli całkiem samodzielnie, prawda?
Problem jest bardzo ciekawy i praktycznie i filozoficznie - nawet tak ciekawy, że wykracza poza ten wątek. Może Pan rozwinie go w innym. Oczywistym dla mnie jest, że są różne prawdy (lub różne poziomy prawdy) o rzeczywistym świecie.
Aby myśleć trzeba posiadać mózg na tyle złożony aby wytworzył świadomość. Aby mózg pracował należy odżywiać go biologicznie oraz dostarczyć mu poprzez bodźce materiał do przetwarzania itd. Np. wiedzę zdobytą przez przyswajanie myśli innych ludzi. Miejsca na dywagacje o samodzielności jest bardzo dużo.

Tu (wynika to z rozmowy) chodziło mi o samodzielność myślenia wynikającą z postawy racjonalnej.
Uważam, że na tym poziomie rozważań - racjonaliści myślą całkowicie samodzielnie.

Światopogląd racjonalistyczny ma wiele wspólnego ze świeckim humanizmem, choć odróżnia go od niego nacisk na stosowanie w każdych okolicznościach własnego rozumu i odrzucanie wielu dogmatów obecnych w klasycznym humanizmie - takich jak choćby antropocentryczny punkt widzenia, będący podstawą etyki humanistycznej. Racjonalizm jest raczej bliższy sceptycyzmowi - odrzucając wszelkie dogmaty ideologiczne, oprócz wiary w potęgę nieskrępowanego, logicznego myślenia oraz możliwości rozumnego poznawania świata. Światopogląd ten bazuje na jak najbardziej konsekwentnym stosowaniu logicznego i racjonalnego myślenia w każdej dziedzinie powiązanej z poznawaniem i opisywaniem świata (kiedy poznanie jest celem lub środkiem) - bazuje na przekonaniu, że takowe poznanie jest jedynym sposobem mogącym prowadzić do pozyskania rzetelnej wiedzy o rzeczywistości.

Racjonalista przyjmuje pewne paradygmaty stanowiące podstawy nauk przyrodniczych i nauk ścisłych oraz niektórych nauk humanistycznych związanych z człowiekiem i społeczeństwem, lecz o ile te paradygmaty nie są uzasadnione z punktu widzenia zupełnego i skrajnego sceptycyzmu, o tyle mają pewne uzasadnienie empiryczne - są zasadne przy pewnych podstawowych metafizycznych założeniach materializmu takich jak założenie o istnieniu rzeczywistego materialnego świata kierującego się możliwymi do zbadania zasadami. Jednak wobec paradygmatów racjonalista nie jest bezkrytyczny i nie uznaje ich w sposób dogmatyczny, gdyż stanowią one podstawę wielu nauk, ale mogą ulec weryfikacji i zmianom.

Światopogląd racjonalistyczny, w przeciwieństwie do filozoficznego racjonalizmu, za główne kryterium i źródło poznania świata stawia metodologię naukową, rozum i zmysły (doświadczenia empiryczne).

Racjonalizm ostro sprzeciwia się akceptowaniu pseudonauki, a także paranauki oraz wszelkim dogmatom ustanawianym bez potwierdzenia (naukowego lub empirycznego). Nie uznaje także pozbawionego wątpliwości i bezkrytycznego akceptowania autorytetów.

W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. O tym, co racjonalne, decyduje własna ocena racjonalisty na podstawie zebranego i całego "materiału dowodowego", czyli posiadanej wiedzy, a także merytoryczna ocena innych ludzi - racjonalną jest najbardziej "prawdopodobna" (w sensie jak najmniejszego rozmijania się z prawdą i stanem rzeczywistym) hipoteza lub teoria, a najbardziej zbliżony do prawdy jest pogląd najlepiej logicznie uzasadniony oraz sprawdzony empirycznie lub przy pomocy naukowej metodologii. Jeśli dany pogląd można uzasadnić i uzasadnienie to broni się w polemikach oraz przed krytyką i nie ma w nim błędów merytorycznych (a więc broni się tak, jak muszą się obronić teorie naukowe, choć ścisłość nie musi być aż tak duża) to jest on racjonalny. Chociaż każdy pogląd racjonalisty może ulec zmianie, to czym lepiej sprawdzona jest dana hipoteza, tym mniejsze są szanse na jej podważenie, a więc jest ona bardziej trwała. Dlatego racjonaliści najbardziej sobie cenią dobrze sprawdzone informacje i teorie naukowe (na przykład potwierdzone przez wielu niezależnych badaczy), a odrzucają te niesprawdzone lub negatywnie zweryfikowane. Odrzucenie polega tu - w przypadku niesprawdzonych lub słabo sprawdzonych hipotez - nie na negacji, lecz na braku zaufania do takiego poglądu, nie przyjmowaniu go.


Miłego dnia.

@@@
.
11-08-2012 19:34 
 Ocena 7 na 7
diogenes (42753 punktów)
>Tak z ciekawości racjonalne zachowanie to jakie? Są jakieś cechy czy po prostu musi być zgodne z doktryną?

Racjonalność to fundamentalnie kwestia istnienia, a nie doktryny: zachowanie racjonalne musi mieć odniesienie do tego, co jest, do rzeczywistości. Nie zachowuje się racjonalnie ten, kto chce płacić wyobrażonymi pieniędzmi, kto żyje urojeniami religijnymi, kto - krótko mówiąc - bierze fikcję za rzeczywistość, lub, odwrotnie, rzeczywistość za fikcję.

>Dajmy na to, że fanatycy muzułmańscy złapali racjonalistę i chcą że by przyznał że Allach jest jedynym Bogiem na świecie. W domyśle jak nie powie tego to mu głowę utną. Jakie będzie zachowanie racjonalne? Kłamać?

W obronie koniecznej można zabić, a cóż dopiero kłamać.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
13-08-2012 11:38 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>Tak z ciekawości racjonalne zachowanie to jakie? Są jakieś cechy czy po prostu musi być zgodne z doktryną?
>Racjonalność to fundamentalnie kwestia istnienia, a nie doktryny: zachowanie racjonalne musi mieć odniesienie do tego, co jest, do rzeczywistości. Nie zachowuje się racjonalnie ten, kto chce płacić wyobrażonymi pieniędzmi, kto żyje urojeniami religijnymi, kto - krótko mówiąc - bierze fikcję za rzeczywistość, lub, odwrotnie, rzeczywistość za fikcję.

Dlaczego uważasz, że z nieracjonalnych przesłanek musi być nieracjonalne postępowanie? Dajmy na to jakiś przedsiębiorca jest wierzącym i stosując zasady swojej wiary odnosi sukces - czy wg Ciebie on postępuje racjonalnie czy nieracjonalnie? Albo dajmy na to że jest wierzący i ateista i obaj zainwestowali w AMBER GOLD. Który postąpił racjonalnie? A może obydwaj postąpili nieracjonalnie?

>>Dajmy na to, że fanatycy muzułmańscy złapali racjonalistę i chcą że by przyznał że Allach jest jedynym Bogiem na świecie. W domyśle jak nie powie tego to mu głowę utną. Jakie będzie zachowanie racjonalne? Kłamać?
>W obronie koniecznej można zabić, a cóż dopiero kłamać.

A teraz ciekawi mnie granica konieczności, czy jest jakaś i kto ją wyznacza. Czy w ogóle można odnosić moralność , etykę do racjonalności? Bo może spory między racjonalizmem a wiarą są bezsensu bo to nie są te same płaszczyzny? I tak naprawdę nie da się tego sporu rozstrzygnąć.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
13-08-2012 12:15 
 Ocena 3 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Dlaczego uważasz, że z nieracjonalnych przesłanek musi być nieracjonalne postępowanie?
Bajkę "Jak to ze lnem było" przerabia się z kilkulatkami. I pasowałoby wtedy zrozumieć o co biega.

>Dajmy na to jakiś przedsiębiorca jest wierzącym i stosując zasady swojej wiary odnosi sukces - czy wg Ciebie on postępuje racjonalnie czy nieracjonalnie?
Albo jeszcze lepiej gracz w lotto - kupi kupon , modli się i.. wygrywa! Wiem, że wedle upośledzenia Twojego umysłu modlitwa jest racjonalna, więc tego nie zrozumiesz, ale są też inni czytelnicy, więc wybacz.

>>Albo dajmy na to że jest wierzący i ateista i obaj zainwestowali w AMBER GOLD. Który postąpił racjonalnie? A może obydwaj postąpili nieracjonalnie?
A na ile który wiedział co robi, w co się pcha?

>A teraz ciekawi mnie granica konieczności, czy jest jakaś i kto ją wyznacza.
No pewnie katolikom nikt i nic nie wyznacza skoro to oni zaludniają więzienia.

>Czy w ogóle można odnosić moralność , etykę do racjonalności?
Nie można....?

>Bo może spory między racjonalizmem a wiarą są bezsensu bo to nie są te same płaszczyzny?
Nie te same? Na tym samym świecie są różne płaszczyzny? Jedna z Bogiem, druga bez?
A Bogowie innych religii? Też mają swoje płaszczyzny>

@ Marek Bielecki: Konowal uprawia bełkot, a nie filozofię nadprzyrodniczą.

>I tak naprawdę nie da się tego sporu rozstrzygnąć.
Jakiego sporu, mój dobry Konowalu?
Wiara jest zdolna do bełkotu, a nie do cywilizowanego sporu.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-08-2012 12:37 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
Niestety Twoje odpowiedzi nie są dla mnie satysfakcjonujące i niestety w większości nie za bardzo wiem o co Ci chodzi. Poczekam na odpowiedź pytanego.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
13-08-2012 13:01 
 Ocena 3 na 5
astrotaurus (12445 punktów)
>Niestety Twoje odpowiedzi nie są dla mnie satysfakcjonujące i niestety w większości nie za bardzo wiem o co Ci chodzi.
To duży postęp przyznać się do niezrozumienia zamiast odpowiadać byle co na siłę jakby się wszystkie rozumy zjadło.
Gdybyś kiedyś zechciał zrozumieć co się do Ciebie mówi po prostu powiedz co konkretnie jest dla ciebie za trudne.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-08-2012 11:26 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Dlaczego uważasz, że z nieracjonalnych przesłanek musi być nieracjonalne postępowanie?

Uwaga terminologiczna: przesłanka to raczej element rozumowania (zdanie, na podstawie którego wyciągamy wniosek). Oczywiście w postępowaniu (zachowaniu) ważną rolę odgrywają nasze przekonania, ale nie są one jego przesłankami. Np. ze zdania "Bóg istnieje" nie wynika takie czy inne zachowanie, ale (logicznie) np. zdanie "Bóg istnieje" (p>p). W zachowaniu uwzględnić musimy wiele innych elementów (motywy, warunki społeczne, ...), które w całości trudno sprowadzić do rozumowań, takiej czy innej logiki.

>Dajmy na to jakiś przedsiębiorca jest wierzącym i stosując zasady swojej wiary odnosi sukces - czy wg Ciebie on postępuje racjonalnie czy nieracjonalnie?

Najpierw należałoby pokazać, że jego sukces faktycznie jest rezultatem zasad jego wiary. U podstaw naszych zachowań wcale nie muszą leżeć świadomie wyrażane poglądy. Biznesmen (również ksiądz) może przypisać swoje sukcesy tzw. siłom wyższym, ale jak weźmiemy pod lupę jego postępowanie, to okaże się, że sukcesy zawdzięcza sprytowi, naiwności klientów, zbiegowi okoliczności. Weźmy np. księgę przychodów i wydatków: czy potrzeba do prostych rachunków odwoływać się do ducha świętego, boga, Maryji? W tym sensie uważam zachowanie takiego człowieka za nieracjonalne. W jakim sensie zasady katechizmu mają związek z biznesem? Być może, gdyby nasz przesiębiorca skoncentrował się wyłacznie na biznesie odniósłby większy sukces. A w skali globalnej: katolicyzm polski jakoś nie zapewnia nam gospodarczych sukcesów. Sadzę, że jest raczej jedną z przyczyn narodowej degrengolady.

>A teraz ciekawi mnie granica konieczności, czy jest jakaś i kto ją wyznacza.

Przejdź się w jakiś ciemny zaułek miasta, jak ci ktoś przyłoży kosę do gardła - wyjaśnisz sobie ten problem. Konieczności wyznaczają sytuacje.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
20-08-2012 14:53 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>Dlaczego uważasz, że z nieracjonalnych przesłanek musi być nieracjonalne postępowanie?
>Uwaga terminologiczna: przesłanka to raczej element rozumowania (zdanie, na podstawie którego wyciągamy wniosek). Oczywiście w postępowaniu (zachowaniu) ważną rolę odgrywają nasze przekonania, ale nie są one jego przesłankami. Np. ze zdania "Bóg istnieje" nie wynika takie czy inne zachowanie, ale (logicznie) np. zdanie "Bóg istnieje" (p>p). W zachowaniu uwzględnić musimy wiele innych elementów (motywy, warunki społeczne, ...), które w całości trudno sprowadzić do rozumowań, takiej czy innej logiki.

Eeeee zgubiłem się po "uwaga terminologiczna"

>>Dajmy na to jakiś przedsiębiorca jest wierzącym i stosując zasady swojej wiary odnosi sukces - czy wg Ciebie on postępuje racjonalnie czy nieracjonalnie?
>Najpierw należałoby pokazać, że jego sukces faktycznie jest rezultatem zasad jego wiary. U podstaw naszych zachowań wcale nie muszą leżeć świadomie wyrażane poglądy. Biznesmen (również ksiądz) może przypisać swoje sukcesy tzw. siłom wyższym, ale jak weźmiemy pod lupę jego postępowanie, to okaże się, że sukcesy zawdzięcza sprytowi, naiwności klientów, zbiegowi okoliczności. Weźmy np. księgę przychodów i wydatków: czy potrzeba do prostych rachunków odwoływać się do ducha świętego, boga, Maryji? W tym sensie uważam zachowanie takiego człowieka za nieracjonalne. W jakim sensie zasady katechizmu mają związek z biznesem? Być może, gdyby nasz przesiębiorca skoncentrował się wyłacznie na biznesie odniósłby większy sukces. A w skali globalnej: katolicyzm polski jakoś nie zapewnia nam gospodarczych sukcesów. Sadzę, że jest raczej jedną z przyczyn narodowej degrengolady.

Zrozumiałem z tego, że nie ma znaczenia czy ktoś wierzy czy nie żeby postępować racjonalnie - tak?

>>A teraz ciekawi mnie granica konieczności, czy jest jakaś i kto ją wyznacza.
>Przejdź się w jakiś ciemny zaułek miasta, jak ci ktoś przyłoży kosę do gardła - wyjaśnisz sobie ten problem. Konieczności wyznaczają sytuacje.

Czy czystki etniczne sa koniecznością? Srebrenica nie jest już muzułmańska. Działanie było nad wyraz racjonalne.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
21-08-2012 08:53 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Zrozumiałem z tego, że nie ma znaczenia czy ktoś wierzy czy nie żeby postępować racjonalnie - tak?

Nie. Możesz pójść na spacer do parku lub do lasu zabierając ze sobą ...powiedzmy kowadło, tylko po co? Jak komuś odpowiada kowadło, to niech je ze soba taszczy, ale z racjonalnością spaceru nie ma to nic wspólnego. Krótko: bóg (i jego ferajna) jest zbędny.

>Czy czystki etniczne sa koniecznością?
Nie są. Koniecznością jest unik przed pchnięciem nożem, o ile chcesz żyć. A jak nie wystarczy unik, to koniecznością bywa eliminacja przeciwnika, o ile jesteś w stanie tego dokonać. Jesli nie, to koniecznością staje sie bycie ofiarą, rzeźnia.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
21-08-2012 10:03 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>Zrozumiałem z tego, że nie ma znaczenia czy ktoś wierzy czy nie żeby postępować racjonalnie - tak?
>Nie. Możesz pójść na spacer do parku lub do lasu zabierając ze sobą ...powiedzmy kowadło, tylko po co? Jak komuś odpowiada kowadło, to niech je ze soba taszczy, ale z racjonalnością spaceru nie ma to nic wspólnego. Krótko: bóg (i jego ferajna) jest zbędny.

Ale nie idźmy w absurdy. Dajmy na to że racjonalista pójdzie do parku żeby pooddychać świeżym powietrzem, zaś wierzącego Bóg natchnie żeby poszedł się pomodlić, a kościół stoi za parkiem przez który musi przejść. Obaj po spacerze na świeżym powietrzu lepiej sie poczuli. Czy działanie racjonalisty jest jakościowo lepsze?

>>Czy czystki etniczne sa koniecznością?
>Nie są. Koniecznością jest unik przed pchnięciem nożem, o ile chcesz żyć. A jak nie wystarczy unik, to koniecznością bywa eliminacja przeciwnika, o ile jesteś w stanie tego dokonać. Jesli nie, to koniecznością staje sie bycie ofiarą, rzeźnia.
No właśnie koniecznością stałą się eliminacja muzułmanów w Srebrenicy, koniecznością było stanie z bronią u nogi ONZ. Konieczności były racjonalnie podjęte, ale czy były dobre/słuszne?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
21-08-2012 10:50 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Ale nie idźmy w absurdy. Dajmy na to że racjonalista pójdzie do parku żeby pooddychać świeżym powietrzem, zaś wierzącego Bóg natchnie żeby poszedł się pomodlić, a kościół stoi za parkiem przez który musi przejść. Obaj po spacerze na świeżym powietrzu lepiej sie poczuli. Czy działanie racjonalisty jest jakościowo lepsze?
Myli Pan racjonalizację: W psychologii jeden z mechanizmów obronnych - pozornie racjonalne uzasadnianie po fakcie swoich decyzji i postaw, kiedy prawdziwe motywy pozostają ukryte, często także przed własną świadomością.

Mechanizmy obronne można poklasyfikować na przykład w następujący sposób:

Techniki unikania działania: represja (wyparcie), nadmierna samokontrola, supresja (tłumienie), prokrastynacja (zwlekanie, odraczanie), zachowania obsesyjno-kompulsyjne

Techniki przemieszczenia: acting-out, fiksacja, inwersja, kompensacja, konwersja, przeniesienie, regresja, sublimacja, substytucja, asceza, reakcje upozorowane, zaprzeczane własnemu działaniu z przeszłości, zaprzeczanie istnieniu czegoś, nawykowe, utrwalone wzorce zachowań (np. uległość, agresja (psychologia), unikanie, samochwalstwo, dążenie do niezależności, podejrzliwość), omdlenie, robienie się słabym, chorym lub zmęczonym

Techniki zniekształcania rzeczywistości: dewaluacja, dysocjacja, fantazjowanie, nieuzasadniona generalizacja, idealizacja, intelektualizacja, maskowanie, odwracanie sensu, projekcja, racjonalizacja, rozszczepienie (splitting), selektywny brak uwagi, symbolizacja, zaprzeczanie

Techniki przyjmowania cudzych zachowań: identyfikacja, inkorporacja, introjekcja, konformizm, internalizacja

Mechanizmy złożone, łączące kilka z powyższych: negatywizm, pokuta, naprawienie zła, odwracanie uwagi, samorozgrzeszanie się, tracenie zainteresowania, zemsta, przesądy

Moralne mechanizmy obronne

Na szczególną uwagę zasługują też tzw. moralne mechanizmy obronne, czyli takie, które pozwalają wciąż uważać się za dobrego człowieka pomimo naruszania własnych zasad moralnych. Można tu wyróżnić np.:

racjonalizacje "złych" czynów jako środków do wyższego dobra

eufemizmy - nazywanie "złych" czynów mniej negatywnymi nazwami
porównania - porównywanie własnych "złych" czynów z jeszcze gorszymi czynami innych ludzi

rozmycie odpowiedzialności - dzielenie się winą z innymi

przemieszczenie odpowiedzialności - uzasadnianie "złych" czynów jako dopuszczonych przez jakiś wyższy autorytet

wyparcie konsekwencji - ignorowanie negatywnych konsekwencji swoich czynów
dehumanizacja ofiar swoich czynów.

zewnętrzna atrybucja winy - obwinianie ofiar np. o to, że prowokowały.


z racjonalizmem.


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie

@@@
.
21-08-2012 11:28 
 Ocena 2 na 4
diogenes (42753 punktów)
> Obaj po spacerze na świeżym powietrzu lepiej sie poczuli. Czy działanie racjonalisty jest jakościowo lepsze?

Myślenie nie jest kwestią dobrego samopoczucia. Ziemia jest kulą nie dlatego, że myśl ta sprawia nam przyjemność. Boskie natchnienie da się wyjaśnić w kategoriach parafii. Nie potrzeba odwoływać się do boga. Generalnie racjonalne działanie oparte jest na faktach. Człowiek wierzący dorzuci do nich nieco urojeń i iluzji: Jeśli fikcji jest więcej niż rzeczywistości - trafi do psychiatryka albo na cmentarz.

>Konieczności były racjonalnie podjęte...

Nie jestem pewien. Tzw. czystki etniczne to rezultat politycznych decyzji, a w polityce, podobnie jak w religii, jest dużo fikcji, która od pewnego poziomu dyskwalifikuje działania jako racjonalne. Taką fikcją jest np. przekonanie o wyższości jednej nacji nad pozostałymi. (Idea narodu wybranego jest religijnym idiotyzmem.)


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
21-08-2012 12:09 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
Wydaje mi się że uciekasz z odpowiedziami. W każdym razie dzięki za wymianę zdań.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
21-08-2012 12:25 
 Ocena 5 na 5
diogenes (42753 punktów)
>Wydaje mi się że uciekasz z odpowiedziami.

Złudzenie uciekających odpowiedzi powstaje wtedy, kiedy odpowiedzi są inne, niż się spodziewamy.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
21-08-2012 12:45 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>Wydaje mi się że uciekasz z odpowiedziami.
>Złudzenie uciekających odpowiedzi powstaje wtedy, kiedy odpowiedzi są inne, niż się spodziewamy.
Jest w tym twierdzeniu pewna logika

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Brzostowski (7067 punktów)

To problem nie tyle racjonalizmu, co postawy każdego z nas w stosunku do poznania świata w ogóle.

Moje zdanie co niektórzy znają. Ja nie odbieram prawa nikomu do postrzegania prawdziwego świata, nawet gdy nie można tego udowodnić. Nie widzę także żadnego mocnego argumentu aby uznawać, że subiektywny odbiór świata na pewno jest nieprawdziwy.

To co pisała Stein nie jest racjonalne w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, ale nie oznacza to, że Stein się myliła.
10-08-2012 16:09 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>To co pisała Stein nie jest racjonalne w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, ale nie oznacza to, że Stein się myliła.

Można powiedzieć, że był to racjonalizm fenomenologiczny.
10-08-2012 17:02 
 Ocena 15 na 15
Fizyk (17637 punktów)
> Nie widzę także żadnego mocnego argumentu aby uznawać, że subiektywny odbiór świata na pewno jest nieprawdziwy.

To popatrz tu:

Te subiektywne spirale są obiektywnie kołami.

Znanych nam złudzeń w subiektywnym pojmowaniu świata jest sporo - i to nie tylko optycznych. Postęp w zrozumieniu świata to dużym stopniu rozpoznawanie tych złudzeń i znajdowanie metod ich przezwyciężenia. Wymóg siły aby podtrzymywać ruch, wyższość człowieka nad innymi gatunkami, niezmienność tych gatunków, cieplik, vis vitalis, absolutne czas i przestrzeń, dusza obdarzona świadomością - to wszysto znane złudzenia, choć wciąż nie przez wszystkich.
10-08-2012 17:38 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>To popatrz tu:
>Te subiektywne spirale są obiektywnie kołami.

Eeeee, tak trywialne rzeczy Brzostowski wie! Jeno Brzostowski w swoich pseudointelektualnych ciemnotach... pardon... ciągotach musi Ci przypomnieć, że istnieje metodycznie niezerowe prawdopodobieństwo, że te koła to jednak spirale tylko jakieś Gremlinsy czy inny Bóg robią zmyłkową projekcję kiedy tylko zerkniesz na obrazek...
On w takich obszarach z lubością operuje.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
11-08-2012 12:49 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
>> Te subiektywne spirale są obiektywnie kołami.
> [...] istnieje metodycznie niezerowe prawdopodobieństwo, że te koła to jednak spirale tylko jakieś Gremlinsy czy inny Bóg robią zmyłkową projekcję kiedy tylko zerkniesz na obrazek...

Chyba chciałeś powiedzieć, że jak palcem wodzę to takiej subiektywnej spirali i palec wraca mi do punktu wyjścia to jest niezerowa szansa, powiedzmy 1%, że palec mi przeskoczył na sąsiednią "spiralę". A jak próbę powtórzę, to ta szansa zmniejszy się do 0.01%. A jak powtórzę jeszcze 100 razy... A jak jeszcze milion ludzi powtórzy... No tak, ale dokładnie zerem ta szansa na spiralę nigdy nie będzie.
11-08-2012 16:56 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)
>No tak, ale dokładnie zerem ta szansa na spiralę nigdy nie będzie.
O to to! I tu wkracza Brzostowski (czy jemu podobny) z tryumfalnym okrzykiem:
- A widzisz! Istnienie Boga wszech-, -och i -ach jest naukowo możliwe!

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
16-08-2012 17:00 
 Ocena 1 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
>>> Te subiektywne spirale są obiektywnie kołami.
>> [...] istnieje metodycznie niezerowe prawdopodobieństwo, że te koła to jednak spirale tylko jakieś Gremlinsy czy inny Bóg robią zmyłkową projekcję kiedy tylko zerkniesz na obrazek...
>Chyba chciałeś powiedzieć, że jak palcem wodzę to takiej subiektywnej spirali i palec wraca mi do punktu wyjścia to jest niezerowa szansa, powiedzmy 1%, że palec mi przeskoczył na sąsiednią "spiralę". A jak próbę powtórzę, to ta szansa zmniejszy się do 0.01%. A jak powtórzę jeszcze 100 razy... A jak jeszcze milion ludzi powtórzy... No tak, ale dokładnie zerem ta szansa na spiralę nigdy nie będzie.

Istnieją dwa aspekty tego niezerowego prawdopodobieństwa.

Pierwszy dotyczy sytuacji, w której z zasady jesteśmy sceptyczni i nie ufamy niczemu na 100%, w tym naszym zmysłom. Na przykład patrzysz na krowę i widzisz krowę, ale z zasady nie masz 100% pewności czy to jest krowa. Ten aspekt dotyczy właśnie tego o czym piszesz.

Drugi aspekt dotyczy braków w wiedzy lub niemożliwości sprawdzenia. Na przykład:

gdyby grafika, którą prezentujesz miała nieskończenie wiele tych okręgów, to nie moglibyśmy sprawdzić czy gdzieś jednak nie zaczyna się spirala,

albo z powodów ograniczoności zmysłów lub narzędzi nie byłbyś w stanie tego sprawdzić.
16-08-2012 16:24 
 Ocena 1 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
>>To popatrz tu:
>>Te subiektywne spirale są obiektywnie kołami.
>Eeeee, tak trywialne rzeczy Brzostowski wie! Jeno Brzostowski w swoich pseudointelektualnych ciemnotach... pardon... ciągotach musi Ci przypomnieć, że istnieje metodycznie niezerowe prawdopodobieństwo, że te koła to jednak spirale tylko jakieś Gremlinsy czy inny Bóg robią zmyłkową projekcję kiedy tylko zerkniesz na obrazek...
>On w takich obszarach z lubością operuje.

Szkoda, że niczego nie zrozumiałeś z tej dyskusji o niezerowym prawdopodobieństwie, wyjaśnienie znajdziesz w odpowiedzi dla Fizyka, o "jaśnie ociemniony", pardon oświecony.
11-08-2012 15:08 
 Ocena 2 na 4
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Znanych nam złudzeń w subiektywnym pojmowaniu świata jest sporo - i to nie tylko optycznych. Postęp w zrozumieniu świata to dużym stopniu rozpoznawanie tych złudzeń i znajdowanie metod ich przezwyciężenia. Wymóg siły aby podtrzymywać ruch, wyższość człowieka nad innymi gatunkami, niezmienność tych gatunków, cieplik, vis vitalis, absolutne czas i przestrzeń, dusza obdarzona świadomością - to wszysto znane złudzenia, choć wciąż nie przez wszystkich.

Ze względu na poprawność metodologiczną należałoby inaczej potraktować złudzenia z obszaru kompetencji nauk przyrodniczych (które można przeanalizować metodami właściwymi dla nauk przyrodniczych), a inaczej - złudzenia z obszaru kompetencji filozofii, które wykraczają poza obszar kompetencji nauk przyrodniczych. Co się tyczy tych drugich, to zwolennicy różnych systemów filozoficznych za złudzenia mogą uznać poglądy przeciwne, np. jedni filozofowie będą udowadniać, że złudzeniem jest istnienie Boga, inni - że złudzeniem jest nieistnienie Boga. W tym kontekście ciekawy jest przypadek fenomenologii - a więc tej szkoły filozoficznej, do której należała także Edyta Stein - która postawiła sobie za cel uprawiać filozofię tak jak naukę ścisłą.

Znanym złudzeniem jeszcze innego rodzaju jest uznawanie fizyki za dziedzinę kompetentną do rozstrzygania kwestii filozoficznych...
11-08-2012 16:54 
 Ocena 3 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Ze względu na poprawność metodologiczną należałoby inaczej potraktować złudzenia z obszaru kompetencji nauk przyrodniczych (które można przeanalizować metodami właściwymi dla nauk przyrodniczych), a inaczej - złudzenia z obszaru kompetencji filozofii, które wykraczają poza obszar kompetencji nauk przyrodniczych.
A co to za sztuczki z tymi kompetencjami i wykraczaniem?! Albo coś prowadzi do poznania świata z zastosowaniem rozumu i metody naukowej, abo nie - to jest kwintesencja.

>Co się tyczy tych drugich, to zwolennicy różnych systemów filozoficznych za złudzenia mogą uznać poglądy przeciwne, np. jedni filozofowie będą udowadniać, że złudzeniem jest istnienie Boga, inni - że złudzeniem jest nieistnienie Boga.
A teraz pomyliłeś filozofię z teologią - to ona bajdurzy to drugie.

>W tym kontekście ciekawy jest przypadek fenomenologii - a więc tej szkoły filozoficznej, do której należała także Edyta Stein - która postawiła sobie za cel uprawiać filozofię tak jak naukę ścisłą.
Ale filozofia tak ma jak nauki ścisłe - oparcie w metodzie naukowej.

>Znanym złudzeniem jeszcze innego rodzaju jest uznawanie fizyki za dziedzinę kompetentną do rozstrzygania kwestii filozoficznych...
Znanym? Jakieś dane na poparcie? Bo ja takie twierdzenia słyszę tylko od fideistów i innych pseudointelektualistów którzy twierdzą, że ateiści tak twierdzą. A wszytko po to by uprawomocnić, uwznioślić swój bełkot, wynieść go "ponad" naukę.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
11-08-2012 17:20 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>W tym kontekście ciekawy jest przypadek fenomenologii - a więc tej szkoły filozoficznej, do której należała także Edyta Stein - która postawiła sobie za cel uprawiać filozofię tak jak naukę ścisłą.
>Ale filozofia tak ma jak nauki ścisłe - oparcie w metodzie naukowej.

Skoro tak uważasz, zapewne ucieszyłbyś się, gdyby powstał portal Racjonalistka.pl im. Edyty Stein...
11-08-2012 18:41 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Skoro tak uważasz, zapewne ucieszyłbyś się, gdyby powstał portal Racjonalistka.pl im. Edyty Stein...
Bardzo. Gdyby to był portal racjonalista-inaczej.va


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
12-08-2012 01:45 
 Ocena 1 na 3
maruda (5550 punktów)
>Skoro tak uważasz, zapewne ucieszyłbyś się, gdyby powstał portal Racjonalistka.pl im. Edyty Stein...

Czy racjonalizm jest pierwszym słowem któremu propaganda katolicka zmienia zupełnie znaczenie, nie. Jakoś i ten objaw nowomowy katolickiej przeżyjemy.
11-08-2012 19:14 
 Ocena 12 na 12
Fizyk (17637 punktów)
> ... które wykraczają poza obszar kompetencji nauk przyrodniczych.

Śmiem twierdzić, że nie ma takich. Wszystkie sensowne hipotezy dotyczące rzeczywistości są w kompetencji nauk przyrodniczych. No chyba, że z góry zastrzegamy się, że mowa jest o fikcji literackiej. Ale wtedy to też nie filozofia.

> ... ciekawy jest przypadek fenomenologii - a więc tej szkoły filozoficznej, do której należała także Edyta Stein - która postawiła sobie za cel uprawiać filozofię tak jak naukę ścisłą.

Fenomenologia jest raczej nieciekawa, bo błędnie wybrała punkt wyjścia: fenomena - mające być pewnością daną nam przez przez zmysły - nie są elementami rzeczywistości. Dziś wiemy (o czym Edyta Stein nie mogła jeszcze wiedzieć), że są one elementami jedynie modelu rzeczywistości budowanym w skomplikowanym procesie zachodzącym w układzie nerwowym. Model ten jest zazwyczaj poprawny, ale nie zawsze, o czym świadczą złudzenia takie jak to powyżej.

Miejsce fenomenologii jest na śmietniku historii. Jest ona podobna do alchemii, która błędnie wybrała powietrze, wodę, ziemię i ogień jako pierwiastki chemiczne. Fenomenologia błędnie wybrała pierwiastki psychologiczne.

> Znanym złudzeniem jeszcze innego rodzaju jest uznawanie fizyki za dziedzinę kompetentną do rozstrzygania kwestii filozoficznych.

Fizyka roztrzygnęła szereg kwestii filozoficznych: jak obracają się sfery niebieskie, czym jest substancja i jej struktura, czym jest ogień, czym jest życie, czym jest myślenie, skąd pochodzimy i jak świat powstał... Obawiam się, że nie ma dziedzin filozofii, które można by od niej odgrodzić. Znasz jakieś?
12-08-2012 18:51 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Wszystkie sensowne hipotezy dotyczące rzeczywistości są w kompetencji nauk przyrodniczych.

Przedstawiłeś punkt widzenia jednego z najbardziej skrajnych kierunków filozoficznych - neopozytywizmu.

Neopozytywizm neguje sensowność większości podstawowych zagadnień filozoficznych. Na przykład sensowność pytania: "Jaki sens ma moje życie?" Kwestia ta w oczywisty sposób wykracza poza kompetencję nauk przyrodniczych. Neopozytywizm na to pytanie nie odpowiada - twierdzi jedynie, że nie ma ono sensu.

Czy takie podejście do najważniejszych i najciekawszych pytań, które pojawiały się w historii filozofii, ma sens? Moim zdaniem nie. Ale potrafię sobie wyobrazić, że ktoś może być na tyle niewrażliwy na kwestie fundamentalne, że takie podejście będzie dla niego do przyjęcia.
12-08-2012 23:59 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Przedstawiłeś punkt widzenia jednego z najbardziej skrajnych kierunków filozoficznych - neopozytywizmu.
Uczyniłeś ruch erystyczny, który ułatwia Ci mówienie do siebie - przypiąłeś oponentowi etykietkę ze swoich skojarzeń, by za chwilę wykazać, że to co Twoim zdaniem oponent myśli choć on tego nie myśli nie ma sensu.
Spróbuj polemizować z poglądami oponentów na podstawie ich wypowiedzi, a nie ze swoimi wyobrażeniami na temat ich poglądów na podstawie swoich skojarzeń. Dywagacje w stylu "co autor miał na myśli" jest dobre w szkole, ale nie w dyskusji bezpośredniej.

Żeby się nie powtarzać dam Ci link do mojej wypowiedzi gdzie indziej, za to powtórzę radę: nie mieszaj tego co prowadzi do poznania świata w dowolnym jego aspekcie i przejawie z tym co prowadzi do zaciemnienia i zabełkotania.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-08-2012 10:22 
 Ocena 11 na 11
Fizyk (17637 punktów)
> Przedstawiłeś punkt widzenia jednego z najbardziej skrajnych kierunków filozoficznych - neopozytywizmu.

Filozofia neopozytywizmu (czyli pozytywizmu logicznego, nazywanego tak w fizyce) jest również przeżytkiem. Jej słabość wykazał (a jakże!) postęp nauk przyrodniczych, a zwłaszcza mechaniki kwantowej. Doświadczalne testy nierówności Bella pokazały, że konsekwentne trzymanie się pozytywizmu logicznego prowadzi do absurdalnych wniosków, takich jak niestnienie Księżyca gdy nikt na niego nie patrzy.

> Na przykład sensowność pytania: "Jaki sens ma moje życie?" Kwestia ta w oczywisty sposób wykracza poza kompetencję nauk przyrodniczych.

Nie tylko nie wykracza, ale wręcz przeciwnie - nauki przyrodnicze mają tu wiele do powiedzenia. Wiemy już czym jest życie i jaki jest jego mechanizm. Wiemy, że rozwój życia nie potrzebuje zewnętrznie danego celu, a więc mało jest prawdopodobne aby istniał zewnętrznie nam dany sens życia. Niemniej nic nie stoi na przeszkodzie aby każdy z nas obrał sobie własny cel w życiu i przez to nadał mu sens.
13-08-2012 11:01 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Filozofia neopozytywizmu (czyli pozytywizmu logicznego, nazywanego tak w fizyce) jest również przeżytkiem.

Tak, to prawda.

>> Na przykład sensowność pytania: "Jaki sens ma moje życie?" Kwestia ta w oczywisty sposób wykracza poza kompetencję nauk przyrodniczych.
>Nie tylko nie wykracza, ale wręcz przeciwnie - nauki przyrodnicze mają tu wiele do powiedzenia. Wiemy już czym jest życie i jaki jest jego mechanizm. Wiemy, że rozwój życia nie potrzebuje zewnętrznie danego celu, a więc mało jest prawdopodobne aby istniał zewnętrznie nam dany sens życia. Niemniej nic nie stoi na przeszkodzie aby każdy z nas obrał sobie własny cel w życiu i przez to nadał mu sens.

Jeśli chodzi o ścisłość, to nie istnieje jeszcze powszechnie przyjęty fizyczny model zjawiska życia (choć pewnie kiedyś powstanie), ale to nie jest istotne dla tej dyskusji, bo mówimy tu o aspekcie egzystencjalnym, a nie przyrodniczym. Zwróć uwagę, że pisząc "mało jest prawdopodobne aby istniał zewnętrznie nam dany sens życia" oraz że "nic nie stoi na przeszkodzie aby każdy z nas obrał sobie własny cel w życiu i przez to nadał mu sens", poruszasz się już poza obszarem nauk przyrodniczych... I bardzo dobrze.
13-08-2012 11:37 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
>Zwróć uwagę, że pisząc "mało jest prawdopodobne aby istniał zewnętrznie nam dany sens życia" oraz że "nic nie stoi na przeszkodzie aby każdy z nas obrał sobie własny cel w życiu i przez to nadał mu sens", poruszasz się już poza obszarem nauk przyrodniczych...
I co? Porusza się w obszarze nauk nadprzyrodniczych? W oderwaniu od przyrody?
Owszem, religianci bujają w obłokach fantasmagorii, znajdują sobie cele urojone, nadprzyrodnicze, ale stąd bierze się jałowość myśli religijnych, ich poznawcza bezwartościowość rażąca w obliczu miliardów wierzących przez tysiąclecia.

>I bardzo dobrze.
Fideistom zależy by filozofię (a tak naprawdę teologię pod jej maskującą nazwą) wynieść ponad zwyczajne poznawanie świata.
To też znajdziesz paru sojuszników dla swej radości, ale nie sądzę by większość tutejszych userów (łącznie z adresatem Twej wypowiedzi) podzieliła Twój pogląd - i radość - o jakimś "poza obszarem nauk przyrodniczych". Świat jest jeden i jedna metoda jego poznawania.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-08-2012 11:45 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Zwróć uwagę, że pisząc "mało jest prawdopodobne aby istniał zewnętrznie nam dany sens życia" oraz że "nic nie stoi na przeszkodzie aby każdy z nas obrał sobie własny cel w życiu i przez to nadał mu sens", poruszasz się już poza obszarem nauk przyrodniczych...
>I co? Porusza się w obszarze nauk nadprzyrodniczych?

W obszarze filozofii.
13-08-2012 11:59 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>W obszarze filozofii.

Czytałeś moją wypowiedź, którą wcześniej linkowałem?
Chcesz oderwać filozofię od przyrody, od nauki?
Nie mylisz filozofii z teologią?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-08-2012 12:19 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Nauki przyrodnicze i filozofia mają różne obszary kompetencji. Twój pogląd, że jest inaczej - to pewien konkretny pogląd filozoficzny.
13-08-2012 12:27 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
>Nauki przyrodnicze i filozofia mają różne obszary kompetencji.
Nieprawda. Ich cel i metoda są wspólne.
Chyba nie czytałeś mojej linkowanej wypowiedzi, więc ją przytoczę:
U zarania dziejów myśli ludzkiej filozofia obejmowała, wręcz zawierała w sobie całą naukę. W miarę zdobywania coraz większej ilości danych wiele tematów rozważań filozoficznych przekształcało się w samodzielne dyscypliny naukowe. Nauka by być twórcza, by w ogóle móc działać nie może obyć się bez otoczki spekulatywnej, filozoficznej. Cały czas stawianie pytań, formułowanie najdzikszych hipotez, dopasowywanie faktów, wyciąganie wniosków to jest serce, motor napędowy nauki. Wszelkie dane to tylko pożywka!
I już dzisiaj samodzielna filozofia jest marginesem działań poznawczych ludzkości, a za jakiś czas zapewne "rozpuści" się w nauce jak kiedyś nauka była "rozpuszczona" w filozofii.


>Twój pogląd, że jest inaczej - to pewien konkretny pogląd filozoficzny.
Zmierz się zatem z treścią owego poglądu zamiast przypinać łatki. Nazywaj go jak chcesz, przypisuj do czego chcesz, bylebyś odnosił się do meritum.
Werdykt marka Bieleckiego, że czyjaś wypowiedź (a właściwie to co Marek Bielecki z niej odebrał) pasuje do tego co Marek Bielecki myśli na temat szkół filozoficznych jest merytorycznie jałowy.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-08-2012 12:59 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Nauki przyrodnicze i filozofia mają różne obszary kompetencji.
>>Twój pogląd, że jest inaczej - to pewien konkretny pogląd filozoficzny.
>Zmierz się zatem z treścią owego poglądu zamiast przypinać łatki.

Ale tu nie za bardzo jest się z czym mierzyć... Najważniejsze, najciekawsze zagadnienia filozoficzne znajdują się poza obszarem rozstrzygnięć nauk przyrodniczych; choćby fundamentalne pytanie "Jaki sens ma moje życie?" (jest w tym wątku krótka wymiana zdań na ten temat). Ale te zagadnienia Ty pewnie uważasz za "bzdety", nieprawdaż?...
13-08-2012 13:23 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Ale tu nie za bardzo jest się z czym mierzyć...
Tym bardziej nie unikaj więc konkretów, zmieć mój pogląd jednym dobrze mierzonym, wystarczającym argumentem... przeżyję i podziękuję, bo ja nie dążę by moje było na wierzchu, ale lubię żeby moje był dobre. I dobroć tego sprawdzam choćby w sporach na forach.

>Najważniejsze, najciekawsze zagadnienia filozoficzne znajdują się poza obszarem rozstrzygnięć nauk przyrodniczych; choćby fundamentalne pytanie "Jaki sens ma moje życie?" (jest w tym wątku krótka wymiana zdań na ten temat).
Tak jak nie dostrzegam merytorycznej rozłączności filozofii i nauki (filozofii, a nie teologii czy pseudointelektualnego bełkotu) tak tym bardziej nie dostrzegam rozłączności nauk przyrodniczych z jakimikolwiek innymi jakby się one nie zwały.
Poznawanie świata w każdym jego przejawie i aspekcie (także z przyjmowanymi przez ludzi celami życia)to proces interdyscyplinarny.
Powiedz wreszcie konkretnie (Fizyk też pytał o to) jak filozofia, choćby one rozważania na temat sensu życia mogą być oderwane od ustaleń nauk ...tfu, ale niech Ci będzie... przyrodniczych. Konkretnie proszę.

>Ale te zagadnienia Ty pewnie uważasz za "bzdety", nieprawdaż?...
Pokazałeś tu kilkakroć manierę przylepiania łatki swoich wyobrażeń, szufladkowania oponenta wedle swoich skojarzeń. Teraz ta maniera przybiera jeszcze paskudniejszą postać - wymyślasz wręcz jakąś bzdurę, której nie potrafisz uzasadnić byle poniżyć mnie w swoich oczach.
Zajmij się więcej treścią wypowiedzi zamiast wydawaniem opinii - rozmowa będzie o wiele bardziej owocną.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-08-2012 14:12 
 Ocena 1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Najważniejsze, najciekawsze zagadnienia filozoficzne znajdują się poza obszarem rozstrzygnięć nauk przyrodniczych; choćby fundamentalne pytanie "Jaki sens ma moje życie?" (jest w tym wątku krótka wymiana zdań na ten temat).

> Poznawanie świata w każdym jego przejawie i aspekcie (także z przyjmowanymi przez ludzi celami życia)to proces interdyscyplinarny.Powiedz wreszcie konkretnie (Fizyk też pytał o to) jak filozofia, choćby one rozważania na temat sensu życia mogą być oderwane od ustaleń nauk ...tfu, ale niech Ci będzie... przyrodniczych. Konkretnie proszę.

Naprawdę wyobrażasz sobie, że ktoś, kto poważnie zastanawia się nad sensem własnego życia, znajduje odpowiedź (lub choćby jej tam szuka) w książkach z zakresu fizyki?... Czy znasz kogoś takiego?...
Czy to retoryczne pytanie jest już dostatecznie konkretne jak dla Ciebie?

To może teraz odwrotnie: powiedz mi konkretnie, jak w oparciu o nauki przyrodnicze przekonywałbyś kogoś, że jego życie ma sens?...
13-08-2012 15:54 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Naprawdę wyobrażasz sobie, że ktoś, kto poważnie zastanawia się nad sensem własnego życia, znajduje odpowiedź (lub choćby jej tam szuka) w książkach z zakresu fizyki?... Czy znasz kogoś takiego?...
Oczywiście!
Prof. zw. dr hab. Zbigniew Jacyna Onyszkiewicz.

Nad sensem życia można bezsensownie się zastanawiać lub własne z sensem przeżyć poświęcając je poznaniu i zrozumieniu rzeczywistości. Choćby tylko jej fizycznej stronie.

Miłego dnia.

@@@
.
13-08-2012 16:06 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To może teraz odwrotnie: powiedz mi konkretnie, jak w oparciu o nauki przyrodnicze przekonywałbyś kogoś, że jego życie ma sens?...
Całe swój światopogląd - już od dziecka - opierałem na dorobku nauk przyrodniczych. Jak Pan śmie stwierdzić, że moje życie nie miało sensu. Jak trzeba być zadufanym niedoukiem, aby można było uznać, że jego życie było bardziej sensownym.
Szanowny Panie, moje życie ma sens tu i teraz. Z pewnym przesunięciem dla wspomnień o mnie. Pańskie życie nabiera sensu po śmierci. Czyżby filozofia śmierci była wartościowszą nad filozofię życia. Cała filozofia chrześcijańska (nie mówiąc już o teologii) to bezsensowne próby racjonalnego ratowania tego co racjonalnie uratować się nie da.

Miłego dnia.

@@@
.
13-08-2012 16:41 
 0 na 4
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>To może teraz odwrotnie: powiedz mi konkretnie, jak w oparciu o nauki przyrodnicze przekonywałbyś kogoś, że jego życie ma sens?...
>Całe swój światopogląd - już od dziecka - opierałem na dorobku nauk przyrodniczych. Jak Pan śmie stwierdzić, że moje życie nie miało sensu.

Stwierdziłem to? Gdzie? Nic nie wiem o Pańskim życiu, więc byłoby dziwne, gdybym takie stwierdzenie sformułował.

>Jak trzeba być zadufanym niedoukiem, aby można było uznać, że jego życie było bardziej sensownym.

Czy trochę się Pan nie zagalopował?...

Ad rem. Nie zrozumiał Pan mojego wpisu. Proszę jeszcze raz spróbować.
13-08-2012 19:05 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Pan Bielecki:
Ale tu nie za bardzo jest się z czym mierzyć... Najważniejsze, najciekawsze zagadnienia filozoficzne znajdują się poza obszarem rozstrzygnięć nauk przyrodniczych; choćby fundamentalne pytanie "Jaki sens ma moje życie?" (jest w tym wątku krótka wymiana zdań na ten temat). Ale te zagadnienia Ty pewnie uważasz za "bzdety", nieprawdaż?...

Naprawdę wyobrażasz sobie, że ktoś, kto poważnie zastanawia się nad sensem własnego życia, znajduje odpowiedź (lub choćby jej tam szuka) w książkach z zakresu fizyki?... Czy znasz kogoś takiego?...
Czy to retoryczne pytanie jest już dostatecznie konkretne jak dla Ciebie?

To może teraz odwrotnie: powiedz mi konkretnie, jak w oparciu o nauki przyrodnicze przekonywałbyś kogoś, że jego życie ma sens?...

Bogusławski:
Całe swój światopogląd - już od dziecka - opierałem na dorobku nauk przyrodniczych. Jak Pan śmie stwierdzić, że moje życie nie miało sensu.

>Stwierdziłem to? Gdzie? Nic nie wiem o Pańskim życiu, więc byłoby dziwne, gdybym takie stwierdzenie sformułował.
Należy nauczyć się czytać ze zrozumieniem, a zacząć od zrozumienia tego co samemu się pisze. Nie musiał Pan tu konkretnie napisać - Bogusławski. Wystarczy, że sam zaliczam się do dyskryminowanego przez Pana zbioru.

>>>>Jak trzeba być zadufanym niedoukiem, aby można było uznać, że jego życie było bardziej sensownym.

>Czy trochę się Pan nie zagalopował?...
Ani trochę uważam, że każdy człowiek indywidualnie nadaje swojemu życiu sens i dopóki jego sens nie godzi w wartości innych ludzi, to jest sensem równoprawnym.
Nie uważam aby wydumany religijny sens życia w czymkolwiek górował nad sensem opartym na dorobku nauk. Jeżeli już, to zupełnie odwrotnie.

>Ad rem. Nie zrozumiał Pan mojego wpisu. Proszę jeszcze raz spróbować.
Staram się jak mogę i mam jako takie doświadczenia w rozumieniu mętnych tekstów, ale zawsze jest możliwym, że czegoś nie zrozumiałem z Pańskich wywodów, a jak Pan sądzi w jakim stopniu potrafi Pan zrozumieć teksty racjonalistów? Czy te zrozumienia/niezrozumienia można w ogóle zestawiać ze sobą. Osobiście bardzo w to wątpię.

Miłego dnia.

@@@
.
13-08-2012 17:32 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Naprawdę wyobrażasz sobie, że ktoś, kto poważnie zastanawia się nad sensem własnego życia, znajduje odpowiedź (lub choćby jej tam szuka) w książkach z zakresu fizyki?... Czy znasz kogoś takiego?...
Znowu wymyślasz jakąś bzdurę i usiłujesz przypisać ją mnie.

Wyjaśnij swoje słowa, nie zajmuj się tym czego ja nie powiedziałem.
A Twoje słowa to pętla na Twoją własną szyję.
Powiadasz:
>Nauki przyrodnicze i filozofia mają różne obszary kompetencji.
Powiadasz:
> Na przykład sensowność pytania: "Jaki sens ma moje życie?" Kwestia ta w oczywisty sposób wykracza poza kompetencję nauk przyrodniczych.
A za chwilę przyznajesz, że filozofia podlega kompetencjom nauk ... tfu... przyrodniczych i nie ma prawa wbrew nim oddychać:
>Dobra filozofia nie może być sprzeczna z ustaleniami nauk przyrodniczych. Ale to chyba banał. Myślę, że nikt rozsądny tego nie kwestionuje.
To jak to jest wreszcie? Czy, jak i co można dobrze filozofować "wykraczając" poza nauki przyrodnicze?

>Czy to retoryczne pytanie jest już dostatecznie konkretne jak dla Ciebie?
Jak widzisz: nie.

>To może teraz odwrotnie: powiedz mi
Nie ma odwrotnie. Powiedziałeś - wyjaśnij.
Jeśli żądasz wyjaśnienia moich wypowiedzi to ich udzielę.

>To może teraz odwrotnie: powiedz mi konkretnie, jak w oparciu o nauki przyrodnicze przekonywałbyś kogoś, że jego życie ma sens?...
Twoje fantazje przekraczają granice fantazji i zaczynają trącić paranoją. Dlaczego niby miałbym przekonywać kogoś, że jego życie ma sens jak ja nie wiem wcale o kim mowa, jak ten ktoś żyje itp?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-08-2012 18:40 
 Ocena 14 na 14
Fizyk (17637 punktów)
> Naprawdę wyobrażasz sobie, że ktoś, kto poważnie zastanawia się nad sensem własnego życia, znajduje odpowiedź (lub choćby jej tam szuka) w książkach z zakresu fizyki?

Czytanie książek z zakresu nauk przyrodniczych, a zwłaszcza z fizyki, jest najlepszą drogą na zrozumienie sensu życia. Dziwię się, że to przekracza Twoją wyobraźnię.

> Czy znasz kogoś takiego?

Nie tylko znam wielu takich ludzi, ale jestem jednym z nich.
14-08-2012 10:18 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> Naprawdę wyobrażasz sobie, że ktoś, kto poważnie zastanawia się nad sensem własnego życia, znajduje odpowiedź (lub choćby jej tam szuka) w książkach z zakresu fizyki?
>Czytanie książek z zakresu nauk przyrodniczych, a zwłaszcza z fizyki, jest najlepszą drogą na zrozumienie sensu życia. Dziwię się, że to przekracza Twoją wyobraźnię.
>> Czy znasz kogoś takiego?
>Nie tylko znam wielu takich ludzi, ale jestem jednym z nich.

Dziękuję za to świadectwo - nigdy wcześniej nie zetknąłem się z przypadkiem, żeby ktoś w książkach z zakresu fizyki szukał sensu własnego życia (nawet wśród fizyków, których znam wielu).
14-08-2012 10:38 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dziękuję za to świadectwo - nigdy wcześniej nie zetknąłem się z przypadkiem, żeby ktoś w książkach z zakresu fizyki szukał sensu własnego życia (nawet wśród fizyków, których znam wielu).
Gdyż dziwny fizyk jest z Pana. Ja fizykiem nie jestem, ale jako dziecko dostałem książkę.



Później był "Pan Tompkins w krainie czarów", "Teoria względności dla laika", a później jeszcze co najmniej kilkadziesiąt następnych pozycji popularyzujących fizykę. Tak one kształtowały mój światopogląd i wskazywały mi także na sens osobistego życia. Nie ograniczałem swojej chęci poznania i zrozumienia świata tylko do fizyki, ale fizyka była ważnym elementem.

Miłego dnia.

@@@
.
14-08-2012 10:54 
 Ocena 1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Wiele razy słyszałem od niefizyków, że fizycy są dziwni...
14-08-2012 11:26 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wiele razy słyszałem od niefizyków, że fizycy są dziwni...
Nie pisałem o fizykach, a o Panu (deklarował Pan kiedyś ukończenie fizyki na UW). Na przykład Pan "Fizyk" z naszego forum, to intelektualny miód na moje serce. Dzięki niemu wiele trudnych dla mnie spraw staje się o niebo jaśniejszymi.
A książki popularyzujące fizykę nadal czytam i staram się zrozumieć. Fizyka tam opisana jest pasjonującą, ale nie dziwną. No chyba, że zabierają się do niej "dziwni fizycy".

Miłego dnia.

@@@
.
16-08-2012 00:46 
 Ocena 2 na 2
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>> Naprawdę wyobrażasz sobie, że ktoś, kto poważnie zastanawia się nad sensem własnego życia, znajduje odpowiedź (lub choćby jej tam szuka) w książkach z zakresu fizyki?
>Czytanie książek z zakresu nauk przyrodniczych, a zwłaszcza z fizyki, jest najlepszą drogą na zrozumienie sensu życia.
> Czy znasz kogoś takiego?
>Nie tylko znam wielu takich ludzi, ale jestem jednym z nich.

Nie ma ważniejszej sprawy intelektualnej niż znalezienie sensu. Więc bardzo proszę podzielisz się tym, co tam znalazłeś?


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
17-08-2012 13:33 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
> Nie ma ważniejszej sprawy intelektualnej niż znalezienie sensu. Więc bardzo proszę podzielisz się tym, co tam znalazłeś?

Staram się to robić na tym forum od kilku lat. W moich wypowiedziach znajdziesz wiele linków omijających manowce.

Ale jeżeli szukasz drogi lekkiej, łatwej i przyjemnej, to warto zwrócić na pewien istotny aspekt tych poszukiwań. Ktoś w tym wątku podał link do skeczu Monty Pythona, a ktoś się obruszył. Myślę, że nie zrozumiał. Podaję więc wersję polską.
17-08-2012 17:40 
 Ocena 2 na 2
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>> Nie ma ważniejszej sprawy intelektualnej niż znalezienie sensu. Więc bardzo proszę podzielisz się tym, co tam znalazłeś?
>Staram się to robić na tym forum od kilku lat. W moich wypowiedziach znajdziesz wiele linków omijających manowce.

Czyli linków w których omawiasz co nie jest sensowne. A to co jest sensowne?

>Ale jeżeli szukasz drogi lekkiej, łatwej i przyjemnej,

Może być lekka, łatwa i przyjemna, ale może też być ciężka, trudna i nieprzyjemna, byle by prowadziła do celu.

>to warto zwrócić na pewien istotny aspekt tych poszukiwań. Ktoś w tym wątku podał link do skeczu Monty Pythona, a ktoś się obruszył. Myślę, że nie zrozumiał. Podaję więc wersję polską.

Niestety nie rozumiem. Czyżbyś sugerował, że to poszukiwanie sensu jest sensem a nie jego złapanie. W dodatku takie powiedzenie prowadzi do antynomii, bo jeżeli tak to przecież złapałeś sens czyli owe poszukiwanie a więc nie złapałeś sensu bo złapanie sensu jest niesensowne itd.

Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
17-08-2012 13:53 
 Ocena 4 na 4
Ania. (14138 punktów)
>Nie ma ważniejszej sprawy intelektualnej niż znalezienie sensu. Więc bardzo proszę podzielisz się tym, co tam znalazłeś?
Sens - znaczenie
Znaczenie np. swojemu życiu nadaję przez moją pracę, rodzinę, przyjaciół.
Sens - przyczyna
Szukanie przyczyny, dla której zaistniałam jest irracjonalne i naiwne.
17-08-2012 15:43 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Szukanie przyczyny, dla której zaistniałam jest irracjonalne i naiwne.
Ciekawym jest, że pytanie o "ostateczny" czy "globalny" sens pojawiło się dopiero w czasach nowożytnych, gdy religia i wiara wciąż traciły na znaczeniu w interpretacji świata, historii i ludzkiej egzystencji.
Racjonalne poszukiwania sensu w realizacji swoich zamierzeń w życiu doczesnym przeciwstawia się wiara religijna, która wobec obietnicy dopełnienia podtrzymuje pomyślany i przez Boga ustanowiony sens stworzenia i indywidualnego życia (którego sensem jest szukanie drogi do Boga). [H. Vorgrimler]

Każdy ma prawo do własnych poszukiwań. Można poszukiwać sensu w przygotowaniach do pośmiertnego zjednoczenia się z Bogiem, ale - moim zdaniem - nic nie nadaje ludzkiemu życiu większego sensu niż przekonanie, że każda chwila świadomego istnienia jest bezcennym darem. Życie ludzkie nabiera dopiero wtedy znaczenia i sensu, kiedy możemy uzewnętrznić się w wytworach twórczej pracy, bo tylko i wyłącznie poprzez te wytwory człowiek włącza się rzeczywiście we wspólnotę, która podjęła się zadania zrozumienia rzeczywistości i zdobywania wszechświata. Można też realizować się w mniejszych sensach (np wychowując dzieci, czy ratując zdrowie) i być szczęśliwym, spełnionym człowiekiem.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
17-08-2012 17:42 
 Ocena 1 na 1
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
Oczywiście chodziło mi o pierwsze znaczenie słowa sens.


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
14-08-2012 13:18 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>Ale tu nie za bardzo jest się z czym mierzyć... Najważniejsze, najciekawsze zagadnienia filozoficzne znajdują się poza obszarem rozstrzygnięć nauk przyrodniczych; choćby fundamentalne pytanie "Jaki sens ma moje życie?"
Intelekt ludzki płata nam często niezłe figle. To jest właśnie przykład stwarzania sobie atmosferki wokół gier słownych. Równie dobrze mógłbyś zapytać "Jakiego koloru jest moje życie?"
Co wcale nie znaczy, że uważam, że moje życie nie ma sensu. Ale po kolei (z wikipedii):

Sens - ten termin ma dwa odniesienia i zastosowania w języku potocznym i filozofii.

Sens jako cel. Sens w wyjaśnianiu lub podjęciu jakiegoś działania jest synonimem jego "celu", zwykle jednak zawężany jest do celu pozytywnego (dobrego w skutkach). Można go podzielić na:

Sens nieabsolutystyczny - codzienny. Sens ten mają wszystkie czynności jakie robimy. Jednocześnie nigdy nie wyczerpuje sprawy, lub wyczerpuje ją pozornie.

Sens absolutystyczny - To taki sens/cel, po sformułowaniu którego nie można już zapytać "dlaczego?".

Sens jako istota/głębsze znaczenie wyrazu

Sens czyli coś, co kryje się za jakimś wyrazem dzielimy na:

Sens poznawczy, który ma na mocy Wymogu Hume'a każdy wyraz, który można odnieść pośrednio lub bezpośrednio do doświadczenia.

Sens Pragmatyczny, którego nie sposób odnieść do doświadczenia, ale wywołuje u nas jakieś obrazy i skłania do działania. Taki sens mogą mieć np. słowa "Bóg", ojczyzna, sprawiedliwość, zysk, władza.

W języku potocznym sens może też być prostym synonimem znaczenia.


Dla mnie sprawa jest dość prosta "sens" to jest idea, a idee tworzą się w ludzkich umysłach. Jakikolwiek sens przypiszesz swojemu życiu, również będzie to ideą powstała w Twojej głowie (obyś tylko w miarę możliwości samodzielnie ten sens sobie obrał).

Jednoczesnie warto zajrzeć dalej - nawet tylko do wikipedii:
Sens życia - istota i cel ludzkiej egzystencji, powołanie człowieka, to, co uzasadnia trud życia i czyni je wartym przeżycia. Pytanie o sens życia jest jednym z podstawowych zagadnień różnych systemów filozoficznych i religijnych, a odpowiedź na nie, jak się uznaje, zawiera całą mądrość ludzkości. Pojęcie to odwołuje się do transcendentnego widzenia świata jako drogi. Często podlega ostrej krytyce, szczególnie w środowisku filozofów analitycznych (zob. Józef Maria Bocheński).

W psychologii pojęcie to dotyczy klarownego i możliwego do zaaprobowania kierunku działania na przyszłość, co implikuje normalne funkcjonowanie człowieka.

Posiadanie sensu życia przez człowieka jest koniecznym warunkiem rozwoju i samorealizacji. Włączenie tego problemu do psychologii osobowości przyczyniło się do lepszego zrozumienia uwarunkowań zachowań samobójczych.

W wielu społecznościach dyskusja o sensie życia jest tematem tabu, gdyż sens życia wyznaczają w nich normy religijne, ideowe lub kulturowe. Większość ludzi, bardziej lub mniej świadomie, wyznacza sobie sens życia indywidualnie; wspomagając się swoimi: wierzeniami, przekonaniami, wiedzą i uczuciami.

Niezależnie od wyznawanych wartości sens życia rozumiemy głównie jako relację do:

dążenia do pełnienia albo rezygnacji z różnych funkcji i ról w życiu rodzinnym i społecznym,
ostatecznego celu istnienia człowieka jako osoby i sposobów dojścia do niego zgodnie z własnymi przekonaniami,
sensu podejmowania lub unikania: cierpień, niedogodności, trudności i wyrzeczeń,
sensu czerpania satysfakcji i przyjemności.


Jak dla mnie wystarczająca jest jednak krótsza wypowiedź antropologa i religioznawcy Josepha Campbella:
Powiada się, że tym, czego poszukujemy, jest sens życia. Otóż nie sądzę, żebyśmy szukali właśnie tego. Myślę, że tym, o co nam chodzi, jest doświadczenie życia jako takiego, tak, by nasze realne przeżycia na płaszczyźnie czysto fizycznej wywoływały rezonans w głębi naszej najbardziej wewnętrznej istoty i rzeczywistości, byśmy naprawdę doznali upojenia faktem życia

Niektórym rzeczywiście nauki przyrodnicze nie są w tym celu do niczego potrzebne. Ale jeśli tylko zaczynasz zastanawiać się nad sensem czegokolwiek, to po pierwsze doniesień nauk przyrodniczych nie możesz ominąć. To one wskazują na to, jak działa świat, przynajmniej w poznanym przez nas zakresie. To one sprawiają, że go trochę lepiej rozumiemy. Poza naukami przyrodniczymi niewiele jest już zweryfikowanej wiedzy, a zaczynają się jedynie spekulacje i ... wiara.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
14-08-2012 13:38 
 Ocena-1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> Najważniejsze, najciekawsze zagadnienia filozoficzne znajdują się poza obszarem rozstrzygnięć nauk przyrodniczych; choćby fundamentalne pytanie "Jaki sens ma moje życie?"

>Niektórym rzeczywiście nauki przyrodnicze nie są w tym celu do niczego potrzebne. Ale jeśli tylko zaczynasz zastanawiać się nad sensem czegokolwiek, to po pierwsze doniesień nauk przyrodniczych nie możesz ominąć. To one wskazują na to, jak działa świat, przynajmniej w poznanym przez nas zakresie. To one sprawiają, że go trochę lepiej rozumiemy. Poza naukami przyrodniczymi niewiele jest już zweryfikowanej wiedzy, a zaczynają się jedynie spekulacje i ... wiara.

Zgadzam się. I w żadnym razie nie sugeruję "omijania nauk przyrodniczych", ale mam świadomość, że dla człowieka, który zastanawia się nad sensem swojego życia, akurat nauki przyrodnicze nie mają na ogół większego albo nawet żadnego znaczenia (od tej reguły są wyjątki).
13-08-2012 11:51 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> poruszasz się już poza obszarem nauk przyrodniczych...

Zdaję sobie sprawę z białych plam na mapie wiedzy nauk przyrodniczych. I wcale nie bronię filozofii wypełniania tych plam hipotezami. Ale gdy te hipotezy przestają być zgodne z postępem nauki, to filozofowie powinni je porzucić a nie przedstawiać jako wciąż aktualną możliwość.
13-08-2012 12:13 
 Ocena 5 na 5
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> poruszasz się już poza obszarem nauk przyrodniczych...
>Zdaję sobie sprawę z białych plam na mapie wiedzy nauk przyrodniczych. I wcale nie bronię filozofii wypełniania tych plam hipotezami. Ale gdy te hipotezy przestają być zgodne z postępem nauki, to filozofowie powinni je porzucić a nie przedstawiać jako wciąż aktualną możliwość.

Dobra filozofia nie może być sprzeczna z ustaleniami nauk przyrodniczych. Ale to chyba banał. Myślę, że nikt rozsądny tego nie kwestionuje.
13-08-2012 13:27 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dobra filozofia nie może być sprzeczna z ustaleniami nauk przyrodniczych. Ale to chyba banał. Myślę, że nikt rozsądny tego nie kwestionuje.
No nareszcie Pan przyznał, iż cała filozofia chrześcijańska (łącznie z Edytą Stein) nie jest nawet funta kłaków warta. Ma Pan plus.

Miłego dnia.

@@@
.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Dobra filozofia nie może być sprzeczna z ustaleniami nauk przyrodniczych. Ale to chyba banał. Myślę, że nikt rozsądny tego nie kwestionuje.
>No nareszcie Pan przyznał, iż cała filozofia chrześcijańska (łącznie z Edytą Stein) nie jest nawet funta kłaków warta. Ma Pan plus.

Obawiam się, że nie zasłużyłem na Pańskiego plusa, bo przypuszczam, że nie istnieje żaden poważny filozof (niezależnie od tego, czy jest chrześcijaninem czy nie), który nie podpisałby się pod tym stwierdzeniem.
Ma Pan dziwne wyobrażenie o "filozofii chrześcijańskiej"...
13-08-2012 15:44 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dobra filozofia nie może być sprzeczna z ustaleniami nauk przyrodniczych. Ale to chyba banał. Myślę, że nikt rozsądny tego nie kwestionuje.
>>>>No nareszcie Pan przyznał, iż cała filozofia chrześcijańska (łącznie z Edytą Stein) nie jest nawet funta kłaków warta. Ma Pan plus.
>Obawiam się, że nie zasłużyłem na Pańskiego plusa, bo przypuszczam, że nie istnieje żaden poważny filozof (niezależnie od tego, czy jest chrześcijaninem czy nie), który nie podpisałby się pod tym stwierdzeniem.
>Ma Pan dziwne wyobrażenie o "filozofii chrześcijańskiej"...
Taki już jest dziwny ten racjonalizm, że każe wyciągać logiczne (racjonalne) wnioski. Zapewne nie znam tak dobrze filozofii chrześcijańskiej jak Pan, ale staram się z jej dokonaniami zapoznawać i wiem, że już w samych "założeniach sprzeczna jest z ustaleniami nauk przyrodniczych" - patrz np tu, a dalej to już tylko wniosek z tego co Pan napisał. Racjonaliści już tak mają, że więcej czytają jak piszą, za nim coś opublikują, to zastanawiają czy to ma sens. Warto od tych małych sensów wszystkie rozważania intelektualne rozpoczynać.

Miłego dnia.

@@@
.
13-08-2012 16:25 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Zapewne nie znam tak dobrze filozofii chrześcijańskiej jak Pan, ale staram się z jej dokonaniami zapoznawać i wiem, że już w samych "założeniach sprzeczna jest z ustaleniami nauk przyrodniczych" - patrz np tu

Dziękuję za ten głos z Zielonej Góry. A tak własnymi słowami?... Jaka filozofia jest rzekomo sprzeczna z jakimi ustaleniami nauk przyrodniczych i na czym ta sprzeczność polega?...
13-08-2012 18:28 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dziękuję za ten głos z Zielonej Góry. A tak własnymi słowami?... Jaka filozofia jest rzekomo sprzeczna z jakimi ustaleniami nauk przyrodniczych
czy można napisać wyraźniej:
Zapewne nie znam tak dobrze filozofii chrześcijańskiej jak Pan, ale staram się z jej dokonaniami zapoznawać i wiem, że już w samych "założeniach sprzeczna jest z ustaleniami nauk przyrodniczych"


> i na czym ta sprzeczność polega?...
Takie pytanie to już trochę pod trollizm podchodzi, ale jeżeli chodzi o własne słowa, to uważam, iż najlepszą tego egzemplifikacją będą wywody Pana Bieleckiego na naszym forum. Może nie jest on jakimś tam wielkim erudytą filozofii chrześcijańskiej, ale jest jej wiernym uczniem.
To Pan twierdzi, że Dobra filozofia nie może być sprzeczna z ustaleniami nauk przyrodniczych. Ja w tym wątku sprzeczność całej (choć nie w całości) myśli chrześcijańskiej z nauką ewidentnie wykazałem. Wystarczy ze zrozumieniem moje wypowiedzi przeczytać. Natomiast skoro dobra filozofia nie może być sprzeczna z ustaleniami nauk przyrodniczych. To może nawet nie ograniczając się tylko do własnych słów, ale wspomagając się cytatami i linkami, ten brak sprzeczności nam tu wykaże.

PS. "Za filozofię chrześcijańską uznać trzeba [...] wszelką filozofię, która rozgraniczając dwa porządki poznania (wiarę i rozum) uznaje Objawienie chrześcijańskie zawarte w Biblii nie tylko za niezbędną pomoc dla rozumu ale i konieczną inspirację, bez której pewne problemy filozoficzne nie zostałyby podjęte w ogóle." - Étienne Gilson, Duch filozofii średniowiecznej; Warszawa 1958, s. 38-39

Miłego dnia.

@@@
.
11-08-2012 20:35 
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>np. jedni filozofowie będą udowadniać, że złudzeniem jest istnienie Boga, inni - że złudzeniem jest nieistnienie Boga.
Dlatego pełną ułudą jest traktowanie filozofii jako jednej z nauk. Pospekulować intelektualnie, tak jak popieprzyć seksualnie to zawsze sobie można.
Nawet może to być przyjemnym.
Ale


>W tym kontekście ciekawy jest przypadek fenomenologii - a więc tej szkoły filozoficznej, do której należała także Edyta Stein - która postawiła sobie za cel uprawiać filozofię tak jak naukę ścisłą.
Nie takie deklaracje już czytałem i słyszałem.

>Znanym złudzeniem jeszcze innego rodzaju jest uznawanie fizyki za dziedzinę kompetentną do rozstrzygania kwestii filozoficznych...
Jedynym możliwym współczesnym uprawianiem filozofii jest oparcie jej na dorobku nauk przyrodniczych. Tylko na naukach przyrodniczych można opierać rozstrzygnięcia kwestii filozoficznych. Pozanaukowe rozstrzygnięcia są bzdurą.

Miłego dnia.

@@@
.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Powtórzę to, co napisałem Fizykowi - to jest punkt widzenia neopozytywizmu, który jest jednym z wielu kierunków filozoficznych, i to na dodatek kierunkiem skrajnym, bo negującym sensowność większości podstawowych zagadnień filozoficznych.
12-08-2012 19:16 
 Ocena 9 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Powtórzę to, co napisałem Fizykowi - to jest punkt widzenia neopozytywizmu, który jest jednym z wielu kierunków filozoficznych, i to na dodatek kierunkiem skrajnym, bo negującym sensowność większości podstawowych zagadnień filozoficznych.

Krócej: jak nazwać dowolnego bzdeta filozoficznym, to już się nie trzeba przejmować niczym, zwłaszcza, że nauka z punktu staje się gópia i ograniczona, a fuj .



Biją od niego wartości. (Lech Wałęsa o Mitcie Romneyu)
13-08-2012 10:20 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Powtórzę to, co napisałem Fizykowi - to jest punkt widzenia neopozytywizmu, który jest jednym z wielu kierunków filozoficznych, i to na dodatek kierunkiem skrajnym, bo negującym sensowność większości podstawowych zagadnień filozoficznych.
>Krócej: jak nazwać dowolnego bzdeta filozoficznym, to już się nie trzeba przejmować niczym, zwłaszcza, że nauka z punktu staje się gópia i ograniczona, a fuj .

Czy pytanie o sens życia jest "bzdetem"?
13-08-2012 10:37 
 Ocena 9 na 11
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Czy pytanie o sens życia jest "bzdetem"?

Tak .

Biją od niego wartości. (Lech Wałęsa o Mitcie Romneyu)
13-08-2012 10:43 
 Ocena 3 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Tak .

Ale takie pytanie to i tak pikuś/bzdet względem odpowiedzi. I odpowiadających.
13-08-2012 11:27 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>Ale takie pytanie to i tak pikuś/bzdet względem odpowiedzi. I odpowiadających.<
...ale "dochodzenie" to tego by to zrozumieć - sama "podróz" bywa ciekawa, fascynująca tudzież frasobliwa lub/i wyzwalająca.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
13-08-2012 11:35 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Jest jest, tylko trzeba mieć dobrze ukształtowany aparat sceptyczno-krytyczny.
13-08-2012 11:52 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>Jest jest, tylko trzeba mieć dobrze ukształtowany aparat sceptyczno-krytyczny.<
hmmm... "aparat"... pierwej trzeba mieć


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
13-08-2012 12:25 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Z tym jest kłopot, co widać na każdym kroku. Polacy, tacy którzy mają wypracowaną wolę zgłębiania, jak choćby Bielecki, mają wszczepioną matrycę platońsko-chrześcijańską, która zamiast stopniowego poznawania zasad funkcjonowania i struktury rzeczywistości rodzi potrzebę odnalezienia i posiadania prawd ostatecznych, uniwersalnych, absolutnych i wszelakich. To ma podłoże fizjologiczne, moim zdaniem, taka potrzeba jest rozniecana przez ów system postrzegania i szuka się jej rozładowania. I taki osobnik musi sobie stworzyć ostateczny, PRAWDZIWY model, bo inaczej szlag go jasny trafi, jakby się pornoli naoglądał bez wiadomego efektu.
13-08-2012 13:08 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
>... bo inaczej szlag go jasny trafi, jakby się pornoli naoglądał bez wiadomego efektu.<
No tak, bo tu "główką trzeba ruszać", a nie spoczywać jak "pierwszy nieruchomy poruszyciel".

A poważniej to wiele jest racji w tym co piszesz - sam tego doświadczyłem.
Ja też kiedyś taki byłem. I choć trudno mi samemu w to uwierzyć - jest to święta prawda.
Ale mnie, ten "Rubikon matrycy platońsko-chrześcijańskiej" udało się przekroczyć, w świat rzeczywistości i naszego jej odkrywania - , ufff ,dzięki Bogu

PS. "Oświecenie " nastapiło po przeczytaniu (a raczej w trakcie) "Boga Urojonego" Dawkinsa - uświadomiłem sobie, że mogę nie wierzyć (w nic) - i "krzyż spadł mi z pleców" -poczułem się wolny.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
14-08-2012 12:37 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Napisane na kolanie, bo nie mam czasu, ale wrzucę:

Religie mają silny wpływ na ludzką wyobraźnię, tworząc relację ze zmyślonymi obiektami. Obiekt ten nie musi mieć wcale postaci osobowej (bogowie, anioły, święci). Obiektem tym będzie wszystko, co wywołuje w człowieku reakcję emocjonalno-uczuciową, czyli np. piekło/niebo, grzech/ sąd/zbawienie/potępienie, miłość/opieka, przedmiot kultu (hostia, krzyż), atmosfera (kontemplacja,wyciszenie, identyfikacja z grupą) itd.

Siła oddziaływania relacji z obiektem kształtuje sie na bardzo wczesnym etapie rozwoju dziecka, w zasadzie podwaliny kładzie się już podczas pierwszej relacji każdego człowieka, czyli pierś-self (a są tacy, którzy podejrzewają o to już okres prenatalny). Później obiektem w relacji z self jest twarz matki, dalej sama matka - jako odrębny obiekt. Tutaj kształtuje się siła reakcji chemiczno-biologicznej na więź z obiektem. Tak naprawdę, prawie każdy z nas przez to przechodzi i każdy z nas ma przynajmniej predyspozycje do tego, by stać się jednostką religijną. Pojęcie Boga (Jezus, Maryja również, a niedługo już pewnie i Wojtyła) - czyli obiektu, który jest Nadrodzicem dla kształtującej się jednostki religijnej w kulturze chrześcijańskiej - skutkuje zwykle odpowiednią reakcją chemiczno-biologiczną, hormonalną. To ma podstawowe znaczenie dla kształtowania sie osobowości religijnej, której obraz może byc bardzo różny w zalezności od inspiracji z jakimi dany osobnik spotyka się na wstępnym etapie poznawczym, formującym. W zasadzie zależne jest to od specyfiki i oddziaływania najbliższego otoczenia, a rodzice są tutaj zwykle absolutnym autorytetem. Kiedy dziecko widzi, że rodzice poddaja się z przekonaniem i zaufaniem niewidzialnemu autorytetowi, to bez oporu asymiluje tę relację dla siebie, powoli tworząc ją wedle własnych wyobrażeń i intuicji (choć oczywiście z wpływami z zewnątrz) czerpiac własne satysfakcje, uczucia, rekacje, tworząc potrzeby i popędy, które chcą być zaspokojone/rozładowane (bo tylko wtedy pojawia się przyjemność/realizacja). Sytuacja jest więc złożona, oprócz procesów wychowawczych, socjalizujących duże znaczenie mają własne uwarunkowania chemiczno-biologiczne.

Odpowiednio przygotowany na tych płaszczyznach osobnik juz sam z siebie będzie tworzył i kształtował własną wyobraźnię religijna, chłonął doświadczenia emocjonalno-uczuciowe z relacji czy to z obiektami czy pojęciami (które również są obiektami) religijnymi, na czym będzie budował sobie obraz tak rzeczywistosci, jak i nadrzeczywistosci. Wszystko to jednak oczywiście fikcja. Relacja z obiektem to naturalna i nieunikniona konsekwencja naszej konstrukcji biologicznej, ale religijne obiekty to oczywiscie tylko fałszywa projekcja kulturowa. Doświadczenie religijne to de facto tylko wyobrażenie realizujące takie czy inne, slabsze lub mocniejsze potrzeby emocjonalno-uczuciowe ukształtowane we wstępnej fazie życia. Im silniejsza reakcja chemiczna wypracowana na wstępnym etapie życia w relacji z obiektem, tym silniejsze skłonności do wszelkich reakcji emocjonalnych z rozmaitymi, w tym religijnymi, obiektami (są na to badania).
Oczywiście można mieć silne predyspozycje ku religijności, ale bez odpowiedniej formacji nie ujawnią się one, co widać w różnych społecznosciach. Mogą jednak ujawnić sie na zupełnie innych płaszczyznach, kiedy inne obiekty będą rodziły tę samą potrzebę, te same pragnienia, podniety i potrzebę ich rozładowania.
14-08-2012 13:50 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>Oczywiście można mieć silne predyspozycje ku religijności, ale bez odpowiedniej formacji nie ujawnią się one, co widać w różnych społecznosciach. Mogą jednak ujawnić sie na zupełnie innych płaszczyznach, kiedy inne obiekty będą rodziły tę samą potrzebę, te same pragnienia, podniety i potrzebę ich rozładowania.<

Np. idealizm + pragnienie poznania "czym jestem w tym świecie" - to moja "scieżka"

A biorąc pod uwagę wszystko co napisałeś (i kilka innych czynników) mogę powtórzyć:
- Ufff, udało mi się! Dzięki, "Bogu".

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
15-08-2012 13:04 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>A biorąc pod uwagę wszystko co napisałeś (i kilka innych czynników) mogę powtórzyć:
> - Ufff, udało mi się! Dzięki, "Bogu".

No cóż, ja miałem łatwiej, nigdy nie byłem religijny, chociaż byłem tym w jakiś sposób ubabrany. Osamotniona, zapracowana matka, nie była w stanie zrobić ze mnie katolika, bo też sama nigdy nie była jakoś ku temu specjalnie zdeterminowana, a ojciec i jego rodzina, w której obecności się wychowywałem, była kompletnie niereligijna. Więc od początku widziałem i konfrontowałem różne światy, a inne okoliczności też religijnemu oszołomieniu nie sprzyjały. Choćby brak innych religijnych kobiet w domu, a także odległość do kościoła, bo kiedy zamieszkaliśmy tuż po moich urodzinach na jednym z nowych osiedli, to do kościoła trzeba było jeździć do centrum, więc miałem spokój jako dziecko. Chyba, jak miałem gdzieś z siedem lat, otwarto niewielką kaplicę na naszym osiedlu przy nowo budowanym kościele, ale to na mnie już było za późno, żeby cokolwiek mój umysł uzależnić od uczestniczenia w tym cyrku. Kościół/katedra w centrum to stary budynek, zawsze tam było zimno, mroczno i śmierdziało, więc nawet te nieliczne sytuacje, kiedy mnie tam dowleczono, były nieprzyjemnym doświadczeniem, a ta nowa, mała kaplica nie mieściła chętnych, więc ludzie stali jak śledzie w puszce i ledwo łapali powietrze. Beznadzieja. Więc raczej mnie tam nie ciągano, a jak byłem starszy, to uciekałem zwykle po drodze, tak gdzieś przez rok, aż mama dała za wygraną, niedługo po komunii. No i tyle mnie widzieli. Mój potencjał emocjonalno-uczuciowy na tej płaszczyźnie poszedł się je...ć.

Natomiast, dopiero gdzieś w wieku 18, 19 lat zdałem sobie sprawę, że moje myślenie o rzeczywistości jest właśnie tym idealistycznym, postchrześcijańskim/postplatońskim postrzeganiem, odczuwaniem, kategoryzowaniem. Te wszystkie absolutne, uniwersalne, jedynosłuszne dewiacje pompujące przemądrzałe ego... To był taki czas, że strasznie dużo słuchało się muzyki, no i poprzez analizę tekstów Jima Morrisona, zwłasza "The End" i "Break on through" zetknąłem się z nazwiskiem Nietzsche. Poszedłem do księgarni i traf chciał, że był tam "Antychryst", "Zmierzch bogów" i "Genealogia moralności". No i to wtedy zrozumiałem, że mam nieźle zrypaną matrycę postrzegania dzięki katolstwu, nigdy de facto katolikiem nie będąc. Tak się zaczęło, ale ten szok, kiedy Nietzsche rozbiera Sokratesa, Platona i Kanta (i mnie) pamiętam do dziś. Pewnie miałeś tak samo przy Dawkinsie.

Jest taki fragment w "Zmierzchu bogów":
"Rozważmy jeszcze na zakończenie, jaką w ogóle jest naiwnością utrzymywać, że >człowiek powinien być takim lub owakim!< Rzeczywistość okazuje nam zachwycające bogactwo typów, nadmiar rozrzutnej gry form i igraszki zmian, a lada pokątny moralista oświadcza na to: >Nie!Człowiek powinien być innym!< Ba, wie nawet jakim być powinien, maluje siebie i powiada >ecce homo!<...
To jeden z tych fragmentów, który przyczynił się do wyrwania nie tyle z łap katolicyzmu, co z jego niereligijnej wersji owocującej żałosnym, prostackim sposobem myślenia. Właściwie o wszystkim.
15-08-2012 14:07 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
> Tak się zaczęło, ale ten szok, kiedy Nietzsche rozbiera Sokratesa, Platona i Kanta (i mnie) pamiętam do dziś. Pewnie miałeś tak samo przy Dawkinsie.<
Tak "różnymi ścieżkami rozum chadza".
Mnie niestety zajęło ponad 25 lat... to "przygotowywanie łpetyny" by "Urojony" zadziałał.
Dlatego cieszy mnie, że się jednak udało.
Piszę w czasie dokonanym, bo przekonany jestem, że "powrotu" nie ma.
I choć to tylko "począteczek", to liczy się ta sceptyczna, racjonalna postawa i nastawienie.

Pozdrawiam

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
15-08-2012 14:36 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No, różnymi. Ciekawym byłoby móc dokładnie przeanalizować różne takie przypadki. Te wszystkie wpływy i przepływy, niuanse, okoliczności, motywacje, inspiracje. Człowiek ze swoim umysłem, to niezwykła istota. Szkoda jednak tych, co wpakowani w dzieciństwie w tę dziwaczną klatkę, nigdy nie wychylą głowy na zewnątrz. Straszna perspektywa i nie ich wina. Coś przeżyją, ale jakby ich zapytać po wszystkim, czym to wszystko było, czym życie, czym świat, czym człowiek, co z tego zrozumieli, co poznali, jak ten świat postrzegali, jak go odczuwali. Wolę nie myśleć o odpowiedziach.
15-08-2012 15:46 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
>Ciekawym byłoby móc dokładnie przeanalizować różne takie przypadki. Te wszystkie wpływy i przepływy, niuanse, okoliczności, motywacje, inspiracje.<
Ooooo, bardzo.Trudne, wymagające, ale nie niemożliwe.
"Ciekawość -pierwszy stopień do....wiedzy", choć z drugiej strony (jednak), jak mawiał Dr.House- "Wiedza to przekleństwo"...i czasem (tak przypuszczam) wielu "z nas" to poczuło.

>Człowiek ze swoim umysłem, to niezwykła istota.<
Niezwykła. I co nieco "ją" rozumiemy...z naciskiem na "co nieco".

>Szkoda jednak tych, co wpakowani w dzieciństwie w tę dziwaczną klatkę, nigdy nie wychylą głowy na zewnątrz. Straszna perspektywa i nie ich wina.<
Dlatego wiedza jest tak cenna by to właśnie ...rozumieć.
Dzięki niej właśnie- jesteśmy ludzimi.

>Coś przeżyją, ale jakby ich zapytać po wszystkim, czym to wszystko było, czym życie, czym świat, czym człowiek, co z tego zrozumieli, co poznali, jak ten świat postrzegali, jak go odczuwali. Wolę nie myśleć o odpowiedziach.<
Często zajmuje to i moje myśli.
Gdzieś, kiedyś przeczytałem: "Każdy z nas żyje w urojonym na swoje potrzeby świecie" i nie dajem mi to spokoju

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
13-08-2012 10:53 
 Ocena 7 na 7
Chlodwig (10939 punktów)
>Czy pytanie o sens życia jest "bzdetem"?

Jest taki film Monty Pythona zajmujący się onym (sensem, nie bzdetem). Tam znajdziesz odpowiedź na swoje pytanie.
13-08-2012 12:21 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Jest taki film Monty Pythona zajmujący się onym (sensem, nie bzdetem). Tam znajdziesz odpowiedź na swoje pytanie.


www.youtube.com/watch?v=7DA2MKuI6fs


Biją od niego wartości. (Lech Wałęsa o Mitcie Romneyu)
13-08-2012 15:35 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Czy pytanie o sens życia jest "bzdetem"?
>Jest taki film Monty Pythona zajmujący się onym (sensem, nie bzdetem). Tam znajdziesz odpowiedź na swoje pytanie.

Kiedy ktoś zastanawia się nad sensem życia, to proponujesz mu film Monty Pythona?...
13-08-2012 09:16 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Powtórzę to, co napisałem Fizykowi - to jest punkt widzenia neopozytywizmu, który jest jednym z wielu kierunków filozoficznych, i to na dodatek kierunkiem skrajnym, bo negującym sensowność większości podstawowych zagadnień filozoficznych.
Totalna bzdura przedstawiłem punkt widzenia racjonalizmu. Racjonalna sensowność rozważań ma znacznie większe znaczenie od wszelakich wydumanych bzdetów. Mam ogromny szacunek dla dawnych myślicieli, ale rewolucje: Kopernika i Darwina www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,474426#w475843 uczyniły swoje.
Gdzieś tam w zamierzchłej przeszłości pierwsze systemy światopoglądowe budowali ówcześni mędrcy - szamani, czarownicy i magowie. Później wraz ze wzrostem złożoności stosunków społecznych powstawały coraz bardziej skomplikowane religijne kosmogonie (ideologiczne nadbudowy ziemskich struktur politycznych) przedstawiane przez proroków i kapłanów. Miłośnicy mądrości, filozofowie zastanawiali się nad tym co jest bytem, a co nim nie jest i jakie są przyczyny jego istnienia? Nad stosunkiem ducha do materii i nad tym co jest pierwotne? Nad możliwościami poznania świata - podstawowymi pojęciami, strukturą i rolą wiedzy ludzkiej - oraz zasadami kierującymi tym wszystkim? Większość z nich swoje przemyślenia zapisywało, dzięki czemu teraz mamy do dyspozycji przeogromne zbiory. Wykorzystując je możemy dążyć szlakami wytyczonymi dla nas przez prekursorów lub po przeprowadzeniu analiz, syntez i wyborów pójść własną drogą.

Nie wolno zapominać przy tym, że profetyczne wizje i intelektualne hipotezy myślicieli weryfikowała biegnąca równolegle praktyczna działalność człowieka. A także o tym, że choć ten bieg był równoległy to nigdy nie prowadził on po liniach prostych, a raczej przypominał wznoszącą się spiralę i jeszcze do tego często wyczyniał skomplikowane łamańce. Od początków istnienia homo sapiens, na przestrzeni wielu wieków wyniki rozumowania poddawane były ostrym kryteriom praktyki, co pozwalało na stały przyrost empirycznego poznania, a w konsekwencji na coraz lepsze zrozumienie otaczającej rzeczywistości. I dlatego - pomimo tego, że znakomita większość ludzkości opierała swą wiedzę ogólną na wierze (w całym bogactwie różnorodności religii i czczonych bogów) i czasowych zwycięstw różnych ideologii - w dłuższej perspektywie zawsze wygrywa nauka.

Dziś stoimy na najwyższym (z dotychczasowych, gdyż stale następuje przyrost) naukowym poziomie poznania zasad rządzących wszechświatem. Równocześnie następuje stały wzrost poziomu technologicznego (w tym budowy nowych narzędzi poznawczych) będącego wynikiem sprzężenia zwrotnego pomiędzy teorią a praktyką. Dlatego też, pomimo świadomości uczonych o istniejącym nadal ogromie ich niewiedzy, obszary dla bytów (szczególnie tych inteligentnych) istniejących poza możliwościami ludzkiego zrozumienia i poznania kurczą się gwałtownie

Miejsca w których można zmieścić wydumane byty kurczą się gwałtownie: www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf ,
a jednym z problemów naukowych jest, gdzie mieści się ewolucyjny bagaż "nadprzyrodzoności" umieszczony w ludzkich mózgach. Tam, gdzie nauka jeszcze nie zna odpowiedzi, tam można sobie pospekulować.
Jeszcze dokładnie nikt nie wie, gdzie mieści się i jakie funkcja społeczne spełniała wiara, że była ewolucyjnie preferowana. Dlatego np tu można sobie pofilozofować - kiedy i czy kiedykolwiek ideologiczna wiara zaniknie.

Miłego dnia.

@@@
.
13-08-2012 10:31 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Powtórzę to, co napisałem Fizykowi - to jest punkt widzenia neopozytywizmu, który jest jednym z wielu kierunków filozoficznych, i to na dodatek kierunkiem skrajnym, bo negującym sensowność większości podstawowych zagadnień filozoficznych.
>Totalna bzdura przedstawiłem punkt widzenia racjonalizmu. Racjonalna sensowność rozważań ma znacznie większe znaczenie od wszelakich wydumanych bzdetów.

Pańskie stwierdzenia na temat relacji pomiędzy naukami przyrodniczymi a filozofią ("Jedynym możliwym współczesnym uprawianiem filozofii jest oparcie jej na dorobku nauk przyrodniczych. Tylko na naukach przyrodniczych można opierać rozstrzygnięcia kwestii filozoficznych.") są charakterystyczne dla neopozytywizmu.
13-08-2012 13:20 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>są charakterystyczne dla neopozytywizmu.
Tylko neopozytywizmu?
Pan sobie przygotował swoje menu, tak jak lew z przypowiastki.
- Na śniadanie zając, na obiad owca, a na kolację małpa.
- Zając i owca, grzecznie się stawili, ale małpa krzyknęła - pocałuj mnie w dupę i uciekła na drzewo.
Na co lew zdenerwowany - to ja ciebie skreślam.

Raczej proponuję Panu uczynić to samo. Skreślić mnie z Pańskich szufladek z przedstawicielami poszczególnych kierunków filozoficznych, już przed studiami miałem własne poglądy i w żadnej z Pańskich szufladek się nie mieszczę. Myślę, że warto poszukać u współczesnych przedstawicieli różnych szkół filozoficznych poglądów na relacje pomiędzy nauką a filozofią podobne do moich. Filozofia chrześcijańska nie jest jedyną filozofią uprawianą we współczesnym świecie.

Nauka a naukowość

Od samych początków rozważań nad światem rozmaici myśliciele próbowali rozróżniać wiedzę sprawdzalną od intelektualnych spekulacji i na różne sposoby określać kryteria naukowości. Nie było to łatwe, gdyż filozofia - poprzez analizę i znaczeniowy rozbiór - dąży do zrozumienia wyrażeń dotyczących istoty rzeczy i istotności ich natury. Stawia pytania, których najczęściej nie można rozstrzygnąć na drodze empirycznej. Dowody filozoficzne nie przypominają dowodów stosowanych w nauce opisowej, gdyż twierdzenia ontologiczne i epistemologiczne są wynikiem spekulatywnych rozważań, a nie metodyki naukowej. Nie polegają one ani na dowodzeniu formalnym, ani ich naukowej weryfikacji. Natomiast sama filozofia - zajmując się interpretacją najbardziej ogólnych zasad istnienia i porządku świata oraz roli w tym świecie podmiotu poznającego, czyli nas samych - zasadniczo wpływa na tematy i metody badań naukowych. Aby pokazać możliwości różnorodnego podejścia, koniecznym jest przedstawienie choćby tylko niektórych wśród plejady znakomitości zajmujących się tą problematyką.

Myślę, że należy rozpocząć od racjonalisty Kartezjusza, który twierdził, że poznanie prawdy dostępne jest każdemu dobrze poprowadzonemu umysłowi. Dlatego ściśle naukowe i pewne jest tylko to, co da się wywieść drogą rozumową z rozważań abstrakcyjno-logicznych - a więc dobra filozofia to matematyka i logika. Pozostałe dziedziny wiedzy są tym bardziej naukowe, im bardziej korzystają z dokonań tych nauk. Przeciwnie twierdzili empirycy brytyjscy z Lock'em na czele, dla których wiedzą jest tylko to, co zostało potwierdzone eksperymentalnie za pomocą naszych zmysłów i dostępnych narzędzi, a wszystko, czego się nie da dowieść w ten sposób - jest tylko czystą spekulacją.

Stanowiska te połączył twórca filozofii krytycznej Immanuel Kant, który zauważył, że ani same zbiory faktów potwierdzonych eksperymentalnie, ani rozważania czysto spekulacyjne nie prowadzą zazwyczaj do rzetelnej, użytecznej wiedzy. Wiedzę naukową osiągamy przez zastosowanie odpowiedniej metody polegającej na świadomym, początkowo czysto spekulacyjnym tworzeniu logicznie spójnych hipotez, a następnie ich empirycznemu weryfikowaniu. Same poświadczane empirycznie fakty są tylko zbiorami faktów, z których jeszcze nic nie wynika i dopiero właściwa teoria (gdyż spójnych logicznie hipotez można tworzyć nieskończoną ilość) pozwala zrobić z nich użytek. Ale nie można się obejść bez weryfikacji empirycznej hipotez, która jest niezbędna do odrzucania błędnych teorii. Tak więc dla Kanta wiedza naukowa to dobra teoria oraz jej empiryczne potwierdzenie.

W XIX w. nauka pojmowana jako wiedza zostaje poddana rygorom metodologicznym charakterystycznym dla nauk matematyczno-przyrodniczych. Pod koniec wieku Auguste Comte wprowadza termin filozofii pozytywnej. Jego zdaniem filozofia wobec rozwoju nauki traci rację bytu, ponieważ cały ciężar wiedzy o świecie przejmują poszczególne nauki. Ma gromadzić fakty i ustalać związki między nimi, czyli określać ogólne prawa świata faktów. Nauce nie wolno wykraczać poza fakty i wypowiadać żadnych twierdzeń poza fakty wykraczających. Dla pozytywistów poznanie prawdziwe, do którego dochodzi się przez indukcyjną konfrontację twierdzeń naukowych z doświadczeniem stanowi fundamentalną wartość. Scjentyzm chce uznać poznanie naukowe za poznanie absolutne i łączyć z nim nadzieje na rozwiązanie najważniejszych problemów ludzkości. Z kolei utylitaryści twierdzili, że o tym, czy dana teoria jest naukowa, czy nie, decyduje jej użyteczność. Jeśli w praktyce zastosowanie jakiejś teorii przynosi pozytywne rezultaty, to znaczy, że teoria jest dobra i naukowa niezależnie od tego, w jaki sposób udało się do niej dojść.


Ciąg dalszy w następnym poście.

@@@
.
13-08-2012 13:20 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

Neopozytywiści (empiryści logiczni) uściślili poglądy Kanta tworząc pojęcie falsyfikowalnej teorii. Teorie, a nawet tylko zdania, wtedy mają znaczenie, jeśli daje się empirycznie sprawdzić ich sens, ale ponieważ wiele teorii naukowych - zwłaszcza tych podstawowych - w ogóle nie ma szans być dowiedzionych eksperymentalnie, to należy wykazać metody, którymi można to sprawdzić. Ich zdaniem naukowe teorie to właśnie te, które da się w ten sposób poddać falsyfikacji. Jeśli teoria jest zbudowana tak, że nie da się wymyślić żadnego eksperymentu, który by ją obalił, to nie jest naukowa. Czołową rolę wśród austriackich neopozytywistów zwanych też Kołem Wiedeńskim odgrywał Rudolf Carnap ("sprawdź prawdziwość"). Pod wpływem pozytywizmu rozwinęła się brytyjska szkoła filozofii analitycznej. (Moore, Russel).

Pomimo, że nie zaliczał się do Koła Wiedeńskiego, a nawet się od niego dystansował, to Karl Popper i jego myśl jest z nimi powiązany. Piętnuje indukcję jako niezawodną metodę rozumowania przeciwstawiając jej metodę dedukcyjno-hipotetyczną. Według niego badania naukowe są "niekończącym się poszukiwaniem", metodą prób i błędów, przypuszczeń i krytyki, a nie obiektywnym poznaniem. Ale tak jak oni zamiast weryfikacji, czyli potwierdzania, zaleca falsyfikację, czyli szukanie testów daną hipotezę obalających.

Jeden z jego kontynuatorów, Imre Lakatos, logik i filozof węgierski zauważył, że gdy nawet komuś uda się wykonać eksperyment falsyfikujący, to reszta naukowców wcale tak szybko ze starej teorii nie rezygnuje. Zauważył też, że można każdą teorię tak zmodyfikować, aby falsyfikujący ją eksperyment jakoś jednak z nią pogodzić. I gdy na przykład okazało się, że rozpad jąder atomów nie spełnia zasady zachowania energii, wymyślono "ad hoc" nową cząstkę elementarną o nazwie neutrino tylko po to, aby "uratować" tę zasadę.

Lakatos wymyślił więc pojęcie programu badawczego, który tworzy zbiór teorii podstawowych, zwanych paradygmatem. Na ich bazie buduje się teorie szczegółowe, które są testowane i odtwarzane, a więc poddawane weryfikacji i falsyfikacji. Nie dotyczy to paradygmatu, uznanego zwykle za "święty" i nienaruszalny. Jeśli jakieś fakty wydają się mu zaprzeczać, to szybko "dorabia" się teorię, która stara się jakoś wyjaśnić nowe fakty w ramach starego paradygmatu. Naukowy paradygmat musi jednak spełniać szereg kryteriów: musi być jak najprostszy pojęciowo, logicznie spójny oraz kreatywny - to znaczy zawierać potencjalne możliwości budowy na jego podstawie falsyfikowalnych i weryfikowalnych teorii, które dobrze tłumaczyłyby znane fakty empiryczne. Paradygmat naukowy nie jest też do końca "święty" - zawsze można, a nawet należy go "podgryzać", jeśli zaś wymyśli się lepszy i bardziej kreatywny niż poprzedni, to nowy zastępuje dotychczasowy. Tak więc nauka to poprawnie skonstruowany paradygmat wraz z potwierdzanymi eksperymentalnie teoriami szczegółowymi.

Wywodząca się z pozytywizmu filozofia analityczna oraz fenomenalizm i marksizm należały do najważniejszych - choć uznawanych za sprzeczne - wpływających na naukę orientacji filozoficznych XX wieku. Dla rozpoczętego jeszcze w XIX w. marksizmu praktyka była ponad wszelkimi teoriami i dlatego empirycznie sprawdzalne osiągnięcia naukowe ustawiono w nim ponad myślą filozoficzną, która odtąd miała określać tylko podstawowe dyrektywy. Zaliczono do nich materialność świata (pierwszeństwo materii nad psychiką), jego obiektywne istnienie (niezależne od podmiotu poznającego) oraz poznawalność (bezpośrednio za pośrednictwem zmysłów lub pośrednio przy użyciu narzędzi materialnych i intelektualnych). Metodologicznie ważną była też konieczność krytycznej postawy uczonego wobec całego - łącznie z marksizmem - dotychczasowego dorobku. Wyniesienie na tak wysoki piedestał nauki spowodowało, że w krajach socjalistycznych zawłaszczano termin światopogląd naukowy tylko dla poglądów zgodnych z obowiązującą ideologią. Myślę, że dziś warto podjąć próbę, choćby częściowego, odideologizowania tego terminu, pozostawiając go tym, którzy w próbach opisania i zrozumienia rzeczywistości, wiedzę naukową oraz naukową metodologię dochodzenia do prawdy, stawiają na pierwszym miejscu. ( A. B. Izdebski)


W bardzo dużym stopniu zgadzam się z autorem tego artykułu i z dużą ciekawością czytam filozofów, którzy próbują znaleźć dla tej dziedziny nowe miejsce w zbiorowej wiedzy o rzeczywistości i metodach poznawania jej. Współczesne uprawianie filozofii według XIX wiecznych wzorców - nie mówiąc już o wcześniejszych, to intelektualna żenada. Podobną jest próba uczynienia z racjonalisty otwartego na świat - neopozytywisty.
(Oczywiście nie mam zamiaru przeczyć, że neopozytywizm, analityzm, marksizm, scjentyzm, materializm, fizykalizm, ateizm i jeszcze trochę innych izmów jest mi bliskich, zaczerpnąłem z nich sporo, ale nie należę do żadnego z nich.)

Miłego dnia.

@@@
.
16-08-2012 17:22 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Znanych nam złudzeń w subiektywnym pojmowaniu świata jest sporo - i to nie tylko optycznych. Postęp w zrozumieniu świata to dużym stopniu rozpoznawanie tych złudzeń i znajdowanie metod ich przezwyciężenia. Wymóg siły aby podtrzymywać ruch, wyższość człowieka nad innymi gatunkami, niezmienność tych gatunków, cieplik, vis vitalis, absolutne czas i przestrzeń, dusza obdarzona świadomością - to wszysto znane złudzenia, choć wciąż nie przez wszystkich.

Skąd wiesz, że obserwator, który widzi spiralę ulega złudzeniu? Wiesz to, bo masz możliwość sprawdzenia. Poganiasz sobie paluchem po okręgu i już!

Skąd wiesz, że dusza obdarzona świadomością to złudzenie? Nie wiesz, bo nie możesz tego sprawdzić! Możesz tylko powiedzieć, że wg dzisiejszej wiedzy jest to wysoce prawdopodobne, a dusza to bzdura.

Aby lepiej to zrozumieć, wyobraź sobie taki eksperyment:

Ty jesteś obserwatorem zewnętrznym.
Pokazujemy te okręgi np 100 osobom z pewnej odległości, bez możliwości sprawdzenia, mogą ufać tylko swojemu wzrokowi. Można łatwo domyślić się, że większość osób zobaczy spiralę, prawda? Załóżmy 99, a jedna widzi okręgi (cholera wie jak ona to widzi, może ma jakiś "defekt" w oku).

Jaka jest prawda, a jakie fakty? W świecie tych 100 osób, niewątpliwie są to spirale, a ten jeden co widzi okręgi, jest co najmniej wariatem.

Dla Ciebie jako obserwatora jest oczywiste, że to są okręgi.

A jaka jest obiektywna prawda w tej sprawie?

Mam nadzieję, że jest jasne, dlaczego nie odbieram Pani Stein szansy, że to ona ma rację.

I od razu dopowiem, że nie istotne jest, już w świecie bez "przypowieści", kto jest obserwatorem i czy w ogóle on jest.
maceox (6766 punktów)
>Przełomowym momentem w jej życiu było przypadkowe natrafienie na Księgę życia Teresy z Avila.
>Po latach Edyta Stein relacjonowała, że przeczytała to dzieło w ciągu jednej nocy, a gdy skończyła,
>powiedziała do siebie: "To jest prawda!"

Moim zdaniem czasem warto odróżniać poznawanie świata za pomocą zmysłów (gdzie najdoskonalsza jest metoda naukowa) od przeróżnie inspirowanych subiektywnych odczuć i refleksji.

Racjonaliści zazwyczaj nie kwestionują faktu, że ludzie miewają doświadczenia religijne. Racjonalistę różni od osoby wierzącej jedynie metoda szukania odpowiedzi na pytanie, skąd takie doświadczenia się biorą.

Mogę się podzielić moją refleksją, że im więcej dowiaduję się o człowieku i świecie na gruncie nauki, tym pełniejsze staje się moje rozumienie - również to, które możnaby określić przeżyciem "duchowym" (gdyby nie fakt, że umysł w całości pochodzi z mózgu).

Nie wyklucza to jednocześnie odnajdywania pewnych inspiracji w treściach filozoficznych, a nawet religijnych (będących chociażby dowodem zdolności ludzkiego intelektu, ale również mogących czasem prowadzić do całkiem wartościowych przeżyć wewnętrznych) - problemem staje się to wówczas, gdy traktujemy je jako prawdę absolutną i zamykamy się na inne treści i doświadczenia.

Natomiast jest jeszcze coś gorszego od traktowania idei (będących wykształconymi w umysłach ludzi treściami kulturowymi) jako prawdy absolutnej - a mianowicie GŁOSZENIE tej prawdy absolutnej, jako jedynie słusznej.

Aż tak daleko Edyta Stein chyba nie zaszła, aby chcieć aż narzucać swoje subiektywne przeżycia innym. W tym kontekście - nie znając innych Twoich wypowiedzi (poza tym wątkiem) - zastanawiam się nad charakterem Twojego uczestnictwa na forum i Twoją motywacją w tym zakresie.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
13-08-2012 11:52 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Moim zdaniem czasem warto odróżniać poznawanie świata za pomocą zmysłów (gdzie najdoskonalsza jest metoda naukowa) od przeróżnie inspirowanych subiektywnych odczuć i refleksji.
Subiektywne uczucia i refleksje też muszą być opisywane z zastosowanie metody naukowej, inaczej wyjdzie z tego śmietnik.
Zauważ że nawet teologia gromadzi i porządkuje wszystko wedle metody naukowej. Jej głupota polega na przyjęciu bezsensownych dogmatów, ale już dowodzenie ich prawdziwości stwarza pozory naukowości, bo bez naukowego ładu powstałby tylko właśnie śmietnik, chaos.

>Nie wyklucza to jednocześnie odnajdywania pewnych inspiracji w treściach filozoficznych, a nawet religijnych
No ba! A bajki? Po co się je pisze?!

>będących chociażby dowodem zdolności ludzkiego intelektu, ale również mogących czasem prowadzić do całkiem wartościowych przeżyć wewnętrznych
Mogących, mogących..., ale z tymi "zdolnościami ludzkiego intelektu" nie przeginaj - moja pierwsza jamniczka (jedyna niesterylizowana) miała urojone ciąże po cieczkach i mościła gniazdo w koszyku, a potem co wieczór wylizywała głowę mojemu synowi jak się położył do łóżka.
A to tylko psia samiczka była...

>problemem staje się to wówczas, gdy traktujemy je jako prawdę absolutną i zamykamy się na inne treści i doświadczenia.
Wiara to upośledzenie zdolności poznawczych.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
maceox (6766 punktów)
>>Moim zdaniem czasem warto odróżniać poznawanie świata za pomocą zmysłów (gdzie najdoskonalsza jest metoda naukowa) od przeróżnie inspirowanych subiektywnych odczuć i refleksji.
>Subiektywne uczucia i refleksje też muszą być opisywane z zastosowanie metody naukowej, inaczej wyjdzie z tego śmietnik.
Pisałem raczej o indywidualnych odczuciach subiektywnych. Trudno np. marzenia na jawie, czy zwykłe skojarzenia albo odczucie zadowolenia ze słuchanego utworu muzycznego opisywać z zastosowaniem metody naukowej. Oczywiście nauka bada również te zjawiska, tyle że są one dla nauki (dla zewnętrznych obserwatorów) już czymś innym, niż tym, czym są dla przeżywającej je osoby.

>Zauważ że nawet teologia gromadzi i porządkuje wszystko wedle metody naukowej. Jej głupota polega na przyjęciu bezsensownych dogmatów, ale już dowodzenie ich prawdziwości stwarza pozory naukowości, bo bez naukowego ładu powstałby tylko właśnie śmietnik, chaos.
Wiem, że moje zamiłowanie do psychologii analitycznej jest mało naukowe - jednak pozwala mi ono traktować każdy przejaw umysłowości jako istotny dla człowieka - gdzie szczególną wartość mają wręcz treści całkowicie nieracjonalne - niemające jakiegokolwiek "ładu naukowego", które jednak można interpretować (i wręcz racjonalizować) z korzyścią dla siebie, gdyż posiadają ład obrazowy i symboliczny (takie jest przynajmniej założenie). Tak więc w sumie zgoda - istotne jest nadanie jakiegoś ładu temu śmietnikowi, który w nas tkwi pod przykrywką świadomego, zracjonalizowanego ego.
Oczywiście można być co do takich tez i praktyk sceptycznym - trochę zależy od tego, co kto lubi i jakie ma doświadczenia.
Co to ma do teologii? Otóż sądzę, że religie również są takim właśnie śmietnikiem - tyle że zbiorowym, choć często - jak mówisz - nieźle zorganizowanym. Mimo to, pośród nikomu niepotrzebnych rupieci, można na nim znaleźć czasem coś ciekawego. Sądzę, że np. medytacja jest całkiem przydatną praktyką, która wyłoniła się w obrębie nurtów religijnych, a dopiero dzisiaj zaczyna być stosowana areligijnie.

>>Nie wyklucza to jednocześnie odnajdywania pewnych inspiracji w treściach filozoficznych, a nawet religijnych
>No ba! A bajki? Po co się je pisze?!
No właśnie:
www.ideown(*)_nas_files/Bajkoterapia....pdf
(I - nomen omen - pojawia się tu o zgrozo! dziedzina biblioterapii!)
pl.wikipedia.org/wiki/Biblioterapia

Bajki, mity, religie - sądzę, że wiele jest w nich treści istotnych dla człowieka, bo są i przez człowieka stworzone - a ponieważ ewoluowały przez wiele pokoleń, to i pewna dawka ludzkiej mądrości jest w nich zawarta - choć nie trzeba w nie od razu całkowicie bezkrytycznie wierzyć.

>>będących chociażby dowodem zdolności ludzkiego intelektu, ale również mogących czasem prowadzić do całkiem wartościowych przeżyć wewnętrznych
>Mogących, mogących..., ale z tymi "zdolnościami ludzkiego intelektu" nie przeginaj - moja pierwsza jamniczka (jedyna niesterylizowana) miała urojone ciąże po cieczkach i mościła gniazdo w koszyku, a potem co wieczór wylizywała głowę mojemu synowi jak się położył do łóżka.
>A to tylko psia samiczka była...
Zawsze myślałem, że co jak co, ale psychologowie dla zwierząt to już przegięcie. Jednak, skoro tak piszesz, to może jednak i oni są potrzebni - w końcu sami jesteśmy zwierzętami - więc dlaczego mielibyśmy gorzej traktować naszych krewnych?

Ale Tobie chodzi o urojenia.
No cóż - gdy siadamy w wygodnym w fotelu z kryminałem w ręku, to właśnie wchodzimy w świat fikcji i poddajemy się jego oddziaływaniu. Sądzę, że praktykowanie religii nie jest zasadniczo odmienne od tej właśnie czynności. Różni się co do przekazywanych treści i co do natężenia i trwałości wiary - ale zasadniczo chodzi o przeżywanie w sobie pewnej fikcji nadającej pewną atmosferę, a nawet utożsamienie się z przeżyciami głównego bohatera. Wprawdzie po odłożeniu książki poddanie się owej fikcji mija. Ale z drugiej strony czy przeciętny katolik w Polsce myśli o swej religii po wyjściu z kościoła? W życiu codziennym jest tak samo logiczny i racjonalny, jak tylko to akurat jest wymagane w życiu.

>>problemem staje się to wówczas, gdy traktujemy je jako prawdę absolutną i zamykamy się na inne treści i doświadczenia.
>Wiara to upośledzenie zdolności poznawczych.
Przesadzasz, ale może i słusznie.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
14-08-2012 03:01 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Pisałem raczej o indywidualnych odczuciach subiektywnych. Trudno np. marzenia na jawie, czy zwykłe skojarzenia albo odczucie zadowolenia ze słuchanego utworu muzycznego opisywać z zastosowaniem metody naukowej.
Och, jeśli to ma być opis, nawet nader nieprecyzyjny z racji charakteru opisywanej materii, a nie bełkot to inaczej się nie da!

Większości Twego wywodu mogę jedynie przyklasnąć z aprobatą - inspirację do ciekawych przemyśleń można znaleźć wszędzie.

>Różni się co do przekazywanych treści i co do natężenia i trwałości wiary - ale zasadniczo chodzi o przeżywanie w sobie pewnej fikcji nadającej pewną atmosferę, a nawet utożsamienie się z przeżyciami głównego bohatera.
A tu się nie zgodzę ani trochę. Nawet najgłębsze, najbardziej emocjonalne przeżywanie lektury nie usprawiedliwia zastosowania pojęcia wiary w tym znaczeniu na jakim budowane są religie - wykluczającym świadomość fikcji.

>Ale z drugiej strony czy przeciętny katolik w Polsce myśli o swej religii po wyjściu z kościoła? W życiu codziennym jest tak samo logiczny i racjonalny, jak tylko to akurat jest wymagane w życiu.
Są różni katolicy i różne jest ich życie codzienne - inne dla wtłoczonych w religię przez tradycje otoczenia, inne dla ofiar intensywnego prania mózgu jak choćby w neokatechumenacie. W każdym jednak przypadku człowiek jest podporządkowany swej wierze, nie jest w stanie jej się sprzeniewierzyć. Przeciętny katolik wierzy w dobrego Bozię co mówi: "wpadnij czasem do kościoła - będzie ok!", więc może sobie na sporo luzu pozwolić. Gdyby wierzył o Boga co wymaga codziennych wizyt i to po przebyciu drogi na klęczkach dmuchałby raźno bez oporu.

>Przesadzasz, ale może i słusznie.
Niestety, nie przesadzam ani trochę. Wiara upośledza zdolności poznawcze przynajmniej na tyle by człowiek nie był w stanie odróżnić bajek od rzeczywistości.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
17-08-2012 01:07 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Różni się co do przekazywanych treści i co do natężenia i trwałości wiary - ale zasadniczo chodzi o przeżywanie w sobie pewnej fikcji nadającej pewną atmosferę, a nawet utożsamienie się z przeżyciami głównego bohatera.
>A tu się nie zgodzę ani trochę. Nawet najgłębsze, najbardziej emocjonalne przeżywanie lektury nie usprawiedliwia zastosowania pojęcia wiary w tym znaczeniu na jakim budowane są religie - wykluczającym świadomość fikcji.
Jeśli tak to ujmiesz, to masz rację. Jednak zwróć uwagę na to czym jest praktykowanie religii. Właśnie wymieniam z kolegą Bieleckim uwagi w kwestii doświadczenia religijnego. Sądzę, że pomijając dość rzadkie, ciężkie przypadki chorobowe (typu zwidów i halucynacji), to taki zwykły, przeciętny wierzący Iksiński (nawet ten taki rzeczywiście z przekonania wierzący, a nie tylko rodzinnie podporządkowany) po prostu poddaje się działającemu na zmysły zestawowi artystycznemu: tekst opowieści religijnej, muzyka, świece, kielich, facet w białej kiecce itd... Wchodzi więc do kościoła i ma konkretne formułki, które będzie wypowiadać. Czynienie tego w skupieniu - to już jest praktykowanie religii. Istotna jest oczywiście opowieść - o tym zbawieniu i co tam jeszcze... Tą opowieść się właśnie przeżywa. I ja tu zasadniczo nie widzę jakościowo nic bardziej skomplikowanego od uczucia, które towarzyszy lekturze np. wciągającego kryminału. Tam się przeżywa opowieść o Jezusie, a tu się przeżywa perypetie Wallandera. Wiadomo - Jezus jest mocnieszy, bo i za całe życie i wieczność i świat odpowiada, więc tu nieco bardziej portkami trząść może - ale to tylko różnica w natężeniu, ale nie w jakości.

>>Ale z drugiej strony czy przeciętny katolik w Polsce myśli o swej religii po wyjściu z kościoła? W życiu codziennym jest tak samo logiczny i racjonalny, jak tylko to akurat jest wymagane w życiu.
>Są różni katolicy i różne jest ich życie codzienne - inne dla wtłoczonych w religię przez tradycje otoczenia, inne dla ofiar intensywnego prania mózgu jak choćby w neokatechumenacie.
Ja mówię ogólnie, o przeciętnym Polaku: Po wyjściu z kościoła przez cały tydzień niewiele z tego praktykowania pozostaje. Jest życie codzienne - w sferze profanum, gdzie przeciętny Iksiński o żadnym Bogu nie myśli - ewentualnie bardzo rzadko i krótko - choćby dlatego, że po prostu nie ma czasu i sa ważniejsze sprawy na głowie. Są zakupy, praca, zaprowadzenie dziecka do przedszkola, zdążyć na autobus i pamiętać o wywołaniu zdjęć z urlopu. Zobaczyć dziennik, film jakiś może, choć czasu nie ma i na to za wiele. Może poczytać jeszcze coś inteligentnego.
Zauważ, że w tych wszystkich czynnościach, które wypełniają życie naszego przeciętnego Iksińskiego praktykowania wiary, a nawet przynajmniej myślenia o wierze jest w rzeczywistości tyle, co kot napłakał. Codzienne czynności zdeklarowanych ateistów wyglądają zupełnie podobnie, z tą różnicą, że czytają może jeszcze ciut bardziej inteligentne ksiązki. Cała różnica, to ta godzina w kościele w niedzielę. Przez cały pozostały czas w tygodniu nasz Iksiński też jest ateistą. Przy robieniu zakupów na targu żaden Bóg nie jest mu potrzebny - tu również on woli polegać na tabliczce mnożenia.

>W każdym jednak przypadku człowiek jest podporządkowany swej wierze, nie jest w stanie jej się sprzeniewierzyć.
Tak, jeśli tylko chce mu się w ogóle na ten temat pomyśleć. Sprzeniewieżyć - tzn. wyprzeć się jej - tego rzeczywiście nie jest w stanie - ale poza tym sprzeniewierza się jej codziennie - całą paletą grzechów zarówno głównych, jak i tych z dekalogu, a także brakiem religijnej refleksji poza tą niedzielną. Religijne skompensowanie tych grzechów trwa 5 minut w konfesjonale i tylko wtedy ma znaczenie religijne. Natomiast przy ich popełnianiu o religii się nie myśli.

>Przeciętny katolik wierzy w dobrego Bozię co mówi: "wpadnij czasem do kościoła - będzie ok!", więc może sobie na sporo luzu pozwolić.
Tak właśnie sądzę.

>Gdyby wierzył o Boga co wymaga codziennych wizyt i to po przebyciu drogi na klęczkach dmuchałby raźno bez oporu.
No tak, ale wiara i religia podupada. Już na coraz mniej stać wierzących.

>>Przesadzasz, ale może i słusznie.
>Niestety, nie przesadzam ani trochę. Wiara upośledza zdolności poznawcze przynajmniej na tyle by człowiek nie był w stanie odróżnić bajek od rzeczywistości.
Tak, jest pewna sfera, która pomimo tej powierzchowności wiary w masie - w istocie jawi się jako fundamentalizm - to jest pchanie się religii do polityki i wpływ na takie kwestie jak kształt prawa przy aborcji, in vitro, itp. Faktem jest, że zasadniczo mówienie ludziom co mają robić - co w piątek, a co przed ślubem - też już jest nadużyciem - ale to jest właśnie nagminnie łamane, więc mniejasza z tym. Jednak ten przemożny wpływ na kształt prawa - to rzeczywiście jest w Polsce skandal.
Natomiast naszemu przeciętnemu Iksińskiego bym zwyczajnie odpuścił - on jest prawie takim samym ateistą jak ja sam - ta godzinka w tygodniu dodatkowych inspiracji rodem z bajki - jego sprawa. W żaden sposób nie czuję, żebym w pozostałych czynnościach dnia codziennego był jakoś sprawniejszy od niego - w praktyce jest conajmniej tak samo skuteczny jak ja. Że intelektualnie u niego kiepsko? A czy ja wiem? On też czyta i to i tamto, więc nawet nie widzę powodów, żeby się jakoś specjalnie wywyższać. Że mówi, że Bóg istnieje? Jeśli to jest jedyny problem, to niech sobie mówi... Wszak czyni to wyjątkowo rzadko...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
A JEDNAK:
A gdyby tak przybyło wątpiących i niepotrzebujących kościoła, ani jego nakazów?
Może wówczas podniósłby się również intelektualny poziom w naszym kraju, bo samoświadomość szła by w parze z wiedzą - również o społeczeństwie. Wybieralibyśmy nieco mądrzejszych polityków, a całkowici głupole nie mieliby szans. Byłby to niewątpliwie pożądany rozwój. Jest więc jednak o co walczyć...

No więc w sumie - chyba masz rację, Astrotaurus.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
17-08-2012 04:43 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Jeśli tak to ujmiesz, to masz rację. Jednak zwróć uwagę na to czym jest praktykowanie religii. (...) taki zwykły, przeciętny wierzący Iksiński (nawet ten taki rzeczywiście z przekonania wierzący, a nie tylko rodzinnie podporządkowany) po prostu poddaje się działającemu na zmysły zestawowi artystycznemu:....
Religia to zespół wierzeń i praktyk w relacji do sacrum. Nabyty w procesie socjalizacji dzięki działającym odpowiednim ku temu zestawom.

>I ja tu zasadniczo nie widzę jakościowo nic bardziej skomplikowanego od uczucia, które towarzyszy lekturze np. wciągającego kryminału. Tam się przeżywa opowieść o Jezusie, a tu się przeżywa perypetie Wallandera.
Wallender nie należy do sfery sacrum.

>Wiadomo - Jezus jest mocnieszy, bo i za całe życie i wieczność i świat odpowiada, więc tu nieco bardziej portkami trząść może - ale to tylko różnica w natężeniu, ale nie w jakości.
Jakościowo to kilka klas różnicy: fikcja vs praw... tfu... Prawda.

>Ale z drugiej strony czy przeciętny katolik w Polsce myśli o swej religii po wyjściu z kościoła? W życiu codziennym jest tak samo logiczny i racjonalny, jak tylko to akurat jest wymagane w życiu.
Masz rację, bo wiara jest zawsze indywidualna i rzadko obejmuje wszystkie obiekty podawane do wierzenia przez system władzy oparty na wierze baranków. Ludzie zindoktrynowani w katolicyzmie czują z nim więź i zasuwają czasem do kościoła choć to co tam się wyprawia... pardon... odprawia jest im w dużej mierze obce.
Praktycznie nikt z moich znajomych katolików nie wierzy w czary z wafelkami, nie wierzy w jakąkolwiek inną niż ich więź księdza z Bogiem ("zawód jak każdy" - powiadają) itp., ale kościół jest ich i koniec. Często jest to jedyna rzecz jaka łączy ich z Bogiem, więc trzymają jej się pazurami.

>Sprzeniewieżyć - tzn. wyprzeć się jej - tego rzeczywiście nie jest w stanie - ale poza tym sprzeniewierza się jej codziennie - całą paletą grzechów zarówno głównych, jak i tych z dekalogu, a także brakiem religijnej refleksji poza tą niedzielną.
Sprzeniewierzenie się to każde odstępstwo, zdrada. Uczynki wbrew to też wyparcie się.
A człowiek nie jest w stanie sprzeniewierzyć się swej wierze. Doktrynie narzucanej przez obcych w sumie kapłanów - tak, ale nie swej wierze. Katolik wierzy, że jest grzeszny i to mu wolno, bo bez grzechu byli tylko Jezus i Maryja. Katolik wierzy, że określone zabiegi grzechy resetują. Zatem grzeszy i się spowiada.

>No tak, ale wiara i religia podupada. Już na coraz mniej stać wierzących.
I Bogu dzięki!!

>Że mówi, że Bóg istnieje? Jeśli to jest jedyny problem, to niech sobie mówi... Wszak czyni to wyjątkowo rzadko...
Cały czas kwestia w tym ile i jakiej wagi obiekty są objęte wiarą. Inaczej żyje i myśli ktoś z neokatechumenalnym praniem mózgu; inaczej bojowy Moher Rydzyka; inaczej katolik niedzielny. Wszyscy jednak są fundamentalistami, fanatykami swej wiary. Każdy ma granicę, za którą tylko intelektualny beton i nienawiść.

>A gdyby tak przybyło wątpiących i niepotrzebujących kościoła, ani jego nakazów?
>Może wówczas podniósłby się również intelektualny poziom w naszym kraju, bo samoświadomość szła by w parze z wiedzą - również o społeczeństwie.
No ba! Kiedy umysł jest zaśmiecony teizmem blokującym poznanie jest gorzej, niż kiedy umysł jest od takich ograniczeń wolny. Zwolnione moce przerobowe może poświęcić na coś innego, może pożyteczniejszeog, milszego,... choć przecież nie musi.

>No więc w sumie - chyba masz rację, Astrotaurus.
No to teraz mamy ją we dwóch.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
17-08-2012 22:30 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Jeśli tak to ujmiesz, to masz rację. Jednak zwróć uwagę na to czym jest praktykowanie religii. (...) taki zwykły, przeciętny wierzący Iksiński (nawet ten taki rzeczywiście z przekonania wierzący, a nie tylko rodzinnie podporządkowany) po prostu poddaje się działającemu na zmysły zestawowi artystycznemu:....
>Religia to zespół wierzeń i praktyk w relacji do sacrum. Nabyty w procesie socjalizacji dzięki działającym odpowiednim ku temu zestawom.
To prawda, aczkolwiek sacrum jest pojęciem wewnątrzreligijnym. To znaczy - aby uznawać, że istnieje sacrum, trzeba w to wierzyć. Z punktu widzenia umysłu racjonalnie postrzegającego świat o żadnym sacrum niczego nie wiemy, czyli inaczej mówiąc - czegoś takiego nie ma.

>>I ja tu zasadniczo nie widzę jakościowo nic bardziej skomplikowanego od uczucia, które towarzyszy lekturze np. wciągającego kryminału. Tam się przeżywa opowieść o Jezusie, a tu się przeżywa perypetie Wallandera.
>Wallender nie należy do sfery sacrum.
Tak, ale nie chodziło mi o różnicę pomiędzy Zeusem a Panem Wołodyjowskim, tylko o to, jak jednego i drugiego odbiera czytelnik. Zastanawiałem się nad tym, co w rzeczywistości (choć subiektywnie) przeżywa osoba praktykująca religię. Otóż nie wydaje mi się, jakoby miała ona jakiś wyczulony na jakieś "sacrum" szósty zmysł, którego brak u ateistów. Nie, ona po prostu wciąga się w przekazywane jej treści - i stąd moje porównanie do czytania kryminału. Oczywiście najczęściej zdarza się, że to wciągnięcie rozciąga się w przypadku religii na całe życie, czego nie można powiedzieć o kryminale. Ale tu znów: Na jakie całe życie, jeśli większość tego życia odbywa się również w przypadku osób wierzących w zwykłej codzienności - w sferze "profanum", w której religia nie ma znaczenia?

>>Wiadomo - Jezus jest mocnieszy, bo i za całe życie i wieczność i świat odpowiada, więc tu nieco bardziej portkami trząść może - ale to tylko różnica w natężeniu, ale nie w jakości.
>Jakościowo to kilka klas różnicy: fikcja vs praw... tfu... Prawda.
Znów tylko od wewnątrz religii patrząc. Tak naprawdę to jest właśnie fikcja vs fikcja, tylko temat nieco inny.

Tak przy okazji - jest dla mnie zadziwiające, że w naturze powstał organizm, który jest zdolny wymyśleć coś takiego jak sacrum.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
18-08-2012 01:43 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Doświadczenie religijne, które religijne sacrum umożliwia, jest uzależnione od stworzenia w człowieku odpowiedniej wyobraźni religijnej. To jest możliwe mniej więcej od 12 roku życia, kiedy stan umysłowy pozwala na wchodzenie w złożoną relację ze zmyślonymi obiektami religijnymi. Religijność z wcześniejszego okresu bazuje głównie na zabawie oraz na emocjach, uczuciach, identyfikacji i naśladownictwie bliskich. Małpowanie, popisywanie się dla nagrody, którą jest pochwała i nasycenie ego. Kształtuje się wyobrażenie Boga, ale na dość prostym, konkretnym poziomie, a dopiero właśnie ten 11, 12 rok życia (pokwitanie - faza operacji formalnych Piageta) umożliwia tworzenie już złożonej, wielopłaszczyznowej, abstrakcyjnej relacji z takim czy innym zmyślonym/religijnym obiektem/przedmiotem/osobą.

Tworzenie się potencjału religijnego to okres skomplikowany, wielopłaszczyznowy i bardzo wczesny (są zwolennicy okresu postnatalnego, ale są też i prenatalnego). Natomiast wyobrażenie Boga u danej osoby to bardzo złożony proces, a zależny jest od związku pomiędzy, nazwę to, wyobrażeniem własnym a wyobrażeniem rodziców (to rodzice są obiektami, na których człowiek formuje wyobrażenie własne, ale i relację uczuciowo-emocjonalną z wszelkim innymi obiektami - w tym, z czasem - religijnymi - ogromnie złożona historia). Oczywiście, żeby religijność nie została na poziomie potencjału, ale zaczęła żyć, musi nastąpić formacja, dokonywana zwykle przez rodziców. W związku z tym wszystkim, w wielu przypadkach dana jednostka nie jest w stanie zintegrować w pełni wyobrażeń o sobie i świecie bez wyobrażenia Boga. Po prostu, reprezentacja własna musi pozostać w stałej interakcji z reprezentacją Boga, bo ona jest tutaj zwyczajnie konieczna dla podtrzymania tej pierwszej. To nieunikniony mechanizm obronny hamujacy rozpad self i takich osób właściwie nie da się wydobyć z wiary. Wyciągnąć można tylko tych, których self może się wybronić - czyli stworzyć taką swoją reprezentację, która bez reprezentacji Boga się obędzie. Dlatego bój o obronę człowieka musi zacząć się już na poziomie owej wczesnej formacji (blokada, przeniesienie, czy rozwarstwienie poprzez podsuwanie alternatyw), bo potencjał ku religijności ma właściwie każdy. Tworzy go nasza konstrukcja biologiczno - chemiczna (w tym nawet seksualność, preedypalna sytuacja psychiczna dziecka), relacja uczuciowo-emocjonalna z rodzicami, a nawet takie zadziwiające rzeczy, jak okoliczności pierwszych opowieści religijnych czy doświadczeń kościelnych.
maceox (6766 punktów)
>Doświadczenie religijne, które religijne sacrum umożliwia, jest uzależnione od stworzenia w człowieku odpowiedniej wyobraźni religijnej. [...]
>Oczywiście, żeby religijność nie została na poziomie potencjału, ale zaczęła żyć, musi nastąpić formacja, dokonywana zwykle przez rodziców. W związku z tym wszystkim, w wielu przypadkach dana jednostka nie jest w stanie zintegrować w pełni wyobrażeń o sobie i świecie bez wyobrażenia Boga. Po prostu, reprezentacja własna musi pozostać w stałej interakcji z reprezentacją Boga, bo ona jest tutaj zwyczajnie konieczna dla podtrzymania tej pierwszej. To nieunikniony mechanizm obronny hamujacy rozpad self i takich osób właściwie nie da się wydobyć z wiary. Wyciągnąć można tylko tych, których self może się wybronić - czyli stworzyć taką swoją reprezentację, która bez reprezentacji Boga się obędzie. Dlatego bój o obronę człowieka musi zacząć się już na poziomie owej wczesnej formacji (blokada, przeniesienie, czy rozwarstwienie poprzez podsuwanie alternatyw), bo potencjał ku religijności ma właściwie każdy. Tworzy go nasza konstrukcja biologiczno - chemiczna (w tym nawet seksualność, preedypalna sytuacja psychiczna dziecka), relacja uczuciowo-emocjonalna z rodzicami, a nawet takie zadziwiające rzeczy, jak okoliczności pierwszych opowieści religijnych czy doświadczeń kościelnych.
Prezentujesz bardzo wnikliwą analizę tego procesu. Na tym tle musze przyznać, że moja teza (jakoby przeżycie religijne było w zasadzie wciągnięciem się w treści religijne, takim jak wciągnięcie w przypadku lektury kryminału) jest zupełnie powierzchowna i nie oddaje należycie wagi problemu. Jakkolwiek mamy w istocie do czynienia z jakąś formą "wciągnięcia", to jednak biorąc pod uwagę cały proces, który w przypadku religii do niego prowadzi - jest to jednak dość różne od chwilowych emocji związanych z byle lekturą. Wygląda na to, że w przypadku religii osoba indoktrynowana uczy się wręcz - niejako - dodatkowego, religijnego języka (i w ogóle postępowania), który wiąże się z jej sposobem myślenia i jej sposobem wyrazu, stając się częścią jej osobowości.

Oczywiście wszystko zależy od intensywności indoktrynacji, a też trochę od własnej podatności. Ja miałem akurat dość otwartych na świat rodziców, dość racjonalnych i bardzo umiarkowanie praktykujących, a samemu nigdy nie chciało mi się chodzić do kościoła i potwornie się w nim nudziłem. Pewne moje zainteresowanie religią nastąpiło dopiero w wieku dorosłym, kiedy wrażenie zrobiły na mnie koncepcje Junga. Przez pewien czas wydawało mi się zatem, że intelektualnie możliwa jest obrona religii, ale w sumie dzięki owemu braku indoktrynacji w dzieciństwie - dość szybko mi to przeszło. I to chyba ta moja własna perspektywa doprowadziła mnie do owej tezy o porównywalności przeżycia religijnego ze zwykłym odbiorem sztuki. Moja zdolność religijna na tyle tylko starcza i najwyraźniej przez chwilę zapomniałem, że te stany mogą być dużo bardziej intensywne lub w każdym razie głębiej zakorzenione.

Wracając do Twojego posta - generalnie jest bardzo przekonujący. Mam jednak pewne wątpliwości co do użytych w nim terminów - i że tak powiem - ich aktualnego naukowego poparcia. Chodzi mi o "self", reprezentację "self", a także o "preedypalną sytuację psychiczną dziecka". Czy na gruncie aktualnej nauki użycie tych pojęć jest uprawnione? Czy przynajmniej obserwacje potwierdzają sensowność wyróżniania tych kategorii przy opisie umysłowości człowieka?

I ogólniej: do jakiego stopnia tezy szkoły psychoanalitycznej (jeśli dobrze dostrzegam źródło owych terminów) mogą się dziś jeszcze utrzymać?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Wracając do Twojego posta - generalnie jest bardzo przekonujący. Mam jednak pewne wątpliwości co do użytych w nim terminów - i że tak powiem - ich aktualnego naukowego poparcia. Chodzi mi o "self", reprezentację "self", a także o "preedypalną sytuację psychiczną dziecka". Czy na gruncie aktualnej nauki użycie tych pojęć jest uprawnione?

Na gruncie psychologii religii Psychologia jak psychologia, ale..

>Czy przynajmniej obserwacje potwierdzają sensowność wyróżniania tych kategorii przy opisie umysłowości człowieka?

No np. dwudziestoletnie Rizzutto. Kobieta religijna, ale tym się proszę nie zrażać.

>I ogólniej: do jakiego stopnia tezy szkoły psychoanalitycznej (jeśli dobrze dostrzegam źródło owych terminów) mogą się dziś jeszcze utrzymać?

Jak widzisz z linków, mogą, ale wiadomo jaki to jest grunt, dla wielu śliski, dla mnie też, więc pewien dystans jest konieczny, ale temat ciekawy. Co do self.
18-08-2012 09:39 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)
>Z punktu widzenia umysłu racjonalnie postrzegającego świat o żadnym sacrum niczego nie wiemy, czyli inaczej mówiąc - czegoś takiego nie ma.
Dla racjonalisty jest to oczywiste, dla omawianego Iksińskiego oczywistym jest realne istnienie sacrum.

>Tak, ale nie chodziło mi o różnicę pomiędzy Zeusem a Panem Wołodyjowskim, tylko o to, jak jednego i drugiego odbiera czytelnik.
Ja też o tym. Czytelnik wierzący odbiera rzeczy swej religii inaczej, niż wszystkie inne.

>Ale tu znów: Na jakie całe życie, jeśli większość tego życia odbywa się również w przypadku osób wierzących w zwykłej codzienności - w sferze "profanum", w której religia nie ma znaczenia?
Znów to samo: ma. Niezbywalne, niepodważalne, ale uzależnione od rodzajów obiektów objętych wiarą. Nie próbuj utożsamiać doktryny organizacji z wiarą pojedynczego człowieka - wystarczy, że na tym rozdźwięku jak na smyczy kapłani trzymają wiernych w poczuciu winy.

>Znów tylko od wewnątrz religii patrząc. Tak naprawdę to jest właśnie fikcja vs fikcja, tylko temat nieco inny.
Wierzący nie jest w stanie uznać, że treść jego religii to też fikcja.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Warto poświęcić jeszcze kilka słów zagadnieniu, o którym wspomniał w tym wątku Arystyp z Cyreny, mianowicie koncepcji "wczucia" (Einfühlung). Otóż autorem tego terminu jest sam Husserl, a nie Edyta Stein. Ponieważ jednak pojęcie "wczucia" nie zostało przez Husserla określone jednoznacznie, dlatego Edyta Stein postanowiła je doprecyzować w swojej pracy doktorskiej.

Wczucie - według Edyty Stein - to podstawowy akt, w którym jest nam bezpośrednio dana druga osoba; wczucie jest aktem, w którym człowiek doświadcza świadomości drugiej osoby. Poprzez wczucie człowiek postrzega drugą osobę jako wartość. Edyta Stein przeanalizowała, w jaki sposób jest możliwe poznanie drugiej osoby, jej przeżyć, jej aktów psychicznych, w których ujawnia się jej życie duchowe, mające swoje najgłębsze źródło w tym, co potocznie nazywa się "wnętrzem" człowieka.

Rozprawa doktorska Edyty Stein O zagadnieniu wczucia jest jej oryginalnym wkładem w fenomenologiczne ujęcie komunikacji podmiotowej. Kontynuacją badań zainicjowanych przez Edytę Stein jest filozofia dialogu Emanuela Levinasa.
14-08-2012 10:34 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)
>Warto poświęcić jeszcze kilka słów zagadnieniu, (...)"wczucia"
>Wczucie - według Edyty Stein - to podstawowy akt, w którym jest nam bezpośrednio dana druga osoba; wczucie jest aktem, w którym człowiek doświadcza świadomości drugiej osoby.
Aha... i co z tego bełkotu ma wynikać?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-08-2012 10:59 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Aha... i co z tego bełkotu ma wynikać?

Że i Ciebie można poznać przez "wczucie", nawet jeśli nie zrozumiesz, czym jest "wczucie"...
14-08-2012 11:24 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Że i Ciebie można poznać przez "wczucie", nawet jeśli nie zrozumiesz, czym jest "wczucie"...
A nie prościej przyznać, że się dałeś nabrać na banialuki? Zauroczyć nawiedzonemu bełkotowi? Dowcipkowanie nie zamaskuje faktu braku jakichkolwiek argumentów na rzecz "świadectwa" Stein, bo tego typu świadectw o nadprzyrodniczym obcowaniu jest na świecie multum we wszystkich religiach. Brednie Stein nie są ani trochę lepsze od innych.
Posłuchaj rady Fizyka jakiej przed chwilą Ci udzielił , a zacznij od zerknięcia w kalendarz: jest rok 2012 !

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-08-2012 11:41 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> tego typu świadectw o nadprzyrodniczym obcowaniu jest na świecie multum we wszystkich religiach. Brednie Stein nie są ani trochę lepsze od innych.

Jeszcze raz przypominam, że Edyta Stein napisała swoją fenomenologiczną pracę doktorską o "wczuciu", kiedy jeszcze była ateistką.
14-08-2012 11:54 
 Ocena 8 na 10
Meretseger (61860 punktów)

>Jeszcze raz przypominam, że Edyta Stein napisała swoją fenomenologiczną pracę doktorską o "wczuciu", kiedy jeszcze była ateistką.
A ja jeszcze jestem katoliczką, ponieważ 55 lat temu mnie ochrzczono, a nie dokonałam apostazji.
14-08-2012 13:19 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Jeszcze raz przypominam, że Edyta Stein napisała swoją fenomenologiczną pracę doktorską o "wczuciu", kiedy jeszcze była ateistką.
>A ja jeszcze jestem katoliczką, ponieważ 55 lat temu mnie ochrzczono, a nie dokonałam apostazji.

Witam serdecznie!
Jest jednak jakościowa różnica pomiędzy chrztem a brakiem chrztu, a "chrzest ateistyczny" nie istnieje. Edyta Stein przyjęła chrzest dopiero 5 lat po obronie pracy doktorskiej na temat "wczucia". Wszystko, co wiemy o życiu Edyty Stein, wskazuje na to, że pisząc pracę o "wczuciu", była ateistką.
14-08-2012 13:32 
 Ocena 6 na 6
maruda (5550 punktów)
>Jest jednak jakościowa różnica pomiędzy chrztem a brakiem chrztu,

Jedyna jakościową różnica między tymi dwoma stanami jest przepływ gotówki do wykonującego magiczne obrzędy mistrza ceremonii.

> a "chrzest ateistyczny" nie istnieje.

I to jest ciekawe pytanie, dlaczego nie istnieje.
14-08-2012 14:06 
 Ocena 5 na 7
Meretseger (61860 punktów)
>pisząc pracę o "wczuciu", była ateistką.
Formalnie tak.
Tak jak ja teraz, deklarując, iż nie wierzę w bogów, duchy, diabły, Adama i Ewę, partenogenezę u Homo sapiens i zielone krasnoludki z długimi uszami formalnie jestem katoliczką.
Nie znam dokładnie prac Stein, bo w ogóle z filozofią stykam się "po łebkach", ale mam wrażenie, że w jej doktoracie o Bogu się nie mówi, tylko o człowieku. Więc właściwie wszystko jedno, kim wtedy była, tak realnie, jak i formalnie.
14-08-2012 14:13 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>w jej doktoracie o Bogu się nie mówi, tylko o człowieku. Więc właściwie wszystko jedno, kim wtedy była, tak realnie, jak i formalnie.
Teistką czy ateistką - tak, skoro wpływ dowolnego stwora boskiego w jej pracy nie jest w żaden sposób poruszany.
Ważne jednak czy była realistką (racjonalistką jak w tytule wątku) czy nawiedzoną fantastką. Tu oczywiście upływ czasu od jej dociekań jest okolicznością łagodzącą.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-08-2012 14:27 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Nie znam dokładnie prac Stein, bo w ogóle z filozofią stykam się "po łebkach", ale mam wrażenie, że w jej doktoracie o Bogu się nie mówi, tylko o człowieku. Więc właściwie wszystko jedno, kim wtedy była, tak realnie, jak i formalnie.

Tak, oczywiście. Dla dyskutowanej kwestii istotne jest jedynie to, że poszukiwała prawdy o człowieku i że to jej poszukiwanie nie miało nic wspólnego z chrześcijaństwem (co błędnie sugerowali niektórzy dyskutanci).
14-08-2012 14:50 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)
>Dla dyskutowanej kwestii istotne jest jedynie to, że poszukiwała prawdy o człowieku i że to jej poszukiwanie nie miało nic wspólnego z chrześcijaństwem (co błędnie sugerowali niektórzy dyskutanci).
Wcale nie tak błędnie jak by chciał niektóry dyskutant. Odkrycie świata duchowego z dawaniem jednej osoby drugiej osobie (dowiem się wreszcie czy ten bełkot coś znaczy?) to rzecz bliższa religii, niż rozumowi.

>... i nie ulegaj złudzeniu, że wiedza z zakresu spektroskopii molekularnej generuje kompetencje z zakresu filozofii. Bo nie ma śmieszniejszej przywary niż pycha...
Weź to do siebie, nie zwlekaj. Są różne dziedziny filozofii, różne zakresy możliwych rozważań. A ja ciągle nie mogę się doprosić o konkrety na temat oderwania części filozofii (tej z sensem życia) od nauk przyrod... przeróżnych (ze spektroskopią molekularną a jakże).

>Twierdzę, że Husserl twierdził, że praca doktorska Edyty Stein o "wczuciu" jest na najwyższym poziomie.
>A Tobie się wydaje, że paroma kolokwializmami "załatwisz" Husserla i całą historię filozofii. Trochę pokory!...
A co ma do twierdzenia człowiek posługujący się nickiem Marek Bielecki? Coś za co mógłby wziąć sam odpowiedzialność, wyjaśnić, rozwiać wątpliwości?
Jeśli Twoja rola wyczerpała się na zreferowaniu słów Stein i Husserla to skończ waść, wstydu sobie oszczędź.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-08-2012 16:04 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>A co ma do twierdzenia człowiek posługujący się nickiem Marek Bielecki? Coś za co mógłby wziąć sam odpowiedzialność, wyjaśnić, rozwiać wątpliwości?
>Jeśli Twoja rola wyczerpała się na zreferowaniu słów Stein i Husserla to skończ waść, wstydu sobie oszczędź.

U Sienkiewicza było inaczej...
14-08-2012 19:49 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tak, oczywiście. Dla dyskutowanej kwestii istotne jest jedynie to, że poszukiwała prawdy o człowieku i że to jej poszukiwanie nie miało nic wspólnego z chrześcijaństwem (co błędnie sugerowali niektórzy dyskutanci).
A na pewno Pan zrozumiał, to co inni pisali?
Ja śmiem w to wątpić, o wiele nawet bardziej niż wątpię w faktyczny, a nie deklarowany ateizm - "przestałam się modlić" - pani Stein.
Twierdzę także, że jej poszukiwania z okresu doktoratu mają bardzo wiele wspólnego z chrześcijaństwem, choć wówczas jeszcze się nie ochrzciła i nie deklarowała swojej przynależności do Kościoła Katolickiego. One po prostu doskonale w teologię katolicką się wpisały i dlatego zostały szybko przez Kościół zawłaszczone. Niech Pan czyta ze zrozumieniem co inni piszą, a nie opisuje własnych na ten temat wyobrażeń.

PS. I. Takich wypowiedzi (nawet w "poważnych" publikacjach) spotkałem już setki, jak dla mnie to czysta żenada i nawet fideistom takich bzdur wypowiadać nie wypada. Natomiast nigdzie w katolickich publikacjach nie napotkałem takiego opisu ateizmu abym sam się w nim rozpoznał.

PS. II. Ks. Mieczysław Piotrowski: W wieku 15 lat Edyta przestała się modlić i odrzuciła wiarę w Boga. Przebywała wtedy u swojej siostry Elzy w Hamburgu. (...)Tutaj także całkiem świadomie i z własnej woli zaprzestałam się modlić" (...) Po latach pisała: "Nieśmiertelność duszy ludzkiej nie jest u Żydów przedmiotem wiary. Cały ich wysiłek odnosi się do doczesności. Nawet nabożność pobożnych skierowana jest na uświęcenie tego życia".
Edyta była bezkompromisowa w szukaniu prawdy. Odrzuciła wiarę w istnienie Boga, którego obraz ukształtował się w jej świadomości w okresie dzieciństwa, i do 21. roku życia uważała się za ateistkę. "Stan mojej duszy przed nawróceniem to grzech radykalnej niewiary" - pisała po swoim nawróceniu. Jednak w tym okresie "radykalnej niewiary" Edyta z wielką żarliwością tęskniła za prawdą i szukała jej na drogach poznania filozoficznego. W jednym ze swoich listów do Romana Ingardena pisze: "Gdy spoglądam wstecz na te czasy, w tle widzę zawsze rozpaczliwy stan ducha, w którym się znajdowałam, ten niebywały zamęt i ciemności". Jej szczere i pełne pasji poszukiwanie prawdy było w swej istocie drogą prowadzącą do Boga, chociaż wtedy nie zdawała sobie jeszcze z tego sprawy. Kiedy odnalazła prawdę w osobie Chrystusa, napisała: "Tęsknota za prawdą była moją jedyną modlitwą. (...) Kto szuka prawdy - szuka Boga, choćby nawet tego sobie nie uświadamiał". Trzeba pamiętać, że w okresie zamętu i ciemności, rozpaczliwego stanu ducha spowodowanego przez ateizm, Edyta zachowywała wielką wewnętrzną uczciwość, zdyscyplinowanie, czystość serca, wierność etycznemu radykalizmowi. W poszukiwaniu prawdy była bezkompromisowa, gotowa była dla niej ponieść największe wyrzeczenia. Pisała: "Życie naukowe zobowiązuje. Żyłam zawsze jak zakonnica". Tylko dzięki czystości serca Edyta wytrwale szła drogą dojrzewania do prawdy i nie stoczyła się "w otchłań krańcowego sceptycyzmu agnostycznego" (J.I. Adamska OCD: Błogosławiona E. Stein, s. 32).


Miłego dnia.

@@@
.
14-08-2012 11:02 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> Wczucie - według Edyty Stein - to...

Dlaczego uparcie grzebiesz w śmietniku zdezaktualizowanych idei? Przecież to "wczucie" zostało wyjaśnione przez psychologiczną teorię umysłu. Zapoznaj się się z bieżącą literaturą na ten temat i zaprezentuj nam tu dobrą filozofię. Chyba, że na wiatr rzuciłeś te słowa:
Cytat:
Dobra filozofia nie może być sprzeczna z ustaleniami nauk przyrodniczych.
14-08-2012 11:24 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Przecież to "wczucie" zostało wyjaśnione przez psychologiczną teorię umysłu.

Czyżby?...
Obawiam się, że pojęcie "wczucia" u Edyty Stein przekracza zakres "teorii umysłu"...
14-08-2012 11:30 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Obawiam się, że pojęcie "wczucia" u Edyty Stein przekracza zakres "teorii umysłu"...
Tu jest zasadniczy problem filozofia chrześcijańska wszystko "przekracza", tak bardzo "przekracza", że oderwała się nie tylko od praktyki naukowej, ale zupełnie od jakiegokolwiek racjonalnego sensu.

Miłego dnia.

@@@
.
14-08-2012 11:43 
 Ocena 3 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Obawiam się, że pojęcie "wczucia" u Edyty Stein przekracza zakres "teorii umysłu"...
>Tu jest zasadniczy problem filozofia chrześcijańska wszystko "przekracza", tak bardzo "przekracza", że oderwała się nie tylko od praktyki naukowej, ale zupełnie od jakiegokolwiek racjonalnego sensu.

Praca doktorska Edyty Stein na temat "wczucia" należy do fenomenologii, a nie do "filozofii chrześcijańskiej". Edyta Stein była jeszcze ateistką, kiedy ją pisała.
14-08-2012 11:54 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Praca doktorska Edyty Stein na temat "wczucia" należy do fenomenologii, a nie do "filozofii chrześcijańskiej". Edyta Stein była jeszcze ateistką, kiedy ją pisała.
Tak, tak, byłeś przy tym, wczułeś się w nią, jej świadomość była Ci dana (czy jak to tam w tym bełkocie idzie), więc wiesz co mówisz.
Może ona rzeczywiście w tym okresie jeszcze ateistką była (jeśli w ogóle kiedykolwiek była), swojego nawiedzenia nie wiązała jeszcze z konkretnym stworem nadprzyrodniczym, ale na pewno Ty nie masz prawa do takich stwierdzeń.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-08-2012 13:03 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Praca doktorska Edyty Stein na temat "wczucia" należy do fenomenologii, a nie do "filozofii chrześcijańskiej". Edyta Stein była jeszcze ateistką, kiedy ją pisała.
>Może ona rzeczywiście w tym okresie jeszcze ateistką była (jeśli w ogóle kiedykolwiek była), swojego nawiedzenia nie wiązała jeszcze z konkretnym stworem nadprzyrodniczym,

Jakiego "nawiedzenia"?...
astrotaurus (12445 punktów)

>Jakiego "nawiedzenia"?...
Nawiedzenia o wczuciu w jej wersji kiedy to jedna osoba jest dana drugiej ble ble ble...

>W szczególności wykazała istnienie tej sfery, którą nazywa się sferą duchową (...)
Pseudointelektualny bełkot bez realnej treści, zwłaszcza to:
> W szczególności świat dobra i wartości, jako obiekt sfery ducha, nie należy do świata materialnego
W ten sposób patrząc cały człowiek (w sensie umysłowości) jest ze świata duchowego, wszak ciało to tylko nosiciel, ale człowiek to funkcja, emanacja pewnych procesów w mózgu nosiciela i bez tego materialnego nosiciela nie istnieje.

>dla człowieka, który zastanawia się nad sensem swojego życia, akurat nauki przyrodnicze nie mają na ogół większego albo nawet żadnego znaczenia
A jakiś wreszcie konkret? Jakiś realny przykład ustalania sensu życia z pominięciem nauk przyrodniczych? Może nazwisko człowieka co ustalił sens swego życia pomijając nauki przyrodnicze?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-08-2012 14:00 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Jakiego "nawiedzenia"?...
>Nawiedzenia o wczuciu w jej wersji kiedy to jedna osoba jest dana drugiej ble ble ble...

Wiesz, dla niektórych to cała filozofia jest "ble ble ble"...
14-08-2012 14:07 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Wiesz, dla niektórych to cała filozofia jest "ble ble ble"...
A już na pewno Twoja "odpowiedź" jest infantylnym ble ble.
Kwestionuję nawiedzony bełkot o wczuciu z dawaniem jednej osoby drugiej osobie itp. Jeśli twierdzisz, że ten bełkot jest wypełniony realną treścią to ja po prostu wskaż.

I podaj wreszcie przykład rozumnego filozofowania nad sensem życia z pominięciem nauk przyrodniczych. I co z innymi naukami, nie ściśle przyrodniczymi choć niewątpliwie nie nadprzyrodniczymi jak ekonomia, socjologia, psychologia, historia...?
Nie bądź wiśnia, wyduś z siebie coś konkretnego.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-08-2012 14:32 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Wiesz, dla niektórych to cała filozofia jest "ble ble ble"...

>Kwestionuję nawiedzony bełkot o wczuciu z dawaniem jednej osoby drugiej osobie itp. Jeśli twierdzisz, że ten bełkot jest wypełniony realną treścią to ja po prostu wskaż.

Twierdzę, że Husserl twierdził, że praca doktorska Edyty Stein o "wczuciu" jest na najwyższym poziomie.
A Tobie się wydaje, że paroma kolokwializmami "załatwisz" Husserla i całą historię filozofii. Trochę pokory!...
14-08-2012 14:44 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Twierdzę, że Husserl twierdził, że praca doktorska Edyty Stein o "wczuciu" jest na najwyższym poziomie.
Wolno Panu i nie jest Pan w tym jedyny!

>A Tobie się wydaje, że paroma kolokwializmami "załatwisz" Husserla i całą historię filozofii. Trochę pokory!...
To nie sympozjum, a zwyczajna - choć na trochę wyższym intelektualnie poziomie - rozmowa. Stąd mądrzy dyskutanci wolą się tu odwoływać do cytatów, linków i wskazań bibliograficznych, pozostawiając "własne słowa" do ciętych ripost, które gdy są trafne nazywa Pan "kolokwializmami".

Miłego dnia.

@@@
.
astrotaurus (12445 punktów)

>Twierdzę, że Husserl twierdził, że praca doktorska Edyty Stein o "wczuciu" jest na najwyższym poziomie.
>A Tobie się wydaje, że paroma kolokwializmami "załatwisz" Husserla i całą historię filozofii. Trochę pokory!...
A co ma do twierdzenia człowiek posługujący się nickiem Marek Bielecki? Coś za co mógłby wziąć sam odpowiedzialność, wyjaśnić, rozwiać wątpliwości?
Jeśli Twoja rola wyczerpała się na zreferowaniu słów Stein i Husserla to skończ waść, wstydu sobie oszczędź.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-08-2012 14:48 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wiesz, dla niektórych to cała filozofia jest "ble ble ble"...
Czy sądzi Pan, że duża różnica jest między nimi, a tymi, którzy pieją z zachwytu nad filozofią niewiele z niej rozumiejąc?

Miłego dnia.

@@@
.
14-08-2012 16:08Nie na temat 
 Ocena 1 na 5
Artur@R (7115 punktów)
>Tak, tak, byłeś przy tym, wczułeś się w nią, jej świadomość była Ci dana (czy jak to tam w tym bełkocie idzie), więc wiesz co mówisz.<
"Ja wam tak szczerze, po krasnoludzku, teraz powiem: wiecie, co ich tak naprawdę ciągnie do kingsajzu, bardziej niż te wszystkie szlachetne słowa? Kobitki! Ciurlać się chcą z nimi, o!"



"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
15-08-2012 15:53 
 Ocena 1 na 3
Artur@R (7115 punktów)
Odezwał(a) się pani "Sołtysowa" - ciurlać się nie lubi

Czytelnik 'Sołtysowa' oddał na Ciebie głos negatywny
głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Racjonalizm Edyty Stein'
Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w513388



"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
14-08-2012 13:08 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Obawiam się, że pojęcie "wczucia" u Edyty Stein przekracza zakres "teorii umysłu"...
>>>>Tu jest zasadniczy problem filozofia chrześcijańska wszystko "przekracza", tak bardzo "przekracza", że oderwała się nie tylko od praktyki naukowej, ale zupełnie od jakiegokolwiek racjonalnego sensu.
>Praca doktorska Edyty Stein na temat "wczucia" należy do fenomenologii, a nie do "filozofii chrześcijańskiej". Edyta Stein była jeszcze ateistką, kiedy ją pisała.

Pan Bielecki - Wprowadzenie:
Przełomowym momentem w jej życiu było przypadkowe natrafienie na Księgę życia Teresy z Avila. Po latach Edyta Stein relacjonowała, że przeczytała to dzieło w ciągu jednej nocy, a gdy skończyła, powiedziała do siebie: "To jest prawda!"

W 1922 roku Edyta Stein przyjęła chrzest. W 1933 roku wstąpiła do zakonu karmelitańskiego.

Pan Bielecki:
Husserl był innego zdania niż Pan na temat rozprawy Edyty Stein na temat "wczucia":
Cytat:
Pani doktor filozofii Edyta Stein, moja długoletnia uczennica na uniwersytecie getyńskim i fryburskim, zdobyła w semestrze letnim roku 1916 we Fryburgu doktorat z filozofii summa cum laude, a to w oparciu o znakomitą rozprawę na temat "wczucia się", która natychmiast po ukazaniu się wzbudziła zainteresowanie specjalistów.

Rozprawa Edyty Stein na temat "wczucia" nie miała nic wspólnego z katolicyzmem - autorka była wtedy jeszcze ateistką...

www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985/z,0#w512268

Mam zwyczaj czytać ze zrozumieniem zanim się wypowiem. Może zechce Pan udowodnić ateizm Stein podczas przygotowywania doktoratu na podstawie jej wywodów, a nie deklaracji. Wielce Szanowny Panie, filozofia katolicka dokonywała już nie takich zawłaszczeń jak doktorat późniejszej katoliczki.
Najzabawniejszą próbą zawłaszczania - z mojego punktu widzenia - jest zawłaszczanie teorii ewolucji, poprzez godzenie całkowicie alternatywnych koncepcji.
Tak, Edyta Stein wpisuje się w filozofię chrześcijańską nawet w pracach przed przystąpieniem do katolicyzmu. Proszę zresztą poczytać - ona zasadniczo swoich koncepcji zbyt bardzo nie zmieniła.

Jestem proszę Pana katolikiem!
Wystarczy poczytać, to co piszę aby być święcie o tym przekonanym.

Miłego dnia.

@@@
.
14-08-2012 12:22 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> Obawiam się, że pojęcie "wczucia" u Edyty Stein przekracza zakres "teorii umysłu"...

Jest dokładnie na odwrót. Edyta Stain poprawnie zauważyła, że mamy zdolność modelowania stanu umysłu innych osób i to tak dobrze, że niemal w pełni potrafimy się "wczuć" w przeżycia innej osoby, ale nie podała poprawnego wyjaśnienia mechanizmu tego zjawiska. Psychologia nie tylko wyjaśniła ten mechanizm, ale pokazała jego powstawanie u dzieci, związek z intencją, udawaniem, empatią i szeregiem innych składników świadomości oraz ich zaburzeniami, takimi jak autyzm czy alkoholizm. Moim zdaniem teoria umysłu jest najważniejszym osiągnięciem współczesnej psychologii.

Polecam zapoznać się z naukami przyrodniczymi zanim zabierzesz się za filozofowanie. Wiem, że zdobywanie wiedzy wymaga wysiłku, ale jak masz coś robić, to rób to dobrze albo wcale.
14-08-2012 13:01 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> Obawiam się, że pojęcie "wczucia" u Edyty Stein przekracza zakres "teorii umysłu"...
>Jest dokładnie na odwrót.

A jednak nie. Udowodnię to, wskazując przykładowy element teorii Edyty Stein, który wykracza poza "teorię umysłu":

Analiza fenomenologiczna, przeprowadzona przez Edytę Stein, wykazała złożoność i wielowarstwowość osoby ludzkiej. W szczególności wykazała istnienie tej sfery, którą nazywa się sferą duchową - dzięki tej sferze człowiek jest osobą, a jego życie - jako życie osoby - różni się istotowo od życia zwierząt. Edyta Stein podkreśla, iż do zagadnień duchowych nie można podchodzić jak do zjawisk przyrody. W szczególności świat dobra i wartości, jako obiekt sfery ducha, nie należy do świata materialnego. Przestrzeń duchowa jest więc wewnętrzną głębią osoby, która umożliwia człowiekowi przeżywanie stanów charakterystycznych tylko dla niego, stanowiąc tym samym o istocie osoby.

To zadziwiające, że taką analizę przeprowadziła ateistka - a jednak!...
14-08-2012 13:44 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A jednak nie. Udowodnię to, wskazując przykładowy element teorii Edyty Stein, który wykracza poza "teorię umysłu":

Analiza fenomenologiczna, przeprowadzona przez Edytę Stein, wykazała złożoność i wielowarstwowość osoby ludzkiej. W szczególności wykazała istnienie tej sfery, którą nazywa się sferą duchową - dzięki tej sferze człowiek jest osobą, a jego życie - jako życie osoby - różni się istotowo od życia zwierząt. Edyta Stein podkreśla, iż do zagadnień duchowych nie można podchodzić jak do zjawisk przyrody. W szczególności świat dobra i wartości, jako obiekt sfery ducha, nie należy do świata materialnego. Przestrzeń duchowa jest więc wewnętrzną głębią osoby, która umożliwia człowiekowi przeżywanie stanów charakterystycznych tylko dla niego, stanowiąc tym samym o istocie osoby.

>To zadziwiające, że taką analizę przeprowadziła ateistka - a jednak!...
No właśnie! Jak to się mówi? Taka z niej ateistka, jak z koziej.....
A może wystarczy? Jak ja jestem fideistą.

--------------------------------

Kto, gdzie, wykazał istnienie sfery duchowej?

Co to w ogóle znaczy "człowiek jest osobą"?
Osoba (πρόσωπον /prosopon/, łac. persona) - pierwotnie, zarówno po grecku, jak i po łacinie słowo to oznaczało "maskę", którą zakładali aktorzy w teatrze starożytnym. Następnie zaczęto je używać do roli, jaką jednostka odgrywa w dramacie życia[1]. Podmiot o rozumnej naturze[2]. Może nim być człowiek, a także Bóg, rozumiany jako byt wyróżniający się najdoskonalszą formą istnienia[3]. We współczesnej filozofii pojęcie kluczowe dla chrześcijańskiego i niechrześcijańskiego personalizmu, mającego źródła w chrześcijańskim (zwłaszcza tomistycznym) rozumieniu człowieka jako bytu odrębnego od świata rzeczy, przyrody, w tym także zwierząt.

Co to w ogóle znaczy "życie - jako życie osoby - różni się istotowo od życia zwierząt"?
Istota, esencja, eidos (gr. είδος, łac. essentia) - w filozofii istota ma być samym sednem rzeczy, ich prawdziwą naturą, wiedzą, która wydaje się osiągalna, jeśli tylko jeszcze trochę wgłębimy się w poznanie świata. W prostszej wersji istota bytu to to, co sprawia, że byt jest taki jaki jest, albo że w ogóle jest.

Dlaczego "do zagadnień duchowych nie można podchodzić jak do zjawisk przyrody", skoro umysł jest funkcją mózgu.

"W szczególności świat dobra i wartości, jako obiekt sfery ducha, nie należy do świata materialnego". Można go zapisać do świata idei jak się pamięta, że wszystkie idee mają materialne podłoże.

"Przestrzeń duchowa jest więc wewnętrzną głębią osoby, która umożliwia człowiekowi przeżywanie stanów charakterystycznych tylko dla niego, stanowiąc tym samym o istocie osoby."

Co to wszystko się ma do naukowej wiedzy o człowieku? To jest tylko wydumanym filozoficznie bełkotem o podstawie fideistycznej nie mającej nic wspólnego z racjonalnym ateizmem, a to, że Pani np Stein była wtedy obrażona na Jahwe, czy innego bożka, to z punktu racjonalnej analizy jej myśli jest bardzo mało istotne.

Miłego dnia.

@@@
.
14-08-2012 13:54 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Co to wszystko się ma do naukowej wiedzy o człowieku? To jest tylko wydumanym filozoficznie bełkotem o podstawie fideistycznej nie mającej nic wspólnego z racjonalnym ateizmem,

Nie, to jest fenomenologia. Jak każdy kierunek filozoficzny, ma ona swoich zwolenników i przeciwników.
14-08-2012 14:36 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Co to wszystko się ma do naukowej wiedzy o człowieku? To jest tylko wydumanym filozoficznie bełkotem o podstawie fideistycznej nie mającej nic wspólnego z racjonalnym ateizmem,
>Nie, to jest fenomenologia. Jak każdy kierunek filozoficzny, ma ona swoich zwolenników i przeciwników.
Czy Panu się wydaje, iż prowadzi katechezę - powiedzmy w gimnazjum? Jakoś niezbyt odczuwam - w zestawieniu z Panem - niedostatki w swoim wykształceniu filozoficznym.
Mam swoje poglądy filozoficzne i wiem co piszę, a nawet wiem, że Panu i wielu innym osobom się to nie podoba. Tylko wcale to nie wynika z mojej filozoficznej niewiedzy, a z moich przekonań, które staram się opierać na - w miarę aktualnym - dorobku nauk przyrodniczych.

Tu całkiem niezły współczesny filozof:
Źródła niepokoju. Sprawia mi kłopot, od dawna mi go sprawia, odpowiedź na pytanie, czego właściwie dowiedziałem się od filozofii. Dowiedziałem się wielu rzeczy o filozofii, natomiast w moim katalogu wiedzy filozoficznej - ubogo. Gorzej, gdybym kierował się filozofią, nie wiedziałbym nawet, na czym polega to, że się coś wie.
Każdy z filozofujących wskaże coś, co filozoficznie wie. Nie ma jednak czegoś, co wszyscy filozofujący wskażą jako to, co filozoficznie wiedzą. Nie wynika z tego ostatniego - usłyszę - że niczego nie wiesz filozoficznie; może wiesz, lecz w pojedynkę lub w małym gronie. Okoliczność ta wystarcza - odpowiadam - choćby nie było innych wskazań, by mówić, że nie dowiedziałem się niczego od filozofii.
Piśmiennictwo filozoficzne i nauczanie filozofii mają przemożnie antykwaryczny charakter. I nie ma się czym szczycić, wbrew piewcom tej osobliwości. Znika zresztą jej powab, jeśli dopuścić, że zanurzenie w przeszłości to skutek poznawczej indolencji filozofii. Słynne dictum Alfreda Whiteheada, że filozofia to zbiór przypisów do Platona, to monstrum, czyni bowiem cnotę z przypadłości - tej, że wyobraźnia, inwencja myślowa i uczoność krążą od pokoleń wokół mglistych, więc sugestywnych idei zamkniętych w zabytku piśmiennictwa sprzed tysięcy lat.
I dalej: [Załącznik]

Miłego dnia.

@@@
.
14-08-2012 15:48 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
> Edyta Stein podkreśla, iż do zagadnień duchowych nie można podchodzić jak do zjawisk przyrody.

A dlaczego nie? Dlaczego ta "sfera duchowa" miałaby nie być jednym z wielu rodzajów aktywności mózgu? Czy Edyta Stein miała jakieś dowody lub choćby poszlaki na tę odmienność? Czy myślisz, że mamy je dzisiaj?
14-08-2012 16:22 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> Edyta Stein podkreśla, iż do zagadnień duchowych nie można podchodzić jak do zjawisk przyrody.
>A dlaczego nie? Dlaczego ta "sfera duchowa" miałaby nie być jednym z wielu rodzajów aktywności mózgu? Czy Edyta Stein miała jakieś dowody lub choćby poszlaki na tę odmienność?

Dowody w rozumieniu nauk przyrodniczych? Myślę, że nigdy nie będzie to możliwe. Dowody w rozumieniu fenomenologii? Przypuszczam, że tak. Poszlaki? Z pewnością.
14-08-2012 16:47 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
>> Dlaczego ta "sfera duchowa" miałaby nie być jednym z wielu rodzajów aktywności mózgu? Czy Edyta Stein miała jakieś dowody lub choćby poszlaki na tę odmienność?

> Dowody w rozumieniu nauk przyrodniczych? Myślę, że nigdy nie będzie to możliwe.

Niestety mylisz się. Nie tylko jest to możliwe, ale te dowody już są, tyle że... na coś wręcz przeciwnego do przekonań Edyty Stain. Tę sferę duchową znaleziono metodą magnetycznego rezonansu w mózgach zakonnic. www.scienc(*)/article/pii/S0304394006006392
14-08-2012 16:52 
 Ocena-1 na 5
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>> Dlaczego ta "sfera duchowa" miałaby nie być jednym z wielu rodzajów aktywności mózgu? Czy Edyta Stein miała jakieś dowody lub choćby poszlaki na tę odmienność?
>> Dowody w rozumieniu nauk przyrodniczych? Myślę, że nigdy nie będzie to możliwe.
>Niestety mylisz się. Nie tylko jest to możliwe, ale te dowody już są, tyle że... na coś wręcz przeciwnego do przekonań Edyty Stain. Tę sferę duchową znaleziono metodą magnetycznego rezonansu w mózgach zakonnic. www.scienc(*)/article/pii/S0304394006006392



"Jak donosi Agencja TASS, Boga nie ma."

Dobrze, a teraz poważnie: sfera duchowa ma wpływ na ciało, bo człowiek jest jednością duchowo-fizyczną.
14-08-2012 17:47 
 Ocena 8 na 8
astrotaurus (12445 punktów)

>Dobrze, a teraz poważnie: sfera duchowa ma wpływ na ciało, bo człowiek jest jednością duchowo-fizyczną.
Jeśli to jest poważna wypowiedź to nie dziw się, że trudno traktować Cię poważnie.
Nawet miłość, jak już wykazał Artur@R nie jest z bajki Stein i Bieleckiego....

I gdzie się podziała Twoja elokwencja? Półsłówkami rzucanymi półgębkiem nikomu oczu nie zamydlisz.
Konkrety, albo zamilcz - to naprawdę życzliwa rada.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-08-2012 19:27 
 Ocena 11 na 11
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>"Jak donosi Agencja TASS, Boga nie ma."
Jak donosi Radio Vaticana, Bóg jest.
I takie bzdury wypisuje człowiek, który nawołuje: "A Tobie się wydaje, że paroma kolokwializmami "załatwisz" Husserla i całą historię filozofii. Trochę pokory!...to cała"

>Dobrze, a teraz poważnie: sfera duchowa ma wpływ na ciało, bo człowiek jest jednością duchowo-fizyczną.
Gdzie tu powaga? Takie bezznaczeniowe terminologicznie dla nauki ple, ple - to cała z Panem dyskusja.

"Sfera duchowa", "człowiek jednością duchowo-fizyczną" - w jakim dyskursie taka przemowa?

W katolickiej wizji personalistycznej człowiek jest jednością psycho-duchowo-fizyczną, ale co wspólnego ma katolicka wizja personalistyczna z wiedzą naukową?
A jak napisał Pan Bielecki: "Dobra filozofia nie może być sprzeczna z ustaleniami nauk przyrodniczych. Ale to chyba banał. Myślę, że nikt rozsądny tego nie kwestionuje". Aczkolwiek w naukach humanistycznych jeszcze długo będziemy "duchem" we wszelkich jego odmianach posługiwać, to nauki przyrodnicze tego terminu nie znają.

Według nauki człowiek jest zwierzęciem wyposażonym w mózg , którego funkcją jest umysł . To elementarz, który powinien znać każdy, kto cokolwiek pragnie zrozumieć i powiedzieć o człowieku.

Nie podsyłaj nam Pan ciężkostrawnej i mętnej papki ciemnej "filozofii światła" pani Stein, jako prawdy nie sprzecznej z ustaleniami nauk przyrodniczych wiedzy o człowieku: www.commun(*)view=article&id=242&Itemid=125
mateusz.pl/czytelnia/lm-rozum-przez-krzyz.htm
To zupełnie nie ten portal.

Miłego dnia.

@@@
.
14-08-2012 18:31 
 Ocena 13 na 13
Fizyk (17637 punktów)
> ... bo człowiek jest jednością duchowo-fizyczną.

No właśnie! Monizm, tylko monizm! Na śmietnik z dualizmem!
14-08-2012 13:33 
 Ocena 7 na 7
Artur@R (7115 punktów)
> Moim zdaniem teoria umysłu jest najważniejszym osiągnięciem współczesnej psychologii.<
A jak dodamy osiągnięcia neurobiologii ( np.takie neurony lustrzane w naszym mózgu, które to są "powodem" tego , że w ogóle jesteśmy wstanie "się wczuć", być empatycznymi, itd) i ogólnie kognitywistyki - to wiele staje się jaśniejsze i zrozumiałe, ale M.Bielecki ma to gdzieś, on to "przekracza"


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
14-08-2012 13:48 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>A jak dodamy osiągnięcia neurobiologii ( np.takie neurony lustrzane w naszym mózgu, które to są "powodem" tego , że w ogóle jesteśmy wstanie "się wczuć", być empatycznymi, itd) i ogólnie kognitywistyki - to wiele staje się jaśniejsze i zrozumiałe, ale M.Bielecki ma to gdzieś, on to "przekracza"

Gdzie wyczytałeś, że "mam to gdzieś"?... Staraj się rozmawiać rzeczowo i kulturalnie. Sprawy duchowe nie należą do obszaru kompetencji "teorii umysłu" i to jest fakt.
14-08-2012 15:54 
 Ocena 7 na 7
Artur@R (7115 punktów)
>Gdzie wyczytałeś, że "mam to gdzieś"?<
"Masz to gdzieś", gdyż to (ogromny obszar istotnej wiedzy) "przekraczasz", "wykraczasz", "okraczasz" - czyli nie bierzesz go pod uwagę, ignorancie.(to w kwestii "rzeczowości i kultury" jednocześnie)
Czytaj i przyswajaj:
Wiki:
Kognitywistyka jest nauką multidyscyplinarną, znajduje się na pograniczu wielu dziedzin, takich jak: psychologii poznawczej, neurobiologii, filozofii umysłu, sztucznej inteligencji, lingwistyki (lingwistyka kognitywna), oraz logiki i fizyki.

Główne obszary badawcze w obrębie tej dziedziny to reprezentacja wiedzy, język, uczenie się, myślenie, percepcja, świadomość, podejmowanie decyzji oraz inteligencja (inteligencja kognitywna).

Umysł jest wytworem naszego mózgu. Idee, myśli, emocje, wyobraźnia, urojenia, złudzenia, itd - są "jego dziełem" - dociera?? (to w kwestii rzeczowości)

>Sprawy duchowe nie należą do obszaru kompetencji "teorii umysłu" i to jest fakt.<
Brednie...(to w kwestii rzeczowości - nie kultury)
A co to, (W.T.F!?) są te "sprawy duchowe"?
Czyżby chodzi o sprawy Włodzisława Ducha z Katedry Informatyki Stosowanej UMK w Toruniu? Szczerze watpię. Poczytaj co W.Duch pisze - może Ci pomoże, przekraczać własne ograniczenia.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
14-08-2012 16:32 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Sprawy duchowe nie należą do obszaru kompetencji "teorii umysłu" i to jest fakt.<

>Brednie...(to w kwestii rzeczowości - nie kultury)
>A co to, (W.T.F!?) są te "sprawy duchowe"?



Na przykład miłość.
14-08-2012 17:33 
 Ocena 6 na 6
Artur@R (7115 punktów)
>>A co to, (W.T.F!?) są te "sprawy duchowe"?
>
>Na przykład miłość.<
Na podstawie Twoich wypowiedzi w powyższych dwóch Twoich postach - śmiem twierdzić, że jesteś ciećwierz.

Wiki:
Miłość - podstawową definicją jest pragnienie szczęścia dla drugiej osoby (ewentualnie siebie bądź innego ważniejszego bytu). Miłość często jest rozumiana jako dowolna ilość emocji i doświadczeń zachodzących z powodu silnej więzi. Słowo "miłość" może odnosić się do wielu różnorodnych uczuć, stanów i postaw, poczynając od ogólnego zadowolenia, a kończąc na silnej więzi międzyludzkiej, jednakże nie jest ona sama w sobie uczuciem. Rozmaitość użyć i znaczeń połączona z zawiłością uczuć i postaw składających się na miłość powoduje, że miłość jest niespotykanie trudna do zdefiniowania, nawet w porównaniu do innych stanów emocjonalnych. Miłość w ujęciu zgodnym z powyższą definicją umożliwia samorealizację wskutek obecności drugiego człowieka.

I co jest "duchowego" w emocjonalnej relacji człowieka - nieuku?


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
14-08-2012 19:57Nie na temat 
 Ocena 8 na 8
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>nieuku?

Naprawdę podziwiam chęć i cierpliwość prowadzenia dyskusji z mBieleckim. Mieliśmy juz okazję przekonać się, że nawet tysiąc wpisów ukazujących iż się myli nie jest w stanie go przekonać. Zawsze czarne będzie białe mimo przedstawionych dowodów. Jego wczucie jest fenomenem...

Niemniej jednak, jako obserwator cieszę się, że mogę co nieco się nauczyć od jego interlokutorów.
14-08-2012 20:09 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)

>Niemniej jednak, jako obserwator cieszę się, że mogę co nieco się nauczyć od jego interlokutorów.
I o to głównie w takich "rozmowach" chodzi! Każdy odporny na argumenty troll ze słowotokiem jest tylko poligonem, na którym można sprawdzić swoją wiedzę, zaczerpnąć inspirację z argumentacji innych rozmówców. A czy troll coś na tym skorzysta - marne szanse, ale są!


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-08-2012 20:26 
 Ocena 9 na 9
Artur@R (7115 punktów)
>Naprawdę podziwiam chęć i cierpliwość prowadzenia dyskusji z mBieleckim. Mieliśmy juz okazję przekonać się, że nawet tysiąc wpisów ukazujących iż się myli nie jest w stanie go przekonać. Zawsze czarne będzie białe mimo przedstawionych dowodów. Jego wczucie jest fenomenem...<
Spostrzeżenia jak najbardziej trafne - uwierz mi, większość dyskutantów zdaje sobie z nich sprawę (ja także) i dają temu wyraz we własnych wypowiedziach, na różne sposoby.

>Niemniej jednak, jako obserwator cieszę się, że mogę co nieco się nauczyć od jego interlokutorów.<
I na tym to polega - jesteśmy tu (ufam, że w większości) by się uczyć i uczyć się wzajemnie, rozwijać się i pomagać rozumieć otaczający nas świat.
Pozdrawiam


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
15-08-2012 10:32 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Naprawdę podziwiam chęć i cierpliwość prowadzenia dyskusji z mBieleckim.
Musiałem wyciągnąć z półki Husserla i Schelera, przejrzałem Ingardena, porównałem co wyłowił z fenomenologii Kotarbiński, a co Tischner. Poczytałem wypowiedzi forumowiczów, których sobie cenię itd. Uważa Pan to za mały zysk z Pana Marka, jak dla mnie jest on wystarczający.
Dostrzegam też korzystne zmiany w prowadzeniu rozmów przez Pana Bieleckiego, co wcale nie znaczy, iż od samego początku nie wiem, że nadal rozmawiam z tym samym Panem Mbieleckim. Człowiekiem już mocno ukształtowanym i zamkniętym we własnych poglądach, ale przecież podobnych jemu wśród kościelnej inteligencji jest większość.

Pozdrawiam.

@@@
.
15-08-2012 20:13 
 Ocena 3 na 3
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>Uważa Pan to za mały zysk z Pana Marka, jak dla mnie jest on wystarczający.

Wyraziłem jedynie podziw dla rozmówców.
Zyskuję również ja, a może przede wszystkim ja i mnie podobni. Dałem temu wyraz w ostatnim zdaniu. Nie będę jednak już tego wątku niezbieżnego z tematem, co słusznie autor zauważył pięknie go oznaczając, ciągnął i zagłębiam się w lekturę.

Pozdrawiam.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Usunięte przez moderatora
15-08-2012 01:03 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>A co to, (W.T.F!?) są te "sprawy duchowe"?
>
>Na przykład miłość.
Ja mam parę pytań do Ciebie.
1. Czy mógłbyś mi powiedzieć, czym dla Ciebie są idee i skąd się biorą?
2. Skąd się biorą emocje?
3. Jaka jest różnica, a jaka zależność między ideami a doświadczalnym poprzez zmysły światem fizycznym?

Prawdziwa miłość, kolego, objawia się zawsze w praktyce - w konkretnych ludzkich zachowaniach.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Na przykład miłość.

>Ja mam parę pytań do Ciebie.
>1. Czy mógłbyś mi powiedzieć, czym dla Ciebie są idee i skąd się biorą?
>2. Skąd się biorą emocje?
>3. Jaka jest różnica, a jaka zależność między ideami a doświadczalnym poprzez zmysły światem fizycznym?
>Prawdziwa miłość, kolego, objawia się zawsze w praktyce - w konkretnych ludzkich zachowaniach.

To bardzo szeroka problematyka! Odniosę się tu tylko do aspektu miłości, bo właśnie miłości dotyczył skomentowany przez Ciebie wpis:

Prawdą jest to, co napisałeś: "Prawdziwa miłość objawia się zawsze w praktyce". Miłość może mieć swój aspekt emocjonalny, aczkolwiek należy do zupełnie innej kategorii pojęć niż emocje. Ograniczę się tu do miłości do drugiego człowieka, nazywając ją dalej "miłością bliźniego". Istota miłości bliźniego polega na tym, że jest ona rozumnym aktem akceptacji godności innego człowieka. U podstaw miłości bliźniego znajduje się zatem szacunek dla jego człowieczeństwa, postrzeganie człowieka po prostu "jako człowieka", ale połączone z aprobatą woli i emocji. Najgłębszy sens miłości bliźniego polega zatem na duchowym skierowaniu samego siebie względem drugiego człowieka. Miłość bliźniego jest chceniem dobra i czynieniem dobra drugiemu człowiekowi.

Na gruncie analizy wyłącznie filozoficznej (w ramach niektórych kierunków filozoficznych) można dojść do przekonania o istnieniu powszechnego obowiązku miłości bliźniego.
15-08-2012 18:28 
 Ocena 8 na 8
Artur@R (7115 punktów)
>>>Na przykład miłość.
Ja mam parę pytań do Ciebie.
1. Czy mógłbyś mi powiedzieć, czym dla Ciebie są idee i skąd się biorą?
2. Skąd się biorą emocje?
3. Jaka jest różnica, a jaka zależność między ideami a doświadczalnym poprzez zmysły światem fizycznym?
Prawdziwa miłość, kolego, objawia się zawsze w praktyce - w konkretnych ludzkich zachowaniach.<

No to Ci, maceoxie, Bielcki odpowiedział ...bełkotem z "katolickiej teologii moralnej":
- "Miłość" ma aspekt emocji, ale należy do innej kategorii pojęć niż emocje(sic!)
(oczywiście bez wyjaśnienia "tych kategorii").
- " miłości do drugiego człowieka" koniecznie musi się nazywać "miłością bliźniego" - no bo są ludzie i ludziska, no i "bliźni".
- "miłość bliźniego" polega na rozumnym aktci akceptacji godności innego człowieka - jak mógłbyś tego maceoxie i reszta czytelników - nie zrozumieć?!
To rozumne "aktowanie" to ta "duchowość"?!

- U podstaw miłości bliźniego znajduje się zatem szacunek dla jego człowieczeństwa.
Rozumiesz(!), do "człowieczeństwa" nie do osoby, człowieka, ludzia - tylko do jego "człowieczeństwa" (oczywiście bez wyjaśnienia czym to "człowieczeństwo" jest)
- a nie, jest : postrzeganie człowieka po prostu "jako człowieka", PIĘKNE!
..ale nie do końca bo jest "ale": ale połączone z aprobatą woli i emocji.

