 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 14-03-2014 16:43 | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | O metafizyce | „Istnieje nauka, która bada byt jako taki i przysługujące mu atrybuty istotne”. Teologia? Prawie, ale nie do końca. Dla Tomasza z Akwinu istotnie była to nauka „o rzeczach boskich”... lecz nam chodzi o prawdziwą metafizykę. Co to jest metafizyka? Metafizyka to jest „filozofia pierwsza”, która traktuje o najogólniejszych właściwościach rzeczy. Orzeka ona o „bycie jako takim” i szuka dlań „pierwszych zasad i przyczyn”. Wszelkie inne nauki traktują o pojęciach mniej ogólnych, bardziej szczegółowych, podmiotowych. Zadaniem metafizyki jest badanie realnych rzeczy (bytów samoistnych); ma ustalić powszechne własności i składniki tych rzeczy. Dlaczego mówiąc językiem potocznym gdy używa się słowa „metafizyka” ma się na myśli zjawiska nadprzyrodzone, jak również inne, których nie sposób pojąć rozumem? Czy nie dlatego, że Arystoteles nie został dobrze zrozumiany przez ludzi, którzy się wyłącznie takim językiem posługują? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
5 na 5 | Piotr Felstau (492 punktów) | Znaczenie słowa "metafizyka" zostało wypaczone po tym jak dorwali się do niego teologowie. Dziewice rodzące dzieci, ludzie chodzący po wodzie, ciasto zmieniające się w mięso i inne cuda nazwali zjawiskami metafizycznymi, więc nie ma się co dziwić że dziś to słowo ma inne znaczenie niż miało pierwotnie. W sumie spotkał je ten sam los co słowo "wiara".
|
|
 | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >Znaczenie słowa "metafizyka" zostało wypaczone po tym jak dorwali się do niego teologowie. A czy nie było tak, ze Samuel Johnson (który reprezentował poglądy typowe dla Oświecenia i nie przepadał za metafizyką) wprowadził do krytyki literackiej termin "poezja metafizyczna" , stosując go - z pewną ironią - w odniesieniu do twórczości Abrahama Cowleya w wydanych w 1781 roku "Lives of the Most Eminent English Poets"? Czy nie było tak, że krytyka Johnsona przełożyła się nie tylko na późniejszy stosunek do tego rodzaju poezji, ale także przyczyniła się do tego, że terminu tego zaczęto używać potocznie do określania czegoś zawiłego, niejasnego i niemożliwego do zrozumienia?
|
|
 | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >Znaczenie słowa "metafizyka" zostało wypaczone po tym jak dorwali się do niego teologowie. Można też powiedzieć, że znaczenie słowa "metafizyka" zostało wypaczone po tym, jak dorwał się do niego Kant, który głosił, że metafizyk to człowiek, który ogląda duchy (ein Geisterseher). Metafizykiem był zatem Stanisław W., który widział wielokrotnie Geista "na własne oczy". Ten Geist to był stary wariat, jak mówili we wszystkich kawiarniach pod uniwersytetem i szkołą politechniczną. Nazywano go wielkim chemikiem, dopóki... nie wyszedł poza granicę dziś obowiązujących poglądów chemicznych. Pisał rozprawy, robił wynalazki pod imieniem własnym lub swych wspólników, którzy nawet sumiennie dzielili się z nim zyskami. Ale od czasu gdy odkrył zjawiska nie mieszczące się w rocznikach Akademii, ogłoszono go nie tylko za wariata, ale za heretyka i zdrajcę... Ale o tym mowa będzie później.
|
|
3 na 3 | worek kości (2937 punktów) | 1. Arystoteles nigdy nie używał słowa "metafizyka".
2. Współcześnie przyjmuje się, że przedmiotem metafizyki jest to, co istnieje, a więc problem istnienia Boga to także problemem metafizyczny.
3. Istnieją różne, często wzajemnie sprzeczne, systemy metafizyczne.
bembergiem w berg
|
|
 | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >1. Arystoteles nigdy nie używał słowa "metafizyka". Nazwa metafizyka prawdopodobnie nie pochodzi od Arystotelesa, który używał raczej określenia "teologia" lub "filozofia pierwsza", lecz wydaje się, że termin "metafizyka" był inspirowany przez samego Arystotelesa i że używany był przez jego uczniów w Liceum. >2. Współcześnie przyjmuje się, że przedmiotem metafizyki jest to, co istnieje, a więc problem istnienia Boga to także problemem metafizyczny. A pytanie brzmi: czy filozofia pa Arystotelesie rozwinęła jego metafizykę czy też ją zniekształciła, wypaczyła?
|
|
|  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Nazwa metafizyka prawdopodobnie nie pochodzi od Arystotelesa, który używał raczej określenia "teologia" lub "filozofia pierwsza", lecz wydaje się, że termin "metafizyka" był inspirowany przez samego Arystotelesa i że używany był przez jego uczniów w Liceum.
Nie wiadomo dokładnie, kiedy po raz pierwszy pojawiła się ta nazwa - "metafizyka" - ale w kontekście Arystotelesa jest to dość znana historia. To edytor i wydawca pism Arystotelesa - Andronikos - wybrał dla tych tekstów nazwę "meta-fizyka", czyli "ponad fizyką", ponieważ zostały wydane po "Fizyce".
>A pytanie brzmi: czy filozofia pa Arystotelesie rozwinęła jego metafizykę czy też ją zniekształciła, wypaczyła?
To źle postawione pytanie, ponieważ sugeruje, że metafizyka jest tylko jedna i jest nią metafizyka Arystotelesa, a przecież przed Arystotelesem był jeszcze Platon.
Ale traktując Twoje pytanie serio: niektórzy rozwinęli metafizykę Arystotelesa, a niektórzy ją pewnie wypaczyli. Dla jednych rowijaczem myśli Arystotelesa był np. Tomasz z Akwinu, dla innych był on tej myśli zwijaczem. Filozofia to nieustanna dyskusja.
bembergiem w berg
|
|
 | 9 na 9 | diogenes (42753 punktów) | >Współcześnie przyjmuje się, że przedmiotem metafizyki jest to, co istnieje,...
Dziwaczne stanowisko. Tym, co istnieje, zajmuje się nauka. Jak to zgrabnie podsumował Heidegger w rozprawie Co to jest metafizyka:... we wszystkich naukach - zgodnie z ich najwłaściwszymi celami - stajemy wobec samego istniejącego...
>problem istnienia Boga to także problemem metafizyczny.
To problem logiczno-psychologiczny. Czy miałeś kiedyś okazję stanąć wobec istnienia boga samego, czy też raczej nazywasz tym terminem jakiś bliżej nieokreślony kompleks psychicznych stanów, emocji, nadziei, coś, co w kuchni nazywa się siódmą wodą po kisielu, kiedy, na domiar złego... kisielu nie było na deser?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 4 na 4 | Dawid Lipiński (32 punktów) | > >Współcześnie przyjmuje się, że przedmiotem metafizyki jest to, co istnieje,...> Dziwaczne stanowisko. Tym, co istnieje, zajmuje się nauka.Przyjdę tutaj w sukurs Workowi. Metafizyka zajmuje się bytem, jako takim. A byt, to właśnie to, co istnieje, ale w trochę innym sensie niż materialistycznym. Bytem może być także wszystko, co sobie pomyślimy, każde pojęcie i idea. Oczywiście to tylko bardzo ogólna i uproszczona odpowiedź, bo refleksje nad tym pojęciem zajęły już sporo zapisanych stron i zajmują wiele MB pamięci komputerów  . Nauka natomiast, czy powiedzmy fizyka, by być wiernym terminologii Arystotelesa, zajmuje się tym, co istnieje w sensie materialistycznym, czyli otaczającym nas światem. Zresztą wydaje mi się, że pewne koncepcje fizyków teoretycznych byłyby raczej przedmiotem metafizyki niż fizyki, ale to właśnie wtedy, kiedy chcielibyśmy potraktować metafizykę jako jedną z nauk. Tymczasem metafizyka nie jest nauką, ale pewnym nurtem filozoficznym (jeżeli można tak powiedzieć), który posiada swoje własne założenia teoretyczne, itd. Może zatem, jak to bywa ze szkołami filozoficznymi, mieć swoich zwolenników i przeciwników, można ją przyjąć albo nie. Sceptycy, pozytywiści i empiryści na ogół jej właśnie nie przyjmują. > >problem istnienia Boga to także problemem metafizyczny.> To problem logiczno-psychologiczny.Ale dlaczego problem boga nie mógłby być również problemem metafizycznym? Sam podałeś dwa różne pola badawcze, jakimi są logika i psychologia, a podałeś w sumie tylko jakąś argumentację z zakresu psychologii. Problem boga może być rozpatrywany z wielu perspektyw - metafizyki, logiki, psychologii czy nawet językoznawstwa albo neurologii. Nie rozumiem zatem, dlaczego problem istnienia boga ograniczać tylko do logiki i psychologii. Tak jak wyżej pisałem, filozofia to dyscyplina pluralistyczna, a zatem nie rozumiem, dlaczego na jedno zjawisko, w tym przypadku pojęcia czy idei boga, nie móc spojrzeć przez pryzmat różnych dyscyplin.
|
|
| |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Metafizyka zajmuje się bytem, jako takim.
Czymkolwiek by nie była, metafizyka musi mieć swoją propedeutykę, jakieś wstępne procedury, poprzez które metafizyk wprowadza laika w metafizyczny dyskurs. Na poziomie elementarnego użycia języka rozumiemy zdania: To jest jabłko. Podaj mi jabłko! Jabłko jest zielone. itp. Na tym poziomie można prześledzić też początek rozumienia zdań egzystencjalnych: dziecko najpierw nie reaguje na zniknięcie zabawki, po jakimś czasie jej brak sprawia mu przykrość płacze (Piaget). Bardziej zaawansowane użycia języka odwołują się do abstrakcji typu: Jabłko jest owocem. Tu już jednak pojawiają się inne problemy: Podaj mi owoc! nie jest już wypowiedzią jednoznaczną. Aby była zrozumiała, trzeba użytkownika języka nauczyć operowania terminami. Jeśli istnienie obiektów na poziomie elementarnym nie sprawia kłopotów (Czy w koszyku jest jabłko? Zajrzyj do niego!), to istnienie abstraktów - owszem. Czy istnieje owoc poza konkretyzacją? Jaki ma sens zdanie: Podaj mi jabłko jako jabłko!
>A byt, to właśnie to, co istnieje, ale w trochę innym sensie niż materialistycznym.
Jakimi procedurami wprowadzić do języka metafizycznego laika termin byt? Czy można abstrahować całkowicie od użytkownika języka, który stwierdza istnienie ? Czy to, że jabłko istnieje znaczy coś ponad wszystkie aktualne i możliwe warianty zmysłowego doświadczenia jabłka? Materię jako teoretyczny konstrukt zostawmy na deser, chociaż to podobny problem: jabłko istnieje, materia istnieje...
>pewne koncepcje fizyków teoretycznych byłyby raczej przedmiotem metafizyki niż fizyki,...
Które koncepcje? Czy fizyk analizujący istnienie cząstki uzasadni jej istnienie czymś ponad_fizycznym, absolutem lub bogiem?
> Tymczasem metafizyka nie jest nauką, ale pewnym nurtem filozoficznym (jeżeli można tak powiedzieć), który posiada swoje własne założenia teoretyczne, itd. Nie tylko nurtem teologicznym, ale również ideologicznym. Nic dziwnego, że metafizyka wciąż jest wykładana na ambonach katolickich uniwersytetów i seminariów. Marksizm miał materializm dialektyczny, a kościół ma metafizykę. Opcje teoretycznie różne , ale praktycznie analogiczne: chodziło i chodzi o niepodważalne, dogmatyczne założenia doktryny: katechizmu czy decyzji partii. >Ale dlaczego problem boga nie mógłby być również problemem metafizycznym? Bo najpierw należy uzasadnić metafizykę jako dziedzinę poznania, a nie tylko tasowania słów.
> Sam podałeś dwa różne pola badawcze, jakimi są logika i psychologia,...
Wystarczyłaby sama logika. Wychodzę z prostego założenia: co jest logicznie wątpliwe, jest wątpliwe w każdym innym sensie, również życiowym.
> Problem boga może być rozpatrywany z wielu perspektyw - metafizyki, logiki, psychologii czy nawet językoznawstwa albo neurologii.
Oczywiście. Fundamentalnym problemem jest jednak procedura uprawomocniająca przekonanie, że bóg istnieje. Jeśli ta procedura jest logicznie wątpliwa, to nawet nie dochodzimy do tezy: bóg istnieje. Nie ma więc problemu boga. (W szczególności: nie ma też problemu jego śmierci.) Jeśli ktoś zamiast mąki użyje piasku, niech nie mówi, że będzie z tego chleb.
>Nie rozumiem zatem, dlaczego problem istnienia boga ograniczać tylko do logiki i psychologii. ..
Nic takiego nie twierdzę. Czym innym są roszczenia (np. teologii) do poznania boga, a czym innym psychologiczne, socjologiczne, psychiatryczne, neurologiczne, polityczne i diabli wiedzieć jakie jeszcze znaczenia i praktyczne skutki tego pustego terminu.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | | Dawid Lipiński (32 punktów) | Widzę jeden podstawowy problem naszej dyskusji. Próbujesz metafizykę sprowadzić do statusu nauki, jak sam niżej napisałeś, najpierw dla Ciebie należałoby udowodnić, że metafizyka jest dyscypliną poznania, ale tak w rzeczywistości nie jest (pomimo tego, że tak mogą uważać niektórzy metafizycy). Metafizyka jest dyscypliną filozoficzną, a sama filozofia jest tylko dyscypliną zajmującą się refleksją o świecie. Refleksją, a zatem nie ma statusu dyscypliny poznawczej. Koncepcje i dowody metafizyczne są zatem tylko pewnymi hipotezami na temat funkcjonowania świata, które uzasadnić mogą dopiero inne nauki. I w tym właśnie sensie fizyka teoretyczna może być metafizyczna, w sensie tworzenia hipotez o świecie, które następnie się weryfikuje. Oczywiście mówiąc to mam na myśli metafizykę arystotelesowską a nie chrześcijańską (bo to nie jest jednak to samo). W dzisiejszym świecie gwałtownego postępu naukowego uprawianie metafizyki w ujęciu arystotelesowskim straciło większy sens, dlatego stało się częścią fizyki. Metafizyka zatem, jak zauważasz, stała się przede wszystkim przedmiotem wykładanym na teologii, bo tylko tutaj jej uprawianie wydaje się mieć jeszcze jakiś głębszy sens.
Chciałbym jednak zaznaczyć tutaj jedną rzecz. Metafizyka jako dyscyplina filozoficzna jest dyscypliną obiektywną. Każda jednak dyscyplina (czy to filozoficzna, czy to naukowa) może być ideologizowana, to jednak jest już inne zjawisko. O ile wszelka ideologizacja jest godna potępienia, o tyle nie oznacza to, że skoro metafizyka jest przydatna kościołowi, to należy zwalczać metafizykę (podkreślam, jako pewną "szkołę" myślenia o świecie). W moim przekonaniu to co jest piękne w człowieku, to właśnie to, że może myśleć o wszystkim. Gorzej jeżeli myślenie jednostki zaczyna być narzucane innym (mówię teraz o kościele).
I na koniec jeszcze kwestia boga. Dla Ciebie by wystarczyła sama logika, dla mnie również wystarcza. Ale to ciągle nie oznacza, że problem boga nie może być problemem metafizycznym (tzn. tylko dla przedstawicieli tej szkoły, dla nas, niezgadzających się z założeniami metafizyków, ten problem w ogóle nie istnieje, a więc szkoda o nim gadać, bo jak powiedziałeś i wyżej zaznaczyłem - metafizyka nigdy nie będzie miała statusu dyscypliny poznawczej). Chodzi mi tutaj tylko o to, że jeżeli ktoś chce udowadniać poprzez metafizykę istnienie boga, to niech to robi, bo ma do tego prawo i dlatego metafizyka mimo wszystko jest ważna.
Tak na marginesie tych rozważań, nie wiem czy wiesz, ale klasyczna logika nie może udowodnić nieistnienia boga, dlatego nie można powiedzieć, że przekonanie o istnieniu boga jest wątpliwe. Logika natomiast doskonale radzi sobie z podważeniem istnienia boga osobowego, który ingeruje w naszym świecie. Dla wielu to żadna różnica, ale jednak istotna. O ile bowiem przekonania deistów i panteistów są logicznie uprawomocnione, o tyle teistów nie.
|
|
 | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | > przyjmuje się, że przedmiotem metafizyki jest to, co istnieje Czym zatem zajmowałaby się sama fizyka (bez przedrostka "meta")? > problem istnienia Boga to także problemem metafizyczny. W każdym razie nie fizyczny - a czy meta-meta-fizyczny, czy meta-meta-meta-fizyczny, to już 'siódma sprawa'.
|
|
|  | 3 na 3 | Barbiel (1106 punktów) | > > przyjmuje się, że przedmiotem metafizyki jest to, co istnieje> Czym zatem zajmowałaby się sama fizyka (bez przedrostka "meta")?Tym, co naprawdę istnieje.
|
|
|  | 2 na 2 | Dawid Lipiński (32 punktów) | >Czym zatem zajmowałaby się sama fizyka (bez przedrostka "meta")? >> problem istnienia Boga to także problemem metafizyczny. >W każdym razie nie fizyczny - a czy meta-meta-fizyczny, czy meta-meta-meta-fizyczny, to już 'siódma sprawa'.
Przedrostek "meta", jak już wyżej było powiedziane, pochodzi z języka greckiego i znaczy mniej więcej tyle co 'to co nad'. Chodzi tutaj o pewien poziom refleksji (widać to świetnie w takich pojęciach jak "metajęzyk", czyli refleksja nad językiem, czy "metanauka", czyli refleksja nad nauką). Fizyka w starożytności oznaczała badanie tego, co nas otacza, w sposób empiryczny. Metafizyka była natomiast pewną refleksją "ponad", tzn. odpowiadała na pytanie "dlaczego, to, co nas otacza, takie jest? i jakie właściwie jest?" Sama metafizyka jako pewien nurt filozoficzny moim zdaniem traci rację bytu pod wpływem postępu naukowego i coraz lepszego rozpoznawania "dlaczego tak jest". Niemniej jednak ma ona jeszcze swoich zagorzałych zwolenników.
|
|
| |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Metafizyka była natomiast pewną refleksją "ponad", tzn. odpowiadała na pytanie "dlaczego, to, co nas otacza, takie jest? i jakie właściwie jest?"
Czy pytanie: Dlaczego jest zaćmienie Słońca? i odpowiedź: Bo zasłania je Księżyc. byłyby dla Stagiryty "metafizyczne"?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | | Dawid Lipiński (32 punktów) | >Czy pytanie: Dlaczego jest zaćmienie Słońca? i odpowiedź: Bo zasłania je Księżyc. byłyby dla Stagiryty "metafizyczne"?
Nie, bo na to można odpowiedzieć za pomocą dokonanych obserwacji. Metafizyka stara się odpowiadać na pytania, które leżą poza naszymi możliwościami poznawczymi. W czasach Arystotelesa do takich pytań z pewnością należałyby: dlaczego kamień spada? albo dlaczego świeci słońce? W naszych czasach te pytania nie są już metafizyczne, bo mamy na nie naukowe odpowiedzi.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > Metafizyka stara się odpowiadać na pytania, które leżą poza naszymi możliwościami poznawczymi.Jeśli tak, to metafizyka nie zajmowałaby się tym co jest, lecz nie-wiadomo-czym, czego nie ma możliwości poznać. Jeśli zaś metafizyka ma mieć związek z rzeczami poznawalnymi - jak wcześniej piszesz: Cytat:Chodzi tutaj o pewien poziom refleksji (widać to świetnie w takich pojęciach jak "metajęzyk", czyli refleksja nad językiem, czy "metanauka", czyli refleksja nad nauką). - to byłaby bliska metodologii nauk a daleka od boskości. > W czasach Arystotelesa do takich pytań z pewnością należałyby: dlaczego kamień spada? albo dlaczego świeci słońce? W naszych czasach te pytania nie są już metafizyczne, bo mamy na nie naukowe odpowiedzi.Czy nauka opowiada na pytanie: dlaczego kamień spada? Newton twierdził, że nie tłumaczy "dlaczego", lecz tylko "w jaki sposób" (wg jakiego wzoru). Z nazwania przyczyny grawitacją niewiele wynika - no bo z kolei dlaczego jest grawitacja? Także wprowadzenie krzywizny czasoprzestrzeni to raczej dodanie nowego terminu, niż wyjaśnienie: - Dlaczego masy "mają się ku sobie"*? - Bo wymusza to zakrzywienie czasoprzestrzeni. - Dlaczego czasoprzestrzeń się wykrzywia? - Ze względu na rozkład mas (energii). Zdaje się więc, że niektóre pytania metafizyczne (z poziomu metanaukowej refleksji) nie redukują się do samych nauk (ale nie daj boże, by miały się od nich odrywać)). [* Feynman mawiał, że to bez znaczenia czy oddziaływanie między ciałami nazwać seksapilem, powiewem anielskich skrzydeł, czy grawitacją - istotny jest poprawny liczbowo opis zjawiska.]
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | niestadny (2492 punktów) |
> Czy nauka opowiada na pytanie: dlaczego kamień spada?Słyszałem w radiowej Jedynce wypowiedź jakiejś pani profesor(nie pomnę nazwiska), że nauka odpowieda na pytanie "jak", a nie "dlaczego"(rozmowa dotyczyła "paradoksu bliźniąt"). Gdzieś zresztą ktoś już o tym na fR wspomniał i został "odpowiednio" potraktowany. Prawda bywa trudna do przełknięcia dla fideistów. 
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > >>>Czy nauka opowiada na pytanie: dlaczego kamień spada?> Słyszałem w radiowej Jedynce wypowiedź jakiejś pani profesor(nie pomnę nazwiska), że nauka odpowieda na pytanie "jak", a nie "dlaczego"(rozmowa dotyczyła "paradoksu bliźniąt").Przez ponad 7 letni pobyt na portalu czytam różne modyfikacje poniższego stwierdzenia teistów: Obecna, światowa, uznana powszechnie nauka nie może udowodnić istnienia Boga ani Go zanegować. Dlaczego?! Dzieje się tak dlatego, iż światowa nauka jest do gruntu materialistyczna, i dysponuje wyłącznie narzędziami i metodologią materialistyczną. A nauka oparta wyłącznie o taką metodologię, nie jest w stanie, żadnym sposobem sięgnąć do świata duchowego. Materialistyczna metodologia poznania panująca obecnie w nauce, nie może wyjść poza materie i jej prawa. Świat bowiem duchowy i poznanie go rządzą się innymi, duchowymi prawami.Na próżno więc można oczekiwać od materialistycznych naukowców udowodnienia istnienia Boga bądź zanegowania jego istnienia... ! ekai.pl/wy(*)uka-konflikt-czy-uzupelnianie/I tu nauka jest zgodna: "Naturalizm metodologiczny jako konieczny warunek naukowości. Zgodnie z postulatem naturalizmu metodologicznego świat przyrody, włączając ludzi, wyjaśnia się w nauce jedynie przy pomocy pojęć odnoszących się do przedmiotów i procesów występujących w przyrodniczym porządku przyczynowym. Nie stosuje się żadnych odwołań do czynników nadnaturalnych czy transcendentnych wobec przyrody."Nauka odpowiada na bardzo wiele pytań "dlaczego", ale odpowiada na pytania wynikające z prób poznania i zrozumienia istniejącej obiektywnie rzeczywistości, a nie na pytania wnikające z metafizycznych spekulacji. www.ift.uni.wroc.pl/~lukier/x2.pdfwww.racjon(*)s,4867/q,Dyskurs.nauki.i.wiary> Gdzieś zresztą ktoś już o tym na fR wspomniał i został "odpowiednio" potraktowany.> Prawda bywa trudna do przełknięcia dla fideistów. www.foruma(*)religijna_malpa_z_brzytwa.htmlPozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 |
| | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > >>> Prawda bywa trudna do przełknięcia dla fideistów.  > Właśnie nie wiadomo po co wtrącać fideizm do zwykłej metafizyki,Jakoś mi się wydaje, że to on już bardzo dawno się do niej wtrącił i przynajmniej od Akwinaty bardzo mocno tam siedzi. pl.wikipedia.org/wiki/Metafizyka_klasycznaZ Wiki: "Projekt metafizyki jest absolutny. Chodzi o wyjaśnienie bytu (dlaczego jest) i poznanie jego istotnych właściwości (czym jest), np. istoty czy przyczyn, relacji koniecznych, co może stanowić podstawę dla wypracowania kryteriów wiedzy pewnej. Według niektórych koncepcji metafizyki, jej przedmiot leży poza obrębem doświadczenia. Dlatego metafizykę krytykuje się z pozycji sceptycznych, empirystycznych, pozytywistycznych i scjentystycznych."W naturalizmie "ontologicznym" (czyli metafizycznym) żadna metafizyka nie jest potrzebną, gdyż istnieje tylko jeden byt - dostępny człowiekowi za pomocą zmysłów bezpośrednio lub pośrednio z wykorzystaniem narzędzi - a "niebytu", czy też "wielobytowości", po prostu nie ma, a więc rozważania na te tematy są puste. www.racjon(*).php/z,0/d,25/s,546248#w552042www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,600555#w600828www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,600555#w601209www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,492101#w503815www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,28#w538180Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | > >>>> Prawda bywa trudna do przełknięcia dla fideistów.  > >Właśnie nie wiadomo po co wtrącać fideizm do zwykłej metafizyki,> Jakoś mi się wydaje, że to on już bardzo dawno się do niej wtrącił i przynajmniej od Akwinaty bardzo mocno tam siedzi.Akwinata był przeciwnikiem fideizmu i można nawet powiedzieć, że jego filozofia przeciwstawia się myśli fideistycznej. Paweł z Tarsu w liście do Rzymian twierdził, że poprzez przyrodzoną obserwację świata można dojść do poznania Boga (por. Rz 1, 20). Tomasz, jako chrześcijanin, wziął sobie te słowa mocno do serca i rozumu. Twierdził nawet, że "jeśli filozofia ma być filozofią, to nie może być żadnych przesłanek, żadnych założeń, które byłyby prawdami wiary. Często zarzuca się zwolennikom Tomasza, że opierają się na Objawieniu. Nigdy w życiu: żadna teza filozoficzna św. Tomasza nie wynika z Objawienia. Ona może się pojawiać pod impulsem problematyki zawartej w prawdach wiary, ale to jest całkiem inna sprawa".
