Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
154.111.699 wizyt
Ponad 1061 autorów napisało dla nas 7298 tekstów. Zajęłyby one 28799 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 2745 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
(..) dlaczego ktokolwiek miałby ufać Bogu albo też w ogóle uznawać jego istnienie? Jeżeli "dlaczego" znaczy "na jakich podstawach, podobnych tym, do których odwołujemy się, przyjmując hipotezy naukowe" - odpowiedzi nie ma, jako że nie ma takich podstaw.
 Światopogląd » Irreligia

Między judaizmem, buddyzmem i religią fałszywą [1]
Autor tekstu:

"Jestem chrześcijanką-ateistką. Nie wierzę w to, co rozumiemy pod pojęciem Boga. Już to napisałam w mojej pierwszej „Sferze Armilarnej". Od dnia, w którym zdałam sobie sprawę, że nie wierzę (rzecz, która nastąpiła bardzo wcześnie, czyli kiedy jako dziewczynka zaczęłam głowić się nad przerażającym zagadnieniem: jest-Bóg-czy-też-go-nie-ma), myślę, że to ludzie stworzyli Boga, a nie na odwrót. Myślę, że ludzie wymyślili go z samotności, bezsilności, rozpaczy. Czyli po to, by dać odpowiedź na zagadkę egzystencji, aby złagodzić nierozwiązywalne pytania, które życie rzuca nam w twarz… Kim jesteśmy, skąd przybywamy, dokąd idziemy. Co było przed nami i przed tymi światami, miliardami światów, które z taką precyzją krążą po wszechświecie. Co będzie z nami później… Myślę, że wymyślili go także ze słabości, czyli ze strachu przez życiem i umieraniem. Życie jest bardzo trudne, umieranie jest zawsze nieprzyjemne, a idea Boga, która pomaga stawić czoło tym dwóm zjawiskom, może przynieść bezbrzeżną ulgę: rozumiem to dobrze. W gruncie rzeczy zazdroszczę tym, którzy wierzą. Czasami jestem o to wręcz zawistna. Nigdy jednak do tego stopnia, by wzbudzić w sobie podejrzenie, czyli nadzieję, że ów Bóg mógłby istnieć. Że przy tych wszystkich miliardach światów miałby czas i sposoby, żeby mnie odnaleźć, zatroszczyć się o mnie. Ergo, daję sobie radę sama. Jakby to nie wystarczyło, źle znoszę Kościoły. Ich dogmaty, ich liturgie, ich rzekomy autorytet duchowy, ich władzę. A z księżmi nie za bardzo dochodzę do porozumienia. Nawet gdy chodzi o osoby inteligentne lub bez winy, nie jestem w stanie zapomnieć, że służą tej władzy, i zawsze przychodzi moment, że mój wrodzony antyklerykalizm znów się pojawia. Moment, w jakim uśmiecham się do zjawy mojego dziadka ze strony matki, który był dziewiętnastowiecznym anarchistą i śpiewał: „Bebechami księży wydusimy królów". Mimo to, powtarzam, jestem chrześcijanką. Jestem nią, chociaż odrzucam wiele nakazów chrześcijaństwa. Na przykład tę historię z nadstawianiem drugiego policzka, z wybaczaniem. (To błąd, który rozzuchwala zło i którego nigdy nie popełniam.) A jestem nią, ponieważ podoba mi się myśl leżąca u podłoża chrześcijaństwa. Przekonuje mnie. Pociąga mnie do takiego stopnia, że nie znajduję w niej żadnej sprzeczności z moim ateizmem i z moim laicyzmem." [ 1 ]

Bardzo lubię panią Orianę Fallaci za jej żywiołowość, odwagę i oryginalność, chociaż bardzo często nie zgadzam się z wieloma jej poglądami. Urzekającym dla mnie w refleksjach pani Fallaci nie jest jednak zgodność jej opinii z moim światopoglądem, lecz unikalna cecha jej pisarstwa, mianowicie niesamowita zdolność do prowokowania czytelnika i zmuszania go do wyciągania wniosków, a czasami nawet do prowadzi to próby samookreślenia się.

Jest to coś, co naprawdę uważam za fascynujące — lubić kogoś, z kim w znacznej części spraw się nie zgadzam, za to, że zachęca mnie do wysiłku umysłowego, nierzadko nawet do autorefleksji. No cóż, pani Fallaci powiedziałaby, iż jestem szczególnym przypadkiem postchrześcijanina i postmodernisty. Wierzący zaś i praktykujący chrześcijanie powiedzieliby z całą pewnością, iż brakuje mi stymulującego efektu dostarczanego przez sztukę kaznodziejską moich byłych duszpasterzy.

