Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
187.921.215 wizyt
Ponad 1065 autorów napisało dla nas 7363 tekstów. Zajęłyby one 29029 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 5492 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Kto zna swoją głupotę, nie jest wielkim głupcem."
 Religie i sekty » Chrześcijaństwo

Dlaczego nie jestem chrześcijaninem [2]
Autor tekstu: Bertrand Russell

Nastepnym argumentem jest argument celowosci. Jest on dobrze znany: wszystko na swiecie jest urzadzone tak, zebysmy mogli zyc na nim; gdyby swiat byl choc troche odmienny, nie potrafilibysmy tego czynic. Tak brzmi ten argument.
Przybiera on czasem osobliwe formy; utrzymuje sie na przyklad, ze kroliki maja biale ogony, aby latwiej bylo do nich strzelac. Nie wiem co o tym mysla kroliki. Argument celowosci latwo jest sparodiowac. Wszyscy znamy uwage Woltera, ze najwidoczniej nos zostal uksztaltowany tak, aby pasowal do okularow. Ten rodzaj parodii okazal sie bardziej uzasadniony, niz to sie moglo wydawac w XVIII wieku, poniewaz od czasow Darwina rozumiemy znacznie lepiej, dlaczego zyjace istoty sa przystosowane do swego otoczenia.
Nie srodowisko zostalo stworzone dla ich rozwoju, ale one same rozwinely sie odpowiednio do warunkow, i to jest podstawa przystosowania sie. Nie ma w tym zadnego dowodu celowosci.
Gdy przyjrzymy sie blizej argumentowi celowosci, to wyda sie nam rzecza zdumiewajaca, ze ludzie moga wierzyc, iz ten swiat ze wszystkim, co zawiera, ze wszystkimi swoimi brakami jest najlepszy, na jaki wszechpotega i wszechwiedza w ciagu milionow lat mogly sie zdobyc. Doprawdy nie moge w to uwierzyc. Czy sadzicie, ze gdybyscie byli wszechpotezni i wszechwiedzacy, a nadto mieli miliony lat do udoskonalenia waszego swiata, to nie moglibyscie wytworzyc nic lepszego od Ku-Klux-Klanu, faszystow i pana Churchilla ?
Doprawdy, nie imponuja mi zbytnio ludzie, ktorzy oswiadczaja: „Spojrzcie na mnie ! Jestem tak wspanialym tworem, ze wszechswiat musial miec jakis cel". Nie, wspanialosc tych ludzi wcale mnie nie olsniewa. Dlatego uwazam, ze argument celowosci jest bardzo marny.
Procz tego, jesli uznajemy zwykle prawa naukowe, musimy przypuscic, ze zycie w ogole, a zycie ludzkie w szczegolnosci, wygasnie w pewnej chwili na naszej planecie; jest ono tylko nieudana proba; jest to jedna z faz rozpadu systemu slonecznego. W pewnym stadium tego rozpadu temperatura oraz inne warunki sprzyjaja powstawaniu protoplazmy i na krotki okres w istnieniu calego systemu slonecznego pojawia sie zycie. Patrzac na ksiezyc widzimy stan, do ktorego zdaza Ziemia — cos martwego, zimnego, bez zycia.
Mowia mi, ze ta perspektywa jest przygnebiajaca i ludzie nieraz wam powiedza, ze gdyby temu wierzyli, nie mogliby zyc dluzej. Nie wierzcie im na slowo; wszystko to jest blaga.
Nikt nie przejmuje sie na serio tym, co nastapi po milionach lat. Nawet jesli ludzie ci mysla ze sa bardzo strapieni, w rzeczywistosci oszukuja samych siebie. Drecza ich bardziej swiatowe rzeczy lub moze po prostu choruja na zoladek, ale nikogo naprawde nie unieszczesliwi mysl o tym co sie ma przydazyc swiatu za miliony milionow lat.
Dlatego chociaz przypuszczenie, ze zycie wygasnie pewnego dnia, nie usposabia, rzecz prosta, do wesolosci — przynajmniej wydaje mi sie, ze mozna tak powiedziec, jakkolwiek czasem, gdy przygladam sie uzytkowi, jaki ludzie robia ze swych istnien, mysle ze jest ono niemal pociecha - jednak proroctwo tego rodzaju nie moze nikomu obrzydzic zycia. Jedynym jego skutkiem jest zwrocenie naszej uwagi ku innym rzeczom.