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > Właśnie nie wiadomo po co wtrącać fideizm do zwykłej metafizyki,> >>>Jakoś mi się wydaje, że to on już bardzo dawno się do niej wtrącił i przynajmniej od Akwinaty bardzo mocno tam siedzi. Akwinata był przeciwnikiem fideizmu i można nawet powiedzieć, że jego filozofia przeciwstawia się myśli fideistycznej. Paweł z Tarsu w liście do Rzymian twierdził, że poprzez przyrodzoną obserwację świata można dojść do poznania Boga (por. Rz 1, 20). [I co i można?] Tomasz, jako chrześcijanin, wziął sobie te słowa mocno do serca i rozumu.Znam co nie co co myśl chrześcijańską, a Akwinata ważną rolę tam odgrywa, tyle tylko, że ja jestem naturalistą, a nie tomistą i jako taki nie czuję się zobowiązany do myślenia jego kategoriami. Mam w domu "Mały słownik terminów i pojęć filozoficznych dla studiujących filozofię chrześcijańską", w którym jest napisane: FIDEIZM (łc. fides, fidei = wiara) Stanowisko, wg którego prawdy racjonalne porządku zarówno spekulatywnego (np. twierdzenie o istnieniu Boga), jak i moralnego (np. sformułowanie obowiązków) mogą poznane i ustalone jedynie poprzez wiarę religijną.Wiem, że w 1846 Pius IX wydał encyklikę Qui pluribus traktującą o ówczesnych problemach doktrynalnych, wśród których odrzucił fideizm, jako kierunek błędny. Encyklika ta stanowiła później fundament dekretu o wierze wydanego przez Sobór watykański I. Sobór ten w Konstytucji dogmatycznej o wierze katolickiej "Dei Filius" (1870) ostatecznie potępił fideizm twierdząc, że przylgnięcie do wiary nie może być równoznaczne ze ślepym ruchem duszy.Ale dla mnie fideistą jest każdy, kto uznaje prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi. Według fideisty poznanie religijne w postaci objawienia wyprzedza poznanie rozumowe. Jest to więc antyracjonalizm i irracjonalizm, bo przyjmuje się istnienie prawd niedostępnych poznaniu rozumowemu.A więc fideistami są wszyscy wierzący. Znani mi katolicy bardzo tego sformułowania nie lubią i nawet wówczas, gdy nisko oceniają rozumowe możliwości poznania prawd wiary, to nazywają siebie np. tradycjonalistami, ale ja uproszczeniu jestem nazywany ateistą, mimo że za takiego się nie uważam. W podobnym uproszczeniu - choć zgodnym z terminologią filozoficzną - nazywam każdego kto wyżej ceni wiarę niż rozum, fideistą. > Twierdził nawet, że "jeśli filozofia ma być filozofią, to nie może być żadnych przesłanek, żadnych założeń, które byłyby prawdami wiary. Często zarzuca się zwolennikom Tomasza, że opierają się na Objawieniu. Nigdy w życiu: żadna teza filozoficzna św. Tomasza nie wynika z Objawienia. Ona może się pojawiać pod impulsem problematyki zawartej w prawdach wiary, ale to jest całkiem inna sprawa".Znane są mi Tomaszowe deklaracje o rozumowych możliwościach potwierdzenia istnienia Boga oraz przeprowadzonych przez niego na to dowodach. Rozprawili się z nimi już bardzo dawno temu inni filozofowie, a ich wywody przytaczali na naszym forum racjonaliści zdecydowanie bardziej kompetentni niż ja. www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,608495#w608618www.racjon(*)m.php/s,608495/z,0/d,2#w608632www.racjon(*)m.php/s,608495/z,0/d,4#w608830www.racjon(*)m.php/s,608495/z,0/d,4#w608831Można tego sporo tego sporu tu za pomocą wyszukiwarki znaleźć, a trudno z każdym nowym młócić wszystko od początku. Pan Worek Kości słusznie pyta: Materialne dowody na istnienie niematerialnej istoty? A potrafisz przedstawić niematerialne dowody na istnienie materii? To takie sofistyczne pytanie, bo wiara z definicji jest niedowodliwa, a oparta na zaufaniu do autorytetu. A tu moja z nim w tym kawałku zgoda: www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,557342#w557751Nie proszę Szanownego Pana - zdecydowanie nie wszystkim odpowiada rozumienie rzeczywistości oparte na wierze (fideizm) w przeróżne zestawy mitów. Są tacy, którzy to odrzucają wraz ich językiem (terminami i ich definicjami) oraz ich swoistą logiką. Od czasu do czasu przychodzą tu mniej lub bardziej nawiedzeni ewangelizatorzy i usiłują tego dokonać, ale jeszcze nikt - nawet najbardziej upierdliwi - sukcesu nie osiągnęli, to jednak ciągle forum racjonalistówMiłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | -3 na 3 Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | Rozumieć mogę, że się pan nudzi, ale dlaczego zanudza innych?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > Rozumieć mogę, że się pan nudzi, ale dlaczego zanudza innych?Bez przesady - Wielce Szanowny Panie! Zanudzam tylko głupców, którzy samodzielnie myśleć nie potrafią i poprzez agresję oraz epitety dowartościowują swoją niewielką wiedzę i małą sprawność intelektualną - czyli wszystkich dogmatycznych fideistów. Każda wiara nas ogranicza, a im głębsza, bardziej fundamentalistyczna, to tym bardziej. Leszek Kołakowski - przyjaciel Jana Pawła II - o Tomaszowych koncepcjach lapidarnie napisał: Świat stworzony jest dobry, Bóg go wszakże do bytu powołał, ale nie uczynił go sobie równym; Bóg używa świata stworzonego jako narzędzia do mnożenia dobra. Na pytanie zaś, dlaczego w ogólności Bóg świat stworzył, skoro nie mógł przecież żadnego braku cierpieć, żadnej potrzeby czegoś innego odczuwać, ale zaspokojony był w swojej pełni i doskonałości, mamy też u Tomasza piękną odpowiedź: dobro ma przyrodzoną skłonność, by się rozprzestrzeniać i więcej dobra tworzyć.
Analogiczna zasada - dwoistość w podporządkowaniu - odnosi się do stosunku między objawieniem a wiedzą czerpaną ze światła naturalnego. Wiedza naturalna jest godna uprawiania i pochwały, ale podporządkowana jest objawionej w dwojakim sensie. Nie są one - wiara i rozum - oddzielone całkiem co do przedmiotu swojego, ale mają pewien zakres wspólny; innymi słowy, pewne prawdy, które znamy z wiary, mogą być także uzasadnione niezależnie od wiary narzędziami naturalnego rozumu. Możemy więc podać racjonalne argumenty na rzecz istnienia i różnych atrybutów Boga. Liczne prawdy wiary przekraczają jednak siły świeckiego rozumu, na przykład te, które dotyczą Trójcy Świętej. Również twierdzenie, że świat ma początek w czasie, przyjąć trzeba na podstawie objawienia, niepodobna tego dowieść przyrodzonymi środkami umysłowymi. Oczywiste jest także, że objawienie nie zawiera całej wiedzy możliwej i dostępnej nam. Świeckie, od objawienia niezależne nauki są tedy potrzebne i godne uprawy. Podporządkowanie ich polega, po pierwsze, na kontroli negatywnej; gdy rozum, wedle własnych reguł pracujący, dochodzi do wniosków, które objawieniu się sprzeciwiają, to świadczy to o tym, że nastąpiła omyłka, że rozum swoich reguł nie trzymał się jak należy; jeśli funkcjonuje jak trzeba, nie oglądając się na objawienie, to z objawieniem w konflikt nie wejdzie. Po wtóre, w hierarchii celów świecki rozum ma zawsze pamiętać o tym, że wiedza naturalna nie jest wartością samocelową, ale służebną; potrzebna jest, bo służy Bogu i naszym przeznaczeniom wiecznym.Dla ograniczonych intelektualnie przez wiarę Kołakowski też przynudza, tylko ksiądz katecheta jest błyskotliwy i po nim Pan swoją błyskotliwość tu nam wykazywaną przejął? Czytać ze zrozumieniem trudniejsze teksty, to Pan potrafi? - Fideizm (od łac. fides - wiara) to pogląd filozoficzny i teologiczny głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi. Według fideisty poznanie religijne w postaci objawienia wyprzedza poznanie rozumowe, a jedynym źródłem wiedzy w kwestiach wiary i etyki może być jedynie stała tradycja ludzkości oparta ostatecznie na pierwotnym Bożym Objawieniu. Jest to więc antyracjonalizm i irracjonalizm, bo przyjmuje się istnienie prawd niedostępnych poznaniu rozumowemu.Proszę zestawić sobie definicję z Wikipedii z podkreśleniem cytatu Kołakowskiego. Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Leszek Kołakowski - przyjaciel Jana Pawła II - o Tomaszowych koncepcjach lapidarnie napisał...
Od kiedy Kołakowski jest znawcą św. Tomasza? Był znawcą bredni marksistowskich, ale raczej nie Tomasza.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. Więc niech mnie pan nie kompromituje bardziej. "Pozwól mi zrobić to samemu, trochę mi pomóż, ale nie rób tego za mnie!" - jak mawiała Maria Montessori.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.> Więc niech mnie pan nie kompromituje bardziej.Ja, Szanownego Pana, ależ ja nie mam nawet takich możliwości! > "Pozwól mi zrobić to samemu, trochę mi pomóż, ale nie rób tego za mnie!" - jak mawiała Maria Montessori.Jak, mógłbym Panu pomóc, gdy zupełnie z różnych światów jesteśmy i nawet używając tego samego języka zupełnie inaczej go rozumiemy. Natomiast jest to publiczne forum i każdemu wolno odnieść się krytycznie - zgodnie z własnymi poglądami i ocenami - do każdego tekstu. Jak na razie na naszym forum dla całkiem sporej grupy osób moje wypowiedzi są przekonywujące i do nich są one kierowane, nawet gdy wypowiedzią kogoś innego zostały zainspirowane. Przykro mi, że Pan nie potrafi zrozumieć moich wypowiedzi, ale to naprawdę nie jest moją winą, staram się pisać, jak najprostszym językiem, tak by być przez jak największą grupę czytelników zrozumiałym. Nie, Szanowny Panie, zdecydowanie nie lubię się kąpać w szambie i zajmować się gównami, ale to publiczne forum - wraz z jego wadami i zaletami - i czasem istnieje konieczność nazwania rzeczy po imieniu. Mamy tu inteligentnych czytelników i choć ten, czy ów może Pana osobiście nie lubić, to jako całość są bardzo sprawiedliwi. Spokojnie, nikt tu nie musi się obawiać, że przez kogoś innego zostanie skompromitowany. Każdy musi dokonać tego sam. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) | >. > Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.
Zakładam, że konsekwentnie odnosi Pan tę zasadę także do samego siebie.
Jestem ciekaw, czy uważa Pan, że wypowiedział się Pan kiedyś na forum w sposób, który by Pana skompromitował? Innymi słowy, czy pamięta Pan swoje wypowiedzi, którymi się Pan skompromitował bardziej niż inni mogliby Pana skompromitować? A może uważa Pan, że przez (prawie) osiem lat Pańskiej obecności na forum kompromitowali się inni, a Pan - nigdy?
Chyba można to jakoś ocenić i ustalić, bo inaczej dywagacje nad czyjąkolwiek kompromitacją (zwłaszcza na forum racjonalistycznym) są stratą czasu. Proszę zatem wskazać kryterium kompromitacji, którym się Pan posługuje - wszak bez takiego kryterium dyskusja i hasło nie mają żadnego sensu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | > Zakładam, że konsekwentnie odnosi Pan tę zasadę także do samego siebie. Lepiej nie pytaj starego forumowego wilka bo opowie ci coś o inteligencji, której ci brakuje na tym forum dla racjonalistycznej inteligencji, i w ten oto inteligentny sposób udowodni ci jaki jest z niego inteligent a z ciebie fideista o niskim ilorazie inteligencji.
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | setarkos (10757 punktów) | > >> po co wtrącać fideizm do zwykłej metafizyki,> Jakoś mi się wydaje, że to on już bardzo dawno się do niej wtrącił.. pl.wikipedia.org/wiki/Metafizyka_klasyczna> Z Wiki: "Projekt metafizyki jest absolutny. Chodzi o wyjaśnienie bytu (dlaczego jest) i poznanie jego istotnych właściwości (czym jest), np. istoty czy przyczyn, relacji koniecznych, co może stanowić podstawę dla wypracowania kryteriów wiedzy pewnej. Według niektórych koncepcji metafizyki, jej przedmiot leży poza obrębem doświadczenia.."Skoro pojęcie metafizyki zostało zawłaszczone przez absolutystów, to wolno chyba bez żalu się z nim rozstać (pal je diabli)). > istnieje tylko jeden byt - dostępny człowiekowi za pomocą zmysłów bezpośrednio lub pośrednio z wykorzystaniem narzędzi - a "niebytu", czy też "wielobytowości", po prostu nie maCo do niebytu zgoda (nie broniłbym nawet istnienia matematycznego zera). Z wielobytowością sprawa nie wydaje się oczywista - raz, że świat pozostaje czym innym niż nasze modele świata* (a jeśli świat łącznie z modelami, to już meta-model) - dwa, że w samej fizyce wyróżnia się np. różne oddziaływania, a ich unifikacja (kwantowa teoria grawitacji?) niekoniecznie musi się powieść. Łatwo się co prawda zgodzić z taką prostą myślą, że "byty" nieoddziałujące lub niekorespondujące z bytami uznanymi (mierzalnymi) nie są godne miana bytu, ale nie wszystko już odkryto i nie wszystko jeszcze zbudowano. Dopiero gdy ktoś próbuje nadawać status ontologiczny "bytom" z założenia zaświatowym lub zabrania ich weryfikacji, to pewnie uprawia metafizykę fideistyczną, oderwaną od realiów, > a więc rozważania na te tematy są puste.Pozdrawiam i dziękuję za linki (zapoznam się z nimi w warunkach sprzyjających pogłębionej refleksji). [* Jeśli za dobrą monetę przyjąć lapidarne stwierdzenie przypisywane Ruthefordowi: "Wszystko jest fizyką - reszta to filatelistyka", to za filatelistyką kryją się chyba także te tu stawiane znaczki-literki. Nie potrafimy tylko "być faktem i konstatować fakty" /StEd/ - po części wszyscy jesteśmy filatelistami.  ]
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Dopiero gdy ktoś próbuje nadawać status ontologiczny "bytom" z założenia zaświatowym lub zabrania ich weryfikacji, to pewnie uprawia metafizykę fideistyczną, oderwaną od realiów,
Takim bytem jest niestety świat fizyczny jako całość - nigdy świat fizyczny nie jest dany w doświadczeniu, a jedynie coś, co uważamy (słusznie bądź nie) za część jednego i tego samego świata fizycznego. Pojęcie "świata fizycznego" nie jest pojęciem empirycznym. Jest ono dodawane do doświadczenia i czyni to doświadczenie zrozumiałym.
Bóg = źródło praw rządzących światem fizycznym. Nauka docieka, jakie prawa rządzą światem fizycznym. Kiedyś być może będzie w stanie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego rządzą nim akurat te, a nie inne prawa. Odpowiedz na to pytanie nie musi wypływać z obserwacji, może mieć charakter rachunkowy. Nie jest wiec ścisłe twierdzenie, że Bóg nie jest przedmiotem poznania naukowego. Bóg jeszcze nie jest przedmiotem poznania naukowego.
|
|
| | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) | >Nauka docieka, jakie prawa rządzą światem fizycznym. Kiedyś być może będzie w stanie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego rządzą nim akurat te, a nie inne prawa. Raczej wątpię. Dlaczego? Bo "te" prawa są nam znane, a "innych" praw po prostu nie znamy i nawet nie wiadomo, czy jakieś "inne" są, nie mówiąc o tym, że nie mam pojęcia, jak je sformułować. Mówienie o "tych" i "innych" prawach fizyki to dla mnie trochę jak mówienie o faunie Ziemi i hipotetycznej faunie jakiejś nieznanej planety w odległej o 10 miliardów lat świetlnych galaktyce, która jest albo jej nie ma, a nawet jeśli jest, to nie wiadomo jaka. To jak można ustalić, dlaczego? >Bóg jeszcze nie jest przedmiotem poznania naukowego. Nie jest i nie będzie, bo razem z tymi "innymi" prawami należy do kategorii fauny jakiejś nieznanej planety w odległej o 10 mld lat świetlnych galaktyce i w mojej ocenie nie warto się nim zajmować. No, chyba że ktoś ma nadmiar wolnego czasu, co w nauce jest rzeczą niespotykaną. Naukowcy z reguły mają za dużo do roboty z tym, co jest tu i teraz, w świecie fizycznym (przy czym owo "teraz" oznacza ostatnie 13,82 mld lat).
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
>Raczej wątpię. Dlaczego? Bo "te" prawa są nam znane, a "innych" praw po prostu nie znamy...
Nazbyt dosłownie rozumie Pani zwrot "te, a nie inne". Chodzi o odpowiedz na pytanie, dlaczego rządzące światem prawa są takie jakie są, co jest powodem, dla którego te prawa obowiązują. Jakiś powód ku temu musi istnieć i nauka może ten powód odkryć, przynajmniej w zasadzie może ten powód ustalić. Ten powód to nic innego, jak to, co antycypowali prymitywni ludzie w taki lub inny sposób wyobrażając sobie "Boga rządzącego światem". Można powiedzieć, ze kierunek tego wyobrażenia był właściwy, natomiast treść tego wyobrażenia, nacechowana antropomorfizmem, zapewne okazałaby się fałszywa.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Meretseger (61860 punktów) | >dlaczego rządzące światem prawa są takie jakie są, co jest powodem, dla którego te prawa obowiązują. Jakiś powód ku temu musi istnieć Nie, dlaczego? Dlaczego musi być jakiś powód? Rozumiem przez to zewnętrzną przyczynę. Wydaje mi się, że Wszechświat rządzi się prawami, spowodowanymi nie przez inne czynniki, lecz przez niego samego. Ja przynajmniej innych przyczyn nie widzę. Jedynym powodem istnienia praw we Wszechświecie jest Wszechświat. >Ten powód to nic innego, jak to, co antycypowali prymitywni ludzie w taki lub inny sposób wyobrażając sobie "Boga rządzącego światem". Można powiedzieć, ze kierunek tego wyobrażenia był właściwy, natomiast treść tego wyobrażenia, nacechowana antropomorfizmem, zapewne okazałaby się fałszywa. Można Wszechświat nazwać Bogiem, ale po co?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > co jest powodem, dla którego te prawa obowiązują.
I to jest punkt, w którym kończy się nauka a zaczyna metafizyka, teizm i wiara - z natury rzeczy spekulatywne. pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>I to jest punkt, w którym kończy się nauka a zaczyna metafizyka, teizm i wiara - z natury rzeczy spekulatywne.
Tak, ale to co dziś jest spekulacją, jutro będzie naukowym dociekaniem. Nie należy o tym zapominać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Sygnał (4252 punktów) | >Tak, ale to co dziś jest spekulacją, jutro będzie naukowym dociekaniem. Nie należy o tym zapominać. >
Ale to twierdzenie pozostawmy naukowcom, a nie klakierom teizmu. Zasadniczą różnicą jest to, że naukowiec STARA SIĘ, by dzisiejsza spekulacja była dociekaniem jutro. Klakier zaś używa tego argumentu do umocnienia swoich najgłupszych nawet twierdzeń.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >>Tak, ale to co dziś jest spekulacją, jutro będzie naukowym dociekaniem. Nie należy o tym zapominać. >Ale to twierdzenie pozostawmy naukowcom, a nie klakierom teizmu. Zasadniczą różnicą jest to, że naukowiec STARA SIĘ, by dzisiejsza spekulacja była dociekaniem jutro. Klakier zaś używa tego argumentu do umocnienia swoich najgłupszych nawet twierdzeń. Powiedz mi proszę kim według ciebie był Arystoteles, twórca metafizyki. Naukowcem czy klakierem?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sygnał (4252 punktów) | >Powiedz mi proszę kim według ciebie był Arystoteles, twórca metafizyki. Naukowcem czy klakierem? >
Arystoteles był filozofem z epoki, kiedy metoda naukowa nie istniała. Kompletnie nie wpasowuje się w ten podział.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | > >Powiedz mi proszę kim według ciebie był Arystoteles, twórca metafizyki. Naukowcem czy klakierem?> >> Arystoteles był filozofem z epoki, kiedy metoda naukowa nie istniała. Kompletnie nie wpasowuje się w ten podział.Nie masz co do tego żadnych wątpliwości? Mnie się wydaje, że jednak trochę istniała. www.racjonalista.pl/kk.php/s,4218
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | |
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >>Powiedz mi proszę kim według ciebie był Arystoteles, twórca metafizyki. >Mędrcem swoich czasów (podobnie jak Tomasz z Akwinu), głupcami zaś są ci, którzy jego dorobek żywcem do współczesności przenoszą. A któż taki przenosi dorobek Arystotelesa żywcem do współczesnej nauki i filozofii? Nie słyszałem o czymś takim. >Arystotes mając współczesną wiedzę sam ze sobą by się nie zgodził. A ja uważam, że byłby zachwycony możliwościami rozwoju metafizyki jakie pojawiły się dzięki osiągniętej w XXI wieku wiedzy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > A któż taki przenosi dorobek Arystotelesa żywcem do współczesnej nauki i filozofii? >Nie słyszałem o czymś takim.Sądzę, iż Pan o bardzo wielu rzeczach nie słyszał, a co gorsze, to o sporej części Pan nie słyszał, gdyż Pan nie chciał. Prawda jest jeszcze gorsza - dorobkiem Arystotelesa się manipuluje i wycina z niego przeróżne kawałki dla potwierdzenia sprzecznych z jego koncepcjami wywodów. Zaczął to już czynić Tomasz, a chrześcijańska (głównie katolicka) filozofia to kontynuuje. Tak, że praktycznie jest jeszcze gorzej od przenoszenia "żywcem" - niektórzy go wprost cofają. www.google(*)CNFsj2Igixgvuo2CGMsmzGy2bImYeAkatedra.uk(*)cz/artykuly/038_metafizyka.pdf> >>>Arystoteles mając współczesną wiedzę sam ze sobą by się nie zgodził.> A ja uważam, że byłby zachwycony możliwościami rozwoju metafizyki jakie pojawiły się dzięki osiągniętej w XXI wieku wiedzy.Nie będę przeczył, gdyż to jest tylko gdybologia. Na podstawie mojej znajomości jego dorobku mam tu zupełnie inne zdanie. Jak pisze np. Diogenes Laertios: Kryterium prawdy widział dla zjawisk bezpośrednio podpadających pod zmysły w spostrzeżeniu zmysłowym. Co warto byłoby zestawić z moją wypowiedzą: Arystotes mając współczesną wiedzę sam ze sobą by się nie zgodził. Ale Pan sobie głowy nie zawraca czytaniem tekstów, które przeczą Pańskiej wierze. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | |
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . >To straszne. Nie, to tylko zwyczajnie głupie.
>>>> Na podstawie mojej znajomości jego dorobku mam tu zupełnie inne zdanie. >Zdanie podrzędnie złożone zapewne. Ot i cały poziom rozmowy!
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | > .> >Powiedz mi proszę kim według ciebie był Arystoteles, twórca metafizyki.> Mędrcem swoich czasów (podobnie jak Tomasz z Akwinu), głupcami zaś są ci, którzy jego dorobek żywcem> do współczesności przenoszą. Arystotes mając współczesną wiedzę sam ze sobą by się nie zgodził.Ciekaw jestem, który z wielkich mędrców swoich czasów, mając do dyspozycji doświadczenie kilkuset, kilku tysięcy, a może tylko kilkudziesięciu lat historii ludzkosci "sam ze sobą by się nie zgodził". Oczywiście to gdybaizm, nie do weryfikacji, niemniej chyba po tym można poznać mędrca, że mając nową wiedzę sam nie przeniósłby do współczesności swoich poglądów Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >Ciekaw jestem, który z wielkich mędrców swoich czasów, mając do dyspozycji doświadczenie kilkuset, kilku tysięcy, a może tylko kilkudziesięciu lat historii ludzkosci "sam ze sobą by się nie zgodził". >Oczywiście to gdybaizm, nie do weryfikacji, niemniej chyba po tym można poznać mędrca, że mając nową wiedzę sam nie przeniósłby do współczesności swoich poglądów Jesteś pewien, że żaden mądry ateista żyjący 100, a nawet 1000 lat wcześniej nie byłby ateistą dziś?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >>Ciekaw jestem, który z wielkich mędrców swoich czasów, mając do dyspozycji doświadczenie kilkuset, kilku tysięcy, a może tylko kilkudziesięciu lat historii ludzkosci "sam ze sobą by się nie zgodził". >>Oczywiście to gdybaizm, nie do weryfikacji, niemniej chyba po tym można poznać mędrca, że mając nową wiedzę sam nie przeniósłby do współczesności swoich poglądów >Jesteś pewien, że żaden mądry ateista żyjący 100, a nawet 1000 lat wcześniej nie byłby ateistą dziś?
Nie rozumiem pytania. W moim wpisie przeczytałeś coś co świadczyłoby o cieniu pewności?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) |
>>>>Jesteś pewien, że żaden mądry ateista żyjący 100, a nawet 1000 lat wcześniej nie byłby ateistą dziś? >Nie rozumiem pytania. W moim wpisie przeczytałeś coś co świadczyłoby o cieniu pewności? Zapewne pan Wilhelm doczytał się pewności Pańskiego przeświadczenia o nieistnieniu Boga? Ale ateizm to tylko przekonanie o nieistnieniu boga, które może być różnie uzasadniane np. wiarą, iż Bóg/bogowie nie istnieją.
Dawkins w książce "Ślepy zegarmistrz" napisał: Przed Darwinem ateista mógł więc tylko powiedzieć w ślad za Hume'em: "Nie umiem wyjaśnić złożoności obiektów biologicznych. Wiem tylko, że Bóg nie stanowi dobrego wyjaśnienia. Musimy więc czekać w nadziei, że ktoś wpadnie na jakiś lepszy pomysł" [...] Chociaż więc, logicznie rzecz biorąc, można było być ateistą już przed Darwinem, dopiero Darwin sprawił, że ateizm jest w pełni satysfakcjonujący intelektualnie.