- a jakbyś, drogi maceoxie, nie wiedział jak głęboka może być ta emocja to poczytaj:
Najgłębszy sens miłości bliźniego polega zatem na duchowym skierowaniu samego siebie (no bo kogo?) względem drugiego człowieka.
(uhu, uhu..duchu, duchu- mam cię)

Miłość bliźniego jest chceniem dobra i czynieniem dobra drugiemu człowiekowi.
No, pierwsze zdanie z definicji Wikipedii

A jakbyś nie wiedział to "Na gruncie analizy wyłącznie filozoficznej (w ramach niektórych kierunków filozoficznych) można dojść do przekonania , że chcenie oparte na "wolnej woli" jest powszechnym obowiązkiem miłości bliźniego. CUDOWNE!
Orzekł mBielecki!
No qurna, boki zrywać
Jajca nie z tej Ziemi

PS.
Rzecz jasna: skąd się biorą idee, czym się różnią od postrzegalnego realnie świata, czym są i skąd się biorą emocje albo chociaż na czym polega "duchowość" ludziego działania? - ANI SŁÓWKA!
Tylko kazanie. Na kolana racjonaliści!


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
16-08-2012 09:47 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>>Na przykład miłość.
>>Ja mam parę pytań do Ciebie.
>>1. Czy mógłbyś mi powiedzieć, czym dla Ciebie są idee i skąd się biorą?
>>2. Skąd się biorą emocje?
>>3. Jaka jest różnica, a jaka zależność między ideami a doświadczalnym poprzez zmysły światem fizycznym?
>>Prawdziwa miłość, kolego, objawia się zawsze w praktyce - w konkretnych ludzkich zachowaniach.
>To bardzo szeroka problematyka!
Potrafiłbym udzielić na te pytania (bardzo ogólnej) odpowiedzi w dwóch zdaniach, a nawet w dwóch słowach.
Uważam, że mają one bardzo wiele wspólnego z kwestią, czym jest miłość (choć szczegółowa odpowiedź jest rzeczywiście szeroka i złożona, a nawet nie w pelni jeszcze zbadana).

Jednak przede wszystkim chciałbym po prostu wiedzieć, z kim rozmawiam. Zaczynasz wątek od przybliżenia sylwetki Edyty Stein, ale jaka jest właściwie Twoja teza? Co chcesz tu forumowiczom przekazać?

(Podobnie było kiedyś z tematem "początku życia ludzkiego". Zaserwowałeś parę cytatów lekarzy, wedle których takim początkiem jest moment zapłodnienia, ale nie napisałeś w wątku, co by z tego miało wynikać. Ja się nawet mogę zgodzić, że umownie można to nazwać początkiem, tak samo, jak umownie można z innych względów przyjąć inne momenty jako początek, np. zagnieżdżenia albo może wykształcenia mózgu, skoro podkreślamy słowo ludzkiego)

Chcialbym abyś napisał szczerze i prosto z mostu, czy Twoim zdaniem:
- człowiek ma duszę, która pochodzi od Boga
czy też:
- człowiek - wraz z umysłem, który jest funkcją mózgu - powstał w wyniku ewolucji, a o Bogu niczego nie wiemy poza opowieściami innych ludzi


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jednak przede wszystkim chciałbym po prostu wiedzieć, z kim rozmawiam. Zaczynasz wątek od przybliżenia sylwetki Edyty Stein, ale jaka jest właściwie Twoja teza? Co chcesz tu forumowiczom przekazać?

Moja teza?... Postać Edyty Stein jest fascynująca, przynajmniej dla mnie, więc uznałem, że warto się tym podzielić, zwłaszcza z ludźmi, którzy - tak jak w Edyta Stein w pierwszym okresie swojego życia - są ateistami. Uznałem, że 70 rocznica jej tragicznej śmierci to dobra okazja, żeby to uczynić.

> Chcialbym abyś napisał szczerze i prosto z mostu, czy Twoim zdaniem:
>- człowiek ma duszę, która pochodzi od Boga
>czy też:
>- człowiek - wraz z umysłem, który jest funkcją mózgu - powstał w wyniku ewolucji, a o Bogu niczego nie wiemy poza opowieściami innych ludzi


Z przyjemnością! Moim zdaniem prawdziwe jest pierwsze zdanie oraz pierwsza część drugiego zdania, tzn. "człowiek ma duszę, która pochodzi od Boga" oraz "człowiek [a dokładniej: jego ciało] - wraz z umysłem [a dokładniej: ze zdolnością myślenia], który jest funkcją mózgu - powstał w wyniku ewolucji". Druga część drugiego zdania też jest prawdziwa w przypadku wielu osób, tzn. wiele osób "o Bogu niczego nie wie poza opowieściami innych ludzi". Ale jest też wiele osób, które coś wiedzą o Bogu na podstawie własnego doświadczenia.
16-08-2012 11:41 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
>Moim zdaniem prawdziwe jest pierwsze zdanie oraz pierwsza część drugiego zdania, tzn. "człowiek ma duszę, która pochodzi od Boga"
Skąd to wiesz?

>jest też wiele osób, które coś wiedzą o Bogu na podstawie własnego doświadczenia.
W ogóle dowiedzieć się czegokolwiek można zawsze tylko na podstawie własnego doświadczenia poznawczego. Pytanie tylko, skąd różne doświadczenia się biorą:
pl.wikipedia.org/wiki/Neuroteologia
pl.wikipedia.org/wiki/Doświadczenie_religijne
Doświadczenie religijne - zbiorcza nazwa rozmaitych przeżyć człowieka w relacji do obiektów przekonań właściwych dla tradycji religijnej, w której owe przekonania zostały ukształtowane (np. w chrześcijaństwie Bóg, Jezus Chrystus, Duch Święty, w islamie Jedyny Bóg - Allach)
Pomimo różnic historycznych i kulturowych doświadczenia religijne mają wspólne charakterystyczne cechy. Prawie w każdym przypadku doświadczenie religijne poprzedzone jest załamaniem psychicznym lub nerwowym. Podczas trwania tego doświadczenia zawsze następuje zmiana percepcji, która może być wynikiem nadstymulacji zmysłowej lub braku stymulacji. Na przykład długotrwałe słuchanie głośnej muzyki, charakteryzującej się wieloma powtórzeniami rytmicznymi.

Według Shundéna warunkiem wystąpienia doświadczenia religijnego jest posiadanie religijnych ram odniesienia, w postaci znajomości mitów i symboli religijnych charakterystycznej dla danej kultury


A jeśli Twoim zdaniem te doświadczenia po prostu biorą się od Boga, to ponownie pytam:
Skąd to wiesz?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
16-08-2012 18:19 
 Ocena-1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Moim zdaniem prawdziwe jest pierwsze zdanie oraz pierwsza część drugiego zdania, tzn. "człowiek ma duszę, która pochodzi od Boga"
> Skąd to wiesz?
>>jest też wiele osób, które coś wiedzą o Bogu na podstawie własnego doświadczenia.
>W ogóle dowiedzieć się czegokolwiek można zawsze tylko na podstawie własnego doświadczenia poznawczego. Pytanie tylko, skąd różne doświadczenia się biorą:
>pl.wikipedia.org/wiki/Neuroteologia
>pl.wikipedia.org/wiki/Doświadczenie_religijne
>A jeśli Twoim zdaniem te doświadczenia po prostu biorą się od Boga, to ponownie pytam:
> Skąd to wiesz?

Obawiam się, że moje doświadczenia nie byłyby dla Ciebie ciekawe. Edyta Stein napisała w 1927 roku w liście do Romana Ingardena: "Tam, gdzie brakuje własnego doświadczenia, trzeba odwołać się do świadectw homines religiosi. A tych wszak nie brakuje. Najbardziej wymowne są w moim odczuciu świadectwa mistyków hiszpańskich: Teresy i Jana od Krzyża".
Lektura tekstów wskazanych przez Edytę Stein autorów pokazuje, że te śmieszne hasełka z wikipedii nie są tu nawet à propos...
16-08-2012 21:31 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Skąd to wiesz?
>Obawiam się, że moje doświadczenia nie byłyby dla Ciebie ciekawe. Edyta Stein napisała w 1927 roku w liście do Romana Ingardena: "Tam, gdzie brakuje własnego doświadczenia, trzeba odwołać się do świadectw homines religiosi. A tych wszak nie brakuje. Najbardziej wymowne są w moim odczuciu świadectwa mistyków hiszpańskich: Teresy i Jana od Krzyża".
Czysta intelektualna żenada.

>Lektura tekstów wskazanych przez Edytę Stein autorów pokazuje, że te śmieszne hasełka z wikipedii nie są tu nawet à propos...
Jakoś tam William James jest bardziej znanym i cytowanym filozofem od Edyty Stein, ale aby o tym wiedzieć trzeba znać filozofię, a nie tylko "filozofię chrześcijańską".

@@@
.
16-08-2012 23:45 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>>>Moim zdaniem prawdziwe jest pierwsze zdanie oraz pierwsza część drugiego zdania, tzn. "człowiek ma duszę, która pochodzi od Boga"
>> Skąd to wiesz?>>
>Obawiam się, że moje doświadczenia nie byłyby dla Ciebie ciekawe.
Ale zawsze jest jakaś szansa, że może jednak mnie przekonają. Uratowałbyś wówczas jedną duszę przywracając ją Bogu. Może warto spróbować? Niczego nie tracisz.
Lojalnie ostrzegam: jeśli wrócę na łono kościoła, to będzie to łono mojego kościoła, tzn. tego do którego zaprowadzali mnie rodzice. A to jest kościół ewangelicko-augsburski. Nie wiem czy do końca mamy jasność co by to oznaczało. Otóż np. w dalszym ciągu nie uznawałbym zwierzchnictwa papieża, nie uważałbym za świętą ani Maryji, ani żadnych pozostałych świętych poza samym tylko Jezusem Chrystusem i Bogiem i Duchem Świętym, nie czciłbym obrazów, a podczas nabożeństwa wino nie zamieniałoby się w krew. Ponadto "mój" ksiądz ma żonę i dziecko, a jednocześnie religia nie zabrania mu stosowania prezerwatywy.

Więc zastanów się, czy warto ratować heretyka.

Ale zawsze możesz na wstępie zażądać tego:
www.ultramontes.pl/wyznanie_wiary_inkwizycja.htm
to wtedy ja się zastanowię.

>Edyta Stein napisała w 1927 roku w liście do Romana Ingardena: "Tam, gdzie brakuje własnego doświadczenia, trzeba odwołać się do świadectw homines religiosi. A tych wszak nie brakuje. Najbardziej wymowne są w moim odczuciu świadectwa mistyków hiszpańskich: Teresy i Jana od Krzyża".
>Lektura tekstów wskazanych przez Edytę Stein autorów pokazuje, że te śmieszne hasełka z wikipedii nie są tu nawet à propos...
Twoja wypowiedź świadczy natomiast o tym, że wierząc w Boga tak na prawdę wierzysz tylko w opowieści innych ludzi, którzy najwyraźniej mają z nim lepszy kontakt od Ciebie. Poddajesz się tym opowieściom, tej atmosferze, temu nastrojowi i już ... prawie samodzielnie wierzysz w to, że te idee - zapisane ludzkim językiem, więc przez ludzi tylko wypowiedziane, a więc będące czystą fikcją literacką - rzeczywiście od samego Boga pochodzą. A On jest przecież na wyciągnięcie ręki - Kieślowski go nawet nakręcił. Taka jest PRAWDA.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
17-08-2012 00:24 
 Ocena-1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Obawiam się, że moje doświadczenia nie byłyby dla Ciebie ciekawe.
>Ale zawsze jest jakaś szansa, że może jednak mnie przekonają. Uratowałbyś wówczas jedną duszę przywracając ją Bogu. Może warto spróbować? Niczego nie tracisz.
>Lojalnie ostrzegam: jeśli wrócę na łono kościoła, to będzie to łono mojego kościoła, tzn. tego do którego zaprowadzali mnie rodzice. A to jest kościół ewangelicko-augsburski.
>Więc zastanów się, czy warto ratować heretyka.


Wreszcie ktoś z poczuciem humoru na Racjonaliście!...

Uważam, że warto "ratować heretyka"...
Ale nie wiem, jak się do tego mógłbym przyczynić - nie wydaje mi się, żeby opowiadanie o sobie na tym forum przybliżało nas do tego celu...

>>Edyta Stein napisała w 1927 roku w liście do Romana Ingardena: "Tam, gdzie brakuje własnego doświadczenia, trzeba odwołać się do świadectw homines religiosi. A tych wszak nie brakuje. Najbardziej wymowne są w moim odczuciu świadectwa mistyków hiszpańskich: Teresy i Jana od Krzyża".
>Twoja wypowiedź świadczy natomiast o tym, że wierząc w Boga tak na prawdę wierzysz tylko w opowieści innych ludzi, którzy najwyraźniej mają z nim lepszy kontakt od Ciebie. Poddajesz się tym opowieściom, tej atmosferze, temu nastrojowi i już ... prawie samodzielnie wierzysz w to, że te idee - zapisane ludzkim językiem, więc przez ludzi tylko wypowiedziane, a więc będące czystą fikcją literacką - rzeczywiście od samego Boga pochodzą. A On jest przecież na wyciągnięcie ręki

Nie, to nie jest trafny opis mojej skromnej osoby - zwłaszcza to o "poddawaniu się nastrojowi"...

Ale prawdą jest, że On jest na wyciągnięcie ręki.
17-08-2012 23:18 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Lojalnie ostrzegam: jeśli wrócę na łono kościoła, to będzie to łono mojego kościoła, tzn. tego do którego zaprowadzali mnie rodzice. A to jest kościół ewangelicko-augsburski.
>>Więc zastanów się, czy warto ratować heretyka.
>
>Wreszcie ktoś z poczuciem humoru na Racjonaliście!...
Czasem zazdroszczę poczucia humoru wielu innym forumowiczom. W tym miejscu mój tekst był trochę tylko żartobliwy, a w rzeczywistości była z nim związana refleksja co do tego, jak wiele zależy w religii od uwarunkowań historyczno-kulturowych, w jakich przyszło się na świat.

>Nie, to nie jest trafny opis mojej skromnej osoby - zwłaszcza to o "poddawaniu się nastrojowi"...
> Ale prawdą jest, że On jest na wyciągnięcie ręki.
Skoro to jest Twoim zdaniem prawdą, to jak inaczej mogę to określić, jak nie "poddawanie się nastrojowi" - nastrojowi związanemu z tą ideą?

P.S. Bardzo lubię dźwięk kościelnych dzwonów, a z bardziej jeszcze uniwersalnych zjawisk - odgłos kropel o szyby podczas deszczu. To się robi taka właśnie fajna atmosfera jako element układanki. Jeśli dodać do tego jeszcze pytanie np. "dlaczego jest raczej coś, niż nic" - to już niebezpiecznie religijnogennie zaczyna się robić. Ja jednak staram się odpowiadać szczerze - "nie wiem". I jeśli cokolwiek jest transcendentalne - to właśnie ta niewiedza. Tymczasem Prawda przez duże "P" pisana - taka jak się patrzy - z przynależnymi jej dogmatami - jest z bardzo konkrentego powodu daleka od jakiejkowliek mistyki. Tym powodem jest nieznośne GADULSTWO. Gdyby tak księża podczas nabożeństwa na chwilę raczyli się przymknąć - zupełnie inaczej słuchałoby się tych organów i wąchało te kadzidła.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Nie, to nie jest trafny opis mojej skromnej osoby - zwłaszcza to o "poddawaniu się nastrojowi"...
>> Ale prawdą jest, że On jest na wyciągnięcie ręki.
>Skoro to jest Twoim zdaniem prawdą, to jak inaczej mogę to określić, jak nie "poddawanie się nastrojowi" - nastrojowi związanemu z tą ideą?

Zupełnie nie rozumiem, co masz na myśli, mówiąc o "poddawaniu się nastrojowi" w kontekście wiary. Wiara ma dla mnie tyle samo wspólnego z "nastrojem", co np. siadanie na krześle bez zastanawiania się, czy owo krzesło istnieje lub czy nie rozsypie się ono w proch, kiedy na nim usiądę.
Są takie osoby, których wiara w jakiejś mierze podpiera się emocjami, ale ja do nich nie należę.

> I jeśli cokolwiek jest transcendentalne - to właśnie ta niewiedza.

To ciekawe - wyjąłem to Twoje zdanie z kontekstu (co być może zmieniło trochę jego znaczenie) i w tej formie wydaje mi się ono bliskie prawdy...
18-08-2012 11:19 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Są takie osoby, których wiara w jakiejś mierze podpiera się emocjami, ale ja do nich nie należę.
Tu - jak we wszelakich poważnych dyskusjach - opieramy się na powszechnym rozumieniu terminów. pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_religijna , bardziej szczegółowo pl.wikiped(*)28chrześcijaństwo)
Gdy ma się jakiś specjalny stosunek do "wiary", to trzeba to opisać:
Do wszelakiej działalności społeczno-politycznej oraz wszystkich idei podchodzę dosyć krytycznie, uważając, że w praktyce życia nie jest możliwe pełne osiągnięcie jakiegokolwiek ideału. Czy mając tak krytyczne podejście do rzeczywistości mogę nazwać się sceptykiem? Chyba nie, gdyż - na przykład - mocno wierzę (lub jestem głęboko przekonanym), że poprawa bytu ludzi społecznie dyskryminowanych jest możliwa. Zgodnie z tym poglądem znajomi "pragmatycy" nazywają mnie wierzącym idealistą. Znowu, z tym określeniem nie zgadzają się ci, którzy wierzą w Boga i nazywają mnie niewierzącym, I już wydawałoby się, że zostałem sklasyfikowany, ale po chwili otrzymuję od nich pytanie: - "Nie wierzysz w Boga? No to trudno, niektórzy już tak mają, ale powiedz - w co wierzysz? Bo wierzyć w "coś" koniecznie trzeba".

Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".

Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.


Miłego dnia.

@@@
.
19-08-2012 01:32 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Zupełnie nie rozumiem, co masz na myśli, mówiąc o "poddawaniu się nastrojowi" w kontekście wiary. Wiara ma dla mnie tyle samo wspólnego z "nastrojem", co np. siadanie na krześle bez zastanawiania się, czy owo krzesło istnieje lub czy nie rozsypie się ono w proch, kiedy na nim usiądę.
Otóż fakt, że krzesło istnieje potwierdzają nasze zmysły i w szczególności np. praktyka siadania na nim.
Natomiast brak konieczności zastanowienia, czy owo krzesło się nie załamie, wynika z powtarzalności owego empirycznego doświadczenia, które uprawdopodabnia w praktyce tezę, że przy kolejnej okazji krzesło znów wytrzyma.

Tak więc to na podstawie empirycznego doświadczenia i (w związku z jego powtarzalnością) bazującego na nim racjonalnego założenia (że krzesło się nie załamie) siadamy na owym krześle na ogół bezproblemowo.

Tymczasem wiara to jest właśnie przyjmowanie czegoś za prawdę bez empirycznego lub chociażby racjonalnego uzasadnienia.

>Są takie osoby, których wiara w jakiejś mierze podpiera się emocjami, ale ja do nich nie należę.
Ja mam wrażenie, że to już jest naukowo dowiedzione, że człowiek nie jest w stanie myśleć racjonalnie bez emocji ... i czyżby Twoje powyższe świadectwo było tego dowodem?
Antonio Damasio napisał:
"Błąd Kartezjusza" - to fascynująca podróż do wnętrz ludzkiego mózgu, w trakcie której czytelnik odkrywa ten niewidzialny świat tak, jakby widział go własnymi oczami. Książka ta wyrosła z przekonania autora, iż tradycyjne poglądy na naturę umysłu nie mogą być słuszne - Damasio kwestionuje więc dogmat sprzeczności między emocjami i racjonalnymi decyzjami i określa właściwą rolę uczuć w funkcjonowaniu człowieka.

>> I jeśli cokolwiek jest transcendentalne - to właśnie ta niewiedza.
>To ciekawe - wyjąłem to Twoje zdanie z kontekstu (co być może zmieniło trochę jego znaczenie) i w tej formie wydaje mi się ono bliskie prawdy...
Tak, tylko że to zdanie było poetyckie, a autor zdaje sobie sprawę z jego absurdalności. Jeśli mamy do czynienia z brakiem wiedzy, to żadne przymiotniki nie są w stanie owego braku wiedzy zamienić w jakąkolwiek formę prawdy, poza tą, że niczego się w tym aspekcie po prostu nie wie. Istotnie - wszystkie religie bazują na niewiedzy - gdybyśmy wszystko wiedzieli - byłyby zupełnie niepotrzebne.

Tak przy okazji: prawda to tylko zgodność idei ze światem materialnym, natomiast Prawda przez duże "P" to idea absolutna. W jaki sposób jakakolwiek idea może być absolutna, skoro powstaje tylko w ludzkiej głowie?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
19-08-2012 13:09 
 Ocena-1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Zupełnie nie rozumiem, co masz na myśli, mówiąc o "poddawaniu się nastrojowi" w kontekście wiary. Wiara ma dla mnie tyle samo wspólnego z "nastrojem", co np. siadanie na krześle bez zastanawiania się, czy owo krzesło istnieje lub czy nie rozsypie się ono w proch, kiedy na nim usiądę.
>Otóż fakt, że krzesło istnieje potwierdzają nasze zmysły i w szczególności np. praktyka siadania na nim.
>Natomiast brak konieczności zastanowienia, czy owo krzesło się nie załamie, wynika z powtarzalności owego empirycznego doświadczenia, które uprawdopodabnia w praktyce tezę, że przy kolejnej okazji krzesło znów wytrzyma.
>Tak więc to na podstawie empirycznego doświadczenia i (w związku z jego powtarzalnością) bazującego na nim racjonalnego założenia (że krzesło się nie załamie) siadamy na owym krześle na ogół bezproblemowo.
>Tymczasem wiara to jest właśnie przyjmowanie czegoś za prawdę bez empirycznego lub chociażby racjonalnego uzasadnienia.

Jak dla mnie, materiału empirycznego i racjonalnych uzasadnień dla wiary jest aż nadto. Przy czym wiara nie jest prostym skutkiem empirycznych lub racjonalnych uzasadnień - empiria i rozum podprowadzają nas na odległość jednego kroku od wiary, a wtedy pozostaje jeszcze zrobienie "jednego kroku nad przepaścią", który jest aktem czystej wiary.

Kwestia wiary i kwestia krzesła mają jeden element wspólny - tym elementem jest subiektywna PEWNOŚĆ (a nie prawdopodobieństwo).

Mod:
Kasuj zbędne cytowania.

19-08-2012 13:34 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)

>Jak dla mnie, materiału empirycznego i racjonalnych uzasadnień dla wiary jest aż nadto.
No ba! Dla katolika katolickiego materiału i katolickich uzasadnień, dla ... etc.

>Przy czym wiara nie jest prostym skutkiem empirycznych lub racjonalnych uzasadnień
No ba! Wiara jest prostym skutkiem indoktrynacji. Lokalnej.

>empiria i rozum podprowadzają nas na odległość jednego kroku od wiary,
Bełkot. Was na pewno nie, wy jesteście utopieni i was nie idzie odprowadzić nawet na krok od waszego upośledzenia.

>a wtedy pozostaje jeszcze zrobienie "jednego kroku nad przepaścią", który jest aktem czystej wiary.
O to to, można pieprzyć do woli o materiale empirycznym, uzasadnieniach ale chodzi tylko o wiarę.

Ale może ja się mylę, może potrafisz coś bliżej powiedzieć jak to robić, jak wziąć pod uwagę rozumową całą wiedzę o świecie z jego wszystkimi religiami aby stwierdzić, że się jest krok od wiary i że/czy jest się gotowym do kroku w przepaść głupoty?

Miły Marku Bielecki, produkujesz bełkot, nic więcej. Tak samo jak Stein i inni - bełkot mający zamaskować upodlenie waszych umysłów, usprawiedliwić głupotę wiary w jedną z bezliku idiotycznych bajek. Produkujesz bełkot by uśpić czujność fizyka Bieleckiego, który zduszony w ciemnych czeluściach Twego umysłu skomle: "Nie rób mi tyle obciachu!"

>Kwestia wiary i kwestia krzesła mają jeden element wspólny - tym elementem jest subiektywna PEWNOŚĆ (a nie prawdopodobieństwo).
Tyle że w przypadku krzesła zawsze jest szansa, że się pierdutnie na glebę, a w przypadku wary takiej szansy być nie może - z defincji wiary


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Jeśli mamy do czynienia z brakiem wiedzy, to żadne przymiotniki nie są w stanie owego braku wiedzy zamienić w jakąkolwiek formę prawdy, poza tą, że niczego się w tym aspekcie po prostu nie wie.

To, co napisałeś, kojarzy mi się polecanym przez Edytę Stein Janem od Krzyża:

"Gdyby więc komuś opowiadano o rzeczach, których nigdy nie znał i nie widział im podobnych, nie więcej będzie o nich wiedział niż gdyby o nich mu nic nie mówiono. (...) Taką rolę spełnia wiara wobec duszy, mówiąc nam o rzeczach, których nigdy nie widzieliśmy i nie zrozumieliśmy ani w samych sobie, ani w podobieństwie, bo ich nie mają. Nie mamy więc w wierze światła poznania naturalnego, bo jej prawdy nie są współmierne do żadnego zmysłu. (...) Wszelką wiedzę zdobywa się przez światło rozumu, lecz wiedzę wiary zdobywa się bez światła rozumu (...)" (Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel, II, 3)
19-08-2012 15:33 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>wiedzę wiary zdobywa się bez światła rozumu (...)" (Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel, II, 3)

O, widzisz - tak trzeba było od razu .


Zdenerwowałam się, że prowadzę. (Natalia Pacierpnik, kajakarka górska)
19-08-2012 18:42 
 Ocena 3 na 3
MarcinK (9189 punktów)
>>wiedzę wiary zdobywa się bez światła rozumu (...)" (Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel, II, 3)
>O, widzisz - tak trzeba było od razu .

I jeszcze potwierdzenie:

Cytat:
"Gdyby więc komuś opowiadano o rzeczach, których nigdy nie znał i nie widział im podobnych, nie więcej będzie o nich wiedział niż gdyby o nich mu nic nie mówiono.


Ibidem.
17-08-2012 10:31 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)
>"Tam, gdzie brakuje własnego doświadczenia, trzeba odwołać się do świadectw homines religiosi. A tych wszak nie brakuje.
Aha, aha! I jak Stein czy Bielecki odwołują się do świadectw ludzi wyznających islam, hinduizm itp., których nie brakuje bardziej, niż katolickich?
I pamiętaj, że doświadczenia religijne ciągle są tylko przeżyciem doświadczającego i nie mówią nic o świecie rzeczywistym. Rozumiesz? Opis doświadczenia religijnego jest opisem stan umysłu poszkodowanego człowieka, a nie opisem stanu świata poza tym umysłem.
Świadectwo religijne to tylko wyznanie wiary, nic więcej.

Czy Twoje alter ego - fizyk Marek Bielecki całkiem trzyma mordę w kuble na bełkot katechety Marka Bieleckiego czy czasem coś Ci do rozumu próbuje podrzucić? Dopuść go na chwilę do głosu, ie razy można Cię prosić?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>I pamiętaj, że doświadczenia religijne ciągle są tylko przeżyciem doświadczającego i nie mówią nic o świecie rzeczywistym. Rozumiesz? Opis doświadczenia religijnego jest opisem stan umysłu poszkodowanego człowieka, a nie opisem stanu świata poza tym umysłem.

Poważnie?...

Widzę, że mocno w to wierzysz...
17-08-2012 21:37 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Poważnie?...
>Widzę, że mocno w to wierzysz...

A coś merytorycznie...?
Wiem, mój dobry Bielecki, z jaką lubością Twoi bracia w bezmyślności uwielbiają przypisać swoje upośledzenie oponentom zatem Twojej w tym złośliwej gorliwości dziwić się nie zamierzam, poproszę jedynie byś zechciał moją "wiarę" podkopać rzeczowym wyjaśnieniem gdzie i jak bardzo błądzę.
I ponownie poproszę byś zadanie to powierzył fizykowi Bieleckiemu, który zapewne rozumie Cię lepiej, niż ja jestem w stanie. Niech nawet używa Twojego głupkowatego żargonu gdzie człowiek to bliźni itp, ale niech mówi jak człowiek rozumny: do rzeczy i na temat.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Widzę, że mocno w to wierzysz...
>A coś merytorycznie...?

Rzuciłeś bez uzasadnienia jakąś tezę, w którą - jak się wydaje - głęboko wierzysz. Jak można się do tego odnieść bardziej merytorycznie niż konstatując, iż jesteś człowiekiem głęboko wierzącym?...
18-08-2012 02:10 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Rzuciłeś bez uzasadnienia jakąś tezę,
Nie rzucam tezy, że Boga nie ma, tylko powiadam, że Twoje bajędy o Bogu to brednie bez uzasadnienia.
I tak samo nie rzucam tezy o braku związku doświadczeń religijnych ze światem rzeczywistym, tylko przypominam, że Twoje bajędy o doświadczeniach religijnych jako opisie świata rzeczywistego to brednie bez uzasadnienia.
A może fizyk Bielecki wreszcie się odezwie i powie które i czyje doświadczenie religijne jest poprawnym opisem świata...? Albo chociaż katecheta Bielecki niech odpowie na pytanie o zgodność doświadczeń religijnych różnych religii ze sobą wzajemnie i z opisem świata.

>w którą - jak się wydaje - głęboko wierzysz.
Cały czas pochylamy się z troską nad tym co Ci się wydaje w Twoim upośledzonym poznawczo umyśle

>Jak można się do tego odnieść bardziej merytorycznie niż konstatując, iż jesteś człowiekiem głęboko wierzącym?...
Może przedstawiając świadectwo religijne, które jest rzetelnym opisem rzeczywistych zdarzeń...? Tyle świadectw w tylu religiach - dawaj jakieś najlepsze z najlepszych. Tylko nie rób już więcej obciachu fizykowi w Twojej (Waszej) głowie.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Akurat z Tobą o Bogu nie rozmawiałem - byłaby to rozmowa ze ślepym o kolorach. Zapętliłeś się - pytasz o świadectwa, a kilka wpisów wcześniej zacytowałem Edytę Stein, która wskazuje na dwa konkretne nazwiska. Ale dla Ciebie to i tak nie ma znaczenia - tych autorów i tak nie jesteś w stanie zrozumieć.
19-08-2012 12:46 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)
>Akurat z Tobą o Bogu nie rozmawiałem - byłaby to rozmowa ze ślepym o kolorach.
Ech, byle ciura z Armii Rydzyka jest nauczony tego sloganu, a zamiłowanie religijnych do powtarzania głupstw znane jest od dawna. Nie rozmawiasz ze ślepym o kolorach tyko z przytomnie patrzącym na świat o Twoich urojeniach - problem w tym, że Twoje upośledzenie poznawcze nie pozawala Ci dostrzec, że to urojenia.

>Zapętliłeś się - pytasz o świadectwa, a kilka wpisów wcześniej zacytowałem Edytę Stein, która wskazuje na dwa konkretne nazwiska. Ale dla Ciebie to i tak nie ma znaczenia - tych autorów i tak nie jesteś w stanie zrozumieć.
Nie wykręcaj się sianem. Tylko chęć wymigania się od jakichkolwiek wyjaśnień może pozwalać Ci sądzić, że wyznanie wiary Stein czy Bieleckiego jest odpowiedzią na moje nagabywania. Z wiarą dyskusji nie ma, a i czasu skoda (skąd my to znamy?) zatem fakt Twojej wiary nie jest argumentem ani nawet przedmiotem rozmowy. Pytam o wyjaśnienie, o uzasadnienie jak czyjeś nawiedzenie awansuje w Twoich oczach do roli opisu świata rzeczywistego.
Wiem, że KRK dysponuje ogromną ilością świadectw i objawień, ale nawet jego hierarchia nie nakazuje wiary w prywatne objawienia katolików. I wiem, że wszystkie religie podobną masą rozporządzają. I wiem, że nic z tych poronionych historyjek nie funkcjonuje w nauce czy w innych religiach jako przyczynek nawet do tworzenia poprawnego opisu świata.

Możesz przedstawić jedno, czyjekolwiek, najbardziej wartościowe świadectwo doświadczenia religijnego z uzasadnieniem jego aspiracji do roli opisu świata rzeczywistego, a nie tylko opisu przeżyć delikwenta.
I masz przedstawić wyjaśnienia w kwestii uwzględniania przez racjonalistkę Stein i racjonalistę Bieleckiego doświadczeń ludzi innych religii, doświadczeń związanych z innymi Bogami świata, niż Bóg katolicki.

Gdybyście potrafili opatrywać uczciwie i po prostu swe wszystkie bzdety przymiotnikiem "katolicki"... ech...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-08-2012 14:49 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Polecam zapoznać się z naukami przyrodniczymi zanim zabierzesz się za filozofowanie. Wiem, że zdobywanie wiedzy wymaga wysiłku, ale jak masz coś robić, to rób to dobrze albo wcale.

... i nie ulegaj złudzeniu, że wiedza z zakresu spektroskopii molekularnej generuje kompetencje z zakresu filozofii. Bo nie ma śmieszniejszej przywary niż pycha...
14-08-2012 16:24 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
>> Polecam zapoznać się z naukami przyrodniczymi zanim zabierzesz się za filozofowanie.
> ... nie ulegaj złudzeniu, że wiedza z zakresu spektroskopii molekularnej generuje kompetencje z zakresu filozofii.

Tak się składa, że metody spektroskopii są używane do rozstrzygania pytań filozoficznych. plato.stanford.edu/entries/bell-theorem/
14-08-2012 16:30 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>> ... nie ulegaj złudzeniu, że wiedza z zakresu spektroskopii molekularnej generuje kompetencje z zakresu filozofii.
>Tak się składa, że metody spektroskopii są używane do rozstrzygania pytań filozoficznych. plato.stanford.edu/entries/bell-theorem/



Całe szczęście, że tylko niektórych...
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Dziękuję za mnóstwo komentarzy i pytań - to chyba najbardziej popularny wątek Racjonalisty w ostatnich miesiącach ; niektóre ich elementy się powtarzają, więc odniosę się do nich łącznie:

Według niektórych kierunków filozoficznych (także według Edyty Stein) człowiek jest bytem złożonym z dwóch odrębnych pierwiastków, nawzajem do siebie ostatecznie niesprowadzalnych: materialnego i duchowego. Obydwa są jednakowo realne i stanowią części składowe jednej (wewnętrznie jednolitej) natury człowieka. W radykalnej opozycji do tego poglądu pozostają dwa skrajne kierunki filozoficzne:
1) kierunki materialistyczne (np. materializm dialektyczny: pojmuje on człowieka wyłącznie jako twór materii i byt materialny, natomiast zjawiska duchowe utożsamiane ze świadomością uważa za formę wysoko zorganizowanej materii)
2) kierunki skrajnie spirytualistyczne, np. Platon i Kartezjusz: ich zdaniem stosunek duszy do ciała jest tylko zewnętrzny, wskutek tego nie wytwarzają one wewnętrznej jedności bytowej, czyli według nich człowiek jest duchem bytującym w ciele, nie zaś bytem złożonym z duszy i ciała.

Zdecydowana większość dyskutantów w tym wątku reprezentuje pierwszy z tych skrajnych kierunków.
15-08-2012 15:48 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)
>to chyba najbardziej popularny wątek Racjonalisty w ostatnich miesiącach ;
Przyczyną jest Twoja wyjątkowa odporność na ludzką mowę, bo temat mało ciekawy.

>Zdecydowana większość dyskutantów w tym wątku reprezentuje pierwszy z tych skrajnych kierunków.
Bielecki jak to Bielecki - zaszufladkował sobie po swojemu i jego zadowolenie z siebie jest nienaruszone.
A że nie umie odpowiedzieć za siebie na podstawowe pytania...? Jego upośledzenie poznawcze nawet nie dopuszcza do niego świadomości takiego faktu.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
15-08-2012 17:38 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> Według niektórych kierunków filozoficznych (także według Edyty Stein) człowiek jest bytem złożonym z dwóch odrębnych pierwiastków...

Coraz bardziej jesteś na bakier z nauką.
15-08-2012 17:52 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> Według niektórych kierunków filozoficznych (także według Edyty Stein) człowiek jest bytem złożonym z dwóch odrębnych pierwiastków...
>Coraz bardziej jesteś na bakier z nauką.
>

Bardzo lubię żarciki matematyczno-fizyczno-chemiczne, nawet jeśli przypominają żarciki w stylu komara z "Alicji po drugiej stronie lustra" Lewisa Carrolla.

Na wypadek, gdyby to jednak nie był żarcik, podaję znaczenia słowa "pierwiastek" za słownikiem języka polskiego:

"pierwiastek"
1. liczba, która podniesiona do potęgi liczby stopnia pierwiastka, da liczbę podpierwiastkową
2. substancja chemiczna, której nie można rozłożyć na prostsze substancje
3. element, składnik czegoś
4. językoznawstwo: rdzeń; morfem główny.

- i wyjaśniam, że użyłem tego terminu w znaczeniu 3.
15-08-2012 20:36 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>- i wyjaśniam, że użyłem tego terminu w znaczeniu 3.<

Fizyk też - infantylny kaznodziejo!!

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Jesteś pewien?...
16-08-2012 06:59 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Jesteś pewien?... <
2 x tak :
- pierwsze tak : pierwiastki chemiczne są elementami i składnikami materialnego Wszechświata - w tym również człowieka jako bytu złożonego!
Deklaracja Fizyka (z całym szacunkiem) nie jest konieczna - to wynika z logiki!
- drugie tak : jesteś "infantylnym kaznodzieją"


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Zapewne Fizyk jest Ci wdzięczny za te głębokie rozważania, interpretacje i ogólne wsparcie...
16-08-2012 11:27 
 Ocena 5 na 5
Artur@R (7115 punktów)
>Zapewne Fizyk jest Ci wdzięczny za te głębokie rozważania, interpretacje i ogólne wsparcie... <

Po pierwsze - Forum jest ogólnodostępne, każdy może się włączyć w dyskusje kiedy tylko chce.
Po drugie - Fizyk nie potrzebuje mojego wsparcia - inteligencją i zakresem wiedzy nie dorastam mu nawet do pięt (wiem to(!) z lektury jego wypowiedzi).
Po trzecie - Pozwoliłem sobie "użyć" nicka (i wypowiedzi) Fizyka - tylko dlatego, by Ci pokazać logiczną konsekwencję Jego wypowiedzi - której Ty, swoim "kaznodziejskim umysłem" nie potrafisz dostrzec, infantylnie podając definicję słowa - "pierwiastek".

Nie ośmieszaj się już więcej - wystarczy!
I do merytoryczny wypowiedzi dąż - sam ciągle o nie przecież "nawołujesz"!


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
15-08-2012 20:14 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Według niektórych kierunków filozoficznych (także według Edyty Stein) człowiek jest bytem złożonym z dwóch odrębnych pierwiastków, nawzajem do siebie ostatecznie niesprowadzalnych: materialnego i duchowego. Obydwa są jednakowo realne i stanowią części składowe jednej (wewnętrznie jednolitej) natury człowieka.
Czytaliśmy Panią Stein i o Pani Stein i to wiemy. Uważam te poglądy za nieuprawnione i mocno zdezaktualizowane.

>W radykalnej opozycji do tego poglądu pozostają dwa skrajne kierunki filozoficzne:
>1) kierunki materialistyczne (np. materializm dialektyczny: pojmuje on człowieka wyłącznie jako twór materii i byt materialny, natomiast zjawiska duchowe utożsamiane ze świadomością uważa za formę wysoko zorganizowanej materii)
>2) kierunki skrajnie spirytualistyczne, np. Platon i Kartezjusz: ich zdaniem stosunek duszy do ciała jest tylko zewnętrzny, wskutek tego nie wytwarzają one wewnętrznej jedności bytowej, czyli według nich człowiek jest duchem bytującym w ciele, nie zaś bytem złożonym z duszy i ciała.
To Pański podział i Pańskie uproszczenie, mające się nijak do złożonej filozoficznej rzeczywistości.

>Zdecydowana większość dyskutantów w tym wątku reprezentuje pierwszy z tych skrajnych kierunków.
I masz babo placek! Pan Marek - filozof wielki - nas poszufladkował i ani podyskutować, ani wymknąć się z jego szufladki.

Ja też czasem dokonuję dualistycznego podziału ludzkich poglądów:
1) Poglądy oparte na wierze - niezależnie od jej przedmiotu/ów.
Zdecydowana większość ludzkości wierząca w religie/ideologie, autorytety.

2) Poglądy sceptyczne - wątpiące we wszystko.
Zdecydowana mniejszość ludzkości (nadreprezentowana na naszym forum) opierająca swoje rozumowanie na racjonalizmie

Panie Marku, Pan naprawdę zapomina, że znalazł się Pan już w XXI wieku. Napisałem już Panu, że bardzo sobie cenię materializm, pozytywizm i neopozytywizm, scjentyzm, szkołę analityczną, fizykalizm, darwinizm, marksizm, ale to już było. Teraz trzeba myśleć po nowemu - biorąc pod uwagę cały dorobek współczesnej nauki. Trudno jest określić precyzyjnie swój światopogląd, ale nazywam go na dziś "naturalizmem ontologicznym". Nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu. Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko obiektywna rzeczywistość świata dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Nie mieszczę się w żadnej ani Pana, ani Pańskich przyjaciół szufladce, choć mało mnie wasze szufladki obchodzą.

>Dziękuję za mnóstwo komentarzy i pytań - to chyba najbardziej popularny wątek Racjonalisty w ostatnich miesiącach ; niektóre ich elementy się powtarzają, więc odniosę się do nich łącznie:
Wypadało by jednak oddzielnie, ale niech będzie łącznie. Kiedy i gdzie się Pan do nich odniesie? Oczywiście jestem najbardziej zainteresowany odniesieniem się do mojej krytyki Pańskich koncepcji i sposobu wyciągania wniosków.

Miłego dnia.

@@@
.
15-08-2012 21:17 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
Cytat:
Andrzej Bogusławski: bardzo sobie cenię materializm, pozytywizm i neopozytywizm, scjentyzm, szkołę analityczną, fizykalizm, darwinizm, marksizm, ale to już było. Teraz trzeba myśleć po nowemu - biorąc pod uwagę cały dorobek współczesnej nauki.

Gdybym mógł, to bym dał więcej plusów. Zbyt wielu filozofów patrzy tylko w przeszłość.
15-08-2012 21:21 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Gdybym mógł, to bym dał więcej plusów. Zbyt wielu filozofów patrzy tylko w przeszłość.
Dziękuję, ale mam tak dzięki wielu mądrym ludziom, do których zbioru także Pana zaliczam.

Pozdrawiam.

@@@
.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Według niektórych kierunków filozoficznych (także według Edyty Stein) człowiek jest bytem złożonym z dwóch odrębnych pierwiastków, nawzajem do siebie ostatecznie niesprowadzalnych: materialnego i duchowego. Obydwa są jednakowo realne i stanowią części składowe jednej (wewnętrznie jednolitej) natury człowieka.
>>W radykalnej opozycji do tego poglądu pozostają dwa skrajne kierunki filozoficzne:
>>1) kierunki materialistyczne (np. materializm dialektyczny: pojmuje on człowieka wyłącznie jako twór materii i byt materialny, natomiast zjawiska duchowe utożsamiane ze świadomością uważa za formę wysoko zorganizowanej materii)
>>2) kierunki skrajnie spirytualistyczne, np. Platon i Kartezjusz: ich zdaniem stosunek duszy do ciała jest tylko zewnętrzny, wskutek tego nie wytwarzają one wewnętrznej jedności bytowej, czyli według nich człowiek jest duchem bytującym w ciele, nie zaś bytem złożonym z duszy i ciała.
>To Pański podział i Pańskie uproszczenie, mające się nijak do złożonej filozoficznej rzeczywistości.

A jaki podział Pan by zaproponował?

>Ja też czasem dokonuję dualistycznego podziału ludzkich poglądów:
>1) Poglądy oparte na wierze - niezależnie od jej przedmiotu/ów.
>Zdecydowana większość ludzkości wierząca w religie/ideologie, autorytety.
>2) Poglądy sceptyczne - wątpiące we wszystko.

Ten podział nie jest przydatny w zastosowaniu do kierunków filozoficznych, gdyż żadna filozofia nie jest oparta na wierze.

>Panie Marku, Pan naprawdę zapomina, że znalazł się Pan już w XXI wieku. Napisałem już Panu, że bardzo sobie cenię materializm, pozytywizm i neopozytywizm, scjentyzm, szkołę analityczną, fizykalizm, darwinizm, marksizm, ale to już było. Teraz trzeba myśleć po nowemu - biorąc pod uwagę cały dorobek współczesnej nauki. Trudno jest określić precyzyjnie swój światopogląd, ale nazywam go na dziś "naturalizmem ontologicznym". Nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu. Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze.

Proszę zwrócić uwagę, że Pańska deklaracja w ostatnim zdaniu pokrywa się z poglądem Edyty Stein w roku 1917...

A co się tyczy XXI wieku - historia filozofii dowodzi, że postęp w filozofii nie ma charakteru linearnego (co najwyżej spiralny) i że te same koncepcje wracają czasem w nowych formach nawet po kilkuset latach.

>Istnieje dla mnie tylko obiektywna rzeczywistość świata dostępnego ludzkim zmysłom

W tym punkcie Edyta Stein i inni przedstawiciele fenomenologii nie zgodziliby się z Panem - dlaczego ograniczać się tylko do zmysłów?

>>Dziękuję za mnóstwo komentarzy i pytań - to chyba najbardziej popularny wątek Racjonalisty w ostatnich miesiącach ; niektóre ich elementy się powtarzają, więc odniosę się do nich łącznie:
>Wypadało by jednak oddzielnie, ale niech będzie łącznie. Kiedy i gdzie się Pan do nich odniesie? Oczywiście jestem najbardziej zainteresowany odniesieniem się do mojej krytyki Pańskich koncepcji i sposobu wyciągania wniosków.

Staram się i oddzielnie, ale ponieważ tych komentarzy jest bardzo dużo, to być może coś pominąłem - czy mógłby prosić o przypomnienie pominiętej krytyki?
16-08-2012 11:36 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>A jaki podział Pan by zaproponował?
Przecież propozycję podałem, a gdy Pana interesuje historia filozofii, to warto zauważyć, że większość filozofów dokonuje własnych podziałów.

>Ten podział nie jest przydatny w zastosowaniu do kierunków filozoficznych, gdyż żadna filozofia nie jest oparta na wierze.
To Pańskie nieuzasadnione zdanie świadczące, iż nie czyta Pan tego co się do niego pisze. Przecież wyżej napisałem:
Zapewne nie znam tak dobrze filozofii chrześcijańskiej jak Pan, ale staram się z jej dokonaniami zapoznawać i wiem, że już w samych "założeniach sprzeczna jest z ustaleniami nauk przyrodniczych" - patrz np tu

"Za filozofię chrześcijańską uznać trzeba [...] wszelką filozofię, która rozgraniczając dwa porządki poznania (wiarę i rozum) uznaje Objawienie chrześcijańskie zawarte w Biblii nie tylko za niezbędną pomoc dla rozumu ale i konieczną inspirację, bez której pewne problemy filozoficzne nie zostałyby podjęte w ogóle." - Étienne Gilson, Duch filozofii średniowiecznej; Warszawa 1958, s. 38-39

Panie Marku, Pan naprawdę zapomina, że znalazł się Pan już w XXI wieku. Napisałem już Panu, że bardzo sobie cenię materializm, pozytywizm i neopozytywizm, scjentyzm, szkołę analityczną, fizykalizm, darwinizm, marksizm, ale to już było. Teraz trzeba myśleć po nowemu - biorąc pod uwagę cały dorobek współczesnej nauki. Trudno jest określić precyzyjnie swój światopogląd, ale nazywam go na dziś "naturalizmem ontologicznym". Nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu. Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze.
>Proszę zwrócić uwagę, że Pańska deklaracja w ostatnim zdaniu pokrywa się z poglądem Edyty Stein w roku 1917...
Już bardzo dawno temu zauważono, że gdy dwoje mówi to samo, to wcale nie musi to samo znaczyć. W czasach studenckich nauczono mnie, że wyrwanie z kontekstu myśli jednego zdania świadczy o nierzetelności naukowej i że nie należy tego robić. Nie wiem także czy zwrócił Pan uwagę na mój post: www.racjon(*).php/s,511985/z,0/d,11#w513441

>A co się tyczy XXI wieku - historia filozofii dowodzi, że postęp w filozofii nie ma charakteru linearnego (co najwyżej spiralny) i że te same koncepcje wracają czasem w nowych formach nawet po kilkuset latach.
O ile bardzo interesuje mnie postęp w nauce o tyle postęp w filozofii zupełnie średnio, a dlaczego wyjaśniłem to za prof. Chwedeńczukiem: Źródła niepokoju. Sprawia mi kłopot, od dawna mi go sprawia, odpowiedź na pytanie, czego właściwie dowiedziałem się od filozofii. Dowiedziałem się wielu rzeczy o filozofii, natomiast w moim katalogu wiedzy filozoficznej - ubogo. Gorzej, gdybym kierował się filozofią, nie wiedziałbym nawet, na czym polega to, że się coś wie.
Każdy z filozofujących wskaże coś, co filozoficznie wie. Nie ma jednak czegoś, co wszyscy filozofujący wskażą jako to, co filozoficznie wiedzą.
I dalej: [Załącznik]

>>Istnieje dla mnie tylko obiektywna rzeczywistość świata dostępnego ludzkim zmysłom
>W tym punkcie Edyta Stein i inni przedstawiciele fenomenologii nie zgodziliby się z Panem - dlaczego ograniczać się tylko do zmysłów?
Natomiast zgodziliby się ze mną filozofowie, którzy kształtowali mój światopogląd, a co w tym jest najważniejszego, to jest to zgodne z dorobkiem nauki. Pisałem tu o tym wielokrotnie, a i w tym wątku podesłałem Panu stosowne linki. Czy Pan je przeczytał?

>Staram się i oddzielnie, ale ponieważ tych komentarzy jest bardzo dużo, to być może coś pominąłem - czy mógłby prosić o przypomnienie pominiętej krytyki?
A po co? Skoro Pan nie zrozumiał, to i odpowiedź nie będzie interesującą, ale gdy Pan chce to można suwakiem poprzesuwać i przeczytać co tu pisałem, a nawet wystarczy tylko przeczytać dokładnie ze zrozumieniem ten mój post wraz z linkami.

Miłego dnia.

@@@
.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>A jaki podział Pan by zaproponował?
>Przecież propozycję podałem,
>>Ten podział nie jest przydatny w zastosowaniu do kierunków filozoficznych, gdyż żadna filozofia nie jest oparta na wierze.
>To Pańskie nieuzasadnione zdanie świadczące, iż nie czyta Pan tego co się do niego pisze.
> "Za filozofię chrześcijańską uznać trzeba [...] wszelką filozofię, która rozgraniczając dwa porządki poznania (wiarę i rozum) uznaje Objawienie chrześcijańskie zawarte w Biblii nie tylko za niezbędną pomoc dla rozumu ale i konieczną inspirację, bez której pewne problemy filozoficzne nie zostałyby podjęte w ogóle." - Étienne Gilson, Duch filozofii średniowiecznej; Warszawa 1958, s. 38-39

Źle Pan interpretuje Gilsona. Objawienie może inspirować podjęcie pewnych problemów filozoficznych, nie stanowi natomiast podstawy filozoficznych dociekań. Filozofia jest czymś innym niż teologia. Kierunki filozoficzne, o których wspomniałem, wywodzą swoje tezy wyłącznie z jednego porządku poznania: rozumu (intelektu). Zatem Pański podział jest tu nieprzydatny, gdyż żaden kierunek filozoficzny nie należy do pierwszej z wymienionych przez Pana kategorii.
16-08-2012 20:29 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Źle Pan interpretuje Gilsona.
No cóż, interpretuję tak jak potrafię i jak na teologii chrześcijańskiej mnie uczono.

>Objawienie może inspirować podjęcie pewnych problemów filozoficznych, nie stanowi natomiast podstawy filozoficznych dociekań.
Tak już dawno pod naporem nauki Kościół odstąpił od tez średniowiecznej (IX - XV wiek) scholastyki:

Nie jest to jednolita doktryna filozoficzna , ale zawiera w sobie wiele różnorodnych kierunków filozoficznych.

Cechami wspólnymi, pozwalającymi połączyć je w jedną całość jest:

· podejmowanie problemu zgodności prawd wiary chrześcijańskiej z rozumem;

· przyjęcie określonej metody badań i wykładu (metoda scholastyczna);

Trzy wspólne elementy przewijają się przez scholastykę, a mianowicie:

· koncentracja uwagi na filozofii i teologii (ze szczególnym uwzględnieniem wspólnych dla obu dyscyplin problemów) badanych i nauczanych w obrębie określonych szkół (z których każda miała wyraźnie sprecyzowany zakres rozpatrywanych zagadnień i własną terminologię);

· wielki szacunek dla autorytetów (przede wszystkim filozofów antycznych, a także założycieli szkół);

· dominacja lub wręcz podporządkowanie filozoficznych rozważań potrzebom teologii zgodnie z obowiązującym wówczas modelem relacji tych dyscyplin (wiara poszukująca zrozumienia i filozofia służką teologii)


Ale zupełnie nie zrezygnował z poglądów głoszących prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi i to pomimo wyrzekania się (jak żaba błota) fideizmu. Według fideisty poznanie religijne w postaci objawienia wyprzedza poznanie rozumowe, a jedynym źródłem wiedzy w kwestiach wiary i etyki może być jedynie stała tradycja ludzkości oparta ostatecznie na pierwotnym Bożym Objawieniu. Jest to więc antyracjonalizm i irracjonalizm, bo przyjmuje się istnienie prawd niedostępnych poznaniu rozumowemu.
Może - pod tym kątem - przeanalizował by Pan magisterium płynące z encykliki Aeterni Patris Dla mnie nakazy płynące z tej encykliki są jednoznaczne, ale Pan będzie z uporem twierdził, że źle ją rozumiem i źle interpretuje, gdyż tylko Pan jako depozytariusz Prawdy ma patent na jej zrozumienie.

>Filozofia jest czymś innym niż teologia.
Czym już filozofia nie była i czym nie bywa. Nawet z określeniem "filozofia głupoty" się już spotkałem. Filozofia chrześcijańska, a szczególnie katolicka zawsze była silnie spleciona z teologią. Polecam dwie książeczki: Friedo Ricken "Filozofia religii" i Josef Schmidt "Teologia filozoficzna".

>Kierunki filozoficzne, o których wspomniałem, wywodzą swoje tezy wyłącznie z jednego porządku poznania: rozumu (intelektu).
Bardzo rzadkie są przypadki aby ludzie na brak rozumu narzekali, a im ktoś głupszy tym bardziej pewnym, że ma pod dostatkiem. Dotyczy to także filozofów. Według własnych ocen, to prawie sami mądrale czerpiący garściami ze swego intelektu, według ocen innych to już różnie to bywa.
Mnie interesują najbardziej te kierunki, które u swoich podstaw mają doświadczalną weryfikację, a za jedyne narzędzia poznania "istniejącej obiektywnie rzeczywistości" uznają zmysły wraz z przetwarzającym płynące z nich informacje mózgiem/umysłem.

>Zatem Pański podział jest tu nieprzydatny, gdyż żaden kierunek filozoficzny nie należy do pierwszej z wymienionych przez Pana kategorii.
To Pańska ocena. Jak wykazałem zupełnie nieprawdziwa i dla racjonalisty nieprzydatna.

Miłego dnia.

@@@
.
16-08-2012 09:08 
 Ocena 2 na 2
maruda (5550 punktów)
>Według niektórych kierunków filozoficznych (także według Edyty Stein) człowiek jest bytem złożonym z dwóch odrębnych pierwiastków, nawzajem do siebie ostatecznie niesprowadzalnych: materialnego i duchowego. Obydwa są jednakowo realne i stanowią części składowe jednej (wewnętrznie jednolitej) natury człowieka.

Zadam pytanie na poziomie pięciolatka, w jaki sposób duchowa dusza jest przytwierdzona do materialnego ciała. Drugie pytanie, jeżeli duchowa część człowieka jest realna to zajmuje się nią nauka, jakie "nauki przyrodnicze" zajmują się badaniem duchowej części człowieka.

> W radykalnej opozycji do tego poglądu pozostają dwa skrajne kierunki filozoficzne:
> 1) kierunki materialistyczne (np. materializm dialektyczny: pojmuje on człowieka wyłącznie jako twór materii i byt materialny, natomiast zjawiska duchowe utożsamiane ze świadomością uważa za formę wysoko zorganizowanej materii)

Jeżeli to jest kierunek skrajny, to powstaje kolejne pytanie czy prawda zawsze musi leżeć po środku.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Według niektórych kierunków filozoficznych (także według Edyty Stein) człowiek jest bytem złożonym z dwóch odrębnych pierwiastków, nawzajem do siebie ostatecznie niesprowadzalnych: materialnego i duchowego. Obydwa są jednakowo realne i stanowią części składowe jednej (wewnętrznie jednolitej) natury człowieka.
>Zadam pytanie na poziomie pięciolatka, w jaki sposób jest duchowa dusza przytwierdzona do materialnego ciała.

Pytanie o "przytwierdzeniu" jest skierowane do skrajnych spirytualistów, np. do Platona.
Dojrzalszą koncepcję duszy stworzył Arystoteles - według niego człowiek jest hilemorficzną jednością duszy i ciała, a dusza jest formą ciała. Późniejsze koncepcje jedności duchowo-cielesnej człowieka rozwijają tę właśnie koncepcję Arystotelesa.

>Drugie pytanie, jeżeli duchowa część człowieka jest realna to zajmuje się nią nauka, jakie "nauki przyrodnicze" zajmują się badaniem duchowej części człowieka.

Nauki przyrodnicze zajmują się tylko światem materialnym.

>> W radykalnej opozycji do tego poglądu pozostają dwa skrajne kierunki filozoficzne:
>> 1) kierunki materialistyczne (np. materializm dialektyczny: pojmuje on człowieka wyłącznie jako twór materii i byt materialny, natomiast zjawiska duchowe utożsamiane ze świadomością uważa za formę wysoko zorganizowanej materii)
>Jeżeli to jest kierunek skrajny, to powstaje kolejne pytanie czy prawda zawsze musi leżeć po środku.

Nie, nie musi. Ale w tym przypadku leży (moim zdaniem oczywiście).
maruda (5550 punktów)
>>>Według niektórych kierunków filozoficznych (także według Edyty Stein) człowiek jest bytem złożonym z dwóch odrębnych pierwiastków, nawzajem do siebie ostatecznie niesprowadzalnych: materialnego i duchowego. Obydwa są jednakowo realne i stanowią części składowe jednej (wewnętrznie jednolitej) natury człowieka.

Zmienię nieco pytanie, czy jest prawdą że człowiek składa się z ciała i duszy. Przypominam tylko że: Prawda jest tylko jedna - właśnie ze względu na "obiektywnie istniejącą rzeczywistość".
17-08-2012 21:28 
 Ocena-2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>>Według niektórych kierunków filozoficznych (także według Edyty Stein) człowiek jest bytem złożonym z dwóch odrębnych pierwiastków, nawzajem do siebie ostatecznie niesprowadzalnych: materialnego i duchowego. Obydwa są jednakowo realne i stanowią części składowe jednej (wewnętrznie jednolitej) natury człowieka.
>Zmienię nieco pytanie, czy jest prawdą że człowiek składa się z ciała i duszy.

Tak, jest to prawdą.
18-08-2012 10:59 
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Zmienię nieco pytanie, czy jest prawdą że człowiek składa się z ciała i duszy.
>Tak, jest to prawdą.
Jak na razie jest to tylko Pańska wiara w istnienie "duszy", którą dzieli Pan z wieloma ludźmi. Prawdą to będzie, gdy ktoś przedstawi naukowy dowód na jej istnienie. Warto by to zacząć od przedstawienia definicji. Bardzo proszę o przedstawienie definicji tego co kryje się pod tym terminem.

Miłego dnia.

@@@
.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jak na razie jest to tylko Pańska wiara w istnienie "duszy", którą dzieli Pan z wieloma ludźmi. Prawdą to będzie, gdy ktoś przedstawi naukowy dowód na jej istnienie. Warto by to zacząć od przedstawienia definicji. Bardzo proszę o przedstawienie definicji tego co kryje się pod tym terminem.

Różni filozofowie w różny sposób określali, czym jest dusza ludzka. Ponieważ ten wątek jest o Edycie Stein, oddajmy jej głos (wszystkie cytaty pochodzą z jej dzieła pt. Byt skończony a byt wieczny); dla analizy antropologicznej przeprowadzonej przez Edytę Stein kluczowe są pojęcia: Ja, dusza, duch i osoba:

"Ja, dusza, duch, osoba - wszystko to łączy się ze sobą wewnętrznie, a przecież każde słowo ma tu swoje wewnętrzne znaczenie nie pokrywające się ze znaczeniem drugiego". Analiza Edyty Stein nie ogranicza się zatem do duszy i ciała jako dwóch składników bytu ludzkiego - idzie dalej i wskazuje na różne wymiary ludzkiego bytu. "Przez Ja rozumiem byt, którego istnieniem jest życie (mianowicie życie nie w znaczeniu kształtowania materii, lecz jako rozwój Ja w istnieniu z niego samego wypływającym) i który w tym istnieniu uświadamia sobie sam siebie.... Ja nie jest równoznaczne z duszą ani z ciałem. «Mieszka» ono w ciele i w duszy, obecne w każdym punkcie, niejako obecne i żywe coś odczuwa... Ponieważ do Ja przynależą, «jego» ciało i «jego» dusza, przeto określenie Ja rozciąga się także na całego człowieka... Czuwające i świadome Ja jest drogą do duszy i jej ukrytego życia, podobnie jak do ciała i jego ukrytego życia wiedzie życie zmysłowe...". "Gdy Ja wyjdzie z pierwotnego przeżycia i uczyni je obiektem (przedmiotem), pierwotna świadomość staje się spostrzeganiem siebie albo spostrzeganiem wewnętrznym... Przez osobę rozumieliśmy Ja świadome i wolne". "Jako forma ciała zajmuje dusza pośrednie stanowisko między duchem a materią, właściwe dla formy rzeczy materialnych. Jako «duch» ma dusza swój byt «w sobie» i może się w osobistej wolności wznieść ponad siebie i przyjąć w siebie życie wyższe. Wypromieniowuje ona swą istotę nie tylko nieświadomie i mimowolnie - w każdym istnieniu duchowym, które przysługuje także niższym stworzeniom - lecz w swej działalności duchowej z całą wolnością osobistą wychodzi z siebie. Jak już podkreśliliśmy, nic chcemy przez to powiedzieć, jakoby w człowieku istniał duch obok duszy. Jedna dusza duchowa (Geistseele) rozwija w wieloraki sposób swe istnienie. Podziału na ciało, duszę i ducha nie należy też brać w sensie podziału na ducha (mens) i zmysłowość, czyli na wyższą i niższą «część» duszy, ani - biorąc pod uwagę samą «część» wyższą - na ducha (rozum, intellectus) jako władzę poznawczą i na wolę. Dusza jest duchem (spiritus) według swej najbardziej wewnętrznej istoty, będącej podstawą jej wszystkich sił".
19-08-2012 19:00 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Jak na razie jest to tylko Pańska wiara w istnienie "duszy", którą dzieli Pan z wieloma ludźmi. Prawdą to będzie, gdy ktoś przedstawi naukowy dowód na jej istnienie. Warto by to zacząć od przedstawienia definicji. Bardzo proszę o przedstawienie definicji tego co kryje się pod tym terminem.
>Różni filozofowie w różny sposób określali, czym jest dusza ludzka.
Nie wiem czy Pan zauważył, ale jakąś tam minimalną wiedzę z historii filozofii posiadam. Oprócz sporej domowej biblioteczki filozoficznej i wielu tematycznych słowników mam także "Materiały polsko-niemieckiego seminarium. Kolonia Bruhl, czerwiec 1999. 'Duch i dusza'" oraz monografię 500 str. Dariusza Czaji "Anatomia duszy". Polecam.

>Ponieważ ten wątek jest o Edycie Stein, oddajmy jej głos
Szkoda, ale jak wiemy Edyta Stein została zamordowana w 1942 roku i później już nic nam nie powiedziała. A przecież nie podał Pan tu jej chwalebnej biografii z prośbą o modlitwę, tylko - na ile Pana zrozumiałem - ten wątek poświęcił Pan obronie "Racjonalizmu Edyty Stein", a więc niech Pan tego racjonalizmu broni i nie zasłania się Panią Edytą, która już swoje powiedziała i nic już więcej nie ma nam do powiedzenia.

>(wszystkie cytaty pochodzą z jej dzieła pt. Byt skończony a byt wieczny); dla analizy antropologicznej przeprowadzonej przez Edytę Stein kluczowe są pojęcia: Ja, dusza, duch i osoba:
W niewielkim stopniu jestem zainteresowany historią filozofii - tylko na tyle na ile jest koniecznym do uprawiania filozofii, a już zupełnie nie jestem zainteresowany polemizowaniem z drugo, czy trzeciorzędnymi myślicielami, którzy już się bronić nie mogą.

Napisałem: Jak na razie jest to tylko Pańska wiara w istnienie "duszy", którą dzieli Pan z wieloma ludźmi. Prawdą to będzie, gdy ktoś przedstawi naukowy dowód na jej istnienie. Warto by to zacząć od przedstawienia definicji.
Mnie interesuje tu Pański racjonalnie uzasadniony pogląd. Chyba, że napisze Pan tak - to jest pogląd Edyty Stein (czy innego Franka), z którym całkowicie się zgadzam i zamierzam go tu bronić.
W przeciwnym razie zdecydowanie wybieram lekturę innych - moim zdaniem zdecydowanie lepszych - historyków filozofii. Choćby i osławionego, lecz mocno przereklamowanego Władysława Tatarkiewicza.

Miłego dnia.

@@@
.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Byłbym zarozumiały, gdybym twierdził, że jestem w stanie obronić lub obalić koncepcje najwybitniejszych filozofów, zwłaszcza Husserla i jego uczniów. To, co Edyta Stein napisała o duchowych aspektach natury ludzkiej, wydaje mi się bliskie prawdy i wciąż aktualne - i uważam, że warto o tym rozmawiać.
20-08-2012 10:56 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)
>Byłbym zarozumiały, gdybym twierdził, że jestem w stanie obronić lub obalić koncepcje najwybitniejszych filozofów, zwłaszcza Husserla i jego uczniów. To, co Edyta Stein napisała o duchowych aspektach natury ludzkiej, wydaje mi się bliskie prawdy i wciąż aktualne - i uważam, że warto o tym rozmawiać.
Ale jak chcesz rozmawiać skoro tylko cytujesz i nie potrafisz przedstawić własnego zdania?!
Prezentujesz tu następne bezrozumne, tego samego pochodzenia co wiara zakażenie - gust.
Bieleckiemu się podoba i Bielecki przedstawia choć Bielecki nie potrafi własnego gustu i własnej wiary skutecznie zareklamować. Jeśli idziesz śladami wujka Goebbelsa to mylisz się - głupota powtarzana po wielokroć jest tylko wielokroć bardziej wkurzająca. Oczywiście w gronie ludzi racjonalnie myślących, baranki kościelne w swej masie łykną wszystko jak leci.

Jeżeli bełkot Stein wydaje Ci się bliski prawdy to daruj sobie to wydawanie się i pomyśl co się do Ciebie mówi o tym jak jest.
A jeśli masz kompulsywna potrzebę mówienia o tym to o tym mów, ale mów konkretnie: jaka jest prawda, jaka metodą oceniasz odległość od prawdy bełkotu Stein, bo np. moim zdaniem wszystko co nie jest prawdą jest mało warte. A na pewno bezwartościowe jako opis świata rzeczywistego.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
20-08-2012 11:57 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Byłbym zarozumiały, gdybym twierdził, że jestem w stanie obronić lub obalić koncepcje najwybitniejszych filozofów, zwłaszcza Husserla i jego uczniów.
Ten uczeń jest wart swego mistrza, który go przewyższy. Jak można w ogóle zestawiać Edytę Stein z Husserlem. Gdy sobie przypominam moich mistrzów, to najpierw urósł bym z dumy jak balon, a później jednak pękł ze wstydu, że tak dalece im nie dorównuję.
Uprawianie humanizmu, a szczególnie filozofowanie polega Mój Panie na (przemyśleniach i ) przytaczaniu wypowiedzi (myśli) rożnych mędrców oraz wyrażaniu swojego stosunku do nich. Na przykład wyżej odwołałem się do wypowiedzi profesora Chwedeńczuka i jestem jej w stanie bronić, jak gdyby to moja myśl była. Wiem, że ludzi mądrych bardzo wielu było i wiele mądrości wytworzyli. Warto je krytyczne analizować i mieć do nich swój osobisty stosunek. Uczyć się od wszystkich, ale nie uznawać żadnych autorytetów dla autorytetu i nie wierzyć z założenia nikomu.

Tak, proszę Szanownego Pana, jestem człowiekiem bardzo zarozumiałym, gdyż kieruję się własnym rozumem, w oparciu o dorobek ludzkości. Na szczęście choć nas mało, to nie jestem w tym podejściu intelektualnym jedynym.

>To, co Edyta Stein napisała o duchowych aspektach natury ludzkiej, wydaje mi się bliskie prawdy i wciąż aktualne - i uważam, że warto o tym rozmawiać.
Zupełnie odwrotnie jak ja, ale ja mam świadomość, iż nie ma jej miedzy nami od 1942 roku i bronić się nie może (nie może też zmienić swoich wielce już zdezaktualizowanych poglądów). Dlatego wszelka dyskusja z nią jest bezsensowną. Natomiast dyskusja z kimś, kto powie, że np św. Augustyn - w tym a tym stwierdzeniu - miał rację i on gotów tej racji bronić - sens mieć może.

A więc jeszcze raz powtórzę:
Niech Pan nie zwala na Edytę Stein własnych niedostatków w sensownym (racjonalnym) wywodzie. Czy naprawdę ma Pan aż tak zamknięty umysł, iż nie potrafi zrozumieć tego co piszę. To możliwe, ale trudne do uwierzenia.

Miłego dnia.

@@@
.
20-08-2012 13:31 
 Ocena-1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>To, co Edyta Stein napisała o duchowych aspektach natury ludzkiej, wydaje mi się bliskie prawdy i wciąż aktualne - i uważam, że warto o tym rozmawiać.
>Zupełnie odwrotnie jak ja, ale ja mam świadomość, iż nie ma jej miedzy nami od 1942 roku i bronić się nie może (nie może też zmienić swoich wielce już zdezaktualizowanych poglądów). Dlatego wszelka dyskusja z nią jest bezsensowną.
>Niech Pan nie zwala na Edytę Stein własnych niedostatków w sensownym (racjonalnym) wywodzie. Czy naprawdę ma Pan aż tak zamknięty umysł, iż nie potrafi zrozumieć tego co piszę. To możliwe, ale trudne do uwierzenia.

Mimo że Pańska wypowiedź została sformułowana w niezbyt kulturalny sposób, spróbuję kontynuować ten dialog. (Gdybym chciał Panu odpowiedzieć w Pańskim stylu, powinienem napisać: "Naprawdę nie rozumie Pan prostych tekstów? To nie tylko możliwe, ale też łatwe do uwierzenia. Powtarzam zatem moją wypowiedź w formie łopatologicznej: ZGADZAM SIĘ Z EDYTĄ STEIN.")

Otóż filozoficzne analizy spraw duchowych w zasadzie się nie dezaktualizują, a już na pewno nie w skali dziesiątków lat. Zatem upływ czasu nie jest żadnych argumentem przeciwko aktualności poglądów Edyty Stein w kwestii duchowych aspektów natury ludzkiej. Uważam je za bliskie prawdy - do tego stopnia, że jestem gotów uznać je za swoje, przynajmniej na potrzeby tej rozmowy.
20-08-2012 15:24 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>Niech Pan nie zwala na Edytę Stein własnych niedostatków w sensownym (racjonalnym) wywodzie. Czy naprawdę ma Pan aż tak zamknięty umysł, iż nie potrafi zrozumieć tego co piszę. To możliwe, ale trudne do uwierzenia.
>Mimo że Pańska wypowiedź została sformułowana w niezbyt kulturalny sposób, spróbuję kontynuować ten dialog. (Gdybym chciał Panu odpowiedzieć w Pańskim stylu, powinienem napisać: "Naprawdę nie rozumie Pan prostych tekstów? To nie tylko możliwe, ale też łatwe do uwierzenia. Powtarzam zatem moją wypowiedź w formie łopatologicznej: ZGADZAM SIĘ Z EDYTĄ STEIN.")
No cóż, skoro intelektualny bełkot (z punktu widzenia współczesnej nauki) nazywa Pan "prostym tekstem", to rzeczywiście niewiele rozumiem, gdyż w mojej ocenie przekracza to możliwości racjonalnego rozumienia. Ale ponieważ Pan napisał: ZGADZAM SIĘ Z EDYTĄ STEIN, to poproszę o dalsze wyjaśnienia. (Oczywiście racjonalistyczne, a nie z punktu widzenia teologii, czy filozofii katolickiej). Nie podejmuję się dyskutować z czyjąś wiarą, gdyż wiem, że wierzącego nikt nie jest w stanie przekonać, "że białe jest białe, a czarne jest czarne" - skoro on wierzy inaczej.

(Tekst Pani Stein w purpurze.)
"Ja, dusza, duch, osoba - wszystko to łączy się ze sobą wewnętrznie, a przecież każde słowo ma tu swoje wewnętrzne znaczenie nie pokrywające się ze znaczeniem drugiego".
Poproszę o naukowe definicje, (z którymi Pan się zgadza) "ja", "dusza", "duch", "osoba"? Jakie każde z tych słów ma "wewnętrzne znaczenie" i jak to wszystko "łączy się ze sobą wewnętrznie"?

>Analiza Edyty Stein nie ogranicza się zatem do duszy i ciała jako dwóch składników bytu ludzkiego - idzie dalej i wskazuje na różne wymiary ludzkiego bytu.
A skąd ona tą "duszę" sobie wydumała, jakie badania potwierdzają istnienie czegoś takiego?

"Przez Ja rozumiem byt, którego istnieniem jest życie (mianowicie życie nie w znaczeniu kształtowania materii, lecz jako rozwój Ja w istnieniu z niego samego wypływającym) i który w tym istnieniu uświadamia sobie sam siebie.... Ja nie jest równoznaczne z duszą ani z ciałem. «Mieszka» ono w ciele i w duszy, obecne w każdym punkcie, niejako obecne i żywe coś odczuwa... Ponieważ do Ja przynależą, «jego» ciało i «jego» dusza, przeto określenie Ja rozciąga się także na całego człowieka... Czuwające i świadome Ja jest drogą do duszy i jej ukrytego życia, podobnie jak do ciała i jego ukrytego życia wiedzie życie zmysłowe...".
No cóż dla Pana to tekst prosty, a dla mnie religijny bełkot chorego umysłu (i na nic tu cała grzeczność, gdy rzeczy należy nazywać po imieniu). Nauka nie zna żadnej formy życia, która nie byłaby z materią związane. Życie jest jedną z form istnienia materii. Jakie "ja" w jakiej "duszy"? W "każdym punkcie", to jak z procesem wydalania? "Ja" nie jest spożywane, ale jest wydalane?
Czy dalej rozkładać na czynniki pierwsze ten mętny (nic nie znaczący od strony nauki) wywód?

"Gdy Ja wyjdzie z pierwotnego przeżycia i uczyni je obiektem (przedmiotem), pierwotna świadomość staje się spostrzeganiem siebie albo spostrzeganiem wewnętrznym... Przez osobę rozumieliśmy Ja świadome i wolne". "Jako forma ciała zajmuje dusza pośrednie stanowisko między duchem a materią, właściwe dla formy rzeczy materialnych. Jako «duch» ma dusza swój byt «w sobie» i może się w osobistej wolności wznieść ponad siebie i przyjąć w siebie życie wyższe. Wypromieniowuje ona swą istotę nie tylko nieświadomie i mimowolnie - w każdym istnieniu duchowym, które przysługuje także niższym stworzeniom - lecz w swej działalności duchowej z całą wolnością osobistą wychodzi z siebie. Jak już podkreśliliśmy, nic chcemy przez to powiedzieć, jakoby w człowieku istniał duch obok duszy. Jedna dusza duchowa (Geistseele) rozwija w wieloraki sposób swe istnienie. Podziału na ciało, duszę i ducha nie należy też brać w sensie podziału na ducha (mens) i zmysłowość, czyli na wyższą i niższą «część» duszy, ani - biorąc pod uwagę samą «część» wyższą - na ducha (rozum, intellectus) jako władzę poznawczą i na wolę. Dusza jest duchem (spiritus) według swej najbardziej wewnętrznej istoty, będącej podstawą jej wszystkich sił".
Jak "ja" wychodzi i już popatrzy z zewnątrz, to czy z powrotem wchodzi aby popatrzeć wewnątrz? "Dusza"(?) jest formą ciała zajmującą stanowisko pośrednie pomiędzy "duchem"(?) a "materią"(?)? I tak dalej i tak dalej. I Pan to rozumie? No cóż daleko mi do Pana i do Pani Stein. Dla mnie jest to przykład całkowicie bezsensownego tekstu, w którym filozoficzno-teologicznym wielosłowiem pokrywa się gonitwę myśli i intelektualną pustkę.

>Otóż filozoficzne analizy spraw duchowych w zasadzie się nie dezaktualizują, a już na pewno nie w skali dziesiątków lat. Zatem upływ czasu nie jest żadnych argumentem przeciwko aktualności poglądów Edyty Stein w kwestii duchowych aspektów natury ludzkiej. Uważam je za bliskie prawdy - do tego stopnia, że jestem gotów uznać je za swoje, przynajmniej na potrzeby tej rozmowy.
Szanowny Panie Marku, w drugiej połowie XX wieku pojawiła się kognitywistyka - dziedzina nauki zajmująca się zjawiskami dotyczącymi działania umysłu, w szczególności ich modelowaniem. Na jej określenie używane są też pojęcia: nauki kognitywne (ang. Cognitive Science) bądź nauki o poznaniu. Mamy w Polsce wspaniałego uczonego zajmującego się tą problematyką - profesora Ducha. Nie sposób już nic sensownego powiedzieć o naszym człowieczeństwie bez znajomości tej problematyki. Co bardziej sensowni katolicy już zrozumieli i próbują to jakoś przetrawić: Łukasz Kurek inni nadal tkwią w XIX wieku.

Miłego dnia.

@@@
.
22-08-2012 00:07 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Poproszę o naukowe definicje, (z którymi Pan się zgadza) "ja", "dusza", "duch", "osoba"? Jakie każde z tych słów ma "wewnętrzne znaczenie" i jak to wszystko "łączy się ze sobą wewnętrznie"?

Ponieważ przez "naukę" rozumie Pan "nauki przyrodnicze", od razu uprzedzam, że omawiane zagadnienia nie należą do zakresu kompetencji nauk przyrodniczych. Jesteśmy na terenie filozofii, a nie nauk przyrodniczych.

Przeprowadzona przez Edytę Stein analiza fenomenologiczna odsłoniła poszczególne elementy ("warstwy"), które tworzą całość bytu ludzkiego. Pierwszy element to nasze indywidualne "Ja" - ostateczny podmiot wszystkich spełnianych przez nas aktów. To czyste "Ja" jest uchwytne w aktach świadomości, uświadamia sobie swoje własne istnienie (w niższej formie niejasnego odczuwania zmysłowego lub w wyższej formie rozbudzonej świadomości).

Osoba - to "Ja" świadome i wolne. Wolne - to znaczy: "będące panem własnych czynów", określające swoje życie w formie wolnych aktów.

Akty naszego świadomego "Ja" są powiązane ze sobą inaczej niż zdarzenia w świecie materialnym - łączą się one ze sobą związkami motywacyjnymi, tzn.: jeden akt wynika z racji, z powodu drugiego. Akty dokonywane przez nasze świadome "Ja" zawierają sens, który sprawia, że nie następują one jeden po drugim w sposób przypadkowy, ale zgodnie z tym sensem. Wskazuje to na istnienie w człowieku sfery, która nie podlega prawom świata materialnego. Tę sferę określa się jako sferę duchową - dzięki niej człowiek jest osobą i jego życie różni się istotowo od życia zwierząt.

Na istnienie sfery duchowej w człowieku wskazuje także przeżywanie przez człowieka wartości - istniejących w inny sposób niż materialne przedmioty. Poznanie i przeżywanie wartości dokonuje się nie tylko w sferze intelektualnej - angażuje się w to cała osoba. Dlatego istnieje wyraźny związek pomiędzy przeżywanymi wartościami, a strukturą przeżywającej je osoby. Duchowe wnętrze danej osoby można więc poznać przez uchwycenie przeżywanych przez nią wartości.

Dusza pośredniczy pomiędzy duchem a ciałem - w niej splatają się ze sobą sfera duchowa i zmysłowa. Ciało, dusza i sfera duchowa nie są od siebie oddzielone i odizolowane - wiążą się one ze sobą i wzajemnie przenikają. Dlatego akty człowieka - akty świadomego i wolnego "Ja" - mają jednocześnie swój wymiar cielesny, psychiczny i duchowy. Osoba poprzez działanie wywiera kształtujący wpływ zarówno na ciało, jak i na duszę.
22-08-2012 02:09 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Ponieważ przez "naukę" rozumie Pan "nauki przyrodnicze",
Bielecki wyrokujący co kto rozumie to istne pomieszane z poplątaniem. Naprawdę wcale nie czujesz jak się ośmieszasz?

>od razu uprzedzam, że omawiane zagadnienia nie należą do zakresu kompetencji nauk przyrodniczych. Jesteśmy na terenie filozofii, a nie nauk przyrodniczych.
Się znaczy nie występują w przyrodzie? Ani "duch", ani "dusza", ani "osoba"...? Nie zapędziłeś się zanadto?

>Pierwszy element to nasze indywidualne "Ja" - ostateczny podmiot wszystkich spełnianych przez nas aktów.
A inne elementy czy warstwy

>Osoba - to "Ja" świadome i wolne. Wolne - to znaczy: "będące panem własnych czynów", określające swoje życie w formie wolnych aktów.
To jest jeszcze "ja" nieświadome i niewolne, ale to nie jest "osoba"? I czy to w ogóle coś znaczy?

>Wskazuje to na istnienie w człowieku sfery, która nie podlega prawom świata materialnego.
Na pewno nie wskazuje "sfery duchowej" poprzedzający to wyrażenie bełkot, a już zupełnie nie wiadomo w jaki sposób ta sfera miałaby być wolna od podległości prawom świata materialnego...

>Na istnienie sfery duchowej w człowieku wskazuje także przeżywanie przez człowieka wartości - istniejących w inny sposób niż materialne przedmioty.
Ja piórkuję! Nobel jak obszył!

>Poznanie i przeżywanie wartości dokonuje się nie tylko w sferze intelektualnej - angażuje się w to cała osoba.
To osoba istnieje także poza sferą intelektualną. To ta sama osoba, której ... hmmm... definicję podawałeś wcześniej....?

>Dlatego istnieje wyraźny związek pomiędzy przeżywanymi wartościami, a strukturą przeżywającej je osoby. Duchowe wnętrze danej osoby można więc poznać przez uchwycenie przeżywanych przez nią wartości.
Ja piórkuję! Nobel koniecznie!

>Dusza pośredniczy pomiędzy duchem a ciałem - w niej splatają się ze sobą sfera duchowa i zmysłowa.
Zara, zara... proszone było o definicje "duszy" i "ducha" także samo. To że niewiadomoco pośredniczy niewiadomojak między innymniewidomoczym a ciałem to może wystarczać dla jakiego fizyka otumanionego katechetą w tym samym umyśle, ale dla wielu na tym portalu może być mocno niewystarczające.

>Ciało, dusza i sfera duchowa nie są od siebie oddzielone i odizolowane - wiążą się one ze sobą i wzajemnie przenikają.
Ale co i jak?! Konkretnie!

>Dlatego akty człowieka - akty świadomego i wolnego "Ja" - mają jednocześnie swój wymiar cielesny, psychiczny i duchowy. Osoba poprzez działanie wywiera kształtujący wpływ zarówno na ciało, jak i na duszę.
Ręce opadają.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
22-08-2012 10:30 
 Ocena-1 na 5
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
W ramach ćwiczenia się w cierpliwości odpowiadam poniżej na Twoje zbiory liter:

>>Ponieważ przez "naukę" rozumie Pan "nauki przyrodnicze",
>Bielecki wyrokujący co kto rozumie to istne pomieszane z poplątaniem. Naprawdę wcale nie czujesz jak się ośmieszasz?
Cytuję opinię mojego interlokutora z innych wpisów.
Twój wpis faktycznie ma związek ze zjawiskiem ośmieszania się.

>>od razu uprzedzam, że omawiane zagadnienia nie należą do zakresu kompetencji nauk przyrodniczych. Jesteśmy na terenie filozofii, a nie nauk przyrodniczych.
>Się znaczy nie występują w przyrodzie? Ani "duch", ani "dusza", ani "osoba"...? Nie zapędziłeś się zanadto?
Wyraziłem się jasno i precyzyjnie. Czy te swoje wpisy robisz w pubie?...

>>Pierwszy element to nasze indywidualne "Ja" - ostateczny podmiot wszystkich spełnianych przez nas aktów.
>A inne elementy czy warstwy
Opisane poniżej.

>>Osoba - to "Ja" świadome i wolne. Wolne - to znaczy: "będące panem własnych czynów", określające swoje życie w formie wolnych aktów.
>To jest jeszcze "ja" nieświadome i niewolne, ale to nie jest "osoba"? I czy to w ogóle coś znaczy?
Nie - "Ja" jest świadome i wolne. Tak, znaczy.

>>Wskazuje to na istnienie w człowieku sfery, która nie podlega prawom świata materialnego.
>Na pewno nie wskazuje "sfery duchowej" poprzedzający to wyrażenie bełkot, a już zupełnie nie wiadomo w jaki sposób ta sfera miałaby być wolna od podległości prawom świata materialnego...
Tak to wygląda z perspektywy pubu.

>>Na istnienie sfery duchowej w człowieku wskazuje także przeżywanie przez człowieka wartości - istniejących w inny sposób niż materialne przedmioty.
>Ja piórkuję! Nobel jak obszył!
Już późno, czas do domu.

>>Poznanie i przeżywanie wartości dokonuje się nie tylko w sferze intelektualnej - angażuje się w to cała osoba.
>To osoba istnieje także poza sferą intelektualną. To ta sama osoba, której ... hmmm... definicję podawałeś wcześniej....?
Tak.

>>Dlatego istnieje wyraźny związek pomiędzy przeżywanymi wartościami, a strukturą przeżywającej je osoby. Duchowe wnętrze danej osoby można więc poznać przez uchwycenie przeżywanych przez nią wartości.
>Ja piórkuję! Nobel koniecznie!
Naprawdę już czas do domu...

>>Dusza pośredniczy pomiędzy duchem a ciałem - w niej splatają się ze sobą sfera duchowa i zmysłowa.
>Zara, zara... proszone było o definicje "duszy" i "ducha" także samo. To że niewiadomoco pośredniczy niewiadomojak między innymniewidomoczym a ciałem to może wystarczać dla jakiego fizyka otumanionego katechetą w tym samym umyśle, ale dla wielu na tym portalu może być mocno niewystarczające.
Jeśli będzie niewystarczające, będziemy rozmawiać dalej. Trudno w forumowym wpisie skompresować cały traktat filozoficzny.

>>Ciało, dusza i sfera duchowa nie są od siebie oddzielone i odizolowane - wiążą się one ze sobą i wzajemnie przenikają.
>Ale co i jak?! Konkretnie!
Na przykład tak: Twój duch ochoczy, ale ciało słabe - i już by się chciało iść spać...

>>Dlatego akty człowieka - akty świadomego i wolnego "Ja" - mają jednocześnie swój wymiar cielesny, psychiczny i duchowy. Osoba poprzez działanie wywiera kształtujący wpływ zarówno na ciało, jak i na duszę.
>Ręce opadają.
Nie tylko ręce Ci opadły. Dobrych snów.
23-08-2012 00:20 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)

>Jeśli będzie niewystarczające,

W zupełności wystarczające.

> Trudno w forumowym wpisie skompresować cały traktat filozoficzny.

Nie sądzę - powyżej przecież czytam:

Cytat:
Niewiadomoco pośredniczy niewiadomojak między innymniewidomoczym a ciałem


Jak dla mnie może być. Tak, ja też z pubu ale:

1. piwo to wiadomo co,
2. pośredniczy wiadomo jak,
3. czego to tam nie da się zobaczyć,
4. a ciałem - własnym bądź cudzym.

Rano kac co prawda ale przechodzi - wiadomo jak. Po czym czytam :

Cytat:
Niewiadomoco pośredniczy niewiadomojak między innymniewidomoczym a ciałem


I w podskokach do pubu.
22-08-2012 11:01 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Poproszę o naukowe definicje, (z którymi Pan się zgadza) "ja", "dusza", "duch", "osoba"? Jakie każde z tych słów ma "wewnętrzne znaczenie" i jak to wszystko "łączy się ze sobą wewnętrznie"?
>Ponieważ przez "naukę" rozumie Pan "nauki przyrodnicze", od razu uprzedzam, że omawiane zagadnienia nie należą do zakresu kompetencji nauk przyrodniczych. Jesteśmy na terenie filozofii, a nie nauk przyrodniczych.
Tak, zdecydowanie przez naukę rozumiem, głównie nauki przyrodnicze (science), dlatego podałem Panu cytat pani Szczerbińskiej "Nauka poszukuje filozofii, gdy dociera do granic swoich możliwości, filozofia poszukuje nauki, aby nie stać się oderwaną od świata abstrakcją.", z którym Pan zgodził, ale chyba bez przeczytania lub bez zrozumienia tego co ona w swej myśli zawarła.
Pan stara się udowodnić, że współczesne uprawianie filozofii (tak jak i teologii), jako mniemanologii stosowanej jest bezwartościowe. Ja uważam, że jest wartościowym, ale zgodnie z wezwaniem ks. Hellera dziś filozofować można tylko w kontekście nauki i dotyczy to nauk przyrodniczych właśnie.

>Przeprowadzona przez Edytę Stein analiza fenomenologiczna odsłoniła poszczególne elementy ("warstwy"), które tworzą całość bytu ludzkiego.
Nic nie odsłoniła, gdyż Stein nie stosowała metod naukowych tylko filozoficzne i zgodnie z nimi pisała w jej mniemaniu rzeczy prawdziwe, wysuwając argumenty broniące jej teorii i obalenia teorii innych filozofów. (Czyli stosowała mniemanologię.)

>Pierwszy element to nasze indywidualne "Ja" - ostateczny podmiot wszystkich spełnianych przez nas aktów. To czyste "Ja" jest uchwytne w aktach świadomości, uświadamia sobie swoje własne istnienie (w niższej formie niejasnego odczuwania zmysłowego lub w wyższej formie rozbudzonej świadomości).
Pan dalej swoje - czyli powtarza gdybologię Stein. Zdecydowanie ciekawszymi (inspirującymi poznawczo) w tych rozważaniach są Freud i Jung. Ale także ich dorobek został zdezaktualizowany w kontekście nauki. Mogę polecić książki naukowe poświęcone, badaniom nad umysłem, ale jest znakomity filozof opierający swój dorobek na nauce Daniel_Dennett. Poleciłem Panu też refleksję nad twierdzeniami J. C. Ecclesa , z którego spekulacjami się nie zgadzam, ale to uczony i spekuluje tam, gdzie jego zdaniem nauka jeszcze nie ma odpowiedzi.

Panie Marku, może Pan cytować kogo Pan zapragnie, podsyłać ciekawe linki, odsyłać do ciekawej literatury, ale na naszym forum wymagane jest samodzielne myślenie. My - a ja na pewno - nie uznajemy żadnych argumentów z autorytetu, natomiast autorytetem jest argument - i to nawet wtedy, gdy pochodzi od osoby pozbawionej zupełnie autorytetu.

Mam wielki szacunek dla dawnych mędrców (także religijnych, gdyż każdy może przetwarzać tylko dostępną mu wiedzę)
Gdzieś tam w zamierzchłej przeszłości pierwsze systemy światopoglądowe budowali ówcześni mędrcy - szamani, czarownicy i magowie. Później wraz ze wzrostem złożoności stosunków społecznych powstawały coraz bardziej skomplikowane religijne kosmogonie (ideologiczne nadbudowy ziemskich struktur politycznych) przedstawiane przez proroków i kapłanów. Miłośnicy mądrości, filozofowie zastanawiali się nad tym co jest bytem, a co nim nie jest i jakie są przyczyny jego istnienia? Nad stosunkiem ducha do materii i nad tym co jest pierwotne? Nad możliwościami poznania świata - podstawowymi pojęciami, strukturą i rolą wiedzy ludzkiej - oraz zasadami kierującymi tym wszystkim? Większość z nich swoje przemyślenia zapisywało, dzięki czemu teraz mamy do dyspozycji przeogromne zbiory. Wykorzystując je możemy dążyć szlakami wytyczonymi dla nas przez prekursorów lub po przeprowadzeniu analiz, syntez i wyborów pójść własną drogą.

Nie wolno zapominać przy tym, że profetyczne wizje i intelektualne hipotezy myślicieli weryfikowała biegnąca równolegle praktyczna działalność człowieka. A także o tym, że choć ten bieg był równoległy to nigdy nie prowadził on po liniach prostych, a raczej przypominał wznoszącą się spiralę i jeszcze do tego często wyczyniał skomplikowane łamańce. Od początków istnienia homo sapiens, na przestrzeni wielu wieków wyniki rozumowania poddawane były ostrym kryteriom praktyki, co pozwalało na stały przyrost empirycznego poznania, a w konsekwencji na coraz lepsze zrozumienie otaczającej rzeczywistości. I dlatego - pomimo tego, że znakomita większość ludzkości opierała swą wiedzę ogólną na wierze (w całym bogactwie różnorodności religii i czczonych bogów) i czasowych zwycięstw różnych ideologii - w dłuższej perspektywie zawsze wygrywa nauka.

Dziś stoimy na najwyższym (z dotychczasowych, gdyż stale następuje przyrost) naukowym poziomie poznania zasad rządzących wszechświatem. Równocześnie następuje stały wzrost poziomu technologicznego (w tym budowy nowych narzędzi poznawczych) będącego wynikiem sprzężenia zwrotnego pomiędzy teorią a praktyką. Dlatego też, pomimo świadomości uczonych o istniejącym nadal ogromie ich niewiedzy, obszary dla bytów (szczególnie tych inteligentnych) istniejących poza możliwościami ludzkiego zrozumienia i poznania kurczą się gwałtownie.
Por: "Bóg luk".
Ale dziś żyjemy w XXI wieku i żadne zabiegi fideistów nie cofną nam dorobku nauki. Każdy, kto ma sprawny umysł musi się z nimi liczyć i uwzględniać, to we wszystkich swoich stwierdzeniach.

Miłego dnia.

@@@
.
23-08-2012 01:46 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
>>Poproszę o naukowe definicje, (z którymi Pan się zgadza) "ja", "dusza", "duch", "osoba"? Jakie każde z tych słów ma "wewnętrzne znaczenie" i jak to wszystko "łączy się ze sobą wewnętrznie"?
>Ponieważ przez "naukę" rozumie Pan "nauki przyrodnicze", od razu uprzedzam, że omawiane zagadnienia nie należą do zakresu kompetencji nauk przyrodniczych. Jesteśmy na terenie filozofii, a nie nauk przyrodniczych.
Niezły chwyt, gdyby nie to, że nauki przyrodnicze zajmują się dokładnie wszystkim - całą rzeczywistością, choć istotna jest stosowana przez nie metodologia weryfikacji hipotez.

Z filozofią, natomiast, to już bywa różnie - a w zasadzie jest wręcz dokładnie odwrotnie, niż w nauce - w jej ramach bardzo rzadko można dojść do jakichś zweryfikowanych ustaleń.

Tak, istnieją pytania, na które nauka (na razie) nie udzieliła odpowiedzi i wcale nie jest pewne, czy je kiedykolwiek udzieli. Właśnie na tym polu niewiedzy popisać się można wielce filozoficznymi lub teologicznymi spekulacjami.

Rzeczywiście istnieje dość znaczna, jakościowa różnica pomiędzy treściami w umyśle (np. konkretnymi myślami) a fizyczno-chemicznymi procesami przebiegającymi w mózgu. Na razie trudno odnaleźć w przyrodzie (a nawet w mózgu i neuronach) pojęcia, znaczenia i idee. Gdy dodać do tego subiektywne doświadczenie własnej umysłowości, to teza duszy wydaje się być rzeczywiście ponętna. Szkoda, że nikomu nie udało się jej potwierdzić.

Porównaj to do postępów na gruncie np. neurochirurgii. W tej dziedzinie jak na dłoni widać jak bardzo umysł (całość zjawisk psychicznych - a możesz to też nazywac "duszą") jest powiązany z mózgiem.
Pan Andrzej podawał Ci linki do materiałów o kognitywistyce. Dzisiaj to jest przyszłość.

Wiele mądrości i inspiracji możemy czerpać z filozoficznych przemyśleń tych myślicieli, którzy znają się na człowieku. Życie toczy się przede wszystkim w naszej świadomości, więc może to niegłupie, by od niej zacząć.

Warto jednak zastanowić się nad tym, co chcemy w danym momencie osiągnąć. Jeśli ma to być stan relaksacji - to istnieją pewne techniki (a za wstępną inspiracje mogą nawet służyć symbole religijne). Jeśli ma to być udany dialog, to warto chociażby zdefiniować podstawowe pojęcia. Jeśli natomiast ma to być weryfikowalna wiedza o obiektywnie istniejącym świecie - to nie ma innej drogi, niż ta naukowa.

Natomiast nie da się zweryfikować wiedzy nienaukowej wynikającej z mniej lub bardziej artystycznych wizji - pochodzących z samych tylko subiektywnych wrażeń i odczuć, które mogą wszak dotyczyć całego wszechświata i jego rzekomych przyczyn i tu i w innych miejscach ostro kolidować z nauką.

Sądzę, że z nauką koliduje też pogląd, jakoby umysł w jakiejkolwiek części nie wynikał z pracy mózgu. Dusza to czysta spekulacja. Bóg również.
Obydwa te pojęcia mogą być wielu ludziom pomocne przy kształtowaniu własnej wizji życiowej. Tylko czy my chcemy rozmawiać o wizjach, czy o tym, co istnieje obiektywnie?

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
23-08-2012 12:03 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> nauki przyrodnicze zajmują się dokładnie wszystkim - całą rzeczywistością,
Nie. Przede wszystkim nauki przyrodnicze nie zajmują się (bo nie są w stanie się zająć) Bogiem. Oczywiście, niektórzy będą twierdzić, że Bóg nie istnieje, więc nie ma się czym zajmować. Jest to jednak teza, która nie należy do nauk przyrodniczych. Jeżeli mówimy o wszystkich hipotetycznych bytach, to nauki przyrodnicze zajmują się tylko częścią tych bytów.

>Rzeczywiście istnieje dość znaczna, jakościowa różnica pomiędzy treściami w umyśle (np. konkretnymi myślami) a fizyczno-chemicznymi procesami przebiegającymi w mózgu. Na razie trudno odnaleźć w przyrodzie (a nawet w mózgu i neuronach) pojęcia, znaczenia i idee. Gdy dodać do tego subiektywne doświadczenie własnej umysłowości, to teza duszy wydaje się być rzeczywiście ponętna. Szkoda, że nikomu nie udało się jej potwierdzić.
Moim zdaniem naukom przyrodniczym nigdy nie uda się potwierdzić istnienia żadnego bytu niematerialnego, bo nie jest to możliwe. Jeżeli nauki przyrodnicze są w stanie potwierdzić istnienie jakiegoś bytu, to znaczy, że należy on do świata materii.

>Porównaj to do postępów na gruncie np. neurochirurgii. W tej dziedzinie jak na dłoni widać jak bardzo umysł (całość zjawisk psychicznych - a możesz to też nazywac "duszą") jest powiązany z mózgiem.
Jestem fanem nauk przyrodniczych i bardzo mnie cieszą postępy badań nad mózgiem. Tyle że nie prowadzą one do badania duszy, lecz tylko - do badania materialnego podłoża, z którym dusza pozostaje w pewnych relacjach. Te relacje też prawdopodobnie nie poddają się badaniu nauk przyrodniczych.

>Warto jednak zastanowić się nad tym, co chcemy w danym momencie osiągnąć.
>Jeśli natomiast ma to być weryfikowalna wiedza o obiektywnie istniejącym świecie - to nie ma innej drogi, niż ta naukowa.
W historii człowieka ciągle chodzi o to samo - człowiek zadaje sobie pewne pytania i szuka na nie odpowiedzi. I zazwyczaj tylko niektóre z tych pytań (i to wcale nie te, które człowiek uważa za najważniejsze) mają związek z wiedzą weryfikowalną w rozumieniu nauk przyrodniczych.

>Sądzę, że z nauką koliduje też pogląd, jakoby umysł w jakiejkolwiek części nie wynikał z pracy mózgu. Dusza to czysta spekulacja. Bóg również.
>Obydwa te pojęcia mogą być wielu ludziom pomocne przy kształtowaniu własnej wizji życiowej. Tylko czy my chcemy rozmawiać o wizjach, czy o tym, co istnieje obiektywnie?
Tylko to, co istnieje obiektywnie, jest ciekawe. Ale nie wszystko, co istnieje obiektywnie, jest weryfikowalne metodami nauk przyrodniczych.
Moim zdaniem, oczywiście.
23-08-2012 12:42 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)
>> nauki przyrodnicze zajmują się dokładnie wszystkim - całą rzeczywistością,
>Nie. Przede wszystkim nauki przyrodnicze nie zajmują się (bo nie są w stanie się zająć) Bogiem.
Z oczywistych względów.
>Oczywiście, niektórzy będą twierdzić, że Bóg nie istnieje, więc nie ma się czym zajmować.

>Jest to jednak teza, która nie należy do nauk przyrodniczych. Jeżeli mówimy o wszystkich hipotetycznych bytach, to nauki przyrodnicze zajmują się tylko częścią tych bytów.
Zgadza się. Resztą zajmuje się bajkopisarstwo i gatunek fantasy, a czasem też filozofia i teologia.
>Moim zdaniem naukom przyrodniczym nigdy nie uda się potwierdzić istnienia żadnego bytu niematerialnego, bo nie jest to możliwe. Jeżeli nauki przyrodnicze są w stanie potwierdzić istnienie jakiegoś bytu, to znaczy, że należy on do świata materii.
Zdaje mi się, że odkrywasz Amerykę przykrytą ścierką do kurzu na globusie...
Jeśli nauki przyrodnicze nie są w stanie potwierdzić istnienia jakiegokolwiek bytu, to jest on wytworem fantazji.
>nie wszystko, co istnieje obiektywnie, jest weryfikowalne metodami nauk przyrodniczych.
>Moim zdaniem, oczywiście.
Moim zdaniem jeśli coś istnieje obiektywnie (nie jest projekcją mojego mózgu), to powinno być weryfikowalne. Jeśli, dajmy na to, pani Ziuta twierdzi, że na działce jej sąsiadki mieszka smok i zieje ogniem, to należałoby tego smoka obejrzeć, pomacać, a w najgorszym przypadku zarejestrować termometrem skok temperatury w momencie ziania. Inaczej smok jest wytworem imaginacji pani Ziuty, że się wyrażę delikatnie. Toż samo dotyczy Boga, duszy i reszty bytów istniejących nieobiektywnie, czyli hipotetycznych w najwyższym możliwym stopniu. Filozofia i teologia dowodzi wyłącznie istnienia konstruktów myślowych o powyższych nazwach, a nie obiektywnych bytów.
Pozdrawiam
23-08-2012 13:46 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
No cóż, zaprezentowałaś pewien pogląd filozoficzny...

Będziesz być może twierdzić, że wcale nie filozoficzny, tylko racjonalny.

Ale to też będzie pogląd filozoficzny...
23-08-2012 16:30 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>No cóż, zaprezentowałaś pewien pogląd filozoficzny...
Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel, II, 3: "Gdyby więc komuś opowiadano o rzeczach, których nigdy nie znał i nie widział im podobnych, nie więcej będzie o nich wiedział niż gdyby o nich mu nic nie mówiono. (...) Taką rolę spełnia wiara wobec duszy, mówiąc nam o rzeczach, których nigdy nie widzieliśmy i nie zrozumieliśmy ani w samych sobie, ani w podobieństwie, bo ich nie mają. Nie mamy więc w wierze światła poznania naturalnego, bo jej prawdy nie są współmierne do żadnego zmysłu. (...) Wszelką wiedzę zdobywa się przez światło rozumu, lecz wiedzę wiary zdobywa się bez światła rozumu (...)"

Pan Marek Bielecki: Jak dla mnie, materiału empirycznego i racjonalnych uzasadnień dla wiary jest aż nadto. Przy czym wiara nie jest prostym skutkiem empirycznych lub racjonalnych uzasadnień - empiria i rozum podprowadzają nas na odległość jednego kroku od wiary, a wtedy pozostaje jeszcze zrobienie "jednego kroku nad przepaścią", który jest aktem czystej wiary.

Otóż filozoficzne analizy spraw duchowych w zasadzie się nie dezaktualizują, a już na pewno nie w skali dziesiątków lat. Zatem upływ czasu nie jest żadnych argumentem przeciwko aktualności poglądów Edyty Stein w kwestii duchowych aspektów natury ludzkiej. Uważam je za bliskie prawdy - do tego stopnia, że jestem gotów uznać je za swoje, przynajmniej na potrzeby tej rozmowy.
www.racjon(*).php/s,511985/z,0/d,18#w515102

Pan Maceox:
>>>> nauki przyrodnicze zajmują się dokładnie wszystkim - całą rzeczywistością,
Pan Marek Bielecki: Nie. Przede wszystkim nauki przyrodnicze nie zajmują się (bo nie są w stanie się zająć) Bogiem. Oczywiście, niektórzy będą twierdzić, że Bóg nie istnieje, więc nie ma się czym zajmować. Jest to jednak teza, która nie należy do nauk przyrodniczych. Jeżeli mówimy o wszystkich hipotetycznych bytach, to nauki przyrodnicze zajmują się tylko częścią tych bytów.

Moim zdaniem naukom przyrodniczym nigdy nie uda się potwierdzić istnienia żadnego bytu niematerialnego, bo nie jest to możliwe. Jeżeli nauki przyrodnicze są w stanie potwierdzić istnienie jakiegoś bytu, to znaczy, że należy on do świata materii.

Jestem fanem nauk przyrodniczych i bardzo mnie cieszą postępy badań nad mózgiem. Tyle że nie prowadzą one do badania duszy, lecz tylko - do badania materialnego podłoża, z którym dusza pozostaje w pewnych relacjach. Te relacje też prawdopodobnie nie poddają się badaniu nauk przyrodniczych.

W historii człowieka ciągle chodzi o to samo - człowiek zadaje sobie pewne pytania i szuka na nie odpowiedzi. I zazwyczaj tylko niektóre z tych pytań (i to wcale nie te, które człowiek uważa za najważniejsze) mają związek z wiedzą weryfikowalną w rozumieniu nauk przyrodniczych.

Tylko to, co istnieje obiektywnie, jest ciekawe. Ale nie wszystko, co istnieje obiektywnie, jest weryfikowalne metodami nauk przyrodniczych.


>Będziesz być może twierdzić, że wcale nie filozoficzny, tylko racjonalny.
U mnie trochę inaczej są to poglądy oparte na dorobku nauki, a racjonalnie jest się na nim opierać.

>Ale to też będzie pogląd filozoficzny...
Z dorobku Kopernika i Darwina coś ogromnie ważnego dla wiedzy o rzeczywistości wynika i trzeba być ogromnie zasklepionym aby tego nie dostrzegać. Filozofowie, którzy tego nie dostrzegli nie warci są poważnego rozpatrywania ich dorobku. Wykonują tylko mielenia archiwów, a im się bardziej nadymają tym mnie ciekawego mają do powiedzenia. Oczywiście w swoich środowiskach mogą być wielcy, jak na przykład "wielki polski filozof" - "Nasz Papież".

------------------------
Panie Marku, czy z tych dyskusji nie wyciąga Pan jednej prawdy, że z wiarą nie można dyskutować, gdyż nikt nas nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne.

Ma Pan rację, że nauki przyrodnicze nie mają dowodu na nieistnienie Boga, czy duszy, a nawet więcej na gruncie nauk przyrodniczych te terminy nie mają żadnego znaczenia. Nikomu jeszcze nawet nie udało się się sensownie zdefiniować co one miałyby znaczyć. Tak, że na - gruncie nauk przyrodniczych - spokojnie może Pan sobie w przeróżne bajki wierzyć, choć mnie i na gruncie nauk społecznych (np szeroko pojętego religioznawstwa) trudno uwierzyć albo w całą światową mitologię, albo w jedyno-prawdziwość mitologi wybranej. Dlaczego buddyści mieliby mieć mniej racji niż chrześcijanie, a ci więcej niż muzułmanie?

Miłego dnia.

@@@
.
24-08-2012 02:25 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Moim zdaniem nauki przyrodnicze mają dowód na nieistnienie duszy, bowiem wszystkie przypisywane jej funkcje spełnia mózg w pełni podatny na materialne wpływy. Podobnie można powiedzieć, iż bóg chrześcijan na 100% nie istnieje. Niemożność 100% odrzucenia przypuszczenia o bogu dotyczy tylko koncepcji deistycznej.
24-08-2012 12:20 
 Ocena-1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Moim zdaniem nauki przyrodnicze mają dowód na nieistnienie duszy, bowiem wszystkie przypisywane jej funkcje spełnia mózg w pełni podatny na materialne wpływy.

Witam, Panie Jacku, po długiej przerwie!

Moim zdaniem przytoczony przez Pana pogląd to materialistyczny przesąd. Gdyby powstał jakiś poświęcony temu osobny wątek, to moglibyśmy o tym porozmawiać szerzej.
24-08-2012 14:24 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dzień dobry! A tam materialistyczny przesąd... Każde uszkodzenie mózgu wywołuje zmiany w psychice nazywanej w dawnych czasach duszą. Obecnie termin "dusza" jest mylący, a w ustach ludzi religijnych, fałszywy. Rozumiem, że chciałby pan być nieśmiertelny, ale nie należy tym chceniem zakłamywać rzeczywistości. To nie jest etyczne i zamyka nam oczy.
24-08-2012 14:57 
 Ocena-1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> Każde uszkodzenie mózgu wywołuje zmiany w psychice nazywanej w dawnych czasach duszą.

Oczywiście, że nie! Kontrprzykład: choroba Parkinsona i Jan Paweł II.

> Obecnie termin "dusza" jest mylący,

To fakt - bo termin ten jest czasem używany w zbyt szerokim zakresie, np. w zastosowaniu do podstawowych funkcji mózgu.

> Rozumiem, że chciałby pan być nieśmiertelny, ale nie należy tym chceniem zakłamywać rzeczywistości. To nie jest etyczne i zamyka nam oczy.

Jeśli ktoś wierzy z niskich pobudek, to lepszy dla niego byłby ateizm (ale "ateizm oczyszczający", o którym pisała Simone Weil, a nie ateizm agresywny).
28-08-2012 01:06 
 Ocena 9 na 9
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie spotkałem się jeszcze z agresywnym ateizmem. Dostrzeganie fałszu wiary to żadna agresja. Tak samo ochrona przed nią ludzi, którzy jej nie chcą. To po prostu widać. Agresją byłoby "grzeczna" obojętność na przemoc i nadużycia popełniane za sprawą tej, czy innej religii.

Kult wokół Jana Pawła II jest w naszym kraju przeogromny, ale nie był on żadnym wielkim myślicielem, nie był też szczególnie etyczny w swoich działaniach. Wręcz przeciwnie - tuszował gwałty na dzieciach, przyczynił się do rozprzestrzeniania się AIDS w Afryce, wspierał polityków - morderców z Południowej Ameryki, czcił pamięć katolickich faszystów i z zbrodniarzy z Chorwacji. Obok tego człowiek o przeciętnych zdolnościach, mający dziwny zawód (jak astrolog, albo wróżka), wszystko zrobiła wielka reklama ze strony nie chcących myśleć ludzi.
24-08-2012 15:01 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Moim zdaniem nauki przyrodnicze mają dowód na nieistnienie duszy, bowiem wszystkie przypisywane jej funkcje spełnia mózg w pełni podatny na materialne wpływy. Podobnie można powiedzieć, iż bóg chrześcijan na 100% nie istnieje.
Nie wszyscy wszystko wiedzą i musi tu Pan wiedzieć znacznie więcej jak ja. Według mojej wiedzy nauki przyrodnicze nawet nie wiedzą co takie terminy jak: Bóg, bogowie, duch, dusza, krasnoludki, trolle i Baba Jaga miałyby znaczyć, a co dopiero przedstawić dowody na ich nieistnienie.
Przedstawia Pan wyżej pogląd nauki opierającej swoją metodę na naturalizmie metodologicznym, ale istnieje co najmniej kilku uczonych dużej klasy broniących jakieś tam formy dualizmu np John Carew Eccles, Thomas Nagel czy David_Chalmers.
Proszę przypomnieć sobie dyskusję o qualiach czy o splątanych fotonach i zobaczyć co na ten temat napisał Roger Penrose.

>Niemożność 100% odrzucenia przypuszczenia o bogu dotyczy tylko koncepcji deistycznej.
Dla mnie na promil promila, to i krasnoludy mogą istnieć, ale według mojej wiedzy żaden z uczonych nie przedstawił dowodu na ich nieistnienie. Miałby się ośmieszyć?

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Jacek_G (35558 punktów)
Panie Jacku, pozwolę sobie odpowiedzieć tutaj, wklejając tylko referencję do pana wypowiedzi (coby nie było niedomówień)
www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w528746

Ciekawe rzeczy pan mówi o buddystach, a tak pokojowo nastawieni ludzie.. (spotkałem kilku) Może w tym buddyzmie Tybetańskim również były "średnie wieki" - podobnie jak w Chinach, kiedy Francuzom i Anglikom chiński Cesarz odpowiedział że "my już wszystko mamy, nie potrzebujemy cudzych świecidełek i zdobyczy jakiejś obcej, dziwnej cywilizacji" (za co notabene Chiny później słono zapłaciły).

> generalnie uważam, iż rdzenni buddyści są mniej
> rasistowscy religijnie od chrześcijan (nie
> tylko katolików).

Tak, dziś to religia której wyznawcy robią na tle katolików b. pozytywne wrażenie (wnoszę to m.in. z pewnego spotkania w Jezuickim Centrum Dialogu Ekumenicznego w Krakowie, na którym zdarzyło mi się kiedyś być). Ale nie tylko. Buddyści których tu i ówdzie przypadkiem poznawałem owszem zachęcają do przystąpienia do swoich wspólnot, ale bardziej to chyba polega na zachęcie uśmiechem, tudzież kuszeniem wspólnotą / dobrym towarzystwem (również damskim). Odnoszę wrażenie z paru artykułów i książek, że ta religia nastawiona jest bardziej praktycznie na świat, niż np. religia katolicka. Np. tematyka systemu zadań do przemyślenia oraz znajdowania na nie odpowiedzi (pan zapewne zna odpowiednią nazwę) z pogranicza etyki, sytuacji skrajnych oraz filozofii trochę skojarzy mi się z artykułem za który niedawno nagrodzono na portalu Racjonalista.pl prof. Vetulianiego.
Szczególnie 14 Dalailma robi dobre wrażenie swoją tolerancją oraz naturalnością i uśmiechem, choćby na spotkaniach w Warszawie i Krakowie gdzie ludzie walą drzwiami i oknami, a niejaki Tomasz Lis nawet jeździ do niego do Indii robić wywiady.
Każda religia jakoś ewoluuje by dostosować się do ducha czasów, nie stracić z wiernymi kontaktu. Buddyzm buddyzmowi nierówny, nawet katolicyzm katolicyzmowi, jeśłi porównać sytuację księży np. w USA i Polsce.
łącząc pozdrowienia
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Panie Marku, czy z tych dyskusji nie wyciąga Pan jednej prawdy, że z wiarą nie można dyskutować, gdyż nikt nas nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne.

Moim zdaniem można "dyskutować z wiarą", ale pod trzema warunkami:
1) oparcie wiary na przesłankach rozumowych
2) otwartość dyskutantów na dialog
3) dążenie do prawdy jako cel dialogu.
Inne uwarunkowania są nieistotne dla możliwości dyskusji, np. nie ma znaczenia czy jest to wiara religijna czy materialistyczna.

>Ma Pan rację, że nauki przyrodnicze nie mają dowodu na nieistnienie Boga, czy duszy, a nawet więcej na gruncie nauk przyrodniczych te terminy nie mają żadnego znaczenia.

To mamy już trzeci pogląd, co do którego się zgadzamy.
24-08-2012 19:15 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Panie Marku, czy z tych dyskusji nie wyciąga Pan jednej prawdy, że z wiarą nie można dyskutować, gdyż nikt nas nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne.
>Moim zdaniem można "dyskutować z wiarą", ale pod trzema warunkami:
>1) oparcie wiary na przesłankach rozumowych
"Wiara religijna - pogląd, który - przy obecnym stanie wiedzy naukowej - nie znajduje jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości. W religioznawstwie polega przede wszystkim na przyjęciu istnienia czegoś bez żadnego dowodu wiarygodnie potwierdzającego ten fakt. Świadoma decyzja przyjęcia takiej wiary nazywa się aktem wiary. W epistemologii wiara to "uznawanie za prawdziwe nieuzasadnionego twierdzenia".
pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_religijna
pl.wikiped(*)28chrześcijaństwo)
pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_(psychologia)
"Wiara oparta na przesłankach rozumowych"?
Pan raczy sobie żartować!

>2) otwartość dyskutantów na dialog
A jaki miałby być cel tego dialogu? Uzgodnienie istnienia półboga, lub boga istniejącego tylko w niedzielę i święta? Dialog z wierzącymi jest wskazany, ale nie w problematyce dotyczącej ich wiary.

>3) dążenie do prawdy jako cel dialogu.
Po pierwsze najpierw należałoby uzgodnić definicję prawdy, a następnie warunki jej weryfikacji, a już to nie jest możliwe.

>Inne uwarunkowania są nieistotne dla możliwości dyskusji, np. nie ma znaczenia czy jest to wiara religijna czy materialistyczna.
Tak, wiara to wiara - niezależnie jakiego przedmiotu ona dotyczy. Choć o wierze materialistycznej jeszcze nie słyszałem. Chyba Pan Brzostowski coś tu o bogu materialistycznym wspominał, ale nie wiem jak wielu ta wiara liczy sobie wyznawców?
Tak, nie istnieje taka bzdura, w którą ludzie nie mogliby uwierzyć, a uczy tego historia ludzkości.

>>>>Ma Pan rację, że nauki przyrodnicze nie mają dowodu na nieistnienie Boga, czy duszy, a nawet więcej na gruncie nauk przyrodniczych te terminy nie mają żadnego znaczenia.
>To mamy już trzeci pogląd, co do którego się zgadzamy.
Tak, ale do pewnego stopnia. Dla mnie nauki przyrodnicze permanentnie nas zbliżają do jedynej prawdy - istniejącej obiektywnie (niezależnie od poznającego ją podmiotu) rzeczywistości i choć jeszcze dalecy jesteśmy do jej całkowitego poznania, to już dziś możemy mieć pewność, iż nic ponad tę rzeczywistość nie istnieje. Jest to pośredni dowód na nieistnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzonej rzeczywistości ("Boga"). Istnieje wiecznie tylko jeden byt, do określenia którego ciągle najlepszym (choć już chyba niewystarczającym) jest termin - "materia".

Miłego dnia.

@@@
.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>2) otwartość dyskutantów na dialog
>A jaki miałby być cel tego dialogu?

Wyjaśnienie stanowisk. Ujawnienie ukrytych założeń. Weryfikacja poprawności rozumowań. Lepsze zrozumienie drugiego człowieka. Itd.

> Dla mnie nauki przyrodnicze permanentnie nas zbliżają do jedynej prawdy - istniejącej obiektywnie (niezależnie od poznającego ją podmiotu) rzeczywistości

Czyli zgadzamy się co do tego, że prawda ma charakter obiektywny - to kolejny nasz wspólny pogląd.
30-08-2012 12:56 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>) otwartość dyskutantów na dialog
>>>>A jaki miałby być cel tego dialogu?
>Wyjaśnienie stanowisk. Ujawnienie ukrytych założeń. Weryfikacja poprawności rozumowań. Lepsze zrozumienie drugiego człowieka. Itd.
Możliwość dialogu jest tylko wówczas, gdy partnerzy potrafią się wspólnie zrozumieć (nie mówię tu o jakiejkolwiek akceptacji, a tylko o zrozumieniu słów i treści), a Pan zupełnie, lub w bardzo niewielkim stopniu rozumie to co piszę. (Dotyczy to też innych polemistów rozmawiających z Panem.)

>>>>Dla mnie nauki przyrodnicze permanentnie nas zbliżają do jedynej prawdy - istniejącej obiektywnie (niezależnie od poznającego ją podmiotu) rzeczywistości
>Czyli zgadzamy się co do tego, że prawda ma charakter obiektywny - to kolejny nasz wspólny pogląd.
Tu też mamy zupełnie inne poglądy i się ze sobą nie zgadzamy.
Po pierwsze - nie mamy wspólnej definicji prawdy i "prawda" ma dla nas inne znaczenie.
Po drugie - dla mnie istnieje tylko obiektywna (niezależna od poznającego ją podmiotu) rzeczywistość poznawalna (pośrednio i bezpośrednio) za pomocą zmysłów (rzeczywistość poznawalna acz jeszcze nie do końca poznana).
Poznawanie oraz rozumienie rządzących tą obiektywną rzeczywistością mechanizmów jej jest jedyną naukową prawdą.

Uczeni znają już wiele prawd, czy nawet systemów prawd dotyczących tej rzeczywistości (a najwyższym stopniem weryfikacji prawdy jest tu praktyka), ale nie znają (jeszcze?) prawdy ogólnej (nie opracowali "teorii wszystkiego") dotyczącej tej rzeczywistości.

I dalej:
www.racjon(*).php/s,511985/z,0/d,24#w516433

Miłego dnia:

@@@
.
24-08-2012 19:59 
 Ocena 11 na 11
maruda (5550 punktów)
>3) dążenie do prawdy jako cel dialogu.

Jeżeli mamy prowadzić równorzędny dialog to bardzo proszę, już chyba po raz trzeci, o wyjaśnienie co to jest ta prawda.
Cytat:

Jak dotąd tylko na podstawie Pańskich wypowiedzi z tego wątku wynika że prawda o której Pan ciągle mówi oznacza że jest to Pańska subiektywna opinia na temat poszczególnych zjawisk, opinia podparta autorytetem KRK.

W związku z tym pańska wypowiedź oznacza, że to my musimy dojść do pańskiej prawdy. Jeżeli mylę się co do znaczenia tego słowa bardzo proszę o poprawienie mnie, bo chcę rozumieć i mieć pełną świadomość tego co czytam.
24-08-2012 21:08 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>3) dążenie do prawdy jako cel dialogu.
>Jeżeli mamy prowadzić równorzędny dialog to bardzo proszę, już chyba po raz trzeci, o wyjaśnienie co to jest ta prawda.

Podrzucę takie - ciekawe, jak se z tym poradzi...


Bo to Francuz był, a nie żaden Senegalczyk. (Radosław Zawrotniak, szpadzista)
24-08-2012 23:20 
 Ocena-2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Podrzucę takie - ciekawe, jak se z tym poradzi...

Wydawca książek dla dzieci próbował zrobić encyklopedię filozofii i żeby zaoszczędzić na kosztach zamawiał hasła u jakichś amatorów - co Ty mi tu podrzucasz...
25-08-2012 16:29 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Podrzucę takie - ciekawe, jak se z tym poradzi...
>Wydawca książek dla dzieci próbował zrobić encyklopedię filozofii i żeby zaoszczędzić na kosztach zamawiał hasła u jakichś amatorów - co Ty mi tu podrzucasz...

Toś se poradził...
Autorką hasła jest prof. dr hab. Magdalena Środa z Polskiej Akademii Nauk .

Bo to Francuz był, a nie żaden Senegalczyk. (Radosław Zawrotniak, szpadzista)
27-08-2012 11:02 
 Ocena-2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Środa? A to z pewnością hasło jest obiektywne i neutralne światopoglądowo...
27-08-2012 17:55 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Środa? A to z pewnością hasło jest obiektywne i neutralne światopoglądowo...

Wiedziałem .
Od początku podpucha była, Bielecki - zareagowałeś, jak miałeś zareagować .
Zaznaczam dla jasności, że wszystko było prawdziwe - hasło ze słownika przepisałem co do literki, a jego autorką naprawdę jest Magdalena Środa.

Ano, cóż - skoro Środa Ci nie dogadza, z tegoż samego słownika hasło prawdy teorie:

element teorii poznania, którego celem jest zidentyfikowanie prawdy przez podanie jakiegoś jej kryterium. Być może najbardziej rozpowszechnionym poglądem jest tak zwana korespondencyjna teoria prawdy, według której zdanie jest prawdziwe, jeśli jest zgodne (koresponduje) z faktami. Źródeł tego poglądu dopatrujemy się zwykle w Sofiście Platona (263 b). Jednakże Platon tak naprawdę nie mówił o zgodności, mówił jedynie, że zdanie jest prawdziwe, jeśli mówi o rzeczach, takimi jakimi one są. Innym powszechnym poglądem jest koherencyjna teoria prawdy. Wedle niej zdanie jest prawdziwe, jeśli jest zgodne z całym systemem innych prawd. Pogląd ten chętnie przyjmowany jest przez matematyków, ponieważ zdanie matematyczne z pewnością musi pasować do reszty zdań matematycznych.
Redundancyjną teorię prawdy przedstawił F. P. Ramsey. Według niej powiedzenie, że pewne zdanie p jest prawdziwe, nie jest niczym więcej niż stwierdzeniem p. Semantyczna teoria prawdy (Tarski) koncentruje się na pojęciu prawdy w językach sformalizowanych i przypomina nieco teorię Platona. Stwierdza mianowicie, że wyrażenie "p jest prawdziwe w języku L, jeśli p" (należy ono do metajęzyka).
Performatywna teoria prawdy Strawsona zaprzecza temu, że wyrażenie "prawdziwy" mówi nam coś o zdaniu lub dodaje coś do tego, co zdanie wypowiada. Opracowana przez Jamesa słynna teoria prawdy została nazwana pragmatyczną. Według niej zdanie jest prawdziwe, jeśli ma użyteczne konsekwencje. W rezultacie wydaje się, że nie jesteśmy w stanie wyjść w tej kwestii poza Platona. Teoria, która czyni prawdę zależną od jakiegoś kryterium C, jest teorią samoobalającą się. Jeśli bowiem zapytamy, czy taka teoria jest prawdziwa, wówczas na pytanie to musimy uzyskać odpowiedź pozytywną bądź negatywną bez użycia tego kryterium. Zwykły sens pojęcia prawdy nie może być więc powiązany z jakimkolwiek kryterium. W przypadku prawdy poszukiwanie go jest bowiem pozbawione sensu.


Niezłe, nieprawdaż?

O AUTORACH

GODFREY VESEY profesor filozofii The Open University oraz członek i wiceprzewodniczący The Royal Institute of Philosophy. Jest autorem, współautorem i redaktorem około trzydziestu książek o filozofii, w tym dwunastu tomów Royal Institute of Philosophy Lectures.

PAUL FOULKES po studiach matematycznych i filozoficznych na University of Sydney przyjechał do Londynu, gdzie w 1957 roku uzyskał tytuł doktora filozofii University College. Został redaktorem, a w latach 1957-1959 pracował z Bertrandem Russellem nad Wisdom of the West (Mądrość Zachodu).


- nie wyglądają na ideologicznie rozżartych feministów z Cywilizacji Śmierci chyba...

Dobra, nie chce mi się już mendzić.

Tutaj znajdziesz, Bielecki, (prawie) wszystko co o prawdzie wiedzieć potrzebujesz, a jak nie zrozumiesz, to praszczaj, Walek - mówił Pepeg z Gumy, nieślubny syn wodza Azteków .


www.avaaz.(*)sy_riot_free_russia_a/?tXLgqbb
24-08-2012 23:06 
 Ocena-1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jeżeli mamy prowadzić równorzędny dialog to bardzo proszę, już chyba po raz trzeci, o wyjaśnienie co to jest ta prawda.

Trzeci raz? Przepraszam, musiałem przeoczyć.
Temat prawdy był na tym forum parę razy wałkowany, więc odpowiem skrótem: KLASYCZNA DEFINICJA PRAWDY.
25-08-2012 18:35 
 Ocena 4 na 4
maruda (5550 punktów)
>Temat prawdy był na tym forum parę razy wałkowany, więc odpowiem skrótem: KLASYCZNA DEFINICJA PRAWDY.

Cała ta filozofia jest bardzo trudną dziedziną, próbuję ją jakoś napocząć, ale nie umiem. Pierwszy przykład: "Murkwie są fioletowe." Czy to zdanie jest prawdziwe, czy nie i dlaczego?
25-08-2012 19:09 
 Ocena 4 na 4
martok (1115 punktów)

> "Murkwie są fioletowe." Czy to zdanie jest prawdziwe, czy nie i dlaczego?

   Wypowiedź Murkwie są fioletowe nie jest ani prawdziwa, ani fałszywa; jest to bezsensowny ciąg słów. Ten problem rozwiązał Bertrand Russell, już blisko sto lat temu. Pozwolę sobie powtórzyć swoją własną wypowiedź na ten temat z innego wątku, w którym ktoś zapytał, jak ma niewinny człowiek odpowiedzieć na pytanie sądu: Czy przestałeś już gwałcić małe dziewczynki? Czy odpowiedź ma brzmieć TAK, czy NIE?

   Russell rozważał wypowiedzi takie jak np. Obecny król Francji jest odważny i doszedł do wniosku, że zdania tego rodzaju definiują swoje własne warunki sensowności, czyli tzw. presupozycje. W analizowanym przez Russella przykładzie presupozycją jest zdanie: Francja obecnie ma króla. Jeśli presupozycja jest fałszywa (a tak właśnie jest w naszym przykładzie, gdyż dzisiejsza Francja nie jest królestwem), to rozważane zdanie nie jest fałszywe, lecz bezsensowne. A więc "zdanie" Obecny król Francji jest odważny nie ma sensu i właściwie w ogóle nie jest zdaniem w sensie logicznym! Wynika stąd, że na pytanie: Czy obecny król Francji jest odważny? mamy trzy możliwe odpowiedzi:

1. Francja obecnie ma króla i jest on odważny;
2. Francja obecnie ma króla i nie jest on odważny;
3. Francja obecnie nie ma króla.

   Identycznie wygląda sprawa z pytaniem: Czy przestałeś już gwałcić/kraść/bić żonę? Na pytania z presupozycją nie wolno domagać się odpowiedzi TAK lub NIE. To jest elementarz logiczny, którego uczy się dziś wszystkich prawników, więc w prawdziwym, a nie wyimaginowanym sądzie nikt się na takie sztuczki nie nabierze.

   Wróćmy teraz do Twojego pytania. Zdanie Murkwie są fioletowe presuponuje oczywiście, że Murkwie istnieją, co jest fałszem. Wniosek zatem jak wyżej - jest to wypowiedź bez sensu i w konsekwencji nie jest ani prawdziwa, ani fałszywa.
*
24-08-2012 00:10 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>No cóż, zaprezentowałaś pewien pogląd filozoficzny...
Tak, ale to jest pogląd słuszny, bo prawdziwy, ponieważ jest oparty na szczerości - na ścisłym odgraniczeniu tego co wiemy od tego, co jedynie ideowe i nieweryfikowalne.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
23-08-2012 23:51 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>> nauki przyrodnicze zajmują się dokładnie wszystkim - całą rzeczywistością,
>Nie. Przede wszystkim nauki przyrodnicze nie zajmują się (bo nie są w stanie się zająć) Bogiem.
Jak to nie?
Masz chociażby:
pl.wikipedia.org/wiki/Bóg_urojony:
Istotnym wątkiem książki jest "Hipoteza Boga". Dawkins utrzymuje, że taka koncepcja jest pełnoprawną, naukową hipotezą, bo jej przedmiot powinien mieć wpływ na fizyczny świat i może podlegać sprawdzaniu i falsyfikacji, tak samo jak każda inna hipoteza. W ten sposób Dawkins odrzuca często spotykany pogląd o wzajemnej suwerenności dziedzin nauki i religii (non-overlapping magisteria).

Jak dla mnie, to właśnie z nauki płynie wniosek, że Boga nigdzie w przyrodzie nie spotkano, a zatem jest on tylko ludzką ideą.

Poza tym podawałem Ci już link do krótkiego opisu neuroteologii. Jeśli bowiem Boga nie da się znaleźć w przyrodzie, to skądś musi się on w umyśle ludzkim brać. Nauka jak najbardziej to bada, wraz doświadczeniami religijnymi i w ogóle całym zagadnieniem ludzkiego umysłu.

Mam znów do Ciebie pytanie. Czy nie uważasz, że dostępną nam rzeczywistość można podzielić na trzy światy:
fizyczny świat przyrody, świat umysłu i świat kultury? Czy nie sądzisz, że ten podział jest wyczerpujący - tzn. że dokładnie każdy element rzeczywistości można zakwalifikować w ramach jednego z tych trzech światów?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
24-08-2012 12:45 
 Ocena-2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>> nauki przyrodnicze zajmują się dokładnie wszystkim - całą rzeczywistością,
>>Nie. Przede wszystkim nauki przyrodnicze nie zajmują się (bo nie są w stanie się zająć) Bogiem.
>Jak to nie?
>Masz chociażby:
>pl.wikipedia.org/wiki/Bóg_urojony:
> Istotnym wątkiem książki jest "Hipoteza Boga". Dawkins utrzymuje, że taka koncepcja jest pełnoprawną, naukową hipotezą, bo jej przedmiot powinien mieć wpływ na fizyczny świat i może podlegać sprawdzaniu i falsyfikacji, tak samo jak każda inna hipoteza. W ten sposób Dawkins odrzuca często spotykany pogląd o wzajemnej suwerenności dziedzin nauki i religii (non-overlapping magisteria).

Moim zdaniem pogląd Dawkinsa w tej kwestii ma charakter publicystyczny, a nie naukowy.
Zresztą, gdyby było inaczej i gdyby inni naukowcy serio traktowali taki pogląd, to istniałaby taka dziedzina nauk przyrodniczych, która zajmowałaby się "badaniem Boga"...

>Jak dla mnie, to właśnie z nauki płynie wniosek, że Boga nigdzie w przyrodzie nie spotkano, a zatem jest on tylko ludzką ideą.

Ależ spotkano! Tylko te spotkania nie poddają się badaniu metodami nauk przyrodniczych.

>Mam znów do Ciebie pytanie. Czy nie uważasz, że dostępną nam rzeczywistość można podzielić na trzy światy:
>fizyczny świat przyrody, świat umysłu i świat kultury? Czy nie sądzisz, że ten podział jest wyczerpujący - tzn. że dokładnie każdy element rzeczywistości można zakwalifikować w ramach jednego z tych trzech światów?

Jak się zapewne domyślasz, tego podziału nie uważam za wyczerpujący. Przede wszystkim dlatego, że nie mieści się w nim Bóg.
24-08-2012 14:16 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>> Istotnym wątkiem książki jest "Hipoteza Boga". Dawkins utrzymuje, że taka koncepcja jest pełnoprawną, naukową hipotezą, bo jej przedmiot powinien mieć wpływ na fizyczny świat i może podlegać sprawdzaniu i falsyfikacji, tak samo jak każda inna hipoteza. W ten sposób Dawkins odrzuca często spotykany pogląd o wzajemnej suwerenności dziedzin nauki i religii (non-overlapping magisteria).
>Moim zdaniem pogląd Dawkinsa w tej kwestii ma charakter publicystyczny,

Jakby Ci się podobał, to byś że filozoficzny powiedział .

>Zresztą, gdyby było inaczej i gdyby inni naukowcy serio traktowali taki pogląd, to istniałaby taka dziedzina nauk przyrodniczych, która zajmowałaby się "badaniem Boga"...

Już Ci wspominał maceox o neuroteologii. Osobiście odsyłam do I człowiek stworzył bogów... Boyera tudzież Odczarowania Dennetta.

>Ależ spotkano! Tylko te spotkania nie poddają się badaniu metodami nauk przyrodniczych.

Ach, co za szkoda...
A jakiemu się poddają, że tak zapytam Niewstydliwie?

>>Mam znów do Ciebie pytanie. Czy nie uważasz, że dostępną nam rzeczywistość można podzielić na trzy światy:
>>fizyczny świat przyrody, świat umysłu i świat kultury? Czy nie sądzisz, że ten podział jest wyczerpujący - tzn. że dokładnie każdy element rzeczywistości można zakwalifikować w ramach jednego z tych trzech światów?
>Jak się zapewne domyślasz, tego podziału nie uważam za wyczerpujący. Przede wszystkim dlatego, że nie mieści się w nim Bóg.

Że o Gmyziach, Grzujcach, Wąklach i Dżudżunkach nie wspomnę...

Bo to Francuz był, a nie żaden Senegalczyk. (Radosław Zawrotniak, szpadzista)
24-08-2012 15:17 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Moim zdaniem pogląd Dawkinsa w tej kwestii ma charakter publicystyczny,
>Jakby Ci się podobał, to byś że filozoficzny powiedział .

Niech będzie "filozoficzny".
(Jaki ja dzisiaj ugodowy jestem...)

>>Zresztą, gdyby było inaczej i gdyby inni naukowcy serio traktowali taki pogląd, to istniałaby taka dziedzina nauk przyrodniczych, która zajmowałaby się "badaniem Boga"...
>Już Ci wspominał maceox o neuroteologii. Osobiście odsyłam do I człowiek stworzył bogów... Boyera tudzież Odczarowania Dennetta.

Neuronauki badają tylko mózg.

>>Ależ spotkano! Tylko te spotkania nie poddają się badaniu metodami nauk przyrodniczych.
>Ach, co za szkoda...
>A jakiemu się poddają, że tak zapytam Niewstydliwie?

Teologii, filozofii i historii.
24-08-2012 15:53 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Neuronauki badają tylko mózg.

Otóż nie tylko - przede wszystkim badają przejawy i wytwory jego działania w tym m. in. religie.

>>A jakiemu się poddają, że tak zapytam Niewstydliwie?
>Teologii,

Teologia - nauka o teologii, a zwłaszcza o tym, że teologia jest bardzo mądra.
(Leszek Kołakowski - Wielka encyklopedia filozofii i nauk politycznych)

>filozofii

Słowa filozofia to Ty używasz, jak zauważyłem, w dosyć szczególnym znaczeniu.
Na tyle szczególnym, że zgoła w brak znaczenia przechodzącym.

>i historii.

A na myśli masz raczej Nadprzyrodzone Zaangażowanie w wojnę trojańską czy raczej w bitwę na polu Kuru?

Bo to Francuz był, a nie żaden Senegalczyk. (Radosław Zawrotniak, szpadzista)
24-08-2012 16:42 
 Ocena-1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Neuronauki badają tylko mózg.
>Otóż nie tylko - przede wszystkim badają przejawy i wytwory jego działania w tym m. in. religie.

Poważnie?... To z niecierpliwością czekam na wynik badania religii materialistycznej.
24-08-2012 18:15 
 Ocena 10 na 10
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Poważnie?... To z niecierpliwością czekam na wynik badania religii materialistycznej.

Pozwolę sobie zacytować to, co już lata temu pisał gdzieś na Forum diogenes:
Nie istnieje nic, co nie miałoby jakiegoś związku z empirią. Nawet religijne absurdy trzeba najpierw usłyszeć. Podobnie trzeba doświadczyć tego świata, aby majaczyć o innych.

Nie zetknąłem się (ani nie zetknął się nikt - chyba, żeby uznać roszczenia mistyków, ale oniż sami wszak twierdzą, że jedyne, co uczciwie mogą "przekazać", to negacje, zatem na dowód prawomocności religii czy zgoła istnienia Boga ich doświadczenia się nie nadają) z żadną "rzeczywistością" religijną, która nie manifestowałaby się jako materia/energia i/lub jako informacja.
A materia/energia oraz informacja badaniom poddają się śpiewająco.


Bo to Francuz był, a nie żaden Senegalczyk. (Radosław Zawrotniak, szpadzista)
24-08-2012 19:36 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Neuronauki badają tylko mózg.
>>>>Otóż nie tylko - przede wszystkim badają przejawy i wytwory jego działania w tym m. in. religie.
>Poważnie?... To z niecierpliwością czekam na wynik badania religii materialistycznej.
Nie ma z tym żadnego problemu - poza jednym zasadniczym, gdzie można znaleźć jej wyznawców?
----------------------------------------

Bredzi Pan Panie Marku ani racjonalizm, ani naturalizm (tu socjologiczny ale tu szerzej) nie są oparte na wierze tylko odwrotnie na sceptycyzmie i żadnej religii nie tworzą, a że bezsilni intelektualnie fideiści nas tak epitetują, to najbardziej samych siebie kompromitują.

Miłego dnia.

@@@
.
24-08-2012 23:31 
 Ocena-1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Niestety, ciągle na tym forum spotykam następujący pogląd: "Jest całkowicie pewne, że istnieje tylko materia." - czyż nie jest to "materialistyczna wiara"?
25-08-2012 12:18 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Niestety, ciągle na tym forum spotykam następujący pogląd: "Jest całkowicie pewne, że istnieje tylko materia."
Bardzo dobrze Pan trafił, gdyż jestem konsekwentnym rzecznikiem tego poglądu.

>- czyż nie jest to "materialistyczna wiara"?
Jestem na tym forum z wyboru, a nie przypadkiem, gdyż linią programową całego portalu jest
racjonalizm światopoglądowy
, który odrzuca przyjmowanie na samą tylko wiarę religijnych, filozoficznych, społecznych i politycznych dogmatów, choć nie jest całkowicie ateistyczny, ani rewolucyjny społecznie. Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. [...]
W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. O tym, co racjonalne, decyduje własna ocena racjonalisty na podstawie zebranego i całego "materiału dowodowego", czyli posiadanej wiedzy, a także merytoryczna ocena innych ludzi - racjonalną jest najbardziej "prawdopodobna" (w sensie jak najmniejszego rozmijania się z prawdą i stanem rzeczywistym) hipoteza lub teoria, a najbardziej zbliżony do prawdy jest pogląd najlepiej logicznie uzasadniony oraz sprawdzony empirycznie lub przy pomocy naukowej metodologii. Jeśli dany pogląd można uzasadnić i uzasadnienie to broni się w polemikach oraz przed krytyką i nie ma w nim błędów merytorycznych (a więc broni się tak, jak muszą się obronić teorie naukowe, choć ścisłość nie musi być aż tak duża) to jest on racjonalny. Chociaż każdy pogląd racjonalisty może ulec zmianie, to czym lepiej sprawdzona jest dana hipoteza, tym mniejsze są szanse na jej podważenie, a więc jest ona bardziej trwała. Dlatego racjonaliści najbardziej sobie cenią dobrze sprawdzone informacje i teorie naukowe (na przykład potwierdzone przez wielu niezależnych badaczy), a odrzucają te niesprawdzone lub negatywnie zweryfikowane. Odrzucenie polega tu - w przypadku niesprawdzonych lub słabo sprawdzonych hipotez - nie na negacji, lecz na braku zaufania do takiego poglądu, nie przyjmowaniu go.


Będąc racjonalistą swoją wiedzę o świecie opieram na nauce, a NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu.

Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawd o obiektywnie istniejącej rzeczywistości. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.


Moim zdaniem podejście naukowe jest podejściem sceptycznym, zbudowanym na krytycyzmie i permanentnej weryfikacji, a więc na "NIEWIERZE"

Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".

Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.


Nie jest Pan pierwszym wierzącym, który nie potrafi tego pojąć. Stale spotykam się z pytaniem: - "Nie wierzysz w Boga? No to trudno, niektórzy już tak mają, ale powiedz - w co wierzysz? Bo wierzyć w 'coś' koniecznie trzeba". . Wyżej przedstawiłem mocne racjonalne argumenty, ale jako wierzący i tak w nie Pan nie uwierzy i nadal będzie stwierdzał: "Bo wierzyć w 'coś' koniecznie trzeba". Dlatego m.in. twierdzę, iż każda wiara nas ogranicza, a im jest głębszą, to tym bardziej.

Miłego dnia.

@@@
.
27-08-2012 10:47 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Niestety, ciągle na tym forum spotykam następujący pogląd: "Jest całkowicie pewne, że istnieje tylko materia."
>Bardzo dobrze Pan trafił, gdyż jestem konsekwentnym rzecznikiem tego poglądu.

Ale pogląd ten nie został udowodniony na gruncie nauk przyrodniczych, więc skąd ta pewność?...

27-08-2012 11:58 
 Ocena 2 na 2
martok (1115 punktów)

>>>Niestety, ciągle na tym forum spotykam następujący pogląd: "Jest całkowicie pewne, że istnieje tylko materia."

>Ale pogląd ten nie został udowodniony na gruncie nauk przyrodniczych, więc skąd ta pewność?

Ta ostatnia uwaga wymaga pewnych uściśleń. Pogląd, że istnieje tylko materia nie tyle nie został udowodniony na gruncie nauk przyrodniczych, ile raczej na ich gruncie problem ten w ogóle nie może się pojawić. Przeszkodę stanowi tu fundamentalna niemożność uzgodnienia treści predykatu "istnieje". Czy np. liczby istnieją? A uczucia? W sporze o to, co to znaczy, że coś istnieje, a jest to jeden z podstawowych problemów filozoficznych, nie posunęliśmy się ani o krok do przodu od dwudziestu pięciu stuleci i jest możliwe, że na tym forum tego sporu również nie rozstrzygniemy.
*
29-08-2012 11:01 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>>>Niestety, ciągle na tym forum spotykam następujący pogląd: "Jest całkowicie pewne, że istnieje tylko materia."
>>Bardzo dobrze Pan trafił, gdyż jestem konsekwentnym rzecznikiem tego poglądu.
>Ale pogląd ten nie został udowodniony na gruncie nauk przyrodniczych, więc skąd ta pewność?...

Może stąd, że mamy tylko pięć zmysłów - a za ich pomocą to tylko materię można doświadczać?

A może też stąd, że mamy wszak także umysł, który potrafi ulegać różnym złudzeniom, a nawet konfabulować różne bardzo wymyślne konstrukcje ideowe, a ponieważ człowiek ostatecznie musi się odnaleźć w tym tu świecie, to miarodajna jest ostatecznie jedynie weryfikacja zgodności tych idei ze światem obiektywnym - tym odbieranym poprzez zmysły, a więc materialnym?

>Ale pogląd ten nie został udowodniony na gruncie nauk przyrodniczych, więc skąd ta pewność?...
Uwielbiam tą chwilę w dyskusji z wierzącymi, w której wierzący próbują podważyć jakąś tezę ateisty podpierając się przy tym wręcz nieskazitelną logiką i prawie całkowicie konsekwentnym sceptycyzmem.

Wszystko rozbija się o to "prawie"

Jeśli uważasz, że pogląd "Jest całkowicie pewne, że istnieje tylko materia" jest nieuprawniony, to wykaż, że poza materią istnieje coś jeszcze innego!!!

A przede wszystkim: ZASTOSUJ SWÓJ SCEPTYCYZM (do którego najwyraźniej jesteś w pełni zdolny) W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI DO SWOICH WIERZEŃ (czyli do wiary w opowieści innych ludzi i do oceny prawomocności wniosków wyciąganych z Twoich ewentualnych przeżyć mistycznych).


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jeśli uważasz, że pogląd "Jest całkowicie pewne, że istnieje tylko materia" jest nieuprawniony, to wykaż, że poza materią istnieje coś jeszcze innego!!!

Ciężar dowodu tego poglądu, o którym rozmawiamy, spoczywa na tym, kto go głosi. Oczywiście wiem, że taki dowód nie istnieje.

A jeśli chodzi o wykazywanie, że "poza materią istnieje coś jeszcze innego", to odsyłam do historii filozofii.
30-08-2012 11:57 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>Jeśli uważasz, że pogląd "Jest całkowicie pewne, że istnieje tylko materia" jest nieuprawniony, to wykaż, że poza materią istnieje coś jeszcze innego!!!
>Ciężar dowodu tego poglądu, o którym rozmawiamy, spoczywa na tym, kto go głosi. Oczywiście wiem, że taki dowód nie istnieje.
Jest znacznie gorzej!
Nie tylko nie istnieje dowód na to, że istnieje wyłącznie tylko materia,
ale także nie istnieje dowód na to, że istnieje cokolwiek poza materią, jak np. dusza, albo Bóg.

I dlatego właśnie racjonaliści podchodzą do tych ideowych koncepcji z dużym sceptycyzmem.

>A jeśli chodzi o wykazywanie, że "poza materią istnieje coś jeszcze innego", to odsyłam do historii filozofii.
Wspaniale. A te wszystkie wpisy i artykuły (zwłaszcza Pana Andrzeja) dotyczące tego, co ostatecznie daje filozofia, to były jak rzucanie grochem o ścianę.
Czy do Ciebie dotrze w końcu, że filozofia, to są idee, a idee mogą być zwyczajnie w świecie wyssane z palca?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
01-09-2012 19:52 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> filozofia, to są idee, a idee mogą być zwyczajnie w świecie wyssane z palca?

Oczywiście, że mogą być wyssane z palca. I często są! Czy w związku z tym uważasz, że filozofia nie ma sensu?!...
02-09-2012 00:48 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>> filozofia, to są idee, a idee mogą być zwyczajnie w świecie wyssane z palca?
>Oczywiście, że mogą być wyssane z palca. I często są! Czy w związku z tym uważasz, że filozofia nie ma sensu?!...
Tak nie uważam.
Sądzę tylko, że ludzkie myśli mogą być (w danym kontekście) trafniejsze od innych. Filozofia nie stanowi tu żadnego wyjątku. A zatem niektóre filozoficzne rozważania są całkiem cenne, inne takie sobie, a jeszcze inne całkowicie bezsensowne.

Tu mówiliśmy o kwestii istnienia świata niematerialnego (duchowego). Filozoficznie pytanie jest zasadne, ale nie widzę innego sensownego wniosku (nawet w ramach filozofii) jak ten, że nawet jeśli taki świat istnieje, to nie mamy możliwości go poznać, a zatem nie ma za bardzo o czym gadać.

Uzasadnienie:
Zmysłowo w ogóle nie ma na to szans, bo tą drogą tylko materię można doświadczyć.

Pozostaje pytanie, czy istnieje możliwość poznania owego świata duchowego poprzez umysł. Nawet jeśliby przyjąć, że nauka nie wykazała ponad wszelką wątpliwość, że wszelka aktywność umysłowa jest funkcją mózgu, to:

przy założeniu, że istnieje jeszcze miejsce dla duszy, wówczas i tak nie mamy żadnej możliwości odróżnić tego rodzaju "duchowej" aktywności umysłu od jego aktywności normalnej, o której wiemy, że pochodzi z mózgu. Po prostu nie wiemy co dokładnie miałoby być tą duszą, ani jak by się to miało odróżniać od zwykłej świadomości, tej związanej z mózgiem.

Zauważ zresztą, że koncepcja niematerialnej duszy nie kończy się na niej samej. Przecież taka samotna dusza bez dalszego, stojącego za nią duchowego świata nie bardzo miałaby się gdzie podziać. Ona musi mieć stworzony cały system zaświatów, z którego pochodzi, do którego się odwołuje, i do którego wróci po śmierci... A to są już przecież spekulacje czystej wody. Tu to już jest jak z Bogiem - niczego na ten temat nie wiemy poza żródłami mitycznymi.

Wracając do filozofii - uważam, że podstawą filozofii, w ogóle zawartą wręcz w jej definicji jest sceptycyzm. Filozofia bez sceptycyzmu to jest porażka, a nie filozofia. Można mnożyć tysiące różnych nieweryfikowalnych bytów, tylko po co?

I uważaj: sądzę, że mity nie są takim tylko zwykłym bezsensem, a przeciwnie - zawierają wiele mądrości i istotnych dla człowieka prawd (zauważ liczbę mnogą tego słowa) - tyle tylko, że warto znać ich wymiar, a mianowicie: są dziełem człowieka i stanowią element jego kultury.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
03-09-2012 12:22 
 Ocena-1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Tu mówiliśmy o kwestii istnienia świata niematerialnego (duchowego). Filozoficznie pytanie jest zasadne, ale nie widzę innego sensownego wniosku (nawet w ramach filozofii) jak ten, że nawet jeśli taki świat istnieje, to nie mamy możliwości go poznać, a zatem nie ma za bardzo o czym gadać.
>Uzasadnienie:
>Zmysłowo w ogóle nie ma na to szans, bo tą drogą tylko materię można doświadczyć.
Tak, masz rację.
>Pozostaje pytanie, czy istnieje możliwość poznania owego świata duchowego poprzez umysł. Nawet jeśliby przyjąć, że nauka nie wykazała ponad wszelką wątpliwość, że wszelka aktywność umysłowa jest funkcją mózgu,
Oczywiście nie wykazała.
> to:
>przy założeniu, że istnieje jeszcze miejsce dla duszy, wówczas i tak nie mamy żadnej możliwości odróżnić tego rodzaju "duchowej" aktywności umysłu od jego aktywności normalnej, o której wiemy, że pochodzi z mózgu. Po prostu nie wiemy co dokładnie miałoby być tą duszą, ani jak by się to miało odróżniać od zwykłej świadomości, tej związanej z mózgiem.
Próba badania spraw duchowych od strony fizjologii mózgu faktycznie wygląda beznadziejnie.
Rozumiem, że analizy fenomenologiczne kwestii duchowych nie wydają Ci się dostatecznie przekonujące?...
03-09-2012 15:40 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>Pozostaje pytanie, czy istnieje możliwość poznania owego świata duchowego poprzez umysł. Nawet jeśliby przyjąć, że nauka nie wykazała ponad wszelką wątpliwość, że wszelka aktywność umysłowa jest funkcją mózgu,
>Oczywiście nie wykazała.
Oczywiście wykazała!
Na przykład warto poczytać np. tu - od:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,516896#w516905
do:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,516896#w517010

>>>>to: przy założeniu, że istnieje jeszcze miejsce dla duszy, wówczas i tak nie mamy żadnej możliwości odróżnić tego rodzaju "duchowej" aktywności umysłu od jego aktywności normalnej, o której wiemy, że pochodzi z mózgu. Po prostu nie wiemy co dokładnie miałoby być tą duszą, ani jak by się to miało odróżniać od zwykłej świadomości, tej związanej z mózgiem.
>Próba badania spraw duchowych od strony fizjologii mózgu faktycznie wygląda beznadziejnie.
Zdecydowanie tak, po pierwsze - co od strony nauk przyrodniczych miałyby znaczyć sprawy duchowe? Tyle samo co bajka o Baba Jadze i krasnoludkach.
To jak to badać?
Ale np. - dla myślących samodzielnie racjonalistów, otwartych na świat i ciekawych zrozumienia rzeczywistych procesów - poznanie dorobku profesora António Rosa Damásio jest fascynującą intelektualną przygodą:
Jako badacz, dr Damasio interesuje się głównie neurobiologią umysłu, szczególnie zaś systemami neuronalnymi odpowiedzialnymi za pamięć, język, emocje i podejmowanie decyzji. Jego badania przyczyniły się do objaśnienia neuronalnych podstaw dla emocji i wykazały, że emocje grają główną rolę w poznaniu społecznym i podejmowaniu decyzji. Sformułował hipotezę markerów somatycznych.

Jako klinicysta, on i jego współpracownicy badali i leczyli zaburzenia behawioralne, poznawcze oraz motoryczne.

Książki Damasio skupiają się na kwestii relacji między emocjami, uczuciami a mechanizmami zachodzącymi w mózgu związanymi z ich powstawaniem. Jego publikacja pt. "Błąd Kartezjusza: emocje, rozum i ludzki mózg", była nominowana do nagród Los Angeles Times i została przetłumaczona na ponad 30 języków. Jego druga książka "Tajemnica świadomości" uznano za jedną z najlepszych książek 2001 roku przez ranking New York Timesa i została wydana w 30 obcych krajach. W swojej ostatniej książce z 2003 roku: "W poszukiwaniu Spinozy: radość, smutek i czujący mózg" objaśnia filozofię i jej związek z neurobiologią, sugerując, że może ona dostarczyć wskazówek dla etyki ludzkiej.


>Rozumiem, że analizy fenomenologiczne kwestii duchowych nie wydają Ci się dostatecznie przekonujące?...
Z perspektywy dzisiejszego dorobku nauk przyrodniczych są stekiem żenujących bzdur. Nie tylko że nie udzielają sensownych odpowiedzi, ale nawet nie artykułują sensownych pytań. Było minęło. Warto zauważyć, że już jesteśmy w XXI wieku i powstała z konieczności nowa dziedzina wiedzy: www.wykop.(*)tywistyka-wyklad-prof-w-ducha/

Miłego dnia.

@@@
.
03-09-2012 16:37 
 Ocena 3 na 3
grzmot (741 punktów)
>Ale np. - dla myślących samodzielnie racjonalistów, otwartych na świat i ciekawych zrozumienia rzeczywistych procesów - poznanie dorobku profesora António Rosa Damásio jest fascynującą intelektualną przygodą:
>[color=navy]Jako badacz, dr Damasio interesuje się głównie neurobiologią umysłu, szczególnie zaś systemami neuronalnymi odpowiedzialnymi za pamięć, język, emocje i podejmowanie decyzji.[...]
Warto obejrzeć jego wykład na temat świadomości, dostępny na stronie TED: link (język angielski, ale z napisami polskimi).
03-09-2012 17:11 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Warto obejrzeć jego wykład na temat świadomości, dostępny na stronie TED: link (język angielski, ale z napisami polskimi).
Dziękuję za zwrócenie uwagi i uważam, że warto choć małe wyjątki z tego tłumaczenia tu przytoczyć:
Jestem tu, by omówić cud i tajemnicę świadomych umysłów. Cudem jest, że przebudziliśmy się dziś rano, a z tym przebudzeniem w niesamowity sposób powróciła świadomość umysłu. [...]

I to tyle, jeśli mowa o cudzie. Teraz tajemnica. To tajemnica, którą bardzo trudno wyjaśnić. Cofając się daleko do wczesnej filozofii, poprzez historię neuronauki, była to tajemnica, której nie dało się wyjaśnić, i która wzbudzała ogromne kontrowersje. Wielu ludzi sądzi, że nie powinniśmy się nawet do niej zbliżać; powinniśmy to po prostu zostawić. Tego nie da się rozwiązać. Nie wierzę w to, i uważam że sytuacja się zmienia. Byłoby niedorzecznością sądzić, że wiemy skąd bierze się świadomość w naszych mózgach, ale możemy zająć się tą kwestią i możemy ujrzeć chociaż zarys rozwiązania.

I jeszcze jednym cudem do świętowania są istniejące techniki obrazowania, pozwalające nam zbadać wnętrze ludzkiego mózgu i umożliwiające, na przykład, to co teraz możecie zobaczyć. Te obrazy pochodzą z laboratorium Hanny Damasio, widzimy na nich mózg żywego człowieka, rekonstrukcję tego mózgu. To żyjąca osoba. Nie ktoś badany podczas sekcji. Co więcej, i to jest coś, dzięki czemu możemy być naprawdę zdumieni, to coś, co wam za chwilę pokażę, co wnika pod powierzchnię mózgu i co pozwala spojrzeć na żyjący mózg, prawdziwe połączenia, ścieżki. Więc wszystkie te kolorowe linie odpowiadają grupom aksonów, włóknom łączącym ciała komórek w synapsy. I przepraszam, że was rozczaruję, nie są one kolorowe. Ale zawsze tam są. Kolory oznaczają kierunki, z tyłu do przodu lub odwrotnie.

Czym jest świadomość? Czym jest świadomy umysł? Moglibyśmy to wyjaśnić w prosty sposób, że jest to coś, co tracimy zapadając w głęboki sen bez marzeń sennych, albo przy znieczuleniu ogólnym, jest również tym, co odzyskujemy wybudzając się ze snu lub znieczulenia. Ale czym dokładnie jest ta rzecz, którą tracimy podczas śpiączki lub głębokiego snu? Po pierwsze, jest to umysł, będący ciągiem obrazów myślowych. Weźcie oczywiście pod uwagę obrazy mogące być wzorami czuciowymi, wzrokowymi, takimi, jakie macie właśnie teraz w odniesieniu do tej sceny i mnie, lub obrazów słuchowych, w związku z wypowiadanymi przeze mnie słowami. Ten strumień obrazów myślowych to umysł.

Pomyślcie więc, jak cudownie wygodny i leniwy jest mózg. Ma konkretne obszary odpowiedzialne za percepcję i tworzenie obrazu. I są to dokładnie te same obszary używane w tworzeniu obrazów w przypominaniu sobie informacji.

Jak dotąd, tajemnica świadomego umysłu jest pomału odkrywana, ponieważ mamy ogólne pojęcie tego, jak powstają te obrazy. Ale co z Ja? Ja jest naprawdę ulotne. I przez długi czas ludzie nawet nie chcieli się nią zajmować, ponieważ, jak zwykli mówić, "Jak to jest z tym punktem odniesienia, z tą stabilnością wymaganą do utrzymania kontinuum osobowości każdego dnia?" Rozmyślałem nad rozwiązaniem tego problemu. Jest następujące. Tworzymy mapy mózgowe wnętrza naszego organizmu i używamy ich jako odniesienia dla wszystkich innych map.

Pokażę wam rysunek. I nie powiem o tym nic więcej, oprócz tego, że chcę was przestraszyć. Powiem wam, że w tej czerwonej części pnia mózgu, znajdują się, żeby było łatwiej, wszystkie te małe kwadraciki przypisane modułom tworzącym mapy mózgowe przeróżnych aspektów wnętrza naszego organizmu, naszego ciała. Są doskonałe pod względem topograficznym i są doskonale połączone tworząc wzór rekurencyjny. I to właśnie dlatego oraz dzięki temu ścisłemu połączeniu pomiędzy pniem mózgu, a ciałem, które - i mogę się mylić, ale nie sądzę - które generuje tę mapę ciała, będącą podstawą dla Ja i mającą formę odczuć - tak na marginesie, pierwotnych odczuć.

A więc co widzimy na tym rysunku? Spójrzcie na korę mózgową, na pień mózgu, na ciało, macie obraz połączeń, gdzie pień mózgu stanowi podstawę Ja w bardzo ścisłym połączeniu z ciałem. Mamy korę mózgową, która dostarcza wspaniałego widowiska naszym umysłom, z dużą obfitością obrazów, które są w rzeczywistości zawartością naszych umysłów i na które zazwyczaj zwracamy największą uwagę, ponieważ jest to prawdziwy film przewijający się w naszych umysłach. Ale spójrzcie na strzałki. Nie są tam bez powodu. Są tam, ponieważ zachodzi tam bliska interakcja. Nie ma świadomego umysłu bez interakcji pomiędzy korą mózgową, a pniem mózgu. Nie ma świadomego umysłu bez interakcji pomiędzy pniem mózgu, a ciałem.

Inną interesującą rzeczą jest to, że nasz pień mózgu dzielimy z rozmaitymi innymi gatunkami. U kręgowców, budowa pnia mózgu jest zbliżona do naszego, co jest jednym z powodów, dlaczego sądzę, że te inne gatunki mają świadome umysły, tak jak my. Z tym wyjątkiem, że nie są tak bogate jak nasze, ponieważ nie mają takiej kory mózgowej jak my. To jest ta różnica. I bardzo nie zgadzam się z pomysłem, by świadomość traktować jako wspaniały produkt kory mózgowej. Tylko bogactwo naszych umysłów, a nie samo istnienie naszego Ja, które możemy odnieść do naszego jestestwa, i to, że mamy jakiekolwiek poczucie istnienia.

I na koniec, moglibyście spytać, i co nas to obchodzi? Po co mamy wiedzieć czy to pień mózgu, czy kora mózgowa i jak są zbudowane? Trzy powody. Po pierwsze, ciekawość. Naczelne są wyjątkowo ciekawskie - a ludzie już najbardziej ze wszystkich. I jeśli jesteśmy zainteresowani, na przykład tym, że antygrawitacja odpycha galaktyki od Ziemi, to dlaczego nie mielibyśmy zainteresować się wnętrzem człowieka?
Dziękuję za uwagę.


Pozdrawiam.

@@@
.
04-09-2012 10:19 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>>>Pozostaje pytanie, czy istnieje możliwość poznania owego świata duchowego poprzez umysł. Nawet jeśliby przyjąć, że nauka nie wykazała ponad wszelką wątpliwość, że wszelka aktywność umysłowa jest funkcją mózgu,
>>Oczywiście nie wykazała.
>Oczywiście wykazała!Na przykład warto poczytać np. tu - od:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,516896#w516905
>do:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,516896#w517010

A jednak nie wykazała.
Wśród neuronaukowców są ludzie o różnych światopoglądach, podobnie jak wśród naukowców z innych dziedzin. Jeżeli neuronaukowiec twierdzi, że jaźń czy wolna wola zostały wyjaśnione przez naukę, to tym samym daje wyraz swojemu światopoglądowi, a nie referuje ustalenia nauki. Wyznawcom światopoglądu materialistycznego nie udało się sformułować satysfakcjonującej teorii neurobiologicznej, która tłumaczyłaby, w jaki sposób umysł, świadomość, jaźń i doświadczenia duchowe powstają pomiędzy różnymi obszarami mózgu, obwodami neuronalnymi i neuroprzekaźnikami.
04-09-2012 10:25 
 Ocena 9 na 9
Ania. (14138 punktów)
>>>>>>Pozostaje pytanie, czy istnieje możliwość poznania owego świata duchowego poprzez umysł. Nawet jeśliby przyjąć, że nauka nie wykazała ponad wszelką wątpliwość, że wszelka aktywność umysłowa jest funkcją mózgu,
>>>Oczywiście nie wykazała.
>>Oczywiście wykazała!Na przykład warto poczytać np. tu - od:
>>www.racjonalista.pl/forum.php/s,516896#w516905
>>do:
>>www.racjonalista.pl/forum.php/s,516896#w517010
> A jednak nie wykazała.
Błąd logiczny.
Jak wykazać, że "wszelka aktywność umysłowa jest funkcją mózgu"?
Jak do tej pory nie zidentyfikowano żadnej aktywności, która miałaby inny mechanizm, niż neurologiczny.
To wystarczy.
Jeśli znajdziesz doniesienie, że jakaś aktywność w udowodniony sposób wynika z innego mechanizmu, to będzie interesujące.

Póki co to jest równie dobre, jak stwierdzenie "nie udowodniono, że przepływ krwi w sercu zależy wyłącznie od pracy tkanki sercowej".
04-09-2012 10:57 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jak do tej pory nie zidentyfikowano żadnej aktywności, która miałaby inny mechanizm, niż neurologiczny.

Nie istnieje naukowe wyjaśnienie neurobiologicznego mechanizmu takich fenomenów jak np. doświadczenie wolnej woli, jaźń czy doświadczenia duchowe - nikt nie stworzył neurobiologicznej teorii wyjaśniającej, jak te fenomeny powstają pomiędzy różnymi obszarami mózgu, obwodami neuronalnymi i neuroprzekaźnikami.
04-09-2012 12:13 
 Ocena 14 na 14
Ania. (14138 punktów)
>>Jak do tej pory nie zidentyfikowano żadnej aktywności, która miałaby inny mechanizm, niż neurologiczny.
>Nie istnieje naukowe wyjaśnienie neurobiologicznego mechanizmu takich fenomenów jak np. doświadczenie wolnej woli, jaźń czy doświadczenia duchowe - nikt nie stworzył neurobiologicznej teorii wyjaśniającej, jak te fenomeny powstają pomiędzy różnymi obszarami mózgu, obwodami neuronalnymi i neuroprzekaźnikami.
Ale fakt nieistnienia neurobiologicznego wyjaśnienia nie dowodzi, że alternatywna hipoteza jest prawdziwa.
Gdyby tak było, to w 1200 roku prawdziwe byłoby stwierdzenie, że Słońce obiega Ziemię.

Być może na spójną teorię musimy poczekać, trudno. Ale z tego faktu nie płynie żaden dowód.

Chcesz udziału sił paranaturalnych - dowody musisz opracować pozytywne, a nie wnioski wyciągane z niedoskonałości nauki.

Nie akceptujemy zapchajdziur.

Alternatywna hipoteza będzie uznana za sensowną, kiedy będzie poparta odrębnym dowodem.

Dość jasno?
04-09-2012 13:23 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Nie istnieje naukowe wyjaśnienie neurobiologicznego mechanizmu takich fenomenów jak np. doświadczenie wolnej woli, jaźń czy doświadczenia duchowe - nikt nie stworzył neurobiologicznej teorii wyjaśniającej, jak te fenomeny powstają pomiędzy różnymi obszarami mózgu, obwodami neuronalnymi i neuroprzekaźnikami.
>Ale fakt nieistnienia neurobiologicznego wyjaśnienia nie dowodzi, że alternatywna hipoteza jest prawdziwa.

Różnica zdań dotyczyła tutaj tego, czy neurobiologiczne "wyjaśnienie" wolnej woli, jaźni i doświadczeń duchowych to UDOWODNIONA TEZA czy też NIEUDOWODNIONA HIPOTEZA. Cieszę się, że się zgadzamy, że mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem.
04-09-2012 13:55 
 Ocena 6 na 6
Ania. (14138 punktów)
>Różnica zdań dotyczyła tutaj tego, czy neurobiologiczne "wyjaśnienie" wolnej woli, jaźni i doświadczeń duchowych to UDOWODNIONA TEZA czy też NIEUDOWODNIONA HIPOTEZA. Cieszę się, że się zgadzamy, że mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem.
Biorąc pod uwagę, że nie mam pojęcia czy istnieje wolna wola, co masz na myśli pisząc o "doświadczeniach duchowych", to się zgadzamy - nie zostały udowodnione ich mechanizmy.
04-09-2012 14:10 
 Ocena 8 na 8
grzmot (741 punktów)
>Biorąc pod uwagę, że nie mam pojęcia czy istnieje wolna wola, co masz na myśli pisząc o "doświadczeniach duchowych", to się zgadzamy - nie zostały udowodnione ich mechanizmy.
Co do wolnej woli, to wydaje mi się, że zostało niedawno doświadczalnie wykazane (John-Dylan Haynes, wcześniej Beniamin Libet), że nie istnieje (jeśli rozumiemy ją jako świadome, niezdeterminowane fizycznie podejmowanie decyzji). Zostało to dokonane za pomocą prześwietlania rezonansem magnetycznym mózgu - aktywność w odpowiednim obszarze dokonywała się, zanim człowiek zdał sobie sprawę z decyzji. Potem robiono eksperymenty z pobudzaniem odpowiedniego obszaru - człowiek ruszał ręką w odpowiedzi na prąd, a potem stwierdzał, że "sam chciał ruszać". Wynikiem tych doświadczeń jest wniosek, że świadomie człowiek tylko dowiaduje się, co zamierza zrobić, a i to nie zawsze .
04-09-2012 16:14 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Czy wykazano doświadczalnie, że zdeterminowane są wszystkie reakcje człowieka czy tylko niektóre?...
04-09-2012 17:02 
 Ocena 7 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ale co chcesz w to upchnąć? Jezusa, czy Sziwę? I dlaczego urodzenie w Polsce jest lepsze od urodzenia w Indiach? Marku, to by było mniej śmieszne, gdybyś nie upychał w to wszystko jednej z 40000 legend w które wierzą bezgranicznie różni nieszczęśnicy. Ale nawet, gdybyś był rzeczowy i uczciwy (czyli nie upychał Jezusa), wszystko wskazuje na to, że żadna z 40000 legend nie tłumaczy funkcjonowania mózgu lepiej niż nauka.
05-09-2012 10:37 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Jacku, niczego nie chcę "upychać" - rozmawiamy o tym, co jest prawdą, a co nie i z jakim prawdopodobieństwem. I nie rozmawiamy w tym wątku o prawdziwości chrześcijaństwa - o tym rozmawialiśmy w innych wątkach (np. "Grobowa historyczność").

Od badania mózgu są nauki przyrodnicze - to "oczywista oczywistość". Ale my tu nie mówimy o mózgu, tylko o jaźni, wolnej woli i doświadczeniach duchowych oraz o tym, że niektórzy bezpodstawnie twierdzą, że fenomeny te nie istnieją lub są tylko wytworem mózgu.
05-09-2012 10:57 
 Ocena 9 na 9
Ania. (14138 punktów)
>Od badania mózgu są nauki przyrodnicze - to "oczywista oczywistość". Ale my tu nie mówimy o mózgu, tylko o jaźni, wolnej woli i doświadczeniach duchowych oraz o tym, że niektórzy bezpodstawnie twierdzą, że fenomeny te nie istnieją lub są tylko wytworem mózgu.
A na jakiej podstawie można powiedzieć czym są i czy są czymś więcej niż wytworem mózgu?

Fenomen to również proces. Aktywność mózgu bywa określana różnymi słowami. Świadomość jest procesem, aktywnością mózgu. Samoświadomość również. Jaźń - czymże innym?

Czy to oburzająca teza?
Podaj inną, alternatywną, lepiej udokumentowaną.
05-09-2012 11:25 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Świadomość jest procesem, aktywnością mózgu. Samoświadomość również. Jaźń - czymże innym?
>Czy to oburzająca teza?

Już o tym mówiliśmy: nie, to nie jest "oburzająca teza" - to jest tylko NIEUDOWODNIONA HIPOTEZA.
05-09-2012 11:50 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
>> Świadomość jest procesem, aktywnością mózgu.
> to jest tylko NIEUDOWODNIONA HIPOTEZA.

Owszem, hipoteza, ale najprostsza niesfalsyfikowana.
05-09-2012 13:45 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>> Świadomość jest procesem, aktywnością mózgu.
>> to jest tylko NIEUDOWODNIONA HIPOTEZA.
>Owszem, hipoteza, ale najprostsza niesfalsyfikowana.

Czy wyobrażasz sobie eksperyment, który pozwoliłby na falsyfikację tej hipotezy?
06-09-2012 07:31 
 Ocena 10 na 10
Fizyk (17637 punktów)
> Czy wyobrażasz sobie eksperyment, który pozwoliłby na falsyfikację tej hipotezy?

Oczywiście. Hipoteza, że świadomość jest aktywnością mózgu zostałaby sfalsyfikowana gdyby udało się wykazać, że np. out-of-body experience (eksterioryzacja) nie jest tylko złudzeniem i świadomość faktycznie opuszcza ciało. Podobnie większość paranaukowych bzdur przeczy tej hipotezie, ale nikomu jeszcze nie udało się choćby jednej z nich odbzdurzyć.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> Czy wyobrażasz sobie eksperyment, który pozwoliłby na falsyfikację tej hipotezy?
>Oczywiście. Hipoteza, że świadomość jest aktywnością mózgu zostałaby sfalsyfikowana gdyby udało się wykazać, że np. out-of-body experience (eksterioryzacja) nie jest tylko złudzeniem i świadomość faktycznie opuszcza ciało. Podobnie większość paranaukowych bzdur przeczy tej hipotezie, ale nikomu jeszcze nie udało się choćby jednej z nich odbzdurzyć.

Chciałbym Cię dobrze zrozumieć:
Jak w proponowanym przez Ciebie eksperymencie można by stwierdzić, że "świadomość faktycznie opuszcza ciało"? Miałyby to wykazać jakieś przyrządy pomiarowe?!...
06-09-2012 17:04 
 Ocena 9 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Oczywiście. Hipoteza, że świadomość jest aktywnością mózgu zostałaby sfalsyfikowana gdyby udało się wykazać, że np. out-of-body experience (eksterioryzacja) nie jest tylko złudzeniem i świadomość faktycznie opuszcza ciało.
>Chciałbym Cię dobrze zrozumieć:
>Jak w proponowanym przez Ciebie eksperymencie można by stwierdzić, że "świadomość faktycznie opuszcza ciało"? Miałyby to wykazać jakieś przyrządy pomiarowe?!...

To można zbadać w bardzo prosty sposób.
Jeśli rzeczywiście świadomość opuszcza ciało, to powinien się z tym wiązać jakiś zysk informacyjny dla delikwenta - tj. po powrocie z wycieczki powinien wiedzieć więcej niż przed nią, a to można sprawdzić.
Ktoś mógłby - będąc ukryty za zasłoną - np. pisać jakieś przypadkowe wyrazy na karteczce, dla eksterioryzowanej świadomości nie powinno być problemem podejrzenie treści karteczki i podzielenie się nabytą wiedzą po powrocie do ciała.
Robiono zresztą takie eksperymenty.
Bodaj kilkanaście procent ludzi, którzy przeszli przez śmierć kliniczną donosi o wrażeniu opuszczania ciała i spoglądania na nie z góry.
Tedy na szpitalnym oddziale ratunkowym, w sali, gdzie pacjentów w stanie śmierci klinicznej reanimowano, podwieszono u sufitu plansze z różnymi napisami czy rysunkami w taki sposób, że to, co znajdowało się na planszach widoczne było jedynie z góry, z perspektywy, z jakiej lewitanci rzekomo spoglądali na swe ciała - następnie zaś proszono te osoby o opisanie tego, co na tych planszach widziały.
Zgadnij z jakim skutkiem?


nie tylko sam nie będę należeć do żadnego towarzystwa bez zezwolenia rządu ustanowionego, lecz i donosić będę, gdzie należy, według przysięgi wiernopoddanego, gdy się dowiem, iż gdziekolwiek takowe zabronione towarzystwo otwarte zostało. (Adam Mickiewicz)
07-09-2012 09:51 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Zainteresowałeś mnie - poproszę o link z opisem wyników tych eksperymentów.
07-09-2012 13:13 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Zainteresowałeś mnie - poproszę o link z opisem wyników tych eksperymentów.

Chodzi o te badania.
Oficjalne wyniki, o ile zdążyłem się zorientować, jak dotąd nie zostały opublikowane, być może ukażą się w książce zapowiadanej na luty przyszłego roku. Zapowiedzi raczej nie wskazują na to, aby miały się tam znaleźć jakieś paranormalne rewelacje .
Nieoficjalne wieści o rezultatach badań (np. takie) pojawiają się w prasie już od jakiegoś czasu i są jednobrzmiące.

People often feel they are floating above themselves and can see what is happening.

We have had a number of people who suggested they have experienced something, but we have not had anyone who has seen the picture that is facing the ceiling.


nie tylko sam nie będę należeć do żadnego towarzystwa bez zezwolenia rządu ustanowionego, lecz i donosić będę, gdzie należy, według przysięgi wiernopoddanego, gdy się dowiem, iż gdziekolwiek takowe zabronione towarzystwo otwarte zostało. (Adam Mickiewicz)
07-09-2012 14:28 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Zainteresowałeś mnie - poproszę o link z opisem wyników tych eksperymentów.
>Chodzi o te badania.
>Oficjalne wyniki, o ile zdążyłem się zorientować, jak dotąd nie zostały opublikowane,
>Nieoficjalne wieści o rezultatach badań (np. takie)

Czytamy tam:

Cytat:
"We have found between 10 and 20 per cent of survivors who have come back from death will have memories, some kind of cognitive state while clinically dead."

Dr Parnia refused to speculate on the results of his study but said many people interviewed had similar experiences.

He said: "The evidence that is interesting to me is that, contrary to my training, the entity we call the human mind and consciousness appears to continue to exist during the early stage of death."

Czyli wyniki eksperymentów sugerują (lub pokazują - zobaczymy co zostanie opublikowane), że świadomość człowieka może funkcjonować, mimo iż mózg nie funkcjonuje.
07-09-2012 14:51 
 Ocena 4 na 4
Zabójca-Bogów (3947 punktów)
>Czyli wyniki eksperymentów sugerują (lub pokazują - zobaczymy co zostanie opublikowane), >że świadomość człowieka może funkcjonować, mimo iż mózg nie funkcjonuje.
A ni cholery jeśli mózg nie generuje impulsów elektryczno-chemicznych to i oprogramowanie wysiada . Jakieś informacje gdy uaktywniają się części mózgu przetrwają i zniekształcone będą dołączone do pamięci podręcznej gdzie na bieżąco zostaną dodane jako "materiał z poznania i doświadczenia zmysłowego" choć będą tylko jakimiś szczątkowymi impulsami tak przerobionymi że i sens będą mieć i wpisane będą w jakąś całość --podczas uświadamiania Nam że coś jeszcze trzeba zapamiętać--przez mózg jakiego jesteśmy tylko własnością (w obu znaczeniach).
Ja czyli świadomość --nakładka programowa symulująca "że niby coś mogę decydować i sam sobą kierować ".
07-09-2012 14:54 
 Ocena 7 na 7
Ania. (14138 punktów)
>Czyli wyniki eksperymentów sugerują (lub pokazują - zobaczymy co zostanie opublikowane), że świadomość człowieka może funkcjonować, mimo iż mózg nie funkcjonuje.
Mylisz zatrzymanie akcji serca z brakiem aktywności mózgu.
Jeśli mózg przestanie funkcjonować, nie ma powrotu - wtedy określa się stan śmierci mózgowej i pacjent jest martwy, nawet jeśli ciało nadal funkcjonuje dzięki aparaturze.

Nie ma żadnych danych, które pokazałyby wrażenia ze stanu braku aktywności mózgu, bowiem z tego stanu nie ma odwrotu.

Ale to częsty błąd, spotkałam się z nim wielokrotnie. Ludzie myślą, że aparat monitorujący pracę serca pokazuje też pracę mózgu.
07-09-2012 16:21 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Czyli wyniki eksperymentów sugerują (lub pokazują - zobaczymy co zostanie opublikowane), że świadomość człowieka może funkcjonować, mimo iż mózg nie funkcjonuje.
>Mylisz zatrzymanie akcji serca z brakiem aktywności mózgu.
>Jeśli mózg przestanie funkcjonować, nie ma powrotu - wtedy określa się stan śmierci mózgowej i pacjent jest martwy, nawet jeśli ciało nadal funkcjonuje dzięki aparaturze.
>Nie ma żadnych danych, które pokazałyby wrażenia ze stanu braku aktywności mózgu, bowiem z tego stanu nie ma odwrotu.

Zdaje się, że co najmniej w niektórych przypadkach EEG było płaskie, a świadomość funkcjonowała, np.: en.wikipedia.org/wiki/Pam_Reynolds_case
07-09-2012 16:29 
 Ocena 6 na 6
Ania. (14138 punktów)

>Zdaje się, że co najmniej w niektórych przypadkach EEG było płaskie, a świadomość funkcjonowała, np.: en.wikipedia.org/wiki/Pam_Reynolds_case
Przy obniżeniu do 16 stopni - zgadzam się.
Jednak podkreślę:
mózg przestał reagować na bodźce, co nie oznacza, że był martwy.
Obniżenie aktywności jest normalne przy ochłodzeniu - to coś jak chwilowe spowolnienie funkcji. Dlatego mawia się w gronie zawodowców: nie jesteś martwy póki jesteś zimny i martwy.

W trakcie schładzania aktywność mózgu spada, można w ten sposób przeprowadzić trudne operacje, wymagające odcięcia dopływu krwi do mózgu.

Ale nie oznacza to, że mózg jest martwy. Nie oznacza też, że w trakcie schładzania, ogrzewania, a nawet w trakcie samego wychłodzenia mózg jest martwy.

BTW - pacjent nie wie, w którym momencie "nieobecności" ma sny. Podobnie jak nie wiesz, w którym momencie śniłeś sen w nocy.
07-09-2012 15:25 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Czyli wyniki eksperymentów sugerują (lub pokazują - zobaczymy co zostanie opublikowane), że świadomość człowieka może funkcjonować, mimo iż mózg nie funkcjonuje.

Skądże znowu - sugerują tylko, że proces umierania jest jeszcze za słabo poznany, że jakaś szczątkowa aktywność mózgu może z jednej strony pozwalać na odbiór niektórych bodźców z otoczenia, z drugiej zaś generować pewne charakterystyczne omamy.
Wszystko to było zresztą od dawna wiadome - nic nowego odkryte nie zostało, acz opisywane badania być może pozwolą pogłębić rozumienie tych zjawisk.
Na pewno jednak (wg doniesień) udało się sfalsyfikować tezę, że świadomość potrafi rzeczywiście opuścić ciało i oglądać sobie świat spoza niego (tego ciała, znaczy się).


nie tylko sam nie będę należeć do żadnego towarzystwa bez zezwolenia rządu ustanowionego, lecz i donosić będę, gdzie należy, według przysięgi wiernopoddanego, gdy się dowiem, iż gdziekolwiek takowe zabronione towarzystwo otwarte zostało. (Adam Mickiewicz)
06-09-2012 17:18 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> Jak w proponowanym przez Ciebie eksperymencie można by stwierdzić, że "świadomość faktycznie opuszcza ciało"?

big_zyd już wyczerpująco odpowiedział, więc podaję tylko link: www.livesc(*)on-burpo-science-religion.html
07-09-2012 00:32 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>> Jak w proponowanym przez Ciebie eksperymencie można by stwierdzić, że "świadomość faktycznie opuszcza ciało"?
>big_zyd już wyczerpująco odpowiedział, więc podaję tylko link [...]
Dorzucę jeszcze:
wywiad z fachowcem"
opuszczenie własnego ciała też jest typowe dla doświadczeń śmierci klinicznej, ale to można wywołać sztucznie ...


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> www.livesc(*)on-burpo-science-religion.html

Czy masz może także link do opisu wyników tych eksperymentów?
07-09-2012 11:30 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>> www.livesc(*)on-burpo-science-religion.html
>Czy masz może także link do opisu wyników tych eksperymentów?
Ten wynik jest zupełnie nieistotny. Bo nawet jeśli wyjdzie, że oni nie odczytali tych podwieszonych symboli, to dowiedzie to tego tylko, że JEDYNIE te właśnie wizje - powstałe przy "out of body experience" - są złudzeniem. Nie wykluczy to natomiast tego, że poza zakresem tego eksperymentu może istnieć - inaczej jeszcze - bardziej niematerialnie jakoś pojęta - dusza, która żadnemu eksperymentowi się nie podporządkowuje.

Problem nie polega więc na tym, że nauka nie jest w stanie istnieniu duszy zaprzeczyć. Polega on jednak na tym, że w duszę można tylko wierzyć - bo też jej nauka pozytywnie nigdzie nie stwierdziła. A wierzyć - to znaczy zawsze tylko polegać na niezweryfikowanych opowieściach innych ludzi (i związanych z nimi osobistych wrażeniach).

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
07-09-2012 11:36 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Tak, masz rację, ale mimo wszystko ze względu na ciekawość poznawczą chciałbym poznać wyniki tych eksperymentów.
07-09-2012 11:54 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Tak, masz rację, ale mimo wszystko ze względu na ciekawość poznawczą chciałbym poznać wyniki tych eksperymentów.
Czy Ty zauważyłeś z czym się zgodziłeś? Ja napisałem w tym poście:
Cytat:
wierzyć - to znaczy zawsze tylko polegać na niezweryfikowanych opowieściach innych ludzi (i związanych z nimi osobistych wrażeniach).


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
07-09-2012 13:07 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Tak, masz rację, ale mimo wszystko ze względu na ciekawość poznawczą chciałbym poznać wyniki tych eksperymentów.
>Czy Ty zauważyłeś z czym się zgodziłeś? Ja napisałem w tym poście:
> Cytat:
wierzyć - to znaczy zawsze tylko polegać na niezweryfikowanych opowieściach innych ludzi (i związanych z nimi osobistych wrażeniach).


Zgadzam się z pozostałymi Twoimi stwierdzeniami, z tym - nie; dzięki za czujność.
08-09-2012 00:14 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>> Cytat:
wierzyć - to znaczy zawsze tylko polegać na niezweryfikowanych opowieściach innych ludzi (i związanych z nimi osobistych wrażeniach).

>Zgadzam się z pozostałymi Twoimi stwierdzeniami, z tym - nie; dzięki za czujność.
No, ale z czym się tu właściwie można nie zgadzać?
Wierzysz w Boga chrześcijańskiego. O tym Bogu jakoś się przecież dowiedziałeś, że się np. tak, a nie inaczej nazywa, i że ma takie a nie inne cechy. Dowiedziałeś się tego przecież od innych ludzi (nawet jeśli za pośrednictwem książki). Również od innych ludzi dowiedziałeś się, że jest coś takiego jak wiara i jak mniej więcej to się robi, że się wierzy. Tak więc to im - tym innym ludziom wierzysz. Nigdy tego ich komunikatu nie podważyłeś.
Dodatkowo masz jakieś swoje osobiste wrażenia związane z tymi opowieściami, które dla Ciebie samego stanowią dowód (jak się wciągnę w dobry kryminał, to moje przeżycia też są całkiem realne, a co dopiero literatura mistyczna).
Tak więc moje powyższe stwierdzenie:
"wierzyć - to znaczy zawsze tylko polegać na niezweryfikowanych opowieściach innych ludzi (i związanych z nimi osobistych wrażeniach)"
jest całkowicie obiektywne. Nie widzę podstaw, aby go podważyć.
Oczywiście zdziwiłoby mnie, gdybyś się z nim zgodził, bo to świadczyłoby o tym, że przez chwilę pomyślałeś logicznie przy zastanawieniu się nad pytaniem:
"skąd wiem cokolwiek o moim chrześciajńskim Bogu?"


