Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
187.791.873 wizyty
Ponad 1065 autorów napisało dla nas 7363 tekstów. Zajęłyby one 29029 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 5462 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Wiedza i rozum są dzisiaj tak zagrożone, jak to się niegdyś rzadko zdarzało, a wraz z nimi zagrożone jest także to, co ludzkie po prostu: być może samo człowieczeństwo."
 Filozofia » Teksty źródłowe » Nietzsche

Wolny Duch [2]
Autor tekstu: Fryderyk Nietzsche

Tłumaczenie: Stanisław Wyrzykowski

Być niezależnym, to rzecz najnieliczniejszych: — jest to przywilej silnych. Kto zaś porywa się na to, mając najsłuszniejsze bodaj prawo, lecz nie będąc zmuszonym do tego, ten dowodzi, iż jest prawdopodobnie nie tylko silny, lecz aż do szaleństwa zuchwały. Wchodzi w labirynt, stysiąckrotnia niebezpieczeństwa, w które życie już samo przez się obfituje; nie najpośledniejsze z nich to, iż nie dojrzy oko niczyje, jak i gdzie się zabłąka, wysamotni i przez jakiego jaskiniowego minotaura sumienia na ćwierci rozdarty zostanie. Kiedy zaś człowiek taki ginie, dzieje się to tak daleko od zrozumienia ludzkiego, iż nikt tego nie czuje, nikt z nim nie współczuje : — a on powrócić już nie może! do współczucia ludzkiego wrócić nie może już!

Najszczytniejsze poglądy nasze muszą — i winny! - brzmieć jak szaleństwa, zależnie od okoliczności, jak występki, gdy w niedozwolony obiją się sposób o uszy ludzi, do nich niestworzonych i nieprzeznaczonych. Egzoteryczność i esoteryczność, jak to rozróżniano ongi śród filozofów, u Indów jak u Greków, Persów i Muzułmanów, słowem wszędzie, gdzie istniała wiara w hierarchię dostojeństwa, nie zaś w równość i równe prawa, — pojęcia te nie tylko tem wyodrębniają się od siebie, iż egzoteryk stoi na zewnątrz i od zewnątrz nie zaś od wewnątrz, widzi, ocenia, mierzy i sądzi: istotniejszem jest to, że widzi rzeczy od dołu ku górze, - esoteryk natomiast z góry na dół! Istnieją wyżyny ducha, z których tragedya nawet przestaje wydawać się tragiczną; i gdyby się dało zespolić w jedno wszystek ból świata, to któż śmiałby, orzec, czy koniecznem widoku tego następstwem byłoby współczucie, a tem samem zdwojenie bólu?… Co dla wyższej odmiany człowieka bywa pożywieniem lub pokrzepieniem, to dla całkiem odrębnej i pośledniejszej odmiany jest niemal trucizną. Cnoty pospolitego człowieka równałyby się snadź u filozofa występkowi i słabości; być może, iż człowiek wysoce rozwinięty, o ile uległby zwyrodnieniu i znikczemnieniu, dopiero tą drogą osiągnąłby właściwości, które w świecie bardziej poziomym, dokąd by się stoczył, budziłby dlań odtąd cześć gdyby dla jakiegoś świętego. Bywają książki, które dla duszy i zdrowia wręcz odmienną posiadają wartość, zależnie od tego, czy działają na duszę pospolitszą, na pośledniejszą energię życiową, czy też na szczytniejszą i możniejszą: w pierwszym razie są to książki niebezpieczne, podrywające, rozkładające, w drugim zaś, okrzyki herolda, co najwaleczniejszych nawoływają do męstwa. Książki, które cały świat czyta, są to zawsze cuchnące książki: przywarł do nich wyziew maluczkich ludzi. Gdzie lud je i pije, nawet gdzie uwielbia, tam cuchnąć zwykło. Nie należy bywać w świątyniach, jeśli chce się czystem oddychać powietrzem.

Za młodu czci się i gardzi, nie znając jeszcze owej sztuki nuance'owania, która stanowi najcenniejszy nabytek życia, i zasłużenie srogo pokutować trzeba, iż swem tak i nie napastowało się w ten sposób rzeczy i ludzi. Wszystko tak się składa, by najgorszy ze smaków, smak bezwzględności został okrutnie wydrwiony i nadużyty, aż człowiek się nauczy kłaść nieco sztuki w swe uczucia i przy pomocy sztuczności próbować raczej szczęścia: jak to Czynią prawdziwi artyści życia. Właściwa młodości porywczość i pokora nie zazna snadź spokoju, dopóki nie pofałszuje tak rzeczy i ludzi, aż nad nimi napastwić się może: — młodość sama przez się jest czemś obłędnem i zwodniczem. Później, gdy młoda dusza, rozczarowań udręczona nadmiarem, zwróci się wreszcie podejrzliwie przeciwko sobie samej, wciąż jeszcze gorąca i zapamiętała, nawet w swej podejrzliwości i rozterce sumienia: jakżeż miota się w gniewie, jak niecierpliwie szarpie siebie samą, jak mści się za swe długie zaślepienie, jak gdyby dobrowolną było ono ślepotą! W tym okresie przejściowym karze się siebie samego nieufnością względem swego uczucia; zachwyty swe udręcza się wątpieniem, nawet w spokoju sumienia wyczuwa się niebezpieczeństwo i ni to świadome przyciszenie i wyczerpanie subtelniejszej prawości; a przedewszystkiem staje się zasadniczo po stronie przeciwników młodości. — Minie lat dziesięć: i przychodzi się do przekonania, że i to wszystko było jeszcze — młodością!  