Myślę tu podobnie i uważam, że dopiero współczesny ateizm oparty na naukowym paradygmacie naturalizmu, daje jego pełne uzasadnienie racjonalne. Choć wcale nie likwiduje ważności dawnych uzasadnień filozoficznych, czy religioznawczych.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . Powiedz mi proszę kim według ciebie był Arystoteles, twórca metafizyki.> >>>Mędrcem swoich czasów (podobnie jak Tomasz z Akwinu), głupcami zaś są ci, którzy jego dorobek żywcem> >>>do współczesności przenoszą. Arystotes mając współczesną wiedzę sam ze sobą by się nie zgodził.> Ciekaw jestem, który z wielkich mędrców swoich czasów, mając do dyspozycji doświadczenie kilkuset, kilku tysięcy,> a może tylko kilkudziesięciu lat historii ludzkości "sam ze sobą by się nie zgodził".Myślę, iż żaden, gdyż jeżeli nie uwzględniłby dorobku następców nie byłby mędrcem. Zaś inteligentni następcy zawsze mogą być mądrzy mądrością poprzedników. Mogą, ale jak pokazuje praktyka życia, wcale nie muszą. > Oczywiście to gdybalizm, nie do weryfikacji, niemniej chyba po tym można poznać mędrca, że mając nową wiedzę sam nie przeniósłby do współczesności swoich poglądów.Tak i mnie się wydaje, a nawet gdyby i coś przeniósł, to przynajmniej zdecydowanie nie wszystkie. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > to co dziś jest spekulacją, jutro będzie naukowym dociekaniem. Nie należy o tym zapominać.
Częściowo zgoda, lecz niebezpiecznie tak zakładać w całej rozciągłości, bo można grubo pomylić i potem żałować straconego czasu. pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Częściowo zgoda, lecz niebezpiecznie tak zakładać w całej rozciągłości, bo można grubo pomylić i potem żałować straconego czasu.
W takim razie niebezpiecznie poznawać drugiego człowieka. W ogóle wszystko staje się niebezpieczne.
Niech kol. Głodzik nie będzie taki strachliwy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Hehe, muszę przyznać że Pan się na tym forum wyrabia  . Jeśli szuka Pan żony i poznał w intrenecie dziewczynę, w której jest wiele sprzeczności, której nie widział na oczy, bo dziewczyna boi się pokazać Panu swoją Twarz, ale za to gada różne piękne i metafizyczne historie reklamuje się jako wielka altruistka, chce Panu dać wielką miłość i zbawić Pana od złej drogi - radziłbym uważać.  Co do tego "wszystkiego", to Pan jak zwykle przesadza. Obecnie ludzi jest ponad 7 miliardów. Ktoś zrównoważony i sensowny z pewnością się znajdzie, ot chociażby kol. maceox czy Andrzej Bogusławski  Resztę wątpliwości napisał panu kol. Barbiel. Tu się z nim zgadzam. www.racjonalista.pl/forum.php/s,611775#w612937 Pozdrowienia dla zawsze odważnego bohatera kol. Elaspa.
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Pozdrowienia dla zawsze odważnego bohatera kol. Elaspa.
Dziękuję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Barbiel (1106 punktów) | >Tak, ale to co dziś jest spekulacją, jutro będzie naukowym dociekaniem. Będzie albo nie będzie. Zależy na ile ta spekulacja jest sensowna i użyteczna. A nawet jeśli będzie, to nie wiadomo czy zostanie zweryfikowana pozytywnie. A nawet jak zostanie zweryfikowana pozytywnie, to nie wiadomo na jak długo.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>Tak, ale to co dziś jest spekulacją, jutro będzie naukowym dociekaniem. >Będzie albo nie będzie...
Dlatego przekonanie, że będzie (i że będzie długo, a nawet zawsze) można nazywać wiarą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Dlatego przekonanie, że będzie (i że będzie długo, a nawet zawsze) można nazywać wiarą.
Wielu już próbowało znaleźć naukowe dowody na istnienie Boga. Niestety dotąd się to nie powiodło. Jakiś kościół, bodajże w USA wyznaczył za to nawet wysoką nagrodę. Ja zachowuję daleko idący sceptycyzm, ale doceniam nadzieje i starania kol. Elaspa, pozdrawiając wierzącego-pomimo-ciągłych-przeciwieństw.
Oczywiście zdaje sobie Pan sprawę, że jeśli zasadność wiary uzna nauka (w co wątpię, ale na potrzeby rozmowy można to przypuścić) - potem już nie będzie to ta sama wiara i ta sama cnota (jak pisze kol. worek_kosci)
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Barbiel (1106 punktów) | > Dlatego przekonanie, że będzie (i że będzie długo, a nawet zawsze) można nazywać wiarą. Czyli na poparcie wiary w Boga masz wiarę w to, że nauka go wykryje.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nie jest i nie będzie, bo razem z tymi "innymi" prawami należy do kategorii> fauny jakiejś nieznanej planety w odległej o 10 mld lat świetlnych galaktyceOj, chyba wyszło Ci zbyt osadzone w realiach porównanie.. Elasp już szykuje argumenty, aby się przyczepić  Chyba lepszym będzie zestawienie z kategorią Papy Smerfa. > Naukowcy z reguły mają za dużo do roboty z tym, co jest tu i> teraz, w świecie fizycznym (przy czym owo "teraz" oznacza ostatnie 13,82 mld lat).Choć trzeba tez przyznać, że czasem sięgają swoim teoriami nawet dalej. pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | |  | 5 na 5 | setarkos (10757 punktów) | > świat fizyczny [jako całość] nie jest dany w doświadczeniu, a jedynie coś, co uważamy (słusznie bądź nie) za część jednego i tego samego świata fizycznego.Jeśli jednak poszczególne części, których doświadczamy, nie są od siebie oderwane lecz (choć po trosze) zależne, to wolno chyba dopatrywać się w świecie fizycznym większych całości (przynajmniej w obrębie naszego stożka świat(ł)a). > Pojęcie "świata fizycznego" nie jest pojęciem empirycznym. Jest ono dodawane do doświadczenia i czyni to doświadczenie zrozumiałym.To masz na myśli, że do empirii konieczne są pojęcia - elementy/szufladki modelu, do których lepiej lub gorzej pasują odpowiednie rzeczy/cechy świata? Jeśli tak, to pewnie "świat fizyczny" jako pojęcie byłby tylko antycypacją świata fizycznego par excellence - 'regałem' z szufladek tak poukładanych, jak to, co regał ma modelować - zaś doświadczenie spełniałoby rolę pomostu. > Bóg = źródło praw rządzących światem fizycznym.Bez założenia specjalnych źródeł mówiłoby się raczej o powtarzalnych zależnościach w świecie, z których buduje się zbiór reguł odporny na to, co się akurat komu podoba lub nie podoba. Fizyka jest chyba (i powinna być) niezależna od czyjegokolwiek kaprysu. > dlaczego rządzą nim akurat te, a nie inne prawa.Nie wystarczy tu zasada antropiczna w wersji minimalistycznej (negatywnej)? [Pozwolę sobie na takie swobodne sformułowanie: W światach o cechach uniemożliwiających zaistnienie fizyków nie ma metafizyki.] > Bóg jeszcze nie jest przedmiotem poznania naukowego.Jeśli zacznie być, to teologowie pewnie awansują na filozofów.  >
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
> Jeśli jednak poszczególne części, których doświadczamy, nie są od siebie oderwane lecz (choć po trosze) zależne, to wolno chyba dopatrywać się w świecie fizycznym większych całości (przynajmniej w obrębie naszego stożka świat(ł)a).Dopatrywać się = wywnioskowywać albo postulować. Myślę, że pojęcie stożka światła jest logicznie zależne od pojęcia świata jako całości, a więc to pojęcie zakłada. > > Pojęcie "świata fizycznego" nie jest pojęciem empirycznym. Jest ono dodawane do doświadczenia i czyni to doświadczenie zrozumiałym.> To masz na myśli, że do empirii konieczne są pojęcia - elementy/szufladki modelu, do których lepiej lub gorzej pasują odpowiednie rzeczy/cechy świata?"do których lepiej lub gorzej pasują odpowiednie rzeczy/cechy świata?" Znów pojęcie świata jest założone. Wyobrażamy sobie jeden świat i sądzimy, że pojęcia coraz bardziej się do niego zbliżają. > > Bóg = źródło praw rządzących światem fizycznym.> Bez założenia specjalnych źródeł mówiłoby się raczej o powtarzalnych zależnościach w świecie, z których buduje się zbiór reguł odporny na to, co się akurat komu podoba lub nie podoba. Fizyka jest chyba (i powinna być) niezależna od czyjegokolwiek kaprysu."Powtarzalna zależność" to niewystarczające określenie dla prawa. Nie każda powtarzalna zależność jest prawem. "Z których buduje się zbiór reguł" - buduje się zdania, a więc językowe reprezentacje praw, a nie prawa. Nie mylmy praw z ich językowymi reprezentacjami. > > dlaczego rządzą nim akurat te, a nie inne prawa.> Nie wystarczy tu zasada antropiczna w wersji minimalistycznej (negatywnej)?> [Pozwolę sobie na takie swobodne sformułowanie:> W światach o cechach uniemożliwiających zaistnienie fizyków nie ma metafizyki.]Mogę zawsze zapytać, dlaczego istnieją prawa umożliwiające ich poznawalność. Z samego pojęcia prawa nie wynika, że prawo jest poznawalne. Musi istnieć powód, dla którego istniejące prawa są poznawalne. > > Bóg jeszcze nie jest przedmiotem poznania naukowego.> Jeśli zacznie być, to teologowie pewnie awansują na filozofów.  Tak. Summa summarum właśnie tyle wspólnego z nauką ma ateizm pp. Koraszewskiego, Ferusa, Bogusławskiego, Ojca Ateusza, Setrakosa (stwierdzam z przykrością, bo jak na ateistę jest Pan całkiem pojętnym człowiekiem), a także p. Fizyka, który - wydaje mi się - nie przemyślał dostatecznie tych spraw, niepotrzebnie ulegając zabobonowi walki z religią.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Mogę zawsze zapytać, dlaczegoBrawo, deklaracja godna czterolatka. Myślisz jak dziecko i mówisz jak dziecko. Czy nie czas już - jak radzi Pismo - dorosnąć i wyzbyć się tego, co dziecięce...? > Musi istnieć powód, dla którego istniejące prawa są poznawalne.Dla każdego powodu P możesz zapytać o powód (P'), dlaczego żyjemy w świecie w którym zachodzi P. Dorosłość, o którą apeluję wyżej, obejmuje unikanie regresu do nieskończoności. > właśnie tyle wspólnego z nauką ma ateizm pp. Koraszewskiego, Ferusa, Bogusławskiego, Ojca Ateusza, SetrakosaPrzyjęcie metod nauki jako najlepszych dostępnych narzędzi poznawania świata oznacza m.in. akceptację dla zasady nie przyjmowania zbędnych hipotez, co pociąga ateizm. Przynajmniej u mnie, za innych się nie wypowiadam.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -4 na 4 | Elasp (6859 punktów) |
>Dla każdego powodu P możesz zapytać o powód (P'), dlaczego żyjemy w świecie w którym zachodzi P. Dorosłość, o którą apeluję wyżej, obejmuje unikanie regresu do nieskończoności.
Właśnie jest jeden Byt, który ratuje nas przed tym regresem. Bóg ma tę własność, że nie ma przyczyny, a wszystkie powody jego istnienia są zawarte w jego naturze. Właśnie o to tu chodzi.
Pozostała część Twojej wypowiedzi nie zawiera żadnej merytorycznej treści, więc nie mam do czego się odnieść.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . >Właśnie jest jeden Byt, który ratuje nas przed tym regresem. A o od Bycie to Pan nie zapomniał? Tak, istnieje tylko jeden byt dostępny ludzkiemu poznaniu za pomocą zmysłów i jest nim materia. Reszta to bajeczne stwory starożytnych umysłów, przez zindoktrynowane w procesie socjalizacji umysły, podtrzymywana i poddawana wymyślnym acz pustym treściowo spekulacjom.
>Pozostała część Twojej wypowiedzi nie zawiera żadnej merytorycznej treści, więc nie mam do czego się odnieść. Prawie wszystkie Pańskie tu wypowiedzi są pozbawione podstawowej wiedzy w problematyce, w której Pan się tu autorytatywnie wypowiada. Ich merytoryczność zatrzymała się na poziomie gimnazjum i permanentnie się cofa. Średniowieczne zabobony chce Pan nam za nowoczesny światopogląd tu wcisnąć! Nic z tego - Wielce Szanowny Panie, tu większość, to samodzielnie myśląca inteligencja.
>Od kiedy Kołakowski jest znawcą św. Tomasza? Był znawcą bredni marksistowskich, ale raczej nie Tomasza. Można by to zbyć zupełnie i odpowiedzieć, że od czasu, gdy zgłupiał i został przyjacielem "Naszego Papieża" i jest wydawanym przez katolickie wydawnictwa, ale byłaby to nieprawda. Znał dobrze tomizm już znacznie wcześniej o czym świadczy już choćby skrypt z jego wykładów wydany w 1956 roku. Czy można bardziej się skompromitować niż bredniami, które Pan tu od ponad roku tu publikuje. Pańska wiedza jest minimalna, a zadufanie odwrotnie do niej proporcjonalne. Nie napisać w tak długim czasie żadnego posta, który by się jakiegoś sensu trzymał - to rzeczywiście jest nie lada wyczyn.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>A o od Bycie to Pan nie zapomniał?
Merytoryczna uwaga p. Bogusławskiego vel Izdebskiego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > >>>A o od Bycie to Pan nie zapomniał?> Merytoryczna uwaga p. Bogusławskiego vel Izdebskiego.Jak najbardziej, ale tylko dla inteligentnych potrafiących kpinę z Pańskiej "wielobytowości" zrozumieć. Trochę - w przeciwieństwie do Pana - chrześcijańskiej metafizyki poznałem i wiem z czego sobie kpię. Ludzie lubujący się teologicznym pustosłowiu mogą rozkoszować się poniższym tekstem: BYCIE, BYT. Refleksja nad byciem we wczesnej filozofii greckiej (V w. przed Chr.) zajmowała się tym, co wieczne i niezmienne, co, jak sądzono, jest "poza" tym, co przemijające i zmienne. Refleksja ta u Platona (zm. 347 przed Chr.) znalazła bardziej konkretny wyraz w koncepcji wiecznych idei, którym przysługuje prawdziwe, niezmienne bycie, natomiast wszystko to, co zmienne, miałoby uczestniczyć w nim tylko w sposób niedoskonały. W teologii arystotelesowsko-tomistycznej pojęcie bycia miało zasadnicze znaczenie dla zrozumienia tego, co znaczy Bóg. W teorii poznania K. Rahnera (zm. 1984) ten "klasyczny" pogląd znajduje następujący wyraz: bytem (łac. "ens"; gr. "to on") jest to wszystko, o czym, chociaż w różny sposób, można powiedzieć, że "jest", a więc to, czemu przysługuje bycie, co nie jest niczym. Jeżeli naprzeciw bytu znajduje się podmiotowe "ja", to byt ten nazywa się przedmiotem. Pojęcie bytu tworzy się w ten sposób, że pojęcie nie orzeka o żadnej cesze odróżniającej przedmioty, ale musi je jednocześnie wszystkie w sobie zawierać.
Byciem (łac. "esse", gr. "to einai") zaś jest zatem to, co owe coś, co nie jest niczym, czyni bytem. Jeżeli ludzkie poznanie ujmuje pojedynczy przedmiot, to może ono uczynić sobie "pojęcie" o nim tylko w procesie pewnego "przed-ujęcia", które obejmuje pierwotną całość wszystkich możliwych przedmiotów. "Bycie" nie jest abstrakcyjnym pojęciem, wtórnie utworzonym na podstawie jednostkowych doświadczeń, ale określa pewien "horyzont", obejmujący wszystko, co jednostkowe. Poznający człowiek "wie" o tym "horyzoncie" w ogólności, niewyraźnie i nietematycznie, w pewnego rodzaju "doświadczeniu metafizycznym". Zaczyna ono być uświadamiane tam, gdzie doświadcza się nieskończonej miłości, lęku, tęsknoty. Bez tej nietematycznej "wiedzy" o "horyzoncie" poznanie jednostkowe nie byłoby zdolne do dokonywania porównań, dostrzegania relacji ani wydawania sądów. Wiedza ta jest zatem "apriorycznym" warunkiem jednostkowego poznania, uzyskiwanego z "aposteriorycznie" danych przedmiotów. Jeżeli poznanie odniesie się do tych przedmiotów, aby dokonać operacji odróżniającej je od siebie i wiążącej je ze sobą (podstawowa funkcja władzy sądzenia), to tym samym zakłada pewną wspólną miarę. Nie stwarza jej jednak, a ona sama zostaje dopiero uświadamiona "na podstawie" przedmiotów, które mają być poznane. "Dokąd" owego przedujęcia, które "apriorycznie" odróżnię i zarazem łączy przedmioty jednostkowe - "przedujęcia" ludzkiego ducha, a więc poznani i miłości - i które jest ukierunkowane na pierwotną całość możliwego poznania i możliwe miłości, a więc cel tego przedujęcia (transcendencja), nazywamy byciem.
Tak rozumiany proces myślenia tym samym sugeruje, że to bycie jako cel i "horyzont" jest niemożliwą do uchwycenia nieskończonością. Gdyby bowiem bycie pojmowało się jako skończone, byłoby już "uchwytne"; byłoby wyobrażalne wewnątrz jeszcze szerszego "horyzontu", który ze swej strony byłby dopiero rzeczywistym "horyzontem" bycia po prostu. Tak więc refleksja nad byciem może teoretycznie przebiegać dwutorowo.
Po pierwsze: bycie może być utworzone jako wtórne, abstrakcyjne pojęcie i można je określić jako to, co jest urzeczywistniane przez każdy jednostkowy, skończony byt. Teologia nie zajmuje się takim pojęciem bycia. Po drugie: bycie można rozważać jako bycie absolutne, któremu przysługuje cecha pierwotnej nieskończoności.
Na to bycie wskazuje transcendencja człowiek, w każdym akcie poznania i miłości, chociaż san człowiek nie może go sobie wyobrazić jako takiego; pozostaje ono nieuchwytną Ą tajemnicą To absolutne bycie jest podstawą każdego poznania i każdej miłości. Jest także podstawą rzeczywistości każdego bytu. Dlatego nazywa się czystym aktem ("actus purus"), absolutnym byciem po prostu, absolutną tajemnicą. Jest tym, co "wszyscy nazywają Bogiem" (Tomasz z Akwinu)./H. Vorgrimler/ Można też zajrzeć do Powszechnej Encyklopedii Filozofii Ale co dla racjonalisty z tego wynika? Chyba tylko to, że istnieje logika i "logika katolika", z której wszelki sens wypowiedzi ucieka. PS. Summa Contra Gentiles i Summa Theologiale, to Pan na oczy nie widział, ale proponuję poznanie i refleksję nad III częścią ("BYT") "Elementów filozofii chrześcijańskiej" E. Gilsona, gdyż tyle samo wie Pan o koncepcjach Tomasza, co i Marksa, a Gilson w swojej książce poważny, acz tylko wprowadzający, wykład tomizmu robi. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Niepotrzebnie się Pan wysila, w Pańską erudycję i oczytanie uwierzą tylko niedoświadczeni.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . >Niepotrzebnie się Pan wysila, w Pańską erudycję i oczytanie uwierzą tylko niedoświadczeni. Do rozmowy z Panem żadnego wysiłku nie potrzeba. Ona wychodzi sobie tak np. od Bytu. Tylko Pan uparcie cały czas się tu swoją niewiedzą wykazuje. Nie wie Pan nic na żaden temat, o którym Pan się wypowiada, a powietrze Pan psuje.
Pan życzy sobie rozmowy i poważnego traktowania, to dorośnij Pan do takiej rozmowy. Poczytaj Pan trochę i pomyśl Pan nad tym co Pan czyta. Napisz Pan cosik sensownego na przykład o pojęciu bytu u św. Tomasza. Zabiera Pan głos, krytykuje, a wprost nawet z błotem miesza wszystkich, a ponad epitety nie ma Pan nic merytorycznego do powiedzenia. Może Pan jeszcze poszarpać mnie za nogawkę i tyle Pańskiej radości.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -8 na 8 | Elasp (6859 punktów) |
>Pan życzy sobie rozmowy,
Owszem, chętnie bym z Panem porozmawiał, problem jednak polega na tym, że nie jest Pan racjonalistą, tylko "człowiekiem lewicy" z warszawskiego SLD, któremu kiedyś dość skutecznie wyprano mózg (albo, co na jedno wychodzi, który jest do dziś wdzięczny PRL-owi, że udało się kupić pralkę...) i który swoje niespełnione ambicje wymieszane z marksistowskimi bredniami próbuje wtłoczyć w racjonalistyczne forum pod kiepsko naklejoną etykietą "naturalizmu ontologicznego". Może Pan trykać jak ten baran, ale nie uda się Panu nic zdziałać. Za późno na wszystko i najlepiej będzie, jeżeli się Pan z tym pogodzi. PRL nie wróci, a marksizm odszedł na śmietnik historii. Marne szanse, ze znajdzie się coś grzebiąc na śmietniku, a i czasu szkoda.
Dotąd miał Pan asekurację w postaci moderatorek oraz kliki, jednakże te czasy szczęśliwie minęły. Warto odnotować, że wyraźnie spokorniał Pan i przycichł - to pocieszające. Nawet i Pan, zwolennik Darwina, potrafi w swej postawie ewoluować.
Zamiast przesiadywać na "Racjonaliście" niech Pan się weźmie np. za naukę języków obcych. Daję słowo, że nikomu to jeszcze nie zaszkodziło.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 13 na 13 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . Pan życzy sobie rozmowy i poważnego traktowania, to dorośnij Pan do takiej rozmowy. Poczytaj Pan trochę i pomyśl Pan nad tym co Pan czyta. Napisz Pan cosik sensownego na przykład o pojęciu bytu u św. Tomasza. Zabiera Pan głos, krytykuje, a wprost nawet z błotem miesza wszystkich, a ponad epitety nie ma Pan nic merytorycznego do powiedzenia. > Owszem, chętnie bym z Panem porozmawiał, problem jednak polega na tym, że nie jest Pan racjonalistą, tylko "człowiekiem lewicy" z warszawskiego SLD, któremu kiedyś dość skutecznie wyprano mózg (albo, co na jedno wychodzi, który jest do dziś wdzięczny PRL-owi, że udało się kupić pralkę...) i który swoje niespełnione ambicje wymieszane z marksistowskimi bredniami próbuje wtłoczyć w racjonalistyczne forum pod kiepsko naklejoną etykietą "naturalizmu ontologicznego". Może Pan trykać jak ten baran, ale nie uda się Panu nic zdziałać. Za późno na wszystko i najlepiej będzie, jeżeli się Pan z tym pogodzi. PRL nie wróci, a marksizm odszedł na śmietnik historii. Marne szanse, ze znajdzie się coś grzebiąc na śmietniku, a i czasu szkoda. Pomimo stosowania UB-eckich, czy Gestapowskich metod wzorowanych na Inkwizycji, to gówno Pan wie ma mój temat, tyle tylko, że babranie się w szambie, to jest jedyny temat, na który Pan ma intelektualną możliwość się wypowiedzieć. Może Pan - jak Panu nowa moderacja na to zezwala - wypisywać dowolne brednie na mój temat. To jest właśnie Pański poziom chrześcijańskiej moralności. Tłumaczyć się z Pańskich wymysłów nie będę, gdyż nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami.
Zresztą na Pańskie dno intelektualne i chamskie rozgrywki personalne nikt poważny już tu nie reaguje. Co najwyżej paru głupków - Panu podobnych z radości klaszcze i plusy Panu klika. Nareszcie racjonalistyczne forum na poziom katolickiego dna ściągnęli.
> Dotąd miał Pan asekurację w postaci moderatorek oraz kliki, jednakże te czasy szczęśliwie minęły. Tak, ma Pan rację! Smutno się zrobiło, że nasze jeszcze niedawno wspaniałe forum, o pewnych aspiracjach kulturotwórczych aż do tego poziomu zeszło, aby ewidentni i chamscy durnie mieli tyle tu do powiedzenia. Tak, rzeczywiście jest mi przykro z tego powodu i odczuwam wielki i coraz większy dyskomfort - na ciągle jeszcze racjonalistycznym forum.
>Warto odnotować, że wyraźnie spokorniał Pan i przycichł - to pocieszające. Tak, musiałem! Ilość wypowiedzi też siadła i odnowiciele swoją aktywnością też jakoś nie mogą tego nadrobić. Prawie wszyscy inteligentni racjonaliści tu teraz sporo przycichli. Część wyrzucono, część sama zrezygnowała. Poziom forum tak bardzo się obniżył, że nie bardzo już jest z kim rozmawiać, ale złudna Pana nadzieja - zapewniam Pana, że średniowiecze już się nie wróci i ciągle tu istniejąca i jednak wypowiadająca się inteligencja znowu się uaktywni (jak nie tu, to gdzie indziej) i nie dopuści do dominacji niedouczonych - za to mocno wierzących - durni.
>Nawet i Pan, zwolennik Darwina, potrafi w swej postawie ewoluować. Ależ Szanowny Panie, ja w przeciwieństwie do Pana, stale się uczę - co wpływa na permanentną ewolucję intelektualną. Uważam to za stan normalny u każdego inteligenta.
> Zamiast przesiadywać na "Racjonaliście" niech Pan się weźmie np. za naukę języków obcych. Daję słowo, że nikomu to jeszcze nie zaszkodziło. Nie, nauka i wiedza jeszcze nikomu nie zaszkodziła, tyle że w miarę przyzwoicie to przełożyć z języka na język, to już nawet głupia maszyna potrafi, ale do myślenia to jeszcze daleka droga. Nie wiem, jak u Pana jest z faktyczną znajomością języków i nie jest to drogą internetową do sprawdzenia. Wiem, że teksty podpisywane nickiem Elasp są przykładami ewidentnej głupoty i prymitywizmu kulturalnego, czyli po prostu zwyczajnego chamstwa i to w stosunku do większości forumowiczy.
Wszystkie teksty, które mnie interesowały - nawet w starożytnych językach znanych tylko przez kilkanaście, kilkadziesiąt osób - jakoś tam poznałem. Nie mówiąc już o tych językach, które znają miliony. Większy problem jest ze zrozumieniem i intelektualnym przetworzeniem tekstu w języku, w którym się myśli. Pan wykazuje się tu niezrozumieniem prostych tekstów w języku polskim. Wątpię aby w innych potrafił Pan zrozumieć cokolwiek więcej. Liźniecie paru języków, wcale nie świadczy nawet o minimalnej inteligencji. Są ludzie głęboko upośledzeni intelektualnie znający po kilka, kilkanaście języków.