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
11-09-2012 21:48 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>"wierzyć - to znaczy zawsze tylko polegać na niezweryfikowanych opowieściach innych ludzi (i związanych z nimi osobistych wrażeniach)"

Weryfikacja może mieć dwa wymiary:
1) spójność relacji wielu wiarygodnych świadków
2) własne doświadczenia.
11-09-2012 22:17 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>"wierzyć - to znaczy zawsze tylko polegać na niezweryfikowanych opowieściach innych ludzi (i związanych z nimi osobistych wrażeniach)"
>Weryfikacja może mieć dwa wymiary:
>1) spójność relacji wielu wiarygodnych świadków
Tak, to prawda, trzeba tylko rozumieć co to jest:
"spójność", "relacja", "wielu", "wiarygodność" i "świadek"

>2) własne doświadczenia.
Tutaj trzeba już tylko rozumieć, co to jest "doświadczenie"

Jedynie słowo "własne" rozumiemy tak samo, ale sądzę, że akurat o nim najczęściej zapominasz.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
07-09-2012 14:58 
 Ocena 1 na 1
Zabójca-Bogów (3947 punktów)
Exterioryzacja--cała książka A-4 formatu z opisami wychodzenia z ciała (niby).
Ja dzięki technikom relaksacji umiałem uzyskiwać taki stan .
Ale można też po wielu środkach chemicznych mieć taki odlot.
W "Od Magii Do Psychotroniki" powinny być wymienione--dawno temu czytałem i mogę się mylić.
Generalnie uczucie jest tak silne że zanika strach przed śmiercią--bo ma się wrażenie "duszy" --ja tak miałem za młodu --teraz wiem że dusza nie istnieje a te stany to tylko projekcje mózgu . Jak w Matrixie.
maceox (6766 punktów)
>Exterioryzacja--cała książka A-4 formatu z opisami wychodzenia z ciała (niby).
>Ja dzięki technikom relaksacji umiałem uzyskiwać taki stan .
Jakieś konkretne techniki? Jakoś się nazywały?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
09-09-2012 12:13 
 Ocena 3 na 3
Zabójca-Bogów (3947 punktów)
>Jakieś konkretne techniki? Jakoś się nazywały?
Jose Silva "Metody kontroli umysłu"--mała książeczka ale ma od groma metod na wizualizacje czego się chce i i takie tam . (nie sprawdzałem wszystkich i nie mam pojęcia czy są sensowne)
JA robiłem tak :
Leżałem na plecach max. wygodnie z zasłoniętymi oczami (chusteczka starczy na powieki w ciemnym pokoju)--wygodnie żeby się nie poprawiać i nie rozpraszać.

Po czym myślałem o tym co zawsze przed snem i wygaszałem myśli...
Starając się myśleć o "nie myśleniu".
Spinałem całe ciało i....rozluźniałem.
Po czym po kolei wyobrażałem sobie jak najpierw lewa stopa się rozlużnia , potem prawa , potem lewa łydka , prawa łydka , i tak po kolei wszystkie części ciała podzielone na mniejsze odcinki mięśni . Na końcu skóra na głowie i już .

W trakcie tego rozlużniania czułem "ciepło" , "szpileczki/mrowienie" w częściach ciała jakie rozluźniałem .
Jak miałem całe ciało rozluźnione to wyobrażałem sobie że leżę na materacu dmuchanym na wodzie i kołyszą mnie lekko fale .
Jak już czułem wychylanie się "ciała eterycznego" na boki poza obrys ciała fizycznego (używam terminologii jaka kiedyś stosowałem --jak miałem 16-17 lat) to już wiedziałem że można "wychodzić".
Wstawałem w pionie i leciałem gdzie chciałem.
Zazwyczaj urywała mi się pamięć w momencie wychodzenia ale czasami nie i rano miałem świadomość tego że "byłem na ulicy i samochody przeze mnie przejeżdżały" i przez ściany przechodziłem.

Typowe sny sprowokowane przez autosugestię o możliwości takich podróży i przeczytanych wiele opisów takich podróży i mózg wyprodukował takie wyobrażenia .
Powiem szczerze było to fajne i zostało mi w pamięci na długo , obecnie zanikło prawie zupełnie . Przypuszczam że czytanie i rozmawianie i używanie słów "fachowych" z tej dziedziny niewiedzy człeka wspomaga wyobrażnię. Być może też rozrost młodego organizmu i obecność w nim wielu hormonów mogło mieć wpływ na łatwość takich wizualizacji --ale to niczym nie poparta teza .
Pozdrawiam i przepraszam że tak późno ale mi nie dochodziły powiadomienia z portalu ale już powinno być O.K..

P.S. Nauczałem tego inne osoby --szczególnie gustowałem w "nauce" koleżanek ... Klub założyłem i kilkoro nas było i zajmowało się bzdetami jak telepatia czy telekineza , ale po kilku spotkaniach się rozpadł z braku "wyników potwierdzających" te psychotroniczno/magiczne bzdury . Nie pamiętam jak się nazywał ale ...może INTESP czy coś takiego z jakiegoś horroru o wampirach pięciotomowego i opasłego na z 1500 stron .
07-09-2012 14:37 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
> Ten wynik jest zupełnie nieistotny.

Jest istotny dla postawionego pytania.

> Bo nawet jeśli wyjdzie, że oni nie odczytali tych podwieszonych symboli, to dowiedzie to tego tylko, że JEDYNIE te właśnie wizje - powstałe przy "out of body experience" - są złudzeniem. Nie wykluczy to natomiast tego, że poza zakresem tego eksperymentu może istnieć - inaczej jeszcze - bardziej niematerialnie jakoś pojęta - dusza, która żadnemu eksperymentowi się nie podporządkowuje.

Pytanie było czy hipoteza świadomości jako procesu mózgowego jest falsyfikowalna, a nie czy falsyfikowalną jest hipoteza istnienia duszy. Ta pierwsza jest, więc jest naukową hipotezą.
08-09-2012 00:54 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>> Ten wynik jest zupełnie nieistotny.
>Jest istotny dla postawionego pytania.
To prawda. Trochę się zagalopowałem. Wybiegłem myślami w kontekst wątku i rozmowy z kolegą Bieleckim i przy okazji straciłem z oczu co ma podlegać falsyfikacji w tym konkretnym przykładzie.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
maceox (6766 punktów)
>>> Ten wynik jest zupełnie nieistotny.
>>Jest istotny dla postawionego pytania.
To prawda. Trochę się zagalopowałem. Wybiegłem myślami w kontekst wątku i rozmowy z kolegą Bieleckim i przy okazji straciłem z oczu co ma podlegać falsyfikacji w tym konkretnym przykładzie.

Aczkolwiek... Proszę mi wybaczyć, jeśli jakąś głupotę strzelę, ale... gdyby nawet ktoś prawidłowo odczytał te symbole umieszczone pod sufitem w sali operacyjnej, to czy to już koniecznie oznaczałoby, że świadomość nie jest aktywnością mózgu? Może równie dobrze mogłoby to tylko prowadzić do odkrycia jakichś dalszych - pozacielesnych - funkcji mózgu (wciąż jednak mózgu)?

Zdaje się, że już dzisiaj istnieje możliwość aktywacji kursora na ekranie komputera zgodnie z wolą osoby badanej, gdzie kabel jest podłączony elektroadmi tylko do skóry czaszki - czyli nie bezpośrednio do mózgu.

Inaczej mówiąc: skoro prawidłowe impulsy można odczytać ze skóry czaszki - to w zasadzie, dlaczego te (lub inne) impulsy nie mogłyby również być wysyłane na dalszą jeszcze odległość?

Zdaję sobie sprawę, że trochę tu science fiction uprawiam, ale wolę raz zadać takie pytanie, niż przez sto wpisów kłócić się o zasadność wiary w Boga.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
08-09-2012 08:37 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie, w tym nie ma takich rzeczy - mózg jest urządzeniem elektrycznym, emituje napięcia i można je czytać, a ten odczyt interpretować tak, aby obsługiwał kursory na ekranie. To jest, swoją drogą, bardzo ciekawa droga do większej symbiozy ludzi z elektroniką i to bez operacji na mózgu.
08-09-2012 22:03 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Nie, w tym nie ma takich rzeczy - mózg jest urządzeniem elektrycznym, emituje napięcia i można je czytać.
Ok. Ale teza była taka, eksperyment, który falsyfikowałby hipotezę, że świadomość jest funkcją mózgu polegałby na tym, że pacjent przeżywający "out of body exp." odczyta symbole na kartce pod sufitem, które można zobaczyć tylko z góry.
A ja pytam, a niby dlaczego - gdyby ów pacjent rzeczywiście te symbole odczytał - należałoby wykluczyć, że świadomość jest funkcją mózgu. Przecież wówczas należałoby "tylko" zbadać, jak to się stało, że on je mógł odczytać, ale dlaczego ta umiejętność nie miałaby móc i tak pochodzić z mózgu? Skoro prawidłowo odczytujemy sygnały z samej tylko skóry głowy, a nie bezpośrednio z mózgu, to DLACZEGO CZASZKA MA STANOWIĆ JAKĄŚ GRANICĘ DLA ŚWIADOMOŚCI? A może jakieś fale, albo pole? (Ponownie sorry za science fiction).


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
08-09-2012 22:46 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Rozumiem, rozumiem... Ale chodzi po prostu o to, że odpowiednio zaawansowana aparatura mogłaby na przykład mierzyć stanu napięć w komputerze i reagować na niektóre jego działania bez żadnego wifi i usb... Oczywiście, świadomość nie może wędrować, to złudzenie związane z mapą ciała, którą posiadamy w mózgu i która bywa zawodna. Najprostsze przypadki, to osoby bez kończyn, albo nawet sparaliżowane, które są przekonane, że mogą chodzić (pisze o tych przypadkach Damasio). Jeśli chodzi o eksperyment z unoszeniem się nad ciałem i widzeniem go w trakcie pobytu w złym stanie w szpitalu, słyszałem o jeszcze bardziej dobitnym eksperymencie. Na twarzy chorego namalowano kolorowy wzór. Chory, święcie przekonany o swoich wędrówkach, nie widział go oczywiście...
10-09-2012 01:03 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Rozumiem, rozumiem... Ale chodzi po prostu o to, że odpowiednio zaawansowana aparatura mogłaby na przykład mierzyć stanu napięć w komputerze i reagować na niektóre jego działania bez żadnego wifi i usb...
Zgoda, aczkolwiek tak w ogólności, to komputer nie ma świadomości i np. software byłby tu kiepskim porównaniem - właśnie dlatego, że komputer nie jest świadom tego, co robi.

>Oczywiście, świadomość nie może wędrować
A skoro nie może wędrować, to pewnie gdzieś spoczywa? Ale widział ją ktoś?

>to złudzenie związane z mapą ciała, którą posiadamy w mózgu i która bywa zawodna.
Tak, sądzę, że świadomość jest funkcją mózgu, który płata nam różne figle. Tu jednak była mowa konkretnie o możliwościach falsyfikacji tej hipotezy. Czy na pewno jest nią odczytanie przez pacjenta niewidocznych dla niego symboli w "out of body exp."? Czyli gdyby je odczytał, to już by świadomość nie była funkcją mózgu? A CZYM BY BYŁA? Uważam, że szukając wyjaśnienia owego "odczytania" nadal należałoby badać właściwości mózgu, bo nie ma żadnego innego sensowengo tropu. Ostatecznie, to ten pacjent by nam powiedział, że to odczytał. A mowa (poruszanie ustami i strunami głosowymi) to już funkcja mózgu na mur beton. Więc pytanie byłoby tylko takie, jak to prawidłowe odczytanie do tego mózgu wlazło.

Oczywiście wszystko pod warunkiem, żeby ów pacjent to odczytał. Na razie nie słyszałem wiarygodnej informacji o tym, że ktoś to odczytał, a raczej wręcz przeciwnie - właśnie pacjenci będący "poza ciałem" tych symboli nie odczytywali, co oczywiście świadczy o tym, że to jest złudzenie.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
maceox (6766 punktów)
>> Ten wynik jest zupełnie nieistotny.
>Jest istotny dla postawionego pytania.
>Pytanie było czy hipoteza świadomości jako procesu mózgowego jest falsyfikowalna, a nie czy falsyfikowalną jest hipoteza istnienia duszy. Ta pierwsza jest, więc jest naukową hipotezą.
Co do duszy oczywiście zgoda.
Natomiast co do hipotezy, że świadomość jest procesem mózgowym zastanawiam się w dalszej dyskusji pod tym linkiem, czy aby na pewno wskazane w tym wątku eksperymenty byłyby w stanie ją sfalsyfikować, nawet gdyby się okazało, że świadomość wychodzi poza ciało w "out of body exp.".

(Sygnalizuję to Panu, gdyż nieopacznie wątek potoczył się pod innymi wypowiedziami i nie jestem pewien, czy Pan to zauważył, a sądzę, że wielu forumowiczów liczy na Pańską wypowiedź, w tym również ja)


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
09-09-2012 22:13 
 Ocena 1 na 1
Zabójca-Bogów (3947 punktów)
Maceoxie w tym experymencie z kartką nad głową pacjentki co niby odczytała ta kartkę --okazało się że w szybce zegara odbijał się napis z kartki i odczytała go ta kobieta właśnie z tej szybki zegara. Zdaje się że Harris o tym mówi w którejś z debat .
maceox (6766 punktów)
>Maceoxie w tym experymencie z kartką nad głową pacjentki co niby odczytała ta kartkę --okazało się że w szybce zegara odbijał się napis z kartki i odczytała go ta kobieta właśnie z tej szybki zegara.
A ja nawet nie wiedziałem, że ktoś to niby odczytał. Bardzo bym się zdziwił, gdyby tak było, ale z drugiej strony cieszę się, że naukowcy tego a priori nie wykluczują i w ogóle chce im się te symbole na kartkach malować, bo to świadczy o tym, że niczego nie lekceważą.
Natomiast moja wątpliwość dotyczyła tylko kwestii, czy aby na pewno to odczytanie, gdyby się powiodło, sfalsyfikowałyby hipotezę, że świadmość jest aktywnością mózgu. Przecież już dzisiaj, w obszarze zupełnie nieparanormalnym, tylko normalnym, skutki procesów mózgowych wykraczają poza czaszkę - najprostszym przykładem jest chyba EEG.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
10-09-2012 03:11 
 Ocena 1 na 1
Zabójca-Bogów (3947 punktów)
>Przecież już dzisiaj, w obszarze zupełnie nieparanormalnym, tylko normalnym, skutki procesów mózgowych wykraczają poza czaszkę - najprostszym przykładem jest chyba EEG.
Od aktywności elektrycznej do widzenia napisu 2 metry dalej raczej nie poprowadziłbym żadnego sensownego "wykroczenia poza czaszkę" (ze zdolnością widzenia i łącznością z mózgiem po drodze ).
A Ty masz pewien plan ?
maceox (6766 punktów)
>Od aktywności elektrycznej do widzenia napisu 2 metry dalej raczej nie poprowadziłbym żadnego sensownego "wykroczenia poza czaszkę" (ze zdolnością widzenia i łącznością z mózgiem po drodze ).
>A Ty masz pewien plan ?
Posłuchaj, ja wyraziłem tylko pewną wątpliwość w tym kontekście.

W zakresie tej możliwości falsyfikacji hipotezy, że umysł jest procesem mózgowym, w drodze zaproponowanego eksperymentu (próba odczytania ukrytych symboli przez pacjenta znajdującego się w stanie "out of body exp.") istnieją dwa poziomy analizy.

Pierwszy poziom jest badaniem empirycznym - bada się, czy osoba znajdująca się w stanie "out of body exp." rzeczywiście widzi "siebie" z góry, czy też jest to złudzenie. (Do tej pory wszystkie eksperymenty wskazują na to, że jest to złudzenie i ja temu nie przeczę.)

Drugi poziom analizy dotyczy natomiast logicznych wniosków, które należałoby wyciągnąć z omawianego eksperymentu GDYBY JEDNAK pacjent prawidłowo dostrzegł te zwykłą drogą niedostrzegalne dla niego symbole.

Otóż teza brzmi, że GDYBY on je dostrzegł, to SFALSYFIKOWAŁOBY to hipotezę, wedle której świadomość bierze się z mózgu.

Moja wątpliwość dotyczy tylko tego drugiego poziomu analizy - tego właśnie proponowanego wniosku GDYBY pacjent prawidłowo dostrzegł te symbole.

Uważam bowiem, że należaloby wówczas zbadać, jak to dostrzeżenie było możliwe i nie bardzo rozumiem, dlaczego należaloby w tej HIPOTETYCZNEJ sytuacji a priori wykluczyć jakieś oddziaływanie mózgu. Sądzę, że oddziaływanie mózgu (poprzez jakieś chociażby pole) byłoby i tak w dalszym ciągu najbardziej prawdopodobną hipotezą, bardziej prawdopodobną od oddziaływania powietrza albo marsa, albo ufoludków. Przyjęcie wówczas istnienia duszy w dalszym ciągu absolutnie niczego by nie tłumaczyło, gdyż należaloby najpierw wyjaśnić czym jest dusza w kategoriach fizycznych. Choć możnaby oczywiście skapitulować i powiedzieć, że w takim razie to rzeczywiście musi być jakoś tam niematerialne, czy w każdym razie niemożliwe do zbadania i wyjaśnienia. Jednak sądzę, że właśnie taki wniosek byłby nienaukowy.

W związku z tym sądzę, że nawet gdyby pacjent w "out of body exp." dostrzegł te ukryte symbole, to wcale nie falsyfikowałoby to hipotezy, wedle której umysł jest aktywnością mózgu.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
10-09-2012 15:26 
 Ocena 1 na 1
Zabójca-Bogów (3947 punktów)
O.K. Maceoxie domyśliłem się iż wynik z zobaczenia napisu na kartce mógłby być dla Ciebie sposobem na niewykluczanie tego że mózg coś takiego jak świadomość na "wychodżtwie" mógłby sobie wytworzyć , czego wyraz dałem słowami :

>>Od aktywności elektrycznej do widzenia napisu 2 metry dalej raczej nie poprowadziłbym żadnego sensownego "wykroczenia poza czaszkę" (ze zdolnością widzenia i łącznością z mózgiem po drodze ).

Ale dość o tem .
Jeśli prześledzisz karkołomność takiego założenia że mózg mógłby produkować coś co widzi / jakieś pole / radar nie wiem co na takie odległości. To zobaczysz jakie by to niedorzeczne było .

Pozdrawiam .
10-09-2012 21:19 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>O.K. Maceoxie domyśliłem się iż wynik z zobaczenia napisu na kartce mógłby być dla Ciebie sposobem na niewykluczanie tego że mózg coś takiego jak świadomość na "wychodżtwie" mógłby sobie wytworzyć.
Nie, nie byłoby to dla mnie żadnym sposobem. Pytanie było tylko, czy falsyfikowałby to hipotezę, że świadomość pochodzi z mózgu. Moim zdaniem należałoby to zjawisko wówczas po prostu zbadać. Skoro ów pacjent by nas o tym poinformował poprzez użycie języka (a zatem słów, a także ust i krtani), to w każdym razie ta informacja jakimś sposobem znalazłaby się również w jego mózgu. Pytanie brzmiałoby jaki jest związek owej świadomości z mózgiem - zupełnie tak jak i przy tej naszej zwykłej świadomości, nawet jeśli tak niezwykłych rzeczy nie potrafi.

Trudność w tej rozmowie polega na tym, że rozmawiamy tylko o hipotetycznej sytuacji, która w doświadczeniu okazała się nie mieć miejsca. Można jednak pofolgować fantazji i zapytać się, jakie wnioski należałoby wyciągnąć wówczas, gdyby to się jednak zdarzyło. Otóż wniosek zaproponowawny przez Fizyka wydał mi się trochę pochopny z tego tylko powodu, że w takiej sytuacji znaleźlibyśmy się bez żadnego tropu, ale też w związku z tym niczego nie możnaby a priori wykluczyć. Natomiast poszukiwanie rozwiązania "po nitce do kłębka" musiałoby się jednak zacząć od mózgu, skoro - jak wskazałem powyżej - ta informacja w nim by się jednak ostatecznie jakoś znalazła.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
11-09-2012 11:27 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> Pytanie było tylko, czy falsyfikowałby to hipotezę, że świadomość pochodzi z mózgu.

Zaszło nieporozumienie bo zbyt lakonicznie określiłem tę hipotezę. Chodzi to, czy świadomość jest tylko aktywnością mózgu, w tym sensie, że podstawą tej aktywności są w zasadzie dobrze nam znane procesy fizyko-chemiczne (na najniższym poziomie są to jedynie oddziaływania elektromagnetyczne atomów, ich jonów i elektronów rządzone mechaniką kwantową). Jest to hipoteza-minimum, opierająca się tylko na znanej nam fizyce, chemii i neurologii.

Pomimo tak redukcjonistycznego sformułowania, hipoteza ta jednak nie przeczy, że z tej fizyko-chemii układu nerwowego mogą wyłaniać się nowe, emergentne jakości. Wręcz na odwrót - hipoteza ta mówi, że świadomość jest właśnie tą nową jakością.

Jest to hipoteza robocza, nie tyle wyjaśniająca zjawisko świadomości, co sformułująca program badań. Polecam specjalistyczny artukuł na ten temat, popularną książkę,

oraz wyjaśnienie dlaczego intuicyjne pojmowanie świadomości jest zgodne z tą hipotezą


> Moim zdaniem należałoby to zjawisko wówczas po prostu zbadać.

Tak, oczywiście. Gdyby znaleziono coś wykraczającego poza tę hipotezę-minimum, to niewątpliwie musiałaby ona być uzupełniona, zmieniona lub wręcz odrzucona. Dotychczas trzyma się mocno.

> Można jednak pofolgować fantazji i zapytać się, jakie wnioski należałoby wyciągnąć wówczas, gdyby to się jednak zdarzyło. Otóż wniosek zaproponowawny przez Fizyka wydał mi się trochę pochopny z tego tylko powodu, że w takiej sytuacji znaleźlibyśmy się bez żadnego tropu, ale też w związku z tym niczego nie możnaby a priori wykluczyć.

Gdyby projekcja astralna rzeczywiście zachodziła, to tropów byłoby mnóstwo: w jakim stanie aktywności mózgu zachodzi, czy i jak zależy od odległości (np. odwrotnie proporcjonalna do kwadratu), czy można ją ekranować, ile informacji można przekazać, jakiego rodzaju, kolory, ruch, oświetlenie, itd.
maceox (6766 punktów)
>> Pytanie było tylko, czy falsyfikowałby to hipotezę, że świadomość pochodzi z mózgu.
>Chodzi to, czy świadomość jest tylko aktywnością mózgu, w tym sensie, że podstawą tej aktywności są w zasadzie dobrze nam znane procesy fizyko-chemiczne (na najniższym poziomie są to jedynie oddziaływania elektromagnetyczne atomów, ich jonów i elektronów rządzone mechaniką kwantową).
Oczywiście rozumiem. Pytam jednak czy wówczas, gdyby pacjent znajdujący się w stanie "out of body exp" dojrzał te uprzednio ukryte przed nim symbole, oznaczałoby to ponad wszelką wątpliwość, że ta powyższa hiopteza (że świadomośc jest tylko aktywnością mózgu, opartą o dobrze znane procesy fizyko-chemiczne) jest fałszywa? Czy wówczas świadomość już na pewno nie mogłaby by pochodzić ze znanych procesów fizyko-chemicznych - i to nawet pochodzących z mózgu?

>Gdyby projekcja astralna rzeczywiście zachodziła, to tropów byłoby mnóstwo: w jakim stanie aktywności mózgu zachodzi, czy i jak zależy od odległości (np. odwrotnie proporcjonalna do kwadratu), czy można ją ekranować, ile informacji można przekazać, jakiego rodzaju, kolory, ruch, oświetlenie, itd.
No właśnie, ale czy na pewno należałoby wykluczyć, że to jest w dalszym ciągu jakaś (uprzednio niepoznana) funkcja mózgu?

Innymy słowy - czy tego rodzaju "szósty zmysł" nie mógłby również w pełni bazować na: Cytat:
dobrze nam znanych procesach fizyko-chemicznych (na najniższym poziomie są to jedynie oddziaływania elektromagnetyczne atomów, ich jonów i elektronów rządzone mechaniką kwantową)
?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
11-09-2012 15:33 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
> Czy tego rodzaju "szósty zmysł" nie mógłby również w pełni bazować na: Cytat:
dobrze nam znanych procesach fizyko-chemicznych (na najniższym poziomie są to jedynie oddziaływania elektromagnetyczne atomów, ich jonów i elektronów rządzone mechaniką kwantową)
?


To jest wysoce nieprawdopodobne. Tak nieprawdopodobne, że nie podejrzewałem, że rozważasz tę możliwość. Oddziaływanie promieniowania elektromagnetycznego na układ nerwowy jest dokładnie obadane w całym zakresie widma - od fal radiowych do promieniowania gamma - i do natężeń znacznie poniżej progu czułości biologicznej. Nie ma tam miejsca na jakiś szósty zmysł. A nawet gdybyśmy coś przeoczyli, to jak symbole na odległej kartce mogłyby być rozpoznane bez układu optycznego?
12-09-2012 09:53 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>> Czy tego rodzaju "szósty zmysł" nie mógłby również w pełni bazować na: [cytat]dobrze nam znanych procesach fizyko-chemicznych
>To jest wysoce nieprawdopodobne. Tak nieprawdopodobne, że nie podejrzewałem, że rozważasz tę możliwość.
No cóż, tak bardzo przyzwyczaiłem się do myśli, że wszystko w naszym wszechświecie jest skutkiem ewolucji atomu wodoru poddanemu czterem oddziaływaniom, że bardziej prawdopodobne wydało mi się "przeoczenie" niektórych skutków i zależności wynikających z tej ewolucji, niż przyjęcie, że musiałoby tu fizycznie istnieć i oddziaływać coś jeszcze diametralnie innego.

Ponieważ jednak Pan jest specjalistą w tej dziedzinie, to oczywiście uznaję Pańską ocenę tego prawdopodobieństwa.

Przy okazji - na przykładzie tej dyskusji widać, jak poznawczo skuteczna jest metodologia naukowa. Gdy naukowiec trafi na empiryczny dowód, który zaprzecza aktualnie obowiązującemu modelowi, to nie zawaha się tego modelu odrzucić.
maceox (6766 punktów)
>To jest wysoce nieprawdopodobne. [...] Oddziaływanie promieniowania elektromagnetycznego na układ nerwowy jest dokładnie obadane w całym zakresie widma - od fal radiowych do promieniowania gamma - i do natężeń znacznie poniżej progu czułości biologicznej.
Mam tu jednak pytanie.
Napisał Pan bowiem jednocześnie:
Cytat:
[...] Chodzi to, czy świadomość jest tylko aktywnością mózgu, w tym sensie, że podstawą tej aktywności są w zasadzie dobrze nam znane procesy fizyko-chemiczne (na najniższym poziomie są to jedynie oddziaływania elektromagnetyczne atomów, ich jonów i elektronów rządzone mechaniką kwantową). Jest to hipoteza-minimum, opierająca się tylko na znanej nam fizyce, chemii i neurologii.
Pomimo tak redukcjonistycznego sformułowania, hipoteza ta jednak nie przeczy, że z tej fizyko-chemii układu nerwowego mogą wyłaniać się nowe, emergentne jakości. Wręcz na odwrót - hipoteza ta mówi, że świadomość jest właśnie tą nową jakością.


Czyli skoro świadomość ma pochodzić z tych poznanych oddziaływań (zwłascza chodzi właśnie o oddzialywanie elektromagnetyczne w postaci energii elektrycznej) - a wiemy, że musi istnieć jakieś sprzężenie zwrotne, tzn. powrotne oddziaływanie "świadomości" na ciało, no to właśnie musimy mieć do czynienia z niczym innym jak z wpływem ODDZIAŁYWANIA ELEKTROMAGNETYCZNEGO na system nerwowy (choć rzeczywiście niekoniecznie w formie promieniowania).

Tak więc, skoro w samym mózgu ma zachodzić taki wpływ, to dlaczego nie można by różnych stanów mózgu indukować również spoza czaszki?

Mi jest znany np. eksperyment z hełmem Boga: Urządzenie umieszczone na głowie osoby badanej stymuluje mózg przy pomocy pola elektromagnetycznego.

A sądzę, że są i bardziej wymowne eksperymenty w tym zakresie.
07-09-2012 15:45 
 Ocena 9 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Ten wynik jest zupełnie nieistotny.

Jest istotny.

>Bo nawet jeśli wyjdzie, że oni nie odczytali tych podwieszonych symboli, to dowiedzie to tego tylko, że JEDYNIE te właśnie wizje - powstałe przy "out of body experience" - są złudzeniem.

I tu właśnie był pies pogrzebany...

>Nie wykluczy to natomiast tego, że poza zakresem tego eksperymentu może istnieć - inaczej jeszcze - bardziej niematerialnie jakoś pojęta - dusza, która żadnemu eksperymentowi się nie podporządkowuje.

...boż od początku chodziło o badanie świadomości, a Ty tu nagle z jakowąś duszą wyjeżdżasz...

>Problem nie polega więc na tym, że nauka nie jest w stanie istnieniu duszy zaprzeczyć. Polega on jednak na tym, że w duszę można tylko wierzyć - bo też jej nauka pozytywnie nigdzie nie stwierdziła. A wierzyć - to znaczy zawsze tylko polegać na niezweryfikowanych opowieściach innych ludzi (i związanych z nimi osobistych wrażeniach).

...z którą - podobnie jak z fuszą, luszą i pampuszą - zupełnie nie wiadomo, co można zrobić .


nie tylko sam nie będę należeć do żadnego towarzystwa bez zezwolenia rządu ustanowionego, lecz i donosić będę, gdzie należy, według przysięgi wiernopoddanego, gdy się dowiem, iż gdziekolwiek takowe zabronione towarzystwo otwarte zostało. (Adam Mickiewicz)
07-09-2012 14:25 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Czy masz może także link do opisu wyników tych eksperymentów?

Susan Blackmore zajmuje się tym tematem zawodowo: www.susanblackmore.co.uk/Articles/si91nde.html
Wyniki są omówione w rozdziale "Explanations of the NDE" wraz z podaniem źródeł.
07-09-2012 14:31 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> Czy masz może także link do opisu wyników tych eksperymentów?
>Susan Blackmore zajmuje się tym tematem zawodowo: www.susanblackmore.co.uk/Articles/si91nde.html
>Wyniki są omówione w rozdziale "Explanations of the NDE" wraz z podaniem źródeł.

To jest artykuł z 1991 roku - jak może opisywać wyniki eksperymentów z 2011 roku?!... Prekognicja?...
05-09-2012 11:56 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>> Świadomość jest procesem, aktywnością mózgu. Samoświadomość również. Jaźń - czymże innym?
>>Czy to oburzająca teza?
>Już o tym mówiliśmy: nie, to nie jest "oburzająca teza" - to jest tylko NIEUDOWODNIONA HIPOTEZA.
Ja widzę, że Ty masz bardzo duże wymogi co do dowodów przedstawianych na poparcie hipotez. I SŁUSZNIE!

Ja np. nie wiem, czy jutro znów wzejdzie słońce. Jest to nieudowodniona hipoteza. Może coś tam się zepsuje i słońce jutro nie wzejdzie ?

JEDEN BÓG RACZY TO WIEDZIEĆ!

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
05-09-2012 13:37 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)


Cenię Twoje poczucie humoru, ale nie byłoby dobrze, gdyby przysłoniło ono fakt, że nauki przyrodnicze mają dość dobrze wypracowaną metodologię, która pozwala z łatwością zakwalifikować tezy, o których mówiliśmy, do jednej z dwóch kategorii: udowodnione lub nieudowodnione. W szczególności: Wielki Wybuch i codzienny wschód słońca - udowodnione,
wolna wola, jaźń i doświadczenia duchowe jako rzekome wytwory mózgu - nieudowodnione.
05-09-2012 17:17 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>Cenię Twoje poczucie humoru, ale nie byłoby dobrze, gdyby przysłoniło ono fakt, że nauki przyrodnicze mają dość dobrze wypracowaną metodologię, która pozwala z łatwością zakwalifikować tezy, o których mówiliśmy, do jednej z dwóch kategorii: udowodnione lub nieudowodnione. W szczególności: Wielki Wybuch i codzienny wschód słońca - udowodnione,
>wolna wola, jaźń i doświadczenia duchowe jako rzekome wytwory mózgu - nieudowodnione.
Mam podejrzenie, że musisz coś mieć wspólnego z informatyką. Tam masz 0 albo 1 i sprawa załatwiona.
Ale czy słyszałeś coś np. o pracy archeologów? Jak wiele się trzeba nagrzebać, żeby znaleźć, jeden - sam w sobie o niczym jeszcze nie świadczący - ślad, który dopiero w połączeniu z innymi śladami zwiększy prawdopodobieństwo słuszności danej hipotezy?
O jakiej łatwości Ty mówisz? Czy uważasz, że znalezienie bozonu higgsa było łatwe? A co, jak już go uczeni znaleźli, to że już jest wszystko całkiem jasne, jak amen w pacierzu?

W nauce często bazuje się na fragmentarycznej wiedzy o faktach, które dopiero w połączeniu i ogólnej ocenie uprawdopodabniają słuszność danego modelu.

Tak właśnie jest i z WW i z TE i z umysłem będącym funkcją mózgu. Według Ciebie ta ostatnia hipoteza jest jeszcze mało prawdopodobna. Ja nie znam lepszej - takiej, która byłaby pełniej jeszcze oparta na materiale dowodowym.
Chyba że za dowód uznać świadectwo Pani Stein i naukę kościoła.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
05-09-2012 18:25 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

WW i materialistyczna hipoteza wolnej woli czy jaźni mają w nauce zupełnie inny status - nie spierajmy się co do faktów. WW należy do obowiązującego paradygmatu i jest powszechnie zaakceptowany. Podobnego statusu (nawet w przybliżeniu) nie mają np. publicystyczne rozważania Dennetta na temat wolnej woli czy inne swobodne dywagacje różnych autorów na temat relacji pomiędzy mózgiem a umysłem.
05-09-2012 20:26 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>WW i materialistyczna hipoteza wolnej woli czy jaźni
Gdzie mogę znaleźć materialistyczne hipotezy wolnej woli i jaźni. To chyba jakiś teologiczny wymysł. Znam jak na razie twierdzenia religijne, teologiczne i filozoficzne oraz hipotezy naukowe. Żaden z poważnych uczonych (nawet katolickich) oficjalnie nie zaprzeczy, że jedyną postawą badawczą uczonego jest naturalizm metodologiczny. A w tym przypadku zapychanie jakiś dziur w wiedzy dualistycznymi rozwiązaniami jest tylko rozpaczliwym ratunkiem przegranej już sprawy.

>Podobnego statusu (nawet w przybliżeniu) nie mają np. publicystyczne rozważania Dennetta na temat wolnej woli czy inne swobodne dywagacje różnych autorów na temat relacji pomiędzy mózgiem a umysłem.
Zastanawiam się jak absolwent poważnej uczelni może takie bzdury opowiadać. To ma być poziom polskiej katolickiej inteligencji. Wykazał Pan się tu brakiem podstawowej wiedzy z zakresu teorii poznania i neuronauk, a osądza przed poznaniem liczący się w świecie dorobek uczonych i intelektualistów. Panie Marku niech Pan uwierzy we własnym interesie, iż tak się nie godzi czynić, gdyż nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.

PS. Dennett jest jednym z najważniejszych współczesnych filozofów, ale nawet gdy chce Pan jego dorobek zdyskredytować określając go publicystyką, to jest rzetelna naukowa publicystyka najwyższej próby oparta na ogromnej naukowej wiedzy. Niewielu mieliśmy takich publicystów i niewielu mamy. Naprawdę jest mi Pana serdecznie żal, dobrze że nie ma Pan nawet świadomości tego jak wierutne bzdury z punktu widzenia racjonalizmu Pan tu wypisuje.

Miłego dnia.

@@@
.
06-09-2012 11:03 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Oj, Panie Andrzeju, znów się Pan zagalopował... Naprawdę nie słyszał Pan o teoryjce wolnej woli autorstwa Dennetta?... Została sformułowana w książce Freedom Evolves (2003). Koncepcja ta nie spotkała się jednak z jakimś większym aplauzem ze strony innych zwolenników materializmu. Np. David Barash napisał: "Nie jestem przekonany, czy wprowadzone przez Dennetta rozróżnienie pomiędzy tym, co zdeterminowane, a tym, co nieuniknione ma tak doniosłe znaczenie, jak sam autor tryumfalnie ogłasza" ( Dennett and the Darwinizing of Free Will, "Human Nature Review", nr 3/2003). A Roger Gilman pisze w piśmie "Logos", że Dennettowska koncepcja wolnej woli ma się tak do powszechnie uznawanej koncepcji wolnej woli, jak "niskokaloryczne", dietetyczne pożywienie ma się do normalnego pożywienia - o tych produktach "light" w najlepszym razie można powiedzieć, że mogą być legalnie sprzedawane jako produkty spożywcze (Daniel Dennett's Choice, "Logos", nr 3.2/ wiosna 2004).

Liczę na to, że zachowa się Pan teraz jak człowiek honoru...
07-09-2012 10:47 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Oj, Panie Andrzeju, znów się Pan zagalopował...
Zawsze wszystko jest możliwe, ale warto by to jakoś racjonalnie udowodnić.

>Naprawdę nie słyszał Pan o teoryjce wolnej woli autorstwa Dennetta?...
Nie o "teoryjkach" Dennetta nie słyszałem.

>Została sformułowana w książce Freedom Evolves (2003).
Pan przeczytał książkę, czy opiera się na jakieś recenzji? W książce, o ile wiem, to Dennett kontynuuje wątki rozpoczęte już wcześniej zwracając naszą uwagę na sposób, w który nasze umysły się rozwinęły się i stara się uspokoić obawy, że taki sposób stanowi zagrożenie dla idei wolnej woli.

Jedno z ważniejszych przesłań dotyczy błędnego (uproszczonego) wyobrażenia determinizmu i wprowadza model zabawki, który pokazuje, jak proste, deterministyczne automaty bezmyślnie dokonują racjonalnych "wyborów" w celu uniknięcia szkód w ich ograniczonym środowisku. Kpi sobie z twierdzeń, że nawet gdybyśmy kiedykolwiek uznali mózgi/umysły tylko za biologiczne komputery, to przyniosłoby wyrok śmierci koncepcjom istnienia samoświadomości i wolnej woli.

Nie wiem, czy w tej książce Dennett się myli, wiem że świadczy ona (tak jak i inne jego dzieła) o szerokości jego interdyscyplinarnej wiedzy, śmiałości i oryginalności koncepcji, a to jest dla filozofa najważniejsze.

>Koncepcja ta nie spotkała się jednak z jakimś większym aplauzem ze strony innych zwolenników materializmu.
W oparciu o jaką analizę wyciąga Pan tak jednoznaczne wnioski. Zresztą choć trudno ocenić czyiś dorobek, to najbardziej uznanym jest oparcie się o cytowanie opublikowanych materiałów przez danego autora. (np. Impact Factor, wskaźniki Hirscha i Egghe'a) Może Szanowny Pan zechciałby tam sobie zajrzeć i porównać Denneta z Pańskimi autorytetami.

Szanowny Panie Marku, może zechciałby Pan w miarę uważnie mnie czytać. Od początku rozróżniam rolę filozofii i rolę nauki. Zdecydowanie preferując naukę. Uważam, że filozofowie mają prawo do spekulacji intelektualnych, ale chcąc być poważnie traktowani zawsze muszą podporządkować temu, co nauka już wie.
Napisałem wyżej:
Nie, zdecydowanie nie, gdyż Dennett to znakomity filozof opierający swój dorobek na nauce Daniel_Dennett, a jak napisał A. J. Ayer napisał: Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą. Filozofowie formułują twierdzenia, w swoim mniemaniu prawdziwe, i zawsze wysuwają argumenty służące do obrony własnych teorii i do obalenia teorii innych filozofów.
>Cenię sobie Dennetta jako współczesnego filozofa ogromnie, głównie za to, że opiera swoje twierdzenia na najbardziej aktualnym dorobku nauki, a nawet więcej on bezpośrednio uczestniczy w jego tworzeniu, ale Dennett jest głównie filozofem (przyrodoznawcą), a nie uczonym przyrodnikiem.


>Np. David Barash napisał: "Nie jestem przekonany, czy wprowadzone przez Den netta rozróżnienie pomiędzy tym, co zdeterminowane, a tym, co nieuniknione ma tak doniosłe znaczenie, jak sam autor tryumfalnie ogłasza" ( Dennett and the Darwinizing of Free Will, "Human Nature Review", nr 3/2003). A Roger Gilman pisze w piśmie "Logos", że Dennettowska koncepcja wolnej woli ma się tak do powszechnie uznawanej koncepcji wolnej woli, jak "niskokaloryczne", dietetyczne pożywienie ma się do normalnego pożywienia - o tych produktach "light" w najlepszym razie można powiedzieć, że mogą być legalnie sprzedawane jako produkty spożywcze (Daniel Dennett's Choice, "Logos", nr 3.2/ wiosna 2004).
Pan uważa, iż te recenzje dyskredytują dorobek Dennetta. W moim odbiorze tylko podkreślają jego znaczenie.

PS. Niech Pan sobie nawet daruje "indeks h". Niech Pan zajrzy do dorobku współczesnych filozofów katolickich zajmujących się teorią poznania i porówna jak często odwołują się oni do pani Stein, a jak często do Dennetta.

>Liczę na to, że zachowa się Pan teraz jak człowiek honoru...
Nawet nie będę tego komentował. Na tym forum znakomita większość potrafi czytać zrozumieniem.

Miłego dnia.

@@@
.
05-09-2012 11:14 
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>niektórzy bezpodstawnie twierdzą, że fenomeny te nie istnieją lub są tylko wytworem mózgu.
Czy można bardziej racjonalnie uargumentować (na podstawie dorobku nauk przyrodniczych), że te "fenomeny" (o ile istnieją?) są tylko wytworem mózgu. Czy można bardziej bezpodstawnie (w oparciu tylko o własną wiarę) twierdzić, iż jest inaczej.
Przecież Pan ewidentnie tu dowodzi, iż z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.
Cała racjonalna argumentacja spływa po Panu jak woda po kaczce, albowiem nikt Pana nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Pan wierzy inaczej.
Koniec i kropka.

* * * * * * *

To wszystko jest zupełnie jasne, ale bardzo mnie interesuje - po co wszedł Pan na nasze forum i dlaczego Pan z nami dyskutuje? Jaki tego jest cel i jakie Pan odniósł z tej dyskusji zyski. Moim zyskiem jest weryfikacja posiadanej wiedzy i jej uzupełnianie oraz wprawki w komunikatywnym przekazywaniu jej innym.
Korzystam tu z dużej wiedzy i mądrości wielu forumowiczów, a więc permanentnie się uczę i modyfikuję swoje poglądy.
Udział w tym forum racjonalistycznej inteligencji przynosi mi wymierne korzyści, ale co to daje Panu?
Nie wiem?

Miłego dnia.

@@@
.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>niektórzy bezpodstawnie twierdzą, że fenomeny te nie istnieją lub są tylko wytworem mózgu.
>Czy można bardziej racjonalnie uargumentować (na podstawie dorobku nauk przyrodniczych), że te "fenomeny" (o ile istnieją?) są tylko wytworem mózgu.

Jeżeli te fenomeny byłyby rzeczywiście wytworem mózgu, to oczywiście można by było to "bardziej racjonalnie uargumentować" - mianowicie tak, jak się to czyni ze wszystkimi innymi udowodnionymi tezami z zakresu nauk przyrodniczych.
05-09-2012 12:02 
 Ocena 12 na 12
maceox (6766 punktów)
>Jeżeli te fenomeny byłyby rzeczywiście wytworem mózgu, to oczywiście można by było to "bardziej racjonalnie uargumentować" - mianowicie tak, jak się to czyni ze wszystkimi innymi udowodnionymi tezami z zakresu nauk przyrodniczych.
A ponieważ nauka tak daleko jeszcze nie zaszła (bo korelaty świadomości w mózgu o niczym przecież jeszcze nie świadczą), to NA PEWNO ISTNIEJE DUSZA I NA PEWNO ISTNIEJE BÓG I NA PEWNO ISTNIEJĄ ZAŚWIATY, albowiem racjonalistka Edyta Stein zaświadcza o tym na podstawie swoich wrażen z lektury Teresy z Avili.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
05-09-2012 21:33 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
I to dodajmy bóg chrześcijański, bo Sziwa to bzdura, tak samo Budda... Bielecki wszystko "dowiódł"...
04-09-2012 17:42 
 Ocena 8 na 8
grzmot (741 punktów)
>Czy wykazano doświadczalnie, że zdeterminowane są wszystkie reakcje człowieka czy tylko niektóre?...
Doświadczalnie nie wykazano, że wszystkie reakcje są zdeterminowane (chociaż istnienie np. takich zjawisk jak marketing i reklama na to wskazuje ). Doświadczalnie wykazano, że:
a) wiele decyzji i akcji (które ludzie uznają za świadome) nie jest podejmowanych świadomie - od ruchu ręką, przez wybór obiadu po zmianę partnera seksualnego,
b) można wpływać na człowieka, (zarówno fizycznie, bezpośrednio pobudzając tkankę mózgową, jak i tradycyjnie, z mniejszą skutecznością) wywołując konkretną reakcję, o której człowiek pobudzony twierdzi, że była jego indywidualną, świadomą decyzją.

Oczywiście nie możemy mówić o prostym determinizmie pozwalającym przewidzieć dzisiaj, co dowolny człowiek będzie robił jutro w każdej minucie. Za dużo zmiennych. Jednak statystycznie, wiele modeli się sprawdza. Sprawdza się (mniej więcej) mechanizm wychowywania potomstwa - dzieci zachowują się podobnie do rodziców, na całym świecie - czy one wszystkie chcą się tak zachowywać?
04-09-2012 22:10 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
>Różnica zdań dotyczyła tutaj tego, czy neurobiologiczne "wyjaśnienie" wolnej woli, jaźni i doświadczeń duchowych to UDOWODNIONA TEZA czy też NIEUDOWODNIONA HIPOTEZA. Cieszę się, że się zgadzamy, że mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem.
Ja już Ci kiedyś napisałem, że potrafisz być bardzo sceptyczny. Dlaczego jednak stosujesz ten sceptycyzm względem coraz to bardziej koroborowanych hipotez naukowych, a nie względem coraz to bardziej obalanych (od dawna zmuszonych do wycofywania się do bezpiecznej dziedziny metafor) treści religijnych, to już jest tajemnicą Twojego umysłu.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
04-09-2012 16:11 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
>>>Nie istnieje naukowe wyjaśnienie neurobiologicznego mechanizmu takich fenomenów jak np. (...) doświadczenia duchowe (...)
>Ale fakt nieistnienia neurobiologicznego wyjaśnienia nie dowodzi, że alternatywna hipoteza jest prawdziwa.

Tym bardziej, że pewnych mechanizmów można się jednak doszukiwać
05-09-2012 10:51 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Nie istnieje naukowe wyjaśnienie neurobiologicznego mechanizmu takich fenomenów jak np. doświadczenie wolnej woli, jaźń czy doświadczenia duchowe - nikt nie stworzył neurobiologicznej teorii wyjaśniającej, jak te fenomeny powstają pomiędzy różnymi obszarami mózgu, obwodami neuronalnymi i neuroprzekaźnikami.
Rozumiem, iż Pan proponuje lepsze wyjaśnienie tych mechanizmów poprzez istnienie "duszy"?

Biblia i Ojcowie Kościoła.

Biblia 4 razy wspomina o duszach (heb. nephesh) potrafiących się poruszać zwierząt.
W tradycji biblijnej wyróżniano 4 aspekty:

Basar, czyli miękkich częsci ciała, ale tych jego części, które nie mają związku z układem kostnym, a więc mięśni, ścięgien itd. Określa człowieka nie jako odrębną osobę, lecz w związku z innymi ludźmi [por. Rdz 2,23]
Leb, czyli serce, siedlisko uczuć i pragnień, wymieniane w Biblii 3 razy częściej niż nefesz.
Nefesz, żądza życia, witalność, głód, pragnienie, związana z krwią, utożsamiana z duszą.
Ruah, tchnienie lub wiatr, siła życiowa, duch.

Tchnienie - "oddech" (heb. ruah) - ożywia Adama, który staje się "żywą duszą".
Śmierć to utrata ducha, a nie duszy.

W Starym Testamencie oddychanie jest symbolem życia.
Metaforycznie: głód duszy, pragnienie duszy, zadowolenie duszy.

* * * * *

Ojciec Kościoła Tertulian w traktacie "O naturze duszy" (ok. 200 roku) napisał:
Dusza "nie może być niczym innym jak substancją cielesną", skoro cierpi w Hadesie.
Dusza ma charakter prosty, jest jednorodna.
Duch nie może być różny od duszy, której funkcją jest ożywianie ciała i oddychanie.
Nie można sobie wyobrazić człowieka pozbawionego ducha lecz nie pozbawionego duszy lub odwrotnie.
Umysł (gr. nous) to funkcja duszy, aparat poznawczy,kontrolujący ciało.

Skąd bierze się dusza? Musi zostać stworzona z ciałem lub - jak sądził Tertulian - powstać w naturalny sposób razem z ciałem; ta doktryna nazywa się traducjanizmem.
Teoria ta potępiona została przy końcu V wieku.

Św. Grzegorz Cudotwórca (3 w): dusza porusza materię, na którą nie działają siły.
Dusza daje ciału życie, czyli ruch, działa wszędzie w całym ciele, jest substancją prostą.
Odwaga i prawość to cechy duszy, nie mają fizycznych własności, dusza jest więc bezcielesna, niepodzielna, prosta, nieśmiertelna.
Dusza jest rozumna, posiada intelekt, dzięki czemu stworzyła sztuki.
Tak więc już w trzecim wieku zaczęto argumentować, że dusza nie może być materialna.

Święty Augustyn (354-430): zmodyfikowane idee Platona.
Dusza jest niematerialna, Bóg daje ją w jakimś momencie zarodkowi (zwykle sądzono, że w momencie pierwszych samodzielnych ruchów zarodek musiał już mieć duszę).
Hebrajski termin ruach oznacza oddech, ducha lub inspirację.
Inteligencja lub umysł (nous) jest Boską emanacją, psyche jest emanacją nous, a materia emanacją psyche.
Dusza stoi wyżej od ciała, więc to ciało znajduje się w duszy, a nie odwrotnie.
Św. Augustyn wyznawał sprzeczny pogląd, że jednocześnie wszechmoc Boża z góry określa, która dusza będzie zbawiona (teoria łaski), a jednocześnie wolna wola pozwala na wybór grzechu lub jego odrzucenie. [...]

Św. Tomasz z Akwinu (1225-1274) to najważniejszy scholastyk.
Suma Teologiczna Św. Tomasza była bliska koncepcjom Arystotelesa.
Neotomizm, od końca XIX wieku silny nurt w filozofii chrześcijańskiej.
Dusza to "akt pierwszy ciała uorganizowanego, zdolnego do wykonywania czynności życiowych", zasada jestestw ożywionych umożliwiająca im wykonywanie funkcji życiowych.
Ruchy, np. wzrost roślin i ruchy zwierząt, to przejaw działania duszy.


* * * * *

Krytyka pojęcia duszy i ducha

Problem z pojęciem duszy:

rozumienie duszy jako substancji prowadzi do wielu problemów;
jeśli dusza to pojęcie abstrakcyjne, zasada organizacji, to jest z egzystencjalnego punktu widzenia mało interesująca;

Dusza jako substancja to koncepcja dawno odrzucona, bezpłodna w obliczu wiadomości na temat mózgu i zachowania, neuropsychologii i chorób psychicznych.
Dusza jako funkcja mózgu wynikająca z jego organizacji ma sens jedynie metaforyczny.

Dusze św. Tomasza mają się tak do umysłu jak fizyka Arystotelesa do obecnej.
Scholastycy przypisywali duszę wszystkiemu co się rusza, w tym planetom i gwiazdom.
Ogień porusza się podobnie jak organizmy biologiczne, zasada jest taka sama - chemiczne procesy spalania.

Po co dusza? Kiedyś była łatą na naszej niewiedzy i wiele osób nadal chce używać w ten sposób koncepcji duszy.
Pierwotną funkcją duszy była animacja ciała i jego wzrost.
Czy pozostały jakieś funkcje które można duszy przypisać?
Jako zasada organizacji nie odnosi się do emocji, wrażeń, skojarzeń, poczucia tożsamości, władze duszy są więc funkcjami mózgu.[...]

Po kilku tysiącach lat spekulacji nadal brak jest najmniejszego postępu w rozumieniu natury duszy.
Brak jest egzystencjalnych relacji niematerialnej duszy do naszego poczucia tożsamości: idealny niematerialny umysł, który wie i pamięta, nie ma nic wspólnego ze mną, zapominającym i cierpiącym. Mogę się utożsamiać ze swoim mózgiem i całym organizmem, bo to jego sprawność decyduje o tym, jak przeżywam swoje bycie w świecie.

* Zdolność do odczuć implikuje zmiany. Dusza jako substancja prosta nie może więc mieć subiektywnych wrażeń i odczuć.

* Oddziaływanie bytów materialnych i niematerialnych jest problemem neoscholastyki podobnie jak było 1000 lat temu.

* Pytanie "Co się ze mną stanie po śmierci" implikuje, że "mną" jest niematerialna dusza, ale wiemy, że funkcje poznawcze i afektywne, jak i poczucie tożsamości, to funkcje mózgu, który się rozkłada (szczególnie widać to w różnych demencjach).

* Nasza tożsamość się zmienia, o jakim więc ja, które miałoby przetrwać, mówimy? W wieku lat 5, 10, 20, czy rok po diagnozie Alzheimera (w końcowej fazie jaźń się rozpada)?

(Z wykładów prof. Włodzisława Ducha.)

Miłego dnia.

@@@
.
04-09-2012 16:33 
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A jednak nie wykazała.
A może jednak doczytać. Szczególnie to czytać co piszą uczeni nie uwarunkowani światopoglądem religijnym. Poleciłem już Panu np Damasio.

>Wśród neuronaukowców są ludzie o różnych światopoglądach, podobnie jak wśród naukowców z innych dziedzin.
Dla mnie człowiek, który kieruje się w swoich badaniach światopoglądem, a nie naukową metodologią, to ideolog, a nie uczony i nie ma znaczenia czy nazywa się on Miczurin, Peacocke, czy McGrath.

>Jeżeli neuronaukowiec twierdzi, że jaźń czy wolna wola zostały wyjaśnione przez naukę, to tym samym daje wyraz swojemu światopoglądowi, a nie referuje ustalenia nauki.
A który tak twierdzi? I może dokładnie zrelacjonuje Pan co kto twierdzi?
Już tu Pan Grzmot relacjonuje ciekawe i zastanawiające twierdzenie uczonego.

>Wyznawcom światopoglądu materialistycznego nie udało się sformułować satysfakcjonującej teorii neurobiologicznej, która tłumaczyłaby, w jaki sposób umysł, świadomość, jaźń i doświadczenia duchowe powstają pomiędzy różnymi obszarami mózgu, obwodami neuronalnymi i neuroprzekaźnikami.
Proszę Szanownego Pana, neuronauki dokonały ogromnego postępu (szkoda, że nie chciało się Panu zajrzeć do podanych przeze mnie linków). Dziś na przedstawione przez Pana pytania można próbować odpowiedzieć np tak lub tak:
Strukturaliści twierdzą, że nasze myślenie, to tylko wyraz tych zależności strukturalnych. Wyraz, a raczej element. I to jest, jak pisał ks. A. Krąpiec najradykalniejsza forma materializmu. Uważam, że rozum, to nie rozbudowany mózg, i procesy intelektualne jakie w nim zachodzą.

Rozum, to umiejętność abstrahowania z tych strukturalnych zależności umożliwiająca
u ś w i a d o m i e n i e ich sobie, doświadczenie ich spójności systemowej i sensu. Ta umiejętność jest materialnymi tylko środkami nieuchwytna, niewyjaśniana.
Wymyka się naukowym analizom.

Nie można jej ogarnąć, bo jest granicznym narzędziem naszego poznania, krańcowym, ostatecznym elementem naszej tożsamości, którego nie możemy przekroczyć.

Jest pewnie elementem duszy - owego Boskiego Obrazu.

Jest tajemnicą.

Owe materialne procesy i struktury są więc tylko n a r z ę d z i e m zapisu sensów, a i same są dostrzegalne i całkowicie opisywalne tylko dlatego, że jest coś, co je jakościowo przekracza. Uniwersalne zasady strukturyzacji może dostrzec ktoś, kto ma w sobie element te struktury p r z e k r a c z a j ą c y .

Ale dla racjonalnych umysłów największą tajemnicą (choć to i owo już na ten temat wiedzą) jest to jak w XXI wieku inteligentni i wykształceni ludzie mogą w takie bzdury wierzyć?

Miłego dnia.

@@@
.
04-09-2012 16:54 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>.
>>A jednak nie wykazała.
>A może jednak doczytać. Szczególnie to czytać co piszą uczeni nie uwarunkowani światopoglądem religijnym. Poleciłem już Panu np Damasio.

Damasio pisze o emocjach. A to zupełnie inny temat.

>Dla mnie człowiek, który kieruje się w swoich badaniach światopoglądem, a nie naukową metodologią, to ideolog, a nie uczony i nie ma znaczenia czy nazywa się on Miczurin, Peacocke, czy McGrath.

Czy Dennett...
04-09-2012 18:22 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Damasio pisze o emocjach. A to zupełnie inny temat.
Tylko o emocjach?
www.racjon(*).php/s,511985/z,0/d,28#w517028
www.racjon(*).php/s,511985/z,0/d,28#w517052
Nie warto opierać się tylko na tym co inni opowiadają. Warto poznawać samemu.

>>>>Dla mnie człowiek, który kieruje się w swoich badaniach światopoglądem, a nie naukową metodologią, to ideolog, a nie uczony i nie ma znaczenia czy nazywa się on Miczurin, Peacocke, czy McGrath.
>Czy Dennett...
Nie, zdecydowanie nie, gdyż Dennett to znakomity filozof opierający swój dorobek na nauce Daniel_Dennett, a jak napisał A. J. Ayer napisał: Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą. Filozofowie formułują twierdzenia, w swoim mniemaniu prawdziwe, i zawsze wysuwają argumenty służące do obrony własnych teorii i do obalenia teorii innych filozofów.

Cenię sobie Dennetta jako współczesnego filozofa ogromnie, głównie za to, że opiera swoje twierdzenia na najbardziej aktualnym dorobku nauki, a nawet więcej on bezpośrednio uczestniczy w jego tworzeniu, ale Dennett jest głównie filozofem (przyrodoznawcą), a nie uczonym przyrodnikiem.

Miłego dnia.

@@@
.
05-09-2012 11:16 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Damasio pisze o emocjach. A to zupełnie inny temat.
>Tylko o emocjach?
>www.racjon(*).php/s,511985/z,0/d,28#w517028
>www.racjon(*).php/s,511985/z,0/d,28#w517052

Cytuję za Panem:
Cytat:
Jako badacz, dr Damasio interesuje się głównie neurobiologią umysłu, szczególnie zaś systemami neuronalnymi odpowiedzialnymi za pamięć, język, emocje i podejmowanie decyzji.

Panie Andrzeju, neurobiologia pamięci, języka, emocji i podejmowania decyzji to w ogóle nie są kontrowersyjne tematy. Kontrowersje zaczynają się, gdy mówimy o jaźni, wolnej woli, duszy i doświadczeniach duchowych.

> Dennett to znakomity filozof opierający swój dorobek na nauce Daniel_Dennett, a jak napisał A. J. Ayer napisał: Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą. Filozofowie formułują twierdzenia, w swoim mniemaniu prawdziwe, i zawsze wysuwają argumenty służące do obrony własnych teorii i do obalenia teorii innych filozofów.
>Cenię sobie Dennetta jako współczesnego filozofa ogromnie, głównie za to, że opiera swoje twierdzenia na najbardziej aktualnym dorobku nauki, a nawet więcej on bezpośrednio uczestniczy w jego tworzeniu, ale Dennett jest głównie filozofem (przyrodoznawcą), a nie uczonym przyrodnikiem.

Koncepcje Dennetta spotkały się z krytyką nawet w pismach lewicowych: Leon Wieseltier w "The New Republic" określił książkę Dennetta jako płytką, samochwalną, bełkotliwą oraz ocenił, że koncepcje Dennetta oznaczają w ostatecznym rozrachunku odrzucenie filozofii. (recenzja książki Breaking the Spell: Religion as a Natural Phenomenon z 19 lutego 2006: www.nytime(*)wieseltier.html?pagewanted=all).
05-09-2012 12:29 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju, neurobiologia pamięci, języka, emocji i podejmowania decyzji to w ogóle nie są kontrowersyjne tematy.
Jak dla mnie zupełnie nie? Fascynujące, dające ogromną wiedzę o człowieku, ale zupełnie nie kontrowersyjne. Kontrowersje się zaczynają, gdy niektórzy z uczonych uwarunkowani religijnie/filozoficznie próbują tam upchnąć tam jeszcze jakieś resztki dualizmu.

Kontrowersje zaczynają się, gdy mówimy o jaźni, wolnej woli, duszy i doświadczeniach duchowych.
Znowu - choćby tylko za wykładem prof. Ducha - o jakiej kontrowersji tu można mówić? Przecież trudno o większą intelektualną żenadę niż wiara w wymysły ludzi sprzed wieków, a nawet tysiącleci. To mają być kontrowersje, gdy jedni naukowo poznają rzeczywistość, a drudzy starają się im przeszkodzić mówiąc: - musicie wziąć pod uwagę, to co w zamierzchłej przeszłości jakiś tam Wacek wydumał.
Rozum, to umiejętność abstrahowania z tych strukturalnych zależności umożliwiająca u ś w i a d o m i e n i e ich sobie, doświadczenie ich spójności systemowej i sensu. Ta umiejętność jest materialnymi tylko środkami nieuchwytna, niewyjaśniana. Wymyka się naukowym analizom.

Nie można jej ogarnąć, bo jest granicznym narzędziem naszego poznania, krańcowym, ostatecznym elementem naszej tożsamości, którego nie możemy przekroczyć.
Jest pewnie elementem duszy - owego Boskiego Obrazu.
Jest tajemnicą.

Można tak pieprzyć nieskończenie tylko co z tego wynika. Rozumiem, że fideista tak musi (to już taki typ, a ten typ tak ma), ale może raczej warto poczytać i przemyśleć "heretyków" Życińskiego i Hellera. Kręcą bidaki jak umieją, ale przynajmniej trochę wiedzy posiadają i ją uwzględniają.

>>>>Dennett to znakomity filozof opierający swój dorobek na nauce Daniel_Dennett, a jak napisał A. J. Ayer napisał: Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą. Filozofowie formułują twierdzenia, w swoim mniemaniu prawdziwe, i zawsze wysuwają argumenty służące do obrony własnych teorii i do obalenia teorii innych filozofów.
>>>>Cenię sobie Dennetta jako współczesnego filozofa ogromnie, głównie za to, że opiera swoje twierdzenia na najbardziej aktualnym dorobku nauki, a nawet więcej on bezpośrednio uczestniczy w jego tworzeniu, ale Dennett jest głównie filozofem (przyrodoznawcą), a nie uczonym przyrodnikiem.
>Koncepcje Dennetta spotkały się z krytyką nawet w pismach lewicowych:
Czyżby chciał potwierdzić Pan tu moją niebyt uprawnioną tezę, że jednak inteligencja raczej łączy się z lewicowością niż z prawicowością. Choć ja jakoś po przeczytaniu książek Dennetta jakość lewicowości u niego nie dostrzegłem. Prawicowości zresztą też nie. Uważam podobnie jak Marcin Miłkowski, że Nie ma bowiem wątpliwości, że w sporze między intuicjami a nauką Dennett wybiera naukę.
Wiem, że Dennetta Pan nie przeczyta, ale może warto przeczytać choć opracowanie jego publikacji aby bzdur nie opowiadać. [Załącznik]

>Leon Wieseltier w "The New Republic" określił książkę Dennetta jako płytką, samochwalną, bełkotliwą oraz ocenił, że koncepcje Dennetta oznaczają w ostatecznym rozrachunku odrzucenie filozofii.
Nie istnieje człowiek interesujący się filozofią umysłu, neuronauką, czy kognitywistyką, który nie znałby dorobku Dennetta. Z nazwiskiem Wieseltier spotkałem się po raz pierwszy, ale Wikipedia jest niezastąpiona. Zajrzałem i już wiem: Leon Wieseltier to amerykański pisarz, krytyk i redaktor magazynu. Od 1983 roku jest redaktorem literackim The New Republic. Wieseltier opublikował kilka książek z fikcji i non-fiction.

>że koncepcje Dennetta oznaczają w ostatecznym rozrachunku odrzucenie filozofii.
Coś w tym jest. Znam kilku współczesnych filozofów, którzy się nad współczesnym sensem uprawiania filozofii zastanawiają. Podzielam ich wątpliwości, ale podzielam też ich wniosek, że jednak filozofia jest ważną dziedziną wiedzy ułatwiającą zrozumienie świata, ale tylko gdy filozofuje się ściśle w kontekście nauki i odpowiedziom nauki daje się pierwszeństwo. Tak jak to czyni m.in. właśnie Dennett.

Miłego dnia.

@@@
.
05-09-2012 11:59 
 Ocena 11 na 11
Fizyk (17637 punktów)
> Leon Wieseltier w "The New Republic" określił książkę Dennetta jako [...] oraz ocenił, że koncepcje Dennetta oznaczają w ostatecznym rozrachunku odrzucenie filozofii.

Zgadza się: postęp nauki ogranicza zakres filozofii.
04-09-2012 20:24 
 Ocena 7 na 7
Artur@R (7115 punktów)
>Damasio pisze o emocjach. A to zupełnie inny temat.<
Czyżby, ignorancie?
Skoro po lekturę książek Damasio nie chcesz sięgnąć, leniu - to choć tytuły przeczytaj:




"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
05-09-2012 11:41 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Odpowiedziałem powyżej: www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w517248

Jeśli potrafisz przeczytać coś więcej niż tytuły i nagłówki, to zreferuj, co przeczytałeś w tych książkach. Jak autor "udowodnił", że jaźń, wolna wola i doświadczenia duchowe są wytworem mózgu?...
05-09-2012 13:03 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jeśli potrafisz przeczytać coś więcej niż tytuły i nagłówki, to zreferuj, co przeczytałeś w tych książkach. Jak autor "udowodnił", że jaźń, wolna wola i doświadczenia duchowe są wytworem mózgu?...
Przeczytałem wszystkie książki António Rosa Damásio, ale nawet gdybym nie przeczytał żadnej i opierał się tylko na encyklopedycznej informacji - portugalski profesor neurologii behawioralnej pracujący w Stanach Zjednoczonych. Wykłada na Uniwersytecie w Południowej Kalifornii, gdzie prowadzi katedrę "Brain and Creativity" (mózgu i kreatywności). Zanim objął to stanowisko w 2005 r., Damasio przewodził katedrze neurologii w Univesity of Iowa. Pracował tam w latach 1976-2005. Poza tym, że jest powszechnie znanym badaczem wielu zagadnień związanych z neurologią, to również autorem świetnie sprzedających się książek, objaśniających jego teorie. To zakładał bym z dużą pewnością, że stosował metody naukowe, a nie filozoficzne spekulacje.

Damasio wyróżnia dwa aspekty świadomości. Pierwszy z nich związany jest z procesami tworzenia przez mózg wzorów umysłowych [mental patterns], czyli obrazów przedmiotu [images of objects], gdzie poprzez przedmiot [object] rozumie się tak różnorodne kategorie obiektów jak: osoba, miejsce, melodia, ból zęba, stan rozkoszy, etc., a poprzez obraz [image] - wzór umysłowy [mental pattern], jaki powstaje w dowolnej modalności zmysłowej, np.: przedstawienie (obraz) dźwiękowy, wzrokowy, dotykowy, stanu błogości, etc. Takie przedstawienia (obrazy) przenoszą, wg Damasio, nie tylko właściwości fizyczne przedmiotów, ale zawierają również naszą pozytywną lub negatywną reakcję względem tychże przedmiotów, plany jakie możemy dla nich formułować oraz sieć relacji pomiędzy tym przedmiotem a innymi. Reasumując: jest to problem "jak tworzy się, mówiąc metaforycznie, "film-w-mózgu"?" [how we get a movie-in-the-brain]. Drugi aspekt związany jest zaś ze sposobem w jaki mózg wytwarza, paralelnie z tworzeniem mentalnych form, poczucie Ja w akcie poznawania [a sense of self in the act of knowing]. [...]
Damasio rozumie to jako jednoczesne posiadanie "filmu-w-mózgu" i jego oglądanie, a zarazem uczestniczenie w tym filmie. Uważa on, że możliwe jest pojawienie się posiadacza i widza "filmu" w samym filmie [generating the appearance of an owner and observer for the movie within the movie]. Implikuje to zarazem, że rozdzielenie dwóch aspektów świadomości jest zabiegiem cokolwiek sztucznym i posiada wymiar przede wszystkim heurystyczny, co zresztą Damasio dostrzega, nazywając utrzymywanie tego podziału rodzajem "intelektualnej higieny". Synonimem dla obrazu przedmiotu jest wzór umysłowy [mental pattern], który jest jednak czymś zupełnie odmiennym od neuronalnego wzoru [neural pattern], dla którego synonimem jest mapa [map]. Różnica pomiędzy nimi jest zasadnicza, gdyż obraz przedmiotu czy wzór umysłowy jest dostępny tylko i wyłącznie z perspektywy pierwszoosobowej, natomiast odpowiada im, dostępny w badaniu naukowym z perspektywy trzecioosobowej, neuronalny wzór, czy mapa, np. w postaci aktywności określonego obszaru mózgu, co daje się zarejestrować w tomografii pozytronowej. Terminem odnoszącym się zarówno do mentalnej, jak i neuronalnej mapy, jest reprezentacja, która jest spójnym wzorcem odniesionym do czegoś ["pattern that is consistently related to something"], czy to będzie wzór umysłowy, czy też spójny zestaw neuronalnych aktywności w określonym obszarze mózgu, czyli wzór neuronalny.
D. Wiener. Z recenzji książki "Koncepcja świadomości".

Miłego dnia.

@@@
.
05-09-2012 17:49 
 Ocena 10 na 10
Artur@R (7115 punktów)
>Odpowiedziałem powyżej: www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w517248<
Niby na co odpowiedziałeś?
To o czym napisał pan Andrzej Bogusławski(co bada A.Damasio) w naukowy, konsekwentny sposób prowadzi do wyjaśnień(to są "podwaliny" procesu wyjaśniania) dotyczących powstania umysłu, jaźni, "przeżyć duchowych".
Same tytuły książek o tym świadczą - ignorancie!

>Jeśli potrafisz przeczytać coś więcej niż tytuły i nagłówki, to zreferuj, co przeczytałeś w tych książkach.<
Garnki w kuchni też Ci mam umyć??

A.Damasio stara się to wyjaśnić na 1395 stronach czterech książek (Błąd Kartezjusza, Tajemnice świadomości, W poszukiwaniu Spinozy, Jak umysł zyskał jaźń), a ja mam Ci "raz ciach" przedłożyć, najlepiej w kilku zdaniach, "dowody", które Twój "mało elastyczny ośrodkowy układ nerwowy" przyjmie i zrozumie?!
No proszę jaki artysta!!!
Choć bym Ci to wyłożył na "poświęconej tacy" i tak tego nie przyjmiesz - Ty po prostu tylko nie wierzysz, że przeczytałem te książki.

Ale ponieważ czytać mogą ten wątek i inni Forumowicze, parę zdań kliknę.
Filary swojej koncepcji przedstawia w "Błędzie Kartezjusza".
Gdzie rozpoczyna "rozprawianie się" z kartezjańskim dualizmem "ciało-duch":
Oto cytat, który dobrze naświetli jego stanowisko:

Błąd Kartezjusza -Rebis 2002r,str.109:
"Organizm tworzony poprzez partnerstwo mózgu i ciała wchodzi w interakcję z otoczeniem jako jeden zespół - nie jest to interakcja, w której uczestniczyłby tylko mózg lub tylko ciało. Organizmy złożone, takie ja nasz, czynią więcej: nie tylko wychodzą w interakcję i nie tylko wytwarzają spontaniczne lub wymuszone reakcje na bodźce, zwane zbiorowo jako zachowanie. Generują również reakcje wewnętrzne, z których część składa się na obrazy(wizualne, dźwiękowe, somatosensoryczne itp.), a które skłaniam się uważać za podstawę funkcjonowania umysłu."


Powraca do nich, rozbudowuje oraz wyjaśnia w pozostałych książkach, rozpatrując różne aspekty naszego umysłu i świadomości:
- ciała jako płaszczyzny odniesienia dla mózgu w relacji ze środowiskiem,
- emocji i uczuć budujących "społeczność", "idee" oraz "duchowość",
- umysłu jako procesu będącego konsekwencją dynamicznego mapowania zachodzącego w mózgu,
- świadomości , która jest specyficznym stanem umysłu i odróżniającym się od jaźni.
I wszystko to zobrazowane wielorakimi przypadkami klinicznymi pacjentów, schematami procesów i pokazaniem miejsc ich występowania czy "ulokowania" się w mózgu.
A wszystko zaczyna od podstaw: budowy mózgu i jego obszarów, tkanki nerwowej, samego neuronu, z jego ciałem komórkowym, aksonem (włóknem wyjściowym), dendrytem(włóknem wejściowym), które tworzą synapsy, łącząc się z włóknami innych neuronów.
Z sieciami tworzonymi z połączonych neuronów, obszarami i ich "funkcyjnością" oraz wzajemnymi oddziaływaniami.Polecam wszystkim których to zainteresowało - wspaniała podróż.

O duchowości napisał tak:

W poszukiwaniu Spinozy - Rebis 2005, str.252-253:
"Czym jest duch? Gdzie się mieści?Jak mogę na to pytanie odpowiedzieć? Muszę wyznać, że nie skłaniam się do"neurologizacji" doświadczeń religijnych, zwłaszcza gdy takie próby przybierają formę identyfikowania obszaru mózgu "odpowiadającego" Bogu czy uzasadniani Boga i religii przez szukanie ich fizjologicznych korelatów na obrazach tomograficznych. Mimo to zgadzam się, że doświadczenia duchowe -religijne czy inne- są procesami umysłowymi, inaczej mówiąc procesami biologicznymi o najwyższym stopniu złożoności. Pojawiają się w mózgu organizmu w określonych okolicznościach i nie ma powodu, abyśmy się wzdrygali przed opisywaniem ich w terminach neurobiologicznych (...)"

Szczegóły...na wcześniejszych stronach książki.

O "wolnej woli" na tym forum wiele już napisano - poszukaj sobie.
Gdybyś tylko umiał pojąć choćby przesłanie cytatu z mojej stopki lub potrafił zadać sobie proste pytania:
Dlaczego urodziłeś się facetem, akurat w Polsce, w XX wieku? Dlaczego masz akurat białą skóre i jesteś np.chrześcijaninem? Masz takie a nie inne predyspozycje? Czemu akurat nazywasz się Bielecki a imię twe Marek, itd?(podpowiem - nie miałeś na to ŻADNEGO wpływu I NIE WYBIERAŁEŚ TEGO SOBIE)
To szybko zauważył byś, że obszar Twojej "wolnej woli" redukuje się do/... złudzenia. Złudzenia, aczkolwiek koniecznego jak pisał P.Meyer w książce o tym tytule "aby każdy człowiek miał poczucie, że przyczynia się do rozwoju dziedzictwa kulturowego gatunku,poprzez pełne wyrażenie wszystkich cech osobowści"


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
05-09-2012 18:15 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Dzięki za streszczenie najmocniejszych "argumentów" za materialistyczną hipotezą jaźni, wolnej woli i doświadczeń duchowych...

I nie denerwuj się tak (o Twoich emocjach wnioskuję z częstotliwości używania przez Ciebie inwektyw) - pamiętaj, że Twoja wolna wola jest złudzeniem, więc dostosuj swoje postępowanie do wyznawanej przez siebie teorii...
05-09-2012 18:39 
 Ocena 9 na 9
Phanes (492 punktów)
>Dzięki za streszczenie najmocniejszych "argumentów" za materialistyczną hipotezą jaźni, wolnej woli i doświadczeń duchowych...

Jak na razie poza materią (w szerokim rozumieniu) nic nie udało się nam odkryć. Wydaje mi się, że najrozsądniej jest próbować wyjaśniać wymienione przez ciebie fenomeny przez coś, co wiemy, że istnieje (istnieniu materii chyba nikt specjalnie nie zaprzecza), niż przez coś czego żadnych śladów istnienia dotychczas nie napotkaliśmy, a wiele z tych, które za takowe były niegdyś uznawane, okazało się nimi nie być.

Jeśli jednak mamy rozważać obie hipotezy o wiele bardziej prawdopodobna jest ta, która uznaje wymienione przez ciebie fenomeny za wytwór mózgu (mózg na pewno istnieje), niż ta, która zakłada ich duchowe pochodzenie (jak dotąd nie napotkaliśmy na żaden ślad "ducha", więc nie ma potrzeby zakładać jego istnienia).
05-09-2012 20:17 
 Ocena 9 na 9
Artur@R (7115 punktów)
>... (o Twoich emocjach wnioskuję z częstotliwości używania przez Ciebie inwektyw)<
...że co robisz? Używania czego?
Żeby czynić wnioski należy znać przynajmniej znaczenia słów na podstawie, których się cokolwiek wnioskuje, a nie imaginuje.

SJP:
inwektywa - zniewaga, obelga


Sł.wyrazów obcych W.Kopalińskiego:

ignorancja - brak wiedzy, nieświadomość, nieuctwo.
ignorować celowo, świadomie nie zauważać; nie brać pod uwagę, lekceważyć.
ignorant - człowiek wykazujący się ignorancją, brakiem podstawowej wiedzy; nieuk


SJP:
leń - człowiek leniwy; leniuch; próżniak; nierób
lenić - lenić się:
1. nie chcieć pracować, wykonywać różnych zajęć, być opieszałym


Skoro nie przeczytałeś poleconych książek (bo Ci się nie chce lub/i masz to w "de") a wypowiadasz się o ich zawartości i autorze to jesteś ignorantem i do tego leniwym.
To są fakty - nie obelgi czy zniewagi.
Forum Racjonalisty to nie "piekarnia" ani czat - tu spokojnie można poczekać z wypowiedzią, odpowiedzią - znaleźć czas i chęć sięgnięcia do źródeł i lektur - by zawierała treść.

Aby napisać swoją poprzednią wypowiedź spędziłem prawie 3 godziny na "szperaniu" po 4ch książkach Damasio, szukaniu trafnych cytatów, sformuowań i odświeżeniu wiedzy - "by klawiatura oddała najdokładniej to co myśli głowa"

A Ty masz problem by sklecić kilka jasnych, klarownych zadń podpartych argumentami, by wyjaśnić swój pogląd. Częstujesz rozmówców jedynie lakonicznymi, pełnymi insynuacji bąknięciami pozbawionymi meritum.
Twoje tu wypowiedzi są jak "inwektywa" dla tego Forum.

>pamiętaj, że Twoja wolna wola jest złudzeniem, więc dostosuj swoje postępowanie do wyznawanej przez siebie teorii...<

Właśnie dlatego, że o tym pamiętam mogę wykorzystywać "swój potencjał" i czas najlepiej jak potrafię, cieszyć się nim i dzielić, spełniać się - świadomie na ile to tylko możliwe...by móc nazywać się człowiekiem i by miało to sens.
Jesteś w stanie to pojąć "uduchaczony nadnaturalisto"?

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
06-09-2012 16:21 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> Częstujesz rozmówców jedynie lakonicznymi, pełnymi insynuacji bąknięciami

Bardziej się staraj, to zasłużysz na więcej. Na razie wymagasz ode mnie dużo więcej niż od samego siebie - spróbuj odwrócić proporcje.
06-09-2012 16:59 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
>Bardziej się staraj, to zasłużysz na więcej.<
Rzekł był pełen wręcz boskiej pogardy, ze szczytów swego prawie boskiego miłosierdzia i w majestacie swej głęboookiej wiary lecz... ubogi duchem (i nie tylko) Marek Bielecki.

Teraz zapracowałeś na inwektywę , ale...zostań z Bogiem albo raczej idź w pokoju.

>Na razie wymagasz ode mnie dużo więcej niż od samego siebie<
A to już ocenią czytelnicy.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
04-09-2012 22:38 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>>Pozostaje pytanie, czy istnieje możliwość poznania owego świata duchowego poprzez umysł. Nawet jeśliby przyjąć, że nauka nie wykazała ponad wszelką wątpliwość, że wszelka aktywność umysłowa jest funkcją mózgu,
>Oczywiście nie wykazała.
Nie jestem ekspertem, ale tak na oko sądzę, że stopień tego niewykazania jest mniej więcej taki sam, jak niewykazanie prawdziwości darwinowskiej teorii ewolucji, albo jak niewykazanie hipotezy wielkiego wybuchu.

>>przy założeniu, że istnieje jeszcze miejsce dla duszy, wówczas i tak nie mamy żadnej możliwości odróżnić tego rodzaju "duchowej" aktywności umysłu od jego aktywności normalnej, o której wiemy, że pochodzi z mózgu. Po prostu nie wiemy co dokładnie miałoby być tą duszą, ani jak by się to miało odróżniać od zwykłej świadomości, tej związanej z mózgiem.
>Próba badania spraw duchowych od strony fizjologii mózgu faktycznie wygląda beznadziejnie.
Polecam niedawnego linka od liliac - będziesz wiedział, o którego chodzi.
Ale nawet, gdybyś miał tu rację - to co z tego?
Sądzę, że odkąd można mówić o homo sapiens - a więc również przy nieomal zerowej wiedzy naukowej - człowiek ma możliwość postawy sceptycznej wobec tego, czego nie wie - czego nie doznał doświadczalnie. Dlatego też postawy scepetyczno-poznawcze (a zatem i ostatecznie ateistyczne) spotykane są w całej ludzkiej historii, nawet ponad 2000 lat temu. Do sceptycyzmu nawet wiedza naukowa nie jest potrzebna. Wystarczy tylko Twoje pięć zmysłów, rozum i pytanie - co wiem na pewno, co z dużym prawdopodobieństwem, a co jest niesprawdzone?

>Rozumiem, że analizy fenomenologiczne kwestii duchowych nie wydają Ci się dostatecznie przekonujące?...
Ja bym jednak odróżnił fenomenologię - jako całkiem ciekawy (aczkolwiek de gustibus...) nurt filozoficzny - od pytania o istnienie niematerialnego świata duchowego, o którym tu rozmawialiśmy. Ten drugi to czysta spekulacja - choć działająca na emocje.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>> Nawet jeśliby przyjąć, że nauka nie wykazała ponad wszelką wątpliwość, że wszelka aktywność umysłowa jest funkcją mózgu,
>>Oczywiście nie wykazała.
>Nie jestem ekspertem, ale tak na oko sądzę, że stopień tego niewykazania jest mniej więcej taki sam, jak niewykazanie prawdziwości darwinowskiej teorii ewolucji, albo jak niewykazanie hipotezy wielkiego wybuchu.

O, nie, Wielki Wybuch jest udowodniony. Sam fakt istnienia ewolucji też. Natomiast do neuronauki doczepia się różne dziwne hipotezy - jak myślisz, dlaczego?...
05-09-2012 12:33 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>>>> Nawet jeśliby przyjąć, że nauka nie wykazała ponad wszelką wątpliwość, że wszelka aktywność umysłowa jest funkcją mózgu,
>>>Oczywiście nie wykazała.
>>Nie jestem ekspertem, ale tak na oko sądzę, że stopień tego niewykazania jest mniej więcej taki sam, jak niewykazanie prawdziwości darwinowskiej teorii ewolucji, albo jak niewykazanie hipotezy wielkiego wybuchu.
>O, nie, Wielki Wybuch jest udowodniony. Sam fakt istnienia ewolucji też.
Gratuluję pewności, która zapewne opiera się na wiedzy!

>Natomiast do neuronauki doczepia się różne dziwne hipotezy - jak myślisz, dlaczego?...
Mi się tylko wydawało, że zarówno WW, jak i TE sa wykazane szeregiem faktów, które popierają owe hipotezy, natomiast brak jest dowodów, które by im przeczyły. Tym niemniej i w jednej i w drugiej hipotezie istnieją pewne "luki" wpisane w samą metodologię naukową, jak np. w paleontologii - która siłą rzeczy bazuje jedynie na śladach dawnych organizmów. Ponieważ mówimy tu o śladach, to trudno mówić o dowodzie takim, jaki by istniał, gdyby te parę miliardów lat ewolucji na ziemii nagrane zostało na ciągłym filmie przez kilka niezależnych od siebie stacji telewizyjnych, choć wcale nie jest pewne, czy to przekonałoby kreacjonistów.
Ostatecznie mamy więc wciąż potwierdzaną i koroborowaną hipotezę, ale do absolutnej kompletności jej daleko!
Otóż dla mnie pochodzenie umysłu z mózgu jest potwierdzone na podobnej zasadzie.

Jeśli natomiast Ty sam potrafisz odróżnić stopień potwierdzenia WW i TE od stopnia potwierdzenia hipotezy, że umysł jest funkcją mózgu, to gratuluję wiedzy.

A jak się ma do tego stopień potwierdzenia hipotezy duszy przynależnej do Boga?

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
05-09-2012 14:00 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jeśli natomiast Ty sam potrafisz odróżnić stopień potwierdzenia WW i TE od stopnia potwierdzenia hipotezy, że umysł jest funkcją mózgu, to gratuluję wiedzy.

W świecie naukowym dominuje jednaj rzetelność intelektualna, więc na ogół można dosyć łatwo dojść do wiedzy, co jest udowodnione, a co nie. Fizycy nie spierają się, czy był Wielki Wybuch. Natomiast neuronaukowcy mają różne zdania w kwestii relacji pomiędzy umysłem a mózgiem.

>A jak się ma do tego stopień potwierdzenia hipotezy duszy przynależnej do Boga?

Jak doskonale wiesz, to kwestia wiary, a nie nauk przyrodniczych.
05-09-2012 15:45 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Natomiast neuronaukowcy mają różne zdania w kwestii relacji pomiędzy umysłem a mózgiem.
Mają różne zdania i relacje miedzy mózgiem a umysłem mogą być różne, gdyż występują w rożnych neuronalnych strukturach i na różnych poziomach, ale niewielu uczonych (nie podwiązanych ideologicznie) zakłada możliwość istnienia jakiegokolwiek dualizmu.
Możemy mówić o świadomości, samoświadomości, umyśle tylko wtedy, gdy zwierzę żyje i zachodzą w nim biologiczne procesy. Umysł jest funkcją żywego mózgu i istnieje tylko wtedy, gdy taki (żywy) mózg istnieje.

>>>>A jak się ma do tego stopień potwierdzenia hipotezy duszy przynależnej do Boga?
>Jak doskonale wiesz, to kwestia wiary, a nie nauk przyrodniczych.
I dlatego, żadnemu z uczonych nie wolno mieszać ideologii, w którą wierzy, z nauką którą uprawia, gdyż wtedy jego wytworem jest ideologiczny bełkot, a nie dorobek naukowy. Takim ideologicznym bełkotem z punktu widzenia nauk przyrodniczych jest dorobek Pani Edyty Stein i zupełnie nieuprawnionym jest podciąganie go pod jakikolwiek racjonalizm.

Czy wiedza jest nauką?
Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.

Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.

Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.

Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej.

epistemologii

Czy filozofia (epistemologia) jest nauką?
Mój pogląd jest tu bliski poglądom prof. Jana Woleńskiego: "Uważam, że filozofia nie jest nauką, ale w przeciwieństwie do wielu analityków, zwłaszcza logicznych empirystów, nie widzę w tym nic ani strasznego, ani nawet przygnębiającego. Filozofia nie jest nauką ani formalną, ani empiryczną, tj. nie da się przedstawić jako dział logiki czy matematyki, ani też nie formułuje empirycznych hipotez zmierzających do wyjaśnienia faktów, by tak rzec, poznawczych. Jako analityk przypisuję filozofii analizę pojęć, a przez to i przedmiotów, którymi teoretycy poznania interesowali się "od zawsze". Część historyczna dostarczyła nam sporego materiału dotyczącego zagadnień epistemologicznych. Nie widzę żadnej możliwości, by to wszystko objąć jedną nauką wedle zadanego mniej lub bardziej z góry objaśnienia jej przedmiotu. Gdyby to nawet jakoś powiodło się, to pozostaje jeszcze niebagatelny problem wyboru jakiejś koncepcji teorii poznania. Banalne spostrzeżenie, że matematycy, fizycy a nawet historycy mogą się różnić w kwestii tego, czym jest odpowiednio matematyka, fizyka i historia, ale pozostawać w zgodzie w sprawach rzeczowych, ciągle jakoś nie może dojść do świadomości wielu filozofów." www.diamet(*).edu.pl/?l=1&p=deb5&m=17&if=16
* * * *

Czy dorobek Pani Edyty Stein daje nam jakąś szerszą wiedzę (poza wiedzą o niej samej) o człowieku? Moim zdaniem, już wówczas gdy była tworzoną dawała niewielką. Dziś - w kontekście dorobku nauki - już się całkowicie zdezaktualizowała.

Miłego dnia.

@@@
.
05-09-2012 16:54 
 Ocena 7 na 7
maceox (6766 punktów)
>>Jeśli natomiast Ty sam potrafisz odróżnić stopień potwierdzenia WW i TE od stopnia potwierdzenia hipotezy, że umysł jest funkcją mózgu, to gratuluję wiedzy.
>W świecie naukowym dominuje jednaj rzetelność intelektualna
A w świecie religii?

>więc na ogół można dosyć łatwo dojść do wiedzy, co jest udowodnione, a co nie.
Tak to jest tylko w matematyce - udowodnione albo nieudowodnione - (no i ewentualnie przed sądem ostatecznym...).

W naukach przyrodniczych jest raczej tak, jak przed normalnym, ludzkim sądem - zawsze jest pytanie jak dalece układanka śladów i poszlak potwierdza daną hipotezę. Natomiast naukowcy popularyzujący naukę mają prawo mówić o różnych stopniach uprawdopodobnienia owej hipotezy - czasem pewnie graniczącej z pewnością.

>>A jak się ma do tego stopień potwierdzenia hipotezy duszy przynależnej do Boga?
>Jak doskonale wiesz, to kwestia wiary, a nie nauk przyrodniczych.
No właśnie.
Dlatego napisałem parę postów wcześniej, że nawet gdyby założyć, że nie wykazano, iż umysł jest w całości funkcją mózgu, to i tak nie podstaw do założenia, że istnieje coś takiego jak dusza pochodząca od Boga.
Jest to bowiem, jak słusznie napisałeś:
Cytat:
kwestia wiary, a nie nauk przyrodniczych.

trochę podobnie jak kiedyś kwestią wiary było to, że słońce obraca się wokół ziemii i składa się z rozżażonych węgielków.
Zastanawiam się tylko - PO CO W COŚ WIERZYĆ? PO CO WIERZYĆ W BOGA?
Bo chyba wyrazem rzetelności intelektualnej to nie jest.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
05-09-2012 17:13 
 Ocena-2 na 6
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>trochę podobnie jak kiedyś kwestią wiary było to, że słońce obraca się wokół ziemii i składa się z rozżażonych węgielków.

Nie słyszałem o takiej wierze.

>Zastanawiam się tylko - PO CO W COŚ WIERZYĆ? PO CO WIERZYĆ W BOGA?

"Po co wierzyć?" - to dziwne dla mnie pytanie... Warto wierzyć w to, co jest prawdą.
05-09-2012 19:10 
 Ocena 7 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A jak sprawdzasz, że to, w co wierzysz jest prawdą?
Przypominam:
1. Jakie rzeczy mogą obalić Twoją wiarę w niespójną opowieść opartą na innych opowieściach zwaną Biblią? Jest w ogóle taka możliwość.
2. Czy wyznawca Sziwy, który myśli podobnie jak ty (czyli nie ma możliwości pt.1) jest podczłowiekiem, bo ty się urodziłeś w Polsce, a on w Indiach, gdzie wierzy się w inne rzeczy?
06-09-2012 10:04 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>A jak sprawdzasz, że to, w co wierzysz jest prawdą?
>Przypominam:
>1. Jakie rzeczy mogą obalić Twoją wiarę w niespójną opowieść opartą na innych opowieściach zwaną Biblią? Jest w ogóle taka możliwość.
>2. Czy wyznawca Sziwy, który myśli podobnie jak ty (czyli nie ma możliwości pt.1) jest podczłowiekiem, bo ty się urodziłeś w Polsce, a on w Indiach, gdzie wierzy się w inne rzeczy?

Jacku, czy mamy tu rozmawiać o wierze?... To chyba nie jest ulubiony temat na tym forum. Więc krótko (żeby nie drażnić niektórych innych forumowiczów):
ad 1) Moją wiarę może obalić jej sprzeczność z rzeczywistością. Na razie cała rzeczywistość potwierdza mi prawdziwość mojej wiary.
ad 2) Wyznawca innego światopoglądu jest takim samym człowiekiem jak ja - ma tę samą godność i taką samą szansę na zbawienie, o ile będzie szczerze dążył do prawdy.
06-09-2012 10:12 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>ad 1) Moją wiarę może obalić jej sprzeczność z rzeczywistością. Na razie cała rzeczywistość potwierdza mi prawdziwość mojej wiary.

A masz Ty z rzeczywistością kontakt jakikolwiek? Od czasu do czasu chociażby?

>ad 2) Wyznawca innego światopoglądu jest takim samym człowiekiem jak ja - ma tę samą godność i taką samą szansę na zbawienie, o ile będzie szczerze dążył do prawdy.

Tylem się natłumaczył quid veritas est - jak grochem o ścianę, kurde...


nie tylko sam nie będę należeć do żadnego towarzystwa bez zezwolenia rządu ustanowionego, lecz i donosić będę, gdzie należy, według przysięgi wiernopoddanego, gdy się dowiem, iż gdziekolwiek takowe zabronione towarzystwo otwarte zostało. (Adam Mickiewicz)
06-09-2012 10:34 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>A masz Ty z rzeczywistością kontakt jakikolwiek?
We wszystkich wymiarach. Nie tylko materialnym. A jak z tym jest u Ciebie?...

>>ad 2) Wyznawca innego światopoglądu jest takim samym człowiekiem jak ja - ma tę samą godność i taką samą szansę na zbawienie, o ile będzie szczerze dążył do prawdy.
>Tylem się natłumaczył quid veritas est - jak grochem o ścianę, kurde...
Co Ty wiesz o prawdzie...
Tyle, co Piłat, do którego - świadomie czy nieświadomie - nawiązujesz.
06-09-2012 10:51 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>>Tylem się natłumaczył quid veritas est - jak grochem o ścianę, kurde...
>Co Ty wiesz o prawdzie...
>Tyle, co Piłat, do którego - świadomie czy nieświadomie - nawiązujesz.
To jest niesamowite, jak bardzo Ty swoją legendą żyjesz. W zasadzie nie powinno to być dla mnie zaskoczeniem, gdyż uważam, że każdy żyje jakąś swoją legendą - stworzoną z sumy treści przyswojonych w procesie socjalizacji i tworzącą pewną pozytywną wizję samego siebie wobec rzeczywistości. Jednak dziwi mnie, że to właśnie ta legenda, gdyż estetycznie jest ona mi dość obca.
Oby tylko chrześcijanie potrafili interpretować swoją legendę na miarę XXI wieku. Na razie mam tylko wrażenie, że kościół jest z tą interpretacją zawsze w tyle względem potrzeb społeczeństwa.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
06-09-2012 11:54 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>A masz Ty z rzeczywistością kontakt jakikolwiek?
>We wszystkich wymiarach. Nie tylko materialnym.

A z tymi niematerialnymi wymiarami to ktoś jeszcze prócz Ciebie się kontaktuje, czy one takie Twoje prywatne są?

>>Tylem się natłumaczył quid veritas est - jak grochem o ścianę, kurde...
>Co Ty wiesz o prawdzie...
>Tyle, co Piłat, do którego - świadomie czy nieświadomie - nawiązujesz.

Hmmm...
Piłat, Piłat...
Czekaj! Coś mi świta!
Piłat - bo dużo pił, prawda?


nie tylko sam nie będę należeć do żadnego towarzystwa bez zezwolenia rządu ustanowionego, lecz i donosić będę, gdzie należy, według przysięgi wiernopoddanego, gdy się dowiem, iż gdziekolwiek takowe zabronione towarzystwo otwarte zostało. (Adam Mickiewicz)
06-09-2012 10:38 
 Ocena 9 na 9
astrotaurus (12445 punktów)

>Jacku, czy mamy tu rozmawiać o wierze?... To chyba nie jest ulubiony temat na tym forum. Więc krótko (żeby nie drażnić niektórych innych forumowiczów):
A o czym innym Ty tu rozmawiasz? Te bzdety o racjonalizmie Stein to nie jest tylko Twoja wiara? Dostarczyłeś tu jakichś argumentów.., przegapiłem coś..?

>ad 1) Moją wiarę może obalić jej sprzeczność z rzeczywistością. Na razie cała rzeczywistość potwierdza mi prawdziwość mojej wiary.
Cała rzeczywistość? A konkretnie?
Bo stawiam dolary przeciw orzechom, że cały czas nie umiesz odróżnić rzeczywistości od swoich wizji z wiary wynikających.

>ad 2) Wyznawca innego światopoglądu jest takim samym człowiekiem jak ja - ma tę samą godność i taką samą szansę na zbawienie, o ile będzie szczerze dążył do prawdy.
A jego Bóg, Marku Bielecki? Czy Bóg innego człowieka jest tyle samo wart co Twój Bóg? Czy cały czas mowa o szansie zbawienia przez Twojego wyłącznie Boga?
A dążenie do prawdy? Rozstrzygnąłeś już wszystko czy jeszcze dążysz? A jeśli jeszcze dążysz to czy dopuszczasz w ogóle jakąś możliwość, że jedynym Bogiem jest na przykład Kryszna, albo... ojerumpajtasz!... Bogowie to tylko fikcja?

...
Halo! Fizyku Bielecki! Jesteś gdzieś tam? Masz jakiś pogląd na to co się dzieje w waszym wspólnym z katechetą Bieleckim łepie? Odezwijże się nareszcie!


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
06-09-2012 12:29 
 Ocena 2 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
No więc jest sprzeczna z rzeczywistością... Już od dawna to wiadomo!

Natomiast jeśli nadal nie możesz jej odstawić, to dalej - wczuwając się w świat twoich mitów - zauważę u ciebie pewne zakłamanie.

1. Sugerujesz, że to no problem być sziwaistą z Indii.
2. Co oznacza - iż w świetle twoich mitów - bogu nie zależy na tym, aby nazywać go Jahwe, ojciec Jezusa (wedle katolików tożsamy)
3. Co oznacza, iż sakramenty, takie jak chrzest, spowiedź etc., nie mają większego znaczenie - równie dobrze mogą to być obrzędy hinduistyczne.
4. Co oznacza, że wierzysz równie mocno w Sziwę, jak w Jezusa .
5. Co jednak oznacza (bez względu na twój wybór), iż bóg lubi wojny religijne, bo "się podzielił" między wierzących dając im różne paradygmaty.
6. Jeśli jednak bóg z twoich mitów za największą cnotę nie uważa wojen religijnych, to Jezus i Sziwa (etc.) są podpuchami, i każdy kto nie wierzy we wszystkie religie naraz (albo w żadną) będzie się smarzył etc, jako bardzo zły człowiek (chyba, że 5 i miłosierdzie boga przejawia się w wojnach religijnych).

Krótko - mamy dwa wyjśca z sytuacji. Mityczna baśń o bogu prowadzi do:

1. Uważania wojen religijnych za najwyższą cnotę
2. Uważania iż jest bóg ponadreligijny i największym złem jest wiara w daną religię (czyli mówienie o Sziwie, Jezusie, etc).

Dodam na wszelki wypadek, że każdy bóg jest urojeniem. Ale spróbowałem poszukać jakiejkolwiek spójności w Twojej postawie.
06-09-2012 16:14 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Jeśli sziwaista z Indii będzie szczerze dążył do prawdy, to:
1) odczyta prawo naturalne, które jest w nim zapisane i zostanie przyzwoitym człowiekiem
2) z pewnością nie będzie prześladował wyznawców innych religii
3) być może przestanie być sziwaistą.
06-09-2012 16:16 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A może to chrześcijanin powinien przestać być chrześcijaninem i stać się sziwaistą? Może źle wierzysz? Skąd wiesz....?
06-09-2012 16:24 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>A może to chrześcijanin powinien przestać być chrześcijaninem i stać się sziwaistą? Może źle wierzysz?

Widzisz, Jacku, mam tę wewnętrzną pewność, że nie...
07-09-2012 14:27 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jacku, czy mamy tu rozmawiać o wierze?... To chyba nie jest ulubiony temat na tym forum. Więc krótko (żeby nie drażnić niektórych innych forumowiczów):
>ad 1) Moją wiarę może obalić jej sprzeczność z rzeczywistością. Na razie cała rzeczywistość potwierdza mi prawdziwość mojej wiary.
Nawet Pan Konowal zauważa oczywistość:
"Ale pytasz się o sferę społeczną, czy indywidualną? Indywidualnie każda odpowiedź będzie inna".
Piszę Pan tu o swoim subiektywnym odczuciu, które ma taką samą wartość jak odczucie Edyty Stein, moje i chorego w głębokiej psychozie. Użytecznej wartości takie odczucia nabierają dopiero w procesie naukowej obiektywizacji, a trzeba mieć świadomość, że spora część jednostkowych przeżyć/odczuć (np mistycyzm, omany wywołane chorobowo i chemicznie) takiej obiektywizacji się nie poddaje lub poddaje z trudem. Dlatego nie można i nie warto dyskutować z czyjąś wiarą. Dla wiary nie istnieją żadne racjonalne kontrargumenty, gdyż np Pana i tak nikt nie przekona, że czarne jest czarne, a białe jest białe. Pan wierzy, że jest posiadaczem jedynej Prawdy o rzeczywistości, a wszyscy, którzy w to wątpią, to co najmniej, błądzą.

Miłego dnia.

@@@
.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Wiara, jeśli jej przedmiotem jest prawda, musi być niesprzeczna z rozumem. To, w co ja wierzę, jest niesprzeczne z rozumem; a nawet więcej: istnieją przesłanki rozumowe, żeby przyjąć to, co jest przedmiotem wiary.

> Pan wierzy, że jest posiadaczem jedynej Prawdy o rzeczywistości, a wszyscy, którzy w to wątpią, to co najmniej, błądzą.

Niezupełnie. Paru rzeczy jestem pewny, ale stanowi to zaledwie drobny okruch całej prawdy o rzeczywistości. Ci, którzy wątpią w to, w co ja wierzę, niekoniecznie błądzą - bo wiara jest także łaską, a oni być może bez własnej winy tej łaski nie otrzymali, a przez to jest im trudniej...
07-09-2012 18:20 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Mamy tu pewien kłopot. Kłopot językowy!
Są ludzie, których jakieś myśli (najczęściej niezbyt trzymające się rzeczywistości, ale mocno zaprzątające umysł - wprost chorobliwe idée fixe - powodują odbieganie od powszechnego rozumienia słów. Trudno się z nimi porozumieć, gdyż nie dość, że nie potrafią ze zrozumieniem przeczytać i odnieść się do faktycznego tekstu, to nadają słowom jakieś swoiste znaczenie. Gdy dla uporządkowania rozmowy odwołam się do szybko i ogólnie dostępnej Wikipedii, czy nie daj Boże, do poważnej literatury, są poirytowani, a co bardziej prymitywni, to nawet wprost wściekli.

>Wiara, jeśli jej przedmiotem jest prawda, musi być niesprzeczna z rozumem.
Przepraszam, ale powyższe zdanie jest całkowitą bzdurą.
Wiara - nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia, w warunkach braku wystarczającej wiedzy. Owo subiektywne prawdopodobieństwo nigdy nie osiąga wartości 100%, gdyż wtedy wiara staje się wiedzą. Jeśli subiektywne prawdopodobieństwo jest małe, to potocznie taką wiarę nazywamy przypuszczeniem, a przy znikomym prawdopodobieństwie mówimy, że czegoś nie wykluczamy. Twierdzenie, które jest przedmiotem wiary nie musi być do końca (lub w ogóle) zwerbalizowane - np. roczne dziecko też może w coś wierzyć. Dotyczy to również bardziej inteligentnych zwierząt. W zwierzęcej "wierze" także dochodzi do subiektywnej oceny prawdopodobieństwa, która jest istotą każdej wiary. Wiara jest także ważnym składnikiem nadziei.

Wiara a prawdopodobieństwo

Poniższy przykład pokazuje orientacyjne stopniowanie prawdopodobieństwa i odpowiadające mu określenia. Załóżmy, że mamy wyciągnąć z urny jedną kulę.

Jeśli w urnie są same białe kule, to wiem, że wyciągnę białą.
Jeśli w urnie jest 999 białych kul i jedna czarna, to głęboko wierzę, że wyciągnę białą.
Jeśli w urnie jest 99 białych kul i jedna czarna, to wierzę, że wyciągnę białą.
Jeśli w urnie są 3 białe kule i jedna czarna, to przypuszczam, że wyciągnę białą.
Jeśli w urnie jest 1 biała kula i 999 czarnych, to nie jest wykluczone, że wyciągnę białą.

Powyższy przykład nie uwzględnia jednak różnic indywidualnych. Przy silnym sceptycyzmie można powiedzieć, że dopiero w przy milionie białych kul i jednej czarnej głęboko wierzę, że wyciągnę białą.

A także:
pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_religijna
pl.wikiped(*)28chrześcijaństwo)

Prawda:
pl.wikipedia.org/wiki/Prawda
www.filozof.uni.lodz.pl/prac/ai/metodologia4.pdf
www.sciaga(*)ania_naukowego_filozofia_nauki

Rozum - zdolność do operowania pojęciami abstrakcyjnymi lub zdolność analitycznego myślenia i wyciągania wniosków z przetworzonych danych. Używanie zdobytych doświadczeń do radzenia sobie w sytuacjach życiowych.

>To, w co ja wierzę, jest niesprzeczne z rozumem;
www.racjonalista.pl/kk.php/s,291
www.opoka.(*)ka/T/TD/granice_rozumu_02.html
Oczywiście niesprzeczne z Pańskim, ale sprzeczne z moim.
I co? I będziemy losować?

>a nawet więcej: istnieją przesłanki rozumowe, żeby przyjąć to, co jest przedmiotem wiary.
Przesłanki rozumowe na których ja się opieram zawarte są tu. Ma Pan jakieś racjonalne przesłanki? To czemu - nie mówiąc o tym wątku - przez dwa lata Pan ich tu nie przedstawił?

>>>>Pan wierzy, że jest posiadaczem jedynej Prawdy o rzeczywistości, a wszyscy, którzy w to wątpią, to co najmniej, błądzą.
>Niezupełnie. Paru rzeczy jestem pewny, ale stanowi to zaledwie drobny okruch całej prawdy o rzeczywistości. Ci, którzy wątpią w to, w co ja wierzę, niekoniecznie błądzą - bo wiara jest także łaską, a oni być może bez własnej winy tej łaski nie otrzymali, a przez to jest im trudniej...
Dziękujemy łaskawco za usprawiedliwienie naszej niewiary we Pańskie bzdury, tylko tyle, iż ja to odbieram jako Pańską rozpaczliwą racjonalizację swoich irracjonalnych poglądów. Tak, ja też paru rzeczy jestem zupełnie pewien, choć z natury jestem sceptykiem.

Miłego dnia.

@@@
.
06-09-2012 01:00 
 Ocena 7 na 7
maceox (6766 punktów)
>>trochę podobnie jak kiedyś kwestią wiary było to, że słońce obraca się wokół ziemii i składa się z rozżażonych węgielków.
>
>Nie słyszałem o takiej wierze.
O chrześcijaństwie nie słyszałeś?
Ale może podam bardziej wymowne przykłady: Powstanie świata według księgi rodzaju. Jest elementem wiary, czy nie? Zamiana wina w krew - jest elementem wiary, czy nie?

>>Zastanawiam się tylko - PO CO W COŚ WIERZYĆ? PO CO WIERZYĆ W BOGA?
>"Po co wierzyć?" - to dziwne dla mnie pytanie... Warto wierzyć w to, co jest prawdą.
Jak to przeczytałem, chciałem tu sobie na forum zakląć. Tyle argumentów dla Ciebie i efekt zerowy.
Ale ostatecznie myślę tak:
Tymi słowami "Bóg", "dusza", "prawda" plus całym zestawem rytualnym stwarzasz sobie pewną psychologiczną WIZJĘ - Twój wewnętrzny światek, w którym chyba jesteś szczęśliwy.
Ja Ci nie zamierzam tego poczucia szczęścia odbierać - każdy ma prawo do swoich przeżyć wewnętrznych - nawet jeśli próba ich opisu nie mieści się w kategoriach racjonalnych, to już chociażby poetycko i właśnie psychologicznie ma to pewien walor.

Czasem zastanawiam się w jaki sposób religie odniosły taki sukces w ewolucji homo - bądź co bądź - sapiens. Dochodzę do wniosku, że ta psychologiczna wizja jest po prostu skuteczna - ogólnie dodaje sił w wielu wymiarach ludzkiego życia. Jest to oczywiście język mitów i symboli ale to właśnie działa!


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
06-09-2012 10:23 
 Ocena-2 na 4
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Ale może podam bardziej wymowne przykłady: Powstanie świata według księgi rodzaju. Jest elementem wiary, czy nie? Zamiana wina w krew - jest elementem wiary, czy nie?

Na ten temat napisano mnóstwo tekstów - dlaczego tutaj o to pytasz? W telegraficznym skrócie: prawdą wiary jest stworzenie świata przez Boga (alegorycznie opisane w Księdze Rodzaju), prawdą wiary jest Eucharystia (przemiana dokonuje się w wymiarze niematerialnym).

>>>Zastanawiam się tylko - PO CO W COŚ WIERZYĆ? PO CO WIERZYĆ W BOGA?
>>"Po co wierzyć?" - to dziwne dla mnie pytanie... Warto wierzyć w to, co jest prawdą.
>Tymi słowami "Bóg", "dusza", "prawda" plus całym zestawem rytualnym stwarzasz sobie pewną psychologiczną WIZJĘ - Twój wewnętrzny światek, w którym chyba jesteś szczęśliwy.
>Ja Ci nie zamierzam tego poczucia szczęścia odbierać - każdy ma prawo do swoich przeżyć wewnętrznych - nawet jeśli próba ich opisu nie mieści się w kategoriach racjonalnych, to już chociażby poetycko i właśnie psychologicznie ma to pewien walor.
>Czasem zastanawiam się w jaki sposób religie odniosły taki sukces w ewolucji homo - bądź co bądź - sapiens. Dochodzę do wniosku, że ta psychologiczna wizja jest po prostu skuteczna - ogólnie dodaje sił w wielu wymiarach ludzkiego życia. Jest to oczywiście język mitów i symboli ale to właśnie działa!

Nie łudź się, że sprawy duchowe można sprowadzić do psychologii. Wiara "psychologizująca" jest wiarą fałszywą.
06-09-2012 11:26 
 Ocena 10 na 10
astrotaurus (12445 punktów)
>prawdą wiary jest Eucharystia (przemiana dokonuje się w wymiarze niematerialnym).
Czyli prościej mówiąc: g... prawda

>Nie łudź się, że sprawy duchowe można sprowadzić do psychologii.
To Ty się łudzisz, że istnieją jakieś czarodziejskie sprawy duchowe.

>Wiara "psychologizująca" jest wiarą fałszywą.
Każda wiara jest prawdziwa. Po prostu jest, albo jej nie ma.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
06-09-2012 11:35 
 Ocena 11 na 13
Meretseger (61860 punktów)
>prawdą wiary jest stworzenie świata przez Boga (alegorycznie opisane w Księdze Rodzaju), prawdą wiary jest Eucharystia (przemiana dokonuje się w wymiarze niematerialnym).
Wybacz, ale takie skojarzenie mam: prawda i prawda wiary, demokracja i demokracja socjalistyczna, krzesło i krzesło elektryczne...
06-09-2012 15:19 
 Ocena 4 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Masz na myśli sprawy duchowe hinduistyczne, buddyjskie, czy chrześcijańskie? Domyślam się, że chrześcijańskie... Jak dowodzi się które są "lepsze"? Maczugą i na stosie? Jak to jest, że Twoim zdaniem 99,9 % religii ludzie sobie wymyślili, a Twoje jest prawdziwa, bo piłeś od dziecka wodę z polskiej rzeki?

Rozumiem, że Twoja "głęboka" "filozofia" wiary brzmi w skrócie:

"Ja, Marek Bielecki urodziłem się w miejscu wybranym przez boga, znam prawdę, bo JA to JA, bo piłem wodę z Wisły (Odry, Warty itp) i kropka. Hinduizm ludzie wymyślili, chrześcijaństwo jest prawdziwe, bo JA w nie wierzę, bo piłem wodę z Wisły i kropka".

Chciałbym, aby świat normalny i uważał za chorobę tego typu myślenie. I żeby z tego leczono. Bo takie zamknięcie umysłowe to przykre kalectwo, wspierane przez ogólne przyzwolenie społeczne (wielu na to choruje). To jakby społeczność w dużej mierze złożona z alkoholików (analogia do opium Jezus) i upijająca się nawzajem. A jak ktoś wejdzie i przeszkodzi, to ZŁOOOOO.... A jeszcze lepiej, żeby też się upił... i tak już pozostał.

Naprawdę tego nie dostrzegasz Marku? Naprawdę aż tak bardzo chorujesz?
06-09-2012 16:03 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Jacku, jeszcze raz odsyłam Cię do pierwszego tekstu w tym wątku. Czy nie widzisz, że przypadek Edyty Stein podważa Twoją teorię?... Kiedyś wyrobiłeś sobie pogląd na temat tego, czym jest wiara - i od tamtej pory po prostu powtarzasz ciągle to samo, wbrew faktom.
06-09-2012 23:42 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Jacku, jeszcze raz odsyłam Cię do pierwszego tekstu w tym wątku. Czy nie widzisz, że przypadek Edyty Stein podważa Twoją teorię?...
Ale teorię Edyty Stein podważa przypadek Marylin Monroe:

o którym tu pisałem tak:
Konwersję na judaizm przeszło wiele znanych osób, szczególnie w USA, m.in. Marilyn Monroe
[...]
Moje wczucie mówi mi na przykład, że to Marilyn Monroe miała więcej racji od Stein.
Powiesz może, że to zupełnie inna waga intelektualna?
A czyż wobec Boga nie są wszyscy równi?
Czy może wczucie w Boga brunetek intelektualistek ma być lepsze od wyczucia Boga seksownych blondynek?
[...]
Ja wolę świadectwo Marylin Monroe. Jest dla mnie w kwestiach wiary bardziej przekonująca od Stein. Uważam bowiem, że wiekszą wagę ma wiara prosta, nieprzeintelektualizowana i bliska życia, niż wiara filozofów, a właśnie o ten pierwszy rodzaj wiary bardziej posądzam Monroe, niż Stein.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
07-09-2012 09:36 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Daj spokój z Marylin Monroe...

Edyta Stein była świętą osobą. Można ją porównywać z kimś, kto miał równie piękne życie.
07-09-2012 10:14 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Edyta Stein była świętą osobą. Można ją porównywać z kimś, kto miał równie piękne życie.
Ja miałam (mam nadal) piękne życie. Czy jestem święta? Wolałabym nie...
07-09-2012 10:24 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>Daj spokój z Marylin Monroe...
>Edyta Stein była świętą osobą. Można ją porównywać z kimś, kto miał równie piękne życie.
A Ty kim jesteś od osądzania, kto miał jakie życie? Pierwszy rzuciłbyś kamieniem?
Jezus miał parę dobrych tekstów, jaka szkoda że chrześcijanie w ogóle ich nie znają, a już bardzo rzadko się do nich stosują.
Powtarzam po raz trzeci:
Cytat:
Powiesz może, że to zupełnie inna waga intelektualna?
A czyż wobec Boga nie są wszyscy równi?
Czy może wczucie w Boga brunetek intelektualistek ma być lepsze od wyczucia Boga seksownych blondynek?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
07-09-2012 10:53 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Mój osąd ma charakter pozytywny: Edyta Stein jest dla mnie wzorem. Nie ze względu na "wagę intelektualną", lecz ze względu na "wagę duchową".
07-09-2012 11:04 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Mój osąd ma charakter pozytywny: Edyta Stein jest dla mnie wzorem. Nie ze względu na "wagę intelektualną", lecz ze względu na "wagę duchową".
A jak się waży wagę duchową? I dlaczego Marylin Monroe miałaby jej nie posiadać?

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Mój osąd ma charakter pozytywny: Edyta Stein jest dla mnie wzorem. Nie ze względu na "wagę intelektualną", lecz ze względu na "wagę duchową".
>A jak się waży wagę duchową?

No właśnie świętością życia.
07-09-2012 11:34 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>>Mój osąd ma charakter pozytywny: Edyta Stein jest dla mnie wzorem. Nie ze względu na "wagę intelektualną", lecz ze względu na "wagę duchową".
>>A jak się waży wagę duchową?
>No właśnie świętością życia.
Jak się waży świętość? I dlaczego Marylin Monroe miałaby jej nie posiadać?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>>Mój osąd ma charakter pozytywny: Edyta Stein jest dla mnie wzorem. Nie ze względu na "wagę intelektualną", lecz ze względu na "wagę duchową".
>>>A jak się waży wagę duchową?
>>No właśnie świętością życia.
>Jak się waży świętość?

Miłością do innych osób. Miłością, która przejawia się w czynach.
07-09-2012 21:09 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Monroe robiła fajne filmy i ludzie ją kochali. Stein uprawiała pseudofilozofię aby wzmacniać urojenia u innych.
08-09-2012 00:42 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>>Jak się waży świętość?
>Miłością do innych osób. Miłością, która przejawia się w czynach.
W jakich czynach? Filozofowanie fenomenologiczne, poddanie się wrażeniom przy całonocnej lekturze, konwersję do innej religii i wstąpienie do klasztoru NAZYWASZ CZYNAMI??? I to czynami, w których przejawia się MIŁOŚĆ?

Przy takiej miłości bierze mnie na mdłości,
a Marylin Monroe jest uosobieniem świętości.

Posłuchaj Jacka Tabisza: "robiła fajne filmy i ludzie ją kochali".
Odniesieniem w tym tu świecie są inni ludzie, a nie jakieś widma duchów - zupełnie niezależnie od tego, czy może gdzieś jakieś zaświaty istnieją.

I tak, skoro już o czynach mowa:
Wyobraź sobie, że gdzieś na przełomie lat 80/90 jesteś papieżem. Jedziesz do Afryki. Oczekują Cię tam miliony głęboko wierzących ludzi. AIDS zbiera coraz większe żniwo. Lekarze jednoznacznie stwierdzają, że prezerwatywy chronią przed ryzkiem zarażenia.
CO MÓWISZ TYM LUDZIOM?

Dziwny ten świat,
świat ludzkich spraw,
czasem aż wstyd przyznać się.
A jednak często jest,
że ktoś słowem złym
zabija tak, jak nożem

I tym razem nie publikuję mojej stopki, bo akurat na tym warto zatrzymać uwagę.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>I tym razem nie publikuję mojej stopki, bo akurat na tym warto zatrzymać uwagę.
Czyli czasem warto i przy stopce trochę pomanipulować, a dopiero później wnieść się na wyżyny. Pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>Czyli czasem warto i przy stopce trochę pomanipulować, a dopiero później wnieść się na wyżyny. Pozdrawiam.
Prawdę mówiąc nie jestem pewien, jak mam rozumieć tę Pańską wypowiedź. Mam kilka alternatywnych interpretacji.
Jednak w każdym razie trochę mi to dało do myślenia i może o to chodziło.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
11-09-2012 21:30 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Tobie i kilku innym osobom odpowiedziałem tutaj: www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w518611
08-09-2012 15:08 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Pan Marek Bielecki:
Prawdą jest to, co napisałeś: "Prawdziwa miłość objawia się zawsze w praktyce". Miłość może mieć swój aspekt emocjonalny, aczkolwiek należy do zupełnie innej kategorii pojęć niż emocje. Ograniczę się tu do miłości do drugiego człowieka, nazywając ją dalej "miłością bliźniego". Istota miłości bliźniego polega na tym, że jest ona rozumnym aktem akceptacji godności innego człowieka. U podstaw miłości bliźniego znajduje się zatem szacunek dla jego człowieczeństwa, postrzeganie człowieka po prostu "jako człowieka", ale połączone z aprobatą woli i emocji. Najgłębszy sens miłości bliźniego polega zatem na duchowym skierowaniu samego siebie względem drugiego człowieka. Miłość bliźniego jest chceniem dobra i czynieniem dobra drugiemu człowiekowi.

I dalej: Mój osąd ma charakter pozytywny: Edyta Stein jest dla mnie wzorem. Nie ze względu na "wagę intelektualną", lecz ze względu na "wagę duchową".

>>>>A jak się waży wagę duchową?
>No właśnie świętością życia.
>>>>Jak się waży świętość?
> Miłością do innych osób. Miłością, która przejawia się w czynach.
Właśnie - co możemy przeczytać o pani Stein w źródłach katolickich. Pan nazywa to miłością, a dla mnie była to dosyć przerażająca osobowość. Kochająca głównie samą siebie. Swoją miłość do Boga i swoje mu oddanie. Czytając ten opis od razu czuję całkowitą intelektualną obcość, a choć może nie pałam do ludzi chrześcijańską miłością, to lubię ludzi i mam sporo empatii dla ich przeżyć. Czy świętość mierzy się poziomem obłudy, miłości deklaratywnej, czy szczerej humanistycznej próby zrozumienia, współczucia i akceptacji dla odmienności.
Nie nawracania (ewangelizacji) nikogo! Ani geja, ani muzułmanina, ani ateisty.

@@@

"Miłość ludzka dąży do zatrzymania dla siebie przedmiotu swego ukochania. Kto kocha ludzi jak Chrystus, chce, by należeli oni do Boga, a nie do niego. W ten sposób zapewnia sobie oczywiście ich posiadanie na wieki. Jeżeli zdobędziemy człowieka dla Boga, jesteśmy z nim w Bogu zjednoczeni, podczas gdy chęć zdobycia go dla siebie prowadzi często do tego, że prędzej czy później go tracimy. Może jeszcze przez pewien czas będzie trwał sprzeciw natury, ale jest on bezsilny i nie może wpłynąć na postawę kierowaną nadprzyrodzoną miłością. Najczęściej ustępuje wobec nadmiaru boskiego życia, które coraz bardziej wypełnia duszę. Miłość - według swego ostatecznego sensu - jest przecież oddaniem własnego istnienia Umiłowanemu i zjednoczeniem z Nim. Bożego Ducha, Boże życie, boską miłość - czyli samego Boga - poznaje właśnie ten, kto czyni wolę Bożą. Gdy bowiem pełni ją w najgłębszym oddaniu siebie, wtedy boskie życie staje się jego życiem wewnętrznym: wchodząc w siebie, znajduje w sobie Boga" (Edyta Stein "Byt skończony i byt wieczny", Poznań 1995, s. 424).

Jako pomiot diabelski chciałbym aby jak najwięcej ludzi mogło realizować się tu na ziemi w dającej satysfakcję pracy dla innych, tak abyśmy mogli oddać społeczeństwu więcej niż od niego otrzymaliśmy. Wiem, że to tylko idee, ale staram się nimi kierować, gdyż na tym polega moje poczucie człowieczeństwa.

Przed chwilą przeczytałem ilustrację do aktualnej "chrześcijańskiej miłości".
www.racjonalista.pl/forum.php/s,517879#w517893

@@@
.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Panie Andrzeju, ponieważ wpisy kilku osób dotyczyły tej samej kwestii, pozwoliłem sobie odpowiedzieć łącznie tutaj:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w518611
08-09-2012 14:18 
 Ocena 11 na 11
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>Mój osąd ma charakter pozytywny: Edyta Stein jest dla mnie wzorem. Nie ze względu na "wagę intelektualną", lecz ze względu na "wagę duchową".
>>A jak się waży wagę duchową?
>No właśnie świętością życia.

Przejrzałem sobie nieco bardziej szczegółowo biografię (a właściwie hagiografię) Edith Stein i, dalipan, niczego szczególnie niezwykłego nie znajduję.
Nawrócenie z judaizmu drogą przez ateizm na katolicyzm katolikowi jakowąś zasługą, i owszem, może się wydawać, ale komuś z zewnątrz wisi dorodnym kalafiorem.
Poza tym zwykłe szkolne i zakonne nudy - coś tam pisała, coś tam tłumaczyła, coś tam wykładała, no i modliła się dużo.
Życiorys najzupełniej przeciętny.
Śmierć z rąk nazistów - choć oczywiście tragiczna - także była w swoim czasie zjawiskiem dość powszechnym i przydarzyła się milionom ludzi.

Taki duży, taki mały, może świętym być - najwyraźniej .

nie tylko sam nie będę należeć do żadnego towarzystwa bez zezwolenia rządu ustanowionego, lecz i donosić będę, gdzie należy, według przysięgi wiernopoddanego, gdy się dowiem, iż gdziekolwiek takowe zabronione towarzystwo otwarte zostało. (Adam Mickiewicz)
11-09-2012 21:38 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
07-09-2012 00:10 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>>Ale może podam bardziej wymowne przykłady: Powstanie świata według księgi rodzaju. Jest elementem wiary, czy nie? Zamiana wina w krew - jest elementem wiary, czy nie?
>dlaczego tutaj o to pytasz?
Z dwóch powodów:
1. bo napisałeś, że dorobek nauki akceptujesz
2. bo chcę Ci uświadomić, jak prawdy religijne - w historii (i nie tylko w historii) odczytywane dosłownie musiały się wycofywać do roli metafor. A to już zupełnie inny kaliber. Sądzę, że podobnie będzie z duszą, o której tu mówiliśmy.
Zobacz tylko:
>prawdą wiary jest stworzenie świata przez Boga (alegorycznie opisane w Księdze Rodzaju)
Tak, za tą alegorię, to nie tak dawno płonąłbyś na stosie. Dopiero nauka ukazała jak powstawał świat (przynajmniej od pewnego momentu, ale za to bez alegorii) i to zbliżyło nas do prawdy, a nie wiara i tylko przez ewidentnie dowiedzione fakty naukowe kościół trochę już z tą dosłownością wymięka.
>prawdą wiary jest Eucharystia (przemiana dokonuje się w wymiarze niematerialnym).
Czy Ty czasem nie zbaczasz w herezje?
"Po dokonanym przeistoczeniu postacie chleba i wina nabierają nowego bez wątpienia znaczenia i nowego zadania, ponieważ nie są już pospolitym chlebem i pospolitym napojem, lecz znakiem rzeczy świętej i znakiem duchowego pokarmu; ale dlatego przybierają nowe znaczenie i nowy cel, że zawierają nową "rzeczywistość", którą słusznie nazywamy ontologiczną. Pod wspomnianymi bowiem postaciami nie kryje się już to, co było przedtem, lecz coś zupełnie innego, a to nie tylko ze względu na przeświadczenie wiary Kościoła, ale w rzeczy samej, ponieważ po przemianie substancji, czyli istoty chleba i wina w ciało i krew Chrystusa, nie pozostaje już nic z chleba i wina poza samymi postaciami, pod którymi przebywa Chrystus cały i nieuszczuplony, w swej fizycznej "rzeczywistości", obecny nawet ciałem, chociaż nie w ten sam sposób, w jaki ciała są umiejscowione w przestrzeni. (Misterium fidei, 3 września 1965 r.)
ale najlepsze jest oczywiście to na samym końcu:
obecny nawet ciałem, chociaż nie w ten sam sposób, w jaki ciała są umiejscowione w przestrzeni
Im więcej tego czytam, tym bardziej jestem przekonany, że Doda miała rację.
>Nie łudź się, że sprawy duchowe można sprowadzić do psychologii. Wiara "psychologizująca" jest wiarą fałszywą.
OK, a kto określa, która wiara jest prawdziwą?

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> chcę Ci uświadomić, jak prawdy religijne - w historii (i nie tylko w historii) odczytywane dosłownie musiały się wycofywać do roli metafor.
Co rozumiesz przez "prawdy religijne"? Jeśli masz na myśli "poglądy typowe dla epoki", to jest oczywistością, że podlegają one ewolucji pod wpływem nauk przyrodniczych, niezależnie od wiary czy niewiary wyznawców tych poglądów. Natomiast jeśli masz na myśli np. dogmaty Kościoła, to są one niezmienne.

>>prawdą wiary jest stworzenie świata przez Boga (alegorycznie opisane w Księdze Rodzaju)
>Tak, za tą alegorię, to nie tak dawno płonąłbyś na stosie.
Czy ktoś spłonął za ten pogląd na stosie?...

>>prawdą wiary jest Eucharystia (przemiana dokonuje się w wymiarze niematerialnym).
>Czy Ty czasem nie zbaczasz w herezje?
Nie. Żaden eksperyment nie wykaże tej przemiany. Przemiana dokonuje się w wymiarze niedostępnym dla nauk przyrodniczych.

>>Nie łudź się, że sprawy duchowe można sprowadzić do psychologii. Wiara "psychologizująca" jest wiarą fałszywą.
>OK, a kto określa, która wiara jest prawdziwą?
Ostatecznie tę decyzję każdy musi podjąć sam. Ja przedstawiłem Ci swój pogląd.
07-09-2012 10:54 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>>prawdą wiary jest stworzenie świata przez Boga (alegorycznie opisane w Księdze Rodzaju)
>>Tak, za tą alegorię, to nie tak dawno płonąłbyś na stosie.
>Czy ktoś spłonął za ten pogląd na stosie?...
Za pogląd, że Biblia zawiera alegorie, a nie prawdziwy obraz świata?
Giordano Bruno uważa, że wykazał przyczynę ruchu Ziemi i bezruchu firmamentu przy pomocy pewnych racji nieprzynoszących - według niego - żadnej szkody Pismu Bożemu. Daremne było przedstawianie mu wersetów z Eklezjaztes (I, 4): Terra autem in aeternum stat; Sol oritur et occidit. Bruno replikował, że Pismo święte wyraża się językiem dostępnym dla wiernych, a nie zwraca się do naukowców jako takich. Ten sam tekst został później przeciwstawiony Galileuszowi przez tego samego Bellarmina
Wyszukałem, specjalnie dla Ciebie tłumaczenie tego, co powyżej po łacinie było:
" a ziemia trwa po wszystkie czasy. Słońce wschodzi i zachodzi,
i na miejsce swoje spieszy z powrotem,
i znowu tam wschodzi
"
na dodatek:
www.racjonalista.pl/kk.php/t,1336
>>>prawdą wiary jest Eucharystia (przemiana dokonuje się w wymiarze niematerialnym).
>>Czy Ty czasem nie zbaczasz w herezje?
>Nie. Żaden eksperyment nie wykaże tej przemiany. Przemiana dokonuje się w wymiarze niedostępnym dla nauk przyrodniczych.
Czy przeczytałeś, co napisał papież? To jest CIAŁO Chrystusa. O jakim wymiarze niematerialnym tu zatem mówisz?
Takich herezji było w historii wiele i do niedawna kościół potrafił sobie z nimi radzić. Teraz wszystko się psuje przez demokrację i emancypację. Każdemu wolno myśleć, co sam o tajemnicy Eucharystii uważa. Takie nędzne, grzeszne czasy.
>>OK, a kto określa, która wiara jest prawdziwą?
>Ostatecznie tę decyzję każdy musi podjąć sam. Ja przedstawiłem Ci swój pogląd.
Guzik prawda. Określa to Magisterium Kościoła:
pl.wikiped(*)Magisterium_Kościoła
Dzięki temu papież i biskupi w jedności, jako Kościół nauczający, twierdzą, że nie mogą się mylić co do prawd wiary i moralności. W szczególności nie myli się papież, gdy uroczyście ex cathedra określa jakiś dogmat wiary lub prawdę moralną


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
07-09-2012 11:23 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>>prawdą wiary jest stworzenie świata przez Boga (alegorycznie opisane w Księdze Rodzaju)
>>>Tak, za tą alegorię, to nie tak dawno płonąłbyś na stosie.
>>Czy ktoś spłonął za ten pogląd na stosie?...
>Za pogląd, że Biblia zawiera alegorie, a nie prawdziwy obraz świata?

Nie, konkretnie za pogląd, że stworzenie świata jest opisane w Księdze Rodzaju alegorycznie.

>>>>prawdą wiary jest Eucharystia (przemiana dokonuje się w wymiarze niematerialnym).
>>>Czy Ty czasem nie zbaczasz w herezje?
>>Nie. Żaden eksperyment nie wykaże tej przemiany. Przemiana dokonuje się w wymiarze niedostępnym dla nauk przyrodniczych.
>Czy przeczytałeś, co napisał papież? To jest CIAŁO Chrystusa. O jakim wymiarze niematerialnym tu zatem mówisz?

Czy teraz mamy tu rozmawiać o filozoficznym pojęciu "substancji"?...
07-09-2012 11:50 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>>>>prawdą wiary jest stworzenie świata przez Boga (alegorycznie opisane w Księdze Rodzaju)
>>>>Tak, za tą alegorię, to nie tak dawno płonąłbyś na stosie.
>>>Czy ktoś spłonął za ten pogląd na stosie?...
>>Za pogląd, że Biblia zawiera alegorie, a nie prawdziwy obraz świata?
>Nie, konkretnie za pogląd, że stworzenie świata jest opisane w Księdze Rodzaju alegorycznie.
Aha, bo jak by akurat za ten konkretny pogląd nikt na stosie nie spłonął, to już by oznaczało, że ja się zasadniczo mylę. A w związku z tym stosy zapalone po dowiedzeniu innych herezji (podnoszących alegoryczność, a nie fizyczną prawdziwość innych biblijnych treści - np. obrotów ciał niebieskich) traciłby już na znaczeniu.

>>>>>prawdą wiary jest Eucharystia (przemiana dokonuje się w wymiarze niematerialnym).
>>>>Czy Ty czasem nie zbaczasz w herezje?
>>>Nie. [...]
>>Czy przeczytałeś, co napisał papież? To jest CIAŁO Chrystusa. O jakim wymiarze niematerialnym tu zatem mówisz?
>Czy teraz mamy tu rozmawiać o filozoficznym pojęciu "substancji"?...
Czy Tobie w ogóle wolno uprawiać filozofię (zadającą niewygodne pytania)? Zapamiętaj sobie: W Eucharystii Chrystus jest CIAŁEM. Tak jest i tu nie ma żadnej dyskusji. Co za bezwstyd, że śmiesz mówić o jakiejś niematerialności. Grzeszysz myślą i czym prędzej do konfesjonału!!!

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
07-09-2012 13:21 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> Co za bezwstyd, że śmiesz mówić o jakiejś niematerialności. Grzeszysz myślą i czym prędzej do konfesjonału!!!

Sumienie mam w tej kwestii spokojne.
Masz nieprecyzyjne wyobrażenie o nauczaniu Kościoła o Eucharystii. Ale może zostawmy sobie dyskusję na ten temat na inne forum, bo za chwilę zacznie się tu gotować...
07-09-2012 13:36 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)

>Masz nieprecyzyjne wyobrażenie o nauczaniu Kościoła o Eucharystii. Ale może zostawmy sobie dyskusję na ten temat na inne forum, bo za chwilę zacznie się tu gotować...
Tak nauczanie Kościoła o Eucharystii jak odpowiedzi Bieleckiego to nieprecyzyjny bełkot. Jakież można mieć o nim inne wyobrażenie?
Kościół bełkocze, że z wafelka zostaje sama postać (postać wafelka bez wafelka? ), a jest tam w środku cały mięsisty i krwisty Bóg.
Bielecki mówi, że przemiana jest nieprzyrodnicza... Czy chcesz powiedzieć, że w wafelku nie dzieje się nic niewafelkowego z żadną najmniejszą nawet cząstką elementarną, a cała przemiana następuje jedynie w umysłach tych co wierzą w takie idiotyzmy?
A mówię "idiotyzmy", bo to są idiotyzmy, a zdecydowana większość moich znajomych katolików oburzała się, że mogę ich traktować jak idiotów kiedy oni wiedzą, że to tylko tak symbolicznie, na pamiątkę...

>Ale może zostawmy sobie dyskusję na ten temat na inne forum, bo za chwilę zacznie się tu gotować...
Ależ to ciekawe i jakieś takie konkretne. I ten stłamszony fizyk w waszym łepie mógłby coś rzec na ten temat (swojej fizycznej działki, oczywiście - bo gdzież fizykowi do lotów katechety!?)


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
07-09-2012 15:13 
 Ocena 1 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nawet nauczaniem Kościoła manipulujesz? Na święto Bożego Ciała do niedawna, co roku, palono heretyków, aby podkreślić, iż bozia jest w Eucharystii. Możesz się zapoznać z historią święta Bożego Ciała.
07-09-2012 13:49 
 Ocena 6 na 6
maruda (5550 punktów)
> prawdą wiary jest Eucharystia (przemiana dokonuje się w wymiarze niematerialnym).

To już kolejna "prawda", czy ciągle ta sama?

Mamy tu wymiar niematerialny, ale czy on aby na pewno jest? Moim zdaniem to tylko takie bajanie, nie mające żadnego pokrycia, przecież nie można go badać, nie można go zmierzyć. Sama przemiana też się nie dokonuje, wino pozostaje winem, to jest zwyczajne oszustwo!
07-09-2012 16:52 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Czasem zastanawiam się w jaki sposób religie odniosły taki sukces w ewolucji homo - bądź co bądź - sapiens. Dochodzę do wniosku, że ta psychologiczna wizja jest po prostu skuteczna - ogólnie dodaje sił w wielu wymiarach ludzkiego życia. Jest to oczywiście język mitów i symboli ale to właśnie działa!

pl.wikipedia.org/wiki/Przeżycie_szczytowe

Możemy tu sobie pisać. Do usranej śmierci. To tak, jak mojemu współpracownikowi (22letniemu) tłumaczyć, że obłęd zakochania i przebywania na nieustannym haju mu przejdzie. Wg niego to niemożliwe, bo związek jest doskonały, a jego wybranka to najdoskonalsza kobieta na świecie. Jest totalnie zdziwiony, kiedy widzi pobłażliwe uśmieszki pozostałych i słyszy ich całkiem delikatne, wyważone, ale żartobliwe komentarze (jest zdecydowanie najmłodszy). To tłumaczenie nie ma sensu, musi sam ten proces przejść.

Marek jest bardziej umoczony, bo w doświadczeniu religijnym nie ma kontaktu z żywym człowiekiem, tylko z własnym Bogiem i ewentualnie jest z nim "w relacji", którą cały czas kreuje jego wyobraźnia (oczywiście może być inspirowana różnorako z zewnątrz), więc panuje nad tym zdecydowanie lepiej, niż jest to w przypadku życia realnego i realnego partnera (kreuje obiekt wedle tylko własnych popędów i potrzeb). No chyba, że Najwyższy totalnie zawiedzie, wtedy niektórzy się obrażają i porzucają tę zabawę, jak kiedyś pluszowego misia. Ale tylko niektórzy. My sobie możemy pieprzyć. On i tak wie i ma łaskę. I "zracjonalizuje" sobie wszystko, będzie widział potwierdzenia wszędzie, gdzie trzeba. Taki mechanizm obronny, bardzo silny, bo o podłożu libidinalnym.
09-09-2012 21:24 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Taki mechanizm obronny, bardzo silny, bo o podłożu libidinalnym.
Moim zdaniem bardzo słuszny wpis. Czy mógłbyś jednak parę słow rozwinąć o tym podłożu libidinalnym?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
12-09-2012 09:43 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
pl.wikipedia.org/wiki/Przeżycie_szczytowe
Wróćmy do tego. Czyli kultura działa na naszą biologię.
Cytat:
Doświadczeniom tym towarzyszy poczucie zachwytu, uniesienia, olśnienia, a nawet ekstazy

Cytat:
Osoba doznająca takich przeżyć zapomina o otaczającym świecie i traci poczucie przemijania czasu, ujawnia uczucia zdumienia, zdziwienia i pokory, manifestuje uczucie czci, uniesienia i pobożności.

Cytat:
Przeżycia te mogą należeć do różnych kategorii - mogą to być doznania religijne, seksualne, rodzicielskie, głęboka przyjaźń, czy poczucie więzi.


Tzw. doświadczenie religijne niejedno ma imię. Adoracja podczas kontemplacji, modlitwy, zainicjowanej "relacji" ma często podłoże uczuciowo-emocjonalne. To nie zimne klepanie formułek czy próśb wywołuje stany ekstatyczne, ale często zaangażowanie libidinalne. Dla żarliwości kobiet zawsze był dobry Jezus jako obiekt miłości (a nawet kochanek - oj mam taką książeczkę - niezła jazda), dla żarliwości mężczyzn wyniesiono jego matkę, ale chyba dzisiaj to trochę słabe. Doświadczenia szczytowe/mistyczne dzisiaj biorą górę w religijności ludzi, zwłaszcza młodych, których coraz trudniej zapędzić w masochistyczne rzezanie seksualności, ascetyczne umartwianie czy maltretowanie swego sumienia grzechami. Powszechna i rozbuchana we współczesnej kulturze do granic niemożliwości zasada przyjemności, która krzyczy do nas zewsząd "zrób sobie dobrze" zmienia religijną autoagresję właśnie w robienie sobie dobrze. Od pozytywnej adoracji zaczynając, poprzez uczestniczenie we wspólnotach - msze, oazy, neokatechumenaty, pielgrzymki, bramy ryby itp. to jest już zwykle szukanie robienia sobie dobrze, a nie doszukiwanie się w sobie zła i umartwiania (ale nawet to można przekierować na przyjemność). Każdy spektakl czy produkt religijny jest tak prowadzony i wykorzystywany przez wiernych, by mieć z tego korzyść/przyjemność (pomijając tych biernych).

Żyjemy w kulturze konsumpcji, a nie umartwiania przez poniżenie. Religia stała się jeszcze jednym produktem/pokarmem dla nieustannie pobudzanego ku przyjemności, a więc nienasyconego mózgu, który stał się jakby dodatkowym otworem gębowym. A kiedyś religia głównie ściskała za gardło, no może oprócz niektórych rozpalonych mistyczek. Dzisiaj u swych konsumentów wzbudza głównie apetyt na przyjemne doznania.
Problem religii jednak w tym, że konkurencja jest ogromna, zwykle szybsza, łatwiejsza w dostępie, bardziej uzależniająca, a mniej zobowiązująca.

Jest jednak w tym temacie coś innego. Bardziej pierwotna relacja. Odwrotna, czyli biologia-kultura. I tutaj też swoją rolę, chyba jeszcze większą odgrywa libido.

www.zgapa.pl/zgapedia/Popęd_(psychoanaliza).html

Cytat:
■Popędy życia (Eros) - służą przetrwaniu jednostki i zachowaniu gatunku. Forma energii, za pośrednictwem której popędy życia spełniają swoje funkcje to libido.


Każda jednostka przychodząc na świat ma niejako wbudowane pewne zachowania obronne, które umożliwiają jej przetrwanie we wrogim mu środowisku (oczywiście dzisiaj owa wrogość jest mniejsza). Choćby płacz domagający się piersi. W każdej chwili psyche służy do tego, żeby wypracować skuteczne strategie obronne. Zwierzęta mają swoje możliwości i wydaje się, że tutaj jest zachowana pewna równowaga pomiędzy środowiskiem a popędami budującymi strategie obronne. Ze zwierzęciem człowiek jest trudniej. Odkąd stał się bardziej kumaty, zdał sobie sprawę z własnej ulotności, nietrwałości, musiał wypracować nowe strategie. Zwierzę ma łatwiej, reaguje na ruch, zmianę w otoczeniu, ale generalnie żyje spokojnie, choć czujnie. Człowiek jest refleksyjny, on już wie, o co toczy się walka i dokąd generalnie wszystko zmierza. Nieustanne zagrożenie unicestwieniem, utratą najbliższych wspóltowarzyszy. Życie krótkie, bolesne, śmierć wszechobecna i nieustanna. Czy naturalna czy zadana, zawsze niezrozumiała i bolesna. Z punktu widzenia śmierci, życie jest tylko produkcją zwłok. Psyche musi zareagować i zbudować mechanizmy, które permanentne poczucie strachu i zagrożenia załagodzą. Rodzi się kultura.
I tutaj można juz sobie wyobrazić (albo poczytać hipotezy, choćby u Dennetta) jak to mogło pójść. Skrótowo - animizm, antropomorfizacja natury, bóstwo. Strategia obronna przed brutalną rzeczywistością, śmiercią, bólem, chorobą itd. Pierwotna religijność była bezpośrednio związana z wolą przetrwania. Potencjalnie tkwi to w każdym z nas, ale kultura wypracowała tyle rozmaitych sposobów opanowywania natury, że religia jest właściwie zbyteczna jako mechanizm obronny, jednak wdrukowana od dziecka, bardzo mocno będzie wiązać się z "zarażonym" na poziomie poczucia bezpieczeństwa, opieki bóstwa itp.

Dlatego możemy sobie gadać, bo z jednej strony rozbudzone, bardzo mocne pierwotne siły obronne, z drugiej możliwe silne doznania szczytowe/mistyczne, to coś właściwie nie do porzucenia. Pewnie waży tutaj stopień uzależnienia, moc wdrukowania i uruchomienia tego typu strategii radzenia sobie psyche z rzeczywistością, które będąc nieodpowiednio zainstalowane mogą zadecydować o przeorganizowaniu i zmianie swojego fukcjonowania w rzeczywistości. Z archaicznego na współczesny, racjonalniejszy.
12-09-2012 10:23 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
Bardzo mi przypada do gustu, to co piszesz. Starasz się rozświetlić mechanizmy, które kierują religijnością. Nie poprzestajesz na samym tylko sceptycyźmie co do treści religijnych i ich porównaniu z dorobkiem nauki, ale dociekasz również, skąd ta religijność się u ludzi bierze i to w przekonujący sposób, w oparciu o sporą wiedzę.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No lubię w tym trochę pogrzebać.
12-09-2012 10:46 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Sugerowałbym lekturę "Drogi na Górę Karmel" Jana od Krzyża dla rozszerzenia horyzontów. Wiara czy doświadczenia mistyczne nie mają nic wspólnego ze zmysłowością.
12-09-2012 16:35 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Sugerowałbym lekturę "Drogi na Górę Karmel" Jana od Krzyża dla rozszerzenia horyzontów. Wiara czy doświadczenia mistyczne nie mają nic wspólnego ze zmysłowością.
Panie Marku, bardzo proszę o parę źródeł na podstawie których wysuwa Pan taką tezę.
Może rozpocząłby Pan nowy wątek na ten temat. Bardzo chętnie podyskutowałbym o mistycyzmie. Skąd mistycyzm się bierze i jakie czynniki wpływają na przeżycia mistyczne, czy też "tylko głęboką wiarę". Bardzo lubię rozszerzać sobie horyzonty, a temat jest ciekawym.
Podyskutujmy o tym w innym wątku, ten już szkoda rozszerzać.

Pozdrawiam.

@@@
.
12-09-2012 16:52 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

W tych kwestiach polecałbym pisma właśnie Jana od Krzyża oraz "Wiedzę Krzyża" Edyty Stein. Chyba nie czuję się na siłach, żeby zapoczątkować nowy wątek o doświadczeniach mistycznych - trudno pisać o czymś, czego samemu się nie przeżyło. Poza tym doświadczenia mistyczne leżą już poza granicami ratio, więc chyba także poza obszarem zainteresowań tego portalu.
12-09-2012 17:54 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>W tych kwestiach polecałbym pisma właśnie Jana od Krzyża oraz "Wiedzę Krzyża" Edyty Stein. Chyba nie czuję się na siłach, żeby zapoczątkować nowy wątek o doświadczeniach mistycznych - trudno pisać o czymś, czego samemu się nie przeżyło. Poza tym doświadczenia mistyczne leżą już poza granicami ratio, więc chyba także poza obszarem zainteresowań tego portalu.
Skoro nie czuje się Pan na siłach inicjuję wątek "Mistycyzm, jako subiektywne doświadczenie psychiczne" sam. Zapraszam Pana i innych forumowiczów do udziału w tym nowym wątku.
Zobiektywizujmy naukowo choć trochę te subiektywne przeżycia.

Pozdrawiam.

@@@
.
13-09-2012 10:53 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>W tych kwestiach polecałbym pisma właśnie Jana od Krzyża oraz "Wiedzę Krzyża" Edyty Stein. Chyba nie czuję się na siłach, żeby zapoczątkować nowy wątek o doświadczeniach mistycznych - trudno pisać o czymś, czego samemu się nie przeżyło. Poza tym doświadczenia mistyczne leżą już poza granicami ratio, więc chyba także poza obszarem zainteresowań tego portalu.
Panie Marku, czy zgadza się Pan z tą celną odpowiedzią pana Darka?
Ja się nie dziwię, że Marek odmówił, bo my prawdopodobnie nie jesteśmy w ogóle w stanie zrozumieć, że nie ma sensu z nami o tych sprawach rozmawiać. Jesteśmy pozbawionymi łaski "kalekami duchowymi". Poza tym, wydaje mi się, że to coś, co oni mają, a my nie, to to się tylko czuje i wie, a nie ubiera w słowa (nie oczekiwałbym więc tutaj ich objaśnień). My nie mamy dostępu do ponadnaturalnego, ponadrzeczywistego, tajemniczego, transcendentnego, niewyrażalnego. Oni mają. Jesteśmy ograniczeni, a nasze życie jest ubogie. Ich jest bogate. Nie da się z nami rozmawiać, nie ma to najmniejszego sensu. Nie ma łaski panie Andrzeju, to nie ma możliwości dostępu. Tylko Bóg/Jezus nas może uratować.

A tak na poważnie, kościół posiadł umiejętność utrzymywania swych owieczek w stanie dziecięctwa, nieustannie infantylizując im obraz rzeczywistości, nie pozwalając dorosnąć. Te tajemnice, nadrzeczywistości, rytuały, inne światy, duchy i postaci oraz emocje z tym powiązane, to nic innego, tylko przedłużanie magicznej osobowości dziecka, której, jeśli jest podtrzymywana, nie chcemy wcale się pozbywać, bo to przestrzenie budowane w ramach poczucia bezpieczeństwa względem skomplikowanego, niezrozumiałego świata. Przebywanie pośród zabawek, baśni i mitów pozwala ukryć się przed rzeczywistością, a dzięki religiom można pozostać w tej skorupce przez całe życie.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,518799#w518940 , gdy nie, to zapraszam do obrony swojego stanowiska.

Miłego dnia.

@@@
.
13-09-2012 14:55 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Sarkastyczna część wpisu pana Darka nie przekazuje mojego poglądu. "Poważna" część tego wpisu też nie jest trafna. Spróbuję coś odpowiedzieć w następnych dniach.
12-09-2012 11:26 
 Ocena 10 na 10
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Mareczku, nie dostrzegasz u Jasia przeniesienia, tylko dajesz się uwieść słowom i mistycznej rzeczywistości, którą one tworzą. To tak ładnie brzmi: wyzbyć się zmysłowości i oddać Bogu. Tyle że to, co chciałoby się unicestwić wcale nie znika (czego Jasio nie dostrzega), przynajmniej nie w całości. Jest tylko przekierowane ze świata prawdziwego na świat zmyślony i obiekt także zmyślony. Zapewne w zmienionej formie to działa i jest specyficznie, inaczej, więc ciekawie (przynajmniej dla niektórych), bo i obiekt specyficzny. Sięgamy po zalecone dzieło:

Cytat:
To potrójne zlecenie pozwala zrozumieć, że każda dusza, chcąca wstąpić na tę górę, by z siebie samej zbudować ołtarz, na którym by złożyła Panu Bogu ofiarę czystej miłości, chwalby i czci prawdziwej, musi, zanim zacznie zdobywać szczyt, wypełnić doskonale trzy wyżej wymienione warunki. Po pierwsze, musi odrzucić wszystkich bogów cudzych, to jest wszystkie obce skłonności uczuciowe i przywiązania. Po drugie, musi się oczyścić z wszystkich brudów, jakie w niej pozostawiły pożądania, co czyni przy pomocy ciemnej nocy zmysłów, odmawiając im wszystkiego i poskramiając je ustawicznie. Po trzecie, by wyjść na tę wysoką górę, musi zmienić szaty, co dokonuje się przez wspomniane już podwójne działanie. Wtedy już sam Bóg (akurat Jasiu!) zmienia jej szaty na nowe, dając jej nowe poznanie Boga w Bogu, a odrzucając stare ludzkie poznanie oraz nową miłość Boga w Bogu (pitu pitu). Po ogołoceniu woli z wszystkich jej starych pragnień i ludzkich upodobań wlewa Bóg w duszę nowe poznanie i otchłań rozkoszy. Po odrzuceniu zaś dawnego sposobu myślenia i wszystkich wyobrażeń, oraz po usunięciu wszystkiego co należało do starego człowieka, z przyrodzonymi jego właściwościami, obleka ją (s.160) Bóg w nową nadprzyrodzoną zdolność we wszystkich jej władzach. W ten sposób jej działanie z ludzkiego zmienia się w boskie. Osiąga się to w stanie zjednoczenia, w jakim dusza służy za ołtarz, na którym jedynie Bóg sam jest wielbiony w chwalbie i miłości. Sam też Bóg w niej przebywa. Niegdyś polecił Bóg, aby ołtarz, na którym miała spoczywać Arka Przymierza, był wewnątrz pusty (Wj 27, 8). Tak i dusza, chcąc być ołtarzem dla Majestatu Bożego, musi wpierw wyzbyć się wszystkiego. Polecił również Bóg, by na tym ołtarzu zawsze płonął ogień i by na nim nigdy nie zapalano innego ognia (Kpi 6, 12-13). Kiedy zaś Nadab i Abiud, synowie najwyższego kapłana Aarona, ofiarowali na Jego ołtarzu zwykły ogień, rozgniewny Pan uśmiercił ich przed ołtarzem {Kpi 10, l) (nie drażnić Pana, bo Pan dobry, ale nerwy ma słabe). Rozumiemy z tego, że jeżeli dusza chce być godnym ołtarzem, nie może w niej braknąć miłości Boga i że nie powinna z tą miłością mieszać innej


Wytłuszczenia to dowody przeniesienia (a nie unicestwienia, jakbyście z Jasiem chcieli) plus kilka złośliwych wtrętów.
12-09-2012 12:01 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Dareczku (?), dostrzegasz "przeniesienia" wszędzie, nawet tam, gdzie ich nie ma. Taka tendencja może być sprzężona ze "ślepotą duchową".
12-09-2012 12:10 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No to dobrnęliśmy do ściany. Dalej już nie ma nic. Musimy zostać tam, gdzie stoimy.
Miłego dnia.

P.S. Imię trafione.
12-09-2012 13:40 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>No to dobrnęliśmy do ściany. Dalej już nie ma nic. Musimy zostać tam, gdzie stoimy.
>Miłego dnia.

Tak, też tak myślę.
Pozdrawiam.
06-09-2012 10:22 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
>Zastanawiam się tylko - PO CO W COŚ WIERZYĆ? PO CO WIERZYĆ W BOGA?
Ale pytasz się o sferę społeczną, czy indywidualną? Indywidualnie każda odpowiedź będzie inna. Ogólnie sama wiara jest bardzo silnym bodźcem rozwoju czy postępowania - sportowcy, politycy itd. Społecznie też jest raczej pożądana, zaś czy jest oparta na prawdzie to już kwestia dyskusji wierzących z niewierzącymi i to tylko w sferze religii.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
06-09-2012 10:39 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Zastanawiam się tylko - PO CO W COŚ WIERZYĆ? PO CO WIERZYĆ W BOGA?
>Ale pytasz się o sferę społeczną, czy indywidualną?
Pytam w ogóle - o jedno i o drugie.

>czy jest oparta na prawdzie to już kwestia dyskusji wierzących z niewierzącymi i to tylko w sferze religii.
Ale właśnie tą dyskusję tu prowadzimy.

Tak się ogólnie bardzo wypowiedziałeś i bardzo mądrze to zabrzmiało?

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
06-09-2012 14:25 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>>Zastanawiam się tylko - PO CO W COŚ WIERZYĆ? PO CO WIERZYĆ W BOGA?
>>Ale pytasz się o sferę społeczną, czy indywidualną?
>Pytam w ogóle - o jedno i o drugie.
>>czy jest oparta na prawdzie to już kwestia dyskusji wierzących z niewierzącymi i to tylko w sferze religii.
>Ale właśnie tą dyskusję tu prowadzimy.
Nie ma "po co" u wierzącego - wierzy się i już Na tym polega wiara "Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli"

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
07-09-2012 10:56 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie ma "po co" u wierzącego - wierzy się i już Na tym polega wiara "Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli"
Dokładnie tak, zdecydowanie Pan ma rację, a Pan Maciej tu błądzi poszukując jakiejś tam racjonalności wiary. (Oczywiście - nie należy mylić racjonalności postaw z racjonalizacją przekonań (poglądów), gdyż to są różne sprawy).

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie
.
07-09-2012 11:10 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>
Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie

Ja Pana podziwiam za to, że za przy każdej odpowiedzi koledze Konowalowi zadaje sobie Pan trud wklejenia dodatkowo tej stopki. Przecież to trzeba za każdym razem wejść do profilu, zmienić to, a potem znów zmianę wycofać. Do tego trzeba mieć anielską cierpliwość.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
rysiek (4593 punktów)
>(...) u wierzącego - wierzy się i już Na tym polega wiara "Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli"

Świetny opis mechanizmu afery Amber Gold. "Nie widzieli, a uwierzyli", ale czy czują się "błogosławieni"?
06-09-2012 11:30 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)
>czy jest oparta na prawdzie to już kwestia dyskusji wierzących z niewierzącymi i to tylko w sferze religii.
Oparcie wiary na prawdzie można rozstrzygnąć w dyskusji tylko w sferze religii? Toż każda religia z założenia uznaje swoją prawdziwość i to bez dyskusji...
Co to za brednia ustalania prawy bez odniesienia do całego świata?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
30-08-2012 12:35 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Niestety, ciągle na tym forum spotykam następujący pogląd: "Jest całkowicie pewne, że istnieje tylko materia."
>>>>Bardzo dobrze Pan trafił, gdyż jestem konsekwentnym rzecznikiem tego poglądu.
>Ale pogląd ten nie został udowodniony na gruncie nauk przyrodniczych, więc skąd ta pewność?...

"Na gruncie nauk przyrodniczych" pogląd o obiektywnym istnieniu tylko świata rzeczywistego poznawalnego bezpośrednio i pośrednio za pomocą zmysłów został już dawno udowodniony we wszelakich doświadczeniach. To elementarz.

Piotr Bylica:
Naturalizm metodologiczny jako konieczny warunek naukowości

Zgodnie z postulatem naturalizmu metodologicznego świat przyrody, włączając ludzi, wyjaśnia się w nauce jedynie przy pomocy pojęć odnoszących się do przedmiotów i procesów występujących w przyrodniczym porządku przyczynowym. Nie stosuje się żadnych odwołań do czynników nadnaturalnych czy transcendentnych wobec przyrody.

Czołowy ewolucjonista, Niels Eldredge, pisze na ten temat:
(...) uczeni są ograniczeni do formułowania wszystkich swoich twierdzeń w terminach 'naturalistycznych', po to po prostu, by móc je wówczas testować.

Uczonym wolno formułować tylko takie idee, które odnoszą się do materialnego wszechświata, a mogą je formułować tylko w taki sposób, który pozwala na ich testowanie za pomocą świadectw empirycznych wykrywalnych dla naszych zmysłów.

Według uczonych "cudy nie wchodzą w zakres nauki".
Jak pisze Michael Ruse:
"Kreacjoniści wierzą, że świat rozpoczął swe istnienie od cudu. Ale cudy leżą poza nauką, która z definicji traktuje jedynie o czymś, co jest naturalne, powtarzalne, co jest rządzone przez prawo."

Konieczność stosowania zasady naturalizmu metodologicznego, jako warunku naukowości, dostrzegają też niektórzy teiści. Wyrażona jest ona, na przykład, w następujących słowach Życińskiego:
Jako zasadnicza linia podziału [w kontrowersjach łączonych z teorią ewolucji] pojawia się bowiem spór między naturalizmem metodologicznym a naturalizmem ontologicznym. Pierwszy z nich stanowi konieczny warunek uprawiania nauki w sposób zgodny z metodologią wypracowaną w epoce Galileusza i Sir Isaaca Newtona.

Zdaniem zaś Hellera:
"Przyjęcie naturalizmu metodologicznego dla myślącego chrześcijanina nigdy nie stanowiło poważniejszego problemu."

Naturalizm metodologiczny z założenia jest więc warunkiem koniecznym uprawiania nauki. Jest częścią jej definicji. Na mocy tej definicji wszelkie wyjaśnienia odwołujące się do jakichś bytów nieprzyrodniczych muszą być nienaukowe.

Można przyjąć, że uznanie adekwatności obrazu świata prezentowanego przez teorie naukowe bazujące na naturalizmie metodologicznym może skłaniać do przyjęcia innego stanowiska, jakim jest naturalizm metafizyczny.


W tym samym wątku odrobinę wcześniej:

Pan Bielecki:
>To mamy już trzeci pogląd, co do którego się zgadzamy.
Bogusławski:
Tak, ale do pewnego stopnia. Dla mnie nauki przyrodnicze permanentnie nas zbliżają do jedynej prawdy - istniejącej obiektywnie (niezależnie od poznającego ją podmiotu) rzeczywistości i choć jeszcze dalecy jesteśmy do jej całkowitego poznania, to już dziś możemy mieć pewność, iż nic ponad tę rzeczywistość nie istnieje. Jest to pośredni dowód na nieistnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzonej rzeczywistości ("Boga"). Istnieje wiecznie tylko jeden byt, do określenia którego ciągle najlepszym (choć już chyba niewystarczającym) jest termin - "materia".


Pan Fizyk:
Pojęcie materii jest rzadko używane w nauce, bo nauka nie napotkała innych bytów oprócz materii. W nauce w zasadzie wszystko jest materią. Wynika to z dążenia do unifikacji wszystkich teorii. Na przykład, w teorii pola wszystko jest polem i pole zastępuje pojęcie materii.

Jeżeli ktoś mówi o bytach niematerialnych to powinien tę niematerialność zawsze jasno zdefiniować, bo różni ludzie różnie ją rozumieją. Nie ma w tej kwestii naukowej definicji bo to teren filozofii a nie nauki.


Warto też zajrzeć tu:
www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,492110#w495894

Miłego dnia.

@@@
.
25-08-2012 22:24 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
>.. czekam na wynik badania religii materialistycznej.
Jeśli wolno dopytać..
Sugerujesz, że materializm i przekonanie o "obiektywnej rzeczywistości" są jakby symetryczne względem duchowości i wiary w "Boga", przez co jednakowo nie przystoją sceptycznemu racjonalizmowi?
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Sugerujesz, że materializm i przekonanie o "obiektywnej rzeczywistości" są jakby symetryczne względem duchowości i wiary w "Boga", przez co jednakowo nie przystoją sceptycznemu racjonalizmowi?

Trochę inaczej. Twierdzę, że są takie osoby (spotykam je na tym forum), które są absolutnie pewne, że teza "Istnieje tylko materia" jest prawdziwa (a nawet - że jest udowodniona), mimo że teza ta oczywiście nie jest udowodniona w sposób spójny z tą tezą (tzn. na gruncie nauk przyrodniczych). Czy taka postawa nie może być nazwana "materialistyczną wiarą" lub "materialistyczną religią"?...
27-08-2012 10:53 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Twierdzę, że są takie osoby (spotykam je na tym forum), które są absolutnie pewne, że teza "Istnieje tylko materia" jest prawdziwa (a nawet - że jest udowodniona),

To dziwne, bo ja takich jeszcze nie spotkałem. IMHO - wszyscy sprawiają wrażenie świadomych, że prócz materii jest na świecie i energia (co na jedno wychodzi, boż E = mc2), tudzież informacja.

>mimo że teza ta oczywiście nie jest udowodniona w sposób spójny z tą tezą

???

>(tzn. na gruncie nauk przyrodniczych).

A cóż to jej przeczy na gruncie nauk przyrodniczych?

>Czy taka postawa nie może być nazwana "materialistyczną wiarą" lub "materialistyczną religią"?...

Nie.


www.avaaz.(*)sy_riot_free_russia_a/?tXLgqbb
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Twierdzę, że są takie osoby (spotykam je na tym forum), które są absolutnie pewne, że teza "Istnieje tylko materia" jest prawdziwa (a nawet - że jest udowodniona),
>To dziwne, bo ja takich jeszcze nie spotkałem.

Naprawdę nie?...

www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w515617


27-08-2012 11:46 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>Twierdzę, że są takie osoby (spotykam je na tym forum), które są absolutnie pewne, że teza "Istnieje tylko materia" jest prawdziwa (a nawet - że jest udowodniona),
>>To dziwne, bo ja takich jeszcze nie spotkałem.
>Naprawdę nie?...
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w515617

Jedynym, co w wypowiedzi Andrzeja Bogusławskiego znalazłem jakoś korespondującego z omawianą kwestią, jest fragmencik:

Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. - i tak dalej.

Jest - mym zdaniem - dosyć oczywiste, że Bogusławski posłużył się po prostu pewnym skrótem myślowym, może niekoniecznie najszczęśliwszym z uwagi na wieloznaczność przymiotnika materialny.
Na jego miejscu pisałbym o rzeczywistości empirycznej, bo takie sformułowanie wydaje mi się znacznie jaśniejsze. Jestem solennie przekonany, że to właśnie (rzeczywistość empiryczną) w istocie Bogusławski miał na myśli.

Pozostaję przy swoim.


www.avaaz.(*)sy_riot_free_russia_a/?tXLgqbb
28-08-2012 10:42 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Jedynym, co w wypowiedzi Andrzeja Bogusławskiego znalazłem jakoś korespondującego z omawianą kwestią, jest fragmencik:
>Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. - i tak dalej.
>Jest - mym zdaniem - dosyć oczywiste, że Bogusławski posłużył się po prostu pewnym skrótem myślowym, może niekoniecznie najszczęśliwszym z uwagi na wieloznaczność przymiotnika materialny.
>Na jego miejscu pisałbym o rzeczywistości empirycznej, bo takie sformułowanie wydaje mi się znacznie jaśniejsze. Jestem solennie przekonany, że to właśnie (rzeczywistość empiryczną) w istocie Bogusławski miał na myśli.
Trochę mnie dziwi, że w swym długim i - sądząc po wybranych wpisach i punktacji - bogatym doświadczeniu na forum nie spotkałeś się jeszcze z postami Pana Andrzeja poświęconymi definicjom materii - w tym również w szczególności jej definicji filozoficznej. Pan Andrzej ma słuszny zwyczaj przypominania co jakiś czas tych definicji, najczęściej wówczas właśnie, gdy w tego rodzaju dyskusjach termin ten zaczyna się pojawiać coraz częściej, a jego rozumienie zdaje się wówczas stanowić kryterium oddzielające wierzących od tych, co Boga w sercu nie mają.

Sądzę, że nadszedł właśnie czas, by przytoczyć te definicje i jestem prawie pewien, że Pan Andrzej to zrobi, chyba że ... przeczyta ten mój wpis i stwierdzi, że nie chce, abym przewidywał treść jego postów.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
28-08-2012 11:06 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Na jego miejscu pisałbym o rzeczywistości empirycznej, bo takie sformułowanie wydaje mi się zn
>Trochę mnie dziwi, że w swym długim i - sądząc po wybranych wpisach i punktacji - bogatym doświadczeniu na forum nie spotkałeś się jeszcze z postami Pana Andrzeja poświęconymi definicjom materii

Ależ spotkałem się i nawet z nim o tym dyskutowałem, nie tylko zresztą na Forum ale i poprzez mail.
Ogólnie biorąc, nie jestem przekonany do jego rozumienia materii, nie w tym jednak rzecz tym razem.
Jakichby ścisłych definicji materii Andrzej Bogusławski nie tworzył, nie zmieni faktu, że w języku potocznym słówko materia (i różne od niego pochodne) rozumieć można na bardzo różne sposoby i taki właśnie wypadek to chyba zachodzi. Co - przypuszczam - ma na myśli Bielecki o materii pisząc, wyraźnie się różni od tego, co ma na myśli Bogusławski. Oczywiście jest to tylko moje wrażenie, które może być najzupełniej błędne.

>Sądzę, że nadszedł właśnie czas, by przytoczyć te definicje i jestem prawie pewien, że Pan Andrzej to zrobi

Bardzo to możliwe .


www.avaaz.(*)sy_riot_free_russia_a/?tXLgqbb
28-08-2012 11:32 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Jakichby ścisłych definicji materii Andrzej Bogusławski nie tworzył, nie zmieni faktu, że w języku potocznym słówko materia (i różne od niego pochodne) rozumieć można na bardzo różne sposoby i taki właśnie wypadek to chyba zachodzi. Co - przypuszczam - ma na myśli Bielecki o materii pisząc, wyraźnie się różni od tego, co ma na myśli Bogusławski. Oczywiście jest to tylko moje wrażenie, które może być najzupełniej błędne.
Sądząc po wpisach kolegi Bieleckiego, domyślam się raczej, że - pomijając możliwe rozbieżności co do ścisłej definicji materii między nim a Panem Andrzejem - zasadniczo i ogólnie rzecz biorąc mają na myśli to samo (że mianowicie materia jest tym, co odbieramy poprzez zmysły, również przy pomocy różnych przyrządów). Natomiast diametralnie różnią się dopiero w kwestii tego, czy coś istnieje poza materią - jak na przyklad coś nadprzyrodzonego, dostępnego poprzez poznanie ponadzmysłowe. W tym temacie różnica tkwi między nimi zatem nie tyle w zdefiniowaniu materii, a w przyjmowaniu istnienia świata niematerialnego - tzw. "duchowego". Ale to też tylko moim zdaniem - wkraczam tu chyba na niebezpieczny teren gdybania o sądach innych ludzi. Sądzę, że najlepiej swe tezy przedstawią oni sami, jeśli oczywiście będą chcieli. Mimo to, sądzę, że poglądy, które przedstawili do tej pory uprawniają mnie do powyższego ich streszczenia.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
28-08-2012 12:07 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Sądząc po wpisach kolegi Bieleckiego, domyślam się raczej, że - pomijając możliwe rozbieżności co do ścisłej definicji materii między nim a Panem Andrzejem - zasadniczo i ogólnie rzecz biorąc mają na myśli to samo (że mianowicie materia jest tym, co odbieramy poprzez zmysły, również przy pomocy różnych przyrządów).

Jeśliby tak było, to takie rozumienie pojęcia materii jest - z punktu widzenia fizyki i fizjologii - całkowicie błędne.
Zmysłami odbieramy wszak głównie energię (np. wzrokiem światło o różnych długościach fali) - wiem, że E=mc2 ale nie chcę tu wchodzić na te poziomy; zwłaszcza zaś informację.
Między innymi dlatego zdecydowanie wolę mówić o empirii.

>Natomiast diametralnie różnią się dopiero w kwestii tego, czy coś istnieje poza materią

Ależ to właśnie decyduje o tym, jak bardzo różnie samą materię rozumieją...

>- jak na przyklad coś nadprzyrodzonego, dostępnego poprzez poznanie ponadzmysłowe. W tym temacie różnica tkwi między nimi zatem nie tyle w zdefiniowaniu materii, a w przyjmowaniu istnienia świata niematerialnego - tzw. "duchowego".

...boż - jak na podstawie lektury domniemywam - Bogusławski materii w żaden sposób nie wartościuje, po prostu przyjmując ją do wiadomości, dla Bieleckiego zaś materia to - użyję tu jego własnego sformułowania, acz w innym sensie niż użył go on - tylko materia.
A zatem po pierwsze: coś istniejącego w relacji do czegoś innego (np. jakiegoś świata duchowego),
po drugie zaś: będącego w tej relacji na pozycji jakoś gorszej. O ile dobrze jego wywody rozumiem, świat, jeśli miałby składać się z tylko materii, byłby jakoś uboższy, niepełny, bezsensowny, co byłoby dla niego Smutne.

Różnica, jak widać, jest. I to całkiem spora, jak - toutes proportions gardees - między Arystotelesem i Platonem.

>Ale to też tylko moim zdaniem - wkraczam tu chyba na niebezpieczny teren gdybania o sądach innych ludzi.

Ano, właśnie, też mi tu niekomfortowo.

>Sądzę, że najlepiej swe tezy przedstawią oni sami, jeśli oczywiście będą chcieli.

O, to, to!
28-08-2012 13:33 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
No cóż, wystąpiłem w charakterze adwokata Pana Andrzeja (i głupio mi w tej roli, gdyż mam świadomość, że potrafi bronić się sam), ale skoro już tak się dyskusja potoczyła, to muszę tę rolę przyjąć konsekwentnie, dopóki on sam nie zabierze głosu.
>>[...] materia jest tym, co odbieramy poprzez zmysły, również przy pomocy różnych przyrządów.
>Jeśliby tak było, to takie rozumienie pojęcia materii jest - z punktu widzenia fizyki i fizjologii - całkowicie błędne.
>Zmysłami odbieramy wszak głównie energię (np. wzrokiem światło o różnych długościach fali) - wiem, że E=mc2 ale nie chcę tu wchodzić na te poziomy; zwłaszcza zaś informację.
Pisałeś wcześniej, że mailowaleś z panem Andrzejem w przedmiocie definicji materii. Nie wiem jakiej materii dotyczyla ta wymiana myśli i nie zamierzam naruszać Waszej tajemnicy korespondencji. Jednak z postów, które ja tu na forum widziałem, to poza przeróżnymi definicjami opierającymi się na fizyce [która wszak w istocie odróżnia materię od energii, a ponadto jeszcze pewnie i antymaterię, a nawet ciemną materię i w dodatku próżnię (nie mówiąc u fluktuacji próżni)], to Pan Andrzej najczęściej przytaczał taką to definicję filozoficzną:
"Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich"
I szerzej: www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,492110#w495894
(tylko nie wiem, dlaczego mi się otwiera początek wątku, zamiast ten post, co szczególnie często zdarza mi się na smartfonie i doprowadza mnie do białej gorączki)

I o ile mnie pamięć nie myli (a nie znajduję odpowiedniego postu) napisał nawet kiedyś: "czyli w skrócie to, co odbieramy zmysłami"

Czy takie wyobrażenie materii jest sprzeczne z nauką? Sądzę, że wszystko zależy właśnie od przyjętej DEFINICJI. Pan Andrzej zgodził się rownież z komentarzem Fizyka:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,492110#w496481

Cytat:
Pojęcie materii jest rzadko używane w nauce, bo nauka nie napotkała innych bytów oprócz materii. W nauce w zasadzie wszystko jest materią. Wynika to z dążenia do unifikacji wszystkich teorii. Na przykład, w teorii pola wszystko jest polem i pole zastępuje pojęcie materii.


>Między innymi dlatego zdecydowanie wolę mówić o empirii.
Czyli to, co odbieramy zmysłami. Jeśli bardziej podoba Ci się słowo empiria, niż "materia", to ja nie widzę przeszkód, tyle że empiria jest jakby drugą - już tą przez czlowieka odebraną - stroną niezależnie od niego istniejącej materii w najszerszym rozumieniu.

>...boż - jak na podstawie lektury domniemywam - Bogusławski materii w żaden sposób nie wartościuje, po prostu przyjmując ją do wiadomości, dla Bieleckiego zaś materia to - użyję tu jego własnego sformułowania, acz w innym sensie niż użył go on - tylko materia.
Zgoda!

>A zatem po pierwsze: coś istniejącego w relacji do czegoś innego (np. jakiegoś świata duchowego),
>po drugie zaś: będącego w tej relacji na pozycji jakoś gorszej. O ile dobrze jego wywody rozumiem, świat, jeśli miałby składać się z tylko materii, byłby jakoś uboższy, niepełny, bezsensowny, co byłoby dla niego Smutne.
Tak - smutne - dobrze powiedziane.

>Różnica, jak widać, jest. I to całkiem spora, jak - toutes proportions gardees - między Arystotelesem i Platonem.
Obawiam, się, że Pary Arystoteles - Platon i Bogusławski - Bielecki nie są w żaden sposób proporcjonalne, i to nie tylko dlatego, że jedynie Bielecki z nich wszystkich poznał Prawdę o bycie.

>>Ale to też tylko moim zdaniem - wkraczam tu chyba na niebezpieczny teren gdybania o sądach innych ludzi.
>Ano, właśnie, też mi tu niekomfortowo.
>>Sądzę, że najlepiej swe tezy przedstawią oni sami, jeśli oczywiście będą chcieli.
>O, to, to!
No - wiem - ale nie potrafiłem się powstrzymać - choć ostatecznie dyskutuję przecież tylko z ich publicznie opublikowanymi twierdzeniami, więc liczę na to, większego faux pas nie popełniam.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
30-08-2012 12:00 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Pan Andrzej najczęściej przytaczał taką to definicję filozoficzną:
> "Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich"
>I o ile mnie pamięć nie myli (a nie znajduję odpowiedniego postu) napisał nawet kiedyś: "czyli w skrócie to, co odbieramy zmysłami"

To właśnie zdecydowanie wolę nazywać empirią.

>Czy takie wyobrażenie materii jest sprzeczne z nauką? Sądzę, że wszystko zależy właśnie od przyjętej DEFINICJI. Pan Andrzej zgodził się rownież z komentarzem Fizyka:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,492110#w496481
> Cytat:
Pojęcie materii jest rzadko używane w nauce, bo nauka nie napotkała innych bytów oprócz materii. W nauce w zasadzie wszystko jest materią. Wynika to z dążenia do unifikacji wszystkich teorii. Na przykład, w teorii pola wszystko jest polem i pole zastępuje pojęcie materii.


Myślę, że fizycy nie protestowaliby, gdybym materię zdefiniował na szybko jako to wszystko, co jest obdarzone masą spoczynkową ("grzęźnie" w polu Higgsa).

>Czyli to, co odbieramy zmysłami. Jeśli bardziej podoba Ci się słowo empiria, niż "materia", to ja nie widzę przeszkód, tyle że empiria jest jakby drugą - już tą przez czlowieka odebraną - stroną niezależnie od niego istniejącej materii w najszerszym rozumieniu.

Żeby się tylko jaki Berkeley nie przypętał...

>Obawiam, się, że Pary Arystoteles - Platon i Bogusławski - Bielecki nie są w żaden sposób proporcjonalne, i to nie tylko dlatego, że jedynie Bielecki z nich wszystkich poznał Prawdę o bycie.

Porównuję nie te pary, a typ i skalę filozoficznej kontrowersji.

>No - wiem - ale nie potrafiłem się powstrzymać - choć ostatecznie dyskutuję przecież tylko z ich publicznie opublikowanymi twierdzeniami, więc liczę na to, większego faux pas nie popełniam.

Nie popełniasz, ale naprawdę proponuję zamknąć temat - nie ma wielkiego sensu dyskutować za kogoś, gdy delikwenci są wszak na miejscu i w każdej chwili mogą się sami wypowiedzieć.

www.avaaz.(*)sy_riot_free_russia_a/?tXLgqbb
30-08-2012 14:28 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Myślę, że fizycy nie protestowaliby, gdybym materię zdefiniował na szybko jako to wszystko, co jest obdarzone masą spoczynkową ("grzęźnie" w polu Higgsa).

Gdybym się chciał zabawić w Wujka Dobra Rada, to powiedziałbym: nie zapuszczaj się na ten zbyt grząski dla Ciebie teren...
30-08-2012 14:45 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Myślę, że fizycy nie protestowaliby, gdybym materię zdefiniował na szybko jako to wszystko, co jest obdarzone masą spoczynkową ("grzęźnie" w polu Higgsa).
>Gdybym się chciał zabawić w Wujka Dobra Rada, to powiedziałbym: nie zapuszczaj się na ten zbyt grząski dla Ciebie teren...

Nigdzie się nie zapuszczam. Bezpiecznie sobie brodzę przy brzeżku, gdzie nic złego mi się stać nie może .

www.avaaz.(*)sy_riot_free_russia_a/?tXLgqbb
30-08-2012 15:01 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>Myślę, że fizycy nie protestowaliby, gdybym materię zdefiniował na szybko jako to wszystko, co jest obdarzone masą spoczynkową ("grzęźnie" w polu Higgsa).
>>Gdybym się chciał zabawić w Wujka Dobra Rada, to powiedziałbym: nie zapuszczaj się na ten zbyt grząski dla Ciebie teren...
>Nigdzie się nie zapuszczam. Bezpiecznie sobie brodzę przy brzeżku, gdzie nic złego mi się stać nie może .

Ryzykant z Ciebie...

To Ci może podpowiem: pomyliłeś kolumnę pierwszą tej tabelki ("materia masywna") z ostatnią ("materia")...
30-08-2012 15:33 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>To Ci może podpowiem: pomyliłeś kolumnę pierwszą tej tabelki ("materia masywna") z ostatnią ("materia")...

Niczego nie pomyliłem, posłużyłem się bowiem tą z jak najbardziej uznawanych w nauce definicji materii, która najbardziej odpowiadała mojej potrzebie jasnego porządkowania zjawisk.
Mogłem posłużyć się definicją inną, np. tą ostatnią, ta jednak znacznie mniej mi praktycznie dogadza, zgodnie z nią bowiem do materii wlicza się m. in. i energię, co jest - i owszem - po fizycznemu poprawne, z perspektywy jednak ludzkiego codziennego doświadczenia, w którym o efekty kwantowe i relatywistyczne nie tak łatwo, jasnemu rozróżnianiu raczej przeszkadza niż pomaga, skoro do jednej kategorii zalicza i kamień i światło.

www.avaaz.(*)sy_riot_free_russia_a/?tXLgqbb
30-08-2012 16:11 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>To Ci może podpowiem: pomyliłeś kolumnę pierwszą tej tabelki ("materia masywna") z ostatnią ("materia")...
>Niczego nie pomyliłem, posłużyłem się bowiem tą z jak najbardziej uznawanych w nauce definicji materii, która najbardziej odpowiadała mojej potrzebie jasnego porządkowania zjawisk.
>Mogłem posłużyć się definicją inną, np. tą ostatnią, ta jednak znacznie mniej mi praktycznie dogadza, zgodnie z nią bowiem do materii wlicza się m. in. i energię, co jest - i owszem - po fizycznemu poprawne, z perspektywy jednak ludzkiego codziennego doświadczenia, w którym o efekty kwantowe i relatywistyczne nie tak łatwo, jasnemu rozróżnianiu raczej przeszkadza niż pomaga, skoro do jednej kategorii zalicza i kamień i światło.

OK, czyli np. foton to dla Ciebie nie jest materia...
30-08-2012 16:26 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Niczego nie pomyliłem, posłużyłem się bowiem tą z jak najbardziej uznawanych w nauce definicji materii, która najbardziej odpowiadała mojej potrzebie jasnego porządkowania zjawisk.
>>Mogłem posłużyć się definicją inną, np. tą ostatnią, ta jednak znacznie mniej mi praktycznie dogadza, zgodnie z nią bowiem do materii wlicza się m. in. i energię, co jest - i owszem - po fizycznemu poprawne, z perspektywy jednak ludzkiego codziennego doświadczenia, w którym o efekty kwantowe i relatywistyczne nie tak łatwo, jasnemu rozróżnianiu raczej przeszkadza niż pomaga, skoro do jednej kategorii zalicza i kamień i światło.
>OK, czyli np. foton to dla Ciebie nie jest materia...

Powiększyłem Ci to i owo, a i podkreśleń nie pożałowałem, bo coś chyba z percepcją (jeśli nie ze zwykłym rozumieniem) u Ciebie niezbyt tęgo, ale już nie proś mnie więcej .


www.avaaz.(*)sy_riot_free_russia_a/?tXLgqbb
30-08-2012 16:47 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>OK, czyli np. foton to dla Ciebie nie jest materia...
>Powiększyłem Ci to i owo, a i podkreśleń nie pożałowałem, bo coś chyba z percepcją (jeśli nie ze zwykłym rozumieniem) u Ciebie niezbyt tęgo, ale już nie proś mnie więcej .

Nie zamierzam - jak dla mnie to możesz sobie stosować nawet własne definicje koła.
30-08-2012 17:12 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>coś chyba z percepcją (jeśli nie ze zwykłym rozumieniem) u Ciebie niezbyt tęgo
>Nie zamierzam - jak dla mnie to możesz sobie stosować nawet własne definicje koła.

Więc jednak problem z rozumieniem...
Powtarzam:

Cytat:
W różnych działach fizyki i innych nauk przyrodniczych używa się kilku różnych definicji materii.

W fizyce stosuje się termin materia na określenie, co najmniej, trzech różnych kategorii fizycznych (trzy definicje węższe):

- z masą (spoczynkową), jako atrybutem - materia to wszystkie obiekty, o różnej od zera masie spoczynkowej (tzw. materia masywna).

-itd...


Używana przeze mnie deficja nie jest mojego autorstwa a należy do powszechnego zasobu terminologicznego fizyki.
Ulituj się nad sobą i oszczędź sobie dalszych kompromitacji.


www.avaaz.(*)sy_riot_free_russia_a/?tXLgqbb
30-08-2012 21:11 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Ulituj się nad sobą i oszczędź sobie dalszych kompromitacji.
Gdzieś tu wyczytałem, wprawdzie nie bezpośrednio od kolegi Bieleckiego, ale od innych poinformowanych osób, że ukończył on fizykę. Tak więc nie przesadzałbym z możliwością jego kompromitacji na tym polu.

Ja dostrzegam problem raczej w tym, że Ty, big_zydzie, trzymałeś się jednej tylko, wybranej, przez Ciebie fizycznej wąskiej definicji materii, bo pasuje Ci ona do potocznego rozumienia tego słowa. Tymczasem w tym wątku rozmowa toczyła się na temat zasadności dualistycznego podziału materia - duch. A w takiej dychotomii materią jest zarówno ta Twoja materia - posiadająca masę, jak i energia, jak i informacja, jak i antymateria, jak i ciemna materia, jak i wręcz osobliwość, a nawet (choć tego nie jestem już całkiem pewien) próżnia i być może (choś to już o spekulację się ociera) przestrzeń, a skoro tak, to dlaczego nie czas (bo znów już na pewno czasoprzestrzeń). Zasadniczo wszystko, co da się tylko zbadać, albo przynajmniej na gruncie fizyki wywnioskować, że istnieje (jak to ma miejsce z ciemną materią i z czarnymi dziurami) jest w tym kontekście materią w przeciwieństwie do niematerialnej duszy, czy Boga.

Ja np. dawno już wykroczyłem w tym wpisie poza swoje kompetencje, ale może udało mi się obrazowo przemycić (chociażby między słowami) myśl o genezie tego nieporozumienia, które uwidoczniło się zresztą również w dzisiejszym Twoim dialogu z Panem Andrzejem.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
30-08-2012 21:38 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Gdzieś tu wyczytałem, wprawdzie nie bezpośrednio od kolegi Bieleckiego, ale od innych poinformowanych osób, że ukończył on fizykę. Tak więc nie przesadzałbym z możliwością jego kompromitacji na tym polu.

A jednak mu się udało .

>Ja dostrzegam problem raczej w tym, że Ty, big_zydzie, trzymałeś się jednej tylko, wybranej, przez Ciebie fizycznej wąskiej definicji materii, bo pasuje Ci ona do potocznego rozumienia tego słowa.

Takie moje dobre prawo.

>Tymczasem w tym wątku rozmowa toczyła się na temat zasadności dualistycznego podziału materia - duch. A w takiej dychotomii materią jest zarówno ta Twoja materia - posiadająca masę, jak i energia, jak i informacja, jak i antymateria, jak i ciemna materia...

