Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
161.182.994 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7320 tekstów. Zajęłyby one 28875 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 1973 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Twierdzenia, których zasadniczo nie można sprawdzić, są jako wyjaśnienia pozbawione wartości.
 Kultura » Historia

Powstanie oczami kibica [2]
Autor tekstu:

Jak więc można ocenić dowództwo wydające rozkaz do akcji bez spełnienia tak podstawowych warunków? Jak ocenić historyka, który o tym nie wspomniał?

Elementy decyzji. To powtórka z niekompetencji i braków wiedzy wojskowej niemal wszystkich oficerów dowództwa. Sosnkowski, Komorowski, Okulicki (co do Chruściela — nie wiem) przez kilka lat wcześniejszych zapowiadali klęskę Rosjan, którzy co rusz mieli się załamać wykrwawieni i zdać na łaskę Hitlera. Mniejsza o konsekwencje ich radosnych proroctw, że Hitler w takim razie całą mocą zwróciłby się na zachód, przez co panowie prorocy najpewniej zostaliby zmuszeni do wyprowadzki z hotelu Rubens. Chodzi o to, że tak powątpiewający w Rosjan oficerowie nagle w roku 1944 doszli do zgodnego wniosku, że ruszająca z Białorusi ofensywa „Bagration" bez żadnego wątpienia ogarnie Warszawę. Ponad 400 kilometrów ciężkich walk, przełamujących uporczywą obronę najlepszej armii świata! Skąd taki optymizm? Skąd, bez pytania Rosjan, dowództwo Armii Krajowej wiedziało, że zechcą i będą w stanie zająć Warszawę w trakcie tej operacji, gdyż legło to u podstaw decyzji o powstaniu? Tym większa zagadka, gdy sobie uprzytomnić, że zdaniem naszych strategów Armia Czerwona po przejściu tego dystansu u wrót Warszawy była nadal tak wypoczęta i w pełni sił, by jedynie zła wola mogła sprawić odstąpienie od zamiaru zajęcia Warszawy, byle zrobić na złość Polakom. Czy ktoś podał tę drobną liczbę strat, 320 tysięcy, bo tylu ubyło z Armii Czerwonej w operacji „Bagration" (według źródeł niemieckich nawet pół miliona) — ponad połowa tego, co alianci zachodni stracili od Normandii do samej Łaby. Nie wiem, czy Rokossowski otrzymał taki rozkaz, by przyglądać się przez Wisłę ginącej Warszawie, a jeśli nawet otrzymał, to o co właściwie pretensje? Był wrogiem grającym rolę alianta, czy aliantem traktowanym jak wróg? Miał udzielić pomocy przeciw sobie samemu? Kali jest dobry, gdy komuś ukraść krowa. Ten bałagan pojęć i odniesień chyba nigdy nie zostanie uporządkowany. Zresztą Rokossowski przyglądał się Warszawie dopiero od połowy września.

To bardzo istotne: zajęcie Pragi nastąpiło 10 — 14 września. Wystarczy zdać sobie z tego sprawę. Ale może spóźnienie było celowe, na złość.

Więc elementy. Rosjanie nacierają od Białorusi, coraz wolniej i trudniej, to jasne dla każdego po krótkim namyśle. Niemcy się cofają, wręcz wieją, później odtwarzają obronę, przez stolicę przechodzą na wschód cztery dywizje pancerne. Sztab Armii Krajowej nie tając dziwacznego wobec swoich zamiarów zadowolenia przekazał do Londynu meldunek o poważnej porażce Rosjan w rejonie Wyszkowa i Radzymina, także pod Wołominem, przez co natarcie Rosjan zostało wstrzymane. Ten meldunek generał Bór podpisał 30 lipca, tego samego dnia przez Warszawę przeszła piąta niemiecka dywizja pancerna. O przebiegu linii frontu w tych dniach sztab Armii Krajowej nie miał ścisłych danych, jednakże zdawał sobie sprawę, że oddalona jest od Warszawy co najmniej 70 — 80 kilometrów. Wniosek, iż podejście Rosjan pod warszawskie mosty nie jest możliwe w ciągu dni najbliższych, był oczywisty. Wbrew własnemu meldunkowi ten wniosek zignorowano.

