Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
157.147.685 wizyt
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7302 tekstów. Zajęłyby one 28805 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 606 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
(..) istnienie Boga jest z pewnością problematyczne, i bez błędnego koła nie można dowodzić istnienia Boga na podstawie jego domniemanych objawień, ponieważ wiarygodność twierdzeń o objawieniach wymaga wykazania, że są to rzeczywiście objawienia Boga.
 Państwo i polityka » Stosunki międzynarodowe

Czy trwały pokój w Syrii i Iraku jest możliwy? cz. 3 [5]
Autor tekstu:

Po zaznajomieniu się nawet z tak ogólnym opisem sytuacji rozumiemy, dlaczego Federacja Rojavy zupełnie nie przystaje do reszty terytoriów oraz powinna pozostawać samodzielna. Pojawia się jednak natychmiast kolejny problem, jak to określił Öcalan „kwesia kurdyjska". Kurdowie, stanowiąc etniczną większość w Rojavie mogliby szukać porozumienia z Iracką Autonomią Kurdystanu. Wizyty Barzaniego we Francji i ambasadach zagranicznych krajów, jego bliska współpraca ze Stanami Zjednoczonymi oraz to, iż większość autonomii opowiada się za niepodległością. Wiele razy było przygotowywane już głosowanie, wiele razy również Mahmoud Barzani (obecny prezydent KRG) dawał znać, iż jest gotowy przeprowadzić w tej sprawie referendum. Choć cały czas jest ono odkładane w związku z dotychczasowym brakiem poparcia ze strony USA oraz brakiem zgody Iranu, ale część państw EU wypowiadała się pozytywnie o takiej decyzji politycznej. Na chwilę obecną niepodległość autonomii irackiego Kurdystanu jest jedynie sprawą czasu i kwestią rozwiązania kilku sporów dyplomatycznych.[121] Innym problemem jest też sprawa następstwa ogłoszenia niepodległości, ponieważ logiczną konsekwencją powodującą utworzenie państwa Kurdystanu, odpowiadającego niemal 65% zakładanemu przez kurdyjskich nacjonalistów wolnego Kurdystanu. Takie państwo mogłoby powstać poprzez połączenie dzisiejszej autonomii irackiego Kurdystanu i Federacji Rojava, jednak to jak dalece różne są sobie w zakresie ideologicznym, gospodarczym i ludnościowym te dwa organizmy - ciężko jest nawet w przybliżeniu zarysować. Taka sytuacja wynika z zachowania w KRG tego, co Öcalan nazywa Kurdish Tribalism[122], nacechowanego nepotyzmem, korupcją i tradycjonalizmem kurdyjskim społeczeństwa również w dużej części opartego na umieszczaniu na pozycjach urzędniczych faworyzowanych plemion, oraz skupienia w jednym plemieniu większości funkcji militarnych lub nadania im monopoli doprowadzających do utrwalenia obecnej plemiennej struktury. Czy więc połączenie w jeden Kurdystan, który mógłby stać się bezpieczną odskocznią dla wszystkich grup Kurdyjskich regionu, również dla Kurdów z Turcji i Kurdów z Iranu spragnionych od tak dawna własnego i niepodległego państwa? Czy dla tego wielkiego celu tworzenia „domu wszystkich Kurdów" udałoby się przezwyciężyć dzielące różnice ideologiczne? To będzie należało do przyszłości, o ile oczywiście Federacja Rojavy się utrzyma, do czego potrzebuje zdecydowanych sojuszników zarówno w regionie jak i poza nim. Jak na razie tę rolę odgrywają Stany Zjednoczone, ale one mogą to czynić tylko do czasu i tylko „half-heardedly", ponieważ cele tureckie są jasne. Tym bardziej zostały uwidocznione, gdy poprzez odnowienie „przyjaźni" z Rosją, Turcja zdecydowała się zaakceptować nawet pozostanie „na czas przejściowy" Bashara al-Assada u władzy, co kompletnie podważa wszystko co Turcja głosiła od roku 2011. Tym samym podporządkowała również całą politykę zagraniczną do konfrontacji przeciw idei zjednoczonego państwa Kurdyjskiego tuż u swoich granic. Tak jak nie uczyniła zdecydowanych kroków przeciw Assadowi, tak kiedy ten zbombardował po raz pierwszy kurdyjską policję Assayish w prowincji Hasaka (podczas kurdyjskiej próby przejęcia kontroli nad miastem, zakończonej sukcesem) za czym Assad poprzysiągł rozbicie Rojavy i zjednoczenie jej z całą Syrią (co jednak jest niezwykle mało prawdopodobne, przynajmniej nie w najbliższych latach, i to tylko o ile wciąż utrzyma wsparcie ze strony Iranu i Rosji), wtedy Turcja dokonała reorientacji i wkroczyła w pełni zdecydowana ze swoją operacją „Euphrates Shield".[123]