Moralne argumenty na korzysc bostwa

Teraz przechodzimy do dalszego stadium tego, co nazwe obnizeniem sie intelektualnej wartosci dowodzen teistow, i docieramy do tak zwanych moralnych argumentow przemawiajacych za istnieniem Boga. Wiadomo, ze w dawnych czasach wysuwano na korzysc istnienia Boga trzy intelektualne argumenty, ktore zostaly obalone przez Emmanuela Kanta w jego „Krytyce czystego rozumu"; lecz zaledwie Kant rozprawil sie z tymi argumentami, a juz wynalazl nowy argument, tym razem moralny, i to go przekonalo w zupelnosci.
Podobnie jak wiele innych ludzi byl on sceptykiem w dziedzinie intelektu, lecz gdzy chodzilo o moralnosc — wierzyl slepo w zasady, ktore mu wpojono w dziecinstwie. Jest to ilustracja do czesto podkreslanego przez psychoanalitykow zjawiska, ze nasze najwczesniejsze skojarzenia myslowe wywieraja na nas daleko silniejszy wplyw niz wyobrazenia pozniejsze. Jak mowilem, Kant wynalazl nowy argument moralny na korzysc istnienia Boga.
Rozne formy tego argumentu cieszyly sie wielka popularnoscia w ciagu XIX wieku. Jedna z nich polegala na twierdzeniu, ze gdyby Bog nie istnial, nie byloby pojecia dobra i zla. Nie bede w tej chwili rozwazal, czy dobro da sie odroznic od zla, jest to inna sprawa.
Obchodzi mnie tylko nastepujacy punkt. Jezeli jestescie zupelnie pewni, ze istnieje roznica miedzy dobrem a zlem, to nasuwa sie pytanie : czy ta roznica powstala z rozkazu Boga ? — Jezeli zawdzieczamy ja Bogu, to dla samego Boga nie ma roznicy miedzy dobrem a zlem i twierdzenie, ze Bog jest dobry, traci wszelki sens.
Jesli powiecie za przykladem teologow, ze Bog jest dobry, trzeba bedzie uznac, ze dobro i zlo maja znaczenie niezaleznie od woli Boga, gdyz postanowienia Boga sa dobre, a nie zle, bez wzgledu na sam fakt, ze zostaly przez niego wydane. Jesli zas to przyjmiecie, bedziecie musieli wtedy powiedziec, ze dobro i zlo nie istnieja li tylko dzieki Bogu, ale ze z natury rzeczy logicznie poprzedzaja Boga.
Rozumie sie, ze gdybyscie mieli ochote, moglibyscie powiedziec, ze bylo wyzsze bostwo, ktore dawalo rozkazy Stworcy naszego swiata; lub tez wolno by wam bylo podzielic zapatrywanie niektorych gnostykow - zapatrywanie, ktore czesto uwazalem za wysoce prawdopodobne — ze w rzeczywistosci swiat zostal stworzony przez diabla, ktory skorzystal z nieuwagi Boga. Mozna duzo powiedziec na korzysc tej hipotezy i pozwolicie, ze nie bede sie zajmowal jej zbijaniem.