Sztab liczył na rzeczy rodem z bajki albo majaczenia. Na wysłanie do kraju Brygady Spadochronowej i czterech polskich dywizjonów myśliwskich oraz zrzutu co najmniej 1200 ton zaopatrzenia bojowego. Przy najlepszej woli angielskich sojuszników, czego zresztą nie było, ani jedna z tych bajek nie mogła być zrealizowana.

Ano rozpatrzmy wcale nie tak wojskowo. Brygada Spadochronowa lądująca tuż przy linii frontu, bez gwarancji szybkiego połączenia z atakującą armią — pod Arnhem przerobiono to w znacznie większej skali. Co do polskich myśliwców, po prostu nie były w stanie pokonać dystansu. Zwyczajnie paliwa by im zbrakło. A lądować gdzie miały? W szczerym polu? Na ulicach? Całej Armii Krajowej byłoby mało na prostą ochronę lądowisk. Dalej, zrzuty. Też mniejsza o szczegóły. W czasie całej wojny Polska otrzymała 600 ton zrzutów. Grecja dostała 5800 ton, Francja i Jugosławia po 10000 ton. Bez komentarza.

Jak wynika z powyższego, żaden z ważnych elementów decyzji nie został wzięty pod uwagę, choć każdy był doskonale znany. Znane było wiele innych elementów mniejszego znaczenia, lecz podobnej wymowy. W żadnym dokumencie dotyczącym Powstania nie ma śladu operacyjnego rozpracowania takich elementów, za co odpowiedzialnym był generał Okulicki. No i Pełczyński oczywiście.

Chcę powiedzieć wyraźnie, Powstanie organizowali wojskowi, oficerowie, ludzie co najmniej z pretensją do fachowości, nie entuzjaści zdeterminowani nienawiścią do wroga. Nie wolno mylić tej sprawy, dla fachowców nie ma taryfy ulgowej.

Myślę, że należy sformułować wyraźnie tę kamuflowaną niezdarnie, z właściwą jasnością nie wypowiedzianą tezę o przyczynie klęski Powstania. Teza ta przewija się fałszywie jak wąż, wszyscy ją rozumieją i nikt nie wypowiada tak, jak by na to zasłużyła, gdyby można ją było uczciwie uzasadnić: klęska Powstania nastąpiła, gdyż nie udzielono nam pomocy.

Nieważne, czy pomoc realna, czy z bajki i majaczenia. Jeżeli miała być udzielona, winna była stanowić element planowania operacyjnego, na którym każdy kompetentny dowódca opiera założenia do walki. A niekompetentny po klęsce bredzi, że nikt mu nie pomógł. Czy ktoś zobowiązał się, że udzieli pomocy? Nie? No to powiedzmy wreszcie: bajki i majaczenia były podstawą operacyjnego planu Powstania. Zresztą, żadnego planu nie było. Jak zwykle, nadzieja i zapał miały zastąpić wszystko - ale tym razem wreszcie należałoby wskazać, że kryje się za tym konkretna wina i konkretna krew.