Tu jednak rozmawiamy po polsku i w tym języku nie ma Pan niczego sensownego do powiedzenia. Co najwyżej jeszcze Pan mi tu przypisze zoofilię lub całowanie się w usta z Breżniewem. Może Pan spokojnie szarpać mnie za nogawkę, tyle tylko intelektualnie Panu zostało.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >to gówno Jeśli dobrze zrozumiałem pańską wypowiedź, "to gówno" pańskie jest niemetafizyczne i śmierdzi realistycznie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > >>>to gówno> Jeśli dobrze zrozumiałem pańską wypowiedź, "to gówno" pańskie jest niemetafizyczne i śmierdzi realistycznie.Bardzo dobrze Pan zrozumiał! Na poziomie swojej percepcji intelektualnej. I co i gównie, czy o całym szambie chciałby Pan teraz podyskutować? Gdyż o poważniejszej rozmowie to Pan napisał: Rozumieć mogę, że się pan nudzi, ale dlaczego zanudza innych? Ot poziom intelektualny fideistów. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | > Ot poziom intelektualny fideistów. Wciąż uparcie przypisujesz mi fideizm. Gdybym był tak samo uparty potrafiłbym przypisać fideizm samemu Sokratesowi, bo przecie doszedł on do wniosku, że badanie przyrody nie ma żadnego praktycznego znaczenia dla ludzi i dlatego zajął się etyką. A fakty są takie, że początku fideizmu należy doszukiwać się dopiero u Tertuliana (credo quia absurdum). W średniowieczu temat rozwinął Piotr Damiani, który negował potrzebę racjonalizowania wiary i głosił, że czysta filozofia jest wynalazkiem diabła, bo pierwszym profesorem filozofii był szatan, który uczył odmieniać jednego Boga w liczbie mnogiej, mówiąc: "Będziecie jako bogowie znający dobro i zło". Niechętny metafizycznej spekulacji był także Bernard z Clairvaux, który twierdził, że drzewa w lesie nauczą każdego więcej niż księgi, a kamienie lepiej niż najwięksi mistrzowie, więc proponował raczej mistykę. Fideizm to postawienie sprawy w taki sposób, że Objawienie jest dostatecznym i jedynym źródłem prawdziwej wiedzy, że filozofia i nauka mącą tylko w głowach, są więc niepotrzebne tym, którzy chcą żyć w zgodzie z prawami boskimi. Fideiści często przytaczali na potwierdzenie swych tez zdanie św. Pawła: "niech was nie zwodzi filozofia", nie wiedząc o tym, że w oryginalnym kontekście w zdaniu tym autorowi chodziło o hiperspirytualizm neoplatoński i tendencje materialistyczne czerpane pełnymi garściami z greckiej filozofii przez przedstawicieli wielu pierwszych gmin chrześcijańskich. W fideizmie chodzi o to, że wiara powinna się rozwijać kosztem rozumu i jego praw. Tomasz przedstawił sprawę w swojej filozofii inaczej. Zrehabilitował pojęcie rozumu przyrodzonego, ale nie odrzucił Objawienia. W tym właśnie sensie jego koncepcje sprzeczne są z myślą fideistyczną. Jan Paweł II bazując na przemyśleniach św. Tomasza powiedział jasno, że wiara i rozum wzajemnie się uzupełniają ("są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy"), a nie (jak w fideizmie) , który stawia fides ponad ratio.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > >>(...)chciałby Pan teraz podyskutować? Gdyż o poważniejszej rozmowie to Pan napisał: Rozumieć mogę, że się pan nudzi, ale dlaczego zanudza innych?> >>Ot poziom intelektualny fideistów._______________ > Wciąż uparcie przypisujesz mi fideizm.Niczego, Szanownemu Panu, nie przypisuję - no może poza nieumiejętnością zrozumienia tekstu, do którego Pan się odnosi. Tak, jak wyżej napisałem znam w miarę dobrze myśl chrześcijańską i argumentowanie jej autorytetem tu jest niepotrzebne. Natomiast Pan zupełnie nie odnosi się do tego co ja napisałem, a więc o czym mielibyśmy rozmawiać? Pan swoje, ja swoje? Ping-pong? Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | > Tak, jak wyżej napisałem znam w miarę dobrze myśl chrześcijańską i argumentowanie jej autorytetem tu jest niepotrzebne. Natomiast Pan zupełnie nie odnosi się do tego co ja napisałem, a więc o czym mielibyśmy rozmawiać? Napisał pan, że fideistami są wszyscy wierzący, a ja wykazałem panu, że to jest bezsensowne wrzucanie wszystkich do jednego wora. Jako, że w worku tym znajdą się nie tylko kości Sokratesa, Tertuliana, Montaigne'a, ale także wielu wierzących fizyków używających rozumu do prowadzenia bardzo skomplikowanych badań przekraczających pojecie większości z nas tutaj piszących, to pojęcie to traci swój sens. Fideizm nie jest przecież synonimem wiary w Boga. Naprawdę nie rozumiem po co pan metkuje w ten sposób wszystko, co nie jest ateizmem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > >>> Tak, jak wyżej napisałem znam w miarę dobrze myśl chrześcijańską i argumentowanie jej autorytetem tu jest niepotrzebne. Natomiast Pan zupełnie nie odnosi się do tego co ja napisałem, a więc o czym mielibyśmy rozmawiać?> Napisał pan, że fideistami są wszyscy wierzący,Przeczytał Pan co sądzi na ten temat Wikipedia? Fideizm (od łac. fides - wiara) to pogląd filozoficzny i teologiczny głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi. Według fideisty poznanie religijne w postaci objawienia wyprzedza poznanie rozumowe, a jedynym źródłem wiedzy w kwestiach wiary i etyki może być jedynie stała tradycja ludzkości oparta ostatecznie na pierwotnym Bożym Objawieniu. Jest to więc antyracjonalizm i irracjonalizm, bo przyjmuje się istnienie prawd niedostępnych poznaniu rozumowemu. Ja się po prostu z tym poglądem zgadzam. > a ja wykazałem panu, że to jest bezsensowne wrzucanie wszystkich do jednego wora.Nie zauważyłem aby zdołał Pan temu racjonalnymi argumentami zaprzeczyć. Powołuję się Pan tu na autorytet zaangażowanych, dla Pana ważnych, ale mnie nie przekonywujących. > Jako, że w worku tym znajdą się nie tylko kości Sokratesa, Tertuliana, Montaigne'a, ale także wielu wierzących fizyków używających rozumu do prowadzenia bardzo skomplikowanych badań przekraczających pojecie większości z nas tutaj piszących,Nie tylko "kości" - www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,589214#w589475> to pojęcie to traci swój sens.Nie odpowiadam za Pańskie rozumienie sensu. Spójna niespójność
Zespół ogólnych przekonań dotyczących natury świata wraz z wynikającymi z nich ideałami - to, w wielkim skrócie, nasz światopogląd. Dochodzimy do niego przez całe życie i dopóki żyjemy nie można uznać go zamkniętym. Choć każdy z nich, jest swoistym i niepowtarzalnym, to ludzie, żyjący w tym samym czasie, podobnych warunkach i poddani podobnym procesom socjalizacji, mają zbliżone poglądy na świat. Czy według jakiś kryteriów można je pogrupować? W dyskusjach mówi się o światopoglądach: naukowym, religijnym, materialistycznym, idealistycznym, pragmatycznym, sceptycznym, teistycznym, deistycznym i kilkudziesięciu innych.
Weźmy pod uwagę dwa pierwsze. Czy są one antagonistyczne? Czy nie mogą być połączone w jednej psychice? Zdecydowanie mogą, skoro wielu uczonych było ludźmi głęboko religijnymi i wcale im to nie przeszkadzało wypracowaniu ogromnego naukowego dorobku.
Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania.
Nie można idealizować nauki, która nigdy nie była ani czysta ani jednolita. Tworzona jest przez ludzi i dlatego obarczona jest wszelkimi ludzkimi ułomnościami: sporami ideowymi i sporami różnych klik, rywalizacją i wzajemną niechęcią, a także przesądami i tyranią dominujących poglądów.
Ponadto zrozumienie wyżyn obecnej nauki np. fizyki kwantowej wymaga ogromnej wiedzy specjalistycznej i nie posiadający takowej - a przecież, jest nas zdecydowana większość - muszą przyjąć jej twierdzenia "na wiarę". Próby logicznego zrozumienia rzeczywistości mogą jeszcze się powieść, gdy mówimy o trzech wymiarach i czasie, ale jak zrozumieć układ np. dwunastu wymiarów? (Burkhard Heim)
Toteż nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą. W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko i że zasadnicza różnica występuje dopiero przy próbie dychotomicznego podziału na: występujący - nader rzadko w czystej postaci - światopogląd krytyczny, domagający się "dowodów na wszystko" i fideistyczny - opierający porządek świata na wierze.
Przy światopoglądzie krytycznym - sama empiria nie wystarcza i do akceptacji jakiegoś poglądu, warunkiem koniecznym, jest jeszcze jego racjonalna zgodność. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi. Trzeba pamiętać, że oprócz religii istniały i istnieją parareligie. Kult bogów żywych bywał nie mniejszy od kultu bogów transcendentnych. W ich imieniu dokonywano zarówno wielkich czynów jak i pospolitych i ludobójczych zbrodni. Tak, nawet największy intelekt świata, gdy przedkłada wiarę ponad naukę (science) jest fideistą, ale fideizm wcale nie musi obejmować całokształtu jego intelektualnego dorobku. > Fideizm nie jest przecież synonimem wiary w Boga.Definicję fideizmu, z którą się zgadzam podałem już wielokrotnie. Wystarczy przeczytać. Może tylko wolniej, z zastanowieniem się - co tam jest napisane. > Naprawdę nie rozumiem po co pan metkuje w ten sposób wszystko, co nie jest ateizmem.No i jak poważnie prowadzić z Panem rozmowę? Alternatywą dla fideizmu jest afideizm, czy jak w moim przypadku nawet antyfideizm, ale nie ateizm, który tu nie ma nic do rzeczy. Każdy z nas ma pełne prawo z innymi się nie zgadzać, ale do rozmowy konieczne jest zrozumienie wypowiedzi, do której się odnosimy i polemika z tą wypowiedzią, a nie naszą wyobraźnią o niej oraz o autorze. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | farmer (22440 punktów) |
>Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne.
Przy czym wartość samego boga koreluje z mocą wiary co udowodnił urząd gdy odrzucał wniosek ......
Jak czytamy w uzasadnieniu decyzji, "Kościół Latającego Potwora Spaghetti nie spełnia wymogów art. 2 ust. 1 o gwarancjach wolności sumienia i wyznania, bowiem nie został utworzony - zdaniem ekspertów - w celu wyznawania i szerzenia wiary religijnej."
- Odczytujemy to jednoznacznie, że Urząd podpierając się ekspertyzą ocenił ilość naszej wiary w Potwora i stwierdził, że... nie wierzymy - oświadczają pastafarianie na swojej oficjalnej stronie. - Tym samym Urząd uznaje się za orzecznika wiary obywateli Rzeczypospolitej Polskiej - dodają.
To "coś" łatwo zauważyć podczas rozmów. Gdy wierzący opowiada coś o swoim bogu jego bóg zyskuje przynajmniej na starcie wartość +1. Niewierzący ma problem gdyż jest ignorowany i jego bóg (krasnoludek, smok) jest ignorowany i traci jakieś -1 do wartości. Co skutkuje podejrzeniami o naśmiewanie się z religii. Jest to problem w rozmowach gdyż rozmowa o bogu czy o "czymś tam" ma sens z wierzącym jedynie gdy rozmawia się o jego bogu lub o jego wyobrażeniach.
Wierzący nigdy nie oderwie brody swojemu bogu ani też nie oderwie skrzydełek aniołkom. Wierzący raczej nigdy nie będzie rozpatrywał innych bogów w przeciwieństwie do ateisty który musi się znać na wszystkim. I rozumieć te wyobrażenia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >Jak czytamy w uzasadnieniu decyzji, "Kościół Latającego Potwora Spaghetti nie spełnia wymogów art. 2 ust. 1 o gwarancjach wolności sumienia i wyznania, bowiem nie został utworzony - zdaniem ekspertów - w celu wyznawania i szerzenia wiary religijnej." >- Odczytujemy to jednoznacznie, że Urząd podpierając się ekspertyzą ocenił ilość naszej wiary w Potwora i stwierdził, że... nie wierzymy - oświadczają pastafarianie na swojej oficjalnej stronie. A wierzą? Tak jak wierzą np. katolicy? Czy są fideistami? Czy ktoś kto wierzy w LSM tak samo, jak wierzy się w innych bogów jest racjonalistą? Powiedzmy sobie szczerze - wszyscy ludzie przy zdrowych zmysłach dokładnie zdają sobie sprawę z tego, że LSM jest żartem, kpiną z religii. I cieszę się, że ze zdania ekspertów ponieważ jest ono jak najbardziej RACJONALNE.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | farmer (22440 punktów) |
>Powiedzmy sobie szczerze - wszyscy ludzie przy zdrowych zmysłach dokładnie zdają sobie sprawę z tego, że LSM jest żartem, kpiną z religii. I cieszę się, że ze zdania ekspertów ponieważ jest ono jak najbardziej RACJONALNE.
Tu chodzi zupełnie o coś innego.
A-dzień dobry. jestem ateista przyszedłem z własnym bogiem
B- to chyba kpiny, proszę następny
C-Ja z Bogiem który nie ma przyczyny, a wszystkie powody jego istnienia są zawarte w jego naturze.
B- A to zapraszam, proszę wypełnić druk numer 8 i zanieść do pokoju 9......
Czy wierzący może uwierzyć w boga ateisty? Ja nie potrafię uwierzyć w boga który nie ma przyczyny, a wszystkie powody jego istnienia są zawarte w jego naturze.
Co bardziej przerasta Twój umysł bóg ateisty czy bóg wierzącego?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >A-dzień dobry. jestem ateista przyszedłem z własnym bogiem Widzę tu pewną sprzeczność. >C-Ja z Bogiem który nie ma przyczyny, a wszystkie powody jego istnienia są zawarte w jego naturze. No cóż.. "Sądzę, że najważniejsze jest to, aby żyć, żeby więcej dać własnych wartości społeczeństwu, kulturze, rodzinie i nieznajomym, niż się ich otrzymało. Chodzi tu o takie wartości, jak odkrycia naukowe, nowe metody nauczania, budowanie środowiskowych domów kultury czy pisanie pamiętników dla wnuków. Mówiąc potocznie, chodzi o pozostawienie po sobie śladu w zbiorowej pamięci. Człowiek może już nie żyć, ale musi być. Jeśli sądzi pan, że pańska religia dopomoże mu w tym byciu, to zapraszam, proszę wypełnić druk numer 8 i zanieść do pokoju 9...... >Czy wierzący może uwierzyć w boga ateisty? Nie, ponieważ ateista nie czci żadnego boga. >Ja nie potrafię uwierzyć w boga który nie ma przyczyny, a wszystkie powody jego istnienia są zawarte w jego naturze. Jeśli będą pana zmuszać to zapraszam do pokoju numer 13. >Co bardziej przerasta Twój umysł bóg ateisty czy bóg wierzącego? Najbardziej przerasta mój umysł pojęcie boga wierzącego ateisty.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
>Najbardziej przerasta mój umysł pojęcie boga wierzącego ateisty.
Dlaczego bóg "imć Elsapa" jest bardziej wiarygodny niż moja wersja?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >>Najbardziej przerasta mój umysł pojęcie boga wierzącego ateisty. >Dlaczego bóg "imć Elsapa" jest bardziej wiarygodny niż moja wersja? Zacznij od odpowiedzi na pytanie czy twój bóg naprawdę istnieje, czy jesteś o tym głęboko przekonany. Powiedz najpierw czy twój bóg godny jest wiary, a jeśli odpowiesz twierdząco porównamy tę wiarygodność z bogiem "imć Elsapa".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | farmer (22440 punktów) | >>>Najbardziej przerasta mój umysł pojęcie boga wierzącego ateisty. >>Dlaczego bóg "imć Elsapa" jest bardziej wiarygodny niż moja wersja? >Zacznij od odpowiedzi na pytanie czy twój bóg naprawdę istnieje, czy jesteś o tym głęboko przekonany. Powiedz najpierw czy twój bóg godny jest wiary, a jeśli odpowiesz twierdząco porównamy tę wiarygodność z bogiem "imć Elsapa".
Rozumiem że nie rozumiesz? Zauważ że to Ty musisz mnie zrozumieć. To ja opowiadam o czymś co wydaję się nie wiarygodne. Tak jak wierzący opowiadają o swoim bogu.
Tysiące lat temu wystarczyło słowo bóg, może było to inne. Im więcej ludzie zadawali pytań tym bardziej odzierano go z atrybutów które nadano mu przez tysiące lat aż doszło do najbardziej popularnej wersji która mówi że coś musi być (i miliony wersji prywatnych).
Trudno przekonać ludzi do boga ateisty w którego się nie wierzy bo on jest i nie. Jak to nazwiesz? Trollowaniem, pieprzeniem za przeproszeniem.
Uważasz że to nie logiczne, to masz rację. Jeśli tego nie pojmujesz to też dobrze. Czy ja nie pojmuje boga wierzących? Tak. Co powie wierzący? Bog który nie ma przyczyny, a wszystkie powody jego istnienia są zawarte w jego naturze.
Tu nie chodzi o wymyślanie boga. Ale o pokazanie przedmiotu rozmowy i jego odbioru.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | |
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | > .> >Najbardziej przerasta mój umysł pojęcie boga wierzącego ateisty.> www.racjon(*)m.php/s,474361/z,0/d,7#w475646> www.racjon(*)m.php/s,474361/z,0/d,9#w475688> www.teolog(*)yczny_i_religia_polityczna.pdf> www.newsweek.pl/religia-polityczna,45280,1,1.htmlCzy Stalin, Mao i Pol Pot, Enver Hodża byli ateistami? Oczywiście, że nie! Jakże mogli byli nimi być skoro sami wykreowali się na bogów, twórców nowej, ateistycznej religii? Ot, przykład bardzo udanej racjonalizacji. pl.wikipedia.org/wiki/Ateizm_państwowyCo złego to nie my.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > Czy Stalin, Mao i Pol Pot, Enver Hodża byli ateistami?Nie wiem i zupełnie średnio mnie to interesuje, gdyż to byli socjopaci, czy psychopaci zupełnie średniego intelektu, pod przywództwem których dokonano potwornych i masowych zbrodni. > Oczywiście, że nie!A dlaczego, to takie oczywiste? > Jakże mogli byli nimi być skoro sami wykreowali się na bogów, twórców nowej, ateistycznej religii?A co ma piernik do wiatraka? Poglądy "boga" są poglądami "boga" i nijak się mają do wiary wiernych. > Ot, przykład bardzo udanej racjonalizacji. pl.wikipedia.org/wiki/Ateizm_państwowyNie, to tylko jeden z przykładów mocno zideologizowanego hasła w Wikipedii, jakich możemy tam sporo znaleźć. Jedna ideologia zwalcza drugą ideologię. Jedna religia drugą religię, a jeden bóg drugiego boga, ale nie ideologie są groźne, a wiara w nie. Im bardziej ślepa fundamentalistyczna, tym groźniejsza. Każda wiara (niezależnie od przedmiotu) ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu. > Co złego to nie my.Moralność Kalego, to chrześcijańska (głównie katolicka) specjalność. Do czego racjonaliści mieliby się przyznawać? Do wiary, że boga nie ma? Przecież to niemożliwe, gdyż znakomita ich większość to ludzie niewierzący. Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. Ja nie jestem żadnym ateistą, gdyż nie bawię się w zaprzeczanie istnienia nieistniejącego. Również nie należę do tych, którzy wierzą, iż bóg nie istnieje, a więc po prostu nie mam i nic wspólnego mieć nie mogę z ateizmem religijnym. Jestem naturalistą ontologicznym i mnie do zrozumienia istniejącej obiektywnie rzeczywistości uznanie dodatkowego istnienia nadrzeczywistości nie jest potrzebne, a to, iż Pan tego zrozumieć nie chce lub nie potrafi, to już zupełnie nie mój problem. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | niestadny (2492 punktów) |
Patrząc z perspektywy uważam że PRL nie był taki zły. Zaryzykuję nawet tezę, że wówczas ludzie nie tylko czuli się bezpieczniej socjalnie, ale byli szczęśliwsi. Moim zdaniem wbrew pozorom wolność słowa także stała na wyższym poziomie. Przez ostatnie dwadzieścia pięć lat w imię nowej ideologii starano się za wszelką ceną zohydzić ludziom tamten okres. Nie wszystkim udało się jednak "wyprać mózgi". Świadczy o tym chociażby stosunek Polaków do stanu wojennego. Eee tam, "wyprano mózg". Też mam serce "po lewej stronie". Nie widzę nic złego we wrażliwości społecznej i dążeniu do bardziej sprawiedliwego podziału "tortu". Liberalna gospodarka, solidarne państwo. Weźmy choćby kwestię płacy minimalnej i kosztów utrzymania(ceny żywności, mediów itp.). Dlaczego przy podobnych kosztach płace w Polsce są kilkukrotnie niższe niż w Europie Zachodniej? To skandal i trza ludziom wprost o tym mówić. Tyle że prawdziwej lewicy u nas de facto nie ma. Jakieś tam nadzieje można pokładać w tworzonym przez Piotra Ikonowicza Ruchu Sprawiedliwości Społecznej. Zastanawiam się nad założeniem oddziału w Koszalinie. Napisano: "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J 8,32 )" Warto ludziom mówić prawdę/otwierać oczy. Nie wszyscy skorzystali na transformacji ustrojowej. Frekwencja wyborcza jest jaka jest, gdyż ludzie nie wierzą już w jakiekolwiek zmiany. Skutecznie zabetonowano scenę polityczną, polaryzując nastoje. Masz do wyboru PO lub PIS. Wmawia się ludziom, że nie warto głosować na partie, które nie mają szans na wejście do Sejmu, że jest to głos zmarnowany. Tym sposobem od lat te same gadające głowy królują na szczytach władzy i w mediach. Czas to zmienić. Dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie. Kto to, według Ciebie, jest racjonalista?
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Patrząc z perspektywy uważam że PRL nie był taki zły. Zaryzykuję nawet tezę, że wówczas ludzie nie tylko czuli się bezpieczniej socjalnie, ale byli szczęśliwsi.
Tak, ale zwierzę w klatce może być dobrze traktowane (w pewnym sensie "bezpieczne socjalnie") i może czuć się szczęśliwe, zwłaszcza jeżeli nie może porównać niewoli z życiem na wolności. Dlatego uważam, że dobry ustrój to nie ten, w którym ludzie czują się szczęśliwi, ale ten, w którym mają prawo czuć się szczęśliwi (tzn. zasadnie czują się szczęśliwi, jeszcze inaczej mówiąc: są racjonalnie szczęśliwi).
>Moim zdaniem wbrew pozorom wolność słowa także stała na wyższym poziomie. Przez ostatnie dwadzieścia pięć lat w imię nowej ideologii starano się za wszelką ceną zohydzić ludziom tamten okres. Nie wszystkim udało się jednak "wyprać mózgi". Świadczy o tym chociażby stosunek Polaków do stanu wojennego.
Zgadzam się, ale dopowiem ze swojej strony, że III RP jest tylko i wyłącznie przedłużeniem PRL (niestety). Obecny ustrój Polski to kapitalizm państwowy kontrolowany przez rozrośniętą biurokrację, będącą wyborczym zapleczem władzy.
>Eee tam, "wyprano mózg". Też mam serce "po lewej stronie".
Mówiąc pół żartem, pół serio, nie przyznawałbym się publicznie do ciągot lewicowych, tak jak nie przyznawałbym się do wstydliwej choroby. Lewicowość to ucieleśnienie myślenia życzeniowego, które prawie nigdy nie wychodzi na dobre.
>Nie widzę nic złego we wrażliwości społecznej i dążeniu do bardziej sprawiedliwego podziału "tortu". Liberalna gospodarka, solidarne państwo...
Per saldo, rozwiązania socjalistyczne zawsze przynoszą więcej strat niż pożytku. Dobry jest ten ład, który tworzy się samoistnie, a samoistnie powstaje gospodarka wolnorynkowa. Popularność socjalizmu wynika z mrzonek Oświecenia, epoki, w której wydawało się, że edukacja pozwoli ukształtować człowieka od podstaw. Człowiek ma jednak naturalne skłonności, których wykorzenić się nie dało i nie da. Socjalizm wynika z błędnej koncepcji człowieka.
>Kto to, według Ciebie, jest racjonalista?
Myślę, że ten, który jako pierwszy powinien rozważyć hasło "posługiwania się rozumem". Jest to przecież tylko metafora. Nie "posługuję się" rozumem w tym znaczeniu, w jakim "posługuję się" np. widelcem, a rozum to także trochę inny byt niż widelec. Hasło "posługiwania się rozumem" jest także anachronizmem Oświeceniowym, w który próbuje się tchnąć jakąś nową treść, powołując na autorytet nauki. Jeżeli by jednak zbadać historię nauki, okazałoby się, że wiele jej wyników uzyskano metodami, które nie spełniają definicji racjonalności (ileż razy decydował przypadek, luźne skojarzenie, itp.). Oznacza to, że racjonaliści (znowuż dłużni w stosunku do Oświecenia) wymyślili więc pewne bóstwo - czystą Racjonalność - i czczą je.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | > Hasło "posługiwania się rozumem" jest także anachronizmem Oświeceniowym, w który próbuje się tchnąć jakąś nową treść, powołując na autorytet nauki. Jeżeli by jednak zbadać historię nauki, okazałoby się, że wiele jej wyników uzyskano metodami, które nie spełniają definicji racjonalności (ileż razy decydował przypadek, luźne skojarzenie, itp.). Podam przykład, który akurat mam pod ręką. "Kiedyś - a było to chyba wiosną roku 1982 - poszedłem z książką D. Bella The winding passage do parku. Otworzyłem ją i zacząłem czytać o przekraczaniu przez człowieka ograniczoności i przypadkowości. Zaniepokoiło mnie jego mętne myślenie. W końcu zasnąłem, a gdy się obudziłem, nastąpiło coś, co nazywa się iluminacją. Uświadomiłem sobie, że fundamentalną dyspozycją natury ludzkiej jest zdolność przekraczania istniejącego stanu rzeczy, że człowiek dzięki ekspansji i kreatywności tworzy cywilizację, kulturę i osobowość". Józef Kozielecki tak opowiedział o początku drogi, która doprowadziła go do stworzenia psychologi transgresyjnej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Meretseger (61860 punktów) |
>Mówiąc pół żartem, pół serio, nie przyznawałbym się publicznie do ciągot lewicowych, tak jak nie przyznawałbym się do wstydliwej choroby. Zapewne także do bicia żony i kradzieży pieniędzy babci-emerytce. Ile Ty masz lat, dziecko, że masz takie dziwaczne pojęcie o lewicy?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >Ile Ty masz lat, dziecko, że masz takie dziwaczne pojęcie o lewicy?