XIII. Zakończenie i podsumowanie postawionej tezy

Podkreślając te wszystkie różnice dzielące terytorium dzisiejszej Syrii i Iraku, wyznaczone pierwotnie ponad głowami narodów, ludów i plemion — wielkie mocarstwa w traktacie Sykes-Picot z 16 maja 1916 roku; okazuje się, iż trzy miesiące po dokładnej rocznicy stulecia tego układu, narzucone podziały są takim samym uciemiężeniem jakim były przez cały upływający wiek. Cesarstwo Austriacko-Węgierskie złożone z tak wielu ludów potrzebowało swojej La Grande Guerra i wielkiego szoku związanego z wojną, aby mógł rozpaść się twór który nie mógł funkcjonować w nowym stuleciu. Według Ocalan'a i jego dzieła The Road Map, Syria i Irak zostają grzebane poprzez to, co pogrzebało wcześniej podstawy Austro-Węgier, a później cały system: obudzenie się narodów. To samo budzenie się narodów można obserwować na całym Bliskim Wschodzie, tylko problem zaczyna się w momencie, gdy w koncepcji narodu próbowaliśmy odgórnie go wytworzyć według granic które nie istniały, albo raczej istniały w zupełnie innych miejscach. Jednak nikt ich nie szukał, zostały wyznaczone. Rozważa w swoich dziełach więziennych odpowiedź na pytanie, co by było gdyby autorów Sykes-Picot wrzucić do jednego państwa i pozwolić ich społeczeństwom się obudzić. Jak długo utrzymałoby się państwo brytyjsko-francuskie, czy nie zakończyłoby się — pisze dalej — stuletnią wojną, którą się zakończyło tworzenie czegoś na ten kształt w historii? Jak można inaczej nazwać stulecie które minęło od tego traktatu, jeśli nieprzerywanymi krótkimi okresami pokoju wewnętrznymi konfliktami, które bez dyktatur, więzień i tortur dawno kończyłyby się wojnami wewnętrznymi trwającymi bez ustanku, na kształt obecnej wojny. Z rąk kolonizatorów powinny wypaść wodze Bliskiego Wschodu, jak to widzi Ocalan, a same ludy, narody i zbieżne religijnie organizmy powinny wreszcie okrzepnąć i dać się narodzić tym, których narodziny opóźniono, dając innym pierwszeństwo, albo jak Turkom, którzy obronili swoje prawa do narodzin siłą, albo jak sztucznym tworom Syrii, czy państwu Iraku, które nigdy nie istniały w oczach autochtonów i do dziś się nie wykształciły, a poprzez których wojnę znajdują się dalej od ich utworzenia, niż przed stu laty.

Tak chce to widzieć — dla wielu — Ojciec Kurdów, dla innych Ojciec Terroru.