Wyjaśniałem rzecz kilka razy, ale zaraz wyłożę raz jeszcze.

>Ja np. dawno już wykroczyłem w tym wpisie poza swoje kompetencje, ale może udało mi się obrazowo przemycić (chociażby między słowami) myśl o genezie tego nieporozumienia, które uwidoczniło się zresztą również w dzisiejszym Twoim dialogu z Panem Andrzejem.

"Nieporozumienie" jest w gruncie rzeczy drobne.
Mniej-więcej to samo, co Bogusławski nazywa materią, ja wolę nazywać empirią, bo to pozwala uniknąć problemów wynikających z wieloznaczności terminu materia - o nic więcej nie chodzi.

www.avaaz.(*)sy_riot_free_russia_a/?tXLgqbb
31-08-2012 16:12 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A w takiej dychotomii materią jest zarówno ta Twoja materia - posiadająca masę, jak i energia, jak i informacja, jak i antymateria, jak i ciemna materia, jak i wręcz osobliwość, a nawet (choć tego nie jestem już całkiem pewien) próżnia i być może (choć to już o spekulację się ociera) przestrzeń, a skoro tak, to dlaczego nie czas (bo znów już na pewno czasoprzestrzeń). Zasadniczo wszystko, co da się tylko zbadać, albo przynajmniej na gruncie fizyki wywnioskować, że istnieje (jak to ma miejsce z ciemną materią i z czarnymi dziurami) jest w tym kontekście materią w przeciwieństwie do niematerialnej duszy, czy Boga.
Pojęć związanych z terminem materia jest wiele. Na przykład jak podaje Wikipedia: Materia - w potocznym znaczeniu: ogół obiektywnie istniejących przedmiotów fizycznych, poznawalnych zmysłami. Z tym znaczeniem koresponduje znaczenie filozoficzne: "Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich", jak dla mnie całkowicie zrozumiałe i akceptowalne, ale ponieważ stawiam dorobek nauki ponad filozofią, cieszy mnie stanowisko Pana Fizyka:
Pojęcie materii jest rzadko używane w nauce, bo nauka nie napotkała innych bytów oprócz materii. W nauce w zasadzie wszystko jest materią. Wynika to z dążenia do unifikacji wszystkich teorii. Na przykład, w teorii pola wszystko jest polem i pole zastępuje pojęcie materii.

Tak, w uproszczeniu filozoficznie materią jest wszystko co poddaje się badaniom przy pomocy zmysłów. Ta koncepcja znajduje potwierdzenie we współczesnej wiedzy naukowej.
pl.wikipedia.org/wiki/Ciemna_materia
pl.wikipedia.org/wiki/Antymateria
"Próżnia absolutna jest stanem czysto teoretycznym i nie tylko niemożliwym do uzyskania w praktyce, lecz nieistniejącym w sensie fizycznym".
A więc "próżnia kosmiczna" jest też materią.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
30-08-2012 15:07 
 Ocena 3 na 5
Artur@R (7115 punktów)
> Bezpiecznie sobie brodzę...<

Oj tam, oj tam - Wielki Brat B. wie, że się zapuszczasz....bo jak "pole Higgs"- to i "jego cząstka", a jak cząstka i do tego Higgsa to wiadomo, że jest "boska".

Aaaaa i jeszcze ta "podwójna ciemnota"....ta ciemna energia, ciemna materia i cholerna grawitacja - to nimi duszyczki wyplata Wielki Krator.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
30-08-2012 16:22 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jakichby ścisłych definicji materii Andrzej Bogusławski nie tworzył,
Zbyt słabym się czuję na tworzenie własnych definicji. Przytaczam definicję filozoficzną z Wikipedii, z którą się zgadzam.
"Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich", zapewne - jak wielokrotnie tu powtarzam - postęp nauki uczynił ją aktualnie niepełną lub niewystarczającą, ale jak na razie nikt nie przedstawił lepszej. (Ponieważ lepsze jest wrogiem dobrego, to oczekuję z niecierpliwością na jakąś lepszą.)

Odwołuję się także do rozumienia materii w fizyce,
a także ze zdaniem Pana Fizyka:
Pojęcie materii jest rzadko używane w nauce, bo nauka nie napotkała innych bytów oprócz materii. W nauce w zasadzie wszystko jest materią. Wynika to z dążenia do unifikacji wszystkich teorii. Na przykład, w teorii pola wszystko jest polem i pole zastępuje pojęcie materii.

>nie zmieni faktu, że w języku potocznym słówko materia (i różne od niego pochodne) rozumieć można na bardzo różne sposoby i taki właśnie wypadek to chyba zachodzi.
W języku potocznym materialista, to taki który garnie do siebie, ale wydawało mi się, iż tu trochę poważniejszy dyskurs prowadzimy.

>Co - przypuszczam - ma na myśli Bielecki o materii pisząc, wyraźnie się różni od tego, co ma na myśli Bogusławski.
Myślę, iż nie tylko takie różnice - w rozumieniu świata i używanej terminologii - pomiędzy Panem Bieleckim a Bogusławskim występują.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
30-08-2012 16:42 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Zbyt słabym się czuję na tworzenie własnych definicji. Przytaczam definicję filozoficzną z Wikipedii, z którą się zgadzam.
>"Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich", zapewne - jak wielokrotnie tu powtarzam - postęp nauki uczynił ją aktualnie niepełną lub niewystarczającą, ale jak na razie nikt nie przedstawił lepszej. (Ponieważ lepsze jest wrogiem dobrego, to oczekuję z niecierpliwością na jakąś lepszą.)
>Odwołuję się także do rozumienia materii w fizyce,
>a także ze zdaniem Pana Fizyka:
Pojęcie materii jest rzadko używane w nauce, bo nauka nie napotkała innych bytów oprócz materii. W nauce w zasadzie wszystko jest materią. Wynika to z dążenia do unifikacji wszystkich teorii. Na przykład, w teorii pola wszystko jest polem i pole zastępuje pojęcie materii.


Oba ujęcia uważam za mylące. Pozostanę przy swoim rozumieniu materii, jako tego, co posiada masę spoczynkową.

>>nie zmieni faktu, że w języku potocznym słówko materia (i różne od niego pochodne) rozumieć można na bardzo różne sposoby i taki właśnie wypadek to chyba zachodzi.
>W języku potocznym materialista, to taki który garnie do siebie, ale wydawało mi się, iż tu trochę poważniejszy dyskurs prowadzimy.

I w trochę poważniejszym dyskursie o duże rozbieżności w rozumieniu łatwo.
Pozwolę sobie odesłać do tego, co pisałem nieco wyżej, o tym, że Bielecki rozumie materię jako tylko materię.

>Myślę, iż nie tylko takie różnice - w rozumieniu świata i używanej terminologii - pomiędzy Panem Bieleckim a Bogusławskim występują.

Też tak myślę .


www.avaaz.(*)sy_riot_free_russia_a/?tXLgqbb
30-08-2012 17:10 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Oba ujęcia uważam za mylące. Pozostanę przy swoim rozumieniu materii, jako tego, co posiada masę spoczynkową.
Jak Panu Bieleckiemu wolno zupełnie po swojemu rozumieć rzeczywistość, to czemu Pan miałby być ograniczonym?
Ja - przy skromnej swojej wiedzy - pozostanę przy definicjach materii wymyślonych przez innych. Tym bardziej, że są one dla mnie dosyć jasne i dobrze rozróżniają dwie wizje rozumienia świata. W mojej rozumieniu materią jest i to "co posiada masę spoczynkową" i energia i informacja. Ale nie namawiam Pana do przyjęcia naturalizmu ontologicznego, jako swojego rozumienia świata. Pan może mieć inny.

Pozdrawiam.

@@@
.
30-08-2012 17:23 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Jak Panu Bieleckiemu wolno zupełnie po swojemu rozumieć rzeczywistość, to czemu Pan miałby być ograniczonym?
>Ja - przy skromnej swojej wiedzy - pozostanę przy definicjach materii wymyślonych przez innych. Tym bardziej, że są one dla mnie dosyć jasne i dobrze rozróżniają dwie wizje rozumienia świata. W mojej rozumieniu materią jest i to "co posiada masę spoczynkową" i energia i informacja. Ale nie namawiam Pana do przyjęcia naturalizmu ontologicznego, jako swojego rozumienia świata. Pan może mieć inny.

No, ja się, kurde, pochlastam normalnie!...

www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w516507



www.avaaz.(*)sy_riot_free_russia_a/?tXLgqbb
30-08-2012 17:51 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Jak Panu Bieleckiemu wolno zupełnie po swojemu rozumieć rzeczywistość, to czemu Pan miałby być ograniczonym?
>No, ja się, kurde, pochlastam normalnie!...
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w516507
Nie ma ani po co, ani o co!
Zasadnicze różnice pomiędzy panami wszyscy dostrzegają, ale jak wolno mieć poglądy pana Bieleckiego, to i inne też wolno. Ja tu (o materii) mam takie, a Pan inne. Za to w wielu innych się zgadzamy.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
30-08-2012 18:33 
 Ocena-1 na 1
fotyn (50 punktów)
>.
>>Oba ujęcia uważam za mylące. Pozostanę przy swoim rozumieniu materii, jako tego, co posiada masę spoczynkową.
Jest to podejscie bardzo naukowe, a ja fizyki w szkole nie lubilem. Wtrace sie do dyskusji i powiem: Wg mnie, materia jest wynikiem dzialania Ducha i jego przejawem. Sama materia jest bierna i znajduje sie w stanie inercji, dopiero Duch ja ozywia. Wyrazil to Ap. Pawel w mowie na aeropagu:" W Nim bowiem ( w Duchu) zyjemy, poruszamy sie....jestesmy ( czy chcemy tego czy nie chcemy) z jego rodu" Dz.Ap.17;28. Niektorzy ludzie o mistycznym usposobieniu, doswiadczaja tego w calej pelni juz za zycia. Nie mowie tu o wielkich mistykach, ale zwyklych prostych ludziach. W Rosji np. przed rewolucja byla mistyczna sekta, nazywali ich chlystami, oni siebie nazywali ludzmi bozymi. W ekstatycznych radienijach ( modlitwach z tancami) przezywali na plaszczyznie mentalnej- obozhenije ploti (przebostwienie ciala materialnego). Nazywali sie malymi chrystusami lub bogurodzicami, stad wyplywa nazwa Chrisovierije. Oczywiscie, mozna sie z tego smiac , ale sami dla siebie jestesmy zbawieniem albo potepieniem. Co ma to wspolnego z materia? A no to, ze materia niesie smierc i ulega rozkladowi, Duch natomiast jest Wieczny. Szkoda, bo jezyk polski nie oddaje pelnego znaczenia slow: obozhenije i osatanienije...I znowu, klania sie nam tutaj dualizm, odwieczny problem nie tylko religii, filozofii ale i naszego zycia..Mistyce przeciwstawil bym tutaj intelektualny satanizm,
poznanie ktore przynosi swiatlo (Luci ferus?) , ale jest to swiatlo ktore otrawia, zabija tak jak promienie radiacji...

Pozdrawiam...

Mod:
Pamiętaj, proszę, o poprawnej pisowni.
30-08-2012 20:34 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Wg mnie, materia jest wynikiem dzialania Ducha i jego przejawem. Sama materia jest bierna i znajduje sie w stanie inercji, dopiero Duch ja ozywia. [...]
> Oczywiscie, mozna sie z tego smiac , ale sami dla siebie jestesmy zbawieniem albo potepieniem. Co ma to wspolnego z materia? [...] Mistyce przeciwstawil bym tutaj intelektualny satanizm, poznanie ktore przynosi swiatlo (Luci ferus?) , ale jest to swiatlo ktore otrawia, zabija tak jak promienie radiacji...

Liczę na to, że będzie Pan w stanie uzasadnić swoje zdanie.

Zasadniczo sądzę, że dialog racjonalistów z wierzącymi jest możliwy niezmiernie rzadko i wymaga dużo wiedzy i dobrej woli z obydwu stron. Czy jest możliwa jakaś płaszczyzna porozumienia? Sądzę, że możnaby spróbować poprzez psychologię symboliki... Ale może już zbytnio wybiegam przed orkiestrę...


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
30-08-2012 22:04 
 Ocena-1 na 1
fotyn (50 punktów)

>Liczę na to, że będzie Pan w stanie uzasadnić swoje zdanie.
Uzasadnieniem moze byc istnienie Pana i mnie. Czlowiek to duch wcielony - HOMO SPIRITUS .Jak to sie dzieje? A no tak:
Spoczęła na mnie ręka Pana; i wyprowadził mnie w swoim duchu, i postawił mnie w środku doliny, która była pełna kości.
I kazał mi przejść dokoła nich, a oto było ich bardzo dużo w tej dolinie i były zupełnie wyschłe.
I rzekł do mnie: Synu człowieczy, czy ożyją te kości? I odpowiedziałem: Wszechmocny Panie, Ty wiesz.
I rzekł do mnie: Prorokuj nad tymi kośćmi i powiedz do nich: Kości wyschłe! Słuchajcie słowa Pana!
Tak mówi Wszechmocny Pan do tych kości: Oto Ja wprowadzę do was ożywcze tchnienie i ożyjecie.
I dam wam ścięgna, i sprawię, że obrośniecie ciałem, i powlokę was skórą, i dam wam moje ożywcze tchnienie, i ożyjecie, i poznacie, że Ja jestem Pan.
Prorokowałem więc, jak mi nakazano. A gdy prorokowałem, rozległ się głos, a oto powstał szum; i zbliżyły się kości, jedna kość do drugiej.
I spojrzałem: a oto pojawiły się na nich ścięgna i porosło ciało; i skóra powlokła je po wierzchu, ale ożywczego tchnienia w nich nie było.
I rzekł do mnie: Prorokuj do ożywczego tchnienia, synu człowieczy, i powiedz ożywczemu tchnieniu: Tak mówi Wszechmocny Pan: Przyjdź, ożywcze tchnienie, z czterech stron i tchnij na tych zabitych, a ożyją.
I prorokowałem, jak mi nakazano. Wtem wstąpiło w nich ożywcze tchnienie i ożyli, i stanęli na nogach - rzesza bardzo wielka. (Ezech 37)
Przekracza to ludzkie pojecie, nauka nie potrafi tego objasnic...Zadne dowody tego nie wyjasnia, a mimo tego zyjemy, poruszamy sie i myslimy...Tajemnice i zagadke zycia oczywiscie kazdy ma prawo wyjasniac po swojemu.Nie bede z panem wiodl sporu, nie zaliczam sie do ludzi wierzacych w tradycyjnym tego slowa znaczeniu. Jestem bardziej heretykiem, religijnym anarchista, sektantem, gnostykiem...homo viator.

Pozdrawiam
31-08-2012 01:01 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>Liczę na to, że będzie Pan w stanie uzasadnić swoje zdanie.
>Uzasadnieniem moze byc istnienie Pana i mnie. Czlowiek to duch wcielony - HOMO SPIRITUS .Jak to sie dzieje? A no tak:
>[...] Wtem wstąpiło w nich ożywcze tchnienie i ożyli, i stanęli na nogach - rzesza bardzo wielka. (Ezech 37)
Jest to niezmiernie ciekawe. Miałbym jednak pytanie o wiarygodność źródła.
Czy mógłby Pan wyjaśnić, dlaczego akurat Biblia ma tu stanowić argument. Czy wiemy coś o jej autorach i skąd się brały idee, które w niej zostały spisane?

>Przekracza to ludzkie pojecie, nauka nie potrafi tego objasnic...Zadne dowody tego nie wyjasnia, a mimo tego zyjemy, poruszamy sie i myslimy...Tajemnice i zagadke zycia oczywiscie kazdy ma prawo wyjasniac po swojemu.
Częściowo zgodzę się tu z Panem. Nauka na razie nie potrafi empirycznie dowieść, jak doszło do wielkiego wybuchu, choć istnieją w tym zakresie różne hipotezy oparte na weryfikowalnej wiedzy. Powstaje pytanie, skąd w ogóle wzięła się materia i czy może jest wieczna. Jej powstanie z niczego wydaje mi się być absurdalne, a wyobrażnie o jej wieczności - czyli braku przyczyny - przyprawia mnie o zawrót głowy. Jednak w takim razie mówię - chyba dość szczerze: "NIE WIEM".

>Nie bede z panem wiódł sporu,
Wie Pan, to jest forum racjonalistyczne i nie mam najmniejszego zamiaru wywoływać sporów. Chciałbym za to zrozumieć Pańskie koncepcje - na jakiej podstawie się opierają? Jak Pan uważa - skąd bierze się w umyśle człowieka idea ducha? Skąd bierze się idea Boga?

>nie zaliczam sie do ludzi wierzacych w tradycyjnym tego slowa znaczeniu. Jestem bardziej heretykiem, religijnym anarchista, sektantem, gnostykiem...homo viator.
Mi to pasuje, gdyż w takim razie jest szansa na wolną myśl. Tylko właśnie powstaje pytanie - jak korzystać z tej wolności:
Jak dalece warto wchodzić w konwencje mityczne i poddawać się nim? Może uczestnictwo w rytuale ma głęboki sens psychologiczny?
Czy może jednak sceptycyzm jest bardziej wartościowy - po prostu dlatego, że gdy sceptyk czegoś nie wie, to to przyznaje?
Czy te dwa podejścia to nie są dwa różne światy? Jakie są punkty styczne? Czy możemy się czegoś od siebie nauczyć?
Pozdrawiam


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
31-08-2012 09:27 
 Ocena 5 na 5
setarkos (10757 punktów)
Cóż to za sformułowania?
>.. duch wcielony (..) ręka Pana;
>.. wyprowadził mnie w swoim duchu,
>.. Prorokuj nad tymi kośćmi
>.. Wszechmocny Pan
>.. ożywcze tchnienie
Jeśli są dla kogoś zrozumiałe i choć ocierają się o racjonalizm, to zazdroszczę tak zaawansowanej wiedzy.
Jeśli jednak:
>Przekracza to ludzkie pojecie,
to o czym mowa i po co?

[Przy okazji: w trakcie rozwoju rozwoju życia (także życia płodowego) nie tworzą się wpierw kości, które potem jakoby "porastają ciałem i skórą" - przeciwnie: najpierw komórki otoczone błonami, potem tkanki miękkie, a dopiero później 'zostaje wynaleziony' (wpasowuje się) do tego szkielet.]
31-08-2012 10:02 
 Ocena-1 na 1
fotyn (50 punktów)
Jest mi przykro, ale nie moge brac udzialu w dyskusji. Nie mam polskiej klawiatury, mieszkam za granica i dostalem juz ostrzezenie ze pisze niepoprawnie.
Ostrzeżenie dostałeś za niekasowanie wypowiedzi na którą odpowiadasz. Należy pozostawić jedynie niezbędny akapit do którego nawiązujesz w odpowiedzi.
fotyn (50 punktów)
Usunięte przez moderatora
fotyn (50 punktów)
>>.
>>>Oba ujęcia uważam za mylące. Pozostanę przy swoim rozumieniu materii, jako tego, co posiada masę spoczynkową.
>Jest to podejscie bardzo naukowe, a ja fizyki w szkole nie lubilem. Wtrace sie do dyskusji i powiem: Wg mnie, materia jest wynikiem dzialania Ducha i jego przejawem. Sama materia jest bierna i znajduje sie w stanie inercji, dopiero Duch ja ozywia. Wyrazil to Ap. Pawel w mowie na aeropagu:" W Nim bowiem ( w Duchu) zyjemy, poruszamy sie....jestesmy ( czy chcemy tego czy nie chcemy) z jego rodu" Dz.Ap.17;28. Niektorzy ludzie o mistycznym usposobieniu, doswiadczaja tego w calej pelni juz za zycia. Nie mowie tu o wielkich mistykach, ale zwyklych prostych ludziach. W Rosji np. przed rewolucja byla mistyczna sekta, nazywali ich chlystami, oni siebie nazywali ludzmi bozymi. W ekstatycznych radienijach ( modlitwach z tancami) przezywali na plaszczyznie mentalnej- obozhenije ploti (przebostwienie ciala materialnego). Nazywali sie malymi chrystusami lub bogurodzicami, stad wyplywa nazwa Christovierije. Oczywiscie, mozna sie z tego smiac , ale sami dla siebie jestesmy zbawieniem albo potepieniem. Co ma to wspolnego z materia? A no to, ze materia niesie smierc i ulega rozkladowi, Duch natomiast jest Wieczny. Szkoda, bo jezyk polski nie oddaje pelnego znaczenia slow: obozhenije i osatanienije...I znowu, klania sie nam tutaj dualizm, odwieczny problem nie tylko religii, filozofii ale i naszego zycia..Mistyce przeciwstawil bym tutaj intelektualny satanizm,
>poznanie ktore przynosi swiatlo (Luci ferus?) , ale jest to swiatlo ktore otrawia, zabija tak jak promienie radiacji...
>Pozdrawiam...
> Mod:
>Pamiętaj, proszę, o poprawnej pisowni.

Bardzo zwracam uwage na pisownie, ale ja nie mam polskiej klawiatury.
Mod:Ale kasować zbędne cytowania poprzedników chyba potrafisz
31-08-2012 15:12 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Oba ujęcia uważam za mylące. Pozostanę przy swoim rozumieniu materii, jako tego, co posiada masę spoczynkową.
>Jest to podejście bardzo naukowe, a ja fizyki w szkole nie lubiłem.
Jak widać z całego mojego udziału w tym forum cały mój światopogląd, który nazywam naturalizmem ontologicznym opieram na dorobku nauk przyrodniczych.

>Wtrącę się do dyskusji i powiem: Wg mnie, materia jest wynikiem działania Ducha i jego przejawem.
Na naszym forum przyjęte jest wtrącanie się do dyskusji, ale w poważnych rozmowach, a tu takie większość prowadzi, przyjęte jest też zapoznanie się ze stanowiskami biorących w tej dyskusji udział. Czasem wystarczy przeczytać wypowiedzi w wątku, a czasem wartościowe jest zapoznanie się z całością poglądów swojego interlokutora.

>Sama materia jest bierna i znajduje się w stanie inercji, dopiero Duch ja ożywia.
Przepraszam, a co Pan wie o materii, gdy Pan fizyki już w szkole nie lubił?

>Wyraził to Ap. Paweł w mowie na areopagu:"[...]"
Ap. Paweł wyraził to co mniemał w I wieku naszej ery. Od tego czasu opłynęło prawie dwa tysiące lat i dla mnie żenadą jest pozostawanie na tym samym poziomie.

>Niektórzy ludzie o mistycznym usposobieniu, doświadczają tego w całej pełni już za życia.
Ludzie przeróżni są i doświadczają przeróżnych rzeczy, tylko z indywidualnych przeżyć nie można wyciągać ogólnych wniosków.

>Nie mowie tu o wielkich mistykach, ale zwykłych prostych ludziach. W Rosji np. przed rewolucja była mistyczna sekta, nazywali ich chłystami, oni siebie nazywali ludźmi bożymi. W ekstatycznych radienijach ( modlitwach z tańcami) przezywali na płaszczyźnie mentalnej- obozhenije płoti (przebóstwienie ciała materialnego). Nazywali sie małymi Chrystusami lub bogurodzicami, stad wypływa nazwa Chrisovierije. Oczywiście, można sie z tego śmiać,
Szanowny Panie, nie zwykłem się śmiać ani z ludzi prostych, ani z ludzi chorych. Natomiast wprost sprawia mi satysfakcję wyśmiewanie głupoty. Tamta religia ludzi prostych miała sens, ale przykładanie do niej racjonalistycznej miary jest głupotą.

>Co ma to wspólnego z materia? A no to, ze materia niesie śmierć i ulega rozkładowi,
Materia proszę szanownego Pana niesie tak samo śmierć jak i życie. Natomiast cała rzeczywistość ulega ewolucyjnym przemianom.

>Duch natomiast jest Wieczny.
Proszę Pana, tak jak wspomniałem opieram swoje poglądy na dorobku nauki i dlatego jestem zdecydowanym monistą: Istnieje tylko rzeczywistość dostępna - bezpośrednio lub pośrednio - ludzkim zmysłom i nawet gdyby istniała jakakolwiek inna rzeczywistość niedostępna ludzkim zmysłem, to bezsensem (z ludzkiego punktu widzenia) jest się nią zajmować. (Nauki przyrodnicze zupełnie nie znają pojęcia duch, tak jak i dusza, Bóg, Baba Jaga i krasnoludki i nie zajmują się też rzeczywistościami przez ludzi stworzonymi.)

>I znowu, kłania się nam tutaj dualizm, odwieczny problem nie tylko religii, filozofii ale i naszego życia.
Z znowu, nie wszystko dla wszystkich jest problemem. Dla monistów dualizm problemem nie jest i co najwyżej dostrzegają rozpaczliwe próby ratunku stanowisk wynikających z niewiedzy lub pobudek religijnych.

>Mistyce przeciwstawił bym tutaj intelektualny satanizm, poznanie które przynosi światło (Luci ferus?) , ale jest to światło które otrawia, zabija tak jak promienie radiacji...
Panie Krzysztofie, zupełnie nie rozumiem co znaczą terminy: "intelektualny satanizm" i "otrawia", ale przyznaję się bez mąk inkwizycyjnych, że większa moją sympatią cieszy się mit Szatana od mitu Jahwe.

Pozdrawiam...

@@@
.
fotyn (50 punktów)
Panie Andrzeju tyle Pan tu porusza watkow , ze az mi dech zaparlo. Wywody panskie sa bardzo naukowe i z punktu nauki z pewnoscia Pan ma racje. Nauka nie zna terminow ani duszy ani Boga itd. Pozostaje tu jednak - pytanie co to jest Prawda ? (podobne pytanie zadaje Jezus przed Pilatem). Ja bym rozgraniczyl tutaj prawde naukowa i Prawde egzystencjalna, ktora przejawia sie na plaszczyznie egzystencji swiadomosci indywidualnej. Prawda naukowa to cala wiedza, oparta na naukowym doswiadczeniu i poparta dowodami. Prawda egzystencjalna, natomiast jest projekcja rzeczywistosci wewnetrznej jednostki, wynikajaca z konkretnej sytuacji zyciowej, kultury i przymiotow osobniczych. Swiat wewnetrzny czlowieka jest tak samo realny jak ten swiat ktory widzimy na zewnatrz. Kazdy czlowiek, to jakby osobny swiat, mikrokosmos. Co dla Pana jawi sie prawda, dla mnie moze byc falszem. Odrzucajac istnienie Boga, tworzy Pan nowego bozka - Nauke. I bardzo dobrzel jesli Pan sie z tym dobrze czuje. Ktos kiedys powiedzial, ze ateizm to tez forma religii.
Religia nalezy do sfery swiata wewnetrznego czlowieka dlatego kazda religia posluguje sie jezykiem mitu i symbolu.Wg mnie przykladanie miar czysto materialnych do dziedziny religii, bez uwzglednienia jej sfery SACRUM jakim jest duch ludzki, zawsze daje skrzywiona i tendencyjna polprawde.
Wystarczy poczytac klasykow marksizmu by zobaczyc ich primitywny, wulgarny, 19 wieczny materializm .Albo niech Pan wezmie ksiazki pisane o religii w Zwiazku Radzieckim, to upajanie sie walka klas , czego tam oni nie wypisywali...
Wspomnienie rosyjskich chlystow, w tym kontekscie przyznaje nie bylo za bardzo fortunne. Mialem jedynie na mysli dazenie ludzkiego ducha, nawet w naiwnej i prymitywnej formie, do transcendencji i samoprzekroczenia .
Intelektualny satanizm jest to kierunek intelektualny lub rodzaj myslenia ,ktore nie przyznaje zadnej instancji poza soba ( grzech pychy) przemienia swiat ale tylko pozornie, w jedynym materialistycznym kierunku, mistycznie zwiazany jest z Tajemnica Nieprawosci, o ktorej wyraznie wspomina NT i ojcowie Kosciola.
Odnosnie Jahwe, przyznaje Panu racje. Nigdy nie przepadalem za Bogiem Starego Testamentu.

Pozdrawiam.
31-08-2012 20:12 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju tyle Pan tu porusza wątków, że aż mi dech zaparło.
Tak, jest to widoczne, tylko źle wróży dla normalnej rozmowy. Wolałbym aby Pan spróbował zrozumieć to co napisałem.

>Wywody pańskie są bardzo naukowe i z punktu nauki z pewnością Pan ma rację.
Staram się trzymać dorobku nauk przyrodniczych, ale ponieważ ich nie uprawiam, to wątpię w moje "bardzo naukowe".
Tylko rzeczywiście interesują mnie tylko fakty weryfikowalne naukowe, na "mniemania" dotyczące "możliwości istnienia innych rzeczywistości" szkoda mi czasu.

>Nauka nie zna terminów ani duszy ani Boga itd. Pozostaje tu jednak - pytanie co to jest Prawda?
Właśnie, ale z tym pytaniem drugie jest nie mniej istotnym, kto jest depozytariuszem "Prawdy"? Dla mnie stek bzdur nazywanych "Prawdą" wraz tymi, którzy za depozytariuszy tej Prawdy się uznają jest fideistyczną głupotą, niezależnie od systemu mitów z tą wiarą powiązanych. Może to być "Bóg", a może być Stalin, Hitler i tym podobne cudactwa przez ludzi wymyślone. www.racjonalista.pl/forum.php/s,474361/z,0#w474441

>(podobne pytanie zadaje Jezus przed Piłatem).
Pan tam był i słuchał.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659/z,0#w447661
www.racjonalista.pl/forum.php/s,451702/z,0#w451742

>Ja bym rozgraniczył tutaj prawdę naukowa i Prawdę egzystencjalna, która przejawia się na płaszczyźnie egzystencji świadomości indywidualnej. Prawda naukowa to cala wiedza, oparta na naukowym doświadczeniu i poparta dowodami. Prawda egzystencjalna, natomiast jest projekcja rzeczywistości wewnętrznej jednostki, wynikająca z konkretnej sytuacji życiowej, kultury i przymiotów osobniczych.
Jestem gotów zgodzić się z Panem, że z Prawdą jak z dupą - każdy ma swoją, tylko co z tego ma wynikać dla poważnej racjonalistycznej rozmowy, a wszedł Pan tu na takie forum.

>Świat wewnętrzny człowieka jest tak samo realny jak ten świat który widzimy na zewnątrz.
Ten wewnętrzny może być bardziej realny od realności świata rzeczywistego, tyle tylko, że jest subiektywnym i nie poddającym się obiektywizacji.

>Każdy człowiek, to jakby osobny świat, mikrokosmos. Co dla Pana jawi się prawda, dla mnie może być fałszem.
Jestem już dosyć dorosłym człowiekiem. Miałem możliwość spotkania się z przedziwnymi poglądami. Przeczytałem parę poważnych książek z zakresu psychiatrii i porozmawiać z kilkoma ludźmi w różnych stanach psychozy. Niewiele jest w stanie mnie zdziwić.

>Odrzucając istnienie Boga, tworzy Pan nowego bożka - Naukę. I bardzo dobrze jeśli Pan się z tym dobrze czuje.
Dobrze się z tym czuję i jestem na forum ludzi myślących podobnie, a Pan chce nas ewangelizować na swoją wiarę?

"Wacek": w internecie napisał:
Człowiek zdrowy psychicznie z właściwie pracującym rozumem nie potrafi wierzyć. Mózg jest tak skonstruowany ze człowiek musi się nad wszystkim zastanawiać czy to jest prawdziwe i to podważać. A wiec zdrowy psychicznie człowiek którego mózg pracuje w pełni nie potrafi uwierzyć w boga. Bo nie można wyłączyć części swojego mózgu odpowiedzialnej za rozważanie co jest prawdą a co nie. Nawet jeśli nie chcecie to wasz mózg oceni co jest prawdziwe a co nie. [...]

Ludzie wierzący bardzo boją się swoich wątpliwości bo jest to powiązane ze strachem ze śmiercią. Dla wierzącego wątpliwości oznaczają śmierć, bo z wątpliwościami nie ma życia po śmierci. A wiec oni chcą aby wszyscy w około rozwiewali ich wątpliwości. Tylko ze po pewnym czasie wątpliwości robią się tak silne ze nie rozwieje ich już żaden inny wierzący. Wierzący chcą aby innowiercy potwierdzili ich wiarę. [...]
Chcą nawrócić wykształconego ateistę. A wiec przychodzą na www.ateista.pl [czy www.racjonalista.pl/] i próbują nawracać. Ale to przynosi dla nich odwrotny efekt bo Ateiści potęgują ich wątpliwości. Człowiek wierzący w rozmowie z ateistą czuje się tak jakby go ateista chciał zabić. Bo kiedy wierzący straci wiarę to straci życie po śmierci. A wiec ludzie którzy chcą wierzyć są bardzo agresywni i wulgarni w rozmowie z ateistami.
Dla wierzącego to sprawa życia i śmierci. Wierzący panicznie boją się powiększenia swoich wątpliwości w rozmowie z ateistami. No ale już nie ma dla nich odwrotu, wpadli w pułapkę. Gdyż w poszukiwaniu potwierdzeń wiary i w celu rozwiewania swoich wątpliwości przyszli pomiędzy ateistów i chcieli obalać ewolucje, teorie wielkiego wybuchu. Ale to się im nie udaje. A po za tym wierzący dowiadując się od ateistów na czym polega ewolucja i wielki wybuch to zaczynają mieć jeszcze większe wątpliwości. Umysł nie potrafi zanegować prawdy. Bo trudno sobie wmówić ze to co teraz widzisz ze to nie jest prawdziwe. [...]


>Ktoś kiedyś powiedział, ze ateizm to tez forma religii.
To nie jest to forum, na którym używa się formy "ktoś kiedyś" ,
ale przytacza Pan tu słowa nie pierwszego durnia, który wygaduje bzdury.

>Wystarczy poczytać klasyków marksizmu by zobaczyć ich prymitywny, wulgarny, 19 wieczny materializm.
Rozumiem, że Pan je czytał? To kogo zalicza Pan do klasyków? Zaznaczam, że Marks powiedział, iż nie jest marksistą, a więc czy Marksa też Pan czytał? Mnie materializm Marksa - pomimo że pochodzi z XIX wieku dosyć przekonywuje, a więc muszę być prymitywnym w wulgarnym, a do tego uważam filozoficzną definicję materii wykoncypowaną przez Lenina za (na razie) optymalną. A jeszcze gorzej, gdyby nawet - tak na przykład - jej twórcą był zbrodniczy kabotyn Stalin, to też bym ją uznawał.

>Albo niech Pan weźmie książki pisane o religii w Związku Radzieckim, to upajanie się walka klas, czego tam oni nie wypisywali...
Które pozycje z bogatej radzieckiej literatury religioznawczej Pan przestudiował? Czy wszyscy wypisywali bzdury, czy tylko głęboko wierzący wyznawcy komunizmu? Jak dużo jest obiektywnych książek religioznawców fideistycznych o konkurencyjnych religiach?

CDN

@@@
.
31-08-2012 20:12 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy.
.
>Intelektualny satanizm jest to kierunek intelektualny lub rodzaj myślenia, które nie przyznaje żadnej instancji poza sobą ( grzech pychy) przemienia świat, ale tylko pozornie, w jedynym materialistycznym kierunku, mistycznie związany jest z Tajemnica Nieprawości, o której wyraźnie wspomina NT i ojcowie Kościoła.
Sam Pan to wymyślił, czy u któregoś ze swoich autorytetów Pan to przeczytał. Prawdopodobnie "mądrość" tą wyniósł Pan to ze swoich lektur, gdyż "nie chcąc grzeszyć pychą" boi się Pan myśleć samodzielnie.

Tak, ma Pan rację staram się myśleć samodzielnie i nie uznaję żadnych autorytetów dla ich autorytetu. Jedynym zbiorowym autorytetem dla mnie jest dorobek nauki. Naprawdę proponuję wiele poczytać i starać się zrozumieć, co tam jest napisane, zanim zabierze Pan tu ponownie głos.

Pozdrawiam.

@@@
.
01-09-2012 10:45 
 Ocena-2 na 2
fotyn (50 punktów)
Panie Andrzeju, widze ze sie Pan troche wkurzyl moimi wypowiedziami, reaguje Pan emocjonalnie. Ja naprawde nie mam i nie mialem zamiaru nikogo ewangelizowac, chociaz tak moglo to zabrzmiec. Nie jestem zwiazany z zadnym kosciolem ani zwiazkiem wyznaniowym, jestem wogole nie praktykujacy, a Kosciola w Polsce po prostu nie trawie. Zgadzam sie, ze musze jeszcze duzo poczytac, zebym mogl prowadzic z Panem jakakolwiek dyskusje na ten temat.
Moje ostatnie wypowiedzi na tym forum, byly swego rodzaju "prowokacja" , chcialem uslyszec punkt widzenia ludzi o pogladach ateistycznych. Sam jestem jak napisalem w jednym z postow: homo viator - czlowiek w drodze, czyli poszukujacy.
Ale o jednym jestem przekonany, ze nie ma w tych kwestiach zadnej pewnosci. Ktos mowi, ze jest Bog, ktos drugi ze go niema. Ktos wierzy w zycie pozagrobowe, ktos drugi nie wierzy bo jeszcze nikt z tamtad nie wrocil. Nikt tego tak naprawde nie udowodnil i nigdy nie udowodni.Rozum odrzuca istnienie Boga i istnienie rzeczy nadprzyrodzonych,ale ludzki duch teskni za wiecznoscia. Jest to prawdziwy dramat ludzkiej egzystencji na tej ziemi. Jedyna pewnoscia, o ktorej mozemy byc przekonani w tym zyciu, jest nasza wlasna smierc, ktora z kazdym dniem jest coraz blizej.

Pozdrawiam
01-09-2012 13:27 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju, widzę że się Pan trochę wkurzył moimi wypowiedziami, reaguje Pan emocjonalnie.
Nie Pańskie wypowiedzi mnie "wkurzyły", które są dosyć typowe dla wierzących, co powtarzanie na naszym forum - po raz kilkudziesiętny tych samych argumentów. (Nawet w tym wątku zostały już przedstawione.)

>Ja naprawdę nie mam i nie miałem zamiaru nikogo ewangelizować, chociaż tak mogło to zabrzmieć.
Metody ewangelizacji są różne:
Pytanie: Jak mogę ewangelizować przyjaciół i rodzinę nie obrażając ich i nie odpychając?

Odpowiedź: Każdy chrześcijanin ma chociaż jednego członka rodziny, przyjaciela, współpracownika lub krewnego, który nie jest chrześcijaninem. Dzielenie się Ewangelią z innymi jest zawsze trudnym zadaniem. Staje się ono jeszcze trudniejsze, kiedy ewangelizujesz osobę, na której ci zależy. Biblia ostrzega nas, że niektórzy ludzie będą zgorszeni Ewangelią (Ewangelia wg św. Łukasza 12:51-53). Jest to trudne zwłaszcza wtedy, kiedy ryzykujesz obrażenie osoby, z którą masz częsty kontakt. Jednak naszym przykazaniem jest, abyśmy dzielili się Ewangelią. Nie mamy żadnego usprawiedliwienia, jeśli tego nie robimy (Ewangelia wg św. Mateusza 28:19-20; Dzieje Apostolskie 1:8; 1 List św. Piotra 3:15).

Zatem jak możemy ewangelizować członków naszej rodziny, przyjaciół, współpracowników i naszych krewnych? Najważniejszą rzeczą, o jakiej należy pamiętać, jest modlitwa za naszych bliskich. Módl się, by Bóg zmienił ich serca i otworzył ich oczy (2 List św. Pawła do Koryntian 4:4) na prawdę Ewangelii. Módl się, by Bóg przekonał ich o tym, że ich kocha, i o tym, że potrzebują oni zbawienia przez Jezusa Chrystusa (Ewangelia wg św. Jana 3:16). Módl się o mądrość, jak właściwie im świadczyć (List św. Jakuba 1:5). Poza modlitwą powinieneś prowadzić pobożne, chrześcijańskie życie tak, by inni to widzieli, oraz by spostrzegli zmiany, jakich Bóg dokonuje w twoim własnym życiu (1 List św. Piotra 3:1-2). Jak mówił św. Franciszek z Asyżu: "Głoś Ewangelię w każdym czasie, a kiedy trzeba, używaj do tego słów."

Poza tym wszystkim, musisz być chętny i gorliwy w teraźniejszym dzieleniu się Ewangelią. Głoś zbawienie przez Jezusa Chrystusa rodzinie i przyjaciołom (List św. Pawła do Rzymian 10:9-10). Bądź zawsze gotowy do tego, by mówić o swojej wierze (1 List św. Piotra 3:15), czyniąc to z szacunkiem i uprzejmością. Ostatecznie musimy zaufać, że Bóg sam troszczy się o zbawienie naszych najbliższych. To dzięki Bożej mocy i łasce ludzie są zbawiani, a nie dzięki naszym wysiłkom. Najlepszą rzeczą, jaką możemy dla nich zrobić, jest służenie im przez modlitwę o nich, świadczenie im i dobre, chrześcijańskie życie, jakie prowadzimy, i które oni widzą.


>Nie jestem związany z żadnym Kościołem ani związkiem wyznaniowym, jestem w ogóle nie praktykujący, a Kościoła w Polsce po prostu nie trawie.
Dla mnie ta deklaracja ma dalece wtórne znaczenie, gdyż najpierw dokonuję dualistycznego podziału na wierzących i niewierzących, a dopiero później zastanawiam nad przedmiotem wiary wierzącego

>Zgadzam się, ze muszę jeszcze dużo poczytać, żebym mógł prowadzić z Panem jakakolwiek dyskusje na ten temat.
Znowu nie największe ma znaczenie ma nasz poziom wiedzy (choć jakiś minimalny dorosły człowiek winien posiadać) co stały jej postęp. Uczenie się się przez całe życie i samodzielne myślenie.

>Moje ostatnie wypowiedzi na tym forum, były swego rodzaju "prowokacja" , chciałem usłyszeć punkt widzenia ludzi o poglądach ateistycznych. Sam jestem jak napisałem w jednym z postów: homo viator - człowiek w drodze, czyli poszukujący.
Gdy nie znam ludzi, to nie mogę się do nich odnosić. Pan tu przedstawia pod krytyczny osąd czytelników swoje teksty i tylko do nich się odnoszę. Nie bardzo rozumiem co to znaczy ludzie o "poglądach ateistycznych"? Ateizm jest przekonaniem, że Boga nie ma (świat nadprzyrodzony nie istnieje) i może być zupełnie różnie intelektualnie umotywowanym. Na przykład przez wiarę. Większość ludzi na naszym forum, to racjonaliści, którzy do ateizmu doszli drogą intelektualną i ich ateizm jest wtórnym do racjonalizmu światopoglądowego. Ja jak napisałem jestem naturalistą ontologicznym i Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.

>Ale o jednym jestem przekonany, ze nie ma w tych kwestiach żadnej pewności. Ktoś mówi, ze jest Bóg, ktoś drugi ze go nie ma.
Tak, jest tylko u ludzi wierzących różnym "ktosiom". Opierając swoje poglądy na dorobku nauk dopuszczam istnienie świata nadprzyrodzonego na promil promila, a aby uświadomić Panu skalę tego prawdopodobieństwa, to jest mniejsze od tego, że z kupy złomu samoistnie złoży się odrzutowiec. Może Pan - jak pan Brzostowski - wierzyć, że jest to możliwe. W tym zakresie wiarę dopuszczam i "wierzę", iż jest to niemożliwe.

>Jest to prawdziwy dramat ludzkiej egzystencji na tej ziemi.
Znam znacznie poważniejsze dramaty.

>Jedyna pewnością, o której możemy być przekonani w tym życiu, jest nasza własna śmierć, która z każdym dniem jest coraz bliżej.
Jedyny sens jaki tej śmierci można nadać mieści się w procesie ewolucyjnym. We wszystkich innych koncepcjach są to przerażające baśnie wymyślone przez ludzi o niewielkiej wiedzy naukowej, a dziś wtłaczanie w procesach indoktrynacji religijnej dzieciom. To smutne, że z tej indoktrynacji wiele osób nie potrafi się nigdy wyzwolić.

Pozdrawiam.

@@@
.
01-09-2012 15:31 
 Ocena 1 na 1
fotyn (50 punktów)
Dziekuje za odpowiedz, ktora bedzie powodem do moich dalszych rozmyslan. Ciekawe spostrzezenia o ewangelizacji.

Pozdrawiam
01-09-2012 14:01 
 Ocena 5 na 7
liliac (147340 punktów)
>Moje ostatnie wypowiedzi na tym forum, byly swego rodzaju "prowokacja"

Czyli klasyczny troll...

01-09-2012 17:24Nie na temat 
 Ocena-1 na 1
fotyn (50 punktów)
>>Moje ostatnie wypowiedzi na tym forum, byly swego rodzaju "prowokacja"
>Czyli klasyczny troll...

Szanowny Panie, pojecie trollowania jest tak obszerne, ze na dobra sprawe co drugiej osobie na tym forum mozna byloby go przypisac, Panu rowniez.

pl.wikipedia.org/wiki/Trollowanie
01-09-2012 17:29 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>>Czyli klasyczny troll...
>Szanowny Panie

Drogi leniu, na tym forum mamy zwyczaj sprawdzania, z kim prowadzimy konwersację. Dzięki temu możemy uniknąć stosowania niepoprawnych form stylistycznych, gramatycznych, etc.

>pojecie trollowania jest tak obszerne, ze na dobra sprawe co drugiej osobie na tym forum mozna byloby go przypisac, Panu rowniez.

Pozwolę sobie nie uznać twojej opinii w tej kwestii za szczególnie istotną
fotyn (50 punktów)
Chyba czas ruszyc w droge...
30-08-2012 15:55 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Trochę mnie dziwi, że w swym długim i - sądząc po wybranych wpisach i punktacji - bogatym doświadczeniu na forum nie spotkałeś się jeszcze z postami Pana Andrzeja poświęconymi definicjom materii - w tym również w szczególności jej definicji filozoficznej. Pan Andrzej ma słuszny zwyczaj przypominania co jakiś czas tych definicji, najczęściej wówczas właśnie, gdy w tego rodzaju dyskusjach termin ten zaczyna się pojawiać coraz częściej, a jego rozumienie zdaje się wówczas stanowić kryterium oddzielające wierzących od tych, co Boga w sercu nie mają.
Nie mogę nic tu dodać.
Bogusławski.

Pozdrawiam.

@@@
.
28-08-2012 20:52 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>.. "Istnieje tylko materia" (..). Czy taka postawa nie może być nazwana "materialistyczną wiarą" lub "materialistyczną religią"?...
Obserwacja przyrody może dostarczać przeżyć podobnych do mistycznych. Zachwyt nad pięknem kryształów, złożoną budową organizmów, wspaniałymi ludźmi lub mechaniką nieba nie wydaje się czymś niezwykłym.

Należy jednak zauważyć, że nie mówimy wtedy o 'materii samej', rozumianej jak tworzywo(?), lecz o jej strukturze - sposobie ułożenia. Nikt nie będzie się upierać, jakoby istniał tylko 'bezkształtny surowiec'*, skoro sam jest uporządkowanym układem, a i instrumenty do badania świata wymagają pewnej złożoności.
Materializm polega bodaj na doświadczaniu relacji pomiędzy skupiskami materii i na badaniu zmian struktury jednych w oddziaływaniu z drugimi (przy założeniu braku ingerencji pozaludzkich podmiotów).

W takim ujęciu nie może być mowy o materialistycznej "wierze", bo kandydatka na taką zajmuje się rzeczami mierzalnymi i sprawdzalnymi. Podejście racjonalne nie zajmuje się przeżyciami (chyba że skodyfikowanymi przez psychologię) lecz tym, co obserwowalne. Różnicę widać np. w porównaniu badań trój-symetrii CPT do kontemplacji "Trójcy Świętej".

[(*) Moim zdaniem można całkiem zrezygnować z naiwnego rozumienia materii, jako ostatecznego podłoża, opoki czy oparcia (materia jest w zasadzie prawie zupełnie 'dziurawa')) - wystarczą relacje między strukturami.]
24-08-2012 19:52 
 Ocena 11 na 11
maruda (5550 punktów)
>>Jak dla mnie, to właśnie z nauki płynie wniosek, że Boga nigdzie w przyrodzie nie spotkano, a zatem jest on tylko ludzką ideą.
>Ależ spotkano! Tylko te spotkania nie poddają się badaniu metodami nauk przyrodniczych.

Ależ nie spotkano, Jehowa we wszystkich swoich 3 postaciach jest nierozpoznawalny dla zmysłów ludzkich. Tak więc nie można go odróżnić ani od krzesła, ani od majaków, ani nawet od hologramu ufoków wyświetlonego tylko dla krotochwili. Skoro jest nierozpoznawalny i nie można go odróżnić to nie można go badać żadnymi metodami, nawet teologicznymi, bo przecież badacze też badają za pomocą własnych zmysłów.

To kwestia pewnej konsekwencji podjętych założeń.
27-08-2012 10:44 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Ależ spotkano! Tylko te spotkania nie poddają się badaniu metodami nauk przyrodniczych.
>Ależ nie spotkano, Jehowa we wszystkich swoich 3 postaciach jest nierozpoznawalny dla zmysłów ludzkich.


Sugerujesz, że o Jezusie Chrystusie nie słyszałeś?...
27-08-2012 12:55 
 Ocena 9 na 9
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A Ty, Marku, słyszałeś o Sziwie? Albo o Ahuramazdzie? Albo o Tarze? Tylko kraj w którym się urodziłeś sprawia, iż wierzysz w chrześcijaństwo a nie w inną religię. Podstawy Twojego wyboru są całkowicie bezwolne i w pełni materialne. Nie ma w tym żadnej transcendencji (inaczej ktoś kto nigdy w życiu nie czytał Bhagawatgity nagle odkrywałby, że Sziwa jest bogiem, albo ktoś kto nigdy nie czytał Biblii nagle zaczynałby się modlić "Ojcze nasz" w Bombaju). Religie są w pełni wymyślone przez materialnych ludzi. Służą uzyskaniu profitów, które nie istnieją - bycie lepszym od innych "bo tak", potęga, życie po życiu...

Moim zdaniem człowiek, który wierzy w chrześcijańskie bajki kosztem rzeczywistości, bo chce więcej życia niż "daje" mu go natura jest skrajnym materialistą w potocznym tego słowa znaczeniu. Czyli woli być samozakłamany, aby coś zyskać.
27-08-2012 16:53 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Jacku, nie zgadzam się z Tobą, ale to inny temat. Zwróć uwagę, że maruda błędnie napisał, że "Jehowa we wszystkich swoich 3 postaciach jest nierozpoznawalny dla zmysłów ludzkich", więc wymagało to sprostowania. Ponieważ Objawienie miało miejsce w historii, więc może być w niektórych aspektach badane także przez historię.
28-08-2012 00:39 
 Ocena 10 na 10
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie, to nie jest inny temat. Hinduiści są przekonani, że oni mają rację, a nie wy, chrześcijanie. Jednocześnie nikt nie wierzy w Jezusa, czy w Sziwę bez starannego wyprania mózgu przez rodziców, nauczycieli i sąsiadów.

Nie wierząc w Sziwę jesteś ateistą wobec Sziwy. Każdy hinduista Ci powie "skąd to wiesz?". A jednocześnie pompujesz tu swojego Jezusa. Bo co? Bo jako Polak jesteś nadczłowiekiem wobec Hindusa? Bo Polacy to naród boży, a Hindusi zwierzęta? No chyba tak wynika z Twojego przekonania, że chrześcijaństwo to prawda, bo nic innego nie tłumaczy, dlaczego "miłosierny bóg" miałby sprawiać, że hinduskie dziecko ma gorzej (nic o nim nie wie) niż polskie.

I oczywiście, możesz mówić o misjonarzach. Ale ty nie miałeś dylematu, aby dać w pysk swoim rodzicom i powiedzieć, że wierzysz w coś innego, niż oni... A ów "miłosierny bóg" nakazał ponoć szanować rodziców.

Oczywiście, w wielu miejscach Biblii znajdziesz nawoływanie "miłosiernego boga" do mordowania niewiernych.

To przykre, że dla przyjemności narkotyku wiary kultywujesz takie absurdy.

Ludzie, którzy zmyślili Sziwę i Jahwe byli częstokroć dość niegodziwymi osobnikami. Widać to w wymyślonych przez nich tworach.
28-08-2012 14:16 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> Jednocześnie nikt nie wierzy w Jezusa, czy w Sziwę bez starannego wyprania mózgu przez rodziców, nauczycieli i sąsiadów.


Jacku, rzuć okiem na pierwszy tekst tego wątku...
28-08-2012 14:46 
 Ocena 1 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Moim zdaniem judaizm nieźle przygotował grunt pod katolicyzm
Widać nie była przekonana do ateizmu. Może to była tylko taka poza? Młodzież w wieku 14 lat bywa przekorna. W dodatku to był rok 1905, rok rewolucji Była wrażliwa, więc się jej udzielił zapał rewolucyjny, w końcu z Warszawy do Wrocławia nie tak daleko. A potem wskutek fascynacji mistrzem (Schelerem) zrzuciła "więzy racjonalistycznych przesądów" .
Widocznie była zbyt wrażliwa i dała się zmanipulować
28-08-2012 15:11 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Moim zdaniem judaizm nieźle przygotował grunt pod katolicyzm
>Widać nie była przekonana do ateizmu. Może to była tylko taka poza? Młodzież w wieku 14 lat bywa przekorna. W dodatku to był rok 1905, rok rewolucji Była wrażliwa, więc się jej udzielił zapał rewolucyjny, w końcu z Warszawy do Wrocławia nie tak daleko. A potem wskutek fascynacji mistrzem (Schelerem) zrzuciła "więzy racjonalistycznych przesądów" .
>Widocznie była zbyt wrażliwa i dała się zmanipulować

To hipoteza nr 1. Mało prawdopodobna, bo z jej życiorysu wynika, że nie była podatna na manipulacje, a za swojego mistrza uważała (i to do końca życia) Husserla, a nie Schelera.

Hipoteza nr 2: Przyczyną jej ewolucji światopoglądowej były: niezależność i rzetelność intelektualna, brak uprzedzeń oraz dążenie do prawdy.
28-08-2012 17:22 
 Ocena 9 na 13
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nieprawda, bowiem przyjęła pod wpływem zewnętrznym wygodną religię większości, jak wiele Żydów przed nią. Niektórzy dla ocalenia życia. Nie zadała sobie trudu aby przestudiować dogłębnie wszystkie inne religie i dowiedzieć się, która niematerialność jest "prawdziwie" niematerialna, a która nieprawdziwie.

Natomiast pytanie było zwrócone do Ciebie. Masz okaleczające Cię przekonanie, pełne pychy, że znasz już prawdę. Za tą Twoją prawdą stoi deal. Chcesz być nieśmiertelny. Uważasz, że skoro tak dużo ludzi wokół Ciebie kultywuje daną iluzję, to z pewnością jest to prawdą. To samo złudzenie mieli słuchacze mów Hitlera, czy składający Jowiszowi ofiarę z byka Rzymianie. Wszyscy wokół wierzyli w to samo. Takie wspólnie ćpanie... A że stała za tym oczekiwana urojona nagroda, trudno się było oprzeć... No i Ty się nie opierasz. Znasz już swoją wygodną, schlebiającą Ci i wysoce opłacalną "prawdę". Źle by było, gdyby ta "prawda" okazała się nieprawdziwa (a z całą pewnością jest nieprawdziwa), więc, podobnie jak Twoi współwyznawcy, za wszelką cenę pielęgnujesz złudzenie. Wyznawcy innych religii i ideologii czynili i czynią podobnie.

Twoja pewność jest czymś smutnym - to prawdziwe, mentalne kalectwo.
29-08-2012 12:43 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> przyjęła pod wpływem zewnętrznym wygodną religię większości, jak wiele Żydów przed nią. Niektórzy dla ocalenia życia.

Argumenty kompletnie chybione:
1) W jej otoczeniu katolicyzm nie był "religią większości".
2) Edyta Stein przyjęła chrzest w roku 1922, czyli z pewnością nie "dla ocalenia życia".
3) Przyjęcie katolicyzmu nie było dla niej związane z żadną "wygodą".
Itd...
Próbujesz na siłę znaleźć wytłumaczenie dla faktów, których wymowa Ci nie odpowiada. I dlatego podajesz wytłumaczenia jawnie fałszywe.

> Nie zadała sobie trudu aby przestudiować dogłębnie wszystkie inne religie i dowiedzieć się, która niematerialność jest "prawdziwie" niematerialna, a która nieprawdziwie.

Naprawdę łudzisz się, że decyzja Edyty Stein była pochopna i powierzchowna?... Decyzje światopoglądowe wszystkich innych ludzi (w tym Twoja) są z pewnością bardziej pochopne i powierzchowne.

> Masz okaleczające Cię przekonanie, pełne pychy, że znasz już prawdę. Za tą Twoją prawdą stoi deal. Chcesz być nieśmiertelny. Uważasz, że skoro tak dużo ludzi wokół Ciebie kultywuje daną iluzję, to z pewnością jest to prawdą. To samo złudzenie mieli słuchacze mów Hitlera, czy składający Jowiszowi ofiarę z byka Rzymianie. Wszyscy wokół wierzyli w to samo. Takie wspólnie ćpanie... A że stała za tym oczekiwana urojona nagroda, trudno się było oprzeć... No i Ty się nie opierasz. Znasz już swoją wygodną, schlebiającą Ci i wysoce opłacalną "prawdę". Źle by było, gdyby ta "prawda" okazała się nieprawdziwa (a z całą pewnością jest nieprawdziwa), więc, podobnie jak Twoi współwyznawcy, za wszelką cenę pielęgnujesz złudzenie. Wyznawcy innych religii i ideologii czynili i czynią podobnie.
>Twoja pewność jest czymś smutnym - to prawdziwe, mentalne kalectwo.

Z łatwością przychodzi Ci ocenianie innych ludzi i ich motywacji... Czy masz pewność, że Twoja ocena jest trafna? A może jednak jest nieprawdziwa, niesprawiedliwa, krzywdząca?... Jak sądzisz - czy jest możliwe, że Ty się mylisz, a rację mają Ci, których tak ostro i negatywnie oceniasz?... Ile wynosi prawdopodobieństwo takiego zdarzenia?...
29-08-2012 13:04 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>Z łatwością przychodzi Ci ocenianie innych ludzi i ich motywacji... Czy masz pewność, że Twoja ocena jest trafna? A może jednak jest nieprawdziwa, niesprawiedliwa, krzywdząca?... Jak sądzisz - czy jest możliwe, że Ty się mylisz, a rację mają Ci, których tak ostro i negatywnie oceniasz?... Ile wynosi prawdopodobieństwo takiego zdarzenia?...
Przez pewien czas wydawało mi się, że Ty chcesz dyskutować. Dyskusja wymaga jednak przemyślenia argumentów drugiej strony.

Popatrz tylko:
>Jak sądzisz - czy jest możliwe, że Ty się mylisz, a rację mają Ci, których tak ostro i negatywnie oceniasz?... Ile wynosi prawdopodobieństwo takiego zdarzenia?...

Ile razy i na jakie sposoby trzeba Ci powtarzać to:
Na świecie istnieje około 10 tys. religii i wyznań
?
Jakie jest zatem prawdopodobieństwo, że Ty się nie mylisz?
1 do 10 000?

A tych, którzy z chrześcijaństwa konwertowali na judaizm to już nie bierzesz pod uwagę? Oni się nie liczą? Tylko ta Twoja Stein się liczy?

Przeczytałeś już to co napisałem o Marylin Monroe i dlaczego ona jest dla mnie bardziej wiarygodna od Edyty Stein:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w516273
?

I tak jak nie przepadam za Dawkinsem jako religioznawcą, to poniższa jego odpowiedź idelanie pasuje do Twojego pytania:
www.youtube.com/watch?v=6mmskXXetcg


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
30-08-2012 10:59 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Na świecie istnieje około 10 tys. religii i wyznań
>?
>Jakie jest zatem prawdopodobieństwo, że Ty się nie mylisz?
>1 do 10 000?

Można powiedzieć więcej: na świecie istnieje kilkanaście tysięcy różnych światopoglądów.

Jakie jest zatem prawdopodobieństwo, że Ty się nie mylisz?...
30-08-2012 11:44 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
>> Na świecie istnieje około 10 tys. religii i wyznań
>>?
>>Jakie jest zatem prawdopodobieństwo, że Ty się nie mylisz?
>>1 do 10 000?
>Można powiedzieć więcej: na świecie istnieje kilkanaście tysięcy różnych światopoglądów.
>Jakie jest zatem prawdopodobieństwo, że Ty się nie mylisz?...

Mogę się mylić we wszystkim, a nawet sądzę, że jest bardzo prawdopodobne, a nawet pewne, że w wielu sprawach się mylę.

Wątpię we wszystko.

Sądzę jednak, że raczej na pewno istnieję (bo kto by to inaczej pomyślał), no i zakładam, że te wszystkie zapachy, kształty, dźwięki odbierane tym, co nazywam zmysłami pochodzą z zewnętrznego wobec mnie świata, który - sądząc z doświadczenia - podlega pewnym regułom sprawdzającym się w praktyce.

Natomiast najbardziej sceptyczny jestem wobec wszelkich ludzkich idei - a im są one bardziej oderwane od doświadczenia - tym bardziej jestem wobec nich sceptyczny. Interesuje mnie jednocześnie skąd te idee się biorą.

Sądzę, że u Ciebie jest trochę na odwrót - poddajesz się ideom, uznajesz je za Prawdę i masz już spokój.

Tak więc różnica między nami polega na tym, że ja wiem, że mogę się mylić.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
30-08-2012 16:56 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Można powiedzieć więcej: na świecie istnieje kilkanaście tysięcy różnych światopoglądów.
Tak - dla rozmydlenia sprawy istnieje ich tysiące, ale ja dokonuję zasadniczego podziału tylko na dwa - fideistyczny i afideistyczny. Zgodnie z tym co red. Izdebski napisał:

Spójna niespójność

"Zespół ogólnych przekonań dotyczących natury świata wraz z wynikającymi z nich ideałami - to, w wielkim skrócie, nasz światopogląd. Dochodzimy do niego przez całe życie i dopóki żyjemy nie można uznać go zamkniętym. Choć każdy z nich, jest swoistym i niepowtarzalnym, to ludzie, żyjący w tym samym czasie, podobnych warunkach i poddani podobnym procesom socjalizacji, mają zbliżone poglądy na świat. Czy według jakiś kryteriów można je pogrupować? W dyskusjach mówi się o światopoglądach: naukowym, religijnym, materialistycznym, idealistycznym, pragmatycznym, sceptycznym, teistycznym, deistycznym i kilkudziesięciu innych.

Weźmy pod uwagę dwa pierwsze. Czy są one antagonistyczne? Czy nie mogą być połączone w jednej psychice? Zdecydowanie mogą, skoro wielu uczonych było ludźmi głęboko religijnymi i wcale im to nie przeszkadzało wypracowaniu ogromnego naukowego dorobku.

Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania.

Nie można idealizować nauki, która nigdy nie była ani czysta ani jednolita. Tworzona jest przez ludzi i dlatego obarczona jest wszelkimi ludzkimi ułomnościami: sporami ideowymi i sporami różnych klik, rywalizacją i wzajemną niechęcią, a także przesądami i tyranią dominujących poglądów.

Ponadto zrozumienie wyżyn obecnej nauki np. fizyki kwantowej wymaga ogromnej wiedzy specjalistycznej i nie posiadający takowej - a przecież, jest nas zdecydowana większość - muszą przyjąć jej twierdzenia "na wiarę". Próby logicznego zrozumienia rzeczywistości mogą jeszcze się powieść, gdy mówimy o trzech wymiarach i czasie, ale jak zrozumieć układ np. dwunastu wymiarów? (Burkhard Heim)

Toteż nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą. W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko i że zasadnicza różnica występuje dopiero przy próbie dychotomicznego podziału na: występujący - nader rzadko w czystej postaci - światopogląd krytyczny, domagający się "dowodów na wszystko" i fideistyczny - opierający porządek świata na wierze.

Przy światopoglądzie krytycznym - sama empiria nie wystarcza i do akceptacji jakiegoś poglądu, warunkiem koniecznym, jest jeszcze jego racjonalna zgodność. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi. Trzeba pamiętać, że oprócz religii istniały i istnieją parareligie. Kult bogów żywych bywał nie mniejszy od kultu bogów transcendentnych. W ich imieniu dokonywano zarówno wielkich czynów jak i pospolitych i ludobójczych zbrodni."


>Jakie jest zatem prawdopodobieństwo, że Ty się nie mylisz?...
Jesteśmy tylko ludźmi i możemy się mylić, ale "Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę."

Miłego dnia.

@@@
.
29-08-2012 10:37 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Przyczyną jej ewolucji światopoglądowej były: niezależność i rzetelność intelektualna, brak uprzedzeń oraz dążenie do prawdy.
Przyjrzyjmy się temu dokładniej:

>niezależność
Od kogo/ czego?

>rzetelność intelektualna
Według jakiej miary mierzona?
Czy przeżycie "wczucia" może być zweryfikowane obiektywnie?

I dlaczego odmówić prawidłowego wczucia tym, którzy - odwrotnie, niż ona - dokonali konwersji z chrześcijaństwa na judaizm?

Ponieważ judaizm dopuszcza reinkarnację, niektórzy rabini uważają, że osoby bez pewności co do posiadania żydowskich przodków, które jednak odczuwają nieracjonalną więź z judaizmem, mogą mieć żydowską duszę, czyli mogły być w poprzednich wcieleniach Żydami. Stąd brać się u takich osób może chęć przejścia na judaizm. Takie dusze miałyby się najczęściej reinkarnować u dalekich potomków osób, które porzuciły judaizm, lub u sąsiadów rodzin żydowskich. Według kabalistów osoby te wcale nie stają się Żydami, lecz po prostu powracają do narodu żydowskiego.

Konwersję na judaizm przeszło wiele znanych osób, szczególnie w USA, m.in. Marilyn Monroe

Moje wczucie mówi mi na przykład, że to Marilyn Monroe miała więcej racji od Stein.
Powiesz może, że to zupełnie inna waga intelektualna?
A czyż wobec Boga nie są wszyscy równi?
Czy może wczucie w Boga brunetek intelektualistek ma być lepsze od wyczucia Boga seksownych blondynek?

>brak uprzedzeń
Sądzę, że warunkiem braku uprzedzeń jest sceptycyzm, a tego warunku Stein nie spełnia.

>dążenie do prawdy
Czyjej prawdy?
Istnieją miliardy ludzi wierzących w przeróżne religie i mnóstwo z nich z różnych przyczyn (także za głosem wewnętrznego wczucia) konwertuje z jednych religii na drugie i vice versa.
Także same religie ewoluują i to na gruncie innych, wcześniejszych religii, a już rozwinięte integrują treści z innych religii - a to dlatego, że to ludzie przekazują sobie te idee, które podlegają permanentnemu wymieszaniu i rozwojowi (choć najczęściej jest to dostrzegalne dopiero z dłuższej perspektywy czasu).

I Ty przychodzisz i zdajesz się twierdzić, że to akurat świadectwo Edyty Stein świadczy o prawdzie.

Choć w zasadzie nie wiem już, czy Twoja argumentacja jest taka, że:

a) Przejście na katolicyzm przez Stein świadczy o prawdziwości jej filozofii

czy też taka, że

b) Fakt, że Stein jest uznanym filozofem (w każdym razie piszą o niej w encyklopediach), świadczy o prawdziwości katolicyzmu (skoro na niego przeszła).

Jeśli chodzi Ci o argumentację a), to nic ona nowego nie wnosi, bo kryterium jest tu jak zawsze słuszna nauka kościoła katolickiego i wowczas żadnej Stein nie potrzeba, do potwierdzenia tej słuszności.

Jeśli natomiast chodzi o argumentację b), to wówczas kryterium prawdy ustanawia sama Stein, a prawdziwość nauki kościoła jest utrzymana tylko dlatego, że Stein konwertowała.
W tym przypadku ja wolę świadectwo Marylin Monroe. Jest dla mnie w kwestiach wiary bardziej przekonująca od Stein. Uważam bowiem, że wiekszą wagę ma wiara prosta, nieprzeintelektualizowana i bliska życia, niż wiara filozofów, a właśnie o ten pierwszy rodzaj wiary bardziej posądzam Monroe, niż Stein.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
30-08-2012 10:47 
 Ocena 1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Przyczyną jej ewolucji światopoglądowej były: niezależność i rzetelność intelektualna, brak uprzedzeń oraz dążenie do prawdy.

>>niezależność
>Od kogo/ czego?

Niezależność intelektualna. Badanie wszystkiego przy pomocy własnego rozumu. Zamiast bezrefleksyjnego przyjmowania poglądów z otoczenia, przepuszczanie ich przez filtr własnego rozumu. Niepodatność na manipulacje. Brak uprzedzeń intelektualnych. Porównywanie różnych poglądów, koncepcji, idei z zastosowaniem własnych kryteriów.

>>rzetelność intelektualna
>Według jakiej miary mierzona?

Według kryterium prawdziwości. Tzn. przyjmowanie i głoszenie poglądów tylko wtedy, gdy uważa się je za prawdziwe (a nie np.: użyteczne, wygodne, modne, oryginalne, przynoszące korzyść itd.).
30-08-2012 11:23 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Niezależność intelektualna. Badanie wszystkiego przy pomocy własnego rozumu. Zamiast bezrefleksyjnego przyjmowania poglądów z otoczenia, przepuszczanie ich przez filtr własnego rozumu. Niepodatność na manipulacje. Brak uprzedzeń intelektualnych. Porównywanie różnych poglądów, koncepcji, idei z zastosowaniem własnych kryteriów.
>>>rzetelność intelektualna
>>Według jakiej miary mierzona?
>Według kryterium prawdziwości. Tzn. przyjmowanie i głoszenie poglądów tylko wtedy, gdy uważa się je za prawdziwe (a nie np.: użyteczne, wygodne, modne, oryginalne, przynoszące korzyść itd.).

Brzmi interesująco.
Tylko, że zauważ, że masz tu pełny subiektywizm:
kryteria mają być własne,
a poglądy przyjęte tylko wtedy, gdy uważa się je za prawdziwe

I dlatego właśnie najważniejszy ze wszystkich jest SCEPTYCYZM

Czyli: jeśli czegoś nie wiemy na pewno (i więcej nawet - jeśli brak jakichkolwiek dowodów, że to coś więcej niż tylko ludzkie wyobrażenia), to trudno to przyjmować za prawdziwe jedynie w oparciu o wiarę.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>zdajesz się twierdzić, że to akurat świadectwo Edyty Stein świadczy o prawdzie.
>Choć w zasadzie nie wiem już, czy Twoja argumentacja jest taka, że:
>a) Przejście na katolicyzm przez Stein świadczy o prawdziwości jej filozofii
>czy też taka, że
>b) Fakt, że Stein jest uznanym filozofem (w każdym razie piszą o niej w encyklopediach), świadczy o prawdziwości katolicyzmu (skoro na niego przeszła).

Trochę inaczej. Edyta Stein jest fascynującą postacią. Jej droga życiowa jest zadziwiająca. Jej teksty są niezwykle interesujące. Jej życie jest jak dzieło sztuki. Czy nie warto takich postaci przypominać? Czy nie warto rozmawiać o ich życiu i dziełach, szukając odpowiedzi na różne pytania, które nas nurtują?...
30-08-2012 15:19 
 Ocena 9 na 9
maceox (6766 punktów)
>Edyta Stein jest fascynującą postacią. Jej droga życiowa jest zadziwiająca. Jej teksty są niezwykle interesujące. Jej życie jest jak dzieło sztuki. Czy nie warto takich postaci przypominać? Czy nie warto rozmawiać o ich życiu i dziełach, szukając odpowiedzi na różne pytania, które nas nurtują?...
Uważam, że warto i jeśli tylko taki był cel Twojego wątku, to nie mam nic przeciwko.

... dopóki znów nie odniosę wrażenia, że próbujesz przemycić myśl, jakoby Stein do Jedynej i Absolutnej Prawdy doszła. Widzisz - takie właśnie uprzedzenie mi się w rozmowie z Tobą przyplątało. Czy jest to tylko uprzedzenie? Chcesz mi pomóc, żebym się go pozbył?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
01-09-2012 19:34 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Życie Edyty Stein to pewien zbiór faktów, który ma swoją wymowę. Ten zbiór faktów możemy próbować interpretować - interpretacje osób o różnych światopoglądach będą na ogół się różnić. Jeżeli pytasz o niewyartykułowane jeszcze w czasie tej dyskusji interpretacje, które mógłbym uznać za własne, to wyróżniłbym następującą: droga życiowa Edyty Stein - osoby o nadzwyczajnym intelekcie - sugeruje, że wiara jest wyborem racjonalnym, a nawet więcej: że najbardziej racjonalnym wyborem jest właśnie wiara. Czy to jest dla Ciebie satysfakcjonująca odpowiedź na Twoje pytanie?
01-09-2012 19:46 
 Ocena 7 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dobrze, a co z życiorysami Hinduistów? Na przykład Chandrasekhara? Dlaczego nie wierzysz w Ramę, tak jak Chandrasekhar?
03-09-2012 11:10 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Chandrasekhara znam jedynie z wykładu astrofizyki - nie wiem, jakim był człowiekiem. Czy jego życie było równie piękne jak życie Edyty Stein? Jeśli tak, to napisz o nim coś więcej.
01-09-2012 20:05 
 Ocena 12 na 12
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Wolne żarty. Powrót do wiary w jedną noc po przeczytaniu wypocin Teresy, ewidentnie podlegał emocjom, a nie racjonalnej analizie. Pod wpływem jednej książki, w trybie natychmiastowym, w stanie uwiedzenia i mistycznego olśnienia, to rozum nawet nie zdąży się rozjarzyć. Stein, pomimo tego czym się zajmowała, była ewidentnie podatna na tego typu treści, z jakimi się zetknęła i własnym uczuciom, emocjom, popędom nie potrafiła odmówić.

Za wiki:"Po śmierci swojego dobrego znajomego Adolfa Reinacha - w trakcie I wojny światowej - miała wpaść w apatię i rozdarcie duchowe. Podbudowana postawą wdowy po Reinachu, ewangeliczki, zaczęła przeżywać nawrócenie" - niedługo później Teresa: "Sięgnęłam na chybił trafił i wyjęłam książkę sporej objętości. Nosiła tytuł: Życie św. Teresy z Avili spisane przez nią samą. Zaczęłam czytać, zachwyciłam się natychmiast i nie przerwałam lektury aż do jej ukończenia. Gdy zamknęłam książkę, powiedziałam sobie: To jest prawda".
Emocje, emocje, emocje. Kobieta ewidentnie w szponach własnych emocji i wdrukowanych w dzieciństwie treści religijnych, które tutaj powróciły w katolickiej formie, dzięki Schelerowi.
03-09-2012 11:56 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Piszesz o jednym tylko punkcie długiego procesu zmiany światopoglądowej - stosując analogię z fizyki statystycznej, można by go nazwać "światopoglądowym przejściem fazowym". W przypadku Edyty Stein cały ten proces był długi i dominowały w nim czynniki intelektualne, racjonalne - jest to fakt dobrze udokumentowany przez jej rozmaite teksty.
03-09-2012 16:16 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
> W przypadku Edyty Stein cały ten proces był długi i dominowały w nim czynniki intelektualne, racjonalne - jest to fakt dobrze udokumentowany przez jej rozmaite teksty.

Ukaż te teksty i jej racjonalne argumenty i czynniki, bo ich nie widzę. Przykro mi, ale jej teksty wobec tego co się o jej konwersji pisze, nie mogą budzić najmniejszego zaufania. Gdzie nie wlezę, tam ciągle mniej więcej ta sama historia.
www.commun(*)&view=article&id=202&Itemid=85

Cytat:
1.1.2. Konwersja na wiarę katolicką na tle relacji z małżeństwem

Reinach

Okoliczności konwersji na katolicyzm wskazują, że Bóg wziął pod uwagę cechy osobowości Edyty, m. in. "umiłowanie rozumu, umiejętność logicznego myślenia, zdecydowanie, skłonność szukania prawdy absolutnej oraz pewien radykalizm". W swym otoczeniu Edith spotkała osoby, które autentycznie żyły Bogiem, w tym szczególnie małżeństwo Adolfa i Anny Reinachów, gorliwych protestantów. Życie Adolfa i jego żony Anny a szczególnie ich żywe świadectwo, stało się pierwszym rozdziałem Biblii, którą przyszło Edycie Stein czytać. Adolf Reinach był naukowcem, prawą ręką filozofa E. Husserla. Już pierwsze spotkanie z nim wywarło na Edycie niezatarte wrażenie, które przerodziło się w platoniczne uczucie. Był to Żyd, który przyjął chrześcijaństwo, wstępując do kościoła ewangelickiego. Pierwsza rozmowa z Adolfem była dla Edyty wielkim szczęściem i przepełniła ją głęboką wdzięcznością. "Wydawało mi się, że nigdy dotąd nie zetknęłam się z człowiekiem tak wielkiej dobroci. Tu spotkałam się zupełnie z czymś innym. Był to jakby wgląd w zupełnie nowy świat". Trudno się zatem dziwić, że przedwczesna śmierć Adolfa Reinacha głęboko naznaczyła Edytę.

Śmierć Adolfa wstrząsnęła życiem Edyty i wpłynęła na całkowitą zmianę jej światopoglądu. Poczuła ona pragnienie pójścia w głąb w spotkaniu z Bogiem. To właśnie postawa autentyzmu, szczerości, oddania oraz ufności wdowy po mężu, zostawiła niezatarty ślad w życiu Edith Stein. Chrześcijańska postawa Anny, "nadzwyczajna w swej zwyczajności", która zachowując pogodę ducha wierzy, że spotka męża po śmierci, okazała się dla niej "zetknięciem z Krzyżem". Dodaje również: "Zobaczyłam po raz pierwszy chrześcijaństwo triumfujące nad ościeniem śmierci". Edyta prosi wtedy o przymnożenie wiary i zostaje wysłuchana. "Dzięki wierze doświadczyła jedynej wierności, która nigdy nie zawodzi: wierności samego Boga, Przyjaciela i Oblubieńca". Edyta Stein miała wielki szacunek i miłość dla bliźnich, dlatego można sądzić, że żywiła go także wobec siebie. Zależało jej na wzroście i rozwoju duchowym. Nieustannie "odczuwała tęsknotę za czymś, co przynosiło pokój serca".
Nie ulega wątpliwości, że Edyta Stein, pomimo wszystko miała świadomość swego wybrania. Polega bowiem ono, na "doświadczeniu człowieczej słabości, na uchwyceniu się Boga mocniejszego od swojej słabości, na zejściu mocą Zmartwychwstałego tam, gdzie On zstąpił, do głębi ludzkiego serca". Wybrany może stawać się nowym człowiekiem, kochając miłością Chrystusową.


Cytat:
Już wtedy ujawnił się jej dar szczególnej empatii. Potrafiła współodczuwać zarówno dobre sytuacje jak i duchowe ubóstwo. Stąd jej silna reakcja na życie studenckie wraz z jego moralnymi wykrzywieniami i pijaństwem, jakie obserwowała w swoim studenckim otoczeniu. Swoje odczucia opisuje w specyficznych słowach: "Napełniło mnie to takim wstrętem, że całe tygodnie nie mogła się z tego otrząsnąć". Niewątpliwie jej niezwykła wrażliwość została ukształtowana przez pracę w zawodzie, jako wykładowczyni w Instytucie Pedagogicznym w Münster, nauczycielki we Wrocławiu oraz w szkole dominikanek w Spirze.


Cały czas emocjonalna nadwrażliwość, wszędzie i w każdym momencie uczucia, empatia, nadpobudliwość. Jeżeli nawet próbowała swój powrót w religię zracjonalizować (czego ja nie widzę, ale nie wykluczam) to jej wiarygodność jest żadna, bo jest adwokatem w swojej sprawie. A wszystko wygląda jednak tak, że uwiodły ją jej własne emocje i popędy, a później ewentualnie chciała/potrzebowała to uwiedzenie widzieć w ramach racjonalnych. Czego, podkreślam, ja nigdzie nie widzę. I nie uwidzę tego u Schelera, a tym bardziej u Wołtyły, poprzez którego prawdopodobnie dotarłeś do tych dwóch, zapomnianych przez filozofię osób.

A tak poza tym, do dość komicznie wygląda, jak kolejni fideiści wymyślają sobie jakąś historię i EUREKA! MAM! Pokażę teraz tym nieracjonalnym racjonalistom! A to wszystko strasznie słabe jest, na siłę, marnymi nićmi szyte i już naprawdę lepiej poczytać tych, co na świeczniku po waszej stronie. Tu sobie wejdź i coś wymyśl, ale i tak na wiele nie licz z naszej strony. Kliknij w POBIERZ PLIK. I już nie brnij w tą Edytę, bo to słabe jest.
03-09-2012 16:45 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> W przypadku Edyty Stein cały ten proces był długi i dominowały w nim czynniki intelektualne, racjonalne - jest to fakt dobrze udokumentowany przez jej rozmaite teksty.

>Ukaż te teksty i jej racjonalne argumenty i czynniki, bo ich nie widzę.

Już sporo o tym tu mówiliśmy; w zakresie filozofii osoby odsyłam choćby do tekstu, który linkował pan Andrzej Bogusławski: www.czasop(*)i/nr_4_5/czasfilo4_5_biela.pdf

>A tak poza tym, do dość komicznie wygląda, jak kolejni fideiści wymyślają sobie jakąś historię i EUREKA! MAM! Pokażę teraz tym nieracjonalnym racjonalistom! A to wszystko strasznie słabe jest, na siłę, marnymi nićmi szyte i już naprawdę lepiej poczytać tych, co na świeczniku po waszej stronie. Tu sobie wejdź i coś wymyśl, ale i tak na wiele nie licz z naszej strony.

Wyczuwam w Twoim wpisie więcej emocji niż racjonalności.
A poza tym, co rozumiesz przez "naszą stronę" i "waszą stronę"?...
03-09-2012 17:25 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A poza tym, co rozumiesz przez "naszą stronę" i "waszą stronę"?...
Oj, Panie Marku!
Ja też dotychczas uważam, że tylko gościmy Pana na naszej stronie, ale Bóg mi świadkiem, iż z radością powitam Pana po naszej stronie. Tyle tylko, że sama deklaracja nie tu wystarczy. A racjonalne podejście do rzeczywistości, to nie tylko racjonalizowanie własnych poglądów.

Miłego dnia.

@@@
.
03-09-2012 17:48 
 Ocena 8 na 8
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Już sporo o tym tu mówiliśmy; w zakresie filozofii osoby odsyłam choćby do tekstu, który linkował pan Andrzej Bogusławski: www.czasop(*)i/nr_4_5/czasfilo4_5_biela.pdf

Ale to znam, śledziłem wątek. Racjonalizm kończy się tutaj, kiedy "wczucie się" nazywane dzisiaj empatią (z grubsza chodzi o to samo) zostaje uwikłane i poplątane z religijnymi bzdurami. O empatii wolę poczytać sobie współczesnych. Że Edyta zboczyła tu w Bogi, to już raczej kwestia przypadku, czyli jej nadmiernej emocjonalności, uczuciowości i także nadmiernej podatności na fascynacje i wpływy bliskich osób. Ja wolę o empatii bez religijnego bajdurzenia i też pięknie i wzniośle może być, ale chodząc po Ziemi.
Nie "wczucie się" mnie jednak interesuje, ale sam moment nawrócenia, bo to że wróciła do kwestii religii jako tylko badaczka, to już doczytałem. Fiku miku w głowie na całego zrobiło się jednak nie wtedy, ale dopiero wówczas, kiedy wstrząsnęła nią śmierć przyjaciela (być może się w nim podkochiwała) i miała ostrą deprechę. A dobiła/uwiodła ją książka Teresy (w jedną noc !). Czyli nie badanie nad "wczuciem" (które i tak na racjonalne ani trochę nie wygląda) było tu decydujące. Tak podpowiada chronologia. Na pewno badania religii zbudowały jakiś fundament, ale sądzę, że bardziej to jednak były emocje związane z bliskimi jej osobami i stratą (co by ujawniało banał ucieczki "w opiekę i bezpieczeństwo" zaświatów jako motywację). Tak wskazują cytaty i wytłuszczenia.
"Wczuciem się" mnie więc nie przekonasz, ale może Ingarden coś więcej pisze o procesie jej osobistego nawrócenia? Bo cały czas słabo mi tutaj wygląda z tą racjonalna rozwagą i analizą. Właściwie nadal jej w ogóle nie widzę.

>Wyczuwam w Twoim wpisie więcej emocji niż racjonalności.
Pracuj nad "wczuciem", mocno pracuj, bo na razie jestem zimny jak pingwin w zamrażarce jedzący lody. Więc słabo. Generalnie odradzam wszelkich prób odczytywania emocji przez net, bo to najczęściej skutkuje projektowaniem własnych emocji na drugą stronę.
03-09-2012 19:46 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Generalnie odradzam wszelkich prób odczytywania emocji przez net, bo to najczęściej skutkuje projektowaniem własnych emocji na drugą stronę.<
Bingo!


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Wyczuwam w Twoim wpisie więcej emocji niż racjonalności.
>Pracuj nad "wczuciem", mocno pracuj, bo na razie jestem zimny jak pingwin w zamrażarce jedzący lody. Więc słabo. Generalnie odradzam wszelkich prób odczytywania emocji przez net, bo to najczęściej skutkuje projektowaniem własnych emocji na drugą stronę.

No cóż, ja próbuję odczytać Twoje emocje przez net, a Ty próbujesz odczytać emocje Edyty Stein na podstawie opisu jej wrażeń z lektury "Księgi życia" Teresy z Avila - kto ma większe szanse?...
04-09-2012 16:47 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ja. Mam zdecydowanie więcej danych o Edycie, niż Ty o mnie.
04-09-2012 16:58 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> Mam zdecydowanie więcej danych o Edycie, niż Ty o mnie.

OK!

Ale czy dostatecznie dużo, żeby tworzyć takie psychologiczne wytłumaczenia jej ewolucji światopoglądowej?...
04-09-2012 18:03 
 Ocena 9 na 9
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Bo ja wiem, trudno to zmierzyć, najlepszy byłby wehikuł czasu. Ale jak Ty sobie pozwoliłeś na swoją interpretację, to ja pozwoliłem sobie na swoją. Uważam, że moje spostrzeżenia są trafniejsze, chociaż głowy nie dam. A Twoje są naciągane pod wymyśloną i miłą Tobie teorię. Zakładasz na początku superracjonalność osoby żyjącej przed stu laty, a ja Ci pokazuję, że fakty z jej życia sugerują nadpobudliwość emocjonalno-uczuciową, którą w życiu i relacjach się kierowała (czy raczej, za którymi podążała). Jestem sceptyczny co do Twojego pierwotnego założenia, czyli takiego prostego/miłego Tobie wyobrażenia sobie Edyty. Życie i ludzie są zwykle złożeni, pogmatwani i w mniejszym lub większym stopniu emocjonalni przez co też często irracjonalni. Twoje sportretowanie Edyty od razu mi podpadło, bo pochodziło z Twojej wyobraźni i dokonałeś swojej projekcji na jej osobę dla potrzeb założonego tematu. Wystarczyło tylko trochę się przyjrzeć, żeby zobaczyć znacznie bardziej skomplikowaną, złożoną, życiową historię i żywych, skomplikowanych, pogmatwanych ludzi zamiast Twojej prostej i jednoznacznej charakteryzacji stworzonej dla własnej potrzeby.
01-09-2012 20:35 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Życie Edyty Stein to pewien zbiór faktów, który ma swoją wymowę. Ten zbiór faktów możemy próbować interpretować - interpretacje osób o różnych światopoglądach będą na ogół się różnić. Jeżeli pytasz o niewyartykułowane jeszcze w czasie tej dyskusji interpretacje, które mógłbym uznać za własne, to wyróżniłbym następującą: droga życiowa Edyty Stein - osoby o nadzwyczajnym intelekcie - sugeruje, że wiara jest wyborem racjonalnym, a nawet więcej: że najbardziej racjonalnym wyborem jest właśnie wiara. Czy to jest dla Ciebie satysfakcjonująca odpowiedź na Twoje pytanie?
Zupełnie nie satysfakcjonująca.
Nawet osoby o "nadzwyczajnym intelekcie" mogą się mylić i wygadywać w jakimś zakresie bzdury. Mogą też nabyć jakichś dziwnych przekształceń w mózgu i zmodyfikować zasadniczo swoje pierwotne koncepcje. Np. Wittgenstein: pl.wikiped(*)/Traktat_logiczno-filozoficzny i pl.wikipedia.org/wiki/Dociekania_filozoficzne , a Pan tu w żaden sposób nie udowodnił jakiejkolwiek nadzwyczajności pani Stein. Mogę powiedzieć, że jest odwrotnie. Dzięki zwróceniu przez Pana mojej uwagi na Edytę Stein zacząłem poszukiwać odniesień do jej myśli w różnych źródłach i zauważyłem, że nawet w katolickich opracowaniach dotyczących filozofii religii, odwołań do jej dorobku jest niezmiernie mało. Zaś w świeckich trzeba dokonywać dużych poszukiwań. Jest tylko jedną z całej masy średniej miary filozofów katolickich i do jakiejkolwiek nadzwyczajności jest jej niezmiernie daleko.

A może poszukałby Pan u filozofów katolickich opinii, iż wiara jest jednak wyborem irracjonalnym i nie opowiadał nam tu swoich irracjonalnych przekonań jako jakiekolwiek racjonalne argumenty.

Niewiele w myśli Pani Stein po przyjęciu katolicyzmu pozostało racjonalności i nie przedstawił Pan tu nawet najmniejszych przesłanek aby można było w tym zakresie zmienić zdanie.

Miłego dnia.

@@@
.
01-09-2012 21:16 
 Ocena 12 na 12
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>droga życiowa Edyty Stein - osoby o nadzwyczajnym intelekcie - sugeruje, że wiara jest wyborem racjonalnym, a nawet więcej: że najbardziej racjonalnym wyborem jest właśnie wiara.

Dowód z czyjejś drogi życiowej na racjonalność jakiegoś dającego się zwerbalizować stanowiska filozoficznego ma dokładnie tę samą wartość, co każdy inny dowód anegdotyczny - wstydziłbyś się, Bielecki.
Jean-Paul Sartre - intelektem nad Edytą Stein bezsprzecznie górujący - na stare lata rozdawał przechodniom maoistowskie gazetki na ulicach Paryża.
O drodze życiowej umysłu tak wybitnego jak Ted Kaczynski (IQ 170) nawet nie wspominam.


www.avaaz.(*)sy_riot_free_russia_a/?tXLgqbb
02-09-2012 01:16 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
Zadałem Ci takie pytanie: Cytat:
... dopóki znów nie odniosę wrażenia, że próbujesz przemycić myśl, jakoby Stein do Jedynej i Absolutnej Prawdy doszła. Widzisz - takie właśnie uprzedzenie mi się w rozmowie z Tobą przyplątało. Czy jest to tylko uprzedzenie? Chcesz mi pomóc, żebym się go pozbył?


> [...] wiara jest wyborem racjonalnym, a nawet więcej: [...] najbardziej racjonalnym wyborem jest właśnie wiara

>Czy to jest dla Ciebie satysfakcjonująca odpowiedź na Twoje pytanie?
Niestety tak. Moje obawy się potwierdzają.

Słuchaj, mam dla Ciebie propozycję. Lubisz filozofię, wchodzisz na forum wolnomyślicielskie. Udziel sobie na parę dni dyspenzy. Albo wręcz: udziel sobie w ogóle dyspenzy na to forum. Dyspenza ma polegać na tym, że zamiast religijnie, będziesz myślał racjonalnie - tzn. powiedzmy, na początek np. zasadniczo sceptycznie i logicznie.

Przecież w innych dziedzinach życia też sobie udzielałeś dyspenzy. Inaczej mówiąc grzeszyłeś, a potem jakoś to się układało. Czy sądzisz, że Twój Bóg jest na tyle mściwy, że pośle Cię do piekła za samo tylko sceptyczne myślenie - wszak ograniczone tylko do wpisów na forum? Nie mow, że nie zdarzyły Ci się poważniejsze występki.

Chodź sobie do kościoła i módl się wieczorem - ale tu na forum zrób sobie taką tylko zabawę - myśl sceptycznie. A może tym sposobem poznasz swojego Boga z drugiej strony, a zatem i pełniej? Może warto spróbować?

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
03-09-2012 11:24 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)


Przypuszczam, że niemal wszystkim tutejszym forumowiczom wydaje się, że myślą superracjonalnie. A jednak niektórzy z nas od czasu do czasu schodzą ze ścieżki ścisłego, racjonalnego rozumowania - tylko nie zawsze zauważamy, kiedy to się dzieje i z jakiego powodu...
03-09-2012 16:44 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Przypuszczam, że niemal wszystkim tutejszym forumowiczom wydaje się, że myślą superracjonalnie.
Nie przesadza Pan? Założyciel tego portalu red. Agnosiewicz pisze:
Jesteśmy świadomi własnych słabości. Choć dokładamy wiele staranności i pracy w merytoryczną jakość prezentowanych treści, to jednak trudno ustrzec się niedomagań, a jak mawia Kołakowski: diabeł nie śpi; nie śpi i lubi mącić, nie mając na względzie ani wierzących weń, ani niewierzących. [...]

Najkrótsza definicja ideologii racjonalistycznej

Człowiek jest istotą zasadniczo irracjonalną, która podejmuje decyzje i działania w 90 procentach przypadków mające inne pobudki niż 'czyste' uzasadnienie intelektualne. Racjonalność polega na tym, że korzystamy z pozostałych 10 procent. Racjonalizm zaś to obrona owych '10%'.


>A jednak niektórzy z nas od czasu do czasu schodzą ze ścieżki ścisłego, racjonalnego rozumowania - tylko nie zawsze zauważamy, kiedy to się dzieje i z jakiego powodu...
Zdarza się bardziej często niż byśmy chcieli, ale nie tu jest zasadnicza różnica między nami. Jak pisze magister Chlipała kształtowana jest ona bardzo wcześnie:
Osobowość kształtuje się od najwcześniejszych dni życia dziecka w wyniku oddziaływania czynników biologicznych i społecznych. Psycholodzy i pedagodzy utrzymują, że najbardziej uwrażliwione na oddziaływanie wychowawcze jest dziecko w swej początkowej fazie życia- wczesne dzieciństwo i okres przedszkolny. Wtedy to kształtuje się "zrąb przyszłej osobowości człowieka", zwany też "pękiem osobowości", z którego w następnej fazie (okres szkoły) rozwija się z kolei "kwiat osobowości", z którego wreszcie (okres dojrzewania) formuje się "owoc osobowości", czyli osobowość skrystalizowana, zdolna do samodzielnego życia i działania."[...]

Pierwsze doświadczenia dziecka silnie warunkują kształtowanie się jego osobowości, dlatego też jest bardzo ważne, by były one jak najlepsze i najkorzystniejsze.[...]

Dla pełnego kształtowania osobowości dziecka bardzo ważne jest jego wychowanie religijne. Rodzina z tytułu sakramentalnego charakteru swego małżeństwa i swego rodzicielstwa ma prawo do prawd wiary i dawania przykładu życia religijnego, czyli świadectwa wiary.

Rodzice, przy pomocy słowa i przykładu, winni być dla swego dziecka pierwszymi zwiastunami wiary, powinni też pielęgnować właściwie każdemu z nich powołanie, polegające między innymi na tym, że mają być dla siebie nawzajem i dla swego dziecka świadkami wiary i miłości Chrystusa. Powinni także wprowadzić dziecko do wspólnoty ludu Bożego. [...] Religijne wychowanie dziecka rozwija się, przechodząc przez etapy poznawcze, uczuciowe i dążeniowe w zależności od dyspozycji psychicznych, doświadczenia i wpływów środowiskowych.

Wychowanie religijne zmierza do trwałego zespolenia dziecka z Bogiem, czyli życia w łasce, poprzez głębsze poznanie Go, uczuciowe przeżywanie w miłości i dawanie o Nim świadectwa za życia. Chodzi tu więc o kształtowanie w świadomości dziecka obrazu Boga kochającego, dającego poczucie bezpieczeństwa i wyrobienie w dziecku podstaw wyrażających tę świadomość w postępowaniu wobec otoczenia. Zarówno jednak poznanie Boga, jak też przeżywanie i wyrażanie Go w życiu uzależnione jest od psychicznych możliwości dziecka, rozwijających się stopniowo.[...]

Proces wychowania religijnego w domu dokonuje się bowiem głównie poprzez identyfikację dziecka z rodzicami w atmosferze miłości i poprzez przyswojenie przekazywanych mu prawd i norm zachowania. Dziecko łatwo przyjmuje i uzewnętrznia przekazywane mu przez rodziców prawdy religijne i wzory zachowań do naśladowania, jeśli kocha i jest kochane przez rodziców. W rodzinach, gdzie brak jest autentycznego życia religijnego, gdzie przywiązuje się większą wagę do sukcesów w pracy, nauce, sporcie, zabawie, niż do spraw i przeżyć religijnych, gdzie stosunki międzyosobowe są pozbawione uczucia życzliwości, napięte i konfliktowe - realizacja funkcji religijnej napotyka poważne trudności. Stąd też rodzina skłócona, rozpadająca się nie daje gwarancji religijnego wychowania dziecka.[...]

Podsumowując rozważania na temat kształtowania się osobowości dziecka w rodzinie w procesie wychowania należy podkreślić całą mocą iż środowisko rodzinne jest najlepsze dla właściwego przebiegu tego procesu. Dzieje się tak dlatego, gdyż wpływ rodziny jako środowiska wychowawczego trwa najlepiej i najpełniej, jest bowiem podstawowy, pierwszy i stały, zaczyna się od chwili przyjścia na świat i towarzyszy przez całe życie.

Opracowanie: mgr Maria Chlipała.
A tu na ten sam temat pisze ks. Radosław Chałupniak www.katech(*)ocent/postawa_wiary_i_jej.html

Dlatego tych różnic pomiędzy nami poszukiwał bym gdzieś tu:
pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_religijna
pl.wikiped(*)28chrześcijaństwo)
pl.wikipedia.org/wiki/Fideizm
pl.wikiped(*)sobowość_autorytarna

# # # # # # #

pl.wikipedia.org/wiki/Sceptycyzm
pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy
Czyli w całej postawie wobec rzeczywistości.

Miłego dnia.

@@@
.
03-09-2012 19:32 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
> A jednak niektórzy z nas od czasu do czasu schodzą ze ścieżki ścisłego, racjonalnego rozumowania<
Z nas?! Kogo masz na myśli?
Do zbioru osób "superracjonalnych"... a i racjonalnych ja bym Ciebie nie zaliczył, a na pewno wspólnoty oglądu świata z Tobą nie podzielam.

Stwierdzam za to i rzekłbym, że "mało racjonalnym" osobnikiem jesteś, a jeśli Ci się przydarzy to właśnie nie nie zawsze zauważasz, kiedy to się dzieje i z jakiego powodu...
Co potwierdzasz nawet w lakonicznych wypowiedziach.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
04-09-2012 12:24 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>
>Przypuszczam, że niemal wszystkim tutejszym forumowiczom wydaje się, że myślą superracjonalnie.
To Ci niechcący wyszło dość paradoksalne słowotwórstwo. "Super" oznacza "ponad".
Nie sądzę jednak, żeby którymkolwiek forumowiczom wydawało się, że myślą ponadracjonalnie.

>A jednak niektórzy z nas od czasu do czasu schodzą ze ścieżki ścisłego, racjonalnego rozumowania - tylko nie zawsze zauważamy, kiedy to się dzieje i z jakiego powodu...
W ogóle uważam, że człowiek w życiu jest wręcz osadzony w emocjach - zupełnie tak, jak jest osadzony we własnym ciele. Sądzę, że zwłaszcza wówczas, gdy decydujemy o tym, co mamy ochotę robić (co nam sprawia przyjemność), kierujemy się jak najbardziej emocjonalnym nastawieniem. Chodzi tu o zaangażowanie - jak najbardziej uczuciowe.

Weźmy nawet przykład uczestnictwa w dyskusjach w forum. Aby to robić i chcieć poświęcać temu czas, trzeba mieć do tego zapał. Ów zapał jest emocjonalny.
(Niezależnie od tego istnieją oczywiście racjonalne - np. ewolucyjne - wytłumaczenia poszczególnych emocji i zachowań, ale te wytłumaczenia tylko potwierdzają, że jesteśmy właśnie uczuciowi, nawet jeśli tylko z naturalnych przyczyn)

Podobnie jest z uprawianiem nauki. To się już zaczyna w szkole. Aby to robić, trzeba się tym interesować. Aby się tym interesować, trzeba mieć do tego zamiłowanie. Zamiłowanie to już jest właśnie nastawienie emocjonalne.

Dlatego moim zdaniem należy odróżniać jednostkowe i subiektywne doświadczanie życia, które zawsze jest w jakimś stopniu emocjonalne, od obiektywnego tłumaczenia zależności panujących w świecie stanowiącego przedmiot nauki.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
29-08-2012 11:11 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Moim zdaniem judaizm nieźle przygotował grunt pod katolicyzm

Dokładnie.

>Widać nie była przekonana do ateizmu. Może to była tylko taka poza? Młodzież w wieku 14 lat bywa przekorna.

Trudno powiedzieć, ale jeżeli rodzice (najczęściej oni) wypiorą dziecku mózg, a to zostanie sobie później ateistą, to nie oznacza wcale, że nawrotu choroby nie będzie. To zależy od wielu czynników, tak biologicznych, jak kulturowych/środowiskowych. U jednych "układ odpornościowy" nie dopuści już wirusa do aktywizacji, ale będą przypadki, kiedy pojawi się jakiś czynnik/bodziec/mem, który wirusa pobudzi (coś jak herpes simplex). Bo on tam, w mózgu, jest wdrukowany, ale uśpiony/ukryty. Stein zachorowała ponownie po zażyciu Teresy z Avili. Dobrze wyprany religią mózg będzie miał skłonności do zapadania na chorobę religii, bo tu już biochemia wchodzi w grę i jeżeli nawet rozum swoje, to uczucia i emocje swoje. Jeżeli Teresa mocno popędziła Edycie chemię do układu nagrody, to ta swój rozum dostosowała do wiary, czyt. swoich potrzeb. Edyta nie odkryła oczywiście żadnej prawdy, tylko skuteczny sposób na robienie sobie dobrze, a pewnie i bardzo dobrze, czego prawdopodobnie judaizm nie umiał, ale utrzymał w niej uśpiony potencjał.
30-08-2012 10:55 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> U jednych "układ odpornościowy" nie dopuści już wirusa do aktywizacji, ale będą przypadki, kiedy pojawi się jakiś czynnik/bodziec/mem, który wirusa pobudzi (coś jak herpes simplex). Bo on tam, w mózgu, jest wdrukowany, ale uśpiony/ukryty. Stein zachorowała ponownie po zażyciu Teresy z Avili. Dobrze wyprany religią mózg będzie miał skłonności do zapadania na chorobę religii, bo tu już biochemia wchodzi w grę i jeżeli nawet rozum swoje, to uczucia i emocje swoje. Jeżeli Teresa mocno popędziła Edycie chemię do układu nagrody, to ta swój rozum dostosowała do wiary, czyt. swoich potrzeb. Edyta nie odkryła oczywiście żadnej prawdy, tylko skuteczny sposób na robienie sobie dobrze, a pewnie i bardzo dobrze, czego prawdopodobnie judaizm nie umiał, ale utrzymał w niej uśpiony potencjał.

Czy takie "biologiczno-chemiczne" wytłumaczenie genezy światopoglądów stosujesz także do swojego światopoglądu?...
30-08-2012 11:51 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Czy takie "biologiczno-chemiczne" wytłumaczenie genezy światopoglądów stosujesz także do swojego światopoglądu?...

Biorę to zawsze pod uwagę, choć mój sceptyczno-krytyczny stosunek do wszelkich światopoglądów dość dobrze chroni mnie przed tego typu fiksacjami, mam nadzieję. Zamiast jednokierunkowego prania mózgu w dzieciństwie dostałem szerszy horyzont i chyba słabo reaguję na poszczególne znaki, symbole, sytuacje, skojarzenia, a na pewno jestem podejrzliwy, co do swoich reakcji/zachowań.
Cały myk religii polega na zgraniu sytuacji religijnej z przyjemną reakcją wewnętrzną. Obrazki, pieśni, dzwon, dzwoneczki, witraże, atmosfera, wspólnota, "mistycyzm", pan ksiądz, bóg, niebo, komunia, koszyczek ze święconką, święta, choinka, przyjemna atmosfera i dobre jedzenie, prezenty, aniołki, maryjki, pochwały dorosłych, ładne ubranko. Tego typu bodziec lub tylko skojarzenie/wspomnienie musi zostać tak zbudowane, żeby powodowało uczucie przyjemności. Im więcej tych bodźców, tym lepiej dla religii i ich mocodawców.
Taki wdruk zostaje w człowieku na wieki wieków amen najczęściej, a kiedy już dany delikwent zbuduje sobie swoja bardziej złożoną, własną narrację z takim czy innym bogiem, jakąś własną wersję tego typu historii, to będzie się trzymał rękami i nogami zazwyczaj, bo to stanowi fundament jego psychologicznego zakotwiczenia w rzeczywistości, poczucie jej spójności, źródło satysfakcji, bezpieczeństwa, pewności itd. I będzie wykonywał wszelkiego rodzaju fiku miku, jak Ty tutaj, byleby tylko to wszystko zachować, wbrew racjonalnym wskazówkom innych osób. Ale jakiś niepokój/wątpliwość w Tobie musi być skoro tutaj jesteś.
01-09-2012 19:47 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Zapewne są takie osoby, których światopogląd (religijny czy areligijny - wszystko jedno) ma taką "sentymentalno-przyjemnościową" podbudowę. Jednakże Twoja hipoteza, że światopogląd bohaterki tego wątku miał takie wątłe i chwiejne podstawy, nie ma oparcia w jakichkolwiek faktach z jej życia, a przez to jest kompletnie niewiarygodna.
01-09-2012 20:06 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
wyżej masz odpowiedź.
30-08-2012 08:06 
 Ocena 7 na 7
maruda (5550 punktów)
>Jacku, nie zgadzam się z Tobą, ale to inny temat. Zwróć uwagę, że maruda błędnie napisał, że "Jehowa we wszystkich swoich 3 postaciach jest nierozpoznawalny dla zmysłów ludzkich", więc wymagało to sprostowania. Ponieważ Objawienie miało miejsce w historii, więc może być w niektórych aspektach badane także przez historię.

I tu następuje poplątanie, objawienie o którym piszesz jest tylko historią, czyli opowiastką, nie historią jako złożoną z zaistniałych faktycznych zdarzeń częścią naszej wspólnej przeszłości. Historycy faktycznie badają opowieści, bo jest to jedna z możliwych dróg dojścia do faktów. Znowu próbujesz tanim chwytem posługując się autorytetem nauki podbudować istnienie Jezusa, a przecież historia nie daje potwierdzenia tych najbardziej spektakularnych informacji zawartych w ewangeliach.
30-08-2012 10:03 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> Ponieważ Objawienie miało miejsce w historii, więc może być w niektórych aspektach badane także przez historię.
>I tu następuje poplątanie, objawienie o którym piszesz jest tylko historią, czyli opowiastką, nie historią jako złożoną z zaistniałych faktycznych zdarzeń częścią naszej wspólnej przeszłości.

To Twoja opinia. Temat był już wielokrotnie omawiany na tym forum, więc nie będę powtarzał, które zdarzenia są przedmiotem badań historyków, a które nie.
30-08-2012 10:24 
 Ocena 1 na 1
maruda (5550 punktów)
>To Twoja opinia. Temat był już wielokrotnie omawiany na tym forum, więc nie będę powtarzał, które zdarzenia są przedmiotem badań historyków, a które nie.

Tak to moja opinia, czyż nie jest prawdziwa? Temat był już wielokrotnie wałkowany, dlatego z pewnym zażenowaniem ciągle przypominam, że podczas pisania o nim stosujesz ciągle te same sztuczki.
30-08-2012 10:34 
 Ocena-2 na 4
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>To Twoja opinia. Temat był już wielokrotnie omawiany na tym forum, więc nie będę powtarzał, które zdarzenia są przedmiotem badań historyków, a które nie.
>Tak to moja opinia, czyż nie jest prawdziwa?

Prawdziwa? Myślałem, że nie lubisz pojęcia "prawdy". Nie, nie jest prawdziwa, ale za to jest typowa na tym forum.
30-08-2012 12:38 
 Ocena 6 na 6
maruda (5550 punktów)
>Prawdziwa? Myślałem, że nie lubisz pojęcia "prawdy". Nie, nie jest prawdziwa, ale za to jest typowa na tym forum.

Wracamy do punktu wyjścia, jeżeli "dyskusja z wiarą" ma polegać tylko i wyłącznie na tym że to wiara ma monopol na prawdę, to jest to zwyczajne oszukiwanie i strata czasu.
28-08-2012 01:32 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>A Ty, Marku, słyszałeś o Sziwie? Albo o Ahuramazdzie? Albo o Tarze? Tylko kraj w którym się urodziłeś sprawia, iż wierzysz w chrześcijaństwo a nie w inną religię. Podstawy Twojego wyboru są całkowicie bezwolne i w pełni materialne. Nie ma w tym żadnej transcendencji (inaczej ktoś kto nigdy w życiu nie czytał Bhagawatgity nagle odkrywałby, że Sziwa jest bogiem, albo ktoś kto nigdy nie czytał Biblii nagle zaczynałby się modlić "Ojcze nasz" w Bombaju).
To się akurat da załatwić synkretyzmem. Tzn. wszystkie religie są wprawdzie uwarunkowane lokalnie i historycznie, ale ostatecznie prowadzą do tego samego sacrum, a w każdym razie do transcendencji właśnie. Inaczej mówiąc - przekazują to samo różnymi kodami. Tylko, żeby zabawić się w synkretyzm, to najpierw trzeba wyjść chociaż poza katolicyzm, a to już dla wielu nie lada problem.



Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
28-08-2012 03:11 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Chrześcijaństwo jest zdecydowanie antysynkretyczne. Albo Jezus, albo synkretyzm... Tak naprawdę dotyczy to niemal wszystkich religii - ich zasady są sprzeczne, bo wymyślali je ludzie niekoniecznie zrównoważeni. Ciężko sobie na przykład wyobrazić buddyzm, czy hinduizm bez reinkarnacji, a za nią idzie na przykład pojęcie "kary/nagrody za poprzednie wcielenia".
28-08-2012 10:08 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>Chrześcijaństwo jest zdecydowanie antysynkretyczne.
Czyje chrześcijaństwo?
Benedykta, czy zwykłych Polaków - wierzących w astrologię, stawiających figurki Buddy na telewizorze i odwiedzających wróżki? Masz New Age, ezoterykę i interpretacje Junga. Sadzę, że ciekawe byłoby badanie recepcji tzw. "filozofii wschodu" w chrześcijańskiej kulturze europejskiej.
Religie ewoluują nie tylko poprzez odgórną korektę doktryny, ale przede wszystkim również oddolnie - przez praktykę poszczególnych wyznawców.

>Albo Jezus, albo synkretyzm...
Chodzi Ci o tego urodzonego 25 grudnia?
Dzień 25 grudnia wybrano nie na podstawie informacji biblijnych, lecz ze względu na rzymskie święta, które obchodzono pod koniec roku", kiedy to na półkuli północnej następuje przesilenie zimowe. Urządzano wtedy Saturnalia (ku czci Saturna - boga rolnictwa) oraz "połączone święta dwóch bóstw słońca: rzymskiego Sola i perskiego Mitry". Narodziny obu bogów świętowano właśnie 25 grudnia, na który to dzień według kalendarza juliańskiego przypadało przesilenie zimowe. Te pogańskie święta zaczęto "chrystianizować" w roku 350 gdy papież Juliusz I ogłosił 25 grudnia dniem narodzin Chrystusa. "Obchody Bożego Narodzenia stopniowo wzbogacały się o inne obrzędy związane z przesileniem lub je zastępowały" - napisano w dziele Encyclopedia of Religion. "Wizerunek słońca coraz częściej był wykorzystywany jako symbol wskrzeszonego Chrystusa, a tarczę słoneczną w postaci nimbu (...) zaczęto umieszczać nad głowami chrześcijańskich świętych.

Jeśli choć trochę prześledzić rozwój religii w historii, to widać, że się przenikają, a często miewają wspólne korzenie. Oczywisty jest związek Judaizmu z Chrześcijańsstwem (choć aby to dostrzec nie można być prawdziwym Polakiem), a zdecydowanie mniej ludzi wie o tym, że religią abrahamową jest rownież islam.

>Tak naprawdę dotyczy to niemal wszystkich religii - ich zasady są sprzeczne.
Czysto logicznie rzecz biorąc, to te zasady są nawet już wewnętrznie sprzeczne, a co dopiero gdy porównywać religie ukształtowane w różnych miejscach świata, w różnych kulturach. Jednak są badacze, którzy dopatrują się raczej podobieństw, niż różnic, a w ślad za nimi i z duchem "globalizacji" idą za nimi również nowi wyznawcy. Ewentualnie pozostają przy swych tradycjach, ale wielu z nich uważa właśnie, że inne religie to tylko kulturowo podyktowany wyraz tej samej duchowości. Sam znam paru tak myślących i praktykujących katolików.

>Ich zasady są sprzeczne.
A czy można zagrać jednocześnie flamenco i bluesa? Czy z tego względu te dwa style są ze sobą sprzeczne? Czy może są wyrazem powszechnej muzykalności, gdzie odmienność jest kształtowana kulturowo?

>bo wymyślali je ludzie niekoniecznie zrównoważeni.
Mało wiemy o tamtych ludziach (chyba, że chodzi Ci o jakieś bardziej współczesne sekty). Raczej sklaniam się ku temu, że bliższe prawdy jest twierdzenie Dody, a mianowicie, że byli nie tyle niezrownoważeni, co przypaleni jakimiś ziołami:
Udokumentowane jest zastosowanie Jazgrzy Williamsa - czyli pejotlu:
Known for its psychoactive properties when ingested, peyote is used world wide as an entheogen and supplement to various transcendence practices, including meditation, psychonautics, and psychedelic psychotherapy. Peyote has a long history of ritualistic and medicinal use by indigenous Americans.
Ale niestety niewiele wiadomo, co stosowali autorzy mitów, które złożyły się na Biblię w aktualnym jej kształcie.

>Ciężko sobie na przykład wyobrazić buddyzm, czy hinduizm bez reinkarnacji, a za nią idzie na przykład pojęcie "kary/nagrody za poprzednie wcielenia".
Ale nie wiem, po co należałoby sobie takie coś wyobrażać. Przecież reinkarnacja jest właśnie najbardziej pociągająca. To już prędzej można sobie wyobrazić reinkarnację bez buddyzmu - i więcej: reinkarnację w chrześcijaństwie - i znam również osoby praktykujące takie właśnie wierzenie.

Sądzę, że sacrum jest międzynarodowe.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
27-08-2012 13:13 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Sugerujesz, że o Jezusie Chrystusie nie słyszałeś?...

Co się słyszało - jest zmysłowe przecież.
Empiryczne.
Poddaje się najzwyklejszym badaniom.

www.avaaz.(*)sy_riot_free_russia_a/?tXLgqbb
27-08-2012 16:55 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Sugerujesz, że o Jezusie Chrystusie nie słyszałeś?...
>Co się słyszało - jest zmysłowe przecież.
>Empiryczne.
>Poddaje się najzwyklejszym badaniom.

No to po raz pierwszy się zgadzamy.

Czuję jednak, że wyciągamy z tego faktu nieco inne wnioski...
28-08-2012 10:28 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>Sugerujesz, że o Jezusie Chrystusie nie słyszałeś?...
>>Co się słyszało - jest zmysłowe przecież.
>>Empiryczne.
>>Poddaje się najzwyklejszym badaniom.
>No to po raz pierwszy się zgadzamy.
>Czuję jednak, że wyciągamy z tego faktu nieco inne wnioski...

Tzn. z tego, że się zgadzamy czy z tego, co do czego się zgadzamy?


www.avaaz.(*)sy_riot_free_russia_a/?tXLgqbb
28-08-2012 12:30 
 Ocena 7 na 9
Artur@R (7115 punktów)
>>>>Sugerujesz, że o Jezusie Chrystusie nie słyszałeś?...
>>>Co się słyszało - jest zmysłowe przecież.
>>>Empiryczne.
>>>Poddaje się najzwyklejszym badaniom.
>>No to po raz pierwszy się zgadzamy.
>>Czuję jednak, że wyciągamy z tego faktu nieco inne wnioski...
>Tzn. z tego, że się zgadzamy czy z tego, co do czego się zgadzamy?

A skąd Bielecki ma to wiedzieć? Znowuż sobie beknął i tyle.
On nie ma "potrzeby wiedzieć", a i obawiam się "potrzeby rozumieć".
Bielecki przybywa tu by obdarzać, "zaprawdę zaświadczać"...powiadam Wam
On "prawdę" już dawno posiadł, filozofii i teologii członami ją obmacuje, nadyma się własną nadprzyrodzonością i z niematerialnych tłoczków transtandetnej omnisciencji, spuszcza na "racjonalne atomowe bubki", wypociny samozdowolenia.

PS.Przepraszam za "recenzencki ton", ale imć Bieleckiego nie da się już czytać, a co dopiero rozumieć.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
30-08-2012 08:07 
 Ocena 5 na 5
maruda (5550 punktów)
>
>Sugerujesz, że o Jezusie Chrystusie nie słyszałeś?...
>

Czytało się odrobinkę, czytałem również że lubuje się w zadawaniu cierpienia poszczególnym osobom. Czy to nie jest raczej domena diabelska? Tak czy siak to kwestia interpretacji i jedynie interpretacji. Zmysły da się oszukać.

Cytat:
Około roku 1556, przyjaciele Teresy z Ávili zasugerowali, że jej nowo odkryta wiedza jest dziełem diabła, a nie Boga. Zaczęła więc stosować praktyki pokutnicze i umartwiać się, chcąc w ten sposób odpokutować swoje odejście od nauki Kościoła katolickiego. [...] W roku 1559, w święta świętego Piotra, Teresa z Ávili doświadczyła widzenia Jezusa Chrystusa, który ukazał jej się w postaci cielesnej, choć niewidzialny. Była ona całkowicie przekonana o prawdziwości tej wizji. Widzenia Jezusa Chrystusa trwały w sposób nieprzerwany przez okres ponad dwóch lat. W innej wizji, Serafin wielokrotnie wbił w jej serce rozżarzony do czerwoności czubek złotej lancy, powodując niepojęty duchowo-fizyczny ból. wiki


Wracając do Jezusa, to z jego rozpoznawaniem mieli problem nawet ci którzy go podobno dobrze znali. "A gdy już było rano, stanął Jezus na brzegu; wszakże nie wiedzieli uczniowie, żeby był Jezus." (J 21,4)
30-08-2012 10:26 
 Ocena-2 na 4
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)



OK, czytaj dalej...

Ale opisy doświadczeń mistycznych lepiej sobie zostaw na później - to trudna tematyka.
23-08-2012 19:17 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Z filozofią, natomiast, to już bywa różnie - a w zasadzie jest wręcz dokładnie odwrotnie, niż w nauce - w jej ramach bardzo rzadko można dojść do jakichś zweryfikowanych ustaleń.
Dokładnie ma Pan rację. A. J. Ayer napisał: Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą. Filozofowie formułują twierdzenia, w swoim mniemaniu prawdziwe, i zawsze wysuwają argumenty służące do obrony własnych teorii i do obalenia teorii innych filozofów.

I wracając do "naszych baranów", czyli tych, o których pan Bielecki napisał:
"Byłbym zarozumiały, gdybym twierdził, że jestem w stanie obronić lub obalić koncepcje najwybitniejszych filozofów, zwłaszcza Husserla i jego uczniów", a zarozumialec Michał Hempoliński śmiało krytykuje:

1. Zawiodła fenomenalistycznie rozumiana zasada sprawdzalności, gdyż okazało się, że żadne aktualnie przeżywane doświadczenia nie mogą same potwierdzać zdań o rzeczach materialnych.

2. Zawiodła redukcja fenomenalistyczna: zdania o rzeczach materialnych (obiektach fizycznych) nie dały przełożyć się na równoważne im koniunkcje zdań o aktualnych lub możliwych zdaniach zmysłowych.

3. Założenie, że język danych zmysłowych jest logicznie pierwotny wobec języka rzeczy materialnych, można łatwo obalić poprzez wskazanie zależności pierwszego od drugiego. To nie terminy określające rzeczy materialne są niezrozumiałe bez analizy w języku danych zmysłowych, lecz odwrotnie: nie udało się podać analizy wyrażeń o danych zmysłowych bez użycia terminów określających rzeczy materialne.

4. Odwoływanie się do sensibiliów , czyli danych zmysłowych aktualnie nie doznawanych, zastępuje hipotetycznie rzeczy materialne (w ujęciu empiryzmu tradycyjnego) hipotecznymi danymi zmysłowymi. Przeciwieństwo rzeczywistość - zjawisko zawarte w realistycznych teoriach doświadczenia, zostaje wprowadzone ponownie jako przeciwieństwo aktualnych i możliwych danych zmysłowych.

5. Konsekwencje subiektywistyczne fenomenalizmu są nieuniknione, ponieważ dane zmysłowe uznano za zależne od przedmiotu poznania. Czynnik podmiotowy (subiektywny) musi zatem wystąpić w dowolnym przekładzie zdania o rzeczy materialnej na zbiór zdań zmysłowych; z tego m.in. powodu przekład taki nie może być adekwatny.


-------------------------

Jak kogoś to bawi, to polecam: T. JARMUŻEK, M. NOWICKI, Psychoontologiczne teorie Edyty Stein i Romana Ingardena
Można doszukiwać się intelektualizmu pani Stein np jak czyni to pan Przemysław Biela, ale dla mnie była to dosyć przerażająca osobowość i chyba największa prawdę o niej i jej rozumieniu człowieczeństwa oddają źródła katolickie. Czytając ten opis od razu czuję całkowitą intelektualną obcość. Ta Pani żyła w zupełnie innym świecie, a nawet na zupełnie innej planecie.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985/z,0#w512086
www.racjon(*)m.php/s,511985/z,0/d,1#w512281

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
24-08-2012 00:46 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Można doszukiwać się intelektualizmu pani Stein np jak czyni to pan Przemysław Biela, ale dla mnie była to dosyć przerażająca osobowość i chyba największa prawdę o niej i jej rozumieniu człowieczeństwa oddają źródła katolickie. Czytając ten opis od razu czuję całkowitą intelektualną obcość. Ta Pani żyła w zupełnie innym świecie, a nawet na zupełnie innej planecie.

Mam podobne zdanie na jej temat.
Sądzę, że ten inny świat to poddanie się rytualnej konwencji mitologicznej, z którą wiąże się sposób postrzegania rzeczywistości i sposób myślenia o niej.
Przy czym o ile rytuały są dla mnie dość zrozumiałe na tle ewolucji zwierząt, to owo "sacrum" wydaje się być kropką nad "i" dla gatunku homosapiens. Przy czym nie chodzi mi to o jakieś dopełnienie lub - broń Boże - warunek człowieczeństwa. W istocie kropka nad "i" jest dobrą metaforą tylko z tego powodu, że ta kropka jest oderwana od reszty. "Sacrum" jest kompletną abstrakcją, a jednocześnie (prawie) wszyscy jakoś tam mniej więcej wiedzą o co chodzi, i jak się należy wobec niego zachowywać - chodzi mi tu o kult i oddawanie czci i jakieś to takie właśnie "uduchowienie". Dziwne to.

Pozdrawiam serdecznie

P.S. Szukam opracowania na temat historii rozwoju religii od czasów prahistorycznych z uwzględnieniem wykształcenia się monoteizmu i dalej powstawania Biblii, przy czym w miarę możliwości dostępnego przez internet.
Na "Historię wierzeń i idei religijnych" Eliadego to będę chyba miał czas dopiero na emeryturze.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Sądzę, że ten inny świat to poddanie się rytualnej konwencji mitologicznej, z którą wiąże się sposób postrzegania rzeczywistości i sposób myślenia o niej.
Panie Macieju, kiedyś dosyć dokładnie przestudiowałem "Świętość" profesora teologii i historii religii Rudolfa Otto, "Fenomenologię religii" pastora profesora Geraldusa van der Leeuwa, "Doświadczenia religijne" prof. Williama Jamesa, a parę lat temu "Kler" doktora teologii Eugena Drewermana i "Religię i psychologię" profesora psychiatrii Armando Favazza. Mam więc odrobinę przygotowania na ten temat i teoretycznie wszystko rozumiem, a jednak współcześnie żyjący nam ludzie wysoko wykształceni i fundamentalnie religijni budzą moje zdumienie. To jest zupełnie inny świat.

>P.S. Szukam opracowania na temat historii rozwoju religii od czasów prahistorycznych z uwzględnieniem wykształcenia się monoteizmu i dalej powstawania Biblii, przy czym w miarę możliwości dostępnego przez internet.
Z religioznawstwem, to podobnie jak z filozofią, każdy ma swoje koncepcje i ich broni.
Jak coś znajdę to Panu podrzucę.

>Na "Historię wierzeń i idei religijnych" Eliadego to będę chyba miał czas dopiero na emeryturze.
Uważam Eliadego za największego erudytę w zakresie znajomości religii, ale z jego koncepcjami fenomenologicznymi zupełnie się nie zgadzam. "Historia..." jest dosyć cenną pozycją, ale osobiście traktuję ją jako rodzaj encyklopedii, gdy chcę coś sprawdzić jest jak znalazł.

Pozdrawiam.

@@@
.
24-08-2012 12:30 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Można doszukiwać się intelektualizmu pani Stein np jak czyni to pan Przemysław Biela,

Bardzo ciekawy artykuł!
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Bardzo ciekawy artykuł!
Panie Marku, ogromnie cenię sobie nasze forum dające mi możliwość rozmowy z mądrymi ludźmi o przeróżnych specjalnościach, ale już wcześniej parę książek przeczytałem, a teraz dzięki płynących z naszych rozmów inspiracjom swoją wiedzę weryfikuję i uzupełniam. Staram się być odpowiedzialnym za każde zdanie, które tu piszę i mieć dla swoich poglądów podbudowę intelektualną zawartą w moich przemyśleniach nad myślami innych mądrych ludzi.

Pozdrawiam.

@@@
.
20-08-2012 19:21 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Otóż filozoficzne analizy spraw duchowych w zasadzie się nie dezaktualizują, a już na pewno nie w skali dziesiątków lat.
Nauka poszukuje filozofii, gdy dociera do granic swoich możliwości, filozofia poszukuje nauki, aby nie stać się oderwaną od świata abstrakcją. To dlatego wątki filozoficzne i naukowe przeplatając się, tworzą spójny system, który wprawdzie nie zawsze prowadzi do gotowych odpowiedzi, ale otwiera pewną przestrzeń, w której możemy sensownie poszukiwać rozwiązania nurtujących nas problemów. I nie chodzi o to, aby wiedzieć wszystko o świecie. Chodzi o to, w jaki sposób ową wiedzę zdobywać.
Małgorzata Szczerbińska z Wydziału Filozoficznego - Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.
Ja się z nią w tym akapicie zgadzam, a Pan?

Miłego dnia.

@@@
.
22-08-2012 00:15 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Ja również.

To chyba druga sprawa, w której się zgadzamy (pierwszą była negatywna ocena przymusu mówienia do wszystkich per "ty" w internecie, nawet jeśli interlokutor nie życzy sobie tego).
19-08-2012 19:49 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Różni filozofowie w różny sposób określali, czym jest dusza ludzka.

Która? Bo np. niektórzy Jakuci do dzisiaj mają po trzy, mieszkańcy Fidżi zaś - póki nie nawrócono ich na chrześcijaństwo - po pięć aż posiadali (swoją drogą ciekawe, jak się orientowali, które cztery nagle przy chrzcie świętym okazywały się nigdy nie istnieć).

>"Ja, dusza, duch, osoba - wszystko to łączy się ze sobą wewnętrznie, a przecież każde słowo ma tu swoje wewnętrzne znaczenie nie pokrywające się ze znaczeniem drugiego". Analiza Edyty Stein nie ogranicza się zatem do duszy i ciała jako dwóch składników bytu ludzkiego - idzie dalej i wskazuje na różne wymiary ludzkiego bytu. "Przez Ja rozumiem byt, którego istnieniem jest życie (mianowicie życie nie w znaczeniu kształtowania materii, lecz jako rozwój Ja w istnieniu z niego samego wypływającym) i który w tym istnieniu uświadamia sobie sam siebie.... Ja nie jest równoznaczne z duszą ani z ciałem. «Mieszka» ono w ciele i w duszy, obecne w każdym punkcie, niejako obecne i żywe coś odczuwa... Ponieważ do Ja przynależą, «jego» ciało i «jego» dusza, przeto określenie Ja rozciąga się także na całego człowieka... Czuwające i świadome Ja jest drogą do duszy i jej ukrytego życia, podobnie jak do ciała i jego ukrytego życia wiedzie życie zmysłowe...". "Gdy Ja wyjdzie z pierwotnego przeżycia i uczyni je obiektem (przedmiotem), pierwotna świadomość staje się spostrzeganiem siebie albo spostrzeganiem wewnętrznym... Przez osobę rozumieliśmy Ja świadome i wolne". "Jako forma ciała zajmuje dusza pośrednie stanowisko między duchem a materią, właściwe dla formy rzeczy materialnych. Jako «duch» ma dusza swój byt «w sobie» i może się w osobistej wolności wznieść ponad siebie i przyjąć w siebie życie wyższe. Wypromieniowuje ona swą istotę nie tylko nieświadomie i mimowolnie - w każdym istnieniu duchowym, które przysługuje także niższym stworzeniom - lecz w swej działalności duchowej z całą wolnością osobistą wychodzi z siebie. Jak już podkreśliliśmy, nic chcemy przez to powiedzieć, jakoby w człowieku istniał duch obok duszy. Jedna dusza duchowa (Geistseele) rozwija w wieloraki sposób swe istnienie. Podziału na ciało, duszę i ducha nie należy też brać w sensie podziału na ducha (mens) i zmysłowość, czyli na wyższą i niższą «część» duszy, ani - biorąc pod uwagę samą «część» wyższą - na ducha (rozum, intellectus) jako władzę poznawczą i na wolę. Dusza jest duchem (spiritus) według swej najbardziej wewnętrznej istoty, będącej podstawą jej wszystkich sił".

Że też masz zdrowie do tego bełkotu...
Ponieważ nie mam serca dłużej się znęcać, w Wujka Dobra Rada się zabawię, Bielecki.
Jeżeli już koniecznie musisz się fascynować jakąś filozofującą żydo-chrześcijanką z pierwszej połowy XX w., to rzuć w cholerę majaczenia Edyty Stein, a w zamian Simone Weil sobie poczytaj (parę rzeczy się po polsku ukazało, w tym nawet opasłe tomiszcze pt. Dzieła [chyba wszystkie?]) - o wiele ciekawsza to postać, a też bez porównania bardziej do rzeczy pisząca.
Na dobre (a w każdym razie na lepsze niż dotąd) Ci wyjdzie .


Bo to Francuz był, a nie żaden Senegalczyk. (Radosław Zawrotniak, szpadzista)
22-08-2012 00:21 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>w Wujka Dobra Rada się zabawię

Gdzie Stein, gdzie Weil...

Jeśli chcesz zostać Wujkiem Dobra Rada, to popracuj nad poczuciem proporcji.
22-08-2012 12:50 
 Ocena 9 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Gdzie Stein, gdzie Weil...

Taż jedynie do wskazania pewnych biograficznych podobieństw się ograniczyłem.

>Jeśli chcesz zostać Wujkiem Dobra Rada,

Zabawiałem się tylko. Dobrze wiem, że w Twym wypadku na Dobre Rady już dawno za późno.

>to popracuj nad poczuciem proporcji.

Chyba niełatwo byłoby znaleźć kogoś, kto mógłby z Edith Stein rywalizować na mętniactwo i pustosłowie.

Bo to Francuz był, a nie żaden Senegalczyk. (Radosław Zawrotniak, szpadzista)
22-08-2012 15:38 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Gdzie Stein, gdzie Weil...
>Taż jedynie do wskazania pewnych biograficznych podobieństw się ograniczyłem.



www.polski(*),Simone-Weil-swieta-heretyczka

Śliczna dziewucha i erudytka dużej klasy. Wspaniała biografia, ale sądząc tylko po "Świadomości nadprzyrodzonej" mętniactwo na podobnym poziomie co i u Stein.
Dla pewnej prowokacji wrzucę tu jeszcze jedną nawiedzoną panią - panią Różę Luksemburg, dla porównania enigmatycznego mętniactwa wywodów dwóch pierwszych pań z jej pięknym i logicznym językiem i o dziwo profetyczności, która sprawdza się w dużym stopniu. Oczywiście, kto by dziś czytał i poważnie analizował Różę. Może jakieś tam dziwadła, do których sam należę.

Pozdrawiam.

@@@
.
24-08-2012 14:48 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Śliczna dziewucha

Kwestia gustu.

>Wspaniała biografia,

W sumie - to chyba właśnie jej dość niebanalny życiorys jest tym, co w tej postaci najciekawsze.

>ale sądząc tylko po "Świadomości nadprzyrodzonej" mętniactwo na podobnym poziomie co i u Stein.

Nie znam. Czytałem za to ongiś Wybór pism w opracowaniu i przekładzie Miłosza.
Jeśli zasiąść do tego z odpowiednim nastawieniem - to czytać się, i owszem, daje.

>Oczywiście, kto by dziś czytał i poważnie analizował Różę. Może jakieś tam dziwadła, do których sam należę.

Spoko, spoko - Różę czytać jeszcze w Polsce będą, tylko oprzytomnieć muszą, a to trochę potrwa, niestety...

Bo to Francuz był, a nie żaden Senegalczyk. (Radosław Zawrotniak, szpadzista)
18-08-2012 12:55 
 Ocena 8 na 8
maruda (5550 punktów)
Kolejny raz dałem się nabrać, bo w temacie jest niby informacja o racjonalizmie, a wypowiedziach panuje teologia. Kiedyś już prosiłem by te dziwne terminy które mają wartość tylko teologiczną specjalnie oznaczać, to zmniejszy ilość nieporozumień.
16-08-2012 21:04 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
>Według niektórych kierunków filozoficznych (także według Edyty Stein) człowiek jest bytem złożonym z dwóch odrębnych pierwiastków, nawzajem do siebie ostatecznie niesprowadzalnych: materialnego i duchowego. Obydwa są jednakowo realne
Skoro są realne, to mogą być przedmiotem badań naukowych, bo w żadnym z nich nie tkwi chyba nic cudownego.
Jak to się ma do Twojego twierdzenia, że sfera duchowa nie podlega metodom fizycznym?

[Może to tylko kwestia innego rozumienia pojęć i chodzi o to, że "duch" nie należy do świata obiektów, lecz do poziomu relacji między obiektami (ale relacje, oddziaływania czy rezonanse, to w fizyce nie nowina). Podobnie socjologia zajmuje się relacjami miedzy ludźmi, których nie da się sprowadzić do samych obiektów badań, bo relacji jest istotnie (teoretycznie wykładniczo) więcej.]

Czy nie należy się dziwić Edycie Stein, że porzuciła drogę rzetelnych badań na rzecz zachwytu nad jakąś mniemaną 'nadrzeczywistością'?
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Według niektórych kierunków filozoficznych (także według Edyty Stein) człowiek jest bytem złożonym z dwóch odrębnych pierwiastków, nawzajem do siebie ostatecznie niesprowadzalnych: materialnego i duchowego. Obydwa są jednakowo realne
>Skoro są realne, to mogą być przedmiotem badań naukowych, bo w żadnym z nich nie tkwi chyba nic cudownego.
>Jak to się ma do Twojego twierdzenia, że sfera duchowa nie podlega metodom fizycznym?

Są realne - to znaczy: istnieją. Mogą być przedmiotem badań naukowych. Pierwiastek materialny może być przedmiotem badań nauk przyrodniczych, a pierwiastek duchowy - zdaniem Edyty Stein w roku 1917 - może być przedmiotem badań fenomenologii.
To, co podlega badaniom przyrodniczym, jest z definicji materialne. Dusza nie waży 21 gramów...

>Czy nie należy się dziwić Edycie Stein, że porzuciła drogę rzetelnych badań na rzecz zachwytu nad jakąś mniemaną 'nadrzeczywistością'?

Moim zdaniem nie porzuciła rzetelnych badań.
17-08-2012 14:38 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>.. Dusza nie waży 21 gramów...
A grawitacja nie grawituje, co nie znaczy, że stoją za nią anioły.
17-08-2012 15:41 
 Ocena 1 na 1
maruda (5550 punktów)
>>.. Dusza nie waży 21 gramów...
>A grawitacja nie grawituje, co nie znaczy, że stoją za nią anioły.

No i najważniejsze mózg służy jako chłodnica organizmu, ten organ nie ma chyba innego zadania. Jeżeli już się upieramy przy wiedzy z wykopalisk, to czemu odrzucać i tą tezę.
17-08-2012 16:06 
 Ocena 2 na 2
Ania. (14138 punktów)
>>>.. Dusza nie waży 21 gramów...
>>A grawitacja nie grawituje, co nie znaczy, że stoją za nią anioły.
>No i najważniejsze mózg służy jako chłodnica organizmu, ten organ nie ma chyba innego zadania. Jeżeli już się upieramy przy wiedzy z wykopalisk, to czemu odrzucać i tą tezę.
Hipoteza o znaczeniu mózgu jako "chłodnicy" jest nie tyle z wykopaliska, co raczej niepełna.
Wzbogacona o znaczenie neuroplastyczności, daje razem zgrabną hipotezę wyjaśniającą, dlaczego mózg rósł nam znaczniej przed tym, jak pojawiły się sensowniejsze narzędzia.

Ale niektórym mózg nadal służy głównie jako chłodnica... oczywiście nie chodzi o Ciebie, żeby nie było wątpliwości. Chodziło raczej o coś takiego: demotywatory.pl/3897922
maruda (5550 punktów)
>Dokładnie 70 lat temu, 9 sierpnia 1942 roku, w komorze gazowej w Auschwitz została zamordowana Edyta Stein.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w517667

Mam jedno pytanie do katolika, czy gdyby Edyta Stein pozostała przy pierwotnej wierze lub przy ateizmie, to nadal jej życie byłoby godne naśladowania przez katolika?
11-09-2012 21:55 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Każde dobro w życiu innego człowieka jest godne naśladowania.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

W kilku wypowiedziach pojawił się ten sam, niezwykle interesujący wątek - dotyczący jej życia, a dokładniej tego, jak w jej życiu przejawiała się miłość do innych osób. Otóż w tej kwestii istnieje wiele świadectw. Najwięcej pochodzi od jej byłych uczennic z liceum i seminarium nauczycielskiego w Spirze, gdzie od roku 1923 Edyta Stein nauczała języka niemieckiego i historii. Jej uczennice wspominają, że Edyta Stein nie tylko przekazywała im wiedzę szkolną, ale także poświęcała im czas poza zajęciami szkolnymi, żywo interesowała się ich życiem i starała się im pomagać w różnych problemach życiowych. Jej życzliwość wobec innych osób przejawiała się w zwykłych sytuacjach codziennego życia, w każdym spotkaniu z drugim człowiekiem. Jej przyjaciółka Gertruda Koebner wspominała: "Z przejrzystą otwartością oddawała się swym przyjaciołom, widziała ich pracę i życie. Szukała, w czym mogłaby pomóc. Ponieważ sama była otwarta, każdy się przed nią łatwo otwierał." (za: J.I.Adamska, O nocy, któraś prowadziła, Kraków 1973, s. 146-147). A jedna z jej byłych uczennic ze Spiru relacjonowała:
"Dzisiaj w Ameryce Południowej żyje wiele sióstr uformowanych niegdyś w Spirze przez Edytę Stein. Zadaniem jednej z nich było założenie szkoły z internatem i szkoły zawodowej w małej miejscowości położonej u źródeł Amazonki. Po czternastu latach, gdy powróciła do Spiru, stwierdziła, że nie wytrzymałaby tego trudu w krańcowym osamotnieniu, gdyby nie przyszła jej z pomocą pamięć nauki i wzór Edyty Stein." (za: "La Obra Maxima" (San Sebastian), 77 (1998) nr 893, s.22-23)

Miłość Edyty Stein do innych ludzi, przejawiająca się w zwykłych sytuacjach codziennego życia, na koniec znalazła swoje zwieńczenie w Auschwitz - jeden ze świadków, pewien żydowski przedsiębiorca, tak wspominał ostatnie dni Edyty Stein:
"(...) wyróżniała się spośród przywiezionych do obozu wielkim spokojem i skupieniem. Krzyki, rozpacz i dezorientacja nowo przybyłych były nie do opisania. (...) szła wśród tych kobiet niczym anioł miłosierdzia, uspokajając je i udzielając im pomocy. Wiele matek niemal postradało zmysły, poddając się czarnej, ponurej melancholii. Nie potrafiły opiekować się własnymi dziećmi, a jedynie szlochały w niemej rozpaczy. (...) zajmowała się tymi maleństwami: myła je, czesała, karmiła i dbała o zaspokojenie ich podstawowych potrzeb." (za: P.-T. Rohrbach, Journey to Carith, 1996, s. 357)
11-09-2012 22:47 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
No i nawet dobrze to o niej świadczy, ale to nie powód, by jej dorysowywać aureolę.
(Swoją drogą zwróć uwagę na to, że aureolę to zawsze trzeba dorysować ludzką ręką - tak samoistnie w przyrodzie nie występuje)

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
14-09-2012 11:31 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>No i nawet dobrze to o niej świadczy, ale to nie powód, by jej dorysowywać aureolę.
>(Swoją drogą zwróć uwagę na to, że aureolę to zawsze trzeba dorysować ludzką ręką - tak samoistnie w przyrodzie nie występuje)

Czy uważasz, że jeśli ktoś miał święte życie, to nie warto o tym mówić?... Czy wzorce osobowe nie wnoszą nic wartościowego do naszego życia?...
maceox (6766 punktów)
>>No i nawet dobrze to o niej świadczy, ale to nie powód, by jej dorysowywać aureolę.
>>(Swoją drogą zwróć uwagę na to, że aureolę to zawsze trzeba dorysować ludzką ręką - tak samoistnie w przyrodzie nie występuje)
>Czy uważasz, że jeśli ktoś miał święte życie, to nie warto o tym mówić?... Czy wzorce osobowe nie wnoszą nic wartościowego do naszego życia?...
Niedawno był tu taki wątek - wydawał mi się trochę przesadzony, ale najwyraźniej był potrzebny - w którym chodzilo o to, co należy odpowiedzieć, jeśli ktoś Ci zada pytanie "kiedy przestałeś popełniać zbrodnie?", gdy w rzeczywistości żadnej zbrodni nie popełniłeś.

Otóż trzeba wiedzieć, że jest to pytanie, w którym jest również zawarte twierdzenie. To twierdzenie wcale nie musi być prawdziwe. Może być nawet bezsensowne.

Wzorce osobowe wnoszą wiele do naszego życia i biografie ludzi również. Nawet idea "dobra" jest godną stosowania, na ile się tylko da. Natomiast "świętość" też jest jakąś ideą, bardzo abstrakcyjną. Jeśli Ty - jak stwierdziłeś - uważasz, że mierzy się ją miłością w praktyce, tą ziemską - tą do ludzi kierowaną - to ja nie mam nic przeciwko. Tylko po co w ogole używać dodatkowego, niepotrzebnego słowa, takiego jak "świętość"?
14-09-2012 15:01 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Wzorce osobowe wnoszą wiele do naszego życia i biografie ludzi również. Nawet idea "dobra" jest godną stosowania, na ile się tylko da. Natomiast "świętość" też jest jakąś ideą, bardzo abstrakcyjną. Jeśli Ty - jak stwierdziłeś - uważasz, że mierzy się ją miłością w praktyce, tą ziemską - tą do ludzi kierowaną - to ja nie mam nic przeciwko. Tylko po co w ogóle używać dodatkowego, niepotrzebnego słowa, takiego jak "świętość"?

Nie musimy używać tego słowa, jeśli Cię razi, chociaż ma ono własne specyficzne znaczenie, które trudno wyrazić innymi słowami.
Jacek_G (35558 punktów)
> Nawet idea "dobra" jest godną stosowania,
> na ile się tylko da. Natomiast "świętość"
> też jest jakąś ideą, bardzo abstrakcyjną.
> Jeśli Ty - jak stwierdziłeś - uważasz, że
> mierzy się ją miłością w praktyce, tą ziemską
> - tą do ludzi kierowaną - to ja nie mam
> nic przeciwko. Tylko po co w ogole używać
> dodatkowego, niepotrzebnego słowa, takiego
> jak "świętość"?

Może dlatego, aby uwypuklić jakąś cząstkę dobrego życia kanonizowanego katolika?
Chwyt jakiś erystyczny to jest, choć w życiu oprócz dobrego PRu znów zero zastosowania: ot żeby babcie w RM były pewne że S. Faustyna Kowalska lub Albert Chmielowski to ktoś ok, w odróżnieniu chociażby od takiego Marcello Lippi który im nic nie daje, choć był trenerem reprezentacji Włoch w piłce nożnej w latach 2004-2006 i 2008-2010. A zasłynął m.in. swojego czasu jako powiernik bardzo osobistych sekretów swoich podopiecznych, ojciec i matka w jednym, doradca spraw sercowych, nestor i opiekun w 100% zaangażowany dzień i noc w stworzenie włoskiego zespołu marzeń, o zdolnościach daleko przekraczających piłkarskie, sięgających psychologii, menedżerki i dużo dalej.
Efekt? Mistrzostwo świata Włoch w 2006r. Może jego zasług nie można porównywać z panią Stein (zwłaszcza w czasach jej pobytu w niemieckim obozie zagłady KL Auschwitz II-Birkenau) ale ręczę że z innymi katolickimi świętymi mógłby już w szranki stawać, a że dla niejednego Włocha ikonograficzna świętość kojarzy się raczej z Lippi niż Stein (nawet bł. JP2) to też fakt.
Teraz już bez ironii: czy zwykłe dobre życie, sława związana z umiejętnością odnalezienia się w danej sytuacji nie zasługuje na świętość z/bez aureoli? Nieraz obiektywnie zasługuje, choć w religii katolickiej chyba jest zawężona do szerzenia wartości typowo katolickich, a najlepiej z historią oddania za nie życia w tle, co poza katolicyzmem również da się odnaleźć (oczywiście nie dla wartości katolickich, tylko dla większego dobra jako-takiego)
łącząc pozdrowienia
14-09-2012 12:28 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Czy uważasz, że jeśli ktoś miał święte życie, to nie warto o tym mówić?... Czy wzorce osobowe nie wnoszą nic wartościowego do naszego życia?...
Warto, warto. Wszystko warto, ale trzeba wiedzieć co i jak. Nie mylić życia świętego z racjonalnymi poglądami, bo to zupełnie różne rzeczy, choć mogą iść w parze w przeciwieństwie do przypadku Stein.
Przypomnę tu bajkę "Jak to ze lnem było" - fajnie, że Stein robiła dobre rzeczy choć robiła je w imię i dla głupich urojeń.

>doświadczenia mistyczne leżą już poza granicami ratio, więc chyba także poza obszarem zainteresowań tego portalu.
Skoro mają miejsce wyłącznie w fantazji i ich treść nie ma nic wspólnego z rzeczywistością to rzeczywiście masz rację, ale ich mechanizm czemu nie miałby być tu interesującym?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-09-2012 17:52 
 Ocena 10 na 10
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Daruj, Bielecki - ale to, co wypisujesz, jest co najmniej niepoważne.

>W kilku wypowiedziach pojawił się ten sam, niezwykle interesujący wątek - dotyczący jej życia, a dokładniej tego, jak w jej życiu przejawiała się miłość do innych osób. Otóż w tej kwestii istnieje wiele świadectw.

Chyba jasne, że propagowane są tylko świadectwa pozytywne, bo w propagowaniu tychże ma interes pewna Potężna Instytucja?
Chyba jasne, że jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził, więc siłą rzeczy muszą istnieć i świadectwa bardzo krytyczne - bo choćby Edith Stein była i Archaniołem robustus, to na zwykłą złość ludzką rady dotąd nie ma?
Nie wszystkie jednak świadectwa są Ci dostępne, a nawet gdyby były - nie wszystkie byłbyś skłonny brać pod uwagę.
Utopiłeś coś w AmberGold, bo w reklamie było, że świetny interes?

>Najwięcej pochodzi od jej byłych uczennic z liceum i seminarium nauczycielskiego w Spirze, gdzie od roku 1923 Edyta Stein nauczała języka niemieckiego i historii. Jej uczennice wspominają, że Edyta Stein nie tylko przekazywała im wiedzę szkolną, ale także poświęcała im czas poza zajęciami szkolnymi, żywo interesowała się ich życiem i starała się im pomagać w różnych problemach życiowych. Jej życzliwość wobec innych osób przejawiała się w zwykłych sytuacjach codziennego życia, w każdym spotkaniu z drugim człowiekiem.

Środowisko nauczycielskie akurat znam lepiej niż jakiekolwiek inne. Po pijaku i z zamkniętymi oczami potrafię wskazać dziesiątki osób do powyższej charakterystyki pasujących jak ulał.

>Jej przyjaciółka Gertruda Koebner wspominała: "Z przejrzystą otwartością oddawała się swym przyjaciołom, widziała ich pracę i życie. Szukała, w czym mogłaby pomóc. Ponieważ sama była otwarta, każdy się przed nią łatwo otwierał." (za: J.I.Adamska, O nocy, któraś prowadziła, Kraków 1973, s. 146-147). A jedna z jej byłych uczennic ze Spiru relacjonowała:
>"Dzisiaj w Ameryce Południowej żyje wiele sióstr uformowanych niegdyś w Spirze przez Edytę Stein. Zadaniem jednej z nich było założenie szkoły z internatem i szkoły zawodowej w małej miejscowości położonej u źródeł Amazonki. Po czternastu latach, gdy powróciła do Spiru,

Spiry!!!
Spiry, qurwa!!! - niemieckie Speyer to jest po polsku TA Spira!!! - dzisiaj względne zadupie, ale przez wiele stuleci Bardzo Ważne miasto w Niemczech. Entuzjasta biografii Edith Stein raczej powinien o tym wiedzieć .

>stwierdziła, że nie wytrzymałaby tego trudu w krańcowym osamotnieniu, gdyby nie przyszła jej z pomocą pamięć nauki i wzór Edyty Stein." (za: "La Obra Maxima" (San Sebastian), 77 (1998) nr 893, s.22-23)

Nie będę Ci, Bielecki, cytował wierszy, jakie na moją cześć wypisywały moje dawne uczennice, bo z natury jestem taki trochę krępujący się - ale wierz mi, że mógłbym.

>Miłość Edyty Stein do innych ludzi, przejawiająca się w zwykłych sytuacjach codziennego życia, na koniec znalazła swoje zwieńczenie w Auschwitz - jeden ze świadków, pewien żydowski przedsiębiorca, tak wspominał ostatnie dni Edyty Stein:
>"(...) wyróżniała się spośród przywiezionych do obozu wielkim spokojem i skupieniem. Krzyki, rozpacz i dezorientacja nowo przybyłych były nie do opisania. (...) szła wśród tych kobiet niczym anioł miłosierdzia, uspokajając je i udzielając im pomocy. Wiele matek niemal postradało zmysły, poddając się czarnej, ponurej melancholii. Nie potrafiły opiekować się własnymi dziećmi, a jedynie szlochały w niemej rozpaczy. (...) zajmowała się tymi maleństwami: myła je, czesała, karmiła i dbała o zaspokojenie ich podstawowych potrzeb." (za: P.-T. Rohrbach, Journey to Carith, 1996, s. 357)

Cóż... trudno człowiekowi spekulować, jak on sam zachowywałby się w Auschwitzu - jednak zdaje mi się, że mogę dość bezpiecznie orzec, że krzyki, rozpacz i dezorientacja byłyby mi raczej obce.
Raczej zdawałbym sobie sprawę z tego, gdzie jestem i jak się to skończy. Było przecież wcześniej dużo czasu na zrozumienie istoty nazizmu.

nie tylko sam nie będę należeć do żadnego towarzystwa bez zezwolenia rządu ustanowionego, lecz i donosić będę, gdzie należy, według przysięgi wiernopoddanego, gdy się dowiem, iż gdziekolwiek takowe zabronione towarzystwo otwarte zostało. (Adam Mickiewicz)
maceox (6766 punktów)
No to jeśli dokładnie śledziłeś ten wątek, to wiesz już, że spełniasz wszystkie ustanowione przez kolegę Bieleckiego warunki do uznania za ŚWIĘTEGO.
13-09-2012 19:04 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>No to jeśli dokładnie śledziłeś ten wątek, to wiesz już, że spełniasz wszystkie ustanowione przez kolegę Bieleckiego warunki do uznania za ŚWIĘTEGO.

No, nie wiem... Co najmniej z jednym jest kłopot... Bielecki się w tej konkretnej sprawie chyba nie wypowiadał, ale zakładam, że jako dobry katolik podziela stanowisko Kościoła Świętego - a ono jest takie, że aby być uznanym za Świętego (nawet i subito), to jednak najpierw trzeba umrzeć, cholera...

nie tylko sam nie będę należeć do żadnego towarzystwa bez zezwolenia rządu ustanowionego, lecz i donosić będę, gdzie należy, według przysięgi wiernopoddanego, gdy się dowiem, iż gdziekolwiek takowe zabronione towarzystwo otwarte zostało. (Adam Mickiewicz)
14-09-2012 13:11 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>No to jeśli dokładnie śledziłeś ten wątek, to wiesz już, że spełniasz wszystkie ustanowione przez kolegę Bieleckiego warunki do uznania za ŚWIĘTEGO.
>Bielecki się w tej konkretnej sprawie chyba nie wypowiadał,
Jak najbardziej się wypowiadał.
Zapytałem go:
Cytat:
Jak się waży świętość? I dlaczego Marylin Monroe miałaby jej nie posiadać?

odpowiedział:
Cytat:
Miłością do innych osób. Miłością, która przejawia się w czynach.

Na co pozwoliłem sobie w tutaj zauważyć, że u Stein z tą miłością przejawiającą się w czynach raczej kiepsko.
I na to on właśnie odpowiedział juz w tym tu podwątku, jak to bardzo święta jednak była Stein poprzez swe czyny.

Stąd jednak wniosek, że zachowujac się w miarę normalnie - tzn. "dobrze" na ile się da - już spełniamy definicję świętości kolegi Bieleckiego. Ty to właśnie - jak rozumiem - podkreśliłeś wskazując, że takich "świętych", to Ty sam znasz osobiście, a nawet w zasadzie - Twoje zachowanie - od tej definicji jakoś szczególnie nie odbiega. A zatem mógłbyś być święty.

>ale zakładam, że jako dobry katolik podziela stanowisko Kościoła Świętego
Kolega Bielecki nie raz już tu na forum całkowicie zaprzeczył stanowisku Kościola Katolickiego, choć się sam zapewne do tego nie przyzna, a nawet nie wiem, czy ma tego świadomość.
14-09-2012 14:52 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Kolega Bielecki nie raz już tu na forum całkowicie zaprzeczył stanowisku Kościola Katolickiego, choć się sam zapewne do tego nie przyzna, a nawet nie wiem, czy ma tego świadomość.

Nigdy na tym forum nie ukrywałem, że jestem katolikiem, więc nie mógłbym zaprzeczyć nauczaniu Kościoła. Przypuszczam, że to Ty błędnie rozumiesz niektóre elementy tego nauczania.
14-09-2012 22:04 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Nigdy na tym forum nie ukrywałem, że jestem katolikiem, więc nie mógłbym zaprzeczyć nauczaniu Kościoła.
I uważasz, że to zdanie jest mądre?

>Przypuszczam, że to Ty błędnie rozumiesz niektóre elementy tego nauczania.
Jest to więcej niż pewne, tym bardziej, że tego zrozumieć się nie da.

Ja Cię na prawdę nie chcę jakoś urażać moimi wpisami, ale to Ty chcesz dyskutować z niewiernymi.

Chciałem Ci tylko uświadomić, że zarówno o świętości (jak i zresztą o samym Bogu) to tylko ludzie sobie coś opowiadają - niezależnie od tego, czy lapidarną definicję świętości ustalasz sobie Ty, czy określa ją sam papież.

To ludzie decydują o tym, kto jest święty i co jest święte, a i to słowo - sacrum - powstało w ludzkiej mowie wskutek wykształcenia się takiej właśnie myśli - i to nie od razu, bo w najdawniejszych ludzkich cywilizacjach można chyba mówić tylko o jakichś zalążkach tego pojęcia - i tej myśli. Sacrum jest ideą i ma zapewne swoją funkcję psychologiczną. To wszystko co wiemy o świętości.

Ale ja wiem, że Ty wiesz więcej.
14-09-2012 20:11 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Stąd jednak wniosek, że zachowujac się w miarę normalnie - tzn. "dobrze" na ile się da - już spełniamy definicję świętości kolegi Bieleckiego.

Z gruntu heretycką - tzw. dobrym człowiekiem to od zawsze każdy sam z siebie być może, bo to kwestia osobowości, a nie światopoglądu czy przynależności organizacyjnej.
Jakby sama dobroć do świętości wystarczała, to by Ofiara PanaJezusowa potrzebna nie była, więc i też uczestniczące w jej Tajemnicy Sakramenty, co to ich Szafarzem Kościół, a zatem i Kościół by potrzebny nie był - a to być Nie Może .
Oj, będzie miał się z pyszna Bielecki, kiedy już stanie przed Obliczem Pańskim .

>Ty to właśnie - jak rozumiem - podkreśliłeś wskazując, że takich "świętych", to Ty sam znasz osobiście, a nawet w zasadzie - Twoje zachowanie - od tej definicji jakoś szczególnie nie odbiega. A zatem mógłbyś być święty.

Niezręcznie mi motyw siebie dłużej eksploatować.
Ech... Jakieś Złe mnie podkusiło, albo co...

>Kolega Bielecki nie raz już tu na forum całkowicie zaprzeczył stanowisku Kościola Katolickiego, choć się sam zapewne do tego nie przyzna, a nawet nie wiem, czy ma tego świadomość.

Na jego szczęście w Kościele jest Długa i Szacowna Tradycja głoszenia rzeczy dokładnie odwrotnych względem tego, co głosiło się nieco wcześniej, zatem zawsze może próbować zasłaniać się albo swym przywiązaniem do Tradycji albo wprost przeciwnie - prekursorstwem .

...to jest pozostałość różnych ruchów, które nie zostały zrobione. (Julia Pitera)
14-09-2012 22:00Nie na temat 
 Ocena 7 na 7
Kuba K. (3909 punktów)
>(...) zachowując się w miarę normalnie - tzn. "dobrze" na ile się da - już spełniamy definicję świętości kolegi Bieleckiego. (...)

W trakcie śledzenia Waszej wymiany zdań przypomniał mi się taki łaciński wierszyk (z góry przepraszam za ewentualne błędy, bo już mi trochę język Cycerona "zardzewiał")

Quis bibit - dormit.
Quis dormit - non nocet.
Quis non nocet - sanctus est.
Ergo, quis bibit - sanctus est.

W wolnym tłumaczeniu: kto pije - śpi, kto śpi - nie szkodzi (nie grzeszy), kto nie szkodzi - jest świętym, tak więc kto pije - jest świętym
15-09-2012 12:18 
 Ocena 1 na 1
immune.ltd (1783 punktów)
trafny wierszyk ...
14-09-2012 11:48 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>"(...) wyróżniała się spośród przywiezionych do obozu wielkim spokojem i skupieniem. Krzyki, rozpacz i dezorientacja nowo przybyłych były nie do opisania. (...) szła wśród tych kobiet niczym anioł miłosierdzia, uspokajając je i udzielając im pomocy. Wiele matek niemal postradało zmysły, poddając się czarnej, ponurej melancholii. Nie potrafiły opiekować się własnymi dziećmi, a jedynie szlochały w niemej rozpaczy. (...) zajmowała się tymi maleństwami: myła je, czesała, karmiła i dbała o zaspokojenie ich podstawowych potrzeb."

>Cóż... trudno człowiekowi spekulować, jak on sam zachowywałby się w Auschwitzu - jednak zdaje mi się, że mogę dość bezpiecznie orzec, że krzyki, rozpacz i dezorientacja byłyby mi raczej obce.
>Raczej zdawałbym sobie sprawę z tego, gdzie jestem i jak się to skończy. Było przecież wcześniej dużo czasu na zrozumienie istoty nazizmu.

Z różnych relacji z obozów koncentracyjnych wynika, że takie postawy jak Edyty Stein czy Maksymiliana Kolbe były tam jednak rzadkie. Być może Ty zachowywałbyś się tam tak szlachetnie i godnie jak oni - Spiritus flat ubi vult...
14-09-2012 20:37 
 Ocena 11 na 11
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Cóż... trudno człowiekowi spekulować, jak on sam zachowywałby się w Auschwitzu - jednak zdaje mi się, że mogę dość bezpiecznie orzec, że krzyki, rozpacz i dezorientacja byłyby mi raczej obce.
>>Raczej zdawałbym sobie sprawę z tego, gdzie jestem i jak się to skończy. Było przecież wcześniej dużo czasu na zrozumienie istoty nazizmu.
>Z różnych relacji z obozów koncentracyjnych wynika, że takie postawy jak Edyty Stein (...) były tam jednak rzadkie.

To niekoniecznie prawda - także w obozach wcale często ludzie próbowali sobie wzajem pomagać i wzajem się podtrzymywać na duchu. To było mądre, to pomagało przetrwać - a o to przecie każdemu chodziło.

>Maksymiliana Kolbe

Co do Kolbego - antysemity i faszysty - to, że tak powiem, odebrał swoją nagrodę.

>Być może Ty zachowywałbyś się tam tak szlachetnie i godnie jak oni

Bądźże łaskaw nieco staranniej czytać to, co się do Ciebie pisze.
Nie wspominałem nic o mojej ewentualnej szlachetności. Szło mi tylko o to, że zdezorientowany nie byłbym, boż z wieloletniej już obserwacji wiedziałbym, czego się można po nazistach spodziewać.
Nie sądzę też, żeby mnie to wprawiło w histerię - bo bałbym się, a strach uczy rozumu, więc wiedziałbym, że nie należy niekontrolowanymi reakcjami jeszcze pogarszać swego i tak już fatalnego położenia.


...to jest pozostałość różnych ruchów, które nie zostały zrobione. (Julia Pitera)
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> że tak powiem, odebrał swoją nagrodę

Edyta Stein i Maksymilian Kolbe odebrali tę samą nagrodę.
15-09-2012 22:19 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>że tak powiem, odebrał swoją nagrodę
>Edyta Stein i Maksymilian Kolbe odebrali tę samą nagrodę.
A czym Panu, Szanowny Panie Marku, podpadł 40 letni Marian Batko nauczyciel fizyki z Chorzowa, który oddał życie za Mieczysława Pronobisa. Tym, że o świeckim Batko, to już ksiądz katecheta nie nauczał? A wszakże jego wcześniejsze życie było zdecydowanie bardziej przyzwoite i bardziej skromne niż Kolbego.
Takich czynów w obozach było więcej.

Przecież z mniejszym obrzydzeniem przyzwoity człowiek weźmie gówno do ręki niż "Rycerza Niepokalanej", czy "Mały Dziennik". A wszak wydawanie tych szmatławców to największa zasługa tego polityka w habicie do wybuchu wojny.

Znam obronę André Frossarda, który napisał m.in.: Niskiego, podłego uczucia antysemityzmu - zostało to dowodnie wykazane - nie znał najdrobniejszy atom jego osoby. Żyd był jego bliźnim, chciałby, żeby stał się mu jeszcze bliższy, to wszystko. Nigdy, ale to nigdy, nie uchybił miłości.

Jednym z dowodów na słowa Frossarda jest list Maksymiliana Kolbego z 15 lipca 1935, w którym pisał: Mówiąc o Żydach, bardzo bym uważał na to, żeby czasem nie wzbudzić albo nie pogłębić nienawiści do nich w czytelnikach i tak już nastrojonych do nich czasem nawet wrogo. Na ogół więcej bym się starał o rozwój polskiego handlu i przemysłu, niż piętnował Żydów.

Tyle tylko, że ja pisemka wydawane przez Kolbego przeglądałem, a nawet sporo przeczytałem. Nie pamiętam, które artykuliki on sygnował, ale wiem, że to on wydawał i on był redaktorem naczelnym. Trzeba być głęboko wierzącym katolikiem lub obłudnikiem (co najczęściej jest tożsame) aby nie dostrzec w nich obrzydliwego antysemityzmu. Tak, Kolbe dokonał czynu chwalebnego, ale kto mu tą "nagrodę" wymierzył hitlerowcy, czy Bóg sprawiedliwy, to tego ja już nie wiem?

Miłego dnia.

@@@
.
17-09-2012 12:17 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Edyta Stein i Maksymilian Kolbe odebrali tę samą nagrodę.

>Znam obronę André Frossarda, który napisał m.in.: Niskiego, podłego uczucia antysemityzmu - zostało to dowodnie wykazane - nie znał najdrobniejszy atom jego osoby. Żyd był jego bliźnim, chciałby, żeby stał się mu jeszcze bliższy, to wszystko. Nigdy, ale to nigdy, nie uchybił miłości.

Opinia André Frossarda jest w tej kwestii dla mnie wiarygodna, m.in. z powodu jego żydowskiego pochodzenia.
17-09-2012 18:09 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Opinia André Frossarda jest w tej kwestii dla mnie wiarygodna, m.in. z powodu jego żydowskiego pochodzenia.
Znowu ogromnie się różnimy.
André Frossard był co prawda mieszanego pochodzenia (wychował się w rodzinie ateistycznej, o tradycjach trzech wyznań: żydowskiego, protestanckiego i katolickiego. Jego ojciec był sekretarzem generalnym Francuskiej Partii Komunistycznej. Pisarz w 20. roku życia przeżył w jednej z paryskich kaplic nagłą i gwałtowną konwersję, porównywaną do nawrócenia św. Pawła), ale jak wynika z jego wypowiedzi dobrze znał swoje miejsce konwertyty: "Jednocześnie wiem, że stałem się członkiem nowej rodziny, którą jest Kościół. Obowiązkiem jego będzie prowadzić mnie tam, dokąd trzeba, bym szedł, gdyż mimo pozorów muszę przebyć jeszcze pewną odległość, którą pokonać może jedynie oba­lenie prawa ciążenia". Już samo to zdanie pokazuje aby do konwertytów mieć ograniczone zaufanie.

Tylko, że ja pisząc o zastrzeżeniu do jakiegokolwiek obiektywizmu u Frossarda wcale nie o tym pisałem. Znający i rozumiejący język polski mogą sobie wyżej przeczytać: Przecież z mniejszym obrzydzeniem przyzwoity człowiek weźmie gówno do ręki niż "Rycerza Niepokalanej", czy "Mały Dziennik". A wszak wydawanie tych szmatławców to największa zasługa tego polityka w habicie do wybuchu wojny.

Znam obronę André Frossarda,(...)

Tyle tylko, że ja pisemka wydawane przez Kolbego przeglądałem, a nawet sporo przeczytałem. Nie pamiętam, które artykuliki on sygnował, ale wiem, że to on wydawał i on był redaktorem naczelnym. Trzeba być głęboko wierzącym katolikiem lub obłudnikiem (co najczęściej jest tożsame) aby nie dostrzec w nich obrzydliwego antysemityzmu.

A z tego jednoznacznie wynika, że Frossard nie miał najmniejszych podstaw do obrony Kolbego bez znajomości polskiego, Chyba, że Pan udowodni, iż te szmatławce na francuski przełożono.

Miłego dnia.

@@@
.
18-09-2012 13:14 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Frossard nie miał najmniejszych podstaw do obrony Kolbego bez znajomości polskiego,

Frossard poświęcił Maksymilianowi Kolbe całą książkę (polski tytuł: "Pamiętajcie o miłości"). Można bezpiecznie założyć, że autor tej rangi co Frossard pisał na podstawie dogłębnej znajomości tematu.
18-09-2012 13:23 
 Ocena 2 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wiara czyni cuda Marku. Przeinacza fakty, nakazuje oceniać książki i czasopisma, których się nigdy nie przeczytało. Wiara to domena ludzi, którym "cel uświęca środki". A środki, jak wiesz, bywają różne... Dlatego warto by było, abyś sprawdził, czy Frossard dysponował językiem polskim, albo tłumaczeniami wydawnictw Kolbego.

Masz do dyspozycji dwa przekręty:
1) nie trzeba czytać, aby wiedzieć, bo cel uświęca środki
2) największy antysemityzm jest dobrem w ustach świętego, bo cel uświęca środki
18-09-2012 15:34 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Frossard nie miał najmniejszych podstaw do obrony Kolbego bez znajomości polskiego,
>Frossard poświęcił Maksymilianowi Kolbe całą książkę (polski tytuł: "Pamiętajcie o miłości").
A co to ma do rzeczy.
Nawet gdyby poświęcił mu dwie? Znał polski czy nie?
Jest tłumaczenie na francuski tych ograniczonych intelektualnie piśmideł, czy nie ma?

>Można bezpiecznie założyć, że autor tej rangi co Frossard pisał na podstawie dogłębnej znajomości tematu.
Inteligent, to uważa, że bezpieczniej jest np założyć prezerwatywę. W sprawach intelektualnych zdecydowanie woli przyjmować postawę krytyczną. Nie ma najmniejszych przesłanek, że Frossard znał treść "Rycerza Niepokalanej" i "Małego Dziennika". Po Pańskich wypowiedziach widzę, iż Pan też nie.
Ranga intelektualna Frossarda jest znacznie niższa od jego sławy, a jego sławę to głównie katolicy nadmuchują.

-------------------------

W roku 1917 zakonnik (Kolbe) wpadł na pomysł powołania stowarzyszenia maryjnego, które nazwał Rycerstwem Niepokalanej (Militia Immaculate). Jego ideą było nawracanie na katolicyzm. W programie Rycerstwa Niepokalanej znalazł się między innymi cytat ze Świętego Oficjum: "O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają, a zwłaszcza za masonami".

Nawracanie z założenia nie miało być siłowe. Tym niemniej treści zawarte w "Rycerzu Niepokalanej" oraz - tym bardziej - w wydawanym od 1935 roku "Małym Dzienniku" miały zdecydowany, antysemicki charakter. Żydom zrzucano, że demoralizują Polaków, propagują rozwody i pornografię. Pojawiały się "demaskacje" międzynarodowego spisku, odnotowywano przekroczenia prawne drobnych i większych przestępców pochodzenia żydowskiego.

Postulowano też ograniczenie dostępu wyznawców religii mojżeszowej do edukacji wyższej. I chociaż nie sam Maksymilian Kolbe redagował wszystkie artykuły pojawiające się w obydwu pismach, to jednak sygnował je swoim nazwiskiem. Tym bardziej zaskakujące jest nawoływanie w "Małym Dzienniku" do wyjazdu Żydów do Palestyny oraz propagowanie haseł "Polak kupuje u Polaka".


Można zajrzeć też tu

Miłego dnia.

@@@
.
18-09-2012 13:46 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Pisarz w 20. roku życia przeżył w jednej z paryskich kaplic nagłą i gwałtowną konwersję, porównywaną do nawrócenia św. Pawła)[/color],

A to jest niezwykle ciekawy wątek! Nawrócenie Frossarda odbyło się bez żadnego wcześniejszego przygotowania, w zupełnie tajemniczy sposób. Pewnego dnia Frossard czekał na ulicy na kolegę. Zobaczył otwarte drzwi kaplicy, a ponieważ nigdy wcześniej nie był w kościele, postanowił wejść do środka. Po latach wspominał to tak:
Wszedłem do tej kaplicy przypadkowo, bez metafizycznych niepokojów, zmartwień, problemów osobistych, miłosnych przykrości: byłem tylko spokojnym ateuszem, marksistą, beztroskim młodzieńcem, trochę powierzchownym, który miał na ten wieczór w programie randkę. Wyszedłem stamtąd po dziesięciu minutach tak bardzo zaskoczony tym, że stałem się niespodziewanie katolikiem, jak byłbym zdumiony, odkrywając, że jestem żyrafą lub zebrą po wyjściu z ogrodu zoologicznego. Właśnie dlatego, że wiedziałem, iż by mi nie uwierzono, milczałem przez ponad 30 lat, pracowałem intensywnie, aby wyrobić sobie nazwisko jako dziennikarz oraz pisarz i aby mieć w ten sposób nadzieję, że nie zostanę wzięty za szaleńca, gdybym spłacił swój dług: opowiedział to, co mi się wydarzyło.
Uczynił to dopiero po ponad 30 latach, gdy był uznanym autorem - w książce Bóg istnieje, spotkałem Go opisał, jak w jednej chwili ujrzał duchowy wymiar rzeczywistości.
18-09-2012 14:56 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Pisarz w 20. roku życia przeżył w jednej z paryskich kaplic nagłą i gwałtowną konwersję, porównywaną do nawrócenia św. Pawła
>A to jest niezwykle ciekawy wątek!
A to z jakiego punktu widzenia?

>Nawrócenie Frossarda odbyło się bez żadnego wcześniejszego przygotowania, w zupełnie tajemniczy sposób.
Można zacząć nowy wątek, ale polecałbym najpierw z dokładnym zapoznaniem się z wątkiem Mistycyzm, jako subiektywne doświadczenie psychiczne. Nie jestem w stanie zaprzeczyć, ale trudno wyobrazić mi sobie inteligentnego dwudziestolatka żyjącego w wielkim mieście, który nigdy nie był w kościele. Ja w tym wieku byłem już we wszystkich dostępnych mi świątyniach i na cmentarzach, tylko z ciekawości. Trudno też mi sobie wyobrazić aby w inteligenckim domu nie mówiono o religiach, a najtrudniej jest mi uwierzyć jak można być "ateuszem" nic nie wiedząc o Bogu.
Panie Marku, pan Frossard, tylko w swoim opisie racjonalizuje irracjonalne przeżycie, którego doświadczył i jedyne z czym mogę się zgodzić to to, że "figle" które potrafi nam sprawić mózg są fascynujące. Dlatego namawiam młodszych do zajęcia się kognitywistyką.

Właśnie dlatego, że wiedziałem, iż by mi nie uwierzono, milczałem przez ponad 30 lat, pracowałem intensywnie, aby wyrobić sobie nazwisko jako dziennikarz oraz pisarz i aby mieć w ten sposób nadzieję, że nie zostanę wzięty za szaleńca, gdybym spłacił swój dług: opowiedział to, co mi się wydarzyło.
No i co? Pan by mu uwierzył, że nawrócił się na Pańską wiarę od razu. Ja co najwyżej wierzę, iż doznał jakiegoś mózgowego bodźca (typu "pęknięta żyłka"), który spowodował umysłową przemianę i intelektualne ograniczenie w samodzielnym myśleniu.
Przeczytane książki Frossarda mnie nie przekonywują i są typową literaturą do "przekonywania już przekonanych".

Pozdrawiam.

@@@
.
18-09-2012 16:17 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Ja co najwyżej wierzę, iż doznał jakiegoś mózgowego bodźca (typu "pęknięta żyłka"), który spowodował umysłową przemianę i intelektualne ograniczenie w samodzielnym myśleniu.

Relacja Frossarda temu przeczy. Wspominając po latach moment swojego nawrócenia, Frossard powiedział, że jest rzeczą zdumiewającą, że rzeczywistość duchowa, którą w owej chwili "zobaczył", była dokładnie zgodna z nauczaniem Kościoła - nauczaniem, z którym zaczął się zapoznawać dopiero później, w następstwie swojego nawrócenia.
18-09-2012 17:54 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>> Ja co najwyżej wierzę, iż doznał jakiegoś mózgowego bodźca (typu "pęknięta żyłka"), który spowodował umysłową przemianę i intelektualne ograniczenie w samodzielnym myśleniu.
>Relacja Frossarda temu przeczy.
To mnie wcale nie dziwi, choćby już w kontekście zrozumienia przez Pana tego co napisałem.

>Wspominając po latach moment swojego nawrócenia,
Napisałem: Panie Marku, pan Frossard, tylko w swoim opisie racjonalizuje irracjonalne przeżycie, którego doświadczył i jedyne z czym mogę się zgodzić to to, że "figle" które potrafi nam sprawić mózg są fascynujące. Czy każde zdanie trzeba rozkładać na czynniki pierwsze, których i tak dalej Pan nie zrozumie?

>Frossard powiedział,
Kiedy tak powiedział?
Jak Pan pisze: Uczynił to dopiero po ponad 30 latach, gdy był uznanym autorem. Po trzydziestu latach to pamięć nie takie numery nam płata.
Ale nawet gdyby powiedział tak natychmiast po nawróceniu, to potrzebne byłyby chyba jakieś weryfikujące jego wiedzę - dokładnie zgodną z nauczaniem Kościoła - egzaminy. Egzaminów jak wiemy nie było i weryfikacji prawdziwości jego twierdzeń też nie. Więc tu żaden cud nie zaistniał, to wiara czyni cuda z naszymi umysłami.

>że jest rzeczą zdumiewającą, że rzeczywistość duchowa, którą w owej chwili "zobaczył", była dokładnie zgodna z nauczaniem Kościoła - nauczaniem, z którym zaczął się zapoznawać dopiero później, w następstwie swojego nawrócenia.
Jak napisałem wyżej - a kto to zweryfikował? Wydaje mi się, że Pańska szczera i głęboka wiara, to na tym forum mało.
O dużo za mało!

Panie Marku, naprawdę Pan nie może zauważyć, że wszystkie Pańskie wywody zupełnie nie dają się racjonalnie obronić. Ktoś - może pamięta Pan kto - napisał: Dla mnie linia podziału nie przebiega pomiędzy wierzącymi a niewierzącymi, ale pomiędzy spójnością bądź jej brakiem w wywodzie każdej ze stron. W chwili obecnej to właśnie ateiści są w stanie skonstruować spójny model światopoglądowy, w którym ani "Bóg", ani "mit" nie są potrzebne.
Czy sądzi Pan, że potrafi Pan tak uporządkować swoje własne poglądy aby zachowały one spójność? Przecież to co Pan tu wypisuje, to tylko zbieranina poglądów różnych fideistycznych autorytetów nie mających oparcia w rzeczywistości, tylko w ich wierzeniach. Czyli puste pudełko w pustym pudełku. Przecież to intelektualna żenada, weryfikować dorobek współczesnej nauki starożytnymi mniemalologami. Nawet przy największym szacunku dla ich myśli w ówczesnym kontekście.

Miłego dnia.

@@@
.
19-09-2012 14:50 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Czy sądzi Pan, że potrafi Pan tak uporządkować swoje własne poglądy aby zachowały one spójność?

Sądzę, że już są spójne. Natomiast Pańskie - nie. Jeden z najbardziej cenionych publicystów francuskich, z pewnością nie wariat, informuje o swoim nawróceniu, a Pan neguje wiarygodność jego relacji tylko z tego powodu, że jest ona niezgodna z Pańskim światopoglądem - czy to jest racjonalne?...
19-09-2012 16:29 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Szkoda, że tak bardzo niewiele potrafi Pan z moich wypowiedzi zrozumieć.
Dokładnie tak, chodzi mi tylko o zrozumienie, a nie o jakąkolwiek ich akceptację.

>>>>Czy sądzi Pan, że potrafi Pan tak uporządkować swoje własne poglądy aby zachowały one spójność?
>Sądzę, że już są spójne. Natomiast Pańskie - nie.
No i fajnie!
Ocena Pana Marka jest nie do przecenienia i nie do podważenia.

>Jeden z najbardziej cenionych publicystów francuskich,
Biedna ta intelektualna Francja w Pańskiej ocenie.
Naprawdę wierzy Pan, że dla pozakościelnej inteligencji ma jego dorobek jakieś większe znaczenie?

>z pewnością nie wariat,
A ma Pan świadectwo psychiatryczne?
Ja mu choroby nie zarzucałem, to czemu Pan jej przeczy? Nie trzeba zaraz być wariatem żeby brednie opowiadać. Można np być ks. abp. prof. zw. dr hab. i też wystarczy.

>informuje o swoim nawróceniu,
Czego to ludzie nie opowiadają. Chyba niewiele istnieje głupot, które ludzie by nie opowiadali i w nie nie wierzyli.
To że się nawrócił, to fakt, który łatwo sprawdzić, a sposób jego nawrócenia jest nie do sprawdzenia. Przez nikogo.

>a Pan neguje wiarygodność jego relacji
Czy to nie jest zbyt duże ograniczenie intelektualne do dyskusji na racjonalistycznym forum, gdy jest Pan w stanie tylko tyle zrozumieć, na ile Panu wyobraźnia podpowiada i kurczowo trzymać się tego w co Pańskie autorytety każą Panu wierzyć. Najciekawszym zjawiskiem jest Pana 100% impregnacja. Do Pana żadne, ale to naprawdę żadne argumenty nie docierają.

Nie, nie neguję jego relacji. Rozmawiałem z ludźmi w psychozach (i znowu nie twierdzę, że Frossard był w psychozie). Neguję tylko relacje pomiędzy tym co on mógł widzieć i opowiadał, a rzeczywistością.

>tylko z tego powodu, że jest ona niezgodna z Pańskim światopoglądem - czy to jest racjonalne?...
Tak Wielce Szanowny Panie Marku, jest postawą zdecydowanie racjonalną trzymanie się racjonalizmu i postawą tak irracjonalną, iż wprost głupią (a głupota jest znacznie gorszą przypadłością od wariactwa) opieranie swoich poglądów na wierze.

Miłego dnia.

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.
.
19-09-2012 16:51 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Jeden z najbardziej cenionych publicystów francuskich,
>Naprawdę wierzy Pan, że dla pozakościelnej inteligencji ma jego dorobek jakieś większe znaczenie?

Przez wiele lat Frossard był czołowym publicystą "Le Figaro" - czy to jest pismo "kościelnej inteligencji"?...

>Czy to nie jest zbyt duże ograniczenie intelektualne do dyskusji na racjonalistycznym forum, gdy jest Pan w stanie tylko tyle zrozumieć, na ile Panu wyobraźnia podpowiada i kurczowo trzymać się tego w co Pańskie autorytety każą Panu wierzyć. Najciekawszym zjawiskiem jest Pana 100% impregnacja. Do Pana żadne, ale to naprawdę żadne argumenty nie docierają.

Jak Pan sądzi - w jakim stopniu powyższa charakterystyka pasuje do Pana?...
19-09-2012 18:16 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jeden z najbardziej cenionych publicystów francuskich,
>>>>Naprawdę wierzy Pan, że dla pozakościelnej inteligencji ma jego dorobek jakieś większe znaczenie?
>Przez wiele lat Frossard był czołowym publicystą "Le Figaro" - czy to jest pismo "kościelnej inteligencji"?...
Znam jego biografię i czytałem "36 dowodów na istnienie diabła" oraz "Bóg i ludzkie pytania", jak dla mnie wystarczy.
Pan np może być czołowym publicystą "Areopagu XXI" i co z tego wynika?
Przez wiele lat (1966-90) byłem pilnym czytelnikiem prasy katolickiej, a i teraz co mądrzejszych tytułów nie unikam. Takie już mam zainteresowania, ale kto z polskich katolickich publicystów wniósł znaczący dorobek od polskiej refleksji intelektualnej? Może Pan wrzuci parę nazwisk wychodzących poza środowisko. Robi się co prawda różne sztuczne baloniki, jak ostatnio np sympatyczny i mądry ksiądz Boniecki, ale czy jego dorobek ma jakieś większe znaczenie. Nie wiem, ale wątpię.

>>>>Czy to nie jest zbyt duże ograniczenie intelektualne do dyskusji na racjonalistycznym forum, gdy jest Pan w stanie tylko tyle zrozumieć, na ile Panu wyobraźnia podpowiada i kurczowo trzymać się tego w co Pańskie autorytety każą Panu wierzyć. Najciekawszym zjawiskiem jest Pana 100% impregnacja. Do Pana żadne, ale to naprawdę żadne argumenty nie docierają.
>Jak Pan sądzi - w jakim stopniu powyższa charakterystyka pasuje do Pana?...
Bardzo proszę nich Pan przedstawi racjonalne uzasadnienie Pańskiego przekonania, ja spokojnie pozostawiam ocenę naszym czytelnikom, a to jednak forum ludzi myślących samodzielnie oraz samodzielnie dokonujących ocen i takich tu znakomita większość.

Miłego dnia.

@@@
.
19-09-2012 15:49 
 Ocena 2 na 2
Baluu (95 punktów)

>Sądzę, że już są spójne. Natomiast Pańskie - nie. Jeden z najbardziej cenionych publicystów francuskich, z pewnością nie wariat, informuje o swoim nawróceniu, a Pan neguje wiarygodność jego relacji tylko z tego powodu, że jest ona niezgodna z Pańskim światopoglądem - czy to jest racjonalne?...

Przepraszam, że się tak do dyskusji wtrącę, ale ciężko mi sobie wyobrazić jakikolwiek spójny system myślowy bezpośrednio związany z organizacją religijną.

Jeżeli Pan identyfikuje się z KrK i uważa za człowieka wyznającego nauki tej instytucji to wprowadza to moim zdaniem straszny zamęt w światopogląd Pańskiej osoby.
Ogromna liczba religii, punktów widzenia na sprawy wątpliwe moralnie itd. a tutaj pojawia się Kościół, który twierdzi, że tylko jego poglądy są właściwe i pozwalają na pełne spełnienie życiowe.

Wnioskuję, że Pan jako katolik podziela ten pogląd, gdyż takie są nauki KrK.

Czy to może być spójne?
19-09-2012 16:12 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Ogromna liczba religii, punktów widzenia na sprawy wątpliwe moralnie itd.

Istnienie w danej kwestii wielu sprzecznych poglądów nie oznacza, że każdy z tych poglądów jest nieprawdziwy.
19-09-2012 20:18 
 Ocena 1 na 1
Baluu (95 punktów)

>Istnienie w danej kwestii wielu sprzecznych poglądów nie oznacza, że każdy z tych poglądów jest nieprawdziwy.

Oczywiście, że tak, ale na jakiej podstawie może Pan powiedzieć, że akurat ta czy inna instytucja ma receptę na wszelkie problemy tego świata?

Jeszcze bym zrozumiał, gdyby faktycznie zastosowanie katolickich dogmatów w praktyce przynosiło same korzyści, a ludziom żyłoby się dostatniej. Jednak przykładów, że to nieprawda jest multum, wspomnę tylko o implikacjach stosunku KrK do antykoncepcji i jego wpływu na Afrykę.
19-09-2012 15:53 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Sądzę, że już są spójne.
Ano, to Twój problem, że tak sądzisz i w dodatku sądzisz, że umiesz za tym rozumnie argumentować, choć "argumentujesz" tylko chciejstwem.

>Natomiast Pańskie - nie.
Nie mów tylko, że następujący po tym hagiograficzny bełkot jest rozumnym tegoż uzasadnieniem.

>Jeden z najbardziej cenionych publicystów francuskich, z pewnością nie wariat,
Z pewnością w dziedzinie religijnych bredni nie mędrzec - jak wszyscy wierzący.

>informuje o swoim nawróceniu, a Pan neguje wiarygodność jego relacji tylko z tego powodu, że jest ona niezgodna z Pańskim światopoglądem - czy to jest racjonalne?...
Kto kwestionuje wiarygodność jego relacji?! Przecie nawrócenia się zdarzają i nikt rozumny tego nie kwestionuje, a konkretnie omawianego publicysty nikt nie kontroluje pod kątem prawdziwości jego nawrócenia.
A biedny Bielecki tak ma, że dla niego są wiarygodne wszystkie nawrócenia na jego bajędy.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-09-2012 17:12 
 Ocena 8 na 8
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Urojenia i sny zazwyczaj bazują na istniejącym materiale. Prędziej ci się przyśni święty Józef z obrazka, który dostałeś od księdza po kolędzie, niż totalna abstrakcja, albo Sziwa, jeśli jego przedstawień nie widziałeś, ani o nich nie słyszałeś. Gdyby F. przyśnił się dajmy na to jakiś zapomniany rzymski bóg, którego pierwsze przedstawienie odkrytoby dopiero po śnie F., mogłoby to wzbudzać twoją nadzieję. A tak - F. śnił o tym, co mu się w kółko przed oczami kładło. Plus żyłka.
18-09-2012 18:12 
 Ocena 2 na 2
Celecrin (6386 punktów)
>Urojenia i sny zazwyczaj bazują na istniejącym materiale.
Nie zazwyczaj a zawsze. Podczas snu "ośrodki abstrakcji" są wyłączone. Sen jest momentem segregacji pamięci.
19-09-2012 21:20 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Ja co najwyżej wierzę, iż doznał jakiegoś mózgowego bodźca (typu "pęknięta żyłka"), który spowodował umysłową przemianę i intelektualne ograniczenie w samodzielnym myśleniu.