Argument wyrownania niesprawiedliwosci

Istnieje jeszcze inna, bardzo ciekawa forma argumentu moralnego, wedlug ktorej istnienie Boga jest konieczne do zaprowadzenia sprawiedliwosci na swiecie. W znanej nam czesci wszechswiata panuje wielka niesprawiedliwosc, dobrzy czesto cierpia, a zlym sie powodzi, i trudno orzec, ktora z tych ewentualnosci sprawia nam wieksza przykrosc, lecz jesli chcecie miec sprawiedliwosc we wszechswiecie jsko calosci, musicie przypuscic, ze jest przyszle zycie, ktore zrownowazyloby szale ziemskiego istnienia, a wiec w konsekwencji nalezy przyjac Boga, niebo i pieklo, aby sprawiedliwosc mogla w koncu zatriumfowac.
Argument ten jest bardzo dziwny. Gdybyscie rozpatrywali te sprawe z naukowego punktu widzenia, powiedzielibyscie: „Ostatecznie znam tylko ten swiat. Nie wiem nic o reszcie wszechswiata. Ale jezeli w ogole mozna rozprawiac o mozliwosciach, uwazalbym za prawdopodobne, ze ten swiat jest probka typowa i ze jesli tutaj panuje niesprawiedliwosc, to sa szanse spotkania jej rowniez gdzie indziej".
Przypuscmy, ze dostaliscie szkrzynke pomaranczy i przekonaliscie sie po jej otwarciu, ze wszystkie owoce z wierzchu sa zepsute. W podobnym wypadku nie dowodzi sie, ze pomarancze na spodzie musza byc dobre tytulem odszkodowania, lecz mowi sie: zapewne cala partia towaru jest zepsuta. Czlowiek obdarzony naukowym umyslem wyrobilby sobie takie wlasnie przekonanie o wszechswiecie. Powiedzialby on: „Swiat tej jest pelen niesprawiedliwosci; pozwala to nam przypuszczac, ze prozno byloby szukac sprawiedliwosci we wszechswiecie, i dostarcza moralnego dowodu przeciw istnieniu bostwa, a nie na jego korzysc".
Oczywiscie wiem, ze intelektualne argumenty, o ktorych byla dotad mowa, nie naleza do czynnikow rzeczywiscie oddzialujacych na ludzi. To co sklania ludzi do wiary w Boga, poniewaz uczono ich tego od niemowlectwa; jest to glowny powod ich wiary.
Sadze, ze nastepnym co do sily motywem jest chec zabezpieczenia sie, wywolujaca rodzaj poczucia, ze jest gdzies jakby starszy brat, ktory sie wami zaopiekuje. Odgrywa to bardzo wazna role w budzeniu uczuc religijnych.

Charakter Chrystusa

Chce teraz powiedziec pare slow na temat, ktory moim zdaniem zostal zbyt pobieznie potraktowany przez racjonalistow, a mianowicie chodzi mi o kwestie, czy Chrystus byl najlepszym i najmadrzejszym z ludzi. Uwaza sie powszechnie, ze powinnismy wszyscy na to sie zgodzic. Co do mnie, to jestem przeciwnego zdania. W wielu punktach zgadzam sie z Chrystusem o wiele bardziej niz jego wyznawcy. Nie wiem, czy moglbym isc z nim az do konca drogi, ale w kazdym razie moglbym mu towarzyszyc znacznie dalej niz wiekszosc nominalnych chrzescijan.
Pamietacie zapewne, ze Chrystus mowil: „Nie sprzeciwiajcie sie zlu, ale kto by cie uderzyl w prawy policzek twoj, nadstaw mu i drugi". Nie jest to nowe przykazanie ani nowa zasada. Lao Tse i Budda glosili to na jakies 500 lub 600 lat przed Chrystusem, ale faktycznie chrzescijanie nie przyjeli tej zasady.
Nie mam zamiaru podawac w watpliwosc chrzescijanskich uczuc, na przyklad, naszego premiera, ale nie radzilbym nikomu z was pojsc do niego i uderzyc go w policzek. Mysle, ze skonstatowalibyscie wtedy, ze wedlug jego mniemania tekst ten powinno sie brac w przenosnym znaczeniu.
Jedna jeszcze nauke uwazam za doskonala. Przypominacie sobie zapewne slowaChrystusa: „Nie sadzcie, abyscie nie byli sadzeni". Wydaje mi se, ze trudno by wam bylo znalezc w chrzescijanskich krajach sady, w ktorych ta zasada bylaby mile widziana. Znalem bardzo wielu sedziow, ktorzy byli bardzo gorliwymi chrzescijanami, a jednak zaden z nich nie odczuwal sprzecznosci miedzy zasadami chrzescijanskimi a swoja dzialalnoscia.
Dalej Chrystus mowi: „Temu, co cie prosi, daj, a od tego, co chceu ciebie pozyczyc, nie odwracaj sie". Jest to bardzo dobra zasada. Wasz przewodniczacy przypomnial wam, ze nie zebralismy sie tutaj, aby mowic o polityce, ale nie moge sie powstrzymac od uwagi, ze ostatnie wybory rozgrywaly sie na platformie zagadnienia, w jakim stopniu byloby pozadane odwrocic sie od tego, kto chce cos pozyczyc, tak ze musimy przypuscic, iz angielskie stronnictwa, zarowno liberalne jak i konserwatywne, skladaja sie z ludzi nie uznajacych nauki Chrystusa, poniewaz niewatpliwie odwrocili sie oni z cala stanowczoscia od chcacych pozyczac.
Nastepnie jest jeszcze jedna maksyma, ktora moim zdaniem zasluguje na uwage, chociaz nie widze, aby sie cieszyla wielka popularnoscia u niektorych naszych chrzescijanskich przyjaciol. Brzmi ona jak nastepuje: „Jesli chcesz byc doskonalym, idz sprzedaj majetnosci twoje i rozdaj ubogim". Jest to znakomita maksyma, ale, powtarzam to, rzadko stosowana w praktyce.
Wszystkie te nauki uwazam za dobre, choc troche trudno jest zyc z nimi. Nie moglbym twierdzic, ze stosuje sie do nich w swoim zyciu, ale ostatecznie nie zobowiazywalem sie do tego. Dla chrzescijanina jednak sprawa ta przedstawia sie inaczej.

