Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
166.419.648 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7332 tekstów. Zajęłyby one 28943 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Kiedy będzie dostępna szczepionka na SARS-CoV-2 ?
Za miesiąc
Za pół roku
Za rok
Nie będzie możliwa
  

Oddano 546 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Formalny imperatyw katolickiej doktryny prawa naturalnego jest pustą formułą, z której nic nie wynika.
 Czytelnia i książki » Recenzje i krytyki

Globalizacja pod piórem psycholożki [2]
Autor tekstu:

Na zakończenie znajdujemy szereg przewidywań dotyczących przyszłości świata, w szczególności zmiany w kolejności mocarstw, których zapowiedź stanowi obecna gospodarcza i polityczna dynamika zmian w omawianych po kolei: USA, Chinach, Indiach, Europie i Brazylii. Po wyrażeniu niepokoju o możliwość wejścia w posiadanie broni nuklearnej przez terrorystów, autorka kończy pracę sympatycznym apelem o aktywność czytelników, na miarę ich możliwości, w celu zmiany świata na lepsze.

Nie sposób zrelacjonować wszystkie interesujące i ważne kwestie, poruszone w „Obliczach globalizacji". Niewątpliwie należy do nich jednak praca dzieci, zwłaszcza w biednych krajach. Według szacunków Banku Światowego z połowy lat 90. pracowało wtedy ćwierć miliarda dzieci w wieku 5 ­- 14 lat, a więc co szóste, przy czym w Afryce — aż 41 procent mieszkających tam dzieci, w Oceanii — 29 procent, w Azji — 22 procent, w Ameryce Łacińskiej — 17 procent. Większość z nich pracuje w obcych gospodarstwach rolnych, ale szacunki te nie uwzględniają pracy dzieci (głównie dziewczynek) we własnych domach. Zjawisko to motywowane jest głównie ekonomicznie — praca dzieci, choć kosztuje kilkukrotnie taniej niż praca dorosłych, pozwala uzupełnić budżet rodziny. Istotnym czynnikiem jest jednak również niedostępność edukacji, nawet na podstawowym poziomie, a także traktowanie posyłania dzieci do szkoły jako inwestycji, która zwraca się — jeśli w ogóle — bardzo późno. Nic więc dziwnego, że w niektórych krajach afrykańskich na zachętę organizuje się w szkołach posiłki dla dzieci, a nawet pozwala zabrać trochę jedzenia do domu.

Problemy związane z pracą dostrzegalne są jednak także w świecie dorosłych. Jednym z nich jest spadek siły związków zawodowych w bogatych krajach. Organizacjom tym dziś jest ciężej niż przed kilkudziesięciu laty wytaczać argumenty ekonomiczne, gdyż outsourcing doprowadził w wielu sektorach do tego, że produkcja może być przeniesiona w inne miejsce świata. Z drugiej strony sama forma relacji pracy ulega zmianom. Autorka cytuje wywód Richarda Sennetta, wskazujący że zanik tradycyjnych wzajemnych więzi pomiędzy pracownikiem a zatrudniającą go instytucją prowadzi do braku zaangażowania i lojalności ze strony tego ostatniego. Perspektywa zwolnienia i konieczność pracy w warunkach ryzyka sprawiają, że jest ona łatwo zmieniana, co zresztą częściej wiąże się ze stratą niż z zyskiem. Stabilizacja zawodowa jest czymś nieobecnym w dobie globalizacji, choć odpowiedzialne za to są nieustannie reorganizujące się i dostosowujące do konkurencyjnego rynku firmy. Nic więc dziwnego, że wywołuje to „korozję charakteru wśród ludzi pracy". Młody Amerykanin przeciętnie 11 razy zmieni miejsce pracy w ciągu 40-letniego okresu produkcyjnego, przy czym aż trzykrotnie zmieni profil zawodowy.