Prof. Pimko?
Mam bardzo dobre pojęcie o lewicy, dokładnie takie jak trzeba.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Mam bardzo dobre pojęcie o lewicy, dokładnie takie jak trzeba. Czyli każde inne jest złe, bo nie takie jak trzeba?
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >>Mam bardzo dobre pojęcie o lewicy, dokładnie takie jak trzeba. >Czyli każde inne jest złe, bo nie takie jak trzeba?
Owszem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Owszem. Nie spodziewałem się po tobie innej odpowiedzi. Zresztą czy jest coś czego nie wiesz najlepiej, jest coś w czym twoja opinia może nie być najsłuszniejsza? Nie ma to jak niezachwiana pewność siebie wierzącego - białe jest czarne, a czarne jest białe i nikt nam nie wmówi, że jest inaczej.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Barbiel (1106 punktów) | Zmieniłeś zdanie o lewicy, czepiasz się dla zasady czy mi się coś pomyliło czy Tobie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Zmieniłeś zdanie o lewicy,Nieszczególnie. Średnio lubię lewicę a polską pseudo lewicę jeszcze mniej, ale twierdzenie, że posiadanie lewicowych poglądów jeno na potępienie zasługuje to absurd. > czepiasz się dla zasady czy mi się coś pomyliło czy Tobie?>  W ogóle się nie czepiam. Piętnuje absurdalne myślenie według którego to Elaspowe rozumienie lewicy jest jedynym właściwym. Trąci mi to ignorancją i arogancją zarazem, bardzo przeze mnie nielubianą mieszanką. Nie mogę też powiedzieć czy nie pomyliłeś się w swojej opinii o mnie wcześniej jej nie znając.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Barbiel (1106 punktów) | A to mnie zaskoczyłeś. Sądziłem, że jesteś większym wrogiem lewicy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >A to mnie zaskoczyłeś. Sądziłem, że jesteś większym wrogiem lewicy. O tyle o ile. Poza głęboką niechęcią do bolszewików nie mogę siebie nazwać wrogiem lewicy - bolszewicy zaś to już historia. Nie do końca przekonują mnie również niektóre lewicowe czy z lewą stroną kojarzone postulaty, szczególnie te tyczące się finansów czy imigrantów. Nie lubię też polskiej przykościelnej "lewicy". W żadnym jednak wypadku nie uważam, iż lewicowe poglądy są czymś czego należy się wstydzić, tak samo jak nie uważam lewicowości za niesłuszną z zasady.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >>>Mam bardzo dobre pojęcie o lewicy, dokładnie takie jak trzeba. >>Czyli każde inne jest złe, bo nie takie jak trzeba? > Owszem. Jest to wątek o metafizyce, więc powiedz mi szczerze, co sądzisz o środowisku Krytyki Politycznej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Jest to wątek o metafizyce, więc powiedz mi szczerze, co sądzisz o środowisku Krytyki Politycznej. Skoro z jakiegoś powodu chcesz wiedzieć to powiem ci, że nie obchodzi mnie środowisko KP. Nie obchodzi mnie ono na tyle, iż nawet opinii o nim nie mam.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Jest to wątek o metafizyce, więc powiedz mi szczerze, co sądzisz o środowisku Krytyki Politycznej.
Uważam, że ludzie ci nie wierzą w to, co mówią. Nie sądzę, aby należało ich traktować poważnie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Mówiąc pół żartem, pół serio, nie przyznawałbym się publicznie do ciągot lewicowych, tak jak nie przyznawałbym się do wstydliwej choroby. Lewicowość to ucieleśnienie myślenia życzeniowego, które prawie nigdy nie wychodzi na dobre.> Per saldo, rozwiązania socjalistyczne zawsze przynoszą więcej strat niż pożytku. Dobry jest ten ład, który tworzy się samoistnie, a samoistnie powstaje gospodarka wolnorynkowa. Popularność socjalizmu wynika z mrzonek Oświecenia, epoki, w której wydawało się, że edukacja pozwoli ukształtować człowieka od podstaw. Człowiek ma jednak naturalne skłonności, których wykorzenić się nie dało i nie da. Socjalizm wynika z błędnej koncepcji człowieka.Eeee... ale wiesz, że socjalizm i lewicowość to nie są pojęcia łączne i tożsame, tak? Zdajesz sobie z tego chociaż sprawę, prawda? 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Eeee... ale wiesz, że socjalizm i lewicowość to nie są pojęcia łączne i tożsame, tak? Zdajesz sobie z tego chociaż sprawę, prawda?
Tak, zdaję sobie sprawę. I jednego, i drugiego należy jednakże unikać, a zaraziwszy się, należy się dyskretnie wyleczyć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > >Eeee... ale wiesz, że socjalizm i lewicowość to nie są pojęcia łączne i tożsame, tak? Zdajesz sobie z tego chociaż sprawę, prawda?> Tak, zdaję sobie sprawę. I jednego, i drugiego należy jednakże unikać, a zaraziwszy się, należy się dyskretnie wyleczyć.Za własne pieniądze. O ile je się ma. Jeśli się nie ma danej sumy, albo ma się akurat jakąś inną, nietypową/ trudną/ śmiertelną (skreślić zbędne) chorobę, to należy potulnie i z flagą na ryju zdechnąć w kątku. Odpowiednio oddalonym, aby nie razić wrażliwych oczu współplemieńców.  Nope, dzięki. Wolny rynek po całości, ale prawo pracy i POZ to jednak takie humanitarne wynalazki, z którymi ciężko się rozstać każdemu, kto ma chociaż trochę ludzkiego podejścia.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Piękny Lolo (2082 punktów) | > Tak, zdaję sobie sprawę. I jednego, i drugiego należy jednakże unikać, a zaraziwszy się, należy się dyskretnie wyleczyć.
Czytam już po raz enty ten post, bo zachwyca mnie Pańska lekkość w kierowaniu na leczenie lewicowców, socjalistów. A są oni za tolerancją, sprawiedliwością, równym startem dla każdego i za takim samym podziałem dóbr, za opieką nad niezaradnymi, odrzuconymi. Jak nie przymierzając Jezus. Czy aby Pan, jako wyznawca Jezusa, się tym samym na dyskretne leczenie nie kwalifikuje?
Pozdrawiam, socjalista Piękny Lolo
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | niestadny (2492 punktów) |
> Jak nie przymierzając Jezus.Zdecydowanie Jezus był lewicowcem. Pierwsze chrześcijańskie gminy były komunami. No i jezuickie redukcje w Paragwaju. No i żydowskie kibuce... Początków należałoby doszukiwać się we wspólnotach pierwotnych(o ile takowe istniały). Co Ty na to, Elaspie?
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | |
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | niestadny (2492 punktów) |
> Wiedza o doktrynie religijnej i historii religii, to tylko ksiendzom jest potrzebna!> Wierne mają wiernie wierzyć w aktualną katechezę.Myślę, że Kościół odwrócił się od lewicy/zaparł się własnych korzeni gdyż przez komunistyczną lewicę, która chciała wyrugować religię teistyczną, był prześladowany. Kościół powinien powiedzieć wprost: "Jezus był lewicowcem i humanistą". Cytat:Miłuj bliźniego swego jak siebie samego /Mt22,39/ Warto zajrzeć do Preambuły Konstytucji RP, gdzie jak byk stoi: Cytat:[...]zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł,[...] Nie ma więc podziału na lepszych i gorszych według kryterium: wiara/niewiara.
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > Myślę, że Kościół odwrócił się od lewicy/zaparł się własnych korzeni gdyż przez komunistyczną lewicę, która chciała wyrugować religię teistyczną, był prześladowany.Kiedy i gdzie?Wróćmy do starych dobrych czasów forum (które Pan tak sobie chwali) i zobaczmy co np. pan Głąbiński napisał o encyklice "Rerum novarum" www.racjonalista.pl/forum.php/s,46773Choć ja osobiście prześladowania Kościoła przez lewicę to od Konstantyna bym już zaczął: www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,470746#w471588www.racjonalista.pl/forum.php/s,471256www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,525127#w529473Rozumiem, że ten wstrętny Marks "Bogu ducha winnego" papieża zaatakował: "Widmo krąży po Europie - widmo komunizmu. Wszystkie potęgi starej Europy połączyły się dla świętej nagonki przeciw temu widmu, papież i car, Metternich i Guizot, francuscy radykałowie i niemieccy policjanci". Tyle tylko, że ja marksowską teorię religii (ale marksowską, a nie tego co czynią z niej jej wrogowie) bardzo sobie cenię, gdyż sporo wyjaśnia. lubimyczyt(*)marksistowskiej-teorii-religii> Kościół powinien powiedzieć wprost: "Jezus był lewicowcem i humanistą".Tak, Kościół może kłamać i różne bzdury wygadywać, ale kieruje nim bardzo wielu, bardzo mądrych ludzi i nie wygadują bzdur niezgodnych z jego interesem. Tak, myśli wielu przyzwoitych ludzi - nawet kapłanów - ale to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. > Warto zajrzeć do Preambuły Konstytucji RP, gdzie jak byk stoi: [...]> Nie ma więc podziału na lepszych i gorszych według kryterium: wiara/niewiara.Szanowny Panie, miałem kilkanaście lat i zobaczyłem na płocie zachęcający napis D U P A. Pogłaskałem i wbiłem sobie zadrę! Od tamtego czasu podchodzę sceptycznie do tego co napisane. Nawet (a może i szczególnie) przez filozofów, których czytam z dużym zainteresowaniem, gdyż spora część to bardzo mądrzy ludzie.Gdybym miał wierzyć w to co napisane, to już prędzej w komunizm bym uwierzył, gdyż w tekście to piękna idea. Znacznie gorzej było z praktyką. Polska jest praktycznie państwem wyznaniowym, w którym pod krzyżem penalizuje się religijnie prawo. A ludzie walczący o świeckość państwa i równość obywateli niezależnie od światopoglądu, czy wyznania nazywani są nawet na naszym forum "walczącymi ateistami". Nie jestem ateistą tym bardziej żadnym "walczącym ateistą" tylko nienawidzę głupoty i wciskania kituPozdrawiam. PS. www.kul.pl/files/102/bielak_2007_3.pdf@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >> wiesz, że socjalizm i lewicowość to nie są pojęcia łączne i tożsame, >> tak? Zdajesz sobie z tego chociaż sprawę, prawda? > Tak, zdaję sobie sprawę. I jednego, i drugiego należy jednakże > unikać, a zaraziwszy się, należy się dyskretnie wyleczyć.
Czasem zastanawiam się, dlaczego tak jest tzn. tak jak Pan powiedział: w religii katolickiej istnieje "delikatna" niechęć do marksizmu, lewicowości i wartości socjalnych.
Tak też jest oczywiście w drugą stronę, czego przykładem liczne wypowiedzi naszych lewicujących forumowiczów.
Postawa walki o realizację Królestwa Bożego na ziemi (docelowo mająca przynieść szczęście, spełnienie i pokój wewnętrzny) i postawa dążąca do upowszechnienia opiekuńczej roli państwa, dobrobytu oraz dominacji socjalistycznych idei, jakby trochę ze sobą konkurują.
Dość czytelnie i węzłowato mówił o tym parę lat temu prof. Obirek.
Potrzebna jest wolność wyznania i podstawowa opieka dla ludzi upośledzonych, wykluczonych czy też gorzej sobie radzących. Ale bez przesady. Osobiście nie jestem zwolennikiem przeginania w żadną stronę.
Stawiam tezę, że kler i socjaliści w Polsce przed 89rokiem walczyli o rząd dusz szczególnie silnie, właśnie z powodu chęci zagarnięcia dla siebie jak największych obszarów na tym samym polu.
Sam człowiek z jego osobistymi ambicjami, planami i marzeniami był w tej walce dla nich zdecydowanie na drugim miejscu.
Łącząc pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | Proponuję, zajrzyj do starej Polityki (nr 7 02.02.14) Rozmowa Janiny Paradowskiej z Różą Thun. Dwóch mądrych ludzi rozmawia o ....
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Dwóch mądrych ludzi rozmawia o ....Mówisz o tym? www.polity(*)-swiatopogladu-i-polityki.readBędę wdzięczny za skan, niestety nie mam płatnego dostępu do Polityki cyfrowej. Swoją drogą mądra babka. Zachęciłeś mnie do kupna jej książki "Róża". Pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | > >Dwóch mądrych ludzi rozmawia o ....> Mówisz o tym?> www.polity(*)-swiatopogladu-i-polityki.read> Będę wdzięczny za skan, niestety nie mam płatnego dostępu do Polityki cyfrowej.> Swoją drogą mądra babka. Zachęciłeś mnie do kupna jej książki "Róża".Postaram się, ale nie obiecuję
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > Stawiam tezę, że kler i socjaliści w Polsce przed 89rokiem walczyli o rząd dusz szczególnie silnie, właśnie z powodu chęci zagarnięcia dla siebie jak największych obszarów na tym samym polu.Stawia Pan tezę i fajnie, ale przy cezurze to warto podać i pierwszą datę - od kiedy ta walka się rozpoczęła? Od 1945, od 1918, czy jeszcze wcześniej? www.racjon(*)m.php/s,551020/z,0/d,9#w552218A może od "Rerum novarum" (1891)I. ROZWIĄZANIE FAŁSZYWE: SOCJALIZM
3. Socjaliści, wznieciwszy zazdrość (ubogich do bogatych) mniemają, że dla usunięcia przepaści między nimi znieść trzeba prywatną własność, a zastąpić ją wspólnym wszystkim posiadaniem dóbr materialnych, i to w ten sposób, żeby nimi zarządzali bądź naczelnicy gmin, bądź kierownicy państw. Przez tę przemianę posiadania prywatnego na wspólne zapewniającą, jak sądzą, równy podział rzeczy i korzyści, spodziewają się socjaliści uleczyć obecne zło. To jednak nie rozwiąże trudności, a samej klasie robotników przyniesie w rezultacie szkodę. Jest ponadto ten pogląd niesprawiedliwym; zadaje bowiem gwałt prawnym właścicielom, psuje ustrój państwa i do głębi wzburza społeczeństwo.
Własność wspólna szkodliwa dla robotnika
4. Rzeczywiście bowiem - łatwo to sprawdzić - wewnętrzną pobudkę pracy, której się podejmują wszyscy zajęci produkcją przynoszącą zysk, i celem, ku któremu bezpośrednio zmierza pracownik, jest zdobycie dobra materialnego i posiadania go wyłącznie jako swoje i własne. Kiedy pracownik wypożycza komuś siły lub swoje zdolności, to pożycza je w tym celu, ażeby uzyskać środki potrzebne do życia i do odpowiedniego utrzymania; przez pracę zatem chce posiąść prawdziwe i doskonałe prawo nie tylko do zapłaty, ale i do użycia jej według uznania.
Jeśli więc ktoś, ograniczywszy swe wydatki, poczynił oszczędności i chcąc zabezpieczyć te oszczędności nabył ziemię, wówczas ta ziemia nie jest czym innym jak zapłatą za pracę, tylko w nowej postaci, i dlatego tak nabyta ziemia pozostać winna w jego mocy, jak zapracowana przez niego zapłata. Na tym właśnie polega prawo własności ruchomej i nieruchomej.
Zmiana zatem posiadania z prywatnego na wspólne, do której dążą socjaliści, pogorszyłaby warunki życia wszystkich pracowników, pobierających płacę, ponieważ odebrałaby im swobodę używania płacy na cele dowolne, i tym samym także nadzieję i możność pomnożenia majątku rodzinnego i polepszenia losu.
Własność wspólna sprzeciwia się prawu natury
Ponadto, co jeszcze ważniejsze, zalecają w ten sposób socjaliści środek sprzeciwiający się jaskrawo sprawiedliwości; prywatne bowiem posiadanie dóbr materialnych na własność jest naturalnym prawem człowieka. Trudno mi jakoś bardzo wyodrębnić Polskę z Europy, a w Europie to spokojnie tą kościelną walkę o rząd dusz - zawsze po stronie władzy (za wyjątkiem konkurencyjnej lewicy) i bogatych - można cofnąć do Konstantyna. Oczywiście Kościół to wielka społeczność, a w takiej naturalną są herezje i różnice poglądów. Za buzię wszystkich to starała się utrzymać zdyscyplinowana hierarchia. Natomiast wśród chrześcijan, a nawet kapłanów zdarzali się ludzie, którzy z tym się pogodzić nie mogli i tak samo wśród socjalistów zdarzali się głęboko wierzący chrześcijanie. Ten obszar też warto poznać: [Załącznik]Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | szarley (54913 punktów) | > >Pan życzy sobie rozmowy,> Owszem, chętnie bym z Panem porozmawiał, problem jednak polega na tym, że nie jest Pan racjonalistą, tylko "człowiekiem lewicy" z warszawskiego SLD, któremu kiedyś dość skutecznie wyprano mózg (albo, co na jedno wychodzi, który jest do dziś wdzięczny PRL-owi, że udało się kupić pralkę...) i który swoje niespełnione ambicje wymieszane z marksistowskimi bredniami próbuje wtłoczyć w racjonalistyczne forum pod kiepsko naklejoną etykietą "naturalizmu ontologicznego". Może Pan trykać jak ten baran, ale nie uda się Panu nic zdziałać. Za późno na wszystko i najlepiej będzie, jeżeli się Pan z tym pogodzi. PRL nie wróci, a marksizm odszedł na śmietnik historii. Marne szanse, ze znajdzie się coś grzebiąc na śmietniku, a i czasu szkoda.> Dotąd miał Pan asekurację w postaci moderatorek oraz kliki, jednakże te czasy szczęśliwie minęły. Warto odnotować, że wyraźnie spokorniał Pan i przycichł - to pocieszające. Nawet i Pan, zwolennik Darwina, potrafi w swej postawie ewoluować.> Zamiast przesiadywać na "Racjonaliście" niech Pan się weźmie np. za naukę języków obcych. Daję słowo, że nikomu to jeszcze nie zaszkodziło.> Cytat: Chcę ukryć wypowiedzi tego czytelnika na Forum Wypowiedzi tego czytelnika będą dla Ciebie niewidoczne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
> Cytat: >Chcę ukryć wypowiedzi tego czytelnika na Forum >Wypowiedzi tego czytelnika będą dla Ciebie niewidoczne.
Zatem nie odpowiadam, bo i tak Pan nie zobaczy odpowiedzi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Sygnał (4252 punktów) |
>Właśnie jest jeden Byt, który ratuje nas przed tym regresem. Bóg ma tę własność, że nie ma przyczyny, a wszystkie powody jego istnienia są zawarte w jego naturze. Właśnie o to tu chodzi.
I nie wydaje Ci się frapujące, że jest jeden taki specjalny byt, który łamię zasadę typową dla innych bytów? Byt, dodam, pozamaterialnym, o którym wnioskujesz bez badań? Litości Elaspie, to było tu setki razy poruszane.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>I nie wydaje Ci się frapujące, że jest jeden taki specjalny byt, który łamię zasadę typową dla innych bytów? Byt, dodam, pozamaterialnym, o którym wnioskujesz bez badań?
Tak, jest to frapujące. Są byty, ale jest i Byt. Wnioskuję = przewiduję, że nauka wykaże kiedyś Jego istnienie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sygnał (4252 punktów) | >Tak, jest to frapujące. Są byty, ale jest i Byt. Wnioskuję = przewiduję, że nauka wykaże kiedyś Jego istnienie.
Mnie za to frapuje, dlaczego wielkie litery tak wiele znaczą jeśli rozmawiamy o bogach.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Mnie za to frapuje, dlaczego wielkie litery tak wiele znaczą jeśli rozmawiamy o bogach.
Odgrywają tu rolę także te względy, dla których piszemy "Gdańsk" a nie "gdańsk". Nie szukajmy dziury w Całym.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) |
>Odgrywają tu rolę także te względy, dla których piszemy "Gdańsk" a nie "gdańsk". Nie szukajmy dziury w Całym. Wielka litera ma sens gramatyczny, gdy piszemy o bogu judeochrześcijańskim, określanym pseudoimieniem "Bóg". Natomiast pisanie "Byt", "On", "Jego" sensu jest całkowicie pozbawione (wyjątkiem słowo "Ty" - przez grzeczność zwracamy się wielką literą do wszystkich, tak jak np. ja do Ciebie). Piszemy owszem "Gdańsk", ale "w nim mieszkają gdańszczanie" (nie w Nim). Dlatego ja pisząc o bogach (w tym także o Bogu) używam małej litery na początku słowa "oni".
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Właśnie jest jeden Byt, który ratuje nas przed tym regresem.> Bóg ma tę własność, że nie ma przyczyny, a wszystkie powody jego istnienia są zawarte w jego naturze.Jak to "jest"? Nie "jest", tylko: postulujesz istnienie takiego bytu. Zakładam że dostrzegasz subtelną różnicę i to tylko niezręczność językowa? Wyjaśniwszy tę kwestię, muszę Ci zakomunikować, że Twoja ulubiona hipoteza przegrywa z dużo prostszym modelem, co ostatnio dyskutowałem z Brzostowskim - jeżeli się nudzisz to sobie poczytaj.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> > Bóg ma tę własność, że nie ma przyczyny, a wszystkie powody jego istnienia są zawarte w jego naturze.> Jak to "jest"? Nie "jest", tylko: postulujesz istnienie takiego bytu. Ściślej biorąc przewiduję, że nauka wykaże istnienie Boga (rozumianego tak jak wskazywałem powyżej). Jest to taka moja prywatna hipoteza. > Wyjaśniwszy tę kwestię, muszę Ci zakomunikować, że Twoja ulubiona hipoteza przegrywa z dużo prostszym modelem, co ostatnio dyskutowałem z Brzostowskim - jeżeli się nudzisz to sobie poczytaj.Dziś przegrywa, jutro będzie wygrywać. Argument "z nauki" nigdy nie jest ostateczny, zawsze tylko i wyłącznie tymczasowy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) |
>Ściślej biorąc przewiduję, że nauka wykaże istnienie Boga (rozumianego tak jak wskazywałem powyżej). Jest to taka moja prywatna hipoteza. Wolno Ci mieć każdą, jaką zechcesz, ale pozwolisz, że okażę się sceptyczna: szczerze wątpię, by nauka kiedykolwiek wykazała istnienie jakiegokolwiek boga. Z dość prostego powodu - nauka nie zwykła zawracać sobie głowy bogami. Jak już wspomniałam, i tak ma co robić. >Argument "z nauki" nigdy nie jest ostateczny, zawsze tylko i wyłącznie tymczasowy. Niewątpliwie tak jest, albowiem nauka nie stoi w miejscu, tylko się rozwija. To, co dziś aktualne, jutro zostanie zweryfikowane. I albo pozostanie aktualne, albo zostanie ulepszone i zmodyfikowane. Ale, jako już rzekłam, nie dotyczy to bogów, którymi z definicji nauka się nie zajmuje. W tym kontekście rzecz ujmując, argument z nauki i tak jest (w danej chwili) ostateczny, ponieważ innego nie ma.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Dziś przegrywa, jutro będzie wygrywać. > Argument "z nauki" nigdy nie jest ostateczny, zawsze tylko i wyłącznie tymczasowy.
Reasumując: łączy nas szacunek do nauki i wiedzy, z tym że ja bazuję na wiedzy aktualnej - a Ty na wiedzy przyszłej.
Może to tylko moje ograniczenia, ale mam wrażenie że korzystanie z wiedzy przyszłej rodzi jednak pewne techniczne problemy...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | . >Reasumując: łączy nas szacunek do nauki i wiedzy, z tym że ja bazuję na wiedzy aktualnej - a Ty na wiedzy przyszłej.
Wreszcie jakieś trafne spostrzeżenie, ratujące honor "racjonalistów".
>Może to tylko moje ograniczenia, ale mam wrażenie że korzystanie z wiedzy przyszłej rodzi jednak pewne techniczne problemy...
Tak, ale wszystko rodzi jakieś problemy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | >> ja bazuję na wiedzy aktualnej - a Ty na wiedzy przyszłej. > Wreszcie jakieś trafne spostrzeżenie, ratujące honor "racjonalistów".
Gadaj tu z takim. Pokaż mu gdzie popełnia błąd, to ucieknie w krotochwilę...
> Tak, ale wszystko rodzi jakieś problemy.
...albo w głębotę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | MarcinK (9189 punktów) | >>> ja bazuję na wiedzy aktualnej - a Ty na wiedzy przyszłej. >> Wreszcie jakieś trafne spostrzeżenie, ratujące honor "racjonalistów". >Gadaj tu z takim. Pokaż mu gdzie popełnia błąd, to ucieknie w krotochwilę...
i w teń deseń:
"dyskusja" z Elaspem, umysłu Balastem...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | farmer (22440 punktów) | >>> Bóg ma tę własność, że nie ma przyczyny, a wszystkie powody jego istnienia są zawarte w jego naturze. >>Jak to "jest"? Nie "jest", tylko: postulujesz istnienie takiego bytu. > Ściślej biorąc przewiduję, że nauka wykaże istnienie Boga (rozumianego tak jak wskazywałem powyżej). Jest to taka moja prywatna hipoteza.
Mówisz masz. ....Dwójka naukowców badających upuszczoną na ziemię hostię w sokólskim kościele podtrzymuje wyniki swoich badań. Zdaniem prof. Marii Sobaniec-Łotowskiej oraz prof. Stanisława Sulkowskiego na hostii odnaleziono fragmenty tkanki mięśnia sercowego.....
Ciekawe czy boga dałoby się sklonować? Może kiedyś naukowcy mogą się posunąć do czegoś takiego. Bo jak go udowodnią to pewnie też odwzorują jakiś model laboratoryjny boga.
Ciekawe też co z nie udanymi wersjami boga (przypomniał mi się OBCY PRZEBUDZENIE ) gdzie przechowywano zakonserwowane w szklanych pojemnikach nieudane klony Ripley. Jeden z nich, numer 7, utrzymywany był przy życiu i unieruchomiony na łóżku. Poprzednia wersja Rpley, najwyraźniej okropnie cierpiąca fizycznie, poprosiła swoją nowszą wersję o skrócenie męki. Kobieta uczyniła to przy użyciu miotacza płomieni, a następnie pod wpływem silnych emocji zdewastowała całe laboratorium.