Ponieważ w przypadku nawrócenia Frossarda dokonał Pan redukcji dysonansu poznawczego w sposób prosty jak konstrukcja cepa ("pęknięta żyłka"), ciekaw jestem, czy w niemal identycznym przypadku nawrócenia Ratisbonne'a wymyśli Pan coś nowego:

Alphons Ratisbonne (1814-1884) był francuskim Żydem, uważał się za sceptyka i ateistę. Do Kościoła katolickiego miał stosunek taki jak Pan. Pewnego dnia towarzyszył swojemu znajomemu, który załatwiał formalności pogrzebowe. Czekając na znajomego, z nudów wszedł do kościoła, zaczął bezmyślnie snuć się po świątyni i wtedy wydarzyło się to samo, co w przypadku Frossarda: nagle, w jednej chwili, ujrzał duchowy wymiar rzeczywistości, odczuł miłość i przebaczenie, a jednocześnie została mu udzielona wiedza o prawdach wiary, o których nie miał wcześniej pojęcia. "Przy wchodzeniu do kościoła niczego nie wiedziałem, a przy wyjściu wszystko już jasno widziałem" - wspominał po latach.

Czy nie sądzi Pan, że przypadki nawrócenia na katolicyzm tych dwóch francuskich Żydów są nieco tajemnicze?... Przejście od ateizmu do wiary w jednej chwili, bez wcześniejszego przygotowania, bez zewnętrznej lub wewnętrznej przyczyny...

(Zachęcam także Jacka Tabisza do skomentowania tego przypadku.)
19-09-2012 22:53 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Przejście od ateizmu do wiary w jednej chwili, bez wcześniejszego przygotowania, bez zewnętrznej lub wewnętrznej przyczyny...

Pierwsza strona po wyguglowaniu

www.katolik.pl/index1.php?st=artykuly&id=1409

Cytat:
Alfons, chociaż był Żydem, przyjaźnił się z protestantami i katolikami.


Cytat:
Magisterium humanistyczne Ratisbonne uzyskał w instytucie, który uchodził za protestancki.


Tu już mogą być podwaliny

i pomimo

Cytat:
Dlatego nienawidził Kościoła katolickiego i walczył z nim.


to

Cytat:
W czasie, gdy Ratisbonne wyruszał w swoją podróż, miała lat szesnaście i była, jak to opisywał: "najsłodszą, najmilszą i najbardziej czarującą dziewczyną, jaką można sobie wyobrazić". Do tego bardzo zakochaną w narzeczonym. To jej delikatność i cicha obecność sprawiała, jak mówił Alfons, że on, sceptyk i ateista, instynktownie zwracał się do Boga (!), dziękując mu za taki skarb.


siła fiuta bywa niezwykła, magiczna i mistyczna.
Do tego kościoła wlazł więc całkiem nieźle przygotowany. A tak w ogóle, to sposób argumentowania za wiarą na tych wszystkich przykładach jest bez sensu (jak każdy inny zresztą).

Ode mnie jeszcze kołysanka na dobranoc. Z elementem mistycznym. I bardzo ładnym zakończeniem.

www.tekstowo.pl/piosenka,coma,schizofrenia.html
20-09-2012 15:00 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Pan Bielecki:
>Nawrócenie Frossarda odbyło się bez żadnego wcześniejszego przygotowania, w zupełnie tajemniczy sposób.

Bogusławski:
Można zacząć nowy wątek, ale polecałbym najpierw z dokładnym zapoznaniem się z wątkiem Mistycyzm, jako subiektywne doświadczenie psychiczne. Nie jestem w stanie zaprzeczyć, ale trudno wyobrazić mi sobie inteligentnego dwudziestolatka żyjącego w wielkim mieście, który nigdy nie był w kościele. Ja w tym wieku byłem już we wszystkich dostępnych mi świątyniach i na cmentarzach, tylko z ciekawości. Trudno też mi sobie wyobrazić aby w inteligenckim domu nie mówiono o religiach, a najtrudniej jest mi uwierzyć jak można być "ateuszem" nic nie wiedząc o Bogu.
Panie Marku, pan Frossard, tylko w swoim opisie racjonalizuje irracjonalne przeżycie, którego doświadczył i jedyne z czym mogę się zgodzić to to, że "figle" które potrafi nam sprawić mózg są fascynujące. Dlatego namawiam młodszych do zajęcia się kognitywistyką.

Właśnie dlatego, że wiedziałem, iż by mi nie uwierzono, milczałem przez ponad 30 lat, pracowałem intensywnie, aby wyrobić sobie nazwisko jako dziennikarz oraz pisarz i aby mieć w ten sposób nadzieję, że nie zostanę wzięty za szaleńca, gdybym spłacił swój dług: opowiedział to, co mi się wydarzyło.
No i co? Pan by mu uwierzył, że nawrócił się na Pańską wiarę od razu. Ja co najwyżej wierzę, iż doznał jakiegoś mózgowego bodźca (typu "pęknięta żyłka"), który spowodował umysłową przemianę i intelektualne ograniczenie w samodzielnym myśleniu.www.racjon(*).php/s,511985/z,0/d,42#w519944
-------------------------------

>Ponieważ w przypadku nawrócenia Frossarda dokonał Pan redukcji dysonansu poznawczego w sposób prosty jak konstrukcja cepa ("pęknięta żyłka"),
Wiem, że Pan na naszym forum przeżywa stale dysonans poznawczy, ale nie wiem, jak było z Frossardem. Nie przebadał go żaden psychiatra, a może można byłoby coś powiedzieć o jego przypadku, gdyby przebadało go kilku, a po śmierci przeprowadzono dokładne badania mózgu. Ale prawdopodobnie nie stwierdzono by niczego (no, bo jak po niezaobserwowanym fakcie stwierdzić np "pomroczność jasną"?) i stąd moje żartobliwe określenie "pęknięta żyłka". Sądziłem, że ma Pan bardziej skomplikowany umysł, niż jak Pan pisze "konstrukcja cepa" i potrafi Pan to, z kontekstu wypowiedzi, zrozumieć. Ponadto odesłałem Pana do wątku Mistycyzm, jako subiektywne doświadczenie psychiczne, gdzie starałem się bardziej szczegółowo opisać, co na ten temat sądzi nauka.
Ale po co miałby Pan coś przeczącego Pańskiej głębokiej wierze przeczytać?
Prawda Szanowny Panie Marku?

>ciekaw jestem, czy w niemal identycznym przypadku nawrócenia Ratisbonne'a wymyśli Pan coś nowego:
Niczego nowego na temat przypadku, o którym wiem jeszcze mniej nie napiszę. Gdy chce Pan poznać takich przypadków więcej, to może Pan sobie np przeczytać:



I później wdychać:
Ło Boze! Bozisicku!
- Cuda najprawdziwsze!

I dalej pisać:
Czy nie sądzi Pan, że przypadki nawrócenia na katolicyzm tych dwóch francuskich Żydów są nieco tajemnicze?... Przejście od ateizmu do wiary w jednej chwili, bez wcześniejszego przygotowania, bez zewnętrznej lub wewnętrznej przyczyny...
Nie, nie sądzę i szukam przyczyn porównując takie przypadki z przypadkami opisanymi przez uczonych. Jest ich sporo i dziwię się, że inteligentny człowiek aż tak bardzo może być zamkniętym na naukę, a tak otwartym na religijne bzdury. Racjonalistycznej inteligencji zainteresowanej przyczynami polecam np książkę:



Jedną z wielu pozycji pokazujących jakie figle z naszym umysłem może mózg czynić.
Oczywiście książka Saksa jest tylko dla inteligentnych czytelników, którzy potrafią z niej coś zrozumieć, a napisana jest prostym komunikatywnym językiem i czyta się ją wspaniale. Polecam.

Miłego dnia.

@@@
.
20-09-2012 01:13 
 Ocena 7 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Być może jest pan, panie Marku, przed nawróceniem na sziwaizm... Zobaczy pan jakiś posążek i natchnie pana. Więc lepiej niech pan uważa na to, co pisze, bo karmiczne grzechy generują się bez spowiedzi

A tak bardziej na serio - martwi mnie Panie Marku, iż nie zauważa Pan piękna rzeczywistości. Oraz innych ludzi. Moi koledzy i moje koleżanki naprawdę traktują Pana z ogromnym humanizmem - tłumaczą rzeczy zgodne z prawdą, tłumaczą je dobrze, czytam ich wypowiedzi z ogromną przyjemnością i uczę się od nich. Szkoda, że Pan nie może się już niczego nauczyć. Życzę Panu, aby to był stan przejściowy.
24-09-2012 10:20 
 Ocena 1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Moi koledzy i moje koleżanki (...) tłumaczą rzeczy zgodne z prawdą, tłumaczą je dobrze,

Oj, Jacku, Jacku... Widzisz argumenty tam, gdzie ich nie ma. Spróbuj spojrzeć obiektywnie na to, jak Twoi koledzy próbują tłumaczyć nawrócenia Edyty Stein, Frossarda lub Ratisbonne'a:

"Ja co najwyżej wierzę, iż doznał jakiegoś mózgowego bodźca (typu "pęknięta żyłka"), który spowodował umysłową przemianę i intelektualne ograniczenie w samodzielnym myśleniu." (Andrzej Bogusławski)

"siła fiuta bywa niezwykła, magiczna i mistyczna" (darkside)

Widać tu całkowitą bezradność światopoglądu Twoich kolegów wobec tych fenomenów nawrócenia. Istota ich "argumentacji" polega de facto na apriorycznym zaprzeczaniu rzeczywistości, na istnienie której wskazują te fenomeny.
24-09-2012 11:45 
 Ocena 6 na 8
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Lepiej skup się na wyjaśnieniu mi, dlaczego Jezus był prawdziwym bogiem, a Sziwa nie był prawdziwym bogiem. I - znając Twoją odpowiedź - dlaczego jesteś nadczłowiekiem w stosunku do wierzącego w Sziwę Hindusa. I - skoro jesteś nadczłowiekiem - gdzie tu owa dobroć Jahwe? Jak się ją definiuje? "Niedobra dobroć"? "Co mnie to obchodzi, ja wiem"?

Moi koledzy nie mają żadnych problemów z przekazaniem Ci, że mózg płata figle. Ty skup się na innej odpowiedzi. Skoro święci uzdrawiają za życia i poprzez relikwię, skoro modlitwa wstawiennicza uzdrawia, to dlaczego nikomu nie odrosła kończyna??? Zastanowiało cię to kiedyś? "Można" odwrócić śmierć, wskrzesić, przywrócić wzrok/słuch/chodzenie, ale nie można odrosnąc kończyny... Nie dziwne?

Skoro pogadaliśmy chwilkę o uzdrowieniach, wróćmy do objawień. Ludzie z chrześcijańskimi mózgami, chcący uwierzyć, widzieli nagle zjawisko optyczne, albo mieli nagle moment snu na jawie (często się zdarza) i nagle wreszcie mogli krzycząc radoścnie uwierzyć w bzdurne mity, które od dawna łaziły im po głowach... Lol!
24-09-2012 12:32 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Skoro święci uzdrawiają za życia i poprzez relikwię, skoro modlitwa wstawiennicza uzdrawia, to dlaczego nikomu nie odrosła kończyna??? Zastanowiało cię to kiedyś? "Można" odwrócić śmierć, wskrzesić, przywrócić wzrok/słuch/chodzenie, ale nie można odrosnąc kończyny... Nie dziwne?

Oj, Jacku, Jacku... pl.wikipedia.org/wiki/Cud_z_Calandy
24-09-2012 12:55Nie na temat 
 Ocena 6 na 6
Artur@R (7115 punktów)
>Oj, Jacku, Jacku... <
Daruj sobie ten protekcjonalny ton.
Ani wiedzą, ani intelektem wielu dyskutantom, w tym Jackowi Tabiszowi, nie dorastasz nawet do pięt (co pokazuje treść Twoich postów)
Hmm, a może właśnie dlatego sobie na to pozwalasz...?


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
24-09-2012 20:46 
 Ocena 7 na 7
MarcinK (9189 punktów)

> pl.wikipedia.org/wiki/Cud_z_Calandy

Fizyku Bielecki - jesteś tam? Fizykuuuuuu, fizykuuuuuuuuu...echo, echo echo

Cytat:
Badania Briana Dunninga wykazały, że nie istnieje dokumentacja ani zeznania świadków potwierdzające, że noga była kiedykolwiek amputowana. Noga Pelicera nie została zaatakowana przez martwicę (łac. gangraena) w trakcie pięciu dni pobytu w szpitalu w Walencji. Spędził następnie 50 dni na rekonwalescencji, w czasie której nie był zdolny do pracy. Zajął się żebractwem i stwierdził, że złamana noga jest w tym pomocna. Po wyleczeniu chorej nogi zdecydował, że skoro złamana noga ułatwiała żebranie, to brak nogi będzie jeszcze bardziej korzystny. W drodze do Saragossy przywiązał podudzie do uda (noga zgięta w kolanie) i przez dwa lata odgrywał jednonogiego żebraka. Później, z powrotem w domu rodziców w Calandzie, w czasie snu jego tajemnica została odkryta. Aby zachować twarz (a możliwe, że i życie), Pelicer okrzyknął cud. Dunning zaznacza, że nie ma dowodu, że noga kiedykolwiek była amputowana, ani że była w ogóle leczona. Pelicer wymienił trzech lekarzy, ale nie ma żadnego zapisu o przesłuchaniu ich przez kogokolwiek. Na cmentarzu szpitala w Saragossie nie ma żadnego śladu po pochowanej nodze[3].

24-09-2012 16:25 
 0 na 4
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Lepiej skup się na wyjaśnieniu mi, dlaczego Jezus był prawdziwym bogiem, a Sziwa nie był prawdziwym bogiem. I - znając Twoją odpowiedź - dlaczego jesteś nadczłowiekiem w stosunku do wierzącego w Sziwę Hindusa.

Jacku, już o tym rozmawialiśmy. Nie jestem "nadczłowiekiem w stosunku do wierzącego w Sziwę Hindusa"; nawet nie wiem, jak coś takiego mogło Ci przyjść do głowy. Mamy wszyscy tę samą godność ludzką. Ja, ponieważ należę do Kościoła katolickiego, mam jedynie większe obowiązki: Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą (Łk 12,48).
25-09-2012 02:40 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zakładasz, że Jezus jest prawdziwy, a Sziwa nie. Rodzisz się nad Gangesem jako Rajnish Mehta, wierzysz w fałszywego boga. Rodzisz się nad Wisłą jako Marek Bielecki i wierzysz w prawdziwego boga. Ot, sprawiedliwość... Ale ty oczywiście myślisz sobie "niezbadane są wyroki boskie bla bla. Widać to jest dobre... bla bla." Nie Marku - za tą dyskryminację sam odpowiadasz. To ty sobie wmawiasz, że Jezus jest prawdziwy, a Sziwa nieprawdziwy. Jakim prawem? Bądź uczciwy, nie dyksryminuj innych - masz prostą, zgodną z prawdą odpowiedź - ani Jezus, ani Sziwa nie są prawdziwymi bogami.
25-09-2012 09:45 
 Ocena-7 na 9
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>To ty sobie wmawiasz, że Jezus jest prawdziwy, a Sziwa nieprawdziwy. Jakim prawem?

Nie muszę sobie nic wmawiać, bo świadczą o tym niezliczone racjonalne przesłanki.
25-09-2012 10:24 
 Ocena 8 na 8
astrotaurus (12445 punktów)

>Nie muszę sobie nic wmawiać, bo świadczą o tym niezliczone racjonalne przesłanki.
Ale one są racjonalne wyłącznie dla umysłów upośledzonych wiarą w Jezusa akurat.
Ateiści i innowiercy są odporni na głupotę bajęd jezusowych dokładnie tak samo jak Bielecki odporny jest na głupotę bajęd innych religii. I Bielecki dopóki jest otumaniony katolickim otumanieniem nie będzie w stanie tego faktu pojąć, a może nawet zauważyć.

>Wybierz jeden z tych przypadków, możliwie najbardziej podobny do przypadku Stein, Frossarda lub Ratisbonne'a, i opisz go - wtedy pogadamy.
Och, Bielecki-badacz się objawił. Będzie badał i porównywał opisy jak ludziom odbija. I pewnie od opisów nawrócenia na islam będzie domagał się czegoś konkretniejszego, niż od katolickich bzdetów: "olśniło mię".

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
25-09-2012 07:21Nie na temat 
 Ocena 5 na 5
Artur@R (7115 punktów)
>Ja, ponieważ należę do Kościoła katolickiego, mam jedynie większe obowiązki: Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą (Łk 12,48).

Orzesz, Ty orzeszku to tu Cię łamie w krzyżu!!
Tobie "więcej dano" (raczej Danon, serek skwaśniały)?!
I dlatego protekcjonalnie, z wyższością i kamuflowaną wzgardą nam tu prawisz kazania i nauczasz?
Ot, faryzejskie plemię - z "godnością ludzką" na ustach ( a po prawdzie w du...e), tfuuu.

Ty nawet dla siebie szacunku nie masz, chłpiąc sie urojonymi darami, z wymyślonych źródeł, które jakoby wyżej stawiają Ciebie i Tobie podobnych - kiedyś nad pogany, niewolników, "rasy niebiałe", a wciąż nad kobiety, orientacje sexulane odmienne i tu konkretnie nad racjonalistów maluczkich!
Jakże "pełen godności" jesteś Mości Bielecki ,Namiestniku Boski, Boskich Darów Lenniku, Ogni Piekielnych Szafarzu, Objawienia Prawdziwego Orędowniku jak Matka Boska ...prawie.
Napisałbym Ci co wraz z Twoim Zbawcą możesz mi uczynić, ale...o tym tylko w intymnych okolicznościach bliskiej niewieście szepce do ucha.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
24-09-2012 16:28 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Ludzie z chrześcijańskimi mózgami, chcący uwierzyć, widzieli nagle zjawisko optyczne, albo mieli nagle moment snu na jawie (często się zdarza) i nagle wreszcie mogli krzycząc radoścnie uwierzyć w bzdurne mity, które od dawna łaziły im po głowach... Lol!

Edyta Stein, Frossard i Ratisbonne nie widzieli żadnych "zjawisk optycznych". Nie mieli też "chrześcijańskich mózgów". To nie jest wiarygodne wyjaśnienie.
24-09-2012 16:39 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Edyta Stein, Frossard i Ratisbonne nie widzieli żadnych "zjawisk optycznych". Nie mieli też "chrześcijańskich mózgów". To nie jest wiarygodne wyjaśnienie.
Zgoda! Chrześcijański mózg zaczyna się dopiero od wiary w takie brednie. Oni mieli tylko mózgi predestynowane przez Boga do katolicyzmu i On ich cudownie oświecił prawdą, gdzie leży jedynoprawda.

Prawda Panie Marku?

Pan dla mnie jest najprawdziwszym cudem nad cudami. Jeżeli Pan wierzy w to co mówi, to każdy może opowiadać swoje bzdury. Tylko dlaczego inni mieliby w nie wierzyć?

Miłego dnia.

@@@
.
24-09-2012 16:52 
 Ocena-2 na 4
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Chrześcijański mózg zaczyna się dopiero od wiary w takie brednie.

I gdzie się teraz podział Pański rzekomy obiektywizm?...
Ma Pan zdarzenie bardzo dobrze udokumentowane, lecz bez zbadania faktów zaprzecza Pan zaistnieniu tego zdarzenia ze względu na jego sprzeczność z Pańskim światopoglądem, mimo historycznych dowodów.
24-09-2012 17:14 
 Ocena 13 na 13
liliac (147340 punktów)
>I gdzie się teraz podział Pański rzekomy obiektywizm?...
>Ma Pan zdarzenie bardzo dobrze udokumentowane, lecz bez zbadania faktów zaprzecza Pan zaistnieniu tego zdarzenia ze względu na jego sprzeczność z Pańskim światopoglądem, mimo historycznych dowodów.

Nie wiem, jak głęboko trzeba zakopać swój sceptycyzm i obiektywizm, by poważnie traktować wzmianki o kończynie odrosłej w XVII wieku. Od czasu, gdy medycyna nieco spoważniała jako nauka, bogowie zaczęli się - widać - nieco ograniczać

Tak jakby historia mało znała przypadków żebraków udających kalectwo
24-09-2012 23:28 
 Ocena 7 na 7
MarcinK (9189 punktów)
> o kończynie odrosłej w XVII wieku.

Bielecki sobie właśnie załatwił 100 dni odpustu. Żeby tylko nie zaczął walczyć o zupełny

Cytat:

SI QUAERIS"

Jeśli pytasz o cuda:
śmierć, błąd, utrapienie,
czart i trud znika,
chorzy biorą uzdrowienie.

Wzburzone morza cichną,
okowy spadają,
zguby się odnajdują,
członki odrastają.

(...) Za każde odmówienie tego Responsorium można zyskać 100 dni odpustu. Ci, którzy "Si Quaeris" odmawiają codziennie przez cały miesiąc mogą raz w miesiącu zyskać odpust zupełny.


Edit: Poniżej widzę już 200. Jednak leci w zupełny
24-09-2012 20:01 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Chrześcijański mózg zaczyna się dopiero od wiary w takie brednie.
>I gdzie się teraz podział Pański rzekomy obiektywizm?...
>Ma Pan zdarzenie bardzo dobrze udokumentowane,
Pan tak na poważnie? Ta bajda z XVII wieku jest choćby słabo udokumentowana? A jak i gdzie?

>lecz bez zbadania faktów zaprzecza Pan zaistnieniu tego zdarzenia
Jest bardzo wiele bajd, którym zaprzeczam nawet bez większego zastanowienia.

>ze względu na jego sprzeczność z Pańskim światopoglądem,
Nie ze względu na jakikolwiek światopogląd, tylko ogólnoludzkie doświadczenie: Tak jak Baby Jagi na miotłach nie latają, tak ludziom członki nie odrastają.

>mimo historycznych dowodów.
Nie należy używać terminów, których się nie rozumie, a u Pana gorzej, gdyż nie ma Pan nawet zielonego pojęcia co znaczy dowód i dowód historyczny także. Pan naprawdę coś studiował i dopiero później został Pan oświecony? To jest dla mnie już jest cud trudny do uwierzenia, ale możliwy odkąd na świeckie uczelnie wydziały teologiczne wróciły.

Muszę Pana powiadomić, że mój naukowy sceptycyzm nie pozwala mi uwierzyć nawet w takie zupełnie współczesne bzdury potwierdzone przez pseudonaukowców, którzy wyżej stawiają wierność swojej wierze, niż rzetelność naukową.

Wielokrotnie tu piszę:
Nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować niż uczynimy, to sami.
Pan naprawdę nie czuje jak się kompromituje?

Miłego dnia.

@@@
.
24-09-2012 23:07 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Ta bajda z XVII wieku jest choćby słabo udokumentowana? A jak i gdzie?

Przecież podałem już Panu link: pl.wikipedia.org/wiki/Cud_z_Calandy - tam znajdzie Pan bliższe informacje, m. in. taką:
Cytat:
Wydarzenie to jest opisane w książce Cud Vittorio Messoriego, włoskiego publicysty i dziennikarza katolickiego. Według autora jest to jeden z najlepiej udokumentowanych cudów maryjnych na świecie. Jak pisze: "kto chciałby podać w wątpliwość fakt trwałego wpisania się tego procesu w historię Aragonii i Hiszpanii pierwszej połowy siedemnastego wieku, musiałby zanegować również wiarygodność każdego innego wydarzenia historycznego, nawet najlepiej poświadczonego"

24-09-2012 23:24 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Bielecki, Ty w ogóle czytasz to, co cytujesz?

Cytat:
"kto chciałby podać w wątpliwość fakt trwałego wpisania się tego procesu w historię Aragonii i Hiszpanii pierwszej połowy siedemnastego wieku, musiałby zanegować również wiarygodność każdego innego wydarzenia historycznego, nawet najlepiej poświadczonego"


Chodzi o wpisanie się pewnego procesu (rozumieć należy, że chodzi o specyficzną dewocję wokół cudu z Calandy) w historię Aragonii i Hiszpanii - że się wpisał, tego nikt nie neguje, jak nikt nie neguje, że i cud w Sokółce zdążył już własnym kultem obrosnąć.
Jednak fakt wyklucia się pewnych nowych form pobożności w żaden sposób nie przydaje wiarygodności czy "prawdy" samemu cudowi mniemanemu.

...to jest pozostałość różnych ruchów, które nie zostały zrobione. (Julia Pitera)
25-09-2012 00:14 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Ta bajda z XVII wieku jest choćby słabo udokumentowana? A jak i gdzie?
>Przecież podałem już Panu link: pl.wikipedia.org/wiki/Cud_z_Calandy - tam znajdzie Pan bliższe informacje, m. in. taką: [...]
Znalazłem tam taką:
Badania Briana Dunninga wykazały, że nie istnieje dokumentacja ani zeznania świadków potwierdzające, że noga była kiedykolwiek amputowana. Noga Pelicera nie została zaatakowana przez martwicę (łac. gangraena) w trakcie pięciu dni pobytu w szpitalu w Walencji. Spędził następnie 50 dni na rekonwalescencji, w czasie której nie był zdolny do pracy. Zajął się żebractwem i stwierdził, że złamana noga jest w tym pomocna. Po wyleczeniu chorej nogi zdecydował, że skoro złamana noga ułatwiała żebranie, to brak nogi będzie jeszcze bardziej korzystny. W drodze do Saragossy przywiązał podudzie do uda (noga zgięta w kolanie) i przez dwa lata odgrywał jednonogiego żebraka. Później, z powrotem w domu rodziców w Calandzie, w czasie snu jego tajemnica została odkryta. Aby zachować twarz (a możliwe, że i życie), Pelicer okrzyknął cud. Dunning zaznacza, że nie ma dowodu, że noga kiedykolwiek była amputowana, ani że była w ogóle leczona. Pelicer wymienił trzech lekarzy, ale nie ma żadnego zapisu o przesłuchaniu ich przez kogokolwiek. Na cmentarzu szpitala w Saragossie nie ma żadnego śladu po pochowanej nodze.
Którą zresztą wyżej przytoczył pan Marcin: www.racjon(*).php/z,0/d,44/s,511985#w521298

Powtarzam to wielokrotnie, że gdy dwóch mówi to samo, to wcale tego samego nie znaczy, wśród fideistów zauważyłem jeszcze jedną prawidłowość, że potrafią czytać jakiś tekst i zupełnie nie zauważyć sprzecznych z ich wiarą treści.

Panie Marku, przecież już napisałem Panu: Nie należy używać terminów, których się nie rozumie, a u Pana gorzej, gdyż nie ma Pan nawet zielonego pojęcia co znaczy dowód i dowód historyczny także.
Wikipedia, nawet już w założeniu nie jest ani dowodem naukowym, ani dowodem historycznym, tylko - mniej lub bardziej pewnym - źródłem informacji, o tym co wie na ten temat ludzka wiedza i gdzie można szukać racjonalnych uzasadnień i dowodów zawartego w niej opisu lub twierdzenia. To wie chyba każdy student i to już z początkowych lat.

@@@
.
25-09-2012 00:45 
 Ocena 8 na 8
MarcinK (9189 punktów)

>Którą zresztą wyżej przytoczył pan Marcin: www.racjon(*).php/z,0/d,44/s,511985#w521298

Tak naprawdę to przytoczył to sam Pan Bielecki bo to z jego linku wziąłem ten fragment.

Liliac powyżej wkleiła linka do źródła tej informacji z wikipedii ze strony naukowej.

Ja sobie pozwolę dołożyć jeszcze katolicką (również z wikipedii) :

adonai.pl/cuda/?id=36

Całość jest niezwykle interesująca, a najbardziej spodobał mi się poniższy fragment - pozwoliłem sobie wytłuścić:

Cytat:
Odcięta noga, która po przeszło dwóch latach przebywania w ziemi całkowicie zgniła, dzięki bezpośredniej interwencji Boga została przywrócona do życia i połączona z resztą żyjącego ciała. Jest to z pewnością dany nam przez Chrystusa znak i zapowiedź zmartwychwstania naszych ciał w dniu Paruzji. Stwórca natomiast uszanował prawa natury i dlatego odzyskiwanie niedoskonałych cech fizycznych i motorycznych cudownie przymocowanej nogi następowało u Miguela Juana w ciągu kilku miesięcy.
25-09-2012 10:12 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Skoro święci uzdrawiają za życia i poprzez relikwię, skoro modlitwa wstawiennicza uzdrawia, to dlaczego nikomu nie odrosła kończyna??? Zastanowiało cię to kiedyś? "Można" odwrócić śmierć, wskrzesić, przywrócić wzrok/słuch/chodzenie, ale nie można odrosnąc kończyny... Nie dziwne?

Jacku, chciałbym Cię prosić o skomentowanie ostatniego fragmentu dyskusji w tym wątku. W odpowiedzi na Twoje pytanie, podałem link do opisu "cudu z Calandy", który spełnia zdefiniowany przez Ciebie warunek. Wywołało to żywą reakcję u Twoich kolegów i koleżanek, którzy natychmiast zaczęli "cudowi z Calandy" zaprzeczać, bez zbadania faktów i w oparciu o pierwszą z brzegu "interpretację" znalezioną w sieci. Zwróć uwagę, że podstawą negacji był ich światopogląd, a nie fakty, które w tym przypadku są, jak na wydarzenie z XVII wieku, bardzo dobrze udokumentowane. I tak będzie z każdym faktem, który będzie podważał ich światopogląd - zostanie on a priori odrzucony jako coś, co istnieć nie może, bo jest przecież sprzeczny z ich światopoglądem. I nie ma znaczenia, czy będzie to "cud z Calandy", "cud Słońca" z Fatimy (pl.wikipedia.org/wiki/Cud_Słońca), przyczyny nawrócenia Edyty Stein, Frossarda czy Ratisbonne'a. Jak oceniasz taką postawę intelektualną? Czy jest ona, Twoim zdaniem, racjonalna?... Czy umożliwia lepsze poznanie rzeczywistości?...
25-09-2012 12:05 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>I tak będzie z każdym faktem, który będzie podważał ich światopogląd - zostanie on a priori odrzucony jako coś, co istnieć nie może, bo jest przecież sprzeczny z ich światopoglądem. I nie ma znaczenia, czy będzie to "cud z Calandy", "cud Słońca" z Fatimy (pl.wikipedia.org/wiki/Cud_Słońca), przyczyny nawrócenia Edyty Stein, Frossarda czy Ratisbonne'a.
Tak będzie z każdym faktem, powiadasz? A coś bliżej, jakieś szczegóły tej wróżby?
I czemu odwołujesz się do bajęd sprzed wieków tudzież niesprawdzalnych prywatnych olśnień? Pytałem już Cię o proces beatyfikacyjny Wojtyły toczący się latami przy pełnej dociekliwości uczciwych i mądrych ludzi - czemu tego nie opublikujecie? A bo to katolicki idiotyzm jaki wiele. Bieleckopodobni będą piać z zachwytu, inni pukać się w czoło.

>Jak oceniasz taką postawę intelektualną? Czy jest ona, Twoim zdaniem, racjonalna?... Czy umożliwia lepsze poznanie rzeczywistości?...
Odpowiedz na parę pytań, które padały w wątku odnośnie relacji Twojej wiary z resztą świata. I to odpowiedz sobie, bo to Ty masz problem.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
25-09-2012 16:47 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
> "cud Słońca" z Fatimy

Mam pytanie do fizyka Bieleckiego, co właściwie się wtedy wydarzyło.
1. Słońce przemieściło się szybko o miliony kilometrów, taka anomalia chyba byłaby zaobserwowana.
2. Nastąpiło lokalne zakrzywienie "promieni słońca" tak że obserwatorzy mieli wrażenie tańca. Taką obserwację łatwo potwierdza kamery obserwujące słońce razem z pielgrzymami.
3. Efekt był bardziej subtelny i powstał tylko w obszarze umysłu patrzącego.

Proszę wybaczyć te prostackie próby opisu zjawiska, nie jestem fizykiem.
26-09-2012 10:01 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Pierwszy wariant odpada.

Nie wiem, co się wtedy wydarzyło. Wiem, że świadkami tego czegoś było ponad 50 tys. osób, w tym osoby niewierzące.
26-09-2012 11:30 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)
>Pierwszy wariant odpada.
A czemu? Wątpisz w swojego Boga? Przecie to magik nad magiki! Co to dla Niego przemieścić Słońce i zatwardzić zmysły postronnych, żeby niczego nie zauważyli? Jaką Mu robi różnicę zrobić pokaz holograficzny dla garstki czy dla reszty świata?

I co to w ogóle za głupawe sztuczki Boskie? Ludziom w Fatimie dał szansę bezpośredniej obserwacji, nam tutaj przysyła tylko dziwaczne pokemony plotące byle co. Jako Jezus robił estradowe wygłupy byle udowodnić swą Boskość (41 Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. 42 Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał»). Tylu tu kpiących z Jego mocy Bożych, tylu prześladujących biednych Bieleckich czy innych Konowali (Konowalów?) i nie pofatyguje się nas potarmosić jak potarmosił Szawła? Nie przyśle do nas jakiegoś swego wybrańca księżego?
A z drugiej strony muzułmanom czy hinduistom w ogóle d...y nie zawraca, Mamusi na nich nie nasyła, fajerwerków nie pokazuje.
Ech, Bielecki, Bielecki...

>Nie wiem, co się wtedy wydarzyło. Wiem, że świadkami tego czegoś było ponad 50 tys. osób, w tym osoby niewierzące.
No ba! Są nawet naukowe opisy cudu (cudów) - takie naukowe jak i naukowy jest fizyk Bielecki!


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
27-09-2012 06:18 
 Ocena 5 na 5
maruda (5550 punktów)
>Pierwszy wariant odpada.
>Nie wiem, co się wtedy wydarzyło. Wiem, że świadkami tego czegoś było ponad 50 tys. osób, w tym osoby niewierzące.

Ta odpowiedź mnie rozczarowuje. Oczekiwałem większej chęci poznania mechanizmów świata. Nie spodziewałem się człowieka który bezkrytycznie przyjmuje podawaną informację i daje się propagandzie wodzić za nos.

Czytałem opisy tego cudu i mogę potwierdzić, kiedyś wpatrywałem się w słońce bez przyciemnionych okularów i widziałem coś podobnego. Niestety nie było przy mnie wtedy setek osób, ani nie doznałem takiego stanu w jakimś uświęconym miejscu. Zapamiętałem tamto wydarzenie, ponieważ przez resztę wieczoru ledwo widziałem i bałem się że sam przez własną głupotę mogłem stracić wzrok.
28-09-2012 11:53 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Czytałem opisy tego cudu i mogę potwierdzić, kiedyś wpatrywałem się w słońce bez przyciemnionych okularów i widziałem coś podobnego.

Twoje "wyjaśnienie" tego zdarzenia jest zupełnie nieprawdopodobne.
28-09-2012 17:41 
 Ocena 11 na 11
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Twoje "wyjaśnienie" tego zdarzenia jest zupełnie nieprawdopodobne.

Dodaj, że wszystkie poprawne wyjaśnienia ma pierwszy lepszy pan ksiądz. To są dopiero wyjaśnienia i to najzupełniej racjonalne. Racjonalny jest też pan Bozia, o którym mówią w kościele (zwłaszcza katolickim). Bozia, która ma tajemny (zwany mistycznym) kanał komunikacyjny z fizykiem Markiem Bieleckim i jemu podobnymi, kanał którym pociska im swoją miłość (zapewne wymienną), obecność, jestestwo, intuicyjną "wiedzę" o świecie, zwłaszcza o tym zewnętrznym, wiecznym i doskonałym. Z jakiegoś powodu jednak kanał otwiera sie tylko wybranym, namaszczonym, ukochanym. Taki fizyk Fizyk jest pominięty, "fizyk" Bielecki natomiast wybrany. Proponuję pieprzyć takiego Bozię. Jakie sobie towarzystwo wybiera, tak się niech męczy stara dziadyga całą wieczność. Jedna wielka żenada. Siedzi taki wieczny, stary dureń w niebie, czy czymś, i jakieś szopy odstawia z debilnymi nawróceniami, odrastającymi nogami, rozmanażającymi sie napletkami jego Synusia i jeszcze straszy i obraża się o byle g, nadęta primadonna.

Tydzień mnie nie było, ale widzę, że ta beznadziejna w skutkach dyskusja trwa nadal. Muszę Cię pocieszyć, widziałem drewno z jezusowego krzyża. Normalnie mnie rozjeba.o. Tak jak i moją przewodniczkę. - tak zareagowała i nawet nikt się nie zbulwersował. No chyba, że zdusili w sobie, żeby nie wyjść na durnia.
28-09-2012 18:14 
 Ocena 7 na 7
Artur@R (7115 punktów)
>Bozia, która ma tajemny (zwany mistycznym) kanał komunikacyjny z fizykiem Markiem Bieleckim i jemu podobnymi, kanał którym pociska im swoją miłość (zapewne wymienną), obecność, jestestwo, intuicyjną "wiedzę" o świecie, zwłaszcza o tym zewnętrznym, wiecznym i doskonałym. Z jakiegoś powodu jednak kanał otwiera sie tylko wybranym, namaszczonym, ukochanym.<

I to intrygujące, że taki "kanał" wielu, bardzo wielu "łyka" bez większego kłopotu i akceptuje bez większego zająknięcia.
Ale gdybym tak powiedział, że Boziek do mnie gada wystukując słowa alfabetem Morse'a kroplami deszczu na szybie okna mojego pokoju - to "na mur" by mnie do psychiatry wysłali.
(przykład "z kroplami i Morsem zapożyczony z książki Sama Harrisa "Koniec wiary")


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
29-09-2012 11:17 
 Ocena 5 na 5
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Muszę Cię pocieszyć, widziałem drewno z jezusowego krzyża.<
Gdyby zebrać wszystkie relikwie drzazg drewna pochodzącego z jezusowego krzyża, można by wybudować z nich statek lub porządną galerę. Ciekawostką jest że były wśród nich nawet drzazgi brzozy. Gatunek który w tamtym rejonie nigdy nie występował.
29-09-2012 11:50 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>>Muszę Cię pocieszyć, widziałem drewno z jezusowego krzyża.<
>Gdyby zebrać wszystkie relikwie drzazg drewna pochodzącego z jezusowego krzyża, można by wybudować z nich statek lub porządną galerę. Ciekawostką jest że były wśród nich nawet drzazgi brzozy. Gatunek który w tamtym rejonie nigdy nie występował.

Te kościelne chłopaki są generalnie bardzo zdolne. Ja tam uwielbiam te napletki. Cytat z "NIE":

Cytat:
Jeśli chodzi o relikwie tzw. stopnia pierwszego - czyli owoc rozkawałkowania zwłok - Kościół ma tu ogromne doświadczenie, choć z najważniejszego denata, Jezusa z Nazaretu, wiele nie zostało, albowiem żywcem wstąpił do nieba. Jedynym zatem elementem cielesnym, który pozostał po Chrystusie na ziemi, było "sacrum praeputium", czyli święty napletek ucięty mu w ramach obrzezania. Co zaowocowało niepokojącym rozrostem kultu tego dość specyficznego elementu anatomii, tym bardziej niezręcznym, iż Kościół katolicki w różnych okresach eksponował w świątyniach całego świata 18 różnych Jezusowych napletków. Zagadnienie cudownego rozmnożenia napletka stało się palące do tego stopnia, iż

w XVII wieku teolog Leo Allatius, grekokatolik na żołdzie watykańskim, wypracował teorię głoszącą, iż święty napletek wraz ze swym prawowitym właścicielem wstąpił na niebiosa, gdzie stworzył pierścień Saturna.
29-09-2012 15:01 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>widziałem drewno z jezusowego krzyża. Normalnie mnie rozjeba.o.

Czy możesz racjonalnie wyjaśnić, dlaczego Cię "rozjeba.o"?
29-09-2012 18:28 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Bo nie miało certyfikatu autentyczności.
28-09-2012 20:03 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Twoje "wyjaśnienie" tego zdarzenia jest zupełnie nieprawdopodobne.
Słusznie! Wyjaśnień dla Pana Marka należałoby, gdzieś tu szukać.

www.racjon(*)o.nerwica.nerwica.jako.religia
www.racjon(*)1.okiem.psychologa.klinicznego

Miłego dnia.

@@@
.
29-09-2012 10:21 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

A jakie wyjaśnienie "cudu Słońca" Pan uznaje za prawdopodobne?
29-09-2012 11:38 
 Ocena 9 na 9
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>A jakie wyjaśnienie "cudu Słońca" Pan uznaje za prawdopodobne?

Kogo poważnego obchodzą takiego pierdoły? Zwracasz się do poważnych ludzi. Zastanawiaj się nad tym, czego nie umiemy wyjaśnić dzisiaj i czym możemy sie dzisiaj zajmować, nie domniemując, co się kiedyś tam komu uwidziało czy odrosło przed wiekami. Choćby "cudami kwantowymi", czy "cudami ciemnej energii czy materii", żebyś miał po branży.
A nuż odkryjesz, że to ta twoja bozia bawi się na zewnątrz jakimś transcendentnym odkurzaczem w swoim zakurzonym niebie dążąc do apokalipsy, kiedy go nudzi zapewne żenująca komunikacja z ziemskimi mistykami. Nic tylko go podziwiają, jarają się uczuciami do niego i z niego, liczą bezczelnie, ale widocznie (co żałosne) na łakocie z Pańskiego Stołu, czegoś tam kurna bez przerwy chcą i trzesą porami, żeby ich nie masakrowal po śmierci. Aż dziwne, że jeszcze ma do tego cierpliwość, bo ja bym już dawno wszystkich takich wysłał do Pana Diabła, żeby mi du.y nie zawracali.
29-09-2012 15:06 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>A jakie wyjaśnienie "cudu Słońca" Pan uznaje za prawdopodobne?
>Kogo poważnego obchodzą takiego pierdoły?

Myślę, że wiele poważnych osób jest zainteresowanych wyjaśnieniem "cudu Słońca" widzianego przez ponad 50 tys. osób.
30-09-2012 04:40 
 Ocena 6 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Poważni ludzie to ci, którzy odkryli, jak działa Słońce. Reakcje termojądrowe i choćby hel, który wpierw odkryto na Słońcu, a dopiero później na Ziemi. Idioci to ci, którzy w pełnym tajemnic i złożoności świecie dla chuci urojonego życia po śmierci szukają opowieści o odrastających nogach, czy "tańczących Słońcach". To jest nieetyczne tak prymityzować rzeczywistość dla chuci urojonego zmartwychwstania.
30-09-2012 21:42 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>opowieści o odrastających nogach,

Przypominam Ci, że to Ty zacząłeś ten temat: www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w521217 . Mnie takie tematy specjalnie nie kręcą, ale skoro Ty chciałeś o tym rozmawiać...
30-09-2012 23:55 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Moim zdaniem powinny Cię bawić tematy dotyczące tego, gdzie naprawdę jesteś, z czego się wywodzisz i kim jesteś. Wiara w literaturę nie zaspokaja takich potrzeb.
01-10-2012 09:35 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Moim zdaniem powinny Cię bawić tematy dotyczące tego, gdzie naprawdę jesteś, z czego się wywodzisz i kim jesteś.

Takie tematy mnie jak najbardziej kręcą. Natomiast temat współczesnych cudów, który Ty zainicjowałeś, jest dla mnie drugorzędny - wiem, że istnieją, ale to nie wpływa w istotny sposób na mój światopogląd.
29-09-2012 12:34 
 Ocena 9 na 9
MarcinK (9189 punktów)
>A jakie wyjaśnienie "cudu Słońca" Pan uznaje za prawdopodobne?

Test cudowności Davida Hume'a:
Żadne świadectwo nie wystarczy do wykazania autentyczności cudu, jeśli nie jest ono tego rodzaju, że jego fałszywość byłaby większym cudem niż fakt, który ma być na jego podstawie wykazany.

I jeszcze:

pl.wikipedia.org/wiki/Cud_Słońca

Zapewne słońce wyskoczyło ze swej orbity żeby nad Fatimą zatańczyć breakdance'a. W tym czasie Jezusek kręcił pokrętłami i guziczkami żeby wyłączyć wszystkie znane prawa fizyki by słoneczko mogło odbyć tą eskapadę.

Wierz se w co tam chcesz ale bądź łaskaw nie błaźnić się więcej tą Twoją fizyką. XXI wiek, a Ty tu o odrastających kończynach i wirujących słońcach. Dorzeczniej to już moja 3 letnia córka się wypowiada.
29-09-2012 15:15 
 Ocena-1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>pl.wikipedia.org/wiki/Cud_Słońca

Rozumiem, że w swoim wpisie zawarłeś różne swoje impresje i skojarzenia związane z tym tematem. Ale skoro już się wyrwałeś do wypowiedzi, to napisz jeszcze, jakie jest Twoim zdaniem wiarygodne wyjaśnienie "cudu Słońca".
29-09-2012 18:47 
 Ocena 8 na 8
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Ale skoro już się wyrwałeś do wypowiedzi, to napisz jeszcze, jakie jest Twoim zdaniem wiarygodne wyjaśnienie "cudu Słońca".

Do jasnej Anielki, chyba czytasz to, co kryje się za linkiem? Wiarygodniejsze to tam jest od majstrującego Boga z alternatywnej i transcendentnej przestrzeni, co o nim katolicy gadają, czy nie?
A tak poza tym, miała być mamusia zawsze dziewica, a Słońce skakało... Z braku laku... Coś mi sie zdaje, że na tych czteronożnych osłach, dwunożne tam dojechały. Ale te czteronożne chyba mądrzejsze.
25-10-2012 10:17 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Ale skoro już się wyrwałeś do wypowiedzi, to napisz jeszcze, jakie jest Twoim zdaniem wiarygodne wyjaśnienie "cudu Słońca".
>Do jasnej Anielki, chyba czytasz to, co kryje się za linkiem? Wiarygodniejsze to tam jest od majstrującego Boga z alternatywnej i transcendentnej przestrzeni, co o nim katolicy gadają, czy nie?

Chodzi Ci o rzekomą "masową halucynację"? Nie, to zupełnie nie jest wiarygodne - przeczą temu fakty.
25-10-2012 11:05 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Fakty powiadzasz? Fajnie.
25-10-2012 11:22 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Fakty powiadzasz? Fajnie.

Tak, fakty. Zamiast uczciwie powiedzieć "w świetle aktualnej wiedzy nie istnieje wiarygodne wyjaśnienie tego zjawiska", próbuje się naginać, zniekształcać lub ignorować fakty.

To tak jakby np. doświadczenie Michelsona-Morleya pod koniec XIX wieku zinterpretować jako "pomieszanie zmysłów" u Michelsona i Morleya.
29-09-2012 21:59 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A jakie wyjaśnienie "cudu Słońca" Pan uznaje za prawdopodobne?
Gdyby Pan ze zrozumieniem przeczytał tylko moje (a wiele jest lepszych) wypowiedzi wraz z linkami byłoby to dla Pana zupełnie proste, ale ponieważ jest to bardziej niemożliwe od cudów, to na zawsze dla Pana tajemnicą cudu zostanie.
Mnie wystarcza ten opis zbiorowej psychozy, a prawdziwym cudem dla mnie jest Pan, który potrafi w tak ewidentne bzdury wierzyć.
Ja Panu niczego nie wytłumaczę, myślę, że i Tomuś Terlikowski nie da rady.

Widziałem "cuda" na własne oczy i cudem to byli zachowujący się ludzie, a nie jakiś bohomaz przypominający mniej lub bardziej Matkę Boską z religijnych obrazków.

Plus minus zawsze wyglądali podobnie.



Ciekawe czy Pana tam nie było?

www.ourlady.ca/translations/Polish/ekstazyPol.htm
www.minist(*)y/gietrzwald_wioska_cudow.html

Ło Boze! No popatrz Pan Matka Boska jak żywa!
www.youtube.com/watch?v=8JlM-pXMUag
Cud najprawdziwszy!

Miłego dnia.

@@@
.
30-09-2012 01:11 
 Ocena-3 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>A jakie wyjaśnienie "cudu Słońca" Pan uznaje za prawdopodobne?

>Mnie wystarcza ten opis zbiorowej psychozy,

"Zbiorowa psychoza" obejmująca ponad 50 tys. osób, w tym osoby znajdujące się kilkanaście km od miejsca zdarzenia, w tym osoby niewierzące?... "Zbiorowa psychoza", która nagle się zaczyna i nagle kończy, bez widocznej przyczyny zewnętrznej?... Naprawdę wierzy Pan w to, że coś takiego mogło się zdarzyć?... Przecież to jest zupełnie nieprawdopodobne.
30-09-2012 04:18 
 Ocena 10 na 10
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zrób eksperyment. Weź globus i lampę. Wyłącz inne światła. Zobacz, jaką część globusa oświetla lampa. Słońce każdego dnia świeci nad trzema miliardami ludzi.

Zrób inny eksperyment. Weź kilku kolegów, z którymi dwa lata temu byliście gdzieś razem. Umówcie się, że będziecie gadać o wymyślonej kobiecie, która miała świecącą suknię z dziurami na piersi i była na tym zjeździe. Następnie zaproście kilka innych osób (niekoniecznie znajomych) i rozmawiajcie przy nich o tej fikcyjnej kobiecie dość długo. Następnie spotkajcie się wszyscy za rok, a zobaczysz, że osoby, które nie były w zmowie, a były na zjeździe doskonale "pamiętają" ową zmyśloną panią.
30-09-2012 20:25 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Jacku, jeśli zapoznasz się z relacjami z tego zdarzenia, to może uświadomisz sobie, że Twój wpis jest nie na temat.
30-09-2012 23:53 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jest na temat. Cieszę się, że wreszcie zaczyna coś do Ciebie docierać.
30-09-2012 10:30 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A jakie wyjaśnienie "cudu Słońca" Pan uznaje za prawdopodobne?
>>>>Mnie wystarcza ten opis zbiorowej psychozy,
>"Zbiorowa psychoza" obejmująca ponad 50 tys. osób,
Tu: zjawisko obserwowane przez ok. 30-100 tys, a więc rozpiętość ogromna.

>w tym osoby znajdujące się kilkanaście km od miejsca zdarzenia, w tym osoby niewierzące?...
Pomimo tych twierdzeń, nie wszyscy świadkowie zgłosili zaobserwowanie "tańca słońca". Niektórzy ludzie zobaczyli jedynie rozpromienione kolory. Niektórzy, włączając w to osoby wierzące, w ogóle nic nie zobaczyli.
Nie istnieją żadne naukowe, astronomiczne relacje o jakiejkolwiek niezwykłej aktywności słońca w trakcie trwania domniemanego "tańca", nie ma także świadków jakichkolwiek niecodziennych zachowań słońca dalej niż 64 km od Cova da Iria.
Słonecznego fenomenu nie zaobserwowano w żadnym laboratorium. Niemożliwe, by mógł ujść uwadze tak dużej ilości astronomów i, oczywiście, innych mieszkańców półkuli.


>"Zbiorowa psychoza", która nagle się zaczyna i nagle kończy, bez widocznej przyczyny zewnętrznej?...
Świadkowie zebrani aby zobaczyć objawienie Matki Bożej, którego wiarygodność podważały świeckie media, relacjonowali nienaturalną według swej oceny aktywność słońca, m.in. jego wirowy ruch na niebie.

Numer Ilustração Portugueza, 29 października 1917
"13 października 1917 r. w miejscu objawień zebrał się imponujący tłum, liczący przeszło 70 tysięcy osób. Wielu musiało pokonać setki kilometrów, w przeważającej większości pieszo lub na osłach, wozami i samochodami. Wśród zgromadzonych znajdowali się nie tylko ludzie prości, ale również bardzo sceptycznie nastawieni naukowcy, dziennikarze, ludzie niewierzący".

Tysiące oczekujące na cud i "cud" (psychoza) miałaby się nie wydarzyć?
Możliwe, ale mało prawdopodobne.

>Naprawdę wierzy Pan w to, że coś takiego mogło się zdarzyć?...
Cud? Nie!
Psychoza tak i to nawet dotycząca 500 000 osób, gdyż zupełnie nie ilość osób mówi o zbiorowych psychozach. Przecież nic innego tylko właśnie zjawisko psychozy jest opisane w tym haśle z Wikipedii, tylko trzeba umieć czytać ze zrozumieniem.

>Przecież to jest zupełnie nieprawdopodobne.
Zależy, co dla kogo jest nieprawdopodobne. Dla mnie nieprawdopodobna jest wiara w takie bzdury w XXI wieku. To wprost żenada i tą żenadę to nawet Terlikowski zauważa.

PS. Oczywiście dzięki Bogu i ciemniactwu mamy teraz w Internecie cały portal cudów. Znajdzie Pan tam cudów do woli i wszystkie wiarygodnie i naukowo opisane. To coś dla Pana.

Miłego dnia.

@@@
.
30-09-2012 21:33 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>A jakie wyjaśnienie "cudu Słońca" Pan uznaje za prawdopodobne?
>>>>>Mnie wystarcza ten opis zbiorowej psychozy,
>>"Zbiorowa psychoza" obejmująca ponad 50 tys. osób,
>Tu: zjawisko obserwowane przez ok. 30-100 tys, a więc rozpiętość ogromna.

Co za różnica, czy przyszło tam 30 czy 100 tys. osób? Rozmawiamy teraz o tym, czy Pańska hipoteza "zbiorowej psychozy" jest prawdopodobna czy nieprawdopodobna.

>>w tym osoby znajdujące się kilkanaście km od miejsca zdarzenia, w tym osoby niewierzące?...
>Pomimo tych twierdzeń, nie wszyscy świadkowie zgłosili zaobserwowanie "tańca słońca". Niektórzy ludzie zobaczyli jedynie rozpromienione kolory. Niektórzy, włączając w to osoby wierzące, w ogóle nic nie zobaczyli.

Znów nie na temat. Powtarzam argument: według Pańskiej hipotezy w rzekomej "zbiorowej psychozie" musiałyby wziąć udział także te osoby, które znajdowały się kilkanaście kilometrów od miejsca zdarzenia.

>Nie istnieją żadne naukowe, astronomiczne relacje o jakiejkolwiek niezwykłej aktywności słońca w trakcie trwania domniemanego "tańca", nie ma także świadków jakichkolwiek niecodziennych zachowań słońca dalej niż 64 km od Cova da Iria.
>Słonecznego fenomenu nie zaobserwowano w żadnym laboratorium. Niemożliwe, by mógł ujść uwadze tak dużej ilości astronomów i, oczywiście, innych mieszkańców półkuli.

A co to ma do rzeczy?! To oczywiste, że Słońce nie zaczęło przemieszczać się względem Ziemi.

>>"Zbiorowa psychoza", która nagle się zaczyna i nagle kończy, bez widocznej przyczyny zewnętrznej?...
> Świadkowie zebrani aby zobaczyć objawienie Matki Bożej, którego wiarygodność podważały świeckie media, relacjonowali nienaturalną według swej oceny aktywność słońca, m.in. jego wirowy ruch na niebie.
>Numer Ilustração Portugueza, 29 października 1917"13 października 1917 r. w miejscu objawień zebrał się imponujący tłum, liczący przeszło 70 tysięcy osób. Wielu musiało pokonać setki kilometrów, w przeważającej większości pieszo lub na osłach, wozami i samochodami. Wśród zgromadzonych znajdowali się nie tylko ludzie prości, ale również bardzo sceptycznie nastawieni naukowcy, dziennikarze, ludzie niewierzący".


Powtarzam innymi słowami, bo najwyraźniej Pan nie zrozumiał: początek i koniec rzekomej "zbiorowej psychozy" wystąpił u wszystkich obserwatorów jednocześnie, bez widocznej zewnętrznej przyczyny. Na dodatek wszyscy uczestnicy "zbiorowej psychozy" zobaczyli to samo. Bardzo oryginalna "psychoza"...

>>Naprawdę wierzy Pan w to, że coś takiego mogło się zdarzyć?... Przecież to jest zupełnie nieprawdopodobne.
>Zależy, co dla kogo jest nieprawdopodobne.

Z taką wiarą rzeczywiście nie da się dyskutować, a i czasu szkoda...
01-10-2012 17:20 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Co za różnica, czy przyszło tam 30 czy 100 tys. osób?
Dla mnie żadna, ale tak się właśnie mają "opowieści dziwnej treści". "Każdy baje jak mu się zdaje".

>Rozmawiamy teraz o tym, czy Pańska hipoteza "zbiorowej psychozy" jest prawdopodobna czy nieprawdopodobna.
Rozmawiamy? Czy można mieć racjonalne argumenty podważające czyjąś wiarę. Szczególnie, gdy głęboka?

>Znów nie na temat. Powtarzam argument: według Pańskiej hipotezy w rzekomej "zbiorowej psychozie" musiałyby wziąć udział także te osoby, które znajdowały się kilkanaście kilometrów od miejsca zdarzenia.
Nawet kilkadziesiąt. Zdaje się do 64.
Moja hipoteza o zbiorowa hipotezie jest dla Pana nieprzekonująca. Pan wierzy, że Dobry Pan Bócek, zamrugał słońcem, jakby puścił oczko do zgromadzonych. Ma On poczucie humoru trzeba przyznać, tak sobie zakpić z baranków prawdziwego cudu oczekujących.
To ma być cud, a jakie jego jest znaczenie i przesłanie?
Słońcem mruganie?

>A co to ma do rzeczy?! To oczywiste, że Słońce nie zaczęło przemieszczać się względem Ziemi.
Bardzo dużo, pokazuje, że nic tak naprawdę się nie działo, tylko oczekującym na cud tak się wydawało.

>"Zbiorowa psychoza", która nagle się zaczyna i nagle kończy, bez widocznej przyczyny zewnętrznej?...
Świadkowie zebrani aby zobaczyć objawienie Matki Bożej, którego wiarygodność podważały świeckie media, relacjonowali nienaturalną według swej oceny aktywność słońca, m.in. jego wirowy ruch na niebie.
Numer Ilustração Portugueza, 29 października 1917"13 października 1917 r. w miejscu objawień zebrał się imponujący tłum, liczący przeszło 70 tysięcy osób. Wielu musiało pokonać setki kilometrów, w przeważającej większości pieszo lub na osłach, wozami i samochodami. Wśród zgromadzonych znajdowali się nie tylko ludzie prości, ale również bardzo sceptycznie nastawieni naukowcy, dziennikarze, ludzie niewierzący".

>Powtarzam innymi słowami, bo najwyraźniej Pan nie zrozumiał: początek i koniec rzekomej "zbiorowej psychozy" wystąpił u wszystkich obserwatorów jednocześnie, bez widocznej zewnętrznej przyczyny.
Tak, porównując się z Panem mam widoczne braki w umiejętności czytania ze zrozumieniem. Myślę, że prawie dla wszystkich widoczne. A skąd Pan wie, że jednocześnie. Nigdzie nie jest tak opisane. Przy psychotycznych omanach ich długość trwania to od pół minuty do dziesięciu, to najczęstsza długość i tam tyle to trwało.

>Na dodatek wszyscy uczestnicy "zbiorowej psychozy" zobaczyli to samo.
Pomimo tych twierdzeń, nie wszyscy świadkowie zgłosili zaobserwowanie "tańca słońca". Niektórzy ludzie zobaczyli jedynie rozpromienione kolory. Niektórzy, włączając w to osoby wierzące, w ogóle nic nie zobaczyli No tak - to ja mam kłopoty ze zrozumieniem tekstu.
Bardzo oryginalna "psychoza"...
Nie, opisanych takich jest wiele. Nawet w tym haśle w Wikipedii można przeczytać: Profesor Lisa Schwebel, Uniwersytet św. Jana w Nowym Jorku, zauważa, że zjawisko słoneczne w Fatimie nie jest wyjątkowe: było wiele podobnych spraw, odnotowanych przy wysoce intensywnych spotkaniach religijnych, zakończonych nagłą i niespodziewaną obecnością świateł na niebie.

PS. Panie Marku, proszę nie odbijać nieudolnie piłeczki. Możemy i w ping-ponga pograć, ale na racjonalne argumenty, a Panu - poza Pańską wiarą - niczego racjonalnego na naszym forum nie udało się przedstawić. Bardzo proszę - niech Pan udowodni, iż ja jakikolwiek swój pogląd opieram na wierze. Wszystkie opieram na dorobku nauki, a ten dorobek poddawany jest permanentnej weryfikacji.

Miłego dnia.

@@@
.
25-10-2012 10:23 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Bardzo proszę - niech Pan udowodni, iż ja jakikolwiek swój pogląd opieram na wierze.

Bardzo proszę - wierzy Pan, że wyjaśnieniem "cud Słońca" jest rzekoma "zbiorowa psychoza", mimo że przeczą temu fakty. A ja jestem wobec tego "wyjaśnienia" sceptyczny.
25-10-2012 15:08 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Bardzo proszę - niech Pan udowodni, iż ja jakikolwiek swój pogląd opieram na wierze.
>Bardzo proszę - wierzy Pan, że wyjaśnieniem "cud Słońca" jest rzekoma "zbiorowa psychoza", mimo że przeczą temu fakty. A ja jestem wobec tego "wyjaśnienia" sceptyczny.
Udowodnienie tego - nawet dla mało inteligentnych - polega na przytoczeniu konkretnego cytatu - na przykład, a nie manipulacji czyimiś poglądami. Gdzie napisałem, iż w to "wierzę"?

Napisałem, że zbiorową psychozę uważam za dosyć prawdopodobne wyjaśnienie tego zdarzenia i nadal tak sądzę.
(Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".

Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.)


-----------------------------------

Pan Darek:
Do jasnej Anielki, chyba czytasz to, co kryje się za linkiem? Wiarygodniejsze to tam jest od majstrującego Boga z alternatywnej i transcendentnej przestrzeni, co o nim katolicy gadają, czy nie?
A tak poza tym, miała być mamusia zawsze dziewica, a Słońce skakało... Z braku laku... Coś mi się zdaje, że na tych czteronożnych osłach, dwunożne tam dojechały. Ale te czteronożne chyba mądrzejsze.

Pan Bielecki:
Chodzi Ci o rzekomą "masową halucynację"? Nie, to zupełnie nie jest wiarygodne - przeczą temu fakty.

Pan Darek:
>Fakty powiadasz? Fajnie.

Pan Bielecki:
Tak, fakty. Zamiast uczciwie powiedzieć "w świetle aktualnej wiedzy nie istnieje wiarygodne wyjaśnienie tego zjawiska", próbuje się naginać, zniekształcać lub ignorować fakty.
Gucio prawda, nie istnieje tylko pewne wyjaśnienie tego zjawiska, głównie ze względu na nierzetelność opisów i niemożliwość bezpośredniego badania. Było minęło. Natomiast w świetle aktualnej wiedzy naukowej istnieją dosyć wiarygodne próby wyjaśnienie tego społecznego zjawiska - np zbiorowa psychoza. Przedstawiłem argumenty za takim właśnie wyjaśnieniem.

Specjalistami od naginania, zniekształcania, ignorowania faktów i argumentów są występujący na naszym forum katolicy, a Pana, Panie Marku, zaliczam do czołówki tych manipulantów.

"Fakty" do których Pan się odwoływał są tu:
www.racjon(*).php/z,0/d,43/s,511985#w520278
www.racjon(*).php/z,0/d,43/s,511985#w521225
www.racjon(*).php/s,511985/z,0/d,45#w521365
Ma Pan jeszcze jakieś?

Naprawdę to czysta żenada, co Pan tu opowiada.

@@@
.
29-10-2012 14:31 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Pan Bielecki:
> Chodzi Ci o rzekomą "masową halucynację"? Nie, to zupełnie nie jest wiarygodne - przeczą temu fakty.
>Pan Darek:
>>Fakty powiadasz? Fajnie.
>Pan Bielecki:
>Tak, fakty. Zamiast uczciwie powiedzieć "w świetle aktualnej wiedzy nie istnieje wiarygodne wyjaśnienie tego zjawiska", próbuje się naginać, zniekształcać lub ignorować fakty.
>Gucio prawda, nie istnieje tylko pewne wyjaśnienie tego zjawiska, głównie ze względu na nierzetelność opisów i niemożliwość bezpośredniego badania. Było minęło. Natomiast w świetle aktualnej wiedzy naukowej istnieją dosyć wiarygodne próby wyjaśnienie tego społecznego zjawiska - np zbiorowa psychoza.

Przeciwko hipotezie "zbiorowej psychozy" (Andrzej Bogusławski) lub "masowej halucynacji" (darkside) świadczą następujące fakty:

1. Duża liczba obserwatorów: kilkadziesiąt tysięcy osób.
2. Wśród obserwatorów byli także ateiści lub osoby sceptyczne wobec objawień.
3. Obserwatorzy zaczęli widzieć "cud Słońca" w tym samym czasie.
4. Obserwatorzy przestali widzieć "cud Słońca" w tym samym czasie.
5. Relacje obserwatorów o tym, co widzieli, są zgodne.
6. Niektórzy z obserwatorów przebywali kilkadziesiąt kilometrów od miejsca zdarzenia.
29-10-2012 15:32Nie na temat 
 Ocena 5 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Przeciwko hipotezie "zbiorowej psychozy" (Andrzej Bogusławski) lub "masowej halucynacji" (darkside) świadczą następujące fakty:
Za mojej młodości powtarzano dowcip:

Kto w Polsce ma największą potencję?
Nie wiesz?
Gomułka!
Potrafi parę godzin pieprzyć o szklance wody.


Długo Pan może jeszcze pieprzyć to samo? Na wszystkie Pańskie "fakty" odpowiedziałem (nie tylko ja) i kto jeszcze tym zainteresowany, to sobie znajdzie.
Jak można z Panem w ogóle na jakikolwiek temat rozmawiać, gdy wszystkie racjonalne argumenty spływają po Panu jak woda po kaczce. "Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne". To całkowita żenada, że Pan zamiast odnosić się do racjonalnych argumentów jak zepsuta kataryna to samo opowiada. Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

Sądzę, że powiedział Pan już wszystko, co ma Pan do powiedzenia, a ping-ponga zagrywać z Panem to tylko strata czasu. Napisz Pan nareszcie coś mądrego, aby choć chwilę można było poważnie się nad tym zastanowić. Rekolekcje dla dzieci to sobie Pan na inne fora pozostaw. Tu w większości forumowicze, to myślący i w miarę oczytani ludzie.

Miłego dnia.

@@@
.
29-10-2012 16:00 
 Ocena 1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Na wszystkie Pańskie "fakty" odpowiedziałem

Nie zauważyłem. Może powinien Pan popracować nad stylem wypowiedzi - ażeby to, co Pan uważa za istotne, nie tonęło w zawiesinie gadulstwa.
29-10-2012 18:35 
 Ocena 1 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Andrzej odpowiedział po wielokroć i nie tylko on. Ale Twoja wiara uczyniła Cię kłamcą i manipulatorem. TY JUŻ WIESZ i gardzisz ludźmi, którzy nagle przypominają Ci, że to tylko Twoja subiektywna opinia, a w chrześcijańskie mity wierzą tylko ludzie interesowni, gnani chucią urojonego wiecznego istnienia. Po prostu postanowiłeś, że Twoja bajka jest nienaruszalna, a jak rzeczywistość i przyzwoitość w opisie faktów jej przeczą, tym gorzej dla nich. Stawiasz się ponad rzeczywistością i innymi ludźmi w imię urojonej chuci wiecznego istnienia, której gwarantem jest dla Ciebie bezwarunkowa wiara w baśnie katolickie. Jest to głęboko nieetyczne. Naprawdę wiara wykoleja moralność, bo maksymalne samozakłamanie i wybielanie zbrodni moralne chyba nie są...?
31-10-2012 11:03 
 Ocena 1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Jacku, opamiętaj się. Ciągle mnie oczerniasz i wciąż czynisz to w tym samym żałosnym, propagandowym stylu. Myślisz, że to Cię uwiarygadnia jako przewodniczącego waszego stowarzyszenia? Co się stało z Twoją zdolnością do dialogu sprzed roku?... Żyjesz w świecie złudzeń i kłamstw, a Twoja nienawiść do inaczej myślących jest coraz bardziej odczuwalna.
31-10-2012 11:45 
 Ocena 2 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie oczerniam Cię. To ty kłamiesz w żywe oczy, że Kościoł przez długie wieki nie propagował antyzemityzmu. To po tobie wszelkie argumenty spływają jak po kaczce. Czujesz się nadczłowiekiem, wyznawcą urojonego boga i masz innych w d...ie. Taki jesteś. Smutna sprawa.
31-10-2012 12:16 
 0 na 4
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Widzisz, Jacku, jesteś tak zacietrzewiony, że nawet nie zauważasz, w jakim wątku się wypowiadasz. A to jest wątek o wielkiej postaci - wielkiej świętej, która jednocześnie była Żydówką. Mam takie same poglądy jak ona. Zatem to jej wykrzycz swoje propagandowe hasła o Kościele i antysemityzmie.
31-10-2012 12:33 
 Ocena 4 na 10
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Oceniam Twoje różne wypowiedzi. Tutaj, jako pobożny nadczłowiek, zlekceważyłeś argumenty dotyczące cudów, istnienia innych religii i nawróceń na inne religie. Udowodniłem ci rasizm religijny - Twoja wiara czyni nadczłowiekiem, inne to kłamstwa - tak uważasz. Twoi rodzice, kładący Ci do łba klechdy katolickie, to wspaniała tradycja i poszanowanie, hinduista ma się na swojego ojca hinduistę wypiąć i zostać chrześcijaninem, bo inaczej byłby w Twoich oczach podczłowiekiem. Również Stein nie przyciagnęłaby Twej uwagi, gdyby nadal była podczłowiekiem, czyli żydówką, albo ateistką. I Ty się nie wstydzisz? I ty ośmielasz się pouczać innych? Z tak wykolejonym kręgosłupem moralnym? Nie rozumiesz, że czujesz się "nadczłowiekiem" tylko dlatego, że Twoje otoczenie wtłoczyło Ci w łeb "jedyniesłuszną" klechdę katolicką?
31-10-2012 13:03 
 Ocena 5 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A to jest wątek o wielkiej postaci - wielkiej świętej, która jednocześnie była Żydówką.
Jakiej wielkiej? Takich wielkości to na tysiące. Wielkiej dlatego, że Kościół ją dla swoich interesików do świętych zaliczył?

>Mam takie same poglądy jak ona.

>Zatem to jej wykrzycz swoje propagandowe hasła o Kościele i antysemityzmie.
Katolicka obłuda. Sami obrzydliwości czynią, a usprawiedliwienia w zmarłych szukają.
Średnio rozgarnięci ludzie wiedzą, że wszystkie narody mają takich przedstawicieli, którzy sobie inny naród za swój wybrały. Z religiami bywa tak samo. Biedna Edytka ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza Kościelnemu antysemityzmowi, który był przerażająco okrutny i który nadal mocno się trzyma.

Przestań Pan już tu swój kit wciskać. Tu ludzie samodzielnie myślą.

Czytelnik 'Marek Bielecki' oddał na Ciebie głos negatywny
głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Racjonalizm Edyty Stein'


PS. Ja tam wolę dosłownie napisać, gdzie mam Pańskie wymądrzanie się - bez intelektualnego pokrycia - oraz klikania minusów tym, którym Pan na naszym forum w niczym sprostać Pan nie może.
Polecam: www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,527000#w527900

Po chrześcijańsku wybaczam Panu, albowiem Pan i tak nie rozumie co pisze i czyni.

@@@
.
01-11-2012 21:15 
 Ocena 2 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Widzisz, Jacku, jesteś tak zacietrzewiony, że nawet nie zauważasz, w jakim wątku się wypowiadasz.
W poniżej zalinkowanym wątku można sobie dalej poczytać o mądrości katolickich wywodów i zastanowić się nad ich argumentacją:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,527000/z,0

Czytelnik 'Marek Bielecki' oddał na Ciebie głos negatywny
głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Racjonalizm Edyty Stein'


@@@
.
31-10-2012 12:11 
 Ocena 1 na 3
astrotaurus (12445 punktów)
>Jacku, opamiętaj się. Ciągle mnie oczerniasz i wciąż czynisz to w tym samym żałosnym, propagandowym stylu. Myślisz, że to Cię uwiarygadnia jako przewodniczącego waszego stowarzyszenia? Co się stało z Twoją zdolnością do dialogu sprzed roku?... Żyjesz w świecie złudzeń i kłamstw, a Twoja nienawiść do inaczej myślących jest coraz bardziej odczuwalna.
Rozumiem, że Ksiądz tak z grubej rury feruje wyroki, w imieniu Boga i Historii zatem nie poczuwa się Ksiądz do żadnego uzasadnienia?
W poscie Jacka było coś o umiłowaniu przez Ciebie katolickiej bajki, o Twoim wywyższaniu jej (a siebie z nią) ponad inne bajki i prawdę oraz o innych rzeczach konkretnych, które były w tym wątku poruszane.
Twój to tylko emocjonalne oceny bez treści.
Skup się wreszcie na jakichś konkretach, daj sobie szansę.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Bogusławski: Na wszystkie Pańskie "fakty" odpowiedziałem
>Nie zauważyłem.
Autor wątku ustawił flagę offtopic na Twojej wypowiedzi:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w527272
Oznaczenie to informuje innych uczestników o dyskusjach odbiegających od tematu wątku.

To co Pan zauważył - Panie trollu jaskiniowy - że Pan odpowiada na post odbiegający od tematu wątku?


>Może powinien Pan popracować nad stylem wypowiedzi - ażeby to, co Pan uważa za istotne, nie tonęło w zawiesinie gadulstwa.
To nie forum dla ograniczonych intelektualnie fideistów, tylko dla myślących samodzielnie racjonalistów. Nie dla psa kiełbasa. Mnie tu spora grupa ludzi potrafi zrozumieć, a Pan powinien raczej poszukać sobie swojego środowiska sprawnych intelektualnie inaczej.
Każdy przejaw wrogości od Pana i Pańskich ideowych przyjaciół ja sobie za plus poczytuję.
Zresztą uważam, iż większość katolików posiada tylko jedno naprawdę szczere uczucie i jest nim najserdeczniejsza i najszczersza nienawiść do wszystkich myślących samodzielnie. Kwestionujących ich głupotę, którą w swej zadufanej pysze "Prawdą" nazywają.
Widać, że chętnie wróciłby Pan do Inkwizycji.
Prawda Panie Mareczku?
Szczery wyznawco Boga Miłości.

>Nie zauważyłem.
Jest Pan na naszym forum od sierpnia 2011 roku wypowiedział się Pan prawie 1200 razy i co Pan mądrego tu napisał. www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,43451 Takiego - aby warto było się nad tym poważnie zastanowić? Bardzo proszę niech Pan się do tych swoich mądrości odwoła.

Wszyscy biednego i wielce uczonego Mareczka tu lekceważą, wyśmiewają się i oczerniają, a on przecież tylko na naszym forum "Dobrą Nowinę" z takim poświęceniem i uporem nam głosi.
Wstrętne bezbożniki. Szatańskie pomioty.
----------------------
Powtarzam:

PS.
Pan Marek Bielecki: Jacku, opamiętaj się. Ciągle mnie oczerniasz i wciąż czynisz to w tym samym żałosnym, propagandowym stylu. Żyjesz w świecie złudzeń i kłamstw, a Twoja nienawiść do inaczej myślących jest coraz bardziej odczuwalna.
Czy, ktoś z racjonalistów może znaleźć tu stosowną odpowiedź dla "inaczej myślącego" - Pana Marka Bieleckiego.
Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

Miłego dnia.

@@@
.
29-10-2012 18:37 
 Ocena 9 na 9
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Nie no, ten "cudaczny" temat to jest w ogóle jakaś masakra. Jest mi wstyd, że w ogóle zabrałem przy tym głos i chyba jest mi wstyd w imieniu tego zmyślonego boga. Kurde, jak bym miał takich wiernych, co jakby ze sraczką goniąc, próbują udowodnić, że robię takie beznadziejne spektakle ze Słońcem, żeby bandzie buraków zaimponować czy coś beznadziejnie słabo udowodnić, kiedy leżę sobie bykiem na niebieskich pastwiskach i gwiżdżę na wszystko podczas Auschwitz, tsunami 2004, rządów Pol Pota, czy sieczki w Rwandzie, kiedy w głębokim poważaniu mam błagania rodziców o uratowanie ich dzieci, a 9 milionów rocznie ich umiera przed osiagnięciem 5 roku życia (24 000 dziennie, 1000 na godzinę, coś 17 w minutę - tylko do 5 roku życia) to bym chyba wysterylizował tę planetę, bo nie zdzierżyłbym tej ciemnoty. Skaczące Słońce
Robienie z własnego Boga zwyczajnego idioty jest bardziej żenujace, niż jego absurdalne dowodzenie. Się znalazł Copperfield od pingponga, ale czymś pożytecznym nie zaimponuje. Hostie krwawiące, płaczące figury, palące się krzaczki i podobizny na drzewach i kominach, to tak. Rozpieprzyć coś, utopić, to też szybki jest. Synuś też biegał po wodzie i demony wsadzał w świnie. Przynajmniej Łazarza wskrzesił, chociaż też tylko w jednej ewangelii (kupa śmiechu, pozostali trzej niezauważyli albo uznali wydarzenie za nieistotne) to cholera go tam wie jak było. Gdzie był ten Kochający Tatuś 1 listopada 1755? Nie wiedział jeszcze gdzie Portugalia? A może palił świeczkę na grobie Taty-nadBoga w jakimś wcześniejszym wszechświecie i przegapił imprezę? Kończmy ten temat Panie Andrzeju, bo to "wiocha".
29-10-2012 19:44 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)
> robię takie beznadziejne spektakle ze Słońcem, żeby bandzie buraków zaimponować czy coś
Kiedy oni tak mają, że im głupiej gadają tym im się to wydaje mądrzejsze. Coś ekstremalnie debilnego musi być ekstremalnie mądre, bo to Bóg robi. Koniec, kropka, religijny intelekt.

>Kończmy ten temat Panie Andrzeju, bo to "wiocha".
Każdy temat z religiantem to wiocha, dlatego ja staram się nie dowartościowywać oferenta religijnego pustosłowia tylko zapędzać go do zagrody myślenia. Tylko tak można mu pomóc, bo w nieskrępowanym bełkocie rozkwita zadowoleniem z siebie i buszuje po takich rejonach gdzie rozumu nie dojrzysz.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
30-10-2012 20:42 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jest mi wstyd, że w ogóle zabrałem przy tym głos
Zupełnie niepotrzebnie. Ja - a jak sądzę z innych wypowiedzi, nie tylko ja - czytaliśmy Pańskie posty z dużym zainteresowaniem i intelektualną frajdą.

>Robienie z własnego Boga zwyczajnego idioty jest bardziej żenujace, niż jego absurdalne dowodzenie.
Niech Pan nie zapomina o Boskim miłosierdziu: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. (Łk 23, 34);

>Się znalazł Copperfield od pingponga, ale czymś pożytecznym nie zaimponuje.
Przeto przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata [...], wybrał to co niemocne [...], i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone [...] (1 Kor 1, 26-28).

Święty Paweł przyglądając się powołaniu swojemu i wszystkich ówczesnych chrześcijan zauważył, że Bóg lubi posługiwać się ludźmi słabymi, małymi, tymi, co do których inni mieliby wątpliwości czy się do czegoś nadają. Ale takie upodobanie Boże można zauważyć także we wcześniejszych dziejach ludzkości. To przecież do swojego Narodu Wybranego wołał Bóg przez Mojżesza: Pan wybrał was i znalazł upodobanie w was nie dlatego, że liczebnie przewyższacie wszystkie narody, gdyż ze wszystkich narodów jesteście najmniejszym, lecz ponieważ Pan was umiłował (Pwt 7,7-8).

Przedziwna miłość Boża, przedziwne upo­dobanie w tym, co małe i bezradne.

Na proroków - tak ważnych posłańców ogłaszających Jego wolę - Bóg także powoływał ludzi słabych i nieczujących się na siłach, aby wypełnić Boże zamysły. Prorok Jonasz zanim poszedł wzywać do nawrócenia mieszkańców Niniwy, próbował uciec przed Bogiem i Jego poleceniem, co skończyło się tym, że wylądował w brzuchu wielkiej ryby. Prorok Jeremiasz w momencie powołania próbował przypomnieć Bogu o swojej niezdatności i małości: Ach, Panie Boże, przecież nie umiem mówić, bo jestem młodzieńcem (Jr 1,6).

Jezus także na swoich Apostołów wybrał zwyczajnych, prostych ludzi. Takich jak Piotr, który był rybakiem, a Chrystus pomimo jego słabości i zaparcia się Mistrza ustanowił go Głową Kościoła. Tak samo wspomniany już św. Paweł dostrzegał bardzo wyraźnie swoją niegodność wobec powołania go na apostoła pogan. Mówił o sobie: Mnie zgoła najmniejszemu ze wszystkich świętych została dana ta łaska [...] (Ef 3, 8), Dzięki składam [...] naszemu Panu, że uznał mnie za godnego wiary, skoro przeznaczył do posługi mnie, ongiś bluźniercę, prześladowcę i oszczercę [...] Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy (1 Tm 1, 12-15).

I tak się dzieje do dziś. Święta Faustyna została przez Boga wybrana do wielkiego dzieła przypomnienia światu prawdy o Miłosierdziu Bożym, a przecież nie należała do ludzi najzdolniejszych, najuczeńszych i najważniejszych. Nie czuła się na siłach spełniać poleceń i próśb Jezusa, dlatego często pojawiały się w jej sercu wątpliwości. Podczas rekolekcji w sierpniu 1935 r. zanotowała w "Dzienniczku": W jednej medytacji o pokorze przyszła mi ta dawna wątpliwość, że tak nędzna dusza, jak moja, właśnie nie spełni tego zadania, którego żąda Pan; w tej samej chwili, kiedy rozbieram tę wątpliwość, kapłan, który daje rekolekcje, przerywa wątek tej nauki i mówi właśnie to, w czym mam wątpliwość, mianowicie, że Bóg wybiera przeważnie najsłabsze i najprostsze dusze za narzędzia do przeprowadzenia swoich największych dzieł - i to jest prawdą niezaprzeczalną, bo spójrzmy, kogo wybrał na Apostołów, albo spójrzmy w historię Kościoła, jak wielkich dzieł dokonały dusze, które były najmniej zdolne do tego, bo właśnie w tym się okazują dzieła Boże, że są Bożymi (Dz. 464). Jezus także potwierdził jej tę naukę rekolekcyjną. W zapiskach Świętej pod datą 14.I.1937 r. znajdujemy tekst: "Dziś wszedł Jezus do separatki w szacie jasnej, przepasany złotym pasem; wielki majestat bił od całej postaci Jego i powiedział: Córko moja, czemuż się oddajesz myślom trwożliwym? - Odpowiedziałam: O Panie, Ty wiesz czemu. - I rzekł mi: Czemu? - Dzieło to trwoży mnie, Ty wiesz, że jestem do spełnienia go niezdolna. - I rzekł mi: Czemu? - Widzisz, jestem niezdrowa, nie mam wykształcenia, nie mam pieniędzy, jestem przepaścią nędzy, boję się obcować z ludźmi. Jezu, ja Ciebie tylko pragnę, Ty możesz mnie uwolnić od tego. - I powiedział mi Pan: Córko moja, coś powiedziała, prawdą jest. Jesteś bardzo nędzną, i spodobało mi się przeprowadzić dzieło miłosierdzia właśnie przez ciebie, która jesteś nędzą samą. Nie bój się, nie pozostawię cię samą. Czyń w sprawie tej, co możesz, ja dokonam wszystkiego, co ci nie dostawa" (Dz. 881).


Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
31-10-2012 09:08 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Przedziwna miłość Boża, przedziwne upo­dobanie w tym, co małe i bezradne.
>Na proroków - tak ważnych posłańców ogłaszających Jego wolę - Bóg także powoływał ludzi słabych i nieczujących się na siłach, aby wypełnić Boże zamysły. (....) Takich jak Piotr, który był rybakiem, a Chrystus pomimo jego słabości i zaparcia się Mistrza ustanowił go Głową Kościoła.
Dla mnie był to jeden z punktów blokujących dostęp wiary do mego umysłu od dziecięctwa, jako że te Boskie wybory rozciągałem aż do samego Edenu, gdzie Boski Patałach mając dyskwalifikujące go doświadczenie z istotami rozumnymi (Anioły i Diabły) stwarza jakiegoś głupiego gnoja i obarcza go taką odpowiedzialnością za losy miliardów ludzi. Kiedy jeszcze chciałem wierzyć pytałem w dziecięcej naiwności: "Boże, czemu nie stworzyłeś mnie pierwszym człowiekiem? Byłoby spoko!"
I z tym Piotrem i Kościołem też przecie kiszka kaszana. Żeby nie Szaweł to pies z kulawą nogą nie wiedziałby dzisiaj o jakimś Bogu Wszechmogącym i cyrku na Golgocie!
Ech....

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
31-10-2012 11:43 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Przedziwna miłość Boża, przedziwne upo­dobanie w tym, co małe i bezradne.
Na proroków - tak ważnych posłańców ogłaszających Jego wolę - Bóg także powoływał ludzi słabych i nieczujących się na siłach, aby wypełnić Boże zamysły. (....) Takich jak Piotr, który był rybakiem, a Chrystus pomimo jego słabości i zaparcia się Mistrza ustanowił go Głową Kościoła.


>Dla mnie był to jeden z punktów blokujących dostęp wiary do mego umysłu od dziecięctwa,
Wcale się nie dziwię, gdyż dziecku trudno pojąć wielkość myśli Quintusa Septimusa Florensa Tertullianusa (ok. 160 - 230 n.e.) - rzymskiego teologa, który nawrócony na chrześcijaństwo w 197 roku, stał się jego najzacieklejszym w owym czasie obrońcą.

Tertulian odrzucił łączenie nauki chrześcijańskiej z grecką filozofią jako bezużyteczne, niemożliwe i szkodliwe (ponieważ prowadzi do pychy i herezji. Prawda chrześcijańska jest jedyną potrzebną i osiągalną prawdą a dostęp do niej uzyskujemy nie rozumem, ale wiarą. Stąd wywodziły się znane formuły Tertuliana: "zmartwychwstanie jest pewne, ponieważ niemożliwe" (certus est, quia impossibile est); "wierzę, ponieważ jest to absurd" (credo, quia absurdum), "Krew męczenników jest nasieniem Kościoła", "Jednością heretyków jest schizma".


>I z tym Piotrem i Kościołem też przecie kiszka kaszana.
Raczej bigos! Tak pomieszane i poprzemieszczane przeróżne elementy, iż trudno dociec co skąd pochodzi?

>Żeby nie Szaweł to pies z kulawą nogą nie wiedziałby dzisiaj o jakimś Bogu Wszechmogącym i cyrku na Golgocie!
Tak, ale tak dokładnie to nie wiemy, co Paweł naprawdę napisał, cześć tekstów to fałszerstwa całkowite, a inne bardzo pozmieniane. Znowu groch z kapustą.
Obecne chrześcijaństwo, to tylko rozrośnięta sekta, która wygrała. Warto zapoznawać się z dorobkiem (oczywiście tym, które uchroniło się przed wandalizmem "rzymskich") ogromnej ilości ówczesnych sekt konkurujących o prymat oraz z dorobkiem całej literatury międzytestamentalnej, ale dotyczy to tylko tych, którzy dostęp do prawdy uzyskują rozumem, a nie wiarą.

PS.
Pan Marek Bielecki: Jacku, opamiętaj się. Ciągle mnie oczerniasz i wciąż czynisz to w tym samym żałosnym, propagandowym stylu. Żyjesz w świecie złudzeń i kłamstw, a Twoja nienawiść do inaczej myślących jest coraz bardziej odczuwalna.
Czy, ktoś z racjonalistów może znaleźć tu stosowną odpowiedź dla "inaczej myślącego" - Pana Marka Bieleckiego.
Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
30-09-2012 21:36 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> mamy teraz w Internecie cały portal cudów.

To jest jakiś ściek informacyjny, na poziomie brukowców. Dziwię się, że Pan w ogóle zagląda w takie miejsca.
30-09-2012 23:51 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie jest gorsze od tego, co pan uważa za prawdę...
01-10-2012 09:38 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Nie jest gorsze od tego, co pan uważa za prawdę...

Być może nie jest to gorsze od tego, co pan Andrzej uważa za prawdę, Jacku.
01-10-2012 10:01 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Nie jest gorsze od tego, co pan uważa za prawdę...
>Być może nie jest to gorsze od tego, co pan Andrzej uważa za prawdę, Jacku.
O cholera! Pan naprawdę wie co ja uważam za prawdę? I potrafi to zrozumieć?
A to ciekawe?

Miłego dnia.

@@@
.
01-10-2012 10:12 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>> mamy teraz w Internecie cały portal cudów.
>To jest jakiś ściek informacyjny, na poziomie brukowców. Dziwię się, że Pan w ogóle zagląda w takie miejsca.
Z natury już od dziecka byłem ciekawy świata i otwarty na rzeczywistość. Stąd moje zainteresowania religiami i np historią światopoglądu. Czytam religijne książki i prasę. Zaglądam tam, gdzie tylko da się zajrzeć. Zgadzam się z Panem, iż jest to specyficznie dobrany "ściek informacyjny", ale zupełnie nie zgadzam się aby opisane tam cuda oceniać gorzej od tych opisanych przez Pana, a poziom portalu od razu umieszczać na poziomie brukowców. Przecież są jeszcze "Gość", "Niedziela", "Źródło".

Pozdrawiam.

@@@
.
30-09-2012 10:35Nie na temat 
 Ocena 5 na 5
Artur@R (7115 punktów)
>Ło Boze! No popatrz Pan Matka Boska jak żywa!
www.youtube.com/watch?v=8JlM-pXMUag
>Cud najprawdziwszy!<
BTW
Najciekawszy i inspirujący jest pierwszy Komentarz pod filmem.
Melychor:
Poza tym jak się doda Requiem dla snu jako podkład, to nawet krowi placek nabierze mistycyzmu

Muzyka jako stymulant.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
30-09-2012 10:44 
 Ocena 11 na 11
Fizyk (17637 punktów)
> A jakie wyjaśnienie "cudu Słońca" Pan uznaje za prawdopodobne?

Nie tylko prawdopodobne, ale całkiem pewne. Pewne jest co się nie stało 13 października 1917 roku: Słońce w tym dniu nie tańczyło, nie zmieniło swojego położenia, nie zboczyło nawet o jotę ze swojej trajektorii wokół centrum Galaktyki. A więc jest też pewne co się przydarzyło pielgrzymom zgromadzonym w Cova da Iria i oczekujących na objawienie Matki Bożej: ulegli oni złudzeniu. I nie ma w tym nic dziwnego biorąc pod uwagę nagminność tej ich przypadłości.
30-09-2012 21:50 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Pewne jest co się nie stało 13 października 1917 roku: Słońce w tym dniu nie tańczyło, nie zmieniło swojego położenia, nie zboczyło nawet o jotę ze swojej trajektorii wokół centrum Galaktyki.

Wyważasz otwarte drzwi, napisałem o tym już na początku tej dyskusji: www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w521572
29-09-2012 18:49 
 Ocena 4 na 4
maruda (5550 punktów)
>>Czytałem opisy tego cudu i mogę potwierdzić, kiedyś wpatrywałem się w słońce bez przyciemnionych okularów i widziałem coś podobnego.
>Twoje "wyjaśnienie" tego zdarzenia jest zupełnie nieprawdopodobne.

Moja wizja tańczącego słońca nie jest wyjaśnieniem, tylko opisem przeżycia którego doznałem. Nie pretenduję do wyjaśniania tego zjawiska, z prostego powodu, wpatrywanie się w słońce może prowadzić do poważnego uszkodzenia wzroku.
27-09-2012 09:31 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Marku, są różne Lourdes, Częstochowy, Sanitiago da Campostella - miejsca pielgrzymkowe słynące z cudów. Za ponryfikatu Jana Pawła II pojawiło się też więcej świętych niż kiedykolwiek. Gdzie odrośnięte nogi? Powinna być przynajmniej jedna na tydzień!!
27-09-2012 10:41 
 Ocena 11 na 11
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Fatima.
Stos ofiarny.




Ofiarne wota.



Ot i taka cienka jest skóreczka katolicyzmu.

@@@
.
29-09-2012 21:44 
 Ocena-3 na 5
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Marku, są różne Lourdes, Częstochowy, Sanitiago da Campostella - miejsca pielgrzymkowe słynące z cudów. Za ponryfikatu Jana Pawła II pojawiło się też więcej świętych niż kiedykolwiek. Gdzie odrośnięte nogi? Powinna być przynajmniej jedna na tydzień!!

To tak nie działa...

Twoim zdaniem, gdyby Bóg istniał, to powinien działać tak a tak... A Bóg jest inny niż Twoje wyobrażenie. I działa inaczej.
29-09-2012 21:54 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>To tak nie działa...

A jak działa?

>działa inaczej.

Aaaa... to przepraszam...
Trzeba tak było od razu .


...to jest pozostałość różnych ruchów, które nie zostały zrobione. (Julia Pitera)
29-09-2012 22:46 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Będziemy tu rozmawiali o Bogu?...
29-09-2012 22:54 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Będziemy tu rozmawiali o Bogu?...

Ależ Uchowaj Boże!


...to jest pozostałość różnych ruchów, które nie zostały zrobione. (Julia Pitera)
29-10-2012 19:19Nie na temat 
 Ocena 4 na 4
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>>To tak nie działa...
>A jak działa?
>>działa inaczej.<
Kiedyś napisałem jak działa Bóg. Działa tak jak z tym rowerem. Nie modlić się o rower bo to daremne. Rower ukraść a modlić się o przebaczenie.
30-09-2012 05:00 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Bez problemu można znaleźć ludzi, którzy uważają, że za sprawą "cudu" ozdrowieli z raka. Ale takich, co to im noga odrosła to jakoś nie (żywych, teraz).
27-09-2012 11:20 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>I tak będzie z każdym faktem, który będzie podważał ich światopogląd - zostanie on a priori odrzucony jako coś, co istnieć nie może, bo jest przecież sprzeczny z ich światopoglądem.
Guzik prawda. Wszystko może istnieć. Uważam, że może odrosnąć noga, może zmartwychwstać człowiek. Na tej samej zasadzie mogą też za sekundę przestać obowiązywać obserwowane do tej pory prawa fizyki.

Jednak zadajemy sobie pytanie co z tego, co MOŻE istnieć (a może istnieć absolutnie wszystko) faktycznie i obiektywnie istnieje.

A skoro tak, to należy poruszyć kwestię weryfikowalności doświadczeń. Czy daje ją nam w większym stopniu nauka, czy osobiste WRAŻENIA naszej psyche?

>Wywołało to żywą reakcję u Twoich kolegów i koleżanek, którzy natychmiast zaczęli "cudowi z Calandy" zaprzeczać [...] Zwróć uwagę, że podstawą negacji był ich światopogląd, a nie fakty, które w tym przypadku są, jak na wydarzenie z XVII wieku, bardzo dobrze udokumentowane.

Zaszczytem byłoby dla mnie być zaliczonym do grona kolegów i koleżanek Jacka Tabisza, ale ja cudowi z Calandy nigdzie nie zaprzeczyłem. A może ta noga rzeczywiście odrosła?
Pomijając kwestię powtarzalności tego doświadczenia -

pytam tylko: co z tego? Co z tego, że komuś odrośnie noga?

Dlaczego to zdarzenie (nawet gdyby było prawdą) ma w jakikolwiek sposób świadczyć o istnieniu Boga lub o konieczności modlenia się do niego?

[Gdyby chociaż to się dało powtórzyć - to wtedy wiedziałbym co robić w razie wypadku - wystarczyłoby się pomodlić. Jednak gdyby nawet się to zawsze sprawdzało i wszystkie ucięte nogi zawsze by odrastały, to czy to świadczyłoby o istnieniu Boga, czy tylko o tym, że modlitwa koreluje z odrastaniem nóg?
Skoro jednak takie odrośnięcie zdarza się (załóżmy, że się rzeczwyiście zdarza) niezmiernie rzadko - to czy to w większym stopniu ma świadczyć o istnieniu Boga, niż gdyby zdarzało się zawsze?]
29-09-2012 20:38 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Tu jest jakieś nieporozumienie, przypomnę zatem historię tego wątku:

Najpierw Jacek Tabisz napisał:

Cytat:
Skoro święci uzdrawiają za życia i poprzez relikwię, skoro modlitwa wstawiennicza uzdrawia, to dlaczego nikomu nie odrosła kończyna??? Zastanowiało cię to kiedyś? "Można" odwrócić śmierć, wskrzesić, przywrócić wzrok/słuch/chodzenie, ale nie można odrosnąc kończyny... Nie dziwne?


Odpowiadając Jackowi Tabiszowi, podałem kontrprzykład: pl.wikipedia.org/wiki/Cud_z_Calandy

I tyle.

Nie pisałem, co wynika z cudu z Calandy. Myślę, że jeśli ktoś jest niewrażliwy na sprawy duchowe, to z żadnego cudu nic dla niego nie wynika.
29-09-2012 21:08 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Nie pisałem, co wynika z cudu z Calandy. Myślę, że jeśli ktoś jest niewrażliwy na sprawy duchowe, to z żadnego cudu nic dla niego nie wynika.

A może jest niewrażliwy przede wszystkim na brednie, które Tobie mylą się ze sprawami duchowymi, bo Ci tak wygodnie? Teraz już wiem, że czytasz to, co pod linkami, ale może Bozia wymazuje niewygodne dla Ciebie informacje tam zawarte, albo poprzez Wasz kanał komunikacyjny blokuje Ci jakoś w mózgu możliwość odczytywania tych szatańskich zapewne insynuacji.

Cytat:
Inne wytłumaczenie:

Badania Briana Dunninga wykazały, że nie istnieje dokumentacja ani zeznania świadków potwierdzające, że noga była kiedykolwiek amputowana. Noga Pelicera nie została zaatakowana przez martwicę (łac. gangraena) w trakcie pięciu dni pobytu w szpitalu w Walencji. Spędził następnie 50 dni na rekonwalescencji, w czasie której nie był zdolny do pracy. Zajął się żebractwem i stwierdził, że złamana noga jest w tym pomocna. Po wyleczeniu chorej nogi zdecydował, że skoro złamana noga ułatwiała żebranie, to brak nogi będzie jeszcze bardziej korzystny. W drodze do Saragossy przywiązał podudzie do uda (noga zgięta w kolanie) i przez dwa lata odgrywał jednonogiego żebraka. Później, z powrotem w domu rodziców w Calandzie, w czasie snu jego tajemnica została odkryta. Aby zachować twarz (a możliwe, że i życie), Pelicer okrzyknął cud. Dunning zaznacza, że nie ma dowodu, że noga kiedykolwiek była amputowana, ani że była w ogóle leczona. Pelicer wymienił trzech lekarzy, ale nie ma żadnego zapisu o przesłuchaniu ich przez kogokolwiek. Na cmentarzu szpitala w Saragossie nie ma żadnego śladu po pochowanej nodze.
29-09-2012 21:32 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Badania Briana Dunninga wykazały, że nie istnieje dokumentacja ani zeznania świadków potwierdzające, że noga była kiedykolwiek amputowana.

en.wikipedia.org/wiki/Brian_Dunning_(author)

To a propos "BADAŃ BRIANA DUNNINGA"...
30-09-2012 08:37 
 Ocena 15 na 15
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Przeczytałem to i jeszcze więcej o tej konkretnej sprawie, jest to takie sobie, ale i tak wygląda nie najgorzej, zważywszy na czas, który upłynął. Natomiast wnioskowanie wygląda na rozsądne, w odróżnieniu od idiotyzmów kościelnych.

To jest naprawdę coś niesamowitego, jak wydawałby się normalni, dorośli ludzie są uzależnieni i przywiązani do kompletnie durnych wytłumaczeń, jakichś tam wydarzeń, zwykle sprzed wieków, kiedy większość żyjących nie miała właściwie żadnej wiedzy o życiu, świecie i człowieku i funkcjonowała w tym posiłkując się prawie wyłącznie bredniami. Zresztą, dzisiaj jest tylko trochę lepiej, choć może nie ma już takich idiotyzmów, jakie choćby katolicy mieli przed wiekami (psiogłowi, tułowiogłowi, jednonodzy).

Marek, Ty naprawdę wierzysz w to, że potencjalny Stwórca (owszem, to byt, który jest dla mnie zbędny i bezsensowny) bawiłby się w takie idiotyzmy, jak odrastająca noga czy granie w pingponga Słońcem na niebie, w te płakania posążków, krwawienie hostii czy podobizny na kominach i drzewach? Nie widzisz, nie czujesz, że robisz z niego normalnie wała? Czasami sobie myślę, że 2 przykazanie z Dekalogu jest całkiem rozsądne w całości, jak juz ktoś musi wierzyć w Bogi, tylko chyba powinno brzmieć jakoś bardziej wprost, żeby do owieczek dotarło. Czyli jakoś tak: "Nie będziesz pieprzyć na mój temat i niczego sobie o mnie wyobrażać". Bo to jest żenada, co odstawiacie, a katolicyzm to już jest mistrzostwo świata w tym prostactwie, cepeliadzie, przaśności. Normalna wiocha. Muszę przyznać, że nic mnie tak nie brzydzi w religiach, jak katolicka msza. Mam zawsze wrażenie, że patrzę (zwykle na moment w TV), że to stado kompletnych baranów rzeczywiście tam stoi, wierzących właśnie w całą masę tego typu bredni. I z wielu takich bredni układają sobie narrację rzeczywistości. Gdybym przed urodzeniem miał możliwość wyboru - urodzisz się, ale jako katolik/chrześcijanin/religiant to bym odmówił, bo żyć głupio i właściwie bezmyślnie, to kompletny nonsens. No, ale jak Tobie wmontował się mechanizm poczucia obecności, miłości i specjalnego niż zwykle naznaczenia przez Najwyższego, no to przykro, ale mają Cię. Na amen.

Cóż za smutna epoka, w której łatwiej jest rozbić atom niż zniszczyć przesąd. Albert Einstein
30-09-2012 22:04 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Marek, Ty naprawdę wierzysz w to, że potencjalny Stwórca (owszem, to byt, który jest dla mnie zbędny i bezsensowny) bawiłby się w takie idiotyzmy, jak odrastająca noga czy granie w pingponga Słońcem na niebie, w te płakania posążków, krwawienie hostii czy podobizny na kominach i drzewach? Nie widzisz, nie czujesz, że robisz z niego normalnie wała? Czasami sobie myślę, że 2 przykazanie z Dekalogu jest całkiem rozsądne w całości, jak juz ktoś musi wierzyć w Bogi, tylko chyba powinno brzmieć jakoś bardziej wprost, żeby do owieczek dotarło. Czyli jakoś tak: "Nie będziesz pieprzyć na mój temat i niczego sobie o mnie wyobrażać". Bo to jest żenada, co odstawiacie, a katolicyzm to już jest mistrzostwo świata w tym prostactwie, cepeliadzie, przaśności. Normalna wiocha. Muszę przyznać, że nic mnie tak nie brzydzi w religiach, jak katolicka msza. Mam zawsze wrażenie, że patrzę (zwykle na moment w TV), że to stado kompletnych baranów rzeczywiście tam stoi, wierzących właśnie w całą masę tego typu bredni. I z wielu takich bredni układają sobie narrację rzeczywistości.

Tak, wierzę, że cuda się zdarzają. Ale rzadko i nie na każde życzenie (czyli inaczej niż sobie wyobraża Jacek Tabisz, że powinno być). Nie wiem o jakich kominach i drzewach piszesz - o tym nic mi nie wiadomo. Nie domyślam się nawet, dlaczego Cię "brzydzi katolicka msza", ale to symptomatyczne stwierdzenie...
Dla mnie cuda mają drugorzędne znaczenie, równie dobrze mogłoby ich nie być - moja wiara wyglądałaby wtedy praktycznie tak samo. Ale to zupełnie inny temat.
30-09-2012 22:17 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Dla mnie cuda mają drugorzędne znaczenie, równie dobrze mogłoby ich nie być

A co ma pierwszorzędne znaczenie?
01-10-2012 09:42 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Dla mnie cuda mają drugorzędne znaczenie, równie dobrze mogłoby ich nie być
>A co ma pierwszorzędne znaczenie?

Skoro o to pytasz, to odpowiem (ciekawe, ile minusów za to dostanę ) : dla mnie pierwszorzędne znaczenie ma to, co Bóg objawił w Jezusie Chrystusie.
01-10-2012 15:55 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
A konkretnie? Bo co kościół czy nawet wierzący, to jakaś własna interpretacja?

Minusy są tutaj nieistotne, zawsze warto próbować zrozumieć drugiego, innego człowieka. Przynajmniej ja tak uważam i jestem ciekaw. Chyba, że nie chcesz się tak uzewnętrzniać, to o.k.
01-10-2012 16:13 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>A konkretnie? Bo co kościół czy nawet wierzący, to jakaś własna interpretacja?

Chyba nie będę oryginalny: główna treść tego objawienia została zawarta w Piśmie świętym.
02-10-2012 12:43 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Pan Marek:
Masz jakąś wizję Boga, która jest mi całkowicie obca. Nawet nie potrafię się domyślić, skąd Ci się to wzięło. Nigdy nie spotkałem się z fenomenami, które pasowałyby do Twojego opisu. W moim otoczeniu są ludzie, którzy "namiętnie kochają świat", mając jednocześnie świadomość istnienia wieczności.

>>>>A konkretnie? Bo co kościół czy nawet wierzący, to jakaś własna interpretacja?
>Chyba nie będę oryginalny: główna treść tego objawienia została zawarta w Piśmie świętym.
Nie, nie jest Pan oryginalny. Podobny światopogląd podziela wiele osób, ale wcale nie jest on większością wśród ludzi, a ponadto, ja jeszcze nie spotkałem nawet dwóch katolików wierzących w tego samego Boga. Ich bogowie byli podobni, ale nigdy tożsami. Są też ogromne różnice np między Bogiem rozważanym na konferencjach w Castel Gandolfo, a Bogiem przedstawianym tu przez np Pana Marka Bieleckiego. Bogiem filozofów, a Bogiem przysłowiowej Kowalskiej, który pilnuje czy Kwiatkowska się nie łajdaczy.

Każdy baje jak mu się zdaje i Pański Bóg jest też tylko wyrazem Pańskiej mniemanologii stosowanej opartym na literaturze, w którą Pan mocą jej autorytetu uwierzył.

To, że Pan czegoś nie wie lub czymś się nie spotkał, to świadczy głównie o Panu, a nie o istnieniu/nieistnieniu danego poglądu, czy faktu, gdy Pan bardziej otworzy się na świat, to dowie się Pan znacznie więcej, ja stary już jestem, a ciągle się uczę i dowiaduję coraz to nowych rzeczy. Czego i Panu życzę.

@@@
.

>
30-09-2012 23:04 
 Ocena 12 na 12
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Nie domyślam się nawet, dlaczego Cię "brzydzi katolicka msza", ale to symptomatyczne stwierdzenie...

Brzydzi mnie nikczemna manipulacja ludźmi, podłe ich poniżanie, sprowadzanie do roli zawsze (mechanizm zobowiązania) grzesznego śmiecia, muszącego przepraszać, skamleć, prosić, poniżać się, lizać posadzkę i d. wymyślonemu bóstwu. Brzydzi mnie takie odzieranie ludzi z godności, wzbudzanie w nich strachu i to żałosne liczenie na nagrodę. Brzydzi mnie pozbawianie ludzi woli autokreacji, woli samokształtowania i samostanowienia i sprowadzenia ich do roli automatu czy psa reagującego na komendy i znaki. Brzydzi mnie pozbawienie człowieka samodzielności myślenia, szerokich horyzontów, życia wzmożonego, kretywnego, budującego siebie względem jedynej rzeczywistości, jedynego świata i życia. Nie widzę w tym świecie niczego bardziej obrzydliwego od wmówienia człowiekowi, najczęściej już w dzieciństwie, że piękno zaistnienia jakiego dopiero co zaczął doświadczać, jest li tylko rundą kwalifikacyjną do bycia/życia/świata właściwego. Zaświatowego. Takie tam byle co właściwie, takie brudne właściwie nic. Dopiero to, co po życiu jest właściwą wartością. Co za podłość!

Deprecjacja i zdrada rzeczywistości kosztem zmyślonych zaświatów to w moich oczach najhaniebniejszy akt w historii ludzkości. Zamiast afirmacji, wyniesienia, wzmożenia, szczęśliwości, chęci budowania, przeobrażania, pielęgnowania, aktywności tylko reaktywność, pasywnosć i bylejakosć wobec JEDYNEJ rzeczywistości i zezowanie w zaświaty. Właściwie porzucenie, wypięcie się na rzeczywistość, która służy tylko, de facto, do nabijania punkcików i unikania minusów w oczach wrednego, stale i wszędzie podglądającego wszystko i wszystkich Kreatora. A symbolika ukrzyżowanego Stwórcy jest tak naprawdę przekleństwem rzuconym na życie. Na TO życie. I świat prawdziwy. To niezaprzeczalna wskazówka, by skierować swe dążenia i pragnienia w zaświaty, a życia prawdziwego właściwie się wyrzec. Nędza bycia katolicką zmanipulowaną owieczką, to nędza życia i pozbawienie istoty człowieczeństwa. Dlatego mnie to brzydzi.
Urodziłeś się i żyjesz. Możesz pozostać wierny Jedynej Rzeczywistości, ale możesz też zdradzić. Ty wybierasz.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Masz jakąś wizję Boga, która jest mi całkowicie obca. Nawet nie potrafię się domyślić, skąd Ci się to wzięło. Nigdy nie spotkałem się z fenomenami, które pasowałyby do Twojego opisu. W moim otoczeniu są ludzie, którzy "namiętnie kochają świat", mając jednocześnie świadomość istnienia wieczności.
Poza tym - co to wszystko ma wspólnego z Mszą? (Przypominam, że napisałeś, że Cię "brzydzi katolicka msza"...)
01-10-2012 15:42 
 Ocena 9 na 9
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Masz jakąś wizję Boga, która jest mi całkowicie obca. Nawet nie potrafię się domyślić, skąd Ci się to wzięło.

Nie bój się, nie od Diabła.

>Nigdy nie spotkałem się z fenomenami, które pasowałyby do Twojego opisu.

Bo ich nigdy nie rozumiałeś, trzeba dużo czytać, dużo myśleć, starać się rozumieć rozmaite stanowiska, punkty widzenia, światopoglądy, filozofie itp. A Tobie, jak i Tobie podobnym wdrukowano jedyny słuszny obraz, zamiast rozbudzenia zmysłu krytyczno-sceptycznego.

>W moim otoczeniu są ludzie, którzy "namiętnie kochają świat", mając jednocześnie świadomość istnienia wieczności.

No i właśnie to jest, jak mówienie ze ślepym o kolorach. Ludzie z Twojego otoczenia są zapewne najczęściej zmanipulowani, ukierunkowani i ubezwłasnowolnieni względem tworzenia obrazu rzeczywistości od dzieciństwa. Haniebna instytucja, haniebna ideologia i haniebnie ukształtowani ludzie (bez pretensji do nich samych, bo dostrzeżenie patologii w narzuconej im percepcji jest praktycznie niemożliwe) za pomocą wyjątkowo perfidnych mechanizmów.
Chrześcijaństwo cel i sens istnienia przenosi w zaświaty. Zbawienie w zaświatach jest głównym i podstawowym dążeniem. Dlatego prawdziwy świat i prawdziwe życie z automatu sprowadzone są do roli podrzędnej, tylko pomocniczej. Rundka kwalifikacyjna de facto. Rzeczywistość nie jest celem nadrzędnym, jest tylko środkiem, narzędziem, bytem i byciem, z którego należy chcieć się wyzwolić. Zmyślona alternatywa staje na piedestale, a Życie Prawdziwe jest najczęściej odczuwane jako ułomne, upośledzone, niezasadnicze i nie jako Jedyne. Na zewnatrz jest doskonałość, w bycie pośmiertnym, "duchowym", zewnętrznym. Kumasz szwindel i nikczemność? Wątpie. Nie żyjesz dla życia i świata prawdziwego, ale dla życia, świata zmyślonego. Ku temu prowadzisz swój byt. Tam zezujesz. Jesteś generalnie poza życiem, choć zapewne różne namiętnosci i pozytywne uczucia też Ci towarzyszą. Jednak zostałeś pozbawiony możliwości kształtowania najsilniejszej, najgłębszej więzi z Rzeczywistością, bo wmontowano Ci w głowę zaświaty. Żadne "namiętne kochanie" tego nigdy nie nadrobi. Nie z tego poziomu startujesz, bo Twój poziom to poziom wyrzeczenia, bo Twój zbawiciel na krzyżu wskazuje ewakuację z rzeczywistości za cel, a nie ten świat i to życie. Nie jesteś całkowicie, bezwzględnie, w pełni, całym sobą oddany Prawdziwemu światu i życiu. Ukrzyżowany Bóg w katolicyzmie jest zdradą rzeczywistości. Wiem, że za trudne, a nawet jeżeli nie, to mechanizmy obronne za silne.

>Poza tym - co to wszystko ma wspólnego z Mszą?

Wszystko. Cała msza kieruje Was w zmyślone, fałszywe, zewnętrzne, transcendendentne, a TO życie, to tylko przejściowy środek do tego haniebnego celu (w dodatku w roli zawsze ubabranego grzesznością, jęczącego petenta). TO życie jest upodlone wieczną, zmyśloną alternatywą i żadne namiętności tego Wam nie zrekompensują. Tutaj trzeba być oddanym całkowicie i bezwzględnie zasadzie rzeczywistości. Bez takiego oddania i wierności pozostaniesz ślepy, kulawy, na wpół żywy.
01-10-2012 16:06 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Masz jakąś wizję Boga, która jest mi całkowicie obca. Nawet nie potrafię się domyślić, skąd Ci się to wzięło.
>Nie bój się, nie od Diabła.
Podobno sporo osób swoje wyobrażenie Boga opiera na postrzeganiu własnego ojca.

>Ukrzyżowany Bóg w katolicyzmie jest zdradą rzeczywistości.
Ukrzyżowany Bóg w katolicyzmie jest rzeczywistością. W tym wszystkim jedynie istotne jest to, co jest prawdą. Jeśli rzeczywiście Bóg stał się człowiekiem i umarł dla naszego zbawienia, to fakt ten zmienia wszystko. Ja w to wierzę, a Ty nie - i to jest najbardziej istotna różnica między nami.

>>Poza tym - co to wszystko ma wspólnego z Mszą?
>Wszystko. Cała msza kieruje Was w zmyślone, fałszywe, zewnętrzne, transcendendentne, a TO życie, to tylko przejściowy środek do tego haniebnego celu (w dodatku w roli zawsze ubabranego grzesznością, jęczącego petenta). TO życie jest upodlone wieczną, zmyśloną alternatywą i żadne namiętności tego Wam nie zrekompensują. Tutaj trzeba być oddanym całkowicie i bezwzględnie zasadzie rzeczywistości. Bez takiego oddania i wierności pozostaniesz ślepy, kulawy, na wpół żywy.
Wierność rzeczywistości oznacza dla mnie przyjęcie do wiadomości skandalicznego faktu, że Bóg tak nas kocha, że dla tej miłości pozwolił się ukrzyżować. A Msza jest uobecnieniem tego zdarzenia.
01-10-2012 16:32 
 Ocena 12 na 12
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Wierność rzeczywistości oznacza dla mnie przyjęcie do wiadomości skandalicznego faktu, że Bóg tak nas kocha, że dla tej miłości pozwolił się ukrzyżować. A Msza jest uobecnieniem tego zdarzenia.

A cóż to za halo straszne? Ja też się dam ukrzyżować plus coś tam jeszcze, jeżeli tylko ludziom się poprawi, a ja będę miał perspektywę wieczności w roli wszechmogącego Boga. Tak, to każdy głupi potrafi. I jeszcze zwinął się po kilku godzinach z tego krzyża, kiedy normalny śmiertelnik zawieszony przez Rzymian męczył się kilka dni i jeszcze gnaty mu trzeba było połamać, żeby wreszcie zszedł i to bez jakiejkolwiek perspektywy, nie mówiac juz o takiej wszechzajebistej. A ten hero spitolił jak tchórz po kilku godzinach, pospał dwa czy trzy dni i wrócił se do pozostałych dwóch trzecich. Kompromitacja względem sytuacji i przejść zwykłych śmiertelników. Cwaniaczek pocierpiał kilka godzin, a nieskończony. Wyczyn. Gdzie wy tu widzicie to straszne poświęcenie? Przy Prometeuszu to jest blady pikuś.
01-10-2012 16:56 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Wierność rzeczywistości oznacza dla mnie przyjęcie do wiadomości skandalicznego faktu, że Bóg tak nas kocha, że dla tej miłości pozwolił się ukrzyżować. A Msza jest uobecnieniem tego zdarzenia.
>A cóż to za halo straszne? Ja też się dam ukrzyżować plus coś tam jeszcze, jeżeli tylko ludziom się poprawi, a ja będę miał perspektywę wieczności w roli wszechmogącego Boga. Tak, to każdy głupi potrafi.

No to Cię podziwiam.
O biczowaniu rzymskim flagellum masz jakąś wiedzę, prawda?...
01-10-2012 18:20 
 Ocena 11 na 11
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>No to Cię podziwiam.

A za co? Jeżeli całej ludzkości ma się zdecydowanie poprawić, a ja jestem nieskończonym Bogiem, który po jednodniowym łomocie będzie z powrotem Bogiem na niebieskich pastwiskach, numero uno multiwersum, to to nie jest godne jakiegoś specjalnego podziwu. Myślę, że Ty też byś zdecydował, jakbyś się dobrze zastanowił. Podziwiaj raczej tych zwykłych śmiertelników, którzy poświęcają się, oddając swe życie będąc maltretowanymi całym dniami, tygodniami czy miesiącami, a już zwłaszcza tych, którzy nie wierzą w pesrpektywę wiecznej za to nagrody, tylko są przekonani o tym, że poświęcają i tracą swe jedyne życie. To jest coś, a nie ja-chojrak - bo się postawił w roli nieskończonego, nieśmiertelnego choć raz śmiertelnego, wszechmogącego, wszechwiedzącego itd.
02-10-2012 10:19 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Pominąłeś jeden niuans: Jezus Chrystus jest także prawdziwym człowiekiem, odczuwającym ból i lęk przed cierpieniem tak samo jak inni ludzie.
02-10-2012 12:25 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Pominąłeś jeden niuans: Jezus Chrystus jest także prawdziwym człowiekiem, odczuwającym ból i lęk przed cierpieniem tak samo jak inni ludzie.
Jezus Chrystus jest mitem, a ten mit miał i nadal ma przeróżne koncepcje. Nie we wszystkich miał ludzką naturę. Trzeba tylko wyjrzeć poza własną dziurę. Niezależnie od tego, jak głęboko się w niej siedzi.

Pozdrawiam.

@@@
.
02-10-2012 12:44 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Moja rozmowa z darksidem odbywa się aktualnie wewnątrz tego, co on uznaje za mit, a ja za prawdę. To gwoli wyjaśnienia, żeby było Panu łatwiej włączyć się w dyskusję bez jej demolowania.
02-10-2012 13:23 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Moja rozmowa z darksidem odbywa się aktualnie wewnątrz tego, co on uznaje za mit, a ja za prawdę. To gwoli wyjaśnienia, żeby było Panu łatwiej włączyć się w dyskusję bez jej demolowania.
Rozumiem, że demolowaniem nazywa Pan brak potwierdzenia Pańskich poglądów. Ja w swojej wypowiedzi przytoczyłem Pańskie poprzednie posty dotyczące tej samej sprawy i każdy może to sobie sprawdzić.
Panu wolno uznawać każdy mit za prawdę, tylko to się ma nijak do klasycznych definicji prawdy i jest zupełnie sprzeczne z prawdami nauki, które muszą być weryfikowalne.

@@@
.
02-10-2012 13:43 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>.
>>Moja rozmowa z darksidem odbywa się aktualnie wewnątrz tego, co on uznaje za mit, a ja za prawdę. To gwoli wyjaśnienia, żeby było Panu łatwiej włączyć się w dyskusję bez jej demolowania.
>Rozumiem, że demolowaniem nazywa Pan brak potwierdzenia Pańskich poglądów.

Nie, demolowaniem dyskusji nazwałem wypowiedź słabo wiążącą się z przedmiotem dyskusji, a mimo to kategoryczną.
02-10-2012 14:20 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie, demolowaniem dyskusji nazwałem wypowiedź słabo wiążącą się z przedmiotem dyskusji, a mimo to kategoryczną.
To tylko Pańskie poglądy oparte na Pańskiej wierze. Mogą być także inne poglądy i możliwość tej inności pokazałem. Kategoryczność moich wypowiedzi opiera się tylko na posiadanej wiedzy naukowej w tym religioznawczej (gdy zajdzie taka potrzeba na każde swoje twierdzenie mogę przedstawić racjonalne uzasadnienie).
Sam jestem sceptykiem i nauka też taką postawę preferuje, a więc bardzo sceptyczną jest ta moja kategoryczność.

Natomiast jestem świecie przekonany, że oparcie naszych poglądów na wierze (w cokolwiek) ogranicza nas intelektualnie i moralnie i to rzeczywiście jest mój kategoryczny pogląd.

@@@
.
02-10-2012 17:09 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Pominąłeś jeden niuans: Jezus Chrystus jest także prawdziwym człowiekiem, odczuwającym ból i lęk przed cierpieniem tak samo jak inni ludzie.

Ani trochę nie pominąłem. Tylko, że inni ludzie nie mają takiej fajnej perspektywy na przyszłość, kiedy oddają swoje życie za innych w cierpieniu i bólu (choćby milcząc na Gestapo).

I to nie jest jakiś tam sobie ból i pierwsze lepsze cierpienie, tylko ból i cierpienie w sprawie. Problem polega na tym, że to nic takiego wyjątkowego w świecie zwykłych ludzi. Historii poświęcania się człowieka dla innego człowieka mamy ogrom. I jeszcze raz się powtórzę, problem polega na tym, że jak ktoś ma zaklepane, że jeden dzień pocierpi (tam dzień, ledwie kilka godzin) a później hopsasa, ta dam - jestem Bogiem na wieczność - to się to właściwie nijak ma do poświęcenia ludzi, którzy cierpią dłużej, więcej i mocniej, nie mają takiej zacnej perspektywy, nie są protegowanymi synusiami, nie mają zbudowanej nadziei na kolejne życie, alternatywne istnienie, czy życie wieczne i doskonałe w nagrodę. Nie mówiąc już o byciu samym Bogiem. Jak się to dojrzy, to cała sprawa wygląda lipnie. Marna podróba ludzkiego poświęcania się.

Cierpienie Jezusa, wedle ewangelicznej opowieści, wygląda śmiesznie słabo już wobec cierpienia innych krzyżowanych w tym okresie. Kilka godzin zaledwie. Co, znudziło mu się tam wisieć, nie mógł chociaż dorównać zwykłym śmiertelnikom, którym po kilku dniach gnaty łamano? Czy mu Tato promocję zrobił? Strasznie słabo to wygląda w porównaniu do nie mogących skonać prostaczków, a wrzasku na pół świata przez 2000 lat.

Ale to i tak małoistotne wobec konsekwencji dla życia człowieka, jakie ta historia czy legenda ze sobą niesie, które trochę opisałem. Czyli życie prawdziwe staje się życiem drugorzędnym/pomocniczym. Spełnia rolę tylko kwalifikacji do wiecznego i genialnego finału. TO życie, jest tylko za karę, za grzech, ubarane rozbuchaną histerią wobec perspektywy umierania i ewentualnej, wiecznej masakry po śmierci. Upośledzone, marne, właściwie beznadziejne wobec zmyślonej, doskonałej, perfekcyjnej, ekstatycznej i wiecznej obietnicy. Na takim oszpeconym, zdradzieckim i haniebnym fundamencie niczego sensownego wobec TEGO świata nie zbudujesz. Nie wspominając już kolejnych inspiracji (choćby dogmatycznego kodeksu moralnego) i ich konsekwecji.
02-10-2012 20:23 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Na takim oszpeconym, zdradzieckim i haniebnym fundamencie niczego sensownego wobec TEGO świata nie zbudujesz.
Nie ma Pan racji na takich mitach budowane są poglądy ludzi, którzy mają ogromny wpływ na kształtowanie naszego świata. Pozwoli Pan, że przypomnę wspaniałą i ciągle aktualną książkę. Jest to Wiara oświeconych (Paris 1939: Alcan; wydania polskie: 1959, 1980). Opublikowana przed drugą wojną światową jedynie we Francji Wiara oświeconych (1939) jest studium teoretycznym i empirycznym z psychologii religii. Zawiera ona zręby teorii wiary religijnej, zilustrowane materiałami z przeprowadzonych osobiście przez jej autora badań empirycznych. Istotą wiary religijnej jest jej supozycyjny charakter. Jako "przekonanie na niby", wiara taka jest stopniowalna, od nieomal pewności do prawie całkowitego zwątpienia. W pierwszym przypadku typ religijności może być nazwany ortodoksyjnym. Pozostałe typy to religijność subiektywna (selektywna) i religijność symboliczno-alegoryczna. Osoby pierwszego i drugiego typu mają trudności z godzeniem przekonań religijnych z wiedzą naukową (tzw. paraliż logiczny) i z rozstrzyganiem dylematów moralnych (tzw. paraliż moralny). tu recenzja Książka ta pokazuje jak dalece niemożliwą jest sensowna rozmowa z panem Bieleckim.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
02-10-2012 22:45 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Nie ma Pan racji na takich mitach budowane są poglądy ludzi, którzy mają ogromny wpływ na kształtowanie naszego świata. Pozwoli Pan, że przypomnę wspaniałą i ciągle aktualną książkę.

Jasne, że budują, i że mają ogromny wpływ, tyle, że to nie ma żadnego sensu. Jak może sensownie budować nasz świat ktoś, kto koniec końców, czeka na Powtórne Przyjście, czyli ostateczne i wyczekiwane zakończenie sprawy tego brudnego i grzesznego podświata? Kompletny nonsens. Chrześcijańscy, czy tam katoliccy architekci i budowniczy, służą ideologii, która twierdzi, że kamieniem założycielskim tego świata jest grzech i świat ten, a za nim człowiek, jest tym grzechem pokalany i przepełniony. Czyli, wszystko w tym świecie jest z natury złe, człowiek zepsuty i tylko łaska pańska wnosi jakieś pokłady dobra. Ale dobra w pełni rzeczywistość jest możliwa (!!!), ale nastąpi poza tym światem i życiem, po powtórnym przyjściu. I tacy "architekci" chcą nas nadal urządzać, chociaż już dawno bystrzy ludzie zdemaskowali ich kompetencje, ale w Polsce ludzie o tym pojęcia za bardzo nie mają. O ile kojarzę teraz, to Thomas Hobbes pierwszy wpadł na to, dlaczego chrześcijańskie narzędzia do budowania świata i urządzania ludzi są zwyczajnie do dupy. 350 lat temu.

Jak "zaświatowcy" mogą budować świat?! Kiedy sama wizja zaświatowości powstała na reakcje człowieka, który nie umie, nie jest w stanie, czy też nie ma możliwości przekształcenia rzeczywistości zgodnie ze swoimi aspiracjami. Wobec tej niemożności zrodził się idiotyczny pomysł, że sens, cel i znaczenie zrealizować można poprzez stworzenie doskonałego świata alternatywnego, a co za tym idzie poprzez potępianie i negowanie zasadniczej wartości świata realnego. Najlepiej tą nieudolność bycia w świecie widać w kryzysie/utracie wiary, czy też tylko przy wyobrażaniu sobie tego przez osobę religijną, kiedy odczarowana rzeczywistość (jedyna jaka pozostała) wydaje się jej bezwartościowa i bezsensowna. Totalna pustka, chaos, utrata gruntu i strach. I to są kurna budowniczy.
03-10-2012 12:18 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jasne, że budują, i że mają ogromny wpływ, tyle, że to nie ma żadnego sensu. Jak może sensownie budować nasz świat ktoś, kto koniec końców, czeka na Powtórne Przyjście, czyli ostateczne i wyczekiwane zakończenie sprawy tego brudnego i grzesznego podświata? Kompletny nonsens.
Oj! Panie Darku, niech Pan się zastanowi. Kit wtłaczany owieczkom (np panu Markowi), to jedno, a faktyczna działalność to drugie. Nie będę tu przywoływał bibliografii, ale odwołanie się do dorobku jednego z większych krytyków chrześcijaństwa Deschnera, czy Horsta Herrmanna jest tu koniecznym. Książęta Kościoła i jego sługusy budują od wieków potężną instytucję potwornie pazerną na dobra doczesne. Nie istnieje taka zbrodnia, której by - dla zaspokojenia swojej chciwości i chuci - nie popełnili.
Dla mnie istnienie Kościoła Katolickiego jest najlepszym dowodem na nieistnienie Boga, szczególnie tego z "Kazania na górze". Wszechmocny Bóg nie pozwoliłby na czynienie takiego ogromu zła w jego imieniu. To do diabła z takim Bogiem, nawet gdyby miał istnieć.

>Chrześcijańscy, czy tam katoliccy architekci i budowniczy, służą ideologii, która twierdzi, że kamieniem założycielskim tego świata jest grzech i świat ten, a za nim człowiek, jest tym grzechem pokalany i przepełniony. Czyli, wszystko w tym świecie jest z natury złe, człowiek zepsuty i tylko łaska pańska wnosi jakieś pokłady dobra.
Czyli wszyscy jesteśmy źli, ale z grzechu można się wyspowiadać, odkupić swoje winy i otrzymać odpust - nawet zupełny. Oczywiście po stosownym opłaceniu się kapłanom. Wszyscy jesteśmy źli, a kapłani? Bez przesady! Po to jest nakaz obowiązujący tylko w górę. "Nie sądźcie abyście nie byli sądzeni". Ostrożnie z osądzaniem nawet kleryków, a "Nasz Papież", to Bóg prawdziwy poza wszelkim osądem. Grzechem jest np aborcja, ale wykorzystywanie seksualne dzieci przez kler w chrześcijańskich sierocińcach na całym świecie, to tylko ludzka słabość, skrzętnie ukrywana np przez "Naszego Papieża".

>Ale dobra w pełni rzeczywistość jest możliwa (!!!), ale nastąpi poza tym światem i życiem, po powtórnym przyjściu. I tacy "architekci" chcą nas nadal urządzać, chociaż już dawno bystrzy ludzie zdemaskowali ich kompetencje, ale w Polsce ludzie o tym pojęcia za bardzo nie mają. O ile kojarzę teraz, to Thomas Hobbes pierwszy wpadł na to, dlaczego chrześcijańskie narzędzia do budowania świata i urządzania ludzi są zwyczajnie do dupy. 350 lat temu.
Ej tam, ej tam, a ilu tych bystrych? Racjonalni ateiści, to zaledwie kilka procent ludzkości.

>Jak "zaświatowcy" mogą budować świat?!
To proszę sobie popatrzeć na naszą ojczyznę i przypomnieć sobie całą historię chrześcijaństwa. Mogą, a czynią i czynili to w imieniu Boga Miłości Jezusa Chrystusa.

Dopiero ludzie inteligentni i wykształceni w Europie XXI wieku wierzący w te absurdalne mity i ogromne zakłamanie instytucji, to jest cud najprawdziwszy. Znacznie większy od wszystkich cudów razem wziętych przytoczonych tu przez pana Bieleckiego, ale z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda, gdyż wierzącego nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Czego egzemplifikacją są wierzący goszczący na naszym forum z panem Markiem Bieleckim na czele.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
03-10-2012 16:37 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Oj! Panie Darku, niech Pan się zastanowi. Kit wtłaczany owieczkom (np panu Markowi), to jedno, a faktyczna działalność to drugie. Nie będę tu przywoływał bibliografii, ale odwołanie się do dorobku jednego z większych krytyków chrześcijaństwa Deschnera, czy Horsta Herrmanna jest tu koniecznym. Książęta Kościoła i jego sługusy budują od wieków potężną instytucję potwornie pazerną na dobra doczesne. Nie istnieje taka zbrodnia, której by - dla zaspokojenia swojej chciwości i chuci - nie popełnili.

Oj tak, Panie Andrzeju, sens to ta robota ma ogromny dla obywateli hierarchów. Fakt. Tylko dla rozwoju i powodzenia ludzkości (ups, jak doniośle), nie ma żadnego. Wręcz przeciwnie. To stagnacja, a gdzie tam - cofanie się, zło. A ambicje wciąż olbrzymie i sny o potędze jeszcze większe. Widzę już tych kreujących ludzkość i urządzających świat Mesjaszy - Wojtyłów, Jurków, Gowinów i innych Terlikowskich. Coś pięknego. Raj na Ziemi.

>Dla mnie istnienie Kościoła Katolickiego jest najlepszym dowodem na nieistnienie Boga, szczególnie tego z "Kazania na górze". Wszechmocny Bóg nie pozwoliłby na czynienie takiego ogromu zła w jego imieniu. To do diabła z takim Bogiem, nawet gdyby miał istnieć.

Ja tam nie chcę "teologizować" i domniemywać potencjalnych boskich emocji, ale mój zmysł estetyczny, a i moralny też, również nakazuje mi wysłać Boga katolików do diabła.

>Czyli wszyscy jesteśmy źli, ale z grzechu można się wyspowiadać, odkupić swoje winy i otrzymać odpust - nawet zupełny. Oczywiście po stosownym opłaceniu się kapłanom. Wszyscy jesteśmy źli, a kapłani? Bez przesady! Po to jest nakaz obowiązujący tylko w górę. "Nie sądźcie abyście nie byli sądzeni". Ostrożnie z osądzaniem nawet kleryków, a "Nasz Papież", to Bóg prawdziwy poza wszelkim osądem. Grzechem jest np aborcja, ale wykorzystywanie seksualne dzieci przez kler w chrześcijańskich sierocińcach na całym świecie, to tylko ludzka słabość, skrzętnie ukrywana np przez "Naszego Papieża".

Jasne. Tak sobie pomyślałem teraz o tym:

"Spowiadam się Bogu wszechmogącemu
i wam, bracia i siostry
że bardzo zgrzeszyłem
myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem:
moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.
Przeto błagam Najświętszą Maryję zawsze Dziewicę,
aniołów, Świętych i was bracia i siostry,
o modlitwę za mnie do Pana Boga naszego."

Można się wyspowiadać i pozbyć poczucia winy (co jest żenujace wychowawczo), ale to chodzi o tą kołomyję właśnie. Za tydzień najpóźniej osaczony i sterroryzowany petent znowu przyjdzie, rzuci się go na kolana, zrobi z niego grzesznika/śmiecia, znowu będzie przepraszał i skamlał, czym umocni władzę nad sobą już nie tyle zmyślonego Boga, co pana kapłana. No przecież to genialne jest w swojej podłości. Nie błąd, nie jakaś życiowa głupota, ale wina przeciw samemu Stwórcy. I zawsze i na okrągło, ten odpuszcza, a "szmaciarz" znowu za chwilę musi padać, stękać i przepraszać. I płacić. Petent nieustannie musi być strofowany i musi się mu wmawiać, przypominać i umacniać w przekonaniu, że jest nikczemny. A ubabrać go można na tysiące sposobów.
Ba, mechanizm jest już tak udoskonalony, że spora grupa petentów ubabrze się sama w swojej zamnipulowanej wyobraźni.

>Ej tam, ej tam, a ilu tych bystrych? Racjonalni ateiści, to zaledwie kilka procent ludzkości.

Kilka procent na sztuki, to trochę jest. Jest od kogo czerpać. Pięknie, że byli, są i, mam nadzieję, będą.

"Na całe szczęście wiem jak radę dać bez wiary i
Znalazłem wielu, którzy drogę pokazali mi
Przez całe życie na najwyższej pędzą fali
Pochmurne niebo im na głowy się nie zwali".

zespół Coma. Lubię to.

>>Jak "zaświatowcy" mogą budować świat?!
>To proszę sobie popatrzeć na naszą ojczyznę i przypomnieć sobie całą historię chrześcijaństwa. Mogą, a czynią i czynili to w imieniu Boga Miłości Jezusa Chrystusa.

No tak tak. Budują, a jakże. Budują 2000 lat, czy tam 1600 z hakiem. I jakaż niezwykle wykwintna rudera stoi. W Polsce, jak pisze Jacek Tabisz, prawie wszyscy jeszcze to ćpają, to i widzą wspaniały pałac. Na piasku, żeby przywołać samego guru. Ale ja do Cieszyna mam 20 minut, a tam to już nawet rumowisko dawno posprzątane. I taki przestrzennych miejsc wokół nas coraz więcej.

>Dopiero ludzie inteligentni i wykształceni w Europie XXI wieku wierzący w te absurdalne mity i ogromne zakłamanie instytucji, to jest cud najprawdziwszy. Znacznie większy od wszystkich cudów razem wziętych przytoczonych tu przez pana Bieleckiego, ale z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda, gdyż wierzącego nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Czego egzemplifikacją są wierzący goszczący na naszym forum z panem Markiem Bieleckim na czele.

To rzeczywiście jest niezwykle niezwykła niezwykłość. Aż się wierzyć nie chce.

Pozdrawiam.
03-10-2012 19:36 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To rzeczywiście jest niezwykle niezwykła niezwykłość. Aż się wierzyć nie chce.
I co tu do tego dodawać. Taka jest nasza rzeczywistość.

Pozdrawiam.

@@@
.
03-10-2012 20:36 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dodam, że ogromnie mądre są Twoje ostatnie wpisy i czytam je z ogromną przyjemnością. Nie zgadzam się z panem Bogusławskim co do tego, że dalsza historia chrześcijaństwa w jakikolwiek sposób odbiega od nauczania mitycznego Jezusa. Kościół i kościoły protestanckie to naturalne rozwinięcie. Zwróciłeś uwagę na najistotniejszą i najbardziej destruktywną cechę chrześcijaństwa - to nawet nie teizm, tylko zaświatyzm. Dla zaświatów robi się wszystko. Jestem przekonany, że wielu inkwizytorów miało się za bardzo "dobrych" ludzi. Torturując "ratowali" część ofiar dla zaświatów. A bogactwo na ziemi? Cóż - "cel uświęca środki"... Przecież ogromna część tego bogactwa służyła i służy propagandzie zaświatów. Gdyby było inaczej, to jednak kler, zwłaszcza najwyższy rangą, wywalczyłby dziedziczenie dóbr przez potomków. Oczywiście, zwłaszcza w XIV - XVI wieku nieślubne dzieci papieży i kardynałów pełniły ważne funkcje, ale jednak ich passa kończyła się po śmierci ojca - patrona. Gdyby nie chodziło głównie o propagandę zaświatów, pojawiłaby się dziedziczna funkcja i zamożność kleru.

I jeszcze wracając do Jezusa - kazanie na górze etc. - to wszystko prowadzi do propagowania "miłości" jako całkowitego oddania jedyniesłusznej religijnej, zaświatowej doktrynie. "Bliżni" to osobnik mocno naćpany tą samą ideą. Zaś reszta to "uschłe gałęzie krzewu winnego, które należy wrzucać do ognia". I wrzucano. Ci z kleru, którzy chcieli po prostu być bogaci i żyć wygodnie, byli najmniej potworni w porónaniu z klerem żarliwie wierzącym. W chrześcijaństwie ważne są też "ćwiczenia duchowe", wątpienie... Zatem w chwili ogromnego zwątpienia biskup żałuje że kupił mercedesa za pieniądze parafii i ten żal jest dobry, po "potęguje wiarę poprzez skruchę"... I wilk syty i owca cała... Natomiast bogactwo służb zaświatów i tak jest cool, gdyż służy "wyższym celom", czyli "prowadzeniu trzody pańskiej do zaświatów". Tak samo przepych świątyń "przekonuje maluczkich, aby wstępowali w progi pańskie"...

Dlatego uważam, iż wcielenie propagandy zaświatów, mityczny Jezus Chrystus, to jeszcze bardziej ponura postać od plemiennego ludobójcy Jahwe... Jezus Chrystus to nie osoba, to nie mityczny bohater, ale bilet do zaświatów, który zjada się na raty krztusząc się tekturą obietnic...
04-10-2012 17:00 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie zgadzam się z panem Bogusławskim co do tego, że dalsza historia chrześcijaństwa w jakikolwiek sposób odbiega od nauczania mitycznego Jezusa. Kościół i kościoły protestanckie to naturalne rozwinięcie.
biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=248&werset=10#W10
www.racjonalista.pl/kk.php/s,1026
www.macier(*)ystusa-czy-skrajna-utopia.html
www.opoka.(*)aniek_kazanie_na_gorze_00.html
ateista.manifo.com/strona-glowna
No cóż? Mamy odmienną z Panem Tabiszem znajomość historii chrześcijaństwa, myślę, że nawet od "Nowego Testamentu" poczynając.

>Jezus Chrystus to nie osoba, to nie mityczny bohater, ale bilet do zaświatów, który zjada się na raty krztusząc się tekturą obietnic...
Jezus z "Kazania na górze" a nawet ewangeliczny (tak do Pawła), to bohaterski żydowski trybun ludowy, o bardzo postępowej (oczywiście relatywnie do czasów) myśli społecznej. Mam do niego szacunek (tak jak jeszcze do kilku postaci chrześcijaństwa), przy całkowitym braku szacunku dla teoretycznej i praktycznej myśli Kościoła. Wykorzystywanie naturalnego ludzkiego strachu przed śmiercią było rzeczywiście jednym z narzędzi dyscyplinujących wiernych, ale czy najważniejszym? Ja zdecydowanie wątpię. Człowiek jest jednak trochę bardziej skomplikowanym urządzeniem.

PS. Zaś z tym stwierdzeniem: Gdyby nie chodziło głównie o propagandę zaświatów, pojawiłaby się dziedziczna funkcja i zamożność kleru. To już nie zgadzam się całkowicie. Cała propaganda kościelna służyła realizacji doczesnych celów Kościoła i kleru, również doczesnym celom służył "zaświatyzm", który był narzędziem, a nie żadnym celem ostatecznym. Gdyby kler obawiał się choć trochę obrachunków po śmierci, to nie dopuszczałby się takich potwornych łajdactw na ziemi.

Pozdrawiam.

@@@
.
04-10-2012 21:35 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja nadal uważam, że mocny zaświatyzm chrześcijaństwa jest dużo groźniejszy do rządzy pieniądza i władzy kleru. Ktoś cynicznie się bogacący nie jest tak morderczy jak religijny fanatyk w drodze do raju. Historia Kościoła (i kościołów protestanckich, oraz prawosławnych) zna wiele momentów, kiedy fanatyczna wiara prowadziła do całkowitego zniszczenia i ludobójstwa, które ktoś kierujący się tylko cyniczną rządzą zysku szybciej by powstrzymał (bo niewolnicy przynoszą więcej zysków niż spopielone, martwe szczątki).
04-10-2012 23:20 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ja nadal uważam, że mocny zaświatyzm chrześcijaństwa jest dużo groźniejszy do rządzy pieniądza i władzy kleru.
Wolno Panu, żyje Pan w wolnym kraju i może mieć własne poglądy. Jest Pan uparty, ale z uporem, to i tak Pan pana Bieleckiego nie przebije. Mnie tylko się marzy, aby Pan najpierw próbował w miarę dobrze zrozumieć to co piszę, a dopiero później się do tego odnosił. Według mojego odbioru - możliwe, że nie potrafię zrozumieć Pana - to pokręcił Pan tak wszystko, iż ma to się nijak do rzeczywistości. Religia niezależnie od definicji którą by Pan nie zastosował, jest systemem wierzeń i praktyk, określających relację pomiędzy różnie pojmowaną sferą sacrum (świętością) i sferą boską, a określonym społeczeństwem, grupą lub jednostką. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym (doktryna, wiara), w czynnościach religijnych (np. kult czy rytuały), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in. mistyka).
"Zaświatyzm" należy do wymiaru doktrynalnego, a gromadzenie dóbr doczesnych do sfery społeczno-organizacyjnej. Sama doktryna bez wierzących w nią nie stanowi żadnej groźby. Dopiero wiara nadaje jej znaczenie. W każdym systemie religijnym występują "wierzący i "prawdziwie wierzący" oraz przewodnicy-kapłani i pełnią w tym systemie różne funkcje i różne role. Panu wszystko jedno, bo Panu się "zaświatyzm" wydaje najgroźniejszym.

Wprost się zastanawiam jaki inteligentny oczytany człowiek mógł napisać taką bzdurę:
Mnie chodziło o Jezusa z Ewangelii, a nie o jakąś jego realistyczną konstrukcję, która wcale nie musi być prawdziwsza, bo przecież Jezus mógł być postacią w pełni mityczną. Ja jestem sceptyczny wobec rozdzielania "Jezusa prawdziwego" od "Jezusa Pawłowego", zwłaszcza, że Paweł był przed Ewangelistami, a przynajmniej przed skrajną redakcją opowiastek o Jezusie i to nie tylko redakcją polegającą na dopisaniu kawałków końcowych.
Tylko z Ewangelii, a z której? Z wszystkich czterech, to już się kupy nie trzyma. Pan jest sceptyczny wobec rozdzielania Jezusa. Znowu wolno Panu wierzyć we wszystko, ale jeszcze nigdzie Pan swojej tezy nie obronił, co najwyżej pozłościł się Pan trochę na Andrzejów. Nie, Panie Jacku, mitów Jezusa jest - co najmniej - kilka, a moim zdaniem nawet kilkanaście i różnią się od siebie - od niuansów po wprost alternatywność.

Tylko głęboka wiara w "Nowy testament" pozwala połączyć te mity w jakąś dziwną "sklejkę", ale trudno o niej mówić od naukowej (religioznawczej) strony, bez rozdzielania tych mitów. Dziwię się Panu, że chce Pan ten chrześcijański mit jednego Jezusa podtrzymywać.

>Ktoś cynicznie się bogacący nie jest tak morderczy jak religijny fanatyk w drodze do raju.
Banałem jest stwierdzenie, że ludzie są różni, ale biedny fanatyk ma znacznie mniejsze środki i albo szybko się wzbogaci, albo zmarginalizuje. Zawsze musi być "umysł" i "narzędzia". Zresztą jakoś dziwnie mi tłumaczyć Panu procesy historyczne.
Ostatnio pokazywano w telewizjach trochę filmów historycznych, a nich rolę religii, wiary oraz instytucji wyznaniowych i ich wpływu na politykę. Dla myślących obserwatorów nawet refleksja związana z tymi filmami wystarczy.

>Historia Kościoła (i kościołów protestanckich, oraz prawosławnych) zna wiele momentów, kiedy fanatyczna wiara prowadziła do całkowitego zniszczenia i ludobójstwa, które ktoś kierujący się tylko cyniczną rządzą zysku szybciej by powstrzymał (bo niewolnicy przynoszą więcej zysków niż spopielone, martwe szczątki).
Jeszcze raz powtórzę, znamy zupełnie inne historie chrześcijaństwa i inaczej oceniamy jego kulturową rolę.

Pozdrawiam.

@@@
.
05-10-2012 00:38 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wiem doskonale, że można wydzielać różne warstwy opowieści o Jezusie. Lecz ja odniosłem się do tego, "co jest wierzone". Naprawdę, wbrew pewności prezentowanej tu przez pana Andrzeja.51 nie można powiedzieć z całą pewnością, iż jakikolwiek historyczny Jezus kiedykolwiek istniał. Nie można też zupełnie odrzucić przypuszczenia, że zupełnie baśniowy Jezus - klucz do zaświatów został uziemiony wtórnie zapożyczonym realizmem. Z pewnością na pewno tak było, jeśli weźmie się hellenistyczne kulty misteryjne, z których to, co najważniejsze w chrześcijaństwie jest zaczerpnięte. Czyli - syn boży, cierpienie, zmartwychwstanie (albo wrócenie z Hadesu) i możliwość prowadzenia innych przez takie "przetarcie ścieżki". Maccoby ma bardzo mocną teorię, że Kazanie na Górze jest banałem w świetle ówczesnych dysput pomiędzy faryzeuszami.

W tym świetle nie ma żadnego Jezusa, którego by późniejsza praktyka Kościoła zniekształciła. Jest tylko kontynuacja kultów misteryjnych i zniekształconych herezji judaizmu. Mało przemawia za tym, że za jakąkolwiek wersją Ewangelii kryje się łagodny, niefanatyczny Jezus, którego później zniekształcono. Ja osobiście szanuję bardziej inne hipotezy.

Dlatego Kościół nie jest abberacją pierwotnego chrześcijaństwa. Pierwotne chrześcijaństwo nie było, moim zdaniem, bardziej etyczne od chrześcijaństwa XVII wieku. A zachłanność to najmniejszy problem w tej zaświatowej ideologii...
05-10-2012 15:37 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wiem doskonale, że można wydzielać różne warstwy opowieści o Jezusie.
I co z tego, że Pan wie?

>Lecz ja odniosłem się do tego, "co jest wierzone". Naprawdę, wbrew pewności prezentowanej tu przez pana Andrzeja.51 nie można powiedzieć z całą pewnością, iż jakikolwiek historyczny Jezus kiedykolwiek istniał.
Nie, nie można mieć pewności, że jacyś ludzie przypominający biogram Jezusa istnieli, ale można przyjąć to z ogromnym prawdopodobieństwem. Współczesna nauka zdecydowanie opowiada się za historycznością tej postaci, co wykazał w oparciu o swoją ogromną wiedzę pan Andrzej.51.

>Nie można też zupełnie odrzucić przypuszczenia, że zupełnie baśniowy Jezus - klucz do zaświatów został uziemiony wtórnie zapożyczonym realizmem. Z pewnością na pewno tak było, jeśli weźmie się hellenistyczne kulty misteryjne, z których to, co najważniejsze w chrześcijaństwie jest zaczerpnięte. Czyli - syn boży, cierpienie, zmartwychwstanie (albo wrócenie z Hadesu) i możliwość prowadzenia innych przez takie "przetarcie ścieżki".
Znam różne teologiczne i filozoficzne spekulacje. Jak ktoś lubi sobie pospekulować, to można jeszcze sporo powymyślać. Tak, wszystkie religijne mity zapożyczają z mitów już istniejących i tak było i w tym przypadku.

>Maccoby ma bardzo mocną teorię, że Kazanie na Górze jest banałem w świetle ówczesnych dysput pomiędzy faryzeuszami.
"Hyam Maccoby (1924-2004) był jednym z najbardziej poważanych filologów-talmudystów, wyśmienitym znawcą historii starożytnej oraz profesorem katedry judaistyki na Uniwersytecie Leeds. "Jezus i żydowska walka wyzwoleńcza" jest jedną z jego licznych pozycji książkowych zajmujących się powstaniem i dalszym rozwojem centralnych mitów Świata Zachodu... Maccoby jest także autorem sztuki krytykującej chrześcijaństwo pt. >>Disputation<<.
No tak, filolog-talmudysta ma "bardzo mocną teorię". Ale nawet gdyby była prawdziwą, to co to zmienia?

>W tym świetle nie ma żadnego Jezusa, którego by późniejsza praktyka Kościoła zniekształciła.
Koncepcji Jezusów Chrystusów jest wiele, a nawet ta w linii głównej zmieniała się historycznie. Wszystkie religie ulegają stałym przemianom w historycznym procesie, dostosowując doktrynę do społecznej rzeczywistości.

>Jest tylko kontynuacja kultów misteryjnych i zniekształconych herezji judaizmu.
Gucio prawda. Prawie każda religia poczyna się z jakiejś herezji, a chrześcijaństwo jest wyłaniającą się judaizmu nową religią. Nie jest żadną kontynuacją kultów misteryjnych, choć sporo elementów z tamtej kultury zawłaszczyła (wchłonęła).

>Mało przemawia za tym, że za jakąkolwiek wersją Ewangelii kryje się łagodny, niefanatyczny Jezus, którego później zniekształcono.
Tak mało - tylko znakomita większość współczesnych uczonych opowiada się za historycznością tej postaci, ale jeżeli Pan Jacek jej przeczy, to rzeczywiście mało za nią przemawia. (Nie wiem co znaczą w kontekście naszej rozmowy określenia kryje się łagodny, niefanatyczny Jezus, ale rozumiem, że to ważki argument merytoryczny)

>Ja osobiście szanuję bardziej inne hipotezy.
Już pisałem. Wolno Panu, ale mnie Pan tu zupełnie nie przekonuje.

>Dlatego Kościół nie jest abberacją pierwotnego chrześcijaństwa.
Aberracja piękne słowo, gdzieś tak zaraz koło herezji. Nie, Kościół nie jest żadną abberacją, tylko ma już niewiele wspólnego z pierwotnym chrześcijaństwem. Po prostu i zwyczajnie w procesie historycznym uległ ogromnym przekształceniom, tak organizacyjnym, jak i ideowym. Dzisiejsze wyznania chrześcijańskie, to zupełnie inna religia niż chrześcijaństwo pierwotne, choć powstało na jego bazie ideowej.

>Pierwotne chrześcijaństwo nie było, moim zdaniem, bardziej etyczne od chrześcijaństwa XVII wieku.
A co ma piernik do wiatraka, gdy nawet systemy etyczne były różne.
Może warto sięgnąć do prac dotyczących historii światopoglądu?

>A zachłanność to najmniejszy problem w tej zaświatowej ideologii...
To Pańskie niczym nie uzasadnione zdanie. Kościół soteriologiczny, w którym pośmiertne zbawienie odgrywało zasadniczą rolę zanikał wraz z ideą millenaryzmu , choć oczywistym jest, że mit pośmiertnego istnienia jest ( i zawsze był) ważnym elementem doktryny chrześcijaństwa: Historia zbawienia była częstym tematem refleksji Ojców Kościoła w ich konfrontacji z doktrynami judaizmu, jak również gnostycyzmu i filozofii pogańskich. Przykładem może być dzieło Państwo Boże Augustyna z Hippony. W średniowieczu została wyparta przez scholastyczną teologię spekulatywną, którą interesowały metafizyczne prawdy powszechne i konieczne. Powrót dokonał się w XIX i XX w., poprzez zwrot ku egzystencjalnym i historycznym zagadnieniom ludzkiego życia i samego zbawienia. W Kościele katolickim temat historii zbawienia zajął ważne miejsce w czasie obrad Soboru watykańskiego II (1962-1965), zwłaszcza w konstytucji dogmatycznej Dei Verbum - o Objawieniu Bożym.
Wykorzystuje on psychologicznie znany strach przed śmiercią.
I tu wróćmy do rzeczy.

Wartość ideologiczna "zaświatowości" musi być połączona z bogobojnością. Liczeniem się z karą/nagrodą wymierzoną przez Boga po śmierci. Dlatego "zaświatowość" wykorzystywana jest jako dyscyplinujące narzędzie wobec wiernych, ale cała historia Kościoła po "edykcie mediolańskim", pokazuje na zdecydowaną "ziemskość" poczynań hierarchów i kleru. Pazerność na dobra doczesne i zachłanność użycia materialnego świata, jest podstawowym motywem ich działań.
Kościół wszelakimi dostępnymi mu metodami (nie powstrzymując się prze dokonywaniem najgorszych zbrodni) stara się budować swoją ziemską potęgę. Żaden raj "potem" - nie ma większego znaczenia - liczy się tu i teraz.

Pozdrawiam.

@@@
.
05-10-2012 15:59 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Kulty dionizyjskie są to kulty misteryjne i w innych miejscach naszych dyskusji bronił pan ich wpływu na chrześcijaństwo, w który ja także nie wątpię. Podobne zdanie ma Andrzej.51. W chrześcijaństwie jest znacznie silniejszy element kultów misteryjnych niż judaizmu. Judaizm to nazwy i pojęcia. Sednem chrześcijaństwa jest rytuał przejścia - nieśmiertelność zyskiwana poprzez kult i dewocję. Sednem chrześcijaństwa nie jest przejmowanie się charakterem Jahwe.

Pisząc tu z Andrzejem.51 nie zostałem przekonany co do pewności historyczności Jezusa. Raczej do tego, że większość biblioznawców specjalizujących się w nowym testamencie jest w tym względzie nieobiektywna. Zarówno ja, jak i Ignorancja przedstawiliśmy sporo wątpliwości co do przebiegu procesu ukrzyżowania, którego realizm jest jedynym mocnym argumentem zwolenników historyczności Jezusa. Również Maccoby uważa, iż opis procesu ukrzyżowania musi być skrajnie przekłamany, choć go nie odrzuca. Mam pełne prawo powątpiewać w historyczność Jezusa i nie jest to nieracjonalne, choć nie oznacza to też, że na pewno mam rację. Z pewnością mówienie o tym, że ma się PEWNOŚĆ co do historyczności Jezusa jest mocno nieracjonalne. Uznaję tylko - "Jezus być może istniał", "Jezus raczej istniał, niż nie istniał".

Jednocześnie, niezależnie od historyczności Jezusa, uważam go (jeśli jednak był historyczny) w 90% za konstrukt literacki i ten konstrukt jest zawarty w Ewangeliach. Nie uważam, że ten konstrukt literacki jest bardziej etyczny od biskupów z XVII wieku. Uważam, że fanatyzm oparty na szczerej wierze jest groźniejszy, niż cyniczna żądza władzy i pieniędzy wykorzystująca wierzenia. Takie mam zdanie. Nie jest ono nieracjonalne, pan może mieć inne w tej kwestii, ale aby dojść do pełnego rozwiązania tego dylematu - co jest groźniejsze (cynizm, czy szczera wiara) trzeba by przeprowadzić bardzo rzetelne badania społeczne wymagające poparcia i sporych nakładów.

Gadanie Jezusa literackiego o drugim policzku i karmieniu wiernych, a nawet o prywatności wiary tonie w kontekście, gdzie ta wiara przesądza wogóle o tym, że jest się ZASŁUGUJĄCYM NA ŻYCIE CZŁOWIEKIEM, gdzie za drugim policzkiem ukrywa się wezwanie do anihalacji inaczej myślących (PALENIE USCHŁYCH GAŁĘZI), gdzie za prywatnością jest najsilniejsza misyjność.
05-10-2012 18:17 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Kulty dionizyjskie są to kulty misteryjne i w innych miejscach naszych dyskusji bronił pan ich wpływu na chrześcijaństwo, w który ja także nie wątpię. Podobne zdanie ma Andrzej.51.
Największy problem jest to, iż nie czyta Pan tego co inni piszą. Nigdzie tym wpływom nie zaprzeczam.

>W chrześcijaństwie jest znacznie silniejszy element kultów misteryjnych niż judaizmu.
A to już Pańskie zdanie. Chrześcijaństwo "rzymskie" na pewno różniło się od chrześcijaństwa judeistycznego i zupełnie inne idee na jego doktrynę wpływały. Oczywiście rozważając rzymskie chrześcijaństwo warto mieć tę książkę w głowie.

>Judaizm to nazwy i pojęcia.
Tak Pan myśli?
YHWH, ten czteroliterowy hebrajski skrót, który należałoby wymawiać jako Jahwe, "Ten który jest", ale wymawianie tego skrótu, tak jak i przedstawianie jego wizerunku jest w judaizmie zabronione i dlatego w modlitwach, pieśniach itp. wyznawcy judaizmu stosują określenia zastępcze takie jak Adonai - znaczące po hebrajsku "Mój wielki Pan" lub Ha-Szem - "Święty". "Jest Bogiem najwyższym i jedynym, surowym, miłosiernym, sprawiedliwym, stwórcą świata, panem przyrody, opiekunem ludu izraelskiego, który jest ostoją wszystkich praw i całego porządku społecznego". Choć Bóg w judaizmie jest jednoosobowy i niepodzielny, to jednak znane są też "emanacje Boga" takie jak "Duch Święty", czy "Szechina", czyli Boża Obecność. Żydzi uważają, że Słowo - Logos jest pratworzywem świata. Bóg tworzy świat słowem. Słowo jest pośrednikiem między Bogiem a światem. "Tora" uznana jest za największy dar Boga dla narodu wybranego i dlatego całe życie żyda jest uporządkowane zgodnie z jej duchem i literą.
Oczywiście w oczach chrześcijan kabała, która zrodziła się z samego jądra judaizmu, to już ściśle tylko litery, liczby, nazwy i pojęcia.

>Sednem chrześcijaństwa jest rytuał przejścia - nieśmiertelność zyskiwana poprzez kult i dewocję.
Widocznie ma Pan znacznie większą wiedzę od mojej. Według religioznawców w religiach występuje wiele rytuałów przejścia, ale jakoś nie przypominam sobie aby któryś z uznał, że nieśmiertelność jest rytuałem? Pogrzeb owszem - jako przejście z jednego świata do drugiego. Moim zdaniem sednem ideologii chrześcijańskiej jest możliwość zbawienia (życia wiecznego) ludzi, którzy popełniają jak najmniej grzechów, a czynią jak najwięcej dobra. Z tym, że uwarunkowana co jest czynem złym (grzesznym), a co jest czynem dobrym są dosyć złożone. Tu trzeba jednak sięgnąć do prac poświęconych etyce chrześcijańskiej. Kult i dewocja - obecne w różnym stopniu we wszystkich religiach - nie jest jakimś specjalnym wyróżnikiem chrześcijaństwa.

>Sednem chrześcijaństwa nie jest przejmowanie się charakterem Jahwe.
Nie, nie jest i nikt tak nie twierdził.

>Uważam, że fanatyzm oparty na szczerej wierze jest groźniejszy, niż cyniczna żądza władzy i pieniędzy wykorzystująca wierzenia. Takie mam zdanie. Nie jest ono nieracjonalne, pan może mieć inne w tej kwestii, ale aby dojść do pełnego rozwiązania tego dylematu - co jest groźniejsze (cynizm, czy szczera wiara) trzeba by przeprowadzić bardzo rzetelne badania społeczne wymagające poparcia i sporych nakładów.
Bardzo rzetelne w swojej masie są opisy historyczne, ale na Pańskie stwierdzenie "Raczej do tego, że większość biblioznawców specjalizujących się w nowym testamencie jest w tym względzie nieobiektywna" nie mam żadnych kontrargumentów. Racjonalne przedstawiłem i tych których można argumentami przekonać, to przekonałem lub przekonam.

Pozdrawiam.

@@@
.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Mówienie, że przed chrześcijaństwem paulińskim istniało chrześcijaństwo judaistyczne jest tylko SILNIE UGRUNTOWANĄ HIPOTEZĄ. Moim zdaniem należy zachować wobec niej odrobinę sceptycyzmu i nie traktować jej jako faktu. To tylko hipoteza, a jej popularność bierze się być może stąd, że wielu biblioznawców jest chrześcijanami, albo z chrześcijaństwem sympatyzuje. Nawet jeśli starają się być obiektywni, starają się oni jak najmniej odbiegać od fabuły Nowego Testamentu. Tymczasem ta fabuła może być całkowicie wymyślona.

Wtajemiczenie poprzez okrutną śmierć (albo odgrywanie okrutnej śmierci) to typowy rytuał przejścia i on jest kanwą chrześcijaństwa. Nie jest zaś typowy dla judaizmu. Dlatego stwierdziłem, że jakkolwiek by nie patrzeć, elementy judaistyczne są mniej istotne w chrześcijaństwie niż ten rytuał. Dlatego szukanie jakiegoś prawdziwego Jezusa, od którego odszedł Kościół, jest mało zasadne. Kościół nie odszedł od wiary w zaświaty. Nie odszedł od ideologii zbawienia poprzez krew i ofiarę. A to w chrześcijaństwie jest najistotniejsze. Inne elementy są niespójną dekoracją, najczęściej sprzeczną.
06-10-2012 00:49 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Mówienie, że przed chrześcijaństwem paulińskim istniało chrześcijaństwo judaistyczne jest tylko SILNIE UGRUNTOWANĄ HIPOTEZĄ.
Dyskusja z Panem, jest dyskusją bardzo podobną do dyskusji z fideistami. Wymyśla Pan sobie tezy nie wypowiedziane przez polemistę i ostro z nimi polemizuje. Skąd Pan wziął powyższe twierdzenie, nie ode mnie, a polemizuje Pan ze mną.

>Moim zdaniem należy zachować wobec niej odrobinę sceptycyzmu i nie traktować jej jako faktu.
Jakoś odnoszę dziwne wrażenie, że zachowuję znacznie więcej sceptycyzmu od Pana, a już jeżeli chodzi o własne twierdzenia, to jestem tego pewien.

>To tylko hipoteza, a jej popularność bierze się być może stąd, że wielu biblioznawców jest chrześcijanami, albo z chrześcijaństwem sympatyzuje.
Miedzy wielu, a wszyscy jest spora różnica. Znakomita większość z tych którzy z chrześcijaństwem nie sympatyzują też opowiada się za historycznością postaci.
Ale z wiarą nie ma dyskusji.

>Nawet jeśli starają się być obiektywni, starają się oni jak najmniej odbiegać od fabuły Nowego Testamentu.
Pan to wie i do tego Pan wie to na pewno.

>Tymczasem ta fabuła może być całkowicie wymyślona.
Wymyślona być może, tylko nie może być niewymyślona, gdy Pan Jacek twierdzi inaczej.

>Wtajemiczenie poprzez okrutną śmierć (albo odgrywanie okrutnej śmierci) to typowy rytuał przejścia i on jest kanwą chrześcijaństwa.
Gdzie Pan studiował religioznawstwo, albo na jakiej literaturze opiera Pan swoje twierdzenia? Gdyż dokonuje Pan zupełnie bezpodstawnych spekulacji, na podstawie własnej mieszaniny:
pl.wikipedia.org/wiki/Misterium
pl.wikiped(*)terium_męki_Pańskiej

Jeśli Bóg posłał swego Syna, aby otworzył na powrót bramy zbawienia wszystkim ludziom, uczynił to, ponieważ Jego stosunek do nich nie zmienił się (...) Wkroczenie Jedynego Syna Bożego do ludzkiej historii odsłania Boży zamiar dalszego, pomimo przeszkód, wprowadzania w życie Jego planów

Pomimo przeszkód, czyli co? Jeżeli nawet przeszkodą będzie to, że ktoś zwyczajnie nie chce być Zbawiony i chce smażyć się w piekle? Co na to św. Tomasz, który mówi wyraźnie, że niewierzący nie będą nawet sądzeni, zostaną potępieni bez sądu?

Tu wkraczamy w największe głębie doktryny kształtującej soborowe dokumenty. Centralnym punktem misterium paschalnego, gdzie zanika misterium Męki i Śmierci Pańskiej jest Zmartwychwstanie. Nie jest największą tajemnicą śmierć nieśmiertelnego Boga, tylko Jego Zmartwychwstanie, co już biorąc na zdrowy rozsądek jest logiczne i oczywiste. "Ogień krzepnie - blask ciemnieje", nieśmiertelny - umiera!

To jednak nie jest już fascynujące, bo aggiornamento pozwoliło zgłębić tajemnicę, dlatego Jan Paweł II napisał: Tajemnica paschalna - to Chrystus u szczytu objawienia niezgłębionej tajemnicy Boga. A co jest tą tajemnicą, tym głębszy wejrzeniem, to ... Chrystus - pneuma - życiodajny duch, kochani to jest JAZDA! O Chrystusie - pneumie pisze jeden ze specjalistów teologii misterium paschalnego Jan Gaillard. To śmierdzi konferencjami Eranosa i New Agem.

Misterium paschalne czyni z Jezusa płaszczyznę czaso - przestrzenną, którą wypełnia głębia i miłość - słowa klucze nowomowy posoborowej, które są kompletnie puste. Tak, jak puste jest wrzucenie do teologii i doktryny katolickiej pojęcia Boga - Pneumy.

------------------

Chrześcijańskie rytuały często są też jednocześnie sakramentami lub ich część ma wartość sakramentalną. Pierwszy rytuał, któremu poddawany jest człowiek, to w większości kościołów chrzest, poprzez który jest on włączany do wspólnoty oraz oczyszczany z grzechu pierworodnego. Dzieje się tak po zanurzeniu głowy w wodzie, jej polaniu, zanurzeniu całego ciała lub w podobny sposób. Obrzęd ma więc charakter inicjacyjny i związany jest z tekstami biblijnymi.

W Kościele katolickim od XX wieku dzieci od tzw. "przyjścia do rozumu" (ok. 8 lat) przyjmują swoją pierwszą komunię świętą. Komunia jest dla chrześcijan duchowym złączeniem się (symbolicznym lub realnym - w zależności od wyznania) z Jezusem Chrystusem. W katolicyzmie zachęca się wiernych by komunię świętą przyjmować jak najczęściej, pewnym minimum wyznaczonym przez Kościół jest pełne uczestnictwo we mszy świętej (tj. z przyjęciem Komuni świętej) przynajmniej raz w roku w Okresie Wielkanocnym. Odmawia się jednak częstszego niż dwa razy w ciągu jednego dnia przyjmowania Komunii świętej. Jest to rytuał paschalny, ma także charakter oczyszczający, stanowi również rytuał cementujący wspólnotę i podkreślający podporządkowanie duchowym przewodnikom. Związana jest z nim również nabożeństwo eucharystyczne (msza święta, boska liturgia) której kulminacją jest właśnie eucharystia. W wielu kościołach protestanckich reformowanych takie rytuały praktykowane są rzadko (np. kilka razy w roku).

Inny rytuał, co do którego już nie ma żadnych wątpliwości, jakiego jest rodzaju, to ślub, pieczętujący na stałe związek mężczyzny i kobiety, powinnością których jest płodzenie i wychowywanie dzieci.


pl.wikipedia.org/wiki/Rytuał
pl.wikipedia.org/wiki/Obrzęd_przejścia
www.piw.pl/fragmenty/obrzedy.htm
www.polity(*)o-sluza-rytualy-przejscia.read

>Dlatego szukanie jakiegoś prawdziwego Jezusa, od którego odszedł Kościół, jest mało zasadne. Kościół nie odszedł od wiary w zaświaty. Nie odszedł od ideologii zbawienia poprzez krew i ofiarę. A to w chrześcijaństwie jest najistotniejsze. Inne elementy są niespójną dekoracją, najczęściej sprzeczną.
Znowu wypisuje Pan to co Pan myśli, iż inni mówią. Ja tylko uparcie twierdzę, że najistotniejszą częścią każdej religii jest wiara i to Pan bezdyskusyjnie udowodnił. Pan zna prawdę i ma rację, gdyż inaczej to być nie może.

Pozdrawiam i dalszej pewności swoich racji życzę.

@@@
.
06-10-2012 02:51 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Przekonanie, iż Jezus niemalże napewno był postacią historyczną jest kwestią wiary. Można się bardziej przychylać do jego historyczności, ale niemalże pewność w tym zakresie wypływa z tego, że badając Ewangelie wierzy się fabule tej opowieści, bo się z niej wyrosło. Nie widzi się, że możliwe jest zupełnie odwrotne założenie - czyli urealnienie postaci mitycznej.

Uważam, że od samego początku chrześcijaństwo jest silnie misteryjną, skupioną na zaświatach religią. Fakty i prawa dotyczące zaleceń życia na ziemi traktowane są przez ten zaświatyzm instrumentalnie i ten aspekt tej religii nie zmienił się zbytnio od II do XIX wieku. Nie można więc twierdzić, że biskupi z XVII wieku uprawiali już coś skrajnie odmiennego, niż chrześcijanstwo pierwszych chrześcijan. Takie jest moje zdanie, mogę się mylić, ale uważam, że mam na nie racjonalne przesłanki.

Proszę mi wybaczyć, że nie odnosiłem się do wszystkich pańskich tez, bo chodziło mi tylko o te dwie rzeczy. Z resztą się zgadzam.

Proszę mi teraz powiedzieć. Czy jeśli odrzuci się pewność tego, że musiała być jakaś historyczna postać, która została ubóstwiona, to czy bez tego apriorycznego założenia można mieć pewność, że tak było?

Zbawienie wyznawców poprzez śmiertelną ofiarę bóstwa/półboga/herosa nie ma wiele wspólnego z judaizmem. Czy nie jest możliwym dopisanie do tego bardziej realistycznej biografii? Czy w tych czasach nie zdarzały się takie urealnienia postaci bogów i półbogów świata hellenistycznego?

Nie uważam, że Maccoby znalazł jakiś kamień filozoficzny i wie wszystko. Jednakże zauważa, że "realizm" Ewangelii nie ma wiele wspólnego z prawdziwymi obyczajami ówczesnych Żydów i z sytuacją polityczną. Sadyceusze są w Ewangeliach dowolnie mieszani z faryzeuszami. Jest to pisane z zewnątrz wyobrażenie na temat Żydów, a nie opowieść z ich świata. Maccoby dopatruje się w tym warstw prawdziwej narracji - uważa, że Jezus był nieudanym rewolucjonistą, który działał czynnie przeciwko Rzymowi, ale uważał, że w jego walce pomogą niebiańskie zastępy. Ukrzyżowanie, zdaniem Maccobiego, jest skrajnie przekłamane z uwagi na późniejsze zacieranie owej rewolucyjnej nutki Jezusa, który nie myślał o zaświatach, ale o byciu Królem Żydów, czyli po prostu Mesjaszem (tak tytułowano w antycznym Izraelu zwykłych królów). Maccoby wychodzi od kompletnego braku realizmu procedur wiodących do ukrzyżowania Jezusa. Tymczasem inni biblioznawcy, bezzasadnie (tu akurat można mieć silny pogląd) uważają iż realizm procedur ukrzyżowania stanowi najmocniejszy argument na historyczność Jezusa. Maccoby nie wyrasta z tradycji chrześcijańskiej i nie przyjmuje wielu rzeczy jako oczywistość.

Z dużą dozą pewności mogę stwierdzić, że tak silne przeświadczenie o historyczności Jezusa wśród badaczy jest modą. Tak jak mieliśmy modę na egzystencjalizm i na postmodernizm. Humanistyka rządzi się modami. Być może Jezus był postacią historyczną, lecz daleko posunięta pewność w tym zakresie jest nieracjonalna. Oprócz pełnego sprzeczności i nierealistycznego procesu sądzenia i ukrzyżowania Jezusa (na przykład - buntownik z tablicą nawołującą do buntu? - czysty absurd, zwalnianie więźnia skazanego na śmierć przed paschą przez urzędnika rzymskiego - nonsens) nic nie jest przytaczane na obronę historyczności Jezusa. Gdzie te koronne argumenty? Że w Ewangeliach pojawiło się kilka rzeczywiście historycznych postaci, choć przetasowanych w czasie i robiących często rzeczy kompletnie niemożliwe, zważywszy na ich rzeczywiste kompetencje? To jest argument przeciw, mogący mówić, że ktoś urealniał mitycznego Jezusa na bazie zaczerpniętej z kronik wiedzy o Judei. Takie rzeczy w późnym antyku się zdarzały - urealniano Orfeusza, Odyseusza, Eneasza, nawet Jowisza...
06-10-2012 13:27 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Przekonanie, iż Jezus niemalże napewno był postacią historyczną jest kwestią wiary.
Więc może mnie Pan zapisać do wierzących, a siebie do niewierzących.

>Można się bardziej przychylać do jego historyczności, ale niemalże pewność w tym zakresie wypływa z tego, że badając Ewangelie wierzy się fabule tej opowieści, bo się z niej wyrosło.
Jest Pan genialny, gdy nawet potrafi uzasadnić psychologiczne przyczyny mojej wiary.

>Nie widzi się, że możliwe jest zupełnie odwrotne założenie - czyli urealnienie postaci mitycznej.
Ze smutkiem przyznaję, że, jestem przygłupawym ślepcem.

>Uważam, że od samego początku chrześcijaństwo jest silnie misteryjną, skupioną na zaświatach religią.
Jak Pan tak uważa to tak być musi, gdyż jak by mogło być inaczej, skoro Pan tak uważa.

>Fakty i prawa dotyczące zaleceń życia na ziemi traktowane są przez ten zaświatyzm instrumentalnie i ten aspekt tej religii nie zmienił się zbytnio od II do XIX wieku.
Oczywiście, cała wiedza religioznawcza potwierdza, że wierzenia są constans, a religie są niezmienne, co potwierdza autorytet Pana Jacka.

>Nie można więc twierdzić, że biskupi z XVII wieku uprawiali już coś skrajnie odmiennego, niż chrześcijanstwo pierwszych chrześcijan.
Warto zauważyć na inteligentne wyostrzenie czyiś pojęć aby wykazać ich durnotę, to też constans u Pana Jacka.

>Takie jest moje zdanie, mogę się mylić, ale uważam, że mam na nie racjonalne przesłanki.
Pan się może mylić, chyba tylko deklaratywnie? Oczywiście, że ma Pan racjonalne przesłanki. Wszyscy je dostrzegają - poza głupio upartym Bogusławskim.

>Proszę mi wybaczyć, że nie odnosiłem się do wszystkich pańskich tez, bo chodziło mi tylko o te dwie rzeczy. Z resztą się zgadzam.
Od dawna odnoszę się tu tylko do Pańskiej wiary i uporu. Merytoryczność zagadnienia odeszła na daleki plan.

>Proszę mi teraz powiedzieć. Czy jeśli odrzuci się pewność tego, że musiała być jakaś historyczna postać, która została ubóstwiona, to czy bez tego apriorycznego założenia można mieć pewność, że tak było?
Proszę Szanownego Pana, problemem jak powstają religie zajmowali się wybitni myśliciele i syntetyzując można powiedzieć, że różnie. Nikt nie wie dokładnie (oczywiście poza panem Jackiem Tabiszem) jak powstawało chrześcijaństwo, jakie były jego przyczyny i jakie części składowe. Na podstawie skąpych danych historycznych, zapisanych tekstów oraz naukowej spekulacji próbuje się ten proces zrozumieć i opisać. Żaden z uczonych (o ile zachowuje podejście naukowe) nie ma pewności, ale gdy większość wydaje podobny osąd zdarzeń, to prawdopodobieństwo rośnie.
Od czasu do czasu pojawia się geniusz, który wie wszystko i dorobek innych odrzuca, ale ja mam wielkie wątpliwości do wartości twierdzeń tych przeróżnych "genialnych spekulantów" stosujących "mniemanologię stosowaną".

>Zbawienie wyznawców poprzez śmiertelną ofiarę bóstwa/półboga/herosa nie ma wiele wspólnego z judaizmem.
Oczywiście, gdy odrzuci się cały tygiel koncepcji religijnych w Izraelu pomiędzy II wiekiem p.n.e. i drugą połową I wieku n.e. To ma niewiele. Ale o tym okresie, to trzeba poczytać ze zrozumieniem oraz intelektualnie przetrawić (co Panu już proponowałem) i dopiero później się na ten temat wypowiadać, jak czyni to na przykład tu pan Andrzej.51, a nie wrzucać swoje genialne myśli - jako jedyną słuszną opcję.

>Nie uważam, że Maccoby znalazł jakiś kamień filozoficzny i wie wszystko.
Wystarczy, że pasuje do Pańskiej koncepcji.

>Tymczasem inni biblioznawcy, bezzasadnie (tu akurat można mieć silny pogląd) uważają iż realizm procedur ukrzyżowania stanowi najmocniejszy argument na historyczność Jezusa.
Jakby mogło być inaczej? Oczywiście, że bezzasadnie, jak nie zgadzają się z Pańską koncepcją?

> Z dużą dozą pewności mogę stwierdzić, że tak silne przeświadczenie o historyczności Jezusa wśród badaczy jest modą.
Tak, dziewięćdziesiąt parę procent od ponad wieku (wcześniej też, ale narzędzia poznawcze słabsze były) to sami modnisie i ni cholery pana Jacka słuchać nie chcą.

Panie Jacku z duża przykrością (gdyż jest Pan inteligentnym o sporej wiedzy człowiekiem) stwierdzam, że dyskusja z Panem - tylko ze względów charakterologicznych - jest niemożliwą, a kłócić się z człowiekiem, którego jakoś tam lubię i cenię, nie chcę. Tak, że pozostańmy przy swoich zdaniach, a nasi czytelnicy - w swojej mądrości - i tak przyznają komuś z nas rację.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Więc może mnie Pan zapisać do wierzących, a siebie do niewierzących.


Nic takiego nie twierdzę. Po prostu uważanie Jezusa za postać niemal na pewno historyczną jest słabo uzasadnione. Podobnie jak uważanie, iż niemal na pewno nie był on postacią historyczną.

Cytat:
Można się bardziej przychylać do jego historyczności, ale niemalże pewność w tym zakresie wypływa z tego, że badając Ewangelie wierzy się fabule tej opowieści, bo się z niej wyrosło.
Jest Pan genialny, gdy nawet potrafi uzasadnić psychologiczne przyczyny mojej wiary.


Nie odnosiłem tego do pana, ale do bilblioznawców, którzy są pewni historyczności Jezusa, a takich nie brakuje. Brakuje tylko podstaw dla takiej pewności i z tym każdy myślący człowiek musi się zgodzić. "Niemal pewności" w przypadku hipotezy istnienia Jezusa z całą pewnością nie mamy.

Cytat:
Uważam, że od samego początku chrześcijaństwo jest silnie misteryjną, skupioną na zaświatach religią.
Jak Pan tak uważa to tak być musi, gdyż jak by mogło być inaczej, skoro Pan tak uważa.


Jest to hipoteza, którą można uznać za słabszą od innych. Z pewnością nigdy i nigdzie nie napisałem, że tak być musi. Natomiast moda na pewność co do istnienia historycznego Jezusa powinna pana bardziej niepokoić, niż mój wybór hipotezy wśród innych.

Cytat:
Fakty i prawa dotyczące zaleceń życia na ziemi traktowane są przez ten zaświatyzm instrumentalnie i ten aspekt tej religii nie zmienił się zbytnio od II do XIX wieku.
Oczywiście, cała wiedza religioznawcza potwierdza, że wierzenia są constans, a religie są niezmienne, co potwierdza autorytet Pana Jacka.


Nie spotkałem się z chrześcijaństwem nie eksponującym ponad innymi rzeczami idei zmartwychwstania. Jako, że to uważam za najważniejsze dla tej religii, widzę sporą dozę kontynuacji głównych idei chrześcijaństwa. Z pewnością mówienie, że w XVII wieku chrześcijaństwo zmieniło się nie do poznania w stosunku do chrześcijaństwa z Ewangelii jest sądem przesadzonym.

Cytat:
Takie jest moje zdanie, mogę się mylić, ale uważam, że mam na nie racjonalne przesłanki.
Pan się może mylić, chyba tylko deklaratywnie? Oczywiście, że ma Pan racjonalne przesłanki. Wszyscy je dostrzegają - poza głupio upartym Bogusławskim.


Uzasadniam tylko, że moje hipotezy nie są nieracjonalne i że hipotezy zwolenników hostoryczności Jezusa, czy też całowitej redefinicji chrześcijaństwa z biegiem czasu nie są jedynie obowiązujące.

Cytat:
Od dawna odnoszę się tu tylko do Pańskiej wiary i uporu. Merytoryczność zagadnienia odeszła na daleki plan.


Z uporem jestem sceptyczny wobec hipotez uznanych za pewniki. Ciągle podkreślą, że nie mam patentu na prawdę, że posługuję się innymi hipotezami, które jednak nie są nieprawomocne. Hipoteza niehistoryczności Jezusa nie została przez nikogo ostatecznie obalona. A to może mieć daleko idące konotacje - na przykład taką, że nie było judaistycznego chrześcijaństwa przed chrześcijaństwem paulińskim, a jeśli tak, nie dokonała się aż tak daleko posunięta zmiana pierwotnych idei chrześcijaństwa. Zarówno protestantyzm, jak i katolicyzm nie są w wielu swoich odmianach całkowicie sprzeczne z chrześcijaństwem paulińskim.

Cytat:
Nikt nie wie dokładnie (oczywiście poza panem Jackiem Tabiszem) jak powstawało chrześcijaństwo, jakie były jego przyczyny i jakie części składowe. Na podstawie skąpych danych historycznych, zapisanych tekstów oraz naukowej spekulacji próbuje się ten proces zrozumieć i opisać. Żaden z uczonych (o ile zachowuje podejście naukowe) nie ma pewności, ale gdy większość wydaje podobny osąd zdarzeń, to prawdopodobieństwo rośnie.


Uważam, że badaniom biblioznawczym daleko do obiektywności. Ilu badaczy Nowego Testamentu zauważa wogóle, że tylko zakładają historyczność Jezusa? Mogą uważać, że to założenie ma silniejsze przesłanki, niż jego brak, ale to wszystko. Skąd zatem "niemal" pewność u tylu badaczy? Nie niepokoi to pana?

Cytat:
Zbawienie wyznawców poprzez śmiertelną ofiarę bóstwa/półboga/herosa nie ma wiele wspólnego z judaizmem.
Oczywiście, gdy odrzuci się cały tygiel koncepcji religijnych w Izraelu pomiędzy II wiekiem p.n.e. i drugą połową I wieku n.e. To ma niewiele. Ale o tym okresie, to trzeba poczytać ze zrozumieniem oraz intelektualnie przetrawić (co Panu już proponowałem) i dopiero później się na ten temat wypowiadać, jak czyni to na przykład tu pan Andrzej.51, a nie wrzucać swoje genialne myśli - jako jedyną słuszną opcję.


Ja właśnie bronię tego, że nie ma jedynie słusznej opcji. Bronię tego, że historyczność Jezusa jest tylko hipotezą. Podałem panu swego czasu przykład naciąganego, skandaliczne naciąganego porównania zwojów z Qumran z tekstami ewangelii. Podałem przykład, że nastarszą fizycznie zachowaną ewangelią jest fragment ewangelii św. Jana, jak też i to, że najstarsze elementy w Ewangeliach pochodzą od św. Pawła. Jeśli odrzucić hipotezę odchodzenia od realizmu, a przyjąć hipotezę urealniania mitu, Jan mógł być pierwszy. Przed Markiem.

Panie Andrzeju - widać różnimy się w tej kwestii. Bronię innej hipotezy, to wszystko. Jak znajdą się dowody ją obalające. bez cienia żalu ją porzucę.
07-10-2012 16:52 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Nie odnosiłem tego do pana, ale do bilblioznawców, którzy są pewni historyczności Jezusa, a takich nie brakuje. Brakuje tylko podstaw dla takiej pewności i z tym każdy myślący człowiek musi się zgodzić. "Niemal pewności" w przypadku hipotezy istnienia Jezusa z całą pewnością nie mamy.
Moje stanowisko w tej kwestii jest Panu znane np z wątku Grobowa historyczność i jak na razie nie poznałem podstaw do jego zmiany.

>Natomiast moda na pewność co do istnienia historycznego Jezusa powinna pana bardziej niepokoić, niż mój wybór hipotezy wśród innych.
Nie przeżywam z tego powodu zbyt wielkich niepokoi, gdyż wiem, że poglądy naukowe i tak zwyciężą. Natomiast niepokoi mnie stan Pańskiego ducha i to pomimo tego, iż w żadne dusze nie wierzę.

>>>>Oczywiście, cała wiedza religioznawcza potwierdza, że wierzenia są constans, a religie są niezmienne, co potwierdza autorytet Pana Jacka.[/cytat]
>Nie spotkałem się z chrześcijaństwem nie eksponującym ponad innymi rzeczami idei zmartwychwstania. Jako, że to uważam za najważniejsze dla tej religii, widzę sporą dozę kontynuacji głównych idei chrześcijaństwa.
Co to ma wspólnego z moją wypowiedzią oraz stanem faktycznym tu w fideistycznym skrócie:

Zupełnie też nie rozumiem, co Pan chciał tu powiedzieć?
Że chrześcijaństwo różni się od innych religii. Przecież to banał. Nawet nazwą się różni.
Że tylko w chrześcijaństwie występuje wiara w życie pozagrobowe i przepojenie doktryny soteriologią? To bzdura.
Proponuję zajrzenie do książki Zygmunta Poniatowskiego "Treść wierzeń religijnych" i przeczytanie V rozdziału.
Nie spotkał się Pan z "chrześcijaństwem nie eksponującym ponad innymi rzeczami idei zmartwychwstania." Dziwne, gdyby nie było to w chrześcijaństwie ważne, skoro właśnie taki jest mit założycielski. Tylko istotnym jest co z tej idei praktycznie dla chrześcijan wynika. Bardziej niż przedstawiciele innych wyznań wierzą w życie pozagrobowe. Mniej się boją śmierci i gotowi są bardziej oddać życie dla swojej wiary. Właśnie takie argumenty miałyby tu znaczenie

>Z pewnością mówienie, że w XVII wieku chrześcijaństwo zmieniło się nie do poznania w stosunku do chrześcijaństwa z Ewangelii jest sądem przesadzonym.
Co to znaczy nie do poznania i kto tak powiedział? Kto, gdzie postawił tu cezurę XVII wieku, ja nie, a więc dlaczego do mnie Pan pije. Czy dlatego, że Panu tak pasuje?