Innym uderzającym zjawiskiem właściwym dla globalizacji jest koncentracja mediów. O ile jeszcze pod koniec lat 70. XX wieku system medialny miał zasadniczo charakter narodowy, to proces deregulacji i prywatyzacji mediów i systemów telekomunikacyjnych doprowadził do tego, że już w drugiej połowie lat 90. na świecie liczyło się tylko dziewięć megakorporacji (za wyjątkiem Bertelsmanna wszystkie reprezentowały kapitał amerykański), a w 2003 roku — już tylko siedem. Do największych należały: Time Warner Communications, Disney, Viacom, Murdoch's News Corporation i Sony. Firmy te działają w różnych wzajemnie zależnych obszarach produkcji i usług, których telewizja, Internet czy prasa stanowią jedynie część. Zajmują się produkcją telewizyjnych adaptacji filmów kinowych, wydawaniem książek i czasopism, tworzeniem i rozpowszechnianiem muzyki, prowadzeniem sklepów i zakładaniem parków rozrywki. W tej części działalności, która związana jest z dostarczaniem informacji, robią to w na tyle atrakcyjnej formie (łącząc ją z rozrywką), żeby dzięki dużej liczbie odbiorców zarabiać na reklamie, która stanowi podstawę dochodów. Skomercjalizowany system medialny nie służy przy tym przekazywaniu ważnych społecznie treści, na czym cierpi życie publiczne i demokracja. Aby przezwyciężyć monopol wielkich koncernów należy doprowadzić do sytuacji, w której sami obywatele byliby twórcami informacji, a różnorodność źródeł informacji byłaby większa — tak by dotyczyły spraw lokalnych społeczności i nadawców spoza świata zachodniego. Obecnie mass media są służebne wobec wielkiego kapitału i utrzymania status quo (Wosińska używa bardziej oględnego określenia „wobec sposobu uprawiania globalizacji, w jaki przebiega ona dzisiaj"); żeby to zmienić potrzebna jest większa demokratyzacja komunikacji medialnej.

Wśród najbardziej dochodowych gałęzi gospodarki obok przemysłu związanego z masowym przekazem informacji (i reklamą) wymienić można przemysł farmaceutyczny. Leki są obok wody i żywności najbardziej niezbędnymi do przeżycia artykułami, co zapewnia na nie nieustający popyt. Jednak jest on w większej mierze związany z zamożnością niż ze stanem zdrowia. Podczas gdy w ubogich krajach problem stanowią malaria i czerwonka, to w krajach Zachodu znacznie bardziej centralne znaczenie ma dbanie o urodę i dobre samopoczucie. Statystyki są szokujące. Choć w krajach Trzeciego Świata żyje 72 procent populacji, to trafia do ludzi tam mieszkających zaledwie 7 procent światowej produkcji leków, a w najuboższych rejonach Afryki i Azji połowy ludności nie stać na jakiekolwiek leki. Wielkie koncerny farmaceutyczne zainteresowane są głównie bogatymi rynkami, więc koncentrują wysiłki badawcze na produktach, które służą podnoszeniu komfortu życia (life-drugs), a więc pielęgnacji ciała, zachowaniu młodości i urody. W 2000 roku firma Pfizer wydała na badania dotyczące nowych leków 4,4 miliarda dolarów, a Johnson & Johnson — ponad 2,9 miliarda. W tym samym czasie na badania nad rozwojem leków przeciwdziałających chorobom tropikalnym, takim jak cholera czy malaria, przeznaczono 0.01 miliarda dolarów (10 milionów). Sprawia to, że w obiegu są tylko leki tradycyjne; zresztą importowanie czy wykupywanie patentów na nowe leki przekracza możliwości biednych krajów. Nic więc dziwnego, że nastawione na zysk koncerny farmaceutyczne nie są zainteresowanie wynajdywaniem nowych leków na masowe (i śmiertelne) choroby, jeśli te w niewielkim lub wręcz żadnym stopniu nie dotyczą bogatych klientów.

Nasilanie się niektórych chorób może być związane z innym problemem — dostępem do wody pitnej. W ciągu najbliższych kilkunastu lat najbardziej zapalnym problemem, wywołującym konflikty międzynarodowe, mogą stać się gwałtownie malejące zasoby słodkiej wody. Jest ona niezbędna w rolnictwie, które i tak narażone jest na problemy związane z postępującym pustynnieniem i zmniejszającym się areałem ziemi uprawnej (obecnie około 11 procent powierzchni lądu). Jednak jej niedobór w połączeniu z rosnącą liczbą ludności już od dawna daje o sobie znać w najbardziej ludnych rejonach świata. W drugiej połowie XX wieku populacja Indii potroiła się, a wydolność irygacyjna obniżyła się, doprowadzając do spadku produkcji ziarna o jedną czwartą. Podobne problemy mają inne kraje. Szczególnym zarzewiem konfliktu mogą być sytuacje, gdy źródła dużych rzek leżą na terytorium kraju, który zamierza poprzez budowę zapór w zwiększonym zakresie korzystać z ich wód. I tak źródła Tygrysu i Eufratu, nawadniających Irak i Syrię, leżą w Turcji. Z kolei jedno ze źródeł Nilu leży w Etiopii, choć ujście tej rzeki — w Egipcie. Walka o dostęp do wody pitnej z czasem może przybrać bardziej radykalne formy niż obecnie. W końcu jest to dosłownie sprawa życia i śmierci.