....a feee . Bóg zabijający siebie ale nie może bo jest bogiem ale...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | niestadny (2492 punktów) |
>Bóg ma tę własność, że nie ma przyczyny, a wszystkie powody jego istnienia są zawarte w jego naturze. Ejże! Zdefiniuj "Bóg"?
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >>Bóg ma tę własność, że nie ma przyczyny, a wszystkie powody jego istnienia są zawarte w jego naturze. >Ejże! Zdefiniuj "Bóg"? Może jest czynnym pierwiastkiem w substancji czyli siłą, która działa i wytwarza skutki?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 11 na 11 | Fizyk (17637 punktów) | > Bóg ma tę własność, że nie ma przyczyny, a wszystkie powody jego istnienia są zawarte w jego naturze.Mamy więc kolejnego Boga, tym razem jako Fluktuacja Kwantowa.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | >>>W światach o cechach uniemożliwiających zaistnienie fizyków nie ma metafizyki. >Mogę zawsze zapytać, dlaczego istnieją prawa umożliwiające ich poznawalność. Mogę zawsze odpowiedzieć negatywnie - bez rozpoznania wzorów fizycznych nie ma wśród małp fizyków, zatem tym bardziej nie ma mowy o meta-fizyce.
P.S. Nie rozumiem dlaczego przywołujesz w tym wątku swoje opinie o innych użytkownikach. Czyżby to była próba upolitycznienia nauki (i metanauk) na podobieństwo religii, które pewnie nie mają innego niż polityczne oparcia? W każdym razie, o ile nieobca Panu powściągliwość, proszę w rozmowach ze mną tego nie robić (nie przepadam za plotkami).
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Mogę zawsze odpowiedzieć negatywnie - bez rozpoznania wzorów fizycznych nie ma wśród małp fizyków, zatem tym bardziej nie ma mowy o meta-fizyce.
Nie sądzę, aby była to wystarczająca odpowiedz. Wydaje mi się, że sprowadza się do powiedzenia: prawa są poznawalne, bo gdyby nie były, to nie byłyby poznawalne.
>Nie rozumiem dlaczego przywołujesz w tym wątku swoje opinie o innych użytkownikach. Czyżby to była próba upolitycznienia nauki (i metanauk) na podobieństwo religii, które pewnie nie mają innego niż polityczne oparcia?
Szczerze powiedziawszy nie rozumiem tej uwagi. Nie jestem także pewien, czy religie mają faktycznie tylko polityczne oparcie (cokolwiek miałoby to znaczyć).
>W każdym razie, o ile nieobca Panu powściągliwość, proszę w rozmowach ze mną tego nie robić (nie przepadam za plotkami).
Wprawdzie wydaje mi się, że słowo "plotka" jest tu niezbyt właściwie użyte, ale dobrze, oczywiście, nie będę wspominać o innych.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > "Powtarzalna zależność" to niewystarczające określenie dla prawa. Nie każda powtarzalna zależność jest prawem. Miałem na myśli odkryte mechanizmy przyrody (np. prawo Archimedesa) w odróżnieniu od praw-dekretów (które niekiedy faktycznie na pstrym koniu jeżdżą).
> buduje się zdania, a więc językowe reprezentacje praw, a nie prawa. Nie mylmy praw z ich językowymi reprezentacjami. Tak. Bardzo istotne odróżnienie Pan tu proponuje (choć chyba niekoniecznie łatwe do uporządkowania). W szczególności zdaje się, że językowe reprezentacje praw pojawiły się później niż same mechanizmy przyrody. Czy taka kolejność jest do przyjęcia, byśmy praw naturalnych ze stanowionymi nie mylili?
P.S. Poprzednią odpowiedź w stylu przekomarzania się proszę zrzucić na karb pośpiechu.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>> "Powtarzalna zależność" to niewystarczające określenie dla prawa. Nie każda powtarzalna zależność jest prawem.
>Miałem na myśli odkryte mechanizmy przyrody (np. prawo Archimedesa) w odróżnieniu od praw-dekretów (które niekiedy faktycznie na pstrym koniu jeżdżą).
Tak, ale jest to bardzo generalne określenie. Tak naprawdę nie ma zadowalającej definicji prawa naukowego.
>W szczególności zdaje się, że językowe reprezentacje praw pojawiły się później niż same mechanizmy przyrody. Czy taka kolejność jest do przyjęcia, byśmy praw naturalnych ze stanowionymi nie mylili?
Byłbym skłonny tak powiedzieć, chociaż wątpliwości może wzbudzać określenie "mechanizm przyrody". Mechanizm to coś, co spełnia określoną funkcję (albo czego części spełniają określone funkcje). Pojęcie funkcji (nie mówię tu oczywiście o matematycznym rozumieniu f.) nie jest teoretycznie łatwiejsze niż pojęcie prawa naukowego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > Mechanizm to coś, co spełnia określoną funkcję Proponuję mniej wyszukane określenie mechanizmu - coś, co dzieje się bezwiednie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >> Mechanizm to coś, co spełnia określoną funkcję >Proponuję mniej wyszukane określenie mechanizmu - coś, co dzieje się bezwiednie. Proces?
|
|
| | | | | | | | | |  | 11 na 11 | Fizyk (17637 punktów) | > Bóg = źródło praw rządzących światem fizycznym.A więc mamy kolejnego Boga. > Nie jest więc ścisłe twierdzenie, że Bóg nie jest przedmiotem poznania naukowego.Ano nie jest. > Bóg jeszcze nie jest przedmiotem poznania naukowego.Taki Bóg już jest przedmiotem poznania naukowego. > Nauka docieka, jakie prawa rządzą światem fizycznym. Kiedyś być może będzie w stanie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego rządzą nim akurat te, a nie inne prawa.Odpowiedź na to pytanie jest już znana: - źródłem prawa zachowania energii jest symetria przesunięcia w czasie,
- źródłem prawa zachowania pędu jest symetria przesunięcia w przestrzeni,
- źródłem prawa zachowania momentu pędu jest symetria względem obrotów, itp.
Czyli wymyśliłeś Boga-Symetrię.
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Proszę, niech Pan czyta uważnie, zastanowi się przed odpowiedzią i nie obraca sprawy w żart. Zawsze mogę zapytać, dlaczego świat jest taki, że obowiązuje w nim twierdzenie Noether (= dlaczego prawdzie są przesłanki dowodu tego twierdzenia). To, co Pan nazywa rozwiązaniem problemu, jest więc de facto tylko jego przesunięciem. Zanadto ułatwił Pan sobie zadanie kładąc znak równości między prawami i prawami fizycznymi. Świat to także prawidłowości nieempiryczne (matematyczne), a ich, jak rozumiem, twierdzenie Noether nie dotyczy.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Fizyk (17637 punktów) | > Proszę, niech Pan czyta uważnie, zastanowi się przed odpowiedzią i nie obraca sprawy w żart.
Nic na to nie poradzę, że teologia mnie śmieszy. Dziwię się natomiast, że Pan tę pseudowiedzę bierze na serio.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Nic na to nie poradzę, że teologia mnie śmieszy. Dziwię się natomiast, że Pan tę pseudowiedzę bierze na serio.
A więc odpowiedż typu biblijnego, specjalnie dla p. Fizyka: oddajmy Bogu, co Boskie, teologom, co teologiczne.
|
|
| | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > Z wielobytowością sprawa nie wydaje się oczywista - raz, że świat pozostaje czym innym niż nasze modele świata*> (a jeśli świat łącznie z modelami, to już meta-model) - dwa, że w samej fizyce wyróżnia się np. różne oddziaływania, a ich unifikacja (kwantowa teoria grawitacji?) niekoniecznie musi się powieść.> Łatwo się co prawda zgodzić z taką prostą myślą, że "byty" nieoddziałujące lub niekorespondujące z bytami uznanymi (mierzalnymi) nie są godne miana bytu, ale nie wszystko już odkryto i nie wszystko jeszcze zbudowano.> Dopiero gdy ktoś próbuje nadawać status ontologiczny "bytom" z założenia zaświatowym lub zabrania ich weryfikacji, to pewnie uprawia metafizykę fideistyczną, oderwaną od realiów,> >>> a więc rozważania na te tematy są puste.> Pozdrawiam i dziękuję za linki (zapoznam się z nimi w warunkach sprzyjających pogłębionej refleksji).Gdy Pan już znajdzie bardziej sprzyjające warunki do pogłębionej refleksji, to może będzie warto do tej rozmowy wrócić? Tu mogę dodać tylko, że dla mnie jest zdecydowanie bardziej przekonywujący naukowy monizm np. pana Fizyka od wszelakich spekulacji filozoficznych: www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,573743#w574913_____________________ Pan Elasp napisał o Panu: (stwierdzam z przykrością, bo jak na ateistę jest Pan całkiem pojętnym człowiekiem)Ta jego łaskawość wobec Pana przypomniała mi anegdotę: Katecheta opowiada dzieciom jak piękne jest boskie dzieło. Garbaty Jaś stwierdza pod nosem: - No u mnie, to nawet widać, jak Bóg udatnie tworzy. Katecheta, który usłyszał: - Przecież musisz przyznać, że jak na garbatego to jesteś piękny.Wśród grupy głupców - Summa summarum właśnie tyle wspólnego z nauką ma ateizm pp. Koraszewskiego, Ferusa, Bogusławskiego, Ojca Ateusza, Setrakosa (...), a także p. Fizyka, który - wydaje mi się - nie przemyślał dostatecznie tych spraw, niepotrzebnie ulegając zabobonowi walki z religią - w ocenie "najmądrzejszego we wsi" (czyli według niego "nowego" forum, pod redakcją "nareszcie nawróconego" red. Agnosiewicza), to jeszcze Pan ujdzie. Gratuluję!Bawi mnie to, iż teraz na racjonalistycznym forum świadectwa racjonalnego myślenia pan Elasp wydaje, ale czuję się zaszczycony towarzystwem, w którym mnie umieszcza. Szkoda tylko, że pominął tu jeszcze sporą grupę bardzo inteligentnych, o dużej wiedzy osób, które jego tu wywody też za zwyczajne głupoty uważają. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > jest zdecydowanie bardziej przekonywujący naukowy monizm Nie myślę przeczyć monolitowi nauk fizycznych. Tytuł wątku sugeruje jednak pytanie nie tylko o przedmiot badań fizycznych, ale i o sam język fizyki oraz (być może) adekwatność opisu świata względem świata - a to już pytania filozoficzne. [Szanowny kolega Fizyk wspomniał bodaj o umyśle i świadomości jako zjawiskach emergentnych - wartości dodanej do stricte fizycznego poziomu organizacji materii.]
Pozdrawiam.
P.S. Kwestie tyczące oceny osób pomijam, gdyż nie wydają mi się zajmujące (a i fizyczności niespecjalnie bliskie)).
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . (...) dla mnie jest zdecydowanie bardziej przekonywujący naukowy monizm np. pana Fizyka od wszelakich spekulacji filozoficznych: www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,573743#w574913> Nie myślę przeczyć monolitowi nauk fizycznych.Nic na temat monolityczności, czy monolitu nauk fizycznych nie pisałem? > Tytuł wątku sugeruje jednak pytanie nie tylko o przedmiot badań fizycznych, ale i o sam język fizyki oraz (być może) adekwatność opisu świata względem świata - a to już pytania filozoficzne. Dokładne zrozumienie o co inicjatorowi wątku tu chodziło przekracza moje możliwości rozumienia, ale tytuł wskazuje, że chodziło o metafizykę, która nie wszystkim do rozumienia i objaśniania istniejącej obiektywnie rzeczywistości jest potrzebną. Taką rzeczywistość opisuje się przez [url=http://pl.wikipedia.org/wiki/Fakt] fakty[/url dostępne - bezpośrednio lub pośrednio za pomocą narzędzi - ludzkim zmysłom, to co jest zmysłom niedostępne, to po prostu nie istnieje (lub nie ma dla człowieka najmniejszego znaczenia). > [Szanowny kolega Fizyk wspomniał bodaj o umyśle i świadomości jako zjawiskach emergentnych - wartości dodanej do stricte fizycznego poziomu organizacji materii.]Pan Fizyk napisał: Pojęcie materii jest rzadko używane w nauce, bo nauka nie napotkała innych bytów oprócz materii. W nauce w zasadzie wszystko jest materią. Wynika to z dążenia do unifikacji wszystkich teorii. Na przykład, w teorii pola wszystko jest polem i pole zastępuje pojęcie materii. www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,573743#w574816 i tu całkowicie się z nim zgadzam. > Kwestie tyczące oceny osób pomijam, gdyż nie wydają mi się zajmująceMnie też nie, ale zdecydowanie nie lubię, gdy ktoś próbuje jeździć po mnie. > (a i fizyczności niespecjalnie bliskie)).No jeżeli miałbym jeszcze tu tłumaczyć, iż o "garbatość", to w najmniejszym stopniu Pana nie podejrzewam, to rzeczywiście przepraszam, że w tej sprawie się odezwałem. PS. Ja nikomu swojego rozumienia istniejącej obiektywnie rzeczywistości nie narzucam, tylko pokazuję, że takie właśnie jej rozumienie - nie tylko bez świata nadprzyrodzonego, ale także bez potrzeby istnienia metafizyki - jest możliwe, sensowne i logicznie spójne. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | > dla mnie jest zdecydowanie bardziej przekonywujący naukowy monizmNie wiem jak głęboko czy szeroko miałby być rozciągnięty ów szczególny monizm. Trudno mi też zgadnąć w jakich fragmentach światopoglądów mógłbym z Panem polemizować. Dlatego spróbuję pokrótce przedstawić swój 'obrazek'. 1. Cokolwiek jest dziś, to wzięło się z mechanizmów fizycznych, powstałych pewnie wraz z 'wypączkowaniem' naszego świata z pierwotnych chaotycznych fluktuacji (niczyich zamysłów ani ingerencji w tym się nie dopatruję). W trakcie stygnięcia 'pączka' doszło do oddzielenia się materii od światła, którego fotony nie miały już dość energii do zjonizowania atomu wodoru. 2. W trakcie dalszego stygnięcia i powstawania cięższych pierwiastków (w wyniku reakcji termojądrowych) doszło do tworzenia się związków chemicznych. W ten sposób do fizyki dodał się dział chemii, ale do fizyki redukowalny pomimo ogromnego potencjału tworzenia się (diabli wiedzą ilu) różnych związków (i nadal bez czyjegokolwiek udziału). 3. W niektórych odpowiednio stabilnych warunkach (w średnim przedziale temperatur) z coraz to bardziej złożonych struktur chemicznych powstało życie. Redukowalne do chemii więc i do fizyki, pomimo że lokalnie działa pod prąd entropii (kosztem zwiększania entropii otoczenia). Ciągle obywamy się bez cudów typu vis vitalis - ot nowy poziom organizacji materii. I choć fachowcy od fizyki do spółki z chemią i biologią nie potrafią jeszcze 'ot tak sobie' zrobić motyla, to zakładam, że to tylko kwestia czasu, ponieważ jak dotąd wszystko wzięło się z czystej fizyki. 4. Życie wniosło nowe mechanizmy do środowiska, w którym powstało. Szczególnie istotna jest tu jego zdolność do wykładniczego namnażania się. W krótkim czasie (praktycznie momentalnie jak w legendzie o podwajaniu ziaren na szachownicy) doszło do zapełnienia nisz, zmiany składu atmosfery, powstania tlenowców, potem roślino- i mięsożerców i ogólnej potwornej ciasnoty - zawrzał kocioł ewulucjii (doprawdy, nic rajskiego tam nie widać). 5. Niektóre zwierzęta zaczęły się zmawiać między sobą - czy to w związku z efektywnością polowania czy dla skuteczniejszej obrony przed ... "niemcami" ... i tu się zaczynają kwestie coraz trudniej redukowalne do biologii, chemii czy fizyki.. ... Dziś jesteśmy w takiej sytuacji, że np. nie wchodzimy do czyjegoś szałasu bez pytania, bo kierujemy się także (nawet niewidoczną czy niepisaną) umową, choć wszystko w tym szałasie jest materialne (łącznie z mieszkańcami). Ale nie, bo to już inny poziom niż spacer po ziemi niczyjej - struktura na tyle złożona, że przeprowadzenie rozumowania do-biologicznego i do-chemiczno-fizycznego (choć teoretycznie możliwe) traci chyba sens. [Jeśli znajduje Pan w powyższym szkicu jakie istotne rozbieżności z monizmem lub naturalizmem ontologicznym, to wdzięczny byłbym za uwagi.] Pozdrawiam. P.S. Nie oczekuję komentarzy do zdań umieszczanych post scriptum - jak by to powiedział szanowny kolega Diogenes: "tracą one ważność w momencie publikacji".
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . >[Jeśli znajduje Pan w powyższym szkicu jakie istotne rozbieżności z monizmem lub naturalizmem ontologicznym, to wdzięczny byłbym za uwagi.] Nie znalazłem. (przynajmniej istotnych)
>Dziś jesteśmy w takiej sytuacji, że np. nie wchodzimy do czyjegoś szałasu bez pytania, bo kierujemy się także (nawet niewidoczną czy niepisaną) umową, choć wszystko w tym szałasie jest materialne (łącznie z mieszkańcami). Ale nie, bo to już inny poziom niż spacer po ziemi niczyjej - struktura na tyle złożona, że przeprowadzenie rozumowania do-biologicznego i do-chemiczno-fizycznego (choć teoretycznie możliwe) traci chyba sens. Nie rozumiem. (przynajmniej nie bardzo)
>P.S. >Nie oczekuję komentarzy do zdań umieszczanych post scriptum - jak by to powiedział szanowny kolega Diogenes: "tracą one ważność w momencie publikacji". Ja też nie oczekuję komentarzy do swoich tekstów, choć czasem miło, a czasem niemiło jest mi je czytać, ale wszystko co już opublikuję stawiam pod ocenę i krytykę czytających i z niczego - co kiedykolwiek napisałem - się nie wycofuję, choć na niektóre dawne własne teksty patrzę teraz krytycznie. Cały czas się uczę, a gdy się człowiek uczy, to na ogół mądrzeje.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | > Tytuł wątku sugeruje jednak pytanie nie tylko o przedmiot badań fizycznych, ale i o sam język fizyki oraz (być może) adekwatność opisu świata względem świata - a to już pytania filozoficzne. Kiedy mówię o metafizyce myślę o gramatyce języka.
|
|
8 na 8 | diogenes (42753 punktów) | >Metafizyka to jest "filozofia pierwsza", która traktuje o najogólniejszych >właściwościach rzeczy.
A skąd już na wstępie wiadomo, że są "rzeczy", że mają one "właściwości", o różnym poziomie "ogólności"...
>Zadaniem metafizyki jest badanie realnych rzeczy (bytów samoistnych)...
... i że są, lub mogą być, "realne", "samoistne"...
>Dlaczego mówiąc językiem potocznym gdy używa się słowa "metafizyka" ma się na myśli zjawiska nadprzyrodzone...
A czy słowo "metafizyka" należy do języka potocznego, czy może plącze się w nim tak samo jak "bóg" czy "atom"? Czy zaczynając myśleć o świecie, nie należałoby zaczynać od języka nie zaśmieconego słownictwem i koncepcjami przeszłości?
>Czy nie dlatego, że Arystoteles nie został dobrze zrozumiany...
A skoro już sięgamy do tradycji, to niby dlaczego akurat do tradycji arystotelesowskiej, a nie np. heraklitejskiej czy tradycji Demokryta, lub - wschodniej? A może w ogóle pominąć tradycje filozofów i pójść po rozum do głowy?
I wreszcie ... skoro założymy coś, co wykracza poza zainteresowania fizyka, to kto powiedział, że musi zając się tym meta-fizyk, a nie logik, metodolog czy psychiatra? Nauka jest paradoksalnym przedsięwzięciem: z jednej strony ceni sobie historię, ale jednocześnie definitywnie pali za sobą mosty. Powrót do Arystotelesa - poza wybranymi skansenami - nie wchodzi w rachubę. I to nie dlatego, że go źle zrozumiano, ale że rozumiemy go lepiej, niż on sam siebie. Myślę, że nie miałby nam tego za złe.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >A skoro już sięgamy do tradycji, to niby dlaczego akurat do tradycji arystotelesowskiej, a nie np. heraklitejskiej czy tradycji Demokryta, lub - wschodniej? A może w ogóle pominąć tradycje filozofów i pójść po rozum do głowy? Bo, jak pisze Tatarkiewicz, system Arystotelesa w przeciwieństwie do poprzednich osiągnięć greckich filozofów "unikał jednostronności i skrajności zarówno doktryn materialistycznych i sensualistycznych, jak idealistycznych i racjonalistycznych. Jego obraz świata był złożony, zawierał składniki zarówno idealne jak i materialne, a tak samo złożone było jego pojęcie poznania. System ten był kompromisem, ale dokonanym na całkowicie oryginalnej podstawie". Ta nowa podstawa powinna być, moim zdaniem, podstawą wszelkiej filozofii aż po dziś dzień.
|
|
|  | 8 na 8 | diogenes (42753 punktów) | >...System ten był kompromisem, ale dokonanym na całkowicie oryginalnej podstawie". Ta nowa podstawa powinna być, moim zdaniem, podstawą wszelkiej filozofii aż po dziś dzień.
Bez przesady. Nie przeczę, że w ramach wykształcenia filozoficznego warto zajrzeć do Arystotelesa, ale uczynić z jego systemu "podstawę wszelkiej filzofii" to już na początku myślenia skazać się na anachroniczną koncepcję przyczynkarskiej "filozofii". Punktem, a raczej obszarem wyjścia filozofii był i pozostał myślący człowiek. Sam Platon (Teajtet, 155d) jak i Stagiryta punktem wyjścia filozofii nie czynili własnych systemów, ale raczej stan zdziwienia wobec świata. A więc chodziłoby raczej o początek w sensie poznawczego nastawienia, a nie bezkrytycznego powtarzania czy nawet analizowania tez (dogmatyzm). Podejrzewam, że Arystoteles wobec wspólczesnej nauki i zgromadzonego przez nią empirycznego materiału byłby na tyle zdziwiony, że z pewnością zrewidowałby swój system.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 1 na 1 Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >A czy słowo "metafizyka" należy do języka potocznego, czy może plącze się w nim tak samo jak "bóg" czy "atom"? Słowa "Bóg" i "atom" ewoluowały. Natomiast słowo "metafizyka" zatarło się, lub nawet uległo regresji, wypaczeniu, straciło swój właściwy sens. >Czy zaczynając myśleć o świecie, nie należałoby zaczynać od języka nie zaśmieconego słownictwem i koncepcjami przeszłości? Myślę, że wręcz przeciwnie. Należałoby najpierw zrozumieć język przeszłości, oczyścić język tak, jak czyści się znaleziska archeologiczne po to aby odsłonić ich blask.
|
|
|  | 1 na 1 | Dawid Lipiński (32 punktów) | >>A czy słowo "metafizyka" należy do języka potocznego, czy może plącze się w nim tak samo jak "bóg" czy "atom"? >Słowa "Bóg" i "atom" ewoluowały. Natomiast słowo "metafizyka" zatarło się, lub nawet uległo regresji, wypaczeniu, straciło swój właściwy sens.
Jestem nowy na tym forum, ale jako językoznawca pozwolę trochę się podoczepiać do używania pewnych sformułowań. W końcu nam, jako osobom chcącym uważać się za racjonalistów, poprawność wywodu powinna być szczególnie bliska ;p. Słowa nie ulegają regresowi, nie wypaczają się, ani nie tracą właściwego sensu, bo co to jest ten właściwy sens? Słowa co najwyżej zmieniają znaczenie i w tym właśnie sensie ewoluują (ale nie jest to ani pozytywna ani negatywna ewolucja, tzn. pozytywna jest zawsze, ale ze względów ekonomii i funkcjonowania języka). Także nie wiem, co masz na myśli, mówiąc, że słowo "metafizyka" zatarło się... To, że zostało zapożyczone do języka ogólnego? Cóż, wtedy uległo tylko pewnego rodzaju uproszczeniu, posłużyło do tzw. naiwnej refleksji nad światem (ale to podobnie jak słowo "bóg" czy "atom"). Jeżeli mówisz natomiast o pojęciu naukowym, to tutaj trudno mi się do tego odnieść, bo nie jestem teoretykiem czy historykiem filozofii, ale jakoś wątpliwe jest, by pojęcia w językach dyscyplin naukowych mogły ulegać wypaczeniu.
|
|
| |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Jestem nowy na tym forum,...
Witam.
>Słowa nie ulegają regresowi, nie wypaczają się, ani nie tracą właściwego sensu,...
Cóż to takiego "właściwy sens słów"?
Kiedy przychodzimy na świat - słowa są puste. Nie mają dla nas żadnego sensu. Każdy musi napełnić je własnym doświadczeniem.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Dawid Lipiński (32 punktów) | > Witam.Ja również  . > Cóż to takiego "właściwy sens słów"?> Kiedy przychodzimy na świat - słowa są puste. Nie mają dla nas żadnego sensu. Każdy musi napełnić je własnym doświadczeniem.O to samo chciałem zapytać Wilhelma  . Tzn. oczywiście słowa nie mają "właściwych sobie sensów", chociaż taki pogląd istniał w starożytności, a nawet dzisiaj niektórzy językoznawcy go podzielają. Słowa mają po prostu znaczenia, które mogą się zmieniać i tyle. Żadne słowo nie ma przypisanego sobie "właściwego" znaczenia, ale to co znaczą słowa jest wynikiem pewnej konwencji. Niemniej jednak w ostatniej myśli nie mogę się z Tobą zgodzić diogenesie. Słowa nie są puste (tzn. istnieją tzw. puste elementy znaczące, ale to coś trochę innego). Kiedy przychodzimy nie znamy słów, one w nas nie istnieją, po prostu ich nie znamy. W trakcie dorastania uczymy się słów, a one są nieoderwalne od swych znaczeń (zresztą pogląd ten wyrażony przez de Saussure'a legł u podstaw współczesnego językoznawstwa). Także to nie tak, że przychodząc na świat powstają jakieś słowa, które napełniamy doświadczeniem. Słowa istnieją niezależnie od pojedynczych osób w społeczeństwie.
|
|
| |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >Jestem nowy na tym forum, ale jako językoznawca pozwolę trochę się podoczepiać do używania pewnych sformułowań. Jako językoznawca mógłbyś przyjrzeć się bliżej fundamentalnemu dla metafizyki Arystotelesa słowu "być".
|
|
|  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >...najpierw zrozumieć język przeszłości...
