Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
166.413.143 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7332 tekstów. Zajęłyby one 28943 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Kiedy będzie dostępna szczepionka na SARS-CoV-2 ?
Za miesiąc
Za pół roku
Za rok
Nie będzie możliwa
  

Oddano 543 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Wydaje mi się, że Bóg jest wygodnym wynalazkiem ludzkiego umysłu".
 Czytelnia i książki » Recenzje i krytyki

Globalizacja pod piórem psycholożki [3]
Autor tekstu:

Kontrowersje mogą wzbudzić fragmenty poświęcone państwom i ruchom społecznym, które krytycznie odnoszą się do globalizacji opartej na komercjalizacji kultury, totalnej deregulacji, prywatyzacji i głębokich cięciach socjalnych. Wymieniając kraje Ameryki Południowej, które w swojej polityce starają się uniezależnić od wpływów USA, autorka nie zająknęła się nawet o dwóch najważniejszych. O ile Brazylia stanowi przykład dosyć zręcznie prowadzonej polityki niezrażania do siebie najpotężniejszego sąsiada z Północy, przy jednoczesnej realizacji wewnętrznych celów socjalnych, o tyle pominięcie Wenezueli w kontekście „lewicowych przywódców" (s. 376) wydaje się kuriozalne. Przemiany zachodzące w tym kraju (otwarty powrót do socjalizmu, renacjonalizacja, prowadzenie antyamerykańskiej polityki) pod przywództwem Hugo Chaveza, jakkolwiek byśmy je oceniali, stanowią swego rodzaju nową jakość i jako takie mogą wpłynąć na kształt globalizacyjnej mapy świata. Nawet jeśli autorka nie zgadza się z tą tezą, to pomniejszenie wagi przez pominięcie nie wydaje się najsłuszniejszą taktyką.

Omawiając poczynania oddolnych krytyków globalizacji popełnia autorka dwojakiego rodzaju błąd: merytorycznej nieścisłości i logicznej sprzeczności. Jeśli bowiem pisze w podrozdziale „Zachodni antyglobaliści w walce o "globalnie lepszy świat", że protesty w Seattle przy okazji Światowego Forum Gospodarczego w 1999 roku i późniejsze miały chaotyczny charakter, a alterglobaliści „rzadko proponują konstruktywne rozwiązania, a jeśli nawet to czynią, ich postulaty są z reguły nierealne" (s. 387), to możemy przypisać to jej niedoinformowaniu (w kilku miejscach odmawia alterglobalistom wiedzy o mechanizmach funkcjonowania kapitalizmu, a także oferowania konkretnych alternatyw) i ewentualnie konserwatywnemu przekonaniu, że znaczące zmiany nie są możliwe, a zapewne także nieszczególnie mile widziane. (Takie same przekonanie wyrażali politycy realizujący postulaty państwa opiekuńczego, gdy wyśmiewali ideologię „szkoły Chicagowskiej" w latach 60. XX wieku; z kolei do niedawna nikomu nie przyszłoby do głowy, że brytyjski premier mógłby popierać podatek Tobina, tak nielubiany przez globalnych graczy kapitałowych). Jeśli jednak parę stron dalej (s. 388-394) znajdujemy bardzo rzeczowo opisane za Janem Aartem Scholte'm różne podejścia w ramach alteglobalizmu (negacjonistyczne, reformistyczne, transformistyczne), to jest to już poważna niekonsekwencja ze strony autorki. Nie da się pogodzić — bez naruszenia zasad logiki — faktu odmawiania alterglobalistom elementarnej kompetencji i konstruktywnego podejścia z zaprezentowaniem na kolejnych stronach konkretnych rozwiązań. Chyba, że Pani Profesor uważa, że demonstrujący alterglobaliści to ktoś zupełnie inny niż ci, którzy piszą i/lub propagują programy zmiany świata. Taka teza byłaby jednak trudna do obrony.

Innym uderzającym przykładem stronniczości jest pisanie (w wielu miejscach) z sympatią o Indiach, tym „największym biurze świata", przy jednoczesnym niezwykle krytycznym stosunku do Rosji (także przy różnych okazjach). Nie trzeba być ani uprzedzonym do azjatyckiego subkontynentu, ani bezkrytycznym apologetą euroazjatyckiego państwa, by dostrzec tendencyjność takiego podejścia. Zachwyty nad indyjską demokracją i wysokim poziomem wykształcenia tamtejszych elit przysłaniają w omawianej książce fakt, że jest to miejsce nie tylko uderzających nierówności ekonomicznych, sankcjonowanych tradycyjnym systemem kastowym, ale kraj borykający się z przeludnieniem, niegodnymi warunkami życia setek milionów ludzi, złymi warunkami higienicznymi, brakiem dostępu do wody i związanymi z tym chorobami, nędzą i patologiami społecznymi (wykorzystywanie małych dzieci do pracy i prostytucji). Zresztą informacje o tym można znaleźć w książce, ale synteza prezentowana przy porównywaniu krajów wydaje się optymistycznie akcentować rozwój i proglobalizacyjne nastawienie elit.