>Uzasadniam tylko, że moje hipotezy nie są nieracjonalne
Nie wiem, kto Panu nieracjonalność zarzuca. Ja zarzucam Panu nierzetelność w prowadzeniu rozmów i stosowanie nieuczciwych chwytów erystycznych, nawet w stosunku do przyjaciół.

> i że hipotezy zwolenników historyczności Jezusa,
Z kim Pan dyskutuje, ja tylko należę do ostrożnych sceptyków dopuszczających taką możliwość.

>czy też całkowitej redefinicji chrześcijaństwa z biegiem czasu nie są jedynie obowiązujące.
Kto, gdzie mówił o całkowitej redefinicji chrześcijaństwa? Niech Pan z nim popolemizuje.

>Z uporem jestem sceptyczny wobec hipotez uznanych za pewniki.
Ale tu rozmawia Pan ze mną i proszę mnie wykazać te hipotezy, które uważam za pewniki.

>Hipoteza niehistoryczności Jezusa nie została przez nikogo ostatecznie obalona.
Ale została mocno podważoną. Hipoteza historyczności Jezusa też nie została przez nikogo obaloną, choć jest słusznie podważaną.

>A to może mieć daleko idące konotacje - na przykład taką, że nie było judaistycznego chrześcijaństwa przed chrześcijaństwem paulińskim, a jeśli tak, nie dokonała się aż tak daleko posunięta zmiana pierwotnych idei chrześcijaństwa.
Jestem już bardzo dorosłym i naczytałem się sporo przeróżnych "rewolucyjnych" spekulacji. Spokojnie sobie poczekam na te daleko idące konotacje.

>Uważam, że badaniom biblioznawczym daleko do obiektywności.
Żyjemy w wolnym kraju i wolno Panu tak uważać. Dobrze by było przedstawić racjonalne argumenty oparte na wiedzy o tamtym okresie.

>Skąd zatem "niemal" pewność u tylu badaczy?
Ten zakres pewności/niepewności różnie u różnych badaczy wygląda i na dokładkę często dotyczy czegoś innego.

>Nie niepokoi to pana?
Nie, znam historię nauki.

>Ja właśnie bronię tego, że nie ma jedynie słusznej opcji.
Przez narzucanie drugiej jedynie słusznej. Ciekawa metoda.

>Bronię tego, że historyczność Jezusa jest tylko hipotezą.
Przed kim? Przede mną, gdy uważam podobnie.

>Podałem panu swego czasu przykład naciąganego, skandaliczne naciąganego porównania zwojów z Qumran z tekstami ewangelii.
Kościół ostro walczy z utożsamianiem tych dokumentów, ale ja jestem akurat zwolennikiem, że powstały we wspólnym nurcie myśli religijnej ówczesnego Izraela.
I porównania uważam za słuszne, choć szanujący się uczeni nie powinni niczego naciągać, ale uczeni to też ludzie.

>Podałem przykład, że najstarszą fizycznie zachowaną ewangelią jest fragment ewangelii św. Jana,
Akurat nie pamiętam, ale jestem całkowicie pewien, że nie Pan tu racji, gdyż jest to niemożliwe. Możliwością jest to, że najstarszym znanym dziś fragmentem ewangelii jest fragment ewangelii św. Jana. I ten przykład bardzo dobrze obrazuje różnice pomiędzy moim podejściem do rzeczy, a Pańskim.

>Jeśli odrzucić hipotezę odchodzenia od realizmu, a przyjąć hipotezę urealniania mitu, Jan mógł być pierwszy. Przed Markiem.
Jeśli przyjąć? Spekulacji może być wiele, ale ja wobec wszystkich jestem ogromnie sceptyczny, a szczególnie wobec tych bardzo wyspekulowanych. To może być materiał na sensacyjną powieść, ale nauki historyczne rządzą się innymi prawami.

>Panie Andrzeju - widać różnimy się w tej kwestii.
Najbardziej różnimy się w podejściu do rzeczywistości i sposobie prowadzeniu rozmów.

>Bronię innej hipotezy, to wszystko.
Interesują mnie różne hipotezy, ale wobec wszystkich pozostaje krytycznym. Taką już mam naturę.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
07-10-2012 19:59 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Panie Andrzeju. Nie stosuję żadnych chwytów erystycznych. Skupmy się na jednej rzeczy. Co jest pańskim zdaniem koronnym argumentem na prawie pewne istnienie historycznego Jezusa? Andrzej.51 stwierdził, że przebieg procesu ukrzyżowania jest za taki uważany. Ja, czytając choćby Maccobiego, nie uważam przebiegu ukrzyżowania za realistyczny. Że nie usunięto buntowniczej nutki Jezusa, choćby to było wygodne? A może po prostu chodziło o to, by Jezus został ukrzyżowany zarówno przez Rzymian jak i Żydów w procesie urealniania postaci całkowicie fikcyjnej? Skupmy się na jednym - co jest podstawą dla prawie pewności istnienia historycznego Jezusa? Nie mówię tu o zaczerpywaniu różnych zdarzeń realnych do fikcyjnej fabuły. Owszem, ktoś mógł być świadkiem czyjegoś ukrzyżowania i wykorzystać ten element w tworzeniu fikcji. Ale ten element to jeszcze nie "historyczny Jezus". Aby napisać scenę z uczty, też zapewne trzeba było znać przynajmniej ze słyszenia przebieg jakiejś prawdziwej uczty... Ale to też jeszcze nie historyczny Jezus. Historycznym Jezusem powinniśmy nazywać ubóstwioną postać założyciela religii chrześcijańskiej, która przynajmniej w 51%, odejmując cudy, powinna zawierać się realistycznych opisach Nowego Testamentu. Moim zdaniem nie ma podstaw, aby sugerować prawie pewne istnienie takiej postaci.
07-10-2012 20:09 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju. Nie stosuję żadnych chwytów erystycznych.
Dobrze Panie Jacku! Pan nie stosuje, a ja ich nigdzie Panu nie wykazałem.
Jak ktoś chce niech tak wierzy.

>Skupmy się na jednej rzeczy. Co jest pańskim zdaniem koronnym argumentem na prawie pewne istnienie historycznego Jezusa?
Wszystko co na ten temat wiem i chciałem powiedzieć powiedziałem już w wątku Grobowa historyczność między innymi w rozmowach z Panem. Nie chce mi się tego samego powtarzać.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
07-10-2012 22:41 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
No i dobrze. Różnimy się opinią w zakresie dowodu na niemal pewną historyczność Jezusa. I niech tak zostanie, dopóki nie znajdą się sumienni biblioznawcy, którzy dostarczą nam więcej tropów. W jakimś sensie historyczność Jezusa nie ma większego znaczenia - tu się zgadzamy. W innym sensie gruntowniejsze przebadanie tej kwestii może uratować jakiś promil osób przed klapkami wiary na oczach na całe życie. Czy okaże się, że Jezus był rewolucjonistą, którego biografię zatarto hellenistycznym kultem misteryjnym, czy okaże się, że wogóle żaden Jezus nie istniał, a była tylko urealniona legenda. Tak więc warto tą kwestię badać, warto być sceptycznym.
04-10-2012 19:15 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Nie zgadzam się z panem Bogusławskim co do tego, że dalsza historia chrześcijaństwa w jakikolwiek sposób odbiega od nauczania mitycznego Jezusa.

To może zacznę od pewnej "technicznej" kwestii. Wiesz, ja mam w ogóle do tego taki stosunek, że nie bardzo interesuje mnie sam Jezus, bo na podstawie Ewangelii nie jestem w stanie ani ustalić, ani zrozumieć, o co mu generalnie chodziło. Jestem sceptyczny również wobec rozmaitych interpretacji i nawet będąc skupionym na najbardziej wiarygodnym (bo najwcześniejszym) źródle, czyli ewangelii św. Marka, nie bardzo mam ochotę się tego podejmować. Tym bardziej, kiedy wezmę pod uwagę to, że zakończenie zawierające historię ze zmartwychwstaniem jest ewidentnie dopisane później. Niemniej i tak nie mogę wyjść ze zdziwienia, kiedy swoją interpretację głosi Paweł, a za nim przez wieki kościół czy kościoły. Nie ufam im zupełnie, ale to właśnie ta interpretacja mnie interesuje, bo ona rzutuje na kształtowanie myśli ogromnej ilości ludzi, na ich zachowania, sposób życia, percepcję świata, życia itd. Jak pisał Nietzsche, życie i działanie Jezusa nie było Pawłowi w ogóle potrzebne, a to, co odkrył i zbudował, to mit ukrzyżowania i zmartwychwstania. Jezus mówi jak żyć, Pawła interesuje kwestia pośmiertna, zbawienie w zaświatach. Dość znamienne. Bazą nauczania jest od tamtej pory dążenie do zaświatów, żyje się po to, by zyskać zbawienie po śmierci. I to jest fatalne, a mam ogromne wątpliwości, czy samemu Jezusowi o to chodziło, ale nie lubię o nim samym mówić, bo nie lubię ganiać po tak niepewnym gruncie. Raczej interesują mnie tutaj już konsekwencje, czyli nauczanie kościoła, a nie samo źródło, do którego nie potrafię dotrzeć i zrozumieć. Nie intersuje mnie źródło/Jezus, ale jego przerobiona nauka, bo to ona wpływa i kreuje, a o tym, to już zdecydowanie można coś powiedzieć czy napisać.

>Kościół i kościoły protestanckie to naturalne rozwinięcie. Zwróciłeś uwagę na najistotniejszą i najbardziej destruktywną cechę chrześcijaństwa - to nawet nie teizm, tylko zaświatyzm. Dla zaświatów robi się wszystko.

Tego, czego jestem tutaj na 100% pewny, to to, że jest to rozwinięcie Pawła. Tego, czy oddaje on trafnie nauczanie Jezusa nie wiem, ale szczerze, to mocno wątpię.

>Dlatego uważam, iż wcielenie propagandy zaświatów, mityczny Jezus Chrystus, to jeszcze bardziej ponura postać od plemiennego ludobójcy Jahwe... Jezus Chrystus to nie osoba, to nie mityczny bohater, ale bilet do zaświatów, który zjada się na raty krztusząc się tekturą obietnic...

Jezus Chrystus jako propaganda zaświatów, jak najbardziej w mojej ocenie jest postacią bardziej ponurą niż sam Jahwe, którego odbieram jak Złą Królową ze Śnieżki, czy Babę Jagę. No nie umiem poważnie traktować nieistniejącego i baśniowego, a że sadysta i rzeźnik, to musiał taki być, bo jakby był pierdołą, to w tamtych czasach miałby małe szanse na przetrwanie (a co za tym idzie, Żydzi jak grupa też). Miętki gościu byłby tu najprawdopodobniej ewolucyjnie przedwczesny i by przepadł przy tych wszystkich Asyryjczkach czy Babilończykach (co się o mało nie stało, tylko kapłanom przepowiednia uwolnienia w niewoli babilońskiej wypaliła i Jahwe stał się Iniemamocnym). W nieustannie niebezpiecznym świecie, kiedy nie wiadomo, co i kto za wzgórzem się czai, musiał być to zazwyczaj ktoś, kto ma moc, potrafi się wk.wić, dołożyć i bronić swój lud oraz pilnować wewnętrznego porządku (by władcy i kapłani mieli się dobrze).

Te wyczyny Jahwe, nie mają przełożenia na zachowania i życie współczesnego człowieka, zaświatyzm Jezusowopawłowy taki wpływ ma wciąż ogromny. Dlatego Tata służy mi ewentualnie w sprzeczkach z religijnymi, żeby im pokazać, że Tato nerwowy i trochę jak kombinacja Mengele z Kubą Rozpruwaczem, ale faktycznie nie bardzo mnie to obchodzi. Obchodzi mnie to, co ma wpływ na postawę, myślenie, uczucia, emocje i kształt życia człowieka. Zaświatyzm jest dla tego wszystkiego fatalny, z czego obaj świetnie zdajemy sobie sprawę.Człowiek zarażony zaświatami i tam zdążający, nigdy nie rozkwitnie tak, jak człowiek słonecznie, radoście i afirmująco spoglądający na rzeczywistość. Afirmująco, ale bez fałszywej egzaltacji, po prostu z łagodną przyjazną ufnością, pomimo niedogodności i niedoskonałości tego świata.

Oczywiście, chrześcijaństwo ma znaczniej więcej paskudnych wad, a więc i kolejnych nieciekawych wpływów na człowieka. Z jedynym słusznym i idiotycznie idealistycznym obrazem świata czy moralności na czele. Co uczy gardzić, odmiawać godności i wartości, poniżać, dyskredytować, dyskryminować, a i nienawidzić (kiedyś eliminować, jak zaświatowy braciszek Islam) tych co inni, odmienni, nie pasujący do boskiego przecież wzorca.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Mnie chodziło o Jezusa z Ewangelii, a nie o jakąś jego realistyczną konstrukcję, która wcale nie musi być prawdziwsza, bo przecież Jezus mógł być postacią w pełni mityczną. Ja jestem sceptyczny wobec rozdzielania "Jezusa prawdziwego" od "Jezusa Pawłowego", zwłaszcza, że Paweł był przed Ewangelistami, a przynajmniej przed skrajną redakcją opowiastek o Jezusie i to nie tylko redakcją polegającą na dopisaniu kawałków końcowych. Kazanie na Górze nie zawiera oryginalnych myśli zdaniem Macobiego. Jest odbiciem nurtów myśli faryzejskiej.
04-10-2012 23:10 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No właśnie o to chodzi, że ja nie mam pewności, na ile Jezus z Ewangelii jest zaświatowy. Czy jego zbawienie jest zbawieniem pośmiertnym, czy bardziej zbawieniem w świecie (jak oczekiwali Mesjasza Żydzi)? Wcale nie mam takiej pewności. Mam swoje wątpliwości, których nie potrafię rozwiać (i też małe to ma dla mnie dziś znaczenie), ale to długa i grząska historia, której wolę nie ruszać. Powiedzmy, że interesuje mnie przede wszystkim propagowana przez kościół wersja postaci Jezus, co jest dla mnie zrozumiałe i mogę próbować ocenić tegoż konsekwencje.

Z tym "Kazaniem na górze" piękne jest jeszcze to, że tylko jeden ewangelista to napisał. Takie to strasznie wielkie i ważne, a trzech pozostałych ani mru mru. Nie słyszeli o tym, czy może uznali, że nie warto?
04-10-2012 23:28 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Z tym "Kazaniem na górze" piękne jest jeszcze to, że tylko jeden ewangelista to napisał. Takie to strasznie wielkie i ważne, a trzech pozostałych ani mru mru. Nie słyszeli o tym, czy może uznali, że nie warto?
Ciekawostek w "Nowym testamencie" jest więcej. Na przykład: jak ma się Jezus z ewangelii synoptycznych do ewangelii Janowej, czy też Jezus ewangeliczny do Pawłowego. Przecież to zupełnie inne koncepcje, opisujące inny mit. Wystarczy trochę pomyśleć aby dostrzec jak bardzo to się kupy nie trzyma.

Pozdrawiam.

@@@
.
04-10-2012 03:05 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
OT
>"Na całe szczęście wiem jak radę dać bez wiary i
>Znalazłem wielu, którzy drogę pokazali mi
>Przez całe życie na najwyższej pędzą fali
>Pochmurne niebo im na głowy się nie zwali".
>zespół Coma. Lubię to.<

..ja też, ale dodam "rewersik tego dukata"

"jutro, gdy zabraknie poezji
jutro, zimne słońce nauki zmrozi krew
jutro, przestaniemy być piękni
jutro, lecz dzisiaj ostatni chwalmy dzień!
Świadkowie schyłku czasu,
królestwa wiecznych chłopców.
Wszystko, co po nas przyjdzie niechybnie
na pewno będzie dobre, ale brzydkie".
(Coma - "Świadkowie Schyłku Czasu Królestwa Wiecznych Chłopców")

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
04-10-2012 19:35 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>..ja też, ale dodam "rewersik tego dukata"
>"jutro, gdy zabraknie poezji
>jutro, zimne słońce nauki zmrozi krew
>jutro, przestaniemy być piękni
>jutro, lecz dzisiaj ostatni chwalmy dzień!
>Świadkowie schyłku czasu,
>królestwa wiecznych chłopców.
>Wszystko, co po nas przyjdzie niechybnie
>na pewno będzie dobre, ale brzydkie".

Oj niech mrozi, niech mrozi Arturze. Za dużo już tych pięknych, fałszywych iluzji. I za długo. Niech jest brzydziej, ale mądrzej, prawdziwiej. Nie chcę być wiecznym chłopcem, chcę dojrzewać.

A coś mi się jeszcze przypomniało. Jest taki program na TV4 "Mała czarna", gdzie zebrane panie podejmują jakiś temat, pogadują sobie głupiej lub mądrzej, a później wkracza ekspert. Temat numer jeden, to, a jakże, relacje damsko-męskie. W sobotę patrzyłem i oprócz prowadzącej, byli tam Eichelberger, Najsztub i Braunek oraz najmłodsza Paulina Reiter. I ta trójka starszych odczarowywała tą młodszą z iluzji i nonsensów, jakie Paulina miała w glowie na temat budowania relacji w związku. Czyli z tego, że trzeba czały czas jak najwięcej z siebie dawać po to, żeby wiele i jeszcze więcej wziąć. Wyjaśniono jej, że to wszystko nie tak i w ogóle na odwrót, że tak, to ona ma pewne kłopoty. Jak ten "piękny" obraz i "poezję" zmrozili jej nauką i wiedzą, to może było już brzydziej, ale za to o ile mądrzej. Widok buzi tej młodej kobiety i jej "oświecenia", jak załapała o co chodzi, niezwykły. Dlatego ja mam gdzieś te piękne poezje. Wolę te "brzydkie, ale dobre". I prawdziwe
04-10-2012 21:25 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Dlatego ja mam gdzieś te piękne poezje. Wolę te "brzydkie, ale dobre". I prawdziwe <
Przykład trafny i dobrze odczytane przesłanie.
Dobrze Cię rozumiem, sam też skłaniam się, raczej, do stwierdzenia, że "lepiej jest wiedzieć, a na pewno lepiej jest rozumieć".
Tylko w miejscu gdzie Ty stawiasz "mam gdzieś" u mnie jest jeszcze...ciągle "ale i lecz".
I żal mi, że może "jutro zabraknąć poezji", że mądrzy zazwyczaj są bardziej samotni(choć samotni od urodzenia po kres jesteśmy), że kolory mogą wyblaknąć choć przecież...
lubię jasność czerni
bez łez po sobie płaczę
umarłem chwil parę temu
bo ujrzałem świat inaczej
pustkowie nocy oswajam
wyrzutu z ciszy nie czynię
przestrzelony tym co tak ważne
w dziurawej płynę łupinie
lubię bezkres czerni
luster odbiciem się mamię
żałości wszelakie się snują
czarne mi plotą ubranie


I już wiem, że Dr. House miał znowu rację i wiedza bywa (jest?) przekleństwem. I im bliżej nam do rozumienia rzeczywistości tym zazwyczaj dalej do innych bliskości, bo choć my (ufam) rozumiemy lepiej (a przynajmnie się staramy) innych to niekoniecznie ze wzajemnoscią...i to jest "ten chłód co mrozi". No chyba, ze się ma szczęście - no dobrze, już dobrze ...no chyba, że jest się wprawnym w rachunku prawdopodobieństwa.
Ale to wysztko daleko od tematu....
Pozdrawiam

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
04-10-2012 22:20 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No, chyba rozumiem. Można wrócić do tekstu "Listopada" i coś takiego tam jest. Takie rozszczepienie potrzeb. Z jednej strony wiedzy i prawdy, z drugiej bezpieczeństwa, identyfikacji, przynależności. Ten bohater już jest poza, już wie, że nie ma odwrotu, że stracone, ale pomimo świadomości wzorców, jest zagubienie. Tam było bezpiecznie, pewnie, wszystko poukładane. To jeszcze jest świeże, jeszcze się miesza, jeszcze kotłuje, jeszcze jest niepewnie, jeszcze by się wróciło. "Lśnienie" jest chyba dobre na takie wahania (może trochę i na poczucie osamotnienia):

"Trzeba będzie tworzyć supernowy prześwietlony kształt, by rzeczom nadać treść.
Prześwietlony świat, niedorzecznie idealny plan - już nic nie znaczy."

i

"Ja wiem, nosiliśmy w sercach misterne projekty, bezpiecznej hodowli dusz.
Ja wiem, ile zostało w nas ufności, gdy formy zniosła treść.

Nie mniej było pytań, kiedy legły w gruzach konstrukcje sprawiedliwych.
Nie mniej smakowało uleganie szaleństwu, naginanie wieczności.

Ja wiem, teraz nam trzeba z entropii, z wolności, i z głodu - odnowić moc.
Ja wiem, ile zostało w nas ufności, choć formy zniosła treść.

Trzeba będzie na własność odbudować nam kosmos.
Niemniej dobrze mi wiedzieć, że rozumiesz, że jesteś (to też wiele)

Mnie już ten chłód odległości/oddalenia/odmienności nie "mrozi". Jakiś czas temu rzeczywiście to we mnie było, ale z czasem, gdzieś uleciało. Teraz Ty mi przypomniałeś. Sam nie wiem, kiedy to się skończyło, ale dość dawno (jutro pomyślę nad tym, co mogło tu zadziałać, może zwyczajnie czas). Ale dziś wiem, że kiedyś nie będę żałował, że zmarnowałem siebie w codziennej, banalnej hodowli dusz, tylko poszedłem na przekór, po więcej siebie. Tego nie można żałować. Nie wolno.
05-10-2012 00:19 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
>...nie będę żałował, że zmarnowałem siebie w codziennej, banalnej hodowli dusz, tylko poszedłem na przekór, po więcej siebie. Tego nie można żałować. Nie wolno.<

Tak, nie wolno żałować i nie żałuje tego, co wiedza i nauka "mrozi" we mnie i najbliższym otoczeniu.
Ja tylko czasami patrzę jak pustoszeje, niestety, ta droga, którą podróżuje "po więcej siebie" i tylko czasem główkuje sobie nad tym ile znaczymy... bez innych .
Tak, wiem, zawsze jest "coś za coś" ale...
czasami zachodzę w głowę
siedzę tu chwil parę
i zapadam w trwogę
bo nie umiem wrócić
by się nie smucić


A może słusznośc ma J.Kaczmarski, że:
"Będziemy , jacy zechcemy
byle wiedzieć nam, czego chcieć
lecz nie wiemy, czego nie wiemy
więc nie mamy , co chcemy mieć"

...?
A może jednak Coma ( Transfuzja):
Na pewno mogę, na pewno chcę, wiem,
Na pewno pragnę, na pewno wiem, że
na pewno teraz nie zeżre mnie nie
jałowe życie, jałowa śmierć.
Poukładana z niepełnych zdań
prosta formuła głębokich zmian
.
Nim zdecydujesz pamiętaj, że
jałowe życie, jałowa śmierć

...?
A zaraz swą szarością naznaczy nas, "oksymoroniczny" racjonalny M.Bielecki


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
05-10-2012 17:41 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No to pomyślałem sobie. Myślę, że ja już nie mam takiego problemu, bo mam od jakiegoś czasu poczucie, że całkiem nieźle rozumiem otaczającą rzeczywistość na płaszczyznach, które są dla mnie istotne. I dzięki temu całkiem dobrze rozpoznaję siebie, swoje potrzeby, zachowania itp. Dobrze i pewnie się czuję sam ze sobą. Lubię to miejsce, w którym jestem dzisiaj, jestem ze sobą poukładany i pogodzony ze światem, a rozmaite zastrzeżenia, zwłaszcza do polskiej rzeczywistości, nie powodują u mnie jakiegoś zachwiania względem siebie.

Kiedy więcej już, jak ćwierć wieku temu połapałem się, że mam inaczej i nie pójdę w jałowym stadzie, tylko pod prąd - wszyscy tacy sami, wszyscy tak samo ubrani, nie wiedzą sami, kogo stali się klonami - bo chciałem coś więcej zrozumieć, to był to tak niepewny, a przede wszystkim ograniczony we mnie intelektualnie grunt, że to odszczepienie faktycznie mocno uwierało i potrzeba kogoś podobnego była we mnie spora. Kiedy złapałem grunt, a zwłaszcza, jak z latami naprawdę dobrze i pewnie poczułem się na tym swoim lądzie, to już chyba nie było mi to potrzebne (choć na pewno mile widziane, jakby co). Tym bardziej, kiedy rzeczywistość wokół przeobraziła się na tyle, że zmieniła nawet tych codziennych zjadaczy chleba, którzy powoli oswajają się z tym, czego kiedyś nie znali i czego sią bali. Dziś często już można z nimi pogadać, pokłócić się, coś im powiedzieć. Jest inaczej, niż ćwierć wieku temu, nawet 10 lat temu. Ludziom otworzyły się już powieki na rózne kwestie, wobec których byli jeszcze niedawno zupełnie zamknięci, chociaż dzieje się to powoli. Oni są inni, mnie jest łatwiej. Ale to moja droga i nie musi to tak działać u innych. Nie mam przy sobie osoby, z którą rozumiałbym się (w tego typu sprawach przynajmniej) tak całkowice bez słów, w ciemno, ale nie mam z tym od dość dawna żadnego problemu.

Moje popędy i ego też są już inne, niż kiedyś, co może mieć spore znaczenie. Żyjemy w cywilizacji, gdzie i jedno i drugie są bardzo rozbudzone, przez co szukają rozładowania i zaspokojenia. Jesteśmy na różnych głodach i mamy różne chcenia, potrzeby. Do ich zaspokojenia służą nam często inni ludzie, a kiedy jest się młodym, to wszystko mocniej buzuje, później też znacząco na nas wpływa. Chciałoby się mieć wiele, zaspokajać wiele, doznawać wiele i opanować wiele. Ja to w sobie znacznie wyciszyłem, moje ego nie produkuje już kalejdoskopu zbędnych podniet, nie jestem już popędową machiną. Jestem umiarkowany, mniej więcej rozumiem, co się we mnie dzieje i nie szaleję za zaspokojeniem napędzających mnie potrzeb, bo je wyciszyłem, ograniczyłem, czasami zamknąłem. Stałem się wybredny, rzekłbym zdystansowany i wysublimowany, a wiele kwestii okazało się zbędnych. Między innymi projekcja siebie i swoich zapatrywań na świat zewnętrzny i kreacja tegoż wedle siebie. Już się tutaj nie spinam. Chętnie podzielę się czymś z siebie, jak jest taka okazja, coś od kogoś zaczerpnę, pospieram się, ale zapędów rewolucyjnych i silnych potrzeb zmieniania już w sobie nie odnajduję. Chcę się już spokojnie delektować, a nie frustrować tym, że to czy tamto nie po mojej myśli. Bo mi szkoda swojego życia.

Dzisiaj nie muszę szukać kogoś, w kim mógłbym się przejrzeć. Choćby tutaj, na Racjonaliście, nic mnie tak nie cieszy, jak to, kiedy przeczytam jakąś wypowiedź, komentarz, artykuł, czy choćby wyłowię z tego wszystkiego jakieś zdanie powodujące we mnie wcale nie identyfikację, ale przemianę, ubogacenie, wytropienie własnej niewiedzy, głupoty, przesądu. Takie "lśnienia" są jak epifanie, mistyka normalnie . Piękna sprawa. Czuję jak rodzi się moc, jak się przemieniam, jak rośnie wola istnienia w tym otrzymanym nadmiarze, dzięki poszerzonemu horyzontowi.
Nie znajduję już w sobie potrzeby szukania identyfikacji (choć cieszy mnie każde "zbliżenie dusz"), bo sam w sobie i ze swoim światem czuję się mocno i pewnie. Ale zawsze szukam u innych czegoś, co mnie samego wzbogaci względem rzeczywistości. Czasami tylko denerwuję się na siebie, że za dużo się rozpisuję, kosztem czytania.
Artur@R (7115 punktów)
Wiele z tych obrazów, które nakreśliłeś rozumiem dobrze - mam bardzo podobnie. Mnie jeszcze tylko trochę, troszeczkę "mrozi" właśnie to - "...jakby co".
Może dlatego, że wyobraźnie mam sporą, a może dlatego, że słowa zlewają się w fałszywy ton, gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedna stronę stąd...

>Czasami tylko denerwuję się na siebie, że za dużo się rozpisuję...<
Widocznie taką masz potrzebę (i dobrze)...jak widać trochę ukrytą, a ... może to odprysk tego "jakby co" lub garstka ziemi, która jednak się osuwa spod stóp "własnego lądu" .
Pozdrawiam.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Widocznie taką masz potrzebę (i dobrze)...jak widać trochę ukrytą, a ... może to odprysk tego "jakby co" lub garstka ziemi, która jednak się osuwa spod stóp "własnego lądu" .

Ja po prostu ogromnie lubię pisać. Strasznie mnie to cieszy i wiem, że muszę uważać
06-10-2012 12:40 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
>Ja po prostu ogromnie lubię pisać. Strasznie mnie to cieszy i wiem, że muszę uważać <
I pisz. Zgrabnie Ci to idzie i dobrze się czyta. Skoro masz łatwość "lepienia myśli na papierze" to może coś "wiekszego", nie koniecznie na Forum?

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
05-10-2012 18:12 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No i zapomniałem zapytać.
Droga pustoszeje bo? Ludzie się odsuwają, czy są jak byli, tylko z innej bajki? A może jeszcze inaczej?
05-10-2012 19:49 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
>Droga pustoszeje bo? Ludzie się odsuwają, czy są jak byli, tylko z innej bajki?<
...są, tylko bajki inne, wszechświaty "jakby równoległe"... przewidywalni jak sraczka po lekturze Gazety Polskiej, mechaniczni i męczący... w słowach, uczynkach i zaniedbaniach; z horyzontem "rycerskim - zaprzyłbicznym"; z perspektywą, w której lśni neon z napisem "A jednak - myślenie boli".

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No tak. Na taką przewidywalność reaguję tak samo. Tutaj jest deficyt ciekawości, zainteresowań i rozwijania się. Ja obniżyłem poprzeczkę. Nie wymagam już tyle od ludzi co kiedyś, skupiam się na innych rzeczach, czasami nawet zwyczajnych, prostych. Czasami coś ich tam inspiruję, ale różnie z tym u nich bywa. Oczywiście, jak od prostoty, banału, zwyczajnej głupoty czy umysłowej stagnacji porzygać się można, to też spadam, ale chyba mam to do siebie, że potrafię szukać w ludziach i wyciągać z nich "coś tam coś tam". Oczywiście, u niektórych to zupełnie niemożliwe, bo umiejętność myślenia zupełnie wyłączona.
Ktoś tam lubi filmy, ktoś sport, ktoś podróże, ktoś fotografię, ktoś majsterkować, ktoś góry, ktoś muzykę, ktoś nawet książki czytać, a nawet wiersze pisać, ktoś jest po prostu miły i fajnie mi się z taką osobą przebywa, nawet niewiele gadając, a nawet milcząc. Ktoś lubi pogadać o uczuciach, emocjach i relacjach, a ja też potrafię pociągnąć za język i wyciągać różne rzeczy. Człowiek mnie zawsze fascynował i z wielu ludzi można coś wyciągnąć, niekoniecznie jest to błyskotliwe intelektualnie i inspirujące, o to rzeczywiście dość trudno, ale jednak różne rzeczy w ludziach tkwią, czy choćby się tlą. System stworzył ludziom kierat banalnych, codziennych działań, zagospodarował czas na techniczną, codzienną funkcjonalność, wyłączając (albo i nie załączając w ogóle) ciekawość świata i życia.

www.youtube.com/watch?v=s5kL_rIPRGE

Wąskie i nikłe jak talia komara,
pole widzenia mam takie od dawna.
Źrenice małe od nadmiaru światła,
za dużo koloru do siatkówki wpada.
Skupiam uwagę punktowo, jak laser.
Dostrzegam mało, ale aż za wyraźnie.
To wrodzona alergia na krzykliwe i jaskrawe.
Namaczam tęczę pierwszej klasy wybielaczem.

Wszyscy tracą wzrok pod ciśnieniem barw.

Ślepnę, ale nie jestem sam.
Wszyscy tracą wzrok pod ciśnieniem barw.
Ślepnę, ale nie jestem sam.
Wszyscy tracą wzrok pod ciśnieniem barw.
Ślepnę, ale nie jestem sam.
Wszyscy tracą wzrok pod ciśnieniem barw.
Ślepnę, ale nie jestem sam.
Ślepnę, ale nie jestem sam.

Namaczam tęczę pierwszej klasy wybielaczem.

a to bonus na jutro
www.youtube.com/watch?v=dlOHn6dbSM8
Artur@R (7115 punktów)
>...a to bonus na jutro
>www.youtube.com/watch?v=dlOHn6dbSM8<
No to ja jak nie-robot, w takim razie zap...lam do Żywca popatrzeć jak liście z gór-y spadają.
Pozdrawiam


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
09-10-2012 10:02 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Pominąłeś jeden niuans: Jezus Chrystus jest także prawdziwym człowiekiem, odczuwającym ból i lęk przed cierpieniem tak samo jak inni ludzie.
>Ani trochę nie pominąłem. Tylko, że inni ludzie nie mają takiej fajnej perspektywy na przyszłość, kiedy oddają swoje życie za innych w cierpieniu i bólu (choćby milcząc na Gestapo).

Właśnie mają dokładnie taką samą perspektywę!
Przypuszczam, że istota problemu w naszej rozmowie jest gdzie indziej. W jednej ze swoich wypowiedzi poniżej napisałeś:
Cytat:
nie bardzo interesuje mnie sam Jezus, bo na podstawie Ewangelii nie jestem w stanie ani ustalić, ani zrozumieć, o co mu generalnie chodziło.

To dość karkołomne zadanie streszczać tu Ewangelię, ale spróbuję:
Generalnie chodzi o to, że Bóg kocha każdego z nas w stopniu dla nas niewyobrażalnym. Przejawem tej miłości jest męka, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, czyli Boga, który stał się człowiekiem. Centralnym problemem nie jest zatem cierpienie i śmierć, lecz miłość, a ekstremalne cierpienie i oddanie życia za nas to przejaw tej miłości - w ten sposób Bóg pokazuje, jak bardzo nas kocha, a jednocześnie dokonuje Odkupienia.
"Mierzenie" cierpienia Jezusa i porównywanie z cierpieniami innych ludzi jest zatem nieporozumieniem. Zresztą - czy cierpienie jest w ogóle "mierzalne"?... Jak zmierzyć np. cierpienie w Ogrójcu, którego przejawem był "krwawy pot"?...

>Ale to i tak małoistotne wobec konsekwencji dla życia człowieka, jakie ta historia czy legenda ze sobą niesie, które trochę opisałem. Czyli życie prawdziwe staje się życiem drugorzędnym/pomocniczym. Spełnia rolę tylko kwalifikacji do wiecznego i genialnego finału. TO życie, jest tylko za karę, za grzech, ubarane rozbuchaną histerią wobec perspektywy umierania i ewentualnej, wiecznej masakry po śmierci. Upośledzone, marne, właściwie beznadziejne wobec zmyślonej, doskonałej, perfekcyjnej, ekstatycznej i wiecznej obietnicy. Na takim oszpeconym, zdradzieckim i haniebnym fundamencie niczego sensownego wobec TEGO świata nie zbudujesz. Nie wspominając już kolejnych inspiracji (choćby dogmatycznego kodeksu moralnego) i ich konsekwecji.

Jedynie istotne jest w tej kwestii to, jaka jest prawda. Jeżeli życie wieczne istnieje, to Twoje wyobrażenia na temat relacji pomiędzy życiem doczesnym a wiecznym stają się po prostu nieistotne.
09-10-2012 11:29 
 Ocena 9 na 9
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Właśnie mają dokładnie taką samą perspektywę!

No, ale nie patrz ze swojej perspektywy, czyli wierzącego w wieczne zaświaty oferowane potencjalnie do wszystkich, tylko popatrz z perspektywy kogoś, dla kogo to życie jest jedyne i w razie śmierci, traci on wszystko. On nie ma Twojej, lukratywnej obietnicy. Ty tracisz tylko rundę kwalifikacyjną, a perspektywa wiecznego pobytu w zaświatach kasuje istotność tej rzeczywistości i samej śmierci. Ty właściwie niczego nie poświęcasz, tak jak niczego nie poświęcił Jezus (jedynie naraził się na kilkugodzinne cierpienie). Osoba bez wiary w zaświaty, a poświęcajca swe życie dla Drugiego poświęca WSZYSTKO, co posiada. Jezus i zaświatowcy, właściwie nie poświęcają NICZEGO. Jakieś tam emocje i powiązania z TĄ rzeczywistoscią, ale w końcu o to wam ostatecznie chodzi, żeby to poszło sobie i znikło, bo sens i cel leżą POZA.

>Generalnie chodzi o to, że Bóg kocha każdego z nas w stopniu dla nas niewyobrażalnym. Przejawem tej miłości jest męka, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, czyli Boga, który stał się człowiekiem. Centralnym problemem nie jest zatem cierpienie i śmierć, lecz miłość, a ekstremalne cierpienie i oddanie życia za nas to przejaw tej miłości - w ten sposób Bóg pokazuje, jak bardzo nas kocha, a jednocześnie dokonuje Odkupienia.

No to akurat mogłeś sobie darować. Waszą perspektywę/interpretację znam akurat doskonale. Jest dla mnie naciągana, wątpliwa, ale nie będę się w tym rozwijał, bo to nie ma dla mnie znaczenia. Ja faceta i jego alegorii nie łapię (ba, żeby tylko ja - wystarczy poczytać fachowców), mogę sie tego czy tamtego domyślać, ale Twoje wyjaśnienia mnie nie przekonują. Zreszta, bez urazy, wynikająca z takiego tłumaczenia wizja jest dla mnie po prostu głupia i infantylna.

>"Mierzenie" cierpienia Jezusa i porównywanie z cierpieniami innych ludzi jest zatem nieporozumieniem. Zresztą - czy cierpienie jest w ogóle "mierzalne"?... Jak zmierzyć np. cierpienie w Ogrójcu, którego przejawem był "krwawy pot"?...

No to jak już przyjdą Islamiści, a Ty odmówisz w imię Jezusa przejścia na allacha, to wolałbyś strzał w potylicę, czy odkrajanie głowy tępym nożem przez pół godziny? (analogicznie - Jezus w porównaniu do innych krzyżowanych, ułatwił sobie i wybrał sobię wersję poważnie krótszą, takie demo).

>>Ale to i tak małoistotne wobec konsekwencji dla życia człowieka, jakie ta historia czy legenda ze sobą niesie, które trochę opisałem. Czyli życie prawdziwe staje się życiem drugorzędnym/pomocniczym. Spełnia rolę tylko kwalifikacji do wiecznego i genialnego finału. TO życie, jest tylko za karę, za grzech, ubarane rozbuchaną histerią wobec perspektywy umierania i ewentualnej, wiecznej masakry po śmierci. Upośledzone, marne, właściwie beznadziejne wobec zmyślonej, doskonałej, perfekcyjnej, ekstatycznej i wiecznej obietnicy. Na takim oszpeconym, zdradzieckim i haniebnym fundamencie niczego sensownego wobec TEGO świata nie zbudujesz. Nie wspominając już kolejnych inspiracji (choćby dogmatycznego kodeksu moralnego) i ich konsekwecji.
>Jedynie istotne jest w tej kwestii to, jaka jest prawda.

Twoja prawda jest dla mnie nikczemnym (bo degradującym Rzeczywistość) kłamstwem wynikającym raz - z tchórzostwa (potrzeba pośmiertnego zabezpieczenia się), dwa - z fałszywej egzaltacji (wewnętrzne przeświadczenie o miłosno/mistyczno/medytacyjnym kontakcie ze Stwórcą - co jest dość żałosne i egocentryczne). Jeżeli robi to na mnie jakieś wrażenie, to wyłącznie negatywne. Sam obraz potencjalnego Stwórcy (co mnie mało obchodzi) jest również infantylny i zwyczajnie beznadziejny (ta chorobliwa potrzeba dowartościowania się człowiekiem, jego miłością i uwagą). Perspektywa waszych wiecznych wakacji w zaświatach, również jest dla mnie beznadziejna, prostacka.

>Jeżeli życie wieczne istnieje, to Twoje wyobrażenia na temat relacji pomiędzy życiem doczesnym a wiecznym stają się po prostu nieistotne.

Jasne. Tak jak i to doczesne życie staje sie nieistotne, choć musicie udawać że jest inaczej, bo zwyczajnie kłóci się wam ta zaświatowa głupota z ludzkimi emocjami i instynktami. Ale zezując zdradzacie. Zdradzacie Rzeczywistość, adorując Zaświat. Zwyczajnie się puszczacie. Przepraszam za mocny język, ale dokładnie tak to widzę i oceniam.
Zadziwiające jest to, że tak daleko odeszliście od korzeni:

Cytat:
Judaizm skupiał się więc z pasją na życiu, obawiając się, że poświęcanie uwagi problemom śmierci musi automatycznie prowadzić do lekceważenia życia, a to ma zawsze katastrofalne konsekwencje dla ludzi. To, jak bardzo judaizm ma rację, pokazuje i współczesność i historia: ludzie skupieni na problemie "życia po życiu" i gardzący życiem doczesnym potrafią lekceważyć życie tak, jak terroryści islamscy, którzy mordują niewinnych ludzi pod wpływem wizji pośmiertnej nagrody za dżihad. Skupienie na "życiu po życiu" było także motywem działań np. hiszpańskiej inkwizycji, której funkcjonariusze - w imię właśnie życia wiecznego - potrafili torturować ludzi, aby - przymuszając ich do wyznania wiary w Chrystusa - "uratować" ich od wiecznego skazania na piekło.


I wcale nie jestem przekonany, czy ewangeliczny (również dotyczy to tych gnostycznych) Jezus nie jest bliższy tradycji swoich przodków, niż twórcą zaświatowej fiksacji. Co ma dla mnie i tak znikome znaczenie.
09-10-2012 12:37 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>No, ale nie patrz ze swojej perspektywy, czyli wierzącego w wieczne zaświaty oferowane potencjalnie do wszystkich, tylko popatrz z perspektywy kogoś, dla kogo to życie jest jedyne i w razie śmierci, traci on wszystko. On nie ma Twojej, lukratywnej obietnicy. Ty tracisz tylko rundę kwalifikacyjną, a perspektywa wiecznego pobytu w zaświatach kasuje istotność tej rzeczywistości i samej śmierci. Ty właściwie niczego nie poświęcasz, tak jak niczego nie poświęcił Jezus (jedynie naraził się na kilkugodzinne cierpienie). Osoba bez wiary w zaświaty, a poświęcajca swe życie dla Drugiego poświęca WSZYSTKO, co posiada. Jezus i zaświatowcy, właściwie nie poświęcają NICZEGO. Jakieś tam emocje i powiązania z TĄ rzeczywistoscią, ale w końcu o to wam ostatecznie chodzi, żeby to poszło sobie i znikło, bo sens i cel leżą POZA.

Z mojej perspektywy także niewierzący może osiągnąć życie wieczne, jeśli szczerze dąży do prawdy. Dotyczy to w szczególności niewierzącego, który poświęca swoje życie dla Drugiego - ten poziom poświęcenia jest przecież ekstremalnym przejawem Miłości.

A co do "porównywania poświęceń" - w tym zakresie po prostu nie czuję się kompetentny. Trzeba by chyba mieć jakiś nadzwyczajny wgląd do życia wewnętrznego danej osoby, żeby cokolwiek sensownego o jego intencjach i poświęceniu powiedzieć...
09-10-2012 12:54 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Z mojej perspektywy także niewierzący może osiągnąć życie wieczne, jeśli szczerze dąży do prawdy.
Hmmmm... znasz kogoś kto nieszczerze dąży do prawdy? Przecie nawet Bielecki dąży szczerze ino jego upośledzenie mu drogę blokuje i wpuszcza w chaszcze bajek. Ateista i racjonalista mimo najszczerszych dążeń nie dotrze natomiast do "prawdy" Bieleckiego choćby skały s.rały. Innowierca też nie wydoli.

>Dotyczy to w szczególności niewierzącego, który poświęca swoje życie dla Drugiego - ten poziom poświęcenia jest przecież ekstremalnym przejawem Miłości.
Sami odbiblijni nie mogą się pogodzić co do roli Łaski Wiary i uczynków w Zbawieniu.

>A co do "porównywania poświęceń" - w tym zakresie po prostu nie czuję się kompetentny. Trzeba by chyba mieć jakiś nadzwyczajny wgląd do życia wewnętrznego danej osoby, żeby cokolwiek sensownego o jego intencjach i poświęceniu powiedzieć...
Ejże! Zobacz co za tytuł ma wątek i kto jego Autorem!
Wczuj się po prostu!
Zresztą chyba jesteś nieźle wczuty skoro z takim przekonaniem paplałeś o ekstremalnym cierpieniu Twojego idola (a po ki czort to było to inna rzecz). Intencje też masz obcykane, choć dla myślących to się kupy nie trzyma.
Ech...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
09-10-2012 15:31Nie na temat 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
> Intencje też masz obcykane, choć dla myślących to się kupy nie trzyma.<
A ja odnoszę wrazenie, że dokładnie i dosłownie tego się "to" trzyma i z daleka cuchnie.

edit:
A do tego jeszcze, Szanowny Bielecki, moje wypowiedzi uwydatnia "szarością" - cieszy mnie to, doskonale je widać i zwracają uwagę.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
10-10-2012 10:02 
 Ocena 10 na 10
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Z mojej perspektywy także niewierzący może osiągnąć życie wieczne

Tylko nie to. Wystarczy mi kilkadziesiąt lat w tak niechlujnym towarzystwie. A tutaj cała wieczność. Tak bym urządził piekło, gdybym był bogiem. Straszne. To najgorsza z możliwych perspektyw.

>jeśli szczerze dąży do prawdy.

czyli za pomocą szczerej, rzetelnej, naukowej metodologii? Powinieneś zacząć się bać.

>Dotyczy to w szczególności niewierzącego, który poświęca swoje życie dla Drugiego - ten poziom poświęcenia jest przecież ekstremalnym przejawem Miłości.

Aaa, takie kwiatki. To u was lubię. Jako niewierzący, nie zezuję na Boga czy w wieczne zaświaty przy poświęcaniu się, czy choćby tylko drobnym działaniu na rzecz drugiego. I o miłości chrześcijańskiej/katolickiej, to szkoda gadać. Napiszę Ci w zaufaniu, że nie ma czegoś takiego. Chrześcijaństwo nie jest w stanie tego wyprodukować, to zawsze będzie fałszywe, choć czasami korzystne dla drugiego. Wasze sztandarowe przykazanie miłości. PRZYKAZANIE. Oczywiście, nie łapiesz. Zachowanie przykazane, czyli wymuszone, czyli nieautentycznie zrodzone. Czyli z zezowaniem w zaświaty i na wszystko i wszędzie podglądającego Big Fatera. Bo przykazał kochać. "Kochacie" ze względu na niego i na niepewny los pośmiertny. Żenada kolejna. Możesz sobie wyobrazić ludzi, którzy kochają bez takich powodów, tylko z miłości do rzeczywistości? Spróbuj, to nie boli. Tak kochasz świat i życie, pomimo nieszczęść i cierpień, ktore ze sobą niosą i w sobie mieszczą, że nic nie jest w stanie tego zachwiać. I z tej własnej pełni, z tego nadmiaru obdzielasz i emanujesz życzliwością, ciepłem, własną słonecznością, czy tam miłością. Nie ze wzgęldu na coś, nie z powodu korzyści, tylko ze swej natury i mądrej, pięknej i całkowicie wiernej relacji z RZECZYWISTOŚCIĄ. Wszelkich religiantów, tych na wpół zgiętych, zakłamanych pięknoduchów, którzy ze swoja zakłamaną pseudomiłością czasami do mnie podchodzą, przeganiam na cztery wiatry, bo z daleko czuć od takich przede wszystkim ich własny, wieczysty interes w takim "dobrym" działaniu. Przykazana miłość, żenada. Wy nigdy nie nauczycie się życia, bo żyjecie jedną nogą w zaświatach. Nie macie pojęcia o miłości, bo TA wypływa z naturalnej i niczym nie warunkowanej relacji z RZECZYWISTOŚCIĄ. Tylko taka relacja może stworzyć autentycznie piękną relację. Ale nawet u was zdarzają się takie osoby, tylko nie wypływa to z ich religijej formacji, tylko z innych wpływów - wychowania, naturalnych predyspozycji itp. Chrześcijańska formacja w kierunku miłości musi wynikać z błędu złożycielskiego, czyli z PRZYKAZANIA miłości. Tylko wolna, nieprzykazana, nieprzymuszona miłość jest miłością prawdziwą, ale co wy o tym możecie wiedzieć. Bóg, który przykazuje kochać, tutaj nawet siebie, wymuszając i nawet strasząc, jest żałosny jak jakiś niechciany dupek dobijający się po pijaku do drzwi panny, która go ignoruje.
10-10-2012 11:54 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
Bravissimo !!!
Wyrazy uznania i Szacunku, darkside.

PS.
...wzruszyłem się.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
10-10-2012 12:25 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ups.
Zawsze to cieszy, jak ktoś się dzięki mnie cieszy. Świat wtedy, chyba staje się lepszy. Nie wiem tylko, jak z Markiem, momentami mam odczucie, że za mocno. Jak coś takiego w realu mówię, to mogę to dawkować i kontrolować, kiedy widzę, że co niektórzy nie są w stanie unieść i świadomość rozsadza. Tutaj jest trudniej to skontrolować.
10-10-2012 12:44 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
Jest ok -spokojnie. A MB nie zaszkodzi, a jedynie może pomóc (w tę czy w inna stronę).
A z drugiej strony jak "za mocno" skoro ja się wzruszyłem?
Masz mnie z bestię, potwora i sadystę?


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
10-10-2012 12:08 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Brawo
To jest właśnie trafianie w sedno problemu, a nie tematy poboczne, jak biskup jeżdżący mercedesem. Biskup z mercedesem (etc.) to akurat najmniejszy problem. Największym problemem jest to, że wierzący sami sobie są katami i strażnikami więzienia, sami sobie kastrują mózg, sami chcą żyć w niewoli narkotyków wiary, gdzie każde, nawet najdrobniejsze spojrzenie na siebie z dystansem jest traktowane jako rzecz zakazana, bo mogłoby rozwiać opary opium "Jezus" (albo Allach, Sziwa etc.). Piszesz tak ciekawie, że fajnie by było, jakbyś mógł zrobić dla nas wykład, albo coś napisać - mój email, dostępny zresztą dla wszystkich - lp.gro.rsp@zsibat.kecaj .
10-10-2012 12:27 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Dzięki. Pomyślę, na razie spadam do pracy, bo mnie pogonią
11-10-2012 10:42 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Największym problemem jest to, że wierzący sami sobie są katami i strażnikami więzienia, sami sobie kastrują mózg, sami chcą żyć w niewoli narkotyków wiary, gdzie każde, nawet najdrobniejsze spojrzenie na siebie z dystansem jest traktowane jako rzecz zakazana, bo mogłoby rozwiać opary opium "Jezus" (albo Allach, Sziwa etc.).

Cały ten mechanizm podstępnej psychologii jest niezwykły. Gdyby nie ci, co cudem ozdrowieli, mogłoby się to jeszcze tak długo i bezpiecznie dla kapłanów kręcić. Zainfekowanie umysłu na poziomie wczesnego dzieciństwa napędza cały interes. Niewiele trzeba robić, tylko pilnować niepożądanych wpływów z zewnątrz. Ludzie już sami z siebie będą się zarażać. Ale jednak piach w tryby tutaj się dostał i jest dla nich coraz gorzej.
Straszne jest tylko to, że te dzieci stają na brzegu życia i jak tylko wola istnienia tym życiem zaczyna się w nich tlić, cokolwiek zaczynając rozumieć, oprawcy (niestety nieświadomi i pełni dobrych intencji rodzice zwykle, czy dziadkowie) zaczynają wyrzucać ich z pełnej, niczym niezmąconej relacji z rzeczywistością. Horyzont rzeczywistości złamany zostaje zaświatowym pryzmatem. I tworzy się coś pokracznego, niby to w życiu, ale poza życiem. W klatce obłędnych pojęć, znaczeń, zależności i emocji. Coś tu jest zmarnowanego już u świtania. Takie maluchy. Przygnębiające.
10-10-2012 14:45 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Z mojej perspektywy także niewierzący może osiągnąć życie wieczne
>Tylko nie to. Wystarczy mi kilkadziesiąt lat w tak niechlujnym towarzystwie. A tutaj cała wieczność. Tak bym urządził piekło, gdybym był bogiem. Straszne. To najgorsza z możliwych perspektyw.

Naprawdę nie chciałbyś żyć wiecznie z Twoją żoną, dziećmi i innymi osobami, które kochasz?...
To tylko w stanie nazywanym piekłem każdy jest sam (tak przynajmniej twierdzą niektórzy mistycy).

>>jeśli szczerze dąży do prawdy.
>czyli za pomocą szczerej, rzetelnej, naukowej metodologii? Powinieneś zacząć się bać.

Wiesz, miałem w życiu do czynienia z paroma uczelniami i kilkoma obszarami wiedzy, i jestem jakoś dziwnie spokojny...

>Jako niewierzący, nie zezuję na Boga czy w wieczne zaświaty przy poświęcaniu się, czy choćby tylko drobnym działaniu na rzecz drugiego. I o miłości chrześcijańskiej/katolickiej, to szkoda gadać. Napiszę Ci w zaufaniu, że nie ma czegoś takiego. Chrześcijaństwo nie jest w stanie tego wyprodukować, to zawsze będzie fałszywe, choć czasami korzystne dla drugiego.

Gdybyś lepiej znał życie świętych, nie napisałbyś tych słów.

>Wasze sztandarowe przykazanie miłości. PRZYKAZANIE. Oczywiście, nie łapiesz. Zachowanie przykazane, czyli wymuszone, czyli nieautentycznie zrodzone.

Każdy język ma swoje ograniczenia; jeśli razi Cię słowo "przykazanie", to możesz używać łacińskiego mandatum albo greckiego entole. "Przykazanie" to nie jest "przymuszanie", lecz wskazanie, co jest dobrem.

>Możesz sobie wyobrazić ludzi, którzy kochają bez takich powodów, tylko z miłości do rzeczywistości?

Jak najbardziej! Bohaterka tego wątku Edyta Stein napisała: "Kto szuka prawdy, szuka Boga, choćby o tym nie wiedział." - trawestując jej słowa, można powiedzieć: "Kto kocha drugiego człowieka, kocha Boga, choćby o tym nie wiedział."
11-10-2012 10:09 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Naprawdę nie chciałbyś żyć wiecznie z Twoją żoną, dziećmi i innymi osobami, które kochasz?...

Jaja sobie robisz? Prawda? Co Ty tam chcesz biesiadować rodzinnie? Może jeszcze swojego kotka, chomika czy kanarka tam będziesz miał na wieczność? Boś się przywiązał straszliwie. O to Ci chodzi? Oj, Ty chyba zajmiesz kocioł zaraz obok mnie. Jesteś w niewoli ego, popędów, emocji i uczuć, histerycznie do tego wszystkiego przywiązany. Strach przed utratą Tobą kieruje. Jesteś tego niewolnikiem, a ONI (czarni) biorą Cie emocjonalnym szantażem. Zachowujesz się jak kura przy pisklakach. Masz się człowieku Bogu oddać, a Tobie o zachowanie ziemskiego stanu rzeczy chodzi i przeniesienie relacji ziemskich do nieba. Ciekawostka, że to ma być tam sednem wiecznego trwania. Od Jezusa to Ty tego nie kopiujesz. Masz kocioł, mówię Ci. Jesteś egoistą zapatrzonym w swoje emocje, któremu zależy przede wszystkim na bliskich-ziemskich, a nie na Bogu. Hipokryzja. Kręcisz się koło Boga z egoizmu, a nie z miłości do niego. Udajesz, jak dawno dawno temu pewna dziewczyna, która wyciągnęła mnie na wycieczkę (wiedząc, że mi się podoba), tak nadzwyczajnie się przymilając, a na koniec prosząc o sporą pożyczkę . A ON widzi. Wszystko. Kocioł.

Teraz o mnie. Podywaguję sobie, to znaczy popieprzę, też sobie pozwolę, a co. Nie życzę sobie żadnej wieczności. Wieczne bycie to piekło, nawet szminkując ją nieustannym hajem fundowanym przez Bozię i jego miłość. Dziękuję bardzo. Nie chcę nie móc się kiedyś wreszcie wyłączyć, tylko być, być, być być być.............. i być i być. Nawet jesli to tylko coś na wzór ducha będę. Znosić siebie, innych duszków, nawet tych wyciągniętych z moich bliskich, i ten cały, wieczny, idealny haj. Infantylna brednia wyprodukowana przez cwaniaków celem szantażowania emocjonalnego maluczkich. Z nikim nie chcę być całą wiecznosć, a juz najbardziej ze sobą. Wyobrażasz sobie to cholerne, nieskończone istnienie? W tym ciągłym orgazmie i zachwycie. No porzygać się można od tego ideału i cukierkowatości. I od tej wieczności. A jest się tam w ogóle gdzie schować, odizolować na chwilę, czy tylko wieczna, nieustanna, zajarana miłością komunia?

Gdyby była inna możliwość, czyli kolejne zaistnienia, coś na podobieństwo tego bytu, czyli w różnych sytuacjach, na różnych stopniach rozwoju, tak żeby doświadczać różnych stanów bycia, ale nigdy wiecznych, tylko zawsze zmiennych, różnych, to może bym się zastanowił, bo to mogłoby być interesujące. Poznawanie dzieła niebożego na wielu płaszczyznach, musiabym pomyśleć. Brzmi nienajgorzej. Te wasze brednie mnie w ogóle nie interesują. Wieczna stagnacja na wiecznym haju. Dziękuję, proszę mnie wyłączyć. Wiecznie te same idealne gęby, choć chyba już nie gęby, cholera wie co, na czele z moja własną. Fatalnie to wygląda. Jezus nie jarał się, że będzie wiecznie z mamusią i tatusiem (a nawet dwoma) nawet własnych dzieciaczków nie narobił, żeby się jeszcze bardzie przez wieczność jarać. Ciekawe co porzucone na śmietniku niemowlaki tam będą robić? No tak, bliskich nie ma, ale Bozia coś wymyśli. Smutne nie będzie patrząc na Twoją biesiadę. Marek, a jak tak ktoś z Twoich bliskich tam nie trafi, tylko na wieczność w dupę, to ta rodzinna biesiada nadal taka miła Ci będzie? Co za głupoty.

>>Jako niewierzący, nie zezuję na Boga czy w wieczne zaświaty przy poświęcaniu się, czy choćby tylko drobnym działaniu na rzecz drugiego. I o miłości chrześcijańskiej/katolickiej, to szkoda gadać. Napiszę Ci w zaufaniu, że nie ma czegoś takiego. Chrześcijaństwo nie jest w stanie tego wyprodukować, to zawsze będzie fałszywe, choć czasami korzystne dla drugiego.
>Gdybyś lepiej znał życie świętych, nie napisałbyś tych słów.

A ja mam wrażenie, że Ty własnej religii nie rozumiesz. Tylko masz swoje własne mniemanie o niej. Infantylne, harlequinowskie, jak z wenezuelskiej telenoweli. I nawet Ci to zmyślone urojone wifi do nieba nie pomoże.

>>Wasze sztandarowe przykazanie miłości. PRZYKAZANIE. Oczywiście, nie łapiesz. Zachowanie przykazane, czyli wymuszone, czyli nieautentycznie zrodzone.
>Każdy język ma swoje ograniczenia; jeśli razi Cię słowo "przykazanie", to możesz używać łacińskiego mandatum albo greckiego entole. "Przykazanie" to nie jest "przymuszanie", lecz wskazanie, co jest dobrem.

Przykazanie miłości jest nakazem, jak i 10 przykazań, mandatum to sobie możesz przy obmywaniu nóg stosować.

>Jak najbardziej! Bohaterka tego wątku Edyta Stein napisała: "Kto szuka prawdy, szuka Boga, choćby o tym nie wiedział." - trawestując jej słowa, można powiedzieć: "Kto kocha drugiego człowieka, kocha Boga, choćby o tym nie wiedział."
A jednak nie rozumiesz.
11-10-2012 10:47 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Naprawdę nie chciałbyś żyć wiecznie z Twoją żoną, dziećmi i innymi osobami, które kochasz?...
>Jaja sobie robisz? Prawda?

Nie. W prawdziwej miłości odnajdujemy przebłysk nieskończoności. Jeśli kogoś kochamy, chcemy być z nim zawsze. I odwrotnie: brak miłości wiąże się z dążeniem do samounicestwienia - "żeby to wszystko wreszcie się skończyło"...

Naprawdę nie chciałbyś przebywać już na zawsze w obecności osoby, którą kochasz i która Ciebie kocha?...
11-10-2012 11:30 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>W prawdziwej miłości odnajdujemy przebłysk nieskończoności.

Infantylna poezja. Wyrosłem z tego.

>Jeśli kogoś kochamy, chcemy być z nim zawsze.

Na zawsze, to co najwyżej chcesz się pławić w tym, co za pomocą takiej osoby robi ci się w mózgu. Taki zachodniokulturowy narkotyk. Ale w to nie uwierzysz, bo lubisz poezję, ale tylko taką liryczną ściemę. Nie lubię takich skrajnych, nawiedzonych, kosmicznych uczuć. Romeów i Julii. Lubię umiarkowanie, zdystansowanie, delektowanie się, swobodną świadomość tego, co się dzieje, lekkość, a nie przerysowaną, ociężałą ko/s/miczność. Ty jesteś napompowanym głodomorem. Części pań możesz sie takimi deklaracjami przypodobać, DLA MNIE TO BEZ SMAKU. Dziecinne, no może młodzieńcze. Nie moja bajka.

> I odwrotnie: brak miłości wiąże się z dążeniem do samounicestwienia - "żeby to wszystko wreszcie się skończyło"

Miłości do czego? A może kogo? Jeżeli nie ma żadnych umocowań uczuciowo-emocjonalnych względem tego co na zewnątrz, to faktycznie może być problem. Ale to nie muszą być od razu takie optymalne uczucia. Można spokojniej.

>Naprawdę nie chciałbyś przebywać już na zawsze w obecności osoby, którą kochasz i która Ciebie kocha?...

Zawsze - do końca życia, ujdzie. To może być dobre, choć może nie dla wszystkich, bo nie wszyscy mają predyspozycje.
Zawsze bez żadnego końca - to niesmaczne, znów poetyckie, urojone szaleństwo. Nie toleruję żadnych wieczności, bo ich perspektywa jest straszna. Ta ukamienowana niezmienność. Wieczny constans. Wieczne raz na zawsze. Obrzydliwość. Ale Ty jesteś romantycznym poetą i nie myślisz racjonalnie, tylko kierujesz się doraźnymi emocjami, które całkowicie nad Tobą panują.
11-10-2012 13:05 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Naprawdę nie chciałbyś przebywać już na zawsze w obecności osoby, którą kochasz i która Ciebie kocha?...
>Zawsze - do końca życia, ujdzie. To może być dobre, choć może nie dla wszystkich, bo nie wszyscy mają predyspozycje.
>Zawsze bez żadnego końca - to niesmaczne, znów poetyckie, urojone szaleństwo. Nie toleruję żadnych wieczności, bo ich perspektywa jest straszna. Ta ukamienowana niezmienność. Wieczny constans. Wieczne raz na zawsze. Obrzydliwość.

Rozumiem...
Myślę, że dotarliśmy do sedna sprawy i jednocześnie do końca tej publicznej dyskusji, bo materia rozmowy stała się zbyt osobista...
Pozdrawiam Cię serdecznie.
11-10-2012 12:18 
 Ocena 2 na 4
Artur@R (7115 punktów)
>>Naprawdę nie chciałbyś żyć wiecznie z Twoją żoną, dziećmi i innymi osobami, które kochasz?...
>Jaja sobie robisz? Prawda? Co Ty tam chcesz biesiadować rodzinnie? Może jeszcze swojego kotka, chomika czy kanarka tam będziesz miał na wieczność? Boś się przywiązał straszliwie. O to Ci chodzi? <
Może temu infantylnemu "fizykowi" wyjaśni to George Carlin ,...choć wątpię.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Świetne.
12-10-2012 10:01 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Tak, obserwowanie tego biednego człowieka może skłaniać do refleksji: zwłaszcza zestawienie tego pajacowania z jego uzależnieniami oraz z faktem, że kilka miesięcy później już nie żył...
12-10-2012 11:32 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Tak, obserwowanie tego biednego człowieka może skłaniać do refleksji: zwłaszcza zestawienie tego pajacowania z jego uzależnieniami

Nie obchodzą mnie tutaj jego nałogi, tylko przekaz i forma. Trudno, żeby akurat Tobie się podobał. No i on przynajmniej był komikiem i rozumiał, że pajacuje.

>oraz z faktem, że kilka miesięcy później już nie żył...

Tak Ci wyszło, czy coś sugerujesz? Że Największej Miłości popuściło znowuż z nerwami?


12-10-2012 12:03 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Tak, obserwowanie tego biednego człowieka może skłaniać do refleksji: zwłaszcza zestawienie tego pajacowania z jego uzależnieniami
>Nie obchodzą mnie tutaj jego nałogi, tylko przekaz i forma. Trudno, żeby akurat Tobie się podobał. No i on przynajmniej był komikiem i rozumiał, że pajacuje.
>>oraz z faktem, że kilka miesięcy później już nie żył...
>Tak Ci wyszło, czy coś sugerujesz? Że Największej Miłości popuściło znowuż z nerwami?

Nie zrozumiałeś. Ten biedak stał już nad grobem i mimo to wciąż pajacował, zamiast poważnie podejść do życia i przygotować się do śmierci - to bardzo żałosne...
12-10-2012 12:18 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Nie zrozumiałeś. Ten biedak stał już nad grobem i mimo to wciąż pajacował, zamiast poważnie podejść do życia i przygotować się do śmierci - to bardzo żałosne...

A teraz już rozumiem. Że Ty tego nie rozumiesz. Że nie rozumiesz, że jesteś wyznawcą ideologii fundującej skrajny strach przed śmiercią, histerię umierania, panikę przed utratą. Katolicyzm jest w tym niezwykle skuteczny, mistrzowski, rzekłbym. Demony śmierci i umierania. Ludzie od tego wolni, są zwykle słoneczni i radośni do końca. Jak wrócę wieczorem, to Ci opowiem ładną historię.
12-10-2012 12:51Nie na temat 
 Ocena 1 na 5
Artur@R (7115 punktów)
Darkside, Bielecki to miernota intelektualna i etyczna.
Te dwa ostatnie wpisy to kolejne odsłony "Terlikowskiej moralności".
Bielecki ma taką samą, tyle, że w "miękkiej otoczce", ale tak samo obrzydliwe.
Bielecki od "szarzenia" moich postów przeszedł do ich kasowania, ale pies go drapał

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
12-10-2012 13:31 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Bielecki od "szarzenia" moich postów przeszedł do ich kasowania
Bo go wyzywasz. Daj spokój.
12-10-2012 14:30 
 Ocena 2 na 4
Artur@R (7115 punktów)
>Bo go wyzywasz. Daj spokój.<
Po główce go głaskać nie będę . Daj spokój.
Jasne , że mogę ciągle pisać, iż "poziom intelektualny i etyczny zaprezentowany przez w/w nie jest wysokich lotów" -( tak też pisałem) i za "wyzywanie " tego nie uznasz (chyba), ale ile można ścierpieć plugastwa?

edit:
PS.
W głowie ogień mam, w sercu siwy dym
Bóg opuścił mnie, urwał mi się film
Ja nie dobro narodowe, ja pod skóra drzazga
samo mięso duszy, ja porno, ja miazga.
Ja czarny kot, ja wsciekły pies,
ja chwast i ja blizna
ja niechcianych słów jedyna ojczyzna.

[Maria Peszek "Ludzie psy"]


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
12-10-2012 13:01 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Nie zrozumiałeś. Ten biedak stał już nad grobem i mimo to wciąż pajacował, zamiast poważnie podejść do życia i przygotować się do śmierci - to bardzo żałosne...
>A teraz już rozumiem. Że Ty tego nie rozumiesz. Że nie rozumiesz, że jesteś wyznawcą ideologii fundującej skrajny strach przed śmiercią, histerię umierania, panikę przed utratą.

Wprost przeciwnie. Postawa, którą opisałeś, jest sprzeczna z chrześcijaństwem. Występuje częściej u osób niewierzących.

>Ludzie od tego wolni, są zwykle słoneczni i radośni do końca.

Jak Carlin... Tak, radość aż bije z jego twarzy...
12-10-2012 13:08 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Mam nadzieję Marku, że zrezygnujesze kiedyś z tej religii, bo skłania cię do postaw ogromnie nieetycznych. Dla potrzeb swojego urojenia boga zaczynasz napawać się śmiercią dobrego komika.
12-10-2012 13:23 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Mam nadzieję Marku, że zrezygnujesze kiedyś z tej religii, bo skłania cię do postaw ogromnie nieetycznych. Dla potrzeb swojego urojenia boga zaczynasz napawać się śmiercią dobrego komika.

Jacku, nie "napawam się śmiercią dobrego komika", lecz zwracam uwagę, iż teza darkside'a jest sprzeczna z faktami, co widać na przykładzie biednego Carlina.

Jacku, ostatnio ciągle mi coś imputujesz i rzucasz mocne stwierdzenia bez cienia dowodu - czy taka postawa wynika z Twojego światopoglądu?...
12-10-2012 13:30 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
Chciałbyś być tak "biedny" jak Carlin... I nie mam na myśli ani jego stanu konta, ani faktu, że nie żyje.
12-10-2012 14:58 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Chciałbyś być tak "biedny" jak Carlin... I nie mam na myśli ani jego stanu konta, ani faktu, że nie żyje.

A co masz na myśli? Nie znam bliżej tej postaci, więc być może w jego życiu jest coś, o czym nie wiem, a co warte jest naśladowania.
12-10-2012 15:25 
 Ocena 5 na 5
Artur@R (7115 punktów)
..już nie mogę się doczekać Twojej odpowiedzi na ten "przecudny, boski " post M.Bieleckiego:
M.Bielecki:
A co masz na myśli? Nie znam bliżej tej postaci, więc być może w jego życiu jest coś, o czym nie wiem, a co warte jest naśladowania.

...może tak: " Polot intelektu , poczucie humoru, błyskotliwość, logika, radość z życia, indywidualność Carlina - nie są Twoimi Marku Bielecki" ?
Choć ja chętnie napisałbym inaczej... w sposób, który lepiej dociera do MB, a pokazują to reakcje w/w!


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
12-10-2012 13:42Nie na temat 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Mam wrażenie, że twój urojony bóg przesłania ci prawdziwych ludzi, a to jest smutne i mało etyczne. Poza tym bezpodstawnie uważasz, że chrześcijaństwo jest prawdziwe, a hinduizm nie. Dopatruję się w tym rasizmu, a nie lubię rasistów. Prawda jest taka, że hinduizm został wymyślony przez ludzi tak samo jak chrześcijaństwo. Chrześcijaństwo nie jest lepsze od hinduizmu, nie jesteś lepszy od Hindusów "bo tak". To jest rasizm, a uporczywe głoszenie treści rasistowskich jest zabronione na tym portalu.
12-10-2012 14:54 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> bezpodstawnie uważasz, że chrześcijaństwo jest prawdziwe, a hinduizm nie. Dopatruję się w tym rasizmu, a nie lubię rasistów. Prawda jest taka, że hinduizm został wymyślony przez ludzi tak samo jak chrześcijaństwo. Chrześcijaństwo nie jest lepsze od hinduizmu, nie jesteś lepszy od Hindusów "bo tak". To jest rasizm, a uporczywe głoszenie treści rasistowskich jest zabronione na tym portalu.

Jacku, już chyba piąty raz Ci powtarzam, że nie jestem lepszy od Hindusa, Żyda czy Chińczyka - wszyscy ludzie są równi co do godności. Niezależnie od tego mam całkowitą pewność, że chrześcijaństwo jest prawdziwe, a hinduizm - nie. A Twoja uwaga o rasizmie jest po prostu kuriozalna!
12-10-2012 21:10 
 Ocena 5 na 5
maruda (5550 punktów)
>Jacku, już chyba piąty raz Ci powtarzam, że nie jestem lepszy od Hindusa, Żyda czy Chińczyka - wszyscy ludzie są równi co do godności. Niezależnie od tego mam całkowitą pewność, że chrześcijaństwo jest prawdziwe, a hinduizm - nie. A Twoja uwaga o rasizmie jest po prostu kuriozalna!

Jeżeli podkreślony tekst zapisze Pan jako: "jestem chrześcijaninem, nie hindusem", to nie będę miał się do czego przyczepić. Pański zapis wartościuje religie i dzieli religie na lepsze i gorsze. Teza o "prawdziwości chrześcijaństwa" jest tylko Pańską subiektywną opinią opartą o wybór emocjonalny, niczym więcej. Proszę by nie wprowadzać zamieszania językowego i nie wprowadzać retoryki deprecjonującej innych ludzi i ich religii.
edit: mój błąd nie hindusem, a hinduistą
12-10-2012 23:18 
 Ocena 4 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Moim zdaniem to jest deklaracja wyższości, rasistowska i mocna deklaracja. Nie ma pan żadnych przesłanek na to, że chrześcijaństwo jest prawdziwsze od hinduizmu poza pana niepodważalnym przekonaniem, iż jest pan lepszy od Hindusa z racji na miejsce urodzenia i takich, a nie innych rodziców. To czysty rasizm.
13-10-2012 12:11 
 Ocena 3 na 3
grzmot (741 punktów)
>Moim zdaniem to jest deklaracja wyższości, rasistowska i mocna deklaracja. Nie ma pan żadnych przesłanek na to, że chrześcijaństwo jest prawdziwsze od hinduizmu poza pana niepodważalnym przekonaniem, iż jest pan lepszy od Hindusa z racji na miejsce urodzenia i takich, a nie innych rodziców. To czysty rasizm.
Przekornie wstawię się za Markiem Bieleckim, w tym jednym szczególe. Otóż zakładam, że gdyby rzeczony Hindus był katolikiem, Marek bardzo chętnie uznałby jego racje jako równe swoim. Gdyby ów Hindus był przypadkiem Turkiem, Somalijczykiem czy pingwinem, ale wyznawał katolicyzm, Marek też by go uznał.

Więc (biorąc pod uwagę specyfikę forum i chęć precyzyjnego wyrażania), zdecydowanie nie powinniśmy Marka oskarżać o rasizm, bo to słowo oznacza po prostu co innego. Marek po prostu _wierzy_ w jeden konkretny zestaw koncepcji i odrzuca a priori pozostałe. Przy takim założeniu po prostu wystarczy przerwać dyskusję na temat, który nie mieści się w spektrum akceptacji Marka, i problem sam zniknie .
13-10-2012 14:32 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
To nie takie proste. W Indiach systemy wierzeń zależą od kasty i pochodzenia. Mówiąc, że ma się "prawdziwego boga", zaś hinduiści z różnych kast, mniejszości etnicznych mają fałszywego boga, ocenia się również ich kulturę etniczną niżej od własnej bez przesłanek, "bo tak", jak robi każdy rasista.

My, ateiści, jesteśmy uczciwi - uważamy, że bóg naszego kręgu kulturowego jest dokładnie tak samo zmyślony jak Sziwa, Wisznu, czy Kali...

Jeśli chodzi o słowa "hinduista" i "hindus", to zaczyna się przyjmować nazywanie "hindusem" wyznawcy hinduizmu. Mnie to się niezbyt podoba, wolę stare "hinduista" jako bardziej precyzyjne. W wypadku tej wymiany zdań użyłem celowo Hindusa, bowiem większość Hindusów wierzy albo w hinduizm, albo w islam z dużymi wpływami huinduizmu, albo w czysty islam, albo wreszcze w sikhizm, który jest inspirowany zarówno hinduizmem, jak i islamem.
Jacek_G (35558 punktów)
> Moim zdaniem to jest deklaracja wyższości, rasistowska i mocna
> deklaracja. Nie ma pan żadnych przesłanek na to, że
> chrześcijaństwo jest prawdziwsze od hinduizmu poza
> pana niepodważalnym przekonaniem, iż jest pan lepszy
> od Hindusa z racji na miejsce urodzenia i takich, a nie innych
> rodziców. To czysty rasizm.


Rasizm czy inny "religizm" - ok, ale "Dominus Iesus" z niczego się przecież nie wzięło, czuję wewnątrzną potrzebę aby postawić się chwilowo w roli advocatus diaboli pana MB. Pan Marek jest po prostu konsekwentny w ramach wyznawanej przez siebie religii. Czy dla nas jest to w tej chwili szkodliwe? Wątpię.
Czasem się zastanawiam, co myśli sobie Marsjanin czy inny UFOk który patrzy na nas gdzieś z przestrzeni kosmicznej. Hinduista wierzy że hinduizm jest jedyną religią, katolik że tylko Chrystus jest odpowiedzią, a buddysta niczym się nie przejmuje bo i on twierdzi że jego ścieżka jest jedną z lepszych (przynajmniej dla niego).
Uczciwie rzecz biorąc trzeba chyba dojść do wniosku, że te wszystkie twierdzenia nawzajem się znoszą.
Przypominam sobie, ze kiedyś, chyba nawet 2x w latach 80tych papież JP II zabrał krytyczny głos w sprawie buddystów. W efekcie zakończyło się to osłabieniem ruchu ekumenicznego, tak bardzo akcentowanego podczas Soboru Watykańskiego II.
Wnioski? Chyba nie wycągnięto, bo "Dominus Iesus" powołano du życia grubo po Soborze oraz po tych błędach z buddystami. Co gorzej - z tego co widzę również pan Marek nie przejawia bliżchych chęći wyjrzenia poza swój katolicki grajdołek (nie mówię tu nawet o zanużeniu choćby palca w ateizm).
Więc może lepiej przejść spokojnie nad deklaracjami p. Marka do porządku dziennego, po prostu się nimi nie zajmować (tak jak zrobili to i buddyści po deklaracjach JPII).
łącząc pozdrowienia
PS Prywatnie przyznam, ze dla mnie znacznie ciekawsza jest OSOBOWOŚĆ pana Marka
07-11-2012 14:39 
 Ocena 1 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Właśnie to nie takie proste. Hinduizm to też czyste ciemnogrodzkie szaleństwo, ale jednak hinduiści, z uwagi na politeizm (który czasem jest tylko śladem w ich nowoczesnym neohinduistycznym monoteizmie) zakładają, że inne ludy mają innych bogów i "szafa gra". Rasizm religijny nie jest moim pomysłem. To rzeczywiste zjawisko. Każda religia jest rasistowska, wykluczająca innego w imię "dobra", ale hinduizm jest przeważnie mniej rasistowski religijnie od katolicyzmu.
07-11-2012 14:47 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
Pewnie i tak jest.
Teraz ciekawi mnie, co pan sądzi w tym aspekcie o buddyźmie?
07-11-2012 16:13 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Buddyzm tak samo jak hinduizm ma tysiące odmian. Podobnie jak hinduizm jest też zupełnie inaczej definiowany na Zachodzie, gdzie wiele ludzi sympatyzuje z buddyzmem pojmując go w sposób zupełnie nie przystający do "oryginalnego". Jako, że buddyzm w przeciwieństwie do większości odmian hinduizmu jest religią misyjną, uważam, że stopień rasizmu religijnego jest w tym wypadku wyższy, niż u przeciętnego hinduisty. Szczególnie mocne jest to w wypadku najgorszej (moim zdaniem) odmiany buddyzmu, jaką jest (wbrew pozorom i modom) buddyzm tybetański. Tam był okres, kiedy za przekroczenie granic "świętego Tybetu" zabijano obcokrajowców i innowierców. Buddyści tybetańscy wyrżnęli też swego czasu hinduistyczną mniejszość, czym upodobnili się do chrześcijan w stopniu rasizmu religijnego. Ale generalnie uważam, iż rdzenni buddyści są mniej rasistowscy religijnie od chrześcijan (nie tylko katolików).
13-10-2012 14:08 
 Ocena 8 na 8
astrotaurus (12445 punktów)

>Jacku, już chyba piąty raz Ci powtarzam, że nie jestem lepszy od Hindusa, Żyda czy Chińczyka - wszyscy ludzie są równi co do godności. Niezależnie od tego mam całkowitą pewność, że chrześcijaństwo jest prawdziwe, a hinduizm - nie. A Twoja uwaga o rasizmie jest po prostu kuriozalna!
A ile razy trzeba powtarzać katolikowi żeby raz dotarło?
Przyjmuję tu, że uwagi marudy o sklejce Hindus-hinduista są trafne co sam niejako potwierdzasz nawiązując do hinduizmu co w przypadku rozmowy o czystym rasizmie byłoby kwestią nieistotną.
Upośledzenie poznawcze i społeczne umysłu jakiemu podlegasz nie pozwala Ci dostrzec rzeczy dla postronnych oczywistych: nie jesteś w stanie przyznać, że religia hinduisty jest tyle samo warta co Twoja a jego Bóg jest tyle samo wart co Twój. Twoje upodlenie umysłowe nakazuje Ci czuć pogardę, litość wobec innowierców (oni mają umysły upodlone w ten sam sposób) nie dostrzegając, że jedziecie na tym samym wózku i jesteście tak samo śmieszni i straszni dla postronnych.
W dodatku w Twojej religii zafiksowany jet idiotyczny nakaz pokory, więc nie możesz się z dumą przyznać jaki to jesteś lepszy mając Boga najmojszego z najmojszych tylko musisz pajacować (i Ty śmiesz krytykować Carlina!) wijąc się jak piskorz byle omijać niewygodne fakty.

Nie będę jednak wyszukiwał istotnych pytań jakie olałeś w tym wątku (nie mam czasu, a ochoty nie miałem nigdy) poproszę o wyjaśnienie do końca kwestii "lepszości". Z detalami.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
12-10-2012 23:22 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Nie zrozumiałeś. Ten biedak stał już nad grobem i mimo to wciąż pajacował, zamiast poważnie podejść do życia i przygotować się do śmierci - to bardzo żałosne...

Ja faktycznie tego nie rozumiem. Tego pogrubioną czcionką. Możesz mi to wyjaśnić? Miał się spakować, czy może jeszcze lepiej, wezwać kocmołucha? A może zamknąć się w domu i słuchać na okrągło 3 Symfonii Góreckiego?

Poza tym, z tego co wyczytałem, wcale nie musiał czuć że stoi nad grobem, pomimo kłopotów ze zdrowiem. Tydzień przed śmiercią jeszcze występował, a poczuł się źle w dniu śmierci. No i stanie nad grobem, wcale nie musi wiązać się z jakąkolwiek biedą.
25-10-2012 10:32 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Ten biedak stał już nad grobem i mimo to wciąż pajacował, zamiast poważnie podejść do życia i przygotować się do śmierci - to bardzo żałosne...
>Ja faktycznie tego nie rozumiem. Tego pogrubioną czcionką. Możesz mi to wyjaśnić? Miał się spakować, czy może jeszcze lepiej, wezwać kocmołucha?

Pojednać się z Bogiem.
25-10-2012 11:01 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Pojednać się z Bogiem.

Tzn. taki oportunizm ze strachu w obliczu śmierci? Pascalowa, zimna kalkulacja? Takich tam potrzebujecie? W sumie takich tam macie, bo wszyscy jesteście głównie zastraszonymi śmiercią, karą, utratą i nieistnieniem "kalkulatorami". Jak wam się w głowach nie może pomieścić siła tych, którzy nie uginają się i nie muszą lizać tyłka Bozi. Zazdrościcie, nie? I słusznie. Piękna, wierna sobie, niezastraszona postawa. Sedno człowieczeństwa. Cud miód i orzeszki. Buśka.
25-10-2012 11:15 
 Ocena 1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Pojednać się z Bogiem.
>Tzn. taki oportunizm ze strachu w obliczu śmierci? Pascalowa, zimna kalkulacja? Takich tam potrzebujecie? W sumie takich tam macie, bo wszyscy jesteście głównie zastraszonymi śmiercią, karą, utratą i nieistnieniem "kalkulatorami".

Oportunizm jest w sprzeczności z pojednaniem. "Pojednanie" z oportunizmu nie jest pojednaniem. Pojednanie to odnowienie utraconej lub osłabionej więzi, relacji. "Kalkulator" nie kocha.
25-10-2012 12:01 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Oportunizm jest w sprzeczności z pojednaniem. "Pojednanie" z oportunizmu nie jest pojednaniem. Pojednanie to odnowienie utraconej lub osłabionej więzi, relacji. "Kalkulator" nie kocha.

No brawo, brawo. Widzę, że do czegoś sie przydałem. Jeszcze teraz musisz zwalczyć zezowanie na wieczną miłosć w niebie z żoną i bliskimi i oddać się całkowicei Bogu, to będziesz zgodny ze słowami Mistrza. Kombinuj z Eckhartem.
Jacek_G (35558 punktów)
No to pojechałeś Piękny opis, również gratuluję talenów
Oprócz miłego poczucia przepływu, który twarzyszył mi przy lekturze przypomniała mi się scena z jedego z filmów z Bruce Lee, kiedy mistrz tłumaczy młodemu adeptowi sztuki walki "gdy ktoś pokazuje ci palcem księżyc nie patrz na palec, bo stracisz całe piękno".
Swoją drogą czasem zastanawiam się nad MB i jemu podobnymi, czy to czasem nie jest tak, że ich postawa - jak piszesz - zgiętego zakłamanego pięknoducha - wiecznego chłopca wynika ze złej woli, 100% "znajomości" świata wyssanej z mlekiem matki.. czy może ukrywanego gdzieś, a głębokiego lęku przed Życiem? (bo przecież nie przed śmiercią)
Bywa, że takie rzeczy też wysysa się z mlekiem matki..
serdecznie pozdrawiam
01-10-2012 19:57 
 Ocena 9 na 13
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Tortury jakie Kościół przez wieku zadawał odchodzącym od wiary, heretykom, "czarownicom" i żydom są znacznie straszniejsze od ukrzyżowania. Tortury, które Twój urojony bóg zapowiedział osobom w niego niewierzącym też są straszniejsze.
02-10-2012 10:22 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> Tortury, które Twój urojony bóg zapowiedział osobom w niego niewierzącym też są straszniejsze.

Znów dochodzi do głosu Twoje specyficzne (i fałszywe) wyobrażenie Boga - "tortury", o których piszesz, to odczuwanie dobrowolnie wybranej separacji od Tego, który jest Miłością.
02-10-2012 10:40 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)


Ja tylko biorę to z Twojej "Świętej księgi". Ale jeśli uwierzyłeś w jakiegoś mniej sadystycznego urojonego boga (naprzykład w Sziwę), opowiedz nam o tym. Rozumiem, że 'by by' JAHWE...
02-10-2012 11:04 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Rozumiem, że znalazłeś w Biblii coś, co Cię zszokowało, czy tak?
A czy wziąłeś pod uwagę, że każdy tekst biblijny ma dwóch prawdziwych autorów, a jednym z nich jest człowiek, z jego językiem, kulturą, siatką pojęciową i sposobem rozumienia świata?...
02-10-2012 12:21 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Rozumiem, że znalazłeś w Biblii coś, co Cię zszokowało, czy tak?
>A czy wziąłeś pod uwagę, że każdy tekst biblijny ma dwóch prawdziwych autorów, a jednym z nich jest człowiek, z jego językiem, kulturą, siatką pojęciową i sposobem rozumienia świata?...
Tak, to oczywiste.
I pierwszy autor człowiek - wraz z wszystkimi jego ułomnościami - budzi szacunek, drugi - przez tego człowieka wymyślony - Bogom monoteistycznym - nawet wtedy, a może wręcz szczególnie wtedy, gdy są trynitarni (troiści - od Trinitas = Trójca św.) przypisuje się transcendencję (zewnętrzność, istnienie poza zasięgiem naszego doświadczenia i poznawalności), immanencję (wewnętrzność, pozostawanie w świecie dostępnemu naszemu poznaniu) omniprezencję (wszechobecność), immortalizm (nieśmiertelność) omnipotencję (wszechpotężność), omnisciencję (wszechwiedzę) omnibenewolencję (wszechmiłosierność). Gdy wszystkie powyższe atrybuty będziemy przypisywać jednej postaci, niektóre z nich staną się wzajemnie lub wewnętrznie sprzeczne, ale tu nie obowiązują znane nam prawa logiki i według niektórych religii Bóg może być np. jednocześnie transcendentny i immanentny, omnibenewoletny i zgadzać się na istnienie zła. Religijna wiara umożliwia umysłowe przyjęcie za oczywistość, że zarówno poszczególne cechy Boga jak również tych cech zestawienie nie muszą być (i najczęściej nie są) logicznie spójne, a wręcz czasami paradoksalność zestawień jest wprost podkreślana. Wprost żenuje swoją niemocą i głupotą.

Pozdrawiam.

@@@
.
02-10-2012 14:32 
 Ocena 4 na 4
Jacek_G (35558 punktów)
Witam. Panowie, prześledziłem parę postów wstecz o czym mowa, pozwólcie na mój mały wtręt.
Myślę że argumentacja p. Marka jest w tym miejscu co najmniej naciągana. Tak właśnie w Chrześcijaństwo m.in. "tłumaczy" św. Inkwizycję i wiele innych swoich wypaczeń. Oczywiście można nazywać cierpienie związane z inkryminacją, napiętnowaniem w środowisku, wzbudzaniem poczucia winy w ex-członkach kościoła lub nazywaniem ich słabeuszami (vide ex ksiądz Obirek) brakiem miłości Boga, karą za jej dobrowolne pozbawienie się - pytanie tylko czy jest to odpowiedzialne.
Dla mnie to dużo prostsza kwestia: w nieomal każdej wspólnocie dobrowolnie odchodzący spotyka się z lękiem, a czasem nienawiścią pozostających we wspólnocie. Dlaczego? Dlatego że przez swoje odejście mówi im niejako "jest inny świat, który teraz pomimo bólu odejścia wybieram". To może być bardzo frustrujące dla zostających, jeśli całe życie sądzi się, iż tylko w naszym świecie panuje miłość, tylko nam Bóg jest przychylny i tylko my dostąpimy zbawienia. Niektórzy pozostający są na stosunkowo niskim poziomie w hierarchii, inni na wyższym i mogą już znaczenie więcej działać, bardzo często w akcie nieuświadomionej wendety.
Co natomiast tak naprawdę czuje opuszczający wspólnotę jej ex - członek? Ano b. wiele, to należy ich spytać np. wspomnianego S.Obirka. W tym temacie polecam jego książkę "Przed Bogiem".
Z wyrazami szacunku
01-10-2012 20:53 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>W moim otoczeniu są ludzie, którzy "namiętnie kochają świat", mając jednocześnie świadomość istnienia wieczności.
Jaki w końcu mają wierzący stosunek do tego świata w porównaniu z "tamtym" światem?
Tamten uznają za lepszy czy ten za równe dobry?
02-10-2012 10:29 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>W moim otoczeniu są ludzie, którzy "namiętnie kochają świat", mając jednocześnie świadomość istnienia wieczności.
>Jaki w końcu mają wierzący stosunek do tego świata w porównaniu z "tamtym" światem?
>Tamten uznają za lepszy czy ten za równe dobry?

Przez niedoskonałą analogię można powiedzieć, że jest to podobna różnica, jak pomiędzy przebywaniem z osobą, którą się kocha, a korespondowaniem z nią.
03-10-2012 17:23 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
Ładne porównanie.
Czy ten świat byłby lepszy, który obywa się bez słów?
09-10-2012 10:13 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Ładne porównanie.
>Czy ten świat byłby lepszy, który obywa się bez słów?

Słowa są w obu przypadkach. Ale tylko w jednym jest Obecność - twarzą w twarz...
W drugim przypadku widzimy "jakby w zwierciadle, niejasno"...
09-10-2012 14:06 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>W drugim przypadku widzimy "jakby w zwierciadle, niejasno"...
W małej platońskiej jaskini
ich mały szary świat
ludzie jak cienie osób
w niewoli własnych ciał.
Tam jasność wyrazista
tu mgliście, wtórnie, źle
Tam pełnia i swoboda
a tutaj - szkoda słów.
Nijak im dbać o jaskinię
bo mierna ona jak padół
uboga z bliźnimi rozmowa
bo żaden z nich nie "Pan Bóg".

Tylko niektórzy pomyślą
A co, jeśli "Tam" nic nie ma
i czy nam świata nie psują
niejasne o "jasnych" wrażenia?
09-10-2012 16:07 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Ale Platon to nie moja bajka.

Nawiązałem tu do Pawła z Tarsu:

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość. (1 Kor 13)
10-10-2012 14:24 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nawiązałem tu do Pawła z Tarsu:
> Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość. (1 Kor 13)
Oj Panie Marku i kim tu przyszło Panu konwersować? Pan uduchowiony fizyk - zwolennik pięknosłowia i wielosłowia, a tu na naszym forum pojawiają się takie lapidarne teksty i jeszcze uznaniem się cieszą. www.racjon(*)m.php/s,507826/z,0/d,1#w523864

Miłego dnia i ciekawego życia po życiu.

@@@
.
10-10-2012 15:03 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Miłego dnia i ciekawego życia po życiu.

Dziękuję i wzajemnie życzę Panu tego samego. I więcej wiary w to, że człowiek jednak w istotny sposób różni się od świni.
10-10-2012 16:09 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>I więcej wiary w to, że człowiek jednak w istotny sposób różni się od świni.
Tak, ta mądrość bliska jest księżowskiej "KOŃ jaki jest, każdy widzi i kozy - śmierdzący rodzaj zwierząt", ale w VI wieku p.n.e. żył grecki bajkopisarz. Zdaje się Ezop mu było, który uważany jest za twórcę bajki zwierzęcej. W swoich bajkach wyśmiewał ludzi, ukazując ich pod postaciami zwierząt.
Z pozoru zabawne, bajki Ezopa zawierały gorzką prawdę i głęboką mądrość.

Rozumiem. Od Ezopowych "bajek" wiele lat minęło i dwa tysiąclecia wtłaczania mądrości chrześcijańskiej. Doskonale też wiem, że chrześcijanie za zwierzęta się nie uważają ("Nie potrafię tego naukowo udowodnić, ale wydaje mi się, że ten sposób mówienia o człowieku, jaki proponuje Kościół Rzymsko-Katolicki ma głęboki sens"), ale ja jestem zwierzęciem tyle tylko, że fenomenalnym. Różniącym się od innych zwierząt. Od jednych mniej, a od innych bardziej.

PS. W każdym razie ja dzięki świnkom sporo mądrości życiowej nabyłem. Po prostu jestem otwartym na świat i lubię się uczyć.

Miłego dnia.

@@@
.
10-10-2012 15:44 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
> I więcej wiary w to, że człowiek jednak w istotny sposób różni się od świni.<
Rzecz oczywista - świnia nie żre wszystkiego!!


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
10-10-2012 16:22 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wiara w opium religii różni niektórych ludzi od świni w sposób negatywny. A poza tym, jak pan wie, jesteśmy zwierzętami, tak samo jak świnia. Jeśli pana urojony bóg mawiał inaczej, to niech pan się obudzi i zauważy, iż były to poglądy ludzi prymitywnych i głupich, którzy tego boga roili.

Paweł z Tarsu był bardzo niemiłym, zbrodniczym człowiekiem - nienawidził kobiet i nawoływał do czystek religijnych. Paweł z Tarsu był niedokończonym poetą, podobnie jak Hitler malarzem. Hitler nota bene czerpał wiele z Pawła, bo sam był zafascynowany postacią Lutra (którego antysemityzm rozwinął). Luter był zafascynowany "nauczaniem" Pawła.
10-10-2012 16:34 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Paweł z Tarsu był bardzo niemiłym, zbrodniczym człowiekiem

Jak powszechnie wiadomo, przed swoim nawróceniem prześladował chrześcijan, współuczestniczył nawet w zabiciu św. Szczepana.
10-10-2012 16:55 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>... prześladował chrześcijan, współuczestniczył nawet w zabiciu św. Szczepana.<
...i w dalszym ciągu morduje umysły milionów - w tym M.Bieleckiego czym go - o zgrozo - uszczęśliwia.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
10-10-2012 17:06 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Więcej złego dokonał po popadnięciu w szaleństwo, co nazywa pan "nawróceniem".
10-10-2012 19:45 
 Ocena 1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Więcej złego dokonał po popadnięciu w szaleństwo, co nazywa pan "nawróceniem".

Nie słyszałem o hipotezie "szaleństwa" - czy mógłbym prosić o jakiś link? Chyba że to tylko figura retoryczna.

Na czym polega to rzekome "zło"?
10-10-2012 21:33 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Nie słyszałem o hipotezie "szaleństwa" - czy mógłbym prosić o jakiś link? Chyba że to tylko figura retoryczna.<
Po co ci link. Przeczytaj opis nawrócenia i porównaj z atakiem epilepsji.
>Na czym polega to rzekome "zło"?<
To rzekome zło jest złem prawdziwym. Znajdziesz je w historii chrześcijaństwa.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Miłego dnia i ciekawego życia po życiu.
>Dziękuję i wzajemnie życzę Panu tego samego. I więcej wiary w to, że człowiek jednak w istotny sposób różni się od świni.
Tak, świnia innych nie minusuje, a ta z przypowiastek, to nawet mądrze wprost odpisuje co jej się nie podoba. Ale świnia, to nie człowiek. Ześwinić jej się bardzo trudno i dlatego zachowywać przyzwoicie się musi.

Miłego dnia.

@@@
.
12-10-2012 09:52 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Panie Andrzeju, ponieważ widzę, że Pan mocno odczuł moje trzy minusy dla Pana (w innych wątkach), wyjaśniam, że dotyczą one tylko tych Pana wpisów, w których drastycznie (moim zdaniem oczywiście) naruszył Pan powszechnie przyjęte zasady kultury. Nie minusuję natomiast tych Pańskich wpisów, z którymi się merytorycznie nie zgadzam, bo musiałbym w takim przypadku minusować prawie wszystkie Pańskie wpisy.
12-10-2012 15:44 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju, ponieważ widzę, że Pan mocno odczuł moje trzy minusy dla Pana (w innych wątkach), wyjaśniam, że dotyczą one tylko tych Pana wpisów, w których drastycznie (moim zdaniem oczywiście) naruszył Pan powszechnie przyjęte zasady kultury.
Panie Marku, znowu poczuwa się Pan do pouczania innych, teraz w zakresie "powszechnie przyjętych zasad kultury", a ja już tak źle wychowany ćwok jestem, iż ni cholery nie zauważam, aby reprezentował Pan tu wyższy poziom od mojego - nie mówiąc już o Pańskich ideowych przyjaciołach. Każdy z nas na coś tam jest najbardziej uczulonym - mnie braki kultury u innych, zaczynają drażnić dopiero na poziomie chamstwa, a ten poziom można reprezentować nawet używając słów tylko z biskupich kazań (czyli uduchowionego pięknosłowia - np nazywając ateistów uprzejmie "kundelkami"). Natomiast ogromnie drażni mnie głupota, np taka jak parę lat temu przez red. Izdebskiego opisana:
Wiele osób w naszym kraju drwi z "moherowych beretów", uważając się za coś lepszego. Poprzez: formalne wykształcenie, poziom zamożności czy też odgrodzone miejsce zamieszkania uzasadniają swoje odcięcie się od plebsu. Dziś spokojnie można uważać się za inteligencką elitę, gdy błogo się łyka kit opakowany przez prezesów Dworaka, Waltera, czy Solorza, ale lekceważąc kit Ojca Rydzyka. Gorzej mają się ci, którym do intelektualnej strawy potrzeba czegoś więcej. W ofercie polskiej telewizji podstawą programową są, najczęściej na żenująco niskim poziomie, seriale i programy rozrywkowe, gęsto przetykane ogłupiającą reklamą. Książki w stosunku do naszych płac są przerażająco drogie. Prasa w swej masie kolorowo-ogłupiająca. Parę lat indoktrynacji i już inteligentowi wstyd publicznie czytać "Nie" lub nawet "Dziś", ale nie jest wstydem publiczne czytanie "Faktu" czy "Super Expresu", nawet wówczas, gdy na jednej stronie pomieszane jest softporno z harddewocją.

Nie najlepiej o nas sądził kilka lat temu profesor Stefan Opara: "Żyjemy w kraju, w którym od lat często zdarzają się przypadki, gdy: - ludzie głupi obdarzani są zaszczytami i wysokim stanowiskami;

- czyny głupie są wychwalane i powszechnie aprobowane;

- głupi bohaterowie historyczni i literaccy stawiani są za wzór dla młodzieży".

A profesor Bronisław Łagowski widząc aktualne wydarzenia zauważa: "Do nieszczęścia dochodzi, gdy naród zostaje poddany takiemu praniu mózgów, że staje się dziwadłem w Europie. W tym praniu mózgów partia uchodząca za liberalną nie daje się wyprzedzić Radiu Maryja".

Lewica intelektualnie skapitulowała i oddała rząd dusz narodowo-katolickiej prawicy, a ona konsekwentnie uważa, że nie wolno masom pozwolić na Sapere aude! - odwagę i umiejętność posługiwania się samodzielnie własnym rozumem. "Każdy kanciarz robiący sztuczki z trzema kartami wie, że powodzenie tricku zależy od tego, czy uda się zmylić całą publiczność. Trzeba natychmiast uciszyć każdego człowieka z tłumu, który wskaże, że operacja jest szwindlem. Jeśli tego nie zrobi, mało kto będzie chciał zaryzykować swoje dziesięć dolarów". Serwilistyczne mass media, wspomagane z ambon, robią to doskonale.

Gdybym - zgodnie z tymi moimi poglądami - tylko Pańskie wpisy chciał minusować, to możliwości ich klikania by mi zabrakło, a ile przez cały okres uczestnictwa w naszym forum otrzymał Pan minusów ode mnie?

>Nie minusuję natomiast tych Pańskich wpisów, z którymi się merytorycznie nie zgadzam, bo musiałbym w takim przypadku minusować prawie wszystkie Pańskie wpisy.
Nie minusuję, żadnych wpisów, gdyż stać mnie abym dokładnie wyraził to co mi się w danej wypowiedzi nie podoba lub zwyczajnie głupotę i chamstwo zlekceważył.

>Panie Andrzeju, ponieważ widzę, że Pan mocno odczuł moje trzy minusy dla Pana (w innych wątkach),
Szanowny Panie Marku zdecydowanie Pan się myli w ocenie moich odczuć.
www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,523045#w524313
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,523581#w523958
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,523581#w524223
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,523045#w524060

Szanowny Panie Marku - jestem optymistą i ciągle mi się marzą przeciwnicy ideowi, na wyższym poziomie. Wymagający większego wysiłku intelektualnego do zbicia ich autorytatywnych stwierdzeń, ale - przez udział w naszym forum ich reprezentacji - mam coraz gorsze zdanie o całej polskiej katolickiej inteligencji.

Przecież ten wybór moich wypowiedzi dokonany wyżej przez Pana Gegebege jest wyrazem mojej bezsilności na napór głupoty w tekstach zadufanych we własną rację fideistów.

"Kto z was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem"
Nie, Panie Marku, nie chce mi się szukać Pańskich wypowiedzi, w których drastycznie naruszył Pan powszechnie przyjęte zasady kultury, ale pamiętam, iż było sporo takich wypowiedzi. To nie ja jestem chrześcijaninem pełnym pokory i miłości bliźniego. Ja jestem ateistycznym diabelskim pomiotem.

I w związku z całym powyższym wywodem Pan może klikać sobie dla mnie minusów do woli, tyle ile Panu regulamin pozwoli.

Miłego dnia.

@@@
.
12-10-2012 16:09 
 Ocena 1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Panie Andrzeju, ponieważ widzę, że Pan mocno odczuł moje trzy minusy dla Pana (w innych wątkach), wyjaśniam, że dotyczą one tylko tych Pana wpisów, w których drastycznie (moim zdaniem oczywiście) naruszył Pan powszechnie przyjęte zasady kultury.

>Przecież ten wybór moich wypowiedzi dokonany wyżej przez Pana Gegebege jest wyrazem mojej bezsilności na napór głupoty w tekstach zadufanych we własną rację fideistów.

Niech Pan przyjmie do wiadomości, że sformułowania zawarte w Pańskich wypowiedziach zacytowanych przez gegebege są dla wielu osób (w tym dla mnie) rażącym naruszeniem zasad kultury. Tak "rozmawiać" nie warto, bo taka "rozmowa" ma podobny charakter jak walenie maczugą - chodzi w niej tylko o to, żeby zniszczyć wroga na oczach dopingującej publiczności. A cel prawdziwej rozmowy jest przecież zupełnie inny.
12-10-2012 18:14 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Niech Pan przyjmie do wiadomości, że sformułowania zawarte w Pańskich wypowiedziach zacytowanych przez gegebege są dla wielu osób (w tym dla mnie) rażącym naruszeniem zasad kultury.
Raczej jednak proponował bym Państwu przyjęcie do wiadomości poniższych zapisów i dostosowania się do nich.
www.racjonalista.pl/kk.php/s,1
www.racjonalista.pl/kk.php/d,67
www.racjonalista.pl/index.php/s,91
Jeżeli komuś nie podoba się zachowanie innego uczestnika, a tym bardziej zarzuca mu rażące naruszenie zasad kultury może i powinien odwołać się do "Kolegium Moderatorów".
www.racjonalista.pl/index.php/s,54
Ani Pan, ani Pańscy przyjaciele, ani też ja nie jesteśmy tu powołani do tego aby pouczać innych w zakresie zasad dobrego wychowania. Może to dla Pana i Pańskich przyjaciół jest dziwnym, ale nie czuję się człowiekiem mniej wartościowym i mniej kulturalnym od Was, a wasze uzurpacje do "lepszości" i pouczanie innych uważam właśnie za prymitywne chamstwo.

Tak, jak każdy człowiek mam emocje i zdarza mi się na głęboką głupotę zareagować zbyt mocno, wtedy proszę się skarżyć i zapewniam Pana, że uwaga zostanie mi zwrócona, a może nawet regulaminowa kara zostanie wymierzona. Przyjmę to z pokorą, gdyż wchodząc tu zobowiązałem się do przestrzegania obowiązujących tu zasad.
(Dlatego też nie wchodzę na żadne bogobojne fora, gdyż brzydzę się tamtej kultury i sprawiedliwości, nie mówiąc już o poziomie intelektualnym.)

>Tak "rozmawiać" nie warto, bo taka "rozmowa" ma podobny charakter jak walenie maczugą - chodzi w niej tylko o to, żeby zniszczyć wroga na oczach dopingującej publiczności. A cel prawdziwej rozmowy jest przecież zupełnie inny.
No kurtka na wacie, niech Pan nam tu przedstawi jaki jest cel "prawdziwej rozmowy", w kontekście całego swojego udziału w naszym forum - jeszcze od Mbieleckiego.
Co Pan na tych rozmowach skorzystał, jakie zmiany dokonały się w Pańskich poglądach.

Obserwuję Pana od początku i mogę powiedzieć, iż ja tych zmian dostrzec nie potrafię. Jak cytował Pan przeróżne święte głupoty z Internetu tak nadaj Pan je cytuje, jak nie mogły dotrzeć do Pana żadne racjonalne argumenty, tak nie docierają dalej. Całe nasze rozmowy spływają po Panu jak woda po kaczce. Pan wcale nie chce tu rozmawiać. Pan tylko chce tu prowadzić ewangelizujące dysputy.

Proszę, niech Pan napisze jak bardzo się mylę i ile korzystnych zmian w Pańskich poglądach rozmowy z nami dokonały. Że jest Pan teraz bardziej otwarty na racjonalne argumenty. Że jest Pan przekonany, iż niewierzący mają dużo racji i warto poważnie nad ich argumentacją się zastanawiać.
Proszę przejrzeć swoje wątki i pokazać jeden, w którym miał Pan inne poglądy na początku, a inne na końcu, w którym rozmowa z nami pozwoliła Panu na ich modyfikację.

Przestań Pan pieprzyć głupoty Panie Mareczku, czy mówiąc bardziej kulturalne pleść androny.
Napisz Pan nareszcie coś mądrego to nikt szacunku dla Pana uczyć mnie nie będzie potrzebował. I zupełnie odwrotnie - szacunku dla głupoty, tej nawet pochodzącej od największych autorytetów, tej najbardziej utytułowanej - mającej ks. abp prof. zw. dr hab. przed nazwiskiem - czy nawet określanej "Ojcami Przenajświętszymi", Świętymi, Błogosławionymi, "Ojcami i Doktorami Kościoła, nikt mnie już nie nauczy.

Głupek, który wierzy, że ludziom mogą nogi odrosnąć dla mnie zawsze głupkiem pozostanie. Mogę mieć szacunek dla takiego człowieka, gdy jest prosty i mało uczony, lub jest psychicznie chorym, ale mieć szacunek dla kogoś wykształconego, kto takie głupoty na poważnie głosi, to przekracza moje siły i chyba nawet moderacja tego wymagać tu nie może.

Pan wymaga tu kultury i chwalenia pięknych szat cesarza nawet, gdy cesarz jest nagi. Może to i w pewnych środowiskach - samych "wielce uczonych durni" (tytułującymi się np księżmi, ojcami, siostrami i braćmi) - jest możliwe, ale wtedy proszę poszukać sobie odpowiedniejszego niż racjonaliści towarzystwa. Tu na gówno nie wołamy papu, tylko nazywamy rzeczy po imieniu, tak jak się one mają.
Dlatego minusy może Pan sobie klikać do woli, ale nie daję Panu żadnego prawa do pouczania mnie w żadnym zakresie.
Kultury także!

PS. www.racjonalista.pl/forum.php/s,523952#w523973

Miłego dnia.

@@@
.
13-10-2012 14:31 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Bogusławski: Przecież ten wybór moich wypowiedzi dokonany wyżej przez Pana Gegebege
jest wyrazem mojej bezsilności na napór głupoty w tekstach zadufanych we własną rację fideistów.

>Niech Pan przyjmie do wiadomości, że sformułowania zawarte w Pańskich wypowiedziach zacytowanych przez gegebege są dla wielu osób (w tym dla mnie) rażącym naruszeniem zasad kultury. Tak "rozmawiać" nie warto, bo taka "rozmowa" ma podobny charakter jak walenie maczugą - chodzi w niej tylko o to, żeby zniszczyć wroga na oczach dopingującej publiczności. A cel prawdziwej rozmowy jest przecież zupełnie inny.

Pan Slik, też nie chce obłudnie udawać szacunku dla głupoty, tylko otwarcie twierdzi:

Każdy myślący człowiek jest ateistą.

Kościół Katolicki dzisiaj w Polsce działa destrukcyjnie na społeczeństwo. Pokazuje, że można łamać prawo i nie ponosić z tego tytułu żadnych konsekwencji mam tu na myśli skandale seksualne, przestępstwa pedofilii, oszustwa finansowe księży i organizacji kościelnych.

Wszystko, co służy kościołowi, nawet zbrodnia, jest dla fanatyków czymś dobrym. Natomiast to co nie jest korzystne dla kościoła, uważają oni za zło, gdyby nawet było największym dobrem. Oto zafałszowana moralność kościoła.

Nienawiść, nietolerancja, konformizm, fałsz, obłuda i hipokryzja - to najważniejsze wartości katolickie wpajane Polakom od stuleci przez księży.
www.racjon(*)m.php/s,524138/z,0/d,1#w524284

Pan Chesterx też "wali maczugą" w katolicką obłudną moralność i pełne hipokryzji pytanie: "Czy można sprawiedliwie zarzucać Kościołowi ludobójstwo?" Odpowiada:

Na tej podstawie:
artykuł II Konwencji ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa (...)
Przykładowe przykłady z głowy stanowiące "czubek góry lodowej":
- ludobójstwo dokonane na Katarach
- ludobójstwo dokonane na Wieletach i innych Słowianach połabskich
- ludobójstwo dokonane na Prusach
- ludobójstwo dokonane na Jaćwięgach
- ludobójstwo dokonane na ''marranach'' przez inkwizycję hiszpańską
- ludobójstwo dokonane na wyznawcach kalwinizmu (czego przykłądem jest chociażby noc św. bartłomieja)
- ludobójstwo dokonane na waldensach
itd. itd.
z resztą krk można zarzucić również zbrodnie p-ko ludzkości (chociażby właśnie działalność inkwizycji czy chociażby spalenie Husa) oraz zbrodnie wojenne (jak chociażby złupienie Konstantynopola).(...)
www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,523045#w524491

Czy wstawił Pan minusy Panu 876543, który napisał:
> Deschner to kłamca i manipulant.Dobrze wie, że jego tezy są patykiem pisane, dlatego musi je podpierać kłamstwami, przeinaczeniami, niedopowiedzeniami i pólprawdami. Przykłady można by mnożyć.
>-----------------------------------------
Kłamstwa Deschnerowi nie udowodnił i nie przeprosił. Natomiast jeszcze na dokładkę, wielkiego erudytę Pana Andrzeja.51 - człowieka spokojnego i bardzo kulturalnego nazwał jak on sam to opisuje:
A tymczasem 876543 - wielki znawca chrześcijaństwa - nazwał Deschnera pacanem, a i ja przy okazji zasłużyłem u niego na identyczny epitet.
Oczywiście każdy ma prawo mieć zastrzeżenia do tego, co pisze Deschner, czy też to podważać. To przecież oczywiste i nawet wskazane, ale tak mocne słowa w ustach osoby o dość specyficznych poglądach to wyraz arogancji.

www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,515897#w523513

Pańskie nawoływania do utrzymania zasad kultury i sensu merytorycznej rozmowy, są tylko nawoływania katolickiego obłudnika, który chciałby tu specjalnej ochrony dla jednej tylko strony. Aby więcej dostać, trzeba więcej dać. Uważam, że na naszym forum jest sprawiedliwie - ile kto daje, tyle dostaje, a każdy sobie za darmo bierze tyle ile zrozumieć potrafi. Mnie nasze forum sporo dało i wielu osobom jestem za to wdzięcznym.

Miłego dnia.

@@@
.
13-10-2012 14:40 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Potwierdzam, nie zdarza się tu złe traktowanie osób rzeczywiście kulturalnych, czyli na przykład takich, które rzeczywiście odnoszą się do argumentów rozmówców, nie zaś powtarzają jak katarynki swoje prawdy, licząc na to, że prymitywna reklama podziała jak narkotyk (czasem tak bywa) i przyniesie misjonarskie profity. Tu jest mało osób głupich - pojawiają się argumenty, na które trzeba odpowiedzieć, nie zaś puszczać reklamy bzdur z katarynki.
29-10-2012 21:00 
 Ocena 4 na 4
Jacek_G (35558 punktów)
>>Marek, Ty naprawdę wierzysz w to, że potencjalny Stwórca bawiłby
>> się w takie idiotyzmy, jak (..) granie w pingponga Słońcem
>Tak, wierzę, że cuda się zdarzają. (..)

Panie Marku, witam ponownie.
Coś tam sobie oglądałem przed snem i trafiłem na Wasz wątek m.in. o cudach nawrócenia, objawieniach; w tym "cudzie słońca". To mi przypomniało czasy, jak kiedyś interesowałem się ćwiczeniami na poprawę jakości widzenia (mam niewielką wadę wzroku na prawym oku) i nawet kupiłem sobie taką książkę o treningu mięśni oka metodą Batesa. Rzecz w ogóle jest ciekawa, ale o niej za chwilę.
W Wikipedii w linku który pan podał nt. cudu słońca znajduje się dość rzeczowe dla mnie wyjaśnienie tego fenomenu.
Cyt.
Meessen argumentuje, że powstałe na siatkówce oka kontrasty następcze spowodowane długotrwałym okresem wpatrywania się w słońce są prawdopodobnie przyczyną zaobserwowanego efektu "tańca" czy też "wirowania" słońca. Podobnie Meessen uważa, że zaobserwowane zmiany koloru najprawdopodobniej spowodowane były wybieleniem światłoczułych komórek siatkówki oka[5]. Meessen zaobserwował, że słoneczne cudy zgłaszane były w wielu miejscach, gdzie religijnie nastawionych pielgrzymów zachęcano do długotrwałego spoglądania w słońce. Jako przykład podaje objawienie w Heroldsbach, w Niemczech (1949) , gdzie dokładnie takie same, jak w Fatimie, efekty optyczne zgłoszone zostały przez ponad dziesięć tysięcy osób.[5] Nickell sugeruje ponadto, że efekt "tańca" zaobserwowany w Fatimie jest efektem optycznym wynikającym z tymczasowego zniekształcenia siatkówki oka, spowodowanym przez długie wpatrywanie się w intensywne światło

W tej książce Batesa są różne fajne ilustracje. Jedna z nich to koncentrycznie poukładane pierścienie (od największego na zewnątrz do najmniejszego w środku) składające się na jedno duże koło. Każdy z tych pierścieni składa się z czarno-białego rzędu białych i czarnych pól. Czyli to taka szachownica, tylko zakręcona w formie koła. Może to kiedyś panu pokażę jeśli znajdę stosowny link. Dość że z tym rysunkiem później eksperymentowałem, bo działa on na mięśnie gałki ocznej p. relaksacyjne: powoduje właśnie wirowanie obrazu... jednak bez efektów ubocznych typu zawroty głowy itp. To jest przyjemne i bardzo relaksujace.

Robiłem z tym trochę eksperymenty które polegały m.in. na rysowaniu różnych wariantów tych okrągłych szachownic na nowo, z inną gęstością szachownic, różnymi zakrzywieniami rogów białych i czarnych pól itp. Ciekawa i pouczajaca zabawa powodująca różne reakcje po dłuższym wpatrywaniu się w prototyp.
Dlaczego o tym piszę: myślę że powyższe tłumaczenie Meessen'a jest dość przekonujące i po prostu żadnego cudu tak naprawdę nie było (ale na Boga, proszę wierzyć w to co pan uważa za słuszniejsze!!) . Klucz do wytlumaczenia cudu słońca to moim zdaniem ogromne pragnienie zobaczenia czegoś wyjątkowego przez zwykłych prostych ludzi, którzy tylko słyszeli o cudach z opowiadań lub lektury Biblii, a ich szare życie nigdy czegoś szczególnego im nie dostarczyło (tak jak i innym, którzy pragną zobaczyć UFO np. agnostykom) + zwykła biofizyka ludzkiego organizmu, tutaj gałki ocznej i płatów czołowych mózgu, która to kiedyś pomagała nam zdobywać żywność na polowaniach, przeżyć wśród wrogich plemion itd.
Temat z tymi odkryciami Batesa jest z resztą dość ciekawy, miałem nawet na studiach dwie koleżanki które chiały tym sposobem zredukować sobie sporą wadę wzroku, były nawet na stosowanym treningu - stąd w ogóle to znam.

> Dla mnie cuda mają drugorzędne znaczenie, równie dobrze
> mogłoby ich nie być - moja wiara wyglądałaby wtedy praktycznie
> tak samo. Ale to zupełnie inny temat.

Zgadza się, to zupełnie inny temat. Przypomniał mi pan jednak, co pisał o tym kiedyś popularny u nas od prawie 20 lat psychoterapeuta W.Eichelberger w jednej ze swoich ksiażek. Jego właśnie od wiary katolickiej odepchnęły m.in. cuda.
Dla pana mogłoby ich nie być a i tak wierzyłby pan w Chrystusa, zbawienie, Krzyż-odkupienia itp. (na marginesie - gratuluję silnej woli i motywacji )
A on przyjął te cuda takie jakie są, przemyślał, poddał się ich oddziaływaniu... co w konsekwencji zainicjowało jego przejście na buddyzm.
Jak sam pisze - nie mógł zgodzić z faktem, że Bóg używa takich tanich i naiwnych sztuczek, aby skłonić do wiary czy też "dać szansę na zbawienie" niektórym z wiernych.. Kana Galileiska, wskrzeszenie Łazarza, cudowne rozmnożenie chleba itp. to wg Eichelbergera tanie chwyty, podczas gdy zmaganie się z rzeczywistymi problemami tego swiata typu głód, wojny, cierpienie albo po prostu odkrywanie jego przepastnych tajemnic leży i kwiczy. Eichelberger podjął zatem w jego mniemaniu dużo poważniesze wyzwanie.
Na marginesie - wiara katolicka ma ponoć być uniwersalna, prawda?

Ja sam patrząc na cuda jestem raczej sceptykiem. Wszystkie te fizyczno-kosmiczne cuda to dla mnie pic na wodę fotomontaż, natomiast zupełnie inna para kaloszy to mało wytłumaczalne stanem dzisiejszej wiedzy uzdrowienia, ale to znów temat na inną rozmowę.
Aaa... b. mnie już rozbolały oczy od wpatrywania się w mały ekran laptopa.
U mnie już 23:59 zatem idę spać,
serdecznie pozdrawiam
30-09-2012 20:27 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Myślę, że jeśli ktoś jest niewrażliwy na sprawy duchowe, to z żadnego cudu nic dla niego nie wynika.
Czy mógłby Pan wyjaśnić co to znaczy: "jeśli ktoś jest niewrażliwy na sprawy duchowe", gdyż osobiście uważam, że jestem bardzo wrażliwy na sprawy duchowe, tyle, że w bajdy, duchy, duszę i inne cuda nie wierzę. Opieram swoją wiedzę na naukowych poglądach, a z uczonymi ot kłopot: www.focus.(*)acje/nie-widzialem-dotad-cudu/

Miłego dnia.

@@@
.
01-10-2012 10:08 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Myślę, że jeśli ktoś jest niewrażliwy na sprawy duchowe, to z żadnego cudu nic dla niego nie wynika.
>Czy mógłby Pan wyjaśnić co to znaczy: "jeśli ktoś jest niewrażliwy na sprawy duchowe", gdyż osobiście uważam, że jestem bardzo wrażliwy na sprawy duchowe, tyle, że w bajdy, duchy, duszę i inne cuda nie wierzę.

Spróbuję wyjaśnić. Bóg mówi do każdego z nas poprzez subtelne sygnały: poprzez innych ludzi, poprzez naszą świadomość, poprzez nasze sumienie, poprzez różne wydarzenia, których jesteśmy świadkami lub które nas dotykają. Te sygnały są na tyle subtelne, że możemy je odczytać, jeśli jesteśmy dostatecznie otwarci i wrażliwi, ale jednocześnie zazwyczaj ich nie zauważymy, jeśli z jakiegoś powodu nie chcemy, by do nas docierały. Bóg nie narzuca się, szanuje naszą wolność i nie przymusza nas do relacji ze sobą - chce, żebyśmy wybrali Go dobrowolnie. "Być wrażliwym na sprawy duchowe" to znaczy - starać się dostrzec te subtelne sygnały lub co najmniej: nie negować apriorycznie ich istnienia.
01-10-2012 11:10 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
> Bóg mówi do każdego z nas poprzez subtelne sygnały...

Tylko czasem się zdenerwuje, że ta subtelność nie działa i wszystkich potopi.
01-10-2012 15:20Nie na temat 
 Ocena 5 na 5
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Bez przesady, ostatnio oszczędził rodzinę Noego.
Swoją drogę intrygujące jest to zamiłowanie Boga to związków kazirodczych. Ewa i Adam mieli tylko dwóch synów, a mimo to ludzie się rozmnożyli. Bawi mnie, gdy religianci - chcąc uniknąć zarzutu kazirodztwa w rodzinie Ewy i Adama - sugerują, że mogli oni mieć też córki, o których po prostu Biblia nie wspomina. Jakby istnienie córek wykluczało kazirodztwo. Ci, którzy to zauważają twierdzą, że Ewa i Adam nie byli jedyną parą stworzoną przez Boga. To zabawne, że w obronie wiary można się posunąć do podważania samych podstaw tejże. A może to raczej smutne.



Szerokość życia jest ważniejsza niż długość. (Awicenna)
02-10-2012 14:39 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
> którzy to zauważają twierdzą, że Ewa i Adam nie byli jedyną
> parą stworzoną przez Boga

Też się nad tym kiedyś zastanawiałem. Oczywiście dziś już nikt z wierzących a jednocześnie intelignetnych i znających choćby podstawy nauki nie wierzy, że człowiek został dosłownie stworzony 5.5 tys lat temu w postaci Adama i Ewy (jako pierwsi ludzie). W Biblii (o ile dobrzte pamietam) jest powiedziane że synowie Adama i Ewy oddalili się i spotkali jakichś innych ludzi, z którym zawiązały się póxniej ich małżeństwa. Purystom cheścijańskim daje to pole do spekulacji a może wątpliwości, czy aby Pan Bóg nie dokonał co najniej kilku lub kilkudizesięu równoległych aktów stworzenia człowieka.
pozdrawiam
01-10-2012 17:50 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Myślę, że jeśli ktoś jest niewrażliwy na sprawy duchowe, to z żadnego cudu nic dla niego nie wynika.
>>>>Czy mógłby Pan wyjaśnić co to znaczy: "jeśli ktoś jest niewrażliwy na sprawy duchowe", gdyż osobiście uważam, że jestem bardzo wrażliwy na sprawy duchowe, tyle, że w bajdy, duchy, duszę i inne cuda nie wierzę.
>Spróbuję wyjaśnić.
>Bóg mówi do każdego z nas poprzez subtelne sygnały: poprzez innych ludzi, poprzez naszą świadomość, poprzez nasze sumienie, poprzez różne wydarzenia, których jesteśmy świadkami lub które nas dotykają. Te sygnały są na tyle subtelne, że możemy je odczytać, jeśli jesteśmy dostatecznie otwarci i wrażliwi, ale jednocześnie zazwyczaj ich nie zauważymy, jeśli z jakiegoś powodu nie chcemy, by do nas docierały.
Przez innych ludzi? Zgoda.
Przez naszą świadomość? Zgoda, ale pod warunkiem, że dostaliśmy dostatecznie zindoktrynowani w dzieciństwie.
Przez nasze sumienie? No nie bardzo, gdyż wtedy postępowanie wierzących byłoby lepsze od niewierzących, a nauka pokazuje, że jest lekko odwrotnie.
Przez różne wydarzenia, których byłem świadkiem? Boga nie widziałem nigdzie, ale strzeż mnie Boże przed swoimi kapłanami, a Twoi wyznawcy też niewiele lepsi.

>Bóg nie narzuca się, szanuje naszą wolność i nie przymusza nas do relacji ze sobą - chce, żebyśmy wybrali Go dobrowolnie.
Ten, którego nie ma - ma gówno do gadania. Natomiast to się czyni w jego imieniu woła o pomstę do nieba. Praktycznie nikt nie wybiera sobie Boga ani świadomie, ani dobrowolnie. Zostaje on nam narzucony niczym chomąto we wczesnym dzieciństwie.

>"Być wrażliwym na sprawy duchowe" to znaczy - starać się dostrzec te subtelne sygnały lub co najmniej: nie negować apriorycznie ich istnienia.
Podstawowym dowodem na nieistnienie Boga, jest istnienie Kościoła Rzymskokatolickiego. Gdyby istniał, to na pewno by nie pozwolił na tyle najbardziej perfidnego zła, które uczynili jego namiestnicy, kapłani i słudzy. Pokrywając tą przerażającą maską obłudy.
Jestem wrażliwy na "sprawy duchowe" na dobrą literaturę, w tym poezję i teatr, na muzykę, na plastykę i architekturę, w górach - zachwycony ich pięknem - przeżywam prawie stany mistyczne.
Jestem zachwycony złożonością i pięknem przyrody. Często nawet określany byłem "nadwrażliwcem", ale przy założeniu istnienia jakiejkolwiek organizującej to inteligencji wszytko to wydaje się prymitywnie głupie, dobre dla ograniczonych fideistycznie umysłów nie mogących zrozumieć cudowności istniejącej rzeczywistości.

Moja dusza, to moja świadomość, to mój umysł i żadnej boskiej duszy we mnie, na szczęście, nie uświadczysz nawet śladu.

Miłego dnia.

@@@
.
02-10-2012 11:26Nie na temat 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Spróbuję wyjaśnić. Bóg mówi do każdego z nas....<
Primo - Mów za siebie!
Secundo - Modlitwa, medytacja, mantry itp. czyli jakiś "sposób mówienia" do Boga, Bogów jest jeszcze do przyjęcia.
Ludziom zdarza się mówić do siebie, osób nieobecnych, zmarłych (uznać można to za swoisty "sposób czynienia refleksji" choć może być i symptomem zaburzeń).
Ale jeśli Bóg przemawia do Ciebie, daje Ci wskazówki poprzez np. sznurówki, Marku Bielecki - to jak najszybciej do lekarza specjalisty!!!
To jest groźne i na pewno jest symptomem zaburzeń lub/i choroby!!!


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
04-10-2012 19:38Nie na temat 
 Ocena 1 na 1
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Spróbuję wyjaśnić. Bóg mówi do każdego z nas poprzez subtelne sygnały: poprzez innych ludzi, poprzez naszą świadomość, poprzez nasze sumienie, poprzez różne wydarzenia, których jesteśmy świadkami lub które nas dotykają. Te sygnały są na tyle subtelne, że możemy je odczytać, jeśli jesteśmy dostatecznie otwarci i wrażliwi, ale jednocześnie zazwyczaj ich nie zauważymy, jeśli z jakiegoś powodu nie chcemy, by do nas docierały. Bóg nie narzuca się, szanuje naszą wolność i nie przymusza nas do relacji ze sobą - chce, żebyśmy wybrali Go dobrowolnie. "Być wrażliwym na sprawy duchowe" to znaczy - starać się dostrzec te subtelne sygnały lub co najmniej: nie negować apriorycznie ich istnienia.

Czy ten Twoj bóg pochodzi z rodziny Vito Corleone?
29-10-2012 19:43 
 Ocena 1 na 1
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Spróbuję wyjaśnić. Bóg mówi do każdego z nas poprzez subtelne sygnały: poprzez innych ludzi, poprzez naszą świadomość, poprzez nasze sumienie, poprzez różne wydarzenia, których jesteśmy świadkami lub które nas dotykają. Te sygnały są na tyle subtelne, że możemy je odczytać, jeśli jesteśmy dostatecznie otwarci i wrażliwi, ale jednocześnie zazwyczaj ich nie zauważymy, jeśli z jakiegoś powodu nie chcemy, by do nas docierały. Bóg nie narzuca się, szanuje naszą wolność i nie przymusza nas do relacji ze sobą - chce, żebyśmy wybrali Go dobrowolnie. "Być wrażliwym na sprawy duchowe" to znaczy - starać się dostrzec te subtelne sygnały lub co najmniej: nie negować apriorycznie ich istnienia.

Skąd o tym wiesz?
01-10-2012 13:05 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)
Cud z Calandy... Hm... Nie takie cuda opisał Hugo w "Katedrze Marii Panny w Paryżu". Bardzo pouczająca lektura. Spryciarzy w dziejach ludzkości nie brakowało. Byli też tacy, co dawali się nabrać na "cuda".
29-10-2012 19:26 
 Ocena 3 na 3
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>[/cytat]
>Odpowiadając Jackowi Tabiszowi, podałem kontrprzykład: pl.wikipedia.org/wiki/Cud_z_Calandy
Ha, ha, ha.Nie dziwię się debilom co piszą takie bzdury w Wiki, dziwię się debilom którzy to czytają.
Nie trzeba odrośniętych nóg. Sprawdzian wiary jest bardzo prosty, bezpośrednio od Jezusa.
Przenieś górę albo przejdź po wodzie i natychmiast ci uwierzę. Jeżeli tego nie potrafisz to nie masz prawdziwej wiary.
24-09-2012 15:13 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Spróbuj spojrzeć obiektywnie na to, jak Twoi koledzy próbują tłumaczyć nawrócenia Edyty Stein, Frossarda lub Ratisbonne'a:
>"Ja co najwyżej wierzę, iż doznał jakiegoś mózgowego bodźca (typu "pęknięta żyłka"), który spowodował umysłową przemianę i intelektualne ograniczenie w samodzielnym myśleniu." (Andrzej Bogusławski)

>Widać tu całkowitą bezradność światopoglądu Twoich kolegów wobec tych fenomenów nawrócenia. Istota ich "argumentacji" polega de facto na apriorycznym zaprzeczaniu rzeczywistości, na istnienie której wskazują te fenomeny.
Tak, dostrzegam całkowitą swoją bezradność w rozmowie z ludźmi, których nikt i nic nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Ludzi, którzy nie potrafią zrozumieć najprostszego tekstu, a nawet jasnego twierdzenia, które nie potwierdza ich niczym racjonalnie nieuprawnionej wiary.

Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda, co ewidentnie permanentnie Pan tu egzemplifikuje.

Nie zauważyłem nigdzie aby racjonaliści przeczyli oczywistościom, a już na pewno nie przeczę nigdy jej ja. Tak, Pańska wiara, tak jak wiara, objawienia, ekstazy zdarzają się w rzeczywistości, a więc są faktem, tylko co z tego faktu wynika dla naukowego opisu rzeczywistości?
Czy to, że ich objawienia są prawdziwe?
Jeżeli tak to już fatalna konstatacja dla Pańskiego katolicyzmu, gdyż objawienia zdarzają się we wszystkich religiach i dotyczą tylko mitów zgodnych z wiedzą tego, któremu się objawiają. czytelnia.onet.pl/0,2922,0,1,nowosci.html czy www.racjonalista.pl/ks.php/k,967
Nie, nauka nie może w żaden sposób wypowiedzieć się co do prawdziwości subiektywnych wizji, a już sama różnorodność tych wizji przeczy aby którekolwiek z nich były bardziej prawdziwymi od innych. Nauka bada tylko przyczyny tych wizji i ich wspólne elementy i te badania całkowicie przeczą ich cudowności.

>Widać tu całkowitą bezradność światopoglądu Twoich kolegów wobec tych fenomenów nawrócenia.
Nie, Wielce Szanowny Panie Marku, nauka nie jest bezradna wobec fenomenów ludzkiego umysłu. Poznaje je i opisuje. Tyle tylko wiedza naukowa jest skomplikowaną i zrozumienie jej wymaga inteligencji i intelektualnej pracy, której jak zauważył prawie przed stuleciem H. L. Mencken w artykule "Homo Neanderthalensis" fideiści nie chcą lub nie potrafią podjąć: "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".
Jedyne czego Pan tu dowiódł to to, że nie zrozumiał Pan niczego z moich wypowiedzi.

Miłego dnia.

@@@
.
24-09-2012 16:44 
 Ocena-1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Nie, nauka nie może w żaden sposób wypowiedzieć się co do prawdziwości subiektywnych wizji,

Nie, nie może.

> a już sama różnorodność tych wizji przeczy aby którekolwiek z nich były bardziej prawdziwymi od innych.

To jest niestety błąd logiczny.

> Nauka bada tylko przyczyny tych wizji i ich wspólne elementy i te badania całkowicie przeczą ich cudowności.

To stwierdzenie jest sprzeczne z pierwszym Pańskim stwierdzeniem.
24-09-2012 17:39 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Nie, nauka nie może w żaden sposób wypowiedzieć się co do prawdziwości subiektywnych wizji, a już sama różnorodność tych wizji przeczy aby którekolwiek z nich były bardziej prawdziwymi od innych. Nauka bada tylko przyczyny tych wizji i ich wspólne elementy i te badania całkowicie przeczą ich cudowności.

>>>>Nie, Wielce Szanowny Panie Marku, nauka nie jest bezradna wobec fenomenów ludzkiego umysłu. Poznaje je i opisuje. Tyle tylko wiedza naukowa jest skomplikowaną i zrozumienie jej wymaga inteligencji i intelektualnej pracy.
>Nie, nie może.
Dokładnie tak samo, jak wszystkich wizji występujących w psychozach.

>>>>a już sama różnorodność tych wizji przeczy aby którekolwiek z nich były bardziej prawdziwymi od innych.
>To jest niestety błąd logiczny.
Logika nie ma nic wspólnego z logiką Pana Bieleckiego. Równoważne, a sprzeczne świadectwa znoszą się wzajemnie.

>>>>Nauka bada tylko przyczyny tych wizji i ich wspólne elementy i te badania całkowicie przeczą ich cudowności.
>To stwierdzenie jest sprzeczne z pierwszym Pańskim stwierdzeniem.
Tylko według Pańskiej umiejętności zrozumienia, Pańskiej wiedzy i Pańskiej logiki, a to ma się nijak do racjonalizmu.
Dla mnie jest to wprost chore (patologiczne) widzenie i rozumienie rzeczywistości.

Miłego dnia.

@@@
.
24-09-2012 22:59 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>>>>a już sama różnorodność tych wizji przeczy aby którekolwiek z nich były bardziej prawdziwymi od innych.
>>To jest niestety błąd logiczny.
>Logika nie ma nic wspólnego z logiką Pana Bieleckiego. Równoważne, a sprzeczne świadectwa znoszą się wzajemnie.

Poznajmy zatem logikę Pana Bogusławskiego - jak zatem udowodniłby Pan swoją tezę, iż "równoważne, a sprzeczne świadectwa znoszą się wzajemnie"?... Byłbym również wdzięczny za wskazanie, w jakiej książce z zakresu logiki można znaleźć taką tezę.
24-09-2012 23:57 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>>>a już sama różnorodność tych wizji przeczy aby którekolwiek z nich były bardziej prawdziwymi od innych.
>>>To jest niestety błąd logiczny.
>>>>Logika nie ma nic wspólnego z logiką Pana Bieleckiego. Równoważne, a sprzeczne świadectwa znoszą się wzajemnie.
>Poznajmy zatem logikę Pana Bogusławskiego - jak zatem udowodniłby Pan swoją tezę, iż "równoważne, a sprzeczne świadectwa znoszą się wzajemnie"?... Byłbym również wdzięczny za wskazanie, w jakiej książce z zakresu logiki można znaleźć taką tezę.
Jeżeli łaskawie zechce Pan mnie przyrównać do siebie to podam taki przykład:
Bielecki widział Marię Dziewice. Bogusławski widział diablą qurwicę. Ponieważ zewnętrznie robili wrażenie, że "odlecieli" i założona aparatura wskazywała, że byli w "odmiennych stanach świadomości" możemy im uwierzyć, iż mieli jakieś tam wizje, ale czy możemy uznać prawdziwość którejkolwiek z nich, wszak to tylko ich subiektywne odczucia. Nauka nie może poświadczyć większej prawdziwości, którejkolwiek z tych wizji i obie wizje są równoważne, a równoważność jest prawdziwa wtedy, gdy oba zdania są albo prawdziwe albo fałszywe.

Proszę zajrzeć do jakiegoś elementarza, wprowadzenia lub czegoś takiego.

Miłego dnia.

@@@
.
24-09-2012 17:51 
 Ocena 9 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Spróbuj spojrzeć obiektywnie na to, jak Twoi koledzy próbują tłumaczyć nawrócenia Edyty Stein, Frossarda lub Ratisbonne'a
>Widać tu całkowitą bezradność światopoglądu Twoich kolegów wobec tych fenomenów nawrócenia. Istota ich "argumentacji" polega de facto na apriorycznym zaprzeczaniu rzeczywistości, na istnienie której wskazują te fenomeny.

A w takiej Anglii, to podobno się, panie dzieju, w jeden rok 100 000 na islam nawróciło...
Jakże se, niebożę, dajesz radę z rzeczywistością, na istnienie której wskazuje ten fenomen?

...to jest pozostałość różnych ruchów, które nie zostały zrobione. (Julia Pitera)
25-09-2012 10:16 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>A w takiej Anglii, to podobno się, panie dzieju, w jeden rok 100 000 na islam nawróciło...

Wybierz jeden z tych przypadków, możliwie najbardziej podobny do przypadku Stein, Frossarda lub Ratisbonne'a, i opisz go - wtedy pogadamy.
25-09-2012 11:21 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>A w takiej Anglii, to podobno się, panie dzieju, w jeden rok 100 000 na islam nawróciło...
>Wybierz jeden z tych przypadków, możliwie najbardziej podobny do przypadku Stein, Frossarda lub Ratisbonne'a, i opisz go - wtedy pogadamy.
Panie Całkowicie Nieprzemakalny Na Wiedzę, a dlaczego mają robić to inni. Podałem Panu literaturę, gdzie podobne przypadki można znaleźć. Podobne, gdyż nawet w łonie katolicyzmu nie ma takich samych. Omamy psychotyczne (a te stany są bardzo bliskie sobie) są też podobne acz różne, gdyż taka już tego natura.

Miłego dnia.

@@@
.
25-09-2012 11:53 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Skoro podał Pan "literaturę, gdzie podobne przypadki można znaleźć", to Pański kolega big_zyd z pewnością coś podobnego do przypadku Edyty Stein, Frossarda lub Raitisbonne'a znajdzie. Zatem czekam...

(Już życzyłem Panu dzisiaj miłego dnia, ale skoro Pan ponownie mi życzy, to ja również ponawiam życzenia. )
25-09-2012 13:15 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Skoro podał Pan "literaturę, gdzie podobne przypadki można znaleźć", to Pański kolega big_zyd z pewnością coś podobnego do przypadku Edyty Stein, Frossarda lub Raitisbonne'a znajdzie. Zatem czekam...
Pan Astrotaurus:
Odpowiedz na parę pytań, które padały w wątku odnośnie relacji Twojej wiary z resztą świata. I to odpowiedz sobie, bo to Ty masz problem.
Szanowny Panie Nieprzemakalny - osobiście jestem Panu ogromnie wdzięczny za udział w naszym forum, gdyż rozmowy z Panem doskonale egzemplifikują prawdziwą głębię głupoty do jakiej prowadzi konsekwentnie każdy fideizm.
Znam trochę "poważnej" literatury chrześcijańskiej, czytuję wypowiedzi absolwentów katolickich wydziałów i katolickich uczelni na naszym forum. Oni bronią możliwości racjonalności wiary z różnym skutkiem i czasem nawet potrafią nas zbajerować, ale wtedy objawia się tu Pan Marek Bielecki (i kilkoro innych też), który nam pokazuje do czego faktycznie prowadzi prawdziwa i głęboka wiara.

Pan Marek Bielecki:
Ja, ponieważ należę do Kościoła katolickiego, mam jedynie większe obowiązki: Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą (Łk 12,48).
Trudno nawet Pana wysłać z tym do lekarza, gdy Pańskie poglądy podziela większość naszego społeczeństwa, a niektórzy to nawet za narodowych intelektualistów robią.

ARCHIDIECEZJALNA PORADNIA KATOLICKA
Poradnia udziela pomocy w trudnych i zawiłych sprawach sumienia, trudnościach religijnych i światopoglądowych,(...) Bezinteresowną pomocą służą specjaliści w dziedzinie: psychologii, seksuologii, psychiatrii, neurologii, prawa i teologii.
www.archid(*)/duszpasterstworodzin/pomocog/

Tak, ma Pan rację w tym kraju, to my za niepoczytalnych robimy i tylko na szczęście nasze forum mamy, gdzie o czym chcemy, to sobie o tym gadamy i jak na razie to i Święty Boże na to nie pomoże.

PS. Coraz bardziej strach żyć w tym wyznaniowym kraju. Strach skorzystać z lekarzy, aptekarzy, strach ujawniać własne poglądy i własną niezależność intelektualną. Nachalna propaganda wdziera się wszędzie. Dobrze tylko, że tak naprawdę to Polacy nigdy i nikomu nie uwierzyli. Panu Bogu też nie! O czym świadczą socjologiczne badania.

Miłego dnia.

@@@
.
25-09-2012 14:38 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Szanowny Panie Nieprzemakalny - osobiście jestem Panu ogromnie wdzięczny za udział w naszym forum, gdyż rozmowy z Panem doskonale egzemplifikują prawdziwą głębię głupoty do jakiej prowadzi konsekwentnie każdy fideizm.

Szanowny Panie Nieprzemakalny,
(rozumiem, że w Pana rozumieniu jest to uprzejmy sposób zwracania się do rozmówcy, więc stosuję ten sposób bez oporów, zwłaszcza że tytuł ten doskonale do Pana pasuje)
dziękuję za Pańskie wyrazy wdzięczności. Fideizm jest mi zupełnie obcy, natomiast ma on wiele wspólnego z Pańską postawą intelektualną: całkowitym zamknięciem na poglądy inne niż Pańskie, stosowaniem sztywnych schematów myślowych, ciasnym pseudo-racjonalnym dogmatyzmem, czyli tym wszystkim, co utrudnia rozumienie rzeczywistości, a więc tym samym - nie jest racjonalne.

Miłego dnia (po raz trzeci).
25-09-2012 15:58 
 Ocena 16 na 16
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Fideizm jest mi zupełnie obcy,
Tak to oczywiste, że pogląd filozoficzny i teologiczny głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi jest Szanownemu Panu całkowicie obcy. Widoczne to jest nie tylko w każdym poście, ale wprost w każdym zdaniu.

>natomiast ma on wiele wspólnego z Pańską postawą intelektualną: całkowitym zamknięciem na poglądy inne niż Pańskie,
Dokładnie tak!
Wszystkie poglądy - niezależnie jak wielkie (Pańskim zdaniem) autorytety by je nie głosili: papieże, Ojcowie i Doktorzy Kościoła, sobory wszelakie, Biblia, a nawet sam Bóg - jeżeli nie podparte są racjonalnym rozumowaniem i naukowymi dowodami, to mam głęboko w .... poważaniu.

>stosowaniem sztywnych schematów myślowych,
Tak dokładnie tych: pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_naukowa

>ciasnym pseudo-racjonalnym dogmatyzmem, czyli tym wszystkim, co utrudnia rozumienie rzeczywistości, a więc tym samym - nie jest racjonalne.
Rzeczywistość w znaczeniu potocznym to "wszystko co istnieje" - w najszerszym znaczeniu to świat, wszechświat, rzeczywistość materialna, czyli wszystko co można zbadać metodami naturalnymi. Rzeczywistość symulakrum mnie - poza powieściami science fiction - nie interesuje. Tak, tu jestem wprost dogmatycznym i w żadne wyspekulowane bajdy nie wierzę. Kurczą się już w nauce dziury wszelakie, gdzie można by jeszcze upchnąć Pańskiego Boga wraz z całym światem nadprzyrodzonym i nic tu nie pomoże żadne zaklinanie rzeczywistości ani przeklinanie niewierzących. W świat Pańskich bzdur, to już tylko mocno zindoktrynowani w dzieciństwie wierzą.
---------------------------------
Wracając do rzeczy, to mam uzupełnienia do tematu, ale tylko dla inteligentnych i myślących samodzielnie, fideistom szkoda je czytać nie dość, że niewiele zrozumieją to jeszcze wszystko przekręcą. [Załącznik] [Załącznik]

Miłego dnia.

@@@
.
16-10-2012 18:55 
 Ocena 3 na 3
doppelganger (3218 punktów)
> Rzeczywistość symulakrum mnie - poza powieściami science fiction - nie interesuje.

Dziękuję za przypomnienie tematyki mojej filologicznej magisterki. Podziwiam erudycję i pozdrawiam!
25-09-2012 14:14 
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Skoro podał Pan "literaturę, gdzie podobne przypadki można znaleźć",





Euhemer nr 1/79 z 1971 r.

Miłego dnia.

@@@
.
25-09-2012 14:50 
 Ocena 2 na 2
szuro (1757 punktów)
Witam Panie Andrzeju,
Za to że się Panu chce - szacunek.
Miłego dnia
25-09-2012 16:07 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Witam Panie Andrzeju,
>Za to że się Panu chce - szacunek.
Nie piszę tego dla Pana Bieleckiego, jemu już i Święty Boże nie pomoże. Piszę dla ludzi mądrych, którzy chcą się nad tą problematyką zastanowić.
Bardzo cenię Pańskie wypowiedzi ekonomiczne, a przecież one są też tylko dla ludzi myślących racjonalnie i z fideistami sobie Pan nie poradzi. Oni i tak zawsze wiedzą lepiej. Każda wiara nas ogranicza, a im jest głębszą, to tym bardziej.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
16-10-2012 10:12 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
Niesamowity ten opis panie Andrzeju, b. trzyma w napięciu. Ale przede wszystkim tragedia, ludzie w tych zabitych dechami wioskach sporo przeszli. Tak sobie myślę, że może to też jakiś sposób odreagowania rzezi w kresowych walkach białych z czerwonymi podczas i po Rewolucji.. niestety chyba też wszystkie sznurki w rękach mającego prostą wiedzę o człowieku kapłana degenerują: musi on być zarazem lekarzem, psychologiem, nauczycielem morlaności, przewodnikiem wspólnoty itp.
Pozdrowienia z mateczki Rasiji, tu wszystko nieco zmienia psychologiczny punkt widzenia
PS w temacie Pana Bieleckiego upraszam krzyżyka nie stawiać, wszak wyroki Boskie zbadane do końca nie są
16-10-2012 11:15 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Niesamowity ten opis panie Andrzeju, b. trzyma w napięciu.
Jeżeli to Panu się podobało polecam książkę, którą jeszcze można kupić:
www.etnolo(*)ewangelicznych-chrzescijan-swi

>Ale przede wszystkim tragedia, ludzie w tych zabitych dechami wioskach sporo przeszli. Tak sobie myślę, że może to też jakiś sposób odreagowania rzezi w kresowych walkach białych z czerwonymi podczas i po Rewolucji.. niestety chyba też wszystkie sznurki w rękach mającego prostą wiedzę o człowieku kapłana degenerują: musi on być zarazem lekarzem, psychologiem, nauczycielem moralności, przewodnikiem wspólnoty itp.
Nie łączył bym tego bezpośrednio z żadną ideologią, natomiast warunki życia spowodowane m.in. ustrojem społeczno-gospodarczym zawsze mają wpływ na nasze życie.
Może warto tu zapoznać się z historią Staroobrzędowców, tak od początków po dzień dzisiejszy. pl.wikipedia.org/wiki/Staroobrzędowcy

>PS w temacie Pana Bieleckiego upraszam krzyżyka nie stawiać, wszak wyroki Boskie zbadane do końca nie są
Odkąd nauczyłem się pisać nie lubię stawiać krzyżyków ani na sprawach (co niektórym się nawet upierdliwością wydaje), ani - tym bardziej - na ludziach.
Tak - "Nie zbadane są Pańskie wyroki"

Ale obiecuję, że gdyby Pan Bielecki na racjonalizm się nawrócił, to świeczkę dziękczynną zapalę i kieliszek dobrej brandy za jego konwersję wypiję.

Pozdrawiam.

@@@
.
16-10-2012 12:11 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
Trudno mówić o podobaniu się. To trochę tak jak z horrorami: samemu oglądać zwykle się nie che, ale jak już wpadnie coś dobrego ręce (np. kolega namówi) to po pierwszych kadrach nieraz nie można oderwać.
A jak już "przypadkiem" ma się u boku trwożną niewiastę, którą niecnie chce się zbałamucić... to i można się uzależnić
Dziękuję za linki do staroobrzędowców, podnsł się trochę mój poziom wiedzy o nich. Nic nie wiedziałem bawiąc wczoraj parę godzin w Moskwie na lotnisku że jestem w Trzecim Rzymie.

> Nie łączył bym tego bezpośrednio z żadną ideologią,
> natomiast warunki życia spowodowane m.in. ustrojem społeczno
> -gospodarczym zawsze mają wpływ na nasze życie.

Tak to właśnie jest. Nie wiem czy ideologią - to co napisałem wcześniej to zwykłe potrzeby ludzi. Zakładam analogicznie za naszymi doświadczeniami w Europie środkowej i zachodniej, że kapłani obrządku wschodniego byli najlepiej wykształconą częścią społeczeństwa Rosji jeszcze do początków XXw.

> gdyby Pan Bielecki na racjonalizm się nawrócił, to
> świeczkę dziękczynną zapalę i kieliszek dobrej brandy za jego
> konwersję wypiję.

Poniżej obiecał mi głębsze zastanawianie się nad swoimi przekonaniami, a to już jest coś
łącząc pozdrowienia
28-09-2012 20:32 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Skoro podał Pan "literaturę, gdzie podobne przypadki można znaleźć", to Pański kolega big_zyd z pewnością coś podobnego do przypadku Edyty Stein, Frossarda lub Raitisbonne'a znajdzie. Zatem czekam...



Myślę, że gdzieś tu trzeba by szukać, choć objawienia i nawrócenia mają swoją swoistość.

Miłego dnia.

@@@
25-09-2012 15:21 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Wybierz jeden z tych przypadków, możliwie najbardziej podobny do przypadku Stein, Frossarda lub Ratisbonne'a, i opisz go - wtedy pogadamy.

A takie coś będzie pasować?

...to jest pozostałość różnych ruchów, które nie zostały zrobione. (Julia Pitera)
25-09-2012 16:31 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Wybierz jeden z tych przypadków, możliwie najbardziej podobny do przypadku Stein, Frossarda lub Ratisbonne'a, i opisz go - wtedy pogadamy.
>A takie coś będzie pasować?

Na czym polega podobieństwo?
25-09-2012 17:36 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
>Na czym polega podobieństwo?
Chyba na odkryciu możliwości zaprzestania przemocy..
[Chrześcijanin nie dopytywałby.]
26-09-2012 12:05 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>>A takie coś będzie pasować?
>Na czym polega podobieństwo?
No to może to, albo to?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
26-09-2012 12:17 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>A takie coś będzie pasować?
>>Na czym polega podobieństwo?
>No to może to, albo to?

Czyli, spośród przypadków nawrócenia na islam, te właśnie są najbardziej podobne do nawrócenia na katolicyzm Edyty Stein, Frossarda lub Ratisbonne'a...
26-09-2012 13:03 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Czyli, spośród przypadków nawrócenia na islam, te właśnie są najbardziej podobne do nawrócenia na katolicyzm Edyty Stein, Frossarda lub Ratisbonne'a...
Czyli pleciesz byle pleść. O jaki stopień podobieństwa Ci chodzi, ile i jakich przykładów potrzebujesz i do czego miałoby to zmierzać?

Każdy nawrócony fiksuje się na nowej bajce stosownie do okoliczności, a jej treść jest bez znaczenia.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
27-09-2012 12:08 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Czyli, spośród przypadków nawrócenia na islam, te właśnie są najbardziej podobne do nawrócenia na katolicyzm Edyty Stein, Frossarda lub Ratisbonne'a...
>Czyli pleciesz byle pleść. O jaki stopień podobieństwa Ci chodzi, ile i jakich przykładów potrzebujesz i do czego miałoby to zmierzać?
Panie Astrotaurus, niech Pan nie udaje, iż Pan nie wie? Liczą się tylko nawrócenia na "jedyne prawdziwe wyznanie" jakim jest katolicyzm. Jak można nawrócić się na jakiś tam Bogów nieprawdziwych, a tym bardziej nawrócić się na ateizm.

Polecam rozumienie nawrócenia przez autora hasła w Wikipedii:
W Leksykonie duchowości katolickiej czytamy, iż nawrócenie jest procesem podjęcia świadomej decyzji zerwania z grzechem i zwrócenia się do Boga oraz zawierzenia Jego miłości. Dokonuje się ono we wnętrzu człowieka. Wyrazem nawrócenia jest jego pozytywna postawa, działanie, wartościowanie i myślenie. Ma charakter moralny, "stanowi podstawowy warunek podjęcia i rozwoju życia duchowego".

Typologia nawrócenia w teologii katolickiej

M. T. L. Penido podzielił nawrócenie na 2 grupy:

egzogenne, w którym czynniki zewnętrzne odgrywają zasadniczą rolę. Mogą one powodować przemiany jednostkowe lub zbiorowe

endogenne - są to zazwyczaj nawrócenia jednostkowe, które dokonują się stopniowo lub nagle. Zasadniczą rolę odgrywają tu czynniki wewnętrzne, prowadzące do osobistej decyzji.

Z punktu widzenia struktury teologicznej w procesie nawrócenia występują 2 zasadnicze fazy:

faza kryzysu lub przygotowania - ma ona zazwyczaj charakter negatywny, tzn. nawrócenie "od" grzechu. Występuje wówczas stopniowe dojrzewanie decyzji do zmiany swojego życia. Jest to więc dysponowanie rozumu i woli do uznania siebie za grzesznika i do walki z grzechem. Nawrócenie nigdy nie przychodzi nagle, chyba że jest wynikiem cudu.

faza ujawnienia - na ogół uznawana za właściwe nawrócenie. Ma charakter pozytywny (nawrócenie "do"). Polega na głębokiej przemianie i przebudzeniu świadomości, która to wyznacza nowy etap wzrastania. Faza ujawnienia wyraża się w ustawicznym i dokładnym wypełnianiu życiowych zadań, zgodnie z wolą Bożą.

W katolickiej teologii duchowości wymienia się 3 stopnie nawrócenia, które odpowiadają trzem drogom życia duchowego:

na drodze oczyszczenia początkujących, nawrócenie ma charakter moralny (tzw. pierwsze nawrócenie). Polega przede wszystkim na odwróceniu się od grzechu.

na drodze oświecenia postępujących, nawrócenie przybiera charakter duchowy (tzw. drugie nawrócenie). Przejawia się w postawie przylgnięcia do Jezusa. Zakłada zdecydowany zwrot ku Bogu, którego podstawą jest akt wiary i skruchy.

na drodze zjednoczenia doskonałych, uwidacznia się mistyczny charakter nawrócenia (tzw. nawrócenie mistyczne lub trzecie nawrócenie), które jest radykalnym wyborem Chrystusa i całkowitym upodobnieniem się do Niego wraz z gotowością ofiary z życia.


W języku potocznym - niezbyt poprawnie - mówi się o "nawróceniu", jako o przejściu od jednego wyznania do drugiego, w tym wypadku należałoby mówić o konwersji. W tym znaczeniu Słownik Języka Polskiego PWN podaje popularne znaczenie wyrażenia "nawrócić się". Według jego autorów pojęcie to oznacza przyjęcie jakiejś religii, innego wyznania (np. nawrócić się na mahometanizm). Z czego wynika, iż "niepoprawnym" jest użycie tego zwrotu w przypadku jakichkolwiek konwersji poza katolicyzmem. My już tak przesiąkliśmy indoktrynacją katolicką, że nie nawet dostrzegamy zawłaszczania pojęć, nie mówiąc już o przeróżnych manipulacjach językiem.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
29-09-2012 21:08 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>Wybierz jeden z tych przypadków, możliwie najbardziej podobny do przypadku Stein, Frossarda lub Ratisbonne'a, i opisz go - wtedy pogadamy.
>>A takie coś będzie pasować?
>Na czym polega podobieństwo?

Po namyśle stwierdzam, że chyba masz rację kwestionując podobieństwo nawróceń Zakarii Zubeidiego oraz Stein, Frossarda itp.
Zakaria Zubeidi bez porównania silniejsze uwarunkowania psychologiczne i społeczne musiał przewyciężyć, bez porównania więcej też ryzykował.
Wreszcie - last but not least - potrafił głęboką zmianę swej postawy racjonalnie uargumentować, co korzystnie a fundamentalnie różni go od Stein et consortes.


...to jest pozostałość różnych ruchów, które nie zostały zrobione. (Julia Pitera)
24-09-2012 19:38 
 Ocena 8 na 8
setarkos (10757 punktów)
>.. "Przy wchodzeniu do kościoła niczego nie wiedziałem, a przy wyjściu wszystko już jasno widziałem"
Widocznie spodobał mu się ów sen o potędze, że nagle uznał siebie nie za jednego z wielu, lecz świat cały wypełnił sobą. Widząc sam "wszystko", o cudzych oczach zapomniał - nie były wszak Jego. A widział dosłownie wszystko co widział, bo czego nie widział - nie widział.
Tak dotarło doń słabo wcześniej uświadamiane i może stłumione Wielkie Ego, któremu w głowie niezręcznie już było się mieścić, więc nazwał je "Bogiem".
Ogromne spadło na niego olśnienie - oto obcuje z Umiłowanym, przy którym nawet skromność łatwo zachować w roli Jego sługi. Bóg i Człowiek w jednej osobie Duchem Świętym opromienion!

[Bardzo to sprytne - genialne - istny logiczny majstersztyk tak dla królów jak i owieczek - powołać Boga będącego miłością, nie przyznając przed sobą (bo sprawa Duchowa), że to tylko miłość własna.
Ot i całe "nawrócenie" - utrata proporcjum mocium Panie.]
25-09-2012 11:54 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

A jakie inne warianty uważasz za możliwe?...
25-09-2012 17:17 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>A jakie inne warianty uważasz za możliwe?...
Może przedstawiłbyś w zamian swoje warianty..
Próbowałem opisać katolicką duszę przy użyciu skromnej świeckiej wyobraźni. Kosztowało to sporo wysiłku (na codzień nie zajmuję się psychologią), a nie wiem jak bardzo chybiony wyszedł obraz.
Ciekawe jak Ty wyobrażasz sobie duszę bezbożną, lub ogólniej: jaki wzgląd (wgląd?) mogą mieć katolicy na inne dusze ludzkie zawierające bądź nie zawierające wyobrażenia bóstw.
29-09-2012 21:51 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>A jakie inne warianty uważasz za możliwe?...
>Może przedstawiłbyś w zamian swoje warianty..

Inny wariant przedstawił sam Ratisbonne. Ze względu zarówno na osobę, jak i okoliczności, jego relację uznałbym za wiarygodną.
02-10-2012 15:04 
 Ocena 3 na 3
Jacek_G (35558 punktów)
A mógłby pan skrótowo (o ile się da) opowiedzieć o wariancie Ratisbonne? Nie każdy ma czas ni odpowiednio wytrenowany umysł aby w dobie goniącego czasu się w to wszystko wgłębiać. W końcu nie mam tez pewności, czy to tak naparawdę również pana wariant (pomimo zapewnień).
Często proste "myślę jak ten i ten" nie wystarcza, gdyby tak było to więszość dyskusji na jakimkolwiek forum byłaby odsyłaniem do źródeł = sama esencja nudy. Proszę zrozumieć że ludzie chcę się spotkac z żywymi ludźmi, z emocjami, z ich wysiłkiem a nie z kartami książek pisanych często w chwilach samotnego skupienia.
pozdrawiam
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>A mógłby pan skrótowo (o ile się da) opowiedzieć o wariancie Ratisbonne?

Alphons Ratisbonne żył w latach 1814-1884, był francuskim Żydem, uważał się za sceptyka i ateistę, do Kościoła katolickiego miał stosunek bardzo negatywny. Pewnego dnia czekał na znajomego, który załatwiał formalności pogrzebowe. Z nudów wszedł do kościoła, zaczął bezmyślnie snuć się po świątyni i wtedy - według jego relacji - nagle, w jednej chwili, ujrzał duchowy wymiar rzeczywistości, odczuł miłość i przebaczenie, a jednocześnie została mu udzielona wiedza o prawdach wiary, o których nie miał wcześniej pojęcia. "Przy wchodzeniu do kościoła niczego nie wiedziałem, a przy wyjściu wszystko już jasno widziałem" - wspominał po latach. Czyli było to nawrócenie natychmiastowe, bez żadnej widocznej przyczyny, połączone z udzieleniem wiedzy o prawdach wiary nauczanych przez Kościół. W sumie - tajemnicza sprawa... Bardzo podobnie wyglądało kilkadziesiąt lat później nawrócenie innego francuskiego Żyda - André Frossarda.
02-10-2012 17:22 
 Ocena 3 na 3
Jacek_G (35558 punktów)
Dziękuję za krótki i rzeczowy opis, wszystko jest zrozumiałe (to oczywiście a propos opisu a nie zdarzenia). Nie tylko Frossard tego doświadczył, na mojego czuja zupełnie podobnie musi być z najgłośniejszym tego typu nawróceniem - czyli ze św. Pawłem.
Zgadzam się z panem, jego relację też uznałbym za wiarygodną, jak i całą masę doświadczeń przemian jemu podobnych o których literatura milczy, a które zapewne musiały w historii ludzkości mieć miejsce.
Swoją drogą jeśli Alphons Ratisbonne doznał pewności że "wszystko już jasno widzi" to nurtuje mnie pytanie czy potrafiłby wyjaśnić pewną trudność z którą borykam się od lat, tzn. zachętę Jezusa do nadstawiania drugiego policzka.
łącząc pozdrowienia
09-10-2012 10:19 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Swoją drogą jeśli Alphons Ratisbonne doznał pewności że "wszystko już jasno widzi" to nurtuje mnie pytanie czy potrafiłby wyjaśnić pewną trudność z którą borykam się od lat, tzn. zachętę Jezusa do nadstawiania drugiego policzka.

Dlaczego akurat to postrzega Pan jako trudność?
09-10-2012 12:33 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
Postrzegam to jako trudność gdyż wyczuwam, że jest to sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, a nawet nieraz szkodliwe. Jeśli nadstawia się drugi policzek to często zamiast dobra mamy wzmożoną arogancję u bijącego weń (vide "to teraz wszystko mi już wolno") Intuicyjnie zło bardzo często wymaga czynnego przeciwstawienia się,
pozdrowienia
09-10-2012 16:18 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Postrzegam to jako trudność gdyż wyczuwam, że jest to sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, a nawet nieraz szkodliwe. Jeśli nadstawia się drugi policzek to często zamiast dobra mamy wzmożoną arogancję u bijącego weń (vide "to teraz wszystko mi już wolno") Intuicyjnie zło bardzo często wymaga czynnego przeciwstawienia się,

Też uważam, że złu w wielu przypadkach należy przeciwstawiać się w sposób czynny, ale zgodnie z zasadą św. Pawła, tak często powtarzaną przez ks. Jerzego Popiełuszkę: "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobro zwyciężaj".
"Nadstawianie drugiego policzka" rozumiem jako pewną postawę wobec zła, która zakłada, że nie mścimy się i nie żywimy urazy wobec agresora, nie odpowiadamy agresją na agresję, np. pozostawiamy taki oto wpis: www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w523660 bez reakcji i bez złych myśli.
09-10-2012 21:07 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
Tak, widzę to w Pana tekstach - bywa pan bardzo cierpliwy, nie zniża się do retoryki wyśmiewania a to bardzo cenna rzecz. Sam funkcjonuję podobnie, choć pewnie niektórych pana poglądów jak i ks.Popiełuszki nie podzielam, ale o co kruszyć kopię względnie porównywać bliźnich do upośledzonych? Szukanie sobie wrogów zostawmy tym, którzy odnajdują w tym przyjemność. Lepiej zająć się czymś bardziej pożytecznym: rozmową z ukochaną osobą, zabawą z dzieckiem albo przejażdżką rowerem

>"Nadstawianie drugiego policzka" rozumiem jako pewną
> postawę wobec zła, która zakłada, że nie mścimy się
> i nie żywimy urazy wobec agresora, nie odpowiadamy
> agresją na agresję, np. pozostawiamy taki oto wpis:
> (..)

Tak, opisana przez pana postawa jest dla mnie zrozumiała.
Tu pewne moje spostrzeżenie: w pana przykładzie zamiast nadstawiać drugi policzek po prostu go pan chowa, brak odpowiedzi prozaicznie nie jest nadstawieniem go, Jezus nie do końca namawiał do odejścia lub przemilczania.
Kontynuując wątek - proszę powiedzieć, ma pan lub miał małe dzieci? Oczywiscie nie musi pan odpowiadać jeśli nie chce,
pozdrawiam
10-10-2012 10:24 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Tak, widzę to w Pana tekstach - bywa pan bardzo cierpliwy, nie zniża się do retoryki wyśmiewania a to bardzo cenna rzecz. Sam funkcjonuję podobnie, choć pewnie niektórych pana poglądów jak i ks.Popiełuszki nie podzielam, ale o co kruszyć kopię względnie porównywać bliźnich do upośledzonych? Szukanie sobie wrogów zostawmy tym, którzy odnajdują w tym przyjemność. Lepiej zająć się czymś bardziej pożytecznym: rozmową z ukochaną osobą, zabawą z dzieckiem albo przejażdżką rowerem

Zdecydowanie tak!

>Kontynuując wątek - proszę powiedzieć, ma pan lub miał małe dzieci?

Tak, mam jedno małe dziecko i kilkoro dużych.
10-10-2012 10:42 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
> mam jedno małe dziecko i kilkoro dużych.

No to taka sytuacja: co by pan zrobił gdyby pana smyk przyszedł z przedszkola albo szkoły do domu i powiedział wieczorem przy kolacji "ten złośliwy chłopak z 2a znienacka na oczach wszystkich popchnął mnie na przerwie, upadłem.. i zrobił ze mnie pośmiewisko".
Dziecku zazwyczaj płyną wtedy łzy, jest przygaszone i te sprawy. Sami z resztą pamiętamy jak to jest
pozdrawiam
10-10-2012 14:52 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

To chyba trochę inny problem, mający więcej wspólnego z bezpieczeństwem w szkołach niż "nadstawianiem drugiego policzka". W tej sytuacji na pewno nie zachęcałbym dziecka do wdawania się w bójki w szkole. Natomiast każdy człowiek ma prawo do obrony przed agresorem. Jeżeli agresor używa przemocy, broniący się także może używać przemocy.
10-10-2012 15:27 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
> Jeżeli agresor używa przemocy, broniący się także może używać przemocy.

Dokładnie, i to jest własnie problem bo Jezus tego nie dookreślił, jego wypowiedź o policzku jest niejednoznacza i często jest do dziś naginana do postawy bierności dzieci wobec przemocy innych dzieci.
Prosze powiedzieć kiedy wg pana nalezy ten policzek nadstawiać? Przyznam że poprzedni przykład braku reakcji na jakieś bzdury które ktoś o panu wypisuje do mie nie tafia, po pierwsze ów użytkownik forum bezposednio się do pana nie zwrócił, po drugie "uderzć" to "uderzyć" a nie 'podśmiechiwać się; na podobnej zasadzie "nadstawić" to nie "zrobić unik".
Gdyby tak było, Jezus postępowałby inaczej i w Biblii mielibyśmy już trochę co innego:
"(...) jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nie nadstawiaj mu drugiego tylko odejdź w pokoju bez nienawiści" (Mt 5, 39) oraz "Gdy to rzekł, jeden ze sług stojących próbował spoliczkować Jezusa, mówiąc: »Tak odpowiadasz arcykapłanowi?«. A Jezus zrobiwszy unik odrzekł mu: »Jeżeli źle powiedziałem , udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego chiałeś Mnie zbić?" (J 18, 22-23)
łącząc pozdrowienia
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Ewangelie są tekstami krótkimi i zwartymi - przekazują na ogół podstawowe zasady, a nie szczegółowe rozstrzygnięcia konkretnych problemów moralnych. Dla mnie z zasady "nadstawiania drugiego policzka" wynika, że nigdy nie powinienem odpłacać za zło złem oraz że zawsze moja reakcja na zło powinna brać pod uwagę dobro agresora. Innymi słowy: nigdy nie powinienem dążyć do wyrządzenia zła temu, kto wyrządza mi zło.
Sformułowanie ewangeliczne o nadstawieniu drugiego policzka jest bardzo radykalne, ale takich radykalnych sformułowań jest w Ewangelii więcej, np.: Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją (Mk 9,43) - oczywiście nie należy ich traktować dosłownie.
11-10-2012 11:43 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
Dziękuję za wyjaśnienia - są spokojne i rzeczowe, wbrew pozorom stwarzanym przez niektórych forumowiczów b. miło się z panem rozmawia

> Dla mnie z zasady "nadstawiania drugiego policzka" wynika,
> że nigdy nie powinienem odpłacać za zło złem oraz że zawsze
> moja reakcja na zło powinna brać pod uwagę dobro agresora

Niestety, to co pan pisze jest dla mnie trochę mało konkretne.

> Innymi słowy: nigdy nie powinienem dążyć do wyrządzenia
> zła temu, kto wyrządza mi zło.

Oczywiście, bo to byłaby zemsta a nie o tym mówimy. Zemsta jest zwykle szkodliwa dla samego mszcącego się, jak i dla sprawcy który kiedyś wyrządził nam krzywdę.
Teraz ciekawi mnie, proszę powiedzieć jakby pan zareagował na obiektywne zlo, wyrządzone panu przez inną dorosłą osobę. np. ktoś kradnie panu rower z piwnicy a po paru dniach, z rozmów z sąsiadami orientuje się pan, że to był 25 letni chłopak z sąsiedniego bloku. Zaczaja się pan wieczorem w celu obserwacji przy jego klatce i nagle widzi, jak ten chłopak oddaje pana rower paserowi. Oczywiście bitka nie wchdozi w grę, po prostu zapamiętał pan to zdarzenie i po praru dniach siedzi w domu wieczorem myśląc co robić. Sprawę można nieco skomplikwoać, niech ten złodziej będzie równocześnie chłopakiem pana córki.
łącząc pozdrowienia
11-10-2012 13:28 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Teraz ciekawi mnie, proszę powiedzieć jakby pan zareagował na obiektywne zlo, wyrządzone panu przez inną dorosłą osobę. np. ktoś kradnie panu rower z piwnicy a po paru dniach, z rozmów z sąsiadami orientuje się pan, że to był 25 letni chłopak z sąsiedniego bloku. Zaczaja się pan wieczorem w celu obserwacji przy jego klatce i nagle widzi, jak ten chłopak oddaje pana rower paserowi. Oczywiście bitka nie wchdozi w grę, po prostu zapamiętał pan to zdarzenie i po praru dniach siedzi w domu wieczorem myśląc co robić. Sprawę można nieco skomplikwoać, niech ten złodziej będzie równocześnie chłopakiem pana córki.

Ja bym zrobił tak: opowiedziałbym wszystko swojej córce i poprosiłbym ją, żeby spowodowała, żeby rower szybciutko do mnie wrócił. Nic więcej w tej sprawie już bym nie robił.

W wariancie mniej skomplikowanym (tzn. bez córki): odwiedziłbym chłopaka i poprosiłbym o zwrot roweru w określonym czasie; gdyby nie zwrócił roweru, prawdopodobnie powiadomiłbym policję.

Z zasadą "nadstawienia drugiego policzka" więcej wspólnego ma historia opisana przez Wiktora Hugo w "Nędznikach": ksiądz, którego okradł Jean Valjean, zachował się dokładnie zgodnie z tą zasadą, co wywołało w złodzieju wstrząs i w efekcie zmianę życia.
11-10-2012 14:27 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
> Ja bym zrobił tak: opowiedziałbym wszystko swojej
> córce i poprosiłbym ją, żeby spowodowała, żeby rower szybciutko
> do mnie wrócił. Nic więcej w tej sprawie już bym nie robił.

Błąd w myśleniu, błąd w działaniu. Po pierwsze zagwozdka nie dotyczy jej, tylko pana i chłopaka. Oj widzę że ma pan tendencję do wysługiwania się bliźnim.. co gorzej własną córką.
Dla niej to będzie jeszcze więszy problem niż dla pana, z przyczyn które długo by wymieniać, ale jak pan ciekaw to się postaram.
Po drugie mówienie jej tego może zniszczyć jej relacje z chłapakiem, a chyba prawdziwy chrześcijanin bierze to pod uwagę, zeby swoją niedelikanością nie niszczyć relacji innych - mam rację?
I po trzecie gdyby nawet - młodzi chłopcy lubią motać dziewczynom w głowach, argumentacja typu "tylko pożyczyłem, za 2 tyg oddam" bywa jedną z najniewinniejszych. Podejrzewam że idąc tą drogą nigdy by pan roweru nie zobaczył, a może z czasem i córki

> W wariancie mniej skomplikowanym (tzn. bez córki): odwiedziłbym
> chłopaka i poprosiłbym o zwrot roweru w określonym czasie;
> gdyby nie zwrócił roweru, prawdopodobnie powiadomiłbym policję.

Otóż to, prawie to. I tyle? Przyznam że jestem troszku rozczarowany, ja bym zrobił coś jeszcze i to w wariancie z córką, raczej do Policji w ogóle by nie doszło. Chce pan przeczytać co bym zrobił?

> historia opisana przez Wiktora Hugo w "Nędznikach"

Prosze koniecznie opowiedzieć jak było z tym księdzem, bardzom ciekaw.
łącząc pozdrowienia
11-10-2012 14:40 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ten ksiądz to fikcja literacka. Złodziejowi złota liturgicznego dorzucił jeszcze więcej. Absurd - bo skąd niby to złoto miał? I czy Hugo zakładał, że po stracie tego złota ksiądz nie poprosiłby parafian i państwa o zakupienie nowych naczyń liturgicznych? Powoływanie się na fantazyjną postać z powieści Hugo, którego lubię, ale który na pokaz bywał skrajnie katolicki (bo w prywatnym życiu wcale nie był katolicki), to ze strony Marka zwariowany chwyt erystyczny. Postaci Hugo są celowo przerysowane, autorowi nie chodziło o żaden realizm.
11-10-2012 14:58 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> Ja bym zrobił tak: opowiedziałbym wszystko swojej
>> córce i poprosiłbym ją, żeby spowodowała, żeby rower szybciutko
>> do mnie wrócił. Nic więcej w tej sprawie już bym nie robił.
>Błąd w myśleniu, błąd w działaniu. Po pierwsze zagwozdka nie dotyczy jej, tylko pana i chłopaka. Oj widzę że ma pan tendencję do wysługiwania się bliźnim.. co gorzej własną córką.
>Dla niej to będzie jeszcze więszy problem niż dla pana, z przyczyn które długo by wymieniać, ale jak pan ciekaw to się postaram.
>Po drugie mówienie jej tego może zniszczyć jej relacje z chłapakiem, a chyba prawdziwy chrześcijanin bierze to pod uwagę, zeby swoją niedelikanością nie niszczyć relacji innych - mam rację?
>I po trzecie gdyby nawet - młodzi chłopcy lubią motać dziewczynom w głowach, argumentacja typu "tylko pożyczyłem, za 2 tyg oddam" bywa jedną z najniewinniejszych. Podejrzewam że idąc tą drogą nigdy by pan roweru nie zobaczył, a może z czasem i córki

A ja rozumuję tak:
Rower jest nieważny, tu chodzi o życie mojej córki! Czy ma się związać ze złodziejem?! Dlatego sprawą priorytetową jest, żeby znała prawdę o swoim chłopaku.
Ale uwaga: chłopak może się jeszcze zmienić! Poznałbym to po tym, że po jakimś czasie przyszedłby do mnie i opowiedział, dlaczego to zrobił i że bardzo tego żałuje - wtedy wiedziałbym, że mojej córce nie grozi życiowa tragedia. A gdyby się nie zmienił?... Wtedy moja córka miałaby świadomość, kim on jest i prawdopodobnie zakończyłaby tę chorą znajomość.

>> W wariancie mniej skomplikowanym (tzn. bez córki): odwiedziłbym
>> chłopaka i poprosiłbym o zwrot roweru w określonym czasie;
>> gdyby nie zwrócił roweru, prawdopodobnie powiadomiłbym policję.
>Otóż to, prawie to. I tyle? Przyznam że jestem troszku rozczarowany, ja bym zrobił coś jeszcze i to w wariancie z córką, raczej do Policji w ogóle by nie doszło. Chce pan przeczytać co bym zrobił?

No pewnie!

>> historia opisana przez Wiktora Hugo w "Nędznikach"
>Prosze koniecznie opowiedzieć jak było z tym księdzem, bardzom ciekaw.

Już nie pamiętam szczegółów, czytałem to wieki temu!...
11-10-2012 15:26 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
> A ja rozumuję tak:
> Rower jest nieważny, tu chodzi o życie mojej córki!

Iee tam, o życie. Proszę nie histeryzować

> Czy ma się związać ze złodziejem?!

A czemu nie? Pewna doza ojcowskiej tolerancji i zaufania jeszcze nikomu nie zaszkodziła. W Kościele bywają tolerowane gorsze sprawy np. księża pedofile (vide słynna już dziś instrucja Crimen Sollicitationis która to jasno mówi) więc myślę że trzeba liczyć że ktoś się zmieni, oczywiscie po odpowiedniej interwencji.

> Dlatego sprawą priorytetową jest, żeby znała prawdę o swoim chłopaku.

Tak, to jest kluczowa sprawa, to również uwzględniam w moim podejściu jak niżej.

> Ale uwaga: chłopak może się jeszcze zmienić!

Dokładnie tak.

> Poznałbym to po tym, że po jakimś czasie przyszedłby do
> mnie i opowiedział, dlaczego to zrobił i że bardzo tego żałuje

Sądzi pan, ze tak by sam z siebie przyszedł? Panie Marku, zostawiam to bez komentarza

>> Chce pan przeczytać co bym zrobił?
>No pewnie!

Poszedłbym do tego chłopaka i powiedzał: wiem że to zrobiłeś, moje warunki są takie
1. Oddajesz do jutra rower.
2. Mówisz co zrobiłeś mojej córce, a ja obracam to przed nią w żart. Mozesz też coś pościemniać że tylko pożyczyłeś itp.
3. Jeśli nie zrobisz co w punktach 1 i 2 - idę na Policję oraz mówię wszystko mojej córkce jak jest, mówiąc wprost widzisz ją ostatni raz.
4. Na koniec chcę pojeźdizć Twoim samochodzem jeden dzień, warunek jest taki że jest to sobota. Alternatywą do jest pomaganie mi na działce w pracach porządkowo-budowlanych, również w całą sobotę. Jeśli na to nie przystajesz - patrz punkt 3.

>Już nie pamiętam szczegółów, czytałem to wieki temu!...

Już dziękuję, pan Tabisz wszystko niżej opisał dodając od siebie b. rozsądny komentarz, panie Jacku - po prostu szacun!
łącząc pozdrowienia
11-10-2012 15:39 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>4. Na koniec chcę pojeźdizć Twoim samochodzem jeden dzień, warunek jest taki że jest to sobota. Alternatywą do jest pomaganie mi na działce w pracach porządkowo-budowlanych, również w całą sobotę. Jeśli na to nie przystajesz - patrz punkt 3.



No, nie wiem, nie wiem... Ja bym jednak w żadnym przypadku nie chciał ukrywać przed córką, co się zdarzyło.
11-10-2012 17:47 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
W kwestii ukrywania przypominam że pan jest ojcem a ona córką. Ona nie jest spowiednikiem ani mistrzem duchowym. Wg moich spostrzeżeń nieraz prawda powiedziana ot tak dla zasady przynosi więcej złego niż dobrego, ale to tylko takie moje prywatne, nic nie znaczące przemyślenia
Chyba dotrwaliśmy obaj do końca wątku, mam nadzieję że nie bolało. Ja bym jednak na pana miejscu przemyślał jeszcze raz ten policzek, bo coś mi się widzi że chyba setki razy go pan tu nadstawił na tym forum. I dostał,
łącząc pozdrowienia
12-10-2012 09:41 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Ja bym jednak na pana miejscu przemyślał jeszcze raz ten policzek, bo coś mi się widzi że chyba setki razy go pan tu nadstawił na tym forum. I dostał,
>łącząc pozdrowienia

Tak, muszę to jeszcze przemyśleć... A Pan też nieźle podpadł tutejszym hunwejbinom.

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za racjonalną postawę, nieczęsto tu spotykaną.
12-10-2012 16:52 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
Cóż, tak czasem jest - gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą
Bardzo mi się zrobiło miło po przeczytaniu pana ostatniego zdania.
W kwestii Edyty Stein - nie znam twórczości tej autorki, z pana skrótu wnioskuje że to b. zacna, oczytana naukowiec-filozof która w tej bardziej "oświeconej" części życia miała b. bogate życie wewnętrzne. Staje mi tu również per analogia przed oczami Simone Weil "kobieta absolutna" przez której prozę kiedyś próbowałem się przebić (jej książka leży obecnie na moim biurku). Być może ten wątek też pan kiedyś rozpocznie wkładając kij w mrowisko

Na marginesie ciekawe, jakie to "racjonalistyczne przesądy i więzy" opadały ze Stein w czasach wzrastania? Myślę że dużo jest książek, doświadczeń ludzi (niekoniecznie chrześcijan czy też katolików) po których lekturze dane jest zakrzyknąć "To jest prawda!" Sam kilka takich momentów "zaliczyłem" czytając choćby Kena Wilbera, Tischnera czy tez Siostrę Faustynę Kowalską. Albo jeszcze lepiej, w wieku około 20 lat inkryminowanego przez Watykan o. De Mello. Pytanie co z takich lektur później zostaje dla praktycznego życia, niestety praktyka pokazuje że niewiele. Ma to niezmiennie mało praktyczny sens w czasach stabilizacji materialnej i braku wojen.
Chyba że sens ma w środowiskach naukowo-filozoficznych czy też kontemplacyjnych, tego nie jestem w stanie powiedzieć. My tu jednak stąpamy zazwyczaj po twardym gruncie życia, myślę że nie należy o tym zapominać.
Życzę panu zatem wielu odczuć "realnego dziania się" nieskończonego świata, coby otwierał się on każdego dnia na nowo, "gdy zamiast na zewnątrz, zaczyna się wreszcie żyć do wewnątrz"... a tak naprawdę obydwóch tych zdolności RÓWNOCZEŚNIE
Niestety mam inne zdanie od Stein w kwestii realnych rzeczy z którymi wcześniej ma się do czynienia. Bynajmniej nie mogą one ot sobie tak z dnia na dzień stać się przezroczyste, pomimo odczuwania sił, które stanowią fundament życia mamy przecież własne małe sprawy, dzieci do wychowania, żony/mężów, przyjaciół i hobby (nieraz b. inspirujące i rozwijające) z czego zapewne Stein całkowicie zrezygnowała w imię poszerzonych nagle horyzontów (pytanie czy nie nazbyt łatwo).
Owocnych utarczek na forum panie Marku, byle nie łatwego podkładania się pod maszynkę bęcków. Bo teraz, gdy już zamieniłem z panem te kilka zdań przyprawi mnie pan o niepotrzebny dyskomfort No więc jak, może mi pan obiecać głębsze przemyśliwanie swoich ewangelizacyjnych intencji?
pozdrowienia
15-10-2012 15:49 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> No więc jak, może mi pan obiecać głębsze przemyśliwanie swoich ewangelizacyjnych intencji?

Tak.
09-10-2012 21:32 
 Ocena 5 na 7
astrotaurus (12445 punktów)

>"Nadstawianie drugiego policzka" rozumiem jako pewną postawę wobec zła, która zakłada, że nie mścimy się i nie żywimy urazy wobec agresora, nie odpowiadamy agresją na agresję, np. pozostawiamy taki oto wpis: www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w523660 bez reakcji i bez złych myśli.
Ach, Boziu! Jaki miłosierny Bielecki!
Ja myślałem, że on nie odpowiada na proste kwestie, bo jego upośledzony umysł broni się przed porażką (zrozumieniem), a tu się okazuje że to z katolickiej Miłości Bliźniego. Chyba się , k..., popłaczę...

Marku Bielecki, jest tu wielu ludzi, którzy próbami rozmowy z Tobą napaśli trolla ponad wszelką miarę, którzy pozwalali Ci rozwijać krasomówstwo legitymizując niejako Twoje brednie. U mnie miałeś szanse dawno temu, bo nie jestem niewyleczalny. Owszem, kiedy widzę przedstawiciela gatunku homo sapiens domniemywam, że to homo sapiens i tak go traktuję. Kiedy jednak inkryminowany osobnik usilnie odżegnuje się (jakże pasujący zwrot!) od sapiens staje się wyłącznie obiektem specjalnej troski. Możesz nie chcieć być uznany za cywilizowanego rozmówcę, ale gdyby ni z gruchy ni z pietruchy nagle Ci się zachciało masz odpowiedzieć na pytania na które odpowiedzi unikasz zamiast próbować mydlić oczy wyrozumiałością. Sobie może wodę z mózgu zrobisz jeszcze bardziej wodnistą, ale zrobienie wody z mózgu mnie to nie jest zadanie na Twoje siły. Pojmij to dla swego dobra, dla dobra swego (i fizyka Bieleckiego) umęczonego głupotą umysłu.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
10-10-2012 10:31 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> nie jestem niewyleczalny
> masz odpowiedzieć na pytania na które odpowiedzi unikasz

Jakie to pytania?
11-10-2012 11:53 
 Ocena 1 na 3
Jacek_G (35558 punktów)
> Masz odpowiedizec na pytania

Czemu Ty się chłopie tak narzucasz? Dajże mu już pokój, przeciez widzisz że człowiek nie bardzo chce z Tobą gadać.
To co robisz jest dla mnie bliskie naprzykszaniu się.
pozdrowienia

Mod:
Dbaj, proszę, nieco bardziej o ortografię.
11-10-2012 13:40 
 Ocena 1 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Czemu Ty się chłopie tak narzucasz?
Chyba nie przemyślałeś słowa "narzucasz" biorąc pod uwagę okoliczności z miejscem na czele...
A cały mój post z którego cytujesz czytałeś? Przecie ja użyłem tam trybu warunkowego nie licząc zresztą ani trochę na chęć skorzystania przez Bieleckiego z tego warunku.
Możesz sobie wyjadać z Bieleckim słodkości z dziobków do woli, jeśli chcesz zakwestionować moje o nim zdanie to zrób to argumentami, a nie emocjonalnymi opiniami.