Usterki nauki Chrystusa

Po uznaniu doskonalosci tych maksymow przechodze teraz do pewnych punktow, ktore jak sadze, nie daja nam powodu do przypisywania Chrystusowi odmalowanemu w Ewangeliach najwyzszej madrosci lub dobroci. Zaznaczam, ze pomijam kwestie historycznosci Chrystusa.
Historycznie jest rzecza bardzo watpliwa, czy Chrystus w ogole kiedys zyl; a jezeli zyl, to i tak brakuje nam o nim wszelkich wiadomosci; nie bede sie wiec zajmowal ta bardzo trudna kwestia historyczna. Chodzi mi o Chrystusa przedsawionego w Ewangeliach, ktorych opowiadania przyjmuje tak jak sa podane; otoz znajduja sie tam pewne rzeczy, ktore nie wydaja sie bardzo madre.
Na przykla Chrystus byl przekonany, ze jego drugie przyjscie nastapi w wielkiej chwale jeszcze przed smiercia zyjacych wowczas ludzi. Dowodzi tego wiele tekstow. Miedzy innymi mowi on:
„Nie obejdziecie miast izraelskich, az przyjdzie Syn czlowieczy". Potem zas: „Sa niektorzy z tych, co tu stoja, ktorzy nie zakosztuja smierci, az Syn czlowieczy przyjdzie do krolestwa swego". I jest sporo miejsc, z ktorych jasno wynika, ze jego drugie przyjscie nastapi za zycia wielu jego wspolczesnych. Wierzyliw to takze jego pierwsi wyznawcy i wiara ta byla podstawa wielu nauk moralnych.
Gdy mowil: „Przetoz nie troszczcie sie o jutrzejszy dzien" i inne podobne rzeczy, bylo to w znacznej mierze dlatego, ze uwazal swoje drugie przyjscie za bardzo bliskie, a wszystkie swiatowe sprawy nie mialy juz dla niego znaczenia.
Znalem osobiscie chrzescijan, ktorzy wierzyli w rychle nadejscie Chrystusa. Znalem rowniez proboszcza, ktor napedzil wielkiego strachu swoim owieczkom oznajmiajac im, ze drugie przyjscie Chrystusa nastapi lada dzien; co prawda pocieszyli sie spostrzezeniem, ze ich pasterz sadzi drzewka w swoim ogrodzie. Pierwsi chrzscijanie wierzyli w to rzeczywiscie i powstrzymywali sie od czynow podobnych do sadzenia drzewek w ogrodach, poniewaz podzielali wiare Chrystusa w bliskosc drugiego przyjscia. Pod tym wzgledem Chrystus, jak widac nie dorownywal madroscia niektorym innym ludziom, a juz z pewnoscia nie posiadal najwyzszej madrosci.

Zagadnienia moralne


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Dzień Sądu - wizualna relacja
Galimatias chrześcijański

 Zobacz komentarze (42)..   


« Chrześcijaństwo   (Publikacja: 19-07-2002 Ostatnia zmiana: 27-11-2010)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 1281 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365