Na początku roku 2016, gdy największe miasto Syrii było bezlitośnie bombardowane przez floty powietrzne Rosji i Syrii (Syryjskiego reżimu), Stany Zjednoczone wystosowały notę o planie B na wypadek, gdyby nie udało się powstrzymać nalotów i poszerzania rosyjskiej strefy wpływów. Ten sam "plan B" miał oznaczać rozważenie podziału Syrii w przypadku braku większych sukcesów misji genewskich rozmów pokojowych. Rosja oficjalnie wystosowała notę wyrażającą zdecydowaną niezgodę na takie rozwiązanie, jednak sama wtedy lub za kilka miesięcy może zacząć do tego dążyć, jeżeli Turcja będzie poruszać się dalej w głąb terytorium Syrii pozwalając FSA zajmować kolejne pozycje i doprowadzając do upadku zarówno Federacji Rojava, jak i alawickiego reżimu. Nikt nie wie, jak potoczy się dalej ta wojna, jednak każdy bliżej zaznajomiony z tematem zgadza się, iż amerykański Sekretarz Stanu mógł mieć rację: nie zakończy się ona zdecydowanym zwycięstwem militarnym jednej strony. Jednak alternatywa — rozmowy pokojowe, nie pojawi się dopóki jedna ze stron nie będzie miała rzeczywistej sposobności zupełnego zwycięstwa i albo nie zaciągnie pozostałych stron do stołu dysput, albo sama nie zostanie zaciągnięta przez popierające je mocarstwo. To zaś oznacza co najmniej kolejnych pięć lat ciężkiej wojny, czyniącej z oaz Syrii to, czym jest przeważająca jej część — pustynię. W takim zaś przypadku mocarstwa mogą dojść do wniosku o rzeczywistej potrzebie zakończenia tej wojny na zasadzie uti possidentis. Ta zasada czyniłaby po wyeliminowaniu jednego czynnika, który nie może zostać i nigdy nie zostanie zaproszony do stołu rozmów — ISIS, dokładnie niemal to, czym jest rozwiązanie oparte na zasadzie rozbicia granic dzisiejszej Syrii i Iraku.

Czy zatem trwały pokój w Syrii i Iraku może istnieć i trwać? Autor tej pracy widzi odpowiedź na to pytanie, jako odpowiedź twierdzącą, jednak tylko pod specyficznymi warunkami ich podziału i jedynie kiedy ten podział weźmie pod uwagę ogromne różnice mentalne, religijne, etniczne, językowe, dotyczące tradycji, zwyczajów i kultury regionów, a na obecnym poziomie rozwoju — również ideologii tymi terytoriami kierujących.

Taki podział opierałby się w większej mierze na zniesieniu traktatu Sykes-Picot, oparciu nowego wyznaczania granic na zasadzie „sectarian borders", uwzględniając w większej mierze stan uti possidentis stron konfliktu, oraz pozwalając decydować na zasadzie referendalnej ludności terenów spornych, w kilku miejscach poprzez powołane do tego komisje UN z odpowiednimi mandatami, pozwalając ludności z obozów dla uchodźców wrócić tam, skąd pochodzili lub chcą osiąść na stałe i po pięciu latach przeprowadzić referendum w tych miejscach, które zostałyby przez te komisje uznane za „szczególnie wyludnione" przebiegiem działań wojennych. Poza więc tymi mniejszymi późniejszymi dostosowaniami dokładnych granic na stałe, utworzone zostałyby kolejno państwo alawicko-druzyjsko-chrześcijańskie, pod kontrolą rodziny Assada, sam obecny prezydent musiałby stanąć przed trybunałem za zbrodnie przeciw ludzkości. Oparte w większości na granicach posiadanych dziś przez siły reżimu i na przyznaniu temu państwu terytoriów z dominującym procentem ludności alawickiej, druzyjskiej, lub szyickiej, lub chrześcijańskiej, tym samym dokonanie przesiedleń ludności przez kolejne komisje UN, na tej podobnej zasadzie do przesiedleń po II wojnie światowej w Europie, lecz ze znacznie większymi środkami bezpieczeństwa i na bardziej dowolnej zasadzie. Drugim państwem byłoby państwo Sunnickie składające się z prowincji Idlib, środkowej i południowej i wschodniej Syrii, wraz z prowincją Iracką Anbar i Salah ad-Din, oraz południową Niniwą. Kolejnym utworzenie niepodległego Kurdystanu z Federacji Rojava, oraz autonomii irackiego Kurdystanu, o ile ludność tych dwóch ciał w referendum by się za tym opowiedziała. Tutaj ponownie należałoby powołać komisje UN odpowiedzialne za bezpieczne i ochotnicze przesiedlanie ludności Sunnickiej jeżeli by tego chciały konkretne wioski i społeczności miejskie, oczywiście do nowo powstającego i największego z dotychczasowych — państwa Sunnitów ze stolicą w największym mieście państwa i centralnie położonym — Deir ez-Zor. Kolejnym i ostatnim już krajem, którego powstanie zostałoby ogłoszone, zostałoby państwo Mezopotamii, dosłownie odpowiadające nazwie, o ludności niemal wyłącznie szyickiej z pozostałej części Iraku, ze stolicą w dzisiejszym Bagdadzie.