>Dajże mu już pokój, przeciez widzisz że człowiek nie bardzo chce z Tobą gadać.
A czemu mam dać mu pokój? Czemu akurat Bielecki ma być jedyną w wyrocznią? Plecie jakieś wydumane androny omijając niewygodne pytania (które w wolnej chwili wyszukam ku pamięci) i ja mam to uszanować na forum dyskusyjnym? Od tego są fra religijne z nniami wary, świadectwami itp.

>To co robisz jest dla mnie bliskie naprzykszaniu się.
Ale ja to robię m.in. po to właśnie by Bieleckiemu wreszcie zrobiło się przykro, że wierzy w niespójne bzdury. Dopóki jest z siebie zadowolony nie ma szans na wyleczenie.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
11-10-2012 14:34 
 Ocena 1 na 3
Jacek_G (35558 punktów)
Twój wcześnieszy post czytałem cały.
Gwaranuję Ci, że Bieleckiemu cały czas robi się przykro od czytania takich postów jak Twój, tylko tego nie pokazuje. A mnie daj pogadac, wcale nie wyjadamy sobie z dzióbków, sledź uważnie.
łącząc pozdrowienia
11-10-2012 15:41 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
>Twój wcześnieszy post czytałem cały.
No to nie zrozumiałeś. W narodzie funkcjonuje od pewnego czasu łopatologiczne pojęcie czytania ze zrozumieniem, ale dla ludzi rozumnych czytanie bez zrozumienia to nie jest czytanie.

>Gwaranuję Ci, że Bieleckiemu cały czas robi się przykro od czytania takich postów jak Twój, tylko tego nie pokazuje.
Swoje gwarancje możesz sobie w buty włożyć dla nabrania wysokości - znam wierzących na tyle by nie dać za nie złamanego szeląga

>A mnie daj pogadac, wcale nie wyjadamy sobie z dzióbków, sledź uważnie.
Nie interesują mnie wasze bzdety. Jesteśmy w wątku o racjonalizmie nawróceń na katolicyzm, Bielecki w międzyczasie zdradził się nawet ze znajomością działania Boga, a Ty zaraz zejdziesz na wymianę przepisów na spaghetti i jeszcze jesteś siebie zadowolony, i śmiesz strofować innych. Fe!


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
11-10-2012 17:29 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
> No to nie zrozumiałeś

Masz rację, faktycznie zdarzają się ludzie których nie jestem w stanie zrozumieć.. cóż, żyje się dalej

> Swoje gwarancje możesz sobie w buty włożyć dla
> nabrania wysokości - znam wierzących na tyle by
> nie dać za nie złamanego szeląga

Bzdury na temat mnie powiadasz i tyle w temacie

> Nie interesują mnie wasze bzdety

Czytasz, choć Cię nie interesują, wszystko jasne. Alleluja i do przodu!
11-10-2012 14:48 
 Ocena 1 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Czemu Ty się chłopie tak narzucasz? Dajże mu już pokój, przeciez widzisz że człowiek nie bardzo chce z Tobą gadać.
A Ty, chopie, czemu się narzucasz astrotaurusowi i odpierasz możliwość polemiki i przyjemność jej czytania innym?
Chopie - to Forum jest. Kumasz czaczę, chopie?!

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
11-10-2012 15:28 
 Ocena 3 na 3
Jacek_G (35558 punktów)
Tylko proszę mi tu bez wystawiania języka!
Czaczę kumam, ale nie lubię jak się ktoś narzuca.
To co, teraz Ty mi zabronisz karcić na wolnym forum?
11-10-2012 16:24 
 Ocena 2 na 4
Artur@R (7115 punktów)
>Czaczę kumam, ale nie lubię jak się ktoś narzuca.<
Twoje "lubienie czy nielubienie" jest tu tak istotne jak to, że mnie teraz swędzi ...ale nie powiem Ci gdzie.
>To co, teraz Ty mi zabronisz karcić na wolnym forum? <
Nie bądź infantylny jak "fizyk" Bielecki...bo sraczki można od tego dostać.
Z nadzieją, że zrozumiałeś...EOT.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
11-10-2012 17:32 
 Ocena 3 na 3
Jacek_G (35558 punktów)
A kto Cię słucha? Babcia głucha, żegnam bez żadnych nadziei na zmianę Twoich głupkowatych i żenująco-sraczkowatych postów
11-10-2012 17:35 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
Wszystkich uczestników powyższej pyskówki proszę o jej zakończenie.
02-10-2012 14:57 
 Ocena 3 na 3
Jacek_G (35558 punktów)
Spróbuję się w to wczuć, ale i specjalnie dużego wysiłku nie trzeba. Jedno co mi się tu kojarzy to potrzeba ewangelizacji duszy bezbożnej przez chrześcijanina, specyficzna troska o drugiego człowieka zakładająca że my wiemy wiecej niż on sam (jesteśmy w innym, lepszym stanie). Że my mu możemy przekazać więcej niż on aktualnie ma ze swoją wiedzą. Wskazać tą jedyną drogę o której może dotąd nie słyszał, albo zbyt pochopnie odrzucił. Taki wariant jednak zakłada brak troski co JUŻ jest w bezbożniku, co czuje, jaki ma system wartosci, czy jest szczęśliwy czy też nie. Wystarczy upewnienie się, że jest bezbożnikiem. Później, już po upewnieniu się pojawia się założenie, że coś jest do uleczenia, naprawy, obajwienia i obdzielenia.
Albo się pyta, interesuje tylko mało i powierzchownie. Najważniesza jest ewangelizacja.
łącząc pozdrowienia
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Bardzo dziękuję wszystkim dyskutantom za współtworzenie tego najbardziej popularnego wątku "Racjonalisty" w ostatnich miesiącach.

W tej chyba ostatniej fazie dyskusji chciałbym zwrócić uwagę na coś, co powinno cechować każdego racjonalistę, a co Edyta Stein posiadała w najwyższym stopniu: mianowicie na spójność przekonań i życia. Symbolem tej niezwykłej spójności u Edyty Stein był wymowny fakt, że do niemal ostatnich dni swojego życia pisała swoje wielkie dzieło pt. "Wiedza Krzyża" - a "kropką nad i" stał się jej osobisty krzyż w obozie koncentracyjnym...
16-10-2012 16:59 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>W tej chyba ostatniej fazie dyskusji chciałbym zwrócić uwagę na coś, co powinno cechować każdego racjonalistę, a co Edyta Stein posiadała w najwyższym stopniu: mianowicie na spójność przekonań i życia.
Nie - spójność przekonań i życia, to wierność własnym poglądom, ideowość, ale nie ma to nic wspólnego z racjonalizmem filozoficznym, choć mu też nie przeczy.
Racjonalizmu filozoficznego nie należy mylić z racjonalizmem światopoglądowym, na którym większość naszych forumowiczów opiera swoje poglądy.

Plus minus - ja tak rozumiem światopogląd i jego spójność.

Spójna niespójność

Zespół ogólnych przekonań dotyczących natury świata wraz z wynikającymi z nich ideałami - to, w wielkim skrócie, nasz światopogląd. Dochodzimy do niego przez całe życie i dopóki żyjemy nie można uznać go zamkniętym. Choć każdy z nich, jest swoistym i niepowtarzalnym, to ludzie, żyjący w tym samym czasie, podobnych warunkach i poddani podobnym procesom socjalizacji, mają zbliżone poglądy na świat. Czy według jakiś kryteriów można je pogrupować? W dyskusjach mówi się o światopoglądach: naukowym, religijnym, materialistycznym, idealistycznym, pragmatycznym, sceptycznym, teistycznym, deistycznym i kilkudziesięciu innych.

Weźmy pod uwagę dwa pierwsze. Czy są one antagonistyczne? Czy nie mogą być połączone w jednej psychice? Zdecydowanie mogą, skoro wielu uczonych było ludźmi głęboko religijnymi i wcale im to nie przeszkadzało wypracowaniu ogromnego naukowego dorobku.

Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania.

Nie można idealizować nauki, która nigdy nie była ani czysta ani jednolita. Tworzona jest przez ludzi i dlatego obarczona jest wszelkimi ludzkimi ułomnościami: sporami ideowymi i sporami różnych klik, rywalizacją i wzajemną niechęcią, a także przesądami i tyranią dominujących poglądów.

Ponadto zrozumienie wyżyn obecnej nauki np. fizyki kwantowej wymaga ogromnej wiedzy specjalistycznej i nie posiadający takowej - a przecież, jest nas zdecydowana większość - muszą przyjąć jej twierdzenia "na wiarę". (...)

Toteż nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą. W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko i że zasadnicza różnica występuje dopiero przy próbie dychotomicznego podziału na: występujący - nader rzadko w czystej postaci - światopogląd krytyczny, domagający się "dowodów na wszystko" i fideistyczny - opierający porządek świata na wierze.

Przy światopoglądzie krytycznym - sama empiria nie wystarcza i do akceptacji jakiegoś poglądu, warunkiem koniecznym, jest jeszcze jego racjonalna zgodność. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi. Trzeba pamiętać, że oprócz religii istniały i istnieją parareligie. Kult bogów żywych bywał nie mniejszy od kultu bogów transcendentnych. W ich imieniu dokonywano zarówno wielkich czynów jak i pospolitych i ludobójczych zbrodni.


I taki mam stosunek do wiary wszelakiej.

Wiara w niewiarę

Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".

Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.


>Symbolem tej niezwykłej spójności u Edyty Stein był wymowny fakt, że do niemal ostatnich dni swojego życia pisała swoje wielkie dzieło pt. "Wiedza Krzyża"
Nie dostrzegłem w Pańskich wywodach żadnych argumentów potwierdzających jakiejś tam wyjątkowej "spójności przekonań i życia" u siostry Edyty.
Tak, gdy wstąpiła do zakonu konsekwentnie realizowała już do końca życia, swoje dzieło. Wielu by tak chciało, choć nikt nie chciałby tak skończyć.

@@@
.
16-10-2012 23:43 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>W tej chyba ostatniej fazie dyskusji chciałbym zwrócić uwagę na coś, co powinno cechować każdego racjonalistę, a co Edyta Stein posiadała w najwyższym stopniu: mianowicie na spójność przekonań i życia.

>Nie dostrzegłem w Pańskich wywodach żadnych argumentów potwierdzających jakiejś tam wyjątkowej "spójności przekonań i życia" u siostry Edyty.

Tę wyjątkową spójność widać, kiedy zestawi się jej życie i jej poglądy. Np. niedługo przed swoją śmiercią sformułowała następujące słowa:

"Zbawiciel nie jest tylko na krzyżu... Każdy człowiek, który w ciągu minionych wieków znosił cierpliwie bolesne przeznaczenie, myśląc o cierpieniach Zbawiciela, i wziął na siebie dobrowolne powołanie do wynagrodzenia, uczynił lżejszym nieopisany ciężar grzechów ludzkości i pomógł Panu nieść Jego ciężar. Co więcej, Chrystus - Głowa wypełnia swoje dzieło odkupieńcze w tych członkach Mistycznego Ciała, którzy jednoczą się z Nim w duszy i ciele dla Jego dzieła zbawczego: cierpienie wynagradzające, dobrowolnie przyjęte jest tą rzeczywistością, która najgłębiej jednoczy nas z Panem." (Teresa Renata od Ducha Świętego, Edyta Stein - filozof i karmelitanka, Paryż 1973, s. 179)

Niedługo potem dokładnie w tym duchu przyjęła własne cierpienia i śmierć.
julian (1206 punktów)
(zablokowany)

>Tę wyjątkową spójność widać, kiedy zestawi się jej życie i jej poglądy. Np. niedługo przed swoją śmiercią sformułowała następujące słowa:
>"Zbawiciel nie jest tylko na krzyżu... Każdy człowiek, który w ciągu minionych wieków znosił cierpliwie bolesne przeznaczenie, myśląc o cierpieniach Zbawiciela, i wziął na siebie dobrowolne powołanie do wynagrodzenia, uczynił lżejszym nieopisany ciężar grzechów ludzkości i pomógł Panu nieść Jego ciężar. Co więcej, Chrystus - Głowa wypełnia swoje dzieło odkupieńcze w tych członkach Mistycznego Ciała, którzy jednoczą się z Nim w duszy i ciele dla Jego dzieła zbawczego: cierpienie wynagradzające, dobrowolnie przyjęte jest tą rzeczywistością, która najgłębiej jednoczy nas z Panem." (Teresa Renata od Ducha Świętego, Edyta Stein - filozof i karmelitanka, Paryż 1973, s. 179)

Panie Marku- to trzeba czuć, przeżyć, doznać mistycznego uniesienia, bo intelektualnie to dla wielu jest religijny bełkot, a dla mnie wyznanie Osoby głęboko wierzącej i czującej obecność Boga współcierpiącego. Ja tego nie czuję, ale staram się zrozumieć kogoś, kto tak ma.
17-10-2012 10:20 
 Ocena 4 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A co z Sziwą, a co z Kriszną - znam wiele osób, które doznają tych bogów i uważają, że chrześcijaństwo jest zmyślone i bardzo głęboko wierzącym chrześcijanom objawia się podczas ich objawień Kriszna.... Co z tym? Czy jest w stanie Pan założyć, że to oni mają rację, a nie Pan? M. Bielecki, w swoim rasizmie, uważa, że hinduizm jest nieprawdziwy, a chrześcijaństwo tak. Że dzieci w Indiach ojcowie uczą zmyślonej (może przez diabła) religii, zaś dzieci w Polsce rodzice uczą "tej właściwej, jedynie prawdziwej" religii. Jako, że pogląd ten opiera się tylko na miejscu urodzenia, uważam go za podręcznikowy przejaw rasizmu.

Prawdziwe i uczciwe to zwrócenie uwagi na to, że wszystkie religie całej ludzkości są równie mocno zmyślone i nikt nie jest w tym ani gorszy, ani lepszy.
17-10-2012 14:17 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Marku- to trzeba czuć, przeżyć, doznać mistycznego uniesienia, bo intelektualnie to dla wielu jest religijny bełkot, a dla mnie wyznanie Osoby głęboko wierzącej i czującej obecność Boga współcierpiącego. Ja tego nie czuję, ale staram się zrozumieć kogoś, kto tak ma.
Ależ wczuwa się Pan, Panie Julianie i doskonale Panu to wychodzi. Tak się Pan wczuwa, że ja dostrzegam bardziej różnice charakterów, niż poglądów pomiędzy Panami.

Miłego dnia.

@@@
.
18-10-2012 14:26 
 Ocena 1 na 1
julian (1206 punktów)
(zablokowany)

>Ależ wczuwa się Pan, Panie Julianie i doskonale Panu to wychodzi. Tak się Pan wczuwa, że ja dostrzegam bardziej różnice charakterów, niż poglądów pomiędzy Panami.
>Miłego dnia.
>@@@
>.

Myślę, że jakieś różnice są, Szanowny Panie Andrzeju, i nie tylko charakterologiczne. Ja już nie jestem praktykującym rytuały katolikiem, choć spore doświadczenie w tym mam np. kilka lat w neokatechumenacie. Dlaczego nie praktykuje, to może o tym wkrótce napiszę w oddzielnym wątku, najlepiej w formule: dlaczego nie chodzimy do kościoła?

18-10-2012 18:04 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Ależ wczuwa się Pan, Panie Julianie i doskonale Panu to wychodzi. Tak się Pan wczuwa, że ja dostrzegam bardziej różnice charakterów, niż poglądów pomiędzy Panami.
>Myślę, że jakieś różnice są, Szanowny Panie Andrzeju, i nie tylko charakterologiczne.
Wszystko możliwe - Panie Julianie - wszystko możliwe. Ja Pana nie znam i nie oceniam. Dostaję tu tylko do przeczytania i wyrażenia swojej opinii Pańskie teksty i stąd moje konstatacje.

Miłego dnia.

@@@
.
17-10-2012 12:27 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Panie Marku, zdaję sobie w miarę sprawę z rzeczywistości, która nas otacza oraz z uwarunkowań charakterologiczno-społecznych naszych osobowości. Wiem, że jest zupełnie niemożliwą zmiana Pańskich poglądów i akceptuję to. Natomiast chciałbym aby z udziału w naszym forum wyniósł Pan tylko jedno jedyne przekonanie. Takie, iż istnieją ludzie o zupełnie inaczej skonstruowanych umysłach od Pańskiego i Pana światopoglądowych przyjaciół.

Nie chodzi tu o jakąkolwiek akceptację dla naszych poglądów, naszego oglądu i rozumienia rzeczywistości, tylko o wiarę opartą na doświadczeniu, czyli na racjonalnych podstawach, iż tacy ludzie istnieją. Różnice pomiędzy nami są tak ogromne jak byśmy byli ludźmi z różnych planet. Nawet rozmawiając w tym samym języku i używając tych samych terminów zupełnie inaczej te pojęcia rozumiemy.

Zostałem ukształtowany w katolickim środowisku i nadal jestem nominalnym katolikiem, ale aby zrozumieć lepiej fideistyczną postawę, już jako człowiek dorosły ukończyłem kurs teologii. Nie namawiam Pana aby poszedł Pan na kurs racjonalizmu, ale gorąco namawiam do życzliwego przestudiowania tych krótkich tekstów:
pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy
www.racjonalista.pl/kk.php/d,67 (wraz z zawartością linków)
Może uda się Panu jakoś tam - choć trochę - taką postawę zrozumieć. Powtarzam - chodzi mi tylko o zrozumienie, a nie akceptację.
______________________________

>W tej chyba ostatniej fazie dyskusji chciałbym zwrócić uwagę na coś, co powinno cechować każdego racjonalistę, a co Edyta Stein posiadała w najwyższym stopniu: mianowicie na spójność przekonań i życia.
>>>>Nie dostrzegłem w Pańskich wywodach żadnych argumentów potwierdzających jakiejś tam wyjątkowej "spójności przekonań i życia" u siostry Edyty.

>Tę wyjątkową spójność widać, kiedy zestawi się jej życie i jej poglądy.
Życie proszę Szanownego Pana, to oceniamy głównie na podstawie czynów, a nie słów, choć obaj oceniamy wysoko zgodność czynów z deklaracjami, to powtórzę jeszcze raz: Żadnej wyjątkowej zgodności słów i czynów (życia) u niej nie dostrzegam, ot zwyczajna zakonnica.

>Np. niedługo przed swoją śmiercią sformułowała następujące słowa:
"Zbawiciel nie jest tylko na krzyżu... Każdy człowiek, który w ciągu minionych wieków znosił cierpliwie bolesne przeznaczenie, myśląc o cierpieniach Zbawiciela, i wziął na siebie dobrowolne powołanie do wynagrodzenia, uczynił lżejszym nieopisany ciężar grzechów ludzkości i pomógł Panu nieść Jego ciężar. Co więcej, Chrystus - Głowa wypełnia swoje dzieło odkupieńcze w tych członkach Mistycznego Ciała, którzy jednoczą się z Nim w duszy i ciele dla Jego dzieła zbawczego: cierpienie wynagradzające, dobrowolnie przyjęte jest tą rzeczywistością, która najgłębiej jednoczy nas z Panem." (Teresa Renata od Ducha Świętego, Edyta Stein - filozof i karmelitanka, Paryż 1973, s. 179)
I co z tego wynika? Tylko tyle, że lubiła sobie pospekulować o Bogu i religii. Nic więcej!

>Niedługo potem dokładnie w tym duchu przyjęła własne cierpienia i śmierć.
Całkowicie nielogiczna gadka dla wierzącego Tadka. Pani Stein nie przyjęła w żadnym duchu ani cierpienia, ani śmierci. Została brutalnie zamordowana w nieznanych bliżej okolicznościach ("Ostatni raz widziano ją 7 sierpnia na dworcu głównym we Wrocławiu podczas postoju pociągu wiozącego ją wraz z innymi Żydami do obozu w Oświęcimiu. Prawdopodobnie 9 sierpnia została zagazowana w niemieckim obozie zagłady KL Auschwitz II-Birkenau. Jej towarzyszami w męczeństwie byli siostra Lisamaria Meirowsky i brat Wolfgang Rosenbaum OFM. Jej zwłoki zostały spalone w obozowym krematorium"./Wikipedia/) Nie wiemy - co w ostatnich dniach swojego życia - myślała ani co robiła. Normalnym jest domniemanie, że zamordowano ją wbrew jej woli, nie mówiąc już o akceptacji i przyjęciu swojego cierpienia jako wynagradzające(go), dobrowolnie przyjęte(go) jest tą rzeczywistością, która najgłębiej jednoczy nas z Panem.
Wolno Panu w to wierzyć, ale to tylko czysta wiara.

Miłego dnia.

@@@
.
20-10-2012 13:09 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Niedługo potem dokładnie w tym duchu przyjęła własne cierpienia i śmierć.
>Całkowicie nielogiczna gadka dla wierzącego Tadka. Pani Stein nie przyjęła w żadnym duchu ani cierpienia, ani śmierci. Została brutalnie zamordowana w nieznanych bliżej okolicznościach ("Ostatni raz widziano ją 7 sierpnia na dworcu głównym we Wrocławiu podczas postoju pociągu wiozącego ją wraz z innymi Żydami do obozu w Oświęcimiu. Prawdopodobnie 9 sierpnia została zagazowana w niemieckim obozie zagłady KL Auschwitz II-Birkenau. Jej towarzyszami w męczeństwie byli siostra Lisamaria Meirowsky i brat Wolfgang Rosenbaum OFM. Jej zwłoki zostały spalone w obozowym krematorium"./Wikipedia/) Nie wiemy - co w ostatnich dniach swojego życia - myślała ani co robiła. Normalnym jest domniemanie, że zamordowano ją wbrew jej woli, nie mówiąc już o akceptacji i przyjęciu swojego cierpienia jako wynagradzające(go), dobrowolnie przyjęte(go) jest tą rzeczywistością, która najgłębiej jednoczy nas z Panem.
>Wolno Panu w to wierzyć, ale to tylko czysta wiara.

Otóż nie - to są fakty. Wynika to zarówno z jej listów, jak i z relacji świadków:

"Już teraz przyjmuję śmierć taką, jaką Bóg mi przeznaczył, z doskonałym poddaniem się Jego woli i z radością. Proszę Pana, by zechciał przyjąć moje życie i śmierć na swoją cześć i chwałę, (...) w duchu ekspiacji za niewiarę ludu żydowskiego, aby Pan został przez nich przyjęty" (Myśli Edyty Stein, Warszawa 1998, s. 72)

Ostatnie jej słowa wypowiedziane podczas aresztowania, skierowane do jej siostry: "Chodź, idziemy za nasz naród". W tym samym duchu miłości ekspiacyjnej prosi swoich przełożonych, żeby nie podejmowali dalszych starań o jej uwolnienie - chce dzielić los swoich braci. (Autoportret Edyty Stein w jej twórczości, Poznań 1999, s. 257 i 266)

Pod koniec 1941 napisała w jednym z listów:
"Jestem ze wszystkiego zadowolona. Scientia Crucis zdobyta może być tylko wtedy, gdy się samemu do głębi doświadczy Krzyża. Od początku byłam o tym przeświadczona i powiedziałam z całego serca: Ave, Crux, spes unica!" (Edyta Stein, Autoportret w listach, s. 369).
20-10-2012 15:28 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Otóż nie - to są fakty. Wynika to zarówno z jej listów, jak i z relacji świadków:
Chyba rzeczywiście Pan Bogusławski przeholował z "normalnym domniemaniem" o śmierci wbrew woli. Z religijnymi oszołomami wszystko jest możliwe. Nawet chęć śmierci "na chwałę Pana" i to ""za naród".
Taaa..., wiara to straszliwe upośledzenie. Biedna Stein wyłaniająca się z Twoich cytatów i biedny Bielecki, że nie umie rozumnie spojrzeć na jej pomieszanie zmysłów.....

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Otóż nie - to są fakty.
Według mnie fakty są takie jak podaje Wikipedia. Mogą być różne ich interpretacje takie jak sugeruje Pan, takie jak sugeruje Pan Astrotaurus i takie jak napisałem ja.
Jak na razie prawda o jej śmierci pozostaje Boską tajemnicą.

Miłego dnia.

@@@
.
17-10-2012 15:33 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>W tej chyba ostatniej fazie dyskusji chciałbym zwrócić uwagę na coś, co powinno cechować każdego racjonalistę, a co Edyta Stein posiadała w najwyższym stopniu: mianowicie na spójność przekonań i życia.

W związku z tym, pozwolę sobie jeszcze raz się odezwać, bo z całego tego wątku, najbardziej uderzający jest dla mnie brak spójności w Twoich przekonaniach z życiem. Chociaż nie, to być może jest spójne. Niespójność Twoich motywacji religijnych z "duchem chrześcijaństwa" - jak ja go rozumiem - jest dla mnie rażąca. W zestawieniu z myślą mistyka Mistrza Eckharta (a moim zdaniem i Jezusa), która moim zdaniem oddaje owego ducha - "jeśli cokolwiek innego niż Bóg zaprząta naszą myśl, to już nic z Boga nie widzimy" - Twoje motywacje religijne podszyte pośmiertnym interesem, czyli kuszeniem mnie (a rozumiem, że też i siebie, bo inaczej takiej wędki byś nie zarzucał) wiecznym przebywaniem ze swoją żoną i dziećmi, jest zaprzeczeniem owego ducha wyrażonego przez Eckharta i czyni Twoją wiarę w mych oczach warunkowaną interesownie, egoistycznie. Ba, uważam, że ją dyskwalifikuje, że jest to infantylna i bardzo miałka wersja katopolo, a nie chrześcijaństwo, ale to kwestia własnych przekonań na temat tego, czym jest chrześcijaństwo i być może jeszcze gustu. Samo "wczucie się" mistyczne i wyłapanie z transcendentnej przestrzeni obecności Bożej plus przestrzeganie zasad promowanych przez kk to mało. A właściwie nic, w związku z tym, że się nie rozumie istoty wiary, do której się aspiruje i struktury rzeczywistości tam proponowanej. A to u Eckharta chyba jest najlepiej wyrażone (relacja Bóg - człowiek). Ja Ci tego nie ułatwię, sam czytaj i myśl jeśli chcesz, ale straciłem wiarę w Twoją wiarę. Swoja drogą szkoda, że Eckhart uwinął się ze swoją śmiercią, zanim papież wydał wyrok, ciekawe jaki by był.
17-10-2012 16:37 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>W związku z tym, pozwolę sobie jeszcze raz się odezwać, bo z całego tego wątku, najbardziej uderzający jest dla mnie brak spójności w Twoich przekonaniach z życiem. Chociaż nie, to być może jest spójne. Niespójność Twoich motywacji religijnych z "duchem chrześcijaństwa" - jak ja go rozumiem - jest dla mnie rażąca. W zestawieniu z myślą mistyka Mistrza Eckharta (a moim zdaniem i Jezusa), która moim zdaniem oddaje owego ducha - "jeśli cokolwiek innego niż Bóg zaprząta naszą myśl, to już nic z Boga nie widzimy" - Twoje motywacje religijne podszyte pośmiertnym interesem, czyli kuszeniem mnie (a rozumiem, że też i siebie, bo inaczej takiej wędki byś nie zarzucał) wiecznym przebywaniem ze swoją żoną i dziećmi, jest zaprzeczeniem owego ducha wyrażonego przez Eckharta i czyni Twoją wiarę w mych oczach warunkowaną interesownie, egoistycznie. Ba, uważam, że ją dyskwalifikuje, że jest to infantylna i bardzo miałka wersja katopolo, a nie chrześcijaństwo, ale to kwestia własnych przekonań na temat tego, czym jest chrześcijaństwo i być może jeszcze gustu. Samo "wczucie się" mistyczne i wyłapanie z transcendentnej przestrzeni obecności Bożej plus przestrzeganie zasad promowanych przez kk to mało. A właściwie nic, w związku z tym, że się nie rozumie istoty wiary, do której się aspiruje i struktury rzeczywistości tam proponowanej.



Dzięki za ten wpis. Miałbyś całkowitą rację, gdyby nie to, że nie do końca mnie zrozumiałeś, trochę z mojej winy. Więc dopowiem:

Tak, chcę żyć wiecznie z osobami, które kocham i które mnie kochają. Tyle że jednej rzeczy nie napisałem Ci wprost, ale teraz to uczynię, bo de facto o to zapytałeś: na pierwszym miejscu chodzi o Osobę, która jest samą Miłością...
17-10-2012 18:09 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Tak, chcę żyć wiecznie z osobami, które kocham i które mnie kochają.

Sam się podkładasz. Nie rozumiesz. Nie ma klasyfikacji. Jest tylko Jeden. Jedno miejsce i jedyne, a nie pierwsze, bo to świadczy o tym, że są kolejne. Nikogo nie przemycaj na kolejnych miejscach, bo "jeśli cokolwiek innego zaprząta Twoją głowę, to Boga nie widzisz". A Ty kupczysz, handlujesz, ja Ci to, a Ty mi tamto (wieczną żonę i wieczną miłość). Gdybyś miał właściwą wiarę, to byś nawet o tym nie pomyślał, ale myślisz, bo to dla Ciebie ostatecznie biznes. Traktujesz swego Boga jak szefa mafii, któremu jesteś posłuszny i który po wysłuchaniu deklaracji pełnego oddania oraz lojalności i wczuwania miłości, w przyszłości Ci odpłaci. Studiuj Eckharta, bo Twoja wiara jest słaba.
18-10-2012 10:02 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Nie ma klasyfikacji. Jest tylko Jeden. Jedno miejsce i jedyne, a nie pierwsze, bo to świadczy o tym, że są kolejne.

Masz w tym całkowitą rację!

Z drugiej strony stan nazywany potocznie niebem będzie prawdopodobnie miał tę cechę, że będą tam jakoś obecne wszystkie dobre elementy tego życia, w szczególności nasze dobre dążenia, oczekiwania i miłości. To nie znaczy, że one mają być celem - po prostu warto mieć świadomość, że one będą obecne.

(Co do oceny mojej osoby to nie masz racji, ale to moja wina: starając się tak sformułować przekaz, żeby był zrozumiały dla osób, z którymi rozmawiam, nieświadomie być może nieco zniekształciłem obraz mojej osoby. )
18-10-2012 18:19 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Z drugiej strony stan nazywany potocznie niebem będzie prawdopodobnie miał tę cechę, że będą tam jakoś obecne wszystkie dobre elementy tego życia

To tak, ale w innym sensie niż Ty sobie wyobrażasz niżej.

>w szczególności nasze dobre dążenia, oczekiwania i miłości.

Wątpię, żeby o to chodziło. A nawet uważam, ze jest z tym dokładnie odwrotnie. Dopóki jesteś w niewoli ego, czyli m.in. owych swoich ziemskich dążeń, oczekiwań i miłości (w sensie głodu i karmienia się/ego na poziomie emocji i uczuć) to królestwo niebieskie jest gdzie indziej.

"Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmarwychwstania". - Sam Jezus z Łukasza. Nie sądzę więc, żeby struktura małżeńsko rodzinna miała być zachowana, a w świetle Eckharta uważam to za nonsens. Wszyscy zbawieni dziećmi Bożymi, bo przy zróżnicowaniu, faworyzowaniu czy specjalnych, dwójkowych relacjach z nieba zrobiłoby sie szybko piekło. Wszyscy będą jak tu Twoja żona i żadne wyróżnianie nie będzie już miało sensu. Żadnego tworzenia par, grup, rodzin. Żadnego wobec kogoś bardziej, mocniej, bliżej, a wobec innych mniej, słabiej, dalej.
Przyszło mi do głowy, żebyś sobie przeczytał tę książkę. www.empik.(*)wojciech,prod7620125,ksiazka-p To chyba jaśniejsze niż sam Eckhart, są i różne inne rzeczy, ale mniej więcej w tym duchu, o którym ja Ci nawijam. Chociaż sam jestem od tego bardzo daleko, uważam że to lepsze oblicze czegoś, co jest zwyczajnie złe. Ale z racjonalizmem i tak nie ma to nic wspólnego. Jest to, moim zdaniem, jedyna, ładniejsza wizja chrześcijaństwa, choć jak się bliżej przyjrzeć i głębiej to z powszechnie znanym i wyobrażanym chrześcijaństwem za dużo wspólnego nie ma (panteizm, monizm). Dlatego Eckharta sądzono. Coś podobnie kombinował jak Śankara, o czym mówi też Kołakowski www.youtube.com/watch?v=DmM5A6guEz0.
19-10-2012 10:24 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Bardzo ciekawe rzeczy piszesz! Nie spodziewałem się przeczytać czegoś takiego na tym forum...

>>stan nazywany potocznie niebem będzie prawdopodobnie miał tę cechę, że będą tam jakoś obecne wszystkie dobre elementy tego życia
>>w szczególności nasze dobre dążenia, oczekiwania i miłości.
>Wątpię, żeby o to chodziło. A nawet uważam, ze jest z tym dokładnie odwrotnie. Dopóki jesteś w niewoli ego, czyli m.in. owych swoich ziemskich dążeń, oczekiwań i miłości (w sensie głodu i karmienia się/ego na poziomie emocji i uczuć) to królestwo niebieskie jest gdzie indziej.

Znów się w 100% zgadzamy - gdyż ja nie mam na myśli emocji i uczuć, lecz obiektywny porządek dobra. Przypuszczam, że w przyszłym życiu "pozostanie" (w jakimś sensie) wszystko to, co tutaj było DOBRE (a nie to, co wiązało się z emocjami i uczuciami, które mogą być dobre, ale nie muszą).

>"Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmarwychwstania". - Sam Jezus z Łukasza. Nie sądzę więc, żeby struktura małżeńsko rodzinna miała być zachowana, a w świetle Eckharta uważam to za nonsens.

Uważam dokładnie tak samo!

>Wszyscy zbawieni dziećmi Bożymi, bo przy zróżnicowaniu, faworyzowaniu czy specjalnych, dwójkowych relacjach z nieba zrobiłoby sie szybko piekło. Wszyscy będą jak tu Twoja żona i żadne wyróżnianie nie będzie już miało sensu. Żadnego tworzenia par, grup, rodzin. Żadnego wobec kogoś bardziej, mocniej, bliżej, a wobec innych mniej, słabiej, dalej.

Tu już miałbym wątpliwości. Stan, o którym rozmawiamy, wyobrażam sobie raczej jako WIELKĄ RÓŻNORODNOŚĆ niż WIELKIE UJEDNOLICENIE. W każdym przypadku będzie istniała pełnia szczęścia, ale dla różnych osób ta PEŁNIA będzie miała nieco inne oblicze. To tak jak różne naczynia napełnione po brzegi - wszystkie są pełne, ale jednak różne.
19-10-2012 11:30 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Bardzo ciekawe rzeczy piszesz! Nie spodziewałem się przeczytać czegoś takiego na tym forum...
Szanowny Panie Marku, zostałem zarejestrowany na naszym forum we wrześniu 2006 roku.
Od tego czasu miałem możliwość przeczytania wielu wypowiedzi na najwyższym poziomie intelektualnym, jak również sporo o przerażająco niskim prymitywizmie.
To otwarte forum, ale jakoś tam redakcji/moderacji udaje się utrzymać dosyć wysoki poziom dyskusji. Tych mądrych wypowiedzi jest tu zdecydowanie więcej.

Daję Panu też najświętsze słowo honoru, że sporo forumowych racjonalistów jest zdecydowanie bardziej oczytanych w literaturze fideistycznej, filozofii chrześcijańskiej, czy wprost teologicznej, od przeciętnego poziomu absolwentów katolickich uczelni.
Lepiej też znamy historię chrześcijaństwa i Kościoła oraz potrafimy to wkomponować w kontekst historii powszechnej.
Nie wiem, czy udało się Panu zauważyć, ale paru, czy też parunastu pracowników naukowych w stopniu doktora i wyżej z katolickich uczelni próbowało i próbuje tu siły swoich argumentów. Warto nasze forum czytać i warto zastanawiać się nad przedstawianą tu argumentacją.

Miłego dnia.

@@@
.
20-10-2012 10:23 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Znów się w 100% zgadzamy - gdyż ja nie mam na myśli emocji i uczuć, lecz obiektywny porządek dobra. Przypuszczam, że w przyszłym życiu "pozostanie" (w jakimś sensie) wszystko to, co tutaj było DOBRE (a nie to, co wiązało się z emocjami i uczuciami, które mogą być dobre, ale nie muszą).

Hmmm. Znów muszę próbować "myśleć Eckhartem", ale spoko, to nawet niezła zabawa jest.

Widzisz to pogrubione "tutaj"? Myśląc Eckhartem - Jezus mówi do Piłata: "Moje królestwo nie jest z tego świata". Gdyby jednak Piłat zadał pytanie: "a gdzie jest twoje Królestwo?", to odpowiedź padła by: "Tutaj". Królestwo niebieskie już jest, od samego początku. Piłat tego nie wie, Jezus oczywiście tak. Królestwo niebieskie jest Tutaj, na wyciągniecie ręki, ale go nie widzimy, bo źle patrzymy. To królestwo nie jest czymś, co dopiero nadejdzie, objawi sie, zostanie dopiero dane. Ono już tutaj jest, dokładnie tutaj, a nie w jakimś innym świecie, zaświecie, czyli w stanie pośmiertnym. TA rzeczywistość jest sednem, Bóg nie mógł stworzyć czegoś przejściowego i kiepskiego, tylko stworzył dobre, doskonałe. Człowiekowi wydaje sie to absurdalne, bo choroby, cierpienie, śmierć, teodycea, ale Eckhart kombinuje.
Królestwo niebieskie jest powrotem do swej właściwej, nieprzysłoniętej popędami ego, natury. I on to widzi u Jezusa -Mesjasza, który nie zbawia świata zaświatem, tylko inną percepcją, innym rozumieniem tego świata, człowieka, życia. Daje klucz do rzeczywistości, którego człowiek nie umie odnaleźć. Ludzie są zagubieni, nie wiedzą kim są i dlatego nie wiedzą jak żyć. Eckhart ma swoje zrozumienie.
Widzisz już jak to radykalnie inne od powszechnie postrzeganej konstrukcji chrześcijańskiej, czy tam katolickiej? "Obiektywny porządek dobra" może być zatem czymś innym, niż Tobie się wydaje, tak jak przyszłe życie nie jest w żadnym tam, tylko tutaj. Bo z innej podstawy postrzegania wychodzi.

Ale oczywiście są kolejne myki. "Ja i Ojciec jedno jesteśmy". Albo buddyjskie "fala jest morzem, a morze falą". Brahman - atman. Aham brahma asmi ("Jestem Brahmanem") i Tat twam asi ("Ty jesteś Tym"), Alfa i Omega. "To, co innym czynicie, mnie uczyniliście". Czujesz, że też sobie? Różnorodność nie wyklucza ujednolicenia. JEDEN jest, ale radykalnie się różnicuje. Do tego stopnia, że tworzy odrębny byt wart swego specyficznego imienia, ale to wszystko jest nadal i zawsze w JEDNYM. Syn i Ojciec to JEDNO. Ty masz się wzorować na Jezusie, stać się Synem. Świadomym Atmanem. I to widzieć też w drugim. W Innym, czy raczej Różnym, ale tożsamym z Ojcem. Jezus nie zwycięża śmierci, przenosząc duchy zmarłych w zmyślony zaświat, tylko zachowując naszą różnorodność/specyfikę umieszcza ją na powrót w JEDNYM. A JEDEN jest wieczną zasadą rzeczywistości, jej Ojcem/Bogiem.
Grzechem pierworodnym było rozszczepienie, popęd/chciwość,pragnienie zaspokojenia obudzonego i świadomego własnego chcenia ego/przejscie do popędów ego/oddzielenie od Jedności/Boga/podstawowej Zasady Rzeczywistości i działanie ku sobie, ku rozbudzaniu i zaspokajaniu ego.

Ułóż tak sobie rzeczywistość w głowie jak Eckhart i spróbuj zrobić komuś coś złego. "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego" juz nie znaczy, że kochasz kogoś obcego, ale tożsamego, choć różnego. Siebie w Drugim. Bo JEDEN jest. Śmierć nie ma znaczenia, choć jako Syn umierasz. Ojciec poprzez Syna, w tym poprzez Ciebie - najlepiej świadomego, osiąga doskonałość swego konstruktu, bo otwiera się na pełnię siebie, doświadcza siebie w nieskończonych możliwościach i płaszczyznach. Bez końca. Wiecznie. Jak to mówi Kołakowski pod podanym wcześniej linkiem, bez sensu jest, by doskonały byt miał jakąkolwiek chęć, potrzebę stworzenia czegokolwiek. Doskonałość jest doskonałością, wola tworzenia w nim nie może istnieć, bo na niczym mu nie zbywa. Wola tworzenia, wskazuje na jakiś brak. I właśnie o to chodzi Eckhartowi, że Ojciec dochodzi do doskonałości, do swego optimum w stworzeniu i pełnym w nim uczestnictwie poprzez Syna/Synów. Z siebie jednorodzonych. Intimior intimo meo. "Bóg jest mi bliższy, niż ja sam sobie".
Ładna, nieweryfikowalna bajka, gdzie, jak się w to zanurzyć, wiele się ładnie układa (a niektórzy twierdzą, że wszystko). Ja się nie wypowiadam, nie mam nic do powiedzenia na ten temat. Żadnych przesłanek, możliwości racjonalnej weryfikacji to i zero poglądów na ten temat. Może tylko jeden. Jakoś chyba intuicyjnie wolałbym mieć wierzących "eckhartian" wokół siebie, niż dziwacznych i marnych katolików.
Znalazłem bardzo dobry tekst na ten temat tu
26-10-2012 11:27 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Rzeczywistość jest bogatsza niż dostępne nam sposoby jej opisywania, dlatego różne ujęcia filozoficzne (tomistów, fenomenologów, "eckhartian", darkside'a) poszczególnych jej elementów nie muszą być sprzeczne. Dwa elementy, o których rozmawialiśmy - "królestwo Boże" i "niebo" - są pokrewne, ale jednak różne:

>Widzisz to pogrubione "tutaj"? Myśląc Eckhartem - Jezus mówi do Piłata: "Moje królestwo nie jest z tego świata". Gdyby jednak Piłat zadał pytanie: "a gdzie jest twoje Królestwo?", to odpowiedź padła by: "Tutaj". Królestwo niebieskie już jest, od samego początku. Piłat tego nie wie, Jezus oczywiście tak. Królestwo niebieskie jest Tutaj, na wyciągniecie ręki, ale go nie widzimy, bo źle patrzymy. To królestwo nie jest czymś, co dopiero nadejdzie, objawi sie, zostanie dopiero dane. Ono już tutaj jest, dokładnie tutaj, a nie w jakimś innym świecie, zaświecie, czyli w stanie pośmiertnym.

Rzeczywiście prawdopodobnie padłaby odpowiedź "Tutaj", ale z innego powodu:

"Królestwo Boże" nie jest w Ewangeliach precyzyjnie zdefiniowane, lecz ukazane przez różne obrazy, analogie i paradoksy; niektóre z nich wskazują na jego "tu i teraz", np.: Zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: Oto tu jest albo: Tam. Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest. (Łk 17, 20-21) - ale jest to "tu i teraz" związane z Jezusem Chrystusem: A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. (Łk 11, 20) Chrystus wskazuje na siebie: to On, przebywający wśród nas i działający, jest królestwem Bożym, to przez Jego obecność i działanie Bóg na zupełnie nowy sposób, tu i teraz wszedł w historię.

"Niebo" także jest "królestwem Bożym", bo polega na bliskości Boga, a w szczególności na uczestnictwie człowieka w życiu Boga (można tę rzeczywistość opisywać innymi językami, np. kładąc akcent na miłość zamiast na obecność). Istnienie nieba opiera się na tym, że Jezus Chrystus jest jako Bóg człowiekiem i że udzielił bytowi człowieka miejsca w bycie samego Boga (...). Człowiek jest w niebie wtedy i w takiej mierze, kiedy i w jakiej mierze jest z Chrystusem. Przez to znajduje miejsce swego bytu jako człowiek w bycie Bożym. (Joseph Ratzinger, Śmierć i życie wieczne, Warszawa 1986, s. 254)
Ale "niebo" nie ogranicza się do człowieka - ono dotyczy całego stworzenia i jest dopełnieniem tego stworzenia.
W zakończeniu książki Śmierć i życie wieczne Joseph Ratzinger pisze:
Zbawienie jednostki (...) będzie dopiero wtedy całkowite, kiedy dokona się zbawienie wszechświata i wszystkich wybranych, bo wybrani nie są jedni obok drugich w niebie, oni razem - jako jeden Chrystus - niebem.
Wtedy całe stworzenie stanie się "hymnem" - hymnem wyzwolenia bytu z zamknięcia w sobie, z wszystkich ograniczeń i osiągnięcia Pełni, a zarazem wstąpienia Pełni w to, co jednostkowe. W tym hymnie radości zamilkną już wszystkie pytania, bo znajdą pełną odpowiedź.
26-10-2012 15:12 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Rzeczywistość jest bogatsza niż dostępne nam sposoby jej opisywania, dlatego różne ujęcia filozoficzne.
Termin "rzeczywistość" bez przymiotnika ma takie samo niedookreślone znaczenie, jak np światopogląd.
Rzeczywistość obejmuje i naturę i symulakrum

Filozofia materialistyczna (naturalistyczna) - wychodzi od obiektywnie istniejącego jedynego bytu, obiektywnie istniejącej rzeczywistości, dającej się zbadać bezpośrednio lub pośrednio (narzędzia) za pomocą zmysłów.
Obiektywnie istniejąca rzeczywistość jest poznawalną, choć jeszcze (i prawdopodobnie nigdy do końca) nie poznaną. Założenie poznanie tej rzeczywistości nie wychodzi z żadnych subiektywnych opinii, przekonań, uprzedzeń, przesądów, odczuć, czy od narzuconej ideologicznej wizji rzeczywistości. Poznaje się ją zgodnie z paradygmatem nauki i każde jej twierdzenie musi być weryfikowalne w doświadczeniach.

Dla nauki - punktem wyjścia jest obiektywnie istniejący byt, czyli cała obiektywnie istniejąca rzeczywistość. Jest to podejście bezpieczne. Gwarantujące poprawne i adekwatne odczytanie rzeczywistości - takiej jaka ona jest (uwarunkowane zdolnościami poznawczymi człowieka).

Tak, że to co dla Pana jest rzeczywistością, dla mnie jest tylko nierzeczywistym ludzkim wymysłem nie mającym nic wspólnego z obiektywnie (niezależnie od poznającego ją podmiotu) istniejącą rzeczywistością.

Dalej, to już Pańskich bajek i wyobrażeń nie chce mi się komentować.
Pozostawiam to cierpliwości pana Darka.

Miłego dnia.

@@@
.
27-10-2012 21:20 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>"Królestwo Boże" nie jest w Ewangeliach precyzyjnie zdefiniowane, lecz ukazane przez różne obrazy, analogie i paradoksy; niektóre z nich wskazują na jego "tu i teraz", np.: Zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: Oto tu jest albo: Tam. Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest. (Łk 17, 20-21) - ale jest to "tu i teraz" związane z Jezusem Chrystusem:A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. (Łk 11, 20) Chrystus wskazuje na siebie: to On, przebywający wśród nas i działający, jest królestwem Bożym, to przez Jego obecność i działanie Bóg na zupełnie nowy sposób, tu i teraz wszedł w historię.

Można inaczej. Eckhart. Jezus objawia, pokazuje to, co było od początku, a zostało utracone. Jest Mesjaszem, zbawia. Królestwo Boże jest już pośród ludzi, w tym świecie, a Jezus to uzmysławia. Jest Drogą, a nie samym królestwem. Objawia konstrukcję. Bóg na górze Synaj na pytanie: "Kim jesteś?" oświadcza, że jest tym który jest i że tylko On jest. Żadnych innych Bogów, ni przedstawień. Jeden jest. Bóg nie jest bytem zewnętrznym, oderwanym od świata. Jest bliższy mnie, niż ja sam sobie - intimior infimo meo . Jest mną, a miłość Boga nie jest czymś odmiennym od miłości siebie. Jest zarówno Inny jak i Tożsamy. Oddzielenie jest iluzją, które dokonało się przy przebudzeniu jaźni i uruchomieniu popędów ego. Zindywidualizowanie, separacja. Tutaj jest ten grzech pierworodny. Odejście, rajskie wygnanie. Ale de facto, nic się nie zmieniło w konstrukcji, można w każdej chwili wrócic do Raju. Królestwo niebieskie jest bliżej, niż można sądzić. Jezus to pokazuje. Bo to, co On stworzył było bardzo dobre i nie mogło być tylko konstruktem kwalifikacyjnym. Nieprzydkowo Hiob słyszy:"gdzie byłeś, gdy zakładałem Ziemię?", Bóg kompletnie ignoruje jego żale i robi paradę swych dzieł. Hiob nie rozumie konstrukcji, Jezus ją objawia, tłumaczy. Jest doskonała, kiedy zrozumie się, czym faktycznie jest bliskość Boga. Bóg nie jest różny od stworzenia, stworzenie nie jest różne od Boga, choć Bóg nie jest stworzeniem, a stworzenie nie jest Bogiem. Wszystko jest z niego i w nim. Stworzenie ma swe odrębne imię, swoją indywidualnosć, ale jest z Nim i z Niego. Coś jak Brahman-Atman. Jeden jest. Alfa i Omega. Początek i koniec. Wszystkie bycia są jednym byciem w Bogu. Bycie to Ojciec, a jedność to Syn z Ojcem. Ojciec szuka spoczynku w swoim Synu, dlatego wszystkie istoty w nim wylał i ukształtował. Poznając to wszystko, wie się, że pomimo śmierci, nigdy się nie umiera. Taka jest mniej więcej myśl Eckharta.

>"Niebo" także jest "królestwem Bożym", bo polega na bliskości Boga, a w szczególności na uczestnictwie człowieka w życiu BogaIstnienie nieba opiera się na tym, że Jezus Chrystus jest jako Bóg człowiekiem i że udzielił bytowi człowieka miejsca w bycie samego Boga (...). Człowiek jest w niebie wtedy i w takiej mierze, kiedy i w jakiej mierze jest z Chrystusem. Przez to znajduje miejsce swego bytu jako człowiek w bycie Bożym. (Joseph Ratzinger, Śmierć i życie wieczne, Warszawa 1986, s. 254)
>Ale "niebo" nie ogranicza się do człowieka - ono dotyczy całego stworzenia i jest dopełnieniem tego stworzenia.
>W zakończeniu książki Śmierć i życie wieczne Joseph Ratzinger pisze:
> Zbawienie jednostki (...) będzie dopiero wtedy całkowite, kiedy dokona się zbawienie wszechświata i wszystkich wybranych, bo wybrani nie są jedni obok drugich w niebie, oni razem - jako jeden Chrystus - niebem.
>Wtedy całe stworzenie stanie się "hymnem" - hymnem wyzwolenia bytu z zamknięcia w sobie, z wszystkich ograniczeń i osiągnięcia Pełni, a zarazem wstąpienia Pełni w to, co jednostkowe. W tym hymnie radości zamilkną już wszystkie pytania, bo znajdą pełną odpowiedź.


To jednak jest inna perspektywa. Ta "bliskość Boga" jest tutaj odleglejsza niż u Eckharta. Królestwo/niebo i zbawienie też.
No to sobie kurde pobajałem.
27-10-2012 22:07 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>No to sobie kurde pobajałem.
No, kurde, przerosłeś sam siebie.
Marek Bielecki może sobie Ciebie zakarbować.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
28-10-2012 09:22 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No to polecimy Markowi jeszcze to:
www.poczytaj.pl/178669
29-10-2012 21:59 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Podsumuję jeszcze. Otóż, mój zarzut był taki, że nie rozumiesz swojej wiary bowiem ewidentnie dbasz o własne interesy, chcąc zachować stan rzeczy z tego świata po śmierci.
Twierdzę, że "dbasz o sprawy tego świata", że "nie potrafisz stracić swego życia, tylko usiłujesz je zachować", że próbujesz przemycić siebie i swoich bliskich do wieczności kosztem relacji z Bogiem, bo każde chcenie, pragnienie, żądze tego świata odbywają sie kosztem tej najistotniejszej, a właściwie JEDYNEJ relacji. Pamiętasz, co mówił Jezus o swoich braciach i siostrach? O rodzinie? Kto jest jego prawdziwym bratem i siostrą? Nadal uważam, że tego nie rozumiesz.
Eckhart mówi tak: "Otóż, jeśli chcę pochwycić teraz we mnie mowę Boga, muszę stać się całkowicie obcym temu, co jest moje, tak jak całkowicie jest mi obce to, co jest za morzem" i "Jaki ma być człowiek, by mógł oglądać Boga? - Powinien być martwy". Bóg mówi: "Nikt nie może Mnie ujrzeć i pozostać żywy". Św. Grzegorz powiada: " Martwy to ten, kto umarł światu". Przyjrzyjcie się zmarłemu, popatrzcie jak wygląda i jak mało go obchodzi, co się w świecie dzieje. Gdy umieramy światu, nie umieramy Bogu.
Nie chodzi o śmierć fizyczną, tylko o śmierć ego, popędów. Tylko tak wyzwoleni wejdą do królestwa niebieskiego, "które pośród was jest". "Nie tu, ani tam". Jest pośród was, tylko uwolnić się trzeba od chciwości, popędów, ego.
Eckhart mówi też:
"Tylko jeden byt może powiedzieć o sobie, że JEST - Bóg"
Zresztą podobnie jest u mistyczki Katarzyny ze Sieny, kiedy sam Bóg mówi do niej:
" Jestem tym, który Jest - ty jesteś tą, której nie ma".

Kiedy zneutralizujesz świadomą chciwość, jakiekolwiek chcenia wynikające z popędów, "umrą sprawy tego świata", nie będziesz już chceniem, nie będziesz drżał o nic, ani o siebie (którego de facto nie ma), ani o żonę, nawet o wieczność i o przychylność Boga. Wrócisz do stanu sprzed "grzechu". Kiedy umysł jest tak wyciszony, można zobaczyć Boga i wtedy umiera "ja". To jest stan, w którym można zobaczyć, że "ja" jest złudzeniem. To tylko suma popędów i chceń rozbudzonego umysłu, których pozorne "ja" było niewolnikiem. Wkraczasz do królestwa, kiedy doświadczysz, że "ja" było iluzją. Doświadczasz, że CIĘ nie ma. JA nie istnieje. To iluzja. Maja. I wtedy rozumiesz, o czym mówił Jezus. Stajesz się "żywym". Przebudzonym. Stajesz się pustką, formą, nikim, wcieleniem, w które wkracza i działa Bóg. Wtedy rozumiesz, że JEDEN jest. A "twoja" śmierć jest iluzją.
Świetnie to opisuje Stachura:
Cytat:
"Się patrzy w ogień zwyczajnie naturalnie, się nie tęskni, się nie dyszy w kosmos nieprzenikalnie, się nie lęka się poczytalnie i niepoczytalnie, się nie cierpi w proch ścieralnie, w ruinę, w obłęd obracalnie.

Się zrozumiało. Się rozumie. Się za daleko szukało tej kryształowej kuli, co chowa odpowiedzi na dwa, trzy pytania. Na jedno pytanie. Na wszystkie pytania. Się jej nie tam, gdzie była, szukało. Się jej w bezgranicznych przestworzach szukało. Daleko. Za daleko. O wiele za daleko. O całą odległość. O cały dystans. O cały kosmos. Się błądziło. Się za nią jak błędny rycerz w eterze błądziło. Gdzie indziej ona była. Nie tam. Dużo bliżej. Jeszcze bliżej. Najbliżej. Tu ona była. Nie trzeba było jej szukać. Tu ona jest. Każda własna głowa nią jest. Własna mała biedna głowa. Już nie biedna. Już nie mała. Już nie własna. Już nie głowa. Otworzyła się głowa. Rozsunęła głowa na oścież półkule i wyrzuciła z siebie, wydaliła to wszystko, czym była nabijana zapijana zabijana przez czterdzieści lat, przez czterysta lat, przez cztery tysiące lat, przez cztery miliony lat, przez cztery miliardy lat, i zrobiło się strasznie, bardzo strasznie, bardzo straszliwie, najstraszliwiej, przerażająco wstrząsająco zatrważająco, zamarło serce, bo zrobiło się pusto, całkiem pusto, wielkie spustoszenie, wielka czarna dziura - i oto przyszło to inne, wszystko przyszło, wszystko wszystko, bo zrobiło się dla tego miejsce, i to przyszło, i zmieściło się wszystko, dokładnie się zmieściło, wszystko się zmieściło, wszystko wszystko, to inne, to nieznane, to niewyobrażalne, to niewypowiedziane.

To jest. To jest śpiew. To nie echo. To jest ech! To się nieustannie staje jest. To się wciąż od nowa staje nowe jest. To jest wieść. To się wciąż od nowa staje nowa wieść. To nie wiersz. To nie sidła. To nie sieć. To poezja. To nie słowa. To nie ta mowa. Ta tu mowa - niemowa. Ta tu mowa - literaturowa. To nie literatura. To nie fabuła To fabula rasa. To się nie da napisać. To się nie da namalować. To nie coś. To nie ktoś. To niezłomny los. Ciągle nowy niewymowny los niezłomny. To jest wszystko. To w sam raz. To jest zadość. To jest radość. To jest jedno. To jest jedność. To jest pełność. To jest całość. Cała jaskrawość. Cudne manowce. Kropka nad ypsylonem. Zjawa realna3. To rzeczywistość. To oczywistość. To jest teraz. Wieczne teraz. To nie czas. Gdzie jest czas? Czy kto pyta? Nikt nie pyta. Się nie pyta. Się nie hałasuje. To jest śpiew. Ciszy śpiew. To nie handel. To nie klatka. To jest ptak. To jest fakt. To nie miraż. To nie majak. To jest hamak. To jest harfa. To harmonia. To porządek. To jest ład. To nie ja. Ja to jad. Ja to wąż. Ja to rak. (...) Umarł rak. Umarł rak na raka. Ja umarło. Położyło sobie kres. Koniec biografii. Koniec bibliografii. Koniec biobibliografii. Koniec biobibliobleblemafii. Nie ma ja. Się jest. Się jest stanem. Nie panem. Ani nad innymi panem, ani sobiepanem. Żadnym panem. Koniec z panem. Z panem amen. Się jest stanem. Się jest duch. Teraz dopiero. Nigdy przedtem. Przedtem się to muskało. Przedtem się o to ocierało się. Wtedy, kiedy nie było ja. Kiedy nie było: mój moja moje. Bardzo rzadko. Bardzo od czasu do czasu. W tych przerwach od czasu do czasu. W tych przerwach od ja do ja. Bo ja to czas. Ja to wąż. Ja to rak. Rak umarł na raka. Wąż umarł od własnego ukąszenia. Czas umarł na czas. Ja umarło na ja. Nie ma ja się jest. Się jest się. Się jest duch. Się jest nikt."

Na podstawie:
31-10-2012 08:55 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)
>Pamiętasz, co mówił Jezus o swoich braciach i siostrach? O rodzinie? Kto jest jego prawdziwym bratem i siostrą? Nadal uważam, że tego nie rozumiesz.
To powszechna bolączka takie nierozumienie własnej religii. Wierzący uwielbiają pleść wtłoczone im do głów banialuki bez rozumienia czegokolwiek. W tej kwestii również. Z jednej strony Bielecki "wie", że np. kobieta w niebie będzie się całą wieczność wpatrywała rozanielona i szczęśliwa w tych Trzech Wspaniałych chociaż jej wszystkie dzieci będą w piekle, a z drugiej strony myśli sobie: "Ten Bóg to idiota jakiś - moja żona jest i będzie mi bliższa, niż On i reszta bliźnich".

A co mówił jakiś nawiedzony gamoń z kart Biblii jest dla wierzących najmniej ważne, zwłaszcza dla katolików. Choćby to nazywanie ojcem! Mętna metafora Szawła o ojcostwie duchowym przebija wysoko wyraźny zakaz samego Boga i już każdego nieuka przysposobionego do udawania czarów nie tylko można, ale wręcz trzeba nazywać ojcem. Bo tak!

Ale kto by ta wymagał od wierzących logicznego myślenia! Nawet jeśli mają fizyka w swojej głowie....

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
31-10-2012 16:49 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Niezrozumienie jest strasznie irytujące, ja uwielbiam wskazywanie na Żydów jako winnych śmierci Jezusa, jakby się happyendem miało skończyć, czyli dziadziuś Jezus idzie na spacerek po Jerozolimie z wnusiami i karmią osiołki. Później jest pewnie "wzięty" jak Maryjka. A tak wstrętne Żydki bajkę im zepsuli. Ręce czasami opadają, pytasz durnia, czy wie, o co w tym w ogóle chodziło, a ten nie kuma, tylko dalej pyskuje na Żydów. Ale tak to jest, jak myślenie o świecie skończyło się na katechizmie dla dzieci i bredniach dziadziusiów i rodziców, a ewentualne "coś więcej" służy wyłącznie podpieraniu i ochronie wdrukowanego modelu. Nawet nieświętego potrafi ruszyć.
I tak naprawdę, każdy z nich maluje siebie, swoje potrzeby i pragnienia, głównie na poziomie prób neutralizacji lęków rozbudzonych formacją religijną. Każdy z nich ma swój zestaw mechanizmów obronnych i różne sposoby ich zastosowania. Ja też często się ich pytam o bliskiego-potępionego i nigdy nie wiem, co się pod czerepem dzieje. Najczęściej mi to wygląda na natychmiastową anihilację pytania i obronne wyłączenie się wyobraźni, a jak ponowię, to zbywają byle czym, zmieniają temat bądź odchodzą.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> każde chcenie, pragnienie, żądze tego świata odbywają się kosztem tej najistotniejszej, a właściwie JEDYNEJ relacji.

Podobnie ujmuje ten problem św. Jan od Krzyża, pisząc o "nocy ciemnej" woli:

"Mówiąc o nocy woli i o czynnym ogołoceniu tej władzy, by ją wprowadzić i wdrożyć w cnotę miłości Bożej, nie znajduję odpowiedniejszych słów niż te, które zapisał Mojżesz w Księdze Powtórzonego Prawa (...): Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. W tych słowach zawiera się wszystko, co człowiek duchowy powinien czynić, i wszystko też, czego tu chcę nauczyć, ażeby rzeczywiście można było dojść do Boga w zjednoczeniu woli przez miłość. (...) Siła duszy polega na jej władzach, namiętnościach i pożądaniach. Wszystkim tym zaś rządzi wola. Gdy więc wola podnosi do Boga te władze, namiętności i powołania, a odrywa je od wszystkiego, co nie jest Bogiem, wówczas zachowuje dla Boga siły duszy. Dochodzi ona wtedy do miłowania Boga z całej swojej siły." (Droga na Górę Karmel, III, 16, 1-2)

Omawiając koncepcje św. Jana od Krzyża w tej kwestii, Edyta Stein pisze:

"Istnieją różne rodzaje przedmiotów, w których pożądanie szuka zadowolenia. Radość może się kierować ku dobrom doczesnym, jak: bogactwo, cześć, potomstwo itd. (...) Wolno się z nich radować, gdy pomagają do lepszej służby Bogu oraz do pewniejszego osiągnięcia życia wiecznego. (...) Główną szkodą, jaka wynika w następstwie skłaniania się do nich woli, jest odwracanie się od Boga; ma ono cztery stopnie: (...) przytępienie umysłu na sprawy Boże, (...) większa swoboda woli w oddaniu się rzeczom doczesnym, (...) całkowite odwrócenie się od Boga, (...) całkowite zapomnienie Boga" (Wiedza Krzyża, 2005, s. 148-149)
04-11-2012 10:04 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Podobnie ujmuje ten problem św. Jan od Krzyża, pisząc o "nocy ciemnej" woli:
>Gdy więc wola podnosi do Boga te władze, namiętności i powołania, a odrywa je od wszystkiego, co nie jest Bogiem, wówczas zachowuje dla Boga siły duszy. Dochodzi ona wtedy do miłowania Boga z całej swojej siły."

No właśnie. Dlatego słabo wygląda Twoja wiara w świetle Twoich wiecznych pragnień względem Twojej żony. I jeszcze kusisz tym innych. Szatan przez ciebie przemawia.

>Omawiając koncepcje św. Jana od Krzyża w tej kwestii, Edyta Stein pisze:
>"Istnieją różne rodzaje przedmiotów, w których pożądanie szuka zadowolenia. Radość może się kierować ku dobrom doczesnym, jak: bogactwo, cześć, potomstwo itd. (...) Wolno się z nich radować, gdy pomagają do lepszej służby Bogu oraz do pewniejszego osiągnięcia życia wiecznego. (...) Główną szkodą, jaka wynika w następstwie skłaniania się do nich woli, jest odwracanie się od Boga; ma ono cztery stopnie: (...) przytępienie umysłu na sprawy Boże, (...) większa swoboda woli w oddaniu się rzeczom doczesnym, (...) całkowite odwrócenie się od Boga, (...) całkowite zapomnienie Boga" (Wiedza Krzyża, 2005, s. 148-149)
>

Pisze też tak:
Cytat:
tym głębiej się ktoś z Bogiem zjednoczy i większego
dokona dzieła, im więcej się dla Niego wyniszczy w tym, co zmysłowe i duchowe.
A jeśli ktoś w najgłębszym uniżeniu dojdzie do unicestwienia, do całkowitego nic,
osiągnie wtedy duchowe zjednoczenie z Bogiem, najwyższy stan osiągalny w tym
życiu. Polega on nie na wewnętrznych pokrzepieniach, radościach i odczuciach,
lecz na prawdziwej śmierci krzyżowej w zmysłach i w duchu, zewnętrznie i wewnętrznie".


Zezowanie na zaświaty dla raz - swojej wieczności, dwa - ze swoją żoną, wedle słów tak Jana, jak i Stein, nie pomogą "lepszej służbie Bogu". Masz u mnie przechlapane , wysypałeś się ze swoimi intencjami i ja z tego korzystam. Nie ufam szczerości Twojej wiary. Mało tego. Nie ufam też tym mistykom. Zarówno u Jana, ale jeszcze bardziej u Stein widać wyraźnie, że znaleźli dziwaczny, pokrętny sposób na robienie dobrze SWEMU EGO. Ukryta masturbacja sycąca mózgowy układ nagrody. Psychologiczna, bardzo uwewnętrzniona (mistyczna) automanipulacja polegająca na ustawianiu percepcji skrajnie do wewnątrz i czerpaniu z tego silnych przyjemności. Utopiona dodatkowo w zmyślonej wizji wieczności i "obecności" Boga. Świat mistyfikacji, znany w każdej religii, kierunkowany wedle schematów będących w zasięgu kulturowym i doświadczeniach poprzedników. Niestety, wszędzie tu przebijają pretensje swego "JA" i nawet jeżeli jest sie już w "nocy ciemnej zmysłów", to odżywają one w fałszywym, zmyślonym/ miłosnym kontakcie "mistycznym" z Najwyższym. EGO dostaje, osiąga swoje, tylko w pokrętny, zawoalowany sposób, niby to wolny od zmysłów i żądz, ale skrycie kierunkowany do wzbudzania popędów i sycenia ich (rozładowywaniem) ekstatycznymi stanami. Po prostu wyrafinowane samooszustwo i bullshit, a LIBIDO i tak rządzi i dzieli. W przyrodzie nic nie ginie. Ale kreatorzy religii to bardzo lubią, często sami sobie robiąc w ten sposób dobrze i wiedząc doskonale, że trudno ten wewnętrzny cyrk dopaść i obalić.
05-11-2012 13:00 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Zezowanie na zaświaty dla raz - swojej wieczności, dwa - ze swoją żoną, wedle słów tak Jana, jak i Stein, nie pomogą "lepszej służbie Bogu".

Miałbyś rację, gdyby to "zezowanie" oznaczało podmianę (choćby częściową) celów: zamiast lub oprócz Boga - inne cele. Ale nie masz racji, jeśli to "zezowanie" oznacza prostą świadomość pewnych cech życia wiecznego, a w szczególności: świadomość komunii wszystkich żyjących w obecności Boga.

> Nie ufam też tym mistykom. Zarówno u Jana, ale jeszcze bardziej u Stein widać wyraźnie, że znaleźli dziwaczny, pokrętny sposób na robienie dobrze SWEMU EGO. Ukryta masturbacja sycąca mózgowy układ nagrody. Psychologiczna, bardzo uwewnętrzniona (mistyczna) automanipulacja polegająca na ustawianiu percepcji skrajnie do wewnątrz i czerpaniu z tego silnych przyjemności. Utopiona dodatkowo w zmyślonej wizji wieczności i "obecności" Boga. Świat mistyfikacji, znany w każdej religii, kierunkowany wedle schematów będących w zasięgu kulturowym i doświadczeniach poprzedników. Niestety, wszędzie tu przebijają pretensje swego "JA" i nawet jeżeli jest sie już w "nocy ciemnej zmysłów", to odżywają one w fałszywym, zmyślonym/ miłosnym kontakcie "mistycznym" z Najwyższym. EGO dostaje, osiąga swoje, tylko w pokrętny, zawoalowany sposób, niby to wolny od zmysłów i żądz, ale skrycie kierunkowany do wzbudzania popędów i sycenia ich (rozładowywaniem) ekstatycznymi stanami. Po prostu wyrafinowane samooszustwo i bullshit, a LIBIDO i tak rządzi i dzieli. W przyrodzie nic nie ginie. Ale kreatorzy religii to bardzo lubią, często sami sobie robiąc w ten sposób dobrze i wiedząc doskonale, że trudno ten wewnętrzny cyrk dopaść i obalić.

Po raz kolejny wykładasz swoją freudowską meta-teorię duchowości. Ma ona charakter aksjomatyczny - nie widać bowiem dla niej żadnego uzasadnienia. Po prostu tak sobie tłumaczysz świat fenomenów duchowych - to Twoja laicka wiara. Niestety, ten rodzaj wiary nie jest racjonalny.
06-11-2012 08:27 
 Ocena 11 na 11
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Miałbyś rację, gdyby to "zezowanie" oznaczało podmianę (choćby częściową) celów: zamiast lub oprócz Boga - inne cele. Ale nie masz racji, jeśli to "zezowanie" oznacza prostą świadomość pewnych cech życia wiecznego, a w szczególności: świadomość komunii wszystkich żyjących w obecności Boga.
Próbujesz się wywinąć, ale Ci się nie uda. Zostałeś przyłapany na zakłamanym podejściu do swojej religii i swojego Boga i teraz próbujesz znaleźć "wytłumaczenie". Kupczyłeś ze swoim Bogiem, handlowałeś wiarą za wieczność. Tłumaczenie jest żenujące i zakłamane. Nie wiem, czy u Ciebie jest zamiast, czy jest oprócz, biorę pod uwagę jedno i drugie. Jedno z nich na pewno. Bo ani przez moment nie zareklamowałeś istoty wiary (prawdopodobnie jej nie rozumiejąc albo zapominając), tylko nakręcałeś się i kusiłeś życiem wiecznym i nieskończoną obecnością bliskich, co jest absurdalnym działaniem z punktu widzenia samej wiary. Ani się nie zająknąłeś wieczną, doskonałą relacją z Bogiem, co jest JEDYNYM celem, tylko wypisywałeś żenujące głupoty o żonie i dzieciach. Dopiero, jak Cię naprowadziłem, robisz woltę i zaczynasz o komunii nawijać.

>Po raz kolejny wykładasz swoją freudowską meta-teorię duchowości. Ma ona charakter aksjomatyczny - nie widać bowiem dla niej żadnego uzasadnienia.
Nie widzisz, bo jesteś ślepcem. Lepsze fideistyczne/teologiczne/mistyczne bredzenie, niż opieranie sie na funkcjonowaniu biologii i psyche. No, ale skoro Ty fizyk jesteś... to nie dziwi nic. Przecież w Polsce jesteśmy i dlatego ślepcem jesteś prawdopodobnie od dziecka, czyli tutejsza klasyka. Prawdopodobnie nigdy nie widziałeś, a umiejętność myślenia, to tylko pozór, w który głęboko wierzysz. W innym wątku pytasz o swoje "logiczne argumentowanie", to tutaj jest dobra okazja, żeby do tego nawiązać. Ślepota, upośledzenie poznawcze i wyłącznie absurdalna argumentacja bierze się z całkowitej nieumiejętności myślenia o życiu i świecie, człowieku itd. Jeżeli jesteś klasycznym polskim przykładem, to zostałeś tego pozbawiony juz na wstępnym etapie socjalizacji. Polskie dzieci przechodzą haniebny proces prymitywnej indoktrynacji katolickiej, w którym zostaje zamontowany gotowiec. "Prawdziwy", pełny i ostateczny obraz w postaci nikczemnej, katolickiej wersji. Nie uczy sie człowieka poznawania, myślenia, rozważania, podejścia krytyczno-sceptycznego, sprawdzania, weryfikacji, wątpienia, tylko dostarcza mu się prawdę, a nawet całkowitą prawdę i jedyną prawdę, czyli bullshit.

Dziecko katolickie nie myśli, nie rozważa, nie zastanawia się, nie wątpi, nie pyta. Dziecko katolickie wie. Wy wszyscy wiecie. Bozia, Maryjka, Jezusek, śmierć, piekło, niebo, wieczne szczęście lub potępienie. Z czasem głupkowata i prymitywna baja jest nieco wzbogacana i rozwijana, ale najczęściej katechizmowa wizja rzeczywistości wystarcza. Świat kompletnego idiotyzmu, percepcja całkowicie wypaczona, nieumiejętność myślenia, życie spaczone. I tak oto większość zwiedzionych, zindoktrynowanych, zmanipulowanych, ukierunkowanych i pozbawionych umiejętności racjonalnego myślenia bidoków, przeżywa swoje życie. Ale są jeszcze Ci bardziej zaangażowani. Rozważający, kombinujący. Dociekliwi i "argumentujący". Mniej więcej ten sam wdruk, taka sama indoktrynacja, ta sama narracja składająca sie z chorych, religijnych wizji. Wzbogacona o potrzebę argumentacji. Tu się dopiero dzieje. Żadnego sprawdzania, żadnego wątpienia, żadnego rozpatrywania i analizowania literatury, myśli i argumentacji krytycznej. Bo zamontowana blokada, która musi działać, by jedyna słuszna, funkcjonująca od dziecka narracja została obroniona, a to kwestia absolutnie fundamentalna, bo zachwianie, naruszenie, czy perspektywa utraty tej narracji budzi potężny strach. Cała konstrukcja osobowościowa sypie się w wyobraźni jak domek z kart i zostają zgliszcza, co jest absolutnie nie do zniesienia. Poczucie egzystencjalnej pustki, utraty sensu, celu i wartości. Zachwianie poczucia bezpieczeństwa.

Brak wypracowanej, prawidłowej konstrukcji poznawczej skutkuje brakiem jakiejkolwiek plastyczności myślenia, umiejętności dociekania i weryfikacji, ewentualnego wycofania się, zmiany. Świadomość obarczona zaświatowym terroryzmem, bronić się będzie wszelkimi sposobami i do upadłego. Nie przyjmie żadnej, racjonalnej argumentacji, bo "argumentacja" ukierunkowana jest wyłącznie na obronę/"dowodzenie" "prawdy" wbitej i wtłoczonej w umysł, a nie na rzetelne poznawanie. O tym nie masz zielonego pojęcia, nie poznajesz otaczającej rzeczywistości, bo Ty już "wiesz" i możesz tylko heroicznie i w kłamliwy sposób bronić wdrukowanych głupot. Będziesz kompromitować się bredząc o odrastających nogach, tańczących Słońcach, o oświeconej "prawdą" w jedną noc - jedną książką, kobiecie, o komunii w Bogu na wieczność u boku żony i dzieci. Wykwintny efekt owej logicznej argumentacji. I taka osoba bezczelnie uważa się za racjonalną, pyta o niedkoskonałości swej argumentacji logicznej. Przykro mi, ale moja czteroletnia bratanica lepiej rozumuje. Wprowadza korekty, rozważa, dopytuje, no ale ona już to umie na swoim skromnym poziomie, bo jej nikt, tak jak Ciebie nie skrzywdził. A później się dziwisz i płaczesz, że jesteś źle traktowany. Tylko jak tu traktować kompletną głupotę? Ile ludzie mogą wytrzymać? Wyrozumiałość dla haniebnie skrzywdzonych ma też swoje granice.

>Po prostu tak sobie tłumaczysz świat fenomenów duchowych - to Twoja laicka wiara. Niestety, ten rodzaj wiary nie jest racjonalny.

Tak tak, to Ty jesteś racjonalistą. A Twoja wiara, to świat czystego racjonalizmu. Odrastające nogi, Bozia Słonkiem siup tu siup tam. Tak to jest, jak Twoi oprawcy nie nauczyli Cię racjonalnie myśleć, tylko wbili do głowy gotowca, którego możesz tylko do upadłego bronić, bo od tego zależy cała Twoja psychiczna konstrukcja i o nią tutaj walczysz. Tylko po co? Jakieś nieuświadomione wahania, wątpliwości? Coś Cię jednak uwiera? Coś Cię pociąga w zracjonalizowanym świecie? To może jeszcze kiedyś połkniesz niebieską pigułkę. Welcome, to the real world.
06-11-2012 09:59 
 Ocena-2 na 4
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Miałbyś rację, gdyby to "zezowanie" oznaczało podmianę (choćby częściową) celów: zamiast lub oprócz Boga - inne cele. Ale nie masz racji, jeśli to "zezowanie" oznacza prostą świadomość pewnych cech życia wiecznego, a w szczególności: świadomość komunii wszystkich żyjących w obecności Boga.
>Próbujesz się wywinąć, ale Ci się nie uda. Zostałeś przyłapany na zakłamanym podejściu do swojej religii i swojego Boga i teraz próbujesz znaleźć "wytłumaczenie". Kupczyłeś ze swoim Bogiem, handlowałeś wiarą za wieczność. Tłumaczenie jest żenujące i zakłamane. Nie wiem, czy u Ciebie jest zamiast, czy jest oprócz, biorę pod uwagę jedno i drugie. Jedno z nich na pewno. Bo ani przez moment nie zareklamowałeś istoty wiary (prawdopodobnie jej nie rozumiejąc albo zapominając), tylko nakręcałeś się i kusiłeś życiem wiecznym i nieskończoną obecnością bliskich, co jest absurdalnym działaniem z punktu widzenia samej wiary. Ani się nie zająknąłeś wieczną, doskonałą relacją z Bogiem, co jest JEDYNYM celem, tylko wypisywałeś żenujące głupoty o żonie i dzieciach. Dopiero, jak Cię naprowadziłem, robisz woltę i zaczynasz o komunii nawijać.

Nie masz racji.
Po pierwsze, dary od Boga powinniśmy przyjmować z wdzięcznością, odnosząc je do Boga. Taki jest ich cel - po to Bóg nam je daje. Dlatego nasza miłość do tego świata może być usprawiedliwiona, o ile dobre elementy tego świata potrafimy odnosić do Niego. Podobnie miłość do żony, dzieci, innych bliskich osób, a w końcu do wszystkich ludzi - również jest chciana przez Boga, bo ta miłość właśnie do Niego prowadzi, jako źródła miłości. Moja droga do Boga to moja żona. I Tobie też tego życzę.
Po drugie, jeśli nie mówiłem o Bogu jako JEDYNYM celu ostatecznym, a zamiast tego mówiłem o Jego darach, które do Niego prowadzą, to wynikało to z bardzo prostego faktu: w przeciwnym razie nikt by mnie tu nie zrozumiał. Ty jesteś wyjątkiem: czujesz, o co w tym wszystkim chodzi. Tylko brak Ci wiary. Szkoda.
06-11-2012 10:42 
 Ocena 3 na 3
Jacek_G (35558 punktów)
> Nie masz racji.
Kto jeszcze tak sądzi oprócz pana, panie Marku? Uważam że darkside ma tu sporo racji.
> Po pierwsze, dary od Boga powinniśmy przyjmować z wdzięcznością,
> odnosząc je do Boga. Taki jest ich cel - po to Bóg nam je daje.
To jest sprawa daleko wtórna. Uważam że religie, w tym szczególnie religia katolicka zostały zmuszone przez świat do odniesienia się do wielu zjawisk ktróre w fundamentach tej releligii nie leżą. I stąd mamy takie kwiatki jak Dar Od Boga (choćby to była nawet najzwyklejsza rzecz pod słońcem), tajemnica, cuda, blogosławienie oddziałów przed wyruszeniem na front itp.
> Dlatego nasza miłość do tego świata może być usprawiedliwiona,
> o ile dobre elementy tego świata potrafimy odnosić do Niego
Po co nasza miłośc ma być działaniem, czy też czymś innym usprawiedliwiana, skoro a priori wg pana poglądów jest JEGO darem? Czy moja miłośc do osób, zwierząt lub rzeczy (częsci tego świata) ma być nieusprawidliwiona tylko dlatego, że nieświadomie nie odnoszę jej do Boga? Czym jest w tym znaczeniu "usprawiedliwienie"?
Dziwny jest tenświat..
> Podobnie miłość do żony, dzieci, innych bliskich osób, a w końcu
> do wszystkich ludzi - również jest chciana przez Boga
Co ma niezmiernie mało praktyczne znaczenie, albo żadne. Sądzi pan, że agnostyk lub ateista kocha żonę mniej niż np. pan? Albo że to mniej zasługuje na szacunek, podziw, dawanie za wzór?
> bo ta miłość właśnie do Niego prowadzi, jako źródła miłości
Nieskazitelnie czysta i niepraktyczna teologia. Ale przyznam, że b. ładna i wzniosła.
> Moja droga do Boga to moja żona. I Tobie też tego życzę
Piękne założenie, szkoda że właściwie na tym samym poziomie praktycznym, co jakby stwierdzić "poematy Słowackiego były jego drogą do Boga" albo "kapitan Wrona bezpiecznie wylądował jedynie dlatego, że wiózł relikwie JP2 oraz był Dzień Święty, którym to w żydowskiej religii (protoplaście NT) nie można podróżować i dlatego wylądował właśnie na środku dwóch pasów, przez co skutecznie zablokował lotnisko"
Panie Marku, niech panu nie będzie żal ani szkoda, jedni biorą na powaznie idee, które sobie dodają do naszej codziennej egzystencji, potrafią o nich dużo i z werwą opowiadać, ba - nawet przekonywac do nich innych.
A inni mogą się bez tego zupełnie obejść, tak to już jest na tym świecie
> darach, które do Niego prowadzą, to wynikało to z bardzo prostego
> faktu: w przeciwnym razie nikt by mnie tu nie zrozumiał.
Ciekawi mnie ilu ludzi w pana mniemaniu tu pana rozumie, i w jakich konkretnie aspektach - może pan zdradzić? (a że nieraz całkiem nieźle pana rozumie - to fakt)
> Ty jesteś wyjątkiem: czujesz, o co w tym wszystkim chodzi.
> Tylko brak Ci wiary. Szkoda.
Wyjątkiem? Czy aby?
łącząc pozdrowienia
PS nie wiem czy znów to dobrze odczytuję, w razie jakby co to proszę mnie skorygować: panu imponuje racjonalzm, prawda panie Marku?
07-11-2012 11:38 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Ciekawi mnie ilu ludzi w pana mniemaniu tu pana rozumie, i w jakich konkretnie aspektach - może pan zdradzić?

Nie mam pojęcia.

>nie wiem czy znów to dobrze odczytuję, w razie jakby co to proszę mnie skorygować: panu imponuje racjonalzm, prawda panie Marku?

Oj, niedobrze. W moich uszach to zabrzmiało jak: "panu imponuje posługiwanie się językiem polskim" albo "panu imponuje oddychanie".
07-11-2012 13:56 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
>>Ciekawi mnie ilu ludzi w pana mniemaniu tu pana rozumie, i
>> w jakich konkretnie aspektach - może pan zdradzić?
> Nie mam pojęcia.
Ośmielę się coś poradzić - może warto czasem podpytać?
> Oj, niedobrze. W moich uszach to zabrzmiało jak: "panu imponuje
> posługiwanie się językiem polskim" albo "panu imponuje oddychanie".
Oj nie, proszę mojej pierwotnej myśli tak od razu nie zbywać, w tym była pewna logika.
łącząc pozdrowienia
06-11-2012 11:03 
 Ocena 8 na 8
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Po pierwsze, dary od Boga powinniśmy przyjmować z wdzięcznością, odnosząc je do Boga. Taki jest ich cel - po to Bóg nam je daje. Dlatego nasza miłość do tego świata może być usprawiedliwiona, o ile dobre elementy tego świata potrafimy odnosić do Niego. Podobnie miłość do żony, dzieci, innych bliskich osób, a w końcu do wszystkich ludzi - również jest chciana przez Boga, bo ta miłość właśnie do Niego prowadzi, jako źródła miłości. Dary darami, ok, ale

Ty pisałeś nie o darach tutaj, tylko o wiecznym przebywaniu tam. Nie o drodze do Boga, tylko o ostatecznym celu, nagrodzie - wieczności z żoną. Ale może tak Ci się popisało i głupio wyszło. Znudził mnie ten temat.

>Moja droga do Boga to moja żona. I Tobie też tego życzę.

Dziękuję, nie skorzystam. Nie wykorzystywałbym swojej żony do zewnętrznych (a i wewnętrznych), egoistycznych celów. To moja żona może być celem samym w sobie, w swojej wolności, samostanowieniu i indywidualności. Ja nie pasożytuję, nie wożę się na kimkolwiek ani w zaświaty, ani nie pasożytuję na nikim tutaj. Ani materialnie, ani uczuciowo/emocjonalnie (bawię się tym, co najwyżej przy obopólnej świadomości tego, jak to działa i czym to jest), ani w w sprawach technicznych, codziennych. Ale jak się oboje wieziecie na sobie do Boga, czy czegokolwiek, to Wasza sprawa. To cały osobny rozdział z tymi relacjami międzyludzkimi i równie zafałszowany, ukoloryzowany jak religijne baśnie. A pod podszewką rozmaite cele, egoizmy, rozgrywki, popędy, potrzeby, pasożytnictwa, zawłaszczenia, manipulacje w walce o zyski, zasoby, o swoje wyobrażenia, przestrzeń, nasycenie ego. Pasożytnictwo/współpasożytnictwo nazywane fałszywanie dawaniem. Ale to osobny temat na długie wieczory i nie do przyjęcia dla wielu, nie tylko fideistów, ale wszelkich zaczarowanych, niewidomych romantyków. Nie zaimponujesz mi tym oddaniem żonie, bo w moich oczach, pasożytujesz, co jest generalnie normą, tylko religijna narracja jest tutaj specyficzna. Z reguły chodzi głównie o seks i ewentualnie obsługę, czego i tak nie mogę w Twoim przypadku wykluczyć. Za mało danych.

>Po drugie, jeśli nie mówiłem o Bogu jako JEDYNYM celu ostatecznym, a zamiast tego mówiłem o Jego darach, które do Niego prowadzą, to wynikało to z bardzo prostego faktu: w przeciwnym razie nikt by mnie tu nie zrozumiał.

A to nie zauważyłeś, jak wiele ludzie tutaj rozumieją? Więcej wiary.

>czujesz, o co w tym wszystkim chodzi.

A pewnie.

>Tylko brak Ci wiary.

To nie tak, tylko w ten sposób, jaki miałeś w drugiej części mojego komentarza. Nie nauczono Cię racjonalnie myśleć, tylko za pomocą imprintingu w dzieciństwie narzucono Ci kompletnie inny, nieracjonalny, absurdalny sposób postrzegania rzeczywistości. Nie dla Twojego dobra, tylko dla dobra tych, którzy to inspirują, narzucają. I tak się robi to na całym prawie świecie. Władcy marionetek i ich ofiary. Wdruk jedynej słusznej narracji. Wychodzisz w poznawanie świata tylko od strony utwierdzenia się w narzuconym gotowcu i to jeszcze przynależąc do "większości", co Cię dodatkowo zwodzi. To absurdalne. Masz narzucony obraz i miotasz się beznadziejnie, chroniąc go za wszelką cenę i wszelkimi środkami, zamiast budować go "od dołu", od podstaw za pomocą racjonalnych narzędzi, które w Polsce są dostepne, ale zepchnięte do kąta. I jesteś zastraszony/kuszony/obwarowany wiecznymi konsekwencjami dla ICH bezpieczeństwa, władzy i profitów. Mają Cię. Stworzyli świetny system. Nie wydostaniesz się. Zawsze będziesz już niewolnikiem. Bateryjką.

>Szkoda
No właśnie.
06-11-2012 11:18 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
>Moja droga do Boga to moja żona. I Tobie też tego życzę.
> (..) Nie zaimponujesz mi tym oddaniem żonie, bo w moich
> oczach, pasożytujesz, co jest generalnie normą, tylko
> religijna narracja jest tutaj specyficzna. Z reguły chodzi
> głównie o seks i ewentualnie obsługę, czego i tak nie mogę
> w Twoim przypadku wykluczyć. Za mało danych.

Panie darkside, i mnie nieraz zastanawia ten fenomen - trudno mi się teraz opędzić od wrażenia, że może być też odwrotnie: czy owa idea Boga promowana przez p. Marka, w tym szczególnym miejscu nie pasożytuje na rodzinie, w szczególnosci partnerze?
Proszę spojrzeć na wzorzec: Boża Rodzina 2+1, Józef (opiekun Jezusa-Syna Bożego), Kult Najświętszej Marii Panny Matki Bolesnej.
I jak to może nie być czyjaś droga do Boga?
My przecież też mamy swoje rodziny, nieraz jest trudno; porównanie samo się nasuwa..
łącząc pozdrowienia
06-11-2012 12:01 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No tak, w pewnym, dość późnym momencie to dostrzeżono i wykorzystano. Wpływy protestantyzmu i Oświecenia (tutaj zwłaszcza na poziomie uczuciowości małżeńskiej i macierzyńskiej) były inspirujące i niemożliwe do pominięcia. Bardzo ładnie kościół się dostosował, przyswoił i tym dzisiaj wymachuje na swych sztandarach. Zawsze był chytry. Uczuciami, emocjami znakomicie się ludzi uwodzi.

Jesli można, to poproszę darkside, bez "panie"
06-11-2012 12:21 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
Ależe chętnie!
> Bardzo ładnie kościół się dostosował, przyswoił i tym dzisiaj
> wymachuje na swych sztandarach. Zawsze był chytry.
> Uczuciami, emocjami znakomicie się ludzi uwodzi.
I nie tylko tym. Dziś słyszy się np. o księżach-psychoterapeutach, którzy ponoć już dość dokładnie potrafią oddzielić duszę od duchowości człowieka. To, że Freud oraz jego najgłośniejszy uczeń C.G. Jung byli raczej z religią na bakier, im już komletnie nie przeszkadza.
Myślę że to "klejenie się" jest b. symptomatyczne na początku XXI wieku, u nas zapoczatkował to bodajże "Przystanekk Jezus" jako dodatek do imprez Owsiaka. Nawet arguemntuje się dziś, ze "kochaj i rób co chcesz" św. Augustyna jest zbliżone do "róbta co chceta", choć też nie zawsze - w niektórych kręgach ortodoksów katolickich "kochaj" jest wyłącznie własnością oświeconych katolików
Nic darkside, tylko musimy z naszymi żonami iść i się nawrócić..
06-11-2012 14:52 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Moja droga do Boga to moja żona. I Tobie też tego życzę.
>Dziękuję, nie skorzystam. Nie wykorzystywałbym swojej żony do zewnętrznych (a i wewnętrznych), egoistycznych celów.

Wiesz, masz przykry zwyczaj imputowania swojemu rozmówcy myśli, intencji lub interpretacji, które są wyłącznie wytworem Twojej wyobraźni. Nie zrażam się, ale wobec takich manipulacji muszę rozwinąć ten wątek:

W relacjach międzyludzkich nigdy nie możemy traktować drugiej osoby przedmiotowo, jako środka. Druga osoba powinna być dla nas podmiotem, a jej dobro - celem naszych działań wobec niej. Naruszenie tej zasady jest ciężkim grzechem, a najcięższym wtedy, kiedy dotyczy osoby najbliższej, czyli małżonka. To tyle tytułem "oczyszczenia przedpola", które strasznie zapaskudziłeś swoimi insynuacjami.

W jakim sensie "drogą do Boga dla męża jest żona, a dla żony - mąż"? Otóż, dążymy do Boga, realizując swoje powołanie, czyli Jego wolę. W przypadku małżeństwa wolą Boga jest miłość męża i żony, którzy są wzajemnie dla siebie najbliższymi, najważniejszymi osobami. Dlatego mężczyzna kochając swoją żonę (kochając naprawdę, czyli bezinteresownie, ze względu na nią samą), czyni to, czego Bóg od niego chce, a tym samym - przybliża się do Boga.

Czy teraz już wszystko jest jasne?...
06-11-2012 17:59 
 Ocena 5 na 5
lukaszewicz (5674 punktów)
> Otóż, dążymy do Boga, realizując swoje powołanie, czyli Jego wolę.

Wystarczy poczytać Biblię aby zobaczyć czym dla wielu skończyło się "realizowanie woli bożej"przez wyznawców tego boga.

> W przypadku małżeństwa wolą Boga jest miłość męża i żony, którzy są wzajemnie dla siebie najbliższymi, najważniejszymi osobami.

Ciekawe gdzie to wyczytałeś.

> Dlatego mężczyzna kochając swoją żonę (kochając naprawdę, czyli bezinteresownie, ze względu na nią samą), czyni to, czego Bóg od niego chce, a tym samym - przybliża się do Boga.

Jezus mówił jakoś odwrotnie.
Ale Marek już go poprawił.

>Czy teraz już wszystko jest jasne?...

Jasne, jasne.
06-11-2012 21:29 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
> W relacjach międzyludzkich nigdy nie możemy
> traktować drugiej osoby przedmiotowo, jako środka.
> Druga osoba powinna być dla nas podmiotem (..)
Właściwie to samo powiedział pana przedmówca cyt. "Nie wykorzystywałbym swojej żony do zewnętrznych (a i wewnętrznych), egoistycznych celów", tylko zdecydowanie mniej dydaktycznie a bardziej węzłowato i osobiście - duży plus
> a jej dobro - celem naszych działań wobec niej
> Naruszenie tej zasady jest ciężkim grzechem,
> a najcięższym wtedy, kiedy dotyczy osoby najbliższej
> czyli małżonka.
Zaiste pięknie wykłada pan katechizm. Czy to może cytaty z JP2?
> W jakim sensie "drogą do Boga dla męża jest
> żona, a dla żony - mąż"? Otóż, dążymy do Boga,
> realizując swoje powołanie, czyli Jego wolę
A czy ateiści też realizują to "dążenie do Boga" poprzez swoją drogę mąż->żona i vice versa? Hm..
> W przypadku małżeństwa wolą Boga jest miłość
> męża i żony, którzy są wzajemnie dla siebie
> najbliższymi, najważniejszymi osobami. Dlatego
> mężczyzna kochając swoją żonę (kochając naprawdę,
> czyli bezinteresownie, ze względu na nią samą),
> czyni to, czego Bóg od niego chce, a tym samym
> - przybliża się do Boga.
Za przeproszeniem napisał pan trochę truizmów które nie są wcale głupie, ale założę się że dla większości użytkowników tego Portalu są oczywistą oczywistością. Gdyby np. Boga zamienić z siłami naturalnymi albo Matką Naturą - myślę że podpisaliby się pod tym i agnostycy, niewierzący a może nawet i buddyści.
Ale po co to wszystko? Czy będzie jakieś rozwinięcie? Jeśli tak, to z ciekawością czekam na ciąg dalszy pozdrawiając
07-11-2012 09:21 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)

>Za przeproszeniem napisał pan trochę truizmów które nie są wcale głupie, ale założę się że dla większości użytkowników tego Portalu są oczywistą oczywistością. Gdyby np. Boga zamienić z siłami naturalnymi albo Matką Naturą - myślę że podpisaliby się pod tym i agnostycy, niewierzący a może nawet i buddyści.

Nie podpisaliby się, bo ateiści (tak myślę) starają się kierować własnym rozumem, a nie wolą natury czy jakąkolwiek inną.
07-11-2012 09:36 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
Kwestia czy człowiek ma w zawsze wolną wolę i może np. kierować rozumowo 100% wszystkim w swoim zyciu, czy nie. Freud pokazał, że nie.
Nie zaprzeczy pan chyba, ze żyjemy na tym świecie za sprawą ewoucji. Ona ma czasem inne priorytety niż nasz rozum, przyklad pierwszy z brzegu: omamiła pana brzydka i agrresywna dziewczyna, za którą na zdrowy rozum nie obejrzał by się pan na ulicy. Odzywa to rozum, czy prymitywna natura?
W dedykacji dla pana pozdrowienia

Irek Dudek - Oh Ziuta

Oh Ziuta, dziś życie me przegrane jest przez jedną noc
Oh, Ziuta naprawdę nie wiem, jak się pozbyć Ciebie stąd

Urodę świnki Pigi masz
Wagą przewyższasz nawet ją
We śnie mnie straszy Twoja twarz
A wszystko to przez jedna noc

Oh, Ziuta ja wiem, że nie ma brzydkich kobiet tylko wina czasem brak
Lecz Ziuta gdy wytrzeźwieje człowiek, wtedy inny gust ma, inny smak.

Pokazać się gdzieś z Tobą wstyd
Dwie klasy podstawówki masz
Swym krzykiem nerwy psujesz mi
A wszystko to przez jedna noc.

Oh, Ziuta! Pijany byłem, gdy przed ołtarz
zaciągnęłaś mnie
Oh, Ziuta! Dlaczego się zgodziłem, tak żałuję dziś

Za byle co ty bijesz mnie,
pieniędzy żadnych nie chcesz dać
Szepczesz koteczku: kochaj mnie.
A wszystko to przez jedną noc

Oh, Ziuta, dlaczego mą dziewczyna pierwszą stałaś się tej nocy złej
Oh, Ziuta, kobiet dotąd nie miałem, nie
wiedziałem jak to robi się.

Hrabiowski tytuł przecież mam
A Ty gosposią byłaś mą
Podniosłaś swój społeczny stan
A wszystko to przez jedną noc.
lukaszewicz (5674 punktów)
Można prosić na przyszłość bez tego "pan"

Napisałem "starają się", a nie kierują.
Jacek_G (35558 punktów)
Protest w "podpisywaniu" nie ruguje tego 1% nieracjonalności czy ile tam, poza tym też tylko "myślę" (tak napisałem)
Dziękuję za propzycję i chętnie skorzystam. Jestem tu nowy, jeszcze nie znam tutejszych zwyczajów
łącząc pozdrowienia
07-11-2012 11:41 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>> W jakim sensie "drogą do Boga dla męża jest
>> żona, a dla żony - mąż"? Otóż, dążymy do Boga,
>> realizując swoje powołanie, czyli Jego wolę
>A czy ateiści też realizują to "dążenie do Boga" poprzez swoją drogę mąż->żona i vice versa? Hm..

Zdecydowanie tak!
07-11-2012 12:02 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)

>>A czy ateiści też realizują to "dążenie do Boga" poprzez swoją drogę mąż->żona i vice versa? Hm..
>Zdecydowanie tak!

Wydaje się, że ateiści często szanują wolę swojego partnera, która może być zupełnie inna niż to co fideiści uważają za wolę bożą.
Czy i wtedy dążą do boga?
07-11-2012 12:19 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>A czy ateiści też realizują to "dążenie do Boga" poprzez swoją drogę mąż->żona i vice versa? Hm..
>>Zdecydowanie tak!
>Wydaje się, że ateiści często szanują wolę swojego partnera, która może być zupełnie inna niż to co fideiści uważają za wolę bożą.
>Czy i wtedy dążą do boga?

Małżonkowie ateiści dążą do Boga wtedy, kiedy kochają się, co w szczególności oznacza kierowanie się dobrem małżonka w każdej sytuacji. Mówimy tu o prawdziwej MIŁOŚCI, a nie o różnych fenomenach, które mogą miłość imitować.
07-11-2012 13:02 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)

>Małżonkowie ateiści dążą do Boga
Kuriozalne zdaje mi się to stwierdzenie, wybacz bezpośredniość.
07-11-2012 13:27 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Małżonkowie ateiści dążą do Boga
>Kuriozalne zdaje mi się to stwierdzenie, wybacz bezpośredniość.

Ależ dlaczego?!

(Nie mam czego wybaczać - cenię bezpośredniość.)
07-11-2012 13:46 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
Jak sobie wyobrażasz dążenie ateisty do Boga?
07-11-2012 13:54 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Jak sobie wyobrażasz dążenie ateisty do Boga?

Jako działanie nieświadome i mimowolne.
07-11-2012 14:13 
 Ocena 13 na 13
Meretseger (61860 punktów)
>>Jak sobie wyobrażasz dążenie ateisty do Boga?
>Jako działanie nieświadome i mimowolne.
Ponownie proszę o wybaczenie, ale to jest śmieszne. Zapewniam Cię, że doskonale panuję nad swoimi działaniami. Nie jestem roślinką z tropizmem. Nie sądzisz, że postawa typu "dążycie do Boga, choć sami o tym nie wiecie" trąci nieco arogancją?
07-11-2012 15:00 
 Ocena 11 na 11
astrotaurus (12445 punktów)
>Nie sądzisz, że postawa typu "dążycie do Boga, choć sami o tym nie wiecie" trąci nieco arogancją?
To jest właśnie miłość bliźniego, a nie arogancja. My: ateiści, muzułmanie, hinduiści, protestanci jesteśmy wszyscy katolikami tylko o tym nie wiemy, bo jesteśmy zagubieni, zbuntowani, zmyleni. Na szczęście jet zdrowy trzon ludzkości w postaci Marka Bieleckiego i Rodziny Radia Maryja, którzy wiedzą nieomylnie!

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
08-11-2012 09:50 
 Ocena-3 na 5
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>Jak sobie wyobrażasz dążenie ateisty do Boga?
>>Jako działanie nieświadome i mimowolne.
>Zapewniam Cię, że doskonale panuję nad swoimi działaniami. Nie jestem roślinką z tropizmem.

Edyta Stein napisała: "Kto szuka prawdy, szuka Boga, choćby o tym nie wiedział."

Parafrazując tę myśl, można powiedzieć: "Kto czyni dobro, dąży do Boga, choćby o tym nie wiedział."

"Tropizmem" tego nazwać nie można, bo człowiek nie jest zdeterminowany i ma wolną wolę. Ale dążenie do prawdy i dobra jest tożsame z dążeniem do Boga.
08-11-2012 10:26 
 Ocena 14 na 14
Meretseger (61860 punktów)

>Edyta Stein napisała: "Kto szuka prawdy, szuka Boga, choćby o tym nie wiedział."
Religijna bzdura. Pewnie, że tak napisała, skoro skończyła jako katolicka zakonnica. A co miała napisać, prawdę? Że Boga nie ma?
>Ale dążenie do prawdy i dobra jest tożsame z dążeniem do Boga.
Dążenie do prawdy i dobra to dążenie do prawdy i dobra i do niczego więcej.
08-11-2012 10:55 
 Ocena-3 na 5
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Edyta Stein napisała: "Kto szuka prawdy, szuka Boga, choćby o tym nie wiedział."
>Religijna bzdura. Pewnie, że tak napisała, skoro skończyła jako katolicka zakonnica. A co miała napisać, prawdę? Że Boga nie ma?
>>Ale dążenie do prawdy i dobra jest tożsame z dążeniem do Boga.
>Dążenie do prawdy i dobra to dążenie do prawdy i dobra i do niczego więcej.

Twoja opinia jest Twoją opinią i niczym więcej.

Na dodatek jest to opinia o charakterze aksjomatycznym.
08-11-2012 11:11 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)

>Twoja opinia jest Twoją opinią i niczym więcej.
Opinia Edyty Stein zaś jest tylko opinią Edyty Stein. No i może jeszcze Twoją, ale też niczym więcej
Coś mi się widzi, że konsensusu nie będzie.
Miłego dnia
08-11-2012 11:43 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Twoja opinia jest Twoją opinią i niczym więcej.
>Opinia Edyty Stein zaś jest tylko opinią Edyty Stein. No i może jeszcze Twoją, ale też niczym więcej
>Coś mi się widzi, że konsensusu nie będzie.
Pan Mareczek już dawno przestał tu rozmawiać o Edytce. Rozmawia o własnych problemach egzystencjalnych oraz na przeróżne inne tematy, co nie przeszkadza mu wcale na ustawianiu flagi offtopic na wypowiedziach innych, czy wprost usuwaniu sensownych wypowiedzi - nie po jego myśli.
No cóż, on tu rządzi i jego "mądrość" musi być tu na wierzchu.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
08-11-2012 14:29 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Twoja opinia jest Twoją opinią i niczym więcej.
>Opinia Edyty Stein zaś jest tylko opinią Edyty Stein. No i może jeszcze Twoją, ale też niczym więcej
>Coś mi się widzi, że konsensusu nie będzie.

Raczej nie będzie. Ale za to wymieniliśmy nasze subiektywne opinie.

>Miłego dnia

Wzajemnie
08-11-2012 14:33 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Coś mi się widzi, że konsensusu nie będzie.
>Raczej nie będzie. Ale za to wymieniliśmy nasze subiektywne opinie.
I ta wymiana tak bez żadnych strat się odbyła?

Miłego dnia.

@@@
.
08-11-2012 15:19Nie na temat 
 Ocena 6 na 8
Jacek Tabisz (30006 punktów)
To co tu przedstawiasz nie jest opinią. To wyssane z mlekiem matki hasła, które powtarzasz jak papuga. Nie ma w tym żadnej refleksji, nie obrażaj pojęcia "opinia". Subiektywnym też bym tego nie nazwał. To cliche, hasło bulgotane od setek lat na zasadzie bezmyślnej mantry, które to bulgotanie kontrolowano, skazując na śmierć i tortury tych, co nie bulgotali, albo źle bulgotali.
08-11-2012 14:57 
 Ocena 6 na 6
Jacek_G (35558 punktów)
>> Edyta Stein napisała: "Kto szuka prawdy, szuka Boga,
> dążenie do prawdy i dobra jest tożsame z dążeniem do Boga.

Nie mogę wyjść ze szczerego podziwu za każdym razem panie Marku, gdy czytam takie zdania - że nazywa się pan w innych wątkach Racjonalistą. Tu w sposób bardzo prosty i przejrzysty udowadnia pan dokładnie coś przeciwnego, parafrazując "wierzę w to, co ktoś powiedział jesli to pasuje z moimi przekonaniami wyssanymi z mlekiem matki". A co jesli Stein się po prostu myli? Przecież u kaduka, zawsze ma pan swój własny rozum!!.

Przecież E Stein to taki sam człowiek o podobnym potencjale jak pan, ja czy nasi wspólni koledzy z forum. Skąd aż tak wysoki jej piedestał w pana oczach? Za to, że się nawróciła? Ależ tysiące osób przechodzą co roku dokładnie w odwrotną stronę i nikt tutaj ich nie wstawia na piedestał, co najwyżej wspomni - jak np. ex ksiądz St. Obirek czy eks ks. prof. Węcławski (dziś 'tylko' prof. Polak). Tu nikomu pan nic nie uzasadni argumentując "bo ten i ta tak napisali" (w domysle autorytet) Czyj autorytet?
Mnie już bardziej podoba się to, co napisał jeden z kolegów niżej (ale tylko podoba):
Dążenie do prawdy i dobra jest tożsame z dążeniem dążeniem do prawdy i dobra.
łącząc pozdrowienia
08-11-2012 10:27Nie na temat 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)

>"Tropizmem" tego nazwać nie można, bo człowiek nie jest zdeterminowany i ma wolną wolę. Ale dążenie do prawdy i dobra jest tożsame z dążeniem do Boga.
Czyli, żeby nie mieć do czynienia z obiektem Twoich urojeń muszę dążyć do nieprawdy i niedobra.. tropizm ujemny?
A poza tym beton w Twojej głowie jest podziwu godny. A fizyk tam gdzieś w tym betonie zamurowany....

>Nie jestem wyjątkowy - znam wiele takich osób.
Oj, ja też niestety. Ciągle wiele za wiele.

>Nie. Bo mam wiele braków i złych skłonności. Bo odczuwam skutki grzechu pierworodnego i moich własnych grzechów.
A co na to lekarz? Bo ja znam sporo ludzi przyzwoitych i oni nie mają problemu z byciem przyzwoitymi. Tyle że oni są przyzwoici po prostu, po ludzku, a nie wedle dziwaczeń Ministerstwa Głupich Kroków... pardon... Kościoła Katolickiego.

>Ciekawe rzeczy piszesz...
Też byś umiał gdybyś umiał krytycznie spojrzeć na wszystkie badziewne lektury - nie tylko te wspomniane, ale na Biblię , Katechizm, wypociny Stein czy swoje....

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
08-11-2012 11:48 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Edyta Stein napisała: "Kto szuka prawdy, szuka Boga, choćby o tym nie wiedział."
Nie tyle prawdy co "Prawdy" - prawda Panie Marku?
www.opoka.(*)teka/T/TD/kosciol_aprawda.html

Miłego dnia.

@@@
.
07-11-2012 20:34 
 Ocena 3 na 3
Jacek_G (35558 punktów)
>>Jak sobie wyobrażasz dążenie ateisty do Boga?
>Jako działanie nieświadome i mimowolne.

Nie, to uzupełnie nie tak..!
To katolik dąży nieświadomie i mimowolnie do realizacji czysto ziemskich i ateistycznych Sił Natury, tylko nazywa to Bogiem w Trzech Osobach.
Panie Marku, jak to się panu podoba? Przyznam że ja się w tym przez chwilę mało nie udusiłem..
łącząc pozdrowienia
07-11-2012 13:27 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)

>Małżonkowie ateiści dążą do Boga wtedy, kiedy kochają się, co w szczególności oznacza kierowanie się dobrem małżonka w każdej sytuacji.

Pytanie tylko, kto ma określić co dla partnera jest dobrem.Ja, on, czy kleryk?

> Mówimy tu o prawdziwej MIŁOŚCI, a nie o różnych fenomenach, które mogą miłość imitować.

A możesz jakoś prawdziwą miłość zdefiniować.
07-11-2012 13:37 
 Ocena-1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Małżonkowie ateiści dążą do Boga wtedy, kiedy kochają się, co w szczególności oznacza kierowanie się dobrem małżonka w każdej sytuacji.
>Pytanie tylko, kto ma określić co dla partnera jest dobrem.

Dobro ma charakter obiektywny - trzeba starać się je rozpoznać, a nie arbitralnie "określić".

>> Mówimy tu o prawdziwej MIŁOŚCI, a nie o różnych fenomenach, które mogą miłość imitować.
>A możesz jakoś prawdziwą miłość zdefiniować.

Tak krótko to się nie da. Odsyłam np. do książki "Miłość i odpowiedzialność" Karola Wojtyły, w której analiza miłości zaczyna się tak:

Cytat:
Słowo "miłość" nie jest jednoznaczne. W książce tej świadomie zawężamy zakres znaczenia tego słowa, chodzi nam, bowiem o miłość pomiędzy dwiema osobami, które różnią się pod względem płci. Wiadomo jednak, że i w takim zawężeniu słowo "miłość" posiada jeszcze różne znaczenia i nie można myśleć o jakimś jednoznacznym jego używaniu. Potrzeba szczegółowej analizy, aby ujawnić w pewnej bodaj mierze całe bogactwo rzeczywistości, która bywa oznaczana słowem "miłość". Jest to rzeczywistość złożona i wieloaspektowa Przyjmiemy za punkt wyjścia, że miłość jest zawsze jakimś wzajemnym odniesieniem osób. To z kolei oparte jest znów na pewnym stosunku do dobra. Każda z osób pozostaje w takim stosunku i obie razem również w nim pozostają. To jest punkt wyjścia dla pierwszej części naszej analizy miłości, dla analizy metafizycznej. Chodzi w niej również o ogólną charakterystykę miłości pomiędzy kobietą a mężczyzną. Aby jej dokonać, musimy wyróżnić te zasadnicze elementy, które się w niej zawierają, zarówno elementy treściowe związane ze stosunkiem od dobra, jak i elementy strukturalne związane ze wzajemnym odniesieniem osób. Elementy te zawierają się we wszelkiej miłości. Tak, więc np. we wszelkiej miłości zawiera się upodobanie czy życzliwość. Miłość pomiędzy kobietą a mężczyzną Jest jedną z konkretyzacji miłości w ogóle, w której owe wspólne elementy miłości zawierają się w sposób specyficzny. Dlatego analiza ta została nazwana metafizyczną - słowo "miłość" posiada najwyraźniej sens analogiczny.

Analiza metafizyczna otworzy nam z kolei drogę do analizy psychologicznej. Miłość kobiety i mężczyzny kształtuje się głęboko w psychice dwojga osób i jest związana ze szczególną żywotnością seksualną człowieka. Właściwie, więc potrzebna jest analiza psycho - fizjologiczna czy też bio - psychologiczna. Momenty, bio -fizjologiczne zostaną omówione w rozdziale ostatnim ("Seksuologia a etyka"). Miłość ludzka, miłość osób, nie sprowadza się nich ani też z nimi się nie utożsamia. Gdyby tak było, nie byłaby miłością, chyba tylko w jakimś znaczeniu najszerszym, tak jak mówimy o amor naturalis albo też o miłości kosmicznej, widząc tę ostatnią we wszystkich dążeniach celowych zachodzących w przyrodzie.

Miłość mężczyzny i kobiety jest wzajemnym stosunkiem osób i posiada charakter osobowy. Z tym wiąże się najściślej jej głębokie znaczenie etyczne, w tym znaczeniu - etycznym - stanowi ona treść największego przykazania Ewangelii. I do tego też znaczenia musi się wreszcie zwrócić i nasza analiza. Przedmiotem jej będzie wówczas miłość jako cnota, i to największa z cnót, ogarniająca sobą poniekąd całą ich resztę i podnosząca wszystkie na swój własny poziom, odciskająca na nich swój własny profil.

Taka trójczłonowa analiza tego, co łączy kobietę i mężczyznę, jest nieodzowna, ażeby wśród tej wielości znaczenia, jakie kojarzą się ze słowem "miłość", wydobyć stopniowo to znaczenie, o które nam właściwie chodzi.

07-11-2012 15:55 
 Ocena 6 na 6
lukaszewicz (5674 punktów)

>Dobro ma charakter obiektywny - trzeba starać się je rozpoznać, a nie arbitralnie "określić".
Takie obiektywne chyba jednak nie jest.
Bo jeżeli u osób religijnych chęć mordowania swoich bliskich może za dobro uchodzić (casus Abraham-Izaak)to u ateistów, kierujących się poczuciem moralności a nie wiary, już nie.

> Odsyłam np. do książki "Miłość i odpowiedzialność" Karola Wojtyły, w której analiza miłości zaczyna się tak:

Rozprawa Karola W. o miłości to jak rozprawa ślepego o kolorach.Jeżeli źródła katolickie nie kłamią nigdy on nikogo miłością "prawdziwą" nie kochał.
Już w pierwszych dwóch zdaniach pokazuje swoją ignorancję (lub homofobię)

Cytat:
Słowo "miłość" nie jest jednoznaczne. W książce tej świadomie zawężamy zakres znaczenia tego słowa, chodzi nam, bowiem o miłość pomiędzy dwiema osobami, które różnią się pod względem płci
.

Bo przecież małżeńska miłość homoseksualna nie różni się niczym od heteroseksualnej.
Reszta to już niestety tylko pustosłowie.
Jacek_G (35558 punktów)
Mówić o miłości, opisywać ją a kochać to dwie różne rzeczy. Musiałbyś pojechać do p. Marka i trochę z nim, oraz jego rodziną pomieszkać, pójść do kościoła, współuczestniczyć w spotkaniach lub innych aktywnościach katolickich z których owe źródło wypływa, aby dowiedzieć się co p. Marek i JP2 mają na myśli.. panie Marku?
serdecznie pozdrawiam
07-11-2012 15:00 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
Mysłę, że nie do końca zrozumiał pan pytanie kol. lukaszewicza.
Cytat:
Wydaje się, że ateiści często szanują wolę swojego partnera, która może być zupełnie inna niż to co fideiści uważają za wolę bożą. Czy i wtedy dążą do boga?

Może inaczej: mam nadzieję że się pan zgodzi, iż w miłości jednej osoby do drugiej ważne jest kilka aspektów: zgodnosć charakterów, zdolność do życzliwości, wygląd fizyczny (atrakcyjnosć), wzajemny szacunek, zaspokajanie nawzajem swoich potrzeb, intymność i dopasowanie w seksie, takie zwykłe codzienne zaufanie typu "ja podwiozę dzieci do szkoły a ty załatw tą skomplikowaną sprawę po drugiej stronie miasta".
Jest pewnie tych rzeczy dużo dużo więcej, ale mam nadzieję że podstawowe wymieniłem (w razie czego proszę o uzupełneinie)

Teraz mężczyzna oprócz "klasyki" lubi i seks oralny, na co z chęcią a nawet frajdą idzie jego żona, conieco mogąc za to później żądac
Czy wg pana wtedy również realizują owo "dążenie do Boga" ?
łącząc pozdrowienia
07-11-2012 15:10 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Teraz mężczyzna oprócz "klasyki" lubi i seks oralny, na co z chęcią a nawet frajdą idzie jego żona, conieco mogąc za to później żądac
>Czy wg pana wtedy również realizują owo "dążenie do Boga" ?
Oj, Ty chyba za mało czytasz... ksiądz Knotz akuratnie wszystko wyjaśnia ostatnimi czasy. Wprawdzie jeszcze papaRatzi nie potwierdził tego nieomylnie, ale skoro Knotz nie jest kneblowany jak Boniecki to można przypuszczać, że się to wśród nas, katolików (także tych nieświadomych swego katolicyzmu) dobrze przyjmie.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Jacek_G (35558 punktów)
A i owszem, z pewnością co-nieco mi umyka A cóże ów wielebny Knotz wydumał siedząc za biurkiem? (tak prostodusznie zakładam)
07-11-2012 23:46 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)
>A i owszem, z pewnością co-nieco mi umyka A cóże ów wielebny Knotz wydumał siedząc za biurkiem? (tak prostodusznie zakładam)

Ano wydumał w swojej mądrości, że sex małżeński jeśli go uprawiać po misjonarsku i bez gumki wcale ciężkim grzechem być nie musi.
Stosunki analne (sodomia) są oczywiście niedopuszczalne, ale już oralny tak, jeżeli bez wytrysku i jeżeli potem dojdzie do stosunku bez zabezpieczeń.
I jeszcze trochę takich rewelacji.
08-11-2012 07:49 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
Cóż, widzę że jednak było siedzenie za biurkiem, choć jakieś postępy jednak są.
Kiedyś czytałem ciekawy wywiad z prof. Lwem Starowiczem, w którym opisuje m.in. z jakimi problemami zmagają się przychodzące do niego pary katolickie. Tak się właśnie pilnują jak ks. Knotz radzi, a później Starowicz wraz z nimi samymi musi to odkręcać...
Że też za takie zalecenia duszpasterzy "oralny tak, jeżeli bez wytrysku" nie ma kary więzenia
Ale nic to, alleluja i do przodu!
łącząc pozdrowienia
07-11-2012 21:31 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Mysłę, że nie do końca zrozumiał pan pytanie kol. lukaszewicza.

To bez znaczenia, bo kol. lukaszewicz już udowodnił, że na razie nie jest w stanie zrozumieć moich odpowiedzi.
07-11-2012 22:37 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)

>To bez znaczenia, bo kol. lukaszewicz już udowodnił, że na razie nie jest w stanie zrozumieć moich odpowiedzi.

Kol.Lukaszewicz nie zrozumiał bo takiej odpowiedzi nie dostał.

Pyta więc jeszcze raz.
Czy jeżeli małżonkowie ateiści, np. tej samej płci, realizują w swoim małżeństwie prawdziwą miłość to też dążą do boga czy nie?
14-11-2012 16:47 
 Ocena-2 na 4
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Czy jeżeli małżonkowie ateiści, np. tej samej płci, realizują w swoim małżeństwie prawdziwą miłość to też dążą do boga czy nie?

Jeżeli małżonkowie ateiści realizują w swoim małżeństwie prawdziwą miłość, to poprzez to dążą do Boga.

Oczywiście przez małżeństwo rozumiem wyłącznie związek mężczyzny i kobiety.

Czyny homoseksualne są sprzeczne z dobrem osób, które się ich dopuszczają, a tym samym nie ma tu miejsca prawdziwa miłość - w tym przypadku pytanie jest wewnętrznie sprzeczne.

Ale to są sprawy raczej na inny wątek.
14-11-2012 19:07 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Czy jeżeli małżonkowie ateiści, np. tej samej płci, realizują w swoim małżeństwie prawdziwą miłość to też dążą do boga czy nie?
>Jeżeli małżonkowie ateiści realizują w swoim małżeństwie prawdziwą miłość,
Prawdziwą miłość, to uprawiają tylko prawdziwi Polacy, prawdziwi katolicy - no i może jeszcze prawdziwi komuniści inni zgodnie z ewolucyjną chemią oraz kulturą spełniają się lepiej lub gorzej w związkach różnej lub tej samej płci.

>to poprzez to dążą do Boga.
Jeżeli dążą w tym do Boga najczęściej jest to patologia, którą lepiej leczyć, niż podtrzymywać: www.racjonalista.pl/kk.php/s,6191

>Oczywiście przez małżeństwo rozumiem wyłącznie związek mężczyzny i kobiety.
A dlaczego? Dlatego, iż tak nauczają ludzie, którym Pan święcie wierzy.

>Czyny homoseksualne są sprzeczne z dobrem osób, które się ich dopuszczają, a tym samym nie ma tu miejsca prawdziwa miłość - w tym przypadku pytanie jest wewnętrznie sprzeczne.
Gówno prawda!
Po pierwsze homoseksualizm nie jest sprzeczny z naturą, tylko z nią zgodny, a naturę według Pana dał nam Bóg.
Po drugie, to co Pana obchodzi, gdy ktoś nie chce z Panem spółkować, gdyż się Panem brzydzi. No chyba, że Pan się w jakimś homoseksualiście zakochał, a on Pana nie chce. Wówczas rozumiem - odrzucona miłość rodzi nienawiść.
Po trzecie, jakim prawem Pan chciałby decydować co jest dla innych dobre
oraz po czwarte - pisząc tak wykazuje Pan tylko, że gówno Pan wie o miłości.

Szanowny Panie Marku ja pieprzę taką miłość jaką Pan proponuje.


Bardziej do mnie przemawia taka.

Wszystko, czego dziś chcę
pamiętaj o tym
polecieć chcę
tam i z powrotem
z ramion twych wprost do nieba, do nieba
wszystko, czego dziś chcę
pamiętaj o tym
dolecieć raz
tam i z powrotem
więcej mi nic nie trzeba, nie trzeba...


I nie ważna wtedy jest ani Bozia wraz całym Kościołem, ani płeć nie jest ważną.
Ważne jest uczucie.
Współczuję wszystkim, którzy do nieba nie latali, bądź nie latają. Nawet, gdy później w piekielne czeluście spadają. Trzeba być tylko i aż człowiekiem, a to nas uczy ludzkiej pokory przy osądzaniu innych.

>Ale to są sprawy raczej na inny wątek.
Zdecydowanie na inny i z tymi, którzy wiedzą co to jest miłość - we wszystkich jej aspektach.

PS. Ja Panu nie mówię jak Pan ma żyć, z kim się kochać i jaki sposób i nikt i nic Pana nie uprawnia do mówienia tego dorosłym ludziom. Jeżeli już to niech Pan apeluje do kleru aby krótsze łapy do dzieci mieli i aby do dzieci ich nie wyciągali. Pedofilia to poważny problem, gdyż łamie psychikę na całe życie.

Miłego dnia.

@@@
.
15-11-2012 11:34 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
> Jeżeli już to niech Pan apeluje do kleru aby
> krótsze łapy do dzieci mieli i aby do dzieci
> ich nie wyciągali. Pedofilia to poważny problem,
> gdyż łamie psychikę na całe życie.

Panie Andrzeju, i tu łączą się te dwie sprawy tzn homoseksualizm i pedofilia w osobie bp. Paetza, o którym m.in. w tym roku mówił nie byle kto.. tylko ważny i szanowany głos: ks. Isakowicz-Zaleski.
"Lobby gejowskie w Kościele wpływa, a nawet decyduje o awansach w Kościele; zniszczy każdego, kto wejdzie mu w drogę. "Im wyżej, tym gorzej" - mówi ks. Zaleski o homoseksualizmie wśród duchownych. Skąd czerpie swoją wiedzę? Z akt SB i z własnej obserwacji. "Lektura akt bezpieki pokazała mi, że ten wątek przewija się niemal bez przerwy. Z akt tych wynika też, że jak sobie kuria nie dawała rady z homoseksualizmem księdza, to go przerzucała do Rzymu. Jak i tam nie było już możliwości ukrywania pewnych spraw, to ksiądz taki wyjeżdżał na placówkę dyplomatyczną w innym kraju. To pokazuje ogromne przyzwolenie na tego typu sytuacje w Kościele katolickim (..)
Znam nawet przypadek jednej z kurii, w której od biskupa po kamerdynera pracują wyłącznie osoby o takiej skłonności.
Czy sprawa abp. Juliusza Paetza nie jest najlepszym przykładem na to, że lobby homoseksualne ma duże wpływy? Nie dość, że ówczesny nuncjusz papieski abp. Józef Kowalczyk, a obecny Prymas Polski (skądinąd serdeczny przyjaciel b. arcybiskupa poznańskiego z czasów watykańskich), tuszował sprawę, to do dziś władze kościelne nie wyjaśniły wiernym archidiecezji poznańskiej, czy doszło do molestowania kleryków, czy też nie. Co więcej, abp. Paetz nadal uczestniczy w różnych uroczystościach kościelnych, w tym w Gdańsku (pisywałem o tym w "Gazecie Polskiej") czy w procesji ku czci św. Stanisława z Wawelu na Skałkę w Krakowie, a nawet w powitaniu Benedykta XVI w czasie pielgrzymki papieskiej. Przepełnieniem czary goryczy dla tych, którzy wierzyli, że nuncjatura papieska w Warszawie i Rada Stała Episkopatu są w stanie cokolwiek zdziałać w tej sprawie, stała się obecność wspomnianego hierarchy na ostatnich obradach Episkopatu, które poświęcone były - uwaga! - pedofilii."


Po raz kolejny można dostrzec że papież Benedykt XVI, Biblia i p.Marek swoje, a życie swoje. Czasem się zastanawiam czy podejście które prezentuje tu pan Marek w temacie "czystej miłości prowadzącej do Boga" nie jest jednocześnie ideą wykluczającą z grona wiernych homoseksualistów (co by spełniało z resztą jeden z warunków definicji sekty)
Widzę jednak że nie, to tylko zwykła ludzka zakamuflowana hipokryzja.
Samo życie
łącząc pozdrowienia
14-11-2012 19:39 
 Ocena 4 na 4
Jacek_G (35558 punktów)
> Jeżeli małżonkowie ateiści realizują w swoim
> małżeństwie prawdziwą miłość, to poprzez to
> dążą do Boga.

Panie Marku, nie przeczytał pan uważnie pytania. Kol. lukaszewicz mówił o małżonkach-ateistach tej samej płci, którzy realizują w swoim małżeństwie prawdziwą miłość.

> Oczywiście przez małżeństwo rozumiem
> wyłącznie związek mężczyzny i kobiety

Dlaczego, czy to z pana strony nie zbyt pochopne i zabobonne złożenie?

> Czyny homoseksualne są sprzeczne z dobrem osób
> które się ich dopuszczają

Bynajmniej, jest pan w błędzie panie Marku . Mówi pan tak zapewne, bo nigdy nie spojrzał w oczy zwykłemu homoseksualiście, nie rozmawiał pan z nim. W takim przypadku bardzo łatwo tak myśleć, jest to właściwie warunek konieczny aby tak rozumować.
Gdyby pan na nich zechciał popatrzyć, zrozumiałby pan szybko że czyny homoseksualne osób ukształtowanych z psychiką homoseksualistów sprzyjają ich dobru - to miłość, tylko inna niż przywykliśmy, my - heteroseksualiści - uważać (tak zakładam wobec pana, a sam taki jestem)

> a tym samym nie ma tu miejsca prawdziwa miłość
> - w tym przypadku pytanie jest wewnętrznie
> sprzeczne.

Jeśli pan tak założy jest sprzeczne, natomiast sprzeczność mija po przyglądnięciu się bliżej rzeczywistości, tzn parom homoseksualnym,. Panie Marku, proszę podziękować Bogu że stworzył pana takim, jakim stworzył. Bo mogło być inaczej - myślę, że ze swoimi przekonaniami byłby pan b. nieszczęśliwy jako homoseksualista, co niestety ma b. często miejsce w katolickiej Polsce. Na marginesie - później się niektórzy ludzie z PiS albo zwolennicy mediów o. Dyrektora dziwią, że Parta Palikota nagle odnosi taki sukces.
łącząc pozdrowienia
15-11-2012 18:10 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>> Oczywiście przez małżeństwo rozumiem wyłącznie związek mężczyzny i kobiety
>Dlaczego, czy to z pana strony nie zbyt pochopne i zabobonne złożenie?

Pochopne?!... A kiedyś było inaczej?!
Zabobonne?!... "Zabobonne" jak 2+2=4 w aksjomatyce Peano.

>> Czyny homoseksualne są sprzeczne z dobrem osób, które się ich dopuszczają
>Bynajmniej, jest pan w błędzie panie Marku .

Jestem całkowicie pewny, że nie jestem w błędzie.
15-11-2012 18:51 
 Ocena 3 na 3
Jacek_G (35558 punktów)
> A kiedyś było inaczej?!
Kiedyś uważano m.in. że mając kamień filozoficzny można otrzymać z rtęci złoto (transmutacja).
Żarty na bok - wydaje mi się że taka ocena homoseksualizmu w Biblii wynika z tego, że ludzie rozumieli kiedyś homoseksualizm jako złą wolę, zboczenie. Dziś, w erze psychologii i badań hormonalnych takie podejście trąci już myszką.
Chyba nie chce pan zostać ze swoimi poglądami w średniowieczu?
>> Bynajmniej, jest pan w błędzie panie Marku .
> Jestem całkowicie pewny, że nie jestem w błędzie.
Jasna sprawa
Podziwiając pana stopień uodpornienia na współczesną wiedzę o człowieku, jak zwykle łączę pozdrowienia
15-11-2012 20:38 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Podziwiając pana stopień uodpornienia na współczesną wiedzę o człowieku, jak zwykle łączę pozdrowienia

Jestem uodporniony jedynie na propagandę - i Panu też tego życzę, panie Jacku.
15-11-2012 21:59 
 Ocena 4 na 4
Jacek_G (35558 punktów)
Dziękuję za życzenia, jak również za ostrzeżenia w kwestii propagand właściwych i niewłaściwych miłości.
Na moją wrażliwość i wiedzę w temacie biologii i psychologii w miarę wolnego czasu może pan zawsze liczyć. Ale jeśli pan nie skorzysta - trudno
łącząc pozdrowienia
16-11-2012 08:11 
 Ocena 5 na 5
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)

>Jestem uodporniony jedynie na propagandę - i Panu też tego życzę, panie Jacku.

Dlaczego nie na katolicką, hę?
16-11-2012 09:34 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)
>>Jestem uodporniony jedynie na propagandę - i Panu też tego życzę, panie Jacku.
>Dlaczego nie na katolicką, hę?

Bo ta katolicka ma inną nazwę - to się nazywa Prawdy Wiary

Bieleckiemu zmiana nazwy w zupełności wystarcza.
19-11-2012 11:23 
 Ocena 4 na 4
Jacek_G (35558 punktów)
>> Dlaczego, czy to z pana strony nie zbyt pochopne i zabobonne złożenie?
> Pochopne?!... A kiedyś było inaczej?!
> Zabobonne?!... "Zabobonne" jak 2+2=4 w aksjomatyce Peano.

Ano, niestety pochopne i zabobonne . Teolodzy i ludzie wiary mylili się w przeszłości kwestiach dotyczących stosunkowo prostych spraw: astronomii, meteorologii, chemii, fizyki, geografii, życia na antypodach, pochodzenia świata, geologii, praw natury, historii, antropologii, "upadku człowieka", wiary w czary, medycyny, psychiatrii, językoznawstwa, ekonomii politycznej i wielu innych dziedzin.
Podobnie wyglądało to we wszystkich kulturach, nie ma powodu by w starożytności udało się odkryć głębokie prawdy.
Jeśli opierając się na religijnych tekstach zupełnie się mylono w sprawach tak prostych jak natura tęczy, burzy, pioruna, czy istnienia antypodów lub mitycznych zwierząt, jaka jest szansa na to, że da się powiedzieć coś prawdziwego w sprawach tak złożonych, jak ludzka natura - np. natura homoseksualisty?
Niestety metoda wnioskowania przez odwoływanie się do mitów i świętych ksiąg okazała się całkowicie niewiarygodna, a interpretacje ciągle ewoluują.
Osobiscie to co pan deklaruje o homoseksualistach wydaje mi się dla nich krzywdzące, dziś na szczęście coraz więcej z nich bierze swoje życie we własne ręce, niż mieliby się przejmować pana lub moim zdaniem na ich temat.

Wyrazy sympatii, panie Marku!
15-11-2012 08:22 
 Ocena 7 na 9
Meretseger (61860 punktów)

>Czyny homoseksualne są sprzeczne z dobrem osób, które się ich dopuszczają
Pan Marek Bielecki lepiej wie, co jest dobre dla osób homoseksualnych? Mój drogi, te osoby są pełnoletnie i mniemam, iż dość dojrzałe, by decydować o swoim dobru. Wkurza mnie to, że Kościół traktuje ludzi jak jakieś dżdżownice bez mózgów i "wie lepiej", co jest dla nich dobre, a co nie. To całe gadanie o "sprzeczności z dobrem" to bzdura i doskonale o tym wiesz, tylko boisz się przyznać, bo co na to powie ksiądz proboszcz, a i w książkach teologicznych tak napisano. O tym, że papier jest cierpliwy i każdą brednię zniesie, a ksiądz proboszcz ograniczony i/lub obskurancki, pamiętać nie raczysz.
15-11-2012 11:50 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
> te osoby są pełnoletnie i mniemam, iż dość
> dojrzałe, by decydować o swoim dobru.
Owszem są dojrzałe, nawet czasem w tej dojrzałości nie przeszkadza że noszą habit i koloratkę.
> Wkurza mnie to, że Kościół traktuje ludzi
> jak jakieś dżdżownice bez mózgów i "wie lepiej"
Z tym to różnie bywa, zdania nawet w samym KrK są podzielone - samo życie
> całe gadanie o "sprzeczności z dobrem" to
> bzdura i doskonale o tym wiesz, tylko boisz
> się przyznać, bo co na to powie ksiądz proboszcz
> (..) ograniczony i/lub obskurancki
Zależy który, dziś przenosząc się do odpowiedniej parafii można sobie takiego proboszcza wybrać, z którym nawet homoseksualiści się nieźle rozumieją.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w529845
I takie to są prawdy p. Marka, jak i Prezesa PiS ws Katastrofy.
łącząc pozdrowienia
15-11-2012 18:16 
 Ocena-2 na 4
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>To całe gadanie o "sprzeczności z dobrem" to bzdura i doskonale o tym wiesz, tylko boisz się przyznać,

Jeśli naprawdę tak myślisz, to słabo znasz się na ludziach - jestem bowiem całkowicie pewny, że czyny homoseksualne są sprzeczne z dobrem osób, które się ich dopuszczają. Pewny nie na 99% - tylko na 100%.
15-11-2012 19:46 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>jestem bowiem całkowicie pewny, że czyny homoseksualne są sprzeczne z dobrem osób, które się ich dopuszczają. Pewny nie na 99% - tylko na 100%

Daj sobie na wstrzymanie, Bielecki, bo tego typu wypowiedziami upoważniasz każdego, kto się napatoczy, do orzekania co dla Ciebie dobre, co nie .


Dziś atmosfera się uspokaja. Jarosław Kaczyński nie co dzień formułuje tezy o zamachu. (prof. dr hab. Piotr Gliński, kandydat na premiera)
15-11-2012 22:07 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
> Daj sobie na wstrzymanie, Bielecki, bo tego typu
> wypowiedziami upoważniasz każdego, kto się napatoczy,
> do orzekania co dla Ciebie dobre, co nie .
Pan Bielecki "posiadł prawdę absolutną", w takiej sytuacji nic nie jesteśmy w stanie wskórać
Z filmu "Ostatni dzwonek", nauczyciel do młodzieży w klasie:
- I co ja mam z Wami wszystkim zrobić? Tolerować, tolerować..

łącząc pozdrowienia
Jacek_G (35558 punktów)
> tego typu wypowiedziami upoważniasz każdego,
> kto się napatoczy, do orzekania co dla Ciebie
> dobre, co nie .

My sobie możemy orzekać, i tak przecież z góry wiadomo kto tu się zna lepiej na ludziach
łącząc pozdrowienia
15-11-2012 21:46 
 Ocena 6 na 6
-jad- (18783 punktów)

>Jeśli naprawdę tak myślisz, to słabo znasz się na ludziach - jestem bowiem całkowicie pewny, że czyny homoseksualne są sprzeczne z dobrem osób, które się ich dopuszczają.

Pełna zgoda. Założę się, że każdy gej w głębi duszy żałuje swoich orgazmów.

Wolność słowa
16-11-2012 17:45 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
Ateista umiera i po śmierci trafia na rzęsiście oświetlone schody.
Delikatna siła pcha go do góry, po chwili natyka się na bramę. Nieco onieśmielony stuka ale odpowiada mu cisza. Po dłuższej chwili z bramy wychodzi rosły mężczyzna z pękiem kluczy.
- Sześc. Jestem św. Piotr, w końcu do nas trafiłeś. Czekaliśmy na ciebie - Niemożliwe, przecież nieba nie ma.. urywa Ateista w pół słowa.
- Jak to nie ma? Ślepy jesteś? - odpowiada pobłażliwie Święty - Nic na to nie poradzę, niebo jest i my jesteśmy. Ciesz się że trafiłeś do nas a nie tam niżej
Po chwili takiej luźnej rozmowy św. Piotr robi zafrasowaną minę:
- Wiesz co, mam z tobą pewien problem. Jesteś Ateistą i ja nie wiem gdzie cię umieścić. Hm.. najlepiej będzie jak pokarzę ci to i owo a Ty zdecydujesz, ok?
- Ok - odpowiada zmieszany Ateista

Jak uzgodnili tak zrobili. Św Piotr idzie pierwszy, otwiera pierwsze drzwi. Wchodzą a tam Indianie na ognistych rumakach ścigają sie z bizonami, niedźwiedziami + inną zwierzyną łowną. W oczach błyski, z ust co rusz wyrywa im się krzyk tryumfu. Ateista patrzy na św. Piotra a ten kiwa potakująco głową:
- Tak tak, Kraina Wiecznych Łowów..

Po chwili wchodzą do następnego pomieszczenia, a tam zgromadzone osoby żywo i z pasją tańczą wokół siedzącego na środku Buddy. W tle słychać przytłumione śmiechy i miarową, łagodną muzykę. Na drugim planie w tantrycznym uniesieniu kochają się posągowe pary homo i hetero.

- Ech Ci od nirwany.. wiecznie w ekstazie - wyrywa się św. Piotrowi.

Po krótkiej chwili kontemplacji szczególnie umięśnionych panów wychodzą i zmierzają do następnych majaczących z daleka drzwi. Po drodze Ateista zauważa wzdłuż ich drogi wysoki, kamienny mur.
- Co to za mur?? - pyta zaciekawiony
- Ciii...... mówi św. Piotr przykładając palec do ust - To katolicy. Oni myślą, że są tu sami.

pozdrowienia
16-11-2012 23:06 
 Ocena 3 na 3
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>Ateista umiera...
[...]
>- Ciii...... mówi św. Piotr przykładając palec do ust - To katolicy. Oni myślą, że są tu sami.
Ateiści wierzą, że katolicy wierzą.
17-11-2012 00:26 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>Ateiści wierzą, że katolicy wierzą.
A wierzący nie wierzą, że niewierzący nie wierzą.
17-11-2012 08:47 
 Ocena 1 na 1
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>>Ateiści wierzą, że katolicy wierzą.
>A wierzący nie wierzą, że niewierzący nie wierzą.
Wierzący są niewierzącymi, a niewierzący wierzącymi: w religii dogmat jest sprzeczny, a społeczne interakcje religijności - mętne.
Jacek_G (35558 punktów)
Panowie, wydaje mi się że wierzyć iż Nowy Jork istnieje (choć samemu się tam nigdy nie było) a wierzyć w Zmartwychwstanie Chrystusa i płynące z tego zbawienie dla ludzkości to jednak dwie różne rzeczy.
łącząc pozdrowienia
17-11-2012 10:52 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)
>Panowie, wydaje mi się że wierzyć iż Nowy Jork istnieje (choć samemu się tam nigdy nie było) a wierzyć w Zmartwychwstanie Chrystusa i płynące z tego zbawienie dla ludzkości to jednak dwie różne rzeczy.
A po ki czort wiara w przypadku istnienia Nowego Jorku? Żeby podlizać się Bieleckiemu? Żeby Bielecki się puszył żeście oba wierzący?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Jacek_G (35558 punktów)
Iee tam, on i tak się puszy bez mojej 'wiary' w Nowy Jork
pozdrowienia
17-11-2012 11:29 
 Ocena 1 na 1
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>wierzyć iż Nowy Jork istnieje (choć samemu się tam nigdy nie było) a wierzyć w Zmartwychwstanie Chrystusa i płynące z tego zbawienie dla ludzkości to jednak dwie różne rzeczy.
Prócz przedmiotu i podmiotu czymś się owe akty wiary różnią?
Jacek_G (35558 punktów)
M.in. tym, że wiara w istnienie Nowego Jorku często-gęsto i łatwo ma swój kres. Np. dla mojego Pradziadka w 1901r.
łącząc pozdrowienia
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>M.in. tym, że wiara w istnienie Nowego Jorku często-gęsto i łatwo ma swój kres. Np. dla mojego Pradziadka w 1901r.
Często, gęsto i łatwo nadchodzi też kres wiary w Zmartwychwstanie, podejrzewam, że nawet częściej...
17-11-2012 11:54 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
Łatwo?
O wierze także traktuje ten wiersz:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w528537
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>Łatwo?
Łatwo.

>O wierze także traktuje ten wiersz
Ale nie tylko on.
Jacek_G (35558 punktów)
Szczęściarz
Jeśli nie tylko on, to dawaj inne - chętnie przeczytam.
łącząc pozdrowienia
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli nie tylko on, to dawaj inne - chętnie przeczytam.
Dam, by zanegować ew. fałsz, nie dla Twojej zachcianki.
Jacek_G (35558 punktów)
Kolejny mesjasz, a mówiłeś że tak łatwo
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>mówiłeś że tak łatwo
Przysłówek "łatwo" odniosłem do kresu wiary w Zmartwychwstanie, twierdząc, że łatwo ów kres nadchodzi.
15-11-2012 08:30 
 Ocena 9 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Czyny homoseksualne są sprzeczne z dobrem osób, które się ich dopuszczają,

Sfiksowałeś, Bielecki, bo dawno chłopa nie miałeś .


Dziś atmosfera się uspokaja. Jarosław Kaczyński nie co dzień formułuje tezy o zamachu. (prof. dr hab. Piotr Gliński, kandydat na premiera)
16-11-2012 09:55 
 Ocena 13 na 13
lukaszewicz (5674 punktów)

>Jeżeli małżonkowie ateiści realizują w swoim małżeństwie prawdziwą miłość, to poprzez to dążą do Boga.

To już pisałeś.

>Oczywiście przez małżeństwo rozumiem wyłącznie związek mężczyzny i kobiety.

To źle rozumiesz.I nie pomoże zamykanie oczu na rzeczywistość.Choćbyś zaciskał powieki tak mocno jak tylko potrafisz i powtarzał sobie: nie ma, nie ma, nie ma, to małżeństwa homoseksualne nie znikną, one są, legalnie zawierane w wielu krajach,często błogosławione i zawierane w chrześcijańskich kościołach.
A jeśli chcesz ignorować fakty to nie na tym forum proszę.

W poprzedniej odpowiedzi napisałeś:

>Dobro ma charakter obiektywny - trzeba starać się je rozpoznać, a nie arbitralnie "określić"

A teraz piszesz:

>Czyny homoseksualne są sprzeczne z dobrem osób, które się ich dopuszczają,

Arbitralnie określając co jest dobrem a co nie.
Pytam więc ponownie.

Kto ma określić co dla partnera jest dobrem.Ja, on, czy kleryk?
Bo chyba nie Marek Bielecki.

>tym samym nie ma tu miejsca prawdziwa miłość - w tym przypadku pytanie jest wewnętrznie sprzeczne.

Zawsze mnie dziwi jak mało katolicy wiedzą o miłości o której tak dużo gadają.
Jak straszliwie zła musi być wiara w boga skoro powoduje całkowity brak empatii u wierzących.

>Ale to są sprawy raczej na inny wątek.

Tezę o dążeniu ateistów do boga sam postawiłeś w swoim własnym wątku, więc broń jej.
Chyba, że brak ci argumentów.
16-11-2012 17:23 
 Ocena 3 na 3
Jacek_G (35558 punktów)
Marek Bielecki:
> Dobro ma charakter obiektywny - trzeba
> starać się je rozpoznać, a nie arbitralnie
> "określić" Czyny homoseksualne są sprzeczne
> z dobrem osób, które się ich dopuszczają,

To ciekawe, coś mi się wydaje że gdybym zapytał kto tak twierdzi że 'są sprzeczne z dobrem' zapewne otrzymamy odpowiedź Bóg, Marek Bielecki milcząc o środowiskach gejowskich, środowiskach racjonalistów itp.

To milczenie jest znamienne: pan Marek jest niekonsekwentny i b. emocjonalny, typowa przypadłość katolicka. Aby zmienił zdanie już tylko chyba pozostało mu doczekać syna geja (byle nie takiego, który się całe życie będzie zmagał z 'piętnem', tego mu z całego serca nie życzę)
łącząc pozdrowienia
16-11-2012 18:05 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>>Jeżeli małżonkowie ateiści realizują w swoim małżeństwie prawdziwą miłość, to poprzez to dążą do Boga.
>To już pisałeś.

Prawdziwa miłość u Marka, to dokładnie taka miłość, jaką realizuje Marek ze swoją żoną.

>Zawsze mnie dziwi jak mało katolicy wiedzą o miłości o której tak dużo gadają.

To jest miłość własna zawsze, choć jak ze wszystkim rżną głupa, że są wyzuci z siebie, ze swoich potrzeb i przyjemności ich zaspokajania. I im większe nawiedzenie, tym więcej obłudy. A to tylko własne popędy i żądze ubrane w jakąś tam słuszną, sobie miłą narrację, legitymizowane popłuczynami takich fachowców od życia w związkach, jak choćby Wojtyła. Czysty egoizm nazywany dawaniem, dążeniem do dobra partnera.
Taki przykład sprzed kilku miesięcy. Mam znajomą, która jest świętoszkowatą-dającą. Ona przede wszystkim żyje, żeby dawać. Właściwie wyłącznie daje siebie. Głównie, to tak zwyczajnie, w codziennych czynnościach. Ot, np. gotuje dla rodziny. A ja jej tłumaczę, że za tym kryje się jej czysty egoizm, jej własne interesy, tylko ona chce to widzieć jako dawanie siebie, bo jej jest miło taką świętoszkowatą i wyłącznie obdarowującą się czuć. Zaprotestowała. To jej to rozebrałem pytaniami. Mniej więcej leciało to tak:

-Lubisz gotować?
-Bardzo lubię.
-Sprawia ci to przyjemność?
-Tak.
-A co w tym najbardziej lubisz?
-Wszystko właściwie, ale najbardziej, kiedy siedzą, jedzą i widzę, że im smakuje.
-Czy chciałabyś z tego zrezygnować, żeby zająć się jakimiś innymi sprawami?
-Nie wyobrażam sobie, ja to bardzo lubię. Całe życie to robie i chcę to robić.
-To twoja pasja?
-Tak.
-Czyli chcesz to robić, bo sprawia ci to ogromną przyjemność, zwłaszcza jak widzisz, że domownikom smakuje. Czyli robisz to dla własnej przyjemności.
-Nie. Robię to dla ich przyjemności, bo jak im smakuje, to jest im przyjemnie.
-Ale jak widzisz, że jest im przyjemnie, to tobie jest przyjemnie?
-Bardzo.
-I nie robisz tego, dlatego że lubisz i jest ci przyjemnie, tylko dla nich?
-Tak. Bo ja lubię dawać z siebie. Robię to dla nich.

Jeszcze jej tłumaczyłem niezbyt uświadomione organizowanie ogniska domowego, scalanie rodziny, co skutkuje odczuciem harmonii, poczuciem panowania nad najbliższą, najważniejszą rzeczywistością i idącym za tym poczuciem bezpieczeństwa. Co jest JEJ życiowym interesem i znowu własną przyjemnością.

Najlepszym sprawdzianem jest zawsze przyjrzenie się owemu dawaniu i dbaniu o drugiego, kiedy ów drugi dziwnie jakoś nie podziela tej czy innej wizji w jego "własnym interesie". Nie chce "dostawać" tego, czy tamtego. Wtedy nerwki puszczają, jest przykro, często foch, czasem nawet ciche dni, czy cokolwiek. Bo on/ona daje, chce tak dobrze dla tego drugiego , a ta druga strona...
Obłudę taką można utrzymać przez całe życie, najczęściej w sytuacji, kiedy jednej osobie w związku udaje się narzucić swoje najsłuszniejsze, najlepsze a i najświętsze często wizje partnerowi, a ten drugi jakoś się z tym godzi, czasami podziela (zwykle na początku, choć bywa że i dłużej), czasami macha ręką, czy tam jakoś przyjmuje i kombinuje po swojemu. Tak najczęściej jest z nawiedzeńcami, którzy wszystko świetnie wiedzą, mają przepis na słuszny związek, na prawdziwe dobro, prawdzią miłość, na właściwy związek, na właściwe wszystko, na wszelaką prawdę, a nawet znają całą lub prawie całą prawdę jak należy żyć. Mają w swojej głowie siebie i swoje rozdmuchane ego i przenoszą swoje wyobrażenia na innych, zwłaszcza najbliższych i koniecznie chcą te WŁASNE projekcje zrealizować. Dając siebie i kochając dla dobra drugiego. Taki chory grajdołek, bardzo często inspirowany religią, ale niekoniecznie. Wystarczy zaczerpnąć z tego (i przyjąć jako swoje), jedynosłuszne wizje na wszystko albo prawie wszystko.
Bardzo ładnie mi to pasuje do Marka, no ale nie widzę tego związku, to nic więcej nie napiszę. Są tylko pewne przesłanki.
17-11-2012 11:15 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
Darkside, ciekawy przekład z tą znajomą. Dodatkowo myślę, że twierdzenie to(że dają, nic nie oczekując w zamian) ma jeszcze jedno dno.
Daje to w danej chwili poczucie dominacji a nawet władzy i jest niesamowicie przyjemne, jak narkotyk.
Uświadomienie takiej osobie że też jest jej przyjemnie (jest i biorcą) trochę zbija ją z pantałyku, a to frustracja. Wiec osoba nieprzyzwyczajona do innych prawd niż jej własne będzie tego unikać jak ognia.
W rodzinie tak to już z reguły jest, że rodzice stoją wyżej - to oni wszystko organizują, przynoszą do domu pieniądze, bronią, chronią stanowią bufor itd itp.
Więcej dają, mniej dostają (choć uśmiech dziecka tez jest jakąś zapłatą).
Sprawa z altruizmem powinna się skończyć w życiu dorosłym, jeśli masz do czynienia z równymi sobie np. kolegami z pracy, kolegami z miasta rodzinnego, przyjaciółmi.

Niektórzy jednak chcą dawać za wszelką cenę dalej, bo trudno im się rozstać z tym przyjemnym onegdaj poczuciem dominacji, i w tym właśnie problem.
Inni dają z lęku, jeszcze inni z przyzwyczajenia (zaradny chłopiec który był głową domu dbającą o ojca alkoholika i matkę ofiarę właściwie nigdy nie poznał, co to znaczy "brać")

> Jeszcze jej tłumaczyłem niezbyt uświadomione organizowanie
> ogniska domowego, scalanie rodziny, co skutkuje odczuciem
> harmonii, poczuciem panowania nad najbliższą, najważniejszą
> rzeczywistością i idącym za tym poczuciem bezpieczeństwa.
> Co jest JEJ życiowym interesem i znowu własną przyjemnością.

Kiedyś Wojciech Eichelberger przeprowadził trochę podobną rozmowę z Kasią Figurą, było jakoś w 1994r w jego programie okna. To była dopiero jazda!!

> Najlepszym sprawdzianem jest zawsze przyjrzenie się owemu
> dawaniu i dbaniu o drugiego, kiedy ów drugi dziwnie jakoś
> nie podziela tej czy innej wizji w jego "własnym interesie".
> Nie chce "dostawać" tego, czy tamtego. Wtedy nerwki puszczają

Syndrom pustego gniazda zawsze jest trudny

> jest przykro, często foch, czasem nawet ciche dni,
> czy cokolwiek. Bo on/ona daje, chce tak dobrze dla
> tego drugiego , a ta druga strona...

Ktoś to całkiem niedawno sformułował w taki oto sposób: jeśli między małżonkami w sposób znaczący zakłócona jest równowaga dawania i brania, małżeństwo z czasem chyli się ku upadkowi. Co ciekawe, odchodzi zawsze ten, który mniej daje a więcej dostaje, także to czego chce, lub nie może wsiąść.
Oczywiscie odejść można na wiele sposobów, niekoniecznie zewnętrznie (rozwód): można wyemigrować w swoje hobby, ze swoją uważnością i sympatia do kolegów/koleżanek w domu tylko sypiając, powarkując na domowników itp.

> Mają w swojej głowie siebie i swoje rozdmuchane
> ego i przenoszą swoje wyobrażenia na innych,
> zwłaszcza najbliższych i koniecznie chcą te
> WŁASNE projekcje zrealizować

Bo to daje w głębi duszy olbrzymią przyjemność o której wcześniej pisałeś (do której rzecz jasna oficjalnie przyznać się nie można, bo wtedy wszystko by 'szlag trafił'). Ta osoba w głębi duszy to doskonale wie, i tak działa 'żeby było fajnie'. Ośmielę się zauważyć, że próżne Twoje wysiłki ze znajomą
Może ona musi kiedyś przeżyć syndrom pustego gniazda, żeby coś zakumała i aby coś się faktycznie w niej zmieniło. A może nawet to nie wystarczy. C'est la vie!

> Bardzo ładnie mi to pasuje do Marka, no ale nie
> widzę tego związku, to nic więcej nie napiszę.
> Są tylko pewne przesłanki.

Celne spostrzeżenie Darkside. Pan Marek napisał kiedyś, ze lubi wzajemność, ale jej nie szuka (notabene dla mnie to sprzeczność sama w sobie). Panu Bogu świeczkę, a Diabłu ogarek. To, że w ogóle nic się tutaj nie uczy od forumowiczów stawia go już w grupie ryzyka. Tak to już niestety jest z ludźmi, którzy łyknęli bakcyla ewangelizacji... c'est la vie!
łącząc pozdrowienia
Jacek_G (35558 punktów)
Cytat:
Choćbyś zaciskał powieki tak mocno jak tylko potrafisz i powtarzał sobie: nie ma, nie ma, nie ma, to małżeństwa homoseksualne nie znikną, one są, legalnie zawierane w wielu krajach,często błogosławione i zawierane w chrześcijańskich kościołach.
A jeśli chcesz ignorować fakty to nie na tym forum proszę.


Mocno powiedziane panie Kolego
serdecznie pozdrawiam
08-11-2012 03:09 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
"Robię to co tata, a rzeczywistość niech się wypcha." - taka jest, moim zdaniem, Twoja odpowiedź, a raczej deklaracja. Gdyby tata (mama, wuj) był hinduistą, byłbyś hinduistą... Deklarowałbyś wtedy swój hinduizm. Jedyna droga "zrozumienia" Twojej wypowiedzi oznaczałaby natychmiastowe przejście ze strony słuchacza na hinduizm, za co lecą urojone punkty, jak w grze komputerowej. Te urojone punkty to tzw. "głębia".
08-11-2012 07:53 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
> To bez znaczenia (..)
A co z odpowiedzią na moje pytanie, panie Marku?
serdecznie pozdrawiam
08-11-2012 09:48 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
JG:
>>>Mysłę, że nie do końca zrozumiał pan pytanie kol. lukaszewicza.
MB:
>>To bez znaczenia, bo kol. lukaszewicz już udowodnił, że na razie
>> nie jest w stanie zrozumieć moich odpowiedzi.
L:
> Kol.Lukaszewicz nie zrozumiał bo takiej odpowiedzi nie dostał.

Panie Marku, a mówiłem żeby dokładniej sprawdzać, czy ludzie pana tu na pewno rozumieją..
łącząc pozdrowienia
08-11-2012 11:29 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Mysłę, że nie do końca zrozumiał pan pytanie kol. lukaszewicza.
>To bez znaczenia, bo kol. lukaszewicz już udowodnił, że na razie nie jest w stanie zrozumieć moich odpowiedzi.
Nie wiem, czy do końca tak to można opisać? Zrozumienie Pańskich zdań jest dziecinnie proste, natomiast już zrozumienie sensu Pańskich myśli, to przekracza możliwości przeciętnego człowieka. Do tego są potrzebne już specjalne kwalifikacje, rzadkie na naszym forum.

Miłego dnia.

@@@
.
08-11-2012 12:35 
 Ocena 3 na 3
lukaszewicz (5674 punktów)
>.
>>>>>Mysłę, że nie do końca zrozumiał pan pytanie kol. lukaszewicza.
>>To bez znaczenia, bo kol. lukaszewicz już udowodnił, że na razie nie jest w stanie zrozumieć moich odpowiedzi.
>Nie wiem, czy do końca tak to można opisać? Zrozumienie Pańskich zdań jest dziecinnie proste, natomiast już zrozumienie sensu Pańskich myśli, to przekracza możliwości przeciętnego człowieka. Do tego są potrzebne już specjalne kwalifikacje, rzadkie na naszym forum.
>Miłego dnia.
>@@@
>.
Nie wiem czy wyrażenie "sens myśli" jest tu uzasadnione.Marek Bielecki przyszedł tu z gotowymi odpowiedziami,wkleja je, zrozumienie pytania jest dla niego "bez znaczenia", więc myśl jakaś jest niepotrzebna.
A nawet mogłaby być niebezpieczna, bo co by to było, gdyby okazała się niezgodna z tym co już wie.

Pozdrawiam.
08-11-2012 14:33 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
> zrozumienie pytania jest dla niego "bez znaczenia", więc
> myśl jakaś jest niepotrzebna. A nawet mogłaby być niebezpieczna,
> bo co by to było, gdyby okazała się niezgodna z tym co już wie.

No tak. Moze wtedy po usunięciu tej "znanej ziemi" spod nóg zardzewiała maszyna w końcu przekręciłaby swoje tryby pierwszy raz, a wtedy p. Marek musiałby sceptycznie i racjonalnie pomyśleć..
Łatwiej jednak zrobić unik
serdecznie pozdrawiam
08-11-2012 14:26 
 Ocena 4 na 4
Jacek_G (35558 punktów)
Panie Andrzeju, i ja się czasem zastanawiam nad sensem wypowiedzi p. Marka.
Niestety r e a l n e g o sensu w nich jak dotąd nie znalazłem, po pewnym czasie tych prób zawsze staje mi pzred oczami pewien przykład ze studiów, który opisał nam pan magister psychologii na Przedmiocie Społecznie Obieralnym "Psychologia" (techniczne studia miały wtedy jeszcze coś takiego jak PSO, coby się człowiek troszku odchamił)

No więc tak: małe pisklaki-kaczuszki mają w sobie taki odruch, że tuż po wykluciu z jajka podążają za pierwszym dużym przedmiotem, który pojawia się w zasięgu ich wzroku. Moze być to piłka, pluszowa zabawka, dmuchane koło ratunkowe itp.
Raz naukowcy zrobili eksperyment z dmuchanym aligatorem. Wszystko ma swoje granice, większość kaczuszek nie chciała za nim podążać bo się bała, ale kilka skołowanych sztuk..
Serdecznie pozdrawiam
14-11-2012 16:39 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Poprzez współżycie seksualne mąż i żona powinni wyrażać swoją wzajemną miłość.

Jeżeli intencja jest inna, to jest to jakiś brak, mniejszy lub większy.

Ale to jest temat raczej na inny wątek.
14-11-2012 19:54 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
Ja mówiłem o sytuacji, w której seksem oralnym / rodzaj współżycia seksualnego/ mąż i żona w zaufaniu i intymności wyrażają wzajemną miłość.

> Jeżeli intencja jest inna, to jest to
> jakiś brak, mniejszy lub większy.

Nie mówiłem o innej. Intencja może być zła również wtedy, gdy małżeństwo współżyje w jednej z powszechnie akceptowalnych metod np. twarzą do siebie, zespolenie ze stosunkiem dopochwowym. Zła jest zazwyczaj wtedy, gdy mąż chce żonę wykorzystać jedynie dla własnej przyjemności - wbrew jej woli. Vice versa z resztą też bywa.

Pytam o to w tym wątku, bo pisał pan o różnych drogach do Boga.
Proszę mi pozwolić jeszcze raz zadać moje pytanie panie Marku, domagam się teraz maksymalnej pana koncentracji, aby nie musieć tego w kółko powtarzać:

Mąż i żona we wzajemnym zaufaniu i zjednoczeniu wyrażają wzajemną miłość poprzez stosunek oralny, jest to w tym przypadku forma obopólnie akceptowalna, jeden ze sposobów ekspresji ich uczuć pożądania, oddania, sprawienia wzajem partnerowi radości. Czy jest to wg pana droga prowadząca tych małżonków (płci przeciwnej) do Boga, czy też nie?
łącząc pozdrowienia
PS Rycina z książki w moim posiadaniu "Radość Seksu" Alex Comfort
15-11-2012 08:34 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>Poprzez współżycie seksualne mąż i żona powinni wyrażać swoją wzajemną miłość.
>Jeżeli intencja jest inna, to jest to jakiś brak, mniejszy lub większy.
Czy to jest oficjalne stanowisko Kościoła?
15-11-2012 18:26 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Poprzez współżycie seksualne mąż i żona powinni wyrażać swoją wzajemną miłość.
>>Jeżeli intencja jest inna, to jest to jakiś brak, mniejszy lub większy.
>Czy to jest oficjalne stanowisko Kościoła?

Ja tu reprezentuję tylko i wyłącznie siebie. Zatem jest to tylko moje "oficjalne stanowisko".
16-11-2012 17:32 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
> Poprzez współżycie seksualne mąż i żona powinni
> wyrażać swoją wzajemną miłość.
> Jeżeli intencja jest inna, to jest to jakiś brak, mniejszy lub większy.
> Czy to jest oficjalne stanowisko Kościoła?
> Ja tu reprezentuję tylko i wyłącznie siebie. Zatem
> jest to tylko moje "oficjalne stanowisko".

Oto do czego czasem prowadzi takie stanowisko:

Mówiono o nim King
W mieście świętej Wieży

Pamiętam z podstawówki
Jak całował się z papieżem
Przejeżdżał też sekretarz
Gdy przecinano wstęgę
Kingy poszedł na wagary
Pomarzyć o czymś innym

Był zawsze trochę z boku
Na bakier trochę był
W szkole nikt nie wiedział
Czym King naprawde żył

To było trochę później
Już miał przyjaciółkę Ewę
Mieszkali więc bez ślubu
I klepali słodką biedę
Dawali czasem czadu
Bo lubili lekkie dragi
Znajomych było wielu
Wieczory i poranki

Uważaj na sąsiadów swych,
Bo lubią dawać cynk
Ty wiesz, kto rządzi w mieście
Tu biskup z komisarzem - king!

(..)
Tymczasem blada Ewa
Wytłumaczyć pragnie wszystko,
Bo komisarz wszedł przez okno
A spod łóżka wylazł biskup

Co masz w kieszeni King?
Komisarz spytał w drzwiach
Wy palicie wciąż to świństwo
Mieliśmy wiele skarg
A biskup łypie z boku
To na Kinga, to na Ewę
Wy żyjecie tu bezbożnie
Myślicie, że nic nie wiem

Za posiadanie zielska
Ty dostaniesz dziesięć latek
Za nielegalny związek z nią
Następnych parę kratek

Dziś King siedzi w celi
I wspomina dobre dni
Napisał do papieża
Bardzo długi list
Świąteczną wysłał kartkę
Do samego prezydenta
Lecz nikt o nim już nie mówi
Nikt o nim nie pamięta
(..)


Moralne potępienie, poczucie winy za 'nieprawy' pęd do wolności to też cela.
Takie jest stanowisko wyżej podpisanego. Niestety
łącząc pozdrowienia
07-11-2012 14:05 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
(czy ateiści swoją miłością realizują dążenie do Boga)
>>> Zdecydowanie tak!
>> Jak sobie wyobrażasz dążenie ateisty do Boga?
> Jako działanie nieświadome i mimowolne.

Tak myślałem że pan napisze
Choć takie rozumowanie jest mi obce (mam zupełnie inną wizję, o co w tym chodzi) jest w tym jedna spójność: dążenie do miłości, zaszyta w nas siła która pcha nas w tym, a nie innym kierunku. Ku partenrce, poznawaniu odmieności, ku płodzeniu i wychowywaniu dzieci, później byciu dziadkiem, nestorem rodu itd.
Od tej pory ścieżki naszych myśli i ocen jednak się rozchodzą..
łącząc pozdrowienia
07-11-2012 09:08 
 Ocena 8 na 8
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Czy teraz już wszystko jest jasne?...

No tak, takie było od początku, zdania nie zmieniam. Znam od lat dokładnie tak zbudowane i funkcjonujące dwa małżeństwa (a spotkałem i widziałem wiele więcej). Nawet czytałem książkę w tym tonie, coś o budowaniu małżeństwa i była obrzydliwa. Wracając do tych dwóch małżeństw. Traktowanie jest przedmiotowe, w jednym z nich, głównie robi to kobieta, w drugim mężczyzna, bo to oni są głównymi nawiedzonymi w związku i to oni są głównymi pasożytami pchającymi wszystko i wszystkich w rodzinie do nieba (choć działają wspólnie). Traktowanie jest przedmiotowe, ale oczywiscie kamuflowane i udawane, że niby nie, a główny problem to taki, że się wie, co jest dobrem dla drugiego i jaka jest JEGO wola. Ma się wbite do głowy SWOJE wyobrażenia i się robi partnera na swoją modłę. "Słuszną" i "piękną", bo od Boga pochodzącą. Z mocno religijnymi tak to już jest, że wszystko wiedzą jak ma być, są dotknięci przez Boga przecież. Pouczają innych jak żyć i zrobią dobrze najbliższym wg jedynego słusznego schematu, czyli po swojemu, inspirowani własnymi wyobrażeniami religijnymi i nie tylko religijnymi. Kompletnie nie moja bajka, odrzuca mnie jak to obserwuję, ale każdy żyje jak chce, tylko już mi się z tym nie reklamuj. I nie wciskaj kitu o bezinteresownym kochaniu. Ty nie masz interesu w przybliżaniu żony do Boga... choćby przyjemnej świadomości, że Ty taki piękny, wiedzący i dotknięty, tak żonę do wieczności podprowadasz? Nie dowartościowuje Cię to na pewno w ogóle, taki skromniutki jesteś. Proponuję nie kontynuować tego tematu.
07-11-2012 09:41 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
> I nie wciskaj kitu o bezinteresownym kochaniu. Ty nie masz
> interesu w przybliżaniu żony do Boga... choćby przyjemnej
> świadomości, że Ty taki piękny, wiedzący i dotknięty

Absolutnie nie, prawdziwy altruista zaiste nie powinien mieć przyjemności absolutnie w niczym poza drugą osobą, robi to co robi wyłacznie dla innych
07-11-2012 11:30 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Czy teraz już wszystko jest jasne?...
>No tak, takie było od początku, zdania nie zmieniam. Znam od lat dokładnie tak zbudowane i funkcjonujące dwa małżeństwa (a spotkałem i widziałem wiele więcej). Nawet czytałem książkę w tym tonie, coś o budowaniu małżeństwa i była obrzydliwa. Wracając do tych dwóch małżeństw. Traktowanie jest przedmiotowe,

Czyli nie są to "tak zbudowane i funkcjonujące" małżeństwa. Przypuszczam, że masz jakieś bardzo negatywne doświadczenia, które mocno wpłynęły na Twoje poglądy.

Ja znam wiele małżeństw, bardzo się kochających (i to w miarę upływu czasu coraz bardziej), które wspierają się wzajemnie na ich drodze do Boga.

>Z mocno religijnymi tak to już jest, że wszystko wiedzą jak ma być, są dotknięci przez Boga przecież. Pouczają innych jak żyć i zrobią dobrze najbliższym wg jedynego słusznego schematu, czyli po swojemu, inspirowani własnymi wyobrażeniami religijnymi i nie tylko religijnymi. Kompletnie nie moja bajka,

To ciekawe, bo moja też nie. Ja często nie wiem i proszę Boga o pomoc w zrozumieniu Jego woli. A wolność jest dla mnie jedną z podstawowych wartości.

Masz jakieś dziwaczne wyobrażenia o ludziach wierzących. Z czego to wynika?...

>I nie wciskaj kitu o bezinteresownym kochaniu. Ty nie masz interesu w przybliżaniu żony do Boga... choćby przyjemnej świadomości, że Ty taki piękny, wiedzący i dotknięty, tak żonę do wieczności podprowadasz?

Nie jestem "piękny, wiedzący i dotknięty". Każdego dnia muszę ze sobą walczyć. Nie wiem, czy kogokolwiek "podprowadzam" - staram się kierować dobrem innych osób, ale czy mi to wychodzi - nie wiem. Proszę Boga o pomoc - od niego wszystko zależy.

Ale dlaczego ciągle mówisz o mnie? Porozmawiajmy o Tobie: jak Twoim zdaniem powinny wyglądać relacje pomiędzy mężem i żoną?
08-11-2012 01:14 
 Ocena 10 na 10
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Czyli nie są to "tak zbudowane i funkcjonujące" małżeństwa. Przypuszczam, że masz jakieś bardzo negatywne doświadczenia, które mocno wpłynęły na Twoje poglądy.

Nie mam jakichś własnych, negatywnych doświadczeń w tym temacie. Część rodziny jest katolicka, część niereligijna, większość znajomych to oczywiście katolicy. Głównie letni, choć gorliwi też sie zdarzają i to nie tylko katolicy, ale innej maści wierzący też. Żyję już dość długo, obserwuję ludzi i relacje jakie tworzą wnikliwie, taki konik, dodatkowo inspirowany przez osobę mi najbliższą. Tych letnich czy bylejakich znoszę lepiej, bo to dla mnie łatwiejsze do przetrawienia, a rozumieć was i wyrobić sobie pogląd jest bardzo łatwo, bo jesteście prawie po jednych pieniądzach, przewidywalni i oczywiści jak muzyka w radiu Zet (tzn."muzyka"). Różnice są nieznaczne.
Nie lubię właściwie niczego, co inspirowane jest przez chrześcijaństwo/katolicyzm, również takiego typu małżeństwa czy rodziny. Dla mnie to życie w oparach absurdu, nonsensu i... bez sensu. Absurdalne czynności, myśli, cele, relacje, zachowania, wszystko właściwie.

>Ja znam wiele małżeństw, bardzo się kochających (i to w miarę upływu czasu coraz bardziej), które wspierają się wzajemnie na ich drodze do Boga.

Ogólnie powiedzmy, że ja też takie znam, co nie zmienia mojego zdania na ten temat. Niczym mi to nie imponuje, nie pociąga, wręcz przeciwnie, odrzuca. Z mojego punktu widzenia taki "produkt" jest beznadziejny, a Ty jako akwizytor się przeliczyłeś, próbując mi go reklamować, a nawet przez moment wcisnąć.
Czymś innym zupełnie jest obopólne zadowolenie takich ludzi w tej "drodze do Boga" i dzięki temu poczucie szczęśliwego życia. Jeśli to podzielane przez oboje hobby, to będzie o.k. Tak to już jest ze wspólnymi zainteresowaniami. Scalają z reguły i umacniają. Każdy niech sobie żyje, jak mu pasuje. Nie wątpię tutaj w moc więzi, uczuć i emocji, ale narracja w jakiej się to odbywa i gdzie się kieruje, to dla mnie farsa. Tragifarsa. Stracone życie na głupoty.

>>Z mocno religijnymi tak to już jest, że wszystko wiedzą jak ma być, są dotknięci przez Boga przecież. Pouczają innych jak żyć i zrobią dobrze najbliższym wg jedynego słusznego schematu, czyli po swojemu, inspirowani własnymi wyobrażeniami religijnymi i nie tylko religijnymi. Kompletnie nie moja bajka,
>To ciekawe, bo moja też nie. Ja często nie wiem i proszę Boga o pomoc w zrozumieniu Jego woli.

I w jakiej formie Ci to tłumaczy? Bo coś mi sie zdaję, że i tak gadasz sam z sobą i koniec końców robisz jak uważasz.

>A wolność jest dla mnie jedną z podstawowych wartości.

Tak gada każdy. Nawet każdy katolik. Nawet każdy gorliwy katolik. Niektórzy twierdzą nawet, że są liberalni. Taki Gowin choćby. Nie mogę zatem ocenić, ale ciekawie by było zobaczyć to w praktyce. Chciałbym Ci wierzyć, że jesteś wyjątkowy, ale pozostanę z lekka sceptyczny.

>Masz jakieś dziwaczne wyobrażenia o ludziach wierzących. Z czego to wynika?

Z tego, że jesteście dziwaczni, ale sami tego nie widzicie, a więc nie rozumiecie .

>>I nie wciskaj kitu o bezinteresownym kochaniu. Ty nie masz interesu w przybliżaniu żony do Boga... choćby przyjemnej świadomości, że Ty taki piękny, wiedzący i dotknięty, tak żonę do wieczności podprowadasz?
>Nie jestem "piękny, wiedzący i dotknięty". Każdego dnia muszę ze sobą walczyć.

Bo to taka beznadziejna religia jest.

>Nie wiem, czy kogokolwiek "podprowadzam" - staram się kierować dobrem innych osób, ale czy mi to wychodzi - nie wiem.

Zanim się człowiek zacznie starać, wypadałoby trochę wiedzy zdobyć, bo później coś robisz, drapiesz się po głowie i nie wiesz, czy to nie do bani. Bez sensu.

>Proszę Boga o pomoc - od niego wszystko zależy.

Ja nie proszę i całkiem dobrze sobie radzę, ale ja się uczę od mądrych, mądrzejszych ode mnie ludzi. Całe życie. I nie czekam, aż mi co z nieba spadnie.

>Ale dlaczego ciągle mówisz o mnie? Porozmawiajmy o Tobie: jak Twoim zdaniem powinny wyglądać relacje pomiędzy mężem i żoną?

Kurde, ale ja nie jestem z tej bajki, gdzie się innym podaje słuszne wzorce na życie i człowieka. I na jego relacje z innymi też. To u was tak mówią, że wiedzą jak jedyniesłusznie jest. Jak z wszystkich zrobić Chińczyków w takich samych mundurkach. Święta rodzina, każdy a'la Jezus i inne farmazony.
Ludzie się różnią i nie ma jednego słusznego wzorca na związek. Ogólnie - jest sporo fachowej wiedzy, która może pomóc zrozumieć mechanizmy rządzące naszymi zachowaniami, myśleniem, emocjami. Wiedza, która pomaga zrozumieć tak siebie, jak i drugą stronę, o czym w szkole nie uczą, rodzice najczęściej nie wiedzą bądź nie mówią, w świętych księgach jest to z reguły bez sensu, a koledzy tak samo "g" rozumieją.
Ja, zanim cokolwiek zrozumiałem, to trzy dziewczyny pożegnałem. Zabrałem się za siebie, czyli za zdobywanie wiedzy i odkryłem, że nic nie wiem. Nawet siebie nic a nic nie rozumiałem. I nie chodzi mi o "Miłość i odpowiedzialność", ale ją też machnąłem z rozpędu. Lepsza od "Którędy do małżeństwa" (przypomniałem sobie tytuł tego badziewia), ale i tak marna.
08-11-2012 10:05 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>To ciekawe, bo moja też nie. Ja często nie wiem i proszę Boga o pomoc w zrozumieniu Jego woli.
>I w jakiej formie Ci to tłumaczy?

Czytywałeś różne książki o duchowości, więc prawdopodobnie wiesz.

>>A wolność jest dla mnie jedną z podstawowych wartości.
>Tak gada każdy. Nawet każdy katolik. Nawet każdy gorliwy katolik.
>Nie mogę zatem ocenić, ale ciekawie by było zobaczyć to w praktyce. Chciałbym Ci wierzyć, że jesteś wyjątkowy, ale pozostanę z lekka sceptyczny.

Nie jestem wyjątkowy - znam wiele takich osób.

>>Każdego dnia muszę ze sobą walczyć.
>Bo to taka beznadziejna religia jest.

Nie. Bo mam wiele braków i złych skłonności. Bo odczuwam skutki grzechu pierworodnego i moich własnych grzechów.

>>Ale dlaczego ciągle mówisz o mnie? Porozmawiajmy o Tobie: jak Twoim zdaniem powinny wyglądać relacje pomiędzy mężem i żoną?

>Ludzie się różnią i nie ma jednego słusznego wzorca na związek. Ogólnie - jest sporo fachowej wiedzy, która może pomóc zrozumieć mechanizmy rządzące naszymi zachowaniami, myśleniem, emocjami. Wiedza, która pomaga zrozumieć tak siebie, jak i drugą stronę, o czym w szkole nie uczą, rodzice najczęściej nie wiedzą bądź nie mówią,
>a koledzy tak samo "g" rozumieją.

Tak, z tym się zgadzam.

>Ja, zanim cokolwiek zrozumiałem, to trzy dziewczyny pożegnałem. Zabrałem się za siebie, czyli za zdobywanie wiedzy i odkryłem, że nic nie wiem. Nawet siebie nic a nic nie rozumiałem. I nie chodzi mi o "Miłość i odpowiedzialność", ale ją też machnąłem z rozpędu. Lepsza od "Którędy do małżeństwa" (przypomniałem sobie tytuł tego badziewia), ale i tak marna.

Ciekawe rzeczy piszesz...
08-11-2012 11:20 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>>I w jakiej formie Ci to tłumaczy?
>Czytywałeś różne książki o duchowości, więc prawdopodobnie wiesz.

No dobra. Pomijamy.

>>Nie mogę zatem ocenić, ale ciekawie by było zobaczyć to w praktyce. Chciałbym Ci wierzyć, że jesteś wyjątkowy, ale pozostanę z lekka sceptyczny.
>Nie jestem wyjątkowy

Też tak sądzę.

> - znam wiele takich osób.

Wierzących w wiele rzeczy, które im się tylko wydają, w które chcą wierzyć, bo to miłe takim czy siakim się widzieć. I widzieć to samo u podobnych sobie na potwierdzenie własnej słuszności. Ja też znam wielu takich ludzi. Zbyt wielu. Deklaracje i chęci, a umiejętność poparta wiedzą (i doświadczeniem najlepiej też), to jednak dwie baaaardzo różne sprawy. Najczęściej z dużej chmury mały deszcz, a jak się przypatrzeć bliżej, to przypicowany szajs.
Mam kuzynkę filozofa, grupy charyzmatyczne, murzynek adoptowany na odległość, miłość wszędzie pełną gębą (głównie własna), ale oczywiście silne więzi, uczucia, emocje są. Mam kolegę ze szkoły podstawowej jeszcze, to się znamy długo, ważny u Rycerzy Kolumba, cały czas ćwiczą z żoną i gromadką dzieci miłość. Robią sobie nieustannie dobro na drodze do Boga. Trzecią parę straciłem ostatnio z bezpośredniego widoku, bo kolega zmienił pracę, ale tam też deklaracje głównie były, dużo słów, mało treści, egointeresy zdjęte ze swoich oczu.
Wszędzie nieudolnie skrywane egocentryzmy. Udawana bezinteresowność, pochowane przed sobą, ale widoczne jak na dłoni dla tych co z boku, niezliczone własne popędy, własne dobra, interesy, wizje, przekonania, prawdy, chcenia, słuszności, cele, wieczności. To wszystko jest zbudowane bez sensu, ale działa w sposób zadowalający dla partnerów. Bo się z tym, z sobą i sobie podobnymi identyfikują.
Nawet u Eckharta, gdzie wszystko stapia się w jedno i JEDEN jest, nie DWA - mówiąć po buddyjsku - nie da się wyczyścić wszystkiego z ego (co jest zresztą pomysłem bez sensu, ale świadome, mądre, naturalnie ukształtowane umiarkowanie i powściągliwość są dobre i korzystne), a co dopiero u katolików, którym co najwyżej może się wydawać, że tak mistycznie potrafią funkcjonować. Choć najczęściej nic o tym nie wiedzą.

>>>Każdego dnia muszę ze sobą walczyć.
>>Bo to taka beznadziejna religia jest.
>Nie. Bo mam wiele braków i złych skłonności. Bo odczuwam skutki grzechu pierworodnego i moich własnych grzechów.

No aż mi Cię żal. Niedobre czarnuchy w takie samooprastwo Cię wpędzili. Zamiast mówic o błędach i uczyć się je rozumieć i poprawiać, jak normalny człowiek, to Ty się pastwisz nad sobą i gnębisz swoją absurdalną grzesznością. I jeszcze jak leming lecisz do oprawcy siedzącego w szafie, żeby Ci trochę ulżył i ewentualnie czekasz na podpowiedź/łaskę pańską zza chmurki. No nie pisałem już, że zajebisty system wymyślili?

>>>Ale dlaczego ciągle mówisz o mnie? Porozmawiajmy o Tobie: jak Twoim zdaniem powinny wyglądać relacje pomiędzy mężem i żoną?
>>Ludzie się różnią i nie ma jednego słusznego wzorca na związek. Ogólnie - jest sporo fachowej wiedzy, która może pomóc zrozumieć mechanizmy rządzące naszymi zachowaniami, myśleniem, emocjami. Wiedza, która pomaga zrozumieć tak siebie, jak i drugą stronę, o czym w szkole nie uczą, rodzice najczęściej nie wiedzą bądź nie mówią,
>>a koledzy tak samo "g" rozumieją.
>Tak, z tym się zgadzam.
Szkoda tylko, że wyciąłeś małe co nieco. Cenzor.

>>Ja, zanim cokolwiek zrozumiałem, to trzy dziewczyny pożegnałem. Zabrałem się za siebie, czyli za zdobywanie wiedzy i odkryłem, że nic nie wiem. Nawet siebie nic a nic nie rozumiałem. I nie chodzi mi o "Miłość i odpowiedzialność", ale ją też machnąłem z rozpędu. Lepsza od "Którędy do małżeństwa" (przypomniałem sobie tytuł tego badziewia), ale i tak marna.
>Ciekawe rzeczy piszesz...
Ty się na mnie skupiaj, tylko poczytaj fachowców bez sutanny.
08-11-2012 14:04 
 Ocena 3 na 3
Jacek_G (35558 punktów)
>> Ciekawe rzeczy piszesz...
> Ty się na mnie skupiaj, tylko poczytaj fachowców bez sutanny.

Darkside, tylko go nie namawiaj do studiowania ksiażek! (choćby najmądrzejszych i opartych na prawdziwym doświadczeniu) tylko może za rozmowę z własną żoną by się wziął, taką bez zasłonek, bez "och i ach dla Boga" itp.

Jak nam kiedyś p. Marek zapoda kawałek z realu, to pierwszy pójdę się urżnąć ze szcześcia
łacząc pozdrowienia
08-11-2012 14:48 
 0 na 4
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>>>Każdego dnia muszę ze sobą walczyć.
>>>Bo to taka beznadziejna religia jest.
>>Nie. Bo mam wiele braków i złych skłonności. Bo odczuwam skutki grzechu pierworodnego i moich własnych grzechów.
>No aż mi Cię żal. Niedobre czarnuchy w takie samooprastwo Cię wpędzili. Zamiast mówic o błędach i uczyć się je rozumieć i poprawiać, jak normalny człowiek, to Ty się pastwisz nad sobą i gnębisz swoją absurdalną grzesznością. I jeszcze jak leming lecisz do oprawcy siedzącego w szafie, żeby Ci trochę ulżył i ewentualnie czekasz na podpowiedź/łaskę pańską zza chmurki.

Nikt mnie nigdzie nie wpędził, jestem wolny - wystarczy, że mam sumienie i rozum. Na przykład: rozmawiam sobie kulturalnie na tym forum, powiedzmy że z Tobą, a tu mi się wpier.ala jakiś debil ze swoimi kretynizmami i mam ochotę go zniszczyć - ale się opanowuję, żałuję, zastanawiam się nad nim, nad jego sytuacją duchową, jak mu pomóc. Do spowiedzi to się jeszcze nie kwalifikuje. I gdzie tu masz "samooprawstwo"?...

>>>>Ale dlaczego ciągle mówisz o mnie? Porozmawiajmy o Tobie: jak Twoim zdaniem powinny wyglądać relacje pomiędzy mężem i żoną?
>>>Ludzie się różnią i nie ma jednego słusznego wzorca na związek. Ogólnie - jest sporo fachowej wiedzy, która może pomóc zrozumieć mechanizmy rządzące naszymi zachowaniami, myśleniem, emocjami. Wiedza, która pomaga zrozumieć tak siebie, jak i drugą stronę, o czym w szkole nie uczą, rodzice najczęściej nie wiedzą bądź nie mówią,
>>>a koledzy tak samo "g" rozumieją.
>>Tak, z tym się zgadzam.
>Szkoda tylko, że wyciąłeś małe co nieco. Cenzor.

Wyciąłem, żeby się móc z Tobą zgodzić.
08-11-2012 16:08 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nikt mnie nigdzie nie wpędził, jestem wolny - wystarczy, że mam sumienie i rozum. Na przykład: rozmawiam sobie kulturalnie na tym forum, powiedzmy że z Tobą, a tu mi się wpier.ala jakiś debil ze swoimi kretynizmami i mam ochotę go zniszczyć - ale się opanowuję, żałuję, zastanawiam się nad nim, nad jego sytuacją duchową, jak mu pomóc.

"Lustereczko, powiedz przecie
Kto jest najpiękniejszy w świecie."


A może warto zerknąć do normalnego lustra, dla normalnych ludzi?
Choć chyba nie warto, gdyż mógłby jeszcze Wielce Szanowny Pan tam jeszcze zobaczyć np jakiegoś debila z jego kretynizmami, wpier.alającego się tam, gdzie pasuje jak pięść do nosa.

>>>>Szkoda tylko, że wyciąłeś małe co nieco. Cenzor.
> Wyciąłem, żeby się móc z Tobą zgodzić.

@@@
.
08-11-2012 18:50 
 Ocena 4 na 4
lukaszewicz (5674 punktów)

>>Szkoda tylko, że wyciąłeś małe co nieco. Cenzor.
>Wyciąłem, żeby się móc z Tobą zgodzić.

Ale wyszło, że zgodzić się możesz jedynie sam z sobą.A raczej z tym co masz wdrukowane.
08-11-2012 23:26 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>>No aż mi Cię żal. Niedobre czarnuchy w takie samooprastwo Cię wpędzili. Zamiast mówic o błędach i uczyć się je rozumieć i poprawiać, jak normalny człowiek, to Ty się pastwisz nad sobą i gnębisz swoją absurdalną grzesznością. I jeszcze jak leming lecisz do oprawcy siedzącego w szafie, żeby Ci trochę ulżył i ewentualnie czekasz na podpowiedź/łaskę pańską zza chmurki.
>Nikt mnie nigdzie nie wpędził, jestem wolny - wystarczy, że mam sumienie i rozum.

Rozpatrzymy. Coś tam popisał...

1.Masz wiele braków
2.Masz wiele złych skłonności
3.Każdego dnia musisz ze sobą walczyć
4.Odczuwasz skutki grzech pierworodnego
5.I swoich własnych grzechów

To tera ja:

1.Mam kilka braków, które nie specjalnie mnie uwierają. Można z tym żyć.
2.Złe skłonności pojawiają się u mnie rzadko, są czymś co najwyżej spontanicznym, chwilowym, trwałym raczej nie.
3.Nie mam żadnych powodów żeby ze sobą walczyć. Co najwyzej coś tam czasami skoryguję.
4 i 5. Odczuwam skutki własnych błędów, ale jakby ich coraz mniej z czasem, chyba nauczyłem się dość dobrze ich unikać i nie popełniam ich specjalnie wiele. I nie są wielkiego kalibru.