Natomiast w przypadku Rosji skala nie wszystkich wspominanych negatywnych zjawisk jest aż tak wielka, jak przedstawia to autorka, a państwowe monopole i autokratyczne rządy, kontrolujące media i zwalczające opozycję, a także nie dbających o zdrowie mężczyzn, ulegających wypadkom z powodu alkoholizmu — wszystko to znajdziemy w innych krajach, nawet tych pozornie demokratycznych. Problemem Rosji nie jest, jak zdaje się sugerować Wosińska, niestosowanie się do reguł wolnego rynku, ale właśnie typowe dla niego dopuszczenie do eskalacji nierówności społecznych za sprawą stwarzania warunków do powstawania oligarchicznych fortun kosztem pracowników z nizin społecznych i poprzez rezygnację z bezpieczeństwa socjalnego. Krytyka przeprowadzona przez autorkę z pozycji neoliberalnych dotyczy więc raczej pewnych ograniczeń dla obcego kapitału, niż łamania zasad funkcjonowania kapitalistycznej gospodarki.

Nieco zaskakujące jest też praktycznie pominięcie w cytowaniach ważnej książki Naomi Klein „No Logo". Wspominana jest tylko raz, a i wtedy autorka określa ją jako „kontrowersyjną". O żadnej innej publikacji nie pisze w ten sposób. Niektórym, nie mniej „kontrowersyjnym", poświęca natomiast bardzo dużo uwagi. Szczególnie upodobała sobie Thomasa L. Friedmana i jego „Lexus i drzewo oliwne", które cytuje wielokrotnie, rozwlekle i czerpiąc stamtąd wątpliwej jakości metafory, wokół których buduje całe podrozdziały. Apoteozę zachodniego świata znajdzie czytelnik też we fragmentach pochwalnych wobec USA, które są dosyć bezkrytycznie przedstawiane jako lider rozwoju gospodarczego, postępu naukowego i innowacyjności (według niektórych źródeł Internet nie został, jak chce autorka, wynaleziony w Ameryce, ale w Szwajcarii). Choć , co należy uczciwie przyznać, w „Obliczach globalizacji" pojawiły się także informacje krytyczne wobec największego światowego mocarstwa, jak choćby te o słabym radzeniu sobie z klęskami żywiołowymi czy niewywiązywaniu się ze zobowiązań wobec państw ubogich, to przeważa laurkowy opis wspaniałości kraju bliskiego wykładającej w nim psycholożce. Wprawdzie w czasie, gdy pisała książkę (do 2007 roku) nie była jeszcze znana praca Klein „Doktryna szoku", ale też należy wątpić, czy byłaby entuzjastycznie przez nią cytowana. Natomiast nazwisko innego wielkiego krytyka USA — Noama Chomsky’ego, autora wielu odwołujących się do faktów prac (choćby „Rok 501. Podbój trwa"), w ogóle nie jest przez Wosińską cytowane. Nawet jeśli jest krytyczna wobec jego tez o niemoralnym i w gruncie rzeczy niedemokratycznym charakterze kolejnych amerykańskich rządów, to całkowite pominięcie jego publikacji wydaje się nie tylko tendencyjne, ale wręcz niezrozumiałe. W końcu cytuje dwie prace Roberta W. McChesney’a, znanego krytyka korporacyjnych mediów, a pośrednio — także opierającego się na nich systemu politycznego USA.

Zdarzają się w „Obliczach globalizacji" i inne, drobne niedociągnięcia. Jeśli wziąć pod uwagę, że dzisiejsza liczba urzędników administracji państwowej w Polsce jest wielokrotnie — pomimo postępu informatycznego i rozwoju techniki biurowej — wyższa niż w czasach realnego socjalizmu, to twierdzenie o „odziedziczonym po PRL-u przeroście kadr" (s. 128) wydaje się co najmniej dyskusyjne. Także podkreślanie w wielu miejscach (np. na s. 187), że środkiem zaradczym na wszelkie negatywne zjawiska jest wzrost poziomu edukacji, nie wydaje się bezwzględnie słuszne. Problemy biedy i patologii społecznej są przecież wielorako uwarunkowane i mają podłoże systemowe, związane choćby z poziomem redystrybucji. O ewentualnych zmianach systemowych nie znajdujemy w książce informacji, a przecież to właśnie takie globalne rozwiązania wydają się lepszą odpowiedzią na globalne problemy.