I każdy z nich ma na swój sposób rację, albowiem jestem byłym chrześcijaninem wciągniętym w nurt postmodernizmu oraz próbującym określić swoją nową niechrześcijańską tożsamość. Klasyczne przysłowie istotne dla tego kontekstu mówi: „Natura vacuum horret." I coś w tym naprawdę jest, albowiem jako były głęboko wierzący i praktykujący chrześcijanin jestem w dalszym ciągu przekonany, iż sprawy religijne są bardzo istotne i nie jest to wcale mądre pozostawić tę sferę nieuporządkowaną i niezapełnioną. Odpowiedź na pytanie, czym i jak tę sferę zapełniłem, znajduje się w mojej biografii.

Jako jeszcze wierzący i praktykujący rzymski katolik traktowałem judaizm jako prapoczątek chrześcijaństwa, w związku z czym był on moją prareligią. W katolicyzmie bardzo podobała mi się scholastyczna teza: „Intellectus quaerens fidem", mówiąca, iż intelekt sam przez się kieruje się ku sferze nadprzyrodzonej i próbuje ją analizować oraz penetrować. Jako religię spełniającą ten wymóg traktowałem buddyzm w jego pierwotnym kształcie. I tak oto buddyzm stał się moją parareligią.

Tak zatem jako wierzący (bardzo zresztą naiwnie) katolik miałem religię sensu stricto — chrześcijaństwo, prareligię — judaizm oraz parareligię - buddyzm, oczywiście moja właściwa religia była dla mnie najważniejsza. Z czasem przekonałem się, iż chrześcijaństwo jest religią fałszywą, albowiem ukrzyżowany Rabin Stolarz z Nazaretu nie zmartwychwstał i nie wstąpił do nieba, a już na pewno nie był żadnym bóstwem.

Do odkrycia tego doszedłem spontanicznie, bez niczyjej agitacji, a właściwie to odkrycie przyszło do mnie samo po uczestnictwie serii wykładów na temat judaizmu. Stało się to pewnego popołudnia we wrocławskiej synagodze w czasie wykładu rabina Kanofskiego na temat przestrzegania szabatu. Po tym wydarzeniu poczułem się naprawdę wolny, jak nigdy przedtem. Równocześnie jednak zrozumiałem, dlaczego chrześcijaństwo musi mieć swoją podbudowę w antysemityzmie. Jeżeli ja, wierzący i praktykujący oraz douczający się chrześcijanin (wtedy już nie-katolik) tak szybko i niespodziewanie zrozumiałem fałszywy charakter chrześcijaństwa, to fenomenu tego z całą pewnością doświadczyliby inni chrześcijanie. A jest to coś, co niekoniecznie musi wprawiać w zachwyt rozmaite kościelne establishmenty.

Po owym pamiętnym dla mnie wydarzeniu znalazłem się w dziwnym stanie: nie miałem właściwej religii, natomiast pozostały mi parareligia oraz prareligia. I tak oto postanowiłem na nowo określić swoją religijną tożsamość. Stałem się teistą stojącym w pasie granicznym pomiędzy judaizmem oraz buddyzmem w pierwotnym znaczeniu (jako postawa człowieka pragnącego uporządkować swoje życie oraz ustosunkować się w pewien sposób do nadprzyrodzoności oraz materialnej przyziemności). Tak też do dzisiaj przebywam w tym pasie granicznym pomiędzy tymi dwoma pozornie niewiele mającego ze sobą systemami religijno-filozoficznymi.

Wbrew pozorom mają one ze sobą niejedno wspólne, mianowicie to, co buddyzm próbuje osiągnąć przez ascezę, medytację oraz samowyrzeczenie, jest osiągane w judaizmie przez przestrzeganie zaleceń Halachy (zwłaszcza zaś przestrzeganie szabatu) oraz studiowanie Tory. Jedną szkołę można zatem nazwać kontemplacyjno-ascetyczną, drugą zaś praktyczno-obrzędową. Oczywiście, pomiędzy obydwoma tradycjami występują bardzo liczne różnice w wielu kwestiach i w żadnym przypadku nie można powiedzieć, iż buddyzm i judaizm są bardzo do siebie podobne.

Jeżeli zaś idzie o mój stosunek do judaizmu, to w mojej intelektualnej i spirytualnej przygodzie z religią Mojżesza i jego fizycznych oraz duchowych synów bardzo wyraźnie utknął mi w pamięci pewien bardzo radosny moment, mianowicie jednego wieczoru przeczytałem artykuł na tematy archeologii biblijnej przedstawiający najnowszy stan badań nad podbojem Kanaanu. Okazuje się, iż żydowscy zdobywcy Ziemi Obiecanej nie dokonali tych strasznych masakr opisanych w Pięcioksięgu a same opisy należy traktować jako pewnego rodzaju moralną i dydaktyczną metaforę: „Wystrzegaj się pogaństwa w swoim życiu za wszelką możliwą cenę!" Było to jedno z nielicznych odkryć nauki, które w sposób nad wyraz bezpośredni mnie ucieszyło.