Ograniczona wielkość zasobów (nie tylko wody) sprawia, że korzystanie z nich powinno uwzględniać interesy wszystkich użytkowników. Niestety, dużo wskazuje na to, że zwiększenie indywidualnych korzyści bywa przedkładane nad wspólne dobro. Wosińska pisze o tym jako o „tragedii wspólnoty", choć w psychologii znane jest to zjawisko jako „dylemat wspólnego pastwiska" (wypasanie dodatkowych krów przez poszczególnych użytkowników prowadzi do sytuacji, w której trawa nie nadąży z odrastaniem i wszystkie krowy najpierw przestaną dawać mleko, a później zdechną). Istnieje kilka mechanizmów odpowiedzialnych za tę „tragedię wspólnoty": w dużej grupie poszczególnym jej członkom wydaje się, że sami w niewielkim stopniu uszczuplą wspólne zasoby; egoistyczne zachowania innych są naśladowane; brak silnych więzów i niski poziom zaufania prowadzi do zaspokajania własnych potrzeb kosztem innych; brak komunikacji między ludźmi obniża tendencje kooperacyjne. Identyfikacja tych mechanizmów jest pierwszym krokiem do uruchomienia procesów, które mogą przyczynić się do ograniczenia rabunkowej eksploatacji zasobów i uchronienia środowiska naturalnego przed totalną dewastacją. Wosińska widzi dużą rolę, którą mogliby w tym odegrać psychologowie: przedstawiając alternatywne rozwiązania, tworząc system wzmocnień pożądanych zachowań proekologicznych, włączając jednostki do atrakcyjnych działań grupowych, wprowadzając przydatną wiedzę do systemu kształcenia na różnych szczeblach, a także pomagając w kształtowaniu zachowań konsumenckich przyjaznych dla środowiska. Liczne badania psychologiczne pokazują, że na poziomie deklaracji wartości materialne zajmują w niemal wszystkich kulturach i społeczeństwach odległe miejsca, ustępując takim wartościom, jak zdrowie czy rodzina. Problem polega na tym, że w życiowej praktyce dobra materialne i konsumpcja odgrywają znacznie większą rolę niż wynika to z deklarowanych postaw.

Próba oceny

Wilhelmina Wosińska wykonała pracę, która zaowocowała przeglądem materiałów dotyczących najważniejszych jej zdaniem obszarów globalizacji. Wśród licznych cytowanych źródeł, oprócz prac naukowych i popularno-naukowych znalazły się artykuły publicystyczne, a nawet programy telewizyjne. Niekiedy sprawia to, że informacje są mało wiarygodne, jak choćby ta o rzekomym zarażeniu wirusem HIV 50 procent wszystkich Murzynek mieszkających w USA (sytuacja przypominałaby tę z najbardziej dotkniętych śmiercionośny wirusem krajów Afryki). Jednak książka stała się przez to bogata o tyle, że nie stroni od bieżących, aktualnych zagadnień, a także od opinii eseistów i dziennikarzy. Warto podkreślić, że autorka przyjęła raczej — pochodną zapewne pracom naukowym — manierę obiektywnego relacjonowania faktów i opinii, zamiast wyrażania własnego zdania, polemizowania z obranymi adwersarzami czy głoszenia własnych, oryginalnych, niekiedy kontrowersyjnych tez. U czytelnika przyzwyczajonego do odbioru prac pisanych z dziennikarską swadą może więc lektura „Oblicz globalizacji" wywołać uczucie niedosytu. Z drugiej strony zapewne taki względnie neutralny przekaz może trafić do szerszego odbiorcy, zwłaszcza tego o umiarkowanych poglądach lub pozbawionego zdania. Być może nie wyrobi on sobie po zapoznaniu się z książką żadnego, zwłaszcza radykalnego, osądu światowych spraw, ale też nie zrazi go ona do siebie nadmierną wyrazistością opinii. Natomiast czytelnik o zdeklarowanych poglądach dostrzeże w pracy Wosińskiej, szczególnie w niektórych jej fragmentach, stanowiska domagające się polemiki.


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Bóg, honor i bezprawie
Przeprogramowane komórki macierzyste przechowują pamięć o swoim pochodzeniu

 Zobacz komentarze (3)..   


« Recenzje i krytyki   (Publikacja: 05-08-2010 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jarosław Klebaniuk
Doktor psychologii; adiunkt w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego; autor ponad pięćdziesięciu artykułów naukowych z zakresu psychologii społecznej; redaktor pięciu książek, w tym „Fenomen nierówności społecznych” i „Oblicza nierówności społecznych”; w latach 2007 – 2010 członek Komitetu Psychologii PAN; pisuje także prozę; publikował m. in. w „Akcencie”, „Bez Dogmatu”, „Kresach” i „Lampie”.

 Liczba tekstów na portalu: 14  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Jak Niemcy Polakom Żydów...
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 503 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365