To niemożliwe. Miejscem i czasem (trudno to rozróżnić), z którego wyruszamy, to tereźniejszość, nasze aktualne i zapamiętane (również w genach) doświadczenie. Hermeneutyka, czyli teoria rozumienia, nazywa to hermeneutycznym kołem: w pewnym sensie nie ma żadnego "najpierw", żadnego początku. Nawet aksjomaty geometrii czy logikii tylko w sensie dedukcji stanowią początek: nadają one porządek wielu przedaksjomatycznym wysiłkom. Ludzka uwaga i świadomość jest zbyt ograniczona, aby ująć za jednym zamachem "wszystko": dlatego musimy podążac krok po kroku, często zapominając o przebytej drodze.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 2 na 2 | Dawid Lipiński (32 punktów) | > A skąd już na wstępie wiadomo, że są "rzeczy", że mają one "właściwości", o różnym poziomie "ogólności"...> ... i że są, lub mogą być, "realne", "samoistne"...Oczywiście, że nie wiadomo, ale metafizyka zakłada to a priori. Z filozofią jest tak, że pewne rzeczy musi ona zakładać własnie w ten sposób, jeżeli ma ona zajmować się czymkolwiek. A odpowiadając na ewentualne pytanie po co? No cóż, a dlaczego nie? To także przejaw pięknej ludzkiej aktywności twórczej, tzn. taka refleksja  . Zresztą te rzeczy są "realne", bo jesteśmy w stanie o nich pomyśleć, nie są co prawda realne materialistycznie, ale jeżeli chodzi o świat bytów pomyślanych to już tak  . > A czy słowo "metafizyka" należy do języka potocznego, czy może plącze się w nim tak samo jak "bóg" czy "atom"? Czy zaczynając myśleć o świecie, nie należałoby zaczynać od języka nie zaśmieconego słownictwem i koncepcjami przeszłości?Tak, słowo 'metafizyka' należy do języka potocznego, ponieważ jest używane przez użytkowników języka, którzy nie są specjalistami - nie używają go zatem w znaczeniu pojęcia naukowego, ale jako pewnej jednostki języka ogólnego. Podobnie zresztą jest z pojęciami 'bóg' i 'atom'. Język potoczny ma to do siebie, że potrafi zapożyczać pewne pojęcia z innych języków (i nie ważne czy to inny język naturalny, czy język specjalistyczny, np. filozofii) i nadaje im wtedy własne naiwne znaczenia. Musimy zatem mieć świadomość istnienia różnych odmian języka i to, że jeden i drugi używa "polskich" słów, nie oznacza, że to ten sam język. Co zaś się tyczy Twojego drugiego pytania. Śp. prof. Stefański (uznany romanista z Torunia, zajmujący się językoznawstwem diachronicznym) powiedział w zeszłym roku na pewnym wykładzie, że badanie języka współczesnego bez zrozumienia jego ewolucji, to tak, jakby spojrzeć na partię szachów w danym momencie, nie licząc się z tym, jakie ruchy graczy doprowadziły do obecnego położenia figur. Tutaj wyrażasz właśnie takie przekonanie. Jeżeli zaczniemy myśleć o świecie, nie bazując na tym, co do tej pory o nim powiedziano, to popadniemy w pułapkę albo wyważania otwartych drzwi, albo stworzenia własnego sposobu opisu naszych wniosków, który jednak nie będzie zrozumiały dla innych. > I wreszcie ... skoro założymy coś, co wykracza poza zainteresowania fizyka, to kto powiedział, że musi zając się tym meta-fizyk, a nie logik, metodolog czy psychiatra? Nauka jest paradoksalnym przedsięwzięciem: z jednej strony ceni sobie historię, ale jednocześnie definitywnie pali za sobą mosty. Powrót do Arystotelesa - poza wybranymi skansenami - nie wchodzi w rachubę. I to nie dlatego, że go źle zrozumiano, ale że rozumiemy go lepiej, niż on sam siebie. Myślę, że nie miałby nam tego za złe.Tutaj z większością się zgadzam, ale (zawsze jest jakieś ale ;p)... Oczywiście, tym, co wykracza poza zainteresowania fizyka może zająć się logik czy psychiatra, ale także metafizyk, dlaczego by nie? Naukę traktujesz mocno jako jeden niezróżnicowany, no właśnie nie wiem, jak to ująć - byt, instytucję? Nauka składa się z wielu dyscyplin i one w różny sposób wykorzystują i podchodzą do historii, jak i innych rzeczy. Nauka to nie jest prawdziwy opis rzeczywistości. Jest to subiektywny opis rzeczywistości (z perspektywy każdego poszczególnego naukowca) i tylko suma takich subiektywnych opisów może nas zbliżyć do tej rzeczywistości. Stąd w nauce masz dyscypliny, które wykorzystują historię, ignorują ją, masz dyscypliny, które pozornie wzajemnie się wykluczają albo przeczą sobie. I to nie jest złe, to jest właśnie piękno nauki  . Co do Arystotelesa, myślę, że my go wcale nie rozumiemy lepiej, my po prostu więcej wiemy. A do klasyków zawsze warto wracać, bo zawsze mogło nam coś umknąć z ich geniuszu, albo zawsze może to nas do czegoś nowego natchnąć.
|
|
|  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Z filozofią jest tak, że pewne rzeczy musi ona zakładać własnie w ten sposób, jeżeli ma ona zajmować się czymkolwiek.
Owszem, od czegoś trzeba zacząć, ale przedmiot w punkcie wyjścia nie musi byc tym samym przedmiotem w trakcie badania. Punkt wyjścia poznania powinien być z założenia prowizoryczny. Trzeba liczyć się nawet z jego negacją. Metafizyka natomiast swój punkt wyjścia absolutyzuje.
>słowo 'metafizyka' należy do języka potocznego, ponieważ jest używane przez użytkowników języka,...
Język potoczny jest zbyt rozmyty, aby traktowac jego słownik w zobowiązujący sposób. Wiele słów nalezy do języka potocznego, ale z ich znaczeniami bywa różnie. Mówiąc o języku potocznym mam na myśli przede wszystkim język konkretów. W terminologii zbiorów rozmytych: słowo "jabłko" czy "deska" jest bardziej potoczne niż słowo "metfizyka" lub "gen".
>badanie języka współczesnego bez zrozumienia jego ewolucji, to tak, jakby spojrzeć na partię szachów w danym momencie, nie licząc się z tym, jakie ruchy graczy doprowadziły do obecnego położenia figur.
Nie odrzucam aspektu historycznego (ewolucyjnego) języka. Ale zaczynamy od języka, którym mówimy, od języka etnicznego. Odwołam się do podejścia Buddy, do jego przypowieści ze strzałą: jeśli strzała utkwi w ciele, nie ma sensu badać historii tego zdarzenia. Potrzebny jest lekarz.
>Jeżeli zaczniemy myśleć o świecie, nie bazując na tym, co do tej pory o nim powiedziano,...
Zakładam, że sensem myślenia nie jest myślenie, ale twórcze przystosowanie się do kontekstu, do procesu, jakim jest świat i życie. Mózg jest między receptorami a efektorami: rozważa, co mamy w świecie zrobić, w którą stronę sie zwrocić. Mózg jest naszą latarnią.
>tym, co wykracza poza zainteresowania fizyka może zająć się logik czy psychiatra,...
Miałem na myśli przede wszystkim ontologię tego, co wychodzi poza zainteresowania nauki. Słowa, które odnoszą się do tej domniemanej sfery są puste lub coraz bardziej puste. Myślę, że to tendencja w ewolucji poznania w ogóle. Anioła nikt juz nie traktuje poważnie, nawet w poezji.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | | Dawid Lipiński (32 punktów) | > Punkt wyjścia poznania powinien być z założenia prowizoryczny. Trzeba liczyć się nawet z jego negacją. Metafizyka natomiast swój punkt wyjścia absolutyzuje.Zgadzam się z tym w 100%. Ja nie dowodzę naukowości czy słuszności metafizyki (osobiście jest ona mi bardzo odległa, choć w młodości jej ulegałem), ja dowodzę tylko temu, że metafizyka ma prawo do zajmowania się, np. kwestią istnienia boga i jako takiego nie można jej go odmówić oraz, że ma prawo do bycia w pełni akceptowalną dyscypliną filozoficzną. Zresztą w mojej ocenie większość dyscyplin filozoficznych (w tym właśnie metafizyka), teologicznych (bo nie wszystkie, chociaż wtedy istniałby problem wyróżniania teologii jako takiej), a także część ujęć literaturoznawczych powinno zostać wyłączone spoza kręgu akademickiego, a przynajmniej nie powinno się im przyznawać statusu dyscypliny naukowej, jak to jest obecnie czynione. Dla mnie są to raczej piękne (bo istotnie piękne) przejawy ludzkiej twórczości i jako takie powinny zostać włączone w obręb sztuki. > Język potoczny jest zbyt rozmyty, aby traktowac jego słownik w zobowiązujący sposób. W terminologii zbiorów rozmytych: słowo "jabłko" czy "deska" jest bardziej potoczne niż słowo "metfizyka" lub "gen".To, co mówisz jest bardzo bliskie językoznawstwu kognitywnemu, jako strukturalista nie mogę do końca się z tym zgodzić. Język potoczny nie jest rozmyty, ale nie ukrywam, że już jego użycia bywają nieprecyzyjne. Każda jednostka języka naturalnego (czyli mniej więcej potocznego, używanego na co dzień), czyli w uproszczeniu słowa, posiada swój element znaczący i oznaczony. Ten drugi możemy w uproszczeniu nazwać znaczeniem. W tym ujęciu, jeżeli chcemy mieć do czynienia ze znakiem językowym, czyli np. słowem, to musi ono zawierać oba te elementy (odnoszę się tutaj do używanego przez Ciebie wyrażenia "puste słowa"). Każda jednostka języka w tym ujęciu posiada swoje ściśle określone znaczenie, które możemy wyeksplikować. Oczywiście na ogół nie zastanawiamy się nad znaczeniem słów, które używamy, co rodzi nie raz nieprecyzyjne ich użycie. Słowa jednak nie posiadają rozmytych znaczeń. Wiem, jednak, że Tobie nie do końca o to chodzi, ale chodzi o definiowanie ostensywne, tzn. takie słowa jak "jabłko" czy "deska" możemy zdefiniować poprzez wskazanie konkretnego obiektu w rzeczywistości pozajęzykowej. Jednakże nie można powiedzieć, że przez to słowa "metafizyka" czy "gen" są mniej potoczne. Należałoby raczej powiedzieć, że są semantycznie bardziej złożone i odnoszą się do abstraktów. Mimo tych uwag zgadzam się z jednym, że w naszych rozważaniach nie możemy odnosić się do pojęć z języka potocznego. Nie dlatego, że są rozmyte, ale dlatego, że w nich zawarty jest naiwny obraz świata człowieka. My powinniśmy używać pojęć należących do języka danej dyscypliny, w tym przypadku filozofii i na tym gruncie zdefiniowana metafizyka jest dla nas istotna. Zaznaczam jednak, że tutaj, aby być precyzyjnym, trzeba odnieść się do rozwoju tego pojęcia na gruncie tej dyscypliny i zaraz na początku mocno odnieść się o jakiej metafizyce mówimy, bo pojęcie to na gruncie filozofii jest różnie definiowane. > Nie odrzucam aspektu historycznego (ewolucyjnego) języka. Ale zaczynamy od języka, którym mówimy, od języka etnicznego.Tej wypowiedzi nie do końca rozumiem. Kiedy chcemy dyskutować o metafizyce (dyskutować o niej poważnie) to nie możemy wychodzić od języka naturalnego (to jest bardziej poprawna nazwa niż język etniczny), ale od języka specjalistycznego filozofii. Jeżeli będziemy bazowali na pojęciach z języka potocznego, to będziemy rozmawiali o naiwnej filozofii (czyli rozumianej przez przeciętnego użytkownika języka). Natomiast jeżeli będziemy bazowali na pojęciu metafizyki zaczerpniętym z filozofii, to musimy spojrzeć na nie w aspekcie historycznym, bo narosło zbyt dużo literatury wokół jego definiowania i nie jest to pojęcie proste. Zresztą wydaje mi się, że w tym też aspekcie może dochodzić do pewnych różnic między nami, gdyż czym innym będzie metafizyka w rozumieniu Andronikosa z Rodos, czym innym w rozumieniu Tomasza z Akwinu, a jeszcze czymś innym w rozumieniu współczesnej teologii. Wydaje mi się, nie wiem czy słusznie, że to właśnie z tą ostatnią metafizyką pragniesz walczyć. Bo zgadzam się, że to jest najbardziej podatna na ideologizację dyscyplina filozoficzna. Jednakże chcę pokazać, że to nie neguje metafizyki jako całości, bo pewnego rodzaju refleksją metafizyczną (w rozumieniu Andronikosa właśnie), można by nazwać wiele teorii fizycznych. Oczywiście to są dwie zupełnie różne metafizyki. > Zakładam, że sensem myślenia nie jest myślenie, ale twórcze przystosowanie się do kontekstu, do procesu, jakim jest świat i życie.Na ogół, jednak to co wyróżnia człowieka od innych istot żywych to właśnie myślenie jako myślenie. Nie twierdzę, że sensem myślenia jest myślenie, ale możliwość myślenia o myśleniu jest właśnie tym, co wyróżnia nas od innych istot i co czyni z nas homo sapiens. > Miałem na myśli przede wszystkim ontologię tego, co wychodzi poza zainteresowania nauki. Słowa, które odnoszą się do tej domniemanej sfery są puste lub coraz bardziej puste.Te słowa nie są puste, ani coraz bardziej puste. One po prostu nie mają swego desygnatu w rzeczywistości i wymykają się tradycyjnej logice prawdziwościowej. Zdanie "Bóg istnieje" jest tak samo logicznie niepoprawne jak "Bóg nie istnieje", gdyż nie da się go udowodnić. Stąd skrajny teizm jak i ateizm jest nieracjonalny (i o dziwo znam wielu duchownych, którzy zgadzają się z tym, szkoda tylko, że są oni w mniejszości), co zauważył zresztą Dawkins w "Bogu urojonym". Logika zatem nie radzi sobie z pojęciem boga, psychologia zajmuje się nie pojęciem boga, ale przejawami wiary i religijności, i zresztą dobrze, bo uważam, że na poważnie nie ma sensu zajmować się istnieniem boga. Zatem bogiem zajmuje się metafizyka i pozwólmy jej, jako pewnemu ludzkiemu nurtowi myślenia, który istnieje sam dla siebie, trochę jak sztuka...
|
|
| | |  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >metafizyka ma prawo do zajmowania się, np. kwestią istnienia boga...
Oczywiście - można zajmować się wszystkim. Ale...procedury zajmowania się czymkolwiek podlegają ocenie, chociażby zdrowego rozsądku, logiki formalnej czy wreszcie nauk przyrodniczych. Ważną kwestią jest też ocena społecznej działalności. Dlaczego np. metafizyką arystotelesowsko-tomistyczną zainteresowane są przede wszystkim środowiska katolickie? Metafizyka może być fragmentem ideologii.
>...większość dyscyplin filozoficznych...powinny zostać włączone w obręb sztuki.
Filozofia, w tym metafizyka, ma jednak pretensje poznawcze.
>Słowa jednak nie posiadają rozmytych znaczeń...
Nie akceptuję znaczeń jako bytów idealnych (w platońskim sensie), w żaden sposób nie związanych ze światem materialnym. Czymkolwiek jest znaczenie - związane jest ono z naszą psychiką, mózgiem, kontekstem przedmiotowym i społecznym, a więc z natury są zmienne, nieostre.
>Jednakże nie można powiedzieć, że przez to słowa "metafizyka" czy "gen" są mniej potoczne.
Myślę, że język potoczny nie stanowi jednolitego zbioru już na poziomie leksyki, o logice czy gramatyce nie wspominając. Można by np. zdefiniować jakoś pojęcie "mocy" potoczności słowników. Intuicja podpowiada mi, że np. woda jest słowem bardziej potocznym niż gen.
>w naszych rozważaniach nie możemy odnosić się do pojęć z języka potocznego. Nie dlatego, że są rozmyte, ale dlatego, że w nich zawarty jest naiwny obraz świata człowieka.
Naiwny obraz świata to coś znacznie bogatszego niż język potoczny. Można porozumiewac się w języku potocznym nie podzielając naiwnych obrazów świata wyrażanych tym językiem.
>Kiedy chcemy dyskutować o metafizyce (dyskutować o niej poważnie) to nie możemy wychodzić od języka naturalnego....
Nie widzę innej możliwości. Zakładam ciągłość języka od terminów definiowanych ostensywnie do najbardziej abstrakcyjnych. W przeciwnym razie odwołać musielibyśmy się do tajemniczych wglądów wybrańców, którzy słowom nadawaliby znaczenia wyłacznie w oparciu o jakoweś "metafizyczne" wglądy (objawienia). Postulat intersubiektywności poznania jest jego warunkeim sine qua non.
>Zdanie "Bóg istnieje" jest tak samo logicznie niepoprawne jak "Bóg nie istnieje", ..
Aby ciąg słów był zdaniem, musi spełnić nie tylko gramatyczne warunki. Zdanie: "Księżyc istnieje" ma zupełnie inny status poznawczy niż ciąg słów "Bóg istnieje". Tego ostatniego nie uważam za zdanie, a więc nie ma problemu jego prawdziwości czy fałszywości. Nie ma możliwości wprowadzenia słowa "bóg" w intersubiektynie sensowny sposób(bez odwoływania się do prywatnych objawień). Ma to skądinąd fatalne skutki praktyczne.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Grimar (1210 punktów) | >>ciąg słów "Bóg istnieje". Tego ostatniego nie uważam za zdanie
Możesz to wytłumaczyć? Jest podmiot, jest orzeczenie, ciąg słów jest sensowny (tzn. rozumiemy ten ciąg słów), dlaczego to nie jest zdanie? To, że nie istnieją jego desygnaty w świecie, nie odbiera temu twierdzeniu statusu zdania.
Oczywiście słowo "Bóg" często wymaga dookreśleń o jakiego boga chodzi, ale samo to słowo jest w miarę intersubiektywnie zrozumiałe, posiada jakieś znaczenie, znaczenie, które dookreślane jest najczęściej później w kontekście. Praktyka to weryfikuje: gdy ktoś ktoś pyta się Ciebie "czy istnieje Bóg?" nie robisz takich wielkich oczu jak gdyby zapytano Ciebie "Czy istnieje ojsysbsysmiiiiigg?", ponieważ wiesz mniej więcej czego dotyczy pytanie. Tak więc problematyczność znaczenia słowa "bóg" nie pozbawia statusu zdania ciągu słów "bóg istnieje".
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Jest podmiot, jest orzeczenie, ciąg słów jest sensowny (tzn. rozumiemy ten ciąg słów), dlaczego to nie jest zdanie? To, że nie istnieją jego desygnaty w świecie, nie odbiera temu twierdzeniu statusu zdania.
Jak zauważyłeś: jest podmiot P, jest orzeczenie O, nawet rozumienie R (mamy więc <P, O, R>), ale nie ma rzeczy najważniejszej: reprezentacji sensorycznej P. (To dlatego jedno z przykazań brzmi: Nie uczynisz sobie obrazu...) Gramatyka i rozumienie (np. nadawanie znaczeń poprzez definiowanie, nawet przez bardzo rozbudowane konteksty - święte księgi) nie jest warunkiem wystarczajacym prawdziwości sądów egzystencjalnych. Zdania typu "Zeus istnieje", "Jahwe istnieje", itp. to w sensie poznawczym pseudozdania. Tym bardziej nie mają poznawczej wartości zdania przypisujące im inne predykaty (wszechmocny, gromowładny...). Wokół tego rodzaju pseudozdań możliwe są różnego typu formacje emocjonalne, wyobrażeniowe, a nawet instytucjonalne, ale czerpią one swoją moc wyłącznie z przypisywanych im predykatów zmysłowych: nawet mistyka, a nawet zwłaszcza ona, sięga po analogie z t_e_g_o życia, np. seksualnego.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | > Zdania typu "Zeus istnieje", "Jahwe istnieje", itp. to w sensie poznawczym pseudozdania. Nie ma czegoś takiego jak pseudozdania w sensie poznawczym. Jest podmiot i orzeczenie to jest i zdanie.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Grimar (1210 punktów) | Jeśli dany sąd egzystencjalny nie jest prawdziwy, nie oznacza, że przestaje być sądem. Jeśli nie istnieją egzystencjalne zdania fałszywe - bo w ogóle nie są zdaniami - to logiczne wartości są bez sensu: predykatu "fałszywy" nigdy nie dało by się żadnemu sądowi egzystencjalnemu przypisać, a predykat "prawdziwy" straciłby swoją funkcjonalność, bo obejmował by zakresem wszystkie możliwe zdania egzystencjalne(a więc de facto byłby pusty, nic nie znaczący).
I z innej beczki: Zdanie "Jahwe sprowadził na ludzi potop", choć nie ma konotacji sensorycznej, to może w pewnych kontekstach być prawdziwe, wtedy gdy sąd ten odnosimy do literatury, do postaci i zdarzeń fikcyjnych. Na tej samej zasadzie prawdziwe jest zdanie "Hamlet był duńczykiem", "Pegaz to skrzydlaty koń", "Antygona to postać tragiczna", bo odnoszą się do wytworów ludzkiej myśli, i nie ma znaczenia, że w przyrodzie pegaza nie spotkasz, a Hamlet nigdy po ziemi nie stąpał.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Jeśli dany sąd egzystencjalny nie jest prawdziwy, nie oznacza, że przestaje być sądem.
Oczywiście. Ale czy w formule "X istnieje." podstawiając cokolwiek za X otrzymujemy zdanie sensowne? Weźmy zdanie "Hamlet istnieje." Jeśli potraktujemy Hamleta jako fikcyjnego bohatera - to przypiszemu mu również fikcyjne istnienie. Ale jeśli wyobrazisz sobie realne istnienie tej - czy innej - literackiej postaci i np. wyruszysz na jej poszukiwanie - zachowasz się co najmniej dziwacznie. Czy "X istnieje." jest sensowne dla każdego podstawienia xa? Spór o prawdę czy fałsz poprzedzić musi spór o sensowność, np. o sensowność zbitki słownej "stwórca wszystkiego".
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Grimar (1210 punktów) | Widocznie inaczej rozumiemy sensowność. Dla mnie zdanie jest sensowne gdy wiemy czego dotyczy, gdy w jakiś sposób potrafimy się do niego odnieść, gdy rozumiemy jego znaczenie. Zbitkę "bóg istnieje" dobrze rozumiemy, inaczej nikt by ta tym forum nie prowadził o tym dyskusji. Natomiast przykładem bezsensownego zdania byłoby zdanie "kapelusz z powędkujmy czy".
Czym innym jest sensowność poszukiwań konotacji "hamleta" w rzeczywistości empirycznej (wtedy ta sensowność oznacza pytanie "czy warto?"), a czym innym jest sensowność zdania jako takiego.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >zdanie jest sensowne gdy wiemy czego dotyczy...
I tak, i nie. Jeśli w dyskursie o stworzeniu świata jego terminy dotyczą wyobrażeń - ok. Ale jeśli odnisiemy je do świata - tracą sens. Nie przeczę, że można nadawać sens słowom poprzez ich użycie (gry językowe), ale kiedy zmienimy ich odniesienie, użycie stanie się nadużyciem. Np. poznawcze roszczenia języka religii są zwykłym nadużyciem słów. "Bóg stworzył świat." nie jest zdaniem ani prawdziwym, ani fałszywym, ale jest nonsensem, nadużyciem języka. Zdanie to w jezyku religii czy religijnej poezji ma sens praktyczny (emocjonalny, wyobrażeniowy, inny), ale nie ma sensu poznawczego. Pojęcie sensu jest względne. Np. można było dyskutować z koncepcją eteru, ale nie ma sensu naukowy dyskurs z nonsensami religijnymi.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grimar (1210 punktów) | >> poznawcze roszczenia języka religii są zwykłym nadużyciem słów. "Bóg stworzył świat." nie jest zdaniem ani prawdziwym, ani fałszywym, ale jest nonsensem, nadużyciem języka. Zdanie to w jezyku religii czy religijnej poezji ma sens praktyczny (emocjonalny, wyobrażeniowy, inny), ale nie ma sensu poznawczego.
W języku religijnym zdanie to ma również sens poznawczy, ponieważ osoby religijne uznają to zdanie za sąd o czymś - i przypisują mu wartość prawdy. "Bóg stworzył świat" nie wyraża tylko emocji, ale jest pewnego rodzaj teorią, przekonaniem, które stara się - co prawda w sposób dalece niedoskonały - objaśniać świat zastany, a więc zdanie to jest do tego świata odniesione i jak najbardziej sensowne. Oczywiście inną kwestią jest całkowita porażka tego sądu w konfrontacji z sitem metodologicznych narzędzi i zasad testowania prawdziwości twierdzeń, które powszechnie się przyjmuje. Ale fałszywość, czy też jaskrawa naiwność jakiegoś przekonania, nie czyni tego zdania, w którym wyraża się to przekonanie, bezsensownym, lecz zwyczajnie fałszywym. Chyba, że słowo "bezsensowny" będziesz używać w sensie potocznym w znaczeniu "pozbawiony podstaw". Ale i tak dalej ciężko będzie twierdzić, że zdanie "Bóg istnieje" nie jest w ogóle zdaniem (bo od tego problemu wyszliśmy).
Jeszcze raz powtórzę: czym innym sensowność jakiegoś zdania (w sensie syntaktycznym), a czym innym sensowność użytej metody aby to zdanie uzasadnić. Przykładem bezsensownie użytej metody może być próba wyjaśnienia ruchów cząsteczek elementarnych poprzez prawo doboru naturalnego i płciowego. Takie wyjaśnianie z pewnością jest bezsensowne, bo cały porządek stawia na głowie.
|
|
| | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | > "Bóg stworzył świat." nie jest zdaniem ani prawdziwym, ani fałszywym, ale jest nonsensem, nadużyciem języka. Stawiając sprawę w ten sposób musimy dojść do wniosku, że zdanie "Sokrates jest człowiekiem" jest także nadużyciem języka gdyż Sokratesa już nie ma. I nawet gdybyśmy powiedzieli, że "Sokrates był człowiekiem" to także nadużylibyśmy języka, gdyż nie ma stuprocentowego dowodu na to, że taki człowiek (grecki filozof i nauczyciel Platona, urodzony w 469 roku przed naszą erą) istniał, chyba że uznamy tekst oskarżenia przeciwko niemu, jaki zachował się ateńskim archiwum państwowym w świątyni Kybeli, zwanej Metroon, oraz inne wzmianki w pismach za wystarczający dowód istnienia.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >> "Bóg stworzył świat." nie jest zdaniem ani prawdziwym, ani fałszywym, ale jest nonsensem, nadużyciem języka.