O ile się możemy zorientować w korporacyjnej rzeczywistości, ani Ford, ani General Motors nie zbankrutowały, jak sugeruje popularyzatorka nauki na s. 123. Być może uśmiercenie tych dwóch gigantów było tylko zabiegiem retorycznym, ale tak czy inaczej wprawiło najnowszą prawdę historyczną w poważne zakłopotanie. Także wyjaśnienie kłopotów z wyżywieniem rosnącej populacji świata, przedstawianych dosyć alarmistycznie (np. na s. 211), opiera się na przyjęciu, że produkcja żywności jest niewystarczająca. Tymczasem spotkać się można z alternatywnym wyjaśnieniem głodu na świecie. Zgodnie z nim produkowana żywność jest niewłaściwie dzielona: olbrzymiemu marnotrawstwu w bogatych krajach (dla utrzymania cen niszczy się płody rolne lub poddaje absurdalnie rygorystycznej kontroli jakości) towarzyszą niedobory w krajach biednych. Zresztą przewidywania, że populacja świata osiągnie w drugiej połowie naszego wieku liczbę 10 — 12 milionów (s. 198), a więc wielkość jeszcze trudniejszą do wyżywienia niż obecnie, opierają się na ekstrapolacji obecnych trendów. Wydaje się, że przyszłość jest znacznie mniej przewidywalna niż się wydaje demografom, ale autorka zdaje się ufać im i ich profetycznym zdolnościom.

Źródłem pewnego dyskomfortu związanego z lekturą książki jest jej malejąca aktualność. Rok wydania okazał się tym, który przejdzie do historii jako czas wybuchu światowego kryzysu finansowego, będącego następstwem załamania na rynku nieruchomości i ryzykownych kredytów. Także katastrofa ekologiczna związana z gigantycznym wyciekiem ropy, spowodowanym łamaniem standardów bezpieczeństwa przez BP pozostaje w kontraście z relacjonowanymi w książce (s. 305 — 306)"zielonymi" zmianami, inicjowanymi przez ten koncern paliwowy. Oczywiście takich wydarzeń nie można uwzględnić „awansem", nie sposób też ich przewidzieć (bardzo nielicznym ekonomistom udało się to w odniesieniu do kryzysu finansowego, ale zaczęli być słuchani dopiero po fakcie). Wosińska zresztą napisała o tempie globalizacji i związanych z nią zmian, dostrzegając niebezpieczeństwo dla aktualności opisywanego stanu rzeczy. Być może, jeśli jej praca będzie miała kolejne wydania, to uwzględni również bieżące ważne wydarzenia. Kryzys był (w gruncie rzeczy wciąż jest, bo problemy gospodarcze częściowo stanowiące jego następstwo, takie jak wysokie bezrobocie i duże zadłużenie państw, nie ustąpiły) o tyle ważny, że odsłonił nieznane oblicze globalizacji. Dodajmy, że zrobił to najprawdopodobniej jeszcze nie do końca.

Język „Oblicz globalizacji" jest staranny, wręcz grzeczny, sięgający po wyszukane określenia (na przykład na nazwy krajów). Od czasu do czasu pojawiają się nienachalne kalki z angielskiego w rodzaju: „kolekcjonować procenty" (zbierać odsetki) lub „hemisfera" (półkula), ale ich liczba jest niewielka i przypomina tylko o amerykańskiej bazie językowej Pani Profesor. Mogą drażnić natomiast bardzo częste ostrzeżenia, że jakiś cytowany fragment, sformułowanie czy historyjka mają „zabawny", „humorystyczny" lub „ironiczny" charakter. Inteligentny czytelnik prawdopodobnie poradziłby sobie z ową niepowagą lub ziarnami sarkazmu bez tego rodzaju ostrzeżeń, nieinteligentny zaś zostałby słusznie ukarany odebraniem części przyjemności płynącej z lektury. W niektórych natomiast przypadkach nawet uważny i bystry czytelnik nie zauważy nic śmiesznego czy wywołującego uśmiech w sygnowanych w tym kierunku fragmentach. Jeśli tak, to może warto po prostu pisać bez asekuracji. No, ale to uwaga wyłącznie literacka. Treści książki te niepotrzebne, moim zdaniem, zapowiedzi humoru niczego nie ujmują, a tym bardziej nie wpływają na edytorski standard woluminu, który jest bardzo wysoki. Sama autorka zresztą na wstępie dziękuje w eksponowany sposób redaktorce — Annie Świtajskiej, od lat zresztą zasłużenie cenionej w naukowym środowisku psychologicznym. Jej nowe wydawnictwo rzeczywiście i omawianą tutaj książkę wydało profesjonalnie.

Wilhelmina Wosińska: Oblicza globalizacji, Wydawnictwo Smak Słowa, Sopot 2008.


1 2 3 

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Bóg, honor i bezprawie
Przeprogramowane komórki macierzyste przechowują pamięć o swoim pochodzeniu

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (3)..   


« Recenzje i krytyki   (Publikacja: 05-08-2010 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jarosław Klebaniuk
Doktor psychologii; adiunkt w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego; autor ponad pięćdziesięciu artykułów naukowych z zakresu psychologii społecznej; redaktor pięciu książek, w tym „Fenomen nierówności społecznych” i „Oblicza nierówności społecznych”; w latach 2007 – 2010 członek Komitetu Psychologii PAN; pisuje także prozę; publikował m. in. w „Akcencie”, „Bez Dogmatu”, „Kresach” i „Lampie”.

 Liczba tekstów na portalu: 14  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Jak Niemcy Polakom Żydów...
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 503 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365