Widać z tego jak na dłoni, że ateizm lepiej wpływa na człowieka. A już na pewno na samoocenę bo chrześcijaństwo najpierw człowieka psuje, wmawia mu że jest gorszy, niż jest w rzeczywistosci, zastawia wszędzie, gdzie się da pułapki, pedantycznie, drobiazgowo, w sprawach często komicznych albo i głupich obarcza winą, grzechem i uruchamia przy najmniejszej okazji wyrzuty sumienia.
Wszędzie zły czyha, bo żeby być potrzebnym, kościół i kapłani muszą człowieka popsuć, tzn. muszą tak nim pokierować, żeby człowiek czuł się złym/grzesznym/słabym/podatnym/chorym i potrzebował "lekarza", uzdrowiciela, poprawiacza. Żeby się komu nie wydawało, że jest czysty jak Jezus, to się wymyśla grzech pierworodny. Grzech jest wszędzie. Wtedy trzeba doktora, ale jedna łajza z drugą ledwo co od "doktóra" wylezie po połknięciu zbawiciela, już powinien był właściwie do szafy z kratką wrócić. Terapia nędzy ludzkiej nie ma końca, a doktor w nieco dziwnym kitlu jest absolutnie niezbędny i nawet nie ma limitów z NFZetu. Żeby nad człowiekiem zapanować i mieć go pod kontrolą uczyniono go chorym i wiecznie grzesznym. Poczucie grzechu, winy, wyrzuty sumienia co chwila i wszędzie. Kościółek jest piękny, popsuł człowieka, wmówił mu że jest do bani i w ogóle beznadziejny, ale chlubi się, że go poprawił. Jaja jak berety.

>Na przykład: rozmawiam sobie kulturalnie na tym forum, powiedzmy że z Tobą, a tu mi się wpier.ala jakiś debil ze swoimi kretynizmami i mam ochotę go zniszczyć

się nie przejmuj, ludzkie. Ale pracuj.

>- ale się opanowuję,

normalne

>żałuję

nienormalne, ale to ONI. Tak się masz czuć.

>zastanawiam się nad nim

ale to Tobie przecież nerwy puszczają...?????

>nad jego sytuacją duchową

No przecie my jej nie mamy. Puści jesteśmy.

>jak mu pomóc.

egzorcyzm?

>Do spowiedzi to się jeszcze nie kwalifikuje.

Kwalifikuje i to poważnie, chciałeś zniszczyć człowieka.

>I gdzie tu masz "samooprawstwo"?...

W tych pięciu punktach, ale jak tak sobie łatwo odpuszczasz wolę zniszczenia, to nie jest z Tobą tak źle. Chyba się nie biczujesz.

Masz bonus www.youtube.com/watch?v=IRHlGZ-auOc

>Wyciąłem, żeby się móc z Tobą zgodzić.

Jest postęp. Kiedyś wycinaliście, bez szukania zgody. 21 wiek normalnie .
09-11-2012 01:36 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Na przykład: rozmawiam sobie kulturalnie na tym forum, powiedzmy że z Tobą, a tu mi się wpier.ala jakiś debil ze swoimi kretynizmami i mam ochotę go zniszczyć
>się nie przejmuj, ludzkie. Ale pracuj.

No i zobacz dookoła - znów...

>>- ale się opanowuję,
>normalne

Tak, i coraz łatwiejsze.

>>zastanawiam się nad nim
>ale to Tobie przecież nerwy puszczają...?????

No ale trochę żal człowieka...

>>nad jego sytuacją duchową
>No przecie my jej nie mamy. Puści jesteśmy.

Chciałbyś.

>>jak mu pomóc.
>egzorcyzm?

Mam do dyspozycji jedynie wpisy na forum. To faktycznie trochę beznadziejne.

>>Do spowiedzi to się jeszcze nie kwalifikuje.
>Kwalifikuje i to poważnie, chciałeś zniszczyć człowieka.

A teraz poważnie: nie "zniszczyć człowieka", tylko "zniszczyć na forum".

>>I gdzie tu masz "samooprawstwo"?...
>W tych pięciu punktach, ale jak tak sobie łatwo odpuszczasz wolę zniszczenia, to nie jest z Tobą tak źle. Chyba się nie biczujesz.

Nie. Zamiast biczowania stosuję pogaduszki z astrotaurusem, lukaszewiczem itp.

>Masz bonus www.youtube.com/watch?v=IRHlGZ-auOc

Dołujące. Już wolałbym biczowanie. Często się tym katujesz?...

>>Wyciąłem, żeby się móc z Tobą zgodzić.
>Jest postęp. Kiedyś wycinaliście, bez szukania zgody. 21 wiek normalnie .

Nie pamiętam, żebyśmy wycinali. Ale jeszcze pamiętam, kiedy nam wycinano.
09-11-2012 03:52 
 Ocena 9 na 13
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Marku, poczytaj sobie historię Kościoła. Zawstydź się i sporządniej. Jestem przekonany, że wielu neonazistów też nie pamięta, aby ich idol zrobił coś złego. A jeśli coś było złe, to z pewnością - ich zdaniem - to było dobre. To w co wierzysz, nie jest dobre. Sposób, w jaki przekręcasz rzeczywistość doskonale pokazuje, jak zły wpływ na człowieka ma to w co wierzysz. To smutne. Lubię ludzi i gdy ktoś się samookalecza, jest to smutne. Współczuję. Jak jeszcze pomyślę, że nawet nie jesteś w stanie zrozumieć tego, co robisz, co piszesz, współczuję tym bardziej.
09-11-2012 08:03 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
Panie Jacku, po co współczuć - trza wziąść rzeczywistosć na klatę. Życie nauczyło mnie, że dopoki komuś w życiu nic nie uwiera, to tkwi w swojej sytuacji i poglądach, choćby były rodem z najczarniejszej koziej dupy pod słońcem, twierdzi że to Wyspy Kanaryjskie i jeszcze "wiedzę" ową sprzedaje innym.
Zmiana nie zaczyna się po cudzej namowie odwrócenia wszystkiego o 180 st, jest niestety znacznie gorzej: zazwyczaj delikwent próbuje coś zmieniać po.. rozpoczęciu oddolnego sypania się mu życia (czego absolutnie p. Markowi nie życzę) czyli kłótnie z partenrką, utrata kontaktu z synem, problemy w pracy, alkoholizm, problemy z zasypianiem, postępujące depresje itp.
Od tego czasem zaczyna się zmiana. Ale tylko czasem
Panu Markowi jednak "coraz łatwiej się opanowywać", "coraz przyjemniej gwarzy się z kol. lukaszewiczem, darkside, p. Andrzejem, astrotaurusem" oraz zapewne innymi, z którymi się zgadza na swój cenzorski sposób.
I mnie też szkoda p. Marka, ale cóż.. c'est la vie, obyśmy tylko zdrowi byli
łącząc pozdrowienia
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Można się czasem zmienić na bazie racjonalnego myślenia i wtedy jest to piękne. Interesowne zmiany pozostawiają silne ślady dawnego. Ludzie na przykład nie chodzą do kościoła, bo, na przykład, "bóg zabrał im żonę". Starczy nowa miłość z dewotką, aby wiara powróciła w jeszcze bardziej toksycznej odmianie.... Etc.
09-11-2012 12:02 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
Choć ja osobiście nie znam takiego przypadku to może, wiele rzeczy jest możliwych.
W moim otoczeniu ludzie przeważnie się nie zmieniają (co z resztą samo w sobie jest już niezdrowe)

> Interesowne zmiany pozostawiają silne ślady dawnego

"Farbowane lisy" z prawdziwą zmianą mają wspólnego niewiele .

> Ludzie na przykład nie chodzą do kościoła, bo, na przykład,
> "bóg zabrał im żonę" Starczy nowa miłość z dewotką, aby wiara
> powróciła w jeszcze bardziej toksycznej odmianie.... Etc.

Zgadza się, podał pan z resztą dobry przykład tzw. rogatej duszy, która oscylując kompulsywnie między dwoma skrajnymi biegunami zaprzeczenia i oddania zostaje ich niewolnikiem, póki starcza jej sił - często do końca życia.
Tak bywa np. z dorosłymi dziećmi alkoholików, którzy po traumatycznych wczesnych przeżyciach w jednym z bardziej optymistycznych wariantów alkohol w geście porotestu wykluczają absolutnie z wszystkich aspektów życia. Swojego, jak i rodziny - później z kolei ich dzieci smakują go troszu intensywniej (oczywiście w ukryciu ) jako ten owoc zakazany.. i tak się to kręci, aż nie spotkają (nie poszukają) sobie kogoś zdrowego, kto to przerwie.
łącząc pozdrowienia
09-11-2012 13:19 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> Jestem przekonany, że wielu neonazistów też nie pamięta, aby ich idol zrobił coś złego.


pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina

Dopóki nie wyjdziesz z transu, w jakim aktualnie się znajdujesz, rozmowa z Tobą nie ma sensu.

EOT
09-11-2012 07:35 
 Ocena 8 na 8
astrotaurus (12445 punktów)

>No i zobacz dookoła - znów...
Uparłeś się nic nie zrozumieć?

>A teraz poważnie: nie "zniszczyć człowieka", tylko "zniszczyć na forum".
Jak poważnie to poważnie; co Ty mówisz? Co to znaczy "zniszczyć na forum"?. Konkretnie.
Ośmieszyć siebie do granic niczego nie rozumiejąc?

>Nie. Zamiast biczowania stosuję pogaduszki z astrotaurusem,
A gdzie te pogaduszki ze mną, Marku Bielecki? Na chwałę Jezusa - katolika tak łżesz? Na najprostsze nawet pytania nie umiesz , więc i nie raczysz odpowiadać kiedy ktoś Cię zniechęca do bełkotu.
Chyba że traktujesz swoje do mnie warknięcia jako biczowanie kiedy forum innej możliwości nie daje jak żali się Twoja katolicka dusza:
>Mam do dyspozycji jedynie wpisy na forum. To faktycznie trochę beznadziejne.
To rzeczywiście bieda dla katolika kiedy jego prymitywna nienawiść nie może być pokazana siłą, a jeno klawiaturą, w którą biedny umysł nie ma co wstukać mądrego...

>Nie pamiętam, żebyśmy wycinali. Ale jeszcze pamiętam, kiedy nam wycinano.
O to to! Tak m.in działa Twoje upośledzenie: mocno wybiórcza pamięć. I nawet nie dasz rady jej odświeżyć, bo choć w wątku (tym i innych) wszystko jest zapisane to niewygodne pytania katolicka percepcja po prostu pomija.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
09-11-2012 08:36 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
> Co to znaczy "zniszczyć na forum"?. Konkretnie.
Skumplować z Jezusem.
09-11-2012 08:51 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Skumplować z Jezusem.
Może i tak... może to dalszy ciąg działania upośledzenia poznawczego Marka Bieleckiego, które każe mu sądzić, że prezentowanie odrażającej postawy (własnej i Jezusa) może zadziałać a rebours przyciągająco jako że cała religia tak działa - im coś bardziej głupie tym większy zachwyt wierzących budzi.
Jak w tym starym kawale co to starozakonny namawiany do przechrzczenia zażyczył sobie wyjazdu do Watykanu przed podjęciem decyzji. Namawiający katolik położył na nim zatem krzyżyk, ale ku jego zdziwieniu delikwent po powrocie się przechrzcił argumentując:
- skoro mimo tego co widziałem ta religia trwa to ona musi być wiele warta.

I tylko Marka Bieleckiego szkoda, że być może nigdy nie pojmie w jak starym i jak głupim kawale żyje.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
09-11-2012 13:29 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>No i zobacz dookoła - znów...
>Uparłeś się nic nie zrozumieć?

www.sadurski.com/satyra/poczucie-humoru.htm

>>Zamiast biczowania stosuję pogaduszki z astrotaurusem,
>A gdzie te pogaduszki ze mną, Marku Bielecki?

No zaraz, zaraz - cały czas mam się biczować?... Nie jestem masochistą.
Jacek_G (35558 punktów)
>>>Zamiast biczowania stosuję pogaduszki z astrotaurusem,
>>A gdzie te pogaduszki ze mną, Marku Bielecki?
>No zaraz, zaraz - cały czas mam się biczować?...
> Nie jestem masochistą.

Jeśli nie jest pan masochistą to proszę dołączyć do nas! Wówczas nie bedzie pan musiał niczego wycinać ani wypierać (wypieranie również boli, tylko po pewnym czasie).
Z tymmi "miłymi pogaduszkami" znów to samo. A mówiłem, żeby dobrze sprawdzać czy inni pana rozumieją i żywią do pana to samo, co pan do nich? Mówiłem
serdecznie pozdrawiam
09-11-2012 14:55 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>>Zamiast biczowania stosuję pogaduszki z astrotaurusem,
>>>A gdzie te pogaduszki ze mną, Marku Bielecki?
>>No zaraz, zaraz - cały czas mam się biczować?...
>> Nie jestem masochistą.
>Jeśli nie jest pan masochistą to proszę dołączyć do nas!


Jednak zbyt pochopnie zacząłem Pana podejrzewać o niedostateczne poczucie humoru.
09-11-2012 18:25 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
>> Jeśli nie jest pan masochistą to proszę
>> dołączyć do nas!
> Jednak zbyt pochopnie zacząłem Pana
> podejrzewać o niedostateczne poczucie humoru.
Pan się cieszy, to i ja się cieszę
A wracając - cóż, i ja widać zbyt pochopnie pomyślałem, ze mógłby pan zostać Racjonalistą-sceptykiem
serdecznie pozdrawiam
09-11-2012 08:32 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>>Masz bonus www.youtube.com/watch?v=IRHlGZ-auOc
>Dołujące. Już wolałbym biczowanie. Często się tym katujesz?...

Ktoś mnie obarczył jarzmem win
Zaszczepił pierworodny grzech
Długi czas odczuwałem tylko wstyd
Proszę by dobrze zrozumiano mnie.

Wypaczona wola, chory cel
Poza moralnością księgi praw
Na moją głowę święty gniew
Proszę by dobrze zrozumiano mnie.

Wyczulony na piękno ze wzrokiem w noc
Wyśniłem mój bluźnierczy sen
Że nie czuję wstydu za mój los
Proszę by dobrze zrozumiano mnie.

Rodzi się moc
Oto rodzi się moc
Czuję jak rodzi się moc
Czuję jak rodzi się
Wola istnienia pod pojęciem "Człowiek".

Poprzez cierpienie nie stajesz się
Tak bardzo piękny jakbyś chciał
Stajesz się zgorzkniały i szczęśliwy mniej
Proszę by dobrze zrozumiano mnie.

Rodzi się moc

No powinno Cię dołować, taka religia. Ale wiem, że masz różowe okulary. Mnie to nie dołuje, bo co najwyżej przedostatnia zwrotka może mnie jakoś tam dotyczyć, bez odniesienia do reszty, bo ja od zawsze w perfumerii. Po jasnej stronie mocy. Ale są tacy, których dotyczy, czy dotyczyło, bo tkwią/wyszli z szamba (tak jakoś z rana narodowym wieszczem jadę). Ale są i hipopotamy, którym tam dobrze, oblepią się błotkiem, bąkojady ulżą, jest prawie jak w niebie. Się kręci.
09-11-2012 13:35 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>Masz bonus www.youtube.com/watch?v=IRHlGZ-auOc
>>Dołujące. Już wolałbym biczowanie. Często się tym katujesz?...

>No powinno Cię dołować, taka religia.

Nie zrozumiałeś. To Nietzsche jest dołujący. Jego postać, filozofia i los tych, którzy idą za jego obłędną ideologią.
09-11-2012 18:30 
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)
> Nie zrozumiałeś. To Nietzsche jest dołujący.
> Jego postać, filozofia i los tych, którzy
> idą za jego obłędną ideologią.
Z jednej strony - niby tak.
Z drugiej - nie uwierzy pan, ale czasem o. prof. Jan Andrzej Kłoczowski, Dominikanin posługuje się diagnozą chrześcijaństwa Nietzsche'go jako trafną (bo obiektywnie jest trafna). Jest pan sceptykiem? Sugeruję przewertować jego kazania (są dostępne w internecie)
łącząc pozdrowienia
09-11-2012 22:40 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Nie zrozumiałeś. To Nietzsche jest dołujący.

Kurde, nigdy mnie nie dołował, a przeciwnie. Ale Ty jesteś "zaświatowiec-pośmiertnik", a ja "światowiec". Czy może z innego powodu Cię dołuje? Krytyka chrześcijaństwa wyborna, nigdy na nią skutecznie nie odpowiedziliście, wyłacznie insynuacjami, inwektywami. Bo się nie da. Może zdołować, wierzę.

>Jego postać

E tam. Chyba, że o te jego fatalne bóle głowy Ci chodzi.

>filozofia

to oczywista oczywistość, bo z chrześcijaństwa zgliszcza. Piękne.

>i los tych, którzy idą za jego obłędną ideologią.

że umieją kochać życie ponad wszystko zamiast skamleć o zaświaty, czy, że Największy Miłośnik ich po śmierci dopadnie?
10-11-2012 21:08 
 Ocena-3 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Nie zrozumiałeś. To Nietzsche jest dołujący.
>Kurde, nigdy mnie nie dołował, a przeciwnie. Ale Ty jesteś "zaświatowiec-pośmiertnik", a ja "światowiec". Czy może z innego powodu Cię dołuje?

Dołuje mnie myśl, co taka obłędna ideologia robi z ludźmi. Dołuje mnie tak, jak każda inna błędna ideologia, szkodliwa dla człowieka.

>Krytyka chrześcijaństwa wyborna, nigdy na nią skutecznie nie odpowiedziliście, wyłacznie insynuacjami, inwektywami. Bo się nie da.

Nie da się?... Czyli prawdziwy "koniec filozofii"...

>>Jego postać
>E tam. Chyba, że o te jego fatalne bóle głowy Ci chodzi.

Bóle głowy?... A nie obłęd?
11-11-2012 04:15 
 Ocena 7 na 9
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Dołuje mnie myśl, co taka obłędna ideologia robi z ludźmi. Dołuje mnie tak, jak każda inna błędna ideologia, szkodliwa dla człowieka.


To można powiedzieć o chrześcijaństwie i jest to w 100% prawda. O Nietschem tego powiedzieć nie można, bo nikt nigdy nikogo nie palił na stosie, ani nie torturował, ani nie indoktrynował od dzieciństwa aby wierzył w Nietschego. Obok tego związek Nietschego z rzeczywistością jest spory, mitycznego Jezusa i jego apologetów - żaden.
12-11-2012 10:42 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> O Nietschem
> Nietschego

Piszemy Nietzsche.
12-11-2012 12:32 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Pan Tabisz:
To można powiedzieć o chrześcijaństwie i jest to w 100% prawda.
O Nietschem tego powiedzieć nie można, bo nikt nigdy nikogo nie palił na stosie, ani nie torturował, ani nie indoktrynował od dzieciństwa aby wierzył w Nietschego.
Obok tego związek Nietschego z rzeczywistością jest spory, mitycznego Jezusa i jego apologetów - żaden.

>>>>O Nietschem
>>>>Nietschego
>Piszemy Nietzsche.
Tak, ta literówka była merytorycznie w wypowiedzi pana Jacka najważniejszą!
pl.wikipedia.org/wiki/Friedrich_Nietzsche
www.nowakrytyka.pl/spip.php?article175
www.racjonalista.pl/kk.php/s,2330

Miłego dnia.

@@@
.
11-11-2012 10:16 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
źródło argumentwp(*)/04_argument-2-augustyniak.pdf
(do mod: nie wiem czy tak mogę, ale nie chce mi się dziś samemu myśleć)

Chrześcijański nihilizm polega na z a p r z e c z e n i u życia. Jego bezpośrednim wyrazem jest kult zaświatów, który oznacza ni mniej ni więcej tylko skrytą pogardę, podszytą lękiem wobec życia.

Nietzsche:
"Nie mówi się "nicość", natomiast mówi się "zaświat"; lub "Bóg"; lub "życie prawdziwe"
[...]. Ta niewinna retoryka z dziedziny idiosynkrazji religijno-moralnych okazuje się natomiast o wiele mniej niewinną, gdy się zrozumie, jaka dążność narzuca tu na siebie płaszcz wzniosłych słów: dążność wroga życiu".


Takie chrześcijaństwo to nic innego jak osławiony "platonizm dla mas", prosty dualizm, ukrywający się pod nierzadko bardzo wyrafinowanymi konstrukcjami teologicznymi. Zaświaty zostały tu przeciwstawione światu, niebo ziemi, życie wieczne doczesnemu itp. Zdaniem Nietzschego chrześcijaństwo, kładąc nacisk i ukierunkowując człowieka ku czysto hipotetycznej, wydumanej perspektywie tego, co wieczne, nadprzyrodzone, oczekujące człowieka "po tamtej stronie życia", fałszuje prawdę o "rzeczywistości". Nie tylko zresztą fałszuje, ale też odziera ją z wartości.

"Ten świat czystej fikcji różni się tym bardzo z ujmą dla siebie od świata marzeń, że ten ostatni odzwierciedla rzeczywistość, podczas gdy on rzeczywistość fałszuje, odziera z wartości, zaprzecza jej".

Na tym polega właśnie chrześcijańskie zaprzeczenie i wrogość życiu, że życie w tym jedynym, danym człowiekowi świecie staje się wartościowe tylko względnie - mianowicie tylko o tyle, o ile prowadzi do "życia wiecznego" w domniemanych zaświatach nieba. Prowadzi to - nie tylko w teorii, ale przede wszystkim w praktyce - do zgubnej, jak powie Zaratustra, n i e w i e r n o ś c i z i e m i:

"Zaklinam was, bracia moi, dochowajcie wierności
ziemi, a nie dawajcie wiary tym, którzy mówią o nieziemskich nadziejach!
Truciciele to są, czy wiedzą o tym, czy nie".


Można zapytać, dlaczego żywienie "nieziemskich nadziei" musi pociągać za sobą niewierność wobec ziemi, wobec świata, wobec życia? Klucza do zrozumienia tego odważnego twierdzenia dostarcza ontologiczna perspektywa
Heideggera. Otóż wiara w zaświaty, czyli w Boga jako transcendentną (pozaświatową właśnie) przyczynę i źródło świata, odbiera światu (a dokładnie byciu) jego wydarzeniowy, nadspodziewany, bezgruntowy charakter. Odkąd w przestrzeń myślenia wprowadza się Boga jako solidnie osadzony, nieskończenie zintegrowany i absolutnie ugruntowany w sobie Byt, który jest jednocześnie gruntem (podstawą) bycia świata, odtąd bycie nie jest tym, co się daje (es gibt) egzystencji, co przesyła się jej myśleniu jako O t w a r t e, pozbawione gruntu, zmuszające do trwania w pytaniu, wydarzenie. Wraz z otwarciem perspektywy, w której pojawia się w obrębie myślenia boski Absolut, ta źródłowa prawda bycia zostaje zdradzona, zanegowana. Bycie świata nie jest już odtąd żywiołem, wydarzającym się i niepojętym, ale jest "bożym darem". Bycie staje się bytowaniem, istnieniem bytów, które to istnienie jest ugruntowane (wyjaśnione)w samowyjaśniającym się, transcendentnym istnieniu Boga. Bezgruntowy żywioł bycia zostaje okiełznany, spacyfikowany i skatalogowany.

Warto wspomnieć, że ta różnica, dotycząca ontologicznej wykładni świata, pokrywa się dokładnie z różnicą, dzielącą ontologię Tomasza z Akwinu i Mistrza Eckharta.

Czy Nietzsche zgodziłby się z tą interpretacją? Oto co czyni, według niego, ze światem człowiek myślący po chrześcijańsku (człowiek d ob r y i s p r a w i e d l i w y):

"Jeżeli nad wodą jest oparcie, jeśli kładki i poręcze przerzucone są ponad rzeką -
zaprawdę, nikt nie da wiary temu, kto mówi: "Wszystko płynie, wszystko jest rzeką".
Nawet bowiem durnie zaprzeczą temu. [...] "Belki i poręcze są wszak ponad nią!" "Ponad
rzeką wszystko jest stałe, wszystkie wartości rzeczy, mosty, pojęcia [...]" - przeciw
temu przemawia jednak wiatr odwilży.
Fałszywych brzegów i fałszywego bezpieczeństwa nauczyli was dobrzy; w kłamstwach
dobrych ludzi wychowaliście się [...]. Wszystko jest do gruntu skłamane przez dobrych.
[...] Morze burzy się; wszystko jest morzem."


Chrześcijańska wizja zaświatów ekspediuje więc Boskość poza świat, czyniąc ją Bogiem transcendentnym. Wynik tej ekspedycji w sposób istotny wypacza i zamazuje nie tylko ontologiczną "prawdę bycia", ale również sens bycia człowiekiem. Zdaniem Nietzschego d o b r y i s p r a w i e d l i w y człowiek chrześcijański, ujarzmiając za pomocą myślenia w perspektywie zaświatów niepojęty i niesamowity spektakl bycia, odpowiada za zatratę przez istotę ludzką własnej specyfiki, którą jest "nad-człowiecza" zdolność transgresyjnego, napędzającego twórczość w y kr a c z a n i a p o n a d s i e b i e. Używając języka Heideggera: d o b r y i s p r a w i e d l i w y człowiek chrześcijański zatraca swą ek-sistencję, nie staje już bowiem w prześwicie bycia, które jest przekraczającą go i wzywającą do myślowej ekstazy tajemnicą. Nie porusza się już w horyzoncie "otwartości", ale w przestrzeni "domkniętej", mającej raz na zawsze utwierdzony przez Boga sens; w świecie już gotowym, któremu przypisany jest ściśle określony porządek, którego trzeba przestrzegać i w ten sposób go potwierdzać, a zarazem "obiektywne" znaczenie, które można (trzeba) odkrywać. W tym ugruntowanym, uzasadnionym, gotowym świecie na próżno szukać twórcy.

"Spojrzyj na tych dobrych i sprawiedliwych!
Kogo nienawidzą najbardziej? Tego, kto burzy ich tablice wartości,
burzyciela, obrazoburcy - tym zaś jest twórca. [...] Towarzyszy szuka
twórca, nie trupów, nie stad i wyznawców".


A co już kto sobie myśli o tym wszystkim, jego sprawa. Jego życie. Warto też doczytać u źródła o ostatnim człowieku.
14-11-2012 13:24 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Potrafię zrozumieć, że ktoś może się przejąć koncepcjami Nietzschego - bo każda ideologia działająca na emocje znajdzie swoich wyznawców. Natomiast nie potrafię zrozumieć, jak można uważać je za racjonalne.

>Chrześcijański nihilizm polega na z a p r z e c z e n i u życia. Jego bezpośrednim wyrazem jest kult zaświatów, który oznacza ni mniej ni więcej tylko skrytą pogardę, podszytą lękiem wobec życia.
>Nietzsche:
>"Nie mówi się "nicość", natomiast mówi się "zaświat"; lub "Bóg"; lub "życie prawdziwe"
>[...]. Ta niewinna retoryka z dziedziny idiosynkrazji religijno-moralnych okazuje się natomiast o wiele mniej niewinną, gdy się zrozumie, jaka dążność narzuca tu na siebie płaszcz wzniosłych słów: dążność wroga życiu".

>Na tym polega właśnie chrześcijańskie zaprzeczenie i wrogość życiu, że życie w tym jedynym, danym człowiekowi świecie staje się wartościowe tylko względnie - mianowicie tylko o tyle, o ile prowadzi do "życia wiecznego" w domniemanych zaświatach nieba.

Nietzsche nie jest tu oryginalny - już w starożytnym Rzymie niektórzy postrzegali chrześcijan jako "wrogów rodzaju ludzkiego", co pozwalało Rzymianom spokojnie przyglądać się, być może nawet z satysfakcją, rozszarpywaniu chrześcijan przez dzikie zwierzęta na arenach. To postrzeganie Nietzsche przeniósł jedynie na inny poziom - filozoficzny.

Jaki jest związek tego wizerunku chrześcijaństwa z rzeczywistością? Moim zdaniem żaden. W Twoim opisie chrześcijaństwa nie potrafię odnaleźć swoich poglądów czy nauczania Kościoła. W chrześcijaństwie nie ma pogardy dla życia ani lęku przed życiem - jest za to pełna afirmacja stworzenia. Stworzenie jest dobre, a człowiek ma współuczestniczyć w dziele stworzenia - poprzez swoją pracę, która powinna być doskonała. To co jest doskonałe, jest też nieśmiertelne - i w jakimś sensie znajdzie odzwierciedlenie w drugiej części życia. Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane marności - nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał - w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując <przybrania> - odkupienia naszego ciała. (Rz 8, 19-23) Chrześcijaństwo wzywa każdego do życia pełnią życia - a to znaczy: do doskonałej miłości. A miłość prawdziwa pociąga za sobą gotowość do największych ofiar dla innych osób. Pełnią życia żyli i Edyta Stein, i Jan Paweł II, i wielu innych bezimiennych świętych. Czy potrafilibyśmy wskazać "nietzscheanistów", o których moglibyśmy powiedzieć: "Ci ludzie żyli pełnią życia. Ich życie było piękne. Chcielibyśmy tak żyć jak oni." ?...
14-11-2012 15:31 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Potrafię zrozumieć, że ktoś może się przejąć koncepcjami Nietzschego - bo każda ideologia działająca na emocje znajdzie swoich wyznawców.
Ja się zupełnie nie przejmuję, gdyż Nietzsche jakoś mnie nie bardzo przekonuje.
Już wolę markiza Donatiena Alphonse'a-Françoisa de Sadego Oczywiście po odrzuceniu sadyzmu, który uważam za obrzydliwą przypadłość.

>Natomiast nie potrafię zrozumieć, jak można uważać je za racjonalne.
To kwestia wyboru. Nawet po wzięciu pod uwagę, że: W 1889 roku, po totalnej katastrofie psychicznej w Turynie, choroba Nietzschego została zdiagnozowana jako paralysis progressiva (trzeciorzędny syfilis). Mimo braku jakiegokolwiek klinicznego dowodu (pierwszy i niespecyficzny test Wassermana pojawił się w 6 lat po śmierci Nietzschego) diagnoza ta, powtarzana w różnych biografiach, przetrwała przeszło stulecie. Eva Cybulska podważyła tę tezę w 1996 na konferencji nietzscheańskiej w Manchesterze, proponując w zamian diagnozę zespołu maniakalno-depresyjnego z waskularną demencją. pl.wikipedia.org/wiki/Friedrich_Nietzsche był dla mnie zdecydowanie bardziej racjonalny od ideologii chrześcijańskiej. Nie mówiąc już o jej wyrazie u Pana Marka.

>>>>Chrześcijański nihilizm polega na z a p r z e c z e n i u życia. Jego bezpośrednim wyrazem jest kult zaświatów, który oznacza ni mniej ni więcej tylko skrytą pogardę, podszytą lękiem wobec życia.
Nietzsche:
>>>>"Nie mówi się "nicość", natomiast mówi się "zaświat"; lub "Bóg"; lub "życie prawdziwe"
>>>>[...]. Ta niewinna retoryka z dziedziny idiosynkrazji religijno-moralnych okazuje się natomiast o wiele mniej niewinną, gdy się zrozumie, jaka dążność narzuca tu na siebie płaszcz wzniosłych słów: dążność wroga życiu".

>>>>Na tym polega właśnie chrześcijańskie zaprzeczenie i wrogość życiu, że życie w tym jedynym, danym człowiekowi świecie staje się wartościowe tylko względnie - mianowicie tylko o tyle, o ile prowadzi do "życia wiecznego" w domniemanych zaświatach nieba.
>Nietzsche nie jest tu oryginalny - już w starożytnym Rzymie niektórzy postrzegali chrześcijan jako "wrogów rodzaju ludzkiego", co pozwalało Rzymianom spokojnie przyglądać się, być może nawet z satysfakcją, rozszarpywaniu chrześcijan przez dzikie zwierzęta na arenach. To postrzeganie Nietzsche przeniósł jedynie na inny poziom - filozoficzny.
>Jaki jest związek tego wizerunku chrześcijaństwa z rzeczywistością?
Spory.

>Moim zdaniem żaden.
I wcale mnie to Pańskie zdanie nie dziwi.

>W Twoim opisie chrześcijaństwa nie potrafię odnaleźć swoich poglądów czy nauczania Kościoła.
Najlepiej być sędzią we własnej sprawie.

>W chrześcijaństwie nie ma pogardy dla życia ani lęku przed życiem
Kurtka na wacie! Jak można nie znać własnej ideologii, w którą się święcie wierzy?
Chrześcijaństwo całą swoją ideologię opiera na deprecjacji doczesności i naturalnych potrzeb cielesnych.

> - jest za to pełna afirmacja stworzenia.
Niestworzone rzeczy Pan opowiada.

>Stworzenie jest dobre,
Szczególnie stworzenie zła.

>a człowiek ma współuczestniczyć w dziele stworzenia - poprzez swoją pracę, która powinna być doskonała.
Od kiedy Kościół tak wychwala sens pracy? Czy uznawał ją za wartość przed zagrożeniem komunizmem?

>To co jest doskonałe, jest też nieśmiertelne - i w jakimś sensie znajdzie odzwierciedlenie w drugiej części życia.
Pieprzenie o "drugiej części życia". Módl się i pracuj, a garb ci sam wyrośnie.
Najbardziej pazerne stworzenia ludzkie - klechy, wszelkimi - nawet najbardziej niegodziwymi metodami - walczą o dobra i uciechy doczesne, a owieczkom obiecują sprawiedliwość pośmiertną.
Dobre!
Jest to pełna afirmacja doczesnego życia. Kit dla idiotów!

>Pełnią życia żyli i Edyta Stein, i Jan Paweł II, i wielu innych bezimiennych świętych.
Tak, nie trzeba jechać do Watykanu, wystarczy zobaczyć jak żyje "pełnią życia" kler w Polsce. Jakie rezydencje mają biskupi, jak wyglądają probostwa? A gdyby jeszcze wierni zobaczyli prywatne życie tych "pasterzy"?
Dobrze, że nie widzą i racjonalistom nie wierzą.

>Czy potrafilibyśmy wskazać "nietzscheanistów", o których moglibyśmy powiedzieć: "Ci ludzie żyli pełnią życia. Ich życie było piękne. Chcielibyśmy tak żyć jak oni." ?...
Nie wiem, czy na naszym forum są ludzie, którzy wierzą w "nietzscheanizm", a nawet tacy, którzy tylko ślepo Nietzschemu wierzą? Wątpię! Gorzej wątpię nawet w to iż są tacy, którzy uważają go za bezdyskusyjny autorytet.
Natomiast większość z nas to ludzie poszukujący i znajdujący u innych mądrych ludzi ciekawe przemyślenia. Przemyślenia, które włączają do własnych poglądów budując własny światopogląd. Do takich naszych autorytetów należy i Nietzsche. W moim przypadku jest jednym z kilkuset. Cieszę się, że kiedyś tam go przeczytałem - tak jak i czytałem Augustyna i Tomasza i dwóch Karoli - Marksa i Wojtyłę oraz wielu innych.

@@@
.
14-11-2012 15:06 
 Ocena 1 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
To raczej chrześcijanie z satysfakcją przyglądali się mordowaniu ostatnich politeistów. Proszę brać pod uwagę historię, a nie wyssane z palca bzdury pisarzy - dewotów.
14-11-2012 19:32 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Potrafię zrozumieć, że ktoś może się przejąć koncepcjami Nietzschego

Średnio mnie obchodzą jego koncepcje.

>bo każda ideologia działająca na emocje znajdzie swoich wyznawców.

a jeszcze mniej, rozmaite ideologie. Takim uporządkowanym zbiorom nie ufam, widzę w nich poważne niebezpieczeństwo. Wszystko mi jedno, czy za tym stoi Nietzsche, Hegel, Jezus, Marks czy ktokolwiek. Na pewno interesuje mnie krytyczna weryfikacja, a ta u Nietzschego względem chrześcijaństwa jest wyborna. Tyle. A, no i podstawowy, fundamentalny stosunek do rzeczywistości mnie interesuje, czyli za rzeczywistością, generalnie, choć może to wcale nie jest racjonalne, ale się tym ani trochę nie przejmuję. Nie ufam doktrynerom, moralistom, dogmatykom, fideistom, idealistom, posiadaczom njasłuszniejszych prawd itp itd. Swoją drogą, największym sukcesem Nietzschego jest demaskacja i dystans właśnie do prawdy, co ma ogromny wpływ na współczesność. Moim zdaniem pozytywny.

>Natomiast nie potrafię zrozumieć, jak można uważać je za racjonalne.

Co do krytyki chrześcijaństwa, wystarczy się rozejrzeć. Ale trzeba mieć otwarte oczy i umiejętność swobodnego posługiwania się własnym rozumem. Jak umysł zawirusowany i zindoktrynowany najprawdziwszą i "moją" od zawsze "prawdą", to rządzą nim wyłącznie emocje. Reszta u Nietzschego mi generalnie lotto, choć jest trochę spraw interesujących, zwłaszcza w ujęciu Deleuza.

>Jaki jest związek tego wizerunku chrześcijaństwa z rzeczywistością? Moim zdaniem żaden. W Twoim opisie chrześcijaństwa nie potrafię odnaleźć swoich poglądów czy nauczania Kościoła.

No właśnie o to chodzi, że nie potrafisz.

>W chrześcijaństwie nie ma pogardy dla życia

Ślepyś.

>jest za to pełna afirmacja stworzenia.

Co najwyżej afirmacja aktu stworzenia. Wola zaświatów wyraża pełną, niepodważalną i bezprecendesowo nikczemną wolę zniesienia świata i życia. Wyczekiwanie na zbawienie w doskonałej alternatywie, wola zastąpienia jedynej rzeczywistości zmyślonymi zaświatami. Nienawiść do rzeczywistości, ale oczywiście nie na tacy podana.

>Stworzenie jest dobre, a człowiek ma współuczestniczyć w dziele stworzenia

Po to, żeby u Bozi nie umoczyć i dostać się do zewnętrznej wieczności. Ale generalnie, to tylko takie przemijalne coś jest, o czym w zaświatach nikt już nie będzie pamiętać. Pożegnasz się z tym, jak ze starym, zużytym paltem, powiesz, że nareszcie z żonką biesiadujemy we właściwym świecie i fajnie, że kwalifikacje mamy już za sobą. Ale tutaj nauczyłeś się ściemy, że afirmujesz. "Afirmujesz" bo to Bóg stworzył i dlatego czujesz, że musisz podziwiać, by kiedyś mieć all inclusive z rodziną na niebieskich pastwiskach.

>poprzez swoją pracę, która powinna być doskonała.

Na doskonałość to ja robię . A na doskonałość katolików to

>To co jest doskonałe, jest też nieśmiertelne

Na termin nieśmiertelność też wymiotuję. Ostatnia rzecz, jakiej bym komukolwiek życzył, to osobowa, nieprzerwana nieśmiertelność. Jeszcze posranie doskonała. Prawdziwie piekło. Jesteś tak nadmuchany wyidealizowanymi bredniami jak balon Baumgartnera na 39km. Zaraz pękniesz i ochlapiesz wszystko rajskimi odchodami.

>i w jakimś sensie znajdzie odzwierciedlenie w drugiej części życia.

No, ja wiem, że to jest dla Ciebie istota wiary. Z rodzinką na wieczne wakacje. Nadal nie umiesz zapanować na żądzami EGO i strachem przed stratą. Ależ przebierasz nóżkami, żeby koniecznie wszystko, co ci bliskie uwiecznić, zatrzymać, mieć i nigdy nie oddać. Jesteś słaby. Cholera, Nietzschem nawijam.

>... Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując <przybrania> - odkupienia naszego ciała.

Co za paszkwil. Odkupcie się już miernoty i idźcie sobie.

>Chrześcijaństwo wzywa każdego do życia pełnią życia - a to znaczy: do doskonałej miłości. A miłość prawdziwa pociąga za sobą gotowość do największych ofiar dla innych osób.

Uważaj na balon, już nie dmuchaj, bo zaraz pierdyknie. Piękne, jak zdrajcy-zaświatowcy nawołują do pełni życia. Ci, co nigdy nie umieli i nie umieją żyć dla świata i życia samego w sobie, a tylko o tyle, o ile jest odniesienie do zmyślonej, wiecznej alternatywy. Ręce opadają.

>Pełnią życia żyli i Edyta Stein, i Jan Paweł II

Pominę pierwszą, zajmę się drugim. Zawsze widziałem w nim tylko życiowego trupa. Umarły za życia fanatyk, kochający tylko to, co mu posłuszne i zgodne z jego poglądami. Bardzo nieprzyjemna, fanatyczna i bezwzględna postać, która z własnej nędzy, czyli strasznych ciosów zadanych przez życie w młodości, nie dała rady, wypięła się na życie i uczyniła z własnej wiary azyl od świata prawdziwego. Życie go złamało, to ja go usprawiedliwiam w świetle okrutnych faktów.

>Czy potrafilibyśmy wskazać "nietzscheanistów", o których moglibyśmy powiedzieć: "Ci ludzie żyli pełnią życia. Ich życie było piękne. Chcielibyśmy tak żyć jak oni." ?...

Spotykałem kiedyś często kobietę, emerytowaną nauczycielkę, która nigdy nie była religijna. Była już staruszką, dwóch synów straciła na wojnie, a jedyną córkę i trzeciego, ostatniego syna niedługo po niej, w wypadku (chyba samochodowym) we Francji. Dwóch mężów też pochowała, ale tu juz nie pamiętam jak to było, tylko tyle, że 10 lat była sama. Mówiła wprawdzie, że życie okrutnie się z nią obeszło, ale nigdy nie umiała się na nie obrazić. Nigdy nie szukała nadziei w zaświatach, nigdy nie umiała chcieć do nieba. W tym, jedynym dla niej rodzaju bycia i świecie, była absolutnie zakochana. POMIMO. Miałem wtedy z 17 lat, ona pewnie z 80. Może to była nietzscheanistka? Pamiętam, że lubiła Staffa, to mogło być coś na rzeczy. Jeszcze dwa lata nad nią z zachwytem i podziwem patrzyłem. To ona pięknie żyła, jaśniała do końca i pięknie umarła. Twoi święci to słabeusze, zdrajcy, choć czasami usprawiedliwieni.
14-11-2012 21:53 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Nietzsche nie jest tu oryginalny - już w starożytnym Rzymie niektórzy postrzegali chrześcijan jako "wrogów rodzaju ludzkiego

czuli pismo nosem?

Akurat wrzucli na onecie.
vod.pl/kos(*)ymi-drzwiami,99063,w.html#play

>Pełnią życia żyli i Edyta Stein, i Jan Paweł II

Od 37 minuty filmu jest mowa o pełni jego życia.
09-11-2012 14:23 
 Ocena 4 na 4
lukaszewicz (5674 punktów)

>Nie pamiętam, żebyśmy wycinali. Ale jeszcze pamiętam, kiedy nam wycinano.
Troszku jednak wycinaliście:
pl.wikiped(*)azimierz_Łyszczyński
09-11-2012 01:04 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)
>Na przykład: rozmawiam sobie kulturalnie na tym forum, powiedzmy że z Tobą, a tu mi się wpier.ala jakiś debil ze swoimi kretynizmami i mam ochotę go zniszczyć - ale się opanowuję, żałuję, zastanawiam się nad nim, nad jego sytuacją duchową, jak mu pomóc.
Aha, aha i co? Co konkretnie robisz, żeby Twoja Bozia była zadowolona z Twojej realizacji jego woli?
Bo widzisz ja jako ateista opierający swój światopogląd na wartościach humanistycznych, oświeceniowych itp. kiedy się wpier.ala jakiś debil ze swoimi kretynizmami nie mam ochoty go niszczyć. Wiem, że to upośledzony na umyśle człowiek i w jego oraz moim interesie leży by mu (w sposób humanitarny) pomóc zacząć myśleć wskazując jak błądzi po manowcach.

>Do spowiedzi to się jeszcze nie kwalifikuje.
Chęć zniszczenia bliźniego swego się nie kwalifikuje?
To jakaś rewolucja w katolicyzmie była com ją przegapił? Czy poza grzeszeniem myślą odpuszczono wam również grzeszenie mową, uczynkiem i zaniedbaniem?

>I gdzie tu masz "samooprawstwo"?...
Zaprzeczasz sobie na rzecz Boga choć jego wskazówek nie przyjąłeś za swoje skoro masz ochotę niszczyć (ludzie przyzwoici nie maja takich ciągot).


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
09-11-2012 13:46 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Na przykład: rozmawiam sobie kulturalnie na tym forum, powiedzmy że z Tobą, a tu mi się wpier.ala jakiś debil ze swoimi kretynizmami i mam ochotę go zniszczyć - ale się opanowuję, żałuję, zastanawiam się nad nim, nad jego sytuacją duchową, jak mu pomóc.
>Aha, aha i co?

Dzięki za ilustrację. I gratuluję poczucia humoru ( www.sadurski.com/satyra/poczucie-humoru.htm ).
09-11-2012 07:39 
 Ocena 3 na 3
Jacek_G (35558 punktów)
>>>> (..) o czym w szkole nie uczą, rodzice najczęściej nie wiedzą bądź nie mówią,
>>>>a koledzy tak samo "g" rozumieją.
>>>Tak, z tym się zgadzam.
>>Szkoda tylko, że wyciąłeś małe co nieco. Cenzor.
> Wyciąłem, żeby się móc z Tobą zgodzić.

1. Potwierdziło się, imponują panu Racjonaliści i Racjonalizm.. tylko czemu musi pan aż tyle kogoś obcinać, żeby móc się w jakims małym szczególe zgodzić? Odwagi panie Marku, upraszam iść na całość - jesteśmy z panem!!
2. Cenzura też w bardzo katolickim stylu (vide kneblowanie ust ex ks. Obirkowi, ks. Bonieckiemu itp.) więc ostrzegam - łatwo w tym rozkroku nie będzie, zwłaszcza z pana kolegami-katolikami, którzy być może tuta zerkają, patrzą i wszystko notują..
3. A propos wcinania się. Przypominam że pisze pan na publicznym forum, tu wg regulaminu wszyscy prawdłowo zarejestrowani mogą się wypowiedziec w dowolnym wątku i w dowolnym miejscu. W razie obopólnej chęci odosobnienia można zawsze przejść do osobistej wymany maili. Jeśli jednak chce pan być wyjątkiem (by w pana wątkach innym nie było wolno się wcinać) - sugeruę złożyć odpowiednie podanie do władz Racjonalista.pl
09-11-2012 13:49 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Panie Jacku, niech Pan uruchomi poczucie humoru. Bo w przeciwnym razie skończy Pan jak ten zgorzkniały szary smutas astrotaurus.
Jacek_G (35558 punktów)
Panie Marku, w moim powyższym wpisie zawarałem również i moje poczucie humoru /mówię po ludzku/
Jak widzę (również po sprawdzeniu) jest ono właściwie odbierane.
Oj, dostanie się panu teraz za te żarciki ze "zgorzkniałego szarego smutasa astrotaurusa", dostanie!!
A na poważnie: uważam że człowiek nie jest wyłącznym kreatorem rozmowy. W sensie: powiem tak i tak, to kończę z humorem, inaczej i inaczej to zaczynam itp. To by było b. mechaniczne.
W danej chwili to rozmowa i jej swoisty klimat +rozmaite interakcje często prowadzą, trzeba mieć umiętność wyczuwania się w klimat, odnalezenia się. Też znikania dla swojego katolickiego czy też ateistycznego "ja".

Panie Marku, mówiąc już śmiertelnie poważnie: mimo moich różnych wpisów jestem z panem, polubiłem pana od początku
Serio.
Serdecznie pozdrawiam
09-11-2012 16:05 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Astrotaurus jest całkiem dowcipny. U Ciebie też wyczuwam talent do znakomitych żartów, ale pomogłoby mu odzyskanie związku z rzeczywistością. Po co CI te wszystkie dziwaczne ideologie, które doprowadzają do tego, że musisz przeinaczać historię i cenzurować wypowiedzi sympatycznych przecież ludzi. Zostaw to, to nie jest dobre. Jeśli ktoś szczery ze sobą i ze światem żartuje, od razu bardziej to zabawne
10-11-2012 04:06 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)
> skończy Pan jak ten zgorzkniały szary smutas astrotaurus.
Twoje upośledzenie poznawcze jest dosyć rozległe jak rozległy jest obszar objęty wiarą. Jesteś jednako żałosny kiedy mianujesz się racjonalistą jak i człowiekiem z poczuciem humoru. Jak bardzo moje posty nasycone są humorem (krople humoru na ostrzach szpilek do kłucia mózgu to jedno z najbardziej "szansownych" lekarstw na Twoje upośledzenie) mógłbyś dostrzec gdybyś uwolnił się od skrzywień swojego widzenia świata.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
10-11-2012 10:14 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> skończy Pan jak ten zgorzkniały szary smutas astrotaurus.

>Jak bardzo moje posty nasycone są humorem (krople humoru na ostrzach szpilek do kłucia mózgu to jedno z najbardziej "szansownych" lekarstw na Twoje upośledzenie) mógłbyś dostrzec gdybyś uwolnił się od skrzywień swojego widzenia świata.

Spoko...
11-11-2012 16:11 
 Ocena 1 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zapachniało nagrobkiem na którym czka pijany i głuchy wiking - ewangelista...
Jacek_G (35558 punktów)
Oj potrafią ukłuć, potrafią.. tylko czy nie nazbyt mocno? Spłoszy się nam p. Marek, albo co gorsza obrazi - a ja go jakoś polubiłem. Więc upraszam się o trochę większą subtelność, choć wiem że na "szarego smutasa astrotaurusa" trudno znaleźć coś dobrego.
Z resztą - wydaje mi się, że to miała być w zamyśle dość prostacka, ale prowokacja. Po co tak od razu z grubej rury tym łożem jogina (Madeja)?
łącząc pozdrowienia
08-11-2012 22:11 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>No aż mi Cię żal. Niedobre czarnuchy w takie samooprastwo Cię wpędzili. Zamiast mówic o błędach i uczyć się je rozumieć i poprawiać, jak normalny człowiek, to Ty się pastwisz nad sobą i gnębisz swoją absurdalną grzesznością. I jeszcze jak leming lecisz do oprawcy siedzącego w szafie, żeby Ci trochę ulżył i ewentualnie czekasz na podpowiedź/łaskę pańską zza chmurki. No nie pisałem już, że zajebisty system wymyślili?
Ano właśnie.
Zamiast być - jak pisałem - przyzwoitym człowiekiem wedle ludzkiej miary i wobec ludzi zaangażowany wierzący wyrzeka się swoich ludzkich uczuć, wypiera je ze swej psychiki, za to w każdym swoim ruchu doszukuje się realizacji woli Bożej, zgodności z nią, poddaje się ciągłej kontroli i ocenie wyimaginowanego stwora w swojej głowie.
Chore to.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
08-11-2012 23:44 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Wiesz, ja czasami żałuję, że nigdy religijny nie byłem i czasami trochę zazdroszczę tym, co byli i wyzdrowieli. Przynajmniej jednej rzeczy. Bo to musi być niezwykłe uczucie, kiedy tak nagle łubudub (czy trochę bardziej stopniowo) i cały ten szajbnięty świat się rozsypuje. I zaczyna się trzeźwienie. To musi być niesamowite, widzieć to stare nagle z nowej perspektywy. Jutrzenka. Nowy świat, nowe życie, nowe JA. Nagła wolność od tych wszystkich bzdur i dziwactw. Odzyskanie siebie. Niezwykły reset.
09-11-2012 08:00 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Wiesz, ja czasami żałuję, że nigdy religijny nie byłem i czasami trochę zazdroszczę tym, co byli i wyzdrowieli<
Dobrze,że tylko "czasami", gdyż wątpię, że dla "takiego przeżycia" chciałbyś "poświecić na szprycowanie własnego życia" 10,20,30 lat.

>Bo to musi być niezwykłe uczucie,<
Bywa, rzeczywiście niesamowite, ale pociąga za sobą .."koszty", często spore.

>kiedy tak nagle łubudub (czy trochę bardziej stopniowo) i cały ten szajbnięty świat się rozsypuje.<
No właśnie, "świat się rozsypuje" ..."trup ściele się gesto" - dookoła gruzy, pył, bezdroża i ...pustkowie.
>I zaczyna się trzeźwienie.<
Taaaa... i ciężko "z kaca wyjść". Nie muszę prosić byś mi uwierzył, prawda?

>To musi być niesamowite, widzieć to stare nagle z nowej perspektywy. Jutrzenka. Nowy świat, nowe życie, nowe JA. Nagła wolność od tych wszystkich bzdur i dziwactw.<
Zza tego pyłu, kurzu i gruzowiska...słońce nie wschodzi tak od razu, a jak już się człek doczeka, to może ono oślepiać.

>Odzyskanie siebie. Niezwykły reset<
Tym co się udaje, rzeczywiście rzeczywistości uśmiech słać mogą

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
09-11-2012 08:09 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No to mnie wyleczyłeś z tych zachcianek.
09-11-2012 10:51 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
>No to mnie wyleczyłeś z tych zachcianek.<
Twoje przemyślenia i refleksje są wystarczająco inspirujące - nie potrzebujesz przeżyć "z nad krawedzi".


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
09-11-2012 10:57 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Twoje przemyślenia i refleksje są wystarczająco inspirujące
Dzięki. Dzielę się czym mam i jak umiem. I czerpię od innych ile mogę.

>- nie potrzebujesz przeżyć "z nad krawedzi".
Tylko ja taki ciekawski jestem. Lubię zaglądać tam, gdzie inne i słabo dla mnie zrozumiałe. To mnie jednak wzbogaca.
Artur@R (7115 punktów)
>Tylko ja taki ciekawski jestem.<
I bardzo dobrze, tylko czasem wystarczy zdać się na neurony lustrzane - równie mocno mogą wzbogacać, bez konieczności osobistego "wsuwania palca lub dłoni między framugę a drzwi"


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Jacek_G (35558 punktów)
>> Bo to musi być niezwykłe uczucie
> Bywa, rzeczywiście niesamowite, ale pociąga za sobą ..
> "koszty", często spore.
A czy choć się opłaca?
09-11-2012 10:43 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
>A czy choć się opłaca?<
Dla mnie..jak najbardziej -nie ma nic (!!!) piękniejszego niż Rzeczywistość i podróżowanie do Niej.
Bo to Podróż za jeden uśmiech ...ten na samym końcu - mam nadzieję.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
09-11-2012 08:34 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Tym co się udaje, rzeczywiście rzeczywistości uśmiech słać mogą
Wprawdzie darkside już, Bogu dzięki!, uleczony, ale pozwolę sobie poprzeć Twoje słowa w pełni.
Znam kilka przypadków (nie bez mojej winy, Boże przebacz) ozdrowienia całkowitego czy częściowego. I choć wszyscy pełni ozdrowieńcy czuli ogromną ulgę, ale nie wszyscy uwolnili się od wcześniejszych uwarunkowań, nieraz z wyrzutami sumienia porównują kompulsywnie swoje dzisiejsze myślenie z błędami przeszłości, całe bieżące życie odnoszą do spekulacji "co by było gdybym nie ozdrowiał".
Wiele rozterek przeżywają też ludzie wierzący, którym wskutek relacji z otoczeniem niektóre obiekty wiary z obszaru wiary znikają. Budzi się w nich strach kiedy świat z jego porządkiem im się powoli rozsypuje.
Już ja wolę swoje wątpliwości, swój brak wiary od początku.

Choć taki Marek Bielecki też ma dobrze - zna Prawdy Ostateczne (czytaj: katolickie) i może nigdy w spokoju ducha nie zrozumie jak się ośmiesza.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
09-11-2012 08:50 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Tak napisałem, bo te osoby, które wydobyłem z matrixa, chyba nie miały takich problemów. Nie zauważyłem, chyba to robię nieźle. Choć jeden chyba wspominał, że się bał z początku. On akurat dostał zestaw 3 razy Nietzsche, kilka rozmów i mu się zwaliło na amen. No ale jak poszło w diabły, to raczej nie miał problemów.
Ale Ci częściowi, to faktycznie mogą mieć nieciekawą jazdę.
09-11-2012 10:20 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
>Tak napisałem, bo te osoby, które wydobyłem z matrixa, chyba nie miały takich problemów. Nie zauważyłem, chyba to robię nieźle<
Nie mam prawa wątpić, ale "nie wszytko widać nawet, gdy się wpatrujemy".

>Ale Ci częściowi, to faktycznie mogą mieć nieciekawą jazdę.<
Mój wpis to refleksja - retrospekcja (to ważne) i tak należy ją odbierać.
W poszczególnych etapach "trzeźwienia" (u tych, którzy przechodzą to "po części"- np.ja) przeżycia i odczucia bywają różne
Każdy człowiek to odmienny przypadek - choć pewne reakcje i okoliczności się powtarzają.
Dlatego użyłem sforumowań "bywa, że" i "Tym co się udało".
Co do strachu to, moim zdaniem, łatwiej go oswajać właśnie tym co etapami dochodzą do rzeczywistości, niż tym u których to się odbywa "rach-ciach" - choćby dlatego, że z natury nie lubimy (obawiamy się) jak cokolwiek nagle i diametralnie się zmienia - to generuje strach, panikę wynikajacą z niepewność, zaskoczenia i dezorientacji, a czasem smutek i depresję.
Ja wielkiego strachu nie odczuwałem. Bardziej "dotykające" są konsekwencje dotyczące relacji międzyludzkich plynące z tej zmiany i konieczność budowanie prawie wszystkiego od nowa, a tu wiek jest dość istotnym czynnikiem.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
09-11-2012 10:33 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ja jednak wydobywam tych, co wyczuwam, że łatwo ich wydobyć, że wystarczy trochę popchnąć. Dlatego to tak wygląda. Jak drapieżnik wypatrujący słabszego członka stada. Za ciężkie przypadki się nie biorę, chociaż się spieram, dyskutuję, ale nie widzę dla nich szans na wyjście. Są mniej więcej jak Marek, więc bez sensu. W takich przypadkach musi być to znacznie bardziej złożony i długi proces. I większość musi się rozegrać wewnątrz, samoistnie. Można tylko opuszczać kroplę na skałę.
09-11-2012 09:47 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Wiele rozterek przeżywają też ludzie wierzący, którym wskutek relacji z otoczeniem niektóre obiekty wiary z obszaru wiary znikają. Budzi się w nich strach kiedy świat z jego porządkiem im się powoli rozsypuje<
Dokładnie tak, gdy dotyczy to strachu, bardziej skomplikowane są kwestie żalu, utraty realcji, związków z ludźmi , budowy "od nowa", itd.
>Już ja wolę swoje wątpliwości, swój brak wiary od początku.<
I tego ja mogę pozazdrościć Tobie, darkside-owi i innym.

>Choć taki Marek Bielecki też ma dobrze - zna Prawdy Ostateczne (czytaj: katolickie) i może nigdy w spokoju ducha nie zrozumie jak się ośmiesza.<
Bo do tego potrzeba - naprawdę - wielkiej odwagi - coś o tym wiem (bez kadzenia sobie)
I ogromnej ufności (napisałbym wiary, ale nie chce tracić poźniej czasu na wyjaśnianie w jakim znaczeniu użyłem tego wyrażenia, gdy rzucą się na niego fideiści) w siebie i człowieka.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ale po takich przejściach, to chyba mocna osobowość się buduje? Czy nie bardzo? Co cię nie zabije, to cię wzmocni - chyba działa. Czy są jakieś trwałe rany? Skutki uboczne?
09-11-2012 10:37 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
>Ale po takich przejściach, to chyba mocna osobowość się buduje? Czy nie bardzo? Co cię nie zabije, to cię wzmocni - chyba działa. Czy są jakieś trwałe rany? Skutki uboczne?
Drogi darkside - wyrażenie "wali ci się świat" to nie jest tylko zgrabna metafora, czasem jest w tym realności aż nadto.
Rany są, skutki uboczne również (w nich te "rany") ale ...co cię nie zabije, to cię wzmocni - działa!!! .
I szczerze powiem - warto było! Nawet gdybym jutro miał ochotę palnąć sobie w łeb...a może właśnie dlatego

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
09-11-2012 10:51 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Dzięki. Powinna powstać jakaś książka z opisami takich doświadczeń, żeby to lepiej poczuć, zrozumieć głębiej, dotknąć z bliska, a nie tylko sobie wyobrażać na radar. Bo faktycznie, może to się sprowadzać do zgrabnej metafory czy czegoś ciut więcej, a u takiej osoby, prawdziwy dramat.
Tym większy szacun.
09-11-2012 11:17 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
> I szczerze powiem - warto było! Nawet gdybym jutro miał ochotę
> palnąć sobie w łeb...a może właśnie dlatego
I własnie to chciałem usłyszeć! Widzę że nie jestem sam.
>>A czy choć się opłaca?
> Dla mnie..jak najbardziej -nie ma nic (!!!) piękniejszego niż
> Rzeczywistość i podróżowanie do Niej.
> Bo to Podróż za jeden uśmiech ...ten na samym końcu - mam nadzieję
Z tym to pewnie jak zwykle różnie, ale nie twierdziłbym że jest tylko na samym końcu. Choćby tutaj - ile tych uśmiechów "mordek" w tych wszystkich Waszych postach co je czytam? (wyszło mi psotach, ale grzecznie skorygowałem)
Teraz tak troszku filozoficznie: często zastanawiam się, czy w moim przypadku była to własna decyzja. I tak, i nie. Tak, bo zrobiłem ten odwrót w kierunku Rzeczywistości ja - to nie ulega wątpliwosci.
Nie, bo zmusił mnie do tego cały ten absurd zastanej sytuacji, absolutny brak satysfakcji z życia w przykazanej wspólnocie owiec, spowiedzi (choć Słowacki Wielkim poetą przecież był. No był!!) Cóż, również r e a l n y ból beznadziejnej, nierealnej egzystencji.
Z resztą z konkretów, żeby tu tylko o spowiedź chodziło.. długo by wymieniać. Ale po co, skoro mamy od tego p. Marka?
łącząc pozdrowienia
09-11-2012 12:03 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>absolutny brak satysfakcji z życia w przykazanej wspólnocie owiec, spowiedzi

Miałeś Jacku szczęście, że nikt Cię nie omamił przyjemnościami, bo być może miałbyś trudniej. Na tym cały trik polega, że kij i marchewka musi być, bo dużo więcej ludzi by im zwiało. Kiedyś wystarczył terror emocjonalny piekło-niebo, światopoglądowa jedynosłuszność i instytucjonalny, bezwzględny Wielki Brat. Dzisiaj trzeba robić bramy ryby, wspólnoty z coolowym księdzem z gitarą, wycieczki, oazy, pielgrzymki, ze świąt świecką rozrywkę, z komunii, ślubów i chrzcin Dionizja prawie. Dziś ludzi trzeba "jarać" na różne sposoby, by owiec było wciąż wiele. Zwłaszcza młodych. Z jednej strony trzeba trzymać za gardło, w ryzach i nauczyć klękać, z drugiej dawać łakocie pod postacią "miłości", obcowania z Najwyższym, wieczności i zwyczajnych przyjemności.
09-11-2012 13:06 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
Fakt, było to doświadczenie albo neutralne, albo umiarkowanie-negatywne, bardziej zmolestować się już nie dałem. A propos przyjemniści: też nikt mnie do "ogrodów niebieskich" nie prowadizł, po prostu chyba było tych chrześcijańskich pozytywów (marchewek) w miasteczku w którym się wychowałem zbyt mało.
Później, już na studiach w Krakowie było więcej, ale z kolei późno
Teraz Ci opowiem pewien autentyk: w wieku ok 12 lat gramy ostro w piłę, a tu koledzy idą w piątek na mszę służyć. Mnie to się wtedy tak żal robiło tej piłki..
Groszy już jednak był ów emocjonalny Miecz Damoklesa w postaci kary i winy. To zawsze gdziś tam w głowe siedzi że nie tak, nie powinno się itp. Wiesz, najbardizej żałuję dziś chwil, gdy na basenie niezbyt często udawałem się na podglądanie dziewczyn. No po prostu ten raj już pozostanie utracony.. szkoda

> Dziś ludzi trzeba "jarać" na różne sposoby, by owiec było wciąż
> wiele. Zwłaszcza młodych

Ano. Co ciekawe, młodzi księża i ojcowie też mają świadomość co jara młodych, a co nie - nie tak znowu dawno chodził po internecie klip "Lady Gaga /Bad Romance/" w wykonaniu o. Dominikanów. Z jednej strony niezły ubaw.. a zarazem żenua, bo co to ma wszystko wspólnego z przesłaneim Jezusa? Kilku "pingwinów "dośc z resztą zabawnie podskakuje na scenie, zarzucacjąc tu i ówdzie habitem i jest git.

> Z jednej strony trzeba trzymać za gardło, w ryzach i nauczyć
> klękać, z drugiej dawać łakocie pod postacią "miłości",
> obcowania z Najwyższym, wieczności i zwyczajnych przyjemności.

Tja.. ja chyba popełniłem na mojej drodze pewien grzech, teraz to widzę: zbyt doslownie wziąłem sobie do serca te opowieści o łakociach, postanowiłem spróbować - efekt? Smak nijaki, a człowiek dalej głodny chodzi
łącząc pozdrowienia
Artur@R (7115 punktów)
>... ale nie twierdziłbym że jest tylko na samym końcu.<
Ja też tego nie twierdzę, że "tylko na samym końcu", ale ten na końcu jest ...najistotniejszy - jest "sumą, różnicą ilorazem i iloczynem wszystkich wczesniejszych".

>... często zastanawiam się, czy w moim przypadku była to własna decyzja.I tak, i nie<
"Nasze" decyzje i poczynania to "wypadkowa": doświadczeń własnych (i cudzych), stanu emocji i wiedzy naszych (i cudzych) oraz okoliczności.
Interakcje i determinanty są wszechobecne, ale należy przyjmować, iż decyzje, jeśli świadome, są nasze (choć zazwyczaj się łudzimy ). A refleksje są zawsze użyteczne
Pozdrawiam.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Jacek_G (35558 punktów)
A decyzja, którą podjąłęś by przeczytać ten post?
Artur@R (7115 punktów)
>A decyzja, którą podjąłęś by przeczytać ten post? <
Ciekawość, upierdliwość, zarozumialstwo....genetyczne.
Nie tylko w kwestii "przeczytania" ale i "odpowiedzi"


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Jacek_G (35558 punktów)
I ty po tym wszystkim liczysz jeszcze na końcowy mega-uśimiech?
Zaiste człowiek Wiary z Ciebie
09-11-2012 19:01 
 Ocena 5 na 5
Artur@R (7115 punktów)
>I ty po tym wszystkim liczysz jeszcze na końcowy mega-uśimiech?<
A niby dlaczego nie?
Przecież rzeczywistość to także prawda o sobie, nie tylko o tym co na zewnątrz.

>Zaiste człowiek Wiary z Ciebie <
Hmm, raczej szczery i dość świadomy, a "wiarę" uznaję tylko w znaczeniu "przekonanie oparte na najbardziej prawdopodobnych dostępnych przesłankach, weryfikowalnych danych, argumentach mających odzwierciedlenie i potwierdzenie w realnym świecie".

PS."Uśmiech" to metafora i licentia poetica...przede wszystkim.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Jacek_G (35558 punktów)
To pochwalam, zacząć od siebie zawsze dobra rzecz.

> PS."Uśmiech" to metafora i licentia poetica
> ...przede wszystkim.

a bez ubierania w woalki? Czy to jest aż tak porażające, że bez przydymianego szkiełka, wprost się nie da?
Proszę wybaczyć ale czuję że muszę docisnąć - co na końcu panie Arturze?
11-11-2012 15:39 
 Ocena 5 na 5
Artur@R (7115 punktów)
>Proszę wybaczyć ale czuję że muszę docisnąć - co na końcu panie Arturze?<
Czy to aż tak skomplikowane by zrozumieć, że chodzi oto by być spełnionym i zadowolonym z życia, które się przeżyło?
A co na końcu? Niewiele...pożegnanie (jeśli będzie możliwe), uśmiech i ostatni oddech...
serce przestaje krew moja pić
bezdech wnętrze wypala
a w oczach
stop klatka ..urwany film

albo tak
czernią się otulę
lubię jasność czerni
tak nieistotnie bez łez
po sobie samym płaczę
umarłem chwil parę temu
gdy ujrzałem świat
inaczej

albo tak
w głowie szumi tylko ciemność
życie namiętnym jest mordercą
chcę w pustce jak gwiazdy się rozrzucić
i się uśmiecham
bo co się stało się nie odstanie
do siebie uśmiech śle
tak na pożegnanie



"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
11-11-2012 16:34 
 Ocena 4 na 4
Jacek_G (35558 punktów)
Ładne te strofy, wszystkie Dotykają sedna. Teraz z resztą wiem, skąd ów "słany uśmiech" - pan to pewnie myśli, że każdy czyta tą samą poezję co pan

> Czy to aż tak skomplikowane by zrozumieć,

Czy skomplikowane w rozumieniu - raczej nie. Pytałem, bo nie jestem jakimiś składowiskiem leciutkiej porcelany, co to tylko strzelać do mnie pistoletem na gumkę nabijanym poezją. Prosto z mostu pan wal

> że chodzi oto by być spełnionym i
> zadowolonym z życia, które się przeżyło?

Pod tym z przyjemnością podpisuję się rekami i nogami
Sam często zastanawiam się nad moimi wyborami, które dadzą mi spełnienie. I szczerze mówiąc, czując tą odpowiedzialność często boję się że robię fałszywy krok, choć potem okazuje się że większość z wyborów była jednak trafna (im jestem starszy, tym mam tak częściej)
Tu chyba jest pewna przewaga komfortu w życiu katolika: on nie musi wybierać, już wybrał albo wybrano za niego. Trudne kwestie natury moralnej wśród katolików to chyba tylko tzw. kuszenie. A kuszeniu poddawać się nie można, wot i cały praktyczny przepis.
Jeśli pan spyta czy bym się zamienił: nie, bo wówczas musiałbym stracić realne poczucie czym jest spełnienie
łącząc pozdrowienia
11-11-2012 17:34 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Ładne te strofy, wszystkie Dotykają sedna. Teraz z resztą wiem, skąd ów "słany uśmiech" - pan to pewnie myśli, że każdy czyta tą samą poezję co pan <
Cieszy to, że coś oddają te strofy i podobać sie mogą -dzięki.
Każdy jakiś wiersz choć raz w życiu przeczytał...im więcej tym lepiej.

>Prosto z mostu pan wal <
Czasem lubię wprost,a czasem tak myślami inaczej zapisanymi...i z gumki.

>Jeśli pan spyta czy bym się zamienił: nie, bo wówczas musiałbym stracić realne poczucie czym jest spełnienie <
I bardzo dobrze..oto w tym chodzi: realny świat i kontakt z rzeczywistością ponad wszystko.
Pozdrawiam

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
09-11-2012 14:45 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> To musi być niesamowite, widzieć to stare nagle z nowej perspektywy.

To jest właśnie przypadek Edyty Stein, Frossarda i Ratisbonne'a.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ci się udało.
10-11-2012 10:09 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> Ci się udało.

No i sam widzisz, jak to jest... Ja się tu ciągle tak czuję.
10-11-2012 12:02 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>No i sam widzisz, jak to jest... Ja się tu ciągle tak czuję.


10-11-2012 12:57 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Chyba Pan trafił, Panie Andrzeju, no nie mogę...hehe.
Marek... to aż tak?
10-11-2012 12:53 
 Ocena 9 na 9
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>No i sam widzisz, jak to jest... Ja się tu ciągle tak czuję.

My lepiej wiemy, jak to jest, bo mieszkamy w katolickiej Polsce, gdzie przestrzeń wspólna jest zawłaszczona, a myślenie ludzi ukierunkowane i prymitywnie jedynosłuszne, bardzo często negatywnie nastawione do wszystkiego co inne, odmienne, różne. W zracjonalizowanej rzeczywistości nikt by ani nam, ani Tobie nie mówił jak masz żyć i nie urządzał by na siłę, co Twoi współbracia uwielbiają i muszą, bo są dzierżycielami jedynej i największej słuszności i wszechczasowej prawdy. Ty możesz wyłączyć komputer, zlikwidować konto, nikt z nas nie będzie za Tobą ganiał i mówił, że masz wrócić i dostosować się do tutejszej większości. My niby możemy wyjechać, ale to trochę bardziej skomplikowane i niby dlaczego?
Różnica jest taka, że Polska to miejsce, gdzie się urodziliśmy i żyjemy i to jest tak samo nasze miejsce, jak i wasze, a forum Racjonalisty, to miejsce, gdzie się spotyka wirtualnie i co najwyżej ostro spiera. Ma to taki profil, jaki ma, nikt za uszy nikogo tutaj nie ciągnie. A prawdziwe życie jest na zewnątrz i to Wy je nam usiłujecie urządzać. I to robicie w dużej mierze. Czujesz różnicę?
Pisałem już, jakie osoby znam z Twojego światka i potrafię z nimi żyć bez większego problemu, choć czasami pospieramy się - bywa ostro - o sprawy światopoglądowe i nie ma i nie będzie w tym wspólnego języka. Bo być nie może. Natomiast życie to jeszcze trochę innych spraw i można znaleźć fajne, wspólne kwestie. Oczywiście, nie z wszystkimi. Natomiast tutaj, możemy się głównie, jeśli nie jedynie, wymieniać poglądami, to i jest jak jest. Ale to nie Ty masz realny problem, tylko my. Ty masz, co najwyżej, wirtualny i za własną, nieprzymuszoną wolą. Chociaż z tą wolna wolą, to trzeba uważać. Coś cię tu musi kręcić.
Jacek_G (35558 punktów)
> Ty masz, co najwyżej, wirtualny i za własną,
> nieprzymuszoną wolą. Chociaż z tą wolna wolą,
> to trzeba uważać. Coś cię tu musi kręcić.

Coś musi. Moje neurony lustrzane obstawiają dwie rzeczy:
1. Ewangelizacja wzorem św. Pawła
2. Jak już wcześniej kilkakrotnie pisałem - p. Markowi imponuje Racjonalizm, rozmowa z Racjonalistami - tylko trudno mu się do tego otwarcie przyznać.
łącząc pozdrowienia
Jacek_G (35558 punktów)
>> To musi być niesamowite, widzieć to stare
>> nagle z nowej perspektywy.
> No i sam widzisz, jak to jest... Ja się
> tu ciągle tak czuję.

Znaczy rodzi się tu pan wciąż na nowo, jak onegdaj Alfons Ratisbonne / Edyta Stein? Hm, strasznie skomplikowane te ludzkie losy - ukryte, jak pana motywacje
Łącząc pozdrowienia
10-11-2012 11:59 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To jest właśnie przypadek Edyty Stein, Frossarda i Ratisbonne'a.
Nie! Tu to jest ciężki przypadek Pana Marka Bieleckiego.

@@@
.
07-11-2012 10:28 
 Ocena 3 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Pycha i arogancja jest chyba głównym efektem twojej wiary, Marku. Nawet ja czytałem Eckharta i al Ghazaliego i Adi Shankarę i Wedy. Wychodzi na to, że my, ateiści, nawet w obrębie baśniowych bytów, jakimi są różne wiary i ich teologie, jesteśmy znacznie głębsi od teistycznego rasizmu, który niejednokrotnie zaprezentowałeś. Choć wybieramy prawdę, umiemy dostrzeć w narkotycznych oparach tej czy innej religii rzeczy znacznie głębsze niż ty. Oczywiście arogancja teistycznego rasisty, nadczłowieka egotycznej wiary po ojcach nie pozwala nawet tego dostrzec.
07-11-2012 11:47 
 Ocena 1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Pycha i arogancja jest chyba głównym efektem twojej wiary, Marku. Nawet ja czytałem Eckharta i al Ghazaliego i Adi Shankarę i Wedy. Wychodzi na to, że my, ateiści, nawet w obrębie baśniowych bytów, jakimi są różne wiary i ich teologie, jesteśmy znacznie głębsi od teistycznego rasizmu, który niejednokrotnie zaprezentowałeś. Choć wybieramy prawdę, umiemy dostrzeć w narkotycznych oparach tej czy innej religii rzeczy znacznie głębsze niż ty. Oczywiście arogancja teistycznego rasisty, nadczłowieka egotycznej wiary po ojcach nie pozwala nawet tego dostrzec.

Tak, Jacku, jesteś bardzo głęboki. I w swoich oparach stajesz się coraz głębszy. I dostrzegasz w tych oparach rzeczy coraz głębsze. I wcale nie jesteś pyszny ani arogancki, a rozmowa z Tobą jest samą przyjemnością, i to coraz głębszą.
07-11-2012 13:46 
 Ocena 2 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Darkside udawadniał Ci, że może jednak nie jesteś bogiem. A ty w swej "głębi urażonej" się nie zgodziłeś. Wstyd, który spaliłby na popiół osobę normalną i uczciwą na Twoim miejscu, ciebie nawet nie połaskotał w pseudoboskie pięty. Żenujące.
06-11-2012 18:25 
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)
> Dziecko katolickie nie myśli, nie rozważa,
> nie zastanawia się, nie wątpi, nie pyta.
> Dziecko katolickie wie. Wy wszyscy wiecie

Darkside, katolicy wiedzą swoje - a my swoje
Tą kartkę kiedyś sfotografowałem przylepioną na drzwiach sąsiada, idąc rano do pracy. Miłej lektury!
06-11-2012 18:33 
 Ocena 1 na 1
coreless (16088 punktów)

Ty naiwny ty! Żonkile są przecież trujące!
(Ale dziecku zawsze trzeba jakiś kit wcisnąć).
Jacek_G (35558 punktów)
Chulercia..
06-11-2012 18:55 
 Ocena 1 na 1
coreless (16088 punktów)
>Chulercia..

Dobrze Ci szło. Nasze MUSI być na wierzchu. Próbuj dalej.
A to na otarcie łez: Aria da Xerxes HWV 40 - Pieśń do drzewa, konkretnie do platana, czyli nie do Bozi. Można? Można.
Jacek_G (35558 punktów)
Dzięki, pięknie gościu śpiewa, b. uspokajająco - prawie się rozpłynąłem.
Czy nasze musi być zawsze na wierzchu, trzeba nad tym pracować w pocie czoła, próbując dalej i dalej? Zdecydowanie nie!!
Stare chińskie przysłowie mówi: po co ciągle próbujesz uchwycić ten sam dzban wina? Już go masz
pozdrowienia
29-10-2012 22:00 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
www.opracowanie.eu/znajomosc.htm

samadi.republika.pl/rart162.htm#start
Cytat:
Eckhart lubi mówić, że człowiek pokorny czy oderwany rozkazuje Bogu. Może się to wydawać gorszącym i nie dającym się obronić paradoksem. De facto chodzi o pewną koncepcję natury Boga i Jego relacji do stworzenia.
Centralną ideą eckhartiańskiej teologii pokory jest to, że Bóg, stojąc wobec duszy całkowicie opróżnionej z wszelkiej reprezentacji, słowem, wobec tej pustki, która jest straszna dla natury, stoi w obliczu Swego naturalnego Miejsca, w obliczu samego Siebie, i nie może nie oddać się jej zupełnie, skoro nic nie stwarza przeszkód dla Jego rozlania się w niej, bo daje się Sobie w sobie. Dusza nie zmusza więc Boga, by jej słuchał, lecz pozwala Mu być w Nim tym, kim jest. Bóg wewnętrznie uniżony nie traci nic ze swej boskości, bo zstępuje w Siebie. Wysokość Boga i głębia pokory spotykają się w Głębi bez dna, w jedności Boga i człowieka, który poddany jest Bogu w samym Bogu.
zyggy (66 punktów)
Dyskusja, dyskusją, a ja mieszkam w miasteczku, którego władze obrały sobie E.Stein na patronkę grodu. Czy była żydówką, ateistką, czy zakonnicą nie wiem i nie mam zamiaru tego analizować ale powiem szczerze, że mam dosyć wizerunków E.S. na każdym kroku. Praktycznie wszędzie wygląda jak zakonnica i sądzę, że gdyby nie była pro katolicka to nie zostałaby patronką miasta.
www.lubliniec.pl/edyta-stein-patronka-lublinca

pzdr
zyggy
na.poczatku.bylo.slowo (-1 punktów)
(zablokowany)
Usunięte przez moderatora
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Czas już powoli kończyć ten chyba najbardziej popularny wątek forum "Racjonalisty" (prawie 1200 wpisów!). Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do merytorycznej dyskusji. Na koniec chciałbym podkreślić jeszcze jeden rys duchowości Edyty Stein: harmonijne łączenie przez nią miłości do swojego narodu oraz miłości do Kościoła.

Edyta Stein zawsze czuła się Żydówką. W dniu profesji zakonnej powiedziała swojemu spowiednikowi: "Ojciec nie ma pojęcia, co znaczy dla mnie, gdy rankiem, stając w kaplicy przed tabernakulum i obrazem Maryi, mogę sobie powiedzieć: Oni byli mojej krwi".

Ze strony swojej rodziny oraz żydowskich przyjaciół spotykała się z zarzutem, że przyjęcie wiary chrześcijańskiej było zdradą Żydów - w odpowiedzi na ten zarzut napisała w liście do swojego bratanka: "Gdybym nawet nie otrzymała od ludzi tak wiele dobra, nie zwątpiłabym w Kościół. Nie weszłam do niego dla jakiejś korzyści czy pociągnięta przez innych, ale dlatego, że jego nauka i wiara w sakramenty stały się dla mnie niezbędne. W ciągu jedenastu lat doświadczyłam tak obfitego błogosławieństwa Kościoła, że nic nie jest w stanie od niego mnie odłączyć. I gdyby na świecie nikt się już nie znalazł, kto by życiem zaświadczył, co żywa wiara może uczynić z człowieka, czułabym się zobowiązana dać świadectwo. Lecz wielu jest takich i nie tracę nadziei, że i Ty także ich kiedyś spotkasz".

Prosiłbym o komentarz zwłaszcza juliana.
15-11-2012 18:21 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Prosiłbym o komentarz zwłaszcza juliana.
Zawsze najbardziej zawziętymi w nowej wierze są konwertyci.
Oni nie tylko muszą przekonać innych - oni muszą przekonać także samych siebie.


W judaizmie można się z Bogiem kłócić i odchodzić od niego aż po ateizm. Tam nie ma rozgrzeszenia i każdy żyd ma osobisty rachunek z Panem Bogiem. Złe czyny można wyrównać dobrymi, ale przyzwoity człowiek nigdy nie wie czy już zło wyrównał.
Dlatego judaizm uznaje Żydów ateistów jeszcze za swoich, choć oczywiście jako bardzo błądzących. Zdradą jest dopiero zmiana wyznania. Stein przechodząc na katolicyzm żydówką być przestała. Oczywiście pozostało jej żydowskie pochodzenie, na które nałożyła swoją katolicką konwersję.

PS. Warto próbować, choć odrobinę, zrozumieć judaizm oraz mentalność ludzi, których ukształtowała ta religia i wieki życia w diasporze.
Y H W H, ten czteroliterowy hebrajski skrót, który należałoby wymawiać jako Jahwe, "Ten który jest", ale wymawianie tego skrótu, tak jak i przedstawianie jego wizerunku jest w judaizmie zabronione i dlatego w modlitwach, pieśniach itp. wyznawcy judaizmu stosują określenia zastępcze takie jak Adonai - znaczące po hebrajsku "Mój wielki Pan" lub Ha-Szem - "Święty". "Jest Bogiem najwyższym i jedynym, surowym, miłosiernym, sprawiedliwym, stwórcą świata, panem przyrody, opiekunem ludu izraelskiego, który jest ostoją wszystkich praw i całego porządku społecznego". Choć Bóg w judaizmie jest jednoosobowy i niepodzielny, to jednak znane są też "emanacje Boga" takie jak "Duch Święty", czy "Szechina", czyli Boża Obecność. Żydzi uważają, że Słowo - Logos jest pratworzywem świata. Bóg tworzy świat słowem. Słowo jest pośrednikiem między Bogiem a światem. "Tora" uznana jest za największy dar Boga dla narodu wybranego i dlatego całe życie żyda jest uporządkowane zgodnie z jej duchem i literą.

Dziś bezpośrednich spadkobierców religii mojżeszowej - judaizmu, czcicieli "Jestem, który jestem", prawowiernych kontynuatorów starożytnej kultury zawartej w Biblii (Tanach), na którą składa się Pięcioksiąg (Tora), Księgi Proroków (Newiim) i Pisma (Ketuwim) oraz tradycji spisanej w dwu redakcjach (Jerozolimskiej i Babilońskiej) Talmudu, a także w kilku dziełach późniejszych, jak np. Szulchan Aruch - pozostało zaledwie kilkanaście milionów. Wśród współczesnych pokoleń Żydów, narodowych następców dwunastu plemion Izraela, tych żyjących w diasporze, jak i tych powracających w XX wieku na ziemię ojców - spotkamy się zarówno z żarliwą religijnością ortodoksów, jak i intelektualnie głęboko uzasadnionym ateizmem. Zresztą ortodoksja żydowska jest bardziej we współczesnym rozumieniu religijnym fundamentalizmem niźli ideowym dogmatyzmem. Polega ona - niczego nie odbierając emocjom duchowym wyznawców - na wypełnianiu rytuałów zgodnie z tradycją, czyli praktykowanych na sposób, w jaki od wieków czynili to ich przodkowie. Zgodnie z powyższym, teraźniejsze nurty judaizmu dzieli przede wszystkim stosunek do konieczności bardziej lub mniej bezwzględnego przestrzegania nakazów i zakazów zapisanych w religijnych księgach.

O judaizmie nie wolno zapominać, gdy mówi się o europejskich koncepcjach Boga. Dwa wielkie wyznania religijne, które na podbudowie tamtych wierzeń i rytuałów powstały później, wniosły największy, choć dalece nie jedyny wkład do naszej kultury.
www.racjonalista.pl/kk.php/t,4873

Miłego dnia.

@@@
.
26-11-2012 10:19 
 Ocena 1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Dlatego judaizm uznaje Żydów ateistów jeszcze za swoich, choć oczywiście jako bardzo błądzących. Zdradą jest dopiero zmiana wyznania. Stein przechodząc na katolicyzm żydówką być przestała.



Ale nie przestała być Żydówką - bo o przynależności osoby do narodu decyduje ta osoba, a nie chwilowa elita narodu. Edyta Stein jest jak Natanael - "prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu" (J 1,47), a ci, którzy nie uważają jej za Żydówkę - to raczej duchowi spadkobiercy faryzeuszy...
26-11-2012 10:51 
 Ocena 2 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Szkoda, że Twoim zdaniem przyjęcie do Twojego klubu (katolików) to największa oznaka człowieczeństwa. Wielu wspaniałych Żydów zginęło podczas holocaustu, ale Tobie oni nie pasują, bo nie zaczęli wierzyć w Twoje brednie. Moim zdaniem przejście na katolicyzm Edyty Stein było nieprzyzwoite, bo powinna była wiedzieć, ile złego Żydom zrobili od zarania chrześcijanie i że wypływało to i wypływa z ich religii.
26-11-2012 11:55 
 Ocena 1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> Moim zdaniem przejście na katolicyzm Edyty Stein było nieprzyzwoite, bo powinna była wiedzieć, ile złego Żydom zrobili od zarania chrześcijanie i że wypływało to i wypływa z ich religii.

A czy bierzesz pod uwagę taką hipotezę, że to z Twoją "wiedzą" o chrześcijaństwie może być coś nie tak?... Bo zarzucanie niewiedzy Edycie Stein to dość śmiała koncepcja.
26-11-2012 12:08 
 Ocena 2 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie spojrzała od jakich łotrów kupiła mentalny narkotyk. Głód wrażeń był silniejszy. Typowe. Narkoman na głodzie nie sprawdza na ile moralny jest diler. Wybrała najgorszych...
26-11-2012 12:10 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>>>Moim zdaniem przejście na katolicyzm Edyty Stein było nieprzyzwoite, bo powinna była wiedzieć, ile złego Żydom zrobili od zarania chrześcijanie i że wypływało to i wypływa z ich religii.
>A czy bierzesz pod uwagę taką hipotezę, że to z Twoją "wiedzą" o chrześcijaństwie może być coś nie tak?... Bo zarzucanie niewiedzy Edycie Stein to dość śmiała koncepcja.
Cholera. Naprawdę bardziej śmiała od zarzucania niewiedzy panu Tabiszowi. Panie Marku, autorytet nieomylności świętej, to ona ma dla Pana, dla nas to zwyczajny człowiek, a zwyczajny człowiek ma prawo do błędów i głupoty - nawet gdy bardzo mądry, a ona jakoś tam nadzwyczaj mądrą nie była.

Miłego dnia.

@@@
.
27-11-2012 09:45 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>>>Moim zdaniem przejście na katolicyzm Edyty Stein było nieprzyzwoite, bo powinna była wiedzieć, ile złego Żydom zrobili od zarania chrześcijanie i że wypływało to i wypływa z ich religii.
>>A czy bierzesz pod uwagę taką hipotezę, że to z Twoją "wiedzą" o chrześcijaństwie może być coś nie tak?... Bo zarzucanie niewiedzy Edycie Stein to dość śmiała koncepcja.
>Cholera. Naprawdę bardziej śmiała od zarzucania niewiedzy panu Tabiszowi.

Wypowiedział Pan truizm.
27-11-2012 12:49 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Pan Tabisz:
Moim zdaniem przejście na katolicyzm Edyty Stein było nieprzyzwoite, bo powinna była wiedzieć, ile złego Żydom zrobili od zarania chrześcijanie i że wypływało to i wypływa z ich religii.

Pan Bielecki:
>A czy bierzesz pod uwagę taką hipotezę, że to z Twoją "wiedzą" o chrześcijaństwie może być coś nie tak?... Bo zarzucanie niewiedzy Edycie Stein to dość śmiała koncepcja.

Bogusławski:
>>>>Cholera. Naprawdę bardziej śmiała od zarzucania niewiedzy panu Tabiszowi?
----------------------------

>Wypowiedział Pan truizm.
Po pierwsze nie wypowiedział, a zwyczajnie powiedział. Po drugie udział w naszym forum wielu fideistów wprost zmusza do powtarzania prawd banalnych. Oczywistych dla każdego inteligentnego, samodzielnie myślącego człowieka.

Oczywistym (truzmem) też jest, iż palnął Pan tu zwyczajną głupotę wynikającą z Pańskiej wiary, a truistycznym jest stwierdzenie, że poziom (głębokość) Pańskiej wiary nie tylko kilkakrotnie przewyższa poziom Pańskiej wiedzy, ale także odbiera Panu zdolność do logicznego myślenia.

Żadna narodowość nie warunkuje ani wiedzy, ani inteligencji. Pani Stein miała takie same prawo do mądrości i głupoty, jak ma Pan Bielecki. Gdy Pan się nie zgadza ze zdaniem pana Tabisza, iż nie wiedziała ile złego Żydom zrobili od zarania chrześcijanie i że wypływało to i wypływa z ich religii, to powinien Pan przedstawić jakieś jej teksty świadczące o jej wiedzy, a nie pieprzyć (prawie jak zawsze) obok tematu.

Miłego dnia.

@@@
.
27-11-2012 13:27 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> adna narodowość nie warunkuje ani wiedzy, ani inteligencji.
> Pani Stein miała takie same prawo do mądrości i głupoty, jak
> ma Pan Bielecki. Gdy Pan się nie zgadza ze zdaniem pana Tabisza,
> iż nie wiedziała ile złego Żydom zrobili od zarania chrześcijanie
> i że wypływało to i wypływa z ich religii, to powinien Pan
> przedstawić jakieś jej teksty świadczące o jej wiedzy, a nie
> pieprzyć (prawie jak zawsze) obok tematu.

Mniemam, że nie do końca tak. Wg mnie p. Marek po prostu pomija fakt, że od zarania dziejów chrześcijństwa jego przedstawiciele są w stanie zrobić coś jednoznacznie złego żydom.
Problem chrześcijan i Stein w ten sposób dla niego znika, a więc i cały wysiłek mierzenia się ze zdaniem Jacka.
Bardzo to wygodne, choć też niestety iluzoryczne.
Wnioskuję z tego, że chrześcijanie a w szczególności katolicy myślą, że z miłością wiary, zatraceniem się w Chrystusie znikają wszelkie zadawnione zaszłości, przemoc a w konsekwencji potrzeba wyrównania.

Dzień później od opublikowania tego wpisu, czyli 28.11.2012 znalazłem w jednym z artykułów prof. Polaka (dawniej ks. prof. Węcławskiego) takie oto zdanie:
Cytat:
(..) Spór o Jezusa jest jedynie jednym z wielu przykładów takiego odchodzenia od realności wewnątrz religijnych obrazów świata, co więcej, jest to przykład procesów, które można na dużą skalę obserwować także poza obszarem religijności - wszędzie tam, gdzie świadome lub nieświadome zafałszowanie broni czyjejś własnej tożsamości, uznawanej tym samym za coś ważniejszego niż realność, z którą tożsamość ta miałaby się konfrontować.(..) Akcentowanie, że teologia na jej dotychczasowym - koncepcyjnym - poziomie jest najlepszą metodą dotarcia do historii (jak to przedstawia Józef Ratzinger w cytowanym wstępie do "Jezusa z Nazaretu") jest brnięciem w ślepą uliczkę przeczenia realności, która sama z siebie prosi się o rozbiór narzędziami psychologii i socjologii.
Rozbiór taki jest już dawno zadaniem podjętym i wykonywanym. Psychologia i socjologia religii opisała i opisuje mechanizmy, które tu działają. Są to opisy formułowane w różnych perspektywach badawczych: od psychologii behawioralnej i kognitywnej po psychoanalizę i psychologię głębi (..)
Tomasz Polak
Spór o Jezusa. Spór o realność

Mogło tak też nawet chwilowo być w przypadku Stein. Chciałbym jednak zobaczyć w realu jej dzieci, które wyrastają w takiej atmosferze mitu, apoteozy miłości wiary z ostatecznym oddaniem włącznie.
Jak bawią się na podwórku, zmagają z brutalnością tego świata pokonując ją i wyrastając na prawych, odważnych i silnych obywateli (jak to w micie)
łącząc pozdrowienia
27-11-2012 16:32 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Edyta Stein należała do najwybitniejszych umysłowości swojej epoki, znała doskonale nie tylko filozofię, ale i historię, a ponadto pochodziła z rodziny żydowskiej, a zatem zapewne znała również historię Żydów - zatem z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością wynika stąd, iż miała ona większą wiedzę o relacjach pomiędzy Żydami a chrześcijaństwem niż jakikolwiek uczestnik tego forum, w przeszłości lub w przyszłości.
27-11-2012 17:12 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Edyta Stein należała do najwybitniejszych umysłowości swojej epoki,
Ło, Boze! Boziusiczku - chyba się całkiem załamię.
Poniżej tylko sławni filozofowie z jej epoki, a filozofii przecież świat się nie zamyka:

FENOMENOLOGIA
1859-1938 Edmund Husserl
1870-1941 Alexander Pfänder
1880-1937 Moritz Geiger
1881-1966 Ludwig Binswanger
1883-1917 Adolf Reinach
1886-1957 Antonio Banfi
1888-1966 Hedwig Conrad-Martius
1889-1977 Dietrich von Hildebrand
1889-1964 Oskar Becker
1893-1970 Roman Ingarden
1896-1991 Hans Reiner
1899-1959 Alfred Schütz
1900-1973 Aurel Kolnai

NEOHEGLIZM
1832-1917 Adolf Lasson
1846-1924 Francis Herbert Bradley
1848-1923 Bernard Bosanquet
1949-1919 Josef Kohler
1854-1924 G.J.P.J. Bolland
1855-1916 Josiah Royce
1862-1932 Georg Lasson
1866-1925 John McTaggart Ellis McTaggart
1866-1952 Benedetto Croce
1869-1944 Léon Brunschvicg
1874-1944 Giovanni Gentile
1884-1974 Richard Kroner
1884-1964 Theodor Haering
1887-1969 Hans Freyer

REALIZM KRYTYCZNY
1854-1923 Wilhelm Jerusalem
1859-1938 Samuel Alexander
1861-1947 Alfred North Whitehead
1862-1915 Oswald Külpe
1863-1952 George Santayana
1873-1922 Arthur O. Lovejoy
1882-1950 Nicolai Hartmann
1888-1967 Aloys Wenzl

ANTROPOLOGIA FILOZOFICZNA
1864-1944 Jakob Johann von Uexküll
1874-1928 Max Scheler
1888-1965 Erich Rothacker
1892-1985 Helmuth Plessner

FILOZOFIA EGZYSTENCJI
1874-1948 Nikolai Alexandrowitsch Berdjajew
1878-1960 Paul Häberlin
1883-1969 Karl Jaspers
1883-1951 Louis Lavelle
1889-1941 Hans Lipps
1889-1976 Martin Heidegger
1888-1974 Jean Wahl
1890-1965 Heinrich Barth
1898-1983 Xavier Zubiri

KYOTO
1870-1945 Nishida Kitaro
1885-1962 Tanabe Hajime
1900-1990 Nishitani Keiji

FILOZOFIA SPOŁECZNA
1855-1936 Ferdinand Tönnies
1858-1917 Émile Durkheim
1864-1920 Max Weber
1893-1947 Karl Mannheim
1897-1990 Norbert Elias
1900-1980 Erich Fromm

LOGICZNY EMPIRYZM
1882-1936 Moritz Schlick
1879-1934 Hans Hahn
1880-1975 Victor Kraft
1882-1945 Otto Neurath
1884-1966 Philipp Frank
1891-1970 Rudolf Carnap
1891-1953 Hans Reichenbach
1895-1945 Felix Kaufmann
1895-1945 Friedrich Waismann

FILOZOFIA ANALITYCZNA
1848-1925 Gottlob Frege
1872-1970 Bertrand Russell
1873-1958 George Edward Moore
1889-1951 Ludwig Wittgenstein
1889-1957 Charles Kay Ogden
1900-1976 Gilbert Ryle

A o takim facecie to Pan zapewne nie słyszał: pl.wikipedia.org/wiki/Albert_Einstein

>znała doskonale nie tylko filozofię, ale i historię,
Bardzo proszę o źródła jej dorobku historycznego, gdyż ja jakoś nie słyszałem?

>a ponadto pochodziła z rodziny żydowskiej,
Czy sądzi Pan, iż moja wiedza i mentalność jest wynikiem pochodzenia z polskiej rodziny katolickiej?

>a zatem zapewne znała również historię Żydów
Tak, babcia opowiadała mi historię Kościoła, a dziadek uczył teologii katolickiej.

> - zatem z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością wynika stąd,
Na podstawie Pańskich postów z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością twierdzę, że Pańska wiedza dotycząca nawet katolicyzmu jest więcej jak skromna.

>iż miała ona większą wiedzę o relacjach pomiędzy Żydami a chrześcijaństwem niż jakikolwiek uczestnik tego forum, w przeszłości lub w przyszłości.
Przecież wydaje Pan tu tylko świadectwo sobie.
Panie Marku, czy Pan naprawdę tak strasznie lubi się kompromitować? Ja aż czasami nie wierzę w Pańskie istnienie i myślę sobie, że tam za nickiem siedzi mądry facet, który lubi prowokować i wykazywać głupotę fideizmu.

Miłego dnia.

@@@
.
28-11-2012 09:59 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Edyta Stein należała do najwybitniejszych umysłowości swojej epoki,
>Ło, Boze! Boziusiczku - chyba się całkiem załamię.

Oto prace Edyty Stein wydane w języku niemieckim (według numeracji tomów obowiązującej do r. 2000 pod wspólną nazwą Edith Steins Werke):

Tom 1. Kreuzeswissenschaft - Studie über Johannes a Cruce, Freiburg 1983.
Tom 2. Endliches und ewiges Sein - Versuch eines Aufstiegs zum Sinn des Seins, Herder - Freiburg 1985.
Tom 3. Des hl. Thomas von Aquino - Untersuchungen über die Wahrheit (Quaestiones disputatae de veritate). Przekład opatrzony objaśnieniami metodą analizy fenomenologicznej wydany przed wojną i szybko wyczerpany. Wznowiony w dwóch tomach: część I: Freiburg 1952.
Tom 4. Jak wyżej, część II: Freiburg 1955.
Tom 5. Die Frau - ihre Aufgabe nach Natur und Gnade, Herder - Freiburg 1959.
Tom 6. Welt und Person - Beitrag zum christlichen Wahrheits­streben, Herder - Freiburg 1994.
Tom 7. Aus dem Leben einer jüdischen Familie - Das Leben Edith Stein: Kindheit und Jugend, Herder - Freiburg 1965.
Tom 8. Selbstbildnis in Briefen: część I: 1916-1934, Herder - Freiburg 1976
Tom 9. Jak wyżej, część II: 1934-1942, Herder - Freiburg 1977.
Tom 10. Heil im Unheil, Uitgeverij - Druten, Herder - Freiburg 1983.
Tom 11. Verborgenes Leben - Hagiographische Essays. Geistliche Texte, Herder - Freiburg 1987.
Tom 12. Ganzheitliches Leben - Schriften zur religiösen Bildung, Herder - Freiburg 1990.
Tom 13. Einführung in die Philosophie, Herder - Freiburg 1991.
Tom 14. Briefe an Roman Ingarden, Herder - Freiburg 1991.
Tom 15. Erkenntnis und Glaube, Herder - Freiburg 1993.
Tom 16. Der Aufbau der menschlichen Person, Herder - Freiburg 1994.
Tom 17. Was ist der Mensch? Eine theologische Antropologie, Herder - Freiburg 1994.

Wcześniej publikowane prace nie wchodzące w skład powyższych tomów:

Zum Problem der Einfühlung, Halle 1917, wznowiono München 1980 r.
Beiträge zur philosophischen Begründung der Psychologie und der Geisteswissenschaften:
1. Psichische Kausalität
2. Individuum und Gemeinschaft
3. Eine Untersuchung über den Staat, Jahrbuch 5/1922, 7/1925. Wznowione: Tübingen 1970.

Z powyższych dzieł na język polski przetłumaczono:

Tom 1. Kreuzeswissenschaft - Wiedza Krzyża, 3 wydania.
Tom 2. Endliches und ewiges Sein - Byt skończony a byt wieczny, Kraków 1995.
Tom 5. Die Frau... - Kobieta. Jej zadania według natury i łaski. Wyd. I: Tuchów 1995, wyd. II: Tczew-Pelplin 1999.
Tom 6. Welt und Person. W języku polskim tytuł: Twierdza duchowa, Poznań 1998.
Tom 7. Aus dem Leben - Dzieje pewnej żydowskiej rodziny. Kraków 1982 oraz 2000.
Tom 8 i 9. Selbstbildnis... Listy. Kraków 1982 oraz 2000.
Tom 14. Briefe an Roman Ingarden - Spór o prawdę istnienia, Kraków 1994.
Tom 15. Erkenntnis und Glaube - Światło rozumu i światło wiary, Poznań 2002.
Tomy 11, 12, 13, 16 - nie są przetłumaczone w całości. Duża ich część wchodzi w skład tomu Autoportret Edyty Stein w jej twórczości, Poznań 1999.

Czy może Pan podać analogiczne dane dotyczące pism Jacka Tabisza (o ile takie istnieją), swoich (o ile takie istnieją) lub jakiegokolwiek innego animatora tego forum?...
28-11-2012 10:14 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
A czy ta ilość aby na pewno przeszła w jakość?
Cytat:
Lata 60

Wspomnienia z przyszłości (Erinnerungen an die Zukunft, 1968)
Z powrotem do gwiazd (Zurück zu den Sternen, 1969)

Lata 70

Siejba i Kosmos (Aussaat und Kosmos, 1972)
Mój świat w obrazach (Meine Welt in Bildern, 1973)
Objawienia (Erscheinungen, 1974)
Dowody (Beweise, 1977)
W krzyżowym ogniu pytań (Im Kreuzverhör, 1978)
Prorok przeszłości (Prophet der Vergangenheit, 1979)

Lata 80

Podróż na Kiribati (Reise nach Kiribati, 1981)
Strategia bogów (Strategie der Götter, 1982)
Kocham cały świat (Ich liebe die ganze Welt, 1983)
Dzień w którym przybyli bogowie (Der Tag an dem die Götter kamen, 1984)
Czy się myliłem (Habe ich mich geirrt?, 1985)
Wszyscy jesteśmy dziećmi bogów (Wir alle sind Kinder der Götter, 1987)
Oczy Sfinksa (Die Augen der Sphinx, 1989)
Kosmiczne ślady (Kosmische Spuren, 1989)

Lata 90

Ślady istot pozaziemskich (Die Spuren der Ausserirdischen, 1990)
Kosmiczne miasta w epoce kamiennej (Die Steinzeit war ganz anders, 1991)
Zagadki w dawnej Europie (Die Rätsel im alten Europa, 1991)
Szok po przybyciu bogów (Der Götter-Schock, 1992)
Nowe kosmiczne ślady (Neue kosmische Spuren, 1992)
Śladami wszechmogących (Auf den Spuren der Allmächtigen, 1993)
Dziedzictwo Kukulcana (Das Erbe von Kukulkan, 1993)
Antyczni kosmonauci (Raumfahrt im Altertum, 1993)
Przesłania i znaki z Kosmosu (Botschaften und Zeichen aus dem Universum, 1994)
Obcy z Kosmosu (Fremde aus dem All, Kosmische Spuren: neue Funde, Entdeckungen, Phänomene, 1995)
Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna (Der jüngste Tag hat längst begonnen - die Messiaserwartung und die Außerirdischen, 1995)
Scheda po bogach (Das Erbe der Götter, 1997)
Znaki z przeszłości (Zeichen für die Ewigkeit - das Rätsel Nazca, 1997)
W imieniu Zeusa (Im Namen von Zeus, 1999)

XXI wiek

Bogowie byli astronautami (Die Götter waren Astronauten, 2001)
Demaskowanie demaskatorów (Falsch informiert, 2007)
Poszukiwacze zaginionej wiedzy (Jäger Verlorenen Wissens, 2008)
Zmierzch bogów (Götterdämmerung, 2009)
Pozdrowienia z epoki kamiennej (Grüße aus der Steinzeit - Wer nicht glauben will, soll sehen!, 2010)

pl.wikiped(*)2umaczone_na_j.C4.99zyk_polski
28-11-2012 11:06 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>A czy ta ilość aby na pewno przeszła w jakość?

To według Marksa "ilość przechodzi w jakość".

W przypadku Edyty Stein sądzę, że jakość każdego elementu była wysoka. A ostatnia jej książka - "Wiedza Krzyża" - ma jakość najwyższą.
28-11-2012 11:24 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>W przypadku Edyty Stein sądzę, że jakość każdego elementu była wysoka. A ostatnia jej książka - "Wiedza Krzyża" - ma jakość najwyższą.
To jest Twoja subiektywna wizja. Nie każdy musi ją podzielać, chyba że ... wiedzę "wynikającą z krzyża" udowodnisz empirycznie. Dopóki tego nie uczynisz, wypadałoby, abyś zaakceptował, że są to zaledwie ludzkie idee.

A z ideami bywa różnie: z niektórymi mogą się wiązać wielkie uczucia i postawa niedopuszczająca jakichkolwiek wątpliwości co do ich prawdziwości.

Czasem się zastanawiam, czy istnieje coś takiego, czego człowiek nie jest w stanie wymyślić.

Dla nas istotniejsze jest jednak pytanie, czy wszystko co człowiek pomyśli jest natychmiast PRAWDĄ - również dla innych ludzi, którzy akurat sobie pomyśleli coś innego.
28-11-2012 11:36 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Oto prace Edyty Stein wydane w języku niemieckim (według numeracji tomów obowiązującej do r. 2000 pod wspólną nazwą Edith Steins Werke):
To, że Pan potrafi skopiować tekst z internetu, to wiemy już od dawna, ale co z tej bibliografii wynika? Chyba tylko to, co bez jej znajomości już mówiłem, że historykiem na pewno nie była.
To, że miała łatwość pisania - literacka płodność - też jeszcze o niczym nie świadczy, a to że jest umieszczona wśród pierwszej dwusetki (no może setki, tak dla Pańskiej przyjemności) filozofów swojej epoki, to wszyscy tu wiemy i raczej nie kwestionujemy.

>Czy może Pan podać analogiczne dane dotyczące pism Jacka Tabisza (o ile takie istnieją), swoich (o ile takie istnieją) lub jakiegokolwiek innego animatora tego forum?...
Szanowny Panie Bielecki, podstawy kultury, do których Pan się moim zdaniem zbyt często odwołuje, mówią, że zanim zapytamy innych o sprawy osobiste należy samemu się przedstawić, a więc niech Pan poda tu własny dorobek, gdy Pana interesuje dorobek innych.
Dla mnie on jest mało interesujący, ale skoro chce Pan oprzeć swój dorobek na ilości to proszę o wykaz.
Tyle tylko że w pisanych tekstach ilość wcale nie przechodzi w jakość. Pewną próbą oceny dorobku, jak już Panu pisałem, jest ilość cytowań oraz odwołań, a tam już Pańska Edytka wypada bardzo słabo.
Mam w swojej domowej biblioteczce np. "Rozprawę o metodzie" liczy toto mniej jak sto stron wraz z okładkami i wstępem tłumacza (19x12 cm) i chciałby Pan tą książeczkę porównać z całym dorobkiem pani Stein. Kartezjusz mógłby już niczego więcej nie napisać, a Edytka i tak by mu do pięt nie dorównała. Czy mam Panu podać więcej takich perełek filozoficznych? Może "Kubuś Fatalista"?

Średnio interesują mnie pisma animatorów tego forum - zresztą tak samo jak ich formalne wykształcenie. Już po kilku postach i tak wiem z kim mam do czynienia i ile ta osoba jest intelektualnie warta. Głupek głupkiem pozostanie, nawet gdy przed nazwiskiem ma wpisane ks. abp prof. zw. dr hab., a człowiek o ogromnej wiedzy może być samoukiem nawet bez podstawowego wykształcenia.

Nikt nas nie skompromituje bardziej, niż uczynimy to sami.

Miłego dnia.

@@@
.
28-11-2012 12:11 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Czy może Pan podać analogiczne dane dotyczące pism Jacka Tabisza (o ile takie istnieją), swoich (o ile takie istnieją) lub jakiegokolwiek innego animatora tego forum?...
>Szanowny Panie Bielecki, podstawy kultury, do których Pan się moim zdaniem zbyt często odwołuje, mówią, że zanim zapytamy innych o sprawy osobiste należy samemu się przedstawić, a więc niech Pan poda tu własny dorobek, gdy Pana interesuje dorobek innych.

Mój dorobek nie ma tu znaczenia, bo to nie ja uważam się za mądrzejszego od Edyty Stein.

"Dorobek" Jacka Tabisza to jego "sprawa osobista"?... Ależ ja pytam wyłącznie o rzeczy opublikowane!
28-11-2012 12:23 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>"Dorobek" Jacka Tabisza to jego "sprawa osobista"?... Ależ ja pytam wyłącznie o rzeczy opublikowane!
Tak, jak pisałem - kilka postów wystarczy....
Panie Marku, czy Pan cokolwiek i gdziekolwiek studiował? Mam wątpliwości. Ludziom po studiach "dorobek" się dosyć jednoznacznie kojarzy. Na przykład: www.kul.pl/dorobek-naukowy,art_14858.html

Nikt nas nie skompromituje bardziej, niż uczynimy to sami.

Miłego dnia.

@@@
.
28-11-2012 14:30 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>"Dorobek" Jacka Tabisza to jego "sprawa osobista"?... Ależ ja pytam wyłącznie o rzeczy opublikowane!

> Ludziom po studiach "dorobek" się dosyć jednoznacznie kojarzy. Na przykład: www.kul.pl/dorobek-naukowy,art_14858.html

O dorobek naukowy to Prezesa Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów raczej nie podejrzewam - chodzi o jakiekolwiek publikacje o randze wyższej niż publikacje na "Racjonaliście".
28-11-2012 02:11 
 Ocena-2 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Żenujące bredzenie w Twoim wydaniu. Czy każdy Polak zna historię Polski w stopniu dostatecznym? Czy narkoman potrzebujący szybko dilera musi być intelektualistą? Stein chciała się naćpać wiarą, a niestety, CI, których wiarę wybrała, zabili ją. Bo chyba nie masz większych wątpliwości, że większość nazistów to byli chrześcijanie nawiązujący bezpośrednio do Lutra w swoim stosunku do Żydów. Słowa moje mocne, ale niestety prawdziwe. Odsyłam do lektury dzieł Lutra, a także do nazistowskich obchodów świąt związanych z wielkim reformatorem chrześcijaństwa, Marcinem Lutrem.
28-11-2012 10:04 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Edyta Stein należała do najwybitniejszych umysłowości swojej
> epoki, znała doskonale nie tylko filozofię, ale i historię, a ponadto
> pochodziła z rodziny żydowskiej

Osobiscie jestem daleki od kwestionowanie tego co pan o niej napisał. Z dużym prawdopodobieństwem nawet przyjmę, że tak w istocie było. Wiedzę kiedyś raczej miała.

> a zatem zapewne znała również historię Żydów

Oczywiscie

> - zatem z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością wynika
> stąd, iż miała ona większą wiedzę o relacjach pomiędzy Żydami
> a chrześcijaństwem niż jakikolwiek uczestnik tego forum, w
> przeszłości lub w przyszłości.

Bardzo możliwe, panie Marku. Jednak jedno to wiedza, drugie - kierowanie się nią w praktyce swojego życia. Tu często wśród ludzi mamy różne historie. Niestety istnieje wśród nas zjawisko podświadomego pomijania pewnych zasad, aby "fakty zgadzały się z naszą percepcją świata" kta określa sens naszej egzystencji, tożsamość. W psychologii zjawisko takiego dopasowywania i unikania konsekwencji niepasujących faktów nosi nazwę "wyparcia". Wypiera się te niewygodnych prawdy, które nie pasują, co nie oznacza, ze pamięć o nich w naszej głowie znika.
Ma to często dosyć prozaiczny podtekst: motorem jest lęk, że podstawy w których dotąd się żyło runą z chwilą, gdy dopuścimy do siebie te stare czy też nowe fakty.

Przykład: dziecko matki (córka) jest molestowane przez jej męża (ojca dziecka). Reakcją na przekazywanie przez córkę matce informacji o tym jest najczęśniej niedowierzanie i besztanie córki za zbyt duże "fantazjowanie" Tak może być przez lata, z relacji dorosłych molestowanych osób z resztą wynika że zazwyczaj tak jest. Powód - rychły koniec jej małżenstwa i domu w takiej postaci, w jakiej był on do tej pory, a którego to miejsca w swojej biografii matka panicznie się boi, bo nie wiadomo co robić dalej, gdzie iść.

A jak to się odnosi do religii katolickiej - krótkie omowienie tego problemu umieściłem w odpowiedzi p. Andrzejowi tutaj:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w532520
miłego dnia
26-11-2012 13:11 
 Ocena-2 na 8
OCELOTIC (-34 punktów)
>Szkoda, że Twoim zdaniem przyjęcie do Twojego klubu (katolików) to największa oznaka człowieczeństwa. Wielu wspaniałych Żydów zginęło podczas holocaustu, ale Tobie oni nie pasują, bo nie zaczęli wierzyć w Twoje brednie. Moim zdaniem przejście na katolicyzm Edyty Stein było nieprzyzwoite, bo powinna była wiedzieć, ile złego Żydom zrobili od zarania chrześcijanie i że wypływało to i wypływa z ich religii.

Każdy człowiek jest cenny w oczach Boga, nie ma wspaniałych i nie wspaniałych, przed Bogiem każdy jest taki sam, wszyscy są równi, nie ma Żyda, ani Greka, ani Polaka, wszyscy są tak samo ludźmi. Także nie zależnie od poglądów i religii wszyscy są równi, nie ma wspaniałych i nie wspaniałych. Bóg kocha każdego tak samo. Ci co robili krzywdę innym, m.in. Żydom byli nie świadomi tego faktu, jak im jest miłość Boga do człowieka.
26-11-2012 14:01 
 Ocena 4 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jakiego boga? Którego z nich? Czemu boginie na starcie wykluczyłeś?
26-11-2012 23:03 
 Ocena-2 na 8
OCELOTIC (-34 punktów)
>Jakiego boga? Którego z nich? Czemu boginie na starcie wykluczyłeś?

Odpowiedź daje brzytwa Ockhama - zasada naukowa mówiąca, że nie powinno się mnożyć przyczyn ponad niezbędną potrzebę dla otrzymania skutku. Skoro jeden Stwórca wystarcza jako przyczyna, byłoby bezzasadne wychodzenie po za fakty i postulowanie większej liczby. Jest to powszechnie akceptowana zasada metodologii naukowej.
27-11-2012 02:16 
 Ocena 4 na 12
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Żałosny argument, ale nawet w jego obrębie, dlaczego nie bogini? Musi mieć kutasa ten twój bóg - stworzyciel? Weź brzytwę Ockhama i zobaczysz, jaki organ Ci wyjdzie.
27-11-2012 07:08 
 Ocena 2 na 6
Król Julian (114 punktów)
>Musi mieć kutasa ten twój bóg - stworzyciel?

Wiele jestem w stanie zrozumieć, ale rzucanie wulgaryzmami przez prezesa PSR to dla mnie porażka. Panie Jacku wypowiada się pan jako przedstawiciel ateistów, wolałbym żebyśmy jako ateiści nie byli kojarzeni z tak prostackim językiem.

Pies i emu krzyczały Nowy Yorku lub oreo lub oreo
27-11-2012 09:19 
 Ocena 5 na 9
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>>Musi mieć kutasa ten twój bóg - stworzyciel?
>Wiele jestem w stanie zrozumieć, ale rzucanie wulgaryzmami przez prezesa PSR to dla mnie porażka. Panie Jacku wypowiada się pan jako przedstawiciel ateistów, wolałbym żebyśmy jako ateiści nie byli kojarzeni z tak prostackim językiem.

O co Ci chodzi?
pl.wikipedia.org/wiki/Kutas_(element_ozdobny)
27-11-2012 10:17 
 Ocena 3 na 9
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Przecież lingam (kutas) Sziwy jest jego główną czczoną emanacją! Jako prezes PSR znam różne religie. A co różni boga od bogini?




Jednocześnie proszę moderację o nieuwzględnianie szarego obszaru. Bielecki znacznie częściej odchodzi od tematu.
28-11-2012 02:16 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Proszę o odniesienie się do tego obrazka, bo nie lubię niesprawiedliwych pomówień. Nie mam na nie czasu.


Pytanie brzmi: co to jest i czy jest to sakrum?
OCELOTIC (-34 punktów)
Usunięte przez moderatora
27-11-2012 11:48 
 Ocena-1 na 1
OCELOTIC (-34 punktów)
>Żałosny argument, ale nawet w jego obrębie, dlaczego nie bogini? Musi mieć kutasa ten twój bóg - stworzyciel? Weź brzytwę Ockhama i zobaczysz, jaki organ Ci wyjdzie.

Bo jest Ojcem, czyli On - Bóg.
27-11-2012 12:25 
 Ocena 3 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A kto Ci to powiedział? Zapytaj wyznawców Kali, powiedzą Ci, że matka i tylko matka.
28-11-2012 01:56 
 Ocena 2 na 2
OCELOTIC (-34 punktów)
>A kto Ci to powiedział? Zapytaj wyznawców Kali, powiedzą Ci, że matka i tylko matka.
Kali zostaje wykluczona przez brzytwę Ockhama. Kali jest jedna z wielu bogiń hinduskich, natomiast brzytwa Ockhama usuwa potrzebę wielu bóstw. W takim razie brzytwa Ockhama wskazuje na jednego Boga, czyli na monoteizm, a ten obejmuje: Jahwe, Jezusa, Allaha, Brahmana, Iśwara, Ahura Mazda. Wszyscy oni są rodzaju męskiego, dlatego nie ma mowy o tym, aby Bóg miał być rodzaju żeńskiego, bynajmniej żadna religia monoteistyczna takiego nie uznaje.

Tak w ogóle to Bóg nie jest ani mężczyzną ani kobietą ponieważ określenia te odnoszą się jedynie do ludzi, jest po prostu określany rodzajem męskim, jako On.
28-11-2012 02:38 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Kult bogiń jest starszy od kultu bogów. Dlaczego "on", skoro nie ma pewnych organów? Sziwa ma boską spermę - o to chodzi?
28-11-2012 09:36 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Jahwe, Jezusa, Allaha, Brahmana, Iśwara, Ahura Mazda.
Jahwe i Ahura Mazda to nie to samo.
Dorzucę jeszcze Atona, ale to też nie to samo, co Jezus...
No i rozmnożyli się bogowie.
A w ogóle kto Ci powiedział, że brzytwa pozwala na pozostawienie jakiegokolwiek boga? Moim zdaniem wyrzyna w pień wszystkich.
27-11-2012 09:05 
 Ocena 6 na 6
setarkos (10757 punktów)
>Odpowiedź daje brzytwa Ockhama - zasada naukowa mówiąca, że nie powinno się mnożyć przyczyn ponad niezbędną potrzebę
W oryginalnym brzmieniu stoi, że w nauce nie powinno się powoływać zbędnych bytów. Takimi nadmiarowymi bytami są krasnoludki czy bogowie (niezależnie od ich ilości - jeden to już zbyt wiele).

>.. byłoby bezzasadne wychodzenie po za fakty i postulowanie większej liczby.
Sam (a może kierowany duchem świętym) pisałeś niedawno:
Cytat:
Chrześcijaństwo naucza, że tak samo jak Bóg jest Trój jedyny, tak człowiek jest trzyczęściowy: duch, dusza i ciało.
Przy czym duch i dusza również dzieli się na 3.
Dusza: rozum, uczucia i wolna wola
Duch: społeczność, sumienie i intuicja

I kto tu wychodzi poza fakty?
27-11-2012 11:58 
 Ocena-2 na 6
OCELOTIC (-34 punktów)
>>Odpowiedź daje brzytwa Ockhama - zasada naukowa mówiąca, że nie powinno się mnożyć przyczyn ponad niezbędną potrzebę
>W oryginalnym brzmieniu stoi, że w nauce nie powinno się powoływać zbędnych bytów. Takimi nadmiarowymi bytami są krasnoludki czy bogowie (niezależnie od ich ilości - jeden to już zbyt wiele).
Uważam że masz wielką wiarę skoro twierdzisz, że do powstania np. wszechświata i życia nie potrzeba istnienia chociaż jednego Boga. A porównanie do krasnoludków, to nie wiem co to miało być? To taki wybryk ateistyczny?
27-11-2012 12:23 
 Ocena 5 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Do powstania nie był potrzebny żaden bóg. Twoją motywacją nie jest zresztą ciekawość świata, ale najpewniej chuć wiecznego istnienia. Gdybyś nie wiązał z umacnianiem urojenia boga swojej pośmiertnej egzystencji, nie miałbyś tego urojenia.
27-11-2012 12:53 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Do powstania nie był potrzebny żaden bóg. Twoją motywacją nie jest zresztą ciekawość świata, ale najpewniej chuć wiecznego istnienia. Gdybyś nie wiązał z umacnianiem urojenia boga swojej pośmiertnej egzystencji, nie miałbyś tego urojenia.
Panie Jacku, niech Pan nie zapomina o prawie Kopernika-Greshama i szanuje pana Bieleckiego.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
27-11-2012 20:30 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ależ ja go wręcz noszę na rękach!
27-11-2012 21:29 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ależ ja go wręcz noszę na rękach!
Nie przyciężkawy?
Chyba aż tak to nie trzeba?

@@@
.
28-11-2012 02:26 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Chciałem coś odpisać, ale po chwili skasowałem, stwierdziwszy, że szczerość jest nie na miejscu,
27-11-2012 12:55 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Uważam że masz wielką wiarę skoro twierdzisz, że do powstania np. wszechświata i życia nie potrzeba istnienia chociaż jednego Boga.
O tak, fideiści wręcz uwielbiają uświnić oponenta swoja przypadłością i nie przyjdzie im do głów jak chorą kategorią odbioru świata jest wiara i jak ona jest obca wielu ludziom.
Nikt nigdy nie wykazał, że do istnienia/powstania świata potrzeba było wymysłu dość świeżego pod nazwą "Bóg".

> A porównanie do krasnoludków, to nie wiem co to miało być? To taki wybryk ateistyczny?
To taki kolejny dowód na upośledzenie zdolności poznawczych jakiego dokonuje wiara w umyśle. Zajrzyj sobie, niebożątko... czy raczej Bożątko... do jakiejś księgi będącej rzeczywistym dorobkiem intelektualnym ludzkości. Kiń te bajędy religijne z Pism Świętych Przeróżnych i weź do ręki normalne encyklopedie czy słowniki. Zobaczysz, że Bogowie i krasnoludkowie to postaci tego samego gatunku, istniejące tego samego gatunku istnieniem.
Przecież nawet Ty nie masz problemu ze zrównaniem z krasnoludami przykładowych Bogów i Bogiń z wypowiedzi Jacka Tabisza, jedynie jeden obiekt urojeń wmyka się Twojemu rozumowi - ten objęty upośledzeniem poznawczym akurat Twojego umysłu.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
28-11-2012 01:37 
 Ocena-1 na 5
OCELOTIC (-34 punktów)
>To taki kolejny dowód na upośledzenie zdolności poznawczych jakiego dokonuje wiara w umyśle. Zajrzyj sobie, niebożątko... czy raczej Bożątko... do jakiejś księgi będącej rzeczywistym dorobkiem intelektualnym ludzkości. Kiń te bajędy religijne z Pism Świętych Przeróżnych i weź do ręki normalne encyklopedie czy słowniki. Zobaczysz, że Bogowie i krasnoludkowie to postaci tego samego gatunku, istniejące tego samego gatunku istnieniem.

No tak sprawdziłem i co się okazuje: Bóg - istota uważana za zagadnienie metafizyczno-egzystencjalne, krasnoludki - istoty występujące w baśniach. I co to ma wspólnego?
28-11-2012 02:30 
 Ocena 3 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Poziom związku z rzeczywistością jest wspólny. Krasnoludki, latające dywany, gęsi rodzące złote jaja są tak samo związane z rzeczywistością jak twój bóg z lingamem (kutasem).
28-11-2012 19:31 
 Ocena-1 na 3
OCELOTIC (-34 punktów)
>Poziom związku z rzeczywistością jest wspólny. Krasnoludki, latające dywany, gęsi rodzące złote jaja są tak samo związane z rzeczywistością jak twój bóg z lingamem (kutasem).
O ile hipoteza istnienia krasnali nic nie wnosi do rzeczywistości, o tyle hipoteza istnienia Boga wszystko wyjaśnia, w tym istnienie człowieka i wszechświata.
29-11-2012 00:07 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>O ile hipoteza istnienia krasnali nic nie wnosi do rzeczywistości, o tyle hipoteza istnienia Boga wszystko wyjaśnia, w tym istnienie człowieka i wszechświata.
Tak, hipoteza istnienia Boga wszystko wyjaśnia, w tym istnienie człowieka i wszechświata, pozostaje jednak pytanie, czy jest prawidłowa. Miernikiem prawidłowości hipotez są doświadczenia...
No i co?
Dlaczego Bóg wylądował koło krasnoludków?
Bo dokładnie wszystko, co o Nim wiemy, to tylko ludzie mówią - jest On konstrukcją czysto ideową, bez najmniejszego poparcia w empirii.

Czy może sam fakt istnienia świata i w nim Ciebie samego świadczy o istnieniu Boga? A niby dlaczego miałby o Nim świadczyć? Czy nie bardziej wartościowe jest szczere "nie wiem" i pozostawienie wolnej ręki nauce?
28-11-2012 09:07 
 Ocena 4 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>No tak sprawdziłem i co się okazuje: Bóg - istota uważana za zagadnienie metafizyczno-egzystencjalne,
"Istota uważana za zagadnienie"? Albo jakieś dziwne źródła wybrałeś, albo potwierdzasz po raz kolejny nieumiejętność czytania i rozumienia.

>krasnoludki - istoty występujące w baśniach. I co to ma wspólnego?
Może istnienie krasnoludków nie jest rozpatrywane jako zagadnienie metafizyczno-egzystencjalne, ale to nie ich wina, że wierzący wybierają sobie jednego z wielu Bogów by robić wokół niego wielkie halo. Ale cofnij się do podstaw:
- Bóg to postać z opowieści (mitów religijnych).
- Krasnoludek to postać z opowieści (bajek)).

>No chyba nie twierdzisz, że jesteśmy efektem przypadku????
A czemu niby miałbym tak twierdzić?

>Skoro przypadek nie był w stanie utworzyć wszechświata w którym możliwe byłoby życie, to musi istnieć Bóg który go stworzył.
Do rozumnej dyskusji o świecie nikt nie wprowadził nawet pojęcia "stworzenie", tym bardziej dalsze dywagacje na temat stwórcy są nieuprawnione.

>Czy to nie logiczne?
Nie. To nielogiczny religijny bzdet kiedy na zawołanie wyskakuje z kapelusza Bóg.

>Chyba, że masz tak wielka wiarę aby twierdzić, że jednak uczynił to przypadek!!!
Głupkowaty popis wokół głupkowatych własnych wymysłów.
Skup się na treści, bo bez tego fontanny "dowcipu" są tylko żałosne.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
28-11-2012 19:37 
 0 na 4
OCELOTIC (-34 punktów)

>- Bóg to postać z opowieści (mitów religijnych).

Zależy który. Zeus na pewno!!!

>>No chyba nie twierdzisz, że jesteśmy efektem przypadku????
>A czemu niby miałbym tak twierdzić?
>>Skoro przypadek nie był w stanie utworzyć wszechświata w którym możliwe byłoby życie, to musi istnieć Bóg który go stworzył.
>Do rozumnej dyskusji o świecie nikt nie wprowadził nawet pojęcia "stworzenie", tym bardziej dalsze dywagacje na temat stwórcy są nieuprawnione.
>>Czy to nie logiczne?
>Nie. To nielogiczny religijny bzdet kiedy na zawołanie wyskakuje z kapelusza Bóg.

Były ateista Patrick Glynn powiedział, że zasada antropiczna "przedstawiła tak mocną wskazówkę, że Bóg istnieje, jakiej można się spodziewać tylko od rozumowania i nauki [...]. Na ironię, obraz wszechświata przekazany nam w spadku przez najbardziej rozwiniętą dwudziestowieczną naukę, jest w swojej wymowie bliższy relacji z Księgi Rodzaju niż cokolwiek naukowego od czasów Kopernika."

"Kiedy przypatrujemy się wszystkim dowodom, nasuwa się nieodparta myśl, że musi być w tym jakieś nadnaturalne działanie lub raczej Działanie. Czy to możliwe, że nagle, nieumyślnie natknęliśmy się na dowód naukowy istnienia Najwyższej Istoty? Czy to Bóg wkroczył i tak misternie urządził wszechświat dla naszego dobra?" astronom George Greenstein
28-11-2012 20:21 
 Ocena 4 na 4
Tadeiro (104 punktów)
>"Kiedy przypatrujemy się wszystkim dowodom, nasuwa się nieodparta myśl, że musi być w tym jakieś nadnaturalne działanie lub raczej Działanie. Czy to możliwe, że nagle, nieumyślnie natknęliśmy się na dowód naukowy istnienia Najwyższej Istoty? Czy to Bóg wkroczył i tak misternie urządził wszechświat dla naszego dobra?" astronom George Greenstein
>

Bardzo odbiegasz od tematu. Czytając powyższe stwierdzenie nie mogę nie zapytać: czy astronom George Greenstein aż tak cierpi na niedobór gotówki, że marzy mu się nagroda Templetona?
Ktoś na naszym forum trafnie nazwał osoby "wierzące" wyłącznie z chęci zyskania życia wiecznego "kalkulatorkami" (zakład Pascala). Ja osoby wypowiadające się o rzeczywistości nas otaczającej w ten sposób jak zrobił to George Greenstein nazywam "kałużami". Skąd takie porównanie? To za sprawą Douglasa Adamsa.

www.youtube.com/watch?v=SW6khcjFYQI

Wystarczy obejrzeć od 3:40 min
28-11-2012 23:04 
 Ocena 1 na 1
OCELOTIC (-34 punktów)

>Bardzo odbiegasz od tematu. Czytając powyższe stwierdzenie nie mogę nie zapytać: czy astronom George Greenstein aż tak cierpi na niedobór gotówki, że marzy mu się nagroda Templetona?
Co to ma do tematu?
>Ktoś na naszym forum trafnie nazwał osoby "wierzące" wyłącznie z chęci zyskania życia wiecznego "kalkulatorkami" (zakład Pascala). Ja osoby wypowiadające się o rzeczywistości nas otaczającej w ten sposób jak zrobił to George Greenstein nazywam "kałużami". Skąd takie porównanie? To za sprawą Douglasa Adamsa.
> www.youtube.com/watch?v=SW6khcjFYQI
>Wystarczy obejrzeć od 3:40 min

Co do tego ma życie wieczne??? Jeśli wnioski nasuwają istnienie Boga, to życie wieczne nic do tego nie ma. Porównanie do kałuży jest tzw. nadużyciem analogii, bo okazuje się, że jest tylko jedna taka piękna kałuża we wszechświecie.
29-11-2012 10:44 
 Ocena 2 na 4
setarkos (10757 punktów)
>Były ateista Patrick Glynn powiedział, że zasada antropiczna "przedstawiła tak mocną wskazówkę, że Bóg istnieje, jakiej można się spodziewać tylko od rozumowania (..)"
Słyszałem o takim "rozumowaniu". Pewien znajomy znajomych wygrał kiedyś w totolotka i doszedł do wniosku, że przy skreślaniu liczb "Bóg musiał rękę prowadzić, bo to niemożliwe, by samo się ułożyło".
[Skończył w psychiatryku.]
28-11-2012 01:43 
 Ocena-2 na 4
OCELOTIC (-34 punktów)
>>O tak, fideiści wręcz uwielbiają uświnić oponenta swoja przypadłością i nie przyjdzie im do głów jak chorą kategorią odbioru świata jest wiara i jak ona jest obca wielu ludziom.
>>Nikt nigdy nie wykazał, że do istnienia/powstania świata potrzeba było wymysłu dość świeżego pod nazwą "Bóg".

No chyba nie twierdzisz, że jesteśmy efektem przypadku???? Skoro przypadek nie był w stanie utworzyć wszechświata w którym możliwe byłoby życie, to musi istnieć Bóg który go stworzył. Czy to nie logiczne? Chyba, że masz tak wielka wiarę aby twierdzić, że jednak uczynił to przypadek!!!

28-11-2012 02:33 
 0 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A skąd wiesz, że przypadek nie był przyczyną sprawczą wszechświata? Lingam boga przemówił?

Mod:
Jacku, po co ta dyskusja z ewidentnym trollem religijnym?
28-11-2012 19:27 
 Ocena-2 na 4
OCELOTIC (-34 punktów)
>A skąd wiesz, że przypadek nie był przyczyną sprawczą wszechświata? Lingam boga przemówił?
Bo wszędzie widzę ślady inteligencji.

"Nie ważne jak olbrzymie środowisko jest brane pod uwagę, życie nie mogło mieć przypadkowego początku. Stada małp bębniące na chybił trafił na maszynach do pisania nie mogłyby wyprodukować dzieł Szekspira z tej praktycznej przyczyny, że cały dostępny obserwacjom wszechświat nie jest wystarczająco olbrzymi by pomieścić niezbędne hordy małp, niezbędne maszyny do pisania i, z pewnością, niezbędne śmietniki, do których wyrzucano by nieudane próby. Tak samo rzecz ma się z żywą materią." - Sir Fred Hoyle.

Przykład: Jesteś na wycieczce w górach i natrafiłeś na kamienie, ułożone w taki sposób że tworzą napis: "Witaj w górach Jacek Tabisz". Jedna hipoteza byłaby taka że kamienie ułożyły się w sposób naturalny, np. na skutek trzęsienia ziemi, lub usunięcia gruntu. Nie można tego wykluczyć. Ale drugą hipotezą będzie to, ze ktoś z twoich znajomych który był tam wcześniej ułożył ten napis. Większość ludzi dałoby pierwszeństwo teorii "kogoś" przed teorią przypadku. TAK SAMO JEST Z PRECYZYJNYM DOSTROJENIEM WSZECHŚWIATA. Bardziej prawdopodobne jest to, że został zaprojektowany, niż to że powstał przez przypadek.

28-11-2012 22:27 
 Ocena 1 na 1
gris (134 punktów)

>Przykład: Jesteś na wycieczce w górach i natrafiłeś na kamienie, ułożone w taki sposób że tworzą napis: "Witaj w górach Jacek Tabisz". Jedna hipoteza byłaby taka że kamienie ułożyły się w sposób naturalny, np. na skutek trzęsienia ziemi, lub usunięcia gruntu. Nie można tego wykluczyć. Ale drugą hipotezą będzie to, ze ktoś z twoich znajomych który był tam wcześniej ułożył ten napis. Większość ludzi dałoby pierwszeństwo teorii "kogoś" przed teorią przypadku. TAK SAMO JEST Z PRECYZYJNYM DOSTROJENIEM WSZECHŚWIATA. Bardziej prawdopodobne jest to, że został zaprojektowany, niż to że powstał przez przypadek.
>
Nie no, jasne, wszystko stworzył niezwykle złożony bóg z szeregiem zdumiewających przymiotów, którego pochodzenia nie trzeba wyjaśniać
29-11-2012 00:22 
 Ocena 3 na 5
maceox (6766 punktów)
>TAK SAMO JEST Z PRECYZYJNYM DOSTROJENIEM WSZECHŚWIATA. Bardziej prawdopodobne jest to, że został zaprojektowany, niż to że powstał przez przypadek.
Dobra, odrzućmy nawet "przypadek" i załóżmy, że cały wszechświat jest zdeterminowany. No i co z tego? Do wyjaśnienia ewolucji atomów wodoru trwającej ostatnie 14,7 miliarda nie jest potrzebny jakikolwiek Bóg. A przedtem?
NIE WIEMY!
Jednak istnieją hipotezy bazujące na wiedzy naukowej. Natomiast odwołanie się do Boga jest kapitulacją - oznacza dokładnie tyle co powiedzieć "nie wiem" i jednocześnie zaprzestać poszukiwań.
A to dlatego, że o żadnym Bogu w ogóle niczego nie wiemy poza ideami powstałymi w ludzkich umysłach.
29-11-2012 03:12 
 Ocena 1 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
O jakimś tam deistycznym bogu można pisać z pewną dozą agnostycyzmu. Interlokuturowi chodzi o Jezusa, a o tym wiemy na 100% że jest ludzkim wymysłem jako bóg i podobnie jak krasnoludki nie ma nic wspólnego z powstaniem wszechświata. To samo można powiedzieć o jakimś ekumenicznym, teistycznym bogu, co to nagradza i karze, oraz hotelik zaświatowy mości - tak samo możliwy na "praprzyczynę" jak gąski Sierotki Marysi.
29-11-2012 10:25 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>O jakimś tam deistycznym bogu można pisać z pewną dozą agnostycyzmu. Interlokuturowi chodzi o Jezusa, a o tym wiemy na 100% że jest ludzkim wymysłem jako bóg i podobnie jak krasnoludki nie ma nic wspólnego z powstaniem wszechświata. [...]
Ja bym tam żadnej ewentualności od razu tak na 100% a priori nie wykluczał. Możliwych Bogów jest nieskończona ilość i jest również możliwe, że nawet Jezus stworzył świat, a modele naukowe przeczące tej możliwości okażą się być błędne.
Sęk w tym, że w obecnej chwili Jezus jako stworzyciel świata jest czystą konstrukcją ideową (po raz pierwszy przez Ciebie chyba zaproponowaną, gdyż zwykle to raczej jego ojca się z tym wyczynem kojarzy), nie popartą jakimikolwiek dowodami empirycznymi, a nawet niezgodną z odkrytymi do tej pory prawami fizyki. W przyszłości jednak możliwe są nowe odkrycia, nawet takie, które podważą naszą dotychczasową wiedzę i tu jest nawet szansa dla Jezusa, podobnie jak dla nieskończonej ilości innych - takich czy innych - imion i związanych z nimi idei.
Do tego czasu idee pozostają ideami.
29-11-2012 12:41 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Trzymając się baśni katolickiej Jezus = Jahwe. A czy był stwórcą świata powinno się przebadać z egzorcystami. Ustawić zbiornik wodny, kilka świń i osobę rzekomo opętaną przez demona. Jeśli egzorcysta przepędzi demona w świnie, a świnie z demonami wskoczą do zbiornika - będzie to dowód. Inna rzecz, to sprawdzenie czy ptaki nic nie robią. Jeszcze inna, to sprawdzenie, czy koło 30 roku n.e. zmarli wstali z grobów, było trzęsienie ziemi etc.
29-11-2012 15:59 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Trzymając się baśni katolickiej Jezus = Jahwe.
Czy aby na pewno? Jakoś nie jestem do końca przekonany o tym znaku równości. Może podaj jakieś katolickie opracowania.

>A czy był stwórcą świata powinno się przebadać z egzorcystami. Ustawić zbiornik wodny, kilka świń i osobę rzekomo opętaną przez demona. Jeśli egzorcysta przepędzi demona w świnie, a świnie z demonami wskoczą do zbiornika - będzie to dowód.
Będzie to dowód tylko i wyłącznie na to, że świnie - znajdując się w towarzystwie osoby zwanej egzorcystą - wskoczyły do zbiornika przy jednoczesnym ustąpieniu objawów choroby u pacjenta.
Gdyby ten zabieg udało się powtórzyć z wieloma opętanymi i wieloma świniami, to wówczas należałoby stwierdzić korelację pomiędzy obecnością osoby zwanej egzorcystą a wskakiwaniem świń do zbiornika i ustepowaniem objawów choroby.
Nauka powinna to wówczas zbadać i tyle.
ISTNIENIA ŻADNEGO BOGA TEN EKSPERYMENT BY NIE WYKAZAŁ, NAWET GDYBY SIĘ POWIÓDŁ.

>[...] sprawdzenie, czy koło 30 roku n.e. zmarli wstali z grobów, było trzęsienie ziemi etc.
A nawet jeśli wstali, to co z tego? W jaki sposób ma to wykazać istnienie Boga?

To jest błąd często spotykany tu na forum - jeśli zdarzy się coś niewytłumaczalnego, to od razu miałby to być dowód na istnienie Boga. Często tu czytam, że gdyby modlitwy działały, to potwierdzałoby to istnienie Boga. Otóż guzik prawda, potwierdzałoby to tylko działanie modlitw, a nie istnienie Boga.

Myślę, że sceptycyzm jest często bardziej wartościowy od emocji, zwłaszcza w racjonalnych rozmowach.
Pozdrawiam
29-11-2012 05:49 
 Ocena 2 na 2
Vancalar (1804 punktów)

Cytat:
>NIE WIEMY!
>Jednak istnieją hipotezy bazujące na wiedzy naukowej.

   A, tak się wtrącę... Nie, są hipotezy bazujące na matematyce. Według nich podstawiamy "cokolwiek" do znanych wzorów aby uzyskać zgodność z obserwacjami. (Vide - stała kosmologiczna)

Cytat:
Natomiast odwołanie się do Boga jest kapitulacją - oznacza dokładnie tyle co powiedzieć "nie wiem" i jednocześnie zaprzestać poszukiwań.

   Nieprawda, odwołanie się do Boga oznacza dokładnie tyle, co powiedzieć: "Nie wiem JAK Bóg to zrobił ale mój pęd do wiedzy nakazuje mi się dowiedzieć...

Cytat:
>A to dlatego, że o żadnym Bogu w ogóle niczego nie wiemy poza ideami powstałymi w ludzkich umysłach.

   A to akurat Twoje dogmatyczne twierdzenie, nie możesz bowiem wiedzieć, czy wiedza o Bogu (jakimkolwiek) nie wynika (w całości/części) np. z objawienia danego przez Niego samego.
Podobnie jest z "ciastem babci Zosi".
- Babcia Zosia upiekła ciasto. Możesz je prześwietlać promieniami rentgena, badać jego skład chemiczny, wymyślać miriady teorii na temat jego powstania ( łącznie z teorią o przypadkowym jego pojawieniu się w wyniku ewolucji "materii przedciastowej" ) ale z tych wszystkich badań nie jesteś w stanie określić, PO CO i DLACZEGO babcia Zosia upiekła ciasto. Dopiero jej krótka odpowiedź: "wnuk miał urodziny" OBJAWIA Ci cel stworzenia przez nią ciasta. Ta informacja nie jest zawarta ani w jego strukturze, ani w zachowaniu drożdży, ani w ilości jajek potrzebnych do jego upieczenia. Możesz je "naukowo" badać tryliardy lat i tak nie masz najmniejszych szans "wiedzieć na pewno" dlaczego to ciasto powstało i czy jego istnienie ma jakikolwiek cel...

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
29-11-2012 10:44 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>odwołanie się do Boga oznacza dokładnie tyle, co powiedzieć: "Nie wiem JAK Bóg to zrobił ale mój pęd do wiedzy nakazuje mi się dowiedzieć...
Mi wystarczy tylko: NIE WIEM, JAK DZIAŁA, TO CO JEST, ale mój pęd do wiedzy nakazuje mi się dowiedzieć. Zupełnie nie widzę potrzeby wprowadzania tu jakichś dodatkowych postaci i w dodatku przypisywania im przeróżnych, wymyślnych atrybutów, jak to z Bogami w religiach bywa.
>Cytat:
>A to dlatego, że o żadnym Bogu w ogóle niczego nie wiemy poza ideami powstałymi w ludzkich umysłach.

>   A to akurat Twoje dogmatyczne twierdzenie, nie możesz bowiem wiedzieć, czy wiedza o Bogu (jakimkolwiek) nie wynika (w całości/części) np. z objawienia danego przez Niego samego.
Moje twierdzenie opiera się wyłącznie na obserwacji, w ramach której idee są zawsze tylko wypowiadane przez innych ludzi, a najpierw powstają w ich umysłach. Jest wciąż jeszcze dość zagadkowe, jak dokładnie powstają idee i jak działa umysł, jednak zajmuje się tym kognitywistyka. Założenie boskiego natchnienia i objawienia nie jest w żaden sposób potwierdzone empirycznie, natomiast ludźmi mającymi rzeczywisty kontakt z Bogiem dzisiaj zajmuje się psychiatria.

>Podobnie jest z "ciastem babci Zosi".
>- Babcia Zosia upiekła ciasto. Możesz je prześwietlać promieniami rentgena, badać jego skład chemiczny, wymyślać miriady teorii na temat jego powstania ( łącznie z teorią o przypadkowym jego pojawieniu się w wyniku ewolucji "materii przedciastowej" ) ale z tych wszystkich badań nie jesteś w stanie określić, PO CO i DLACZEGO babcia Zosia upiekła ciasto. Dopiero jej krótka odpowiedź: "wnuk miał urodziny" OBJAWIA Ci cel stworzenia przez nią ciasta. Cytat:
Ta informacja nie jest zawarta ani w jego strukturze, ani w zachowaniu drożdży, ani w ilości jajek potrzebnych do jego upieczenia. Możesz je "naukowo" badać tryliardy lat i tak nie masz najmniejszych szans "wiedzieć na pewno" dlaczego to ciasto powstało i czy jego istnienie ma jakikolwiek cel

Zgadzam się w pełni! Cieszę się, że ujawniasz sceptyczne myślenie. Zwyczajnie nie wiemy, która babcia upiekła wszechświat i w jakim celu i niestety informacja ta nie jest zawarta w jego strukturze!
Pozdrawiam
29-11-2012 11:21 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)
>
>Zgadzam się w pełni! Cieszę się, że ujawniasz sceptyczne myślenie. Zwyczajnie nie wiemy, która babcia upiekła wszechświat i w jakim celu i niestety informacja ta nie jest zawarta w jego strukturze!
Pominąłeś najistotniejsze - objawienie: Vancalar ma nadprzyrodnicze przyrządy do odbioru nadprzyrodniczych informacji spoza struktury wszechświata. On wie co za babcia i po co upiekła ciasto. A że to samo ciasto w różnych celach upiekły rozliczne inne babcie wedle rozlicznych innych objawień to już Vancalarowi nie przeszkadza. Ale to betka! Brak zdolności logicznego myślenia w zakresie objętym wiarą to żadna cena za pozastrukturalną wiedzę.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
29-11-2012 11:44 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>On wie co za babcia i po co upiekła ciasto.
Tak, wierzący tak mają.
>A że to samo ciasto w różnych celach upiekły rozliczne inne babcie wedle rozlicznych innych objawień to już Vancalarowi nie przeszkadza.
Sądzę, że warto pamiętać o koncepcji synkretycznej, która wskazuje na wiele podobieństw różnych treści religijnych na całym świecie, podnosząc, że - jakkolwiek ukształtowane nieco odmiennie pod naciskiem lokalnych kultur - to jednak wskazują ostatecznie na to samo sacrum.
>Ale to betka! Brak zdolności logicznego myślenia
Tak więc tę akurat nielogiczność można usunąc synkretyzmem. Tylko, że przyjmując synkretyzm odrzuca się ... katolicyzm, a dla niektórych już to stanowi za wiele.
>Brak zdolności logicznego myślenia w zakresie objętym wiarą to żadna cena za pozastrukturalną wiedzę.
Tak, dokładnie.
Oczywiście również Bóg synkretyczny lub deistyczny upada - ale nie dlatego, że manifestuje się On nieco odmiennie w różnych kulturach, ale dlatego, że nie ma potwierdzenia w empirii.

Poza tym jest istotne, że ta "pozastrukturalna wiedza" jest dość intensywnie związana z emocjami i dlatego tak trudno dla wierzących spojrzeć na nią sceptycznie.
27-11-2012 17:11 
 Ocena 6 na 6
setarkos (10757 punktów)
> A porównanie do krasnoludków, to nie wiem co to miało być? To taki wybryk ateistyczny?
Askrzaciści tego nie zrozumieją
27-11-2012 12:02 
 Ocena-4 na 4
OCELOTIC (-34 punktów)
>Sam (a może kierowany duchem świętym) pisałeś niedawno:
>Cytat:
Chrześcijaństwo naucza, że tak samo jak Bóg jest Trój jedyny, tak człowiek jest trzyczęściowy: duch, dusza i ciało.
>Przy czym duch i dusza również dzieli się na 3.
>Dusza: rozum, uczucia i wolna wola
>Duch: społeczność, sumienie i intuicja

>I kto tu wychodzi poza fakty?
A mimo to jest jeden Bóg, tak samo jak jest jeden człowiek pomimo tego, że składa się z 3 części.
JEDEN. MIEŚCI SIĘ W FAKTACH.
27-11-2012 12:21 
 Ocena 5 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nadal tylko płeć męska wchodzi w grę? Co z wyznawcami Kali, Durgi, Lakszmi, Saraswati, Tary etc.? (mam nadzieję, że to nie było wulgarne dla coponiektórych? ). Wagina Durgi jest czczona i przedstawiana plastycznie, nazywa się yoni.
27-11-2012 14:04 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
A co będzie z Nut, Aset, Nechbet i Wadżet, Taweret, Amaunet, Anuket, Mut, Neith, Seszat, Sachmet i Pachet, Bastet, Maat i Hathor, co z Meretseger?
27-11-2012 14:36 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
One oczywiście też! Ja jeszcze mogę dodać Aszarte, Indrani, Chinnamastę, Trivedi, Gangę, Parvati etc...
27-11-2012 14:19 
 Ocena 5 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>JEDEN. MIEŚCI SIĘ W FAKTACH.
A w których, jeśli to nie tajemnica?
27-11-2012 14:38 
 Ocena 2 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wiemy już, że nasz rozmówca za pewnik najwyższy przyjmuje boski penis (kibiców z zewnątrz proszę o zastanawienie się, czy wulgarny jest ten, kto zakłada, że ich wszechwszech bóg musi być samcem, czy też biedny ja, który to zauważa).
27-11-2012 01:28 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Każdy człowiek jest cenny w oczach Boga, nie ma wspaniałych i nie wspaniałych, przed Bogiem każdy jest taki sam, wszyscy są równi, nie ma Żyda, ani Greka, ani Polaka, wszyscy są tak samo ludźmi. Także nie zależnie od poglądów i religii wszyscy są równi, nie ma wspaniałych i nie wspaniałych. Bóg kocha każdego tak samo. Ci co robili krzywdę innym, m.in. Żydom byli nie świadomi tego faktu, jak im jest miłość Boga do człowieka.
Hmmmm, jest to Twoje wyznanie wiary, nic więcej. Nic pewnego, nic mądrego, nic wartościowego, nic na czym można polegać. Gdybyś by człowiekiem rozumnym wiedziałbyś że wiara choć jest opisem stanu Twego umysłu nie jest opisem stanu świata poza Twoim umysłem i nie jest argumentem przy uzgadnianiu tego stanu.

>Odpowiedź daje brzytwa Ockhama - zasada naukowa mówiąca, że nie powinno się mnożyć przyczyn ponad niezbędną potrzebę dla otrzymania skutku.
Gdzieś tam dzwonią choć nie wiesz gdzie i po co....
To o niemnożeniu bytów (!) ponad potrzebę wymyślił nie Ockham akurat, a on sam za wystarczające dla stwierdzenia istnienia dowolnie dziwacznych bytów uznawał głupkowate bajędy sprzed wieków Pismem Świętym zwane.

>Skoro jeden Stwórca wystarcza jako przyczyna, byłoby bezzasadne wychodzenie po za fakty i postulowanie większej liczby.
Są religie (np. hinduistyczna Trójca) gdzie stworzenie jest procesem złożonym wymagającym działania kilku Bogów.
W świecie natomiast nauki, a nie religijnych faktoidów żaden Stwórca nie występuje.

> Jest to powszechnie akceptowana zasada metodologii naukowej.
Którą religijne nieuki z pyszałkowatą dezynwolturą odrzucają plotąc swoje trzypotrzy.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
26-11-2012 12:05 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Dlatego judaizm uznaje Żydów ateistów jeszcze za swoich, choć oczywiście jako bardzo błądzących. Zdradą jest dopiero zmiana wyznania. Stein przechodząc na katolicyzm żydówką być przestała.
>
Nie rozumiem tego zdjęcia? Chce Pan abym tu zobaczył semickość jej rysów?
Ja uważam, że bardzo trudno o takim czymś jak "semicki wygląd" w ogóle mówić.

>Ale nie przestała być Żydówką - bo o przynależności osoby do narodu decyduje ta osoba, a nie chwilowa elita narodu.
Już Panu pisałem, iż dla mnie najważniejszą jest osobista deklaracja przynależności, tak narodowej, jak i wyznaniowej. Skoro narodowo sama uznawała się za Żydówkę, to ja nigdy nie mógłbym i nie chciałbym temu przeczyć, ale żydówką, to być przestała niejako automatycznie przechodząc na katolicyzm i o tym żadna elita nie ma nic do powiedzenia, czy żydowska, czy katolicka, a nawet ona sama. Mogła zbudować jakąś herezję, ale nie mogła pozostawać i tym i tym.
Ks. prof. Michał Poradowski, idzie tu nawet dalej i stwierdza:
NIE MOŻNA MÓWIĆ, ŻE CHRZEŚCIJANIE I ŻYDZI WIERZĄ W TEGO SAMEGO BOGA A KTO TAK TWIERDZI JEST Z PUNKTU WIDZENIA WIARY KATOLICKIEJ IGNORANTEM ALBO HERETYKIEM

>Edyta Stein jest jak Natanael - "prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu" (J 1,47), a ci, którzy nie uważają jej za Żydówkę - to raczej duchowi spadkobiercy faryzeuszy...
Tak, to początek tych "prawdziwości"! Prawdziwy chrześcijanin, prawdziwy katolik, prawdziwy komunista, prawdziwy Polak. A kto może orzec o tej prawdziwości? Tylko prawdziwie wierzący, w których nie ma podstępu. Ojciec Rydzyk, Poseł Kaczyński, Pan Marek Bielecki i jeszcze paru, którzy nie są duchowymi spadkobiercami faryzeuszy...
Panie Mareczku, ja mogę być dla Pana nawet duchowym spadkobiercą Szatana, tak mnie brzydzi ta cała katolicka obłuda.

Miłego dnia.

@@@
.
OCELOTIC (-34 punktów)
Usunięte przez moderatora
26-11-2012 13:19 
 Ocena-1 na 1
OCELOTIC (-34 punktów)

>[color=indigo]NIE MOŻNA MÓWIĆ, ŻE CHRZEŚCIJANIE I ŻYDZI WIERZĄ W TEGO SAMEGO BOGA A KTO TAK TWIERDZI JEST Z PUNKTU WIDZENIA WIARY KATOLICKIEJ IGNORANTEM ALBO HERETYKIEM

Masz rację, Żydzi i chrześcijanie nie wierzą w tego samego Boga, bo np. Żydzi nie wierzą w Trójce, ale można powiedzieć że chrześcijanie wierzą w Boga Żydów Jahwe, a zatem z tego punktu widzenia wierzą w tego samego Boga. Tzn. Żydzi nie wierzą w chrześcijańskiego Boga, ale chrześcijanie wierzą w żydowskiego Boga. Tzn. z punktu widzenia żydowskiego wierzymy w różnych Bogów, a z punktu widzenia chrzescijańskiego wierzymy w tego samego Boga.

26-11-2012 16:30 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
NIE MOŻNA MÓWIĆ, ŻE CHRZEŚCIJANIE I ŻYDZI WIERZĄ W TEGO SAMEGO BOGA A KTO TAK TWIERDZI JEST Z PUNKTU WIDZENIA WIARY KATOLICKIEJ IGNORANTEM ALBO HERETYKIEM
>Masz rację, Żydzi i chrześcijanie nie wierzą w tego samego Boga, bo np. Żydzi nie wierzą w Trójce, ale można powiedzieć że chrześcijanie wierzą w Boga Żydów Jahwe, a zatem z tego punktu widzenia wierzą w tego samego Boga. Tzn. Żydzi nie wierzą w chrześcijańskiego Boga, ale chrześcijanie wierzą w żydowskiego Boga. Tzn. z punktu widzenia żydowskiego wierzymy w różnych Bogów, a z punktu widzenia chrzescijańskiego wierzymy w tego samego Boga.
Wielce Szanowny Panie, racjonaliści już tak mają, iż więcej czytają (ze zrozumieniem), niż piszą. To nie ja mam rację, a Ks. prof. Michał Poradowski, co jednoznacznie wynikało z mojej wypowiedzi. Inteligentny czytelnik, to o co chodzi księdzu Michałowi, znajdzie w internecie i tam się do niego odniesie.

Ponadto Szanowny Panie, ja nie wierzę w żadnych bogów ani z punktu widzenia żydowskiego, ani z punktu widzenia chrześcijańskiego, nie wierzę także w możliwość teologicznego wydialogowania wspólnego boga żydowsko-chrześcijańskiego, czy też odwrotnie. Po prostu niewierzący jestem.

Miłego dnia.

@@@
.
27-11-2012 09:56 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>> Edyta Stein jest jak Natanael - "prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu" (J 1,47), a ci, którzy nie uważają jej za Żydówkę - to raczej duchowi spadkobiercy faryzeuszy...
> A kto może orzec o tej prawdziwości?

Każdy orzeka na własną odpowiedzialność. I jedni wybierają Natanaela, Piotra, Pawła z Tarsu i Edytę Stein, a inni wybierają Kajfasza, Trockiego, Grossa lub Goldhagena.
27-11-2012 10:27 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)
>I jedni wybierają Natanaela, Piotra, Pawła z Tarsu i Edytę Stein, a inni wybierają Kajfasza, Trockiego, Grossa lub Goldhagena.
A są też tacy, co ani jednych, ani drugich. Jest w końcu jeszcze ktoś pośrodku do wybrania, nieprawdaż?
27-11-2012 11:23 
 Ocena-1 na 5
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>I jedni wybierają Natanaela, Piotra, Pawła z Tarsu i Edytę Stein, a inni wybierają Kajfasza, Trockiego, Grossa lub Goldhagena.
>A są też tacy, co ani jednych, ani drugich. Jest w końcu jeszcze ktoś pośrodku do wybrania, nieprawdaż?

Ciekawe pytanie. Wydaje mi się, że jednak nie - albo odpowiada się Bogu "TAK", podobnie jak ta pierwsza grupa Żydów, albo wybiera się różne formy bałwochwalstwa.
27-11-2012 11:55 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Wybór mamy zawsze, jak mówi stare żydowskie przysłowie: gdzie są tylko dwa wyjścia, jest i trzecie.
Pana przedmówczyni zasugerowała przecież wyraźnie, że "jest w końcu jeszcze ktoś pośrodku do wybrania"
Proponuję się nad tym chwilę zastanowić. Dlaczego nie wybrać np. Eichelbergera , o. De Mello, Yalloma, Einsteina, Hawkinga, Krishnamurti, Osho, Platona, Arystotelesa itd? Albo jakiś inny zestaw?
Najlepiej ten zestaw, który każdy sam dla siebie najlepiej wybierze.
Pan mówi swojemu Bogu "TAK" i to dla mnie jest w porządku, dopóki nie chce pan narzucać tego innym, choćby kokietując.
Wybieranie, uczenie się od autorytetu, czytanie jego książek, chodzenie na wykłady itp. nie musi przecież jednocześnie oznaczać bałwochwalstwa (A.Einstein Bogiem? )

Za PWN:
Cytat:
idolatria [gr.], bałwochwalstwo, religiozn. kult przedmiotów wyobrażających bóstwa;
w judaizmie, chrześcijaństwie i islamie przez i. rozumie się: 1) oddawanie czci wyobrażeniom Boga (obrazom, posągom), a nie samemu Bogu; 2) oddawanie czci, należnej tylko Bogu, innym bóstwom, reprezentowanym przez posągi, statuetki itp. (bożki).


łącząc pozdrowienia
27-11-2012 11:59 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)
>albo wybiera się różne formy bałwochwalstwa.
Dziwny mi się wydaje termin "bałwochwalstwo" w odniesieniu do ateistów...
27-11-2012 13:03 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Dziwny mi się wydaje termin "bałwochwalstwo" w odniesieniu do ateistów...
Nie w wykonaniu fideistycznych "racjonalistów". Mnie ich wybryki nie są w stanie zadziwić już od dawien dawna, amen.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
27-11-2012 15:12 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>albo wybiera się różne formy bałwochwalstwa.
>Dziwny mi się wydaje termin "bałwochwalstwo" w odniesieniu do ateistów...

Dlaczego?! Życie pokazuje, że przedmiotem parareligijnego kultu niektórzy czynią np. seks, "Matkę Ziemię", naród żydowski, własny naród, "duchy przodków", inne "duchy" itd.
28-11-2012 07:12 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)
Doprawdy? A nie jest to przypadkiem tylko wyobraźnia osób wierzących, którym się wydaje, że bez wiary w "duchy" lub cokolwiek i oddawanie temu czemuś czci "paraboskiej" nie da się żyć?
28-11-2012 07:52 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
>Doprawdy? A nie jest to przypadkiem tylko wyobraźnia osób wierzących, którym się wydaje, że bez wiary w "duchy" lub cokolwiek i oddawanie temu czemuś czci "paraboskiej" nie da się żyć?

... o wa!. Da się żyć bez wiary w "duchy". Posunę się dalej - da się żyć bez samej wiedzy czy "duchy istnieją, czy też nie...

... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
Konowal (6291 punktów)
Da się , ale po co?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
28-11-2012 21:13 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
>Da się , ale po co?

... choćby po to by nie szukać czczych argumentów "za i przeciw". Jest tyle ciekawszych, a zwłaszcza pożytecznych rzeczy do zrobienia...


... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
29-11-2012 08:18 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>Da się , ale po co?
>... choćby po to by nie szukać czczych argumentów
> "za i przeciw". Jest tyle ciekawszych, a zwłaszcza
> pożytecznych rzeczy do zrobienia...

Utrafiłeś w sedno. No bo jakich niby? Zwiedzania pięknych miejsc z oddaną żoną i dziateczkami, z żoną która w nocy co trzeci dzień robi z nami małe fiki-miki - przecież to bezbożne bezeceństwo !! niewarte wyzwań i obowiązków stawianych przez Boga.. "módl się i pracuj"
28-11-2012 10:55 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>Dziwny mi się wydaje termin "bałwochwalstwo" w odniesieniu do ateistów...

>>Dlaczego?! Życie pokazuje, że przedmiotem parareligijnego kultu niektórzy czynią np. seks, "Matkę Ziemię", naród żydowski, własny naród, "duchy przodków", inne "duchy" itd.

>Doprawdy? A nie jest to przypadkiem tylko wyobraźnia osób wierzących, którym się wydaje, że bez wiary w "duchy" lub cokolwiek i oddawanie temu czemuś czci "paraboskiej" nie da się żyć?

Z pewnością da się żyć bez takich parareligijnych kultów, ale mnóstwo ludzi najwyraźniej tego nie potrafi. Natura horret vacuum.
27-11-2012 12:41 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Ciekawe pytanie. Wydaje mi się, że jednak nie - albo odpowiada się Bogu "TAK", podobnie jak ta pierwsza grupa Żydów, albo wybiera się różne formy bałwochwalstwa.
Ano wydaje Ci się , wydaje. Wydaje Ci się tak wiele i tak dziwacznie, że niesmaczne jest Twoje zadowolenie z siebie. Jakimiż to argumentami potrafiłbyś wykazać, że akurat ta pierwsza grupa Żydów udziela jedyniewłaściwej odpowiedzi? Że "TAK", że "Bogu" i to akurat temu właśnie, a cała reszta to bałwochwalstwo?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
27-11-2012 13:03 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ciekawe pytanie. Wydaje mi się, że jednak nie - albo odpowiada się Bogu "TAK", podobnie jak ta pierwsza grupa Żydów, albo wybiera się różne formy bałwochwalstwa.
Każdy bałwan swoje bałwany chwali, a ja mówię szczerze, iż w żadne nie wierzę.
To, że Pański bałwan jest lepszy i prawdziwszy wynika tylko i wyłącznie z Pańskiej wiary, a z wiarą nie ma dyskusji. Jedynym kontrargumentem dla wiary jest inna jeszcze głębsza wiara.

Miłego dnia.

@@@
.
27-11-2012 16:47 
 Ocena 4 na 4
lukaszewicz (5674 punktów)

>Ciekawe pytanie. Wydaje mi się, że jednak nie - albo odpowiada się Bogu "TAK", podobnie jak ta pierwsza grupa Żydów, albo wybiera się różne formy bałwochwalstwa.
Najwięcej tego bałwochwalstwa to w katolicyzmie chyba.Ileż tam tych bałwanów.Poczynając od "świętych obrazków", a na zwłokach Karola W. kończąc.
gris (134 punktów)
>Każdy orzeka na własną odpowiedzialność. I jedni wybierają Natanaela, Piotra, Pawła z Tarsu i Edytę Stein, a inni wybierają Kajfasza, Trockiego, Grossa lub Goldhagena.
Ja natomiast orzekam, że postawienie w jednym rzędzie dwóch intelektualistów, z którymi się nie zgadzasz, z kimś tak niegodziwym jak Lew Trocki jest obrzydliwe.
27-11-2012 13:38 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Edyta Stein jest jak Natanael - "prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu" (J 1,47), a ci, którzy nie uważają jej za Żydówkę - to raczej duchowi spadkobiercy faryzeuszy...
---------------------------

Może to Pana dziwi, ale strasznie nie lubię być kastrowany. Napisałem: Tak, to początek tych "prawdziwości"! Prawdziwy chrześcijanin, prawdziwy katolik, prawdziwy komunista, prawdziwy Polak. A kto może orzec o tej prawdziwości? Tylko prawdziwie wierzący, w których nie ma podstępu. Ojciec Rydzyk, Poseł Kaczyński, Pan Marek Bielecki i jeszcze paru, którzy nie są duchowymi spadkobiercami faryzeuszy...
Panie Mareczku, ja mogę być dla Pana nawet duchowym spadkobiercą Szatana, tak mnie brzydzi ta cała katolicka obłuda.

A Pan po chrześcijańsku mnie wykastrował do zdania:
>>>>A kto może orzec o tej prawdziwości?
I stwierdza:
>Każdy orzeka na własną odpowiedzialność.
Bez przesady, argumenty dla wyboru są przeróżne i różna odpowiedzialność. Większość polskich katolików wybiera konformizm światopoglądowy, na odpowiedzialność Kościoła Katolickiego.

>I jedni wybierają Natanaela, Piotra, Pawła z Tarsu i Edytę Stein, a inni wybierają Kajfasza, Trockiego, Grossa lub Goldhagena.
Jednym do życia autorytety są konieczne innym zbyteczne. Ja wybieram mądrość przeciw głupocie. Niezależnie od źródeł skąd pochodzą.
Za Pana wyborów dokonali inni, to Pan sobie myśli, iż ma Pan jakieś prawo do narzucania autorytetów innym. Goldhagena nigdy nie czytałem, ale gdy trafi w moje ręce na pewno poważnie go przejrzę, a może i przeczytam. Nie mam odporności na wiedzę, nie ma dla mnie żadnych książek zakazanych, wszystkie czytam krytycznie. Samodzielnie oceniając ich wartość.

Mogę z Panem podyskutować także o np. filozofii chrześcijańskiej. Od początków po dzień dzisiejszy. Może Pan zacznie nowy wątek na ten temat.

PS. Nie zestawiał bym Trockiego ze Stein, gdyż to zupełnie inna para kaloszy, ale gdy koniecznie już Pan chce, to uważam go za mądrzejszego od niej człowieka.
Co pan Trockiego czytał i co się Panu tam nie podobało? Nie, nie jestem żadnym trockistą, czy też jego zwolennikiem - po prostu trochę jego prac z ciekawości przeczytałem.

Miłego dnia.

@@@
.
27-11-2012 16:36 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Nie zestawiał bym Trockiego ze Stein, gdyż to zupełnie inna para kaloszy, ale gdy koniecznie już Pan chce, to uważam go za mądrzejszego od niej człowieka.
>Co pan Trockiego czytał i co się Panu tam nie podobało? Nie, nie jestem żadnym trockistą, czy też jego zwolennikiem - po prostu trochę jego prac z ciekawości przeczytałem.

Nic Trockiego nie czytałem. A Pan co ciekawego u niego wyczytał? I dlaczego uważa Pan Trockiego za "mądrzejszego od niej [Stein] człowieka"?
27-11-2012 17:26 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Nie zestawiał bym Trockiego ze Stein, gdyż to zupełnie inna para kaloszy, ale gdy koniecznie już Pan chce, to uważam go za mądrzejszego od niej człowieka.
>>>>Co pan Trockiego czytał i co się Panu tam nie podobało? Nie, nie jestem żadnym trockistą, czy też jego zwolennikiem - po prostu trochę jego prac z ciekawości przeczytałem.
>Nic Trockiego nie czytałem.
Jeżeli Pan nie czytał, to po co go Pan wymienia?
Ksiądz katecheta powiedział Panu, że to brzydki, głupi Żyd?

>A Pan co ciekawego u niego wyczytał?
Jak Pan poczyta, i będzie chciał to o nim podyskutujemy. Teraz nie mamy o czym.

>I dlaczego uważa Pan Trockiego za "mądrzejszego od niej [Stein] człowieka"?
Bardzo proste np. na podstawie Pańskiej wypowiedzi: "Każdy orzeka na własną odpowiedzialność. I jedni wybierają Natanaela, Piotra, Pawła z Tarsu i Edytę Stein, a inni wybierają Kajfasza, Trockiego, Grossa lub Goldhagena". Myślałem, że Pan choć trochę wie o czym pisze, a Pan na ślepo powtarza tylko katolicką propagandę.
Czy potrzebna jest lepsza rekomendacja jak Pańska krytyczna ocena a priori przed poznaniem publikacji?

Miłego dnia.

@@@
.
28-11-2012 10:31 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>.
>>>>>Nie zestawiał bym Trockiego ze Stein, gdyż to zupełnie inna para kaloszy, ale gdy koniecznie już Pan chce, to uważam go za mądrzejszego od niej człowieka.
>>>>>Co pan Trockiego czytał i co się Panu tam nie podobało? Nie, nie jestem żadnym trockistą, czy też jego zwolennikiem - po prostu trochę jego prac z ciekawości przeczytałem.
>>Nic Trockiego nie czytałem.
>Jeżeli Pan nie czytał, to po co go Pan wymienia?

Czytałem o Trockim - to w zupełności wystarczy. Dziwię się, że muszę Panu tłumaczyć takie elementarne rzeczy...

>Ksiądz katecheta powiedział Panu, że to brzydki, głupi Żyd?

Nie - czytałem trochę o historii komunizmu, najpierw w wydawnictwach podziemnych, bo oficjalne wydawnictwa kłamały wtedy o komuniźmie - "dzięki" osobom o takim światopoglądzie jak Pański.

>>A Pan co ciekawego u niego wyczytał?
>Jak Pan poczyta, i będzie chciał to o nim podyskutujemy. Teraz nie mamy o czym.

Ależ nie mam zamiaru czytać Trockiego! Podobnie Hitlera lub Stalina. Interesuje mnie jedynie "syndrom Andrzeja Bogusławskiego" - jestem ciekawy, co osoba o Pańskim światopoglądzie znajduje wartościowego u Trockiego.

>>I dlaczego uważa Pan Trockiego za "mądrzejszego od niej [Stein] człowieka"?
>Bardzo proste np. na podstawie Pańskiej wypowiedzi: "Każdy orzeka na własną odpowiedzialność. I jedni wybierają Natanaela, Piotra, Pawła z Tarsu i Edytę Stein, a inni wybierają Kajfasza, Trockiego, Grossa lub Goldhagena". Myślałem, że Pan choć trochę wie o czym pisze, a Pan na ślepo powtarza tylko katolicką propagandę.
>Czy potrzebna jest lepsza rekomendacja jak Pańska krytyczna ocena a priori przed poznaniem publikacji?

Ma Pan niezwykle wyrafinowane kryteria oceny - jest Pan naprawdę WIELKIM MĘDRCEM!...
28-11-2012 12:15 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Czytałem o Trockim - to w zupełności wystarczy.
To wiemy już od początku Pańskiego udziału w naszym forum i nie dotyczy to nie tylko Trockiego, ale wszystkiego.

>Dziwię się, że muszę Panu tłumaczyć takie elementarne rzeczy...
To co Pan wypisuje jakoś rozumiem, ale Pańska mentalność i ograniczenia intelektualne są dla mnie fascynujące.
Pan Marek Bielecki - Europejczyk XXI wieku.

>>>>Ksiądz katecheta powiedział Panu, że to brzydki, głupi Żyd?
>Nie - czytałem trochę o historii komunizmu, najpierw w wydawnictwach podziemnych, bo oficjalne wydawnictwa kłamały wtedy o komunizmie
Sądzę, że więcej prawdy o Kościele można było znaleźć w komunistycznych wydawnictwach, niż w tych antykomunistycznych o komunizmie. Przeglądałem i częściowo czytałem i to i to.
Mój stosunek do komunizmu znajdzie Pan w tym wątku: www.racjonalista.pl/forum.php/s,474361/z,0
i tu: www.racjon(*)m.php/s,474361/z,0/d,7#w475646 , ale także w wielu innych wypowiedziach na naszym forum.

> - "dzięki" osobom o takim światopoglądzie jak Pański.
Mój światopogląd jest dosyć dobrze tu opisany: pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy i doprecyzowywałem go Panu w wielu postach. Jest on - w zasadniczej części - zgodny z linią portalu. Tylko co Pan tu robi?

>Ależ nie mam zamiaru czytać Trockiego! Podobnie Hitlera lub Stalina.
A ja czytałem i Hitlera i Stalina i Biblię i św. Augustyna i św. Tomasza i nieświętego Piusa XII.

>Interesuje mnie jedynie "syndrom Andrzeja Bogusławskiego" -
Interesować to on Pana może, ale jest dla Pana tak samo niepojętym, jak np. Pański Bóg.
Niezrozumienie, obawa i nienawiść, to tylko Pańskie uczucia. Od uczuć do zrozumienia droga daleka, jak dla Pana nie do przekroczenia.

>>>>Czy potrzebna jest lepsza rekomendacja jak Pańska krytyczna ocena a priori przed poznaniem publikacji?
>Ma Pan niezwykle wyrafinowane kryteria oceny - jest Pan naprawdę WIELKIM MĘDRCEM!...
Pan wybaczy, ale tak samo jak nie przywiązuję żadnej wartości do Pańskich negatywnych ocen, tak i do pozytywnych. Wydaje mi się, że ci, na których mi tu zależy, do racjonalistycznej inteligencji mnie jednak zaliczają i to już całkowicie mnie satysfakcjonuje.

A Pan jakie sukcesy odniósł w swoim wysiłku ewangelizacyjnym naszego forum?
Bardzo mizerne Wielce Szanowny Panie.

@@@
.
28-11-2012 12:25 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Marek Bielecki odniósł ogromne sukcesy - stał się popularny wśród ludzi, którym pokazuję jego wypowiedzi jako dowód tego, że wiara religijna nie prowadzi do niczego dobrego i bynajmniej nie jest potrzebna ludziom, jeśli chcą być zdrowi fizycznie, moralnie i umysłowo.
28-11-2012 14:19 
 Ocena 1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Marek Bielecki odniósł ogromne sukcesy - stał się popularny wśród ludzi, którym pokazuję jego wypowiedzi jako dowód tego, że wiara religijna nie prowadzi do niczego dobrego

Chodzi o tych ludzi poniżej?...



> i bynajmniej nie jest potrzebna ludziom, jeśli chcą być zdrowi fizycznie,
Hmm... Tego nie rozumiem...
BTW: przytyłeś ostatnio, Jacku...
28-11-2012 15:26 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Miło, że jesteś coraz bardziej pouczającym przykładem dla moich znajomych.
28-11-2012 14:40 
 Ocena 1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Interesuje mnie jedynie "syndrom Andrzeja Bogusławskiego" -
>Interesować to on Pana może, ale jest dla Pana tak samo niepojętym, jak np. Pański Bóg.
>Niezrozumienie, obawa i nienawiść, to tylko Pańskie uczucia. Od uczuć do zrozumienia droga daleka, jak dla Pana nie do przekroczenia.

I tu się Pan myli na całej linii. "Niezrozumienie" to nie jest uczucie. "Obawa i nienawiść" to nie są moje uczucia. Co do Pańskiego typu umysłowości, to nie jest to jakaś skomplikowana struktura. Moje pytanie i zarazem ciekawość poznawcza dotyczyła tylko jednego aspektu: co wartościowego (według swojej oceny) znalazł Pan u Trockiego? Ale na to pytanie unika Pan odpowiedzi - czyżby się Pan czegoś wstydził?...
28-11-2012 16:37 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Interesuje mnie jedynie "syndrom Andrzeja Bogusławskiego" -
>>>>Interesować to on Pana może, ale jest dla Pana tak samo niepojętym, jak np. Pański Bóg. Niezrozumienie, obawa i nienawiść, to tylko Pańskie uczucia. Od uczuć do zrozumienia droga daleka, jak dla Pana nie do przekroczenia.
> I tu się Pan myli na całej linii.


> "Niezrozumienie" to nie jest uczucie.


>"Obawa i nienawiść" to nie są moje uczucia.
Wszyscy kościelni, to specjaliści od pustych deklaracji.
Na stosach też palono w imię miłości i troski o zbawienie wieczne.
Pański - pełen chrześcijańskiej miłości - stosunek do ludzi jest tu ewidentnym.

>Co do Pańskiego typu umysłowości, to nie jest to jakaś skomplikowana struktura.
Od samego początku pan deklaruje poza swoją omnibenewolencji także swoją omnisciencję. Teraz Pan chce za psychologa i psychiatrę tu robić jednocześnie.
Ma Pan rację Panie Mareczku, jestem prostym człowiekiem i używam jasnego prostego języka całkowicie zrozumiałego dla wszystkich inteligentnych ludzi.

>Moje pytanie i zarazem ciekawość poznawcza dotyczyła tylko jednego aspektu: co wartościowego (według swojej oceny) znalazł Pan u Trockiego?
Dla tak prostego jak ja człowieka Pańska ciekawość poznawcza jest całkowicie niezrozumiałą. Gdy mnie coś zainteresuję bardzo szybko odnajduję źródła i rzecz rozpoznaję.
Tylko jeden aspekt? To już Panu podaję.
Jasność przekazu i precyzję języka. Taka sama - głęboka wprost fanatyczna - religijność, ale bez teologicznego smędzenia i ezoterycznych wywijasów.

>Ale na to pytanie unika Pan odpowiedzi - czyżby się Pan czegoś wstydził?...
Jeżeli miałbym się czegoś wstydzić, to arcygłupawej rozmowy z Panem. Co Pan ciekawego i na jaki temat ma do powiedzenia. Co Pan - poza prowokacjami i inspiracjami - wniósł na nasze forum. Czy jest jakakolwiek dziedzina nauki, w której miał Pan coś sensownego do powiedzenia. Literaturę kościelną znam dobrze i antykomunistyczną trochę. Wiem, co pisali o Trockim i do powtarzania tych bredni wcale Bielecki nie jest mi potrzebnym.

Mógłby porozmawiać o Trockim, z kimś kto zna i przemyślał Trockiego. Ponadto - jak już napisałem - czytałem (tak samo jak wszystko inne) jego dorobek krytycznie i wcale niczym mnie nie przekonał. Zresztą dokładnie tak samo jak Edyta Stein.
Oboje byli głęboko wierzącymi ludźmi, którym wiara całkowicie przesłoniła intelekt, a więc byli ludźmi intelektualnie ograniczonymi. Do tej samej grupy należy i Pan.
Ja nie zgadzam się się komunizm był gorszą religią od chrześcijaństwa. Obie religie tak jak i wszystkie inne są złe już z samej natury wiary. Czyli w Pańskim języku diabła warte. Proszę odcedzić "akty strzeliste" i co z mądrości tych fundamentalistów zostaje?

I dlatego nie pieprz mi Pan, że np. w Pańskim przypadku niezrozumienie jest czymś innym od uczucia. Pan zupełnie nie potrafi zrozumieć ani tego jak piszę, ani tego jak myślę i jedyne co to Pan odczuwa to to, że facet jest niepojętnie zły, gdyż w Pańskie bzdury wierzyć nie chce.

Miłego dnia.

@@@
.
28-11-2012 19:20 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Właśnie przeczytałem Waszą przemiłą wymianę postów. Panie Marku, a pisał pan, że jest pan tutaj, bo lubi ludzi.. przecież widać, że próbuje pan się nad p. Bugusławskim zywczajnie znęcać (choć ten w sposób kulturalny nie pozostaje dłużny)
Chce pan go brać pod włos? Abstrachując już od reprezentowanych poglądów - to po prostu panu nie przystoi.

"Moje pytanie i zarazem ciekawość poznawcza dotyczyła tylko jednego aspektu: co wartościowego (według swojej oceny) znalazł Pan u Trockiego? Ale na to pytanie unika Pan odpowiedzi"

Muszę się teraz przed panem do czegoś przyznać: kiedyś byłem dokładnie jak pan: wierciłem dziurę w brzuchu, tym większe przedstawienie robiłem, jeśli spotkałem kogoś, jakąś osobę z którą mnie to bawiło i która nie ucinała sprawy zaraz na początku (była to zazwyczaj jakaś koleżanka - chrześcijańska, która się przeważnie jeszcze we mnie kochała)
Takie postawy się po latach źle kończą, i nie mówię tutaj o pana wirtualno-forumowej relacji z p. Bogusławskim. Chodzi o pewne nawyki, które procentują negatywnie. Jest to z mojej własnej autopsji.
Później się b. cieżko nad sobą pracuje, żeby to odkręcić.

Ktoś mnie w końcu kiedyś z nerwów pouczył (a było to trochę bolesne dla mnie) że jeśli chce się uzyskac odpowiedź na której nam zależy, należy najpierw partnera w rozmowie p o z y s k a ć.A nie igrać z nim.
Potem się odwrócił i zostawił mnie na lodzie.

Daj żesz pan w końcu spokój p. Marku i zachowuj drosłe reguły gry. Odpuść pan. Mówię to przez szczerą życzliwośc do pana, w którą pan pewnie do końca nie wierzy. A szkoda.
Serdecznie pozdrawiam
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Jeżeli Pan nie czytał, to po co go Pan wymienia?
>Czytałem o Trockim - to w zupełności wystarczy. Dziwię się, że muszę Panu tłumaczyć takie elementarne rzeczy...
Niżej to nie ja. To pan Jacek Głodzik:
www.racjon(*).php/z,0/d,36/s,525127#w532757
Ale trafne spostrzeżenie.

@@@
.
CzłowiekNikt (81 punktów)
[...]
>Studiowała filozofię u twórcy fenomenologii Edmunda Husserla i została jego asystentką.
[...]
>W trakcie badań fenomenologicznych Edyta Stein poznała filozofię Maxa Schelera: "Było to moje
>pierwsze zetknięcie z nieznanym mi dotąd światem.[...]

Nie dostrzegam korelacji pomiędzy wyrażeniami: racjonalizm a Edyta Stein.

Dopóki studiowała fenomenologię u Husserla było w miarę ok. Wszystko się posypało gdy napotkała Maxa Schelera. Martin Heidegger, który miał styczność z Husserlem jakoś "wyrósł na ludzi".

W fenomenologii nie ma niczego niebywałego i nie przeceniałbym intelektu Edyty Stein (o litości: świętej). Jak Husserl trzymał jeszcze poziom tak Scheler i pod jego wpływem Stein całkowicie odpłynęli i w żadnej mierze nie dosięgli wielkości (jako takiej) Husserla.

Ja tu nie widzę w ogóle sprawy. Tak apropo: na jakiej podstawie uznano ją za dziewicę i m.in. z tego powodu nadano status świętej? Czy po zgonie wykonano badania lekarskie potwierdzające owe dziewictwo? Nie sądzę .
20-11-2012 08:06 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>na jakiej podstawie uznano ją za dziewicę i m.in. z tego powodu nadano status świętej?
Zdaje się, że nie z powodu dziewictwa została świętą, tylko z powodu chrztu, wstąpienia do zakonu i śmierci w obozie koncentracyjnym. To pokazowa święta - Żydówka-katoliczka i męczennica.
20-11-2012 09:05Nie na temat 
 Ocena 2 na 2
CzłowiekNikt (81 punktów)
>>na jakiej podstawie uznano ją za dziewicę i m.in. z tego powodu nadano status świętej?
>Zdaje się, że nie z powodu dziewictwa została świętą, tylko z powodu chrztu, wstąpienia do zakonu i śmierci w obozie koncentracyjnym. To pokazowa święta - Żydówka-katoliczka i męczennica.

Co do samego chrześcijaństwa...określany jest jako monoteizm. Zabawne bo w politeizmie mamy tak:

Cytat:
W religiach politeistycznych bogowie mają zdefiniowane osobowości i sfery, którymi się zajmują. Tak na przykład w starożytnej Grecji Posejdon był bogiem morza, a Afrodyta - boginią miłości. Politeistyczne bóstwa mogą w mitach rodzić się, zakochiwać, walczyć między sobą. Zazwyczaj nie są wszechwiedzące ani wszechmogące, choć są o wiele bardziej potężne od ludzi i nieśmiertelne.


Tak na przykład w "monoteistycznym" chrześcijaństwie mamy: Cytat:
Święci są pośrednikami i orędownikami u Boga, patronami osób, grup społecznych, zawodów, miast, krajów czy kontynentów. Zbudowano liczne sanktuaria ku czci świętych.


Ba...mamy cały zespół Aniołów które stoją wyżej od człowieka i zostały stworzone przed nim vide politeizm: "o wiele bardziej potężne od ludzi i nieśmiertelne".

Pozdr.
29-11-2012 00:40 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Tak na przykład w "monoteistycznym" chrześcijaństwie mamy: Cytat:
Święci są pośrednikami i orędownikami u Boga, patronami osób, grup społecznych, zawodów, miast, krajów czy kontynentów. Zbudowano liczne sanktuaria ku czci świętych.

>Ba...mamy cały zespół Aniołów które stoją wyżej od człowieka i zostały stworzone przed nim vide politeizm: "o wiele bardziej potężne od ludzi i nieśmiertelne".
Ale jednak nie wszyscy chrześcijanie są tak bardzo politeistyczni. Niektórym wystarcza tylko święta trójca... Myślę oczywiście o protestantach (choć to przecie Panie heretycy, więc nie ma o czym mówić).
Alicja Duda (25557 punktów)
Szanowni dyskutanci, wątek zrobił się zbyt długi i daleko odbiegł od tematu tego wątku.
W związku z tym zamykam watek.
Wszystkich, którzy chcieliby kontynuować rozpoczęte dyskusje proszę o założenie nowego wątku z adekwatnym tytułem.


Zmień politykę, głosuj na kobiety.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365