>Stawiając sprawę w ten sposób musimy dojść do wniosku, że zdanie "Sokrates jest człowiekiem" jest także nadużyciem języka gdyż Sokratesa już nie ma.
Jeśli ktoś uważa zdania "Bóg stworzył świat." i "Sokrates - lub dowolne imię własne - jest człowiekiem." za zdania tego samego typu, to właściwie nie ma o czym dyskutować. Jest chyba różnica w uczeniu się językowej gry (i znaczeń) "To jest Jaś", "To jest Monika.", "To jest NN", a zdaniem "Bóg stworzył świat.". Te pierwsze zdania mają jasny kontekst sensoryczny: można je prześledzić od zmysłowego bodźca, poprzez neurony wzrokowe, pola wzrokowe, ośrodki mowy, pamięci, itp. Znaczenie tego rodzaju zdań jest w miarę jasne. Ale jeśli na płaszczyźnie metasensorycznej (pola skojarzeniowe) powiemy, że "NN stworzył świat.", zaczynamy bełkotać: odnosić reprezentacje sensoryczne do fikcyjnej rzeczywistości spoza kanałów percepcyjnych. Wyobraźnia nie jest dowodem istnienia czegokolwiek.
Sensowoności zdań nie da się dyskutować poza terią percepcji.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grimar (1210 punktów) | >Ale jeśli na płaszczyźnie metasensorycznej (pola skojarzeniowe) powiemy, że "NN stworzył świat.", zaczynamy bełkotać: odnosić reprezentacje sensoryczne do fikcyjnej rzeczywistości spoza kanałów percepcyjnych.
Problem polega na tym, że przy takim założeniu "nonsensownym bełkotem" okaże się także mówienie o tzw. przedmiotach teoretycznych w nauce, które bezpośrednio sensorycznie dostępne nie są (np. kwarki, pole magnetyczne), a jedynie pośrednio, poprzez zachowanie sensorycznie dostępnego materiału, które to zachowanie na podstawie tych przedmiotów chcemy wyjaśnić.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >...przy takim założeniu "nonsensownym bełkotem" okaże się także mówienie o tzw. przedmiotach teoretycznych w nauce, które bezpośrednio sensorycznie dostępne nie są (np. kwarki, pole magnetyczne),...
Czy nie dostrzegasz różnicy między teorią cząstek elementarnych a angelologią, psychiatrią a ... egzorcystyką?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grimar (1210 punktów) | >Czy nie dostrzegasz różnicy między teorią cząstek elementarnych a angelologią, psychiatrią a ... egzorcystyką?
Dostrzegam. Te pierwsze są zgodne z naukowym paradygmatem, a drugie nie. No ale co z tego? Mimo, że zdanie "ksiądz wypędza z opętanego złe duchy" jest kompletną bzdurą, nie wynika że nie jest zdaniem. Nie dogadujemy się ponieważ - jak mniemam (ale mogę się mylić) - Ty przyjmujesz neopoztywistyczne kryterium sensowności, z którym ja się gruntownie nie zgadzam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Mimo, że zdanie "ksiądz wypędza z opętanego złe duchy" jest kompletną bzdurą, nie wynika że nie jest zdaniem.
Różnica w naszych podejściach nie jest duża: Ty jesteś skłonny przyjąć istnienie kompletnie bzdurnych zdań, i ewentualnie przypisać im wartość logiczną (0), ja natomiast - nie: nie wystarczy w (formalny) schemat zdania wstawić cokolwiek, aby powstało z tego zdanie. "Gluxp jest urh." ma strukturę XjestP ale nie uważam tego za zdanie. Nie inaczej jest z "księdzem wypędzającym z opętanego złe duchy". Nie przeczę, że można lokalnie (nad)używać tego rodzaju wypowiedzi, ale nie mają one statusu uniwersalnego, do którego, często w nieuczciwy sposób, roszczą sobie pretensje. Co zaś do religii: jej sednem nie są przekonania wyrażone w języku.
>...Ty przyjmujesz neopoztywistyczne kryterium sensowności, z którym ja się gruntownie nie zgadzam.
Bliższe od neopozytywizmu są mi pewne pomysły nawiązujace do konstruktywizmu. Ale podstawą konstrukcji pojęć (w tym pojecia znaczenia), podobnie jak całej nauki, są proste sytuacje z życia wzięte. Czymkolwiek byłby sens i nonsens zawiera się on w naszych mózgach: dlatego cenię sobie neuronauki.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grimar (1210 punktów) | Jeśli dobrze rozumiem, to za zdania nie uważasz zbitek słów:
1.W których występują terminy niedoprecyzowane i mgliste, jak np. "gluxp" czy też "Bóg". Ale kryterium to uznam za zbyt wąskie, ponieważ istnieje wiele zdań z mglistymi pojęciami, a uznajemy je za sensowne (np. "Człowiek jest rozumy", "trzeba postępować racjonalnie" - te zdania zawierają wcale niezbyt jasne terminy "rozum" i "racjonalność".
lub:
2. W których występują pojęcia, które nie mają konotacji w empirycznym świecie (wtedy zdaniami nie będą zdania stwierdzające, że coś nie istnieje - a więc znów zbyt wąskie kryterium) lu nie sposób ich empirycznie zweryfikować (znów wąsko + znane problemy związane z weryfikacjonizmem).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | > ...istnieje wiele zdań z mglistymi pojęciami, a uznajemy je za sensowne (np. "Człowiek jest rozumy",...Mglistość pojęć trudno jest okreslić ściśle. Podobnie jest z sensownością. Sensowność jest raczej kategorią rozmytą (fuzzy). Ale wartość syntaktyczna i semantyczna słów i wypowiedzi (rozróżnialna również na poziomie czynności mózgu) nie wyczerpuje ich opisu. Nie przeczę, że można tworzyć systemy, w których słowa typu "bóg" czy "ciało astralne" mają sie dobrze, i że użytkowie słów daliby się za nie posiekać. Twierdzę, że nie powinno się włączać je do uniwersalnych dyskursów (jakim jest np. nauka, oświata publiczna). Pojęcie sensowności jest więc bardzo złożone: dorzućmy jego zmienny charakter w rozwoju indywidualnym człowieka (Piaget), aby dodatkow zagmatwać jego sens. Powracając do przykładu: Zdanie "Człowiek jest rozumny" uważam za sensowne, natomiast wypowiedzi zawierające słowo "bóg" - są pseudozdaniami. Można im nadawać sens wyobrażeniowy, emocjonalny, instytucjonalny, ale nie powszechnie obowiązujący. "Tyś [bóg] wszystko urządził według miary i liczby, i wagi" (Mdr 11, 20) może mieć np. taką wizualną interpretację (W. Blake):  Ładna antropomorfizacja. > pojęcia, które nie mają konotacji w empirycznym świecie (wtedy zdaniami nie będą zdania stwierdzające, że coś nie istnieje...Nie widzę powodu, aby rezygnować z teorii mnogości i ze zbiorów pustych. Czym innym jest brak empirycznych obiektów (zdarzeń) w świecie (opis zdaniowy), a czym innym nonesns postulowania transcendencji, czegoś istotowo nieenpirycznego: Anioły bełkoczą skrzydłami.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | To co próbujesz tutaj udowodnić prowadzi do kolejnej utopi, kolejnej próby zbudowania języka opierającego się na pewnej logice i tym samym ignorującego pragmatyczne zastosowania języka naturalnego. Pragmatyka ta to reguły użytkowania, które uwzględniają okoliczności i konteksty wypowiedzi. Bez niej nie sposób wyobrazić sobie licznych retorycznych wypowiedzi, metafor, wieloznaczności poetyckiej. Perfekcjonizm językowy, który proponujesz, prowadzi cię wprost do eliminacji tych i owych aspektów pragmatycznych a więc do zubożenia języka.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >...kolejnej próby zbudowania języka opierającego się na pewnej logice i tym samym ignorującego pragmatyczne zastosowania języka naturalnego.
Język potoczny jest punktem wyjścia poznania, również naukowego. Ale nie musi być, i nie jest, językiem opisu zaawansowanych operacji poznawczych. Podobnie jest z tzw. potocznym doświadczeniem: słońce potocznie wciąż wschodzi, ale wiemy, że jest inaczej. Elementem naukowego paradygmatu jest właśnie świadomość ograniczeń potocznego języka i poznania.
>Pragmatyka ta to reguły użytkowania, które uwzględniają okoliczności i konteksty wypowiedzi...
Ależ oczywiście. Weźmy np. konteksty wypowiedzi. Czy od kontekstu wypowiedzi nie zależy np. sens słowa "istnieć"? Czy istnieć w wyobraźni to to samo, co istnieć w świecie zmysłowego doświadczenia? Czy twory wyobraźni istnieją tak samo, czy inaczej? Na ile upoważniona jest ich projekcja na świat zmysłowy? To nie są pytania rodem z mechaniki kwantowej. Formułowane są w języku potocznym, którym można wyrazić wątpliwości w stosunku do potocznego poznania.
>Perfekcjonizm językowy, który proponujesz, prowadzi cię wprost do eliminacji tych i owych aspektów pragmatycznych a więc do zubożenia języka.
Prowadzi nie tyle do zubożenia języka, co uświadamia historyczność języka i opisywanej przez język rzeczywistości. Czy wciąż musimy prawić o sercu chcąc wyrazić miłość? Czy język miłości musi być tak nudny jak ruchy frykcyjne? Czy do prognozy pogody lotnik sięgnie po dane meteo, czy do chłopskich porzekadeł? Nauka i ścisłość wcale nie musi być ograniczeniem. Choć przyznaję, że liryka jest raczej słabą stroną naukowego dyskursu, ale to się zmienia.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | > słońce potocznie wciąż wschodzi, ale wiemy, że jest inaczej. A jak jest? Chcesz powiedzieć, że słońce już nie wschodzi i nie zachodzi za horyzont? >>Pragmatyka ta to reguły użytkowania, które uwzględniają okoliczności i konteksty wypowiedzi... >Ależ oczywiście. Weźmy np. konteksty wypowiedzi. Czy od kontekstu wypowiedzi nie zależy np. sens słowa "istnieć"? Oczywiście, że zależy. Co innego znaczy to słowo w filozofii metafizycznej, a co innego w kazaniu prowincjonalnego księdza proboszcza. >Czy istnieć w wyobraźni to to samo, co istnieć w świecie zmysłowego doświadczenia? I tu pojawiają się problemy ponieważ nie wiemy, czy wielki wybuch rzeczywiście zaistniał a jednak nic nie stoi na przeszkodzie aby o nim mówić tak, jakby rzeczywiście takie zjawisko miało miejsce w jakimś tam czasie. > Czy twory wyobraźni istnieją tak samo, czy inaczej? Na ile upoważniona jest ich projekcja na świat zmysłowy? Gdy rozum śpi budzą się demony. Czy pan rozumie to zdanie? Ja rozumiem mimo iż nie wierzę w istnienie demonów. > Czy wciąż musimy prawić o sercu chcąc wyrazić miłość? A czy uważasz, że nie powinniśmy posługiwać się symbolem serca? >Czy do prognozy pogody lotnik sięgnie po dane meteo, czy do chłopskich porzekadeł? Lotnikowi potrzeba czegoś innego niż chłopskich porzekadeł. Ale chłopskie porzekadła znakomicie sprawdzają się w moich rozmowach z sąsiadem gdy spotykamy się rano w sklepie kupując świeże bułeczki, masełko i mleczko.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >chłopskie porzekadła znakomicie sprawdzają się w moich rozmowach z sąsiadem gdy spotykamy się rano w sklepie kupując świeże bułeczki, masełko i mleczko.
Smacznego.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > Z filozofią jest tak, że pewne rzeczy musi ona zakładać właśnie w ten sposób,> jeżeli ma ona zajmować się czymkolwiek.A mnie wydawało się, że filozofia nic nie "musi", a prawie wszystko może i to jest ta zasadnicza różnica pomiędzy współcześnie uprawianą filozofią a nauką (science), gdzie obowiązuje jednak określona metodologia, oparta na dosyć powszechnie przyjętym paradygmacie. Filozofia też może zajmować się "czymkolwiek" filozofom się zechce, skąd porodziło się ogrom filozofii przymiotnikowych. Na przykład - "Filozofia seksu". Zresztą podobnie jest z teologią. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| |  | | Dawid Lipiński (32 punktów) | > A mnie wydawało się, że filozofia nic nie "musi", a prawie wszystko może i to jest ta zasadnicza różnica pomiędzy współcześnie uprawianą filozofią a nauką (science), gdzie obowiązuje jednak określona metodologia, oparta na dosyć powszechnie przyjętym paradygmacie.No z tą określoną metodologią i powszechnie przyjętym paradygmatem bym nie przesadzał ;p Istnieje wszak wiele różnych metodologii i paradygmatów w nauce, chociaż istotnie w poszczególnych dyscyplinach wygląda to różnie. Według mnie, to co odróżnia filozofię i teologię (oraz poetyzowane literaturoznawstwo) od nauki to pewna weryfikowalność przeprowadzonego dowodu oraz brak możliwości dokonania jego falsyfikacji. Rozważania filozoficzne i teologiczne na ogół nie poddają się tym metodom, więc do dyscyplin naukowych nie powinny być zaliczane. Również bardzo serdecznie pozdrawiam
|
|
| | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > >>>A mnie wydawało się, że filozofia nic nie "musi", a prawie wszystko może i to jest ta zasadnicza różnica pomiędzy współcześnie uprawianą filozofią a nauką (science), gdzie obowiązuje jednak określona metodologia, oparta na dosyć powszechnie przyjętym paradygmacie.> No z tą określoną metodologią i powszechnie przyjętym paradygmatem bym nie przesadzał ;pStaram się nigdy z niczym nie przesadzać i być bardzo odpowiedzialnym za to co piszę - nawet za poszczególne użyte przez siebie słowa. > Istnieje wszak wiele różnych metodologii i paradygmatów w nauce, chociaż istotnie w poszczególnych dyscyplinach wygląda to różnie.Specjalnie w nawiasie zaznaczyłem, że chodzi mi o nauki przyrodnicze, a tam jednak metody są bardzo podobnei opierają się jednak na powszechnie (co przecież nie znaczy, że przez wszystkich) paradygmacie naturalizmu metodologicznego. www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,406043#w407546www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,559928#w561363www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,562465#w563250> Według mnie, to co odróżnia filozofię i teologię (oraz poetyzowane literaturoznawstwo) od nauki to pewna weryfikowalność przeprowadzonego dowodu oraz brak możliwości dokonania jego falsyfikacji.www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,556017#w562052www.racjon(*).php/s,565192/z,0/d,13#w567370www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,565192#w567496> Rozważania filozoficzne i teologiczne na ogół nie poddają się tym metodom, więc do dyscyplin naukowych nie powinny być zaliczane.Zgadzam się tu całkowicie z Panem i wydaje mi się, że powszechnie nie są. PS. Czytam Pańskie wypowiedzi z zainteresowaniem, są ciekawe oparte na sporej wiedzy i własnych przemyśleniach. Przyczepiam się do pewnych szczegółów, gdzie myślę trochę inaczej. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | |  | | Dawid Lipiński (32 punktów) | > Specjalnie w nawiasie zaznaczyłem, że chodzi mi o nauki przyrodnicze, a tam jednak metody są bardzo podobne> i opierają się jednak na powszechnie (co przecież nie znaczy, że przez wszystkich) paradygmacie naturalizmu metodologicznego.No właśnie tutaj mam kilka wątpliwości, z którymi chciałbym się z Panem podzielić i poznać na ten temat Pana zdanie. Bo czy można mówić właściwie o paradygmacie (w rozumieniu Kuhna) naturalizmu metodologicznego? Naturalizm metodologiczny był pewnym paradygmatem w naukach społecznych w XIX wieku, tu zgoda, ale czy można go odnieść do nauk przyrodniczych? Dla nauk przyrodniczych w moim rozumieniu to nie będzie paradygmat, ale, jak to Pan określił w jednym z komentarzy, konieczny warunek naukowości. Paradygmat jednak nie musi i na ogół nie jest stały, tzn. może ulegać zmianie czy odrzuceniu, a naturalizm metodologiczny wydaje mi się jednak pewną stałą. Wiem, że określa się pan jako naturalistę ontologicznego, ja natomiast jestem neopozytywistą i w nauce bliska mi jest właśnie weryfikowalność i falsyfikowalność jako nadrzędne paradygmaty i warunki konstytuujące naukę (stąd moje odrzucenie teologii i filozofii), chociaż w swoim stosunku do nauki jako takiej przyjmuję raczej pogląd konstrukcjonistów, tzn. uważam, że jest ona efektem pewnego konsensu społecznego i poszczególni naukowcy nie są w stanie osiągnąć obiektywizmu ze względu na ograniczenia swojej ludzkiej natury. Przez to właśnie, jeżeli kiedykolwiek będzie nam dane poznać prawdę o rzeczywistości (a tutaj jestem pesymistą, czy może raczej optymistą, bo nie chciałbym byśmy osiągnęli ten stan) to tylko dzięki różnorodnemu spojrzeniu wielu pokoleń naukowców, gdyż tylko wzajemna wielopokoleniowa weryfikowalność i falsyfikowalność może nas zbliżyć do poznania. > www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,556017#w562052> www.racjon(*).php/s,565192/z,0/d,13#w567370> www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,565192#w567496Zgadzam się w 100% z tym co Pan napisał. > PS. Czytam Pańskie wypowiedzi z zainteresowaniem, są ciekawe oparte na sporej wiedzy i własnych przemyśleniach. Przyczepiam się do pewnych szczegółów, gdzie myślę trochę inaczej.Bardzo się cieszę i ja również przeczytałem Pana wypowiedzi z wielkim zainteresowaniem  . Proszę nigdy nie krępować się z wyrażaniem krytycznych opinii na temat moich wypowiedzi, bo bardziej miłym i budującym jest usłyszeć konstruktywne uwagi niż puste komplementy, zwłaszcza, że pomimo pozornej arogancji i pewności swoich wypowiedzi, mam świadomość, że jeszcze bardzo niewiele wiem i w wielu kwestiach jestem ignorantem. Serdecznie pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > Bo czy można mówić właściwie o paradygmacie (w rozumieniu Kuhna) naturalizmu metodologicznego?Myślę o podobnym rozumieniu paradygmatu, jak jest opisany jest w Wikipedii: pl.wikipedia.org/wiki/Paradygmat> Naturalizm metodologiczny był pewnym paradygmatem w naukach społecznych w XIX wieku, tu zgoda, ale czy można go odnieść do nauk przyrodniczych?A dlaczego Pan tak uważa? Dla mnie paradygmat naturalizmu metodologicznego jest wielkim osiągnięciem Darwina, równym jego teorii ewolucji. (Piszę o tym w załączonych do poprzedniego posta linkach.)> Dla nauk przyrodniczych w moim rozumieniu to nie będzie paradygmat, ale, jak to Pan określił w jednym z komentarzy, konieczny warunek naukowości.No, to tu się trochę różnimy w rozumieniu czym jest paradygmat. Z Wiki: "Najogólniejszym paradygmatem jest paradygmat metody naukowej , jest to kryterium uznania jakiejś działalności za naukową".> Paradygmat jednak nie musi i na ogół nie jest stały, tzn. może ulegać zmianie czy odrzuceniu,Dokładnie tak. > a naturalizm metodologiczny wydaje mi się jednak pewną stałą.Mnie też. (Ale sprzeczności tu nie dostrzegam. Na przykład szeroko pojęci zwolennicy inteligentnego projektu bardzo pracują nad tym aby go obalić i zastąpić nowym).> Wiem, że określa się pan jako naturalistę ontologicznego, ja natomiast jestem neopozytywistą i w nauce bliska mi jest właśnie weryfikowalność i falsyfikowalność jako nadrzędne paradygmaty i warunki konstytuujące naukę (stąd moje odrzucenie teologii i filozofii),Przez lata zbudowałem sobie swoją własną filozofię, choć nazwał bym ją skromniej światopoglądem. Światopogląd ten najbardziej opieram na dorobku nauki, ale wpłynęli na niego także różni myśliciele (filozofowie), a wśród nich pozytywiści i neopozytywiści. Ku oburzeniu niektórych Marks i Engels także. Tych ważnych dla mnie było - co najmniej - kilkudziesięciu. > chociaż w swoim stosunku do nauki jako takiej przyjmuję raczej pogląd konstrukcjonistów, tzn. uważam, że jest ona efektem pewnego konsensu społecznego i poszczególni naukowcy nie są w stanie osiągnąć obiektywizmu ze względu na ograniczenia swojej ludzkiej natury.A z tym się już nie zgadzam. www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,451453#w454418www.racjonalista.pl/forum.php/s,127003#w127699www.racjon(*).php/s,396033/z,0/d,39#w398936Napisał Pan: "Nauka to nie jest prawdziwy opis rzeczywistości. Jest to subiektywny opis rzeczywistości (z perspektywy każdego poszczególnego naukowca) i tylko suma takich subiektywnych opisów może nas zbliżyć do tej rzeczywistości. Stąd w nauce masz dyscypliny, które wykorzystują historię, ignorują ją, masz dyscypliny, które pozornie wzajemnie się wykluczają albo przeczą sobie. I to nie jest złe, to jest właśnie piękno nauki". I nie bardzo wiem, jak to "ugryźć". Mój pogląd jest tu taki, że Nie uczeni, a nauka dostarcza nam prawdziwej wiedzy o świecie. Najważniejszym kryterium prawdy jest praktyka (powtarzalność doświadczeń) i tylko to potwierdza obiektywność twierdzeń. Więc pogląd jakby bliski, ale chyba jednak nie tożsamy? > Przez to właśnie, jeżeli kiedykolwiek będzie nam dane poznać prawdę o rzeczywistości (a tutaj jestem pesymistą, czy może raczej optymistą, bo nie chciałbym byśmy osiągnęli ten stan) to tylko dzięki różnorodnemu spojrzeniu wielu pokoleń naukowców, gdyż tylko wzajemna wielopokoleniowa weryfikowalność i falsyfikowalność może nas zbliżyć do poznania.I znowu nasze poglądy są tu bardzo podobne - I to jest najcudowniejsze w nauce. Świat jest za pomocą ludzkich zmysłów - uzbrojonych w narzędzia intelektualne i materialne - poznawalny, aczkolwiek najprawdopodobniej nigdy nie poznany. Nowe odpowiedzi rodzą nowe pytania. Ale czy tożsame? Panie Dawidzie, ja się wcale nie upieram, co do swoich racji, ot podrzucam Panu trochę materiału do samodzielnych przemyśleń. Opieram to na własnym doświadczeniu, w swoim życiu spotkałem bezpośrednio i pośrednio z pomocą słowa pisanego, wielu mądrych ludzi, od których się uczyłem, ale własne poglądy zawsze budowałem sobie sam i ten proces trwa aż do naszej śmierci. Serdecznie pozdrawiam. @@@ .
|
|
 | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania. Tylko z tym się nie zgadzam. Powiedział Pan tu rzeczy ważne.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | Podsumowując, mogę stwierdzić, że niedaleko pada socjalizm od metafizyki.
|
|
 | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | |
|
|  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | Odp: O metafizyce kabalistycznej | >Rozumiem, iż stać Pana intelektualnie na takie podsumowanie, ale czy nie zechciałby Pan to jakoś lepiej, a szczególnie jaśniej, uzasadnić? Którym Pan podąża tropem? Dokonując szczegółowej analizy wypowiedzi Bogusławskiego łatwo zauważyć, że metafizyka pada naturalnie na socjalizm jedynie w wybranych, ontologicznych miejscach w czasie i przestrzeni. Ustaliłem, podążając tropem wszystkich jego linków w tym wątku, że pierwsze tego typu zdarzenie miało miejsce w przestrzeni gdy Dr Set Pankost napisał: "Newton był wiedziony do odkrycia praw fizycznych (sił przyciągania i odpychania) studiowaniem Kabały". A było to w czasie platonicznym. "Z punktu widzenia nauki Platona matematyczne koncepcje i prawdy tworzą swój własny świat, poza granicami czasu i fizycznego miejsca pobytu. Świat idealnych form Platona odcina się od świata fizycznego" - tak twierdzi w swojej książce "Cienie rozumu" fizyk z Oksfordzkiego Uniwersytetu Sir Roger Penrose.
|
|
| |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . >>>>Rozumiem, iż stać Pana intelektualnie na takie podsumowanie, ale czy nie zechciałby Pan to jakoś lepiej, a szczególnie jaśniej, uzasadnić? Którym Pan podąża tropem? > Dokonując szczegółowej analizy wypowiedzi Bogusławskiego łatwo zauważyć, że metafizyka pada naturalnie na socjalizm jedynie w wybranych, ontologicznych miejscach w czasie i przestrzeni. Ustaliłem, podążając tropem wszystkich jego linków w tym wątku, że pierwsze tego typu zdarzenie miało miejsce w przestrzeni gdy Dr Set Pankost napisał: "Newton był wiedziony do odkrycia praw fizycznych (sił przyciągania i odpychania) studiowaniem Kabały". A było to w czasie platonicznym. "Z punktu widzenia nauki Platona matematyczne koncepcje i prawdy tworzą swój własny świat, poza granicami czasu i fizycznego miejsca pobytu. Świat idealnych form Platona odcina się od świata fizycznego" - tak twierdzi w swojej książce "Cienie rozumu" fizyk z Oksfordzkiego Uniwersytetu Sir Roger Penrose. Tak, wszystko rozumiem i już nic dodawać nie trzeba.
@@@ .
|
|
dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Odp: O metafizyce | >Istnieje nauka, która bada byt jako taki i przysługujące mu atrybuty
To fizyka
> lecz nam chodzi o prawdziwą metafizykę
> Metafizyka to jest "filozofia pierwsza", która traktuje o najogólniejszych >właściwościach rzeczy.
Filozofią pierwszą była fizyka, przynajmniej w starożytnej Grecji. Jednak naprawdę pierwszą filozofią była alchemia, której idee zaczęły około 1000 p.n.e. przenikać do Europy z Chin przez pierwszy, północny Szlak Jedwabny. Scytowie uczyli się od Chińczyków, Grecy od Scytów (np. arche - analog tao).
Jednak, gdy pominiemy prehistorię, otrzymamy nagły szybki rozkwit filozofii w Grecji. Pierwsi filozofowie greccy uprawiali fizykę, a nie metafizykę.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|