W najdłuższym dziejów ludzkich okresie - przedhistorycznym zwie go się okresem — o wartości dodatniej lub ujemnej jakiegoś czynu wnioskowano z jego skutków: czynu samego w sobie równie dobrze jak jego pochodzenia nie brano przytem pod rozwagę, lecz mniej więcej, jak po dziś dzień jeszcze odznaczenie lub hańba przechodzi w Chinach z dziecka na rodziców, tak samo wstecz działająca siłą powodzenia lub niepowodzenia powodowała człowiekiem, iż myślał o jakimś czynie źle lub dobrze. Nazwijmy ten okres przedmoralnym ludzkości okresem: imperatyw poznaj siebie samego! podówczas był jeszcze nieznany. W ostatnich natomiast lat dziesięciu tysiącach na kilku wielkich połaciach ziemi doszło zwolna do tego, iż już nie skutki lecz pochodzenie czynu jęło rozstrzygać o jego wartości: wielkie w całości zdarzenie, znamienite wysubtelnienie miary i wzroku, nieświadome oddziaływanie panowania wartości arystokratycznych oraz wiary w pochodzenie, oznaka okresu, który w ściślejszem znaczeniu nazwać by można okresem moralnym: dokonano tem pierwszej próby poznania siebie samego. Zamiast następstw, pochodzenie: co za odwrócenie perspektywy! I niewątpliwie dopiero po długich walkach i wahaniach osiągnięte odwrócenie! Rozpanoszył się, co prawda, skutkiem tego właśnie fatalny nowy przesąd, osobliwsza interpretacyi ciasnota: pochodzenie czynu interpretowano z największą pewnością jako pochodzenie z zamiaru, uwierzono jednomyślnie, iż wartość czynu polega na wartości jego zamiaru. Zamiar jako całkowite pochodzenie oraz uprzednie dzieje czynu: pod brzemieniem przesądu tego do najnowszych nieomal czasów moralnie chwalono, ganiono, wyrokowano, a i filozofowano także na ziemi. Nie zachodziż atoli dziś potrzeba, byśmy się porozumieli ponownie co do odwrócenia oraz zasadniczego wartości przesunięcia, dzięki ponownemu samoopamiętaniu i pogłębieniu się człowieka, — nie stoimyż u progu nowego okresu, który najpierw jako pozamoralny negatywnie określić by należało: dziś gdy, śród nas immoralistów przynajmniej, budzi się podejrzenie, iż rozstrzygająca wartość jakiegoś czynu na tem właśnie polega, co w nim niezamierzone, i że cała rozmyślność tegoż, wszystko, co w nim widzianem, wiedzianem, świadomem, być może, należy jeszcze do jego powierzchni i naskórka, — który, jak każdy naskórek, coś niecoś zdradza, lecz jeszcze więcej ukrywa? Słowem, mniemamy, iż zamiar jest tylko znakiem i objawem, potrzebującym dopiero wytłumaczenia, przytem znakiem, który za wiele, a więc sam przez się nic prawie nie oznacza, — że morał w dotychczasowem znaczeniu, czyli morał zamiarów, był snadź przesądem, przedwczesnością, przedwstępnością, rzeczą mniej więcej tej samej wagi co astrologia i alchemia, w każdym atoli razie czemś, co przezwyciężyć potrzeba. Przezwyciężenie morału, w pewnem rozumieniu nawet samo — przezwyciężenie morału: niechaj to będzie nazwaniem dla owej długiej tajemnej pracy, zachowanej dla najsubtelniejszych i najrzetelniejszych, a i najzłośliwszych także sumień dzisiejszych jako dla żywych kamieni probierczych duszy.