'Sytuacja ma miejsce w chederze (rodzaj żydowskiej szkoły).

"Rabi, co to jest osioł?" — pyta się Berek sprawdzając hebrajskie słówka w dużym słowniku.

"To jest takie zwierzę, na którym pewien nawiedzony rabin mamzer [ 2 ] z Nazaretu wjechał kiedyś do Jerozolimy." — odpowiedział od niechcenia rabin Elijahu.

"A co było potem?" — chciał wiedzieć dociekliwy uczeń.

"A potem świat nie był już taki sam ani dla Żydów ani dla Gojów." — odpowiedział rabin pogrążony w głębokim i smutnym zamyśleniu.'

Joszua bar Josef, Rabin Stolarz [ 3 ] z Nazaretu, oraz rabin Saul z Tarsu, znany również jako Paweł Apostoł, są twórcami religii chrześcijańskiej. Pierwszy z nich, był założycielem wędrownej szkoły rabinackiej, drugi zaś stał się propagatorem oraz interpretatorem myśli religijnej tego pierwszego. Religijna oferta Jezusa była adresowana do Żydów. Jego głównym celem była reforma ówczesnego judaizmu. Saul z Tarsu, początkowo zajadły wróg szkoły religijnej założonej przez Jezusa, stał się nie tylko jego duchowym uczniem, lecz postanowił również pozyskać nie-Żydów dla nowego ruchu.


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Boże, zbaw nas od religii!
Modlitwa - tak czy nie?

 Zobacz komentarze (3)..   


 Przypisy:
[ 1 ] Oriana Fallaci, Oriana Fallaci intervista Oriana Fallaci. L'apocalisse, 2004 (wyd. pol. Wywiad z sobą samą. Apokalipsa, 2005).
[ 2 ] Mamzer — według żydowskiego prawa religijnego (halachy ) jest to dziecko nieprawego łoża, które urodziło się po ślubie matki z innym mężczyzną. Mamzer jako taki podlega rozlicznym restrykcjom halachicznym, na przykład mamzer może poślubić tylko innego mamzera lub konwertytę. Status mamzera jest dziedziczny, dziecko mamzera jest zawsze mamzerem. W zasadzie jest to status osoby przeklętej.
Bez wątpienia najsłynniejszym żydowskim mamzerem był Joszua bar Josef, zwany również Jezusem z Nazaretu. W zasadzie należałoby go nazywać Joszua mamzer bar Miriam (syn Miriam).
W okresie Średniowiecza i Renesansu niejeden Żyd został ukarany za głoszenie tego rodzaju poglądów przez rozmaite kościelne instytucje (na przykład Inkwizycję) lub sądy świeckie, albowiem wypowiedzi tego rodzaju traktowano jaka bluźnierstwo, co było również przestępstwem w świetle prawa państwowego.
Wielokrotnie rozmaici rabini z obawy przed zbiorowymi represjami ze strony „tak zwanych młodszych braci we wierze" zabraniali Żydom wdawania się z chrześcijanami w dyskusje na tematy dotyczące różnic pomiędzy obydwoma religiami, szczególnie zalecano zaś nieporuszanie zagadnienia dotyczącego halachicznego statusu Ubóstwionego Rabina z Nazaretu oraz jego Matki Rzekomo Dziewicy (patrz Rozdział De Intolerabili Blasfemia Judeorum Contra Christum Et Fidem Eius Et Populum Christianum — O nie mogącym bezkarnie uchodzić bluźnierstwie Żydów skierowanym przeciwko Chrystusowi, Jego religii oraz chrześcijanom w dwóch niemalże identycznych artykułach tego samego autora Żydzi jako ofiary kościoła, Dziś, nr 8 (131), 2001 oraz Zagadnienie „czarnej" legendy inkwizycji, „Racjonalista", str. 2630).
[ 3 ] Tematyka bardziej szczegółowo i dobitnie omówiona została w internetowych publikacjach tego samego autora: Magazyn internetowy „Racjonalista", 2003, Nauczanie Jezusa a prześladowanie innowierców; Magazyn internetowy „Racjonalista", 2004, Rabin Mamzer albo Dzieje Jezusa.

« Irreligia   (Publikacja: 29-10-2005 Ostatnia zmiana: 26-02-2006)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Adam Marek Bryszkowski
Wybitny lingwista; zajmuje się historią inkwizycji.   Więcej informacji o autorze
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 17  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Nowy koszmar
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 4441 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365