Punkt przedostatni - przeciwnik. O tym wbrew pozorom wiedziano dość sporo, choć raczej ogólnie. Że Warszawa leży w pasie działań 9 armii niemieckiej, że dowodzi armią von Vormann, że dowódcą nadrzędnym jest feldmarszałek Model. Że w bezpośrednim sąsiedztwie Warszawy zajmuje obronę sześć dywizji polowych i pięć pancernych, nie licząc frontowych odwodów całej Grupy Armii. W samej stolicy stacjonowały oddziały węgierskie, brygada Kamińskiego, różne grupy nacjonalistów, także policja, żandarmeria, oddziały ochronne i tak dalej. Nie chcę przekonywać, że Powstanie należało rozpocząć pod warunkiem dysponowania większą siłą niż Niemcy. Nie ulega jednak wątpliwości, że warunkiem być musiało posiadanie siły dostatecznej, by zająć ważne punkty w mieście od razu, najlepiej z zaskoczenia w pierwszym ataku. Jak wyglądała rzeczywistość? Ludwig Hahn, szef dystryktu warszawskiego, od godziny 14.00 dnia 1 sierpnia ogłosił pogotowie bojowe dla oddziałów policji i SS. Dziennik działań bojowych 9 armii stwierdza 29 lipca, że wybuch walk oczekiwany jest o godzinie 23.00. Jedno i drugie oznaczało pełną gotowość dla ponad 23000 dobrze uzbrojonych żołnierzy, ukrytych za umocnieniami. Zresztą, dla jasności — do drugiej połowy września 9 armia nie brała udziału w tłumieniu Powstania, wyjąwszy kilka pododdziałów saperów, artylerii, później batalionu dział pancernych z odwodu. Von dem Bach wykorzystał sześć czołgów z warsztatu remontowego dywizji „Das Reich", zresztą samowolnie. Jego raport i meldunki Ludwiga Hahna stwierdzają, że walkę początkowo prowadziły nie regularne wojska, lecz oddziały ochronne, SS-Schutzstaffeln, żandarmerii i pomocnicze w rodzaju brygady Kamińskiego, Dirlewangera itp., wprowadzane kolejno, w miarę rozwoju sytuacji. Po 20 września, po ustabilizowaniu się frontu, Von dem Bach dostał dwa pułki piechoty, batalion czołgów, trzy bataliony saperów, specjalistów od zniszczeń.

Punkt ostatni — żołnierze Powstania. Muszę przyznać, że dla mnie to całe Powstanie. Oni i tylko Oni. Tak samo jak we wrześniu wykorzystani przez makabrycznych szaleńców nieuważających za słuszne ani potrzebne, by silić się na mądrość i sumienie. O Nich nie chcę pisać, zresztą nie ma potrzeby. Żołnierze Powstania to oddzielna karta. W moim przekonaniu dowódcy Powstania nie zasłużyli na swoich Żołnierzy. Sława niesławnych dowódców żywi się Ich krwią.

Wiem jedno: znacznie bardziej błahe przesłanki zwykle wystarczają, aby dowódców postawić przed sąd i bez litości rozstrzelać, co najmniej zaś napiętnować i pozbawić honoru. Tyle, że nie u nas. U nas ze słabości czyni się cnotę. Ulice nazywa imionami tych, którzy zawiedli. Przed trybunałem historii też można iść w zaparte.

Pozostaje zdziwienie wobec historyków. Zachowują się tak, jak gdyby osobiście byli winni historycznych grzechów. W którym pokoleniu po wydarzeniach budzi się u historyków sumienie?


1 2 

 Zobacz także te strony:
Powstanie Warszawskie
W poszukiwaniu racji Powstania Warszawskiego
 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
W poszukiwaniu racji Powstania Warszawskiego
Powstanie Warszawskie

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (50)..   


« Historia   (Publikacja: 30-01-2007 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Zbysław Śmigielski
Powieściopisarz, nowelista, aforysta, najrzadziej poeta. Laureat konkursów i nagród literackich. Uznany za marynistę. Był kapitanem jachtowym, instruktorem żeglarstwa, nieco powłóczył się po morzach, co ma wpływ na twórczość. Zajmuje się propagowaniem spraw morza na spotkaniach autorskich, szczególnie z młodzieżą. Interesują go także inne sprawy: historia współczesna, problemy społeczne, konflikty moralne - to, czym żyjemy na codzień. Ostatnia książka: Sarmaty i scyty (2007). Zmarł w 2014.
 Strona www autora
 Numer GG: 3401579

 Liczba tekstów na portalu: 22  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Nostalgia
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5246 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365