Niema rady: trzeba uczucia oddania się, poświęcenia się dla bliźnich, cały morał zaparcia się siebie samego pociągnąć bezlitośnie do odpowiedzialności i zapozwać przed sąd: tak samo estetykę bezinteresownego poglądu, którą usprawiedliwiać się zwykło dokonywające się obecnie zniewieścienie sztuki. Za wiele jest czaru i słodyczy w owych uczuciach to dla innych, to nie dla mnie, by nie zachodziła potrzeba, stać się w tym względzie podwójnie nieufnym i nie zapytać: nie sąż to snadź - wabiki? — Iż się podobają — temu, kto je posiada, oraz temu, kto ich owoce pożywa, a także obojętnemu widzowi, bynajmniej nie jest to jeszcze argumentem na ich poparcie, raczej nawoływa właśnie do przezorności. Bądźmyż tedy przezorni!

Bez względu na stanowisko, jakie zajmie się dziś we filozofii: z każdej rozpatrywana strony omylność świata, w którym domniemanie żyjemy, jest rzeczą najpewniejszą i najniewzruszeńszą, na jaką stać jeszcze oko nasze: — znajdujemy dowody za dowodami na to, które nęcą nas do przypuszczeń o omylnej zasadzie w istocie rzeczy. Kto wszakże samo myślenie nasze, a więc ducha za fałszywość świata odpowiedzialnością obarcza - chwalebny wybieg, którym się posługuje każdy świadomy lub nieświadomy advocatus dei — ; czyjem zdaniem świat ten wraz z przestrzenią, czasem, kształtem i ruchem tłumaczono fałszywie: ten ma chyba niezłą sposobność sam stać się wreszcie względem wszelkiego myślenia nieufnym: nie płatałoż nam ono dotychczas najkapitalniejszych figlów? i jakaż jest rękojmia, iż nie będzie nadal postępowało tak samo, jak postępowało dotychczas zawsze? Mówiąc poważnie: niewinność myślicieli ma w sobie coś wzruszającego i czcią napawającego, dzięki czemu dziś jeszcze zanoszą oni do świadomości prośby, aby rzetelne dawała im odpowiedzi: na przykład na pytanie, czy jest realna, lub dlaczego tak stanowczo nie chce mieć nic wspólnego z światem zewnętrznym, oraz mu tym podobne. Wiara w bezpośrednie pewniki jest moralną naiwnością, zaszczyt nam filozofom przynoszącą: jednakże powinniśmy być już wreszcie nie tylko moralnymi ludźmi! Poza morałem, wiara owa jest niedorzecznością, która nam zgoła nie przynosi zaszczytu! Niechaj wiecznie czujna nieufność uchodzi sobie w życiu towarzyskiem za oznakę złego charakteru i niechaj tem samem do nieroztropności się zalicza: tu, między nami, poza rubieżą towarzyskiego świata oraz jego twierdzeń i przeczeń — cóż nam przeszkadza zaprzeć się roztropności i rzec: toć filozof ma właśnie prawo do złego charakteru, jako istota, którą dotychczas najsnadniej zawsze okpiwano na ziemi, — dziś jest on zobowiązany do nieufności, dziś winien zezować złośliwie z wszelkich podejrzeń otchłani. Żem w żart obrócił tę posępną maszkarę, wybaczyć mi proszę: gdyż ja to właśnie nauczyłem się od dawna inaczej myśleć, inaczej oceniać oszukiwanie, oraz co to znaczy być oszukiwanym, i co najmniej parę szturchańców mam w pogotowiu dla ślepej pasyi, w jaką filozofowie wpadają na myśl, iż oszukanymi być mogą. Dlaczegożby nie? Jest to tylko moralny przesad, iż prawda więcej jest warta niż złudzenie; jest to nawet najgorzej uzasadnione przypuszczenie, jakie istnieje na świecie. Wyznajmyż przed sobą tyle: iż zgoła nie istniałoby życie, gdyby nie było perspektywicznych ocen i pozorności; i gdybyśmy z cnotliwym zapałem i bezmyślnością niektórych filozofów zechcieli usunąć całkiem świat pozorny, no, dajmy na to, iż dokazalibyście tego, — to co najmniej i z waszej prawdy nie ocalałoby nic! Niedość — że przyjąć stopnie pozorności oraz ni to jaśniejsze i ciemniejsze cienie i zasadnicze tony pozoru, — rozmaite valeurs, mówiąc językiem malarzy? Czemużby świat, który nas obchodzi, nie mógł być fikcyą? Gdy zaś kto zagadnie: ależ do fikcyi potrzeba sprawcy? — nie możnaż odrzec mu po prostu: Dlaczego? Czyż to potrzeba nie wchodzi snadź w zakres fikcyi? Czyż niewolno względem podmiotu oraz względem orzeczenia i przedmiotu być nieco ironicznym? Czyż filozof nie powinien wznieść się ponad wiarę w gramatykę? Cześć guwernantkom: ale czyż nie czas, by filozofia wyrzekła się wiary guwernantek?


1 2 3 4 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Zdania i potrącenia
Antychryst cz.1


« Nietzsche   (Publikacja: 13-07-2004 Ostatnia zmiana: 05-02-2005)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3501 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365