Tak skonstruowany nowy podział Syrii i Iraku nie naruszałby jednocześnie żadnej z granic pozostałych państw, których korzenie i tożsamość narodowa zostały już silnie uformowane z opisanych już względów. Myślę, iż jedynie ten sposób wymagający współpracy wszystkich przedstawicieli Zgromadzenia UN, miałby szansę przynajmniej częściowo rozwiązać problemy tych terytoriów i ludności je zamieszkującej. Prawdopodobnie nie jest to podział idealny, zawsze można by przecież dokonać kolejnych podpodziałów, czy przeprowadzić je z uwzględnieniem innych czynników. Jednakże wojny nie pojawiają się znikąd, zawsze mają jakieś głębsze podłoże, nawet jeżeli wojna wybucha o coś zupełnie innego, jak Wiosna Arabska, czy zamach na Arcyksięcia, zawsze w ostateczności jej głównymi aktorami na terytoriach objętych walką stają się ci, którzy najbardziej w nią wierzą z powodów które z oryginalnym mogą nie mieć już nic wspólnego, a wynikają ze skrywanych pod cienką warstwą jednolitości - burzących i niedających się pogodzić różnic. Również nie jest przypadkiem, iż od ponad trzech lat nie zmieniła się w znaczący sposób, oraz to, że zaczęła układać się zaledwie po kilku miesiącach po wybuchu, na zasadzie podziałów opartych na podziałach religijno-wyznaniowych, a po odbijaniu terytoriów północnej Syrii z rąk IS począwszy od 2014 roku również etnicznych w przypadku Kurdów. Oczywiście podziały te nie są wszystkimi przyczynami konfliktów, jednak ze statystyk wiadomo, iż kiedy społeczeństwo dotykają ciężkie czasy, to konflikty pojawiają się najpierw tam gdzie były one jedynie uśpione. Tak jest z granicami tych dwóch państw, które nigdy nie powinny były się narodzić w obecnej formie, jedynie ich zmiany mogą przynieść trwałe owoce pokoju, jednak kiedy te zmiany będą miały zaistnieć, czy ta wojna wystarczy, czy będzie musiała wybuchnąć kolejna, aby do nich doprowadzić, to pokaże jedynie przyszłość, działania jednostek i całych społeczeństw.


1 2 3 4 5 6 7 Dalej..
 Zobacz komentarze (2)..   


« Stosunki międzynarodowe   (Publikacja: 01-12-2016 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Adam Pawłowski
Student historii UW i pracownik Muzeum Wojska Polskiego. Religiosceptyk, z zamiłowaniem do fizyki teoretycznej i geopolityki, amator psychologii ewolucyjnej i kofeiny.

 Liczba tekstów na portalu: 17  Pokaż inne teksty autora
 Poprzedni tekst autora: Czy trwały pokój w Syrii i Iraku jest możliwy? cz. 2
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 10068 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365